Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczona portiernia
AutorWiadomość
Opuszczona portiernia [odnośnik]10.03.12 23:07
First topic message reminder :

Opuszczona portiernia

Opuszczona portiernia jest ulokowanym tuż obok bramy dwupiętrowym budynkiem, z którego rozciąga się doskonały widok zarówno na cały plac i magazyny, jak i na otaczającą ten przybytek okolicę. Nietrudno więc dostrzec stąd ewentualne zagrożenie, zwłaszcza podczas nocnych eskapad lub poszukiwania kryjówek.
Ponieważ portiernia w czasach świetności przyportowego obiektu pełniła rozmaite funkcje, od biura zacząwszy, a na stołówce skończywszy, do dziś pełna jest ona różnorakich pomieszczeń, obecnie zakurzonych, zniszczonych i przeżartych zębem czasu. Brudne, stłuczone szyby nie lśnią już w blasku słońca i nie chronią przed deszczem, większość drzwi została wyniesiona lub spalona, a drewniane barierki schodów powyrywane, jednak przy odrobinie trudu wciąż w dziesiątkach tychże pomieszczeń - jak i na terenie całych magazynów - można znaleźć bezpieczne schronienie tudzież nietknięte przez nikogo skarby: butelki alkoholu, książki, fiolki nieznanych eliksirów, sykle, knuty, pergaminy. Miejsce to pełne jest bowiem rozmaitych skrytek zabezpieczonych wszelakimi czarami i nikt, naprawdę nikt nie wie, czy istniały one tutaj już wcześniej, czy powstały dopiero podczas wojny.
Parter zajmują pokój portierów, szatnia i kilkanaście zagraconych pokojów o bliżej nieznanym przeznaczeniu - obecnie pełne kurzu i gruzu, najpewniej stratowanych podczas jakiegoś czarodziejskiego pojedynku. Na pierwszym piętrze znajdują się natomiast toalety, dawna stołówka - dziś zionąca pustką - a także wielka sala z dwoma połamanymi regałami i rozbitym kominkiem kaflowym, w której niegdyś najprawdopodobniej pracownicy magazynów spędzali swe przerwy obiadowe. Na samej górze umiejscowiono zaś pokoje biurowe oraz schody prowadzące na płaski dach, z którego rozpościera się iście bajkowy widok na sunące po Tamizie statki, barki oraz łódeczki, a także okoliczne uliczki i magazyny. Z oddali widać też majestatyczną, przepiękną wieżę zegarową, jaką jest Big Ben.
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona portiernia - Page 19 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]11.04.20 21:28
Zmrużył oczy na wspomnienie skrzata, którego z pewnością nie chciałby widzieć w swoim towarzystwie. Czyż nie prościej byłoby rzucić jedno z zaklęć niewybaczalnych na jakąś słodką pannę i porwać ją w odmęty swego mieszkania, aby zadbała o pełny talerz? Nie podzielił się jednak z Francesca ów myślą, choć z pewnością pamiętała o jego zamiłowaniu do czarnomagicznych, niezwykle potężnych mocy, to nie mógł wiedzieć na ile lub czy w ogóle zmieniła swe poglądy. Na wschodnich ziemiach człowiek czuł o wiele większą wolność niż w Londynie, gdzie restrykcyjne prawo okradało z możliwości praktykowania ów dziedziny, lecz liczył że szybko się to zmieni. Miał wrażenie, że nawet niebawem.
-Jak na razie.- powtórzył po niej, po czym zwiesił wzrok na wysokości jej tęczówek. -Cudownie, jeśli zachcesz uprzedź mnie wcześniej, z chęcią podzielę się.- puścił jej oczko wyginając wargi w kpiącym wyrazie, bo choć nie wierzył, że kiedykolwiek mogła porwać się na tak drastyczny krok, to ciekawiło go co wtem człowiek czuł i o czym myślał. Złość? Niezrozumienie? Smutek? Powracał myślami do rodziny, priorytetów? Zastanawiał się nad swymi sukcesami, a może porażkami? Był to iście ciekawy temat i żywił nadzieję, że przyjdzie mu kiedyś wymienić kilka słów z osobą, która cudem wyszła cało z próby otrucia.
Pokręcił głową znużony troską. Chciał czym prędzej odzyskać swój trunek i go zasmakować, chociażby dla jej zdrowia – gdy robił się nerwowy działy się przykre rzeczy, a wówczas wcale tego nie chciał.
-Przestań się ze mną droczyć Borgia.- rzucił poruszając dłonią, w której za moment miał znaleźć się metalowy pojemnik, bowiem w końcu jak sama stwierdziła ustawiła się długa kolejka, a jej czas już dawno minął. Rzeczywiście ciekawiła go jej nagła opiekuńcza natura, jednakże nie na tyle, aby wysłuchać tego bez swej piersiówki.
Zaśmiał się pod nosem na kolejne słowa, po czym bez cienia zawahania odebrał przedmiot i upił z jego zawartości. Myślała, że alkohol wciągnie go do grobu? Jeśli anomalia, a właściwie wybuch jej potężnego źródła, a także zakonnicy do tej pory nie wpakowali go do trumny, to i znakomita ognista nic nie wskóra. Nie zamierzał tak szybko odejść i tym samym pozwolić odetchnąć wszystkim tym, którzy mieli ochotę skręcić mu kark. Mogła wierzyć, że było ich naprawdę sporo.
-Spokojnie, zachowam to dla siebie, że nieustannie myślisz o mym losie i zdrowiu. Do pakietu możemy także dołączyć szybciej bijące serce?- uniósł brew pytająco, po czym wygiął wargi w szelmowskim uśmiechu. Żartował, choć w głębi siebie zdawał sobie sprawę, że słowa towarzyszki szybko mogły przenieść się na rzeczywistość. Wojna nie przestała spędzać im snu z powiek, nieustannie toczyły się nowe bitwy, w których stał na pierwszej linii frontu chroniąc dobre imię Londynu oraz prawdziwych czarodziejów. Ile to jeszcze mogło trwać? Ile jeszcze miał niewykorzystanych szczęśliwych kart chroniących go przed chwilą nieuwagi? Taka wystarczyła, aby zaklęcie pozbawiło go nie tylko przytomności, ale może i życia.
-Myślisz, że byłbym skory wypisywać te bzdury zamiast zaproponować spotkanie i powiedzieć Ci to w twarz? Z resztą sporo z tego już słyszałaś, a wiesz, że nie lubię się powtarzać.- wzruszył ramionami zerkając w jej kierunku. Listy miłosne były ostatnim na co by się porwał, dlatego zdziwiony był, że w ogóle wzięła jego osobę pod uwagę. Może faktycznie odpowiedzialność za to ponosił jedynie przypadek, tudzież wykorzystała go jako swoją wymówkę?




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]13.04.20 11:09
Nie odpowiedziała na słowa mężczyzny, a zamiast tego posłała mu nieco cyniczny uśmiech, kręcąc lekko głową. Od samego początku znajomości wydawał się jej wprost niemożliwy i niereformowalny, co było chyba jednym z kilku powodów, dzięki którym nie zniknęła po jednej rozmowie. Drugim, równie istotnym, były korzyści niesionej z tej relacji – Macnair był bowiem przemytnikiem, znał się na nakładaniu klątw i lubował się w czarnomagicznych kwestiach, co przydało się jej nie tylko w przeszłości, ale i nie wykluczała, że znowu zwróci się do niego o pomoc. Tym, co liczyło się w życiu Franceski, poza pieniędzmi i drogocennymi kamieniami, była rodzina i jej bezpieczeństwo, a zaraz za tym przyjaźnie, które w jej przypadku zazwyczaj niosły za sobą obustronne korzyści.
Jeśli o tym marzysz, niech tak będzie – odparła krótko, tracąc zainteresowanie dalszym przekomarzaniem się. Zaczynało się robić chłodniej i coraz bardziej ponuro, a ona wciąż nie do końca była pewna jak najlepiej było się stąd wydostać. W zasadzie, nie miała nawet pojęcia gdzie się znajdowali i czy była to ta bardziej, czy mniej, przyjazna strona portu. Cisza nosiła złowrogie nuty, co pozwalało myśleć czarownicy, że trafiła w nieodkryte rejony doków.
Starość robi ludziom kaszkę z mózgów – czarownica wzruszyła ramionami. – Może podchody to nowy rodzaj mało efektywnej gry wstępnej? – zerknęła na leniwie żarzącą się końcówkę papierosa, uznając mimowolnie, że unosząca się nad nim falująca wstęga dymu była idealnym dopełnieniem tego ponurego, chłodnego widoku.
Va bene, skoro sobie to wyjaśniliśmy, powinnam wracać do pracy, a ty do... zapewne robienia równie ważnych rzeczy – wraz ze swoimi słowami podniosła się i rzuciła niedopałek na ziemię, gasząc go podeszwą buta, po czym uniosła wzrok na mężczyznę. – Pozwalam ci się nawet odprowadzić – zażartowała na pożegnanie i wiedziała, że w ten sposób Macnair odbierze jej słowa. Kiedy jednak podniósł się z miejsca i stanął przed nią, nie kryła zdziwienia. I niedużego zadowolenia; w końcu w razie zagrożenia mogłaby go rzucić pierwszego na pożarcie.

zt oboje


My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me


Francesca Borgia
Zawód : handlarz, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I was born to run
I don't belong to anyone
OPCM : 10
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]16.05.20 15:44
|20 maja, stąd

Wylądowałem na znanej mi śmierdzącej ziemi widząc już z wysokości smugi sunących w stronę portierni osobistości. Uśmiechnąłem się pod nosem. Dzisiejszej nocy odwali się fantastyczne show. Nie miałem co do tego wątpliwości. Chwyciłem miotłę pod pachę i tak też przesuwałem się zresztą w stronę pozornie zrujnowanego budynku. Podniosłem spojrzenie by sprawdzić czy wyższe kondygnacje są obsadzone czujkami obserwującymi okolicę. Wciąż miałem w pamięci niefortunną obławę. Kolejnej wolałbym uniknąć. Pod samym budynkiem, na wejściu zbiłem grabę ze znajomymi mi oprychami robiącymi za swoistych grabów pilnującymi by wchodzili tu zainteresowani - pijacy i bezdomni szukający bezpiecznego miejsca na spędzenie nocy musieli lęgnąć się dziś po portowych rowach. I dobrze. Niech przynajmniej będą stworzone pozory porządku. W pokoju portiera znajdował się kolejny nasz człowiek. To tam można było zostawić miotłę, płaszcz, dziecko, a ci którzy kojarzyli Johnego mogli próbować wytargować od niego działkę diablego ziela w naprawdę dobrej cenie. Wymieniłem z nim porozumiewawcze spojrzenia i ruszyłem zagraconym korytarzem, a potem ciasną szatnią dalej, aż dotarłem do większego, nie mniej zrujnowanego pomieszczenia mającego być dzisiejszej nocy główną atrakcją. Uniesione magią słabej jakości świece dawały pokraczne oświetlenie. Powietrze gryzło w oczy od taniego tytoniu i wypalanego świńskiego łoju. Mieszało się z zapachem równie wygórowanymi cenowo używkami i tłoczących się przy prowizorycznym ringu z palet portowymi szumowinami, żeglarzami, barczystymi awanturnikami (często, gęsto lekko wstawionymi) starających się swoją odkrytą, otatuowaną muskulaturą zastraszyć już teraz swoich potencjalnych przeciwników. Napięcie powoli wspinało na wyżyny.
- Salut szuje! - zawołałem dziarsko niosąc głos po niewielkim pomieszczeniu. Rozłożyłem w witającym geście łapy tak by zwrócono na mnie uwagę co nie było takie trudne - załechtana pstrokata koszula przykryta sfatygowaną lecz dodającej charyzmy czerwoną szatą aż krzyczała, że w tym burdelu to ja będę pociągał za jaja i w cale nie musiała być to przenośnia, jeżeli ktoś zamierzał coś odpierdolić - Jesteście tu bo chcecie się napierdalać, zarobić i dlatego, że ja tak zarządziłem - miejcie to ostatnie na uwadze bo równie dobrze mogę zarządzić byście stąd zniknęli - zakomunikowałem na wstępie ostrzegawczo wzrocząc każdego z osobna. Tak nmniej-więcej - Nie będę przeciągał sprawy jakąś powaloną przedmową ale nim zacznę zbierać wpisowe które wynosi trzydzieści pięć galeonów, a nie trzydzieści dwa, czy kij wie ile mniej to muszę wam powiedzieć, że nie przyjmuję żadnych niedojebanych artefaktów pod zastaw i innego tego typu cholerstwa. Nie macie pieniędzy - nie walczycie o pieniądze. Proste. Ja losuję pary i chuj - nie można ich zmieniać i wymieniać na inne. To nie karty czarodziejów. Nie wszystkie walki odbędą się dziś tak więc jeżeli dowiem się, że ktoś swoją parę wyeliminowała poza ringiem to też się może czuć wyeliminowanym - walczymy tylko i wyłącznie tutaj, rękoma, różdżki zostawiamy u żon, lasek, kochanek czy też mamy, rozumiemy się? No, to teraz - zapraszam z forsą, tylko po kolei - nie jestem goblinem by się tu połapać jak zaczniecie mnie tu wszyscy na raz obsypywać. Musicie podać mi chociaż imię, ksywę czy cokolwiek bym mógł jakoś was powywoływać - rzucam żartem i zachęcająco łapą naganiam ku sobie.

|czas na zapisy od teraz to 72h. Kwotę zapisu należy odpisać w Gringottcie. Jeżeli nie masz zarejestrowanej różdżki i chcesz tu być musisz turlać kością Londyn bo to jest Londyn. Proszę turlać w innym temacie i tu po udanej próbie dostania się dopiero przychodzić by nie robić bałaganu i zamieszania. Dziękować!


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]16.05.20 22:42
Mimo że nocne zebranie aż huczało, a opuszczona portiernia drżała w posadach, oparty o ścianę Lupin milczał będąc osamotnioną figurą ostoi spokoju. Z zamkniętymi oczami wyglądał jakby usnął, lecz nic takiego nie miało miejsca. Czarodziej czuwał, starając się przywyknąć do feerii zapachów, dźwięków, tłumu... Nie znosił tłoku, a ludzkie spędy zawsze wprawiały go w poczucie nieustającej chęci izolacji, jednak ta rynsztokowa zbieranina w żaden sposób go nie przerażała. Było to cudaczne, skoro normalni obywatele sprawiali, że na karku brygadzisty pojawiała się gęsia skórka, a gdyby był zwierzęciem, zjeżyłby włosy, ukazując swoje wrogie nastawienie. Zebrana hałastra była jednak tak samo — lub podobnie — dzika jak stworzenia, które tropił i być może dlatego też nie poczuwał się w stanie zagrożenia. To, co zwyczajne było przerażające, podczas gdy to, co wiązało się z ryzykiem nie wywoływało w nim żadnych emocji. A może cel, dla którego się tam pojawił nie pozwalał mu poczuć się nieswojo? To było bardziej niż oczywiste, że wraz z przybyciem Randalla Lyall potrzebował pieniędzy. Wynajęcie mieszkania było pierwszym krokiem, jednak to wciąż było za mało. Obiecał zresztą bratu, że pojawi się w dokach, by poszukać kogoś, na czyim znalezieniu bardzo obu Lupinom zależało. Czy morderca ich siostry naprawdę mógł kryć się w opuszczonej portierni? Czy ten koszmar mógłby się zakończyć tej nocy? Czy kolejna śmierć dałaby mu satysfakcję? Brygadzista nigdy nie widział go osobiście, lecz już zdążył zapoznać się z jego podobizną na zdjęciach — tego parszywego ryja nie było w stanie się zapomnieć. Jeśli więc gdzieś miał tu być, nie miał prawa się ukryć, chociaż nikt też nie krył się tutaj ze swoją twarzą. A może te wszystkie argumenty były jedynie zasłoną dymną? Usprawiedliwianiem się? Może po prostu brygadzista szukał wymówki, żeby pojawić się w dokach? Może po prostu widział ludzi odartych z fałszu? Wszyscy chcieli widzieć tych, którzy zamierzali stanąć do walk. Wszyscy chcieli się zakładać. Wszyscy chcieli dobić interesu. Takie miejsce jak to, wręcz było kolebką do podobnych praktyk, bo dlaczego nie? Żyło się szybko, brutalnie i prawdziwie. Bez koloryzowania. Tak, jak widział to Lyall.
Nie zastanawiał się nad tym jednak, gdy na podeście przystanęła solidnie ciosana sylwetka faceta w krzykliwej szatce — najwyraźniej odpowiedzialnego za zorganizowanie ów spędu. Nie było to nic nowego. Nie pierwszy raz brygadzista szukał rozładowania się w podobnych miejscach, a one zawsze były pod władaniem kogoś. W tym przypadku tego alfonsa. Gdy wykrzyczał zasady i dał znać, że można się zapisywać, paru gości zaczęło się przepychać, lecz szybko zostali wywaleni poza portiernię. Dopiero wtedy Lupin oderwał się od ściany i podszedł do niższego mężczyzny, który sprawował pieczę nad tym cyrkiem.  - Remus - rzucił tylko, pochylając się do prowadzącego i podając mu imię. Chciał przekrzyczeć ludzi dokoła, bo nawet nic nie musiało się zacząć, by zapanował rozpierdol. Lyall położył pieniądze na chyboczącym się stołku, służącym za biuro rejestracji. Zabawne...

|pieniążki odpisane


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]17.05.20 19:50
Mdłe powietrze, nieco duszne powietrze, mieszanka mniej lub bardziej stłumionych głosów, przekrzykiwania się, szum rozmów, szarpanina - wrażenia atakowały wszystkie zmysły. W całość, zdecydowanie nielegalnego obrazka wpisywał się i Kai. Nie czuł odprężania, ani rozluźnienia przepychających się, portowych osiłków. Napięcie drgało pod skórą, niczym żywe stworzenie, ale na ustach łowcy trudno było szukać zmartwienia. Niemal przyklejony sztandarowo uśmiech pojawiał się wszędzie tam, gdzie wdał się w krótką rozmowę, przybijając dłoń prawie znajomym sylwetkom, których imion nie pamiętał. To, co napędzało go do wędrówki gdzieś w centrum zbiegowiska, to myśl o nadchodzącej możliwości. Ostatnim razem, gdy znalazł się na swoistej arenie, skończył niemal nieprzytomny, ale nie widział w tym porażki. Dudniący ból, piekielny, poświęcony wysiłek, spływający po plecach pot, krew w ustach i uciekające pod uderzeniami napięcie było nagrodą, której szukał. I potrzebował. Oczywistym było, że pulą ewentualnej wygranej nie pogardziłby, szczególnie teraz, gdy zgarnął pod swoją (bardziej bezpośrednią) kuratelę siostrę. Na brak zleceń nie narzekał, być może nawet, otrzymywał ich więcej niż zazwyczaj, ale dodatkowe środki były wciąż w cenie.
Powrót do Londynu nie należał do utęsknionych. Wyżej postawił powinności, a skoro już postanowił to zrobić, musiał znaleźć sposób na trzymane w ryzach problemy, które zwyczajowo zbywał pod serwowanym wszędzie śmiechem. Tak było prościej.
Zatrzymał się dopiero, gdy dostrzegł sylwetkę rasowego żigolo na środku, który bez zbędnych szczegółów oznajmił zebranym panujące na ringu zasady. Zmierzył nieznajomego będąc pewnym, że nie bez powodu pełnił aktualną funkcję. Parę w łapach musiał mieć. Zaczekał, aż skończył przedstawienie, ktoś trącił go w ramię i przez moment czuł, że huknie łokciem kolejnego, ale gromadka rozproszyła się pod naporem osiłków pilnujących dzisiejsze wydarzenie. Kai wyszczerzył się tylko, ruszając barkiem i mimowolnie zaciskając i rozluźniając pięści. Ostatecznie, oparł się plecami o jedyną, możliwą w tym rynsztokowym skupisku ścianę. Zaplótł przed sobą ramiona, odczekał chwilę i w końcu przeszedł w pobliże czarnowłosego jegomościa, ubranego w krzykliwą czerwień. Przynajmniej łatwo było go odnaleźć w tym kotłowisku - Kai - nawykłe do śmiechu wargi uniosły się a w oczach pojawił się nieco bardziej młodzieńczy błysk; nie czuł potrzeby wymyślania sobie żadnego przydomku, przezwiska, czy innego imienia, chociaż wiele podobnych przyklejało się do jego osoby. Wyciągnął trzymaną w kieszeni garść potrzebnych galeonów i przesunął dalej, robiąc miejsce kolejnym sylwetkom, które z namysłem zlustrował. Z kim przyjdzie mu się mierzyć? Wychwycił jeszcze, że tuż przed nim mignęła mu znajoma, bardziej ponura twarz. A zaraz potem ktoś, kto wywołał w nim mimowolny zgrzyt zębów.

| wpisowe odliczone
Kai Clearwater
Zawód : Łowca ingrediencji, podróżnik
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Cze­mu ty się, zła go­dzi­no,
z nie­po­trzeb­nym mie­szasz lę­kiem?
OPCM : 10
UROKI : 20
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8473-kai-clearwater-budowa#246888 https://www.morsmordre.net/t8515-yippe#248176 https://www.morsmordre.net/t8513-kai#248131 https://www.morsmordre.net/f182-lancashire-lancaster-17-2 https://www.morsmordre.net/t8520-skrytka-nr-2013#248322 https://www.morsmordre.net/t8516-kai-clearwater#248180
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]17.05.20 23:07
20.05

Wreszcie jakaś rozrywka, przy okazji połączona z okazją do zarobku! Pieniędzy nigdy nie było za wiele. Tym bardziej, że kwietniowa wizyta w "rodzinnym"  domu uświadomiła Danielowi, że w sumie przyjemnie byłoby mieć kiedyś prawdziwą hacjendę za miastem, prowadzić tam życie choćby-rodzinne, a w Nokturnowym mieszkanku zajmować się interesami...
Niedawne perypetie Matta przypomniały mu jednak (powstrzymywał się od a nie mówiłem, ale Bott znał go na tyle dobrze, by wiedzieć, że te słowa padną w końcu po kilku piwach), że sielanka przyjaciela w zacnej pracy i z przyzwoitą dziewczyną wcale nie skończyła się dobrze. Powitał powrót kumpla do żywych z mieszaniną ulgi (brat marnotrawny wrócił na łono Nokturnowej rodziny!) i ukłuciem niepokoju (ostatnio sam za często myślał o pewnej przyzwoitej dziewczynie, a jak skończyły się podobne mrzonki Matta, hm?!). Turniej był przyjemnym powrotem do normalności, odskocznią od niespokojnych przemyśleń osobistych i od irytującego panoszenia się glin w Londynie. Będzie jak za starych, dobrych czasów.
Udał się na miejsce w doskonałym humorze, witając organizatora promiennym, wilczym uśmiechem.
-Mnie znasz. - zażartował, podchodząc do Botta z wpisowym. -Ale na potrzeby turnieju będę... - już układał w głowie odpowiednio zabawny i groźny pseudonim (Polski Postrach? Żelazna Pięść?), gdy kątem oka zobaczył innego uczestnika. -Dan, jak zwykle. - odchrząknął nerwowo, choć zwykle wcale nie był Danem i wolał bardziej kreatywne ksywki.
Wcisnął Mattowi w rękę pieniądze i z impetem obrócił się w stronę znajomej twarzy. Drugiemu, posępnemu typowi przyjrzy się potem, bo teraz zobaczył ducha. Nie spodziewał się cholernego Kaia Clearwatera w Anglii, a co dopiero w Londynie, a co dopiero na nielegalnym pojedynku na pięści. Znaczy, Clearwater zbyt często bywał na tych pojedynkach jak na gust Dana, ale ostatnio widział typa, gdy w Londynie panowały jeszcze pozory normalności. Zanim odnowił kontakt z Maeve. I zanim wyprowadził ją z miasta.
Przed oczyma mignęła mu twarzyczka zapłakanej Maeve i poczuł jak zalewa go fala wściekłości i wahania, ale przede wszystkim wściekłości. Chyba nie chciał lać się z jej bratem, ale jeśli ten idiota pojawił się w Londynie po tym wszystkim to zdecydowanie na to zasłużył, kpiąc sobie z własnej siostry. Ona siedziała gdzieś sama, w pierwszych dniach kwietnia była przestraszona i smutna i bezradna, a w maju jej braciszek jakby nigdy nic pojawiał się w tym przeklętym mieście. Po tym, jak w kwietniu go nie było. Aż nie mógł zdecydować, czy Kai jest tchórzem, czy bezmózgiem. Pieprzeni Gryfoni.
-Co Ty tu kurwa robisz?! - warknął, odruchowo zaciskając pięści.


chyba nigdy nie przeklinam w postach, ale dzisiaj jest wyjątkowa okazja!
wpisowe odliczone


Self-made man




Ostatnio zmieniony przez Daniel Wroński dnia 28.06.20 1:25, w całości zmieniany 1 raz
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]18.05.20 8:23
Nie robił tego dla pieniędzy. Bo choć port był ostatnio niepokojony przez wciąż przebywających w mieście rebeliantów, to Caelan nie narzekał na zarobki. Wciąż udawało mu się wybierać na bliższe lub dalsze wyprawy morskie, z których powracał z cennymi towarami; w tym celu musiał co prawda porozumieć się z niezbyt lubianym Traversem, by móc cumować i na ziemiach kontrolowanych przez rzeczony ród, lecz bezpieczeństwo rodzinnej łajby było teraz ważniejsze niż wyniesiona z czasów szkolnych uraza. Nie chciał przecież, by jakieś obwiesie spróbowały puścić żaglowiec z dymem. Do tego Maktykora - co prawda nie przynosiła stałych dochodów, lecz przy tym nie tracili na jej posiadaniu.
Robił to, by móc się na kimś wyżyć - lub oberwać wystarczająco mocno, by na krótką chwilę zapomnieć o wszystkim, o zabitych w walce Rycerzach, o pętli, która powoli zaciskała się na jego szyi. Kiedy przyjdzie pora i na niego? Kiedy dosięgnie go gniew Czarnego Pana? Lub padnie z ręki Zakonników...? Na miejscu pojawił się chwilę przed czasem, swobodnie lawirując wśród tłoczących się w portierni łachudrów. Większość twarzy kojarzył, czy to z portu, czy z Nokturnu, niewiele sobie jednak z tego robił; z nikim się nie witał, nie dostrzegając wśród mijanych czarodziejów żadnego, z którym miałby ochotę zamienić chociażby kilka słów. Wciąż kopcąc papierosa wysłuchał przemowy ubranego w śmieszne szmatki, najwidoczniej sprawującego tu władzę Botta - kiedy to on go ostatnio widział, w trakcie październikowej wyprawy Delaneya? Uniósł do góry brwi, spoglądając ku niemu z powątpiewaniem, nie powiedział jednak nawet słowa, nie sprzeciwił się przedstawianym zasadom. Może w końcu ktoś upilnuje porządku, nie dopuści do rywalizacji cwaniaków, którzy jedynie chcieliby się wzbogacić bez uiszczania stosownej opłaty. Przedstawienie nie potrwało długo, pierwsi chętni zaczęli tłoczyć się przy rosłej sylwetce Botta, dlatego też i żeglarz powoli ruszył w kierunku formującej się kolejki. Nie zwracał przy tym uwagi na pokrzykiwania, śmiechy, niegroźne przepychanki. Zastanawiał się zamiast tego, z kim przyjdzie mu się zmierzyć - i czy walka odbędzie się jeszcze tego samego wieczoru.
- Baldur - burknął pod nosem, kiedy dotarł już w okolice zbierającego zapisy czarodzieja, przekazał mu równo trzydzieści pięć galeonów. Bott mógł kojarzyć jego prawdziwe personalia, to jednak nie miało większego znaczenia. Baldur, symbol dobra, piękna i mądrości - dobre sobie.

| opłata odliczona



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 12:44
Potrzebował znieczulenia.
Sięgnął do kieszeni jakiegoś typa ustawionego w kolejce przed nim, wzbogacając się o najpaskudniejsze szlugi, jakie tylko można było dostać od ulicznych handlarzy; dwa - jeden na teraz, drugi na po walce, jakikolwiek by nie był jej rezultat. Jak go zniosą z ringu nieprzytomnego, to przecież kiedyś się obudzi. Nie ma to jak duszenie się dymem tuż po zmartwychwstaniu.
Bezczelnie poprosił okradzionego mięśniaka o ogień, bo fajki okazały się niemagiczne; typ nie zorientował się (szkoda), co Burroughs odwala, ba, odpalił mu papierosa (już nieswojego) różdżką, nim chmurny wzrok wbił znowu w początek kolejki.
Keaton celowo nie spieszył się przesadnie, chcąc zająć jedno z ostatnich miejsc, żeby mieć czas przyjrzeć się (nie)znajomym i zorientować, z kim przyjdzie mu dzisiaj walczyć. Większość z nich znał, przewijali się przez Parszywego; część wciąż zakrywała twarze, jak on przychodząc tu w pełni anonimowo, chowając się w cieniu głęboko nasuniętego kaptura.
Kurestwo przeżre mu płuca; wypuścił kłąb dymu, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Już by sobie powalczył. Już miał ochotę stanąć na ringu. Nie pamiętał, kiedy ostatnio bił się tak naprawdę, nie w portowych zaułkach, nie z nudów robiąc burdę przed wejściem do speluny parszywej, niekoniecznie Parszywym będącej.
Kilka osób wcześniej doskonale znany mu głos świergotał przymilnie, witając kogoś solidną kurwą; cynk o walkach dostał od starych bywalców - ale najpierw od Wrońskiego, co nieco go zaskoczyło; po tamtym pojedynku nie zaprosiłby samego siebie na walki. Może będzie miał okazję dzisiaj się zrewanżować. Swoją drgoą, wąs miał sporą szansę to wygrać, obiektywnie oceniając.
Zabrzęczał pieniędzmi, wysypując z sakiewki wszystko, co pożyczył od Phillie; czuł się jak skurwiel, wyłudzając od niej galeony tylko po to, żeby zaryzykować i zawalczyć o wygraną. Dzisiaj albo wyjdzie stąd kompletnie spłukany albo zgarnie pokaźną sumę, a potem kupi jej coś ładnego, tak w ramach zmniejszenia wyrzutów sumienia.
Z fajką w ustach przystanął przed stołem, wysypując na blat swoją (nie)dolę. - Jerry - posłużył się jakimś całkowicie przypadkowym imieniem, przy okazji posyłając Bottowi znaczące spojrzenie. W ramach mało tkliwego powitania. Ten sukinsyn to dopiero potrafił się ustawić. Pewnie zgarnie od wygranej spory procent. Ale nadawał się do tej fuchy idealnie, trzeba mu to przyznać.

| hajsy odpisane



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 14:49
Szalony, niewiarygodny plan zakiełkował w głowie, gdy kilkanaście dni temu dowiedział się o istnieniu nielegalnych spędów miłośników mordobicia. Znajoma, obskurna destynacja przyciągała parszywe jednostki gotowe do wymierzenia najtwardszej sprawiedliwości. Zachęcała prawdziwych poszukiwaczy wrażeń, amatorów pragnących uciec od ciasnych macek wyniszczającej codzienności. Przywołała także jego. Stojąc nieopodal docelowej, szemranej budowli spoglądał na kłębowisko obrzydliwych, ludzkich jednostek. Ciężki zapach speluny drażnił nozdrza amortyzowany przez gryzący swąd wypuszczanego, niebieskawego dymu. Słyszał krzyki, siarczyste przekleństwa mieszane z głośnym, męskim rechotem. Widział pierwsze brutalne przepychanki. Zacienione tęczówki napawały się tym widokiem, zapragnęły buzującej w cienkich żyłach adrenaliny, ostrego bólu, zadania nokautującego ciosu nieznanej, nikczemnej gębie. Nie pamiętał kiedy ostatnim razem korzystał z takowej rozrywki. Minęły długie lata odkąd tułając się poza granicami kraju nawiedzał przydrożne bary, obcował z nietutejszą kulturą groźnych obdartusów. Lubił ryzyko, dość nieświadomie znajdował się w nietypowych miejscach. Odegnał masowe wątpliwości, myśli nakazujące odwrotu. Rzesza mężczyzn nadciągała z różnych stron; wyraźna mieszanka statusu społecznego nie zważała na konsekwencje. Pogoń za łatwym pieniądzem w niespokojnych, wojennych czasach, skłaniała do ostatecznych czynów. W jego przypadku, zawody, były jedynie kolejnym wyzwaniem – czynnością, w której pokona słabości, podciągnie sprawność, wyrzuci ogrom nagromadzonych emocji. Wciągając ciężkie powietrze majowego wieczoru, zdeptał wątły niedopałek. Poprawił skórzaną kurtkę i leniwym krokiem powłóczył się do rejestracji.
Był gdzieś na końcu kolejki. Obojętnym, zblazowanym wzrokiem ślizgał się po barczystych profilach. Kilka z nich napierało okrutnie; musiał wyswobodzić się z ciasnej pułapki. Przeklinając pod nosem, zmarszczył brwi złowrogo - zapragnął kolejnej dawki nikotyny. Odpalając duszącą fajkę, wypuścił dym teatralnie przekręcając oczami. Było gorąco, skóra przyklejała się do nieoddychającej kurtki, ocierała o spocone kończyny. Na ten moment nie dostrzegał żadnych, znajomych twarzy, mimo górowania wśród zgromadzonych. Może to i lepiej? Przesuwając się do przodu znalazł się przed głośnym, pstrokatym zarządcą. Wyjął papierosa spomiędzy spierzchniętych warg. Resztki popiołu opadły na drewniany, porysowany blat. Zatrzymał chłodne, roziskrzone spojrzenie na pstrokatej koszuli, lecz szybko wyrwał się z letargu: – Cormac – rzucił beznamiętnie wysypując odliczoną sumę galeonów. Postanowił posługiwać się swą fałszywą tożsamością. Skorzystał z sumiennie odkładanych oszczędności, lecz co z tego? Pieniądze to nie wszystko i dziś wieczorem miał się o tym przekonać. Rozpychając kolejkę poszedł dalej w poszukiwaniu ognistego płynu do przepłukania zbyt wysuszonego gardła.

| wpisowe odliczone

[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 19.05.20 20:45, w całości zmieniany 3 razy
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 16:37
Nie sądził, że da się przekonać na tego typu turniej, bowiem z pewnością nie było to nic w czym mógłby się wykazać. Przywykł walczyć za pomocą różdżki, nie pięści, w końcu pijackich akcji nie można było zaliczyć do jakiegokolwiek treningu tudzież powiewu umiejętności. Być może jednak Goyle miał rację – najlepsza była praktyka, nawet jeśli wiązała się z koszmarnie obitą mordą i jeszcze gorszym kacem. Wtem jednak istniały dwa powody bólu głowy i tak naprawdę nie dało się jednoznacznie wywnioskować, co miało na niego większy wpływ. Jak zwykle szukał pozytywów w kiepskiej sytuacji i gdzieś w głębi siebie liczył, że po wszystkim nie będzie mieć ochoty skręcić przyjacielowi karku.
Opróżniając szkło upewnił się, iż nie zapomniał o najważniejszym – metalowej piersiówce. Nawet jeśli przyjdzie mu stracić przytomność, co było bardzo prawdopodobne, uprzedzał Caelana, żeby cucił go tym wspaniałym trunkiem. Następnie jego myśli skierowały się na własną twarz, której wygląd początkowo chciał zmienić, jednakże szybko odrzucił ów myśl, bowiem z pewnością nie przyjdzie mu nader długo zachować innych rys. Silne osłabienie miało znaczny wpływ na możliwości; wtem jego prawdziwe oblicze i tak zostałoby ujawnione.
Teleportował się nieopodal opuszczonej portierni wiedząc, że zostało mu niewiele czasu. Upił jeszcze łyk ognistej, po czym przekroczywszy progi umówionego miejsca dopadł go paskudny smród oraz ryk przybyłych osób. Przemieszczając się wzdłuż korytarza rozpoznawał wiele twarzy, choć nie zamierzał z nikim wdawać się w rozmowy tudzież czułe powitania. W zasadzie szukał swego kompana, który zdawał się gdzieś zaszyć. Zatrzymawszy się tuż przy brudnej ścianie wysłuchał słów mężczyzny przyjmującego wpisowe – nie dało się ukryć, iż w takowych nie przebierał, lecz nie raziło to go w żaden sposób po oczach. Był przyzwyczajony do rynsztokowego podejścia, w końcu wychował się i obecnie mieszkał na Śmiertelnym Nokturnie, który rządził się własnymi prawami.
Kiedy ogłoszono zbieranie galeonów skierował się w wyznaczone miejsce i przekazał odliczone monety. -John.- rzucił ignorancko nie zamierzając posługiwać się prawdziwym imieniem – co z resztą i tak wszyscy obecni mieli w dupie. Kiedy tylko oddalił się od Botta dostrzegł Goyla i udał się w jego kierunku z piersiówką w dłoni. Potrzebował alkoholu, zdecydowanie.

| wpisowe odliczone




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 20:01
No dalej, dalej, nie mamy całej nocy... - zachęcałem chętnych, poklepując blat porysowanego, chybotliwego stolika do którego dziarsko przemaszerowałem. By nie było wątpliwości co do mojej roli rozsiadłem się po przeciwnej stronie na całkiem wygodnym krześle. Powoli z tłumu w moim kierunku zaczynała się wydzielać grupa czarodziei nie będąca chętna do bycia widownią. I bardzo dobrze. Wychyliłem się nieco z miejsca widząc, a właściwie słysząc w tle jakieś darmowe, niepotrzebne nikomu przepychanki. Przez chwilę je ignorowałem bo przecież warczeć czy szczekać na siebie nawzajem nikomu nie zabraniałem. Zmarszczyłem jednak czoło w niezadowoleniu w chwili w której zaczynało to eskalować. Przystawiając do ust palce zagwizdałem nawołująco i zaraz kilku moich kumpli w interesie zabrało się niedyskretnie i niedelikatnie za zażegnanie kłopotu. Tak ku pamięci pozostałych.
Kolejno przyciągałem do siebie sakiewki niezgrabnie kreśląc na papierze zgłaszających się. Remus, Kai... Dan. Uśmiechnąłem się - Tylko Dan, jasne - poruszyłem wymownie brwiami - jak zwykle - oboje wiedzieliśmy, że nie było to z jego strony zwykle. Jednak najwyraźniej moja już w tym głowa by przybliżyć go do lubianej przez niego normalności, heh. Czego się w końcu nie robiło dla przyjaciół?
Zagwizdałem pod nosem. No proszę, proszę, kogo tu wiatry przywiały - pomyślałem widząc tu Goyle'a. No ale nic więcej nie powiedziałem. Skinąłem głową dopisując go i jego wesoło brzęczące galeony do listy. Nie robiło na mnie wrażenia to, że ludzie których znałem zbierali się tu pod pseudonimami, zmyślonymi imionami. Te tak jak pochodzenie, dorobek jaki mieli czy też dopiero planowali zdobyć - na ringu to wszystko nie miało znaczenia. Liczył się tylko wróg stojący na przeciwko, refleks, siła. To było wyzwalające. Nic dziwnego, że przyciągało ludzi w tym również młodych, gniewnych takich jak Keat - odkiwałem mu na powitanie głową, a potem zgarnąłem przeliczone galeony do sakiewki.
- Znajomy sprowadza je z samego Nowego Yorku, za pięć galeonów możesz sobie taką sprawić, a za piętnaście powiem ci gdzie ją z ciebie ściągną - zwróciłem się do Cormaca, którego w okolicy do tej pory za często nie widywałem, a który wlepiał gały w moją czadową koszulę. Nowego bywalca doków należało odpowiednio wykorzystać powitać, co nie? Czemu by więc mu nie polecić miejscówek zarządzanych przez znajomych? Ostatni był nie taki obcy John. Wychodziło na to, że dziś pod swoją pieczą miałem całą śmietankę portowego i nokturnowego świata z kilkoma odszczepieńcami. Fantastycznie.
- W porządku, widzę, że nie ma już chętnych. Ci co zapłacili niech podejdą - sięgnąłem za pazuchę wyciągając z wewnętrznej kieszeni szaty parę zielonych kości - Mógłbym zrobić wyliczankę co do tego kto z kim walczy albo zdać się na kaprys ale nie chce mi się użerać z jakimiś beksami które dostaną wpierdol i zamiast ogarnąć życie starają się mnie dojechać więc zarządzam, że sami zostajecie zdani na swoje szczęście lub nieszczęście - Komunikuję dopijając resztkę alkoholu z drewnianego kubka stojącego na krawędzi stołu. Do osuszonego naczynia wrzuciłem kości i tak spreparowaną, skomplikowaną maszynę losującą z tąpnięciem drewna o drewno umieściłem na stole przed pierwszym śmiałkiem - Rzucacie kośćmi. Im więcej oczek tym szybciej będziecie mogli wybierać kiedy walczycie


|rzucajcie kością k100
|72h na odpis czekam i jedziemy dalej!


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 20:41
Wygiął usta w wymuszonym, pozbawionym wesołości uśmiechu, gdy przelotnie podchwycił spojrzenie Botta; opłatę miał odliczoną, monety musiały się zgadzać. Odnotowanie pseudonimu i przeliczenie wpisowego nie trwało długo, dlatego po krótkiej chwili oddalił się od podniszczonego, rozklekotanego stolika, który służył mięśniakowi za punkt rejestracyjny i skierował się ku jednej z pobliskich ścian, by tam poczekać na zakończenie części formalnej. Oparł się o nią plecami, po czym zaplótł ramiona na piersi, spoglądając to w jedną, to w drugą stronę; szukał wśród tłoczących się w budynku czarodziejów znajomych twarzy - wiedział przecież, że powinien spodziewać się Macnaira, podejrzewał również, że wpadnie na Lupina. Kto wie, może przyjdzie im zmierzyć się na ringu? Dawno już nie próbowali się w walce na pięści, nie miał więc pewności, kto wyszedłby z takiego starcia zwycięsko. Z kolei gdyby trafił na Drew...
- No w końcu - burknął, gdy ten w końcu zjawił się na miejscu; wcale nie zdziwił go widok piersiówki w jego dłoni. - Dzięki - dodał z krzywym uśmiechem, bez pytania zabierając ją od właściciela, pociągając szczodry łyk Ognistej. - Jestem pod wrażeniem, jednak nie stchórzyłeś. - Uniósł brwi do góry, taksując sylwetkę blondyna wzrokiem. Nie był chuchrem, nie powinien paść od jednego celnego ciosu, lecz czy posiadał odpowiednią technikę, by móc stawić skuteczny opór? Zaskoczyć przeciwnika? Kimkolwiek ten przeciwnik miał być, a przecież wśród zebranych nie brakowało i prawdziwych byczków. - Nie pij zbyt dużo. Przynajmniej nie przed walką - doradził; nim zdążył rozwinąć swoją myśl lub uraczyć druha jeszcze jakimś tylko odrobinę złośliwym komentarzem, po sali znów poniósł się donośny głos Botta. Wspaniale.
Gestem pokazał Macnairowi, by ruszył jego śladem, po czym odbił się nogą od ściany i skrócił odległość, która dzieliła ich od organizatora bijatyki. Sprawnie przepchał się między niezdecydowanymi czy wdającymi się w pyskówki dryblasami, by chwycić drewniany kubek jako pierwszy. Niewiele obchodziła go liczba oczek, które wypadną na kościach - chciał już to po prostu mieć z głowy. Zasłonił dłonią spód naczynia, zagrzechotał jego zawartością, po czym pozwolił kościom upaść na blat.



paint me as a villain
Caelan Goyle
Zawód : Zarządca portu, kapitan statku
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I must go down to the sea again, to the lonely sea and the sky.

OPCM : 29
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5834-caelan-goyle https://www.morsmordre.net/t5945-ethelinda https://www.morsmordre.net/t5845-an-old-man-by-a-seashore https://www.morsmordre.net/f174-dzielnica-portowa-high-timber-street-8-5 https://www.morsmordre.net/t6368-skrytka-bankowa-nr-1403#161394 https://www.morsmordre.net/t5874-caelan-goyle#138874
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 20:41
The member 'Caelan Goyle' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona portiernia - Page 19 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 21:26
Nie interesował się zbytnio tym kto pojawiał się, by wpłacić wpisowe. I tak miał ich spotkać albo już podczas samej walki, albo patrzeć na umiejętności z boku podczas pojedynku z kimś innym. Dobrze było znać ruchy i chwyty przeciwników, a ich poziom mógł być różny. Podobnie zresztą jak styl ataku, obrony, odwrócenia uwagi... On trzymał się boksu, ale nie wszyscy walczyli w ten sposób, chociaż nie spodziewał się niczego odkrywczego na turnieju, gdzie znajdowała się zbieranina ludzi łasych na wrażenia — nie na umiejętności. Tak naprawdę wystarczyłoby mieć odpowiednią siłę, żeby pokonać większość przeciwników, bo nie byli oni zawodowcami. Ne stawiali na technikę, a woleli ekscytować się ulotnością energii. Zapewne miało to wyglądać podobnie i tutaj, jednak nie zamierzał oceniać po pozorach. W końcu poniekąd na tym też polegała jego praca, ale tej nocy nie pojawił się tam, by ścigać wilkołaki w londyńskich dokach. Zamierzał się sprawdzić i chociaż liczył się z porażką, nie chciał jej zakładać odgórnie. Szczególnie że potrzebował motywacji oraz wyładowania tkwiącego w nim gniewu. Sprawa z Tonksem, Blishwickiem, nowymi lokatorami... Nie. Musiał się odciąć i chociaż przez moment o tym wszystkim nie myśleć. Wiedział, że bez tego by zwariował, a skupienie na walce, piszczenie w uszach, ból zmieszany z szybciej płynącą w żyłach krwią miały skutecznie mu w tym pomóc. Nie patrzył jednak na innych zawodników tylko z tego względu. W końcu nie był tu całkowicie bezpodstawnie, a przynajmniej chciał wierzyć, że tak właśnie było.
Zaraz po zostawieniu pieniędzy wycofał się, żeby obejrzeć miejsce, na którym miała odbyć się każda kolejna walka. Oraz przy okazji rozejrzeć się po zebranych dokoła widzach, którzy już oceniali jego szanse. Niektórzy klepali go po ramionach, krzyczeli do niego, ale nie zwracał na nich uwagi. Szukał tego pieprzonego skurwiela, który może jakimś cudem miał się przewinąć między nimi. Nie mógł jednak przeglądać tłumu w nieskończoność, bo zaraz ktoś złapał go za rękaw i Lyall zobaczył, że zawodnicy losowali swoje miejsca. Podszedł więc, łapiąc kubek i wyrzucając swoje kości, nie patrząc na wynik. Gdy chciał się odsunąć, jego spojrzenie trafiło na Caelana. Praktycznie niezauważalnie skinął mu głową, nie dziwiąc się wcale obecności żeglarza. Obaj mogli się siebie tu spodziewać i może miało im przyjść rozegrać rewanż. Bez względu na to, co miało się wydarzyć, obaj byli gotowi. Lupin odszedł parę kroków, robiąc miejsca następnym.


i’ll tell you a secret. the really bad monsters never look like monsters.
ALL DARK, ALL BLOODY,
MY HEART.
Lyall Lupin
Zawód : Brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Way deep down
Leaving me in a run around
Wanna care but
I don’t do Whats right
I won’t Wanna be found
Lettin loose the inner animal
OPCM : 15
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7715-lyall-lupin#213633 https://www.morsmordre.net/t7739-lyallowa-poczta#214472 https://www.morsmordre.net/t7728-the-dark-side-of-the-moon#214133 https://www.morsmordre.net/f144-dolina-godryka-old-place-91 https://www.morsmordre.net/t7727-skrytka-bankowa-nr-1851#214132 https://www.morsmordre.net/t7738-lyall-lupin#214470
Re: Opuszczona portiernia [odnośnik]19.05.20 21:26
The member 'Lyall Lupin' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 70
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona portiernia - Page 19 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 19 z 22 Previous  1 ... 11 ... 18, 19, 20, 21, 22  Next

Opuszczona portiernia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach