Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Kamienica, Warwick
AutorWiadomość

Kamienica

Kamienica w której murach od lat zamieszkiwała klasa średnia magicznego świata. Brudna, nigdy nie remontowana, zaniedbana przez mieszkańców jak i właścicieli. Stała się również miejscem spotkań przemytników, handlarzy, oraz uzależnionych od wszelkich środków psychoaktywnych. Nie można powiedzieć, by wojna zmieniła cokolwiek w życiu tych ludzi. Nie wstydzą się pracy i chętnie brudzą sobie ręce. Nie wiedzieć czemu nikt nigdy nie starał się pomóc tym ludziom, nikt ich także nie wyrzucił, a kamienica stoi tak od lat, odstraszając swoim wyglądem ciekawskie spojrzenia.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienica, Warwick Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

09.02

Change was in the air
it was only a question of when

Umysł był samolubnym narzędziem; zwłaszcza, gdy w grę wchodził umysł kobiety tak egocentrycznej jak Elvira Multon. Do samego końca zduszała w sobie naiwne przekonanie, że jest w pełni zdolna udać się do Warwick samodzielnie, odwiedzić zamkniętą na obcych, a co za tym idzie niebezpieczną społeczność dzielnicy przy Rowland Rode i przekonać ich do korzyści płynących za przychyleniem się do woli wkraczających do hrabstwa Rycerzy Walpurgii. Przed rokiem może nawet posłuchałaby podszeptów narcyzmu, obecnie jednak była mądrzejsza od własnych emocji i przeczuć. Nie po to spotykali się w Białej Wywernie, by omówić każdy punkt planu oraz zdobyte z dużym wysiłkiem informacje, aby teraz rozproszyć się po Suffolk i Warwickshire w jednoosobowych grupach i przyjąć na własne barki wyzwania. Każdy Rycerz, nawet każdy sojusznik miał indywidualne dla siebie umiejętności oraz środki i nic z takowych nie mogło pozostać w cieniu. Byłoby to marnotrawieniem zasobów. W ogniu trwającej wojny o wpływy nie mogli sobie na to pozwolić.
Koniec końców nawet samolubny umysł zdołał się z tym pogodzić i dziewiątego lutego Elvira przygotowywała się do wyprawy w towarzystwie lorda Xaviera Burke'a. Mężczyzna sam zaoferował swój udział, a uzdrowicielka nie miała ku temu ani jednej obiekcji; zdążyła już poznać go, gdy walczyli ramię w ramię, uznawała za człowieka godnego zaufania, poza tym gorzka prawda uświadamiała, że miał coś, czego ona nie posiadała - majątek do rozdysponowania. Dodawał wiarygodności, której brakowało szczupłej blond czarownicy. Niezależnie od tego, jak wielce pragnęła zmiażdżyć pod obcasem te dowody patriarchatu, wiedziała, że specyficzna dzielnica, mogąca przysłużyć się Czarnemu Panu, nie była na to właściwym miejscem. Jeszcze nie.
Umówili się z lordem, że spotkają się na rynku w Warwick, skąd niedaleko wiodła aleja prowadząca do Rowland Rode. Tam też czekała, ubrana w skromną i niepozorną szatę z grubego materiału, czarny płaszcz z kapturem zarzuconym na rozpuszczone włosy oraz kozaki na niskim obcasie. Różdżka spoczywała bezpiecznie w specjalnej, wąskiej kieszeni, poza tym miała ze sobą jeszcze kilka drobiazgów, od których starała się nie odstępować na każdej misji. Wiedziała, że nie będzie musiała długo oczekiwać na Xaviera; lordowie mieli tę przyjemną cechę, że rzadko się spóźniali.
- Witaj, lordzie - powiedziała cicho, dostrzegając go, jak zbliża się do niej, bez wątpienia rozpoznając wysoką sylwetkę i chłodny wyraz twarzy. - To niedaleko stąd, zaledwie dwie ulice. Musimy być przygotowani na to, że początkiem mogą protestować przed rozmową - zaznaczyła.

Ekwipunek we wsiąkiewce


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Burke już dawno nauczył się, że działanie w pojedynkę nie zawsze jest opłacalne. Od lat zajmował się organizowaniem wszelakiej maści, jednak to właśnie organizowanie misji i wypraw sprawiało mu zawsze najwięcej radości i satysfakcji. To właśnie dzięki temu nauczył się, że połączenie ze sobą kilku osób, które posiadają różne specjalizacje będzie dobrze prognozować na przyszłość. Wiedział, że kiedy on wyruszał na swoje wyprawy poszukiwawcze musiał mieć ze sobą łamacza klątw, ale również i uzdrowiciela oraz najlepiej by było aby towarzyszył im również ktoś znający się na warzeniu eliksirów. Naturalnie dobór osób zależał również od miejsc do jakiego planowano się udać.
Dlatego też, kiedy piątego lutego spotkali się w Wywernie by omówić plan, którego głównym założeniem było zdobycie jak największego poparcia w Suffolk i Warwickshire, zdawał sobie sprawę, że podzielenie się na grupy będzie najlepszym wyjściem. Każde z nich posiadało umiejętności i doświadczenia, których nie posiadali inni, więc to było najlepsze wyjście.
On sam postanowił być naprawdę ambitny i zaproponował swoją pomoc trzem innym członkom. Nie zwracał uwagi, że będzie go to kosztowało wiele pracy. Był idealnym przykładem pracoholika to raz, a dwa chciał się przysłużyć jak najbardziej. Nie dlatego, że zależało mu na posłuchu i podziwie, po prostu lubił działać, a zdobycie poparcia niezdecydowanych hrabstw na rzecz Czarnego Pana było najważniejsze w tym momencie. Miał zamiar więc pracować ciężko i pomóc w osiągnięciu celu.
Dzisiaj miał pomóc pannie Multon w Warwick. Kiedy przekazała swoje informacje na spotkaniu, wiedział, że będzie w stanie jej pomóc. Wspomniana przez nią ulica i jej mieszkańcy zabrzmieli mu całkiem podobnie jak Nokturn. Przebywał na Nokturnie od najmłodszych lat, potrafił porozumiewać się z tamtejszymi mieszkańcami, czasami nawet mówić ich językiem. Wielu mówili o jego rodzinie jakoby byli „władcami” Nokturnu, co oczywiście mijało się z prawdą, ale nigdy nie wyprowadzano nikogo z błędu. Xavier założył więc, że będzie w stanie przemówić do mieszkańców Rowland Rode, a nawet ich wesprzeć pewną sumą. Pewnie nie wszystkich naraz, ale z pewnością wieść rozniesie się dalej i znajdzie się dzięki temu wielu chętnych do współpracy. Panna Multon za to była bardzo zdolną uzdrowicielką, miał już przyjemność pracować z nią podczas organizowanych, w listopadzie poprzedniego roku, czystek w Durham i bardzo dobrze tą współpracę wspominał.
Pojawił się na rynku Warwick odziany jak zawsze, w idealnie dopasowany garnitur, na który ubrany miał gruby zimowy płaszcz podszyty lisim futrem. Burke nie cierpiał zimy, nie lubił marznąć, dlatego kiedy musiał przebywać na dworze zawsze był ubrany bardzo ciepło. Różdżka jak zawsze w pogotowiu schowana w kieszeni, więc w razie czego był gotowy.
Zauważył Elvirę po chwili i od razu ruszył w jej kierunku. Nie chciał jej zmuszać do czekania.
- Dzień dobry panno Multon. - skinął jej lekko głową na powitanie, po czym mimowolnie spojrzał w kierunku, który wskazała – Chodźmy zatem, nie ma sensu zwlekać. Z całą pewnością na początku będą sceptycznie nastawieni. Dlatego myślę, że na początku należy poznać ich potrzebny i ich sytuację abyśmy wiedzieli co możemy im ze swojej strony zaoferować. - zaproponował zerkając na blondynkę, powoli ruszając we wskazanym wcześniej kierunku.

Ekwipunek we wsiąkiewce.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Błękitne oczy jedynie na krótką chwilę przemknęły wzdłuż futrzanego podszycia płaszcza oraz wystających spod niego zarysów garnituru. Lordowie nigdy nie odbierali sobie szansy na to, by olśnić towarzyszy swoim bogactwem, nawet jeżeli przejawiało się ono w rzeczy tak prostej jak ubiór. Zastanawiała się, w jaki sposób wpłynie to na ich misję. Czy mieszkańcy starych kamienic zaufają im bardziej, czy wręcz przeciwnie? W porównaniu do Xaviera, Elvira prezentowała się wyjątkowo zwyczajnie, ale to przecież dopełniało ich wizerunku - zamożny lord skłonny sfinansować odbudowę dzielnicy oraz pracowita uzdrowicielka wyciągająca pomocną dłoń do potrzebujących. Niech i tak będzie, nawet jeżeli jej persona miała zupełnie rozmyć się z prawdą, skrywając pod powierzchnią kobietę do cna interesowną. Nie stanowiła może najlepszego przykładu ciepła i empatii, ale gdy przyszło co do czego, potrafiła kłamać. Nie zaszłaby tak daleko, gdyby było inaczej.
- Oczywiście - przyznała na sugestię, na moment okazując zawahanie. Czy powinna złapać go pod ramię? Symulować zażyłość? Poszukiwanie bezpieczeństwa? W ten sposób w oczach mieszkańców Rowland Rode zyskałaby na niepozorności, ale to przecież nie było ich celem. Miast tego więc zbliżyła się do Xaviera, maszerując z nim ramię w ramię, gdy ruszyli odśnieżoną aleją. - Nie wpadniemy tam z zupełnego przypadku. Późnym popołudniem w dzielnicy otwiera się wiele pomniejszych, zapyziałych sklepików. Można tam kupić nielegalne talizmany, własnoręcznie ryte figurki do rytuałów, stare książki wątpliwego pochodzenia. Wykorzystując ten moment mamy większą szansę na to, że ktokolwiek będzie chciał z nami rozmawiać - Wcisnęła do kieszeni zmarznięte dłonie okryte skórzanymi rękawiczkami.
Jasnoszare płyty deptaka stopniowo ustępowały miejsca popękanemu chodnikowi z bruku i ziemi. Gdzieniegdzie walały się resztki petów, szkło rozbitych butelek chrzęściło pod stopami, a lód w szczelinach zmuszał do ostrożności w stawianiu kolejnych kroków. Elvira miała rację; do Rowland Rode nie było daleko i wkrótce otoczyły ich ściany wysokich, ciemnych kamienic. Stare okiennice, brudny tynk, zwiędłe rośliny na parapetach nie napawały optymizmem, ale wiedziała, że trafili we właściwe miejsce, gdy mosiężna kołatka w kształcie grzechotnika drzwi do kamienicy numer 2 i 1/3 ożyła nagle i machając ogonem zażądała rozwiązania tajemnicy przed wejściem.
- Kto jest najlepszym numerologiem na świecie?
Elvira zmarszczyła brwi, wsłuchując się w syczący chichot strażnika kołatki. Znała dobrze zarówno podstawy numerologii jak i podstawy historii magii, nie mogła sobie jednak przypomnieć nazwiska żadnego osławionego numerologa. Zwilżyła wyschniętą wargę i rzuciła Xavierowi spojrzenie z ukosa, licząc na to, że będzie miał coś mądrego do powiedzenia. Zanim jednak zdążyłaby się zawieść lub pozytywnie zaskoczyć, ktoś trzeci dołączył do ich milczącej dwójki, tchnąc dymem tytoniowym i smarem do czyszczenia mioteł.
- Nikt inny tylko szlachcianka! Dodaje sobie urody, odejmuje lat, mnoży dzieci, dzieli łoże - wyrecytował oślizgły głos, a Elvira zacisnęła zęby, nie mając pewności, czy to narastające ciepło pod żebrami to wściekłość czy szydercze rozbawienie. - A skoro o tym, panicz z żoną to do kogo?
Elvira odwróciła się z boleśnie uprzejmym uśmiechem.
- Do sklepu Skaldmana - odparła bez zawahania w czasie, gdy skrzypnięcie nienaoliwionych zawiasów za jej plecami sugerowało otwarcie się frontowych drzwi. Sprytne skurwysyny. - To tutaj, na parterze, czy nie tak? - zapytała, nie kusząc się o zbędne grzeczności ani słodki ton głosu; była rzeczowa i oczekiwała odpowiedzi, lustrując spojrzeniem postawnego czarodzieja w wyświechtanej szacie i berecie na łysiejącej głowie.
Mężczyzna miętosił w ustach odpalonego papierosa, przez moment patrząc nieprzyjaźnie nie na nią, tylko na Xaviera. Powinna się była tego spodziewać.
- Ta - rzucił wreszcie i skinął głową, co zapewne symbolizować miało przepuszczenie ich w drzwiach.
Elvira nie czekała na dalszą zachętę, nie chcąc mierzyć się z kolejną idiotyczną zagadką.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Xavier nie zastanawiał się w ogóle w to co się dzisiaj ubierał. Miał swój styl i nie zmieniał go. Nie pamiętał kiedy ostatnio miał na sobie coś innego niż garnitur, więc tak naprawdę chwycił to co miał w garderobie, ubrał i wyszedł. Naturalnie musiało mu też być ciepło, nie mógł sobie pozwolić na przeziębienie. Miał za dużo do roboty aby dać się uziemić w łóżku. Chociaż znając życie, nawet chory by pracował. Taki już był.
Wysłuchał na spokojnie słów czarownicy i pokiwał lekko głową. Mimowolnie uśmiechnął się lekko pod nosem słysząc o sklepikach parającą się sprzedażom rzeczy, które można było zakupić i w jego rodzinnym sklepie. To znaczyło, że istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że znajdzie z tymi ludźmi wspólne tematy do rozmów. Kto wie, a może znajdzie w tych sklepikach rzeczy, które faktycznie go zainteresują.
- W takim razie będziemy z nimi rozmawiać w ich języku. - powiedział spokojnie lekko kiwając głową.
Szli na spokojnie, nie za wolno nie za szybko. Nie chcieli aż tak zwracać na siebie uwagi mimo wszystko. Im dalej zapuszczali się w ulice miasteczka, im bliżej celu byli, Xavier powoli odczuwał dziwne wrażenie jakby znowu był na Nokturnie. Co prawda, jego ulica miała nawierzchnie w trochę lepszym stanie, ale wszystko inne było praktycznie takie samo. Tutejsi mieszkańcy również nie posiadali raczej umiejętności z zakresu ogrodnictwa sądząc po stanie roślinek posadzonych w parapetowych doniczkach. Było widać, że władze miasta zapomniały o tej dzielnicy lub po prostu świadomie pozostawili samej sobie. Świadczyły o tym stany budynków oraz czystość przed nimi. Tak, zdecydowanie Burke czuł się tu jak u siebie.
Słysząc pytanie padające z metalowych ust kołatki uniósł brew ku górze. Wyczuł na sobie spojrzenie Elviry, ale niestety nie był w stanie jej pomóc. Sięgnął do najgłębszych zakamarków swojej pamięci, w końcu znał Historii Magii jak mało kto, ale za nic nie był w stanie przypomnieć sobie jakiegokolwiek sławnego numerologa. Odnalazł w głowie nazwisko pierwszego lepszego numerologa i już chciał je wypowiedzieć, ale poczuł obecność kogoś trzeciego. Najpierw poczuł zapach tytoniu, a potem dopiero kątem oka zauważył przyjemniaczka. Nie specjalnie spodobała mu się udzielona przez mężczyznę odpowiedź. Jego żona, jego matka czy kuzynka były szlachciankami. Xavier szczycił się faktem, że ciężko go było wyprowadzić z równowagi, jednak kiedy w grę wchodziło obrażanie jego najbliższych i to przez plebs... wziął głęboki i nie dał po sobie poznać, że coś go obeszło. Patrzył na mężczyznę ze spokojem wymalowanym na twarzy. Widział jak ten mało przychylnie na niego patrzy, ale nie specjalnie go to beszło. Dał się na spokojnie wypowiedzieć Elvirze, która najwyraźniej postanowiła pod tym względem działać szybciej.
- Świetnie. - pokiwał głową patrząc a mężczyznę i puszczając czarownice przodem, sam jednak poczekał chwilę, po czym odwrócił się przodem do mężczyzny - Wie Pan może gdzie znajdę Masona? Mam do niego interes. - spytał spokojnie.
On również odrobił lekcję. Miał kilka dni aby przygotować się do dzisiejszego dnia i popytał kogo trzeba. Dowiedział się, że na Rowland Road urzędował pewien handlarz używek imieniem Mason. Ludzie z tego świata utrzymywali kontakt ze sobą nie ważne w jakiejś części kraju się znajdowali, a on utrzymywał kontakty z tymi z Nokturnu. Podejrzewał, że znajomością takiej persony może chociaż trochę zyskać w oczach tutejszej społeczności.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Ostatnią rzeczą, jaka przyszłaby jej do głowy w trakcie ich krótkiego i pełnego skupienia spaceru wśród dzielnicy sypiących się kamienic była możliwość, że lord Burke będzie się tutaj czuł swobodnie. Owszem, zdawała sobie sprawę z ich rodzinnego biznesu, ale nie studiowała dokładnie charakterystyki każdego z osławionych rodów i chyba bez namysłu uznała, że sklep jest jedynie niewielkim ułamkiem tego, czym zajmują się, aby napełnić skarbce. Zerkając ukradkiem na twarz towarzysza, spodziewała się ujrzeć na niej niezadowolenie, być może dobrze kryty wstręt. Przynajmniej obojętność. A jednak rozglądał się z zainteresowaniem, czym utwierdził ją w przekonaniu, że nadawał się do tej misji. Czy był jedynie bardzo dobrym kłamcą, czy naprawdę poczuje się tutaj jak na Nokturnie, było jej wszystko jedno. Skupiała się wyłącznie na ostatecznym celu.
Nie spodziewała się - być może naiwnie - przeszkód w postaci magicznych kołatek. Prędzej oczekiwała agresywnych rzezimieszków, nieufnych biedaków lub narkomanów o wątpliwej szczerości. Widocznie jednak nawet tutaj mieszkańcy znajdowali sposoby na - prostą bo prostą - ochronę swojego mienia w trakcie szalejącej wojny. Tereny Warwickshire były sporne i wyobrażała sobie, że ona i Xavier nie byli pierwszymi, którzy zawędrowali w te rejony. Spojrzała w górę, na osypujące się parapety. Cóż, z pewnością jednak mieli więcej do zaoferowania.
Po krótkiej wymianie zdań z mężczyzną na progu, znaleźli się we wnętrzu kamienicy, w ciasnej klatce schodowej cuchnącej stęchlizną i parafiną. Przepuszczona w progu przez obu czarodziejów weszła bez wahania, choć w głowie zaświtała jej rozczulająca myśl, że gdyby w środku czyhało niebezpieczeństwo, to ona będzie musiała obronić ich, a nie na odwrót. Za plecami usłyszała, jak nieznajomy odpowiada na pytanie Xaviera.
- Pan ma interes? - zaczął napastliwie, ale gdy Elvira odwróciła się i rzuciła mu przeciągłe spojrzenie, zauważyła, że z zastanowieniem przygląda się bogatym szatom Xaviera. Czy uznał go za przedstawiciela Ministerstwa? Za szpicla? Za bogatego klienta, który mógłby zostawić w tej kamienicy sporo galeonów? - Cóż... w takim razie zapraszam - Kiwnął głową w kierunku schodów prowadzących w dół, do ciemnych piwnic, od których najsilniej tchnęło wilgocią. Elvira uniosła brew w tym samym momencie, w którym mężczyzna wyciągnął szorstką dłoń do Xaviera. - Mason. Ty?...
- Zajdę do Skaldmana... - zasugerowała powoli, zauważając na siwych drzwiach naprzeciw tabliczkę z nierównym napisem "Otwarte" - A potem spotkamy się tutaj? - urwała wymownie, dając Xavierowi szansę na odmowę propozycji rozdzielenia się i dyskusji z dwójką ludzi w tym samym czasie. - Chyba, że jestem wam potrzebna - dodała nieco milej, jakby naprawdę była tym zainteresowana, choć była to jedyna zasłona dymna, która pozwalała Burke'owi zdecydować, czy woli działać w pojedynkę, czy w zespole.
[bylobrzydkobedzieladnie]


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Zapewne gdyby tylko było mu dane znać myśli jego towarzyszki, zgodziłby się z nią w stu procentach. Nokturn był miejscem, które odrzucało od siebie wiele osób, przede wszystkim szlachtę. Wielu jego znajomych ze szlachetnego kręgu nadal nie rozumiało jak on może codziennie spędzać tam tyle godzin. Na szczęście było też kilku takich, którzy rozumieli i sami również nie raz nie dwa odwiedzali jego przybytek, chociaż Burke domyślał się, że przejście ulicami mrocznej dzielnicy, nie sprawiało im przyjemności. Xavier jednak z biegiem lat przyzwyczaił się do wszystkiego co było z tą ulicą związanego, nawet smród mu już nie przeszkadzał. Jego rodzina już od dawna była na salonach po cichu nazywana Szarymi Eminencjami, szlachcicami których nie interesuje typowe szlachetne życie, choć nigdy niczego im nie brakowało. Nie byli jednak duszami towarzystwa, nie chętnie pojawiali się na balach czy bankietach. Woleli zamknąć się w swoim zamku lub sklepie i zajmować się swoimi sprawami. Taki był ród Burke.
Musiał przyznać, że kołatkowe zabezpieczenie było bardzo ciekawym pomysłem. Zabezpieczeń oczywiście mogłoby być więcej, mogły polegać na klątwach ub innych rzeczach, ale tutaj zdecydowano na coś takiego. Doceniał pomysłowość.
Gdy drzwi się otworzyły jego nos został zaatakowany przez różnego rodzaju, mało przyjemne zapachy. Stęchlizna i parafina mu nie przeszkadzały, ale nie przepadał za wilgocią. Zmarszczył lekko nos, ale nic poza tym. Spojrzał za Elvirą by upewnić się mimowolnie czy wszystko jest okey, po czym na nowo skupił uwagę na jegomościu przed nim. Uniósł brew ku górze na jego pytanie.
- Owszem, ja mam interes. - powiedział spokojnie lekko kiwając głową.
Widział jak ten lustruje go dokładnie wzrokiem. Xavier znał to spojrzenie, starające się ocenić kim może być i ile jest gotowy zapłacić. Owszem, miał przy obie gotówkę, ale na razie jej ilość zostawiał dla siebie. Moment później przeniósł spojrzenie na wyciągniętą w jego kierunku dłoń. Niechętnie, bo jednak było zimno, ściągnął ciepłą rękawiczkę, po czym uścisnął dłoń mężczyzny.
- Xavier, miło mi panie Mason. - odparł spokojnie kiwając głową, po czym w końcu wszedł do kamienicy.
Ponownie jego wzrok padł na blondwłosą czarownicę, z którą dzisiaj tutaj się pojawił.
- Dobrze. Porozmawiam z nim na spokojnie, dowiem się czego trzeba. Gdyby coś się działo po prostu zawołaj. - powiedział spokojnie przyciszonym głosem, podchodząc do niej trochę bliżej.
To nie tak, że się martwił. Wiedział, że Elvira sobie poradzi w razie zagrożenia, widział ją już w akcji, zdawał sobie sprawę, że była silną czarownicą. Dodatkowo, jeśli się rozdzielą z pewnością uda im się dotrzeć do większej ilości ludzi.
- Niech pan prowadzi. - skinął po chwili głową na mężczyznę, aby moment później ruszyć za nim do piwnicy.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Mając przed misją okazję nasłuchać się na temat warunków w kamienicach Warwick, nie była zaskoczona ich opłakanym stanem. Farba na schodach odłaziła całymi płatami, stopnie były wydeptane na środku i zdawały się dość kruche, aby zabić następnego przechodnia. Nawet w mieszkaniach na Nokturnie, gdzie przebywała często, odwiedzając Drew, Tatianę, czy Cass, nie czuła się tak przytłoczona biedą jak tutaj. I ten zapach - to nie tak, że nie była przyzwyczajona do smrodu, jako uzdrowiciel wykształciła sobie godną pozazdroszczenia niewrażliwość na drażniące bodźce, musiała jednak przyznać, że dziwaczna mdłość uwierała jej nawet bardziej niż woń krwi, rozkładu, czy ropy.
- I vice versa - odparła miękko na zapewnienie Xaviera. Cieszyła się, że załatwią sprawy sprawnie, że ufali sobie nawzajem na tyle, by spuścić się z oczu, nie zamierzała jednak być jedyną korzystającą z oferty pomocy. Jeżeli Burke będzie jej potrzebował, również mógł krzyczeć. Jeśli tylko pozwoli mu na to lordowska duma. - Panie Mason. - Skinęła uprzejmie głową czarodziejowi, który już człapał w dół do piwnic.
Załatwianie spraw za pomocą dyplomacji i wyciągniętej ręki było znacznie mniej spektakularne i paradoksalnie budziło w Elvirze więcej stresu. Przekraczając próg sklepu i słysząc nad głową brzęczący dźwięk dzwonka, zastanawiała się nad wszystkim, co mogła zaoferować i powiedzieć; i czy tyle wystarczy.
Sklep zielarski Skaldmana, o którym słyszała, że jest jedynie farsą, zasłoną dymną, mającą służyć bardziej nielegalnym interesom, na pierwszy rzut oka nie zdradzał sobą żadnych wątpliwych sekretów. Natychmiast zrozumiała, że to właśnie stąd dochodził najintensywniejszy zapach parafiny, a kiedy zamknęła za sobą drzwi i rozejrzała się po pełnych rys gablotach z mętnego szkła, jej spostrzegawcze oko dostrzegło zioła lecznicze, piołun, dziurawiec, mącznicę, a także asfodelus i pokrzyk. Wszystkie jednak zdawały się suche, stare, nienadające do użytku - widać nie cieszyły się dużym zainteresowaniem klienteli Rowland Rode, ale to przecież nie po nie tu zaglądano, czyż nie?
- Panienka czego sobie życzy? - uprzejmy głos wywołał ją do lady; dopiero teraz zrozumiała, że karłowaty czarodziej obserwował ją przez cały ten czas. Jego wzrost był na tyle niepozorny, a ubranie proste, że zlewał się z nudnym otoczeniem, choć przyznać należało, że spojrzenie miał przytomne. Dostrzegła w nim nutę ostrzeżenia. - Pierwszy raz w okolicy? - Nie dała się kupić tej fałszywej uprzejmości, wiedziała, że Skaldman nie ufa jej, ponieważ jest obca, co za tym idzie nie miał zamiaru dać jej uszczknąć nieco ze swojej sekretnej kolekcji. Na ich szczęście, nie po nią tu przyszła.
- Nazywam się Elvira Multon. Powiedziano mi, że będę mogła tu pana znaleźć - przywitała się z subtelnym dygnięciem, przysiadając na przykurzonym krześle.
- Kto powiedział?
Uśmiechnęła się lekko, przechylając głowę i pozwalając, by jej aksamitne blond włosy spłynęły ładnie po ramieniu.
- Wspólny przyjaciel, toteż, jeżeli mogę w ten sposób nazwać Harolda Rickmana. - Wspomniała imię swojego niegdysiejszego pacjenta. Skaldman uniósł brwi, jakby był zaskoczony, ale dobrze wiedziała, że i to jest farsą, tak samo jak cały ten sklep. - Wie pan, kim jestem? Wie pan, w imieniu kogo pojawiłam się w Warwick? Tu, w tej dzielnicy? - Kontynuowała szybko, nie chcąc, by mężczyzna zbyt szybko przerwał jej ciętą uwagą. - Wiemy o tym, że mieszkają tu wyłącznie czarodzieje. My, posłańcy nowego świata, nowego porządku. Doskonale też zdajemy sobie sprawę z okoliczności, do jakich przywiodło was życie.
Skaldman pokręcił głową, zarechotał pod nosem i otarł suche wargi chustką. Elvira odniosła wrażenie, że dostrzegła na niej krew.
- Takie masz wrażenie, paniusiu?
Zacisnęła zęby, decydując się nie przypominać mu swojego imienia, skoro tak otwarcie odmówił jego używania.
- Tak czuję. Lecz jakiekolwiek by one nie były, jesteśmy gotowi o nich rozmawiać. Łączy nas więź magii, więź dziedzictwa. I to właśnie przez wzgląd na tę więź chcielibyśmy zwrócić się z ofertą. A w tej kamienicy najlepiej z ofertami udawać się do pana, prawda, panie Skaldman? - Mężczyzna obserwował ją przenikliwymi oczyma, nie potwierdzając ani nie zaprzeczając. - Nie jestem tylko posłańcem, jestem także uzdrowicielem, który nie obawia się wykorzystać rąk do ciężkiej pracy. Mogę to zrobić; mogę zrobić to i wiele więcej, jeżeli tylko dowiem się, co jest wam potrzebne i do czego nadają się wasze ręce - Wymownie opuściła spojrzenie, lecz Skaldman, jak na złość, schował dłonie za słojem pełnym zielonożółtego syropu. Złośliwy. Nieufny. Tego jednak się spodziewała.


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Dosłownie przez moment spojrzał jeszcze za swoją dzisiejszą towarzyszką, po czym na spokojnie ruszył za Masonem na dół. Przez moment mu przeszło przez głowę, że pewnie i tak by nie prosił o pomoc. I wcale nie chodziło tu o to, że była kobietą, o nie, Xavier należał do tych mężczyzn, którzy w żaden sposób nie dyskryminowali kobiet. W tym przypadku chodziło o jego męską i lordowską dumę. Wolałby raczej dostać po tyłku niż przyznać się do tego, że sam nie daje rady.
Droga do kwatery handlarza była co najmniej mało bezpieczna. Burke zwrócił również uwagę na stan kamienicy. Odpadający tynk ze ścian, wióry sypiące się ze schodów, kiedy poruszali się nimi w dół. Miał wrażenie, że za moment stopień zawali mu się pod stopą i zdecydowanie szybciej niż tego chciał znajdzie się na dole. Kiedy w końcu poczuł betonową posadzkę pod stopami, naprawdę cudem powstrzymał się przed odetchnięciem z ulgą. Mężczyzna poprowadził go krótkim korytarzem, którego stan nie różnił się dużo od stanu klatki schodowej. Przemknęło mu przez myśl, że chyba nawet na Nokturnie nie widział aż takiego złego stanu jakiegoś budynku. Nie były one co prawda dziełami architektonicznymi, ani nie błyszczały czystością, ale utrzymywane byli w całkiem niezłym stanie.
Pomieszczenie, w którym znalazł się po chwili również pozostawiało wiele do życzenia. „Gabinet” Masona, w którym przyjmował petentów składał się ze stołu z dwoma krzesłami, dwóch wielkich szaf i jednej komody. Zdecydowanie właściciel nie miał zmysłu dekoratorskiego.
- Dobrze panie Xavier, jaki ma pan do mnie interes? - Mason zasiadł na krześle i odpalił papierosa.
Burke na spokojnie zdjął rękawiczki, po czym chowając je do kieszeni płaszcza usiadł na krześle naprzeciwko mężczyzny, po czym spojrzał na niego uważnie.
- Może zacznijmy od nowa. Nazywam się Xavier Burke, jestem współwłaścicielem Palarnii Opium oraz okazyjnie pracuje w rodzinnym sklepie, na londyńskim Nokturnie, Borgin&Burke. Po pana minie wnioskuję, że doskonale wie pan o czym mówię.- Xav uśmiechnął się lekko widząc jak Mason unosi brew ku górze na nazwę sklepu, po chwili już kontynuował, ale mężczyzna najwyraźniej nie chciał mu i tak przerwać - Jak wspomniałem wcześniej mam interes, a w zasadzie dwa, oba opłacą się panu, zapewniam. Po pierwsze, chciałbym nabyć u pana Śnieżkę, wiem,że nią dysponujesz. Richardson zachwalał twój towar, a nie ukrywam, że jeśli już mam cokolwiek kupować, chcę aby było to najlepszej jakości. Jeśli uda nam się dogadać, a towar okaże się faktycznie tak dobry jak mówią, możesz się spodziewać długoterminowej współpracy, która przyniesie ci pokaźne zyski. - dał mu chwile, żeby ten przetrawił jego propozycje.
- Mój towar jest najlepszej jakości. Nawet w stolicy nie znajdziesz tak czystej śnieżki. - Mason pokręcił głowa i wyprostował sie na krześle - Burke powiadasz… tak, słyszałem o was, o lordach, którzy parają się prowadzeniem biznesu…nadal jednak jesteście lordami, którzy wyżej srają niż dupy mają. - mężczyzna patrzył na niego spode łba.
Xavier uniósł brew ku górze, na te obraźliwe słowa, jednak sam się do nich nie odniósł. Lekko tylko mocniej zacisnął szczęki, tak, zdecydowanie z tego Masona nie był biznesmen, skoro zaczął obrażać osobę, która wyciąga do niego rękę.
- Po drugie, wraz z moja towarzyszką, działamy z ramienia Rycerzy Walpurgii, wierze, że ta nazwa nie jest ci również obca. Nam nie jest z pewnością obcy los mieszkających w tej dzielnicy czarodziejów. Zdajemy sobie sprawę, ja i moi towarzysze, że władze miasta nie są dla was zbyt życzliwe. Bądźmy szczerzy, mają was w dupie, zostawili was samych sobie, uważają was za kule u nogi. - tu Xav uniósł brew ku górze.
Wiedział, że ma racje, zauważył, jak mężczyzna odwraca na chwile wzrok, co tylko utwierdziło go w tym przekonaniu.
- Takie słownictwo u lorda? - facet prychnął rozbawiony i zaciągnął się papierosem.
- Jak widzisz, praca i przebywanie na Nokturnie sprawia, że nawet Lord potrafi rozmawiać jak człowiek. - tu Burke pozwolił sobie na lekki uśmiech porozumiewawczy w kierunku rozmówcy - Wracając do tematu, to, że miasto chce o was zapomnieć, nie znaczy, że i my to zrobimy. Osobiście widzę w tym miejscu duży potencjał, który przy odrobinie wkładu pracy i czasu można spokojnie będzie nazwać drugim Nokturnem. Możesz mi wierzyć, że Rycerze i Czarny Pan zawsze dotrzymują danego słowa i jeśli coś obiecujemy, jeśli JA coś obiecuje, to zawsze dochodzi to do skutku. Najważniejsze żebyśmy wiedzieli jak możemy wam pomóc.
Tu na moment zamilkł. Chciał, żeby Mason chwile zastanowił się nas jego słowami. Z pewnością nie od razu mu uwierzy i na sto procent miał wiele wątpliwości, ale im dłużej będzie rozważał za i przeciw, zda sobie sprawę, że argumentów za jest o wiele więcej.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Starała się sprawiać wrażenie osoby wiarygodnej i przekonanej o prawdziwości swych słów - drugiego nie musiała udawać, bo gdyby przyszła tutaj wyłącznie z kłamstwami, jak mogłaby mieć szacunek do samej siebie? Nie służyłaby organizacji, w której wartości i cele nie byłaby skłonna wierzyć. Nie, pewność tego, że Czarny Pan może zaprowadzić porządek w Warwickshire, wyprowadzić czarodziejów z upokarzającego ubóstwa i czajenia się w ukryciu pochodziła z najgłębszych, najszczerszych fragmentów jej zepsutego serca. Co do wiarygodności, wielu bliskich znajomych Elviry miałoby pewnie coś do powiedzenia na ten temat; potrafiła kłamać i manipulować, ale czymże była odrobina manipulacji na drodze ku wyższemu dobru? Najistotniejsze dla mieszkańców Rowland Rode powinno być to, że pomoc, jaką zamierzała im zaoferować, była prawdziwa, namacalna, dostatecznie rozległa, aby wpłynąć na dotychczasowe warunki ich życia.
Na świecie jednak niczego nie dostawało się za darmo i patrząc w czujne oczy Skaldmana, Elvira była przekonana, że czarodziej dobrze o tym wie. Złożyła ręce, rozluźniła się na krześle, spojrzała na niego wymownie, mrużąc powieki. Przeprowadziła swój monolog, teraz czekała na reakcję... i na pytania. Równocześnie nie zarzucając czujności, na wypadek, gdyby czarodziejowi przyszło do głowy głupio podejmować atak.
- Myślisz, że jesteś pierwszą, która tu przyszła z taką śpiewką? Że nie będziemy w stanie poradzić sobie bez waszej pomocy?
Elvira przechyliła głowę, czekała na kontynuację, dała Skaldmanowi się namyślić. Nie wzdrygnęła się, kiedy okrążył ladę i zbliżył się do niej; mimo niskiej postury, spoglądał na nią z góry, bo przecież nie podniosła się z krzesła. Wiedziała dobrze, że nie może pozwolić sobie na najmniejsze skrzywienie ust, gdyż w miejscach takich jak te padlinożercy rzucali się na każdą oznakę słabości.
- Konkrety, Multon. Co dacie, kiedy dacie? Za co dacie? - Skrzyżował kościste ramiona, uwadze Elviry nie umknęła jednak wystająca z rękawa końcówka ciemnej różdżki.
Niewielki uśmiech na jej ustach nie był kpiący ani zaczepny, zaskakująco dobrze panowała nad twarzą.
- W czasie, w którym rozmawiamy, mój przyjaciel, lord Burke, odbywa podobną konwersację z niejakim Masonem, dokonując rekonesansu i oceniając rozmiar inwestycji, którą włożymy w odbudowę waszej ulicy - powiedziała cicho, zadowolona z zaskoczenia, którego Skaldman nie zdążył ukryć w porę. - Jeżeli uda nam się dojść do porozumienia, ustanowimy też dzień, w którym przybędę z zapasem eliksirów, przyjmę po kolei każdego mieszkańca, czarodzieja, potrzebującego profesjonalnej medycznej pomocy. Porozmawiam z waszymi medykami i zielarzami, zaoferuję im tyle środków, ile będę w stanie. - Powoli przesunęła językiem po zębach. - Interesy, które prowadzicie, delikatnie mówiąc nie wzbudzają mojego zainteresowania, lord Burke jednak dobrze zna się na biznesie, jego rodzina prowadzi sklep z artefaktami. I wszystko to, całe braterskie wsparcie, na razie nie będzie mieć ceny. Odbierzcie to jako nasz wkład w magiczną społeczność Warwick. - Przechyliła głowę, a potem wstała ostrożnie, najpierw zrównując się ze Skaldmanem wzrokiem, a potem prostując plecy, aż mężczyzna musiał zadrzeć szczeciniastą brodę do góry. - Przyjdzie taki dzień, Skaldman, w mniej lub bardziej bliskiej przyszłości, gdy Czarny Pan oraz Rycerze Walpurgii przybędą do Warwickshire, aby uczynić te ziemie własnością ich prawowitych mieszkańców. Przyda nam się wtedy każda ręka, każda różdżka - Wymownie opuściła wzrok na rękaw, którego mankiet Skaldman szybko naciągnął; szkoda jednak już się dokonała i widziała, ze mężczyzna zdaje sobie z tego sprawę.
Przez chwilę odbywali milczącą walkę na spojrzenia, wreszcie jednak czarodziej odpuścił, wyginając wąskie usta w nieprzyjemny, śliski uśmiech.
- Niech będzie. Będą efekty, będzie odpowiedź.
Na dowód porozumienia uścisnęli sobie ręce; mimo nieprzyjemnego mrowienia skóry i chęci wytarcia wnętrza dłoni w płaszcz, Elvira skupiła się na tym, by wypytać Skaldmana o wszystko, czego jeszcze mogli potrzebować mieszkańcy kamienic, nie tylko ci zdolni do walki i pracy, ale też ich rodziny, starsi lub dzieci. Czuła, że powoli, drobnymi krokami, zmierzają w kierunku, na którym jej zależało.
Teraz trzeba było tylko dotrzymać złożonych obietnic.

/zt


You know I love the thrill of the rush


Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We'll never get free
Lamb to the slaughter
What you gonna do
When there's
blood in the water?
OPCM : 6
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 28
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
wrath
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon

Powrót do góry Go down

Wiedział, że Mason to człowiek biznesu. Gdyby nim nie był, gdyby nie potrafił dobrze prowadzić interesów i nie dbał o klient pewnie nigdy by o nim nie usłyszał. Handlarze używkami nie rozmawiają o tych słabych. Xavier widział, jak jego rozmówca kontempluje jego słowa i dokładnie je rozważa. Nie przewidywał, że to będzie prosta i łatwa rozmowa. Takie osobniki z reguły były nieufne i wcale mu się nie dziwił.
- Na czym miałaby polegać nasza współpraca odnośnie Śnieżki? - mężczyzna ponownie zaciągnął się papierosem i uniósł wyczekująco brew u górze.
- W mojej Palarni nie tylko raczymy gości dobrej jakości opium, ale też innymi rzeczami. Jeśli twój towar faktycznie okaże się tak dobry jak słyszałem, to tak jak powiedziałem wcześniej jestem gotowy zamawiać go większe ilości. - odparł spokojnie patrząc na Masona, po czym sięgnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyciągnął papierośnice.
Odpalił jednego papierosa i strząsnął popiół do podsuniętej przez mężczyznę popielniczki. Jeszcze jakiś czas temu nawet nie przyznawał się do tego, że pali. Kitrał się gdzieś po kątach będąc w domu żeby sobie zapalić, jak jakiś małolat. Wcześniej pali mniej, teraz coraz więcej, więc przestał się z tym chować. Dodatkowo w tym momencie był to świadomy zabieg, który miał za zadanie pokazać jego rozmówcy, że wbrew wielu rzeczom, aż tak się nie różnią. Interesują ich te same rzeczy, oboje są biznesmenami, a także oboje mają swoje nałogi.
- Dodatkowo, mogę cię zapewnić, że moja towarzyszka, panna Multon, w tym momencie rozmawia nad naszymi głowami ze Skaldmanem odnośnie pomocy w ramach medycznych. Jest na bardzo utalentowaną uzdrowicielką i jestem przekonany, że będzie w stanie udzielić mieszkańcom Rowland Road pomocy zdrowotnej. - pokiwał głową ze spokojem.
Ufał, że Elvira sobie poradzi ze swoją częścią ich dzisiejszego zadania. Znał jeszcze dwóch tak utalentowanych uzdrowicieli, ale ostatnio najczęściej miał przyjemność pracować właśnie z Elvirą. Dodatkowo zarówno blondwlosa czarownica, jak i on, byli całymi sobą oddani sprawie i z przyjemnością wypełniali rozkazy Czarnego Pana. Burke wiedział, że nie opuści tego pomieszczenia dopóki nie upewni się, że dopiął swego.
- Pomoc uzdrowiciela to jedno. Co z tego, że przyjdzie raz i pomoże ludziom kiedy brakuje często podstawowych rzeczy do życia, domy się walą? - Mason pokręcił głową gasząc swojego papierosa.
- Naturalnie, odbudowa dzielnicy jest bardzo ważne. Ludzie również muszą mieć podstawowe dobra materialne, które pozwolą im prowadzić godne życie. Jeśli będę wiedzieć co jest niezbędne oraz jakie są największe uszkodzenia budynków, i których przede wszystkim, to jestem w stanie zapewnić pomoc. I nie mówię tego tylko w swoim imieniu, ale również i w imieniu Rycerzy Walpugii. Zapewniam cię, że kiedy nadejdzie ten dzień, Czarny Pan zapewni należytym mieszkańcom Warwick, czarodziejom, dobrobyt i odda całe miasto w ich władanie. W końcu to czarodzieje są prawowitymi i jedynymi godnymi mieszkańcami Anglii. - powiedział spokojnie nie odrywając wzroku od mężczyzny.
Po tych słowach w pomieszczeniu zapadła cisza. Mężczyźni patrzyli na siebie w milczeniu. Mason analizował każe słowo, Xavier widział to wyraźnie w jego oczach. Wiedział jak ważny w takich rozmowach jest kontakt wzrokowy.
- Panie Burke, ładnie pan mówi. - odezwał się w końcu handlarz – Możemy dogadać się pod względem Śnieżki. Ale wiem, że nie ma nic za darmo. Czego chcesz w zamian? - uniósł brew ku górze.
- Pomocy, kiedy nadejdzie odpowiednia pora. Co nie znaczy, że po tym jak wasze różdżki będą potrzebne i ruszą do boju, to o was zapomnimy. Możesz być pewny, że nie będzie to zapomniane. - tu Burke pozwolił sobie na lekki uśmiech.
- Hm...myślę, że się dogadamy panie Burke. - mężczyzna uśmiechnął się odpalając kolejnego papierosa, po czym usadowił się wygodniej na krześle.
Xav zrobił to samo. Teraz mogli przejść do interesów.

zt.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Powrót do góry Go down

Kamienica, Warwick

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach