Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sklep zielarski Orchideous

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Sklep zielarski Orchideous   20.02.16 0:36

First topic message reminder :

Sklep zielarski 'Orchideous'

Sklep wydaje się tu być od zawsze. Frontową ścianę obwiesza bujnie rosnący bluszcz. Z pozoru dziki, ale tak naprawdę starannie wypielęgnowany. Otoczony skrupulatną opieką na równi z ziołami wypełniającymi doniczki w środku. Wnętrze jest jasne, przestronne i wypełnione wybujałą zielenią. W powietrzu unosi się uderzająca do głowy mieszanka kwietnych zapachów. Być może dlatego przyjemniej krąży się wśród półek i stolików uginających się od doniczek. Mimo wszystko należy uważać przechadzając się dookoła, zwłaszcza na młode sadzonki bijącej wierzby zazwyczaj z wiadomych przyczyn stojące na podłodze. Jeśli nie odnajdziesz tego, czego szukasz sam bezzwłocznie poradź się sprzedawcy, który zapewne odnajdzie potrzebne ci zioła na zapleczu, do którego wiodą tajemnicze drzwi za kontuarem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   19.03.18 23:38

Częstotliwość powtarzania przez Macmillana tego jednego słowa, które z taką mocą doprowadzało go do szewskiej pasji, była nadzwyczaj oczywista w całym swoim zamiarze. Mimo to jeszcze nie okazywał tego, jak bardzo go to drażni z prostego powodu: dałby tym czarodziejowi niekwestionowaną satysfakcję. Im bardziej niewzruszony pozostawał, tym bardziej denerwował się ten drugi i właściwie tylko to, w połączeniu z obecnością Nephthys, jak również samym miejscem rozmowy powstrzymywało go, żeby nie wszcząć burdy. Dla Anglików podobne działania były może i nie na miejscu; wszak słynęli oni z pełnej flegmatyczności powściągliwości. On jednak Anglikiem nie był i nigdy nawet nie próbował nim być, czy naśladować ich zachowania. Uparty w swoim płomiennym gniewie, byłby skłonny podpalić cały świat, łącznie ze sobą, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Zrobić wszystko, by zaszkodzić swoim wrogom. Tak po prawdzie jednak Anthony stanowił wroga mniejszego kalibru. Czuł do niego niechęć jak do wszystkich Macmillanów, dodatkowo podsyconą jego niewyparzoną gębą. Raz już dostał jednak nauczkę i gdyby Thony nie zaatakował go pierwszy, zapewne obyłoby się bez większych rękoczynów. Rameses może i był pierwszy do bitki, ale tylko pod określonymi warunkami, które zwykle zakładały, by nie mierzyć siły nad zamiary. Tutaj jednak sytuacja była trochę inna i mniej wyrafinowana, a trzaśniecie Macmillana w szczękę, tak, jakby sobie na to zasługiwał, byłoby swego rodzaju kopaniem leżącego.
Mam może obcy akcent, ale tyle czasu spędziłeś wśród mugoli za granicą, że powinieneś mnie zrozumieć, gdy do ciebie mówię — odparł, wciąż z uśmiechem, który zapewne Thony mógłby właśnie chcieć mu zetrzeć z twarzy, preferowanie pięścią i to kilka razy. Był tego, jak najbardziej świadom, co więcej, brutalna strona jego osobowości domagała się natychmiastowego ataku. Shafiq był trochę jak rekin: gdy raz wyczuje krew, wpadnie w szał i wtedy już ciężko przemówić mu do rozsądku. Na razie jednak do rozlewu takowej nie doszło, bo i powód był zbyt błahy. Nawet on w całej swojej niechęci do Macmillana to wiedział. Lata temu, być może takie słowa wystarczyłyby, żeby go sprowokować. Nie teraz jednak; wiek i nowe obowiązki niosły ze sobą równie nowy rodzaj dojrzałości i odporności na przytyki. Tym bardziej przytyki z rodzaju tych, które nie miały szansy zrobić nic, ponad spłynięciem po nim jak po gumochłonie.
To nie to samo, ale jeśli wolisz to sobie w ten sposób prościej sparafrazować, to proszę cię bardzo — odpowiedział z pełnym protekcjonalności uśmiechem, zanim jeszcze Nephthys się odezwała. To go jakby sprowadziło na ziemię. Uświadomiwszy sobie, że miał ją pod swoją opieką, zdał sobie sprawę, że postawiło ją w to nieciekawym położeniu. I choć w normalnych warunkach miałby to pewnie za nic, tak tym razem przeniósł na nią swoją uwagę, a podchwyciwszy jej spojrzenie, zamarł na chwilę. O ile byłoby łatwiej, gdyby te oczy tak łudząco nie przypominały mu innych, w które swego czasu spoglądał z tak wielką troską i miłością.
Racja. Wracajmy zatem — odchrząknął, odsuwając od siebie nawałnicę wspomnień, która siała spustoszenie w jego duszy, ilekroć dostrzegał kolejne podobieństwo pomiędzy kuzynką a kimś, kto swego czasu odgrywał rolę w jego życiu tak znaczącą, że dotychczas nie obsadził jej po raz drugi. Nephthys wyciągnęła ręce po donicę, a skoro wierzba wciąż pozostawała unieruchomiona, bez zwlekania podał jej roślinę, skoro takie było jej życzenie. Mógłby mieć jej tę interwencję za złe, a jednak urosła w jego oczach; nie wahała się, by postąpić właściwie, choć wiązało się to przecież ze złamaniem pewnej reguły. Odprowadził ją wzrokiem, gdy ruszyła pod przeszklone drzwi sklepu, chwilowo zapominając, że jest z nimi Anthony. Po chwili otrząsnął się jednak z dziwnego odrętwienia, w które wpadł.
Nasi zielarze się nią zajmą — odparł, nagle dziwnie oficjalnie. Anthony mógł odebrać to jako ironię, z drugiej jednak strony sadzonka zdawała się bezpieczna w ramionach Nephthys; możliwe zatem, że doszukiwanie się w jego słowach sarkazmu byłoby nadinterpretacją.
Do zobaczenia, lordzie Macmillan — rzekł, kładąc nacisk na to wątpliwie koleżeńskie pożegnanie, jakby sugerując, że następnym razem, gdy dojdzie do ich spotkania, a Nephthys już u jego boku nie będzie, może ono przebiec zgoła inaczej, choć nie musi. Zapewne będzie to zależało w dużej mierze od jego ówczesnego humoru i pogody, bo właściwie czemu by nie? Głowę miał jednak podniesioną wysoko, nie zamierzając bynajmniej żegnać się z nim tak, jak nakazywałyby tego maniery. W jego mniemaniu szacunek nie był czymś, co dostawało się z samej racji urodzenia; trzeba na niego zapracować. A Anthony niestety jedyne, na co zapracował, to w jego mniemaniu naganę. Poczynił kilka powolnych kroków w tył, jeszcze przez chwilę mierząc wyzywająco Macmillana wzrokiem, na podkreślenie swoich słów, a dopiero później dołączył do kuzynki. Zniknęli, teleportując się jedno po drugim, pozostawiając po sobie jedynie zawirowania niesfornych płatków śniegu. Sprzedawca zapewne odetchnął z ulgą.
    | z/t Neph i Rameses





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I don't feel anything,
anything
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   20.03.18 15:30

Nie powtarzał się bez znaczenia. Chciał zwyczajnie zaznaczyć gdzie się znajdowali i że dla niego naturalnym i oczywistym, pomimo długoletniego pobytu na tzw. Wschodzie, było „lord-owanie” a nie „szajch-owanie”. Nie miał zamiaru uczyć się na pamięć tytułu, który podawał mu wróg rodu, choćby był jak najbardziej poprawny i zgodny z etykietom, której i tak nauczył się pod naciskiem matki i żeńskich przedstawicielek swojego rodu… i może dzięki dziadkowi, którego wyjątkowo szanował i po trochu się bał, choć nie był to strach doprowadzający go do nie wiadomo jakiego stresu. Zwyczajnie zależało mu na jego opinii. Zresztą… Rameses i tak wydawał się tym niewzruszony nazywaniem go „lordem”. Przynajmniej Anthony’emu zdawało się to tak długo, jak długo brunet nie zamierzał mu o tym powiedzieć wprost, a raczej przypomnieć słowa powiedziane na początku tej dość nieprzyjemnej rozmowy. I tak zignorował słowa mężczyzny. Miał go słuchać? Jego? Shafiqa? Ha, po swoim trupie! Przewrócił jedynie oczami.
Zamiast spoglądać na czarownika, wolał patrzeć na jego krewną, której obecność go uspokajała na tyle, żeby nie zaatakować bezpodstawnie Ramesesa (a może jednak miał do tego powód?). Odprowadzał kobietę wzrokiem aż do samych drzwi. W głębi siebie ucieszył się, że wychodzili. Wystarczyła jedna, mała, ale celna iskra, która byłaby w stanie rozpalić chęć w Macmillanie do ponownego pojedynkowania się. To by z kolei oznaczało skandal. Zupełny skandal, na który nie mógł sobie pozwolić. Nawet jeżeli bardzo by chciał stanąć naprzeciw Shafiqa z szablą, różdżką czy choćby na gołe pięści… nie mógł sobie na to pozwolić, nie przy ulicy Pokątnej, nie przy świadku, nie przy kobiecie. Musiał, niestety, przemilczeć przytyki i chęć sprowokowania go. W myślach obiecywał sobie, że jeszcze kiedyś będą się pojedynkować i że tym razem to on wygra.
Do zobaczenia – odpowiedział na pożegnanie ze strony Shafiqa. Na pewno się spotkają. Nie uśmiechał się. Nie należał do osób, które na siłę próbowały udawać kimś, kim nie są. Etykieta mówiła jedno, honor, tak bardzo wpojony przez matkę z Longbottomów mówił drugie, a wychowanie wśród Macmillanów mówiło trzecie. Poczekał aż się teleportują, a gdy to zrobili, mruknął cicho pod nosem: – Bugger* – próbując natychmiast uwolnić się od nerwowej i negatywnej atmosfery.
Przetarł kąciki oczu, westchnął głęboko, obrócił się i spojrzał na sprzedawcę, który z kolei gapił się na niego. W momencie zetknięcia się ich spojrzeń, ten zaczął robić cokolwiek innego. Pomyśleć, że Anthony miał się rozejrzeć za potencjalnymi ziołami, które mógłby w przyszłości jakoś wykorzystać… Odetchnął głęboko. Podziękował raz jeszcze sprzedawcy, założył swoją futrzastą czapę i rękawiczki, po czym wyszedł, wprost na śnieg, jak gdyby chcąc fizycznie ostudzić siebie i swoje emocje.

*Bugger - brytyjski wulgaryzm; gnojek /wg oxfordzkiego wydania/
|zt




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   15.01.19 23:25

melania & jayden8 października
Kompletnie nie wiedział, co miał robić. Dostał listę, zadanie do wykonania i pomimo faktu, że robił to już któryś raz - cały drugi - zgubił gdzieś sens zajścia. Być może właśnie tak czuł się człowiek, który wracał na łono społeczeństwa po ciężkiej traumie i musiał nauczyć się z powrotem odnajdywać w otaczającym go, codziennym świecie. To zabawne, bo prowadził już niecały tydzień zajęcia w Hogwarcie i pomimo ogromnej szczodrości wszystkich na zamku, wciąż nie potrafił się tam odnaleźć tak jak dawniej. Był tam jak obcy. Przecież znał korytarze, znał twarze, które na niego patrzyły, wiedział jak funkcjonowano w Szkole Magii i Czarodziejstwa... Unosił się w eterze i chociaż zawsze taki był, ten stan wcale nie był podobny do poprzedniego. Starsi uczniowie patrzyli na niego z pewnym zaskoczeniem, nie mając pojęcia jak odbierać zachowanie swojego profesora. Gdy Vane nie pojawił się pierwszego września, dyrektor Dippet wyjaśnił, że były to osobiste tragedie, a gdy tylko wrócił wraz z początkiem października, oznajmił, że astronom mógł być nieswój jeszcze jakiś czas. Podchodzono do niego jak do jajka, nie chcąc specjalnie mu się narzucać i omijano go szerokim łukiem. Było to dotkliwe, nawet jeśli Jay chodził z myślami oddalonymi od spraw tak błahych jak sprawdziany. Jeszcze nigdy nie czuł tej samotności tak mocno i tak okrutnie. Snuł się jak cień, unikając wszelkich interakcji, nie wyłączając postaci z obrazów czy skrzatów pracujących w kuchni. Najczęściej jadał nawet samotnie, a błonia stały się jego pustelnią. Za dnia chował się w Wieży Astronomicznej; nocą, gdy nie prowadził zajęć, można było zobaczyć jego sylwetkę nad brzegiem jeziora albo na skraju Zakazanego Lasu. Mało mówił. Jeszcze mniej się uśmiechał. Był jakby jedynie pustym naczyniem, z którego wyrzucono dawną osobowość i nie dano nic w zamian. Powoli zaczął też wracać do swojego mieszkania. Pustego i chłodnego. Tak bardzo przypominającego mu o Pandorze. Jan Heweliusz nie odezwał się, widząc dawno niewidzianego gospodarza, a jedynie obserwował nieobecne ruchy mężczyzny. Obraz wiedział, co się działo - gdy profesor nie pojawiał się tak długo w domu, ruszył na jego poszukiwania, aż w końcu dowiedział się od Mikołaja Kopernika wiszącego w Hogwarcie, że Jayden zabunkrował się w panny Sprout, nie zamierzając wychodzić na światło dzienne. Nie chciał nigdzie iść ani z nikim się spotykać. Gnębiły go koszmary i bezsenność. Potrzebował zarówno odpoczynku jak i otwarcia się ponownie na ludzi. Wiedział, że im dłużej pozostawał w stagnacji, tym gorzej dla niego, lecz nie potrafił tego zmienić. Nie umiał postąpić kroku. Nie chciał nawet, woląc pozostawać w swoim bezpiecznym niczym.
- Mówiłaś coś? - spytał nagle, przypominając sobie, że znajdował się w sklepie, trzymał zapisaną kartkę papieru w dłoni i miał słuchać swojej towarzyszki. Melanii nie pojawiła się tutaj bez powodu, a on tak po prostu nie potrafił się skupić na jej słowach. Był beznadziejnym przyjacielem, a słuchaczem to już w ogóle koszmarnym. Poprzednie spotkanie z lady Abbott zmusiło go do jakiejś reakcji. Jakiejkolwiek i to było dobre, chociaż czekała go jeszcze daleka droga do końca. Chciał pozwolić sobie pomóc, dlatego też napisał ten list, ale będąc tutaj... Nie był tego już taki pewien. Tyle sprzeczności. Tyle bólu i niepewności. I piwne oczy Melanii.




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Melania Abbott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6788-melania-abbott#177486 https://www.morsmordre.net/t6865-dulcynea#179231 https://www.morsmordre.net/t6807-mela-nie-umie-w-chwytliwe-nazwy#178171 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6867-melania-abbott#179380
Zawód : Magibotanik i hodowca magicznych roślin
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Some people choose to see the ugliness in this world, the disarray. I choose to see the beauty. To believe there is an order to our days. A purpose.
OPCM : 6
UROKI : 2
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 16
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Your faith is in your hands.

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   Today at 1:35

Melania nie uważała się za najnieszczęśliwszą osobę pod słońcem. Wręcz przeciwnie – doskonale zdawała sobie sprawę, że relatywnie ma dużo więcej szczęścia niż inni zdołają uzyskać przez całe życie. Być może dlatego tak frustrowała ją własna pozycja. Za dobrze, by narzekać, a jednak narzekać, a wręcz lamentować, smucić się i kłócić z Lucanem byłoby o co. To wręcz okropne, nie mieć przywileju jawnego wyrzucenia z siebie, że ci źle, kiedy nawet od samej siebie, tej Puchonki siedzącej w twojej głowie, słyszysz inni mają gorzej. Można oszaleć, a ona czuła się tego chwilami bliska, co nie napawało optymizmem. Bo była przecież za dobra, aby w tych okropnych czasach płonących Ministerstw Magii, anomalii oraz niepokojów społecznych zawracać komukolwiek głowę tym, że mąż ewidentnie nie mówi jej całej prawdy, a świat w sumie spadł Melanii trochę na głowę. A nawet nadal spada.
Któż by pomyślał, że w takich sytuacjach najbardziej zacznie lady Abbott pomagać ludzkie towarzystwo? Na pewno nie ona, nawet kilka lat wstecz. Kiedy myślała, że nic nie może się już stać bardziej skomplikowane. Widać kilka lat naprawdę interesująco potrafi wypaczyć percepcję. W każdym razie, bliźni okazali się zaskakująco skutecznym lekiem na to, co działo się w jej głowie. A działo się wiele, każdego dnia więcej, wraz ze zbliżającą się nieubłaganie datą szczytu w Stonehenge. Ten działał jej zresztą na wrażliwe nerwy podwójnie negatywnie – po pierwsze, gra miała się toczyć o najwyższą stawkę, tak relatywnie niewielu ludzi miało decydować o losach całej magicznej społeczności na Wyspach... A po drugie, dużo bardziej prozaiczne: Lucan oświadczył jej, oświadczył!, że mowy nie ma, aby Melania pojawiła się na szczycie. Oczywiście wiedziała, co będzie dla niej lepsze i w tej kwestii nie mogła się z mężczyzną swojego życia kłócić, jednakże czy ktoś mógłby ją wreszcie traktować jak poważną, dorosłą kobietę, którą przecież była? A nie jak dziecko?! I to rozkapryszone w dodatku?! Na samą myśl lady Abbott czuła, jak w głowie zaczyna wirować to i owo, do uszu napływa zbyt wiele krwi, zbyt szybko w dodatku, a ogólny zarys sytuacji nie przedstawia się za ciekawie. Dlatego należało skupić uwagę na ucieczce, zaś idealny rodzaj takowej stanowiły zakupy z Jayem. A właściwie w ogóle przebywanie z nim.
Niewiele było na świecie osób, wyłączywszy syna Melanii, które sprawiały, że mogła się ona poczuć jak bohaterka. Jaydenowi Vane'owi szło to całkiem nieźle jeszcze w czasach szkolnych, gdy z gracją godną leminga władował się w diabelskie sidła, dając uratować młodszej od siebie Puchonce. A po latach zdołała go nawet ocalić ponownie, choć bez porównania bardziej prozaicznie – pomagając w zakupach, gdyż nazwy roślin na liście zdawały się równie mu obce, co słowa zapisane po chińsku. Dlatego też zaczynała czuć się w obowiązku wspierać mężczyznę duchowo oraz swoją znacznie rozleglejszą wiedzą fachową, gdy posyłano go na zakupy ponownie.
Choć bez wątpienia nie było to jedyne potrzebne mu wsparcie, jak zauważyła, obserwując nieobecną minę Jaya. Tłumaczeń zaprzestała już dobrych kilka uderzeń serca temu, upewniając się jedynie, iż towarzysz odpłynął gdzieś do swojego świata. I nie sprawiał wrażenia, jakby był w nim specjalnie szczęśliwy. Dlatego zadała mu już dwa razy pytanie, czy wszystko w porządku. Przymierzała się do trzeciego, toteż reakcję ze strony Vane'a powitała z ulgą.
– Pytałam, czy coś nie tak – odparła, ściągając nieznacznie brwi. Ślepy zauważyłby, że chodzi o coś więcej niż jedynie roztargnienie. Nie potrafiła tego tak zostawić: załatwić, o co ją poproszono i wrócić do domu. Zjadłoby ją sumienie do spółki z udręczonymi myślami, co takiego zignorowała.– Ponieważ, prawdę mówiąc, wygląda na to, że rośliny są ostatnim, do czego masz głowę. I to bardziej niż zwykle.




Oh little ghost,you see the pain.
Powrót do góry Go down
 

Sklep zielarski Orchideous

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19