Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pasaż Laverne de Montmorency

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Pasaż Laverne de Montmorency   17.10.16 0:16

First topic message reminder :

Pasaż Laverne de Montmorency

Jedna z bocznych uliczek Pokątnej, pomimo niepokojących czasów, zwracająca uwagę swoją elegancją. Panuje tutaj o wiele mniejszy tłok niż na głównej ulicy, być może to przez wysokie ceny, a być może przez nietypowość sprzedawanych rzeczy? Znajdują się tutaj małe kawiarenki, kilka restauracji, malutkich księgarni oraz bardziej nietypowe sklepy, gdzie można odnaleźć rzadkie przedmioty. Zegary wskazujące miejsce pobytu, a może wrzeszczące lustro? Mówi się, że pierwszy sklep założyła tutaj sama Laverne de Montmorency, czarownica, która wymyśliła eliksir miłosny, by zamaskować własną brzydotę - być może jest w tym odrobina prawdy, gdyż tuż u wylotu pasażu znajduje się niewielki sklep z gotowymi eliksirami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   11.03.18 23:29

Luźno zarzucony szal opadał z ramienia raz na jakiś czas, burząc idealny wizerunek szlachetnego lorda, zmierzającego na spotkanie. Spodziewał się, że przebiegnie ono bez komplikacji, możliwie prędko, skoro dotyczyło jedynie drobnostki. Klął w myślach, musząc fatygować się w takiej sprawie, zamiast gospodarować czas na bardziej pożyteczne zadania - bez większych przeszkód mogli dogadać podobne szczegóły listownie, lecz niektórym klientom z zasady nie wypadało odmawiać. Nie spieszył się, wyznaczony czas spotkania był dosyć płynny i zależny od rozmówczyni, dlatego na wszelki wypadek uzbroił się w książkę, z jaką ostatnio rzadko się rozstawał - wolał nie puszczać myśli oraz czasu samopas, malowało się to jako dosyć ryzykowna operacja.
Całkiem duże, wyraźnie wiekowe tomiszcze układało się zgrabnie w dłoni, skrytej pod skórzaną rękawiczką - prostą, czarną, jak płaszcz i kapelusz. Litery na grzbiecie i okładce były przetarte do granicy czytelności, pozostały po nich tylko subtelne, złotawe ślady, jak małe plamki rdzy. Teoria magii w liczbach zaprzątała myśli Ollivandera, gdy dotarł do niego drobny bodziec.
Słuch, w porównaniu do węchu, miał całkowicie sprawny. Krystaliczny dźwięk szkła uderzającego o kamienną ulicę mimowolnie przyciągnął spojrzenie mężczyzny, lecz źródło kryło się za rogiem uliczki; lekki powiew i niespodziewane szturchnięcie sprawiły, że odsunął się lekko w bok, obserwując młodzieńca, umykającego z miejsca zbrodni. Odgłosy ucieczki cichły stopniowo, a ludzie, jakich miał na widoku głównej ulicy, podążali dalej, jak gdyby nigdy nic. Różdżkarz pokonał więc te parę kroków, z umiarkowaną ciekawością dołączając do tłumu i szybko zauważając rozwiązanie tej krótkiej zagadki. Co ciekawsze, wzrok momentalnie odnalazł porzuconą różdżkę, majaczącą gdzieś nieopodal czerwonych uszu, w towarzystwie szklanych fiolek o kolorowych zawartościach. Przyjrzał się jednej z nich, zastanawiając się nieistotną chwilę nad tym, co mogło czyhać w tym niepozornym szkiełku. Bez słowa przywitania, wyjaśnienia ani wyrazów współczucia schylił się po różdżkę chłopaka, mając przeczucie, że mogą się znać.
Amboina i parszywy szczuroszczet, jedenaście cali - był niemalże pewien, iż podsunął ten egzemplarz starszemu Ollivanderowi, typując prawidłowo. Był wtedy jeszcze młody, lecz wyczucie i dryg do zajęcia dawały o sobie znać wyjątkowo wyraźnie. Zlustrował spojrzeniem chłopaka, na którego los wszyscy pozostawali obojętni - imienia nie mógł wydobyć z pamięci. Hawthorne, przebrnęło tylko przez myśl - pamiętał jego matkę. Dzieliła ich ogromna przepaść, dystans nietrudny do zapamiętania - im bliżej siebie się znajdowali, tym odleglejsze sprawiali wrażenie. Zgarnął z ziemi trzy losowe fiolki, poświęcając moment na ich przebadanie i zważenie w dłoni, jednak głównie skupiał uwagę na różdżce, niemal ostentacyjnie ignorując Robina. Ile ten twór przeszedł od zakupu na Pokątnej? Nie wyglądał na przesadnie zadbaną różdżkę, ale i jej właściciel nie wyglądał na przesadnie zadbanego.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   22.03.18 12:56

Upokorzenie poznał w domu, w rodzinnych ścianach smakując go regularnie. Ponoć to zemstę najlepiej przyjmować na zimno, lecz i poniżenie należało do tego samego typu przystawek. Hogwart na szczęście oszczędził Robinowi mnogości niechcianych doświadczeń - przede wszystkim dlatego, że był kompletnie nieinteresujący, przeciętny i nijaki do bólu, a szkolni oprawcy wybierali sobie ofiary albo pokornie przyjmujące swój los, albo te z przeciwnego bieguna, zaciekle walczące z niesprawiedliwością. Na Nokturnie czuł się co prawda persona non grata, lecz wypuszczał się ze swej klitki na tyle rzadko, że nie zdążył odczuć na swej skórze piętna wyrzutka. Nie mieścił się w żadnych ramach, będąc osobnikiem stale znajdującym się pomiędzy. Od dziecka poczucie przynależności zastępowała obcość, do której przywykł na tyle, by przestać ją zauważać. Często nawet z własnymi myślami czuł się niezręcznie, lecz bagatelizował to zatapiając się w pracy, zajmującej go stuprocentowo. Przechadzka tłocznymi ulicami nie napawała Robina entuzjazmem, ale nie wzbraniał się przed podobnymi spacerami rękami i nogami. Ot, konieczność i obowiązek, niezbyt przyjemny, lecz niekoniecznie przykry. Całe życie było pasmem połączonych w ten sposób zdarzeń, sprowokowanych głównie powinnościami, toteż przyjmował je na chłodno, z dużym dystansem, nie biadoląc nad swym losem.
Którego zresztą nie zamieniłby na żaden inny: pokrętnie był zadowolony z życia, jakie wiódł, o ile miał tylko pod dostatkiem ingrediencji oraz dość złota, by zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby. Pójście po najmniejszej linii oporu? Nie zgadzał się z tym, doskonale znając swoje ambicje i priorytety, które jednak musiały poczekać na osiągnięcie spełnienia. Robin był cierpliwy (konieczna cecha wirtuozów alchemii) i pielęgnował w sobie tę cechę, także skromną egzystencją. Oraz kwaśnym milczeniem, kiedy dyndał kilka stóp nad ziemią, dając przechodniom niepowtarzalną okazję oglądania jego niedopasowanych skarpetek. Jedno przekleństwo wydostające się z ust młodzieńca zapowietrzyło go na dłużej, teraz po prostu patrzył, jak fiolki z eliksirami turlają się po nierównym bruku wprost pod stopy obojętnych ludzi. Stuk, stuk stuk, trzask. Liczył każde uderzenie obcasem o ziemię i zaciskał pięście, modląc się, by podeszwy butów jakimś cudem ominęły delikatne buteleczki. Zamknął oczy i cicho jęknął, strwożony niesamowicie koszmarnym spektaklem, w desperacji próbując rozbujać się i rękami rozwiązać niewidzialną pętlę. Pomysł szaleńca, lecz nie miał niczego do stracenia, gdyż nikt nawet przy nim nie przystanął, a cóż dopiero mówić o zaoferowaniu pomocy. Chwila syzyfowej pracy starczyła, by odpuścił i na powrót zawisnął bezwładnie, zastanawiając się, jak dużo czasu minie, nim zaklęcie przestanie działać. Kolejne kolana na wysokości jego twarzy nie robiły już na Robienie wrażenia, aczkolwiek, kiedy utkwiły w tym miejscu na więcej, niż moment, chłopak z wysiłkiem zadarł głowę, aby spojrzeć z dołu na mężczyznę tkniętego jego nieszczęściem. Kojarzył go, był pewny, że gdzieś już go widział, choć jednocześnie definitywnie skreślił go z listy niegdysiejszych klientów. Tych nigdy nie zapominał, a aparycja jegomościa wskazywała na szlachcica, z którymi interesy zawierał rzadko i z dużą dozą ostrożności.
-Zamierzasz mi pomóc, sir - spytał po chwili bezruchu - on, zmuszony do tkwienia w miejscu i mężczyzna z wolną wolą - czy może mam się przed tobą jeszcze trochę pokajać? - dorzucił, już nie panując nad złością; jegomość co prawda nie był niczemu winien, ale opieszałość i ta analiza, jakiej go poddawał, wytrąciła Hawthorne'a z równowagi.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   07.04.18 11:27

Posiadali skrajnie różne doświadczenia, zatem i odczucia oraz wspomnienia, choć krzta podobieństwa mogłaby znaleźć się także między nimi. Zestawienie owej dwójki może nie wydawało się zbyt fortunne, w porównaniu do Robina, los Ulyssesa oszczędził, zsyłając mu w prezencie drogich sercu rodziców, rzeczywiście dbających o kontakt z własnym dziedzi... dzieckiem; bez wątpienia przeszedł przez swoje dzieciństwo z większą przyjemnością i przyjmując lekcje zupełnie inne, niż te, których uczestnikiem musiał być młody Hawthorne, lecz wciąż obydwaj wyjątkowo skrzętnie trzymali dla siebie informacje i cenili pozostawanie w cieniu, skąd widok na świat bywał nieco bardziej rozległy.
To nie głos chłopaka wytrącił myśli z miejsca, lecz dźwięk szkła kruszonego butem. Odwrócił się, omiatając ją szybko wzrokiem, kiedy z policzkami okraszonymi lekkim różem zawstydzenia ruszyła prędzej naprzód. Przyspieszony stukot obcasów umknął zaraz w tłumie, zbrodnia pozostała cicha, prawie niezauważona, zaś reszta przechodniów wymijała buteleczki jak gdyby nigdy nic. Stopy śmigały nad kolorowymi płynami, czasem szkło zabrzęczało gdzieś jeszcze, przypominając o sobie lękliwie, gdy czubek buta niefortunnie zahaczał o kruche fiolki.
Robin Hawthorne. Przypomniał sobie. Olśnienia doznał przy krótkim spojrzeniu, tak samo niewzruszonym i surowym jak uprzednio, natrafiającym na wodniste tęczówki, osadzone w czerwieniejącej twarzy, między fałdami skóry, teraz układającej się tak nienaturalnie pod wpływem najzwyczajniejszej grawitacji. Niekoniecznie miał ochotę afiszować się ze swoim nazwiskiem, uniknął więc przedstawiania się. Lekko kpiący wyraz przemknął przez twarz, gdy kącik ust drgnął na krótką chwilę - być może z dołu takie szczegóły były niewidoczne. Nie zamierzał go dręczyć. Zerknął bez słów oraz pośpiechu na różdżkę (teraz przeanalizowaną od końca do czubka, wraz z drobnymi zmianami, jakie zaszły w drewnie przez te parę lat) i odszedł parę kroków dalej, niespiesznie kucając nad każdą znalezioną fiolką. Dwóch nie udało się uratować przed przykrym losem. Dopiero po tym procederze zdecydował się oddać różdżkę do rąk właściciela.
- Kajanie się jest lichym źródłem satysfakcji - skomentował spokojnie, czekając, aż spróbuje wyswobodzić się z zaklęcia - nie zamierzał ryzykować styczności z anomaliami z powodu nieznajomego - prawie - chłopaka. Irytacja niespecjalnie zadziałała Ollivanderowi na nerwy. Prawdę powiedziawszy, wcale się jej nie dziwił.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   25.05.18 10:30

Pogodził się z losem - zaklęcie żartownisia królowało swego czasu wśród szkolnych oprawców, którzy upodobali sobie wieszanie niczego niepodejrzewających ofiar do góry nogami. W gruncie rzeczy czar nieszkodliwy, lecz uwłaczający i pozostawiający po sobie plamę na honorze. Ludzie nie patrzyli na ciebie tak samo, kiedy już zobaczyli twoją bieliznę. Urok jednak mijał i to miajał dość szybko. Robin doskonale zdawał sobie sprawę, iż nie był wirtuozem magii: jednostrzałowiec, finezyjny w sztuce warzenia eliksirów, ponadto nie posiadał innych talentów. Gdyby nie udało mu się uwolnić, spadnie sam, co prawda nieco boleśniej, ale przynajmniej nie utknie w powietrzu zawieszony na wieczność.
Bardziej zresztą niż o siebie, martwił się losem swoich drogocennych eliksirów. Masa pracy oraz czasu w nie włożona, sprawiła, iż za każdym razem kiedy fiolki cudem omiajły wlot do rynsztoka lub obcas czyjegoś buta, Robin wzdychał z niewysłowioną ulgą. Śledził wzrokiem drogę tych buteleczek, a wraz z pierwszym chrzęśnięciem szkła, serce mu się ścisnęło, a z oczu mimowolnie pociekło mu kilka łez. Bardziej gniewu i żalu, niż smutku, lecz pozostawało to bez znaczenia. I tak musiał wyglądać okropnie żałośnie: dyndający do góry nogami, z szatą zaczepioną na uszach i śladami łez na zaczerwienionych policzkach.
-Błagam, sir - wykrztusił w końcu, nie panując już zupełnie nad swoimi odruchami (nigdy nie cechował się uległością, twarde warunki ukształtowały w nim hardość i zaciekłość) - moje eliksiry - jęknął rozpaczliwie. Wyjątkowe sytuacje wytwarzały niecodzienne reakcje. Z perspektywy czasu Robin nie zawstydziłby się swego błagalnego tonu. Ba, uczyniłby to raz jeszcze, byle tylko jakoś ochronić swoje drogocenne fiolki przed zniszczeniem.
-Jeszcze jedna jest tam, niedaleko kratki ściekowej - wskazał z paniką w głosie, z niepokojem obserwując, jak szklana buteleczka tańczy między cienikimi prętami, gotowa zniknąć w odmętach kanałów. Ulżyło mu nieco, gdy mężczyzna począł ratować dorobek jego pracy. Miał jeszcze nadzieję, że mu go odda, choć i tak lepiej, by go wykorzystał (nawet bezprawnie), niż wszystkie efekty skończyłyby wżarte w bruk ulicy.
Bez słowa przyjął różdżkę od lorda(?), nie oczekując raczej wielkich rewelacji. Mimo tego, bezgłośnie spróbował. Finite Incantatem wybrzmiało w myślach Robina, któremu jednak było już wszystko jedno. Większa część eliksirów została uratowana.
-A co zatem przydaje tobie satysfakcję, sir? - zapytał, już nie uszczypliwie, raczej z ciekawością. On sam czuł się już względnie bezpiecznie (eliksiry!!!), więc mógł porzucić nerwowy, zirytowany ton. Ostatecznie, mężczyzna był jego wybawcą.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   25.05.18 10:30

The member 'Robin Hawthorne' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 91

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   24.06.18 19:47

Ollivander nie należał do najmilszych ludzi pod słońcem, cechował się raczej pewną surowością i powściągliwością, lubił sprawdzać granice, patrzeć dokąd ludzie byli w stanie się posunąć, kiedy na czymś im zależało. W irytację wprawiło go jednak błaganie - to już kajanie się - tak jakby brakowało mu poczucia własnej wartości. Prawie prychnął na tę reakcję, rozdrażniony - upodlenie samego siebie przed kimś innym, jak można było to sobie robić? - nawet przez moment Ulysses nie czuł satysfakcji ani żadną miarą zabawy z położenia alchemika. Pokręcił zrezygnowany głową, bez większego problemu oraz zbędnych słów kierując się w stronę ostatniej fiolki, przeoczonej wcześniej. Podniósł ją, wybawiając od przykrego losu wylądowania w ściekach, a kiedy wrócił, Robin stał już na własnych nogach. Komuś postronnemu mogłoby się to wydać komiczne - nieznajomy, błagający o uratowanie eliksiru, kiedy sam wisiał w powietrzu, pozbawiony różdżki, wśród tłumu niewzruszonych przechodniów - ale Ulysses był daleki od podobnych wniosków i ocen. Kto, jak nie on, często patrzył ze zrezygnowaniem na zaniedbane różdżki, nierzadko swoje dzieła, tworzone przez długie godziny; tylko po to, by cała ta praca została zignorowana, zbezczeszczona przez zwykłych idiotów. Najwyraźniej tu kryła się sympatia różdżkarza do Hawthorne. Spojrzał na fiolki, dzierżone w dłoniach - wciąż mówiące tak samo mało. Nie znał ich wartości ani potencjału, nie myślał też o kradzieży - tylko nieuzasadniona przekora sprawiała, że jeszcze ich nie oddał. Nie liczył na nic i nie spodziewał się niczego, aczkolwiek był ciekawy faktycznych zdolności alchemika. Jego własny, sprawdzony i zaufany, tonął ostatnio w robocie. Wyglądało na to, że Robin również nie próżnuje. Spojrzał na niego z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie musiał mu odpowiadać i nie zrobił tego, zbywając zadane pytanie własnym - co zdarzało mu się stosunkowo często - kiedy wspaniałomyślnie oddawał poszkodowanemu przechwycone fiolki. Brakowałoby tylko tego, żeby stał się tyranem, pozbawiającym innych źródła zarobku.
- Co tu masz? - zapytał wprost. Niepodpisane fiolki mogły budzić podejrzliwość, ale Ollivander był ostatnią osobą, która próbowałaby cokolwiek oceniać. Pytanie wcale nie oznaczało, że odpowiedź miała okazać się wiarygodna, mógł gładko skłamać, śmiercionośnej truciźnie przypisując zasługi eliksirów leczniczych. A Ulysses, choć nie miał jeszcze takich zdolności, mógł próbować wykryć kłamstwo za pomocą legilimencji. Bądź co bądź - ćwiczył regularnie i nieznacznie liczył na to, że sytuacja pozwoli mu na sprawdzenie ów wyczucia.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   24.06.18 20:57

Moc, ogromna. Ciepło rozgrzało koniuszki jego palców, musnęło gorącym oddechem miękką, wewnętrzną stronę dłoni i rozsunęło się łagodnym parasolem, odplątując supeł niemiłosiernej pętli zaciśniętej na jego kostkach. Wstyd przekornie odbarwił ślady na szyi Robina, może nie od powrozu, może nie od cieniutkiej żyłki, lecz i tak groteskowo świecące czerwienią. Uszy, policzki, okolice grdyki pałały tym nieznośnym rumieńcem, ostatnim śladem po upokorzeniu. Siedem lat na korytarzach wśród urwipołciów i paniczyków, którzy myśleli, że mogą wszystko - udawało mu się unikać podobnego losu, tylko po to, by teraz nadrobić szkolne doświadczenie, fundowane szlamom i tym gorszym czarodziejom półkrwi. Takim jak on. Wątpił, by ostracyzm był przyczyną tego dowcipu, wolał myśleć o tym w kategoriach głupiego żartu, spłatanego przez niezbyt rozgarniętego wyrostka. Dowcipniś na pewno wcale nie celował w niego. Na pewno chybił. Na pewno nie miał z nim niedokończonych spraw. Na pewno nie chciał się na nim odegrać. Na pewno...
Zaciął się w tych usprawiedliwieniach i spuścił wzrok, skupiając się na mizernych próbach poprawy swego wyglądu. Ujarzmił szatę, która zawinęła mu się nad uchem, wywinął mankiety koszuli, otrzepał średniej jakości materiał i finalnie przygładził włosy, by nie sprawiać wrażenia niechlujnego prostaka. Na naprawę pierwszego spojrzenia było za późno i w gruncie rzeczy Robina niewiele obchodziło, cóż elegancki mężczyzna sobie o nim pomyśli, lecz... z jakiegoś powodu on nadal przed nim stał. I nie śpieszył się z oddaniem mu fiolek. Młodzieniec schował rożdżkę do kieszeni, obdarowując nieznajomego dziwnym, flegmatycznym spojrzeniem. Nieco znudzonym, nieco zaintrygowanym, nieco podejrzliwym, nieco niechętnym. Było mu śpieszno, lecz bądź co bądź, lordowi należało się podziękowanie. Ostatecznie, gdyby nie on, mógłby znacznie dłużej wisieć do góry nogami i nabawić się szaleju przez krew spływającą do głowy. Nie mówiąc już o jego drogocennych eliksirach: za ratunek kryształowych fiolek Robin gotów był przypaść mężczyźnie do stóp i lizać mu buty... czego oczywiście nie zrobił, powściągliwie odbierając z jego rąk pokaźny zestaw buteleczek.
-Czego tu nie mam - poprawił, trochę tajemniczo, trochę chełpliwie, troskliwie zajmując się fiolkami i umieszczając je bezpiecznie w skórzanej sakwie - wszystko co zechcesz, panie - uzupełnił, nie tyle zdradzając swój asortyment, ile możliwości. Ocenił mężczyznę: wymagający, lecz hojny. Surowy, ale sprawiedliwy. Bilans wychodził na plus, opłacało się zaryzykować.
-To - ciągnął, sprawnie wyjmując zza pazuchy drobną, mieniącą się w słońcu fiolkę - jest eliksir giętkiej mowy. Pozwala porozumiewać się ze zwierzętami. W ramach podzięki - rzekł, wyciągając w stronę bruneta buteleczkę z miksturą. Mogła zawierać wszystko, truciznę, szczyny kuguchara, ale też faktyczny eliksir. Mężczyzna z lordowskim profilem okazał mu przychylność - odwrotnie od każdego z obojętnych przechodniów, więc należała mu się nagroda. Robin nie wierzył w godziwy los, ale ufał prawom Natury. Coś za coś, dopełniał jedynie swoją powinność, egoistycznie dopatrując się w tym czynie szansy na przyszłosć.


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   26.06.18 21:04

Przelotnie zerknął na różdżkę, chowaną do kieszeni i powstrzymał się przed zdegustowanym pokręceniem głową. Głównie przez świadomość, że mało kto troszczył się o tyle szlufek, zapięć i specjalnych kieszeni przeznaczonych do bezpiecznego i ergonomicznego przechowywania różdżki, co on sam. Wszystko miał opracowane i teraz, w obecnie założonym stroju, znalazłby co najmniej cztery miejsca lepsze niż zwykła kieszeń, lecz ostatecznie nie była to jego sprawa. Spodziewał się, że dobra rada da niewiele; na pierwszy rzut oka dostrzegało się główne zainteresowania Robina - zamiast martwić się różdżką, pośredniczką wybawienia z niekomfortowych skutków wrednego zaklęcia, rozglądał się za każdym szkiełkiem z kolorową zawartością. Dlatego Ulysses machnął na to ręką - mentalnie, oczywiście - i puścił ten szczegół mimo wzroku, choć podobny widok był jak dziabnięcie w oko. Niech garbi się nad kociołkiem, różdżka była do tego tak czy siak potrzebna, więc jeśli nadejdzie taka potrzeba - zjawi się na progu Ollivanderów. Niemal prychnął w myślach, łapiąc się na tworzeniu wyjaśnień spowodowanych nieistotną drobnostką.
Hawthorne był młody, a różdżkarz lubił świeże umysły, z jakiegoś powodu mając je za bardziej otwarte - może nie zdążyły przesiąknąć jeszcze doświadczeniem i utrzeć schematów, przez co wynajdywały rozwiązania mniej standardowe, a zdarzało się, że i bardziej skuteczne. Nie odzywał się, w żaden sposób nie komentując wychwalania własnego asortymentu - każdy alchemik by to zrobił, gdyby w grę wchodziło interesujące zlecenie. Obecnie nie wchodziło, ale mogło i doskonale wiedział, że sytuacja mogła być dla młodzieńca idealna do schwytania szansy. Uniósł pytająco brwi, widząc na dłoni chłopaka miksturę, oferowaną za pomoc. Nie spodziewał się ani nie oczekiwał niczego, niekoniecznie chciał też zabierać fiolkę, na którą Hawthorne musiał poświęcić własne ingrediencje, lecz mimo tego sięgnął po podarunek, oglądając go krótko pod światło, za chwilę znów przerzucając chłodne spojrzenie na alchemika, buteleczkę chowając do kieszeni. Skusiła go zawartość i skąpy opis. - Sprawdzę - odrzekł krótko, jak zwykle szczędząc słów. - Działa na istoty? Trolle? Trytony? - jeśli tak, mógł okazać się wyjątkowo przydatny. Więcej niż raz. Julia z pewnością była zachwycona podwodnym światem trytonów oraz ich towarzystwem, mieli też zająć się jej badaniami, gdzie mikstura mogłaby okazać się ułatwieniem - ciekawe, czy dałoby się wyciągnąć jakieś wnioski i różnice po zażyciu jej. Prewett mogła rozumieć te wszystkie skrzeki i szereg dziwnych odgłosów - Ulysses nie odróżniał od siebie nawet pojedynczych słów. Jeśli działanie eliksiru było węższe (w końcu przy trollach i trytonach mieli już do czynienia z odrębnym językiem - choć czy miauczenie kuguchara także można było nazwać językiem?), wciąż było dla niego sporo zastosowań. Na pewno miał zrobić z prezentu użytek.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Robin Hawthorne
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5744-robin-hawthorne https://www.morsmordre.net/t5766-paracelsus#136059 https://www.morsmordre.net/t5767-alchemik-do-wynajecia#136061 https://www.morsmordre.net/f141-smiertelny-nokturn-18-13 https://www.morsmordre.net/t5765-skrytka-bankowa-nr-1417 https://www.morsmordre.net/t6217-robin-hawthorne
Zawód : Alchemik z powołania
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I have seen the moment of my greatness flicker,
And I have seen the eternal Footman hold my coat, and snicker
And in short, I was afraid.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 33
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   26.06.18 22:19

Na własnych nogach wcale nie czuł się pewniej, niż dyndając powieszony za kostki. Nie lubił swojego ciała. Było niezgrabne i zdradliwe, za szerokie, dziwnie nieforemne, niezręczne i pokraczne. Na otwartej przestrzeni dyskomfort Robina tylko się wzmagał, wraz z narastającą pewnością, że w swoim ciele jest istotą obcą. Niby przebywał w tej samej skórze od narodzenia, członki rosły, rozrastały się i poszerzały wraz z nim, niby dostrzegał fizyczne podobieństwo, ale... zawsze był nieswój. Nowobogackie otoczenie przytłaczało Hawthorne'a, na dokładkę z świńskim kawałem i świdrującym spojrzeniem nieznajomego. Czuł, że go obserwuje i na tę myśl oblał się zimnym potem. Tego właśnie nie lubił, tego starał się unikać - prawie pożałował, że teoretyczny lord pożałował jego. Wnet jednak wróciło widmo porozbijanych fiolek, eliksirów wsiąkających w bruk, ulatniających się zapachów, zmarnowanych ingrediencji oraz czasu i Robin już wszem i wobec ogłaszał gotowość do znoszenia wszelkich nieprzyjemności. Także tortur, dla niego tożsamych z wystawieniem się na wzrok szacownego obywatela i podleganiu ocenie. Paradoksalnie, bardziej przeszkadzał mu sam fakt jej wystawiania, aniżeli nota sama w sobie. Ten produkt cudzych myśli miał w głębokim poważaniu, ale mocno doskwierał młodzieńcowi ów proces. Z domu rodzinnego wyniósł nadzwyczaj złe skojrzenia, więc instynktownie uciekał przed takimi sytuacjami i zapierał się przed ich wytworzeniem rękami i nogami. Obecnie nieco spasował, ale kiedy przeszła mu pierwsza faza szoku i wdzięczności, naprawdę przejawiał już tylko jedno życzenie: dramatycznej ucieczki z tego miejsca.
-Na wilkołaki - odparł, uśmiechając się - dość paskudnie. Nie posądzał swego wybawcy o chęć wypróbowania eliksiru w ten sposób, stosunkowo niebezpieczny. Stosunkowo, ponoć wilkołaki zachowywały część świadomości i jeśli udawało się z nimi porozumieć, udawało się także zachować życie. Hawthorne słyszał to jednak tylko z opowieści, sam nie miał zamiary dementować tych plotek tudzież potwierdzać ich faktycznej wartości. Nie zachęcał do tego również mężczyzny, jedynie informował - kto wie, może mu się to przyda. Kiwnął głową (gest spełnił funkcję podwójną, pożegnania i ponownego podziękowania) i bez wyrzutów sumienia oddalił się pośpiesznie, chcąc zniknąć z miejsca wypadku. Uzupełnić sekretarzyk, na powrót zabarykadować się na swoim poddaszu. I dla równowagi, nie wychodzić stamtąd przez kolejny tydzień.

Robin pas


Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pasaż Laverne de Montmorency   14.07.18 22:15

Proces oceny i analizy miał - przeciwstawnie do Robina - za szalenie intrygujący. Lubił rozkładać go na części pierwsze, dochodzić do wniosków, konfrontować myśli, zauważać drobne zmiany, drgnięcia, wynajdywać słabości już po pierwszych spojrzeniach. Zafascynowanie naturą odruchów i gestów rosło w nim wraz z drzewami za oknem sypialni, upływ lat tylko wzmocnił chęć obserwacji, uczynił wzrok bardziej czujnym oraz bezwzględnym w trafnych spostrzeżeniach. Nie kurczył się pod wpływem czyjegoś wzroku, nie stresował się czyjąś analizą, nawet niespecjalnie wnikał w czyjeś myśli na swój temat - lecz lubił wiedzieć, co ktoś myśli na temat kogoś innego. Na jakiej zasadzie wysnuwa wnioski, czy poprawnie łączy przyczyny ze skutkami, jak daleko sięga we własnych możliwościach - czy są mocno ograniczone? Myśli stanowiły dla Ollivandera świat, w jakim mógłby zagłębiać się bez końca, pracując nad nimi zbliżał się do (niemożliwej - wiedział to, rozsądek miał wykształcony) wszechwiedzy, tak pożądanej przez wielkie umysły. Niebezpieczna była to ambicja, zarówno dla niego, jak i ludzi, których pragnął przejrzeć na wylot i musiał przyznać, że w ostatnich miesiącach zamiast słabnąć i zanikać, tylko się pogłębiała, pchając go do nauki niezbyt szlachetnej umiejętności, wprowadzając w niepewne towarzystwo. Trafił na rzecz, jakiej nie mógł odgonić i choć odznaczał się cierpliwością, dążąc do niej naprawdę powoli, nie zamierzał odpuszczać - w dużej mierze ze względu na trudności, jeszcze bardziej zachęcające do przebrnięcia przez zaspy.
Na szczęście jeszcze nie pchał się w ramiona wilkołaków - kiwnął głową ze zrozumieniem i powagą, darując sobie odwzajemnianie uśmiechu. Szkoda, że na rzecz bestii eliksir nie gwarantował porozumienia z bardziej świadomymi istotami, lecz tak czy inaczej na pewno był przydatnym wywarem w mocno uszczuplonej kolekcji Ollivandera, głównie składającej się ze specyfików leczniczych, zwłaszcza powiązanych ze schorzeniem genetycznym. Z tą samą małomównością, jaką charakteryzował się Robin, Ulysses opuścił miejsce ich przypadkowego spotkania, pozwalając myślom zatopić się w innych sytuacjach i osobistościach.

| zt




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
 

Pasaż Laverne de Montmorency

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18