Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Jarmark   26.09.15 22:22

First topic message reminder :

Jarmark

Na plaży ustawiono drewniane stragany z czarodziejskimi różnościami, ławy uginają się pod ciężarem różnokolorowych fiolek, szlachetnych kamieni, mis z kryształami oraz dzbanów wypełnionych ziołami, płatkami suszonych kwiatów lub owoców wykorzystywanych w alchemii. Wśród różności znajdują się zwoje, manuskrypty oraz inne czarodziejskie przedmioty - nie tylko dla zakochanych...
[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 13.05.18 21:49, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Glaucus Travers
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers https://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 https://www.morsmordre.net/t1237-ahoj https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t4462-skrytka-bankowa-nr-336#95230 https://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
Zawód : żeglarz
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   02.11.15 13:24

Któryś z kolei dzień błąkam się po terenach Weymouth, aby poznać jego wszystkie tajemnice. Na własne oczy zobaczyć każdą atrakcję zorganizowaną przez rodzinę Prewett, podziwiać każdą łąkę, las i plażę. Na tej siedziałem najdłużej, tęskniąc niezmiernie do wód aż po horyzont, do wiatru dmiącego w żagle, do trzasku pokładowych desek i do nowych krain. Niestety, póki co w żadnym wypadku nie mogłem wziąć udział w morskiej wyprawie. Ojciec zwlekał z kupnem nowego statku, chyba bojąc się, że znów może stać mi się krzywda. Zupełnie tego nie rozumiałem; przecież sam był żeglarzem, wiedział, że to niebezpieczny zawód. I że kto jeśli nie Travers ma temu podołać? Starałem się z nim nie kłócić, wiele obaj ostatnio przeszliśmy. Czekałem więc cierpliwie nad brzegiem, cicho tęskniąc i patrząc w morską toń.
Dopiero po dłuższym czasie, ale słowo daję, nie mam pojęcia, ile czasu minęło, postanowiłem wstać i rozprostować kości. Nogi zagnały mnie do stoisk jarmakowych, gdzie była spora ilość ludzi. Nie przepadałem za tabunem nieznanych mi osobników, wolałem zdecydowanie przyjęcia, na których przynajmniej większość się kojarzyło, ale poczułem, że to być może ostatnia okazja, aby nabyć coś unikatowego. Dlatego też niewiele myśląc przepchałem się przez tłum i podążyłem w stronę straganów. Z początku zupełnie nie odnotowałem, że ktoś bardzo znajomy stoi tuż obok mnie. Dopiero oglądając kolejny przedmiot kątem oka dostrzegłem burzę blond włosów, a kiedy już obróciłem głowę, poczułem, jak krew na nowo zaczyna wrzeć. Urok wili, prawda?
- Nie podejrzewałem, że wile muszą zaopatrywać się w afrodyzjaki - powiedziałem, kiedy byłem blisko Heleny, jednocześnie z całej swej siły podjąłem próbę ponownego obrotu głowy; tak, aby na nią nie patrzeć, bo to przecież było zgubne. Zupełnie jak śpiewy syren.





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Zawód : malarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 0
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jarmark   02.11.15 22:51

Czy kiedykolwiek zastanowiłaś się przynajmniej jeden raz, kim byłabyś, gdyby matka wyszła za pisanego jej mężczyznę? Przypisanego przez rodzinę? Czy zostałabyś kolejną nieszczęśliwą kopią, a może jedną z tych kobiet, które bardzo chciałyby się wydostać z machiny zaprogramowanej miłości. Chciałabyś, ale nie zrobiłabyś z tym nic rewolucyjnego, czyż nie? Nie wiesz, nie zastanawiałaś się. Patrząc na zagmatwanego Ignatiusa, nawet cieszysz się, że ciebie to nie musi dotyczyć. Z drugiej strony chciałabyś mu pomóc, czy umiesz jeżeli nie wiesz o czym mówi?
- Jeżeli to cię pocieszy, wyjawię ci mój największy sekret - przychylasz się tym razem nie cofasz dłoni ani o centrymetr, a usta twoje cicho wypowiadają sekret, który nie przystoi, by poruszać go gdziekolwiek w towarzystwie ważnym. Ufasz jednak, że Ignatiusowe uszy zachowają to dla siebie. - Też niechący mam coś wspólnego ze szlachetnym rodem Fawley - i mrugasz odsuwając swoją twarz, by powróciła na odpowiedniej odległości miejsce, a tym mrugnięciem dałaś do zrozumienia, że porozmawiacie o tym przy innej okazji, może okazji będzie co niemiara, kiedy on i ty pójdziecie na umowę o portret w wielkim rozmiarze, bo arystokraci tylko wielkie rozmiary potrzebują. 
Na szczęście Twój nowy przyjaciel umie śmiać się z siebie, a ty śmiejesz się z nim, bo uważasz, że towarzystwo w śmiechu to najlepszy sposób na zawiązywanie przyjaźni. Nawet jeżeli wtórujesz mu jedynie po to, by zmanipulować kolejne posunięcia. 
- Na pewno masz jeszcze asa w rękawie - uśmiechasz się, kontynuujecie rozbawioną pogawędkę, przez chwilę znów zaczepiasz go swoją dłonią, bo nie wiesz, że to zrobiłaś. 
- Pomiędzy przeszłością i teraźniejszością? - zgadujesz, czy trafnie, tego jeszcze nie wiesz. Upatrujesz znaku potwierdzenia w mądrej twarzy Ignatiusa, odchodzicie w dalszą część jarmarku. Generalnie jesteście zadowoleni z tego, co się dzieje i chociaż poruszacie temat trzeciej osoby, dzieje się to zadziwiająco łatwo, jakbyście byli dawno znanymi sobie przyjaciółmi, którzy rozmawiają o kimś, kogo kiedyś znali. - Wydaje mi się, że mogłabym jej pomóc. Pokazałabym jej przyszłość - mówisz przyciszonym głosem skupiając się na pakunku ściśniętym przy ciele. - Jak sądzisz, co było przyczyną dzisiejszego fatalnego wypadku?- nawiązujsz do zdarzenia w zagajniku, chociaż ty już wiesz, że to nie o duchotę poszło.
- Bardzo przepadam za wiankami - przyznajesz, skupiając się na tym elemencie imprezy, który dla niego samego nie miał większego znaczenia. Mrużysz oczy i rozmarzonym tonem przypominasz sobie: - Jeżeli dobrze pamiętam to zabawa w której każda młoda panna marzy o spotkaniu przeznaczonego sobie mężczyzny. Wybierz się, na pewno któraś panna marzy o tym, byś złapał jej wianek- upraszając go w ten sposób możesz wszystko stracic, a mogłabyś chcieć zyskać wszystko. 
- Joseph weźmie udział, prosił mnie o to bym przyszła oglądać, co też zamierzam uczynić 




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Ignatius Prewett
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
http://morsmordre.forumpolish.com/t1492-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/t1524-fidelis#14269 http://morsmordre.forumpolish.com/t1509-ignatius-prewett http://morsmordre.forumpolish.com/f183-dover-st-davids-ave-21b http://morsmordre.forumpolish.com/t1525-ignatius-prewett#14271
Zawód : Auror
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Jak niemal każde nieszczęście, zaczęło się szczęśliwie.
OPCM : 7
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: 7: Jarmark.    02.11.15 23:24

Jej wyzwanie sprawia, że na usta cisną mi się kolejne pytania. Fawley? Niemal natychmiast myślę o Elizabeth, nie wspominała, że przyjechali jej krewni. Co do tego nie mam wątpliwości, Mathilda jak i jej brat są nowi dla całego towarzystwa. Jej słowa dają mi do myślenia. Inne słowiańskie nazwisko, czyżby jej matka uciekła? Nie wypada zapytać wprost, nie chcę, by negatywnie odczytała moją dociekliwość, jako obrazę. Nawet nie zauważam, jak robi pół kroku do tyłu. – Nie zdradzę nikomu – odpowiadam zgodnie z prawdą. – To było małżeństwo z miłości? – mój głos zdradza zbyt wiele, podobnie jak gesty. Jestem łasy na takie historie, szczególnie teraz, kiedy ciągle myślę, czy nie uciec, zerwać nie tylko planowane małżeństwo, ale i wszystko co łączy mnie z rodem Prewettów. To zdumiewające, jak jedna nie moja decyzja potrafi zniszczyć wszystko, co planowałem. Są godziny, gdy godzę się z wyrokiem, przez resztę dnia gotuję się w gniewie, krzycząc niemo, że to bezczelność, rozporządzać czymś tak istotnym dla mnie. Tylko wieczorami zastanawiam się po kilku łykach Ognistej, czy gdyby nie to do Hazel, czy łatwiej bym zaakceptował zaręczyny. Czy faktycznie coś do niej czuję, tyle lat… a może to przyzwyczajenie? Artur nie wie, ale wyczuwa, bo kiedy rozmawiamy to mówi, że nie mogę zbudować związku, kiedy uciekam w niedościgniony ideał. A przecież nie ma czegoś takiego, relacja nie zawsze jest samym szczęściem. Czy on ma rację? Czy ja rezygnuję, gdy pojawiają się problemy?
 
– Możemy negocjować – odpowiadam, odrywając się od rozmyślań. – Postaw tylko warunki – zaznaczam, choć to zakrawa już o herezję w sztywnych zasadach konwersacji pomiędzy nieznajomymi. – Tak, takie mam wrażenie – potwierdzam po chwili zastanowienia. – Wspomnienia nie pozwalają jej myśleć o tym, co tu i teraz. Najgorsze jest to, że związała się z jego bratem bliźniakiem. Tak jakby… chciała mieć go z powrotem. Może wyglądem, ale charakterem to nie ten mężczyzna – marszczę brwi na samo wspomnienie drugiego Lupina. Jestem jej wdzięczny, gdy rusza z miejsca, a ja przyłączam się do jej niespiesznego kroku. – Przyszłość? – Pytam zaskoczony, w pamięci szukam fragmentu z wcześniejszej rozmowy, gdy mówiła coś o wróżbiarstwie. – Wróżysz? – Zanim odpowie, czuję jak spinam się myśląc o najgorszym. – To był odruch, ale pomyślałem, że może… z tego co wiem, nie choruje na nic, więc skojarzyłem to tylko z jedną dolegliwością. Nie, czekaj. Źle to sformułowałem. – Poprawiam się szybko. – Ostatni raz, gdy zemdlała przy mnie kobieta, okazało się, że jest brzemienne – ostatnie słowo nieporadnie przeciska się przez krtań.
 
– Nigdy nie byłem na wiankach – to rezygnacja i potworne zmęczenie. W głowie mam tylko obraz ironicznego uśmiechu Lupina. Ciąża, ciąża, ciąża?! Powtarzam, jakby to przypuszczenie nie mogło do mnie dotrzeć. – Już jednej złapałem – brzmi to cierpko. – To znaczy moja rodzina, a ja dostałem w prezencie. – Na szczęście Mathilda mówi o Józefie. – Na meczu na pewno będę, ciekawi mnie styl twojego brata.


Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Jarmark   03.11.15 21:58

Jeżeli cokolwiek w kolejnym zachowaniu Deimosa ma sens, to na pewno nie są to słowa, które mówi z oschłością i wyważoną matematycznie ostrożnością. Jakby go to nie obchodziło, bo przecież jak ma zauważyć ból Rosalie, jej zawiedzione nadzieje i jej piękne złamane serce, kiedy jest egoistą. 
- Nie chowam urazy oczywiście zdaje sobie sprawę skąd takie pytanie, natomiast proszę mi uwierzyć, ze w zaistniałych okolicznościach inny stan rzeczy nie ma prawa bytu - recytuje słowo w słowo co mu kazał powiedzieć ojciec i brat, kiedy ich spytał, co ma zrobić z dotychczasowymi kochanicami. Powiedzieli: pozbądź się ich, nim się przyzwyczają. Zrobił tak z Milburgą (20 lat to mało na przyzwyczajenie się do siebie), robi tak z Rosalie (niby rok), co jeżeli miałby zrobić tak także z Cynthią? Tego nie może zrobić, bo z nich wszystkich Cynthia ma przynajmniej umiejętność leczenia, w razie wypadku usychającego z tęsknoty serca, użyje, by go uratować przed przedwczesną śmiercią. 
Kiedy widzi, że ona zaczyna miętolić chustę piękną w dłoniach, uświadamia sobie co znaczy to wszystko. Po Milburdze trzymał się alkoholem, zresztą miał na głowie obowiązki, to było dość proste. Kiedy Rosalie oddaje mu chustę, patrzy z niedowierzaniem na ten gest. Przypomina sobie rozwalone fotele w swoim ulubionym do niedawna pokoju. Czy ma tyle siły, by podołać z poleceniem ojca i Fobosa?
- Ależ proszę ją zachować, w dowód naszej przyjaźni - odpowiada, a słowa poważnie mówione jego nie idą w parze ze spojrzeniem, które boli, bo mówi o bólu, który wystąpił wraz z uświadomieniem sobie, że koniec z r o m a n s e m z pół wilą, teraz tylko osiemnastoletnie koleżanki żony, później potomek niewiele od niej starszy i ta nieznośna świadomość, że gdyby jedno słowo... - Proszę nie oddawać mi, to był prezent. Jeżeli ktoś będzie podejrzewał cokolwiek innego, to znaczyć może jedynie o jego żenującym poziomie elokwencji. Jeżeli tylko się panience wciąż chusta podoba, proszę ją nosić - to zabrzmiało tak dwuznacznie, jakby opowiadał jej nie o chuście, tylko o tym, czy się mogą spotykać, czyli de facto jakby się zgadzał na jej propozycję, bo pewnie byłaby możliwa ich dalsza znajomość, nawet niezwykle zażyła, pod warunkiem, że byłaby znajomością tajemną. Pytanie tylko, czy ktoś tak prawy jak Rosalie, odważyłby się na taki krok? Szczerze można w to zwątpić, ale z wielu przyczyn. Jedną z nich jest fakt, że tak na prawdę to oznaczałoby całkowite poświęcenie. W razie przyłapania gdziekolwiek przez kogokolwiek, wystawiona zostałaby na ośmiesznie. Takie rzeczy tylko w imię prawdziwej miłości, a nie chwilowej słabości. 
Chociaż, gdyby to było w drugą stronę, to pewnie jakby go ładnie poprosiła to by się zgodził.









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t592-colin-fawley http://morsmordre.forumpolish.com/t1184-poczta-kociarza-colina https://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://morsmordre.forumpolish.com/f123-inverness-stuart-street https://www.morsmordre.net/t2778-skrytka-bankowa-nr-117#44918 http://morsmordre.forumpolish.com/t1185-colin-fawley
Zawód : Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
OPCM : 9
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Jarmark   05.11.15 12:08

Uprzejma atmosfera wywołana niespodziewanym spotkaniem gdzieś się ulotniła, pozostawiając jedynie delikatny posmak (woń?) przeszłości, w której nikt nikogo nie zapiął w obrożę i nikt się na nikogo nie obrażał, ratując resztki dumy. Szczególnie w towarzystwie kobiety o nieprzeciętnej urodzie, niezbyt niestety zainteresowaną pomocą w tymże ratowaniu; najwyraźniej podejrzenia Colina, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, miały się w tym wypadku doskonale sprawdzić, a lady Avery zamiast strofować syna za jego karygodne zachowanie, obdarzała go jedynie krótkim, przelotnym spojrzeniem dezaprobaty. Colin bez żadnego szacunku wobec Samaela pomyślał, że dorosłemu arystokracie przydałoby się porządne lanie, które uświadomiłoby mu, że niektórych rzeczy nawet Avery nie powinien robić mimo całej swojej szlacheckiej arogancji i dystansu od świata. Zbierał myśli, wciąż odwrócony przodem do straganu, by unikać spojrzenia Samaela - który rozszyfrowałby jego sfochowaną naturę w mniej niż ułamek sekundy - ale i coraz bardziej zainteresowany leżącymi tam przedmiotami. Postanowienie sprzed chwili, by darować sobie zakupy i nie narażać się na śmieszność, odeszły zaraz w zapomnienie, gdy znów skupił się na zwoju z receptą na Zniewalające Bańki Pierwszej Miłości, zachęcający nie tylko absorbującą nazwą, ale i ciekawymi informacjami z etykiety. Odważył się w końcu zerknąć na Samaela, ale ten był pogrążony w rozmowie z matką - znów go chwalił, czy mieszał z błotem? - i w głowie Colina od razu zrodził się złośliwy (i cholernie niebezpieczny) plan drobnej zemsty za występek Avery'ego. Nie myślał w pełni racjonalnie, gdy wręczał sprzedawcy należność i chował zakup do kieszeni, gdzie obijał się o feralną obrożę; nie myślał też racjonalnie, gdy znów się odwracał do zajętej sobą pary i z uroczym uśmiechem na ustach skłaniał lekko głowę, włączając się do rozmowy.
- Cóż, Samaelu, moja rezydencja z pewnością pełna jest niebanalnych dzieł, ale te najbardziej interesujące skrywam w zupełnie innym miejscu - widzisz, jednak nie kontrolujesz mojego życia w pełni. Jakie to uczucie, gdy nie wie się wszystkiego? Spojrzał na Laidan, układając w myślach odpowiednią treść swojego zaproszenia. Nie liczył na pozytywny odzew, jednak dobre wychowanie wymagało, by zaproponować pani Avery odwiedzenie swojej posiadłości. Bez ustalonego z góry terminu, ot luźne rzucenie propozycji. - Byłoby mi jednak niezmiernie miło gościć panią kiedyś w moich progach. Moja rodzina od zawsze interesowała się sztuką i posiadam kilka niewielkich eksponatów - w jego głosie brzmiała lekka nieśmiałość, jakby sugerował, że jego drobna kolekcja w żadnym wypadku nie może liczyć się na równi z dziełami wystawianymi przez samą Laidan. Powrócił do ignorowania Samaela, skupiając całą swoją uwagę na jego matce, nad którą wciąż roztaczał rozłożony parasol, zachowując się jak dobrze wychowany kamerdyner. Brakowało mu jedynie doskonale dopasowanego uniformu i zmęczonego wyrazu twarzy, jaki charakteryzował angielską mugolską służbę. Nie miał nic przeciwko roztaczaniu ochronnego płaszcza przed słońcem, który chroniłby kobiecą sylwetkę, ale stokroć bardziej wolałby to robić w towarzystwie kobiety (dziewczęcia?), z którym miał większą szansę na zawarcie bliższej znajomości. Dlatego bezceremonialnie wcisnął Avery'emu w dłoń parasolkę, odsuwając się na bezpieczne dwa kroki od buchającej zewsząd matczyno-synowskiej miłości.
- Niestety muszę się już pożegnać - ponownie skłonił głowę, tym razem uśmiechając się o wiele szczerzej, bo z wyraźną ulgą. - Samaelu, pani Avery - szybki obrót na pięcie i chwilę później zdążał z dala od swojego mentora, jakby w obawie, by do obroży nie dołożył pozłacanej smyczy i nie kazał mu wrócić na kolanach. Nie myślał o konsekwencjach swojej ucieczki, chociaż był pewien, że nie pozostanie ona bez echa.

|zt, świry


Powrót do góry Go down
Laidan Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1280-laidan-avery https://www.morsmordre.net/t1289-ludwig#9767 https://www.morsmordre.net/t1290-kobieta-w-czerwieni https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1532-laidan-avery
Zawód : mecenas i krytyk sztuki
Wiek : 48 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I wanna see this world, I wanna see it boil
I wanna burn the sky, I wanna burn the breeze
OPCM : 5
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   05.11.15 17:20

Nieświadomość toczonej między mężczyznami dwuznacznej rozgrywki mogłaby zepsuć Laidan humor, ale etap wrażliwej panienki miała już dawno za sobą. Doskonale pamiętała jednak słodko-gorzki smak tamtych nastoletnich dąsów, których głównym powodem był także mężczyzna jej życia. Wtedy w barczystej postaci Marcolfa, zbyt zaaferowanego rozmową z jakimś poważanym szlachcicem albo - co gorsza - z niepoważaną szlachcianką, zbyt dosłownie pojmującą znaczenie festiwalu miłości. Spacerowała przecież teraz po tych samych włościach, po których wiele lat temu poruszała się w towarzystwie ukochanego ojca, zachwycona jego zainteresowaniem i zirytowana ewentualnym rozproszeniem uwagi na kogokolwiek innego. Ten sam posmak subtelnej irytacji odczuwała także i w tej chwili, chociaż raczej w podświadomości. Nie odczuwała tak bolesnego dyskomfortu, skupiając się wyłącznie na czerpaniu przyjemności z bliskości Samaela, zarzucając jednocześnie na jego niegrzeczne zachowanie zasłonę matczynego miłosierdzia. Rozumiała jego potrzebę rozrywki, okazywaną od najmłodszych lat i widocznie niezniweczoną latami twardego wychowania: sama przecież w dalszym ciągu bawiła się marionetką Reagana, tracącą już niestety swój uroczy błysk. Mąż stawał się czasem niemalże lalką z koszmaru, wywołującą u Laidan ostry odruch wymiotny, ukrywany w perfekcyjny i jednocześnie schizofreniczny sposób. Przywykła jednak do tego wiecznego teatru, do przyzwoitości, okazywanej w towarzystwie, do ukrywania swych pragnień i sekretów. Dziwne, że w natłoku tylu emocji i wspomnień - fantomowy obraz uśmiechającego się wyniośle Marcolfa na sekundę znów przeciął iskrą bólu jej serce - potrafiła zachować się tak naturalnie. Zaśmiała się cicho, kiedy Samael objął ją w talii i poprowadził w króciutkim, improwizowanym tańcu. Na sekundę znów poczuła się jak młoda dziewczyna a nie jak stateczna matrona, której należy oddawać wyłącznie smętny szacunek - na policzkach Laidan wykwitły lekkie rumieńce a uśmiech stał się jeszcze naturalniejszy, nawet kiedy zwracała swą twarz w kierunku Colina, ignorując uprzednio niejasną dla niej sugestię.
- Myślę, że z przyjemnością odwiedzimy twoją posiadłość, Colinie - odparła równie kurtuazyjnie, unosząc kąciki równo umalowanych ust jeszcze wyżej, tak, jakby perspektywa zwiedzania dworku Fawleya stanowiła dla Laidan spełnienie najskrytszych marzeń. Zwłaszcza, jeśli miała oglądać owe eksponaty razem z Samaelem, z którym w końcu została względnie sama. Przez chwilę wpatrywała się w plecy odchodzącego mężczyzny, po czym powoli powróciła wzrokiem do twarzy Samaela, unosząc głowę, by móc spojrzeć mu prosto w oczy.
- Przyjaźnisz się z księgarzem? - spytała z wyraźnym zaakcentowaniem ostatniego słowa, unosząc lekko jasne brwi do góry, w typowym wyrazie zdziwienia pomieszanego z lekkim niedowierzaniem. Słodki, uprzejmy ton jej słów nie zniknął razem z towarzystwem osoby postronnej: przybrał tylko całkiem inny, intymniejszy posmak, kiedy znów wspierała się na ramieniu syna, wdychając pachnące kwiatami powietrze, przesycone nadmorską świeżością. - To ktoś ważny dla ciebie, Samaelu? Powinnam go kiedyś zaprosić do nas wraz z ewentualną narzeczoną? - spytała bardzo konkretnie, próbując ułożyć nowo poznanego Fawleya do skomplikowanej układanki powiązań szlachty i znajomych swojego pierworodnego. Nie ferowała wyroków, chociaż Colin wydał się jej zaledwie chłopcem, dziwnie łatwo ulegającym lekkiemu zawstydzeniu. Nie takiego przyjaciela najchętniej widziałaby przy boku Samaela, chociaż nie komentowała jego wyboru w żaden sposób, ciągle uśmiechając się lekko pomimo zmęczenia upałem.





when your smile is so wide and your heels are so high you can't cry

Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : 0
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Jarmark   05.11.15 21:44

On jeden spośród wszystkich tu obecnych był świadom gry toczącej się na gruntach niebezpiecznych, grząskich i niepewnych, gdzie niewłaściwy krok mógł okazać się zgubą ostateczną. Ciżba ludzi przemykająca dokoła stanowiła tylko tłu, drugoplanowe postacie barwiące płótno kolorami wypełniającymi ekspozycję, choć przecież główna uwaga oraz blask świateł skupiał się na ich (świętej?) trójcy. Oczywiście Avery wyniesiony został najwyżej, lecz matka krocząca po jego prawej stronie, jak i Colin promienieli niemal identycznym blaskiem. Zacienionym jednakowoż parującą z nich niewiedzą. Samael doskonale zdawał sobie sprawę, iż oboje zastanawiają się – przynajmniej przez tę konkretną chwilę – nad istotą owego przypadkowego spotkania i próbują dopasować rozmyte kontury, aby otrzymać wyostrzony obraz. Zapewne właśnie zmuszał Colina do ciężkiego umysłowego wysiłku, kiedy przy nim traktował swą matkę jak królową, czym obracał w perzynę swe wcześniejsze nauki. Nie wspominał mu przecież to tym ewenemencie, o cudownym wyjątku spośród niewieściej pospolitości. Lai skradła serce Samaela, a w zasadzie chciwie zagarnęła je dla siebie już w momencie narodzin, zasiewając w nim chłód oraz zdystansowanie, niby odłamek lodu, kolący niczym różany cierń. Snadź z tego powodu bywał tak obojętny i nieczuły, iż zapomniał wspomnieć matce o mężczyźnie, który pojawił się w jego życiu już trzy lata temu. Uporczywie dążąc do bliskości przez całe trzydzieści sześć miesięcy i nie pozwalając odrzucić się w kąt wraz z innymi popsutymi zabawkami. Godna podziwu determinacja przyniosła obfity plon: Avery mógł podziwiać tył głowy księgarza zbyt zawstydzonego, aby spojrzeć mu w oczy. Samael osiągnął swój cel, a zabawa kosztem Colina zaiste okazała się przednia, jak prognozował to jeszcze zanim przedsięwziął owe konkretne działania. Widowisko osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy Fawley zdecydował się na zaskakującą improwizację, zdobywając wszakże aprobatę Avery’ego. Uśmiechającego się pobłażliwie, gdy wszem i wobec demonstrował swoje ciche słabostki, których nijak nie mógł z niego wyplenić. Przynajmniej nareszcie spoglądał mu w twarz i nie pierzchał przed nim, zbyt strwożony przed kontaktem wzrokowym.
- Każdy ma swoje tajemnice – skwitował aksamitnym tonem, machinalnie gładząc Lai po ramieniu. Fawley jak nikt wiedział, iż są to wierutne bzdury – czyż nie dzielił się z nim nie tylko ciałem, ale i sekretami, brutalnie wydartymi z uśpionej podświadomości? Uwaga o pozłacanej smyczy była wszak nad wyraz celna i mężczyzna już wybiegał lotną myślą w przyszłość, przyjmując werbalne sygnały ledwie skinięciem głowy. Zacisnął palce na parasolce, prowadząc Lai w kierunku morza, kiedy nareszcie zostali sami. Znowu mogąc siłować się rozpalonymi spojrzeniami oraz w nieśmiałym dotyku przekazywać spektrum wymieszanych emocji. Od pożądania po tęsknotę, mimo fizycznego (niedostatecznego?) zbliżenia.
- Nie oceniaj Colina zbyt surowo, matko. Onieśmieliłaś go – rzekł cicho, mocniej ściskając jej ramię. Werdykt lady Avery oczywiście nie mógł zakazać (doprawdy) mu kontaktów z Fawley’em, niemniej jednak Samaelowi zależało na akceptacji przez Lai najściślejszej grupy jego przyjaciół. O których wszakże nie chciał rozmawiać, przemycając w odpowiedzi zawoalowany wyrafinowanie komplement. Wiedział, iż mile połechta ego swojej matki, zjednując jej odrobinę sylwetkę Colina i nie uciekając się przy tym do kłamstwa. Perfekcja Laidan każdego czyniła niepewnym, zaś jej dojrzała uroda oraz elegancja z pewnością zrobiły wrażenie na księgarzu, szczególnie podatnym na kobiece wdzięki. Którym Avery sam ulegał i to niejednokrotnie.






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Rosalie Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f113-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : 2
UROKI : 15
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Jarmark   06.11.15 11:39

Wysłuchałam go delikatnie kiwając głową. Skoro tak nalegał, nie mogłam wcisnąć mu tej chusty w dłoń i udawać, że nic się nie stało. Przyjaźń? Słowo to skwitowałam lekkim uśmiechem, przecież nasza przyjaźń właśnie ulegała końcu.
Oczywiście panie Carrow, mam nadzieję, że ominą nas te nieprzychylne wypowiedzi osób postronnych, w końcu nie zrobiliśmy nic, co nie byłoby zgodne z ogólno-przyjętymi zasadami – odpowiedziałam mu łagodnie, nawet posyłając mu delikatny uśmiech.
Starałam się jak najlepiej wykorzystać te chwile, ponieważ podejrzewałam, że pana Carrowa spotkam dopiero na jego własnym weselu, a wtedy nasze kontakty urwą się definitywnie. Póki co, nie chciałam o tym myśleć, a jedynie cieszyć się z wspólnego przebywania. Aczkolwiek doszliśmy do takiego momentu, gdzie przez zaistniałą sytuację, nie bardzo wiedziałam, o czym moglibyśmy rozmawiać. Złość jak na razie mi przechodziła i ustępowała zrozumieniu i logicznemu myśleniu. Myśleniu panny, w której głowie nie ma miejsca na zakazane miłości i narażania swojego dobrego imienia na krytykę i zniesławienie. Może nie dlatego, że nie chciałam, raczej bałam się, że zawiodę ojca i była we mnie pewnego rodzaju blokada, ściana, która wyhodował u mnie ojciec, od małego wpajając mi jak powinnam się zachowywać. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym postąpić inaczej. To było dla mnie tak bardzo nierealne.
Panie Carrow, chyba nie powinnam zajmować więcej panu czasu, na pewno śpieszy się pan do swojej narzeczonej i rodziny – stwierdziłam bardzo uprzejmym głosem. – Naprawdę dziękuje za chustę, będę o nią dbała jak najlepiej potrafię – zapewniłam go.
Skoro chusta była symbolem naszej przyjaźni, to ja tą przyjaźń, głęboko, głęboko w sercu będę niezwykle mocno pielęgnować.
Powinnam chyba grzecznie dygnąć, podziękować za rozmowę i jeszcze raz pogratulować zaręczyn, ale nie byłam sama w stanie przerwać tej rozmowy. Poczekałam, więc, aż to pan Carrow zrobi, zrzucając na jego barki ten, przynajmniej dla mnie, ciężar.




Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Powrót do góry Go down
Eileen Bartius
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde https://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 https://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 https://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 https://www.morsmordre.net/t3930-skrytka-bankowa-nr-429#74545 https://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
Zawód : gajowa w Hogwarcie
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna

your worst battle
is between what you know
and what you feel

OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 13
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/39
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Jarmark   06.11.15 15:53

Obracała w palcach małego cukierka, uśmiechając się na słowa Alana. Czas był bardzo kapryśnym przyjacielem. Raz bardzo go brakowało, innym razem okazywało się, że chował się po kieszeniach i nie było co z nim zrobić. Najbardziej doceniano go, gdy mówiono o nim w latach - dziesięć lat temu, pięć lat temu, czterdzieści lat temu... tak, wtedy mówiono o nim z szacunkiem i pewną dozą nostalgii. Ah, co się działo tę parę tam lat temu, ah, co to były za czasy... zostały po nich tylko te przyjemne, ogrzewające serce wspomnienia.
- Nie, błagam, tylko nie kapusta! Jeśli już masz nad czymś myśleć i ma dotyczyć koniecznie mojego drugiego ja, to niech to już będą marchewki! - powiedziała niemal od razu.
Spojrzała na niego, gdy zaczął jej opowiadać o Lyrze. Była świadoma tajemnicy lekarskiej, więc... czego od niego oczekiwała?
- Lubiła rysować? - uśmiechnęła się kątem ust. - Słabo pamiętam ją z Hogwartu... to znaczy, jej włosy bardzo rzucały się w oczy. Była raczej skryta, grzeczna... dobrze byłoby ją poznać bliżej. Nie tylko ją... całą trójkę.
Wzięła głęboki wdech. Doskonale wiedziała, że Alan ma rację. Co, jeśli zawiedzie się ich spotkaniem? Jeśli odrzucą ją z uwagi na wydziedziczenie ojca? Jakie były szanse na to, że wpadną sobie w ramiona szlochając ze wzruszenia? Znikome.
- Nie wiem, co zrobię, Alan - spojrzała na niego z tym samym, łagodnym uśmiechem, który zawsze jej towarzyszył. - Może ucieknę z płaczem, a może jednak zostanę i będziemy śmiać się z dawnych dziejów? Nie dowiem się, póki nie spróbuję. A jeśli jednak nie spróbuję, to do końca życia będę pluła sobie w twarz za to, że nie znalazłam tyle odwagi, by się z nimi spotkać i przyznać do czynów mojego ojca.
Wzruszyła lekko ramionami, jakby wszystko jej teraz było jedno. Wrzuciła sobie do ust kolejnego cukierka.




Ja nie przeczuwałam, tyś nie odgadł, że

Nasze serca świecą w mroku



Ostatnio zmieniony przez Eileen Wilde dnia 08.11.15 13:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Laidan Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1280-laidan-avery https://www.morsmordre.net/t1289-ludwig#9767 https://www.morsmordre.net/t1290-kobieta-w-czerwieni https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1532-laidan-avery
Zawód : mecenas i krytyk sztuki
Wiek : 48 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I wanna see this world, I wanna see it boil
I wanna burn the sky, I wanna burn the breeze
OPCM : 5
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   06.11.15 16:43

Laidan zbyt mocno ufała Samaelowi, by w jakikolwiek sposób podważać jego decyzje, niezależnie czy dotyczyły one spraw niezmiernie ważnych - tak jak wybór zawodowej ścieżki związanej z psychiatrią - czy też tych należących do kategorii mniej istotnych. Co nie oznaczało, że obojętnych: nic, co wiązane z ukochanym synem nie mogło spotkać się z ignorancją matki, śledzącej każdy ruch syna z całkowitą uwagą. Nigdy nie stworzyła dzieła piękniejszego od swego pierworodnego potomka. Nawet najwspanialszy obraz, sprzedany za małą fortunę i komplementowany przez uznanych twórców nie mógł równać się z barczystą sylwetką Samaela, z jego niskim tonem głosu, z roziskrzonym spojrzeniem granatowych oczu, wpatrzonych w nią z bezbrzeżnym oddaniem. Nie wyczuwała w tym wzroku żadnego fałszu, żadnej niebezpiecznej nuty, nawet nie próbując dopatrzeć się drugiego dna w przyjacielskiej relacji z podrzędnym księgarzem. O poważanym nazwisku i przystojnej buzi, być może, ale niewyróżniającym się niczym specjalnym z całego szlacheckiego towarzystwa. Wyłącznie uwaga Samaela, skupiona na Colinie, czyniła go czymś wyjątkowym także i w oczach Laidan. Mimo wszystko postanowiła traktować nowego znajomego rodziny z odpowiednio wyuczonym dystansem, w duchu zdecydowanie woląc, by Samael prowadzał się z uroczym Abraxasem lub kimś jego pokroju.
- Nie krytykuję go, po prostu...nie opowiadałeś mi o nim nigdy wcześniej - odparła lekko, z tylko odrobinę zarysowanym wyrzutem w ciepłym tonie, zmiękczonym nieco subtelnym komplementem. Nie skomentowała tej miłosnej adoracji w żaden sposób, będąc prawdziwą damą, która przywykła do podobnych słów i traktowała je z uprzejmą obojętnością. Najchętniej słuchałaby tonu Samaela godzinami, podlewając wieloletnią megalomanię jego pochlebstwami, jednak rozbuchany narcyzm przycichł nieco z wiekiem, pozwalając Laidan na zachowanie zdrowego rozsądku. Inaczej całkowicie spalałaby się w słodkich słówkach pierworodnego, tracąc miano kobiety inteligentnej. Nie potrzebowała przecież zapewnień innych, by czuć się wyjątkowa, chociaż - rzecz jasna - podobne pochwały jej urody poprawiały humor, tym lepszy, im bardziej oddalali się od zaaferowanego zakupami tłumu. Już nikt nie zahaczał przypadkowo o jej letnią sukienkę i nikt nie wybuchał prymitywnym rechotem tuż obok jej ucha. W końcu mogła odetchnąć z ulgą, czując się pewnie, kiedy wspierała się na ramieniu syna, patrząc na niego roziskrzonym wzrokiem. Powinni zostać tu sami, ukryć się gdzieś przed tym całym zgiełkiem – bardzo chciała przesunąć ustami po jego wargach, sprawdzając, czy są słone od nadmorskiej bryzy czy też – jak zawsze – smakują po prostu Samaelem.Taka pieszczota pozostawała jednak poza granicami przyzwolenia, naciągając nieprzyjemnie nerwy Laidan. Nie okazywała jednak tego zniecierpliwienia w żaden sposób, starając się po prostu cieszyć z tej chwili przyzwoitego dotyku.





when your smile is so wide and your heels are so high you can't cry

Powrót do góry Go down
Mathilda Wroński
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t1619-mathilda-wronski https://www.morsmordre.net/t2026-sowa#30026 https://www.morsmordre.net/t1622-this-is-for-matilda#16765 https://www.morsmordre.net/t1698-mathilda-wronski#18244
Zawód : malarka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
Deszczowe wtorki, które przyjdą po niedzielach
Kropelka żalu, której winien jesteś ty
Nieprawda że tak miało być
Że warto w byle pustkę iść
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć
OPCM : 0
UROKI : 14
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Jarmark   06.11.15 22:59

- Moi rodzice bardzo się kochali - przyznajesz zadowolona, że możesz pochwalić się tym, że zostałaś poczęta z miłości, nie zaś obowiązku. Twoją twarz ozdobił uśmiech, twoje myśli zaś na różowo podświetlone, chciałabyś wynegocjować z nim wszystko, czy jednak dasz radę? - Po prostu przyjdź do pracowni, zobaczymy co da się zrobić.
Słuchasz wiadomości o poznanej kobiecie i niezwykle dziwi cię ta historia. - Zdenerwowałam się, mój drogi - wyjawiam mu, marszcząc czoło już zresztą dałam mu do zrozumienia, że nie podoba mi się taki przedmiotowy sposób potraktowania ludzi. - Nie znam ani jednego, ani drugiego, ale w życiu nie słyszałam, żeby wybierany jedynie ze względów powierzchownych jak wygląd - partner, był dobrą partią. Wybacz, ale to absurdalne, jak możesz sie na to godzić! - szperasz w torebeczce i wyciągasz papierosa czarodziejskiego, pocierasz końcówkę i ten zaczyna sie palić wydając słodkawy orientalny zapach.
- Och - przestajesz wypytywać się o sytuacje o której nie masz pojęcia. Nie wypada już ciągnąć tego tematu, kiwasz głową w ciszy, gotowa usłyszeć coś milszego, jak zaproszenie na plecenie wianków, zaś jedyne co słyszysz to bolesną strzałę, która cie znów zapali, byś spłonęła i stała się kupką zgliszcz.
- Może.. może jeżeli złapałbyś jej wianek w zabawie, potwierdziłbyś sobie wybór rodziców - pytasz skrępowana sytuacją w której wyobrażałaś sobie, że mógłby złapać dajmy na to Twój wianek i później przetańczyłby z Tobą całą noc. - Jesteś zaręczony? - ciche pytanie zawisło pomiędzy wami, unosisz spojrzenie zlęknione, ani trochę nie złaknione odpowiedzi. Przynajmniej, nie pozytywnej. Przykładasz dłoń do oka, opanowujesz się i masz znów siłę odwracać uwagę.
- Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie będzie grał na swojej pozycji? - uśmiechem znów sprawdzasz jego reakcje. Czy on cię słucha, czy jedynie przeżywa z tobą kolejne minuty, bo ty czasami zawieszasz się i nie słuchasz jego słów uważnie: dziś przyznaj sie, tak, przyznaj, że odpływałaś, wolałaś wyłączyć słuch, a skupić się na twarzy wyrażającej tak wiele. - Juzio ustąpił miejsca koledze, a swoich sił spróbuje jako obrońca. Ja sama nie znam się specjalnie na sporcie, ale wydaje mi sie, że to zupełnie inna pozycja, ciekawe czy mu przypasuje. W każdym razie, spotkamy się na trybunach - mówisz spokojnie, wzdychając przy każdym końcu zdania, jakby męczyły cię długie wypowiedzi, może nawet trochę tak jest. Wolisz wszak milczeć, słuchać wypowiedzi innych, wolisz patrzeć, działać. I starając się być dla tak wyjątkowej osoby szczególnie zaangażowana w rozmowę, naginasz wszystkie normy, mówisz, mówisz o wiele więcej, niż wiesz.




If there is a past, i have
forgotten it
Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jarmark   07.11.15 14:47

Ciżba, która falami rozlewała się po tej jakże uroczej wyspie, przyprawiała Amodeusa o zawroty głowy. Chociaż już kilka razy udało mu się uniknąć wszechobecnego tłumy, który napierał na niego z każdej, możliwej strony, to nie potrafił pozbyć się tego nieznośnego uczucia irytacji, towarzyszącemu takim okolicznością. Jego dusza introwertyka krzyczała z rozpaczy. Czuł się niepewnie, co źle wpływało na jego humor. Był rozdrażniony i najzwyczajniej w świecie, zmęczony. Coraz częściej żałował podjętej decyzji. Wolałby wrócić do domu, zawinąć się w koc oraz zająć jakąś nową, pasjonującą lekturą. A nie, przecież było lato, przeklęta pora roku, która powstała tylko i wyłącznie po to, żeby uprzykrzyć mu życie.
Uciążliwe warunki atmosferyczne, jak i to całe poruszenie, które wiązało się z festiwalem, phi, miłości, nie były jedynymi powodami, przez które Prince przechodził swój mały kryzys wewnętrzny. Spotkanie z Sørenem, chociaż można było uznać je za udane, nie rozwiązało jego wątpliwości, co do tego nowego stanu w jakim znalazła się ich wieloletnia przyjaźń. Wyjaśnienie paru kwestii nie sprawiło, że dziwne uczucie, które kotłowało się w jego klatce piersiowej, magicznie zniknęło.
Nie wiedząc, co powinien poradzić na ten nagły brak harmonii, którą budował tak staranie od wielu lat, postanowił, że skieruje swe myśli ku czemuś zgoła innemu. Niemalże zawodowemu. Tak, wybrał się na festiwalowy jarmark z powodów czysto praktycznych. Słyszał, że można tu natrafić na najprzeróżniejsze rzeczy i nie wszystkie dotyczyły błahej tematyki jaką jest zabawa czy wszechogarniająca miłość, wysławiana przez Prewettów. Oczywiście, nie spodziewał się cudów. Wątpił, żeby natrafił na coś, co jest w chociażby w najmniejszym stopniu nielegalne, a tym samym interesujące.
Zabierając pod pachę swój sceptycyzm, udał się ku plaży, gdzie wyłożone były prowizoryczne stragany czy też ławy, które uginały się od ogromu najprzeróżniejszych wyborów. Ucieszył się na widok zdecydowanie mniejszych tłumów, niż te znajdujące się w innych częściach wyspy. Było to jak najbardziej zrozumiałe i do przewidzenia. Duża ilość klientów potrafi zaszkodzić, lepiej przekonuje się jedną osobę, która przyszła, aby coś kupić, niż dziesięć, które jedynie podążają za ludźmi, by przekonać się, co znajduje się za rogiem.
Powoli przesuwał się wzdłuż linii wytyczonej przez porozstawiane towary. Oglądając wszystko, co dało się obejrzeć, wąchając to, co było do tego przeznaczone czy w końcu odpowiadając na zaczepki sprzedawców, którzy zachwalali swoje dobra. Na razie nic konkretnego nie przykuło jego uwagi, pełna gama eliksirów miłosnych, wiele bibelotów, które idealnie wpasują się w gusta młodych panienek czy dzieci. Ech, oby nie okazało się to stratą czasu.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Samael Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : 0
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

PisanieTemat: Re: Jarmark   07.11.15 15:14

Szacunek, jaki Avery żywił do swej matki podparty był solidnymi argumentami. Po pierwsze, wyłożone mu jeszcze w dzieciństwie przykazania, wyraźnie głosiły respekt wobec rodziców. Po drugie, nie istniała przecież inna kobieta obdarzona przymiotami w równym stopniu, co Laidan. Uroda oraz gracja schodziły na dalszy plan (choć ich również jej nie odmawiał, zakochując się w niej codziennie od nowa) – każda szlachcianka była hodowana przede wszystkim z myślą o zadbaniu o walory estetyczne. Niczym wystawowe pieski prezentowały swoje wdzięki. Lady Avery nie musiała tego robić, wyrastając ponad te głupiutkie kokietki elegancją, inteligencją oraz charyzmą, przyciągającą Samaela z magnetyczną siła. Nie było to dla niej tajemnicą – starał się okazywać jej na każdym kroku, ile dla niego znaczy. Nigdy nie oglądał się za innymi, ignorując nadto eksponowane nogi lub piersi niepoprawnych panien, w zamian za to wymieniając z matką pełne politowania, porozumiewawcze uśmiechy. Ona  nie musiała równie wulgarnie prezentować swych walorów, aby burzyć w nim krew. Wystarczyło dłuższe, powłóczyste, spragnione spojrzenie jej granatowych oczu, żeby Samael niecierpliwie oczekiwał na moment, kiedy realnie pozostaną sami.  Z daleka od jarmarcznego tłumu, zgiełku rozochoconego motłochu, a także z daleka od Colina, który fantomowo wciąż unosił się gdzieś między nimi, stanowiąc nieco niezręczny temat dyskusji.
-Nie było okazji – wyjaśnił enigmatycznie, bezbłędnie odczytując delikatną nutkę pretensji, jaką okraszone zostały słowa Lai – Posiada spore wpływy, szybko się wzbogacił. Ma zadatki na zakulisowego gracza – dodał, pragnąc uciąć wątek księgarza. Z obawy przed… zdradzeniem szczegółów, jakich jego matka jednak nie powinna usłyszeć?
Zdecydowanie wolałby ponownie poruszać się po stabilnym podłożu komplementów oraz czułości, dając się porwać aurze festiwalu miłości. Nieco kiczowatemu, jednakowoż otaczający ich krajobraz był przepiękny i gdyby nie ciżba ludzi spacerujących niedaleko, Avery zafundowałby Lai nowe, miłosne doświadczenia na łonie Natury. Wbrew chęciom, serwował matce jedynie (?) stanowczy dotyk, błąkający się po jej ciele, wadzący niekiedy przyzwoitości, lecz nad wyraz stonowany i ugrzeczniony. Tylko drapieżny uśmiech zdradzał, że podjął się niebezpiecznego wyzwania, gdy ostrożnie gładził dłoń Laidan i wpatrywał się w nią uwodzicielskim wzrokiem. Czerpiąc niebywałą przyjemność z tej drobnej prowokacji, bowiem doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż jego matka jest prawdziwą damą i że niewiele potrafi wyprowadzić ją z równowagi. On był do tego zdolny? Zamierzał się przekonać w sposób co prawda okropny i niezwykle złośliwy, jednakowoż równie podniecający. Zarówno dla niego, jak i dla niej, miał pewność. Miejsce publiczne oraz wścibskie spojrzenia niewiele wartych ludzi w obliczu prawdziwej miłości – syna do matki – podgrzewały atmosferę, gdy dłoń Samaela nieznacznie zsunęła się z pleców Lai, wędrując odrobinę niżej i zatrzymując się na ułamek sekundy – zbyt krótki, by ktokolwiek zdołał to zauważyć.

/zt dla Lai i Avery'ego






And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.


Ostatnio zmieniony przez Samael Avery dnia 11.11.15 15:05, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Deimos Carrow
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t842-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Jarmark   07.11.15 20:55

- Nie.. nie zrobiliśmy - czujnie przyglądając się jej usmiechowi, pragnie wyłapać w nim chociaż ślad po ironi, albo przynajmniej jakiś znak, że Rosalie nie mówi prawdy. Czy możliwe, by była na tyle dyskretna, by nie chwalić się na lewo i prawo, że panicz Carrow nie zachował się wobec niej zbyt szlachetnie? Czy możliwe, że tak wierna osoba była mu niezwykle bliską?Że straci ją w okamgnieniu, zaraz po ogłoszniu "was mężem i zoną..". Wszak nie da się zaprzeczyć, że Deimosowi należy się kara. A jednak najprawdopodobniej ujdzie mu na sucho całowanie niewinnych dziewcząt z innych bogatych rodów. Jak najbardziej, podobał mu się taki obrót sprawy. Kiwał głową i słuchał z zainteresowaniem jej słów. Już miałby się rozstawać? Toż to dopiero się odłączyli od jej ojca i Lady Rosier!
- Zanim jeszcze wrócę do rodziny, chciałem dokończyć zakupy, więc jeżeli masz ochotę... - wskazuje jej drogę prowadzącą znów w stronę kramów. Tam mogliby prowadzić mało zajmującą rozmowę, uśmiechać się do sprzedawców i wydawać swoje nie-zarobione pieniądze. Tam mogliby znów być przyjaciółmi. - Następnie odprowadzę cię do ojca
Czego ty właściwie chcesz od tej młodej damy, Deimosie?









She was the prettiest hell

I have ever been in

I didn’t mind burning at all.


Powrót do góry Go down
Helena McKinnon
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
http://morsmordre.forumpolish.com/t1186-helena-mckinnon http://morsmordre.forumpolish.com/t1210-kleopatra#8947 http://morsmordre.forumpolish.com/t1213-femme-fatale#8958 http://morsmordre.forumpolish.com/f146-west-country-dolina-godryka-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1211-helena-mckinnon#8951
Zawód : Obrońca harpii i felietonistka
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
But you'll come back each time you leave
'Cause, darling, I'm a nightmare dressed like a daydream
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 3
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Jarmark   08.11.15 18:17

Nawet nie poruszam się, gdy słyszę Twój głos. Stoję wyniosła i obojętna, choć uwierz mi na słowo, że po raz kolejny mam ochotę Cię spoliczkować. Po tym wszystkim, co powiedziałeś mi na wybrzeżu, wina Twoja osiągnęła apogeum, mogłabym robić to aż do końca świata. I za każdym razem byłoby mi wybaczone. A jednak wiem, że mój chłód będzie Ci gorszą karą. Że podświadomie pragniesz, by nasze oczy spotkały się po raz kolejny. Że domagasz się tego, by mój śmiech wzburzył Ci krew w żyłach. Nie, mój drogi. Wymknęłam Ci się pomiędzy palcami i nigdy już nie odzyskasz tego, co mogłeś mieć. Byłeś tak blisko, Glaucusie. Pozwoliłam Ci zajść dalej, niż innym, a Ty zniszczyłeś wszystko. Tego właśnie Ci nie wybaczę. Wzgardzenia.
- Najwyraźniej wielu rzeczy o mnie nie wiesz - odpowiadam, chowając czarne jagody. Nie muszę Ci tłumaczyć, po cóż mi afrodyzjak i w jakim celu zamierzam go użyć, oboje wiemy w końcu, że nie na Tobie. - Jeśli chcesz mi znowu popsuć humor, Travers, to ostrzegam, że Ci się to nie uda - dodaję patrząc na Ciebie wyniośle. Czy teraz, gdy alkohol nie otępia już Twoich zmysłów, mój czar wywiera na Tobie odpowiednie wrażenie. Czy gdy słyszysz słowa, wypadające z moich różanych warg, mieszają Ci w głowie niczym syreni śpiew?


Powrót do góry Go down
 

Jarmark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 19Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Jarmark - LOTERIA
» Jarmark - ŁAPANIE ŚWINIAKA
» Jarmark Walentynkowy - Budka z Całusami!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18