Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Rzeka w dolinie
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Rzeka w dolinie

Gęstwina mieszanego lasu pnie się po wzgórzach, opada stromymi stokami, tworzy doliny i piękne punkty widokowe. Częste opady deszczu w tym miejscu są zupełną normalnością, a krople wody wpadające w taflę wody szumią przyjemnie odprężająco. Woda między dwoma pokrytymi roślinnością brzegami zdaje się stać, teren wokół niej jest podmokły i wielu pozbawił życia. Z pozoru płytka rzeka bywa niebezpieczna, a znajdujące się na terenach wokół niej jaskini, są idealnym miejscem do schronienia przed światem. Dolina nie cieszy się dobrą sławą, wielu wchodziło na jej tereny i nigdy nie powracało. Powiadają, że można spotkać tam błąkające się dusze tych, którym nie udało się wrócić do domu.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Zareagowałam instynktownie, ale instynkt rzadko mnie zawodził w tego typu sytuacjach. Była ich jedynie dwójka, w końcu jednego posłałam na glebę, ale nie było sensu dopuszczać do walki, gdy w pokoju obok leżał taki skarb. Zresztą, obawiałam się, że mężczyźni nie zachowają ofiar na egzekucje, a nawet zwykłym przypadkiem zdołają wykończyć ich tu i teraz. Dziecko, które teraz trzymałam w dłoniach, było nie tylko wspaniałą kartą przetargową, ale i doskonałym obiektem do wypełnienia celu. Nie płakało, było spokojne. Zresztą, ja też nie potraktowałam go siłą, bo nie było takiej potrzeby. Nie dociskałam go do piersi, jedynie lewa dłoń służyła mi do podtrzymania zawiniątka. - Prohinaraneo - wypowiedziałam, wskazując na drzwi, tak, aby nikt się przez nie nie przedostał. Stałam blisko, różdżkę trzymając w tym miejscu. W istocie lepkie sznury zakleiły przejście, uniemożliwiając krokom, które już zbliżały się do pokoju, aby przekroczyć próg. Słuchałam mężczyzn i ich słów, ale warga mi nie drgnęła. Czy było mi szkoda tego dzieciaka? Nie. Było złym jabłkiem, nasączonym krwią rebelii bezimiennym dzieckiem. Czasem odzywała się we mnie natura krzycząca mi, że to jedynie dziecko, że niczemu nie zawiniło, ale szybko przypominałam sobie, co takie myślenie robiło z ludźmi. Obserwowałam więc reakcje Macnairów, samodzielnie nie odzywając się ani słowem. Zresztą... Kto mnie znał, wiedział, że nie byłam najbardziej rozgadaną osobą. Milczenie było złotem. Kiwnęłam głową, gdy Cillian polecił mi obudzić małego. Złapałam więc za jego małą dłoń, która instynktownie zacisnęła się na kawałku mojego palca. Spojrzałam jeszcze przez krótką chwilę na spokojne oczy z czarnymi rzęsami, a z korytarza usłyszałam przeraźliwy jęk. - Zostawcie go - wypalił męski głos, który ewidentnie przesiąknięty był strachem. Nie wiedzieli, po co dziś tu przyszliśmy, ale pragnęli ocalić to dziecko. Dobrze. - Zostawcie mojego syna! - wciąż krzyczał, a ja zacisnęłam dłoń na nadgarstku dzieciaczka i wykręciłam go w drugą stronę. Trzask łamanych dziecięcych kości przeszedł przez moje uszy, wywołując delikatny dreszcz na plecach, nie zawahałam się jednak i nie dałam niczego po sobie poznać. Chłopiec niczym na zawołanie zaczął krzyczeć, piszczeć wniebogłosy i zalewać się łzami. Potężny płacz wyrywał się z jego ust, a ja kołysałam go w swoich ramionach, nie po to, aby przestał się drzeć, a po to, by nie wierzgał. Nawet małe dziecko miało swoje instynkty, przecież było to jasne. Opiekowałam się już takimi, chociaż nigdy żadnemu nie złamałam nadgarstka. Widocznie zawsze musiał być pierwszy raz. Teraz mogłam wyrwać go ze stawu, sprawić, że chłopak nigdy już nie będzie miał takiego czucia w rękach, nawet jeśli jakiś uzdrowiciel mu ją poskłada. - To był dźwięk łamanego nadgarstka - powiedziałam przez drzwi, wiedząc, że mnie słyszą i, że słyszeli ten dźwięk. - Zaraz złamię drugi - mówiłam ze spokojem, delektowałam się chwilą i szuraniem za drzwiami. - Lub nie. To zależy od ciebie, ojcze - zwróciłam się bezpośrednio do mężczyzny, który wcześniej krzyczał, chociaż nie widziałam jego twarzy.




dobranoc panowie
Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Niezwykle cenioną zdolnością była umiejętna i szybka zmiana planu, kiedy ten pierwotny okazał się typową skuchą, powodem problemów, z jakimi musieliśmy sobie poradzić. Rita zareagowała instynktownie, być może nieco nieprzemyślanie, lecz dopisało nam szczęście i tym samym zyskaliśmy asa w rękawie. Czarodzieje z pewnością nie spodziewali się takiego obrotu sprawy, maluch był ich oczkiem w głowie, co pokazali w swych kolejnych słowach oraz poczynaniach. Niepotrzebnie przyznawali się do tego, głośny szloch i krzyki dały nam pole do małego popisu, teatru, gdzie on odgrywał główną rolę. Towarzyszka najwyraźniej nie zamierzała się cackać, albowiem pewnym ruchem złamała kruchą kość malucha, jaki wydarł się w niebogłosy. Na mojej twarzy pojawił się wyraźny uśmiech, swego rodzaju zadowolenie, że zyskaliśmy ważną przewagę. Będą się obawiać zrobić nam krzywdę, nawet nas nie widzieli, a drzwi stały się przeszkodą nie do pokonania. Oczywiście mogli próbować zaklęcia finite, lecz nie zapewni im to cennych minut, a nam owszem.
-Sympatyzując się ze szlamami nie zyskaliście nic poza cierpieniem. Co wam to dało? Satysfakcję?- zaśmiałem się pod nosem zerkając kątem oka na kuzyna. On też, równie jak ja, nienawidził małych, hałasujących kaszojadów? -Musicie za to zapłacić, ale jeśli będziecie gotów tę cenę ponieść, to być może malec zyska naszą łaskę. Decyzja należy do was- łgałem, kupowałem kolejne sekundy, albowiem i tak nie zamierzałem przytrzymać go przy życiu. Był młody, miał pecha, że wychowywali go tacy rodzice, jednakże splamionego umysłu i ciała nie można już było uratować. Nie było dla niego przyszłości, pozostała już tylko ciemność, za jaką odpowiedzialni byli tylko i wyłącznie rodzice. -Petrificus Totalus- wypowiedziałem, kiedy w drzwiach ukazała się sylwetka zrozpaczonej kobiety. W zasadzie pozostało im zaufać nam na słowo, gdyż bez szybkiej i skutecznej reakcji nie byli w stanie w jakikolwiek sposób nam zagrozić.
Głową wskazałem mężczyznę i liczyłem, że Cillan się nim zajmie. Mężczyzna, którego powaliła Rita pozostawał cicho, w innym miejscu, jednakże nie mogliśmy mieć pewności, czy na pewno jego umysł nie wyrwie się wnet z więzów petrificusa. Cel był prosty, mieliśmy doprowadzić ich na plac i nie zamierzałem uczynić nic innego.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 59

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 1, 4, 6, 8, 7, 3, 1
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Obserwował Ritę, kiedy zareagowała na jego słowa budząc gówniarza. Uśmiechnął się nikle na słowa jednego z mężczyzn. Właśnie o tej słabości mówił, takiej która nakazywała bronić dziecko, zamiast pozbyć się intruzów z mieszkania. Wiedział, że byli na wygranej pozycji, nawet pomimo pierwszej wpadki z zaskoczeniem, obecnie ustalali zasady. Dźwięk łamanych kostek dziecięcego nadgarstka, przyciągnął jego spojrzenie ponownie do Runcorn, ale nie wywołał żadnej większej reakcji. Cudzy ból był mu obojętny, nie budził współczucia od kilkunastu lat. Nie mniej stało się to, czego jeszcze potrzebowali. Krzyk dziecka rozniósł się po pomieszczeniu, płacz przedzierał przez liche ściany, docierając do czarodziejów. Był ciekaw czy przeciwnicy zaryzykują, pomimo wszelkich przeciwności. Nie potrzebowali przecież wiele, aby wejść do środka, przerwać jedno zaklęcie i przekroczyć próg oraz barierę, za którą staną twarzą w twarz. Do tego jednak potrzeba było odwagi i głupiej naiwności, że cokolwiek zdziałają.
Tym razem milczał, zerkając na kuzyna, kiedy postanowił uświadomić dobitniej o sytuacji, w jakiej znaleźli się niczego niespodziewający czarodzieje. Wiedzieli, że przegrali? Czy jeszcze wierzyli, że cokolwiek zdziałają. W duchu liczył, że poddadzą się, opuszczą różdżki, jeśli tylko sięgnęli po nie.
Spojrzał w kierunku przejścia, kiedy kolejna osoba padła unieruchomiona. Pozostał jeden, ostatni. Bez zastanowienia uniósł judaszowiec, kierując różdżkę na mężczyznę, gdy ten pojawił się w polu widzenia. Pierwsza wypowiedziana inkantacja Petrificus Totalus, nie przyniosła jednak rezultatu. Pozostała tylko suchymi słowami, niezmieniającymi nic. Warknął pod nosem na ten błąd, czując ukłucie złości, że magia w której zwykle czuł się pewnie, zawodziła go raz za razem. To nie powinno mieć miejsca. Zacisnął mocniej palce na różdżce, nie kryjąc rozdrażnienia, które odbijało się cieniem w mimice i spojrzeniu błękitnych tęczówek. Jednak to dostrzec mógł głównie kuzyn, znając go najlepiej z całego towarzystwa.
- Poddaj się, a odzyskasz dzieciaka.- burknął, tracąc to znudzone brzmienie głosu.- Wiemy przecież, że nie chcesz widzieć jego krzywdy, nie chcesz słuchać krzyku, kiedy kolejne kości zaczną pękać.- dodał ostrzej.- Zrób coś głupiego, a pożałuje tego on i ty.- nie tak to chciał ugrać, ale szarpniecie gniewu na własne potknięcie zrobiło swoje. Emocje były czymś, nad czym panował średnio, szybko zmieniając zachowanie.- Petrificus Totalus.- powiedział cicho, nie czekając na reakcję czarodzieja. Nie chciał tego przeciągać, oczekiwać na decyzję.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 27

--------------------------------

#2 'k8' : 3, 2, 1, 5
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Obserwowałam, jak Drew wyrzuca ze swojej różdżki czar, który przebił się przez przejście, a zaraz po nim atakuje Cillian. Jego inkantacja jednak nie przyniosła rezultatu. Byłam wyrozumiała, przecież to się zdarzało. Rzadko... Ale zdarzało. Dziecko w moich dłoniach darmo się wniebogłosy, aż można było mieć go dość, ale cel tego zadania był prosty. Zabrać trójkę tych ludzi daleko stąd, prosto na plac, gdzie czekało na nich więcej zabawy. - Drętwota - rzuciłam w ostatniego, który utrzymał się na nogach, chwilę wcześniej przerywając czar blokujący mu przejście, a ten rozciął powietrze i pomknął prosto w jego splot słoneczny. Na zawsze oddzielił się od dziecka, bo przecież to nie przeżyje tej jatki. Spojrzałam na chłopca z pewną dozą sympatii i zaczęłam go kołysać, gdy jęki i płacz roznosiły się po całym pokoju. - Ciekawe czy wyrosłobyś na tak sam zepsute co tatuś - melodyjnie wyszeptałam pod nosem. Był bękartem rebeliantów, ledwie puchem w całym konflikcie, któremu dodatkowo przed chwilą uszkodziłam prawą rączkę. Przecież nie mogłam zabrać go teraz na akcję i niańczyć. Cóż za słodki brzdąc... Podeszłam do łóżeczka i położyłam w nim dziecko, które dalej płakało. Nigdy nie zabiłam noworodka, chociaż zostawiając je tu i tak skazywałam je na śmierć. Może trzeba było je zabrać? - Przygotuję ciała na podróż - odrzekłam spokojnie i od razu przeszłam przez drzwi obserwując leżących na ziemi sługusów Longbottoma. - Incarcerous - wypowiedziałam łącznie trzy razy i trzy razy obserwowałam, jak liny oplątują ich ciała. Nie mogli nic zrobić, zabranie im różdżek było zaledwie formalnością. Obserwowałam nieobecne oczy, mrużąc własne. Jakie tajemnice skrywały te głowy, jakie sekrety buntowników można było z nich wydobyć? To nie miało znaczenia, teraz byli już nikim. Musieliśmy zabrać jeszcze burmistrza i tamtego mugola, który przebrał się za zapewne swoje wyobrażenie o nas. Nie było wiele czasu do stracenia, ja zresztą sama wolałam szybkie akcje, bez rozczulania się nad tym kogo należało złapać. Powoli wyszliśmy z domu rebeliantów, zbliżając się przez ulicę do mugolskich panów nad tym miastem. Ich rządy miały się skończyć. Przejście przez furtkę było proste, wystarczyło ją otworzyć. Czy mugole naprawdę nie potrafili zabezpieczyć swoich posiadłości? Myśleli, że klamka zadziała? Widziałam ich już przez uchylone okno, widziałam, że wiedzą, że się zbliżamy, a jednak ślepi na wszystko dookoła nie zrobili nic z tym faktem. Jeden trzymał broń, widziałam już taką, potrafiła zranić, ale nic więcej. Palcem wskazałam Drew i Cillianowi gdzie są. Burmistrz, żona, mugol. To nie mógłby być trudny pojedynek. Różdżką wskazałam na drzwi, a te z pomocą drobnego czaru się otworzyły. Durni mugole, nic nie potrafili zrobić dobrze, nawet zamknąć się w domu. - Esposas - wypowiedziałam wskazując w burmistrza, który trzymał za broń. Przyszliśmy po was.


dobranoc panowie
Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

The member 'Rita Runcorn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 78
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Zaklęcie pomknęło z mej różdżki i uderzywszy w pierś wroga sprawiło, że przynajmniej na chwilę stał się niegroźny. Zyskaliśmy czas na spętanie, pozbawienie drewna, co uczyni go nieszkodliwym, a takie właśnie było nasze zdanie. Czas mijał, musieliśmy znacznie przyspieszyć, jeśli chcieliśmy zdążyć na ceremonię, więc liczyłem na umiejętności Cilliana, jednak dwukrotnie pomylił się o cal. Nie miałem mu tego za złe, pomyłki były nieodłączną częścią naszej rzeczywistości, walki jaką mieliśmy odwagę podjąć. Oczywiście, takowe budziły podenerwowanie, lecz utracenie kontroli było ostatnim czego wówczas potrzebowaliśmy.
Nim zdążyłem wypowiedzieć inkantacje uprzedziła mnie Rita i zrobiła to z wyjątkową klasą. Przeciwnik runął na posadzkę z ogromnym hukiem, co wyrwało z gardła dziecka jeszcze większy krzyk. Kątem oka spojrzałem na trzymane zawiniątko, a w mej głowie pojawiło się kilka opcji, wyjść jakie mogłem wybrać w stosunku do niemowlęcia. -Silencio- rzuciłem nie grając na jeszcze większą zwłokę. Wiedziałem, że wiązka czaru nie była wystarczająco silna, aby na dobre zamknąć usta bękartowi, ale z pewnością znacznie zmniejszy siłę jego głosu. Jeśli miał ktoś go uratować, to tylko ten o wyjątkowo dobrym słuchu lub spostrzegawczości, jakoby to w domu wydarzyło się coś złego. Nie mieliśmy pojęcia o wieczornych planach rodziny, ani tym bardziej o ich znajomych, lecz co do zasady kompletnie mnie to nie obchodziło.
Musieliśmy obezwładnić oraz przetransportować schwytaną trójkę, a także zająć się burmistrzem, który również był na naszym celowniku i to wziąłem sobie za priorytet. Nawet jeśli ktoś uratuje młodego, to wychowywanie go w podobnych wartościach szybko zostanie owiane najgorszymi z możliwych konsekwencji. -Zostawmy ich tu nim nie rozprawimy się z włodarzem- rzuciłem zerkając na swych towarzyszów, po czym zniknąłem za murami domostwa ignorując konieczność spętania, które było na tyle proste, iż mogli sami się tym zająć.
Droga była krótka, a wejście do samego domu jeszcze prostsze. Najwyraźniej ludzie nie obawiali się tutaj wojny; byli ufni i pozbawieni podstawowego, racjonalnego zachowania w chwili zagrożenia, a takowe przecież było nieodłącznym elementem obecnej, krwawej rzeczywistości. Nam to jednak było na rękę. Rita szybko uporała się z zamkiem, który ugiął się pod mocą zaklęcia i tym samym drzwi uchyliły się ukazując nam trójkę osób. Mężczyzna z bronią szybko utracił swój atut, dlatego postanowiłem zająć się kobietą. Ona nie była nam potrzebna. -Vulnerario- wypowiedziałem z lekkim, ironicznym uśmiechem.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 26

--------------------------------

#2 'k10' : 5

--------------------------------

#3 'k8' : 3, 3, 3, 2, 5, 3, 2, 6, 2, 6
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

To, co się działo, zdawało mu się nierealne. Patrząc, jak kolejny raz zaklęcie nie daje rezultatu, poczuł cień zwątpienia zmieszany ze złością. Mimo że towarzyszący mu kuzyn i Rita, nie wypowiedzieli ani słowa w tej kwestii, nie spojrzał nawet w ich kierunku. Nie wiedział, jak postrzegają te potknięcia i nie chciał nawet myśleć o tym w tej właśnie chwili. Nigdy nie zdarzyło się, aby umiejętności zawodziły go do tego stopnia, zwłaszcza kiedy wybrane zaklęcie nie było rzucane pierwszy raz. Korzystał z niego wiele razy od czasu poznania ów inkantacji, wiedząc jak przydatna była, aby zaoszczędzić własny czas. Dziś natomiast okazywała się bezużyteczna, kiedy popełniał raz za razem błąd, którego nie potrafił dostrzec i skorygować, a wiązka zaklęcia mijała się z celem. Milczał, kiedy Rita sprawnie zrobiła to, co jemu się nie udało. Ostatnia osoba padła na ziemię, przestając sprawiać problem i zatrzymywać ich w miejscu. Dopiero teraz zerknął na Runcorn i Macnaira, obserwując, jak kobieta upewnia się, że trójka czarodziejów nie wybierze się nigdzie pod ich nieobecność. Zgodnie z tym, co zadecydował Drew, mieli poczekać tu na nich, gdy wpadną jeszcze odwiedzić burmistrza i tego drugiego mugola, o którym wspomniała Rita. Mieli więc przed sobą, jeszcze trochę pracy, oby tym razem szybszej.
Bez słowa opuścił budynek, by pokonać drogę do kolejnego, w którym miał przebywać mugol pełniący funkcję burmistrza tej wiochy. Prostota wejścia do środka zaskoczyła go szczerze, ludzie mieszkający tutaj naprawdę nie obawiali się wojny, która rozeszła się na cały kraj? Byli tak głupi i naiwni, że są bezpieczni, podejmując takie, a nie inne decyzje? Nie zamierzał narzekać, gdy dawało to szansę, że nie zabawią tutaj długo i równie szybko, jak przekroczyli teren posesji, będą mogli ją opuścić. Wiedział, iż przed nimi jeszcze ciekawsza część zabawy, której nie mógł się doczekać o wiele bardziej. Drzwi ustąpiły pod zaklęciem rzuconym przez Runcorn, broń upadła na ziemię, stając się bez znaczenia. Jego uwagę jednak zwrócił ostatni mugol znajdujący się wewnątrz. Czy to właśnie o nim mówiła Rita? Wyglądał, dziwnie, śmiesznie. Bez wahania uniósł różdżkę, by skierować ją na mężczyznę. W końcu musiało się udać i nie zamierzał wątpić we własne umiejętności, chociaż zdecydowanie musiał nad nimi popracować.- Esposas.- wypowiedział, chcąc zobaczyć magiczne kajdany krępujące ruchy, zatrzymać przeciwnika w miejscu.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Obserwowałam, jak po kolei padają na ziemię. Najpierw huk upadającego burmistrza, który trzymał mugolską zabawkę rozległ się po pokoju. Jego żona, bo chyba była to żona tego człowieka, albo tego drugiego, pisnęła, podskakując do góry. Kajdany uderzyły w kończyny mężczyzny, a zaraz potem kolejne w mugola, który przebierał się w dziwne łaszki. Zmierzyłam go spojrzeniem, marszcząc brwi, gdy kobieta wciąż wykrzykiwała wniebogłosy. Nienawidziłam tego typu hałasu, był irytujący, zwłaszcza gdy nic nie mógł zmienić. Musieliśmy przenieść ciała, co też zaczęliśmy wykonywać, wznosząc różdżki w górę. Powoli przesuwały się w stronę wyjścia, ale Drew miał coś jeszcze do zrobienia. Usłyszałam tylko inkantację, która zabiła mugolkę i mogliśmy ruszać dalej. Nie komentowałam tego. O wiele bardziej zresztą preferowałam słuchanie niż mówienie. Informacje były potęgą. Drugi raz dzisiaj walczyłam u boku Drew, pierwszy u boku Cilliana. Nie winiłam ich za chybienia, mi też się to zdarza. To nie była kwestia wyrozumiałości, a zwykłego rozeznania w sytuacji i działania na korzyść. Zresztą, jeden z nich był dowódcą, a mnie Ministerstwo nauczyło słuchania dowództwa, nawet gdy się z nim nie zgadzam. Taka była rola Wiedźmiego Strażnika, byliśmy niczym armia szpiegów rozpełzająca się po kraju jak robaki, gotowa wejść w każdy kąt, nie cofnąć się przed uzyskaniem odpowiedniej informacji. Po rozpadzie ministerstwa wielu odeszło, ale wielu zostało. Naszła mnie myśl co z Weasleyem, co z tym rudym zdrajcą, który zapewne skonał tam w Elkstone. Czy ktoś porwał jego ciało? Pochował z należytą godnością? Mało prawdopodobne. Jednak coraz częściej zastanawiałam się, czy faktycznie tam zginął. Podobno wspierał Zakon, parszywych zdrajców, ale mnie łączyły z nim dużo bardziej złożone stosunki, wynikające ze wspólnego przyjaciela, którego on wykończył. Kolejnymi ruchami różdżki zaczęliśmy przenosić ciała rebeliantów, teraz wyglądające na bezsilne i takie szare. Miały posłużyć za jedną z głównych atrakcji tego wieczora, bawić i uczyć.

zt x3


dobranoc panowie
Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

7 stycznia
Obszerna, śnieżna powłoka w postaci niewielkich, białych drobin, opadła na rozległe tereny Wysp Brytyjskich. Bezczelna zima, wdarła się w styczniową codzienność dopełniając wojenną tragedię. Uporczywe warunki atmosferyczne, odbijały się na egzystencji najbardziej poszkodowanych mieszkańców małych miejscowości, poszczególnych miast dotkniętych krwawymi i destruktywnymi potyczkami. Brakowało szczelnego schronienia, podstawowych produktów, żywności oraz ciepłej odzieży. Nieprzejezdne drogi uniemożliwiały skuteczną komunikację, zebrania wywiadu na temat wszystkich obywateli. Mnożnik nierozwiązywalnych, obciążających problemów, wzrastał z każdym dniem. Nie było łatwo. Wraz z początkiem roku, zdeterminowani poplecznicy wrogiej frakcji, postanowili przygotować zmasowany atak; wtargnąć na tereny właściwego sojuszu, doprowadzając do śmiertelnej masakry. Nie mieli żadnych skrupułów, sięgali po najbardziej bestialskie i drastyczne środki prowadzące do całkowitego wyniszczenia. Wyczuwalne wiązki plugawej magii, krążyły w lodowatym powietrzu obciążonym tragedią; dogasającym dymie rozszalałej, szatańskiej pożogi. Przerażeni ocaleni, stawali się świadkami publicznych, prześmiewczych egzekucji. Widywali zbezczeszczone zwłoki, wykorzystane do celów osobistych. Ożywione ciała powołano do roli atakujących strażników, o pustych i wyżłobionych oczodołach. Zrujnowano publiczne mienie, zdziesiątkowano pobliskie miejscowości; katastrofa rozegrała się praktycznie na ich oczach. Nie zdążyli zareagować, wszystko skończyło się zbyt szybko, wieści rozesłane do zaangażowanych współtowarzyszy, choć prędkie, nie powstrzymały działań kierowanych przez samego Czarnego Pana. Nie potrafił wyobrazić sobie skali rozegranego piekła. Pochylony, siedzący na granicy drewnianego krzesła, próbował poukładać wszelkie, poznane fakty, ułożyć je w spójną i logiczną całość. Czuł rozbrajającą wściekłość, zmieszaną z coraz silniejszą bezradnością. Nie byli w stanie przewidzieć skonsolidowanych akcji, przyłapać na gorącym uczynku. Pomijali istotne kwestie, pozostawiali łatwe do przejścia luki. Powinni zapobiegać, zamiast podnosić z ziemi rozdrobnione zgliszcza. Przez moment przyglądał się swoim dłoniom; czyżby utożsamił się z niesionym brzemieniem, zauważył krew niewinnych spływającą po wąskich palcach? Zacisnął je w pięść, zmotywowany do działania. Złożył pewne obietnice, przysięgał chronić tych, którzy sami nie potrafili zapewnić sobie należytej osłony. Musieli przeprowadzić dokładne oględziny na okupowanym terenie, uspokoić przerażony tłum, reagując na najpilniejsze potrzeby. Wybadać trop paskudnych oprawców, wymierzając ostateczną karę. W tym momencie nie było już czasu na litość.
Ostatnie, krótkie promienie słońca przebijały się przez grube, szare chmury. Wybrał drogę powietrzną, która na ten moment wydała mu się odrobinę bezpieczniejsza. Okryty grubym, wełnianym płaszczem, zniżył się do lądowania, zatapiając stopy w miękkiej, śniegowej brei. Proste kikuty ogołoconego lasu nie zachęcały do głębszego przemieszczania; zatrzymał się tuż na jego skraju. Wysłużoną miotłę, przymocował do tyłu pleców za pomocą skórzanego paska. Brązowa, podręczna torba, zwisała z prawego ramienia, gdy wolnym krokiem przesuwał się po okolicy. Różdżka pojawiła się w wiodącej dłoni, gotowa do ataku. Do miejsca docelowego przybył jako pierwszy. Wyznaczeni i wezwani współtowarzysze rebelianckiej organizacji, mieli pojawić się tu lada chwila. Odgórne nakazy przydzieliły odpowiedzialne zadania. Odnalezienie kryjówki zbiegłych mugoli było szczególnym priorytetem. Przetransportowanie do tymczasowej lokacji, wymagało sprawnej logistyki, ogromnej ostrożności, wsparcia zmyślnych zabezpieczeń, odwracających uwagę od istotnej akcji. Specyfika wroga była dość oczywista; zdeterminowani do walki, potrafili posłużyć się każdą, możliwą bronią. Nie do końca określone, okupowane tereny skrywały nieodgadnione tajemnice. Dlatego też zapobiegawczo, zgodnie z wykonywanym zawodem, postanowił upewnić się, iż żadne przekleństwo nie stanie im na drodze. – Hexa Revelio. – szepnął cicho, czekając na charakterystyczne drgnięcie powietrza. Zgrabiałe palce nie zaznaczyły drewnianego obrotu, zaklęcie okazało się porażką. Westchnął krótko i przymykając powieki, wyartykułował głośniej: – Hexa Revelio! – moc przepłynęła przez jego nadgarstek sygnalizując o pełnym bezpieczeństwie. Szmer odgarnianych gałęzi, odwrócił uwagę. Pozostałe sylwetki pojawiły się na pobliżu. Ściągnął brwi przyglądając się aparycji starszego mężczyzny w towarzystwie chłopaka pracującego w Banku Gringotta. Skinął im głową, odczekał na pokazanie znaku, które miało utwierdzić w przekonaniu, iż są prawdziwymi członkami Zakonu Feniksa. On również wykonał ten ruch. Schował ręce do kieszeni, poprawił płaszcz i przysunął się bliżej mówiąc przyciszonym głosem: – Dobrze, że jesteście. Zdążyłem sprawdzić to miejsce pod względem klątw, nic nie wykryłem. – zakomunikował szybko, przesuwając błękitne tęczówki. – Wolałem dmuchać na zimne, ci plugawi złoczyńcy są zdolni do wszystkiego. Nie wiemy dokładnie gdzie rozegrały się główne zdarzenia i gdzie kryją się pułapki. – dodał, zdając sobie sprawę, iż stara fabryka znajduje się nieopodal. Uciekinierzy mogli być ścigani do ostatniego milimetra… – Miejsce, do którego mamy się udać, znajduje się tam. - wskazał placem. - Najbezpieczniej byłoby przejść kawałek wzdłuż rzeki, schować się w tym lesie… Może być ciężko, ale pozostaniemy niewidoczni i niewykrywalni. – zaproponował. Nie udało mu się dotrzeć do zbyt aktualnych map, jednakże kojarzył niektóre lokalizacje. Siatka handlowych kontaktów, rozrastała się z potężną siłą.

| Zaklęcia: nieudane Hexa Revelio, udane Hexa Revelio. EM: 48/50



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

7.01

O masakrze w Staffordshire dowiedział się przed kilkoma godzinami, od samego lorda Isaiaha Greengrass. Nie, żeby był na tylke ważny, by rozmawiać z lordami w samym centrum politycznego chaosu - po prostu usłyszawszy przekazane przez Isabellę (i Proroka Codziennego) pogłoski o niebezpieczenych klątwach na niebezpiecznych listach, lord Isaiah wezwał go do sprawdzenia wiadomości od Ministerstwa Magii. Steffen nie znalazł na nim żadnej podejrzanej magii, ale pewne rzeczy były stokroć gorsze niż klątwy. Cattermole wiedział, jak radzić sobie z klątwami i zabezpieczeniami, jak podchodzić do nich spokojnie i zadaniowo.
Nie wiedział, jak żyć ze świadomością, że w ciągu jednej nocy zmasakrowano całe hrabstwo, pomimo protekcji lordów i Sojuszu Kornwalijskiego, znienacka i brutalnie. Nie wiedział, co czuć. O czym myśleć. Czy powinien lękać się tego, że Czarny Pan znów zbierze siły i najedzie Półwysep, Somerset, Dolinę Godryka, jego dom? Że następnym razem to Isabella zostanie publicznie ukarana? Zbiegła szlachcianka, wspierająca Zakon Feniksa i zaręczona z kimś o brudnej krwi (na szczęście, władze Ministerstwa nie wiedziały jak bardzo brudnej, kłamał przy rejestracji różdżki na tyle bezczelnie, że w papierach nie miał mugolskiej matki) - co by jej zrobili? To samo, co tamtemu czarodziejowi, którego publicznie stracono w Stoke-on-Trent?
W dodatku, dwa dni temu, w przeddzień tej masakry - dostał wezwanie do wojska. Czy to jakaś okrutna drwina? Czy następnym razem Ministerstwo wysłuży się rękami młodych czarodziejów, takich jak on?
Nie, nie mógł sobie pozwolić na lęk. Strach paraliżował, odbierał zdolność działania. Każdy łamacz klątw wiedział, że przy ich ściąganiu należy odstawić na bok uczucia. W Gringottcie Steffen obserwował gobliny - metodyczne, niewzruszone. W przeciwieństwie do nich, nie umiał się aż tak wyciszyć. Emocje i adrenalina kłębiły się pod skórą, ale mógł chociaż wybrać, na których chce się skupić.
Wybrał gniew.
Chciałby móc powiedzieć, że dopiero teraz poczuł tego rodzaju złość - ale okłamałby samego siebie. Czuł gniew nieprzerwanie, od śmierci Bertiego, śmierci mamy Marceliusa, śmierci Harry'ego, wszystkich innych tragedii. Mógł, musiał przekuć go w działanie.
Teleportował się w okolice umówionego miejsca - rzadko korzystał z miotły, woląc mieć pełną swobodę w działaniu jako animag.
Prędkim krokiem znalazł się przy Vincencie i skinął lekko głową, gdy ten przyznał, że sprawdził już miejsce pod kątem klątw.
Gdyby nie szok wywołany wydarzeniami w Staffordshire, szczerze by się cieszył, że ma okazję pracować ze starszym łamaczem klątw.
Ale chyba nie mógł wykrzesać z siebie pozytywnych emocji.
-Jasne. - skomentował plan, Vincent - w przeciwieństwie do niego samego - najwyraźniej bez trudu zebrał myśli. -Znasz tą okolicę? - on niezbyt dobrze, był jedynie raz w Stoke-on-Trent i to tych koordynatów użył do teleportu, ale zawsze mógł ją poznać.
-Przemienię się, jeśli dostrzegę jakieś szczury. Czasem coś wiedzą, czasem nie. - zaproponował. -W razie potrzeby możemy się zakamuflować, ale wtedy stracimy z oczu samych siebie. - to chyba jeszcze nie moment na Kameleona? Spojrzał pytająco na wujka Steviego, z którym zawsze znajdował wspólny język w kwestii transmutacji.
Wujek wyglądał na zmęczonego.
Tknięty empatią Steffen uniósł różdżkę, chcąc wzmocnić swoich sojuszników - co prawda Vincent Rineheart wydawał się skupiony i zdeterminowany, ale magiczna pomoc zawsze bywała pożyteczna. Zwłaszcza, że nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać - a Steffen nie do końca wiedział, jak samemu się skupić i żyć w obliczu tej katastrofy i podobnego zagrożenia. Jak zawsze w chwilach niepewności, wolał się więc skoncentrować na pomocy innym.
-Magicus Extremos.



ekwipunek we wsiąkiewce


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 81

--------------------------------

#2 'k8' : 1, 4, 3, 1, 6, 8, 8
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Rzeka w dolinie

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach