Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Ulice
AutorWiadomość
Ulice [odnośnik]05.04.15 20:55
First topic message reminder :

Ulice

Dolina Godryka nie może poszczycić się dużą ilością ulic. Zaledwie jedno większe skrzyżowanie, kilka małych zaułków i jedna główna aleja przechodząca przez główny plac, łącząca wjazd i wyjazd z wioski. Wzdłuż niej, podobnie jak i przy innych, ciągną się rzędy domów, w większości zbudowanych z kamienia według starej mody. Stając na placyku i patrząc przed siebie można odnieść wrażenie, jakby cofnęło się o kilkaset lat. Na ulicach nie ma wielu samochodów, a od czasu do czasu potrafi pojawić się nawet wóz zaprzęgnięty w konie. Nocą nikłe światło dają elektryczne latarnie stylizowane na stare. Zaułki oddalające się jednak od głównej ulicy giną w mroku, który rozjaśnia jedynie odrobina blasku bijącego z okien stojących przy nich budynków.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Re: Ulice [odnośnik]10.04.21 21:32
Nigdy nie zastanawiał się, jak wyglądałoby ich spotkanie po latach, godząc się z faktem, że pozostał sam, a Caleb był martwy. Nie rozmyślał przesadnie nad tym czy po śmierci czekało cokolwiek. Niby można było powrócić jako duch, uchwycić się niedokończonych spraw i żyć dalej. Jednak nadal brakowało konkretnej odpowiedzi, bo co jeśli nic nie trzymałoby go między żywymi? Co dalej?
Analizując ostatnie lata, każdą rzecz jaką zrobił, a która spotkałaby się z dezaprobatą Caleba, może lepiej, aby nigdy nie trafili na siebie. Zawsze różnili się w postrzeganiu tego co złe, mieli inne granice działań koniecznych, by osiągnąć cel, pojęcie moralności również różniło się skrajnie. Nigdy nie miał problemu, aby przejść po trupach do celu, nie żałował rozlewanej krwi w czasie sporów. Był oportunistą i egoistą, stawiając swoje wartości ponad innymi, nie zamierzał nigdy tracić czasu na działania przynoszące mu wymierne korzyści dopiero później. W tym najmocniej się różnili, bliźniak potrafił czekać, zawsze. Obojętnie ile mógłby stracić po drodze okazji, natomiast On nie mógł, brakowało mu cierpliwości. Wiedząc, że brat towarzyszył mu te parę lat temu, gdy mścił się na zdrajcy… nie zmieniłby nic w przebiegu ów nocy. Wtedy puściły hamulce, panowała wściekłość i poczucie straty, której nie potrafił jeszcze przełknąć. Odebrano mu bliźniaka, część jego samego, więc nie mógł zrobić niczego w sposób inny. Z czasem przyszło trochę wyciszenia, odnalezionego spokoju, by impulsywność straciła na impecie, ale nadal pozostawała i być może było to oczekiwanie, aż znów coś w nim pęknie.
Teraz jednak stał przed nim, spoglądał na młodszą wersję siebie i tylko to powstrzymywało wrażenie, jakby mógł patrzeć w lustro. Siedem lat to wystarczająco dużo, aby wyciągnąć różnicę miedzy dawniej identycznymi osobami. Słysząc swoje imię, drgnął nerwowo, chociaż spodziewał się tego. Zauważył, gdzie podążył wzrok Caleba, domyślał się co za moment będzie miało miejsce. Nie próbował ukrywać dłoni w popłochu, nie miało to najmniejszego sensu. Skrzywił się, kiedy padło pierwsze pytanie, a za nimi kolejne. No i przyszedł czas na tłumaczenie się i przed nim, jako jedyną osobą, mógł mówić wszystko. Chociaż naprawdę nie chciał, zwłaszcza kiedy powracało opanowanie, niezmącone widokiem martwego bliźniaka.- Nikt ważny.- odparł szczerze, nieco nonszalancko. Wyciągnięta dłoń natrafiła na pustkę, przechodząc przez sylwetkę ducha. Dlatego cofnął ją i wsunął w kieszeń.- Żyje, musi spłacić swoje długi i zapracować na to, żebym więcej nie musiał go odwiedzać.- dodał z lekkim wzruszeniem ramion. Zabijanie kogoś takiego nie było w jego interesie, a najpewniej ściągnęłoby mu na głowę niepotrzebne kłopoty.- Próbował mnie oszukać. Wystarczy? – wdawanie się w szczegóły było zbędne, ale znał swego brata, znał jego upór.- Teraz twoja kolej. Od kiedy jesteś duchem? – dalej czuł to samo zaskoczenie i niezrozumienie.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]18.04.21 12:36
Nic się nie zmieniło, emocje pozostały te same. Czy to nie było ironiczne, że po tylu latach zamiast szczęścia i tęsknoty z powodu rozłąki, ich ponowne spotkanie zaczęło się od oskarżeń i złości? Tak wszakże wyglądała ich relacja, bliskość, zaufanie, szarpane ciągle niedowierzaniem, niezrozumieniem. Ile jeszcze takich szpilek będzie w stanie przyjąć, zanim straci rozum? Na Merlina, nie miał już nawet serca, a dalej czuł tępy ból spowodowany - musiał to przyznać sam przed sobą - nie troską o obcego, nieistotnego człowieka, ale żalem, że brat nie jest w stanie spojrzeć na siebie z minimalnym okruchem refleksji.
- Oczywiście. To nigdy nie jest nikt ważny - wycedził, i aż nim wstrząsało od tego jak bardzo nie cierpiał siebie i jego za to, że nie mogli teraz po prostu paść sobie w ramiona i wytłumaczyć wszystkiego na spokojnie, tak jak o tym od dawna marzył. Zaciśnięte widmowe pięści nie mogły zadać bólu, ale ziemia pod jego stopami pokryła się cienką warstewką szronu. - Powiedz mi, kto by chciał u ciebie zaciągać jakiekolwiek długi? KTO? - Podniósł głos, reflektując się po czasie, że powinien uważać, aby ich nie złapano. Zwłaszcza teraz, bo kto wie, czy jego brat nie był w tych okolicach poszukiwanym zbrodniarzem... nic by go już nie zdziwiło. - Nie wystarczy. - splunął. - Nigdy nie wystarczało, ale na nic więcej nie liczę - Machnął ręką i obrócił się, przeczesując nerwowo włosy palcami.
Długo milczał, a kiedy się wreszcie odwrócił, buzował energią i mocą, którą dobrze znał. Nie chciał wykorzystywać jej pochopnie, ale w tak emocjonalnych chwilach nie zawsze był w stanie zachować nad sobą kontrolę. Temperatura spadała z każdą chwilą; odnosił wrażenie, że widzi jak oddech Cilliana zmienia się w parę. Był przynajmniej ubrany ciepło?
- Pytanie za pytanie. Tak jest uczciwie - A Caleb był uczciwy, nawet jeżeli sam sobie to czasami wyrzucał, gdy raz po raz jego dobroć była wykorzystywana. - Jestem duchem od początku. Od kiedy to się wydarzyło. Kiedy zniknąłeś, ja się zabiłem, dzięki temu dementor mnie nie dopadł. Miałem przy sobie fiolkę, byłem przygotowany na... na każdą ewentualność. - Obrzucił go gniewnym spojrzeniem. - Teraz ja. - Jakie to uczucie, zamordować niewinną kobietę? - Co robisz teraz? Kim jesteś? Wiesz, o co pytam, Cillian - To było ważniejsze, do tamtego nie chciał już wracać. Nie było sensu. Tylko bardziej zaboli.
Cały ten żal, całe cierpienie, wzbierało w nim i obracało w mrok. Nie dostrzegł momentu, w którym oderwało się od niego i przybrało iluzoryczną formę. Nie miał możliwości odczuć zmiany temperatury ani dostrzec za swoimi plecami czającej się kreatury, która lewitowała nad ziemią jak żywa, powłócząc poszarpaną szatą. Dementor, przerażająco rzeczywisty, wyciągał ku niemu pokryte liszajami łapy - jedyna istota, która mogła jeszcze uczynić mu prawdziwą krzywdę, gdyby zaciągnęła go w swoje potężne objęcia. Manifestacja bólu. Manifestacja strachu.
Nieprawdziwa.
Ale Cillian nie mógł tego wiedzieć.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
If anyone needs me,
I'll be in my grave
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t407-kosciol-z-cmentarzem https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]06.05.21 19:02
To nie mogło przejść gładko, zawsze ścierali się charakterami, będąc zbyt różni, mimo że fizycznie nie jedna osoba myliła ich. Nigdy nie pojmował, skąd w Calebie tyle dobroci dla świata, który nie jeden raz kopnął ich brutalnie, zmuszając do nagłych decyzji. Dlatego na jego głowie spoczywało wieczne kalkulowanie w przód, przewidywanie każdego kroku, gdy byli w jednym miejscu. Mimo to wcale nie było mu łatwiej żyć bez brata. Strata bliźniaka popchnęła go za granice agresji, wściekłości do świata i tuliła pazernie długie tygodnie, gdy walczył ze słabościami. Teraz stojąc przed bratem, sunąc jasnym spojrzeniem po niematerialnej sylwetce, widział w nim kiełkującą złość, podobną tej, której sam ulegał. Miał chęć spytać, dowiedzieć się, czy była w nim zawsze, naprawdę lepiej się kontrolował? Czy pojawiła się z czasem, gdy nieżycie dało w kość. Nie zdecydował się jednak, by poruszyć ten temat.
- Daj spokój, wiesz dobrze, że jeśli muszę przejdę po trupach do celu, ale nie tworzę ich dla kaprysu, a z konieczności.- wyjaśnił ze spokojem. Pozostawał szczery, jak zawsze, gdy Caleb zarzucał mu cokolwiek. Ta kwestia się nie zmieniała, obojętnie czy bliźniak żył, czy nie.- Jak widzisz, istnieją jeszcze tacy, którzy chcąc zaciągnąć.- nie chciał wdawać się w szczegóły, przeciągać tego tematu przesadnie. Nie mogli się zgodzić, nie mogli dojść do porozumienia w kwestii działań koniecznych, bo to zawsze On się ich podejmował, pozwalając, aby Cal pozostawał niewinny. Brał na siebie najgorsze, wykazując się nadopiekuńczością w stosunku do bliźniaka, teraz to wiedział. W sumie był tego świadom od lat, odkąd pozostał sam bez niego u boku i utrzymywał swą łatkę dupka już tylko dla siebie.
Spoglądał na niego, pozwalając by cisza zawisła między nimi. Nie ponaglał, nie żądał odpowiedzi, wiedząc, że to bez sensu. No dawaj, Cal.
Zmarszczył lekko brwi, zaskoczony odpowiedzią jaką uzyskał i chociaż dalsza część spotkała się z aprobatą, tak początek zagrał na emocjach. W myślał dominowało jedno pytanie, które zaraz wypowiedział, bo chciał wiedzieć, naprawdę.
- Dlaczego nie pokazałeś się wcześniej? Byłem tutaj tyle razy.- chociaż początek wypowiedzi był spokojny, tak każde kolejne słowo otulał gniew.- Do cholery, Cal.. przyłaziłem tutaj tyle razy, pieprząc głupoty do kawałka kamienia z twoim imieniem. Co Cię powstrzymywało, żeby się pokazać?! – warknął, nie dbając nawet o to, aby nie podnosić głosu. Ciężko było go zranić, dotknąć do żywego, gdy zdanie czy zachowanie innych było dla niego nic niewarte. Caleb był jednak jedną z tych osób, które mogły to zrobić, wzbudzić w nim niepewności, przypadkiem stworzyć ranę, która w psychice jątrzyć się będzie tygodniami. Skrzywił się, świadom do czego pije brat. To nie był dobry temat, bo chociaż lekki dla niego, będzie kolejnym powodem do kłótni i nieporozumień. Przecież żadna z jego obecnych decyzji nie mogła być akceptowalna przez drugiego Macnaira.
- Tym, kim muszę i mogę być.- uciekał od odpowiedzi, jednocześnie wyjaśniając wszystko. Nie sądził, aby potrzebowali konkretniejszej odpowiedzi, bezpośrednio rzuconych słów rozwiewających jakiekolwiek wątpliwości. Znali się, Caleb musiał wiedzieć, co kryło się za tym stwierdzeniem.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, chociaż mogło to tylko pogorszyć sytuację, ale jego uwagę przyciągnęła mroczna sylwetka, która pojawiła się za bratem. W błękitnych tęczówkach błysnął strach, źrenice rozszerzyły się, a adrenalina popłynęła żyłami sprawiając, że ciało było gotowe spiąć się do ucieczki. Niestety, równocześnie wmurowało go w miejscu. Unikał tych stworzeń, robił wszystko, aby nie stanąć im na drodze od pamiętnego dnia, gdy prawie poczuł pocałunek dementora. Zamknął palce na judaszowcu, skierował różdżkę pozornie przeciwko bratu, chociaż spojrzenie miał utkwione tuż ponad niematerialnym ramieniem ducha.- Caleb, odsuń się.- wycedził, a głosem szarpał strach, którego nie potrafił stłumić. Zwykle panował nad emocjami, lepiej bądź gorzej, ale radził sobie z nimi. W tym przypadku było inaczej.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]21.05.21 16:37
Skłonność do burzliwego przeżywania emocji tkwiła w nich od zawsze, może się z nią urodzili, a może wynikała z surowego dzieciństwa, podczas którego rzadko mogli liczyć na jakąkolwiek troskę poza troską o samych siebie. Ale nawet bliźniacy jednojajowi nie mogli przez całe życie pozostawać identyczni; poróżniły ich nie tyle uczucia, co umiejętność kontroli oraz narzucania sobie moralnych granic, których nie chcieli przekraczać. Cillian tego nie potrafił, za dziecka zwyciężyła w nim ciekawość, z czasem przeobrażająca się w gniewną dominację. Od najmłodszych lat w pewnym sensie dopełniali się wzajemnie, ponieważ Caleb powstrzymywał Cilliana od tego, czego mógł żałować - był jego głosem rozsądku - Cillian natomiast robił za brata to, czego on obawiał się podejmować. W ten sposób zapewniał im bezpieczeństwo. Powinien być mu za to wdzięczny - byłby, gdyby jego śmierć i ich rozłąka nie pokierowała bliźniakiem w tak tragicznie agresywną drogę.
- Jaki więc miałeś cel? Pieniądze? Wpływy? To zasługuje na to, żeby iść po trupach? - cedził przez zęby, za wszelką cenę starając się powstrzymać wybuch złości; mógłby on bowiem mieć tragiczne skutki dla nich obu. W głębi ducha wiedział, że odpowiedź musiała leżeć zupełnie gdzie indziej i że Cillian nie odważy się skłamać. Musiało chodzić o coś więcej, pieniądze czy sława nigdy nie miały dla jego brata nadrzędnego znaczenia, przecież się znali. - A może chodzi o coś innego? - dodał napiętym szeptem. Jego kolej na pytania się jednak skończyła.
Odpowiedzieć zgodnie z prawdą, przywołać znów we wspomnieniach tamtą noc, która doprowadziła go do tego połowicznego istnienia, nie było łatwością. Z szacunku do brata nie sięgał po fałsz i streścił wszystko krótko, bez emocji i oskarżeń, bo nigdy nie obwiniał go za to, co się wydarzyło - a miał powody, by domyślać się, że Cillian mógł obwiniać sam siebie.
Caleb nie oddychał, ale czuł jak z kolejnymi powiewami lekkiego wiatru opuszczają go mgiełki chłodu. Białe zimno pokrywało brudne cegły otaczających ich budynków, uciekało w głąb ciemności, formując nieokreśloną postać. Zaciskał i rozluźniał pięści, myśląc, że zdoła nad tym zapanować - że jeszcze dojdą do porozumienia. Lecz krótka, zdawkowa odpowiedź skrywająca najgorszą prawdę ubodła go gorzej od trucizny wyżerającej wnętrzności, a kolejne pytania przyprawiły o dławiące poczucie winy. Dlaczego nie pokazał się wcześniej? Czy gdyby nie był tchórzem, Cillian stałby się kimś innym, nie robiłby teraz tego... co robi?
Szara twarz zmarszczyła się w wyrazie udręki, trząsł się tak, jakby doskwierał mu chłód, ale to nie zimno, a moc odbierała mu siły.
- Co by to zmieniło, gdybym się pokazał? Co by zmieniło!? Czy wtedy przestałbyś być mordercą? Mordercą, który odebrał mi żonę? - Lata tłamszonych emocji odnalazły ujście, nie zdołał powstrzymać słów wypływających z ust tak samo, jak nie miał kontroli nad tym, co czyni jego magia.
Myśli wyklarowały się dopiero wówczas, gdy zobaczył uniesioną przeciwko sobie różdżkę; gdy w głosie brata pojawił się strach. Prawdziwe uczucie, nie obojętność, nie gniew, nie nienawiść, takie ludzkie i proste, a tak niespodziewane.
- Co masz... - na myśli?, miał spytać, ale gdy odwrócił głowę, sam ujrzał czający się za nim czarny cień i pokrytą liszajami dłoń. W pierwszej chwili spanikował i uleciał w kierunku ściany, ale elektryzująca niestałość iluzji rzuciła mu się w oczy i rozwiał ją jednym, zwierzęcym warknięciem: - Przepadnij!
Sekunda lub dwie i alejka była pusta; Caleb natomiast podleciał do brata tak blisko jak mógł bez dotykania go, roztrzęsiony, ponury i smutny.
- Nic ci nie jest? Cillian? Jesteś bezpieczny. - Nic nie poradzi na to, że słowa smakowały gorzko. Po raz kolejny stawał w obronie zła; bo zło było mu bliższe niż jakakolwiek dobroć, z jaką los pozwolił zetknąć mu się za życia.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
If anyone needs me,
I'll be in my grave
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t407-kosciol-z-cmentarzem https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]20.06.21 15:50
- Czego Ty ode mnie chcesz, co? Czego Ty oczekujesz? – spytał w końcu, czując złość, jaka narastała stopniowo. Wiedział, że nie spotka się z aprobatą brata, że cokolwiek zrobi, okaże się tym złym. Tak było, gdy Caleb żył i tak musiało pozostać po śmierci bliźniaka.- Pieniądze i wpływy zawsze są dobrym powodem, aby usunąć kogoś z drogi, skoro przeszkadza. Wiesz o tym.- tak robił od zawsze, potrafiąc przehandlować wszystko i wszystkich dla własnego zysku. Przez ostatnie lata, wypracował jedynie większy brak skrupułów, bo w przeciwieństwie do brata był rasowym oportunistom.- Nie mów, że spodziewałeś się innego celu...- lubił dźwięk monet, słodką pieśń, którą wygrywały i nie miał oporów przed zrobieniem największego świństwa, aby w zamian dostać opasłą sakiewkę. Dopiero teraz zaczęło docierać do niego, jak zmienił się przez ten czas, jak życie w pojedynkę wypaczyło go. Był niemal pewny, że w tej chwili… nie potrafiliby już egzystować obok siebie, nie jeśli Caleb nadal byłby tak naiwnie dobry. Obrzydliwie pokojowy i chętny, aby mówić o swych poglądach, sprzecznych z tymi, jakie wpojono im za młodu.
Kiedy przyszedł czas odpowiedzi, słuchał z uwagą. Z jednej strony tak było lepiej, lecz z drugiej… dlaczego nie wiedział o truciźnie? Dlaczego Caleb pozwolił, aby przez cały ten czas żył z poczuciem, że zostawił bliźniaka na pewną śmierć, na śmierć w sposób, którego nie życzyłby nawet najgorszemu wrogowi. Zacisnął dłonie w pięści i pewne było, że gdyby brat stał przed nim w materialnej postaci, właśnie zgarnąłby w pysk, najpewniej nie raz.- Wszystko! – samokontrola pękła nagle, pozwalając, aby gniew rozlał się w najbardziej toksycznej wersji.- Wszystko, do kurwy nędzy! – dodał, nie zważając, że spokojny głos stał się krzykiem. Ktokolwiek odważyłby się tu przyjść, byłby skończonym kretynem i przypadkową ofiarą złości.- Pieprzysz głupoty, nie odebrałem Ci żony. Na całe cholerne szczęście, nie zdążyłeś popełnić największego błędu swojego życia.- grymas na twarzy zaczął zdradzać dodatkowo emocje.- Może i tak. Może nie zabiłbym tego sukinsyna… albo urządził mu większy koszmar, wiedząc, że jesteś obok. To twoja wina, Caleb, jesteś współwinny wszystkiemu, co wydarzyło się, gdy jak pieprzony tchórz nie pokazałeś się! – wiedział, że to kłamstwo, ale w gniewie, nie myślał logicznie.
Nie zdążył poddać się w pełni toksycznym emocjom, bo kiedy te narastały stopniowo… przebił je strach. Palące przerażenie na widok dementora, pobudzone wspomnieniami. Tego było za dużo. Najchętniej zamknąłby oczy, lecz wiedział, że to nie odetnie go od tej kreatury. Unosząc judaszowiec, był pewny tego, co chciał zrobić. Przeszkadzał mu tylko brat, a w obecnej chwili nie chciał sprawdzać, jak zachowa się to konkretne zaklęcie, gdy przeniknie przez ducha. Patrzył z niezrozumieniem, jak Caleb przegania swoją własną iluzję, chociaż tego jeszcze nie był świadom.
- Co to było…- szepnął, ledwie słyszalnie.- Jak Ty to zrobiłeś? – nie znał się na duchach, nigdy nie znalazły się w kręgu zainteresowań, stąd też nie miał pojęcia do czego są zdolne, a czego ledwie namiastkę właśnie pokazał mu brat.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]26.06.21 15:02
Nie raz dochodziło między nimi do starcia charakterów. Dobrze wiedział, czego oczekiwać od brata, pamiętał złość brzydko wykrzywiającą usta, chłód i żal w niebieskich oczach. Ani argumenty ani powody pogłębiające przepaść nie zmieniły się na przestrzeni lat. Na pierwszy plan wysuwało się niezrozumienie; Cillian nie pojmował wartości wyznawanych przez brata, Caleb natomiast rwał się na kawałki, próbując znaleźć sposób na wbicie bliźniakowi do głowy podstawowej etyki.
- A czego mogę oczekiwać? - odpyskował bardziej złośliwie niż zwykł robić to za życia. Może emocje wywołane nagłym spotkaniem zbyt go przytłoczyły, a może śmierć i żywot ducha wzmocniły jego pewność siebie. Ostatecznie, co brat mógł mu jeszcze zrobić? Co najwyżej złamać serce, a to przecież nie byłby pierwszy raz. - Czego mogę od ciebie oczekiwać? Że się zmienisz? Że zadbasz o siebie? Dlaczego miałoby to mnie jeszcze obchodzić? Jestem martwy! - wykrzyczał prawie, a choć rzadko zdarzało się, by czuł w pełni swoje niematerialne ciało, teraz odniósł wrażenie, że czubki jego palców iskrzą się lodem.
Pieniądze i wpływy, pieniądze i wpływy. Bardzo by chciał, żeby chodziło wyłącznie o to. Caleb również lubił kiedyś dobrze zarobić, lubił mieć wtyki tu i ówdzie, w tym wcale się tak bardzo nie różnili. Najważniejsze jednak, że w jego mniemaniu żadna z tych rzeczy nie miała wartości ludzkiego życia. Nigdy nie przehandlowałby czyjegoś zdrowia ani bezpieczeństwa za galeony. Cillian był inny.
Dlaczego więc tak paskudnie wstrząsnęło nim wykrzyczane słowo. Wszystko by się zmieniło, tak twierdził brat. Z jednej strony chciał wierzyć, że jego obecność powstrzymałaby bliźniaka przed upadkiem w otchłań, z drugiej bał się tej myśli, bał się przyjęcia na siebie kolejnej odpowiedzialności.
Skrzywił się i zacisnął widmowe pięści, gdy brat nazwał jego ukochaną błędem. Korciło go, aby spytać, w jaki sposób ułożyło się jego życie. Miał żonę, rodzinę, przyjaciół? Kogokolwiek?
- Moja wina? - powtórzył, obniżając głos do niebezpiecznej granicy pomruku. - Nie waż się... nie waż się obarczać mnie winą za twoje grzechy. Jesteś mordercą, Cillian! - Ton Caleba zaostrzył lęk i poczucie winy, które tak bardzo starał się tłumić. - Ja nikogo nie zamordowałem! Poza sobą - dodał po chwili, z gorzkim śmiechem zasłaniając oczy dłonią. Im dłużej rozmawiali, tym większe odnosił wrażenie, że spotkał obcego człowieka. - Nigdy nie chciałem... Nie zrobiłem tego specjalnie! - Czy Cillian miał teraz zamiar obwiniać go za to, że popełnił samobójstwo? Nie zostawiłby go przecież samego z własnej woli, próbował uratować jego życie i swoją duszę. A dusza była wszystkim, co mu zostało.
Jak absurdalnie, że w chwili największej złości przywołał swój największy koszmar. Rzadko zdarzało mu się w ten sposób tracić panowanie nad mocą; pożałował tego szybko, gdy tylko zobaczył w oczach brata strach i przypomniał sobie, że jemu także dementor kojarzy się ze wszystkim, co w życiu stracił.
- Nic, tylko iluzja - odparł cicho, gdy znalazł się blisko, bliżej, choć nie na tyle, by zostawić na skórze Cilliana ciarki spowodowane przez chłód. - Iluzja, potrafię tworzyć iluzje, choć zwykle robię to świadomie, a to... - Nie chciałem. - To wina emocji. Nie zrobiłbym ci nigdy krzywdy. - Czy dało się w to jeszcze uwierzyć?


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
If anyone needs me,
I'll be in my grave
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t407-kosciol-z-cmentarzem https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075

Powrót do góry Go down

Nikt nie potrafił, tak szybko szarpnąć jego nerwami i równie uspokoić. Tylko On, ten który wyglądał jak lustrzane odbicie, posiadał takie umiejętności. Denerwował, by chwilę później wyciszyć, może nieświadomie bawił się pełną skalą cillianowych emocji. Nie znosił go za to za życia, najwyraźniej miał również irytować się po śmieci bliźniaka. Znów pękł, złość szarpnęła nim, popchnęła bezmyślne słowa, aby zawisły w powietrzu.
Milczał, kiedy i Caleb najwyraźniej stracił cierpliwość. Złość brata nie robiła na nim wrażenia, był jej świadkiem wielokrotnie, nawet jeśli świat nie podejrzewał, aby ten lepszy z duetu potrafił stać się złośliwy czy gniewny. Nie ruszała go opinia tego gorszego, któryś musiał być zły, by drugi mógł z uśmiechem patrzeć na świat.
- Po co miałbym się zmieniać? – nie widział powodów, żył wobec swoich zasad, teraz nieco nadszarpniętych nowymi zobowiązaniami. Był najpewniej w idealnym momencie, tam gdzie powinien być. Na kolejne wyjazdy, włóczenie się po świecie jeszcze przyjdzie pora, nie miał co do tego wątpliwości.- Gdybyś żył, robiłbyś to samo.- dodał, nie pozwoliłby mu inaczej. W tej kwestii był okrutny, nie dawał bratu wyborów, mając mniej zahamowań i więcej bezwzględności.
Jego wartości zmieniły się przez ostatnie dziewięć lat, mniej gnał za pasją, kaprysami i celami, których nigdy nie mógł uchwycić. Nadal był lekkoduchem, oportunistą i egoistą, człowiekiem, który swoje korzyści stawiał na pierwszym miejscu. Zmienił się jednak sposób w jakie wartościował innych, nie bojąc się wepchnąć w bagno kogoś, aby samemu przejść po bezpiecznym gruncie. Świadomość, że miał na dłoniach krew innych, nie odbierała mu spokojnego snu, nie obciążała psychiki, która była już nadszarpnięta, lecz nadal nie złamana. Wiedział, że w oczach Caleba musiał prezentować się źle, brat bez wątpienia oceniał go krytycznie, lecz nic nie mógł mu zrobić. To jego wybory i decyzje.
Wilczy uśmiech wkradł się na usta, jeszcze moment temu wykrzywione w grymasie, a błękitne tęczówki ponownie błysnęły gniewem, ale i niespodziewaną satysfakcją, która zgasła równie szybko. Odetchnął cicho, jakby nie chciał ponownie podnieść głosu, ale spokój był kruchy. Nie odzywał się, dając mu odwarknąć się na oskarżenia, które padły. Nigdy nie szukał winnych za swoje decyzje, lecz przed momentem natłok emocji spowodował podobne słowa.
- Mordercą? – prychnął, ale nie podtrzymał tego tematu. Nie chciał się tłumaczyć, nie chciał wyjaśniać, bo wiedział, że jeśli kiedyś będzie musiał odbierze kolejne życie.- Nie zrobiłbyś tego na moim miejscu? Wiedząc, że ten sukinsyn zabił twojego bliźniaka, prawie wykończył Ciebie? – pokręcił głową, nie wierząc, że brat mógłby postąpić inaczej.- Co więc byś zrobił? Poszedł z prośbą o wyjaśnienia? Spojrzał na gnoja, który prawie wykończył Cię w najgorszy z możliwych sposobów? – skrzywił się. Mimo upływu lat wspomnienie zbliżającego się dementora nadal było silne. Strach, przerażenie ogarniające wtenczas było najgorszym, czego zaznał. Wszystko inne zdawało się niczym przy tych kilku sekundach.
Dlatego teraz pojawienie się iluzji dementora, rozproszyło jego uwagę, zdusiło złość na brata i całokształt sytuacji w jakiej się znalazł. Spojrzał na brata z niechęcią, cofając się od niego, gdy poczuł na skórze muśnięcie chłodu.- Lepszej iluzji nie mogłeś stworzyć.- wycedził, próbując maskować strach. Nienawidził tej jednej słabości.
Obejrzał się przez ramię, ku wyjściu z uliczki w której trafili na siebie. Musiał się już zbierać i o dziwo nie czuł się źle z myślą, że po dziewięciu latach, miał poświęcić swemu bratu kilka minut rozmowy, wyrzutów i napadów złości. Pochował go dawno temu, zgodnie z życzeniem, wśród szlamu i paradoksalnie na terenie, który nie był mu teraz, jeszcze bardziej przyjazny.
- Muszę iść, Caleb.- rzucił neutralnie, obojętniej.- Pojaw się jeszcze kiedyś, cieciu.- dodał jeszcze, zanim zamknął palce na judaszowcu i teleportował się.

| zt


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]09.08.21 12:33
I nikt tak jak Cillian nie potrafił wstrząsnąć emocjami Caleba. Tylko dla niego był w stanie wyciszyć własne sumienie, obierać ścieżki, na które samotnie w życiu by nawet nie spojrzał - za bratem bliźniakiem dosłownie i w przenośni skoczyłby w otchłań. Umarłby za niego. I zrobił to. Bo tylko on jeden był tego warty, nawet jeżeli był skończonym gnojem, degeneratem i tak cholernie, cholernie samotnym człowiekiem. Jak to możliwe, że spotykając się po latach, stali się nagle swoimi krzywymi zwierciadłami? Że to Caleb poniósł się gniewem, wrzeszczał na Cilliana i zranił go w sposób, w jaki nigdy nie powinien - a Cillian przyjmował to w milczeniu, z pokorą prawie, chociaż miał pełne prawo odejść, kiedy Caleb nieświadomie - a jednak z własnej winy - skonfrontował go z największym lękiem?
- Kłamiesz. Dobrze wiesz, że kłamiesz. Są rzeczy, do których nie byłbyś w stanie mnie przekonać... - Ani zmusić, choć tego nie dodał, bo przecież Cillian nigdy naprawdę go nie zmuszał; koniec końców Caleb przystawał na jego wolę, decyzje, nawet na polecenia, bo wydawały się mieć więcej logiki, były szansą na to, aby ta cholernie zatruta rodzina na ostatnich sznurkach utrzymała się razem.
Nie miał pojęcia, co Cillian zrobił z tymi latami życia, które łaskawie otrzymał. Nie chciał tego wiedzieć, bo gdyby chciał, to przecież odnalazłby go już dawno, znał adres. Teraz nagle nie miał wyboru, musiał zaakceptować to, czym brat się stał - albo odejść od niego na zawsze.
Obaj wiedzieli, że nie jest do tego zdolny.
- Może bym go zabił - szepnął po dłuższej chwili, wzbijając się w powietrze i wisząc kilka cali ponad ziemią. Zaciskał pięści na tyle mocno, że gdyby miał jeszcze materialne paznokcie, prawdopodobnie zostawiłyby mu ślady we wnętrzu dłoni. - Gdybyś umarł przez niego, nie mógłbym tego zapomnieć. Ale dobrze wiesz, że to, co zrobiłeś, to nie było tylko zabójstwo - Czy odważy się wypowiedzieć oskarżenia na głos? Po tylu latach chyba w końcu powinien. - Kobieta, Cillian? Dziecko? Niewinne? - Pokręcił głową, na powrót zgorzkniały. - Śmierć nie musi wiązać się z torturą, jeżeli nie jesteś psychopatą. - Nie jesteś nim, Cillian, proszę, przyznaj w końcu, że nie.
Przeprosił go już za tego cholernego dementora, a jeśli nie mógł złapać go w braterski uścisk, nie miał wiele więcej do zrobienia. Nie lubił się powtarzać, a Cillian nie lubił słuchać tkliwych przeprosin. Zostało im tylko patrzeć na siebie z tym samym wyrzutem. I pożegnać.
- Gdzie...? - Pytanie urwało się, bo bliźniak zniknął, zanim zdążyłby uformować je do końca.
Zaklął brzydko i przyłożył dłoń do czoła. Nie wiedział, co zrobić. I po raz pierwszy od dawna czuł, że nie ma wiele czasu na to, aby się zastanowić.

/zt


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
If anyone needs me,
I'll be in my grave
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t407-kosciol-z-cmentarzem https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]30.08.21 22:17
31 grudnia '57 / 1 stycznia '58

Nigdy nie była osobą, która tworzy postanowienia na kolejny rok. Może raz czy dwa udało jej się coś zaplanować, ale szybko o tym zapominała i przypominała sobie właśnie na koniec roku. To rodziło w niej niepotrzebne rozczarowanie więc sobie odpuściła. Zauważyła jednak, że ten ostatni dzień starego roku jest dla ludzi dość stresujący. Analizują swoje przeszłe zachowania, zamartwiają się nad niewykorzystanymi okazjami i gdybają. Są też tacy, którzy ten dzień traktują jak przyrzeczenie czegoś lepszego. W końcu po burzy zawsze wychodzi słońce. Skłamałaby mówiąc, że ten dzień jest jej całkowicie obojętny. Może i nie poświęcała godzin na rozmyślania, może nie analizowała tego co przez ten cały rok się wydarzyło, ale miała szczerą nadzieje, że kolejny będzie lepszy, łatwiejszy. Nie tylko dla niej, ale i dla wszystkich. Doświadczyli już wystarczająco. Ten dzień wiązał się też ze swojego rodzaju celebracją. Dziwne, że jeszcze rok temu z maską na twarzy spędzała noc sylwestrową wśród szlachetnie urodzonych. Wiedziała, że był to błąd, że nazbyt wiele ryzykuje, ale po części czuła, że tego potrzebuje. Pożegnać się ze starym życiem, rodziną, która przecież wcale nie miała za nią tęsknić. Pożegnać się z mężczyzną, któremu mimowolnie wtedy oddała serce. Z perspektywy czasu uświadomiła sobie, że już wtedy mówiła mu żegnaj. Choć minął zaledwie rok, 365 dni, to dla niej była to wieczność. Inne życie. Ten rok chciała zacząć inaczej i pierwszy raz od wielu miesięcy poczuła, że nadzieje może przekuć na coś innego.
Gdy dotarła na miejsce poczuła jak mroźny wiatr okala jej twarz. Musiała ostrożnie stawiać kroki, bo całe podłoże było skute grubą warstwą lodu przykrytą jedynie delikatnym puchem. Po ostatnim spotkaniu z Elrickiem nie spodziewała się, że tak szybko przyjdzie im spotkać się ponownie. To nie tak, że o tym nie myślała, że tego nie chciała. Obiecała sobie, że przestanie odpychać ludzi i tłumaczyć się chęcią chronienia innych. Niektórzy nie chcą być chronieni, wszyscy mają prawo sami zdecydować o swoim losie. Gdyby nie chciał jej w swoim życiu prawdopodobnie nie przesłałby jej sowy i nie zaproponował spotkania. Ona nie byłaby sobą, gdyby nie zaspokoiła swojej ciekawości, a przecież była go ciekawa. Chciała wiedzieć jak bardzo się zmienił, chciała poznać jego nowe zwyczaje, zobaczyć kim się stał przez te wszystkie lata. Utkwiły jej też w pamięci słowa, które wypowiedział, gdy widzieli się poprzednim razem. Po spotkaniu zaczęła się nad nimi zastanawiać i doszła do wniosku, że przyjaciel miał rację. Przez to wszystko co działo się w jej życiu nie potrafiła myśleć o niczym innym niż o wojnie. Jej życie kręciło się wokół wojny, a jej bliscy stanowili bardzo dużą część tego starcia. Musiała się w to angażować całą sobą by walczyć i przeżyć. Być pożyteczną. Może jednak nie była to jedna jedyna ważna rzecz w jej życiu? Może były też inne? Chciała mieć szansę na to by się o tym przekonać.
Lucinda nie miała pojęcia co ich dzisiaj czeka. Skoro mieli w planie przygodę, to nawet nie myślała o strojeniu się, a przecież zwykle sylwestrowa noc kojarzyła się wszystkim z przepięknymi kreacjami. Oszukałaby jednak mówiąc, że ten styl wcale jej się nie podobał. To był jej sposób na spędzanie wolnego czasu, czuła się wtedy wolna, potrafiła odpoczywać.
Zatrzymała się w cieniu zarzucając na głowę kaptur nie chcąc by ktokolwiek ją tu zobaczył. Tej nocy po ulicach kręciło się wielu gapiów, a ona nie powinna nazbyt się wychylać. Postanowiła jednak poczekać, a swoją niecierpliwość schować dzisiejszej nocy do kieszeni. Nie myśl, Lucy. Oddychaj.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 14 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]09.09.21 17:48
Przygotował plan podróży już kilka dni wcześniej, licząc na to, że nie zostanie nic, co należałoby wykonać na ostatnią chwilę - chciał dopiąć wszystko na ostatni guzik i sylwester poświęcić tylko na cieszenie się spokojem i towarzystwem nowo odzyskanej przyjaciółki. Wybrał tereny znajdujące się poza Anglią, raczej bezludne, spokojne, aby Lucinda nie musiała na każdym kroku odwracać się przez ramię. Trasę pośrednią między przygodą a relaksem, bo nie powinni myśleć wyłącznie o tym, jak zapewnić sobie bezpieczeństwo, ale i skorzystać z uroków wolnego dnia - a właściwie nocy, dla wielu najważniejszej w roku. Wycieczkę nie nudną, ale i nie nazbyt wymagającą. Po części swojską, a po części zupełnie niespodziewaną. Trzymał kciuki, by Lucy przypadł do gustu jego pomysł, na wszelki wypadek w zanadrzu miał jednak plan b, gdyby zdecydowała się skończyć podróż wcześniej. Ostatecznie, zima stulecia nie odpuszczała, a im dalej na północ, tym zimniej. A mieli zamiar udać się na północ.
Gdy nadeszła godzina spotkania, pożegnał się z Marleną drzemiącą na żerdzi i poprawił przed lustrem lekko rozwichrzone włosy. Był na tę okazję starannie ogolony, skorzystał nawet z resztek wody kolońskiej, które mu zostały, ot, żeby sobą nie odstraszać. Ubranie miał bardziej praktyczne niż eleganckie, ale w warunkach przygody ciepły płaszcz z kapturem i buty o twardej podeszwie były ważniejsze od czarowania. Plecak miał przygotowany, różdżkę włożył do specjalnej przegródki w kieszeni, wygodnej i zapewniającej więcej możliwości manewru. Przygotował też jedzenie, bo Lucindzie nie pisał przecież o tym, że powinna je wziąć - to on zapraszał, więc to on miał o to zadbać. Kanapki z twarogiem i pomidorem, jabłka, bułeczki maślane i butelka ginu; liczył, że na wieczór wystarczy.
Kwiatów w zimie trudno było uświadczyć, więc zielarze też więcej sobie za nie cenili, ale zdobył niewielki bukiecik goździków, żeby nie witać przyjaciółki pustymi rękami. Gdy zjawił się na miejscu, już tam na niego czekała, rozpoznał ją po tym jak blisko trzymała się pomnika, jak usilnie skrywała tożsamość. Zaszedł ją od tyłu i wyciągnął nagle bukiet przed twarz, szepcząc do ucha;
- Dobrze cię widzieć. Mam nadzieję, że lubisz goździki - Uśmiechnął się przy tym nieco, mając świadomość, że ją zaskoczył. - Znikajmy stąd, trochę tu tłoczno. - Kiedy odwróciła się w jego kierunku, wzruszył ramionami, nie zachęcając jej do zdjęcia kaptura. - Znasz podnóże Ben Nevis, prawda? Okolice Steall Falls. Tam się teleportujemy - powiedział, jeszcze trochę tajemniczo, pozostawiając dalszą część wyprawy w granicach niespodzianki.

-> idziemy tutaj
Przynoszę ze sobą kanapki z twarożkiem i pomidorem, bułeczki maślane, butelkę Ginu i cztery jabłka



Wasn't that the definition of home?
Not where you are from, but where you are wanted.

Elric Lovegood
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
All you have is your fire
And the place you need to reach
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Powrót do góry Go down

13.02.1958
Trzynastego lutego okazał się dniem, w którym mógł odpocząć trochę od pracy. Kuzyn Richard od dawna zapraszał go do siebie i w końcu miał chwilę na to, by odwiedzić swojego krewniaka. Pustułka, bo ten nazywało się jego domostwo, postrzegał jako niezwykle przytulne. Bardzo miło spędził ten czas. Niestety, wszystko co dobre się kiedyś kończy. Zrobiło się trochę późno i dlatego podziękował kuzynowi za gościnę oraz uprzejmie pożegnał. Niespełna przed chwilą opuścił dom swojego kuzyna.
Przemierzał właśnie jedną z głównych arterii tego jakże urokliwego miasteczka, zwłaszcza, że teraz Dolina wyglądała niczym bożonarodzeniowa kartka. Brakowało jednak tej radosnej atmosfery, która zagościła w czasie świąt lub sylwestra. O tej porze roku, robiło się ciemno już popołudniem i z tego względu uliczne latarnie zapalano znacznie wcześniej. Volans minął przejeżdżający drugą stroną wóz zaprzęgnięty w dwa konie.
Odbywając ostatni spacer po Dolinie, spostrzegł stoisko prowadzone przez ulicznego alchemika. Czarodziej miał przed sobą stojący na palenisku kociołek, w którego wnętrzu wesoło bulgotał jakiś eliksir. Zainteresowany postanowił podejść bliżej stanowiska alchemika. Z racji odświeżania swojej wiedzy z zakresu eliksirów i praktykowania ich warzenia postanowił wdać się w pogawędkę z tym alchemikiem na temat eliksirów. Czarodziej chętnie uczestniczył w dyskusji, nie przerywając przy tym warzenia eliksiru.
W końcu Volans podjął decyzję o ruszeniu dalej. Nie zdołał odejść daleko, zaledwie kilka kroków, kiedy usłyszał za plecami głośny huk. W tym momencie obejrzał się za siebie i to był błąd. Uliczny alchemik najwyraźniej musiał popełnić jakiś błąd, może dodał nieodpowiedni składnik mikstury lub właściwą ingrediencję i w nieodpowiedniej ilości. Spowodowało to eksplozję stojącego na palenisku kociołka i rozpryśnięcie się jego zawartości. Ta znalazła się na twarzy Volansa. W całkiem naturalnym odruchu otarł rękawem twarz. Maź nieszczególnie chciała odkleić się od jego skóry. Szybko okazało się, że to nie jest jedyne zmartwienie. Nieudany eliksir wpadł mu do oczu, odbierając zdolność widzenia. Było to niefortunne, że był bardzo daleko od domu i na domiar tego nie miał kto udzielić mu pomocy. Potrzebował jej.[bylobrzydkobedzieladnie]
Volans Moore
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Tu coś będzie
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]30.10.21 19:51
Ile to było kiedy miała ostatnio chwilę po prostu przejść się ulicami miasta? Tak dawno, zupełnie jakby w obecnych czasach wszystko nagle miało być o wiele cięższe i o wiele bardziej problematyczne, a przecież to był jej cudowny sposób na odstresowanie się. Zmieniający się powolnie krajobraz, chłód, który można było docenić i który przenikał w głąb kości. Miała wrażenie, że potrzeba jej było tego, aby zimno wyznaczało granice jej skóry, zaznaczając jej jestestwo. Miała wrażenie, że w tym momencie naprawdę tego potrzebowała, tak często zmieniając swoją postać, że momentami nie wiedziała, o czym mogła mówić – czy istniała Lavinia, czy Thalia, czy może jakoś wszystko na raz się rozmywała i jej osobowość była tylko konceptem wymyślonym przez tych dookoła niej. Co miała zrobić, kiedy nachodziło ją takie rozważanie? Najczęściej po prostu kierowała się w stronę, w którą mogła wędrować bez celu. Najczęściej było to morze, ale teraz cieszyła się po prostu chodząc po okolicy.
Nawet nie zauważyła, gdzie dokładnie zmierzała, przyglądając się budynkom i starając się domyślać, kto pierwszy je kupił i po co. Może to była rodzina? Może to był samotny zwariowany czarodziej? Może to był jakiś wynalazca, który dopiero w Dolinie Godryka odnalazł miejsce dla siebie? A może to akurat ktoś z mugoli, nieświadomy zupełnie, że właśnie dookoła otaczał się ukrytym przed nim światem? Ciekawe, czy ludzie też się nad tym zastanawiali.
Nie spodziewała się jednak tak szybko natrafić na znajomą twarz, zwłaszcza kiedy tylko dostrzegła Volansa. Co prawda widzieli się na weselu Steffena, ale na takich wydarzeniach było o wiele ciężej na spokojne porozmawianie, a jeżeli teraz miał czas, mogli się złapać na chwilę i porozmawiać o tym, co było potrzebne. Thalia już miała podnieść dłoń i radośnie się przedstawić, ale dostrzegła, że Moore chyba nie czuł się najlepiej.
- Hej, Volans? – Ostrożne pytanie padło kiedy zatrzymała się niedaleko niego, obserwując jak się poruszał. I to, że był pokryty dziwną mazią, taką, której panna Wellers zdecydowanie nie chciała dotykać. Wyjmując rękawiczki, Thalia ostrożnie wciągnęła je na dłonie, tak aby nie nanieść tej substancji na swoje własne dłonie. – Wszystko w porządku? Potrzebujesz jakiejś pomocy? – Martwiła się, to chyba oczywiste, zwłaszcza, że nie do końca rozumiała co się stało.

Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]02.11.21 23:48
Znalazł się w złym miejscu i w złym czasie, o ile tak można powiedzieć w tej sytuacji. Odwrócił się w złym momencie i bardzo tego pożałował. Gdyby nie to, to nie skończyłby cały pokryty nieudanym eliksirem, który dostał się mu do oczu odbierając możliwość widzenia. Brudnym płaszczem się nie przejmował. Wystarczy parę machnięć różdżką i kilka prostych zaklęć użytkowych wystarczy, aby oczyścić noszone przez niego okrycie z tej substancji. Zaczął się martwić tą utratą wzroku. Oczywiście, było to spowodowane eliksirem, który dostał mu się do oczu. Musiał je przemyć i to natychmiast. Nie wiedział, czy to tylko tymczasowe czy tak zostanie już na zawsze. Tego ostatniego nie był w stanie sobie wyobrazić. To drastycznie zmieniłoby jego życie i to na gorsze. Wszystkie rutynowe czynności stałyby się dla niego znacznie trudniejsze w realizacji, a jego praca stałaby się niewykonalna. Nie chciałby spędzić reszty życia jako pracownik biurowy rezerwatu, o ile w ogóle nie zostałby zwolniony z pracy.
Druga myśl, która przyszła mu do głowy, była ta związana z tym, jak na Merlina ma wrócić do domu. Oczywiście, mógłby się teleportować. Aczkolwiek to nie wydawało mu się rozsądne ani bezpieczne. Może powinien wrócić do domu kuzyna? Było to stosunkowo blisko. Nagle to wydało mu się to najlepszym pomysłem. I było bardziej osiągalne dla niego w tej sytuacji. Przynajmniej tak sądził. Niebawem przekona się, czy jego ocena sytuacji była trafna. Usłyszał kroki. Ktoś kierował się ku niemu, jednak nie miał jak dostrzec tej osoby. Nie był też w stanie określić jej intencji. Nie chciał zostać okradziony. Znajomy głos, należący do Thalii sprawił, że odetchnął z wyraźną ulgą. Jak dobrze, że się napatoczyła.
Witaj. Thalia... jak dobrze, że cię spotykam. Pomimo niefortunnych okoliczności — Powitał ją uprzejmie, choć nie kryjąc swojego zdenerwowania z zaistniałej sytuacji. — Nic nie jest w porządku. Wracałem od kuzyna, mieszka tu, w Dolinie. Po drodze zauważyłem ulicznego alchemika i postanowiłem z nim porozmawiać o eliksirach. Potrzebuję wrócić do domu albo do domu kuzyna, zmyć z siebie to paskudztwo. Zwłaszcza z twarzy. Ta breja dostała mi się do oczu i cóż, nic nie widzę — Odpowiedział starając się nie brzmieć chaotycznie i na nazbyt przerażonego tą sytuacją, a zwłaszcza perspektywą trwałej utraty wzroku. Już teraz czuł się beznadziejnie bezradny. Miał nadzieję, że Thalia mu pomoże.[bylobrzydkobedzieladnie]
Volans Moore
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Tu coś będzie
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792

Powrót do góry Go down

Re: Ulice [odnośnik]14.11.21 15:59
Martwiła się, to jasne – w tak wielu wypadkach bycie nieporadnym było to tragicznym niepowodzeniem, zwłaszcza, że wielu z nich, w tym ona, wcale nie wiedziało jak radzi sobie z nagłymi problemami. Ślepota, głuchota, coś, co wypadało nagle i ciężko było przez to przebrnąć jeżeli w tym wypadku praktycznie musiał ratować siebie i kogoś innego. Thalia za to wiedziała to jedynie z drobnego podejścia, gdy bez ostrzeżenia uzyskała klątwę i nie rozumiała, co się dzieje, z dnia na dzień będąc otoczoną gromadą zmarłych o których nic nie wiedziała i czego najzwyczajniej w świecie nie rozumiała. Teraz też jej towarzyszyły, gromadząc się zawsze przed jej wzrokiem i chyba dałaby coś więcej dla postawienia się w sytuacji Volansa. Może brak widzenia upiorów byłby przyjemniejszy od tego, co teraz widziała.
Potrząsnęła głową, że nie mogła teraz skupiać się na sobie i na swoich nieszczęściach – jej przyjaciel potrzebował pomocy i nie było sensu aby rozważała własne bolączki, tylko zabrała się do pracy nad przywróceniem Volansa do poprzedniego stanu używalności. Nie do końca rozumiała, co ważył ten alchemik, ale jeżeli była to substancja która mogła spowodować ślepnięcie, to trzeba było trzymać się nadziei tego, że to chwilowe.
- Zróbmy tak, wyciągnij rękę, Volans, a ja złapię cię za rękę. Nie wiem, gdzie mieszka twój kuzyn i chyba sam nie wiesz, jak mi to teraz wskazać? Chyba, że po prostu odwiedzimy jakiś pobliski pub i skorzystamy łazienki. Mam nadzieję, że raczej nam pozwolą. Po prostu podążaj za mną. – Złapała jego wyciągniętą dłoń, łapiąc go mocniej za dłoń i kierując się w stronę w którą znajdował się pub. I teraz też chciała wszystko, co mogła, aby jakoś mu pomóc.
- Czy to nie dziwne? Ostatnio się w sumie widzieliśmy na weselu Steffena i tak dawno nie rozmawiałam o czymś, co zadziało się w naszym życiu. Powiedz mi co u ciebie tak dokładniej? Poza tym, że właśnie podążasz za jakąś rudą dziewczyną która ostatnio zamieszkała z twoją rodziną? – Wiedziała, że nie mogła nadużyć ich obecności, niebawem po prostu musząc zebrać się i znaleźć sobie coś własnego. I zamieszkać w miejscu które w końcu byłoby jej własne. Ceniła sobie bardzo zajazd i to, że była blisko ojca, ale potrzebowała miejsca, w którym mogłaby zamknąć się za pułapkami i nie wydostać się z czegokolwiek innego.
Ostrożnie otworzyła drzwi aby wejść do pomieszczenia – hałas sklepu mógł dojść do uszu Volansa, chociaż wydawało się, że to niewiele obecnych kręciło się dookoła, Thalia zaś skierowała się w stronę blatu, aby po wymianie paru słów z uprzejmą właścicielką móc wejść do łazienki znajdującej się na zapleczu.
- Postaram się zawsze ci pomóc jak mogę, ale powiedz mi, czy wszystko w porządku tak na ten moment poza tą breją? Mam cię też zaprowadzić do uzdrowiciela jak to nie przejdzie?
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Wolał nie myśleć, jakby to się potoczyło... gdyby nie natrafił na Thalię, która udzieliła mu niezbędnej pierwszej pomocy. Szczęśliwie byli w Dolinie Godryka, w której mieszkała pewna uzdrowicielka. Do niej zawsze mógł zwrócić się o pomoc. To była jednak ostateczność. Bo najpierw musiał zmyć z siebie tę maź.
Dobrze. Tylko to mogę zrobić w obecnej sytuacji, bo nie jestem w stanie tego zrobić. To chyba najlepsze wyjście. Mam nadzieję — Odrzekł niezwłocznie wyciągając ku niej rękę. Pod pozorną pewnością siebie zawartą w tym geście kryła się obawa o odbiór tego zachowania. To on powinien prowadzić pod rękę jakąkolwiek kobietę. Ponadto nigdy nie czuł się tak bezradny, jak w tym momencie. Podążając za Thalią starał się ostrożnie stawiać każdy krok, nawet jeśli miał tak odpowiedzialną i uczynną opiekunkę. O ile tak można pomyśleć o Thalii w tym momencie. Puby zawsze wydawały mu gwarne i zatłoczone, pełne sposobności do rubasznej zabawy, ciemnego piwa i ognistej whisky, pogodnych kobiet i kompanów do kielicha. A potem nadeszła wojna i nawet to uległo zmianie na gorsze. Włącznie z piwem, które często smakowało jak woda o nikłym posmaku chmielowej goryczki.
Faktycznie... dziwne. Co to było za wesele, dobrze się bawiłem. O pewnych rzeczach jeszcze za wcześnie, by mówić. Niespełna dwa tygodnie temu walczyłem z olbrzymem, który... został zabity wbrew mojej woli. Wiem, jak to brzmi w świetle ich wrogiego nastawienia, ale już mnie trochę znasz... nie jest mi z tym łatwo. Nie chciałem tego. A jak ci się z nimi mieszka? Nie jest za tłoczno? — Zgodził się z nią. Miał na oku jedną pannę, ale to za wcześnie by opowiadać o tym na lewo i prawo. Znając jego braci pewnie i tak coś wiedzą albo coś podejrzewają. Przed rodziną nie sposób to ukryć. Zmarszczył brwi, zaciskając wargi w wąską linię. Minęło tyle czasu, a nadal to go złościło tak samo. Wpłynęło to na jego poparcie do Zakonu Feniksa jako organizacji, doprowadzając do jego zmniejszenia. Wolał wspierać samą słuszną sprawę na swoich zasadach. Zdecydowanie chciał wiedzieć o tym, jak jej się tam mieszka. Lepszych współlokatorów nie mogła sobie wymarzyć. Skrzywił się nieznacznie pod wpływem tego hałasu wypełniającego wnętrze tego budynku. Wydawało mu się za głośne. Za drzwi łazienki hałasy nieco straciły na intensywności.
Dziękuję. Na chwilę obecną... chyba tak. Muszę to z siebie zmyć. Jeśli nie odzyskam wzroku po przemyciu oczu nie będę mieć wyboru — Odrzekł zdejmując czapkę oraz rękawiczki. Sięgnął dłonią ku kurkowi, odkręcając ciepłą wodę. Obie dłonie wsunął pod strumień wody, nachylając się ku niemu. Zaczął starannie przemywać oczy wodą, tak by całkiem wypłukać z nich ten eliksir. Nie przyniosło to żadnego efektu. W lustrze nie dostrzegł swojego odbicia. Po omacku odnalazł zlew, na którym zacisnął ze złością palce.
Volans Moore
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Tu coś będzie
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Ulice - Page 14 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792

Powrót do góry Go down

Strona 14 z 15 Previous  1 ... 8 ... 13, 14, 15  Next

Ulice

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach