Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Alkierz
AutorWiadomość
Alkierz [odnośnik]08.08.21 18:47
First topic message reminder :

Alkierz

Mniejszy i przytulniejszy niż główne pomieszczenie przeznaczone do przyjmowania gości. Można tu swobodnie rozsiąść się na wygodnych kanapach, krzesłach i fotelach, przy których stoi całkiem spory stolik kawowy, a poczucie estetyki dopieszczą wszechobecne rośliny, które cieszą zielenią niezależnie od pory roku. Przy ścianach widać wysokie regały zapełnione książkami, a w kącie pomieszczenia - obowiązkowy gramofon.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911

Re: Alkierz [odnośnik]22.08.21 23:11
Z zainteresowaniem śledziła dyskusje zielarzy. Głodna nowej wiedzy z tego zakresu notowała w pamięci wszelkie sugestie i podpowiedzi odnośnie metody, wykorzystania transmutacji, zaklęć i alchemii do mnożenia i przyspieszonego porostu. Pan Halbert mówił bardzo ciekawe rzeczy, ale i Vincent zdawał się posiadać rozległą wiedzę. Nie odmówiła również i Castorowi, który podrzucił kilka nietypowych faktów odnośnie roślinności w oazie. Tak jednak, jak wspomniał pan Stevie, to miejsce nie było ich priorytetem, zasięgi były znacznie szersze. Mieli wyjść do ludzi. Mieli zdjąć ciężar z barków, wykorzystać naukę i nietypowe magiczne konfiguracje. Tak, to mogło się udać.Vincent ma rację. Ilość szklarni ma znaczenie, pozwoli nam rozłożyć siły i przestrzeń. Naszą przestrzeń, miejsca, które mamy obok, które znamy, roślinność, której owocami pragniemy się przecież dzielić. Myślę, że należałoby postawić na nasze własne tereny. Istniejące przy nas domy roślin. To nie wymagałoby aż tylu zasobów. Opiekuję się roślinami w Kurniku. Myślę, że i to jest miejsce, które moglibyśmy użyczyć. W Szczurzej Jamie również znajduje się cieplarnia, nad którą zamierzam już wkrótce popracować. Nasze szklarnie są blisko, wiemy, jak zająć się roślinami, a dodatkowe pomoce i metody wsparcia na zimę mogłyby zostać w nich wykorzystane. Chętnie przyjmę wszelkie wskazówki zielarzy bardziej doświadczonych. I nie tylko – zakomunikowała, wyłapując sugestię prowadzącego spotkanie. Przecież nie chodziło o to, by wykupywali mnóstwo miejsc, by budowali coś od zera. W rękach mieli magię, można było zwiększyć potencjał istniejących. Tym bardziej że każdy z obecnych tutaj zielarzy najpewniej posiadał taką szklarnię. I nie były to zapomniane, zarośnięte kawałki terenu, a miejsca pod całkowitą pieczą specjalistów. Wierzyła, że to byłaby dobra idea.
Zwróciła się w stronę Beatrix, kiedy opowiedziała o swoim projekcie. Drgnęły jej nogi i ostatkiem sił powstrzymała się przed zbyt gwałtownym ruchem rąk. Warstwy sukienki nieco jednak zafalowały. – Wspaniały koncept, miła Beatrix! Naszywki! Och, jak ty na to wpadłaś? – wyraziła podziw i uśmiechnęła się szeroko. Co prawda jako naukowiec nie mogła za wiele powiedzieć, bo to nie była w żaden sposób jej dziedzina, ale jako... jako kobieta, jako osoba lubiąca dodatki do odzieży i postać po prostu zaangażowana w sprawy zakonne lub po prostu ktoś, kto mógł znaleźć się nagle w sytuacji zagrożenia. – Zgromadzenie zapasów woluminów, małe zbiory z różnych dziedzin. Może takie mniejsze biblioteki w naszych miłych hrabstwach? Wszyscy posiadamy wspaniałe księgi traktujące o naszych dziedzinach. I zapewne kurzy się gdzieś po kątach wiele innych, możliwych do wykorzystania przy nauce. Możemy je faktycznie powielić. Tak jak i przybory. Trixie wspomniała o utworzeniu namiastki Hogwartu, który im odebrano… który odgradza się od nich murem. Marzenie uciekające zbyt niesprawiedliwie. Moglibyśmy nie tyle stworzyć kopię tamtych symboli i zasad, ale przy okazji organizowania tej nauki dać im poczucie, że należą do pewnej społeczności. Prowadzić ich, my jako mentorzy i nauczyciele. Och, panie Beckett, dotarcie do uczniów wydaje się być znacznie lepszym rozwiązaniem. Małe miejsca gdzieś w poszczególnych krainach, zabezpieczone chatki, salka i biblioteczka. Powinniśmy rozeznać się, sprawdzić, kto mógłby potrzebować tej nauki. Porozmawiać z rodzinami młodych czarodziejów. W młodych zaś rozpalić ogień nauki. Jesteśmy ludźmi pasji, drogie są nam nasze dziedziny. Nasza pasja mogłaby być wielką pociechą dla dzieci.
Isabella zaznajomiona z projektem Alexandra, o którym dowiedzieć mieli się niektórzy z zebranych tutaj gości już jutro, wiedziała, że na pewne potrzeby i sugestie objawiające się w dyskusji odpowiedzieć mogły plany uzdrowicieli. Dotyczyło to i kursów medycznych i poniekąd też kwestii hodowli. Ich wspólnie inicjatywy już wkrótce będą mogły odnaleźć wspólne ogniwo. Stevie Beckett gromadził wokół siebie naukowców, lecz nie medyków – nie w kwestiach związanych z leczeniem. Te sprawy nie były nikomu obojętne ani też zapomniane, ale Bella wiedziała, że nie było to spotkanie właściwe dla tych wątków. Wtrąciła się więc w pytanie, które Stevie zadał Roselyn. – Bardzo przepraszam, panie Beckett, Roselyn, lordzie Greengrass, Alexander i ja już pracujemy nad kwestiami związanymi z naukami medycznymi, również i szkoleniem w tym względzie. Mogę obiecać, że temat ten jest głęboko rozpalony w naszych sercach i nie zostanie w żaden sposób pominięty. Wkrótce będziecie mogli otrzymać więcej informacji i poznać szerszy plan. Z pewnością zadbamy o szerzenie wiedzy z różnych gałęzi lecznictwa, również pośród młodzieży – wyjawiła, podejrzewając, że zaproszeni na jutrzejsze spotkanie towarzysze od razu domyślą się tematu owego zebrania. Niemniej dzisiaj powinni skupić się na problemach przytoczonych przez gospodarza.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Alkierz - Page 3 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Alkierz [odnośnik]23.08.21 22:44
Ciepło pochodzące od płynu trzymanego w obu dłoniach rozchodziło się po całym ciele przyjemnymi, pulsującymi falami. Miękkie siedzenie utrzymywało nutę komfortu stwarzając atmosferę iście domową, swobodną, godną naukowej dysputy. Upił łyk parującego napoju skupiając się na przebiegu spotkania. Zdążył unieść kącik ust, słysząc podziękowanie ze strony uzdrowicielki, aby następnie pochylić się do przodu, skupić na nurtujących kwestiach, którym mieli zaradzić – wspólnie. Czuł nietypową swobodę; odkąd pamięta, grupowe zgromadzenia w gronie nie do końca znanych mu jednostek tworzyły swego rodzaju wyzwanie, przeszkodę, do której przygotowywał się przez odpowiednio długi czas. Musiał wybadać teren, wejść na wyżyny chwiejnej pewności siebie, aby zabrać głos w tak słusznej sprawie. Przez większość czasu analizował poprzednie wypowiedzi, tworząc drobne notatki zatwierdzane lekkim kiwnięciem głowy. Podczas gdy Pan Beckett wypowiedział się na temat oszacowania kosztów oraz zasobów domniemanej sieci dla hodowlanych roślin, zamyślił się na moment. Przedsięwzięcie byłby pracochłonne i kosztowne, na pewno wieloetapowe. Czy w tym momencie dysponowali tak dużymi zasobami oraz wolnym czasem? Pomysł, który kiełkował w głowie zgromadzonych miał rację bytu, lecz zdecydowanie musieli podzielić go na etapy, przemyśleć, rozłożyć w czasie pomiędzy inne, istotne zadania: – Odnosząc się jeszcze do samej sieci, myślę, że warto zatrzymać się na razie na etapie początkowych planów, przetestować prototyp funkcjonalności takiej sieci między naszymi szklarniami. – zaczął zerkając na wujka porozumiewawczo, wyrozumiale. Jako doświadczony mężczyzna, studził rozgorączkowane zapędy, w które sam wsiąknął niemalże od razu: - Dodatkowo tak jak deklarowaliśmy; najlepiej byłoby zacząć od porządnego wywiadu, który może pozwoli nam uzyskać dodatkowe placówki bez nadwyrężania kieszeni. – podsumował kierując spojrzenie błękitnych tęczówek na osoby zaangażowane w ów tematykę. Nie mógł nie zgodzić się z wypowiedzą młodej alchemiczki oraz blondwłosego Sprouta; rośliny były wymagającymi i indywidualnymi bytami. Potrzebowały szczególnej, starannej uprawy dopasowanej do konkretnych gatunków, przystosowania terenu, składników odżywczych, których nie mogli zagwarantować sobie poprzez używanie jedynie pomocniczej magii. Na dłuższą chwilę utkwił przenikliwy, zainteresowany wzrok w sylwetce zielarza. Ten poruszył tematykę wyjątkowej roślinności Oazy, nad którą zastanawiał się odkąd uzyskał możliwość przebywania na terytorium wyspy. Jeszcze w lipcu, pochylał się nad pewnymi okazami, lecz nie znalazł czasu, aby podjąć się bardziej szczegółowych badań. Czyżby właśnie nadarzyła się takowa okazja? – Odkąd zyskałem możliwość poruszania się po Oazie, przyglądałem się niektórym roślinom z myślą o szerszych badaniach oraz analizach. – dorzucił pomiędzy wypowiedziami. Był zadowolony, iż w tak znamienitym gronie znalazł się ktoś o podobnej ciekawości, zaciekłości w poszukiwaniu nowych rozwiązań. - Jeśli potrzebujesz wsparcia Castorze, chętnie pochylę się z tobą nad posiadanymi próbkami. – zaproponował otwarcie, licząc na przychylność ze strony zdolnego czarodzieja. Mogli dojść do szeregu niesamowitych wniosków, odkryć zależność, specyfikę magii płynącą w tych niesamowitych i niespotykanych okazach. Nie przez przypadek pojawiły się na terenie zatopionym w strugach białej magii.
Zabezpieczenie granic tworzyło kolejne, wymagające przedsięwzięcie, do którego przybierali się od jakiegoś czasu. Kończąc kreślić szybkie słowa na wierzchu białej kartki, uniósł powieki i skrzyżował je z gospodarzem, który od razu podchwycił zalążki jego wypowiedzi. Wtajemniczony w ów badania, mógł pomóc w ich reorganizacji: – Początkowo bariera miała skupić się na terenie Oazy. – istotne i newralgiczne miejsce, musiało być pod stałą, wielokrotną ochroną. – Bariera miała opierać się na silnym powiązaniu numerologii i starożytnych run. Miała wyciszyć magię praktykowaną na danym terytorium. – wyjaśnił skrótowo. – Może na sam początek, o wiele łatwiej byłoby zagłuszyć, zniekształcić działanie magii? Ewentualnie zbudować coś w rodzaju magicznych wzmocnienia do standardowych zabezpieczeń? – podsunął na bieżąco, starając się rozłożyć ów kwestię na czynniki pierwsze. – Jeśli chcielibyśmy podjąć się takowych kroków, najlepiej byłoby zacząć od testowania Oazy. Jest to teren bezpośrednio nam podlegający, z dala od wroga i jego czujnego oka. Gdyby udało nam się tego dokonać, wtedy dużo łatwiej byłoby przełożyć to na wspomniane, najbardziej istotne i newralgiczne placówki. – potwierdził przecierając twarz wierzchem dłoni. Ciche westchnięcie wydobyło się z płuc ciemnowłosego: – Nie będzie trzeba angażować wtedy zasobów ludzkich. – stworzenie nowej, potencjalnej pułapki brzmiało dość abstrakcyjnie, a jednocześnie niezwykle fascynująco. Przedłużył spojrzenie zawieszone na twarzy starszego numerologa, czując naukowy potencjał tak wielkiego przedsięwzięcia. Kobieta wywołana do wypowiedzi, zdawała znać się na rzeczy. Z zadumaną miną pochylił się nad zagadnieniami dotyczącymi edukacji młodocianych czarodziejów, którym odebraną tą wyjątkową możliwość. Plugawe pionki Ministerstwa Magii przyjęły własną, absurdalną filozofię deformując ich wspólne dziedzictwo. Wszelkie propozycje były trafne i szczegółowe. Musieli korzystać z wzajemnych zasobów, potencjału umiejętności nabywanych latami: - Można zorganizować również coś w rodzaju zbiórki w zaufanych gronach, mniejszych miejscowościach. Poszerzyć gamę materiałów, do których dzieci, codziennie miałby dostęp w murach biblioteki Hogwartu. - dorzucił jeszcze na koniec, zgodny z fantastyczną mocą sprawczą jaką dawała im transmutacja. Przypomniał sobie również ogrom pomieszczeń poświęconych opasłym wolumenom; wielowiekowa wiedza wypływała z każdego zakątka kamiennych murów.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Alkierz [odnośnik]24.08.21 23:52
Temat szklarni zdawał się być wyjątkowo entuzjastycznie prowadzony na tym spotkaniu. Numerolog przysłuchiwał się wszystkim argumentom, osobiście uważając, że to jednak porywanie się jak z motyką na słońce, patrząc na skalę, o jakiej była mowa. Jego córka zaproponowała kwestie otwartych szklarni, na co zdawała się przytakiwać Charlie. Sam wolał zostawić swoją opinię na koniec, aby to młodzi mieli szanse działać i się wypowiedzieć. Faktycznie, odezwał się Castor, który słusznie zwrócił uwagę na kwestie zapanowania nad warunkami. Dostrzegł spojrzenie Vincenta, ten zdawał się rozumieć jego obawy. - Utrzymanie jednej wymaga doglądania dzień w dzień. Na tych ziemiach są rolnicy, ale to nie cudotwórcy, a w większości mugole. Nie poradzą sobie ze skomplikowaną uprawą, a w tym pomieszczeniu znajduje się znacząca część zielarzy, którzy działają aktywnie dla Zakonu. Myślę, że dobrze będzie porozmawiać z panem Prewettem - tu zwrócił się już bardziej w stronę pana Greengrassa, który pochodził z tej samej arystokratycznej klasy społecznej. - I zacząć spokojnie, tak jak mówi Vincent. Od pojedynczych szklarni. Trzeba zastanowić się, ile kilogramów żywności faktycznie przyniesie taka szklarnia, te wartości mogą nie okazać się zadowalające... Warto będzie skontaktować się z Williamem Moorem i Keatem Burroughsem. Oni dobrze orientują się w potrzebach Oazy, a tam teraz jest najgorzej - nie było sensu powielać pracy, jeśli mężczyźni zaczęli już coś organizować. Kwestia poruszona przez pana Greya i pana Greengrassa, na temat modyfikowania roślin i przystosowania ich do warunków środowiskowych, była wyjątkowo ciekawa, ale i tu Stevie dostrzegł pewien szkopuł. - Zastanawiam się... - zaczął, spoglądając bezpośrednio na tych dwóch mężczyzn. - Mówicie panowie o modyfikacji roślin, co oczywiście jest możliwe, ale wciąż mam wrażenie, że wzięcie pod uwagi skali może kompletnie zniwelować plany. Nie mam szerokiej wiedzy zielarskiej, jestem zwyczajnym numerologiem. Jeśli chodzi o transmutacje, to możemy zwiększyć wielkość roślin, ale to nie wpłynie na ich składniki odżywcze. Te pozostaną niezmienne, tak więc cała praca byłaby jedynie prowizoryczna, ale jeśli dobrze rozumiem... Myślicie panowie nad twórczą hodowlą roślin, ale kto będzie się nimi opiekował? Nasze zasoby są wyjątkowo ograniczone, a na pewno obydwoje macie wiele obowiązków. Najęcie do tego ludzi to koszta i obawiam się, że Minister nam ich nie da - spuścił nieco głowę z rezygnowaniem. - Bo ich nie ma - wyjaśnił, na pewno nie pochodziłoby to ze złej chęci Longbottoma. Spodziewał się jednak, że uzyskanie funduszy na utworzenie zarówno potężnej sieci szklarni, jak i tym bardziej na kreatywne roślinotwórstwo, było poza ich zasięgiem w czasie otwartej wojny domowej. W opinii Steviego było stanowczo za wcześnie na rozmowy o szklarniach poza granicami kraju, koszta budowy jednej mogły już stanowczo przeważyć ich możliwości, a co dopiero całej sieci. Ciekawym zagadnieniem było to poruszone przez Castora, dotyczące roślinności w Oazie i ich neutralizacji. Podrapał się po brodzie, zastanawiając nad konkretnymi warunkami, w jakich mogło do tego dojść. - Być może potrzebne byłyby badania nad tym tematem - zaproponował nieco nieśmiało, spoglądając na młodego Sprouta. - Ciekaw jestem efektów i wpływu magii na tamtejszą roślinność. Może i nie będzie miała ona składników odżywczych, ale jeśli Zakon byłby w posiadaniu wiedzy na temat możliwej neutralizacji trujących roślin, to oznaczałoby dla nas ciekawą przewagę - zagadnienie było jednak wyjątkowo trudne i zapewne wymagało wiele czasu i pokładów energii, a także specjalistycznej wiedzy. Na szczęście doświadczonych naukowców miał wokół siebie.

Poruszenie tematu zabezpieczeń było dla niego o tyle ważne, że sam rozmyślał nad tym szczególnie głęboko. Gdy odezwała się w tej sprawie jego własna córka, spojrzał na nią z zaciekawieniem. - To ciekawe, Beatrix. W jaki sposób widzisz komunikację tym sposobem? - nie chciał stopować jej zapędów, ale potrzebował więcej konkretów. - Zmiana na jednej naszywce, wywoła zmiany na reszcie. Czy ktoś ma mieć główną i przesyłać na niej komunikaty do reszty? - zastanawiał się również nad kwestią przyszycia ich, to mogłoby udostępnić wrogowi część informacji, gdyby naszywka świeciła mu w oczy. - Oraz w jaki sposób zmieniałabyś tam informacje? - podrapał się po brodzie, czekając na pomysły Trixie, w jaki sposób wykorzystać owe naszywki i jak z nich korzystać. Komunikaty mogły być problematyczne, ale sygnalizacja, o której wspomniała, szczególnie go zainteresowała.
Przyglądał się Vincentowi, który wspominał o zawiłościach maskowania magii. Stevie brał udział w badaniach w tym temacie i były one wyjątkowo ciekawe. - Wzmocnienie to ciekawy pomysł - zmarszczył na chwilę brwi i wstał z fotela, podchodząc do zielonej tablicy szkolnej, która stała zwykle w warsztacie. Łapiąc za kawałek kredy, nakreślił coś na rodzaj strzałek uderzających w kwadratowy punkt. - Jeśli podjęlibyśmy się kwestii maskowania, to... - pomysł mógł być idiotyczny, ale może...? - Wzmocnienie zabezpieczenia może być jego rzeczywistym zamaskowaniem. Spójrz Vincencie - napisał na tablicy krótki wzór numerologiczny. - Standardowe zabezpieczenie może mieć dobre 150, może nawet 170 mrugnięć na minutę. Jeśli zamaskować by je do przynajmniej 100, to zwykłe carpienie może nie być tak skuteczne, jak w przypadku zwykłego migotania magii - odłożył kredę na swoje miejsce i wrócił powoli do fotela, drapiąc się jeszcze po głowie. - Musiałbym mieć więcej czasu, ale może udałoby się nam to rozpisać w taki sposób, aby zamaskować podstawowe zabezpieczenia. Nie ukryjemy ich całkowicie, ale jeśli będzie nakładał je ktoś z większym pojęciem o numerologii lub runach, moglibyśmy przygotować porządne wzory i zasoby - spoglądał przede wszystkim na Vincenta i Moirę oczekując ich opinii, zapędzając się nieco we własnych rozważaniach, podekscytowany jak zwykle przy takich okazjach.

Kwestia szkolnictwa i dostępu do edukacji dla najmniejszych obywateli tego kraju, była kluczowa, jeśli po wojnie miał nastać dobrobyt. - Pamiętaj Beatrix, że powielone egzemplarze, będą miały znacznie niższą wytrzymałość - a dzieci bywały czasem mało uważne. - Ale lepsza książka o wyrwanej okładce, niż brak książki - zaśmiał się nieco, sam woląc gdy cała jego literatura te okładki miała. - Jeśli chodzi o kwestie nauki zielarstwa i podstaw w sztuce przetrwania... Rozmawiałem ostatnio na ten temat z Kieranem Rineheartem - ominął na chwilę Vincenta wzrokiem, przyglądając się przede wszystkim Isabelli i Charlie. - Jest w trakcie konstrukcji czegoś, co mogłoby rzeczywiście pomóc w tej sprawie - nie chciał zdradzać wiele więcej, ufając przyjacielowi, że ten dopnie temat do końca. - To ważne, aby mieszkańcy półwyspu przetrwali najgorszą zimę. Zanim w lesie pojawią się zwykłe jagody, minie trochę czasu, ale będziemy musieli się na to przygotować - zanotował sobie ten fakt w kajecie. Naukowcy zdawali się być zafascynowani i podekscytowani tematem nauki dzieci. - Świetnie - uśmiechnął się szerzej Stevie. - Jeśli każde z nas nawet raz tej zimy odwiedzi dzieci w różnych częściach kraju i w Oazie, będziemy mogli śmiało mówić o potężnym sukcesie - spojrzał na każdego z obecnych, bo w swoich szeregach mieli teraz i alchemików i runistów i zielarzy i numerologów. - Do tej sprawy moglibyśmy zaangażować również specjalistów od magicznych stworzeń, Trixie - spojrzał na córkę. - Twój... Twój kolega jest biegły w tej dziedzinie, prawda? Może z nim porozmawiasz? - pan Moore, którego miał okazję już poznać, mógł być wyjątkowym wsparciem w tym temacie. - Spróbujmy, dobrze? Spróbujmy odwiedzić, chociaż garstkę dzieci i przekazać im podstawową wiedzę w ciągu najbliższych dwóch lub trzech miesięcy. Nic skomplikowanego. W międzyczasie uważam, że zbiórka materiałów naukowych to doskonały pomysł - ale on nie będzie miał czasu tego zorganizować, mając już na swojej głowie zbyt wiele na ten moment. - No, kto się tego podejmie? - spojrzał po gościach tego spotkania, licząc, że zbierze się jedna osoba lub najlepiej grupa, która byłaby w stanie o taką zbiórkę zadbać. Wysłuchał Isabelli i Roselyn w kwestii kursów medycznych, ale nie zdążył odpowiedzieć, bo zareagowała młoda panna Presley. - Wybitnie! - odpowiedział z entuzjazmem na wieści, że temat został już podjęty. - Jeśli będziecie potrzebować jakiejkolwiek pomocy, jestem pewien, że mówię za wszystkich, jeśli stwierdzę, że możecie na nas liczyć - uśmiechnął się szerzej.

Upił łyk herbaty, przypatrując się jeszcze, czy ktokolwiek z obecnych nie ma tematu, który chciałby dodatkowo poruszyć, skoro już mieli okazję znaleźć się w gronie o tak wybitnych umysłach, skorych do pracy i nauki.

Czas na odpis do piątku do 23:59.

Alkierz - Page 3 NLbgJlh


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Alkierz [odnośnik]25.08.21 16:25
Z uwagą wysłuchała refleksji Charlene i Castora dotyczących jej zupełnie przypadkowego pomysłu i kiwnęła głową w zrozumieniu. O ile alchemiczka podeszła do niego przychylnie, o tyle Sprout wydawał się nieprzekonany... Ech, tyle było z popisów kreatywności, która znów musiała zderzyć się z posępną rzeczywistością - ale to nic, w alkierzu padało przecież tak wiele propozycji, że dojście do wspólnego konsensusu było właściwie kwestią czasu. Zajęta chwilowo jedzeniem swojej ćwiartki jabłka, pozwoliła im mówić dalej. Może i nie wszystko pojmowała, pewne zwroty, nazwy i procesy brzmiały jak zupełnie obcy język, ale czarownica wierzyła, że wiele mogła nauczyć się choćby z ich wymiany zdań; może warto było zainteresować się tematem zielarstwa? W szkole unikała go jak ognia po tym, jak mandragora zapłakała jej do ucha, z którego delikatnie, tylko odrobinę zsunęły się nauszniki, a to wystarczyło, by Trixie zniechęcić na następne lata.

Z wdzięcznością uśmiechnęła się do Roselyn, która pochwaliła pomysł naszywek. Gdzieś w obrębie maskowanej butą wrażliwości kiełkowało ciepło, że tym razem powiedziała coś pożytecznego, coś, co pozostałym tęgim głowom wydawało się skutecznym rozwiązaniem pewnego problemu. - Dla straży sąsiedzkiej też można by zorganizować osobne sztuki. Chciałabyś pomóc mi z ich tworzeniem? - zwróciła się do Wrightówny, zaznajomiona z jej krawieckimi zapędami, z jej chęcią kontynuowania rozwoju przy użyciu igły i nici. Dlaczego miałaby nie zaprosić jej do współpracy? Na dźwięk szczebiotu Isabelli wyszczerzyła zęby w pogodnym uśmiechu i nachyliła się nieco w jej stronę, wyjaśniwszy, - W Hogwarcie miałam podobne z koleżankami - przyznała rozbawiona wspomnieniem. A jednak - przygody adolescencji okazały się niezwykle inspirujące, rodząc w teraźniejszości idee, które mogły nieść pomoc, o to przecież chodziło. Trixie przełknęła ostatni kęs jabłka i spojrzała na ojca, który również o projekcie wyraził się pochwalnie; jego słowa miały dla niej największe znaczenie, był przecież geniuszem, twórcą wynalazków zapierających dech w piersiach - i sprostać jego wymaganiom, a może zwyczajnie jej wyobrażeniu o jego wymaganiach, nie było wcale łatwo. - Myślałam o tym, by zaklęciem zabezpieczyć kawałek pergaminu umieszczony w naszywce, uodpornić go na deszcz, śnieg czy ogień. Wtedy dowódca... nazwijmy to oddziału mógłby być wyposażony w samopiszące pióro, które przekazywałoby wiadomości na tym pergaminie zgodnie z jego intencją - wyjaśniła z wyczuwalną w melodyjnym głosie ekscytacją. Zdobycie samopiszącego pióra wcale nie byłoby trudne, widziała kilka sztuk nawet w magicznych sklepach w większych miastach Somerset, a wszyty w projekt pergamin spełniałby rolę listów, o które trudno było na walecznym froncie czy w bardzo dyskretnych misjach. - To nie musiałyby być nawet pełne wiadomości. Można wymyślić szyfr, słowny albo graficzny. Krótkie hasła mające konkretne znaczenie. Wydaje mi się, że przy sytuacjach takich jak zwiad czy... przy szykowaniu się do bitwy miałoby to sens. Jak myślisz? Myślicie? - najpierw z przyzwyczajenia zwróciła się do numerologa, ale potem poprawiła się szybko, pytanie kierując już do wszystkich zainteresowanych.

Beatrix, cóż za ośli upór. Tym razem jednak powstrzymała chęć dramatycznego wywrócenia oczyma; zamiast tego skupiła się na temacie, na chwilkę marszcząc brwi. - Takie dzieciaczki, którym zorganizujemy Hogwart, znałyby lub poznają zaklęcie reparo. Zawsze mogą ćwiczyć właśnie na książkach, które niefortunnie uległy... nieuwadze - zaproponowała z lekkim uśmiechem, choć ten nieco zbladł na wspomnienie Volansa. Czyli jednak ojciec go polubił? Musiał, skoro chciał zaangażować go do pomocy w szerzeniu wiedzy - chociaż może wynikało to ze zwykłej praktyczności. Na moment na jej policzkach zalśnił róż, zapiekły nawet czubki uszu, ale Trix szybko przywołała się do porządku i kiwnęła głową. - Zapytam go, ale myślę, że na pewno znalazłby czas - odpowiedziała z jak największą neutralnością, skupiwszy się później - z ulgą - na temacie zbiórki przyborów szkolnych, materiałów i książek. Powiadają, że trzeba mierzyć siły na zamiary, a ona była przecież już poważnie przemęczona. Wychudła, niedożywiona, niewyspana. Dlatego też bez wahania stwierdziła, - Pomogę! Jeśli ktoś chciałby stać się głównym mózgiem tej operacji, bardzo chętnie dołączę pod jego dowództwo - obiecała, znów pogodna, kątem oka mimowolnie zerkając na Isabellę. Wydawała się zachwycona perspektywą działania z młodymi, może więc chodziło jej po głowie stanięcie na wysokości zadania?

Gdy ojciec zamilkł, ona również trwała w ciszy, wpatrzona w swoje palce, nim odchrząknęła cicho i uniosła wzrok na ich małą kompanię. - Mam nadzieję, że nie zanudzę was za bardzo jeśli wrócę na moment do tematu krawiectwa - zaczęła przyjaźnie. - Ale widzę tu przed sobą wielu utalentowanych rzemieślniczo czarodziejów, czarownice. Pomagamy walczącym - a co z nami? Chodzi mi po głowie stworzenie szaty, która magiczną właściwością wesprze nas w tworzeniu; ułatwi koncentrację, udoskonali precyzję, przyspieszy pracę, żebyśmy byli jeszcze efektywniejsi - mówiła spokojnie, ciekawa reakcji. Może uznają to za niepotrzebne dobrodziejstwo? Za obrazę ich własnych umiejętności? Trixie wiedziała jednak, że dla niej samej podobny projekt mógłby być czasem po prostu nieocenionym dodatkiem do twórczej całości. Jeśli ułatwiłoby to proces wytwarzania wszelkich dóbr - dlaczego nie? - Oprócz tego - ciągnęła, obracając w dłoniach kubek z nieco wystygniętą herbatą, - myślałam też o szacie wzmacniającej obronę - zaklęcia protego, konkretniej. I takiej, która dla równowagi osłabi działanie obrzydliwej czarnej magii. Ze szmalcownikami... I Rycerzami nie ma żartów, to mogłoby bardzo pomóc naszym walczącym feniksom. Musiałabym przeprowadzić eksperymenty, znaleźć odpowiednie materiały, ale to wydaje się wykonalne - zwieńczyła swoje preludium przemyśleń krótkim uśmiechem i zamilkła, racząc się łykiem czarnej herbaty.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Alkierz [odnośnik]26.08.21 13:02
Sytuacja Oazy była Charlie najbliższa, w końcu mieszkała tam od maja i prawdopodobnie była w tym pomieszczeniu jedyną stałą mieszkanką Oazy. Na jak długo jeszcze – tego nie była pewna, ale tak czy inaczej przejmowała się losem stłoczonych tam ludzi, którzy głodowali, a głodne organizmy też gorzej radziły sobie z kapryśną zimową aurą. Chciała pomóc w jakiś sposób im wszystkim, także sobie, bo czuła, że coraz bardziej marniała, częściej doskwierało jej osłabienie i widać było już na pierwszy rzut oka, że nie wyglądała najlepiej.
Ale przebywanie wśród życzliwych ludzi, w dodatku posiadających bystre umysły i chcących zrobić coś dobrego dla świata, podziałało na nią trochę ożywiająco. Pewien wpływ na to miało też napicie się herbaty i zjedzenie dwóch kawałków jabłka. Z chwilowo oszukanym żołądkiem odrobinę łatwiej było myśleć, ale zdawała sobie sprawę, że niektóre pomysły trudno będzie zrealizować. Nie tak łatwo było w szybkim czasie wyhodować dające żywność rośliny, i to w ilości wystarczającej do wykarmienia większej ilości ludzi.
- Rośliny w Oazie są inne niż wszystkie, jakie widziałam do tej pory – odezwała się, spoglądając na Castora, który wyglądał na bardzo podekscytowanego tym tematem. Ona zresztą też była podekscytowana ilekroć stykała się z oazową roślinnością. – Ale nie jestem pewna, jaki skutek będzie miało hodowanie tam zwykłych roślin uprawnych, czy magia Oazy będzie mieć na nie wpływ, czy nie dojdzie do jakichś… mutacji, które zaburzą ich właściwości. To samo dotyczy ewentualnej hodowli tam składników alchemicznych, nie wiadomo jak ta magia na nie wpłynie, choć kiedyś kusiło mnie, żeby pochylić się nad właściwościami roślin, które już tam rosną.
Było w tym wiele niewiadomych, ale nie dowiedzą się niczego, dopóki nie spróbują zasadzić w Oazie choć kilku sadzonek zwyczajnych roślin nadających się do spożycia. Czasem miała też ochotę zbadać właściwości tamtejszych niecodziennych gatunków, ale nie mając obok bardziej doświadczonego zielarza w końcu pozostało to wszystko w sferze rozważań i planów na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Nie była też pewna, jak najlepiej byłoby rozwiązać kwestię dzieci i nauczania. Podróżowanie nieletnich, którzy nie potrafili się teleportować, było problematyczne, więc to im, jako dorosłym, łatwiej byłoby do nich docierać – to na pewno. Ale problem był z nią. W przeciwieństwie do pozostałych była poszukiwana, więc jej obecność stanowiła zagrożenie nie tylko dla niej samej, ale i dla dzieci.
- Chętnie bym pomogła, ale… jestem poszukiwana, nie mogę swobodnie poruszać się po kraju, zwłaszcza że… w razie ewentualnego zagrożenia nie potrafię się obronić – odezwała się niepewnie, jakby ze wstydem. – Póki co skupiam się więc na tym, co mogę zrobić w Oazie. Pomagam tamtejszym dzieciom już od kilku miesięcy i dopóki w Oazie pozostanę, będę to kontynuować – zapewniła, po czym odniosła się jeszcze do kwestii poruszonej przez Roselyn. – A jeśli chodzi o lekcje dotyczące leczenia… myślę, że starszej młodzieży oraz dorosłym na pewno się one przydadzą. Sama chętnie nauczyłabym się dawkowania bardziej zaawansowanych mikstur oraz podstaw czarów leczniczych. – Bo czasem nawet takie podstawy mogły się bardzo przydać. W obecnych czasach każdy powinien mieć choć minimalną wiedzę na temat pierwszej pomocy, a później, gdy nadejdzie wiosna i lato, oczywiście warto będzie zadbać i o to, by czarodzieje potrafili bezpiecznie się wyżywić korzystając z darów, które oferowały łąki i lasy.
Zaciekawiła ją też poruszona przez Trixie kwestia naszywek oraz szat o specjalnych właściwościach, ale że sama nieszczególnie się na takich sprawach znała, bo póki co uczyła się podstaw krawiectwa reperując swoje ubrania i zwężając je po tym, jak mocno schudła, nie wypowiedziała się na ten temat szerzej, jedynie kiwając głową z ciekawością i aprobatą. Dobrze, że mieli w swoim gronie tak wielu kreatywnych i utalentowanych w różnych dziedzinach czarodziejów.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Alkierz [odnośnik]27.08.21 22:06
Åsbjørn był wyjątkowo dość świadom faktu, że znalazł się w towarzystwie cechującym się pewną równością. Wszyscy tu mieli wspólny mianownik i nie do końca ważne było co tak właściwie stało w liczebniku. Tytuły czy nie, byli ludźmi nauki i przez ten pryzmat się tu postrzegali.
Nie miał w końcu do zaoferowania wiele więcej niż swoją wiedzę. Może jeszcze szklarnię — a to z kolei wywołało serię mimicznych zmian na twarzy Castora. Alchemik nie do końca połapał się w tym, co tak właściwie działo się z początku na twarzy Sprouta, ale końcową radość i wdzięczność był w stanie nazwać, zwłaszcza że już je widział wcześniej. Sam przybrał wic pogodny wyraz twarzy, na krótki moment łapiąc kontakt wzrokowy z zainteresowanym, po czym wrócił do wpatrywania się w kwiaty na stoliku.
Ingisson po tym jak zabrał głos — po raz kolejny już — zatopił się we własnych rozmyślaniach. O nawozie, rzecz jasna. Skryty pod rudą czupryną umysł zaczynał już wyznaczać krawędzie tej układanki, kiedy do rzeczywistości przywołał go głos Steviego. Alchemik spojrzał na niego, z początku minimalnie spłoszony po wyrwaniu z zamyślenia. Zaraz jednak jego umysł złożył sens zadanego mu pytania.
— Hm — mruknął i jeden raz przeczesał brodę palcami. Na jaką skalę? — Mniejszą niż większą — przyznał i ułożył dłonie znów na podłokietnikach fotela, palcami nieznacznie obrysowując ich krawędzie. — Ograniczająca jest po pierwsze dostępność ingrediencji. Nawet jeżeli zrobimy ten eliksir to będzie raczej do użytku w przydomowych szklarniach — ale zawsze to coś, zdawał się dopowiada sposób, w jaki zawiesił głos.
Dalej słuchał już jednak bez rozkojarzania się, zwłaszcza że padał wiele interesujących słów. I ta pasja nie była widoczna tyko u Castora czy Steviego, z którymi już się widział i dywagował na tematy około naukowe.
Z zainteresowaniem spojrzał więc na Trixie, kiedy ta zaczęła mówić o naszywkach. — Może starczy nawet sama zmiana koloru. Jest na to bardzo proste zaklęcie. Wystarczyłoby ustalić jaki kolor co oznacza — zaproponował, będąc przekonanym, że od Zakonników działających w terenie na pewno dostałaby informację, co najczęściej potrzebą między sobą komunikować. Jej pomysł z szatami był równie pożywiający dla umysłu norweskiego naukowca, jak wcześniejsza uwaga Sprouta. — Może dałoby się spróbować w czymś namaczać szaty... impregnować eliksirami same materiały i tak nadać im nowych właściwości — mruknął zamyślony, kombinując w stronę, z którą czuł się najpewniej.
Wciąż pozostawała jednak kwestia nauki, w której głos zabierali wszyscy i on też trochę poczuł konieczność odezwania się. Nie miał co prawda angielskich podręczników, ale wciąż dysponował swoją głową. — Mógłbym spróbować objaśniać starszym uczniom... ale przydałaby mi się w tym pomoc. Nie wiem czy umiałbym się z nimi skutecznie porozumieć i dobrze wyjaśnić — przyznał, spojrzeniem błądząc trochę po stoliku, trochę zaś po podłodze, brwi mając ściągnięte w wyraźnej rozterce.


Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Alkierz [odnośnik]27.08.21 22:50
Atmosfera panująca dzisiejszego dnia w alkierzu była... naprawdę niesamowita. Coś wisiało w powietrzu, coś podniosłego i wielkiego, co nawet tak wymęczone umysły, jak ten należący do Castora podrywało do góry, pchało w ramiona marzeń, rozpędzonej, młodej jeszcze wyobraźni, która za nic miała przecież tak przyziemne ograniczenia, jak na przykład pieniądze. Zatopiony w rozmyślaniach, w rwącym nurcie coraz to kolejnych idei (te podsycane były równie interesującymi pomysłami płynącymi od tych z czarodziejów, którzy więcej doświadczenia znaleźli w dziedzinach dalszych od typowych zainteresowań Sprouta), nie dowidział jeszcze tego, co rysowało się wyraźnie przed oczami znacznie bardziej doświadczonych osób pokroju wujka czy też Vincenta. Dlatego też z początkowego rozochocenia i iskrzących w zachwycie szarobłękitnych tęczówek przeszedł do niewielkiego skulenia się na własnym miejscu, zagrzebaniu się na nim nieco, aż wyjął zza pleców poduszkę, którą ułożył sobie na kolanach.
Serce chciało gnać do przodu, najlepiej od razu zbudować tysiące szklarni i już oczekiwać pierwszych efektów ich działań. Rozum dziękował jednak za delikatny, choć potrzebny zimny prysznic, który przywołał Castora na powrót do stabilnego gruntu rzeczywistości.
— Mówiąc o neutralizacji roślin w Oazie, miałem coś innego na myśli — zaczął raz jeszcze, trochę ciszej i ostrożniej, kąciki poduszki chwytając w swoje palce. — Niekoniecznie to, że stracą swoje wartości. Myślę raczej, że istnieje szansa, że rośliny trujące i niezdatne przez to do spożycia staną się jadalne. A te jadalne mogą nawet zyskać nowe właściwości, ale to tylko teoria, której z oczywistych względów nie miałem sposobności sprawdzić — gdzieś w głowie pobrzękiwała mu myśl, że Oaza nie była co prawda głównym centrum ich zainteresowania; oczywiście, pomoc tam była potrzebna praktycznie zawsze, lecz i Półwysep i cztery hrabstwa Sojuszu poza nim stawały przed równie ciężkim problemem żywnościowym. A jednak znów mógł liczyć na Rinehearta i jego dobre słowo. Zawiesił na moment wzrok na jego postaci i po prostu skinął głową z nieco nieśmiałym uśmiechem na ustach. Cieszył się niezmiernie, że taka propozycja wyszła właśnie od niego, bowiem gdyby to blondyn miał zaproponować podobne zaangażowanie, chyba nigdy nie zebrałby w sobie wystarczającej odwagi.
Albo może zebrałby? W końcu kolejne słowa pana Becketta tylko utwierdziły go w przekonaniu, że powinien na moment zarzucić kwestie krępacji przed osobami, które postrzegał przez pryzmat autorytetu. W końcu byli tutaj w jednym celu, wspierali tę samą sprawę i szkoda byłoby to zaprzepaścić, czyż nie?
— Naprawdę wujek tak myśli? — spytał nieco ściszonym głosem, jakby cała ta sytuacja zdążyła go już delikatnie przytłoczyć; czy to ciężar opinii, dobrej opinii, którą miał o nim wujek? Czy to świadomość, że nawet dla kogoś, kto nie był szczególnie obeznany w kwestiach zielarskich poruszony przez niego temat wydawał się być na tyle interesujący, by zbadać go dogłębniej? — W takim razie chyba wiemy, czym zajmiemy się w następnej kolejności... — porozumiewawcze spojrzenie posłał raz jeszcze Vincentowi, zaś lewa noga poczęła drżeć delikatnie, najwyraźniej w wyniku z trudem powstrzymywanej ekscytacji. Na litość Merlina, był przecież jeszcze—nie—dwudziestoczteroletnim młodym mężczyzną zakochanym po uszy w nauce! Trzeba było wybaczyć mu pewne rzeczy...

Tak samo jak on pewne rzeczy wybaczał Beatrix. Nie dlatego, że było co wybaczać, bo dyskusję prowadzili otwartą i każde zdanie coś do niej wnosiło. Nie chciał, by jego czysto teoretyczne rozważania dotknęły ją w jakiś sposób, a szczególnie w ten niemiły. Jak smutna Trixie mogłaby wpadać na takie pomysły jak ten z naszywkami?
— Fantastycznie. Na pewno zdałoby egzamin na, nazwijmy to, naszych terenach. Lub do wykorzystania przez Zakon czy przyjaciół. Gorzej z miejscami, w których nie mamy takiej przewagi, boję się trochę reakcji na... — stukanie nogą przybrało na sile, a on sam wypuścił wreszcie końcówki poduszki z rąk; jeszcze chwila, a wymiętoliłby je ponad racjonalne założenia. — Na to jakby ktoś niepowołany puścił w świat informację, że tego używamy.
Nie chcę Ci podcinać skrzydeł, Trix zdawało się mówić jego spojrzenie, zupełnie przejęte, choć nie wiedział, czy bardziej przejmował się nadciągającą niedługo reakcją na własne, znów negatywne, przypuszczenia, czy może ewentualnym dobrobytem posiadaczy naszywek. O tyle o ile Zakonnicy co do zasady byli zdolni do samoobrony, o tyle mugole... Czy nawet Charlie, która nie wydawała się być znowu taka słaba, a przyznała, że sytuacja wygląda nieco inaczej...

Na moment przerwał jednak ciąg czarnych myśli, by skupić się na zapiskach na tablicy. Prędko też tego pożałował, bo głowa zaczęła go boleć jakoś intensywniej niż wcześniej. Z wyrzutów sumienia, potęgi numerologii czy przez wyjątkowo silną aurę, którą rozprowadzała wokół siebie pani Flume? To kolejna niewiadoma. Przełknął jedynie głośno ślinę, próbując sczytać z tablicy wszelkie informacje. W teorii wszystko było raczej zrozumiałe, przynajmniej na jakimś elementarnym poziomie, jednak postanowił pozostawić pole do dyskusji mądrzejszym i zawrócić się raz jeszcze do kwestii edukacji, którą poruszył Åsbjørn.
— Nikt nie mówił, że lekcje mają być prowadzone samodzielnie, więc możemy połączyć siły — w końcu to normalne, że nie w każdym przypadku za potężną wiedzą kroczyła zdolność jej przekazywania. Właściwie to sam Castor nie był pewien, czy prezentował się wystarczająco dojrzale, by uczniowie w jakimkolwiek wieku uznali, że nie ma potrzeby wchodzenia mu na głowę, ale w towarzystwie kogoś o poważniejszej aparycji czułby się pewniej. — Oczywiście jeżeli ci to pasuje, Åsbjørn.
Znów próbował przyłożyć się jak najlepiej do wymowy jego imienia i z każdym kolejnym razem miał wrażenie, że wychodziło mu to coraz lepiej. No dobrze, trochę też liczył na kolejne podłapanie kontaktu wzrokowego, bo nawet ktoś równie niedomyślny, co sam Castor mógł dojrzeć, że deklaracja pomocy w nauce młodego pokolenia musiała Norwega sporo kosztować. Nie był w tym sam. Nikt z obecnych w alkierzu nie był zdany wyłącznie na siebie. Blondyn był szczerze przekonany, że gdyby sam potrzebował pomocy, odnalazłby ją właśnie w tym gronie.

— Nie wiem, w jakim stopniu ci to pomoże, Trixzaczął ostrożnie, bo naprawdę spodziewał się, że zaraz w jego stronę rzucony zostanie przynajmniej jakiś zagubiony ogryzek, jeżeli nie pusta miska — Ale istnieją talizmany, które opierają się na podobnym pomyśle. Tych run jest kilka, żeby nie przedłużać, nie wymienię nazw, ale w gruncie rzeczy chodzi przecież o to, że wspomagają przepływ magii i naturalny potencjał czarodzieja. Koncentrację, prędkość obliczeń, otwartość umysłu, skupienie. Szaty twojego pomysłu mogłyby działać na podobnej zasadzie, więc jeżeli chciałabyś się na tym skupić, możesz na mnie liczyć. — może wreszcie wkupi się ponownie w łaski przyjaciółki? Mógłby nawet na upartego siąść do pomocy przy szacie wspomagającej obronę, choć krawcem był właściwie żadnym, ale od strony typowo naukowej nie widział przeszkód przed rozbiorem magii rzemieślniczej na czynniki pierwsze.


Myślę sobie, zaraz obudzę się.
Lecz im bardziej spadam,
tym bardziej widzę, że
To wszystko chyba nie jest sen.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
gdzie rzucą kość
będziesz jak szczeniak biegł
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Alkierz [odnośnik]27.08.21 23:05
W milczeniu przysłuchiwała się dyskusji tyczącej się szklarnii. Ostatecznie realizacja całego przedsięwzięcia leżała na barkach zielarzy - to ich umiejętności i ciężka praca miały przynieść realne efekty. Wierzyła, że gdzieś między kreatywnymi pomysłami na rozwiązanie problemu, a przezornymi głosami odwoływującymi się do ich ograniczeń kryło się metoda, którą musieli odkryć. Pracowali na ciężkim, wymagającym gruncie, nie podatnym do rozwoju, a jednak to potrzeba była matką wynalazków. Jej wiedza w tejże dziedzinie skupiała się wykorzystaniu zielarstwa w lecznictwie czy też przeciwdziałaniu trującym właściwościom poszczególnych gatunków, omawiane tutaj przypadki znacznie jednak wybiegały poza granice tego co wiedziała. Pomysł rudobrodego mężczyzny wydawał się być niezwykle interesujący, miała nadzieję, że pomoże ułatwić hodowlę, a także przyśpieszyć zaplanowane działania, nawet jeśli same badania wymagały nakładu pracy. Po to właśnie tutaj przybyli, żeby zaoferować coś od siebie w świecie gdzie prym wiodła siła mięśni i potęgowa władzy. Ich umysły, umiejętności, które nie były wystarczające aby przechylić szalę zwycięstwa w boju, były jednak wartościowe i mogły przysłużyć się ich społeczeństwu, a także wesprzeć działania tych, którzy byli w stanie walczyć.
Wymiana myśli dotączyca numerologicznych zabezpieczeń wzbudziła zainteresowanie. Już od jakiegoś czasu pożyczała księgi dotyczącego tej dziedziny od Jaydena. Nie czuła się jednak na siłach, aby stawać w szranki ze specjalistami, jedynie chłonęła ich słowa, analizując pod kątem tego co już zbadała.
Najbliższe jej były słowa Beatrix. Uśmiechnęła się do niej krótko,skupiając spojrzenie na twarzy młodej krawcowej. - Oczywiście, jeśli tylko będę w stanie ci w tym pomóc - odpowiedziała jej. Od jakiegoś czasu zagłębiała się w wiedzę dotyczącą łączenia materiałów o magicznych właściwościach, tak aby uzyskać pożądane efekty. Brakło jej w tym jednak praktyki, teoria była jednym, praktyczne zastosowanie tej wiedzy była jej jednak czymś obcym. Gotowała była jednak zaangażować się w te działania. Chociaż bezpieczeństwo Półwyspu Kornwalijskiego było wielką niewiadomą, to warto było poświęcić się działaniom, aby wesprzeć jego bezpieczeństwo. Mogła pomóc chociaż w ten sposób. Oferując własną pomoc i ręce gotowe do pracy.



what we have become but a mess of flesh and emotion - naked on all counts

my dearest friend


Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the healer has the
b l o o d i e s t
hands.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f415-szkocja-highlands-knieja https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514
Re: Alkierz [odnośnik]28.08.21 9:54
Uważnie przysłuchiwał się wszystkim osobom zabierającym głos, chociaż kwestie związane z numerologią, maskowaniem i tworzeniem zabezpieczeń brzmiały dla niego zupełnie obco. Nie był zapoznany z tymi tematami, więc jedynie chłonął swym naukowym uchem napływające do niego z wszystkich stron informacje.
- Oczywiście, sprawa wymagałaby odpowiedniej organizacji - odpowiedział, odwołując się tym samym do wątpliwości Steviego, co do skali samego przedsięwzięcia związanego ze szklarniami. - Myślę, że na terenie każdego hrabstwa znajdą się zielarze, a także botanicy, którzy tak czy siak zajmują się już pielęgnacją roślin, czuwanie także nad dodatkowymi uprawami chyba nie byłoby dla nich tak wielkim obciążeniem. Chcę powiedzieć, że sam cel tych działań byłby może w stanie ich przekonać, aby przyłączyli się do naszych działań. Zdajemy sobie sprawy ze skali problemu, zaradzenie w jakiś sposób brakom zaopatrzeniowym wydaje mi się naprawdę istotnym spojrzeniem. Gotów jestem sam w miarę możliwości sprawować pieczę nad taką dodatkową szklarnią. - Rzeczywiście uważał, że kwestie pożywienia były sprawą w pewien sposób pierwszorzędną. Ludzie musieli jeść, aby mieć siłę do dalszych działań, czy choćby aby rozbudzić w sobie kreatywność. Chociaż sam nie miał do tej pory problemów z zaspokojeniem swojego głodu i mógł sobie jedynie wyobrażać, co czują osoby pozbawione pokarmów, to był jednak w stanie przewidzieć, że na dłuższy czas mogło to stanowić naprawdę istotny problem. Zaczęło do niego jednak docierać, że środki, którymi dysponowali nie pozwoliłyby im na finansową organizację takiego przedsięwzięcia. Jego lordowska perspektywa nieco ograniczała jego pole widzenia, z czego coraz wyraźniej zaczął zdawać sobie sprawę.
Jego wzrok spoczął na dłużej na Trixie. Jej pomysły dotyczące szat wydawały mu się naprawdę bardzo interesujące. Z uznaniem skinął jej głową. Przypadła mu do gustu zarówno idea szaty ułatwiającej tworzenie jak i tej zapewniającej dodatkową ochronę. Z Rycerzami rzeczywiście nie było żartów.
- To świetny pomysł. Rzeczywiście specjalnie przygotowane eliksiry sprawdziłyby się przy nadawaniu materiałom dodatkowe właściwości - przyłączył się z entuzjazmem do wypowiedzi Asbjorna, sam w końcu mógł wpaść wcześniej na coś podobnego.
Mnogość poruszanych pomysłów była w pewien sposób odurzająca, wymiana naukowych informacji w jakiś sposób poruszała jego wewnętrzne twórcze struny, pozwalając choć na chwilę skupić się na czymś innym niż wciąż gnębiącej go sytuacji panujących w rodowych hrabstwach.


Ostatnio zmieniony przez Isaiah Greengrass dnia 10.10.21 11:47, w całości zmieniany 1 raz
Isaiah Greengrass
Zawód : alchemik, lord, twórca malarskich barwników
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Znam nuty przekleństw, na wylot prawdę
aż urwie świt nas, każda z gwiazd zgaśnie.
W dłoniach rwę świat nasz tak bez pamięci
za wszystko co ból wziął na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10152-isaiah-greengrass https://www.morsmordre.net/t10368-kaszmir https://www.morsmordre.net/t10369-isaiah https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10463-skrytka-nr-2204 https://www.morsmordre.net/t10370-i-greengrass
Re: Alkierz [odnośnik]28.08.21 23:50
Fascynująca, podniosła atmosfera była czymś niecodziennym, pobudzającym, odrywającym od zwyczajnej rzeczywistości. Pozycja, którą wcześniej zajmował; wciśnięty w miękką kanapę, oparty o wygodny nagłówek oraz podłokietnik, zmieniła się diametralnie. Wysunięty na brzeg, pochylony do przodu, wszedł w energiczny angaż poświęcony najbardziej interesującym tematom. Kubek z niedopitą herbatą stał na niewielkim stoliku, a zeszyt z szybkimi notatkami poruszał się w rytmie niestandardowych ruchów gestykulujących dłoni wraz ze stępionym ołówkiem. Zmarszczone brwi wędrowały między postaciami zabierającymi głos. Ożywiona dyskusja poruszała złożoną wielowątkowość tak istotną w czasie, w którym znajdowali się w chwili obecnej. Jasne tęczówki utkwione w sylwetce numerologa, błyszczały w świetle lampy, a głowa przytakiwała miarowo:
– Skontaktuję się z Williamem Moorem. I tak potrzebuję poradzić się go w pewnej sprawie. – zaproponował otwarcie, wystosowując niezobowiązującą propozycję. Mężczyzna, od niedawna stał się jego irlandzkim sąsiadem. Pozytywne stosunki stwarzały możliwość częstego kontaktu w najbardziej wymagających i najpilniejszych sprawach. Jego myśli powędrowały do ostatniego spotkania organizacji. Potrzeby Oazy były tam omawiane otwarcie i pieczołowicie. Większość zgromadzonych była zgodna; dbałość o jeden z najważniejszych terenów należących do Zakonu, było jednym z kluczowych priorytetów: – Spis potrzeb w Oazie, z tego co się orientuję jest w trakcie przygotowania. – dodał łagodnie w lekkim zamyśleniu. - Sam sir Longbottom zlecił go poszczególnym jednostkom. Postaram się zdobyć jak najwięcej informacji dla nas wszystkich. – potrzebowali bazowej wiedzy, aby realizować tak wymagający plan. Dopracowanie najmniejszych szczegółów zniweluje potencjalne straty, hodowane produkty będą wytwarzane wyłącznie pod potrzeby ludności. Nie mieli czasu, a tym bardziej zasobów, aby wybiegać poza skalę. Zdawał sobie z tego sprawę, był realistę mierzącym zamiary na własne siły. Kolejny temat poruszony przez Pana Becketta pozostawił ku szerszemu rozwojowi. Zaciekawiony użytkowaniem magicznych zdolności, chętnie przyjrzałby się oraz wypróbował nietypowe metody modyfikacji. Nie podzielał podwyższonego entuzjazmu, lecz otwarty umysł chłoną każdą, zaproponowaną nowość. Wyłapał wzrok młodego blondyna, który wydawał się nieco niepewny, może speszony? Dobrze znał ów odczucie paraliżujące każdą, najmniejszą komórkę. Naprawdę bardzo dobrze sobie radził, powinien być z siebie zadowolony. Sięgając po szybki łyk naparu, uśmiechnął się do niego pokrzepiająco i powiedział krótko: – Odezwę się do ciebie w tej sprawie. – chciał, aby poczuł ów decyzyjność, istotność przedsięwzięcia, które sam zainicjował. Chłopak miał ogromny potencjał, musiał jedynie w siebie uwierzyć; zupełnie tak jak on.
Przejście do istotności zabezpieczeń pozwoliła rozruszać szare komórki. W tym czasie pojedyncze kartki papieru rozłożone na kolanach, pokrywały się mnogimi zapiskami, ołówek przygryzany między wargami poruszał się w rytmie rozbieganych myśli, chcących połączyć się w jedną całość, zjednoczyć pomysły, które krążyły im po głowie. Przyglądał się profilowi gospodarza podsuwając dziwne, na pozór niewykonalne rozwiązania. Z pomocą doświadczonego naukowca wszystko zyskiwało jakiś kształt, nabierało sensu; czuł wzrastającą ekscytację. Z zapałem przesunął się lekko w bok, aby obserwować poczynania starszego. Ten, chwytając za kredę nakreślił nieznane numerlogiczne wzory, których zalążki widywał w czytanych księgach. Zmarszczył brwi i przepisał je na swe notatki, aby lepiej zrozumieć poruszany problem. Poruszał głową miarowo, starając się zrozumieć każdy szczegół. Mrugnięcia, migotanie magii - zbyt późno przekonał się, iż numerologia była niesamowitą nauką, cudownym dopełnieniem, którego prawdopodobnie poszukiwał.
– Wydaje mi się, że rozumiem. Naszła mnie jeszcze jedna myśl; co jeśli proponowane działanie mogłoby zadziałać w dwie strony? My, jako osoby chronione moglibyśmy wyczuć obcy impuls magiczny, przedwcześnie. Nie mówię tu o typowych zabezpieczeniach.. – doprecyzował przekręcając narzędzie piśmiennicze: – Mam na myśli wyczucie użycia magii, drgania, nawet najprostszego zaklęcia rzucanego w danym momencie... Czy impulsy oraz ich liczba, o których wspomniałeś, pozwala rozpoznać konkretne zaklęcie? – dobrze opracowane wzory, badania, mogłyby umożliwić odczytywanie zagrażających sygnałów, zabezpieczyć się o wiele wcześniej. – A drugą stroną medalu byłoby osłabienie działania zaklęcia. Zupełnie tak jak powiedziałeś. Wydaję mi się, że potrzebowalibyśmy wtedy zaangażowania lokalnych specjalistów w zależności od terenu. Jeśli chodzi o przygotowanie zasobów, wzorów, runicznych sekwencji; jestem otwarty. – wyraził swoją gotowość bez większego zahamowania. Kreatywne i angażujące zadanie było czymś, czego szukał. Napawał się ów możliwością korzystając z okazji. Zaangażowanie dotyczące najmłodszych przedstawicieli czarodziejskiego półświatka było imponujące. Ogrom przedsięwzięć mogło spowodować oczekiwane rezultaty bez konieczności uczęszczania do szkoły. Polityczny reżim sięgał coraz dalej, wymykał się spod kontroli. Zamyślił się w kwestii nowych, personalnych działań. Skinął głową z uznaniem, słuchając pomysłów Beatrix. Kilka akcji krążyło mu po głowie, lecz nie zajął się jeszcze ich szczegółowym opracowywaniem. Nie lubił rzucać słów na wiatr, ani reklamować się przedwcześnie. – Dobry pomysł Trixie. Zastanawiam się czy taka szata, chroniąca przed skutkami czarnej magii, mogłaby wspomagać osoby mające styczność z klątwami, urokami czy plugawymi przedmiotami? Jest to trochę inna specyfika czarnej magii, lecz byłby to na pewno walor dodatni. – zauważył kombinując na bieżąco. W szeregach organizacji, oprócz ciemnowłosego posiadali innych łamaczy klątw, którzy bezpośrednio stykali się z plugawym nieszczęściem. Zadania Zakonu, często dotyczyły przełamania podobnych barier. Ostatnia misja wykonywana z Hensley, było tego dobrym przykładem.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Alkierz [odnośnik]29.08.21 15:03
Wieść o tym, że pracowano już nad świadomością szkodliwego zielarstwa, przyniosła pewną ulgę. Temat ten zdawał się zejść w tak płomiennej dyskusji na nieco dalszy plan. Isa uważała, że jest jednak ważny, bo wiedza ta, jeśli jest zaniedbana, prowadzi do pogorszenia zdrowia, a nawet zagrożenia życia wszystkich tych, których głód zmuszał do wyjścia w roślinną dzicz i przebierania między tajemniczymi skarbami natury. – Raduje mnie ta informacja, panie Beckett. Razem jesteśmy silniejsi, możemy się od siebie tyle nauczyć! To wielka, wielka pociecha. Choć podejmujemy coraz więcej działań i brakuje już tego wolnego czasu, gdzieś zawsze znajdzie się chwila na wypełnienie braków. To pomoże nam wszystkim przetrwać – skomentowała już tylko rozpromieniona. Choć sama akurat nie paliła się do tego, by nagle przeobrazić uzdrowicielkę w wojowniczkę. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie zawsze będzie obok ktoś, kto osłoni ją przed mrokiem, nie zawsze nauka będzie wystarczająca, aby zbiec. Musiała być zaopatrzona i gotowa zadziałać – w oparciu o kilka sprawdzonych metod. Zimowe ścieżki nigdy nie były tak groźne jak teraz. Wszyscy musieli na siebie uważać.
Zielarski temat został wyraźnie rozwinięty przez specjalistów, ale pojawił się też dość istotny głos. Głos o opiece. Nawet osoby nieobeznane z tematem prowadzenia cieplarni, po otrzymaniu instrukcji zielarza mogłyby przecież podjąć się opieki. Choć w tym szczególnym czasie i przy wymienianych wzmocnieniach magicznych, mogłyby to być nieco trudniejsze. Niemniej Bella jako pasjonatka roślin zadeklarowała wsparcie. Nawet jeśli miałaby utracić kilka godzin snu. Bo terminarz w ostatnim czasie nie miał dla niej litości. Po weselu jednak wszyscy w Kurniku i Steffen będą mogli odetchnąć.
Klarował się plan nauczania młodzieży. Głos prowadzącego spotkanie był dość jasny i spójny. Małe kroki będą pierwszymi i naprawdę dużymi sukcesami. Nie musieli z początku rzucać się na wszystkich uczniów. Wystarczyłoby zacząć ostrożnie, dotrzeć do tych, którzy wołali o nich najbardziej. Tym bardziej że zajęci wieloma tematami naukowcy nie narzekali na brak obowiązków. Działania wstępne należało jednak już rozpocząć. Wyprowadzone między zebranych pytanie potrzebowało pewnej postawy, przywódcy. Isabella nie czuła się dobrze w tej pozycji, ale połączone siły mogły zaowocować czymś naprawdę fantastycznym. – Mogłybyśmy pójść razem, Beatrix. Odwiedzić naszych przyjaciół, lordowskie posiadłości. Poszperać w lokalnych biblioteczkach... i także naszych własnych – zaproponowała Isabella, podłapując wyraźne zaczepienie Beatrixowych tęczówek. – A potem możemy spróbować zebrać uczniów i zorganizować pierwsze lekcje. My… wszyscy – wyraziła z energią. Nie trzeba było jednak przyglądać jej się dokładnie, by dostrzec płynący z tej duszy entuzjazm. Wiedziała jednak, że sprawy lecznicy i długa lista eliksirów do uwarzenia blokowały ją na tyle, że nie mogła całkowicie oddać się dzieciom, ale przecież chodziło o tych kilka lekcji. Pokiwała ostrożnie głową, kiedy pan Beckett wyraził aprobatę dla działań, które już wkrótce mieli zainicjować razem z Farleyem. O tak, wsparcie tutaj zgromadzonych naukowców może okazać się niezwykle cenne. Już jutro jednak cały plan zostać miał wyłożony na stół. Dosłownie. Isabella zerknęła jeszcze tylko na Castora, który z tak serdeczną chęcią zaproponował panu Asbjornowi wspólne prowadzenie lekcji. Nie miała… nie wiedziała, że ta dwójka pozostaje tak ze sobą zaznajomiona. Czy to ją jednak mogło dziwić? W końcu alchemicy trzymali się razem, ale jednak… Isabella tak niewiele wiedziała o wybitnym alchemiku. Obiecała sobie jednak, że odwiedzi go w najbliższych tygodniach. Pamiętała o propozycji wspólnego warzenia. Nie potrafiła sobie jednak podarować ciekawskiego spojrzenia. Panicz Sprout wydawał się jakiś taki… ostrożny i zarazem chętny w swej propozycji. – Och, Castor wspaniale opowiada. Jestem pewna, że dzieci będą go słuchać z wielką uwagą – podłapała z zachwytem. Słowa jej jednak były serdeczne i jak najbardziej szczere. Pamiętała, jak pięknie opowiadał jej o tajemnicach run i procesie tworzenia talizmanów.
Isabella miała kilka swoich wizji i koncepcji, podobnie jak panna Beckett i panicz Sprout, ale postanowiła póki co nie wychylać się i pozwolić im przedstawić swoje projekty. Jej własne chyba potrzebowały jeszcze dojrzeć. Wciągnięta w bardzo wiele nowych obowiązków i przygotowania ślubne zastanawiała się, jak wiele jeszcze miejsca pozostało między jej myślami. Energia jednak zdawała się wcale nie kończyć.


Podglądam Castora i trochę pana Asbjorna, rzut na spostrzegawczość.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Alkierz - Page 3 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Alkierz [odnośnik]29.08.21 15:03
The member 'Isabella Presley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Alkierz - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Alkierz [odnośnik]01.09.21 12:41
Chociaż temat szklarni nieco gasł, to Stevie nie uważał tego za stracony pomysł. Powinien być jednak dostosowany do warunków, w jakich się obracali i przede wszystkim przystosowany do skali, o jakiej mogli marzyć. Numerolog miał wrażenie, że pan Greengrass nie do końca zdawał sobie sprawę z problemu, jakim był brak zasobów, ale z drugiej strony, nie winił go za to. Pochodził z nieco innego środowiska, które w tej kwestii rządziło się własnymi prawami. Spokojnie więc zamierzał objaśnić swój punkt widzenia. - Jeśli mamy mówić o działaniach zakonnych, to nie możemy obciążać nimi prostych ludzi - pokręcił głową w lekkim zrezygnowaniu, bo wtajemniczenie botaników i zielarzy, którzy równie dobrze mogli stać po niewłaściwej stronie, wydawało się zbyt ryzykowne. - Spróbowałbym zacząć od mniejszej szklarni, przetestować to wszystko, o czym rozmawiamy na jej przykładzie i dopiero wtedy, gdy faktycznie będziemy w stanie usprawnić produkcję żywności, porywać się na więcej - był niemal pewny, że to będzie wymagało dziesiątek godzin spędzonych na badaniach. Użycie transmutacji oraz wiedzy z zielarstwa i numerologii, zdawało się być jednym z trudniejszych zagadnień, jakiego mogli się podjąć, jednak jeśli rzeczywiście projekt by się udał, to byłby sukces na światową skalę. Nie chciał wskazywać palcem, kto w jego opinii byłby dobrym organizatorem takiego przedsięwzięcia. W towarzystwie było kilku zielarzy, ale to każdy sam musiał zdecydować o swoim czasie. Temat jednak wisiał w powietrzu, gotowy na ponowne poruszenie.
Kwestia eliksiru, o jakim wspomniał Asbjorn była szczególnie interesująca, ale na alchemii Stevie znał się nawet mniej niż na zielarstwie. Ufał jednak doświadczeniu norwega, tak więc kiwnął jeszcze głową, pewny, że wie, o czym mówi. - Poświęcenie czasu na stworzenie takiej receptury byłoby przedsięwzięciem, które może wspomóc Zakon. Mówią, daj człowiekowi wędkę, a złowi rybę... W tym wypadku musielibyśmy dać im jeszcze wiedzę na temat obsługi takiej wędki, ale to dobry krok - uśmiechnął się nieco szerzej, zachwycony jak wiele pomysłów dziś przewijało się przez jeden z pokojów w Warsztacie. Ludzie palili się do pomocy, a to jedynie motywowało. - Vincencie, dowiedz się, w jaki sposób możemy pomóc - poprosił chłopaka, pewny, że nie może się na nim zawieść, w końcu znał go od kiedy był jeszcze małym brzdącem. Beckett widział tu szansę na pomoc osobom wyznaczonym, wchodzenie w ich zadania nie miało sensu, byłoby to podwajanie pracy.

Przysłuchiwał się dalej rozmowie na temat badań roślin w Oazie. Sam widział je zaledwie z daleka, kiedy to odwiedzał to miejsce, aby pomóc przy budowie stadionu. Nigdy nie poświęcił im czasu, nie przyglądał się szczegółowo. Szczęście, że obok byli ludzie o wiele bardziej doświadczeni w temacie. Castor wyraźnie się denerwował. Stevie słuchał więc uważnie każdego słowa, wpatrując się w chłopaka. - Te badania to świetny pomysł - powiedział w końcu. - Potężna magia Oazy może całkowicie zmienić nasze postrzeganie - osobiście uważał, że młody Sprout ma wszelkie predyspozycje, aby zająć się tematem, za zgodą Ministra oczywiście. - Nie musisz ograniczać się do tematu żywności. Alchemia może mieć w tobie silnego sojusznika, Castorze - aż chciałby poklepać go po ramieniu, ale siedzieli jednak w gronie ludzi, po dwóch stronach pani Flume. Uśmiechnął się więc ciepło, pewien, że młodzieniec sobie poradzi.

Największą dumę przysparzała mu Trixie w momentach, w których jej ciekawski umysł łaknął więcej świata. Tak też było tym razem, gdy to opowiadała o swoim pomyśle na ciekawy sposób komunikacji pomiędzy oddziałami. Postanowił nie wygłaszać w pełni swojego zdania, uznając, że nie jest wystarczającym autorytetem w tej dziedzinie. Kwestia pergaminów zdawał się być trudniejsza niż kolor naszywek, o jakim mówił Asbjorn, ale ostatecznie to nie on miał z nich korzystać. - To świetny pomysł. Skontaktuj się z wujkiem Kieranem i dopytaj czego dokładnie im potrzeba - skierował te słowa bezpośrednio do córki, pewien, że szef biura autorów lepiej określi taktykę korzystania z podobnych naszywek, niż grupa naukowców. Ciepło niebieskich oczu ponownie spoglądało na Trixie.

Cieszył się, że Vincent rozumie temat, o którym wspominał i sam wysnuwał swoje wnioski. - To zależy, w jaki sposób będziemy to w stanie określić. Nie jestem pewien czy rozumiem, ale... Samo wykrycie magii wymaga jej użycia, nawet w formie urządzenia, przez co wynik zawsze, ale to zawsze będzie sfałszowany. Najmniejsze ryzyko i najlepszy wynik jest przy użyciu Źrenicy Fudge’a, ale to skomplikowany przyrząd numerologiczny, wątpię, że przeciętny czarodziej będzie umieć go użyć - sama obsługa sprzętu wymagała rozległej wiedzy. - Rozpoznanie konkretnego zaklęcia na bazie impulsów jest niemalże niewykonalne, chociaż nie niemożliwe... - ostatnią część zdania wypowiedział nieco ciszej. Sam czasem przy wyjątkowo wysokim skupieniu, korzystając z całej swojej wiedzy, był w stanie rozpoznać część zaklęć rzucanych niewerbalnie, ale i to było trudną sztuką. Utworzenie zabezpieczenia w formie, w której zinterpretował słowa Vincenta, wymagałoby utworzenia tak naprawdę sztucznego mózgu, a Stevie obawiał się, że takie rzeczy pozostaną dalej w literaturze science-fiction. Brakło im także oczywiście zasobów. - Musisz powiedzieć mi więcej - w dłoni ściskał kredę, gotowy do szycia właściwie na bieżąco, ale prawdopodobnie nie do końca zdawał sobie sprawę co ma na myśli młody Rineheart. - Na pełne zabezpieczenie terenów nie mamy środków, ale być może bylibyśmy w stanie wytworzyć nowy rodzaj pułapki, która byłaby nie do rozpoznania przez innych. Przy odpowiedniej wiedzy numerologicznej lub runicznej, mógłby założyć ją potrzebujący. A dla reszty... Dla reszty coś wymyślimy - to coś zapewne będzie oznaczać wiele dni pracy i poruszania się po całym kraju, aby wspomagać potrzebujących. Póki co jednak musieli wraz z młodzieńcem postanowić, jak chcą, aby wyglądał sens takich badań nad pułapką, o ile w ogóle zdecydują się je prowadzić.

Uśmiechnął się szerzej na słowa Trixie. Miała oczywiście rację, na takich książkach też dało się ćwiczyć. - Przyjemne z pożytecznym - o ile ktoś oczywiście lubił naukę. - To dalej ograniczy ich wytrzymałość, ale jestem pewny, że jeśli zbierzecie odpowiednią liczbę podręczników, to nawet te najbardziej zniszczone nie będą problemem - kiwnął głową zadowolony, że córka zapyta swojego kolegę o pomoc. Volans w końcu, według tego co już Steviemu udało się dowidzieć, działał na korzyść Zakonu. Jego rozległa wiedza na temat magicznych stworzeń mogła wspomóc spragnione jej dzieciaki. - Pani bezpieczeństwo jest najważniejsze - odpowiedział spokojnie, bo nie mógłby nigdy wymagać, aby Charlie ryzykowała własne życie. - Proszę skupić się na Oazie, a jeśli będzie potrzebować pani pomocy - dać nam znać - potwierdził, wierząc, że kobieta zapewnia tam najmłodszym należytą dawkę wiedzy. Asbjorn i Castor wydali się być zainteresowani tematem. Duet alchemika i zielarza zapewni dzieciom odpowiedni program. - Zajmę się numerologią - spojrzał jeszcze na panią Flume, jeśli ta chciałaby pomóc. - Jestem pewien, że dzieci ucieszyłyby się też z wiedzy runicznej - ponownie wzrokiem podążył za Vincentem i młodym Sproutem, wiedząc, że to oni mają w tym obszarze największą wiedzę w tym gronie. Na podzielenie się terminami, miejscami i dokładnym programem, przyjdzie jeszcze pora, tak więc Stevie nie poruszał dziś tego tematu. - Isabello, uważaj na swoje bezpieczeństwo - wspomniał, spoglądając na młodą dziewczynę, a potem na Beatrix. - Poza półwyspem na pewno ktoś pomoże - mówiąc te słowa baczniej zlustrował własną córkę, której nie pozwalał poruszać się poza jego obrębem.

Spoglądał zachwycony, gdy Trixie wyrażała własne zdanie na temat możliwych nowych szat. Jej wiedza numerologiczna, bacząc na młody wiek, była wystarczająco szeroka. Pomysły córki były ciekawe, chociaż było ich dość dużo. Zdecydowanie większy potencjał osobiście widział we wspomaganiu zaklęcia protego i osłabieniu czarnej magii. Na polu walki byłoby to szczególnie przydatne, ale tutaj również musieliby wypowiedzieć się ludzie na co dzień walczący z takimi mocami. Eliksiry mogły pomóc, ale ich efekt, zapewne nie byłby trwały. Należało jednak spróbować każdego. - To dobry pomysł. Rozpisz wszystkie tezy - powiedział spokojnym głosem. Jeśli córka będzie potrzebowała pomocy, to przecież doskonale wiedziała, gdzie go szukać. - Prawdopodobnie skupiłbym się najpierw na tym drugim pomyśle. My możemy pozwolić sobie na więcej spokoju i skupienia, ale na froncie ostatnio wcale nie jest łatwo - sam przecież był tego świadkiem, przy zwykłej wizycie poza półwyspem, na Kierana niemal rzuciła się czarnomagiczna istota, którą udało się jakimś cudem przegonić.

- Dziękuję wam - skierował te słowa do każdego obecnego. - Mamy więc parę celów. Nauka dzieci jest ważna, tak samo jak zbiórka podręczników - co potwierdzili właściwie wszyscy. Spoglądał na Isabellę i Trixie, które wyraźnie zainteresowały się tematem zbiórki. - Do tego musimy przemyśleć zabezpieczenia - patrzył na Vincenta i Moirę. - eliksir który pomoże w nawożeniu roślin, a także kwestie szklarni - po kolei spoglądał na Asbjorna, Castora i pana Greengrassa - roślinność w oazie i jej neutralizacje - wzrok skupił już głównie na Castorze - a także szaty i naszywki - co już leżało w kwestii jego córki. Z tym drugim musiała jeszcze porozumieć się z osobami, które miałyby z tego korzystać, ale na szczęście wielu z nich było przyjaciółmi rodziny. Nie potrafił dodać więcej słów otuchy czy motywacji, samo spotkanie w takim gronie wydawało się być wystarczająco motywującym, aby móc działać dalej. Zwłaszcza że czasu wcale nie było dużo, a problemy wciąż się nawarstwiały.

Bardzo wszystkim dziękuję, było totalnie super!
Można swobodnie dograć sobie w Alkierzu do 5 postów, kto ich nie ma.

Do zobaczenia!
zt

[bylobrzydkobedzieladnie]


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.


Ostatnio zmieniony przez Stevie Beckett dnia 25.10.21 12:51, w całości zmieniany 2 razy
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Alkierz [odnośnik]01.09.21 18:39
- Jasne, że tak! Może istnienie takich zbiórek na Półwyspie powinni ogłosić ich lordowie? Myślicie, że miałoby to sens? - zastanowiła się głośno, patrząc to na Isabellę, to na pozostałych zebranych, w głównej mierze ogniskując wzrok również na sir Isaiahu. Jako obecny przedstawiciel szlachty - bo o ile szyku i gracji salamandrze odmówić było nie sposób, o tyle utraciła pewne koneksje wraz z wydziedziczeniem - powinien mieć o tym szersze pojęcie niż byle dziewczątko z Doliny Godryka takie jak Trixie, prawda?

Pomysł Asbjorna bazujący na metodzie kolorów, choć dosyć ryzykowny, wydawał jej się schematem uproszczonym, a przez to - pewnie łatwiejszym w obsłudze. Należało jedynie zastanowić się nad tym, czy na polu walki ktoś taki jak wuj Kieran miałby czas i ochotę rozróżniać sygnał odpowiadający malinowemu różowi od tego kojarzonego, chociażby, z różem łososiowym, ale bez konsultacji z zaprawionymi w boju aurorami właściwie mogli jedynie spekulować. - To całkiem klawy plan - przytaknęła alchemikowi o rdzawych włosach, uśmiechnięta, częściowo skryta za kubkiem parującej czarnej herbaty. Przytaknęła też ojcu, który serdecznie odniósł się do samej idei, oraz Castorowi chętnie zapatrującemu się na użytek naszywek w hrabstwach o przewadze wpływów prozakonnych społeczności. - Chyba wystarczy być dyskretnym... Porozmawiam z wujkiem - odparła radośnie. Kieran był przecież szefem podziemnego biura aurorów, znał się na tym, musiał się znać - i konsultacja z nim ostatecznie powinna przynieść najwięcej rzeczowych odpowiedzi. Wdzięczny uśmiech posłała także Roselyn wyrażającej gotowość wsparcia ją przy tym przedsięwzięciu, a kto wie, może i okazałaby się zbawienną pomocą przy eksperymentach z nowymi szatami?

- Tak, nasza kwestia to bardziej... przy okazji - zwróciła się pogodnie do ojca, a potem spojrzała na Vincenta, który podjął dość istotną kwestię. - Wydaje mi się, że tak, ale wiedziałabym więcej gdybyś pewnego dnia znalazł czas usiąść ze mną i opowiedzieć mi o klątwach więcej szczegółów. O ich rozbrajaniu. Musiałabym je... zrozumieć, by wiedzieć, czemu zapobiegać i co osłabić - zaproponowała, przekonana, że jego ekspertyza byłaby nieoceniona, a przy okazji - perspektywa spędzenia czasu w jego towarzystwie była po prostu przyjemna. Od kiedy okazało się, że łączyło ich więcej niż mogło dzielić.

Słowa ojca zdawały się domykać klamrą bardzo owocne spotkanie. Trixie rozprostowała nogi i przeciągnęła się na kanapie trochę zbyt nieelegancko jak na przedsięwzięcie tego typu, po czym wyprostowała plecy i spojrzała na każdego z osobna z szerokim uśmiechem. - Dziękujemy, że przyszliście. Mam nadzieję, że będziemy tak spotykać się częściej - też poczuliście się zainspirowani do działania bardziej niż kiedykolwiek wcześniej? - zapytała, a potem podniosła się z z kanapy i przeprosiła wszystkich, rzucając jeszcze porozumiewawcze spojrzenie numerologowi, pochyliwszy się nad siedzeniem alchemiczki z Oazy od tyłu, do której zwróciła się cicho - Poczekasz chwilę przed wyjściem? Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę - szepnęła serdecznie. To w kuchni zaszyła się na najbliższe kilkanaście, maksymalnie kilkadziesiąt minut, pichcąc szybki obiad dla Charlene: pstrąga z kaszą jęczmienną i surówką z marchewki. W tym czasie przygotowała też jej mały prowiant, bułkę paryską z twarogiem i odrobiną przypraw ziołowych, by potem zaprosić wychudłą kobietę do jadalni. - Nie obrazisz się, prawda? Mamy tu coś dla ciebie - obwieściła ze znaną sobie gościnnością, zapraszając do stołu.

zt, dziękuję bardzo :pwease:
przekazujemy Charlie bułkę paryską (bochenek), 150g twarogu i 20g przypraw ziołowych


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Alkierz [odnośnik]05.09.21 12:58
Charlie spojrzała na Castora.
- Jeśli zechcesz, może kiedyś razem pochylimy się nad kwestią właściwości roślin w Oazie oraz nad tym, czy można tam hodować gatunki zdatne do spożycia? Sama staram się rozwijać w dziedzinie zielarstwa i dowiadywać się nowych rzeczy o magicznej florze – zaproponowała. W końcu mieszkała w Oazie, miała stały i swobodny dostęp do tamtejszych roślin, ale zawsze brakowało jej towarzystwa kogoś, kto znałby się na nich lepiej i mógłby ją nauczyć czegoś nowego, czego jeszcze nie wiedziała. A na samych podręcznikach daleko nie zajdzie, zwłaszcza że rośliny w Oazie były czymś nowym, odmiennym, nieopisywanym w książkach, do których miała dostęp. Oczywiście Oaza to był tylko mały ułamek całkowitych potrzeb, bo trzeba było też zadbać o to, aby wyżywić potrzebujących w innych częściach kraju, ale jeśli każde z nich będzie działać tam, gdzie mogło, to zawsze będzie już malutki krok do przodu. A gdy nadejdzie wiosna i lato, powinno być łatwiej, najpierw musieli tylko dotrwać do tego momentu.
Kto by pomyślał, że jeszcze rok temu wcale nie musieli myśleć o takich rzeczach? Kiedyś było oczywiste, że jedzenie jest dostępne i głód można zaspokoić w każdej chwili, a także że każde dziecko w wieku jedenastu lat otrzyma list w Hogwartu i będzie mogło rozpocząć naukę magii. Także te z rodzin mugoli zawsze jakoś znajdowały drogę do magicznego świata, ktoś je do niego wprowadzał… Co stanie się z nimi teraz? Ile dzieci nawet nie dowie się o tym, że są magiczne, bo nie pojawi się u nich i ich rodzin żaden wysłannik ze szkoły magii? A i te, które wiedziały, często zostały teraz pozbawione szansy na normalny rozwój. Budziło to w alchemiczce głęboki smutek, ale wiedziała, że nawet taka prowizoryczna pomoc z ich strony będzie lepsza niż całkowite zaniechanie. Każdy z nich na pewno wiedział i potrafił coś, co mógł przekazać dalej. Oby cała ta sytuacja okazała się nie trwać długo. Niczego tak nie pragnęła jak końca wojny i powrotu normalności.
Pokiwała głową na słowa pana Becketta.
- Oczywiście – rzekła. Czuła wyrzuty sumienia z powodu swojego tchórzostwa, ale zdawała sobie sprawę ze swoich słabości, z tego, że była bezbronna w obliczu potęgi, jaką dysponowali rycerze Walpurgii, że nie miała najmniejszych szans w starciu z nimi. A nikomu nie pomoże, jeśli wpadnie w ich sidła. Żeby pomagać innym, musiała sama być wolna i bezpieczna. Poza tym nigdy nie należała do ludzi silnego charakteru, nie lubiła ryzyka, już w szkole wolała siedzieć cicho i się nie wychylać, więc żadne brawurowe akcje i nadstawianie karku nie były wpisane w jej naturę. Była tylko zwyczajną alchemiczką, którą z jakiegoś powodu naznaczono jako poszukiwaną, choć niczym sobie na to nie zasłużyła. Ale swoją wiedzą zamierzała się chętnie dzielić na miarę swoich możliwości, bo sprawiało jej to przyjemność i dawało cel w życiu, które odebrało jej wszystko, co było jej drogie. I jedyne co pozostało to wiedza i umiejętności, które wciąż mogła pożytkować w dobrych celach.
- Skoro spotkanie dobiega końca, to chciałabym rozdać posiadane przy sobie eliksiry… - odezwała się po chwili. Wcześniej nie chciała tego robić, by nie zakłócać przebiegu dyskusji grzebaniem w torbie i wyciąganiem z niej różnych rzeczy, ale teraz był dobry moment na to, by mogła przekazać eliksiry tym osobom, które o nie poprosiły. Szczęśliwie jeszcze w normalnych czasach zdążyła się zaopatrzyć w zaczarowaną torbę, dzięki której mogła łatwiej przenosić większe ilości mikstur.
Oprócz eliksirów miała do przekazania jeszcze coś. Wyciągnęła z torby małą paczuszkę i podała ją Asbjornowi.
- Myślę, że tobie przydadzą się bardziej – powiedziała, przekazując mu cenne składniki, z których można było uwarzyć Felix Felicis. Ona, choć posiadała bardzo wysokie umiejętności alchemiczne, z powodu swojego stanu psychicznego i fizycznego, oraz braku dostępu do najbardziej zaawansowanej wiedzy astronomicznej nie była już w stanie poprawnie uwarzyć tak trudnej mikstury, a szkoda jej było marnować ostatnich posiadanych serc tego eliksiru na nieudane próby. Zdawała sobie sprawę, że przez zamknięcie w Oazie i brak dostępu do wiedzy i profesjonalnego sprzętu cofnęła się w rozwoju, i nie była już w astronomii tak biegła jak w czasach, gdy pracowała w Mungu, nie była poszukiwana i mogła każdego dnia dbać o szlifowanie umiejętności. A Asbjorn był zdolnym alchemikiem, wiedziała o tym, dlatego jeśli miała komuś oddać te składniki, to właśnie jemu.
Gdy odezwała się do niej Trixie, Charlie spojrzała na nią.
- Jasne – przytaknęła, zgadzając się zostać trochę dłużej. Nie spodziewała się jednak, że córka gospodarza okaże się aż tak wspaniałomyślna i przygotuje dla niej obiad. – Naprawdę nie chcę robić kłopotu ani odzierać waszej rodziny z pożywienia – zapewniła, ale że żołądek zaczął jej się skręcać gdy tylko poczuła smakowite zapachy, nie potrafiła odmówić posiłku. Głodowała od kilku miesięcy, racje żywieniowe w Oazie wystarczały tylko na tyle, żeby przeżyć, i dawno nie jadła pełnowartościowego obiadu. Rzuciła się na posiłek jakby od tygodnia nie miała nic w ustach, choć miała wyrzuty sumienia. Bo co, jeśli Beckettom także brakowało jedzenia? Zawsze, ilekroć opuszczała Oazę i odwiedzała kogoś, było jej głupio, że ludzie widząc jej mizerny wygląd litowali się i dawali jej jedzenie, a ona mogła się odwdzięczyć jedynie swoim towarzystwem i eliksirami. Czuła się trochę żałośnie ze swoim nędznym stanem, w końcu jeszcze rok temu była zwyczajną obywatelką z klasy średniej, której może i nie było stać na wyszukane specjały, ale nigdy nie chodziła głodna. A teraz wyglądała marnie i inni też najwyraźniej to widzieli. Może wcześniej zbyt łapczywie sięgnęła po to jabłko? – Bardzo dziękuję – podziękowała jej za gest, którego nie musiała wykonywać, a jednak z jakiegoś powodu to zrobiła. W obecnych czasach tego typu gesty były bardzo budujące i podnoszące na duchu, tym bardziej, że jeśli chciała zachować jako taką sprawność fizyczną i intelektualną, i być zdolną do skutecznego warzenia mikstur oraz pomagania w Oazie, musiała jeść. Była więc Trixie bardzo wdzięczna za jej staranie i za to, co dla niej zrobiła, mimo że praktycznie się nie znały.

| zt.
Przekazuję eliksiry osobom, które do mnie napisały. Jeśli ktoś jeszcze czegoś chce, proszę o kontakt na discordzie.

Dla Steviego:
- Czuwający strażnik (1 porcja, stat. 40)
- Eliksir niezłomności (2 porcje, stat. 40)
- Eliksir przeciwbólowy (1 porcja, stat. 40)
- Felix Felicis (1 porcja, stat. 40, uwarzony 18.02.57)
- Marynowana narośl ze szczuroszczeta (1 porcja, stat. 40)
- Maść z wodnej gwiazdy (2 porcje, stat. 46)
- Smocza Łza (1 porcja, stat. 40)
- ślaz
- sproszkowany meteoryt x2, srebrny gwiezdny pył x2, księżycowy pył

Dla Vincenta:
- Czuwający strażnik (1 porcja, stat. 40)
- Eliksir przeciwbólowy (1 porcje, stat. 40)
- Maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, stat. 46, moc +20)

Dla Castora:
- Eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 26, moc +5)
- [?] Eliksir ochrony (1 porcje, stat. 46)
- Eliksir znieczulający (1 porcja, stat. 28)
- Maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, stat. 46, moc +20)
- Marynowana narośl ze szczuroszczeta (1 porcja, stat. 40)
- Smocza Łza (1 porcja, stat. 40)

Dla Asbjorna:
kwiat paproci x4, krew jednorożca x6

[bylobrzydkobedzieladnie]




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?


Ostatnio zmieniony przez Charlene Leighton dnia 06.09.21 1:10, w całości zmieniany 1 raz
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 24/25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-alchemiczka-kocia-mama https://www.morsmordre.net/f173-oaza-chata-nr-88 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Alkierz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach