Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pasaż Laverne de Montmorency

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime17.10.16 0:16

First topic message reminder :

Pasaż Laverne de Montmorency

Jedna z bocznych uliczek Pokątnej, pomimo niepokojących czasów, zwracająca uwagę swoją elegancją. Panuje tutaj o wiele mniejszy tłok niż na głównej ulicy, być może to przez wysokie ceny, a być może przez nietypowość sprzedawanych rzeczy? Znajdują się tutaj małe kawiarenki, kilka restauracji, malutkich księgarni oraz bardziej nietypowe sklepy, gdzie można odnaleźć rzadkie przedmioty. Zegary wskazujące miejsce pobytu, a może wrzeszczące lustro? Mówi się, że pierwszy sklep założyła tutaj sama Laverne de Montmorency, czarownica, która wymyśliła eliksir miłosny, by zamaskować własną brzydotę - być może jest w tym odrobina prawdy, gdyż tuż u wylotu pasażu znajduje się niewielki sklep z gotowymi eliksirami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Primrose Burke
Primrose Burke

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Dd3436d291f269d9d228b8e0011b3018

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime09.11.20 18:23

Przyjęła z nieukrywaną ulgą fakt, że mogą zaszyć się na chwilę w herbaciarni. Zdjęła wilgotny płaszcz i odwiesiła na bok ukazując, że ubrana była w bordową, do ziemi spódnicę, pasującą do tego kamizelkę, zapinaną na dwa rzędy guzików podkreślającą talią panny Burke i białą koszulę, ze zwężanymi mankietami przez co koszula miała lekko bufiaste rękawy.  Przy pasie wisiała różdżka z drzewa różanego, tak aby zawsze była pod ręką. Usiadła za stołem, który zajęła Cressida i poczekała aż podejdzie pracownica i poda menu. Prim nie zastanawiała się długo i poprosiła białą herbatę z ciasteczkiem cynamonowym.
Pomieszczenie było przytulne i przede wszystkim ciepłe oraz suche. Odgarnęła z twarzy parę mokrych kosmyków i przeczesała palcami grzywkę, która stanowiła oprawę dla szaro – zielonych oczu panny Burke.  Skrzat usiadł kawałek dalej przy piecu nadal pilnując pakunków swojej pani. Prim jednak wiedziała, że uważnie ją obserwuje. Gdyby wybrała się bez Maczka na zakupy Edgar by ją zbeształ. Nie posiadali służby jako takiej, w Durham jedynie skrzaty usługiwały rodzinie, a Maczek był najstarszym i ulubionym skrzatem Primrose. Pomarszczony i wiekowy troszczył się o dzieci państwa Burke. Nie wyobrażała sobie domu bez niego, ale zdawała sobie sprawę, że widział co najmniej trzy pokolenia Burków w kołysce. Nie było pewne, czy dożyje czwartego, ale na pewno tego chciał.
-Jeżeli masz talent malarski i zacięcie, warto co nieco pokazać innym – odparła na wspomnienie o użyczeniu swoich prac do galerii. - A balet, o których wspomniałaś to nie ten co należy do Evandry Rosier?
O ile dobrze pamiętała lord Rosier podarował swojej żonie teatr, a ta oddała się pracy nad nim. Nie chciała wiele zdradzić jakby szykowała wielką niespodziankę, ale być może już działał.
-Malarstwo, dzieci, spacery, jazda konna – wymieniła Prim i przyjęła z wdzięcznością filiżankę herbaty, która została przed nią postawiona. - Jesteś bardzo zajęta Cressido.
Uśmiechnęła się uprzejmie uświadamiając sobie, że nic czym aktualnie się zajmuje wpisuje się w plan dzienny znajomej. Miała jej mówić o artefaktach, które zieją czarną magią na kilometr i musiała prosić o pomoc łamacza klątw kiedy Edgara nie było w domu? Miała wspominać o godzinach spędzonych nad starożytnymi runami lub numerologią? Spotkaniach z naukowcami? Upiła łyk herbaty uświadamiając sobie coraz bardziej jak żyją w dwóch odmiennych światach. Czy Primrose kiedyś stanie się Cressidą? Oddaną matką i żoną, która w wolnym czasie będzie malować, pisać wiersze lub haftować? W końcu od niedawna zabrała się za naukę gry na skrzypach. Czy powoli zmierzała właśnie ku tej ścieżce? Czy porzuci pracę dla rodzinnego biznesu?
-Ostatnio spędzam dużo czasu nad projektowaniem nowych talizmanów. Pracuje nad kombinacjami składników, jak je zapieczętować za pomocą run – odpowiedziała w końcu na zadane jej pytanie. - Spędziłam przemiłe popołudnie z lady Rosier na przejażdżce konnej oraz... odświeżyłam znajomości ze szkoły.
O ile mały pojedynek można było nazwać zwyczajnym odświeżeniem znajomości.
-Co najbardziej lubisz malować? Martwą naturę czy krajobrazy? - Postanowiła, że lepiej aby skupiły się na tym czym zajmowała się Cressida. Bezpieczny temat na krótkie, niespodziewane spotkanie przy herbacie.





May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime11.11.20 14:09

Zdziwiła się leciutko na widok ubioru lady Burke, ale co ród to obyczaj. Burke’ówny zresztą niezbyt kojarzyły jej się z wytwornymi sukniami, w jakich pokazywały się damy z rodów najmocniej brylujących na salonach. Może Primrose bardziej ceniła sobie praktyczniejsze stroje, a suknie do praktycznych nie należały.
Cressie pod płaszczem miała na sobie właśnie długą, ciemnoniebieską suknię, znacznie skromniejszą niż te przeznaczone na salonowe wyjścia, ale nadal zauważalnie szlachecką. Jej wąską talię dodatkowo podkreślał gorset, którym każdego ranka ściskała ją wierna służka, choć i bez niego byłaby osóbką bardzo szczupłą i drobną pomimo urodzenia ledwie półtora roku temu bliźniąt. Przypadły jej w udziale naprawdę dobre geny, dzięki którym nigdy nie mogła narzekać na nadmiarowe kilogramy, a zawsze cechowała się drobną, eteryczną sylwetką, którą po urodzeniu dzieci szybko odzyskała.
W herbaciarni było jednak przyjemnie, miło i co najważniejsze – ciepło i sucho. Cressie zdecydowała się na zieloną herbatę z dodatkiem trawy cytrynowej. Kątem oka zerknęła na skrzata; Fawleyowie rzecz jasna też je mieli, ale zajmowały się gotowaniem, sprzątaniem i pielęgnacją ogrodu, więc do pomocy Cressidzie w ubieraniu, zakupach i tak dalej jej mąż wynajął młodą dziewczynę, która pracowała dla niej już od przeszło roku. Opiekunką jej dzieci była z kolei starsza już czarownica, która odchowała wielu młodych Fawleyów przez ostatnie trzydzieści lat – w tym jej męża, który był jednym z pierwszych młodych Fawleyów pod jej opieką, a teraz piastowała dzieci jego i Cressidy, więc Cressie, opuszczając dworek, była spokojna o to, że były pod dobrą opieką i niczego im nie brakowało.
- Tak, to dokładnie ten – potwierdziła. Podejrzewała, że Prim znała Evandrę znacznie lepiej od niej, w końcu uczyły się razem. Ale i Cressie poznała lady Rosier, nie tak dawno nawet spotkały się w perfumerii Parkinsonów, gdzie nad próbkami pachnideł miały okazję porozmawiać po raz pierwszy od dłuższego czasu. – Niegdyś malowałam dla nich obraz – dodała; o namalowanie obrazu do jednej z sal baletu poprosiła ją niegdyś madame Mericourt. – Ale na ogół wolę pozostawać w cieniu, nie pragnę blasku i sławy, stąd obecność moich obrazów na wernisażach ma charakter jedynie gościnny i stanowią one dodatek do twórczości innych artystów.
Takich, których nie pętały konwenanse i schematy narzucone szlachetnym damom. Większość malarzy, których prace znajdowały się w galeriach, była mężczyznami – im w końcu wolno było więcej. Cressida była kobietą, więc musiała pozostać w cieniu. Jej nieprzeciętny talent kwitł głównie w domowym zaciszu, ciesząc oczy krewnych. William zachwalał jej umiejętności, chciał pokazywać jej światu, ale oboje zdawali sobie sprawę, że muszą pilnować tego, co stosowne. W pierwszej kolejności musiała być żoną i matką. Dopiero w dalszej była malarką.
- Moja rzeczywistość w gruncie rzeczy nie różni się od codzienności większości młodych kobiet z wyższych sfer. Oddaję się obowiązkom żony, matki i damy, a także swoim pasjom – rzekła. Wiodła zatem wygodne życie, nie musiała kalać delikatnych dłoni pracą ani martwić się o to, by zapewnić byt swoim dzieciom, o co musiały martwić się kobiety z niższych warstw społecznych.
Pewnie przeraziłaby się, słuchając o czarnej magii. Jeśli zaś chodzi o runy i numerologię, kompletnie się na nich nie znała. O ile jej pan ojciec dbał o to, by jego córki poznały dziedziny wiodące dla Flintów, tak numerologii i run nie uważał za niezbędne, poza tym jako materiał na przyszłe żony nie powinny być przesadnie wykształcone, bo mężczyźni nie lubili, gdy kobiety były mądrzejsze od nich. Cressie też nigdy do tych dziedzin nie ciągnęło.
- Och, nie wiedziałam, że robisz talizmany. Czy umiesz robić takie ochronne? Nie wiem właściwie, jak to działa – zapytała z ciekawością. Nie znała się na tego typu czarach, tym bardziej, że nie uczono jej tego w szkole. Odkąd skończyła szkołę stosunkowo mało korzystała z magii, jeśli nie liczyć transmutacji, czarów pomocnych w tworzeniu ruchomych obrazów i jakichś podstawowych zaklęć typu lumos, accio i tak dalej. Ale zasadniczo żadnej magicznej dziedziny nie znała w stopniu zaawansowanym, jej umiejętności ograniczały się do tego, czego nauczyła się w szkole i po opuszczeniu Beauxbatons nie rozwijała się w żadnej, skupiając się na sztuce i obowiązkach damy, a także, z sentymentu pielęgnując wiedzę na temat zielarstwa i magicznych stworzeń.
- Też niedawno miałam okazję spotkać się z lady Rosier, jeśli obie mówimy o Evandrze. – Bo w końcu nie była ona jedyną lady o tym nazwisku. – I regularnie odwiedzam mych rodziców, rodzeństwo i innych krewnych. Ale moje życie towarzyskie nie jest zbyt intensywne.
Bo poza odwiedzaniem posiadłości panieńskiego rodu rzadko bywała gdzieś z wizytą. Hogwarckie dziewczęta miały swoje grono przyjaciółek. Gdy była okazja, przyjmowała zaproszenia na jakieś podwieczorki i tego typu wydarzenia dla młodych dam, ale nadal nie udało jej się zawrzeć nowych przyjaźni.
- Najchętniej maluję pejzaże – odpowiedziała, po czym upiła łyk swojej herbatki. – Ale czasem maluję też martwe natury czy portrety. Ale to krajobrazy mają szczególne miejsce w moim sercu.
I wychodziły jej najlepiej. Portrety zawsze wymagały współpracy z drugą osobą i jej cierpliwego pozowania, a przy pejzażach mogła sama wybierać odpowiednie miejsce i moment do uwiecznienia.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Primrose Burke
Primrose Burke

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Dd3436d291f269d9d228b8e0011b3018

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime11.11.20 15:51

Strój Primrose nie był na salony, ale na wyjście do Londynu pasował idealnie, zwłaszcza na taką pogodę. Był ciepły, praktyczny i elegancki, na pewno nikt pannie Burke nie mógł zarzucić, że ubrała się nie odpowiednio. Nie licząc nieszczęsnej parasolki, ale przecież nikt nie jest idealny. Chociaż... jakby się dłużej zastanowić to Evandra by nie zapomniała parasolki, tak samo Cressida. Były damy idealne, do których Primrose nie należała. Nie nosiła też gorsetu na co dzień uważając, że czasy tego narzędzia tortur już dawno minęły. Zdarzało się jej ubrać go do sukni balowej, gdyż tego wymagały zasady, ale na co dzień nikt jej nie zmusi. Sączyła spokojnie herbatę słuchając słów Cressidy panując nad mimiką twarzą aby nie zdradzić się ze swoimi myślami. To o czym mówiła jej towarzyszka jawiło się Prim ciężkim życiem. Miały odmienne charaktery, inne podejście do życia i zdecydowanie inne cele. Raczej istniało małe prawdopobieństwo aby ich drogi kiedyś się skrzyżują, że będą patrzeć w tym samym kierunku. Jednak Cressida wydała się zadowolona z życia, które wiedzie. Nie wyglądała na kobietę, która oczekiwała zmian, a jeżeli tak było nie manifestowała tego ani swoim ubiorem ani słowami ani czynami. Prim wiedziała, że sporo jest takich kobiet, którym odpowiada układ świata, a to oznaczało, że lady Fawley może stać się jedną z tych, które będą krytykować albo patrzeć krzywym okiem na to co wyczynia panna Burke i o co chce walczyć.
-Jeżeli tak lubisz krajobrazy zapraszam do Durham – powiedziała odstawiając filiżankę ze spodeczkiem na stół. - Pole Maków jest jednym z bardziej urokliwych miejsc i choć sama malarką nie jestem to myślę, że znalazłabyś parę ładnych punktów.
Primrose jeździła tam konno i spędziła ostatnio przyjemny poranek z bratem. Durham nie miało wiele urokliwych miejsc, które można było nazwać słonecznymi czy bajkowymi. Było surowe i chłodne, tak jak jego mieszkańcy, ale miało w sobie coś dzikiego, pięknego w swym wyrazie. Jednak nie każdy potrafił je docenić.
-Myślałaś o jakimś patronacie? Nad młodymi talentami? Myślę, że wielu chętnie by skorzystało z takiej protekcji, a ty mogłabyś kształtować młode umysły. - Postanowiła jeszcze raz sprawdzić czy lady Fawley pragnie czegoś więcej albo ma w sobie iskierkę działania. Była młoda, tak jak Prim, miała przed sobą całe życie oraz możliwości by coś zmienić albo uczynić ten świat lepszym. Wystarczyło jedynie zrobić pierwszy krok. Prim nie raz ubolewała nad tym, że kobiety pozwalają aby nimi sterowano, a przecież nie chodziło o otwartą rewolucje, bunt i wzniecanie wojny płci. Tylko delikatne acz stanowcze otwieranie  drzwi i wkraczanie do pewnych rejonów z gracją i wdziękiem, a jednocześnie z lekką przekorą i zadziornością.
-Ostatnio odkryłam przyjemność płynącą z nauki gry na skrzypcach – postanowiła podzielić się jeszcze czymś co nie zszokuje młodej arystokratki. - Brat zapewnił mi świetnego nauczyciela, który wykazuje się niezwykłą cierpliwością do moich potknięć. Bardziej moja gra na razie przypomina skrzypienie starych drzwi i jęki ducha, ale czynię postępy.
Zażartowała z własnych potknięć i niepowodzeń.
-Co zaś do talizmanów, to właśnie tym się zajmuję w rodzinnym interesie. Każdy członek rodu stara się dołożyć swoją cegiełkę. Moją są talizmany i tak tworzę też takie ochronne. Staram się dopasować zawsze talizman do osoby, która go zamawia. Bywa to niezwykle trudne, ale dzięki temu się rozwijam. - Talizmany, nauka to były tematy, o których mogłaby mówić godzinami i tym samym zaprzeczając twierdzeniu, że przedstawiciele rodu Burke są mrukliwi i mało przystępni. Za oknem zaczynało coraz mocniej padać jakby pogoda chciała oznajmić, że dzisiaj Anglia słońca nie ujrzy.





May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime13.11.20 14:11

Dziewczęta zdecydowanie były od siebie różne, ale jak bardzo, tego Cressida nie wiedziała, gdyż nigdy nie miała okazji poznać Prim bliżej. Gdyby uczyły się razem, na pewno miałaby jakiś obraz jej osoby. Ale czy wtedy by się lubiły? Nie wiadomo. Teraz, gdy zapoznały się już jako dorosłe damy, mogły zbudować swoje relacje na innym gruncie, niż budowały je uczące się dziewczynki, nie znały też wielu faktów ze swoich przyszłości, nie przeżywały razem wspólnych trudów edukacji, wzlotów i upadków. Prim zapewne miała taką przeszłość z Evandrą, ale Cressida dla nich była osobą z zewnątrz, pojawiła się w życiu hogwarckich dziewcząt dopiero trzy lata temu, po swoim debiucie, w którym wkroczyła na salony pełne szlachetnie urodzonych dam mających za sobą różne magiczne szkoły. Oczywiście i wcześniej w czasie letnich wakacji i rozmaitych wydarzeń była okazja do styczności z pannami z różnych rodów, ale były to okazje zbyt krótkie, by zdążyć się z kimś zaprzyjaźnić, bo zaraz nadchodził wrzesień i konieczność powrotu do oddalonych od siebie znacznie szkół.
Cressida nie chciała zmian. Dobrze żyło jej się w przypisanej jej roli. Nigdy się nie buntowała, zarówno swym zachowaniem jak i ubiorem wpisując się w typowe schematy młodej damy. Pomijając oczywiście pewne szczegóły – brakowało jej bowiem pewności siebie graniczącej z arogancją, którymi cechowało się wiele młodych lady, nie lubiła też być w centrum uwagi ani rozpowszechniać krzywdzących plotek. Uważała system patriarchalny za właściwy i nie widziała powodu, by uważać inaczej, tym bardziej że w gruncie rzeczy ten system był wygodny. To mężczyźni brudzili sobie ręce pracą, dbali o byt rodziny, do nich należało też zajmowanie się polityką i innymi męskimi sprawami, a Cressida cieszyła się, że tego typu kwestie nie muszą zajmować jej głowy, i może skupić się na byciu żoną i matką, a także na sztuce, czyli pasji odpowiedniej dla kobiety.
- Chętnie złożę ci kiedyś wizytę, jeśli twoi bliscy nie mieliby nic przeciwko. Chciałabym zobaczyć to pole maków na własne oczy – powiedziała, po czym napiła się swojej herbatki, tak przyjemnie rozgrzewającej w kontraście do kropli deszczu spływających po szybach herbaciarni. – O ile mąż poprosiłby mnie o pomoc, jeśli chodzi o artystów których wspiera, pomogę mu. Ale pracować zawodowo mi nie przystoi, więc najprawdopodobniej pierwszymi młodymi talentami, którymi będę się prawdziwie opiekować, będą moje własne dzieci – odpowiedziała na pytanie Prim. Jej mąż jako mecenas sztuki sprawował pieczę nad kilkoma młodymi czystokrwistymi, choć nieszlachetnymi talentami, Cressida miała okazję poznać tych obiecujących malarzy, przyszłą nadzieję tradycyjnego malarstwa, mogła z nimi porozmawiać o sztuce i wymienić się radami, ale nie mogłaby zostać mecenaską sztuki w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż przypisano jej inne role społeczne, i nie wypadało jej wchodzić w rolę męża. Mogła pojawiać się u jego boku na wernisażach i innych wydarzeniach, ale jako kobieta była dodatkiem, poza tym jej niepewny siebie charakter i brak siły przebicia znacznie utrudniałby umiejętność kształtowania innych umysłów – bo dlaczego ktoś miałby jej słuchać, skoro była tak niepewna swej wartości i tak nieśmiała? Będzie mogła za to uczyć sztuki własne dzieci, gdy już wejdą w wiek, kiedy będą potrafiły utrzymać w dłoniach pędzel, bo na ten moment potrafiły co najwyżej wysmarować farbami podłogę i ściany, z ciekawością pchając do jej palety swoje małe paluszki. Możliwe, że będzie też pomagać innym dzieciom Fawleyów, ale nie uchodziło jej nawiązywać bliskiej współpracy z obcymi mężczyznami.
- To wspaniale, skrzypce to piękny instrument. Sama nigdy nie nauczyłam się na nich grać, jeśli chodzi o muzykę, to odebrałam naukę podstaw śpiewu i gry na fortepianie – rzekła. Skupiała się zawsze bardziej na malarstwie, więc muzyka odgrywała w jej życiu rolę dość poboczną, choć lubiła słuchać gry innych. Mąż od czasu do czasu zabierał ją do opery lub na koncerty muzyki klasycznej. – Z czasem na pewno będzie wychodzić ci coraz lepiej.
Zaciekawiła się kwestią talizmanów. Nie wiedziała zbyt wiele o interesach rodu Burke, w każdym razie nic ponad to, co było wiadomo oficjalnie. Fawleyowie nie mieli typowych interesów, po prostu byli artystami lub mecenasami sztuki. Jeśli chodzi o jej panieński ród, czyli Flintów, to mieli swój interes zielarski, którym zajmował się jej pan ojciec i inni mężczyźni z rodziny, ale i kobiety odgrywały jakąś rolę w pielęgnacji roślin. Cressie za czasów panieńskich spędziła sporo czasu w rodowych szklarniach, gdzie pod okiem pana ojca poznawała tajniki zielarstwa tak ważnego dla jej rodu.
- To brzmi naprawdę ciekawie. Z czego tworzy się takie talizmany? – zapytała po chwili. Znowu napiła się herbatki. Minuty mijały, kiedy ona słuchała słów Prim o talizmanach, zdając sobie sprawę, że jeśli chciała jeszcze zdążyć obejrzeć nowe pędzle i farby, to niedługo będzie musiała pożegnać się z koleżanką.




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Primrose Burke
Primrose Burke

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 11
UROKI : 4
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Dd3436d291f269d9d228b8e0011b3018

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime13.11.20 20:24

Primrose dopijała swoją herbatę nieświadoma przemyśleń towarzyszki. Jednak niezaprzeczalny fakt był taki, że Cressida nie miała szans poznać innych dziewczyn w czasie dzieciństwa. Prim nigdy nie żałowała, ze uczęszczała do Hogwartu uważając, że szkoła dała jej wszystko czego potrzebowała, a nawet więcej. Zresztą nie wyobrażała sobie, że mogłaby chodzić do innej szkoły niż jej bracia. Hogwart był prawie jak drugi dom i czas spędzony tam uważa, za jeden z ciekawszych epizodów swojego życia.
-Nie musisz się przejmować rodziną. Pole Makowe to rozległy teren nikomu nie będziesz tam wadzić – zapewniła Cressidę. - Wyślij tylko wcześniej sowę abym wiedziała, że możemy się ciebie spodziewać w okolicy. Upewnię się, że nikt nie będzie przeszkadzał.
Słysząc o tym, ze Cressida nie zrobi nic bez zgody męża zmroziło ją wewnętrznie. Jednak widziała, ze lady Falwey nie mówi tego bo tak wypada i nie chce nikogo urazić. Mówi tak, bo w to wierzy. Prim zerknęła na ciotkę i przyzwoitkę, które siedziały kawałek od Cressidy ale na pewno strzygły uszami i wyłapywały każde słowo jakie padało przy ich stoliku. Wiedziała, że musi uważać na to co mówi i jak to mówi. Nie chciała być oskarżona o deprawowanie młodej mężatki i matki bliźniąt.
-Ród Fawley słynie z tego, że wspiera artystów więc sądzę, że z twoją opinią lord Fawley się liczy. - Zagadnęła jeszcze wiedząc, że nie ma co drążyć tematu, bo nic z tego nie będzie. Na razie. Szlachcianki bardzo często zapominały o swojej sile, swoich zdolnościach i umiejętnościach pozwalając aby to mężczyzna wiódł prym i przyjmował cały splendor. Wielu jednak zapomina, że za mężczyzną sukcesu stoi bardzo inteligentna i obrotna kobieta.
-Grywasz na fortepianie? - Zainteresowała się żywo. - Może miałabyś kiedyś ochotę mi akompaniować w czasie gry? Skrzypce to wymagający instrument, ale nic tak nie pomaga w nauce jak wsparcie pianisty, co o tym myślisz?
Podłapała szybko temat. Szukała osoby, który mogłaby od czasu do czasu ją wspomóc. Być może Cressida byłaby zainteresowana.
-Nie mówię, że od razu. - Dodała po chwili. - Ale za jakiś czas kiedy moje umiejętności nabiorą większej wprawy?
Quentin, starszy brat Prim nie miał tyle czasu dla młodszej siostry, a nie chciała ciągle go prosić o przysługi. Sam też zauważył, że ćwiczenie z innym pianistą podniesie jej umiejętności, a druga osoba może wyłapać coś co jemu samemu umyka.
-Talizmany tworzysz z kamienia, metali, substancji pochodzenia roślinnego oraz zwierzęcego. - Wyjaśniła spokojnie wiedząc, że nie może za bardzo się zapędzić w tłumaczeniach osobie, która nie miała nigdy z tym styczności. - Wszystko zależy od osoby dla której tworzysz oraz od tego jaką funkcję ma pełnić taki talizman. Niezwykle delikatna ale również twórcza praca.
Widziała, ze zbliża się godzina rozstania. Miała być to krótka i przyjemna rozmowa przy herbacie, która kończyła się w filiżance Prim jak i Cressidy.





May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Powrót do góry Go down
Cressida Fawley
Cressida Fawley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Zawód : dama, malarka, ozdoba męża
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 12
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime15.11.20 14:11

Cressida z jednej strony żałowała, że nie mogła chodzić do Hogwartu jak jej rodzice, starszy brat i kuzynostwo, ale z drugiej – może tak było lepiej? Gdyby poszła do Hogwartu mogłaby trafić do nieodpowiedniego domu i przynieść ojcu ogromny wstyd. Nim zapadła decyzja odnośnie jej edukacji była pewna, że czeka ją Hogwart i panicznie bała się trafienia do Hufflepuffu, gdzie według ojca trafiały miernoty nie pasujące nigdzie indziej. Nie mogłaby też uczyć się sztuki i jej umiejętności malarskie pozostawałyby na dużo niższym poziomie. Flintowie bardzo rzadko posyłali dzieci do szkół innych niż Hogwart, odstępstwo w przypadku Cressidy i jej niewiele starszej siostry było spowodowane strachem jej matki przed potworem z Komnaty Tajemnic i przed tym, że jej delikatne córki znalazłyby się w miejscu, gdzie zginęła uczennica i gdzie mogło im grozić niebezpieczeństwo. Pan ojciec pomimo swego konserwatyzmu i bycia patriarchalną głową rodziny kochał i szanował żonę, więc po długim namyśle zgodził się przychylić do jej prośby, zwłaszcza że córki i tak miały być przede wszystkim materiałem na przyszłe żony mężczyzn z innych rodów, więc mogły odebrać edukację we Francji, którą uważał za niegodną swego syna (dlatego on pozostał w Hogwarcie i miał stać się prawdziwym mężczyzną i zdolnym czarodziejem nie tracącym czasu na jakieś artystyczne dyrdymały), ale odpowiednią dla córek. Cressie z biegiem lat bardzo polubiła francuską akademię, ale żałowała odcięcia od większości młodych lady z angielskich rodów i tego, że wkraczała na salony ze znacznie mniejszą ilością znajomości niż damy kończące Hogwart. Do tej pory pozostawała więc na uboczu i nie mogła się pochwalić mnóstwem przyjaciółek. Takich prawdziwych nie miała prawie wcale i przez pierwsze miesiące po debiucie było jej przykro, kiedy na salonach inne dziewczęta były otoczone stadkiem przyjaciółek, a ona zazwyczaj stała samotnie, nie mając dość śmiałości, by podejść do jakiejś grupki i zagadać pierwsza. Nawet po trzech latach na salonach wciąż brakowało jej pewności siebie i nadal miała duży problem z podchodzeniem do zżytych grupek.
- Dobrze, oczywiście. Nie wiem jednak, czy nie lepiej byłoby poczekać na wiosnę lub lato, kiedy maki będą kwitły. Teraz, na jesieni, pewnie nie pozostało ich zbyt wiele? – zastanowiła się.
Cressida, wychowana w patriarchalnym modelu rodziny i od maleńkości uczona tego, że miejsce kobiety jest w cieniu mężczyzny i pod jego opieką, naprawdę wierzyła w to, co mówiła. William nigdy nie uciskał jej, nie wywierał presji i nie był jak jej ojciec, ale Cressie i tak nie wyobrażała sobie, że mogłaby pracować zawodowo i samodzielnie decydować o sobie. To, że zawsze ktoś jej towarzyszył, nie było przejawem opresji, a troski o jej bezpieczeństwo; mąż nie chciał, żeby jego delikatny kwiat spotkała jakakolwiek krzywda. Wiedział, że Cressida potrzebuje ochronnego klosza. Poza tym była dziewczątkiem słabego charakteru, a żeby móc kształtować cudze umysły i wytyczać innym ścieżki, potrzeba było więcej śmiałości i siły przebicia. Nie umiałaby też załatwiać różnych spraw takich jak organizowanie wernisaży. Dlatego nie nadawała się do roli mecenasa sztuki z prawdziwego zdarzenia i pozostawiała to mężowi, samej realizując się w rolach kobiecych, a w ramach odskoczni od obowiązków żony i matki malowała.
- Z chęcią, ale od razu mówię, że nie jestem w tym zbyt dobra, znam głównie podstawowe melodie – wyjaśniła, nie chcąc, by Prim wyobrażała sobie nie wiadomo co odnośnie jej umiejętności fortepianowych. Cressie daleko było do wybitnej pianistki, ale też nie kaleczyła uszu swoją grą. Przynajmniej dopóki nie brała się za próby zagrania czegoś trudniejszego. – Ale gdybyś kiedyś chciała, bym ci towarzyszyła w grze, zawsze możesz wysłać mi sowę. Myślę, że jak będziesz ćwiczyć, z czasem twoja gra stanie się coraz lepsza. Wszystko wymaga czasu, zarówno malowanie, jak i muzyka.
Cressida też nie od razu osiągnęła taki poziom w malarstwie. Trwało to latami, choć miała o tyle łatwiej, że posiadała wrodzony talent już od dziecka, dzięki czemu rozwijanie go przychodziło jej szybciej niż komuś, kto nie posiadał zdolności. W Beauxbatons byli ludzie, którzy bardzo chcieli malować, ale pomimo ciężkiej pracy nie osiągali takich rezultatów jak Cressida. Zajęcia z malarstwa były nielicznymi na których Cressie mogła błyszczeć; z większości przedmiotów była przeciętna, nie wyróżniając się ani w jedną, ani w drugą stronę.
Z ciekawością posłuchała o talizmanach, widząc że Prim nie tylko ma wiedzę na ten temat, ale naprawdę się tym interesuje, tak jak ona malowaniem.
- To też na swój sposób kreatywna praca, prawda? Jak sztuka – zauważyła. W końcu była to też jakaś forma twórczości wymagająca stworzenia czegoś nowego z kilku innych elementów. Tak, jak obrazy tworzyło się nakładając na płótno różne farby.
Chętnie posłuchałaby o tym więcej, ale niestety herbata w jej filiżance się skończyła, a ciotka Williama oraz towarzysząca im służka patrzyły na nią znacząco, dając jej do zrozumienia, że już czas. Musiały zdążyć na występ, a przecież wcześniej musiała wstąpić po pędzle i farby.
- Naprawdę żałuję, że już musimy kończyć, ale może uda nam się spotkać jeszcze kiedyś i wtedy dotrzymam ci towarzystwa podczas nauki gry? – Była otwarta na zaproszenie ze strony Prim. Bo kto wie, może uda im się z czasem nawiązać relację? Na razie niestety musiała podziękować jej za spotkanie i pożegnać ją, by następnie z towarzyszącymi jej kobietami udać się do pobliskiego sklepu z artykułami dla artystów.

| zt. x 2




Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 3baJg9W

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime12.01.21 1:18

Jedna z licznych szarych sów przemierzała tej nocy Londyn. Nie wyróżniała się niczym od innych pocztowych ptaków. Przeciętnej wielkości i szybkości, niosła w dziobie starannie zapieczętowany list. Leciała wysoko, nie zniżając lotu i nie zważając na świszczący dookoła wiatr. Gdy pod nią zaczęły migotać światła latarni, zapikowała w dół. Przez chwilę krążyła nad ulicami miasta, aby ostatecznie otworzyć dziób i wypuścić z niego list, który po chwili tańczenia w powietrzu opadł na ziemię.
Jeśli przechodzisz tu jako pierwszy pomiędzy 30 września a 4 października, możesz dostrzec na ulicy list. Jest zapieczętowany i zamknięty, wyraźnie w dobrym stanie. Jeśli go podniesiesz i przyjrzysz się tyłowi korespondencji, dostrzeżesz wypisane ładnym, ozdobnym pismem: Do Ciebie, przechodniu. Gdy otworzysz kopertę zalakowaną pieczęcią w kształcie gwiazdy, ujrzysz list, a w nim:



Przeczytaj Do Ciebie
Mieszkańcu Londynu!Wojna odbiera to, co najcenniejsze.
Ostatnio z powodu działań prowadzonych na terenie Anglii życie stracili:
[list]
[*]Dorian Avery – arystokrata, zmarły na skutek działań wojennych. Według oficjalnych informacji stracił życie przez działania członków Zakonu Feniksa.
[*]Edmund Rodgers – sklepikarz na Ulicy Śmiertelnego Nokturna. Został znaleziony martwy w jednym z parków. Zmarł na wskutek gwałtownego urazu głowy. W okolicy znaleziono ślady po magicznym pojedynku.
[*]Tolmund Russell –  pracownik Ministerstwa Magii, zginął na służbie w trakcie patrolowania Londynu. Jego ciało znaleziono z licznymi złamaniami na jednej z ulic. Jego partner został uznany za zaginionego.


Łączymy się w żałobie i smutku z rodzinami, nie mogąc jednak powstrzymać się od pytania:
kto będzie następny?







I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 3baJg9W

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime23.02.21 23:45

9 października
remember the time

Benedict Waffling cieszył się nieposzlakowaną opinią. Lata temu udało mu się otworzyć swój sklep na pasażu Laverne de Montmorency, gdzie tworzył wszelkiej maści zegary - od tych klasycznych rzeźbionych z ciemnego, eleganckiego i polerowanego drewna do tych zupełnie abstrakcyjnych, a jednak wciąż zachwycających kreatywnym kunsztem. Dziś odziany w szykowną szatę czarodziej o brązowej brodzie zwieńczonej srebrną wstęgą dopieszczał właśnie jeden z takowych wynalazków, ciesząc się spokojem poranka. Jego wyroby wskazywały godzinę dokładnie dziewiątą trzydzieści, a to wskazywało, że zgodnie z codziennie niezmiennym planem dziesięć minut temu skończył pić czarną jak heban kawę. Wszystko się zgadzało, wszystko podążało zgodnie z drgnięciem każdej wskazówki - Waffling nie mógłby zdzierżyć innego niż znany porządku, zbyt zsynchronizowany ze swoją delikatną, zegarmistrzowską sztuką.
Jego przybytek nie nosił nazwy wyszukanej, bazował na wartościach rodzinnych, wszak on, jak jego ojciec i ojciec jego ojca przed nim parał się tą samą profesją; Waffling i synowie, tak się zwali, choć Benedict nie miał obecnie żadnego potomstwa. Większość czasu spędzał właśnie w sklepie. Coś jednak w tym dniu sprawiło, że wspominał swoją pierwszą miłość... To działo się na jesieni, ten jeden, jedyny gorący romans, który skończył się przedwcześnie, jak eksplodujący od środka mechanizm niedoskonałego tworu. Wspominał listy wymieniane aż do wschodu słońca, papeterię perfumowaną jej ulubionym zapachem, plecione warkocze płomiennorudych włosów... I westchnął rzewnie znad swojego zadania, przez moment wpatrując się w dzierżoną szmatkę do polerowania drogiego drewna. Całe szczęście, że siedział, bo poczuł momentalnie jak z tęsknoty mogłyby ugiąć się przed nim kolana.
- Och, nie jestem przecież szczenięciem - westchnął pod nosem gderliwie. Rzeczywiście - Benedict miał już swoje lata, twarz znaczyły zmarszczki a ciemnobrązowe włosy przerzedzały jasne kępy siwizny, a mimo to słodką Judith z lat młodości pamiętał doskonale. Obiecywali sobie, że zwiedzą całą Hiszpanię... Czarodziej mruknął pod nosem i podniósł spojrzenie kiedy dzwoneczek przy drzwiach zadzwonił cichutko, sygnalizując nadejście nowego klienta. Dopiero na ten dźwięk Waffling rozpogodził się, odnajdując wzrokiem istotę odwiedzającą jego przybytek. - Witam! Zapraszam serdecznie, zapraszam. W czym mogę pannie pomóc? - zagaił, wyjątkowo jak na siebie, uprzejmie.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 0:27

time after time

Nigdy nie lubiła leżeć. To wydawało się takie nijakie, pozbawione najmniejszego sensu, a przede wszystkim mało rozwijające. Swoje myśli Black najlepiej skupiała zresztą, siedząc tuż przy własnym biurku, lub wpatrując się w trzaskający ogień w kominku w którymś z salonów na Grimmauld Place 12. Kontemplując nad wiekami minionymi, próbowała znaleźć logiczne rozwiązanie dla wszystkiego co mogło mieć miejsce w przyszłości. Nie było w tym nic z wróżenia, takimi sztukami absolutnie się nie parała. Fakty i logika sprawdzały się zresztą o wiele bardziej, wszystko w końcu jakoś dało się wytłumaczyć. Nawet tak niespodziewaną śmierć jej brata. Nawet...
Życie jednak biegło dalej, ale wciąż taszczyła ze sobą walizkę wspomnień. W tym nie była w stanie pomóc ani służba ani nawet skrzat, teraz kroczący za nią pokracznie, niosąc stos książek. Była zagubiona, a Londyn wydawał się teraz zupełnie inny. Dawno przetarte szlaki nie były już takie same. Ale przecież, jeśli by tylko spojrzała, mogłaby go znaleźć. Miał ją złapać, jeśli by upadła. Alphard Black oddał za kogoś życie. Nigdy już jej nie złapie. Czy nadszedł czas by patrzeć pod nogi, dbać o każdy krok. W końcu utarte ścieżki przestały być znajome. Została w tyle.
- Dzień dobry - powiedziała niemal przewracając oczami. Pannie... Na Merlina, była przecież lady. Czy jeśli ktoś parał się rzemiosłem takim jak tworzenie zegarów, nie był w stanie zapoznać się z czasopismami. Z drugiej jednak strony... Taka częściową anonimowość. - Szukam prezentu dla kogoś bliskiego - powiedziała spokojnie, rozglądając się po przybytku. Nie powie przecież, że chodzi jej o pana ojca, nestora Blacków. - Czegoś... - wzniosłego? Czy w ogóle o zegarze można było tak powiedzieć. - Czegoś co pamięta jeszcze zamierzchłe czasy, niesie za sobą historię, wyjątkową historię - jej uwagi nie przykuło jednak nic na wystawie. Słyszała już panu Wafflingu, wybitnym zegarmistrzu, być może ten trzymał lepsze okazy na zapleczu, z daleka od oczu potencjalnych łupieżców. - Nie zależy mi na czasie - cóż, właściwie to zależało, ale w zupełnie innym tego słowa znaczeniu. - Raczej na czymś niezawodnym i szczególnym.
Była wybredna, nauczona przez lata, że jej oczekiwania są prędzej czy później spełniane. Zawsze mogła wybrać się do innego sklepu, chociaż droga przez Pokątną, zwłaszcza w żałobnej czerni, nie wydawała się teraz idealnym pomysłem. Chyba jednak wolałaby być w domu. Leżeć na łóżku, słuchając tykania innego zegara.





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 3baJg9W

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 0:46

all this time

Tajemnica zamówienia, którą uchylała przed nim młoda kobieta, tchnęła iskry podekscytowania w zwykle surowe, zmęczone oczy. Szare tęczówki wydawały się tętnić życiem gdy potakiwał na dźwięk jej słów, raz po raz przeczesując gęstą brodę dłonią. A te miał spracowane. Chociaż na swój użytek czystokrwisty czarodziej posiadał całe spektrum dobrodziejstwa magii, wychodził z założenia, że trwająca od pokoleń sztuka wymagała ludzkiej precyzji. Zegary wydawały mu się wówczas bardziej autentyczne, naznaczone faktyczną historią zaklętą w leciwych palcach; ufał sobie bardziej niż różdżce, przynajmniej w tej materii.
- Proszę powiedzieć mi więcej - poprosił uprzejmie i podniósł się z wysiedzianego krzesła wykonanego z czarnego drewna, by potem okrążyć ladę i stanąć nieopodal klientki. Jego szata szeleściła delikatnie podczas każdego kroku; na wystawie eleganckiego sklepu znajdowały się nowsze, ciekawe modele, ale na zapleczu Benedict posiadał prawdziwe białe kruki sprowadzane i odnawiane na specjalne życzenie najwyżej postawionych klientów. Nie od dziś wiadomo, że ściany arystokratycznych posiadłości najpiękniej zdobiły właśnie stare zegary. Zabytkowe, niezawodne, zawsze na czas, złocone i po prostu piękne - ale niedostępne dla każdego, kto zjawiał się tu z ulicy. A Waffling nie wiedział jeszcze z kim miał do czynienia. - To wykwintny pomysł, panienko, by sprezentować komuś tak... ponadczasowy podarunek. Wszakże upływającego czasu nie sposób dostrzec wyraźniej niż na szykownych wskazówkach, wiedzieli o tym już przedstawiciele zamierzchłych epok. Są jak łódź niosąca nas w przyszłość, nieprawdaż? - snuł niczym mentor zyskujący sobie godną publikę. Wymagania Aquili były konkretne, to dobrze. Niepomiernie irytowało go to, gdy klienci sami nie wiedzieli o cóż dokładnie może im chodzić - to zawsze sugerowało wiele godzin poświęconych na selekcje, a finalnie do sprzedaży czasem po prostu nie dochodziło. - Przyznaję, mój sklep oferuje więcej niż to, co może panna zobaczyć, jednak prawdziwe antyki wymagają wysublimowanego odbiorcy. Czy może mi szanowna panna zdradzić dla kogo ma być to prezent? - podjął temat, licząc, że mimo wszystko ma do czynienia z wysoko postawioną osobistością zdolną docenić kunszt jego estetyki. - A także z jakim budżetem mamy do czynienia? - dodał, założywszy ręce za plecami. Kilka podstawowych informacji wystarczy, by Waffling mógł ocenić, czy zaprosić ją na zaplecze, czy jednak zaproponować coś z ogólnie dostępnych półek.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 1:16

sign of the times

Jeszcze więcej? Oczywiście, o własnym ojcu mogłaby opowiadać godzinami, zachwycając się z jaką siłą prowadzi ich ród dalej ku potędze, zwłaszcza o odejściu Alpharda, ale to nie było ku temu najlepsze miejsce. Zwłaszcza, że nawet spodobała jej się ta chwilowa anonimowość, doskonale było poczuć się na chwilę kimś innym, chociaż to nie sprawiało, że wszystkie problemy nagle znikały. Wręcz przeciwnie, biły w tył głowy. Nigdy nie zastanawiała się czy nie wolałaby uciec. Taki scenariusz absolutnie nie wchodził w grę. To zrobiła Isabella, zostawiając całą rodzinę za sobą, oddając się zdradzie. Black w życiu nie dopuściłaby się podobnego czynu, wręcz obrzydzało ją tego typu myślenie. Nawet jeśli powiedzieliby, że koniec jest bliski, że musi uciec - utknęła tu i nigdy nie chciała by było inaczej.
- Być może coś pochodzącego z Francji? Najlepiej z okolic XVII wieku - zamyśliła się, spoglądając na jeden z większych zegarów ściennych, wiszących tuż obok lady. Rzeźbienia wyglądały wspaniale, ale nie miał tego czegoś. Nie miał historii. - Lub XVIII, jeśli będzie ciekawy. Musi być niezawodny, ma ozdobić gabinet - dodała jeszcze, odrywając wzrok od jednej ze ścian. Ciekawe czy te zegary miały lelki wróżebniki? Co działo się w tym sklepie gdy wybijała północ?
Mężczyzna zdecydowanie potrafił sprzedawać. Albo był pasjonatem historii, co Aquili przypadło do gustu nawet bardziej. Oczywiście nie mogła być pewna, a zapytanie o ten fakt, mógłby uznać za zbytnie spoufalanie się i, niech Merlin chroni, nawet za flirt. Na to nie mogła i absolutnie nie chciała sobie pozwolić. Jej myśli toczyło przecież ktoś inny.
- Czas w naszym życiu gra główną rolę, zwłaszcza gdy koniec jest bliski - na chwilę zasmuciła się, przypominając sobie, że urodziny ojca być może będą jednymi z jego ostatnich.
Blackowie umierali szybko, średnio dożywali zresztą 60 roku życia. Nie była to kwestia słabych genów. Wręcz przeciwnie. Tak czysta krew, ciągłe mieszanie się nawet pomiędzy sobą, byleby tylko nie dopuścić do głównych linii rodziny kogoś o krwi zaledwie czystej. To wszystko sprawiało, że byli też bardziej narażeni na choroby. Coś za coś... Potrafili się przecież poświęcać.
- To prezent dla ojca, urodzinowy... Para się polityką i jest pasjonatem historii, co zresztą u nas rodzinne. Zdaję sobie sprawę z wartości takiego przedmiotu, większej niż materialna. O wynagrodzenie nie musi się pan martwić - uśmiechnęła się pod nosem. Nie często ktoś zadawał jej tego typu pytania. Przecież było ja stać. - Może coś w ciemnym drewnie? Chciałabym zobaczyć więcej niż mogę dostrzec - zarządziła.





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 3baJg9W

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 1:35

no time to die

Benedict pogładził się po brodzie i przytaknął. Kobieta wybrała dobry okres historyczny, bardzo drogi, ale solidny i z pewnością reprezentacyjny. Okaz z tego wieku byłby w stanie podkreślić kunszt każdego pomieszczenia, a tak się składało... Ach, nie, to jeszcze nie teraz. Najpierw musiał dowiedzieć się więcej.
- Siedemnasty wiek, doskonały wybór. Ale musi zdawać sobie panna sprawę z tego, że niewiele autentycznych okazów przetrwało do dziś nienaruszonych. Wymagają renowacji. Starzy mistrzowie nie potrafili konserwować swych mechanizmów tak dobrze, jak my robimy to dzisiaj - westchnął z nieudawanym rozżaleniem. Najchętniej operowałby w swoim przybytku stuprocentowo autentycznymi schematami wypełniającymi ozdobne ramy, ale to często po prostu nie było możliwe. To sprawiło, że spochmurniał na chwilę. Zdarzało się, że odpływał myślami w krainę zatraconej doskonałości. - Nawet zegary umierają, to smutne, ale prawdziwe, panienko - skwitował i lekko machnął dłonią, by odegnać od nich gęstniejącą atmosferę. Nie teraz należało o tym rozprawiać, tym bardziej, że nieznajoma wyjaśniała właśnie przeznaczenie planowanego podarunku. Benedict pokiwał głową w zadumie i wyprostował plecy, bezgłośnie zapraszając ją na zaplecze. Prowadziły do niego ciemne drzwi, które uchylił przed kobietą, jednocześnie ukazując przed nią królestwo niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Na niemal czarnych ścianach wyłożonych przydymioną tapetą wisiały zabytkowe zegary, niektóre z nich już odrestaurowane i w pełni działające, inne wciąż potrzebujące kilku tygodni precyzyjnej pracy, by powrócić do pełni świetności.
- Tak się składa, że mam w swoich zbiorach Ludwika czternastego. To zniszczony przez historię, ale wciąż imponujący zegar - wyjaśniał, prowadząc Aquilę do wskazanego przedmiotu. Rama miejscami była poprzecierana a tarcza zegara zaśniedziała, ale to nic - Benedict widział już wprawionymi oczyma wyobraźni cud, który można było z niego stworzyć. - Według archiwów ten zegar wisiał niegdyś w Wersalu - ciągnął Waffling z nieukrywaną dumą. Niełatwo było pozyskać taki eksponat, ale jemu się udało. - Jeśli jest panienka zainteresowana, potrzebowałbym dwóch miesięcy, by przywrócić go do dawnej chwały - stwierdził, ale zaprosił ją również dalej, wskazując inny zegar, mniejszy, może odrobinę mniej nasączony przepychem, lecz ciemniejszy, elegantszy, mniej wersalsko filuterny. - Ten tutaj natomiast to przechodzący z pokolenia na pokolenie zegar dynastii Burbonów. Towarzyszył im od jej piasta aż do ostatniego króla. Wspaniały, prawda?




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 2:15

time of your life

Kiwnęła głową w odpowiedzi na słowa mężczyzny o powolnym umieraniu zegarów. Miał rację, dziwnie logiczną rację. Na swój sposób, stanowiło to ciekawą metaforę całego istnienia. Wskazówki ciągle goniły za sobą, pozostawiając się nawzajem w tyle. Zawsze ktoś musiał być szybszy i zawsze na coś zabrakło czasu. Ten zdawał się łapać za nadgarstki, kierować w miejsce, w które należy się udać. Sam w sobie był zwyczajnie cenny. Zbyt cenny by można było go kupić, a jednak stała tu teraz. Wybierając odpowiednie narzędzie by go zmierzyć, chociaż przecież wciąż uciekał.
- Zakładam, że Ci starzy mistrzowie wnieśli w tę sztukę więcej, niżeli tylko popsute przez upływ lat mechanizmy. Jeśli ktoś decyduje się obrać drogę rzemieślnika, lub nawet artysty, powinien uszanować drogę którą przeszli jego poprzednicy - a to dotyczyło się właściwie każdej dziedziny o jakiej mogła wtedy pomyśleć. Utarte ścieżki były proste, lecz te szlaki na których jeszcze nie był nikt... Te zdawały się przyciągać spojrzenie znacznie bardziej niż znajome drogi.
Gdy mężczyzna otworzył przed nią drzwi na zaplecze, oczom Aquili ukazały się o wiele piękniejsze okazy, niż te którymi chwalił się na wystawie. Otworzyła lekko usta, rozglądając się z ciekawością, dostrzegając szczegóły, które jasno mówiły co właściwie mogło znajdować się w rękach zegarmistrza. Ludwik XIV...
- Słyszałam legendę o tym zegarze, o ile oczywiście to oryginał - skupiła na mężczyźnie twarde spojrzenie, na pewno chciał jej przecież oszukiwać. - W cytadeli na Wyspie Świętej Małgorzaty przetrzymywano czarodzieja, któremu na twarz nałożono żelazną maskę. Nie mógł ściągnąć jej przez wiele lat, wciąż wpatrując się w wiszący w jego celi zegar. Podobno znalazł się on tam na polecenie Ludwika XIV, który liczył, że ów Człowiek w żelaznej masce, będzie w stanie cofnąć czas, zaledwie spojrzeniem. Skąd Pan ma ten zegar? - spytała jeszcze uważniej przyglądając się szczegółom tarczy. - Jeśli po tym wszystkim wisiał on w wersalu, to musi Pan sprawdzić jego tajemnice - mogłaby w tym pomóc, ale nie po to się tam znalazła.
Niechętnie odwróciła wzrok od zegara, spoglądając na kolejny proponowany przez mężczyznę.
- Doceniam jego kunszt i jego drogę, ale nigdy nie sprezentowałabym czegoś, co mogłoby symbolizować dokonaną już drogę - przecież nie mogłaby sprezentować ojcu czegoś, co świadczyłoby o wygaśnięciu lini rodu.





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 3baJg9W

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 2:32

the time of my life

Waffling ponownie wysłuchał jej z uwagą. Niechybnie odebrała nienaganne wykształcenie by tak śmiało wygłaszać tezy, które podobne były jego własnych. Mag kiwnął głową z uznaniem i mruknął coś pod nosem, póki co do siebie, lecz dźwięk niebawem przerodził się w pełnoprawne słowa gdy pozwolił sobie odpowiedzieć.
- Ma panienka rację, trudno się z tym nie zgodzić. Kim bylibyśmy bez szacunku względem pokoleń, które przyczyniły się do powstania naszej kultury? - Benedict przepadał za rozważaniami na temat historii, a i coś w słowach panny Black sprawiało, że insynuacja jego własnego szacunku do poprzedników w sztuce pozostała bez pełnej oburzenia wzmianki. Nie rozumiał dlaczego nie ugodziły go domysły, ale to teraz nie było ważne. Sprzedawca przez większość czasu mający do czynienia wyłącznie z tykającymi antykami chętnie powitał obecność kogoś myślącego i przede wszystkim żywego obok. - W końcu na nas także historia spojrzy kiedyś oceniającym okiem. Jak panienka myśli, co powiedzą o nas dzieje? Będą dla nas łaskawe czy może wręcz przeciwnie? - dopytał, autentycznie ciekaw jej osądu. Była mądra. Jak na kobietę.
Ciemne brwi uniosły się w zaskoczeniu gdy Aquila przytoczyła mu historyczną legendę związaną z posiadanym zegarem. Zaiste, nie myliła się - podobno tak właśnie kiedyś się stało, choć dziś nikt nie mógł ocenić czy człowiek w żelaznej masce rzeczywiście cofnął wskazówki zegara siłą swej woli, czy może wręcz przeciwnie.
- Bez odpowiednich znajomości z pewnością nie udałoby mi się go pozyskać. Mam jednak na jego temat wszelkie papiery, włącznie z archiwalnymi notatkami poprzednich konserwatorów, jeśli chciałaby panna się z nimi zapoznać - wyjaśnił rzeczowo, utkwiwszy spojrzenie w ornamentalnym dziele sztuki wiszącym przed nimi na ścianie. To szybko stawało się najlepszą rozmową z klientem, jaką w ostatnim miesiącu miał szansę przeprowadzić. - Oczywiście zabiegi poprzednich konserwatorów zostaną zniwelowane, a prace na zegarze będą przebiegać od jego podstaw - wyjaśnił jeszcze zanim przeszli dalej i skinął potem głową. - Rozumiem, to jak najbardziej słuszna postawa. Może w takim razie mógłbym pannie zaproponować jeszcze ten egzemplarz? - wskazał na niemal czarny zegar o złotej tarczy zdobionej żłobieniem na podobieństwo żeglującego okrętu. - Przechodzimy do nowszych, jednak niemniej cennych zegarów. Ten oto wisiał w gabinecie samej królowej Wiktorii Hanowerskiej.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Aquila Black
Aquila Black

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Zawód : badaczka historii
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Pasaż Laverne de Montmorency - Page 7 Empty
PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency [odnośnikPasaż Laverne de Montmorency - Page 7 I_icon_minitime24.02.21 3:18

time is running

Przedmioty nigdy nie miały większej wartości niż słowa. Za wyjątkiem tych, które same w sobie stanowiły historie warte opowiedzenia, legendy, których sławę należało podtrzymać, w myśl dobra dla przyszłych pokoleń czarodziejów. Zależnie od tego czy były to wiekowe zegary, czy grube tomy kronik, czy nawet przedmioty, które podobno były w stanie wysysać z ludzi ich własną historię. Wspomnienia były cenne, nawet jeśli się w nich tonęło.
- Marnym pyłem na kartach historii, który nie zostanie zapamiętany przez naszych potomków - niemal wyrecytowała, uczona przez ostatnie lata zbliżonych frazesów. - A Pan? Miał swojego mistrza? - zapytała naprawdę zaciekawiona. Być może niektórzy nie byli w stanie docenić kunsztu zegarów, ale symbolika tego narzędzia była zbyt silna, by pozbawić ją wyniosłości. Sama przecież miała swoje niedoścignione wzory za którymi wciąż podążała. Jednemu z nich właśnie chciała sprawić prezent. Oby mu się spodobał.
- Przecież to jasne - powiedziała unosząc wyżej nos. - Jesteśmy bohaterami naszych dziejów, proszę pana. Przyszłe pokolenia będą nam wdzięczne za wszystko to co im ofiarujemy. A my damy im czas, by naprawili świat - przecież szli w dobrą stronę, wciąż mierząc się przeciwnościami, jednak świadomi i pewni. - Pan przecież też ma w tym udział. To pana zegary ten czas nam zmierzą.
Nawet przez myśl jej nie przeszło, że Waffling mógłby myśleć inaczej. Skoro prowadził swój sklep na Pasażu Laverne de Montmorency, to przecież ktoś musiał go sprawdzić i upewnić się w jego poglądach. Londyn nie był do końca bezpieczny, ale na pewno nie aż tak by w sklepach można było spotkać nieprzychylnych ministerstwu czarodziejów.
- Proszę podać cenę - powiedziała krótko, sięgając już do drobnej torebki, spoczywającej teraz na jej nadgarstku. Cena nie grała roli, chodziło przecież o prezent dla jej ojca. Nawet jeśli nie była pewna czy dokładnie ten egzemplarz mu wręczy, nie mogłaby przecież pozwolić by ktokolwiek sprzątnął jej go sprzed nosa. - Kiedy zegar byłby gotowy do odbioru? Chciałabym mieć go przed końcem przyszłego miesiąca. To wykonalne? - jeśli tak, byłaby skora nawet dopłacić.
Spoglądała na zegar królowej. Ciemne drewno, rzeźbione kwietnymi ornamentami po bokach. Nie mogłaby podarować go ojcu, był zbyt damski, zbyt delikatny. Pollux Black był przecież szanowanym politykiem, głową rodu, prawdziwym angielskim lordem. Ale Aquila... Mogłaby go mieć.
- Chcę oba - powiedziała krótko, niczym rozkapryszona dama, przecież nie odmówi jej. - Ale ten - wskazała na zegar królowej. - Ten chciałabym mieć już dziś - nawet jeśli skrzat miałby go odebrać za godzinę, dwie, lub trzy. Chciała go mieć dziś.





Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Powrót do góry Go down
 

Pasaż Laverne de Montmorency

Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21