Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Sklep zielarski Orchideous

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Sklep zielarski Orchideous   20.02.16 0:36

First topic message reminder :

Sklep zielarski 'Orchideous'

Sklep wydaje się tu być od zawsze. Frontową ścianę obwiesza bujnie rosnący bluszcz. Z pozoru dziki, ale tak naprawdę starannie wypielęgnowany. Otoczony skrupulatną opieką na równi z ziołami wypełniającymi doniczki w środku. Wnętrze jest jasne, przestronne i wypełnione wybujałą zielenią. W powietrzu unosi się uderzająca do głowy mieszanka kwietnych zapachów. Być może dlatego przyjemniej krąży się wśród półek i stolików uginających się od doniczek. Mimo wszystko należy uważać przechadzając się dookoła, zwłaszcza na młode sadzonki bijącej wierzby zazwyczaj z wiadomych przyczyn stojące na podłodze. Jeśli nie odnajdziesz tego, czego szukasz sam bezzwłocznie poradź się sprzedawcy, który zapewne odnajdzie potrzebne ci zioła na zapleczu, do którego wiodą tajemnicze drzwi za kontuarem.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rameses Shafiq
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5780-rameses-shafiq https://www.morsmordre.net/t5788-seth#136750 https://www.morsmordre.net/t5791-basnie-tysiaca-i-jednej-nocy#136755 https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5859-skrytka-bankowa-nr-1426#138577 https://www.morsmordre.net/t5792-rameses-shafiq#136756
Zawód : Łamacz klątw
Wiek : 40
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
i will burn your world to
the ground
if you try to conquer
mine
OPCM : 16
UROKI : 13
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   19.03.18 23:38

Częstotliwość powtarzania przez Macmillana tego jednego słowa, które z taką mocą doprowadzało go do szewskiej pasji, była nadzwyczaj oczywista w całym swoim zamiarze. Mimo to jeszcze nie okazywał tego, jak bardzo go to drażni z prostego powodu: dałby tym czarodziejowi niekwestionowaną satysfakcję. Im bardziej niewzruszony pozostawał, tym bardziej denerwował się ten drugi i właściwie tylko to, w połączeniu z obecnością Nephthys, jak również samym miejscem rozmowy powstrzymywało go, żeby nie wszcząć burdy. Dla Anglików podobne działania były może i nie na miejscu; wszak słynęli oni z pełnej flegmatyczności powściągliwości. On jednak Anglikiem nie był i nigdy nawet nie próbował nim być, czy naśladować ich zachowania. Uparty w swoim płomiennym gniewie, byłby skłonny podpalić cały świat, łącznie ze sobą, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Zrobić wszystko, by zaszkodzić swoim wrogom. Tak po prawdzie jednak Anthony stanowił wroga mniejszego kalibru. Czuł do niego niechęć jak do wszystkich Macmillanów, dodatkowo podsyconą jego niewyparzoną gębą. Raz już dostał jednak nauczkę i gdyby Thony nie zaatakował go pierwszy, zapewne obyłoby się bez większych rękoczynów. Rameses może i był pierwszy do bitki, ale tylko pod określonymi warunkami, które zwykle zakładały, by nie mierzyć siły nad zamiary. Tutaj jednak sytuacja była trochę inna i mniej wyrafinowana, a trzaśniecie Macmillana w szczękę, tak, jakby sobie na to zasługiwał, byłoby swego rodzaju kopaniem leżącego.
Mam może obcy akcent, ale tyle czasu spędziłeś wśród mugoli za granicą, że powinieneś mnie zrozumieć, gdy do ciebie mówię — odparł, wciąż z uśmiechem, który zapewne Thony mógłby właśnie chcieć mu zetrzeć z twarzy, preferowanie pięścią i to kilka razy. Był tego, jak najbardziej świadom, co więcej, brutalna strona jego osobowości domagała się natychmiastowego ataku. Shafiq był trochę jak rekin: gdy raz wyczuje krew, wpadnie w szał i wtedy już ciężko przemówić mu do rozsądku. Na razie jednak do rozlewu takowej nie doszło, bo i powód był zbyt błahy. Nawet on w całej swojej niechęci do Macmillana to wiedział. Lata temu, być może takie słowa wystarczyłyby, żeby go sprowokować. Nie teraz jednak; wiek i nowe obowiązki niosły ze sobą równie nowy rodzaj dojrzałości i odporności na przytyki. Tym bardziej przytyki z rodzaju tych, które nie miały szansy zrobić nic, ponad spłynięciem po nim jak po gumochłonie.
To nie to samo, ale jeśli wolisz to sobie w ten sposób prościej sparafrazować, to proszę cię bardzo — odpowiedział z pełnym protekcjonalności uśmiechem, zanim jeszcze Nephthys się odezwała. To go jakby sprowadziło na ziemię. Uświadomiwszy sobie, że miał ją pod swoją opieką, zdał sobie sprawę, że postawiło ją w to nieciekawym położeniu. I choć w normalnych warunkach miałby to pewnie za nic, tak tym razem przeniósł na nią swoją uwagę, a podchwyciwszy jej spojrzenie, zamarł na chwilę. O ile byłoby łatwiej, gdyby te oczy tak łudząco nie przypominały mu innych, w które swego czasu spoglądał z tak wielką troską i miłością.
Racja. Wracajmy zatem — odchrząknął, odsuwając od siebie nawałnicę wspomnień, która siała spustoszenie w jego duszy, ilekroć dostrzegał kolejne podobieństwo pomiędzy kuzynką a kimś, kto swego czasu odgrywał rolę w jego życiu tak znaczącą, że dotychczas nie obsadził jej po raz drugi. Nephthys wyciągnęła ręce po donicę, a skoro wierzba wciąż pozostawała unieruchomiona, bez zwlekania podał jej roślinę, skoro takie było jej życzenie. Mógłby mieć jej tę interwencję za złe, a jednak urosła w jego oczach; nie wahała się, by postąpić właściwie, choć wiązało się to przecież ze złamaniem pewnej reguły. Odprowadził ją wzrokiem, gdy ruszyła pod przeszklone drzwi sklepu, chwilowo zapominając, że jest z nimi Anthony. Po chwili otrząsnął się jednak z dziwnego odrętwienia, w które wpadł.
Nasi zielarze się nią zajmą — odparł, nagle dziwnie oficjalnie. Anthony mógł odebrać to jako ironię, z drugiej jednak strony sadzonka zdawała się bezpieczna w ramionach Nephthys; możliwe zatem, że doszukiwanie się w jego słowach sarkazmu byłoby nadinterpretacją.
Do zobaczenia, lordzie Macmillan — rzekł, kładąc nacisk na to wątpliwie koleżeńskie pożegnanie, jakby sugerując, że następnym razem, gdy dojdzie do ich spotkania, a Nephthys już u jego boku nie będzie, może ono przebiec zgoła inaczej, choć nie musi. Zapewne będzie to zależało w dużej mierze od jego ówczesnego humoru i pogody, bo właściwie czemu by nie? Głowę miał jednak podniesioną wysoko, nie zamierzając bynajmniej żegnać się z nim tak, jak nakazywałyby tego maniery. W jego mniemaniu szacunek nie był czymś, co dostawało się z samej racji urodzenia; trzeba na niego zapracować. A Anthony niestety jedyne, na co zapracował, to w jego mniemaniu naganę. Poczynił kilka powolnych kroków w tył, jeszcze przez chwilę mierząc wyzywająco Macmillana wzrokiem, na podkreślenie swoich słów, a dopiero później dołączył do kuzynki. Zniknęli, teleportując się jedno po drugim, pozostawiając po sobie jedynie zawirowania niesfornych płatków śniegu. Sprzedawca zapewne odetchnął z ulgą.
    | z/t Neph i Rameses





I tried to be someone
else but nothing seemed
to change
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Sklep zielarski Orchideous   20.03.18 15:30

Nie powtarzał się bez znaczenia. Chciał zwyczajnie zaznaczyć gdzie się znajdowali i że dla niego naturalnym i oczywistym, pomimo długoletniego pobytu na tzw. Wschodzie, było „lord-owanie” a nie „szajch-owanie”. Nie miał zamiaru uczyć się na pamięć tytułu, który podawał mu wróg rodu, choćby był jak najbardziej poprawny i zgodny z etykietom, której i tak nauczył się pod naciskiem matki i żeńskich przedstawicielek swojego rodu… i może dzięki dziadkowi, którego wyjątkowo szanował i po trochu się bał, choć nie był to strach doprowadzający go do nie wiadomo jakiego stresu. Zwyczajnie zależało mu na jego opinii. Zresztą… Rameses i tak wydawał się tym niewzruszony nazywaniem go „lordem”. Przynajmniej Anthony’emu zdawało się to tak długo, jak długo brunet nie zamierzał mu o tym powiedzieć wprost, a raczej przypomnieć słowa powiedziane na początku tej dość nieprzyjemnej rozmowy. I tak zignorował słowa mężczyzny. Miał go słuchać? Jego? Shafiqa? Ha, po swoim trupie! Przewrócił jedynie oczami.
Zamiast spoglądać na czarownika, wolał patrzeć na jego krewną, której obecność go uspokajała na tyle, żeby nie zaatakować bezpodstawnie Ramesesa (a może jednak miał do tego powód?). Odprowadzał kobietę wzrokiem aż do samych drzwi. W głębi siebie ucieszył się, że wychodzili. Wystarczyła jedna, mała, ale celna iskra, która byłaby w stanie rozpalić chęć w Macmillanie do ponownego pojedynkowania się. To by z kolei oznaczało skandal. Zupełny skandal, na który nie mógł sobie pozwolić. Nawet jeżeli bardzo by chciał stanąć naprzeciw Shafiqa z szablą, różdżką czy choćby na gołe pięści… nie mógł sobie na to pozwolić, nie przy ulicy Pokątnej, nie przy świadku, nie przy kobiecie. Musiał, niestety, przemilczeć przytyki i chęć sprowokowania go. W myślach obiecywał sobie, że jeszcze kiedyś będą się pojedynkować i że tym razem to on wygra.
Do zobaczenia – odpowiedział na pożegnanie ze strony Shafiqa. Na pewno się spotkają. Nie uśmiechał się. Nie należał do osób, które na siłę próbowały udawać kimś, kim nie są. Etykieta mówiła jedno, honor, tak bardzo wpojony przez matkę z Longbottomów mówił drugie, a wychowanie wśród Macmillanów mówiło trzecie. Poczekał aż się teleportują, a gdy to zrobili, mruknął cicho pod nosem: – Bugger* – próbując natychmiast uwolnić się od nerwowej i negatywnej atmosfery.
Przetarł kąciki oczu, westchnął głęboko, obrócił się i spojrzał na sprzedawcę, który z kolei gapił się na niego. W momencie zetknięcia się ich spojrzeń, ten zaczął robić cokolwiek innego. Pomyśleć, że Anthony miał się rozejrzeć za potencjalnymi ziołami, które mógłby w przyszłości jakoś wykorzystać… Odetchnął głęboko. Podziękował raz jeszcze sprzedawcy, założył swoją futrzastą czapę i rękawiczki, po czym wyszedł, wprost na śnieg, jak gdyby chcąc fizycznie ostudzić siebie i swoje emocje.

*Bugger - brytyjski wulgaryzm; gnojek /wg oxfordzkiego wydania/
|zt




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
 

Sklep zielarski Orchideous

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Sklep zielarski Orchideous
» Sklep Odzieżowy
» Sklep z bronią "Trebusz"
» Sklep Warzywny
» Sklep Płatnerski

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18