Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Manannan Travers
AutorWiadomość
Manannan Travers [odnośnik]26.08.21 22:51

Manannan Cathal Travers

Data urodzenia: 18 stycznia 1927
Nazwisko matki: Lestrange
Miejsce zamieszkania: Corbenic Castle, Norfolk
Czystość krwi: czysta szlachetna
Status majątkowy: bogaty
Zawód: pirat, kapitan Szalonej Selmy
Wzrost: 182 cm
Waga: 86 kg
Kolor włosów: jasnobrązowe
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: brak środkowego i dalszego paliczka palca serdecznego lewej ręki, słabo widoczna siatka blizn po prawej stronie twarzy, bujny zarost, złoty ząb (górny siekacz boczny), zachrypnięty głos, kilka marynarskich tatuaży rozsianych po ramionach i klatce piersiowej; nie rozstaje się z noszonymi na obu dłoniach pierścieniami pokrytymi obcymi symbolami wyrytymi w starym srebrze, które mają chronić go przed nieszczęściami



Odkąd pamiętał, zawsze wołało go morze – doskonale widoczne przez wysokie, zamkowe okna, poprzecinane wysokimi masztami znikających za horyzontem okrętów, w rozbijających się o portowe nabrzeże falach wydawało się skrywać wszystkie tajemnice czarodziejskiego świata; to za nim, za niekończącymi się milami wzburzonej wody, swój początek miały legendy o potężnych czarodziejach, zatopionych i zapomnianych artefaktach, oraz czających się w głębinach potworach, zdolnych jednym ruchem przełamać największy nawet statek na pół. Wyrósł na tych historiach – opowiadane przez powracających z długich rejsów krewnych, spisywane na kartach podróżniczych dzienników i ilustrowane na ruchomych płótnach obrazów spoglądających na niego z kamiennych ścian rodowej rezydencji, w dzieciństwie stanowiły odległą obietnicę czekającej go przyszłości – bo co do tego, że pewnego dnia sam stanie za sterem jednego z okrętów, nie miał wątpliwości ani on sam, ani jego ojciec, już w chwili narodzin pierwszego syna wyznaczając jego życiu kierunek i czyniąc go imiennikiem celtyckiego boga mórz. Opowieści o Manannanie mac Lir należały do jego ulubionych, pochłanianych z niegasnącą fascynacją w jasnym, odziedziczonym po matce spojrzeniu, którym wodził po starych stronnicach ksiąg z rodowej biblioteki, w wieku lat siedmiu poprzysięgając sobie, że kiedyś odnajdzie i sprowadzi do portu w Norfolk legendarny Sguaba Tuinne, Zamiatacz Fal – jedyny statek zdolny do przemierzania oceanów bez załogi, odpowiadający wyłącznie na rozkazy Manannana i jego potomków; wtedy nie wiedząc jeszcze, nie domyślając się nawet, że młodzieńcza mrzonka z czasem miała przemienić się w obsesję prowadzącą do jego własnej zguby.


Dzieckiem był zdrowym i energicznym (choroby zdawały się omijać go szerokim łukiem, nie licząc wykrytego przez przypadek świniowstrętu), głośnym jak jego kuzyni i równie jak oni niechętnym do długiego siedzenia w jednym miejscu, skłonnym do spontanicznych wybuchów nieukierunkowanej złości – tłumionych, na ogół, przez stanowcze spojrzenia guwernerów, rzadziej gniewny wzrok ojca. Nie ustępowano mu w niczym, wychowując go twardą ręką i pilnując, by odebrał edukację godną syna Traversów; od najmłodszych lat zgłębiał więc historię czarodziejskich rodów i uczył się panujących na salonach zasad, poznawał podstawy tanecznych kroków i szermierczych pchnięć. Chociaż o jego umiejętności magiczne miał w głównej mierze zadbać Hogwart, to jeszcze nim dane mu było po raz pierwszy wziąć do ręki różdżkę, spędzał długie godziny na wykładach z teorii transmutacji, by w przyszłości być w stanie dorównać w tej złożonej sztuce swoim krewnym; ta towarzyszyła mu zresztą niemal na każdym kroku, w wypełnionych magią zamkowych korytarzach, ukształtowanych przez kolejne pokolenia Traversów. W chwilach swobody uwielbiał odkrywać zakopane w starych murach sekrety, odszukując ukryte za gobelinami przejścia i schowane za iluzjami klatki schodowe; kiedy tylko mógł, uciekał też na wybrzeże, by do późnych godzin wieczornych obserwować zawijające do portu statki, wsłuchiwać się w przekazywane przez marynarzy nowiny i po cichu wślizgiwać na pokłady cumujących okrętów, marząc o tym, by razem z nimi wypłynąć w daleką podróż. To właśnie podczas jednej z takich eskapad objawiła się u niego magia, gdy przy próbie wspięcia się po olinowaniu grotmasztu, ześliznęła mu się stopa; krótki lot w dół mógłby zakończyć się tragicznie, gdyby nie jedna z grubych lin, która – nagle ożywiona – wystrzeliła w jego kierunku, owijając się wokół chłopięcych kostek i zatrzymując tuż nad pokładem, gdzie zawisł, kołysząc się głową w dół, ku przerażeniu obecnych na statku żeglarzy. Spodziewał się bury, zamiast tego otrzymał jednak w prezencie od ojca kompas – ozdobiony rodowymi symbolami, miał zawsze wskazywać bezpieczną drogę do domu – bez względu na to, jak daleko nie zniosłyby go fale.


Zbierające się nad Europą chmury nie powstrzymały go przed rozpoczęciem nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa, gdzie zgodnie z oczekiwaniami przybrał srebrzysto-zielone barwy Slytherinu. Już w młodości nauczono go posłuszeństwa, nie miał więc większego problemu z wpasowaniem się w szkolny krajobraz, choć uczniem nigdy nie był szczególnie pilnym; ciągnęło go do przygód, brakowało za to bliskości morza – rozciągające się na zamkowych błoniach jezioro stanowiło jedynie lichą namiastkę rozlewającej się aż po horyzont wody, choć krążące wśród czarodziejów opowieści o trytonach rzekomo zamieszkujących mętne głębiny sprawiały, że i tak wykorzystywał każdą okazję do znalezienia się w pobliżu kamienistego brzegu. Ślęczenie nad podręcznikami go męczyło, z obawy przed ojcem dbał jednak o to, by nie zaniedbać zbytnio otrzymywanych stopni, naukowe sukcesy święcąc głównie podczas lekcji transmutacji i historii magii. Wyrobiona we wczesnym dzieciństwie sprawność fizyczna pozwoliła mu na dołączenie do ślizgońskiej drużyny Quiddticha, co w pewnym stopniu pomogło w zaspokojeniu tlącej się gdzieś wewnątrz potrzeby rywalizacji i utemperowaniu porywczego charakteru Mananna; w towarzystwie rówieśników spoważniał nieco, choć nowych przyjaźni zawarł niewiele, bardziej niż za spotkaniami w podziemnym pokoju wspólnym tęskniąc za letnimi wakacjami spędzanymi na krótkich zamorskich podróżach lub u rodziny matki. Na Wyspie Wight bywał zresztą często, niejednokrotnie samemu o to zabiegając, bez problemu odnajdując wspólny język z bliższym i dalszym kuzynostwem, by razem z nimi odkrywać tajemnice smoczego cmentarzyska czy organizować wyścigi na grzbietach hipokampusów. Zafascynowany plemieniem zaprzyjaźnionych z syrenim rodem trytonów, na piątym roku zaczął uczyć się ich języka, najpierw pod okiem sprowadzonego do rodzinnego zamku nauczyciela, później – na własną rękę. Mniej więcej w tym samym czasie rodowe nazwisko i dokonania przodków zafundowały mu zaproszenie do elitarnego Klubu Ślimaka, na organizowanych przez profesora Slughorna spotkaniach pojawił się jednak zaledwie kilka razy, wtedy jeszcze nie potrafiąc na dłużej skupić myśli na poruszanych późnymi wieczorami tematach.


W pierwszy dłuższy rejs wybrał się zaraz po sabacie – gdy w nagrodę za pomyślne zdanie egzaminów pozwolono mu towarzyszyć w podróży ojcu. Nigdy jej nie zapomniał; choć od tego czasu minęły całe lata, a Manann zdążył przepłynąć na własną rękę tysiące mil morskich, to właśnie tamte tygodnie zapadły mu w pamięć najmocniej, częściowo ze względu na podziw i szacunek, jakim darzył rodziciela – a częściowo ze względu na to, jak bardzo wszystko było wtedy dla niego nowe: północny wiatr dmący w potężne, ciemnogranatowe żagle trójmasztowca, okrzyki walczącej z nawałnicą załogi, rozkazy starego lorda Traversa mieszające się z hukiem wody, obcy zapach zagranicznych portów, smak rumu w ustach, wreszcie – sucha, cierpka woń prochu i dym unoszący się ponad relingowymi działkami, gdy zdarzyło im się napotkać i zatopić mugolski okręt. Zachłysnął się tym – adrenaliną, wolnością, życiem tak innym od tego, jakie wiódł w Anglii, że wydawało się wyjęte wprost z kart dzienników, które pochłaniał jako dziecko. Ledwie ich statek przybił do portu w Norfolku, chciał wrócić na morze – i zrobił to, tym razem zdobywając doświadczenie w towarzystwie starszego kuzyna, pod jego rozkazami zgłębiając nie tylko tajniki żeglarstwa, ale przede wszystkim ucząc się innych rzeczy: pokory wobec nieokiełznanego żywiołu, opanowywania strachu, zdobywania posłuchu wśród załogi. Pod jego okiem wrócił także do nauki transmutacji, z każdym dniem coraz żywiej interesując się animagią; chcąc pewnego dnia, jak niegdyś Cliodna, wzbić się ponad grzmiące fale – tu zderzył się jednak z nieprzekraczalną jeszcze dla niego barierą, przez bardzo długi czas nie będąc w stanie poczynić żadnych postępów. Nie przejmował się tym zbytnio, zajęty szeroko pojętym poznawaniem, gdy po opłynięciu Morza Północnego skierowali się na odleglejsze wody, docierając do wybrzeży Hiszpanii i Portugalii, opływając afrykański kontynent i Zatokę Gwinejską; goniąc za legendami i artefaktami, łupiąc inne statki i napadając na portowe, mugolskie miasteczka.


To właśnie w jednym z afrykańskich portów dopadło go przeznaczenie – w trakcie przesiąkniętego zapachem rumu i wypełnionego śpiewem wieczoru pojawiając się niespodziewanie pod postacią ubranej w powłóczyste szaty kobiety, o ciemnej jak noc skórze i oczach w kolorze oceanu, która wśród lokalnych czarodziejów znana była ze względu na swój dar przepowiadania przyszłości. Manannan w to nie wierzył – wtedy jeszcze bardziej niż dziś przepełniony butą, przekonany o tym, że sam był panem własnego losu; po głośnych namowach ze strony załogi zgodził się jednak kupić wróżbę za kilka wykradzionych z zatopionego okrętu złotych monet, nie mając pojęcia, że wkrótce przyjdzie mu zapłacić za nią znacznie więcej. Dokładnie tak, jak się spodziewał, przepowiednia była mętna: kobieta, błyskając białkami oczu, obiecała mu, że wkrótce zdobędzie to, czego najmocniej pragnie, po to jedynie, by równie prędko to utracić, padając ofiarą zdrady ze strony najbliższego przyjaciela; przestrzegła go też, by za doznaną krzywdę pod żadnym pozorem nie szukał zemsty, bo jeśli ją odnajdzie, to już nigdy nie zazna spokoju – a wszystko, co jest mu drogie, znajdzie się w niebezpieczeństwie. Podziękowawszy jej wylewnie za zapewnioną rozrywkę, zignorował jej ostrzeżenie bez głębszego zastanowienia, pozwalając, by rozpłynęło się w pijanej ciemności nocy, by zagłuszyły je marynarskie szanty i radosne okrzyki; później o nim zapomniał – zakopując w najdalszych zakamarkach pamięci, przypominając sobie o nim dopiero po paru latach, kiedy – wiedziony gniewem i żalem – w najokrutniejszy ze sposobów wymierzał sprawiedliwość człowiekowi, którego przez sporą część życia traktował jak brata.


Zanim jednak którakolwiek z części wzgardzonej przepowiedni ożyła na jego oczach, wezwany przez ojca wrócił do domu – by zaledwie parę miesięcy później pojąć za żonę córę jednego z angielskich arystokratycznych rodów, młodą czarownicę o niezwykłej urodzie, piękną – i zupełnie mu obcą. Nie było między nimi uczucia, ciągłe nieobecności Mananna nie pozwoliłyby mu się zresztą narodzić, lecz woli nestora sprzeciwiać się nie miał zamiaru – zgodził się więc na przypieczętowanie zawartych przez starszyznę umów, nie będąc przy tym gotowym ani na samo małżeństwo, ani tym bardziej na to, by na dłużej osiąść w bezpiecznym Corbenic Castle. Jego serce i umysł wciąż rwały się do podróży, tym mocniej, że w po powrocie do kraju w porcie czekała na niego Szalona Selma – wspaniały trójmasztowiec o strzelistych masztach i ciemnych żaglach, z zaczarowanym galionem w kształcie morskiego węża przytwierdzonym u szczytu dziobu, który miał w zwyczaju ożywać, gdy okręt ślizgał się po falach w trakcie najgorszych sztormów. To na jego pokładzie przywdział po raz pierwszy kapitański kapelusz, a zebrana załoga niedługo potem stała się dla niego niczym druga rodzina, której przewodził z zapałem i śmiałością godną młodego żeglarza, pewnie prowadząc statek poprzez nieznane wody, zawijając do kolejnych portów i odkrywając wyspy, które wcześniej widywał jedynie na studiowanych w zamkowej bibliotece mapach. Idąc śladem starszego kuzyna, wciąż nie marnował żadnej okazji do oczyszczania mórz i oceanów z mugolskich statków, im jednak więcej czasu mijało, tym silniej powracała do niego fascynacja starymi legendami – zwłaszcza odkąd odkrył, że zamiłowanie do pogoni za nieznanym dzielił z Earwynem. Pierwszy oficer, zatrudniony z polecenia ojca, cieszył się jego zaufaniem od samego początku, z biegiem miesięcy stał się jednak również jego najbliższym przyjacielem; bez trudu odnalazłszy wspólny język, na długie godziny znikali za drzwiami kołyszącej się na pokładzie rufówki, wykreślając współrzędne na podstawie czarodziejskich historii o ukrytych na dalekich wybrzeżach skarbach czy zatopionych zaklętych przedmiotach. Przecieranie nowych szlaków nie zawsze kończyło się szczęśliwie, a fałszywe tropy niejednokrotnie prowadziły ich na manowce, gdy zamiast na obiecane bogactwa trafiali na groźne mielizny lub do zatok zamieszkałych przez wabiące zbłąkanych żeglarzy syreny. Bliscy sobie niczym bracia, dzięki niezachwianej współpracy i wsparciu załogi w jakiś sposób wychodzili z tych tarapatów obronną ręką, choć nie zawsze bez szwanku, zbierając na ciele kolejne blizny, a czasami pozostawiając za sobą więcej niżby chcieli – jak wtedy, gdy nałożenie na palec przeklętego pierścienia skończyło się dla Mananna jego bezpowrotną utratą.


Poróżnił ich Sguaba Tuinne; na ślad legendarnego okrętu – o którego istnieniu Manannan opowiedział przyjacielowi w trakcie jednej ze szczerych, obficie zakrapianych rumem dysput – natrafili przypadkiem, łupiąc wypełnioną kosztownościami ładownię podbitego statku. Trop był wątły, ograniczony zaledwie do paru słów wypisanych na brzegu na wpół przegnitej od wilgoci mapy, ale wystarczył, by w spojrzeniu syna Traversów ożyła ta sama fascynacja, z którą jako dziecko zgłębiał opowieści krążące wokół jego imiennika. Zaślepiony wizją odnalezienia zaginionego przed wiekami Zamiatacza Fal, nie dostrzegł pierwszych oznak nadchodzącego niebezpieczeństwa, tlących się w pociemniałych tęczówkach przyjaciela; nie widział ich również, gdy wspólnie obmyślali plan i wyznaczali kurs, nie doszukiwał się drugiego dna w niosących się po pokładzie szeptach – orientując się, że zapowiedziana przed latami przez wieszczkę zdrada wreszcie miała go dosięgnąć dopiero, gdy w plecy trafiło go pierwsze z obezwładniających zaklęć. Świadomość, że Earwyn nigdy nie zamierzał podzielić się z nim łupem bolała mocniej niż upadek, a fakt, że w przejęciu władzy nad Szaloną Selmą pomogło mu kilku przekupionych członków załogi sprawiła, że zapragnął spalić statek do ostatniej deski; sam gniew nie był jednak w stanie otoczyć płomieniami łopoczących na wietrze żagli, którym przyglądał się z brzegu jednej z rozrzuconych po Pacyfiku wysepek, upokorzony i wyrzucony z własnego okrętu, złorzecząc i poprzysięgając zemstę wszystkim, którzy się od niego odwrócili. Na rzucane przekleństwa nie odpowiedział mu nikt – pozostał sam, pozostawiony na śmierć, przy sobie mając jedynie różdżkę i stary kompas, przez cały czas uparcie wskazujący kierunek północny, za którym w żaden sposób podążyć jednak nie mógł; przeklęta wyspa na długie miesiące stała się jego więzieniem, oddalona od najbliższego lądu zbyt mocno, by był w stanie na niego przepłynąć lub się teleportować. Trawiony potęgującym się wraz z każdym dniem szaleństwem, gubiąc poczucie czasu i trzymając się życia jedynie dzięki ciągnącej go w stronę powierzchni potrzebie wymierzenia sprawiedliwości, wszystkie siły skupił na wydostaniu się z pułapki – w ostatecznej i desperackiej próbie wracając do podjętej przed laty nauki animagii. Początkowo bezowocnej, przełamanie wciąż tkwiącej na swoim dawnym miejscu bariery zabrało mu co najmniej kilkanaście tygodni, ale instynkt przetrwania okazał się silniejszy niż determinacja, pozwalając mu wreszcie na przybranie zwierzęcej formy. Stał się sokołem wędrownym – ptakiem choć nie typowo morskim, to niejednokrotnie widywanym na szczytach grotmasztów, gdzie zwykł przysiadać, czekając na pojawienie się w powietrzu słabszej zwierzyny. Podobnie uczynił też Manann; zaczekawszy, aż na horyzoncie zamajaczą żagle przepływającego statku kupieckiego, wykorzystał resztki energii na poderwanie skrzydeł w górę, pod postacią drapieżnego ptaka przedostając się na jego pokład – i w ten sposób po raz pierwszy od miesięcy trafiając do jednego z europejskich portów.


Mimo że w międzyczasie dotarła do niego wieść o narodzinach syna, nie wrócił do Anglii – nie potrafiąc znieść myśli o pojawieniu się w Norfolk na pokładzie cudzego statku. Odzyskawszy siły, całą uwagę skupił na poszukiwaniach Szalonej Selmy oraz jej zdradzieckiego, samozwańczego kapitana, wypatrując poszlak port po porcie, przekupując marynarzy i odnawiając stare kontakty; wreszcie ich odnalazł – okręt, oznaczony inną banderą, ale wciąż ten sam, kołysał się na falach u zimnych, surowych wybrzeży Norwegii – a choć na jego widok ledwie zdołał powstrzymać ślepą furię, to tym razem pragnienie zemsty zwyciężyło nad porywczą naturą. Pozostając pod postacią sokoła, obserwował i czekał, aż skradziony statek wypłynie w morze – by niedługo później podążyć za nim na pokładzie wynajętego trójmasztowca, udającego zwyczajny transportowiec; celowo zbliżając się na tyle, by uznano go za łatwy łup, a później – kiedy zgodnie z jego oczekiwaniami załoga spróbowała dokonać abordażu – przedostając się na Szaloną Selmę. Celnie rzucone zaklęcie wystarczyło, by podpalić przygotowane wcześniej beczki z prochem; transportowiec eksplodował, pociągając za sobą na dno część żeglarzy, oszczędzając jednak samego Earwyna, który – dotkliwie ranny, ale żywy, zdołał wdrapać się z powrotem na pokład Selmy. Nie odnalazł tam litości; Manann, po raz kolejny ignorując ostrzeżenie płynące z zasłyszanej przed laty przepowiedni, nie słuchał ani wyjaśnień ani żałosnych błagań; przebiwszy klatkę piersiową dawnego przyjaciela ostrym jak brzytwa sztyletem, zamienił go w kamień i wypchnął za burtę – grzebiąc tym samym lata przyjaźni i planów, mszcząc się za nielojalność; pozwalając, by poszedł na dno razem z transportowcem, a później wymierzając jeszcze kary tym pozostałym przy życiu członkom załogi, którzy przyłączyli się do buntu.


Zemsta nie przyniosła mu ukojenia. Choć odzyskał okręt, na jego pokładzie powracając wreszcie do rodzinnego zamku, to niosące się niczym echo słowa wieszczki nie pozwoliły mu zaznać spokoju. Wizje płonącego statku powracały niestrudzenie w urywających się nagle snach, podczas gdy na jawie snuła się za nim ponura zjawa Earwyna, dostrzegalnego wyłącznie dla Mananna; spoglądającego na niego z wyrzutem w martwym spojrzeniu, ze sztyletem wciąż tkwiącym w zroszonej srebrzystą krwią klatce piersiowej, niemą obecnością przypominając o czekającym na niego losie. Ten z kolei stał się jego obsesją; wypływając w kolejne rejsy, zasięgał rady u zagranicznych zielarzy i łamaczy klątw, twórców talizmanów i czarodziejów o darze porozumiewania się ze światem duchów, szukając sposobu na odgonienie wiszącego nad nim widma nieszczęścia, żaden z magicznych pierścieni ani symbolicznych tatuaży nie rozproszył jednak na dobre materializującej się od czasu do czasu sylwetki zamordowanego przyjaciela, do którego towarzystwa z biegiem miesięcy zaczął się przyzwyczajać. Bunt wśród załogi nauczył go ostrożności – od momentu odzyskania Szalonej Selmy podległymi mu marynarzami dowodził twardą ręką, bez zawahania wymierzając kary za brak posłuszeństwa. Żeglarskie przesądy stały się jego osobistym kodeksem, przestrzeganym do granic przez niektórych uznawanych za absurdalne. Mimo usilnych starań, nigdy nie odnalazł okrętu będącego kością niezgody pomiędzy nim a Earwynem; udawszy się w miejsce, które razem odkryli, zastał jedynie otoczone ostrymi skałami cmentarzysko zatopionych statków, a podwodna wioska trytonów, których plemię miało rzekomo znać losy zaginionego Sguaba Tuinne, okazała się opuszczona, stanowiąc ślepy, nieprowadzący donikąd zaułek.


Nie mógł zresztą już dłużej skupiać się na pozbawionych nadziei poszukiwaniach; wieści o szalejącym nad Anglią wojennym sztormie docierały do niego coraz częściej, a choć przejęcie władzy nad rodem przez Koronosa nieco go uspokoiło, to nie był w stanie ignorować zagrożenia, jakie dla jego rodziny stanowili odwracający się sojusznicy i panoszący się coraz częściej po ziemiach rebelianci. Na otrzymane przed końcem roku wezwanie od ojca odpowiedział więc natychmiast, zawracając statek z odległych wód i przybijając – tym razem na dłużej – do angielskich wybrzeży, by zgodnie ze stanowiskiem objętym przez Traversów wesprzeć Rycerzy Walpurgii; stopniowo odnawiając zaniedbane przyjaźnie i przygotowując Szaloną Selmę do walki – tym razem na brytyjskich wodach.



Patronus: Nigdy nie nauczył się go przywoływać.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5 Brak
Uroki: 0 Brak
Czarna magia: 8 +1 (różdżka)
Uzdrawianie: 0 Brak
Transmutacja: 26 +4 (różdżka)
Alchemia: 0 Brak
Sprawność: 20 Brak
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
trytońskiII2
francuskiI1
hiszpańskiI1
norweskiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
AstronomiaI2
GeomancjaI2
Historia magiiII10
KłamstwoI2
PerswazjaII10
SpostrzegawczośćI2
Opieka nad magicznymi stworzeniamiI2
ZastraszanieI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
Savoir-vivreII0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rozpoznawalność (arystokrata) II0
Rycerze Walpurgii I5
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I½
Muzyka (śpiew)I½
Muzyka (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI½
Latanie na miotleI½
Taniec balowyI½
PływanieI½
QuidditchI½
SzermierkaI½
Walka wręczI½
ŻeglarstwoIII25
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak-0
Reszta: 5
[bylobrzydkobedzieladnie]


was it a knife in my back or a fork in the road? was it hell or high water that left us alone?


Ostatnio zmieniony przez Manann Travers dnia 13.09.21 0:50, w całości zmieniany 1 raz
Manannan Travers
Zawód : pirat, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
said goodbye to you my friend
as the fire spread
all that's left are your bones
that will soon sink like stones
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5/70
SPRAWNOŚĆ : 20/7
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manann-travers-budowa https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t10602-hoist-the-colours#321066 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Manannan Travers [odnośnik]13.09.21 21:09

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Świniowstręt.
Psychiczne
Urojenia, splamienie (Arawn)
UMIEJĘTNOŚCI
animagia (sokół wędrowny)

Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 28.02.22 12:44, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Manannan Travers Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Manannan Travers [odnośnik]13.09.21 21:11


KOMPONENTYołów

[27.09.21] Komponenty (styczeń/marzec)
[15.04.22] Kwiecień/czerwiec

BIEGŁOŚCI[14.04.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec): +3 PB

HISTORIA ROZWOJU[13.09.21] Rozwój początkowy -700 PD
[24.09.21] Aktualizacja postaci +100 PD
[30.09.21] Zakup: barwnik; -50 PM
[02.11.21] [G] Zakupy: magiczny kompas, -300 PM
[03.11.21] Aktualizacja rozwoju początkowego: +6 T; -480 PD
[28.02.22] Wydarzenie: Pan na włościach +150PD +3PB
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +100 PD; +2 PB organizacji
[21.03.22] Osiągnięcia (Mroczny Znak I); +30 PD
[14.04.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec): +120 PD, +3 PB
[14.04.22] Wykonywanie zawodu (styczeń-marzec): +15 PD;
[16.04.22] Osiągnięcia (Wór pełen ziół); +30 PD
[23.04.22] Rozwój zdolności postaci: +3 CM, +1 PB
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Manannan Travers Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Manannan Travers
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach