Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Rzeka w dolinie
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Rzeka w dolinie

Gęstwina mieszanego lasu pnie się po wzgórzach, opada stromymi stokami, tworzy doliny i piękne punkty widokowe. Częste opady deszczu w tym miejscu są zupełną normalnością, a krople wody wpadające w taflę wody szumią przyjemnie odprężająco. Woda między dwoma pokrytymi roślinnością brzegami zdaje się stać, teren wokół niej jest podmokły i wielu pozbawił życia. Z pozoru płytka rzeka bywa niebezpieczna, a znajdujące się na terenach wokół niej jaskini, są idealnym miejscem do schronienia przed światem. Dolina nie cieszy się dobrą sławą, wielu wchodziło na jej tereny i nigdy nie powracało. Powiadają, że można spotkać tam błąkające się dusze tych, którym nie udało się wrócić do domu.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Jak grupa ludzi może dopuścić się zbrodni tak straszliwej, że tysiące klękają ze strachu przed promieniem ciemnej mocy, który to wydobywając się z cisowych różdżek, miał rozłupywać czaszki wrogów? Zachwyt ideologiami, których za nic w świecie zrozumieć nie potrafił. Bo jak można było jedną grupę ludzi oddzielać od drugich bez wyraźnego powodu? Bo krew? Bo rodzina? Ile jeszcze wojen będzie w stanie znieść ten świat, zanim będzie można na nim żyć normalnie? Człowiek człowiekowi wilkiem, zabija, niszczy i wysysa całą nadzieję w imię Pana. Czarnoksiężnika, który bez podobnych jemu byłby nikim. A może to Zakon się myli? Może tak właśnie miał wyglądać świat? Anglia pochłonięta krwawym konfliktem. Kopią, krzyczą, zamykają, torturują, niszczą, głodzą, biją, a potem litościwie zabijają, bo w tej całej potwornej rzeczywistości, co więcej niż śmierć pozostało? Pula ludzi silnych słowem i różdżką, a naprzeciwko oni. Biedni, samotni w zawierusze, pochłonięci bolączką i szaleństwem. Ile to jeszcze tygodni? Ile miesięcy? Ile lat? Czy da się jednoznacznie określić kiedy nadejdzie koniec? Bo już nieważne, jakim on będzie. Ktoś przegra, ktoś wygra, ot logiczna sprawa. Tak było od zawsze i tak być musi, byleby tylko nastała wolność, byleby tylko jedynym co trzyma przy życiu, nie była potrzeba walki o innych. Do czego doszło, żeby dla ochrony własnej córki nazwał ją martwą, aby przesiąknięty propagandą człowiek nie dobrał się do jej serca swoimi brudnymi i lepkimi łapskami, które porwały promień nadziei ze zgliszczy domu świętej pamięci Pearl. Idź i walcz - powiedziałby ojciec, a potem wręczył synowi swój karabin i nakazał szarżować. Ale co miał zrobić numerolog, które całe swoje życie chciał spędzić spokojnie? Który poprzez lata wyrzeczeń uczył się dłużej i więcej niż nie jeden profesor, albo specjalista w Ministerswie Magii. A jednak dzisiaj brał świstokliki nie po to, aby celebrować technikę ich wykonania, nie po to, żeby być dumnym ze swojej pracy, a po to by ratowały życia.
Wypuścił głośno powietrze, znajdując się w Staffordshire, miejscu, które ledwo dwa dni wcześniej przeżyło masakrę. Czy coś podobnego może spotkać Dolinę? Czy bezprawnie wejdą w hrabstwo, gdzie resztka ludzi może czuć się względnie bezpiecznie? Co jeśli nad Somerset zawiśnie Mroczny Znak? Stevie otrząsnął się z tej myśli, ponownie skupiając na celu dzisiejszej wizyty w tym miejscu. Oczy musiał mieć dookoła głowy, ale na całe szczęście wspierany był przez Vincenta. Syn Kierana, którego numerolog znał niemal od dzieciństwa, wyrósł na niezwykle walecznego i silnego mężczyznę. Towarzyszył im także Steffen, którego sam nauczał transmutacji. Widać uczeń przerósł mistrza. Oby te dzieciaki dożyły spokojnie starczych lat. Zadanie było stosunkowo proste, ale jego wykonanie wiązało się z ryzykiem, na które musieli być przygotowani. Na szczęście pomimo różnic wieku, wszyscy tu byli wprawnymi czarodziejami. Był zmęczony, ale nie tak zmęczony, aby nie dać sobie rady. Na chwilę zawieszone spojrzenie na Steffenie jednak zdawało się dawać mu do zrozumienia, że to już nie na jego lata. Beckett mógł sam siebie mieć za starca, ale za nic w świecie nie chciał przestać walczyć, bo nie chodziło już o sam konflikt, a o przyszłość jego dziecka... Jego dzieci... Może pewnego dnia wnuków, jeśli Merlin pozwoli.
- Chłopcy, świstokliki są gotowe, ale nie uruchomię ich sam. Każdy z nas weźmie swoją grupę. Na miejscu się podzielimy - powiedział szybko, bo chociaż musieli wiedzieć, ze ich wiedza będzie niezbędna, tak nie musieli ustalać tego teraz. Steffen potrafił przemieniać własne ciało, ale obydwoje mogli wesprzeć zarówno siebie nawzajem jak i Vincenta kameleonem, czar doskonale pozwalał kamuflować własne ciało i upodabniać je do otoczenia. Ach, transmutacja była czasem genialna. Zgodnie z tym co uznał Vincent, ruszyli w stronę rzeki, mijając rwący nurt, teraz zlodowaciały i obrośnięty szronem. Las wydawał się być cichy, ale i tak musieli mieć oczy dookoła głowy. Dość już było zaskoczeń.
- Carpiene - wypowiedział czar, wskazując na las przed nimi, ale czar się nie uformował. - Carpiene - powtórzył po raz kolejny, licząc, że młodzi mężczyźni nie zauważą jego porażki i tym razem rzeczywiście udało się posłać wiązkę magii w drzewa i znajdującą się dalej kryjówkę.
- Czysto... - powiedział, kiwając głową, chociaż tyle. Według ich informacji na końcu ścieżki w opuszczonym budynku fabryki znajdowała się grupa mugoli, która kryła się tam już drugi dzień, od ataku na Stroke-on-Trent.

ekwipunek we wsiąkiewce, em: 44/50


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett

Powrót do góry Go down

The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Rzeka w dolinie - Page 3 3fKBvPg
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Ogólna atmosfera towarzysząca zaciekłym, wojennym działaniom uległa diametralnej zmianie. Reprezentując organizację walczącą z bezczelnym, bezkompromisowym reżimem, musieli przekształcić taktykę, uciszyć wyrzuty sumienia, utwardzić moralność, przepuszczającą do ostatecznych czynów. Przeciwnik nie miał przecież żadnych skrupułów. Nie mogli pozostać dłużni eliminując potencjalne niebezpieczeństwo, działając w obronie własnej oraz uciemiężonych mieszkańców angielskich ziem. On sam, uczył się wyciszać skrajne reakcje, zagłuszać rozkołatane serce, szepty wędrujące po chłonnym umyśle. Nie akceptował przemocy – wszelkie konflikty rozwiązywał polubownie, używając potężnej siły wypowiedzianego słowa. Walczył taktycznie, sposobem, osłabiając i rozbrajając przeciwnika, chcąc wydobyć i wykorzystać informacje, które tak szczelnie skrywał. Potrafił posunąć się o krok dalej zachowując zimną krew i posągowy wyraz twarzy. Nie godził się na odbiór cennego żywota, lecz coraz bardziej zagorzały i zaostrzony konflikt nie pozostawiał wyboru; dawna tożsamość musiała odejść w odległą, zagraniczną niepamięć.
Wilgoć lodowatego powietrza, przenikała przez gruby materiał zimowego płaszcza. Zadrżał niekontrolowanie trafiony niespodziewanym dreszczem. Oddychał ciężko, gdyż rozszalały mróz zatykał zaczerwienione nozdrza. Zgrabiałe palce utrzymywały głogową broń, gdy z wolna przesuwał się po umówionym terytorium. Rozglądał się, nasłuchiwał próbował wyczuć, zaobserwować znajome, magiczne drganie informujące o czyhającym zagrożeniu. Żaden symbol stworzony z mlecznych obłoków, nie uformował się na linii skupionych i bystrych źrenic. Odetchnął z chwilową ulgą, nie mając jednak pewności traktującej całkowite bezpieczeństwo. Po krótkiej chwili szmer przesuwanych gałęzi zwrócił jego uwagę. Odwrócił się gwałtownie gotowy do błyskawicznej reakcji, dostrzegając znajome aparycje należące do dwójki Zakonników. Wyprostował się i rozluźnił mięśnie, wychodząc im naprzeciw. Prześlizgnął statyczny błękit po obu przybyszach, badając nastroje oraz sprawność fizyczną. Na dłuższą chwilę zatrzymał uwagę na starszym mężczyźnie przypominając sobie jego rozległe obrażenia prezentowane podczas wspólnej, rodzinnej Wigilii. Wyglądał zdecydowanie lepiej. Jego wsparcie mogło okazać się nieocenione. To samo tyczyło się zawziętego młodzieńca, uzupełniającego ich specjalistyczną wiedzę. Ciemnowłosy kiwnął głową z opóźnieniem wyrwany z chwilowego, niemego zamyślenia. Z uwagą zerknął w prawą stronę, próbując przypomnieć sobie optymalny szlak prowadzący do starej fabryki. Palce przytknęły się do brody: – Mniej, więcej znam. – odpowiedział zgodnie z prawdą. Otaczający kompleks leśny, choć rozległy tworzył idealne schronienie. Mogli zatopić się w jego wnętrzu, idąc brzegiem rzeki nie zgubić proponowanej trasy. Kiwnął głową na wzmiance o szczurzym wsparciu; nigdy nie widział go w akcji, jednakże małe, obrotne gryzonie posiadały zmysł przetrwania oraz skutecznej nawigacji. Zielarz wykonał kilka kroków do przodu wyszukując najtrafniejszej ścieżki, która pozwoli im wejść do środka ogołoconego kłębowiska. – Oczywiście. Czy miejsca świstoklików są losowe, czy skierują nas w ten sam obszar? – zapytał asekuracyjnie, zastanawiając się, czy opcja numer dwa, dostarczy im wystarczającego bezpieczeństwa. Jako wykwalifikowani czarodzieje, w razie potrzeby będą w stanie zabezpieczyć teren. Ustalając szczegóły, ruszyli w stronę lasu, przemieszczając się wzdłuż zamarzniętej, rozbielonej wody. Stróżka energetycznej magii, przeszła przez wszystkie komórki, gdy pracownik banku wspomógł ich dobrze znanym zaklęciem; ciepło rozpłynęło się jednostajnie, zasilając paliwo spiętych mięśni. Zaklęcia wykrywające pułapki, nie wskazały zagrożenia. Odetchnął z ulgą, zważając na zmyślność wrogich oprawców. Zmarszczone brwi pomagały przy przenikliwym skupieniu. Na moment zatrzymał się niepewnie, wyszukując charakterystycznych elementów trasy. Odwracając się do towarzyszy, rzekł: – Za około pół kilometra, powinniśmy skręcić w prawo. Drogi są zasypane, ale pamiętam, że charakterystycznym elementem był powykręcany pień historycznego buku. Na pewno zwróci waszą uwagę. – wyjaśnił dokładnie, uczulając na istotny niuans. Po kilku minutach drogi, ciemnowłosy dostrzegł coś, co wywołało nieplanowany niepokój. Rozszerzył powieki i stanął gwałtownie. Wyciągnął rękę, aby ostrzec i zatrzymać pozostałych: – Coś tam jest. – wymamrotał cicho, podkradając się pod zabarwiony obszar. Zwierzęce pióra wystawały ponad granicę śniegu, wraz z podłużną częścią łowieckiej strzały. Zaschnięta krew ozdabiała pobliski puch; martwe ptaszysko leżało tu od jakiegoś czasu. Jego zaciśnięty dziób trzymał rozmiękniętą kopertę, wypełnioną pochyłym, niewyraźnym drukiem. Rineheart ostrożnie, aby nie dotknąć zwierzęcia, wyciągnął papier i przyjrzał się zawiniątku: – To jakiś list. Dziwne, że sowa poległa na takim odludziu. Nie znam się na kwestiach polowań, ale czy wygląda to jak strzała należąca do myśliwych? Nie słyszałem, aby te tereny były obfite w atrakcyjną zwierzynę. – zapytał kompletnie nie znając się na tej dziedzinie. Drżące palce odłożyły różdżkę, po czym odchyliły przemoczony skrawek, wyciągając korespondencję. Wzrok prześlizgnął się po niezgrabnych literach, a usta zdawały bieżący raport: – Tutaj jest napisane, że na skraju pobliskich kompleksów leśnych, znajdują się zgliszcza niewielkiego domostwa, prawdopodobnie zaatakowanego przez wroga. To jakaś rodzina, piszą go do syna… Chyba proszą o pomoc. – uniósł zaskoczone spojrzenie i prześlizgnął się po zgromadzonych. Przekazał list, zaczynając od Pana Becketta. – Myślicie, że powinniśmy to zbadać? Nie jestem pewny, czy mamy wystarczająco dużo czasu. Dom może być – wszędzie. – rozważali dylemat. Las, w którego wnętrzu kręcili się od pół godziny był niezwykle rozległy, przechodził w bliźniacze kompleksy, urywał się w nietypowych miejscach. Sowa zestrzelona z nieba, nie dawała im żadnych, konkretnych wskazówek, jednakże czy sumienie pozwalało na pozostawienie potrzebujących?



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Otulił się mocniej szalikiem i wcisnął dłonie do kieszeni. Miał nadzieję, że to z zimna - a nie ze strachu.
Poczuł, jak jego zaklęcie wzmacnia sojuszników i uśmiechnął się blado do wujka Steviego. Beckett sprawdził teren pod kątem pułapek, a Cattermole ufał w jego ekspertyzę. Najwyraźniej było bezpiecznie - jeszcze. O ile Staffordshire kiedykolwiek będzie bezpieczne. Pamiętał, że jego tata jeździł czasem do znajomych ogrodników pod Stoke-on-Trent, pamiętał, że opowiadał jak tu cicho i spokojnie.
Już nie.
Czy kiedykolwiek zdołają przywrócić tutaj spokój, zabezpieczyć te tereny dla Greengrassów, powrócić do normy? Spotkanie z lordem Isaiahem i smutek w jego oczach nie dawały Steffenowi spokoju, ale determinacja - dawała nadzieję. Panowie tych ziem nigdy nie zgodzą się na warunki stawiane przez Malfoyów, a Zakon Feniksa pomoże.
Pokiwał głową, słysząc, że wujek przygotował świstokliki. Pamiętał w jak ekspresowym tempie pracował Stevie podczas ewakuacji kryjówek "Proroka Codziennego", dzisiejszą akcję zaplanował pewnie równie dobrze. Miał nawet na nią minimalnie więcej czasu.
-Jasne, podzielimy się. - przytaknął Stevie'mu, dodając w myślach o ile będzie bezpiecznie. Z jednej strony był pełen wiary we własne umiejętności defensywne, z drugiej - odkąd lord Alphard Black omal nie zabił go w Londynie, nigdzie nie czuł się bezpiecznie.
Niech gnije w grobie. - pomyślał nienawistnie, ze złością wspominając przerażająco-zagadkowy list z noworocznymi życzeniami od Rigela. Nie miał jeszcze czasu sprawdzić, czy miód pitny to trucizna, ale kiedyś poprosi Castora o ekspertyzę. Przesunął spojrzeniem po swoich towarzyszach - oni też, póki co, ukrywali działalność dla Zakonu przed światem. Mogli poruszać się dyskretniej, ich twarze nie były znane nikomu, nad ich głowami nie wisiała jeszcze nagroda. To oznaczało też, że będą musieli przekonać mugoli do współpracy, wzbudzić ich zaufanie.
-Myślicie, że wiedzą o Zakonie? Mogą nam nie ufać. - zagaił, mając na myśli ludzi ukrywających się w fabryce. Posłuchał instrukcji Vincenta i ruszyli dalej, aż Rineheart znalazł zagadkowy list.
Zmarszczył lekko brwi, a na jego twarzy odmalowało się współczucie.
-Nie powinniśmy ich zostawić, zwłaszcza jeśli oczekują ratunku, a ich syn nigdy się o tym nie dowie... ale skoro nie wiemy gdzie ich szukać, to może ludzie z fabryki będą znać okoliczne domy? Oni są w końcu stąd. - zaproponował. Mogliby chwycić dwie sroki za ogon - nie marnować czasu, skupić się na celu, ale zarazem dowiedzieć się więcej o autorach listu. Skoro też wydawali się mugolami, to może ktoś na miejscu ich znał?
Odczekał na decyzję towarzyszy, a potem ruszyli dalej - pomiędzy drzewami widział już fabrykę.
-Hexa Revelio. - szepnął dla pewności. Mugole nie potrafili nakładać klątw, ale po Staffordshire panoszyli się czarnoksiężnicy, ktoś mógł przekląć teren wkoło fabryki, by uniemożliwić grupie ucieczkę lub ratunek. -Jest czysto. - omiótł budynek wzrokiem i spojrzał pytająco na pana Becketta.
-Wie pan coś więcej o fabrykach? - jaki mógł być ich plan, jak się po nich poruszać, gdzie mogą być kryjówki? Steffen wiedział tylko od mamy, że istnieją, i że cośtam się w nich produkuje.
-Dissendium. - spróbował rzucić zaklęcie, ciekaw, czy gdzieś w okolicy są ukryte przejścia.

rzuty - udane


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

Pani... Znaczy lady Greengrass — kiedyś się nauczy. — Poprosiła o przeniesienie ich do starej kopalni Hazelslade. Wszystkie prowadzą w jej okolice, ale nie bezpośrednio. Trzeba będzie podejść — tak było zresztą bezpieczniej. Nawet jeśli ktoś w krótkim czasie od kiedy Stevie wykonał świstokliki, do momentu, w którym pojawią się w docelowym miejscu z grupą uciekinierów, zjawiłby się tam, tak rozproszenie i oddalenie od samej kopalni pozwalało im uniknąć wdepnięcia w coś bardzo nieprzyjemnego. To jest w walkę. Musieli działać szybko, ale najpewniej każdy z nich był na to gotowy. — Nie dalej niż pół mili od miejsca docelowego. Od sandała trzeba będzie iść na zachód, od zmiotki na wschód, a od młotka na południe — dyktował, ale przypomni im to jeszcze, gdy nastanie czas, aby je uruchomić. Sama kopalnia nie wydawała się mu najlepszym miejscem na kryjówkę, jej stan był opłakany, zapewne nie było tam dostępu do ogrzewania, ale to miało być jedynie tymczasowe rozwiązanie. Musieli przetrwać, to było teraz najważniejsze. Ratowanie ludzkiego życia zaczynało nawet wchodzić w krew, chociaż brzmiało to co najmniej górnolotnie. Teraz zwyczajnie nikt nie miał już wyboru. Jeśli by przejść obojętnie obok potrzebującego, byłoby się tak samo winnym, jak ci, co zgotowali mu ten los.
Było zimno. Chłód smagał nosy i palce, a nawet najcieplejszy kożuch w trakcie zimy stulecia nie chronił przed najgorszym mrozem. Żal było myśleć, co musieli czuć ludzie spędzający w tej temperaturze nie tylko dzień, ale i noc. Właśnie dlatego musieli działać, aby zmienić nurt rzeki, teraz białej i zmarzniętej. Spacer był długi, ale na szczęście Vincent dobrze orientował się w terenie. Od spotkania z olbrzymem minął już prawie miesiąc, w którego trakcie Stevie zdecydowanie poprawił własny stan zdrowia. Słuchał się zresztą zaleceń uzdrowicieli. Nóg nie byłoby mu szkoda, kręgosłupa też nie, ale dłoni i głowy jak najbardziej. To nimi przecież pracował, to ich potrzebował, aby móc normalnie funkcjonować. Odrętwienie zostało, ale był już znacznie silniejszy niż parę tygodni temu. Nie było zresztą czasu do stracenia, musieli działać szybko, zanim ktoś inny przyjdzie i zabierze tym ludziom całkowicie poczucie bezpieczeństwa, tak samo jak zrobiono to dwa dni temu. — To ich ostatnia nadzieja... Jesteśmy tacy jak oni, może to ich przekona — odpowiedział na pytanie Steffena, ale tak naprawdę nikt z nich nie mógł nawet spodziewać się jaki widok zastaną po dotarciu do fabryki magicznej. Być może zostaną zaatakowani, być może nikogo tam nie będzie, a być może to pułapka...
Odnaleziona w śniegu sowa przypominała mu sytuację sprzed ponad miesiąca, gdy to jeszcze z Vancem Villanem znaleźli podobny przypadek. Słuchał w spokoju chłopców, aż sam odezwał się w tym temacie. — Poradzimy się ludzi z fabryki, którzy tu żyli... Nie mamy czasu przeszukiwać teraz terenu — każda minuta zwłoki oznaczała ryzyko, a być może nawet w ostatecznej konsekwencji czyjeś pogorszenie się stanu zdrowia. List był poruszający i nie było mowy o tym, aby zostawić ich samych sobie, zwłaszcza gdy ktoś zestrzelił sowę. To mogło oznaczać, że w okolicy czają się wrogowie. Tym bardziej powinno zależeć zakonnikom na czasie. Na wszelki wypadek Stevie ścisnął mocniej różdżkę w dłoni. Nie był wojownikiem, ale zbyt mocno wojna weszła na całe brytyjskie wyspy, aby można było mówić o niechęci do walki. Był stary, jego życie było już mniejszą stratą. — Potem przeniesiemy tych państwo do kopalni, jak tylko upewnimy się wobec ich zamiarów — skoro słali sowy, to znaczyło, że byli czarodziejami, a wtedy mogli być ogromnym wsparciem dla mugoli w czasie gdy będą się ukrywać. Gospodarstwo w końcu uda się odbudować. Ręka rękę umyje.
Ta z tego co wiem, produkowała kiedyś magiczne zegary. Brałem od nich stare części, jeszcze w czterdziestym trzecim... Widać komuś przeszkadzali — wspomniał do Steffena, gdy objawiły się przed nimi zgliszcza fabryki. Wyraźnie widać tam było ludzką obecność, chociaż może założył tak, bo wiedział, że kryją się tam mugole. — Jeśli to magiczna przestrzeń — a o takiej zostało mu powiedziane — tak zagrożenie w postaci mugolskiej elektryki praktycznie nie istnieje — podrapał się jeszcze po brodzie, niestety nie upewniając się, czy chłopcy wiedzą, co znaczy słowo elektryka. — Nie wiem, co znajdziemy w środku, ale nie zdziwię się jeśli z różdżkami w dłoniach wezmą nas za złoczyńców. Wyjdźmy tam z białą flagą — zaproponował chłopcom. — A różdżki miejmy w pogotowiu, jeśli to byłaby pułapka — swoją zaraz miał schować w kieszeń, ale najpierw wskazał nią w stronę fabryki. — Homenum Revelio — wypowiedział, a biała mgiełka rozproszyła się po tym miejscu, rozświetlając sylwetki w środku. — Jakieś... Dwadzieścia jed... Dwadzieścia trzy osoby — szybko ich przeliczył, ale przecież był numerologiem. Co jak co, ale liczyć to chyba potrafił. — Wszyscy siedzą, albo leżą, od strony wejścia stoi dwóch większych mężczyzn, to samo z tyłu — widać było, że pełnili tam wartę, gotowi byli zaatakować, aby ochronić się przed najeźdźcą. — Ruszajmy — nie było już więcej czasu do stracenia. Musieli działać teraz i przekonać ich do podróży w bezpieczne miejsce.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett

Powrót do góry Go down

Dobra orientacja w planie realizowanego zadania, była dla niego szczególnym priorytetem. Podciągając kołnierz ciemnego płaszcza, skupił całą uwagę na przemawiającym numerologu. Szybko zwizualizował i zlokalizował miejsce nadchodzących przenosin, kiwając głową w jednostajnym rytmie. – Kopalnia Hazelslade… – powtórzył wyszukując w głowie odpowiednich informacji. - Rozumiem. Mam nadzieję, że grupy nie będą zbyt liczne, ani zróżnicowane. Odkąd tu jestem, mam jakieś złe przeczucia... – poinformował szczerze marszcząc czoło i spoglądając na swoich towarzyszy: – Jakby wróg wcale nie odpuścił i czaił się tuż za rogiem. – czekając na niewłaściwy krok, niekontrolowaną pomyłkę, którą mógłby wykorzystać przeciwko rebelianckiej frakcji. Nie dopowiadając już nic więcej, westchnął przeciągle i ruszył przed siebie, brodząc w kopczastym, rozmiękczonym śniegu. Rozwiązanie zaprezentowane przez Pana Becketta, dawało większe pole do manewru. Patrolowali całość okalającego terytorium, chronili mniejsze ilości uciekinierów, byli w stanie w każdej chwili powiadomić o nagłym ataku. Omijali też potencjalne pułapki, rozsiane wokół docelowego zagłębienia. Zastanawiał się, czy zleceniodawczyni wraz ze swą wpływową rodziną opracowali już awaryjne rozwiązanie. Podłe warunki atmosferyczne oraz przestarzały stan samej kopalni, nie stwarzały zbyt dogodnych podstaw na organizację nawet tymczasowego obozu. Dostarczanie najpotrzebniejszych produktów codziennego użytku, mogło okazać się zbyt czasochłonne i niewystarczające pośród zawilgoconych ścian, siarczystego mrozu i przenikliwej ciemności. Ostrożnie stawiał każdy krok, aby nie narażać pozostałych kompanów. Przenikliwe zimno, które wzmogło się podczas spaceru wzdłuż krętej rzeki, dawało się we znaki mrożąc skostniałe palce rąk oraz stóp. Przeczuwał rychły napad magicznego kataru, gdyż coraz większe przemęczenie i nieustająca bezsenność, osłabiała przeciążony organizm. Dlatego też, kilkukrotnie odchrząknął znacząco, spoglądając na charakterystyczne korony drzew, czy powykręcanych pieni. Nietypowe znalezisko, na moment zatrzymało ich w miejscu. Wymowny list, trzymany w drżących dłoniach, traktował sprawę niecierpiącą zwłoki. Zgliszcza domostwa, osamotniona rodzina, bez dostępu do cywilizacji; czy mogliby odpuścić bezcenny dar pomocy? – Dobry pomysł. – skomentował od razu, bez wzmożonych emocji, idąc tropem dwójki mężczyzn. – Wezmę list ze sobą, może ktoś będzie w stanie ich rozpoznać, jakoś skojarzyć… – łowiecka strzała w bezwładnym ciele migrującego ptaszyska, pozostawała zagadką. Instynktownie spojrzał w górę i rozejrzał się na wszystkie strony; drwiące, krwawe macki oprawcy nie dawały nawet najdrobniejszego wytchnienia. Zapuszczali się w najgłębsze, najbardziej oddalone terytoria hrabstw w poszukiwaniu wynotowanych ofiar. Palili domy, mordowali bez mrugnięcia okiem, wszczynali bunt i nieokiełznaną panikę. Nie bali się rozgłosu oraz nadprogramowego zniszczenia. Podli i bezkompromisowi. Wracając do wędrówki, po kilkunastu minutach, domniemana fabryka wyrosła na linii wzroku. Budynek w opłakanym stanie groził zawaleniem. Obecność ludzka, choć znikoma, mogła przyciągnąć nieproszonych nieznajomych. Z zaciekawieniem, zmieszanym z niezrozumieniem, wsłuchał się w słowa najstarszego. Mugolska elektryka? Uniósł brwi, ciesząc się, iż ów ustrojstwo nie przeszkodzi im w dalszym działaniu. Zareagował błyskawicznie, chowając różdżkę do prawej kieszeni płaszcza, znajdującej się w okolicy piersi. Mógł w każdej chwili sięgnąć po głogowy trzonek i zareagować. – Mam nadzieję, że nie będą w tym zbyt głośni… – dorzucił jeszcze zerkając na wujka i powoli, przemieścił się do przodu, dając czas na sprawdzenie terenu i policzenie uciekinierów. – Ktoś z nas będzie musiał wziąć większą grupę. Musimy podzielić ich po równo, zweryfikować wiek, stan zdrowia. Kobiety, dzieci, osoby w podeszłym wieku, mimo niewymagającej drogi, mogą nas opóźniać… – zauważył jeszcze, zatrzymując się przed wejściem, przygotowany na powitanie ze strony wyznaczonej ochrony. Bez wahania, specjalnie zwracając na siebie uwagę pchnął, niedomknięte drzwi, zerwane z zawiasu, które błyskawicznie przyciągnęły dwójkę rosłych mężczyzn, trzymających nadszczerbioną łopatę oraz ogromny pal: – Stać i nie ruszać się! – warknął jeden, a Rineheart wyciągnął ramiona do góry w geście poddania. Nie przyszli tu po to, aby walczyć. - Czego chcecie? – ochroniarz nie dokończył gdyż ciemnowłosy od razu, stanowczo wszedł mu w słowo: – Nie zrobimy wam krzywdy. Nie mamy złych zamiarów. Jesteśmy tu po to, aby wam pomóc. Chcemy zabrać w was w bezpieczne miejsce, z dala od niebezpieczeństwa i wrogów, którzy zgotowali wam to piekło. – wyjaśnił dobitnie, przenosząc jasne tęczówki na obydwu uciekinierów, którzy nie do końca wiedzieli co zrobić: – Wiemy co się wam przydarzyło, kto was prześladuje. Reprezentujemy Zakon Feniksa, jednostkę, która właśnie teraz ściga tych bandytów. Nie możecie zostać tu, ani chwili dłużej. Mamy plan ewakuacji oraz nowe miejsce przenosin. Musicie nam zaufać… – użył całkowitej mocy perswazji noszonej w rosłym ciele. Widział ich rozbiegany wzrok, niepewność i strach ukrywany pod maską powagi i determinacji. – Czy na pewno będziemy bezpieczni? Nikt was nie śledził? Jak daleko jest to nowe miejsce? – kontynuował wąsaty, mający najwięcej zastrzeżeń. Zielarz pokręcił głową i odpowiedział: – Będziecie. Sprawdziliśmy okoliczny teren pod względem pułapek, obecności obcych ludzi, a nawet parszywych uroków. Jest czysto. Tymczasowo zabierzemy was do starej kopalni. Zarządcy hrabstwa są w trakcie organizowania ostatecznego obozu. – westchnął cicho, modląc się, aby te słowa wystarczyły. Wsparty wypowiedziami towarzyszy, dostał pozwolenie wejścia w głąb fabryki, skonfrontowania się z cierpiącymi. Było ciemno, ponuro, słyszał płytkie, urwane oddechy: – Czy ktoś jest ranny? Jesteście w stanie podzielić się na trzy, równe grupy? Po równo kobiet oraz mężczyzn. Dzieci niech będą razem z matkami. Czy mamy tu osoby starsze? – wysypywał pytania, powoli organizując ewakuację.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Wysłuchał w skupieniu instrukcji wujka, a potem spojrzał ze smutkiem na Vincenta.
-Ja też źle się tu czuję. Może i Hexa Revelio nic nie wykazało, ale... nie wiem, myślisz, że czarna magia zostawia ślad? - przyznał, odruchowo zniżając głos. Znał się na obronie przed czarną magią, tak - ale nie na samej jej naturze. Nie przeszedł szkolenia aurorskiego, nie uczył się zakazanej magii, a wyspecjalizował się w klątwach. W Staffordshire skumulowało się natomiast sporo przemocy, śmierci, grozy - czy czarna magia, przyczyna tej tragedii, nadal wisiała w powietrzu, wywołując niepokój Zakonników? Czy wrogowie nadal się tu czaili, gotowi znaleźć i dobić ocalałych?
Zabrali list, z nadzieją, że znajdą pomoc dla wszystkich - że ludzie z fabryki pomogą odnaleźć nadawców tego zrozpaczonego wezwania. Jego myśli szybko pobiegły w stronę planu, układanego przez wujka i Vincenta.
-Nie znam się na leczeniu, ale mogę rzucić Cito na przemęczonych albo powolnych. - wtrącił, gdy starszy łamacz klątw zatroszczył się o tempo kobiet i dzieci. Transmutacja nie pomoże rannym i chorym, ale mogłaby przyśpieszyć ruchy zdrowych i słabszych, pomóc im zrównać z tempo z szybkim marszem reszty.
-Czemu elektryka miałaby nam grozić? - bąknął naiwnie, gdy wchodzili do fabryki. Wiedział, co to elektryczno...cosie, mama kiedyś mu tłumaczyła aby nie wkładać palców do dziurek w ścianach w mugolskich domach, ale nie znał się na większych maszynach w fabrykach.
Dotarli do grupy, którą mieli ewakuować. Vincent pierwszy zabrał głos, a Steffen z podziwem słuchał, jak przemawia do ludzi - konkretnie i stanowczo, ale łagodnie. Przez krótki moment rozkazy skojarzyły mu się ze zdecydowanym głosem jego ojca - Cattermole uczestniczył w misji w Londynie pod dowództwem pana Kierana - ale styl młodszego Rinehearta był jednak całkowicie inny, spokojniejszy i cieplejszy. Ludzie zaczęli reagować, kiwać głowami, a co najważniejsze - zachowali spokój.
-Nie jestem chory, ale lata już nie te... - odchrząknął jeden z mężczyzn, inna kobieta wskazała na swoją przygarbioną matkę.
-Przyśpieszę wasze ruchy, aby łatwiej było maszerować. Zajmę się pierwszą grupą - gdy będziemy gotowi, dotknijcie tego przedmiotu. Przeniesie nas na wyznaczone miejsce, w bezpieczny i błyskawiczny sposób. Tam czeka nas jeszcze krótki marsz. Cito. Cito. - wyjaśnił, gdy zaczęła się wokół niego gromadzić wyznaczona grupa. Skierował różdżkę na starszych, aby ułatwić im marsz.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 32
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Powrót do góry Go down

The member 'Steffen Cattermole' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16, 63
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Rzeka w dolinie - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Rzeka w dolinie

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach