Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Łąka przy plaży
AutorWiadomość
Łąka przy plaży [odnośnik]30.10.15 14:26
First topic message reminder :

Łąka przy plaży

Kwiecista łąka nieopodal wybrzeża upstrzona jest wszelkiego rodzaju wielobarwną roślinnością; od polnych stokrotek oraz skromnych chabrów, przez dziką różę aż po bzy, latem to miejsce aż nadyma się od piękna natury. Między kwiatami lawirują pszczoły, trzmiele oraz motyle o wzorzystych skrzydłach. Trudno oprzeć się urokowi tego miejsca, dlatego też czarodzieje zatrzymali je dla siebie i obłożyli zaklęciem odstraszającym mugoli.  
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łąka przy plaży - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Łąka przy plaży [odnośnik]21.10.21 21:10
Macmillan w swoim zachowaniu zazwyczaj była dosyć bezpośrednia. Nie można było o niej powiedzieć, że boi się bliskości innych osób, nie miała nic przeciwko temu, aby pozwolić sobie na odstępstwa od zasad, jakie panowały wśród szlachty. Mogła się dzięki temu wydawać nieco bardziej ludzka, nie do końca bowiem potrafiła zgrywać niedostępną i wyniosłą damę. Spory wpływ na to na pewno miało towarzystwo w jakim się obracała, spora część jej przyjaciół miała niewiele wspólnego ze szlachtą. Nie dostrzegła nawet zakłopotania jakie wywołała w Leonie, zresztą nie spodziewała się, że mogłaby je spowodować, w końcu nie o to jej chodziło. Może, gdyby znajdowała się tutaj z inną osobą bardziej uważałaby na to, co robi, Longbottom jednak wydawał się być jedną z tych nielicznych osób wśród szlachty, przy których mogła pozostać sobą. Miał w sobie coś takiego, że nie czuła, że musi grać i udawać. Okaże się, czy nie było to mylne wrażenie.
Do kolejnego miejsca teleportowała się przed swoim towarzyszem, cóż nie spodziewała się, że będzie inaczej, w końcu nie miał szans.. nie to, żeby oszukiwała. Zaklęcie, które próbowała rzucić zdecydowanie jej nie wyszło, na całe szczęście jednak nie było obok nikogo, kto mógłby zauważyć jej niedyspozycję. Nie chciała się zbłaźnić, nie przed Leonem, chociaż sama nie wiedziała właściwie dlaczego, miała zamiar pokazać swoje umiejętności z jak najlepszej strony.
Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk teleportacji.. uśmiechnęła się widząc mężczyznę tuż obok. - Wygrałam..- rzekła, gdy tylko się pojawił. - Chociaż jeszcze nie wiem co.- obserwowała go, kiedy rzucał zaklęcie. Jak widać, jemu szło dzisiaj znacznie lepiej. - Skąd wiesz, że psuć, idzie Ci tak wyśmienicie, że może tylko byś je polepszył..- nie przyznawała się do swojego niepowodzenia, które odniosła chwilę wcześniej, bez sensu się tak kompromitować. - Tak, zdecydowanie to powinno być to miejsce, chodźmy.- rzekła po czym ruszyła w stronę, którą jej pokazał. - Zobaczymy, czy tutaj również uda nam się ich zaczarować, chociaż w takim towarzystwie.. nie widzę innej możliwości.- humor zdecydowanie jej dopisywał, może zbytnio nie powinien, jednak nawet w najgorszej sytuacji trzeba było szukać pozytywów, przynajmniej ona miała takie podejście.
Nie dało się nie usłyszeć rozmowy, którą prowadzili miejscowi. - Z tymi może pójść trochę trudniej.. pomyślała, kiedy zbliżyli się na tyle, aby usłyszeć o czym rozmawiają. Nie musieli zbyt długo czekać, aby wzrok tłumu skierował się w ich stronę. Dostrzegła ich kobieta, która poprosiła, żeby się tutaj pojawili. Prudence na moment zamarła, nie zdążyła się bowiem nawet przygotować na to, że to już ten moment, w którym muszą stawić czoła tej grupie. Na całe szczęście tym razem to Leon zaczął mówić. Przystanęła więc obok niego, może nawet nieco zbyt blisko, jednak ta bliskość powodowała, że czuła się bezpieczniej wśród tych wszystkich obcych osób, które mieli do siebie przekonać. Słuchała uważnie tego, co miał do powiedzenia. Uśmiechnęła się nawet pod nosem słysząc, o czym mówił. Spojrzała na tłum, który uważnie przyglądał się im, obserwował ich każdy ruch, analizował każe wypowiedziane przez Leona słowo. Prudence wierzyła w te słowa, miejscowi powinni czuć to samo, co ona. Miała chęć sama ruszyć i walczyć, nie czekać na dzień, przegrupować się i znaleźć wrogów. Wiedziała jednak, że nie może sobie na to pozwolić. Głos Longbottoma był silny, roznosił się echem po okolicy, gdy mówił nikt nawet nie szepnął słowa. Widać było, że chcą go słuchać.
- Ja tylko od siebie przekażę, abyście pamiętali, że nie jesteście sami. Takich jak wy, jak my jest wielu. Nie wszyscy potrafili się postawić reżimowi, my już dawno zrobiliśmy ten pierwszy krok. Musimy teraz tylko trzymać się tej decyzji, razem. Najważniejsze to nie dać się podzielić, nie możemy wątpić choć przez chwilę, bo wróg może to wykorzystać. Nie powinniśmy pozwalać sobie na moment zawahania, może nie brzmi to dobrze, jednak wróg, jak widać korzysta z każdej okazji. Przychodzi w nocy, kiedy najłatwiej nas skrzywdzić. Zorganizujcie patrole, wymieniajcie się, zaangażujcie kobiety, bo w czasach jak te, wszystkie różdżki są potrzebne. Jeśli tylko czegoś potrzebujecie, to nie krępujcie się prosić o pomoc, od tego jesteśmy z lordem Longbottomem, aby Was wysłuchać i spełniać Wasze prośby, o ile tylko będziemy w stanie.- spojrzała w stronę osób, które były najbliżej, jej oczy błyszczały, widać w nich było emocje, które teraz nią kierowały.
-[u] Co jeśli nie zdążymy uciec, jeśli wybiją nas wszystkich, zaskoczą, sami sobie nie poradzimy![/b]- krzyknął jeden ze starszych mężczyzn, który stał gdzieś z tyłu tłumu. - Przygotowaliśmy świstokliki, dzięki którym jeśli tylko się wydarzy coś niepokojącego, będziecie mogli szybko stąd uciec. Najważniejsze jest to, aby wyznaczyć patrole, które będą obserwować okolicę.



I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Łąka przy plaży - Page 18 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]23.10.21 16:26
- No i mówiłem ci to nie chciałeś słuchać, Havelock. Wiedziałem, że tak będzie! Uciekaj teraz, dawaj. Nie potrzebujemy tu tchórzów. – jeden z kłócących się wcześniej mężczyzn przerwał ciszę, która na krótko zapadła po słowach Lady Macmillan, jakby ucieszony, że przybycie przedstawicieli szlachty stanowiło podparcie dla jego argumentów.
- Co wiedziałeś! – drugi rozjuszył się, przyparty do muru – Gówno wiedziałeś! Chciałeś tam iść na śmierć, wziąć naszych ludzi i ruszyć ślepo do ataku! Ja bym przynajmniej przeżył!
- Ciekawe jak długo, łamago! – pierwszy nadal prowokował, czego tamten nie wytrzymał i rzucił się w jego stronę z pięściami.
- Przestańcie już, no! – wkroczyła między nich znana Leonowi i Prudence kobieta, próbując ich powstrzymać.
- Ty się babo nie mieszaj!
- Taki z ciebie wojownik, że cię baba musi bronić, co?
- Dosyć!!! – głos rozniósł się po okolicy, uderzając w uszy obecnych w Eype, jak grom uderza w samotne na polu drzewo; to zagrzmiał Leon, który nie mogąc znieść nasilającej się na powrót kłótni, w międzyczasie rzucił udane zaklęcie Sonorus. Zrozumiał, iż nie obejdzie się bez mocniejszego zarysowania swojej pozycji – Przybyliśmy tu by zaoferować swoją pomoc! Żeby dostarczyć wam informacji, dzięki którym możecie spać spokojnie, a także przygotować się na ewentualne zagrożenia! Należy się nam szacunek. Nie ze względu na nasz status, rodowód czy czystość krwi. Ale dlatego, że wyciągamy do was pomocną dłoń. Że traktujemy was, jak ludzi równych nam samym, czego nie można powiedzieć o tych sygnujących swoje działania znakiem, jaki pojawił się dziś nad Sommerset. Traktujemy was z szacunkiem. I ja tego szacunku oczekuję w zamian. Wasze kłótnie jedynie pogłębiają problem, który staramy się rozwiązać. Stanowisko, które reprezentujemy podważa obie strony waszego konfliktu. Informujemy was nie po to, by przestraszyć i zasiać panikę. Nawołujemy nie do brawury, ale do współpracy i przemyślanego działania. Tylko będąc w zgodzie, pojednani, mamy szanse z ciemiężycielem. Dlatego przerwijcie tę nieistotną, szkodliwą potyczkę i zacznijcie pomagać swoim ludziom. Tym, którzy teraz obserwują to, jak kompromitujecie się przed sobą nawzajem. Apeluję o przyzwoitość, o skupienie, o powagę, o zrozumienie i wreszcie o zgodę. Mieszkańcy Eype potrzebują waszej pomocy, nie potrzebują za to niepotrzebnych ofiar trywialnej sprzeczki. Opamiętajcie się i zwróćcie do swoich bliskich.
Jego postawa była dumna, stanowcza. Wbijał wzrok w trójkę znajdujących się właśnie w centrum, pomiędzy tłumem ludzi a odwiedzającymi wieś czarodziejami. Oddychał głęboko, nie dyszał, choć to wystąpienie nie było dla niego proste. Wrzał wewnątrz, ale - może dzięki obecności i wsparciu, jakie dawała mu tej nocy Lady Macmillan - udało mu się zachować poważną, spokojną prezencję.

EM = 45 – 1(Sonorus) = 44
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]23.10.21 22:39
Prudence skończyła mówić. Zauważyła, że mężczyźni nadal byli niespokojni. Spojrzała na Leona nieco przestraszona, jakby szukała pomocy, najwyraźniej jej słowa nie zadziałały na nich zbyt dobrze. Miała do siebie żal, może jednak nie powinna była się odzywać, przecież nie chodziło jej o to, aby jeszcze bardziej ich skłócić. Nie miała pojęcia, jak załagodzić sytuację.
Na całe szczęście nie była tutaj sama. Pewnie by uciekła, albo po prostu zamilkła i się więcej nie odezwała. Nawet nie zauważyła kiedy Leon rzucił na siebie zaklęcie. Była zbytnio zaaferowana awanturą, która odbywała się na ich oczach. Miała świadomość, że każdy inaczej reaguje na strach, próbowała zrozumieć każdą ze stron, nie potrafiła jednak jak się okazało przemówić im do rozsądku. Longbottom jednak się nie wahał. Jego głos, tym razem jeszcze spotęgowany zaklęciem rozchodził się po miasteczku. Kiedy usłyszała Dosyć aż drgnęła niepewnie, nie spodziewała się tego zupełnie. Spoglądała na mężczyznę uważnie, robił na niej coraz większe wrażenie. Widać po nim było, że wie co robi, przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Jego przemowa ją podbudowała, liczyła na to, że te słowa dotrą do zwaśnionych mężczyzn. Gdy skończył, postanowiła kontynuować.
- Nie czas teraz na niesnaski. Nie możemy sobie pozwolić na takie zachowanie. Współpraca jest najważniejsza. Wróg jest silny, posiada większe siły, my również musimy pozostać niezachwiani, nieugięci, niezłomni. Wiem, że nie jest to proste. Szczególnie, gdy mają przewagę, sama miewam chwile zwątpienia, jednak gdy dociera do mnie, do czego nieprzyjaciel jest zdolny bardzo szybko przestaję mieć wątpliwości na temat tego, czy to co robimy ma sens. Musimy się stawiać, musimy walczyć o takich jak my, o tych, którzy nie są sobie w stanie poradzić, o słabszych. Bez względu na wszystko, teraz nie jest istotne, jaka krew płynie w naszych żyłach, z jakiej klasy społecznej pochodzimy. Ważne jest to, że mamy jedno stanowisko w tej sprawie, musimy więc współpracować. Kiedy pojawią się chwile zwątpienia, zaczniecie się zastanawiać, czy warto, pomyślcie o tych wszystkich niewinnych, którzy już ucierpieli. Musimy ich pomścić, musimy ocalić jak najwięcej osób. Nikt nie mówi o atakowaniu agresorów, wszak byłoby to nieprzemyślane, jeśli jednak oni zaczną - nie bójcie się odpowiedzieć tym samym.- nie chciała nikogo prosić o nieracjonalne zachowanie, przynajmniej jak na razie, jednak siebie musieli bronić, nie było innej możliwości.
Poszukała wzrokiem mężczyzn, którzy jeszcze przed chwilą nie zamierzali się kłócić. Teraz jakby nieco się uspokoili, przycichli może te słowa, które wypowiadała ona i Leon faktycznie miały sens. Sama zaczynała w to wierzyć. Zrobiło jej się gorąco, na policzkach pojawiły się rumieńce, widać było, że przeżywa to, co się tutaj działo, pomimo tego, że był to środek nocy wewnątrz niej kłębił się nadmiar energii. - Przyjdziemy do Was jutro z ciepłym posiłkiem, gdybyście mieli jeszcze jakieś wątpliwości, to mówcie, może do jutra coś się pojawi..- rozglądała się po tłumie, żeby rozjaśnić ewentualne zastrzeżenia.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Łąka przy plaży - Page 18 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]26.10.21 23:50
Wydawało się, że usilne starania grupy dyplomatycznej w Eype przyniosły wymarzony efekt, na ostatnie zdanie Prudence nie odpowiedział już bowiem żaden głos, a przynajmniej żaden z wektorem na tę dwójkę. Podobnie jak w poprzednim miasteczku, ludzie zaczęli zajmować się sobą i powoli rozchodzić, jakby uznając, że wszystko co najważniejsze zostało już powiedziane, ustalone. Leon wyłapał jeszcze tylko dziękczynne spojrzenie i ukłon kobiety na środku placu, która zaraz potem szturchnęła obu mężczyzn w ramiona, by podeszli bliżej. Wyciągnęła coś z kieszeni – zapewne magiczny przyrząd, jaki udało jej się otrzymać wcześniej od Lady Macmillan – i z zapałem zaczęła im coś objaśniać.
- To by chyba było na tyle... – chłopak skwitował cicho, tylko dla uszu towarzyszki – Możemy się zbierać.
Nie przetrawił jeszcze całkowicie emocji powstałych w nim na skutek płomiennego przemówienia, w nerwach więc uśmiechnął się sam do siebie i z tym niekontrolowanym uśmiechem zbadał wzrokiem czy nikt więcej nie potrzebuje ich pomocy, a potem zwrócił się w stronę dziewczyny i zupełnie nieświadomie spojrzał prosto w jej oczy. Zatrzymał się w nich na chwilę, szarych szarością gęstą jak mgła. Bystrych, ostrych jak zimna stal, głębokich jak wzburzone morze. I w końcu zimny podmuch wiatru, orzeźwiająca fala zalewająca jego lica, ocknęła go z kilkusekundowej wycieczki za granice rzeczywistości. Zorientował się, że stoi jak ten bałwan. Zamrugał dwa razy, dorzucił: ”No... To--” – i skinął głową w stronę, z której przyszli, zapraszając do wspólnego opuszczenia wioski, żeby móc się w spokoju przenieść z powrotem i zakończyć misję.
W drodze powrotnej zapomniał się zapytać o magiczne pluskwy, małe radyjka, jakie obiecał sobie załatwić. Głowę jego zaprzątały różne myśli, niesprecyzowane, bezkształtne, kłębiące się przeraźliwie, uparcie niespokojne. Wędrowały po całym ciele, a najchętniej odprawiały tańce we wnętrzu brzucha. Czyżby stres? Dziwne, przecież już wykonali swoje zadanie. Cokolwiek to było, nie pozwoliło mu tej nocy spokojnie spać.
Nie przeszkodziło mu za to pojawić się następnego dnia, jak obiecał, z dużym garem gorącego, pysznego rosołu autorstwa domowego skrzata Pestki. Razem z Prudence odwiedzili mieściny, do których zawitali w nocy. I kiedy już podzielili ciepły posiłek w akompaniamencie kromki chleba i kubka herbaty pomiędzy głodnych i potrzebujących, mogli uznać sprawę za zakończoną.
Lecz miast radości z dobrze wykonanej roboty, Leona pożerać zaczęło irytujące uczucie pustki...


zaopatrzenie: cebula, czosnek, kura, marchew, pietruszka, seler, przyprawy, chleb razowy (2 bochenki), herbata czarna (90g)

zt
Leon Longbottom
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Don't be sorry, if you know that I'm lonely
I don't feel like you know me well enough to understand
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5898-leon-longbottom https://www.morsmordre.net/t5997-merkury https://www.morsmordre.net/t10635-leos https://www.morsmordre.net/f411-northumberland-blyth-dwor-longbottomow https://www.morsmordre.net/t6000-skrytka-bankowa-nr-1477 https://www.morsmordre.net/t5999-leon-longbottom
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]27.10.21 10:06
Odetchnęła z ulgą, widząc, że kiedy skończyli mówić już nikt więcej nie miał wątpliwości. Ponownie im się udało. Czyli tamto wcześniej to nie był przypadek, faktycznie mieli coś w sobie, a przynajmniej inni wierzyli w ich zapewnienia. Ludzie zgromadzeni w tym miejscu zaczęli zajmować się sobą, ich obecność była już tutaj niepotrzebna. Zrealizowali swoje zadanie. Była dumna z tego, że wszystko poszło, tak jak przewidywali, może z wątpliwościami, jednak poradzili siebie z nimi bez większych problemów. Współpraca z Leonem była przyjemna, miała wrażenie, że idealnie się dopełniają, pomimo tego, że w zasadzie dawno się nie widzieli. W między czasie najwyraźniej dorośli, bo byli w stanie spełnić szlacheckie obowiązki.
- Tak, nie potrzebują nas więcej. - szepnęła do Leona. - Nic tu po nas, chyba zrobiliśmy już wszystko, co mogliśmy. - humor jej dopisywał, pomimo tego, że była już zmęczona. W końcu niemal całą noc spędzili na rozmowach z mieszkańcami Dorset.
Adrenalina wypełniała jej żyły, pomimo zmęczenia była pobudzona. Mogłaby do samego rana chodzić od miasteczka do miasteczka i rozmawiać z ludźmi, szczególnie w towarzystwie Longbottom, który okazał się być idealnym towarzyszem do takiego zadania. Dostrzegła spojrzenie mężczyzny, który był tu z nią dzisiaj. Przyglądał się jej jakby nieco zbyt długo, czy miała coś na twarzy? Może to przez te zęby, dawno powinna zrobić z nimi porządek. Nie uciekła spojrzeniem, chociaż chętnie by to zrobiła, gdyż nieco się speszyła, pomyślała, że coś z nią jest nie tak, kąciki ust drgneły jej w nerwowym uśmiechu. - Tak, możemy wracać. - powiedziała łagodnie i skierowała się w stronę z której przyszli.
Dzisiejsza noc przyniosła jej wiele niespodzianek. Nie spodziewała się, że spotka tutaj dawno niewidzianego znajomego, zaskoczył ją tym, jak się zmienił na przestrzeni tych kilka lat. Właściwie to uświadomiło ją nieco o tym, jak czas szybko upływa, jeszcze chwilę temu byli dziećmi, teraz godnie reprezentowali swoje rody. Wojna tego od nich wymagała. Pożegnała się jeszcze z Leonem i umówiła na spotkanie następnego poranka.
Nie zmrużyła tej nocy ani chwili, rozmyślała nad tym wszystkim, co ją spotkało. Różne emocje kłębiły się w jej ciele, czuła dziwną ekscytację.
Następnego poranka stawiła się o umówionej porze, aby w tym samym towarzystwie ponownie odwiedzić miasteczka. - Całą noc chyba gotowałeś ten rosół.. - rzekła, kiedy zobaczyła mężczyznę. Porozmawiali jeszcze z okolicznymi mieszkańcami, podzielili się rosołem, aby później wrócić do swoich dworków.

// zt


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Łąka przy plaży - Page 18 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]20.01.22 16:37
data do ustalenia

Naciągnęła czapkę głębiej na uszy, przechadzając się między grupką mugoli wciąż niepewnie kulącą się w ustawionym nieopodal namiocie i obserwowała wraz z nimi postęp prac, które - musiała przyznać - posuwały się naprawdę błyskawicznie. W przeciągu ostatniego miesiąca zdążyła już niejednokrotnie się przekonać, że zarówno sojusznicy Zakonu, jak i zwykli ludzie o dobrych sercach, potrafili bardzo szybko się zorganizować, aby udzielić pomocy tym najbardziej potrzebującym. Tak było i dzisiaj - wieści o grupie mugoli uciekających przed czystką w Dorset bardzo szybko dotarły do zajazdu. Ciotka Cynthia najprawdopodobniej już przygotowywała dla tych nieszczęśników najistotniejszy wikt, a sama Henrietta teleportowała się w okolice wskazane przez lorda Prewetta, aby przygotować się do powierzonej jej tego dnia misji.
Czekając na swoją kolej, starała się nieco uspokoić spłoszonych całą sytuacją mugoli. Nie dziwił jej ich niepokój i smutek wyraźnie malujący się pod ich powiekami, część z nich straciła w końcu cały swój dobytek, pozostawiając go na pastwę losu, gdy zmuszeni byli uciekać przed czystkami organizowanymi na terenach znajdującymi się pod wpływami Rycerzy. Mimowolnie ze złości zaciskała w pięści dłonie schowane w głębokich kieszeniach płaszcza, wysłuchując ich historii i starając się pogodnym tonem prowadzonych rozmów dodać im nieco otuchy, korzystając z doświadczeń wyniesionych z pracy amnezjatora. Wielokrotnie zdarzało jej się już znaleźć w podobnej sytuacji, wiedział więc, że nie mogła sobie pozwolić na zbyt wyraziste okazanie gotujących się w jej wnętrzu emocji, musiała zachować spokój, równocześnie pozwalając im na upust własnych bolączek.
Gdy budowa zaczęła dobiegać końca podniosła się z miejsca, obdarzając ostatnim uśmiechem mężczyznę, z którym od paru minut prowadziła rozmowę i ruszyła w stronę budynku, który wyrósł nieopodal w ciągu zaledwie kilku godzin. Mierzyła budowlę uważnym wzrokiem, zastanawiając się o tym, które z zabezpieczeń, które była w stanie nałożyć przydadzą się w tej sytuacji. Miała przed sobą tak naprawdę bardzo szeroki wachlarz możliwości, zamierzała uciec się do swoich umiejętności związanych z transmutacją, aby jak najlepiej ukryć wybudowane schronienie przed niepowołanym okiem.
Zbliżyła się do mężczyzny, którego ktoś wcześniej wskazał jej mówiąc, że to właśnie z nim będzie się miała dzisiaj podjąć założenia zabezpieczeń na nowo powstały budynek. Uśmiechnęła się do niego kącikiem ust.
- Dzień dobry! Miło mi pana poznać. Etta - przedstawiła się, spoglądając na niego uważnie i wyciągając w jego stronę rękę. - Chyba możemy zaczynać? - zapytała prosto z mostu, wyciągając różdżkę i czekając na znak mężczyzny, że rzeczywiście był gotowy.


I’ll just keep playing back
These fragments of time Everywhere I go, These moments will shine Familiar faces I’ve never seen Living the gold and the silver dream
Henrietta Bartius
Zawód : amnezjatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4/39
SPRAWNOŚĆ : 7/12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10582-henrietta-bartius https://www.morsmordre.net/t10642-racuch https://www.morsmordre.net/t10639-etta https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10697-skrytka-nr-2335 https://www.morsmordre.net/t10641-h-bartius
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]20.01.22 16:38
| 5 lutego

W zadumie obserwowała wzniesiony z myślą o uchodźcach budynek, przelotnie drżąc za sprawą silniejszego, wdzierającego się pod poły płaszcza wiatru. Czy miejsca miało wystarczyć dla wszystkich, którzy wciąż napływali do kuszącego obietnicą względnego bezpieczeństwa Dorset...? Nie, na pewno nie – powtarzała sobie jednak, że robią, co tylko mogą, by odpowiednio szybko reagować na bieżące potrzeby, nieść pomoc jak największej liczbie szukających schronienia ofiar panoszącej się po Wyspach wojny. Nie powinni przy tym wybiegać myślami w zbyt odległą przyszłość, jeśli nie chcieli zaniedbać tu i teraz albo też bezustannie pluć sobie w brodę, że coraz zuchwalszy przeciwnik znów pokrzyżował im plany; surowa, sroga zima tylko dokładała kolejnych zmartwień, które osiadały na zgarbionych ramionach dodatkowym ciężarem. A ona wciąż nie nauczyła się okazywać sobie należnej wyrozumiałości, zadręczała wyrzutami sumienia, że przecież powinna robić więcej, jeszcze więcej – dlatego właśnie od razu zaoferowała swą różdżkę, gdy tylko usłyszała o konieczności zabezpieczenia terenu obozowiska, choć nie pamiętała już, kiedy ostatnio naprawdę wypoczęła.
Na zaśnieżone wzgórze przybyła pod nieswoją twarzą, przed opuszczeniem odległego Theach Fáel poświęcając dobre pół godziny na przyjęcie aparycji wymyślonego naprędce mężczyzny. Nie wiedziała, na kogo natknie się w trakcie tej wizyty, z kim dokładnie przyjdzie jej współpracować, zaś rozsądek nakazywał zachować ostrożność – zwłaszcza względem osób, z którymi nie miała wcześniej do czynienia i nie zdążyły jeszcze zasłużyć sobie w oczach strażniczki na zaufanie. Przez jakiś czas krążyła wokół namiotów, górującego nad nimi schroniska, uważnie zapoznając się z ukształtowaniem terenu; musieli ustalić jego słabe punkty, ocenić okolicę pod kątem leżących w zasięgu ich umiejętności pułapek. Czy Zawierucha byłaby dobrym pomysłem? Próbowała wyobrazić sobie, w jaki sposób niemagiczni mogli zareagować na objawiającą się nagle iluzję średniowiecznej bitwy, ścierających się ze sobą sił Merlina i Morgany... W odpowiedzi zmarszczyła tylko brwi, sama do siebie. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero dobiegający gdzieś z lewej głos – kobiecy, brzmiący zastanawiająco znajomo. – Dzień dobry – odpowiedziała automatycznie, choć nie wiedziała, czy tak naprawdę mogła zakwalifikować go do kategorii tych dobrych. Wpierw odwróciła ku niej jedynie głowę, dopiero po chwili całą sylwetkę; szczupłą, obleczoną w odziedziczony po zmarłym bracie płaszcz. – Przyjemność po mojej stronie. Gerwyn. – Zamknęła dłoń Henrietty w krótkim, zdecydowanym uścisku, przyjmując na odmienione lico wystudiowaną maskę opanowania, składając usta w uprzejmym uśmiechu – choć przecież im dłużej na nią patrzyła, tym wyraźniejszy stawał się ten dziwny, powodowany zaskoczeniem uścisk w żołądku. Bartius. Kiedy ostatnio zamieniła z nią choćby kilka słów? W przelocie, na ministerialnych korytarzach, jeszcze przed rozłamem...? Nie pamiętała. Na pewno jednak dobrze było widzieć ją całą i zdrową. – Tak... Tak, możemy zaczynać, oczywiście. Pytanie tylko brzmi, na czym dokładnie chcemy się skupić, Etto. – To powinno ułatwić dalszą komunikację, przejście na ty, skrócenie dystansu – zwłaszcza dla niej, skoro wiedziała już, z kim ma do czynienia. – Zapoznawałaś się z terenem obozu, prawda? Myślałaś już nad zabezpieczeniami, które mogłabyś nałożyć? – Poprawiła, a raczej poprawił, sploty okręconego wokół szyi szalika, badając twarz rozmówczyni uważnym spojrzeniem; była blada, pewnie też trochę chudsza niż kiedyś, lecz – czy powinna się temu dziwić? – Z bardziej skomplikowanych pułapek od siebie mogę zaproponować Błyskotka, mógłby powstrzymać intruzów próbujących wedrzeć się do budynku, oraz Zawieruchę... Nie wiem tylko, czy to dobry pomysł, gdyby została uruchomiona przez przypadek... Cóż... Z drugiej strony – każde uruchomione przypadkiem zabezpieczenie będzie stanowić problem, pozostaje więc mieć nadzieję, że do tego nie dojdzie. [bylobrzydkobedzieladnie]


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.


Ostatnio zmieniony przez Maeve Clearwater dnia 03.03.22 19:32, w całości zmieniany 1 raz
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]20.01.22 16:40
Teren był zaskakująco rozległy, a budynek, który w pierwszej chwili przypominał raczej drewnianą szopę, zaczął przybierać coraz wyraźniejszych kształtów upodabniając się bardziej do średniej wielkości domu niż prostego baraku naprędce zbitego z drewna dostarczonego z okolic dawnych trybun. Henrietta dostrzegła w przelocie Richarda Moore’a, rumieniąc się mimowolnie na wspomnienie styczniowego wieczoru, który skończył się w sposób zupełnie nieprzewidywalny, gdy odurzona do dzisiaj nieznanym sobie eliksirem niepostrzeżenie wylądowała w jego łóżku, nieświadomie odbierając mu miejsce codziennego odpoczynku. Szybko jednak odgoniła od siebie ten powodujący ciarki zażenowania obraz, aby skupić się na zadaniu, które ją tutaj przywiodło. Z tego, co zdążyła się zorientować dom składał się z kilku oddzielnych pomieszczeń, chciała więc skupić się zarówno na okolicy okalającej budowle jak i jej wnętrzu, upewniając się w ten sposób, że gdyby intruzowi udało się przedrzeć przez pierwsze zabezpieczenia, to przekroczenie samego progu wcale nie będzie takie łatwe.
Odwzajemniła uśmiech mężczyzny, mogąc teraz uważniej przyjrzeć się jego twarzy, gdy zwrócił się ku Henrietcie. Uścisk dłoni był nie pozbawiony krzepkości, odwzajemniła się więc równie silnym gestem, zupełnie nie podejrzewając, że oto stoi przed nią Maewe. Ich egzystencje splotły się ze sobą wielokrotnie, nawet jeśli pozornie powierzchownie, lata mijania się najpierw na szkolnych, potem na ministerialnych korytarzach, niosły ze sobą poczucie pewnej powtarzalności, zdrowej codziennej rutyny, która choćby w ten sposób zjednała ze sobą ich ścieżki: pewnymi utartymi schematami możliwych spotkań gdzieś pośród wykonywanej pracy, nigdy nie dając im jednak możliwości, aby zgłębić tę znajomość, pozostawiając Henriettę w zupełnej nieświadomości dotyczącej ich dalekiego pokrewieństwa.
- Bardzo mi miło. Tak, obeszłam cały teren. Z tego, co widziałam, to w domu będzie znajdować się kilka pomieszczeń. Chętnie wspomogę cię wykorzystując moją wiedzę z transmutacji - odpowiedziała, marszcząc na moment brwi zastanawiając się nad kolejnymi etapami nakładania zabezpieczeń. - Może zamiast Zawieruchy, nałożę na teren przed domem Abscondens? Labirynt, który wyrośnie przed intruzem albo go zniechęci, albo przynajmniej da czas na reakcję, gdy pułapka zostanie uruchomiona - zaproponowała, spoglądając na mężczyznę z wyczekiwaniem, bo chociaż świadoma była swoich możliwości wolała, żeby razem uzgodnili wszystkie szczegóły. - Na samą klamkę mogłabym rzucić Kokon, dzięki czemu nieproszony gość tak łatwo nie dostanie się do środka. A na koniec zabezpieczyć okna Niespodzianką. - Przedstawiła pokrótce swój pomysł, mimowolnie nieco podwijając rękawy płaszcza i wyciągając przed siebie dłonie. Po raz pierwszy nakładała zabezpieczenia w ramach pomocy organizowanej przez Zakon Feniksa, wychodziła więc z założenia, że ostateczną decyzję i akceptację planu pozostawi w bardziej doświadczonych rękach, a towarzyszący mężczyzna właśnie na takiego wyglądał. Biła od niego osobliwa pewność siebie, nie podszyta jednak pyszałkowatością, a autentyczną wprawą. Była więc gotowa mu zaufać.


I’ll just keep playing back
These fragments of time Everywhere I go, These moments will shine Familiar faces I’ve never seen Living the gold and the silver dream
Henrietta Bartius
Zawód : amnezjatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4/39
SPRAWNOŚĆ : 7/12
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10582-henrietta-bartius https://www.morsmordre.net/t10642-racuch https://www.morsmordre.net/t10639-etta https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10697-skrytka-nr-2335 https://www.morsmordre.net/t10641-h-bartius
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]20.01.22 16:43
Odkąd odeszła ze struktur Ministerstwa Magii, obecnie znajdującego się w rękach Malfoya, łapała się różnych zajęć, byle móc cokolwiek zarobić, zachować namiastkę niezależności. Wykorzystywała swe umiejętności, by odnajdywać zaginionych po Bezksiężycowej Nocy czarodziejów lub pomagać innym uciekać z dotkniętej konfliktem stolicy, a czasem i jeszcze dalej, z powoli pogrążającego się w chaosie kraju. Nakładała też zabezpieczenia, już po osiedleniu się w Irlandii odświeżając zakurzone podstawy numerologicznych zależności, dzięki którym mogła utkać najprostsze pułapki, później również te bardziej skomplikowane i pracochłonne. Wymienione przez Henriettę czary bez wątpienia mogły okazać się przydatne, skutecznie spowolnić lub odstraszyć potencjalnych intruzów, z drugiej jednak strony – z powodu swego zaawansowania i labirynt, i kokon miały zająć Bartius przynajmniej kilka godzin wytężonego wysiłku. – Wszystko to brzmi dobrze, bardzo dobrze, mam jednak kontrpropozycję. Zgadzam się, że możemy zrezygnować z Zawieruchy, jeśli tylko możesz w jej miejsce zabezpieczyć okolicę Abscondensem. Ale co powiesz na Błyskotka zamiast Niespodzianki? – Poprawiła poły męskiego płaszcza, przelotnie podchwytując spojrzenie towarzyszki, unosząc wyżej brwi. – Wydaje mi się, że lepiej byłoby uniknąć wybuchu okien... lub drzwi... To mogłoby zranić nie tylko agresorów, ale i samych mieszkańców, gdyby przypadkiem znaleźli się gdzieś obok w trakcie włamania. Z kolei oślepienie intruzów powinno kupić im wystarczająco dużo czasu, by mogli uciec lub rozbroić wrogów, a brzmi bezpieczniej – rozwinęła swą myśl spokojnym, rzeczowym tonem głosu. Była otwarta na dyskusję, zależało im przecież na tym samym, na jak najlepszym wykonaniu powierzonego im przez lorda Prewetta zadania, dlatego też chciała spojrzeć na temat doboru pułapek z różnych stron. – W tej sytuacji mógłbym wziąć Błyskotka na siebie, tak żeby cię trochę odciążyć. Do tego, hm... Stary szewc? – Nie dość, że zostaliby oślepieni, to jeszcze zatrzymani w miejscu. Przynajmniej do chwili olśnienia, porzucenia przyklejonego do podłoża obuwia. – Przy tym podziale mielibyśmy roboty na kolejnych kilka godzin. Później zobaczymy, ile jeszcze mamy siły. Co sądzisz? – Nie chciała podejmować tej decyzji sama. To jednak brzmiało rozsądnie; jak najszybciej zająć się tymi zabezpieczeniami, zaawansowanymi i wymagającymi pełnego skupienia, w międzyczasie zrobić przerwę na posiłek, chwilę oddechu. A kiedy już się z nimi uporają, będą mogły ustalić, co dalej. Na szczęście utkanie prostszych zaklęć nie powinno potrwać długo.
Ruszyła w kierunku wznoszonego na wzgórzu budynku, znów oglądając go ze wszystkich stron, jednak w taki sposób, by nie przeszkadzać uwijającym się przy nim wolontariuszom. Oplotła się szczelniej szalikiem, naciągnęła czapkę na zaczerwienione od chłodu uszy, po czym ujęła różdżkę w dłoń i skupiła na powolnym, ostrożnym podporządkowywaniu sobie tętniącej wszędzie dookoła magii. Myślała o Błyskotku – o brokacie, który powinien wystrzelić w kierunku intruza, jeśli ten przekroczy próg drzwi lub spróbuje dostać się do środka jednym z okien. W tym celu musiała zwizualizować sobie rosnące na ich oczach domostwo, jego budowę, linie i zależności, by dobrze ulokować miejsca aktywacji pułapki. Później przyszedł czas na precyzyjne, nie pozostawiające wątpliwości określenie grupy osób uprawnionych do swobodnego wstępu. Czas mijał, mróz doskwierał, nie chciała jednak przestawać nim nie ukończy nakładania chociażby jednego z wybranych czarów.

| nakładam Błyskotka


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]25.01.22 7:22
5.02
Spodziewał się, że może otrzymać podobny list - jawnie rozgłosił Zakonowi, że zna się na zabezpieczeniach i przy nich pracuje, dał się też poznać lordowi Prewett jako profesjonalista. Promugolskie hrabstwa potrzebowały pomocy i odpowiedniego zabezpieczenia mogolskich obozów i kryjówek, zwłaszcza po tym, co stało się w Staffordshire. Nakładał tam pułapki na prowizoryczne schronienia mieszkańców, którzy przeżyli rzeź i oczekiwali na ewakuację. Odpowiednia kombinacja zabezpieczeń mogła spowolnić atak, ocalić wiele istnień.
Nie znał nikogo o imieniu Gerwyn, ale rozsądnie założył, że to pewnie któryś z ludzi lorda Prewetta. Po drodze z Doliny Godryka wstąpił do rezydencji nestora Archibalda, skąd odebrał przygotowany wcześniej obraz. Zjawił się na terenie obozowiska, nie wiedząc nawet, że gdyby nie precyzyjne określenie zabezpieczenia jako otwartego dla Zakonu Feniksa, brokat oślepiłby go na powitanie.
-Dzień dobry...? Jestem Steffen, Steffen Cattermole. Szukam Gerwyna? - rozglądając się, dostrzegł kilka kobiet i młodego, szczupłego mężczyznę, którego wziął za nadawcę listu - albo przynajmniej kogoś, kto może go wskazać.
Gdy upewnił się, że rozmawia z właściwą osobą, odwinął białe płótno z obrazu niesionego pod pachą.
-To portret Aerona Prewetta, jednego z przodków lorda Archibalda. Druga ramą wisi w pałacu lorda nestora, dzięki Czaroszpiegowi lord Aeron będzie mógł mieć oko na to schronisko i swobodnie podróżować między dwoma portretami. Czy mógłbym go powiesić w jednym z prowizorycznych budynków? Potrzebuję kwadransa, aby go odpowiednio zakląć, a potem mógłbym się zająć bardziej skomplikowanymi zabezpieczeniami. - zaproponował rzeczowo, spoglądając z powagą na Gerwyna. Wydawał się nieco starszy i taki... poważny, choć uśmiech miał miły, a spojrzenie jakieś znajome. Może to daleki krewny któregoś z Prewettów? -Od dawna mieszka pan w Dorset? - zagaił z bladym uśmiechem, zakładając, że to lojalność wobec tych ziem sprowadziła tutaj postawnego bruneta. Lubił poznać trochę ludzi, z którymi pracował, nawet jeśli mieli zetknąć się jedynie na krótką chwilę. Odchrząknął, lekko onieśmielony. Choć z reguły nawiązywanie kontaktów przychodziło mu bez trudu, to ciążyła na nim powaga działań Zakonu Feniksa i świadomość, że on - młody chłopak, do niedawna dopiero uczący się odpowiedzialności - pomaga lordom, aurorom i bohaterom.
-Potrafię nakładać zaawansowane zabezpieczenia oparte na transmutacji i obronie przed czarną magią, szczególnie te bazujące na numerologii. - nakreślił krótko obraz swoich umiejętności, rozglądając się po prowizorycznym obozowisku. -Uwinę się z Czaroszpiegiem i będę gotów na dalsze dyspozycje. Na pierwszy rzut oka, mógłbym zabezpieczyć wejście do obozowiska Zemstą Płomyka, która osłabi ewentualnych intruzów. Istnieje też bardziej skomplikowana pułapka, Orcumortem, która wykorzystuje starożytne runy do uwięzienia niepowołanych osób w dole - na jej nałożenie potrzebowałbym jednak aż dwóch dni. Pozostawię panu ocenę, czy jest odpowiednia dla obozowiska. - powodowała spore obrażenia tłuczone, a choć potrafił szczegółowo nastroić na kogo reaguje zabezpieczenie, to nie chciał ryzykować krzywdy nikogo przypadkowego. Przedstawiwszy pierwsze propozycje, uśmiechnął się raz jeszcze i ruszył z obrazem w kierunku upatrzonej przez siebie, drewnianej konstrukcji. Gdy prace budowlane posuną się naprzód, przeniosą obraz w bardziej odpowiednie miejsce - na razie lordowi Aenorowi Prewett muszą wystarczyć skromne warunki.
Przesunął różdżką wzdłuż ramy, przywołując w myślach lokalizację ściany pałacu, na której wisiał bliźniaczy odpowiednik płótna. Następnie zaczął transmutować sam obraz - wzmacniając magię, która tchnęła życie w ruchomą podobiznę lorda Prewetta. Dzięki magii Steffena, obraz nie tylko będzie się poruszał i zachowywał jak zmarły arystokrata, ale też czujnie obserwował okolicę i zwracał uwagę na wszelkie ślady najścia intruzów, walki, lub paniki. Będzie wiedział, że w takim przypadku ma udać się do siedziby Prewettów i zawiadomić kogoś z rodziny - lub choćby służącego - o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Gdy skończył po kwadransie, skinął z daleka głową Gerwynowi, na znak, że jest gotów do dalszej pracy.

nakładam Czaroszpiega


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 14.03.22 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]04.02.22 15:10
Zbyt zajęta ustalaniem planu działania, a później nakładaniem pierwszej z wybranych pułapek, nie myślała wiele o tym, czy Cattermole – którego zachęciła swym porannym listem do przybycia – stawi się na miejscu, czy może zwyczajnie nie miał na to czasu, angażując swe siły w innym zakątku Wysp. Opuściła Irlandię jeszcze zanim otrzymałaby sowę zwrotną. Uznała jednak, że warto spróbować, wszak na ostatnim spotkaniu przedstawił się jako specjalista od zabezpieczeń w Gringottcie, toteż jego talenty były teraz – również tutaj, przy wznoszonym właśnie schronisku – wprost nieocenione. Dopiero w momencie, w którym uporała się z Błyskotkiem, zyskała chwilę na zastanowienie. I odpoczynek. Próbowała odnaleźć Ettę, by zweryfikować jej postępy z tworzeniem labiryntu, jednak na próżno; wyglądało na to, że czarownica zapadła się pod ziemię. Co u licha? Dopiero gdy zapytała o nią jednego z kręcących się dookoła mężczyzn, dotarła do niej informacja, że Bartius musiała pilnie opuścić Dorset; może jej umiejętności były potrzebne gdzieś indziej, a może wezwały ją sprawy prywatne... Bez znaczenia. Skoro jednak zniknęła już jakiś czas wcześniej, na pewno nie miała sposobności, by ukończyć prace nad Abscondens. – Cholera – burknęła pod nosem, wciąż jako Gerwyn, próbując naprędce wymyślić nową strategię. Po kogo posłać? Czy Fox mógł znaleźć chwilę, by pomóc...? Nie, nie chciała odrywać go od zadań, gdzie jego wieloletnie doświadczenie w łapaniu czarnoksiężników miało okazać się znaczenie cenniejsze.
Wtedy jednak usłyszała, że ktoś podchodzi bliżej, kieruje do niej niepewne dzień dobry. Gdy tylko jej oczom ukazała się znajoma sylwetka Steffena, usta Gerwyna złożyły się w mimowolnym uśmiechu. Niemalże spadł jej z nieba. – Dzień dobry. Dobrze trafiłeś – odpowiedziała od razu, zamykając jego wolną dłoń w stanowczym uścisku. Zaraz przeniosła wzrok na prezentowany portret i pokiwała krótko głową. – Wspaniały pomysł. Taka forma komunikacji na pewno pomoże, gdyby mieszkańcom zaczęło czegokolwiek brakować albo pojawili się jacyś nieproszeni goście – przytaknęła; sama nie znała się na transmutacji, a przynajmniej nie na tyle, by być w stanie zaklinać obrazy. Próbowała zachować kamienną minę, gdy nieświadomy niczego towarzysz próbował podpytać, od kiedy mieszkała w Dorset. Mieszkał. Odchrząknęła cicho, po czym spojrzała na niego z błyskiem w oku, nim podjęła decyzję, że zasługiwał na prawdę. I tak zdawał sobie sprawę z jej daru, nie musiała robić z niego tajemnicy. – Nie, prawdę mówiąc nie mieszkam tutaj... Cieszę się, że moja sowa cię odnalazła. I że masz czas, by pomóc. – Przyznawanie się do swojej tożsamości wprost byłoby zbyt łatwe. Poza tym, nie chciała, by jakakolwiek inna sposób osób przebywających na wietrznym wzgórzu zrozumiała prawdziwy przekaz. Wolała dmuchać na zimne. – Powiem nawet więcej, to się idealnie składa, bo ktoś, kto miał nas jeszcze wesprzeć w zabezpieczeniu terenu, musiał zrezygnować. – Wysłuchała go w ciszy, gdy opowiadał o swoich mocnych stronach i proponował konkretne pułapki. – W przypadku tej Zemsty Płomyka... Myślisz, że będzie skuteczna na otwartej przestrzeni? – dopytała. Nie kwestionowała słuszności jego wyboru, to on miał większą wiedzę na ten temat, wolała jednak spojrzeć na problem z kilku różnych stron, zadać może i pytanie laika, lecz zyskać pewność, że podejmują najlepsze możliwe decyzje, by zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo. – W takim razie najpierw Czaroszpieg, w środku powinno się już znaleźć miejsce na obraz, później bardziej skomplikowane zaklęcia. Orcumortem brzmi dobrze, bardzo dobrze, o ile oczywiście znajdziesz czas, by dokończyć je tkać w najbliższych dniach. Mamy już Błyskotka, mogę dodać do niego Starego szewca. A później Nigdziebądź. Co ty na to? – Uniosła wyżej brwi; nie przywykła szukać porad u innych, nie tylko młodszych, wszak dyskryminujące kobiety Ministerstwo przez lata uczyło ją, że jest zdana tylko i wyłącznie na siebie, że nie może okazywać słabości czy niewiedzy, próbowała również nie myśleć o tej wpadce z Prorokiem Codziennym – robiła jednak wszystko, by nauczyć się współpracować.
Kiedy już ustalili plan działania, udała się na krótką przerwę. Może nie miała się gdzie ogrzać, lecz przed opuszczeniem domu zabrała ze sobą kilka kanapek, które zamierzała teraz zjeść. Po kwadransie spotkała Steffena, który najwidoczniej skończył już z ustalaniem kanału komunikacji między schroniskiem a siedzibą rodu Prewettów. Skinęła mu głową, po czym poprawiła czapkę, sięgnęła po różdżkę i znów zaczęła skupiać się na utkaniu wybranego zabezpieczenia. Na szczęście to było prostsze, nie aż tak skomplikowane, toteż ustalenie granic obszaru objętego działaniem Starego szewca nie sprawiło jej najmniejszego problemu; bez trudu wyobraziła sobie mechanizm działania pułapki i z należną precyzją odwzorowała go w okolicy wykańczanego budynku. Później musiała upewnić się, że zarówno mieszkańcy wzgórza, jak i sojusznicy Zakonu Feniksa, nie zostaną zaatakowani, jeśli postanowią zapuścić się na te tereny. Wolała nawet nie wyobrażać sobie lorda Archibalda, który zostaje zmuszony do zdjęcia butów na tym okrutnym mrozie.

| nakładam Starego szewca


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]08.02.22 9:35
Odwzajemnił żelazny uścisk dłoni pana Gerwyna, mierząc go wzrokiem z typową dla siebie ciekawością. Czy to człowiek lorda Prewetta od zadań specjalnych? Na pewno tak - zromantyzował sobie, dopatrując się rysów bohatera w postawnym nieznajomym. Potrząsnął lekko ręką, mocny uścisk, jak ochroniarzowi lorda Archibalda przystało. Po samej aparycji spodziewał się kogoś szorstkiego i do bólu konkretnego, ale Gerwyn pochwalił jego pomysł, zaskarbiając sobie nieśmiały uśmiech łamacza klątw - i śmiałość do pytań o życie osobiste.
Nie mieszkał tutaj - a zatem jak pracował dla Prewettów, skąd się znali? Steffen nie widział go w Oazie ani na spotkaniach Zakonu, więc musiał działać raczej dla lorda, niekoniecznie dla samej organizacji i...
...to wszystko zeszło na drugi plan, gdy Gerwyn wspomniał o liście. Swoim liście.
-To nie chyba była pana sow... - wyrwało mu się, bo to przecież sowa Maeve Clearwater, ale nagle zamarł, bo przypomniał sobie kto do niego pisał. Zamrugał, spoglądając z niedowierzaniem na Ger...Mae...wyna...ve. -O...och. - rozdziawił lekko usta. -Rozumiem. Tak, pisał mi pan. - pokiwał głową na potwierdzenie, usiłując zachowywać się naturalnie. Fascynowały go wszystkie zagadnienia z dziedziny transmutacji, a to z nią była powiązana metamorfomagia. Nie widział jeszcze nikogo przemienionego w przeciwną płeć, nie tak z bliska. Studiował uważnie rysy twarzy mężczyzny, usiłując dopatrzeć się w nich jakiegokolwiek podobieństwa do Maeve i mając nadzieję, że nie przypatruje się jej zbyt nachalnie. Nawet uścisk dłoni miała męski! Mistrzostwo.
-Mam czas. - zapewnił pośpiesznie. Ba, nie spodziewał się, że zostanie dodatkowo wynagrodzony czymś tak fascynującym jak podobieństwo przemienionej metamorfomag. -Faktycznie, nie nakładałem jeszcze Zemsty na tak rozległym terenie. - przyznał. -Najlepiej sprawdza się w budynkach, gdy powstanie ich tu więcej, zawsze mógłbym tu wrócić. W takim razie najlepiej sprawdzi się na razie Duna, działa podobnie jak Orcumortem, ale nakłada się ją znacznie szybciej. - o ile "trzy godziny" to szybko, bo czas zdawał się czasem pojęciem względnym. Dla kogoś, kto długie zmiany w pracy spędzał na żmudnym naprawianiu Wodospadu Złodzieja, a po nocach ślęczał nad badaniami o runach, trzy godziny potrafiły minąć w miarę prędko.
Nie widział jeszcze tego miejsca, więc naradzał się spontanicznie, trochę na gorąco. Maeve czynnie wspomogła go w burzy mózgów, a gdy już wiedział, kogo ma przed sobą, czuł się trochę mniej onieśmielony. Chyba.
-W takim razie nałożę Dunę o... tam. - zatoczył ręką szerokie koło. -Będzie działała w kręgu o średnicy dziesięciu metrów, warunki zdają się być idealne, a podłoże odpowiednie. Starego Szewca można nałożyć już za nią, tak żeby zadziałał równocześnie z Błyskotkiem. Gdzie dokładnie jest ten Błyskotek, tam? - upewnił się, wytężając wzrok. O ile znał większość wymienionych przez Maeve-Gerwyna pułapeki, o tyle te oparte na magii uroków rozumiał najmniej intuicyjnie. -Rozważał... Ostatnie Tango? Nie umiem go nakładać, ale czytałem, że skutecznie utrudnia pojedynki. Mugole nie mają w pojedynku szans, ale w połączeniu z innymi pułapkami, kupiłoby to im więcej czasu na ewakuację zanim Czarszpieg przywoła posiłki - zaproponował jeszcze, wyraźnie gubiąc się w adresowaniu Maeve. W końcu, gdy ustalili plan, zakasał rękawy i ruszył na spacer wokół terenu, zataczając różdżką dziesięciometrowy krąg. Duna była jego ulubioną pułapką - smykałka do geomancji pozwalała mu rozumieć teren i sprawnie transmutować go w piasek. Robił to cierpliwie i niemal automatycznie, pilnując tylko, by uwzględnić w działaniu magii kwestię zaproszonych tutaj mugoli i sojuszników Zakonu Feniksa oraz intruzów. Ruchome piaski miały się aktywować tylko w odpowiedzi na kroki nieproszonych gości, nie chciał w końcu zrobić z terenu wydm.
Wiedział, że Stary Szewc zajmie pewnie podobną ilość czasu. Gdy skończył, odszukał wzrokiem Gerw... Maeve i dyskretnie stanął kilka metrów obok, czekając aż skończy i chcąc się upewnić, że wszystko idzie zgodnie z planem.
-Od dawna to potrafisz? - nie wytrzymał, zadając pytanie ściszonym głosem gdy tylko opuściła różdżkę. Wcześniej rozejrzał się uważnie po okolicy, nie chcąc, by jego wścibstwo sprowadziło na nich czyjąkolwiek uwagę.

nakładam Dunę


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]21.02.22 7:44
Uwaga, która miała uświadomić młodemu specowi od zabezpieczeń, z kim ma do czynienia, niewątpliwie wybiła go z rytmu – jednak na szczęście nie potrzebował więcej niż ledwie chwili, by przeanalizować nowy stan rzeczy, przetrawić szok i podtrzymać grę pozorów. Wszak nie bez powodu wciąż pozostawała przy tej aparycji, nie chciała z niej rezygnować. A nawet gdyby uznała, że przykrywka nie jest jej dłużej potrzebna, wolałaby nie sprawdzać, jak na niecodzienny pokaz transmutacji własnego ciała zareagowaliby koczujący na wzgórzu niemagiczni. Niemalże czuła na sobie wzrok Steffena, intensywny i badawczy, jak gdyby szukał na jej licu jakiejkolwiek skazy, śladu kobiecych rysów twarzy. – Rozumiem – mruknęła w zamyśleniu, gdy towarzysz odniósł się do tematu Zemsty płomyka, pocierając przy tym brodę. Nie było przeciwwskazań, by po definitywnym ukończeniu prac budowlanych, zabezpieczyć schronisko dodatkowymi pułapkami. Dziś jednak musieli skupić się na tym, co leżało w ich zasięgu, a co miało zapewnić wyczekującym ciepłego kąta tułaczom względne bezpieczeństwo. – Duna brzmi rozsądnie. A im więcej uda nam się zdziałać przed zapadnięciem zmroku, tym lepiej – dodała po chwili, skinąwszy mu przy tym głową. Naturalnie, trzy godziny to i tak dużo czasu jak na wykonanie jednej czynności, lecz – były one niczym w porównaniu z czasem, którego potrzeba było, by zabezpieczyć teren najbardziej zaawansowanymi, skomplikowanymi pułapkami. Miała to zapamiętać na długo, zwłaszcza po tym, jak ledwie miesiąc temu obserwowała Foxa przy cierpliwej, ciągnącej się w nieskończoność pracy. – Tak, Błyskotek otacza budynek, więc jeśli nałożysz Dunę tam... – Wskazała brodą wspomniany przez niego kierunek. – To tu znajdzie się najbliższy punkt, w którym ktoś może zostać nim porażony. To dobry pomysł, żeby połączyć z nim działanie Szewca – przyznała nieswoim głosem; nie wiedziała, co myśleć o innych wyczynach Cattermole'a, nie znała go szczególnie dobrze, lecz niewątpliwie znał się na swej pracy. A to było teraz najważniejsze. – Nie, nie myślałem nad tym – odparła, a kącik ust drgnął jej w bladym uśmiechu; nie dziwiła się, że jej rozmówcy – skupionemu na zupełnie innym aspekcie rozmowy, na ustalaniu planu działania – plącze się język. Widział mężczyznę, a jednocześnie wiedział już, że ma do czynienia z kobietą. Kiedyś również miała z tym problem, nauczyła się już jednak pamiętać o tym stale, jaką danego dnia odgrywała rolę. – Ale pasuje do naszego zestawu zabezpieczeń, a poza tym jestem w stanie go nałożyć... Jak skończę z Szewcem, to się nim zajmę. Tylko przejdę w stronę okna, gdyby komuś przyszło do głowy włamywać się do środka tamtędy.
Po krótkiej przerwie – musiała coś zjeść, żołądek skręcał się jej w supeł – podążyła do miejsca, w którym powinien znaleźć się Szewc, po czym ujęła różdżkę w dłoń i zaczęła powoli, bez pośpiechu, tkać wybraną pułapkę. Na szczęście nie był to pierwszy raz, gdy zabezpieczała nią jakiś budynek czy teren, z każdą kolejną próbą czuła się pewniej. Odtwarzała te same schematy, gesty, z coraz większą wprawą i precyzją. A kiedy tak skupiała się na swym zajęciu, czas zdawał się mijać szybciej.
Gdy odhaczyła z listy tę część planu, odetchnęła głęboko, z czymś na kształt ulgi. Przez chwilę, nim na wzgórzu pojawił się Steffen, nie była pewna, czy będą w stanie wywiązać się ze złożonej lordowi Prewettowi obietnicy. Teraz jednak wszystko wracało na właściwe tory. – To? To znaczy... co? Szewca? – Uniosła wyżej brwi, bezwiednie składając usta w podszytym rozbawieniem uśmiechu, gdy już postanowił podejść i zadać swe pytanie; oczywiście, że nie chodziło mu o tę pułapkę, sam nie miałby z nią najmniejszego problemu. Ściszony głos i taktowne rozejrzenie się po okolicy sugerowało, że mówi o czymś zgoła innym. Nie chciała zmuszać go, by werbalizował swe myśli – dla własnego dobra. – Odkąd pamiętam. Inną sprawą jest, od kiedy umiem nad tym panować – mruknęła cicho, by tylko on, stojący metr dalej, mógł dosłyszeć te słowa. Czuła się dziwnie, próbując ustalić, kiedy dokładnie przekuła wadę, która niegdyś ściągała na nią kpiące spojrzenia rówieśników, w narzędzie pracy. – A ty? Od dawna to potrafisz? – Przekrzywiła lekko głowę, chcąc sprawdzić, czy Cattermole miał być równie domyślny, jednocześnie poprawiając rękawiczki, osuwający się z ramion splot szalika. Wiedziała przecież, że jest animagiem, choć nigdy nie widziała go w akcji; opanowanie tej sztuki wymagało nie lada determinacji, a także znajomości i zrozumienia transmutacji. Nie pytała jednak, dlaczego akurat szczur.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]24.02.22 4:41
Oczywiście, że szukał skazy, choć nie nazwałby tego w pejoratywny sposób. Był zafascynowany transmutacją, chciał wiedzieć o niej wszystko, a nie miał okazji przebywać często z metamorfomagami. Za ich talent była odpowiedzialna genetyka, ale to przecież dzięki ukochanej dziedzinie magii Steffena byli zdolni sprawnie zmieniać swoje ciało i kontrolować te przemiany, nabrać w tym prawdziwej maestrii, niewątpliwie potrzebnej do przybrania zupełnie nowej tożsamości, postury, płci. Chyba podświadomie zastanawiał się, czy dostrzeże w sylwetce Maeve jakieś ślady użycia magii, przebłyski dawnej formy, czy znajomość mechanizmów transmutacji pozwoli mu wychwycić jakiekolwiek błędy w konstrukcji jej nowych rysów twarzy - ale nie, pomimo własnej ekspertyzy nigdy nie poznałby, że twarz tego mężczyzny wygląda nienaturalnie. Wręcz przeciwnie, początkowo wziął go za silnego chłopa, Clearwater chyba wręcz celowo zdecydowała się na szeroki, męski podbródek i wydatne kości policzkowe, podkreślające silną szczękę. Merlinie, nawet zarost się zgadzał! Nabrałby się na to, bez wątpienia - pomogłoby tylko Veritas Claro, ale w życiu nie pomyślałby, żeby je rzucić, nie w Dorset.
Co, jeśli wrogowie potrafią podobne rzeczy? - przemknęło mu przez myśl z niepokojem.
Spróbował odegnać podobne myśli i skoncentrować się na pułapkach. Słońce wciąż stało wysoko na niebie, ale musieli przystąpić do pracy.
-Doskonale. To zestaw z... ćwiczeń teoretycznych z Gringotta - nawet gdyby te pułapki istniały tam w praktyce, nie mógł zdradzić tego Maeve. A istniały. -Goblińska złośliwość, oślepić wroga i zmusić go do pląsów. Im dłużej pracuję z goblinami, tym bardziej przekonuję się, że złośliwe są tylko z pozoru - a tak naprawdę, do bólu pragmatyczne. Skoro uwierzyły, że takie połączenie powstrzyma złodziei, to będzie skuteczne i w przypadku nieproszonych gości tutaj. - uśmiechnął się blado, ciesząc się, że Maeve podoba się ten pomysł i jest w stanie nałożyć wszystkie wymienione zabezpieczenia. Rozmowa o pracy pomogła mu się odrobinę rozluźnić, zapomnieć o niezręczności całej sytuacji.
Nie mógł jednak zapomnieć o tym, że oto ma niepowtarzalną okazję do obserwacji metamorfomag idealnie panującej nad swym talentem. Wiedział też o zdolnościach Justine, ale panna Tonks zawsze go onieśmielała. Panna Clearwater zresztą też, ale było jakoś łatwiej, gdy wyglądała jak sympatyczny młodzieniec. Zagaił więc nieśmiało o metamorfomagię i zrobił wyraźnie zafrapowaną minę, gdy zaczęła mówić o Starym Szewcu.
-N..nie, o... - wymamrotał i dopiero gdy się uśmiechnął..ęła, zrozumiał, że Maeve żartuje. Odwzajemnił uśmiech i przytomnie ugryzł się w język. Wzorem Maeve, zniżył głos.
-To prawda, co mówią? Że panowanie nad tym to kwestia genów i siły woli? Czy to frazesy i ćwiczyłaś wytrwale transmutację? - uśmiechnął się blado, zastanawiając się, jak kwestia magii we krwi splata się z dziedziną magii, którą można wyszkolić. Nie widział nigdy Maeve miotającej uroki w walce ani podczas bardziej skomplikowanych czarów - nie wiedział, że jego ulubiona dziedzina magii wcale nie jest tą, której mistrzynią została Clearwater.
Zrozumiał, o co pytała - wiedział, jak to jest mieć sekret, który fascynuje innych. W jego przypadku tajemnicy nie mógł wydać zmieniający się nagle kolor włosów. Zanim podzielił się swoją umiejętnością z Zakonnikami, wiedziała tylko dwójka przyjaciół, którzy przyłapali go przypadkiem jako nastolatkowie. Pierwszy i ostatni błąd - był niezarejestrowany, pilnował się więc całe życie, nawet Castorowi zwierzył się dopiero wtedy, gdy Sprout oficjalnie dołączył do Zakonu Feniksa jako człowiek bardziej zaufany niż sojusznik.
-Odkąd miałem siedemnaście lat. Udało się tuż przed świętami, na siódmym roku w Hogwarcie. - powiedział z nieskrywaną dumą. Zdawał sobie sprawę, że opanował tą umiejętność bardzo, bardzo młodo. Czasem zastanawiał się, czy zbytnio się pośpieszył - czy gdyby zabrał się za ćwiczenia jako bardziej doświadczony dorosły, a nie nastolatek, to zdołałby przemienić się w inne, większe zwierzę, albo chociaż jakieś skrzydlate. Młodzieńcza ambicja początkowo go ubodła, ale z perspektywy czasu nie żałował i nie zamieniłby szczura na nic innego. Jako mały gryzoń mógł dostać się wszędzie i komunikować z innymi szczurami, co okazywało się zaskakująco przydatne. -Ale szczerze mówiąc, próbowałem od pierwszej lekcji transmutacji. Nikt nie powiedział mi, że to za wcześnie i bym nie posłuchał. - roześmiał się. -Pewnie dopiero przez ostatnie dwa lata naprawdę poczyniłem jakieś postępy. Wierzyć mi się nie chce, jaki byłem bezczelny, gdyby Ministerstwo się o mnie dowiedziało... - pokręcił lekko głową. -A ty, zawsze wiedziałaś, że uczynisz z daru część pracy? - wyrażał się o metamorfomagii z dużym szacunkiem, jakby była prezentem od losu, a nie utrapieniem zakompleksionych nastolatek. Od zawsze fascynowała go inność, a zdolność zmiany własnego wyglądu - albo rozmawiania z gryzoniami w ludzkiej postaci - byłaby chyba najpiękniejszym prezentem przekazanym mu w genach.
Podobno w rodzinie jego żony przewijał się gen metamorfomagii, więc może kiedyś jakiś Cattermole też da radę zmieniać się w kobietę. Z naiwną ekscytacją myślał, że nauczyłby takie dziecko - albo wnuka, albo prawnuka! - animagii, pomagając potomkowi zostać dziennikarzem albo szpiegiem stulecia.


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Łąka przy plaży [odnośnik]26.02.22 15:43
Ćwiczeń teoretycznych...? W porządku, niech i tak będzie. Skinęła krótko głową, nie pozwalając, by przez jej odmienioną twarz przemknął choćby ślad zdziwienia. Na bank musiały zostać nałożone liczne pułapki, w końcu z tego słynął – ze skomplikowanych zabezpieczeń i zamków, które podobno miały wciągać włamywaczy do środka rabowanych skarbców. Okropny sposób na śmierć. Wygrawerowane na drzwiach ostrzeżenie nie mogło stanowić jedynie słów rzuconych na wiatr, inaczej Gringott już dawno utraciłby swoją renomę, rozumiała jednak, że Cattermole – nawet i podświadomie – unikał zdradzania tajemnic pracodawcy. To zresztą nie był temat przewodni ich rozmowy, jakie dokładnie czary chroniły dziesiątek skrywanych w podziemiach skrytek, nie zamierzała więc ciągnąć go za język. – Niewątpliwie. Wiele możemy się od nich nauczyć – przytaknęła; choć sama nie miała z nimi ostatnio do czynienia, wszak do banku nie chodziła odkąd wybrała z niego wszystkie swoje oszczędności, to fakt pozostawał faktem – nikt nie mógł zarzucić im, że nie dbają o bezpieczeństwo powierzanych im środków pieniężnych czy przedmiotów.
Fascynacja metamorfomagią nie była czymś, z czym spotykałaby się po raz pierwszy. Odkąd opuściła mury Hogwartu, a może raczej odkąd nauczyła się ją kontrolować, nikt nie krytykował tej niecodziennej umiejętności, a przynajmniej nie wprost. Zapewne dlatego, że większość dorosłego życia poświęciła tylko i wyłącznie karierze, a w szeregach wiedźmiej straży dar do podporządkowania aparycji swej woli stanowił ewidentny atut. Trudno jednak było zapomnieć o gorzkich początkach, o niechcianych przemianach i idących z nimi w parze reakcjach. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad odpowiednią odpowiedzią. – Znajomość transmutacji na pewno pomaga zrozumieć, co się dzieje, co warunkuje udaną przemianę – mruknęła, butem rozgarniając najbliższą zaspę śniegu. – Ale nie jest najważniejsza. To kwestia praktyki, ćwiczeń, wspomnianej przez ciebie siły woli... I zdolności do podporządkowania sobie emocji. Słyszałem o osobach, które utraciły tę umiejętność, przynajmniej na jakiś czas, z powodu niezwykle silnego smutku czy nerwów – wyjaśniła wciąż ściszonym głosem; nie widziała niczego złego w zaspokojeniu ciekawości młodego czarodzieja, a jednocześnie – nie miała zamiaru wspominać, że sama się tego obawiała. Utracenia władzy nad darem, który zwłaszcza teraz, w tych niebezpiecznych czasach, miał okazać się niezwykle przydatny. Pokiwała z uznaniem głową, gdy przyznał się do tego, kiedy został animagiem. – Imponujące – przyznała; na próżno byłoby szukać w tonie jej głosu kpiny. Słyszała, że jest to niezwykle trudne, nauczyć się czegoś takiego od zera. Zapewne trudniejsze niż oszlifowanie otrzymanego wraz z urodzeniem daru metamorfomagii. – Dlaczego? Kontynuowałeś próby? Ot, zwykła upartość? – Przekrzywiła lekko głowę, posyłając mu uważne spojrzenie zmrużonych oczu. To nie mogło się udać, przynajmniej nie kiedy miał jedenaście lat. Nikt nie był tak zdolny, tak świadomy swej magii, będąc ledwie dzieckiem. Jednak to, że udało mu się osiągnąć cel jeszcze przed ukończeniem szkoły, mówiło samo za siebie. Tylko co nim kierowało? Sprawiło, że nie porzucił tego pomysłu przez te wszystkie lata? – Nie, skądże. Dopiero po SUMach zacząłem myśleć, czego tak naprawdę chcę. I do czego mogłoby się to przydać. – Pozwoliła sobie na blady uśmiech, choć wspomnienia tamtych chwil nie należały do najszczęśliwszych. Nikt nie rozumiał, dlaczego zdecydowała się na taki zawód, męski i ryzykowny. A kiedy już postanowiła na swoim, złożyła papiery na ministerialny kurs, ciągle obawiała się porażki. – I oby Ministerstwo dalej się o tobie nie dowiedziało. – I z powodu ukrywanej przed nimi umiejętności, i jego poglądów na trwający właśnie konflikt. Był jeszcze młody, miał przed sobą całe życie. Tak samo jak Carrington. Tylko czy będą mieć na tyle szczęścia, by dożyć pokoju?
Ten mróz jest okropny. Muszę się ruszyć. I zająć Tangiem – dodała po chwili, próbując odgonić w ten sposób i doskwierające zimno, i niewesołe refleksje na temat ich przyszłości. – Powodzenia – skwitowała, po czym poprawiła poły płaszcza i ruszyła w kierunku budynku, gdzie miało znaleźć się schronisko. Wybrała odpowiedni punkt, leżący nieopodal okna, po czym wyciszyła umysł i zaczęła powoli tkać materię wybranego zaklęcia. Po raz kolejny musiała precyzyjnie określić zakres czaru, naturę jego działania, a także to, kto miał stać się odporny na jego działanie. Co jakiś czas musiała przemieścić się o kilka metrów, rozgrzać zastałe mięśnie. Niemalże cały dzień wystawania na zewnątrz robił swoje.

| nakładam Ostatnie Tango


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Strona 18 z 19 Previous  1 ... 10 ... 17, 18, 19  Next

Łąka przy plaży
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach