Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Plac Piccadilly Circus

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Plac Piccadilly Circus   02.05.15 12:47

First topic message reminder :

Plac Piccadilly Circus

Plac Piccadilly Circus przecina ulice West End, centrum teatralnego Londynu. To częste miejsce spotkań młodzieży, blisko kultury, oraz jedna z bardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych miasta. Gwarny i mocno zatłoczony, usytuowany w pobliżu dużej ilości mniej lub bardziej znanych kawiarenek i sklepików otoczony jest wieloma starymi kamieniczkami.
Pośrodku placu, na podwyższeniu, znajduje się urokliwa fontanna z figurką bożka Anternosa, chłopca o motylich skrzydłach, który symbolizuje nieszczęśliwą miłość. Na schodach pod fontanną gromadzą się młodzi ludzie.  

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   08.01.18 23:54

The member 'Samuel Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 45


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
London calling
to the far away towns:
now war is declared
and battle come down.
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   15.01.18 11:39

Obserwował sytuację z ukrycia, wtopienie się za wysokimi skrzyniami w jednym z wąskich zaułków nie było niczym trudnym - przykucnął za nimi, początkowo chowając również głowę, dopiero, kiedy dźwięk bzyczenia nieco ucichł - słyszał, że przedziwna przerośnięta pszczoła nie leciała za nim - wychylił się lekko, sięgając wzrokiem na przestrzeń placu, dostrzegając latające żółto-czarne monstrum. Tamtej nocy, kiedy zdecydowali się otworzyć skrzynię - jak wielkie zło zdołali z niej uwolnić? Czym była ta moc, która przyciągała tak dziwne, zmutowane stworzenia? Póki co nie mogli tego wiedzieć - ale wierzył, że dzięki mądrości Bathildy prędzej czy później rozwiążą tę zagadkę. Widział, że stworzenie podlatuje w kierunku Skamandera; zacisnął dłoń na rękojeści różdżki, chcąc pomóc przyjacielowi i cisnąć na owada petryfikację - w porę jednak przypomniał sobie, że podobne zachowanie nie tylko nie da żadnego efektu, ale również rozsierdzi owada i, co gorsza, wskaże mu kryjówkę samego Brendana. Musieli czuwać, póki magia anomalii nie zostanie ustabilizowana. Nie drgnął więc, choć od wewnątrz targały nim sprzeczne uczucia, kiedy pszczoła odnalazła Skamandera i zleciała ku niemu ostrym, złowieszczym lotem; przymknął oczy, usiłując się uspokoić. Licząc do dziesięciu, odkąd ustało bzyczenie przerośniętych skrzydeł: raz, dwa, trzy... dziesięć.
Wyszedł z ukrycia, nie opuszczając różdżki - wolnym krokiem wchodząc na plac i z ostrożnością rozglądając się wokół siebie; nie spodziewał się, oczywiście, spotkać żywej duszy - martwił się monstrualną pszczołą, co do której nie mógł mieć pewności, czy aby na pewno odleciała i zniknęła. Cisza utwierdzała go w tym przekonaniu, nie tracąc czujności przeszedł do miejsca, które miało być kryjówką Sama, tuż przy fontannie. Auror leżał nieprzytomny.
Przykucnął przy nim, sprawdzając tętno i oddech; żył, a to było najważniejsze. Wyglądał na osłabionego, ale nie wybitnie rannego - powinien natychmiast zabrać go do Munga i upewnić się, że pszczele żądło nie zawierało trucizny. Ostatni raz rozejrzał się w okół, fontanna nabrała normalności, magia wokół wydawała się stabilna, a po owadzie nie pozostał żaden ślad. Podciągnął Skamandera na plecy, dziękując Merlinowi, że znajdowali się w centrum miasta - i zabrał go do uzdrowicieli.

/zt x2




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Więzień Azkabanu
27
Czysta
Wdowa
the roses have wilted,
tne violets are dead,
thedemons run circles,
round and round in my head
10
5
0
0
5
15
10
4
Metamorfomag
maybe I'm insane

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   12.02.18 18:31

W bezwładnej skorupie jaką stało się jej ciało w końcu przebudził się umysł. Rychło w czas, doprawdy. Działanie zaklęcia Regressio, celnie rzuconego nań przez jednorękiego, przeminęło - lecz potężne Petrificus Totalus wcale. Leżała na ziemi, bezwładna, sparaliżowana. Nie potrafiła poruszyć nawet palcem, choć wytężała silną wolę tak mocno, że byłaby się zaczerwieniła z wysiłku, gdyby nie ciało przemienione w kamień.
W duchu wrzeszczała z szału.
Nie sądziła, że ta noc będzie miała taki finał. Przypuszczała, że kres jej życiu, zdrowiu, bądź wolności może przynieść następna noc, kiedy dobrowolnie wyruszy do Azkabanu wraz ze Śmierciożercami. Wysłanie jej tam przymusem było Rookwood absolutnie nie na rękę - i to delikatnie mówiąc.
Leżąc nasłuchiwała tego, co dzieje się wokół. Nikt nie mówił nic o Ignotusie, przypuszczała więc, że jego nie złapano. Uciekł - chociaż tyle. Złapanie ich obojga, a raczej: złapanie wysokiego rangą w hierarchii Śmierciożercy mogłoby przechylić szalę zwycięstwa następnej nocy w niekorzystną stronę.
Nie odczarowano jej, gdy ją zabierali. Nie mogła się przyjrzeć uważniej twarzom mężczyzn, których ćwiartowała już najobrzydliwszymi klątwami we własnych fantazjach.

| zt





A witch ought never to be frightened in the darkest forest, because she should be sure in her soul thatthe most terrifying thing in the forest was her

Powrót do góry Go down
Aldrich McKinnon
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4821-aldrich-mckinnon https://www.morsmordre.net/t5110-poczta-aldricha https://www.morsmordre.net/t4830-al-mckinnon https://www.morsmordre.net/
uzdrowiciel
27
Półkrwi
Kawaler
I am and always will be the optimist. The hoper of far-flung hopes and the dreamer of improbable dreams.
8
3
0
19
0
0
2
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   22.04.18 15:35

25 czerwca, około 20:00
Wezwany do pomocy ofiarom pożaru, Aldrich ruszył bez wahania. Rzucił wszystko, co miał w rękach, powierzając swoje obowiązki dwójce stażystów pod kierunkiem innego uzdrowiciela i koncentrując się na myśli o miejscu zdarzenia, przeniósł się, gdzie trzeba. Wieść o wypadku w ministerstwie była dlań druzgocącym stresem, z którym uporał się tylko dzięki świadomości, że musi wziąć się w garść, by móc komukolwiek przynieść pomoc. Aldirch mimowolnie nie mógł przestać myśleć o swoich bliskich, których ogień mógł uwięzić tu razem z resztą. W głowie dudniło mu, prócz hałasu, własne tętno; zdawało mu się, że przepływ krwi rozsadzi mu tętnice skroniowe. Nie miał czasu na rozglądanie się za znajomą twarzą. We wszechobecnym popłochu i zapadającej ciemności, postanowił pomagać osobom, które miał najbliżej siebie.
Skierował się w stronę siedzącej nieopodal kobiety, której twarz pokrywała wciąż sącząca się z rany na czole krew, zanim jednak udało mu się przyklęknąć przy niej i rzucić choćby jedno zaklęcie, coś wstrząsnęło ziemią pod jego stopami. Fala powietrza nadchodząca od ministerstwa zwaliła go z nóg, mocno szarpnęła nim jakaś siła, a potem… przez chwilę nie widział nic prócz rozmazanych konturów nie mówiących mu nic o miejscu, w którym się znajdował. Rozejrzał się dookoła dopiero po bolesnym lądowaniu. Trudno pomylić Piccadilly Circus z jakimkolwiek innym miejscem w Londynie, jednak w tej sytuacji Aldrich był najwyżej średnio pocieszony faktem, że wie, gdzie się znalazł. Wciąż miał przy sobie kobietę, do której zmierzał zanim wybuch przeniósł ich w inne miejsce. Nie zwlekając już ani chwili dłużej, podszedł do niej ostrożnie.
- Słyszysz mnie? Jak masz na imię? Jestem uzdrowicielem, chcę ci pomóc. Pamiętasz, co ci się stało? – widząc, że kobieta siedzi o własnych siłach i jest przytomna, choć z pewnością zszokowana, Aldrich odetchnął wewnętrznie i obejrzał szybko ranę na jej czole. Zerknął przez ramię, wyciągając różdżkę. Szczęśliwie znaleźli się w ustronnym kącie pełnego jak co wieczór placu i miał dobre warunki, by działać.
- Paxo Maxima. – machnął krótko różdżką, chcąc w pierwszej kolejności uspokoić skołatane serce i nerwy Jackie. Emocjonalny szok, w jakim znalazła się próbując uciec z płonącego gmachu ministerstwa uznał za priorytet. Nie znalazł na jej ciele innych oznak masywnego krwawienia poza rozciętym łukiem brwiowym, który tylko wyglądał makabrycznie. Obrażenia głowy, nawet płytkie, zwykle krwawią dość intensywnie, by zaniepokoić poszkodowanego i postronnych obserwatorów, choć w istocie ilość utraconej krwi nie jest poważna i nie stanowi na ogół zagrożenia życia. Aldrich nie miał zbyt wielkiego doświadczenia w postępowaniu z pacjentami w stanach nagłych, z urazami, na których diagnozowanie nie miał czasu, ale gruntowna znajomość fizjologii i schematów działania w podobnych sytuacjach była jego sprzymierzeńcem.
- Gdzie cię boli? – zapytał głośno, nachylając się do pacjentki tak, by łatwiej nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Musiał działać szybko i jednocześnie wykazać się cierpliwością. Wyciągnął tę kobietę ciałem z miejsca, gdzie mogła zginąć. Myślami mogła wciąż pozostać w ministerstwie, przygnieciona cierpieniem innych, którego była świadkiem, bardziej niż swoim własnym.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   22.04.18 15:35

The member 'Aldrich McKinnon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 32

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Jackie Rineheart
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t5419-jackie-boy https://www.morsmordre.net/f101-hartlake-road-18-9 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
auror
25
Półkrwi
Panna
to jest miecz
one nie mają być bezpieczne
co, jeśli się potnie?
to będzie dla niej ważna lekcja
21
10
0
0
0
2
5
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Plac Piccadilly Circus   23.04.18 23:37

Kaszel szybko ustał, domyśliła się, że nawdychała się wystarczająco dużo dymu, ale jednak nie na tyle, żeby zaraz zacząć się dusić. Jej myśli niemal natychmiast powędrowały w stronę Ministerstwa, ludzi z niego uciekających ki tych, którzy zostali – przygnieceni przez gruzy, metalowe pręty, z nogami pod ciężkimi, metalowymi konstrukcjami, które spajały niektóre elementy mechaniczne całego tego cholernego gmachu. Wstała, szybko i z sykiem wycierając ze skroni krew. Wciąż płynęła, uporczywie wpadając kroplami za szatę, kolejny raz barwiąc ją szkarłatem. Powiedziała to nic i już chciała na słaniających się nogach biec do środka, kiedy nagle poczuła niepokierowane jej wolą rwanie w okolicy pępka. Teleportacja, najwyraźniej zakłócona anomaliami, których główna siła napędzająca siała teraz spustoszenie w Ministerstwie Magii, zadziałała sama z siebie. Nie miała pojęcia, gdzie ta nagła reakcja ją wyrzuci, ani czy tym bardziej czy będzie to bezpieczne miejsce. Kiedy upadła na chodnik, zimny, stęknęła z bólem. Kolejne siniaki do kolekcji zdarzeń.
Uniosła się, szybko otworzyła oczy, rozglądając się dookoła. Fontanna. Przecież ją doskonale znała, zresztą ostatnio próbowała z Billy’m nawet okiełznać jej moc, też będącą skutkiem działania anomalii. Wzrok, gdzie przebiegał po budynkach, padł w końcu na biegnącego w jej stronę mężczyznę. Umysł podpowiadał jej, że skądś go znała. Albo nie jego, te rysy. Tak, rysy jego twarzy i sposób, w jaki mówił wydawały jej się okrutnie znajome. Był uzdrowicielem.
Gardło wciąż miała suche, ale tym razem po kilkukrotnym przełknięciu własnej śliny, udało jej się coś z siebie wydusić.
Jackie Rineheart – odpowiedziała od razu. – Pamiętam – trudno było zapomnieć o widzianych przed chwilą obrazach. Była oklumentką, ale nie na tyle potężną, żeby po takich wydarzeniach natychmiast wypierać z siebie to, co tak bardzo wstrząsało. – W Ministerstwie… tam wybuchł pożar – krzyki, wrzaski, stęki i jęki pełne bólu, sypiący się gruz. Ogień. Wszędzie, w każdym najmniejszym zakamarku ogień. – Pożoga, to było Szatańska Pożoga. Ja muszę tam wrócić, uratować… spróbować… - zaklęcie podziałało na nią jak kubeł zimnej wody wylany na rozżarzone węgła. Serce przestało tak łopotać, zszargane nerwy przestały być żywymi liniami wysokiego napięcia. Pozostały tylko wizje i ponure, pełne śmierci obrazy. Ale one miną same. Za dzień, dwa. Za rok.
Spojrzała na jego dłonie. To samo, co stało się z ojcem na ich misji w terenie. To samo, co stało się z nią kilka dni później, gdy próbowała udawać, że potrafi czarować. Sinica. Magomedycy byli tak samo narażeni teraz na czarną magię, jak aurorzy.
Mam całe mnóstwo siniaków, ale najgorsze jest chyba to – wskazała na rozcięty łuk brwiowy. – Muszę tam wrócić. Przed wyjściem z Munga, mówili coś o liczbie rannych? Martwych? Ktoś się już orientował?
Plotki, strzępy informacji, wszystko było ważne.
Kieran Rineheart. Słyszałeś o nim? Ktoś o nim mówił?
Musiała być pewna, że żył, że przetrwał ten przeklęty atak. I że nie zostawiła go na pewną śmierć. Ministerstwie niedługo upadnie, i to dosłownie, nie mogła go tam zostawić.
– Może Brendan Weasley?

| 193/214 (brak kar); rozcięty łuk brwiowy (-15, cięte), siniaki, obtłuczenia na ciele (-5, tłuczone) i (-25, psychiczne)




Pamiętaj, kiedy znów zdziczeję
odrzyj mnie z wichrów
i ugłaskaj
Powrót do góry Go down
 

Plac Piccadilly Circus

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Plac zabaw
» Opustoszały plac zabaw
» Plac przed Akademikiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18