Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Serce lasu

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Serce lasu - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime10.03.12 23:11

First topic message reminder :

Serce lasu

Poprzez chaszcze, wysokie krzewy i olbrzymie, prastare drzewa - któż ma odwagę przebrnąć ku samemu sercu lasu? Któż ma szczęście przebrnąć tak daleko?
Mimo setek dyrektorskich, policyjnych oraz prokuratorskich zakazów, nakazów, pouczeń, listów i odzewów, w okolicy wciąż znajdują się mugole, którzy w poważaniu mają owe przestrogi, spragnieni łyku adrenaliny. Przepis ostrzegający przejezdnych przed pobytem w lesie głupim nie jest; ma swoje podstawy w logice. Nikt, kto ma w głowie choć kroplę rozumu, nie odważy się zajść tak daleko: ku samemu matecznikowi, gdzie kryją się niebezpieczeństwa, jakich wielu nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić.
Olbrzymie, szerokie korony wysokich drzew kryją niebo, skutecznie blokując napływ światła, tak za dnia, jak i w nocy, pogrążając okolice w złowrogiej ciemności. Panuje tutaj niewyobrażalna wręcz cisza, a powtarzane przez leśnika legendy, traktują o straszliwych, krwiożerczych bestiach z piekła rodem; wilkach, jaszczurach, potwornie długich wężach, monstrualnie wielkich pająkach...
Równie niemądre zwiedzanie tych lasów wydaje się czarodziejom, choć trudno ukryć; jest to dobre miejsce dla mugolaków, charłaków i innych brudnej krwi, którzy poszukują schronienia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime31.07.19 15:44

|Pełnia listopada

Poprawiłem poły kurtki i postawiłem kołnierz. Pomimo iż zapuściłem się w głąb lasu gdzie gęsto rozsiane były wielgachne pinie drzew to wiatr i tak zacinał oraz podwiewał wszędzie tam gdzie tylko zdołał się wcisnąć. Deszcz lał się nieustępliwie od ponad trzech tygodni i nie inaczej było i teraz. Co jakiś czas trzaskały błyskawice bliżej lub dalej, jednak za każdym razem rozświetlając okolicę lepiej niż mdły lumos z którym przecinałem. Kryłem jego światło momentami w dłoni posiłkując się nim jedynie w razie konieczności. Nie chciałem się rzucać w oczy. Ani ludziom, ani zwierzętom. I chociaż jakaś część mnie przekonywała, że nie musiałem w tej chwili za bardzo przejmować kimkolwiek lub czymkolwiek w taką pogodę to jednak ta druga wpędzała mnie w nieprzyjemną nerwowość.
Pierwszy raz postanowiłem samemu zająć się sobą wiedząc, że nie mogę (a może nie chcąc?) przyzwyczajać się do tego, że zawsze będę mógł na kimś polegać. Nie było tych osób wiedzących o mojej przypadłości tak wiele - ledwie dwie. Obie miały swoje, bardzo angażujące życie. Nie chciałem ich narażać. Ryzykować, że któregoś razu ktoś przyłapie ich na pomaganiu niezarejestrowanemu lykanotropowi i oczekiwać, że będą to robili za każdym razem, aż do momentu kiedy to nie wyciągnę kopyt. Był to mój problem, który ściągnąłem na siebie własną głupotą i powinienem nauczyć się sobie z nim radzić w razie potrzeby. Po wylaniu litrów zapewnień, że dam sobie radę, powiedziałem Bertiemu gdzie się udaję tak na wszelki wypadek. Sam nie przewidywałem niespodzianek. W końcu ostatnie pełnie były względnie lekkie, a podczas każdej kolejnej odnosiłem coraz większe wrażenie, że jestem w stanie być w pełni świadomy podczas tego całego wilkołaczego epizodu. Miałem nadzieję, że dziś nie będzie inaczej.
Zatrzymałem się uznając, że nikt normalny w taka pogodę nie zapuściłby się tak daleko, a nie chciałem ryzykować dalszej podróży czując coraz mocniejszy, pulsujący w kościach ból. Nie tracąc dłużej czasu zrzuciłem z grzbietu torbę z której wyciągnąłem solidny łańcuch. Oplotłem nim drzewo, a potem ozdobiłem nadgarstki ciężkimi bransoletami. Klucz rzuciłem pod do torby z innymi rzeczami wiedząc, że i tak nie zrobię z niego pożytku w bezmyślnym szale szponiastymi łapskami. Potem już tylko czekałem odnajdując w przeszkadzającej mi wcześniej chłodnej ulewie teraz, kiedy moje ciało płonęło boleśnie od wewnątrz, coś kojącego.

|turlam na lykantropie bo pełnia




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Serce lasu - Page 10 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime31.07.19 15:44

The member 'Matthew Bott' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16


Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime31.08.19 1:50

Wiedziałem czego się spodziewać, jak ta przemiana będzie przebiegała i to chyba właśnie było w tym wszystkim najgorsze - to wyczekiwanie, ta wiedza. Nic nie było dzięki temu lżejsze. Wydłużające się kości trzaskały za każdym razem tak samo. Napinana do granic możliwość skóra pruła się niczym stare prześcieradło wywołując zawsze ten sam zapierający dech w piersi ból. Nigdy nie byłem na tyle świadomy w trakcie by wiedzieć czy krzyczałem, czy nie. Po prostu wszystko w pewnym momencie ustępowało otępieniu, skołataniu, a ja finalnie patrzyłem na świat z innej perspektywy. Tak było i tej noc, chociaż wydawało mi się bardziej niż kiedykolwiek, że bliżej mi było dziś do tej niebezpiecznej granicy. Ledwie zdawałem się unosić nad taflą świadomości. To jednak wystarczało by cieszyć się uwolnieniem z tych frustrujących, zaciskających się ostatnimi dniami coraz to mocniej szponów rozdrażnienia. Wypełniające mnie poczucie nieludzkiej siły było wisienką na tym torcie. Noc jednak szybko zaczęła się dłużyć. Samotne kręcenie się wokół przykutego drzewa nużyło, a to nie była kwestia dwóch-trzech godzin. Świt jeżeli nastał to zdałem sobie z tego sprawę dopiero po tym, jak ponownie wróciłem do pierwotnej postaci. Niebo wciąż było ciemne, panował szary półmrok przecinany błyskami. Śnieżna zawieja nie ustąpiła ani trochę. Szybko zacząłem się telepać. Ryzykując kilkoma zaklęciami starałem się osuszyć nieco ubrania, zwłaszcza zimowy płaszcz co mi się udało szczęśliwie bez nieprzyjemnych dla siebie konsekwencji. Grzebiąc się jak mucha w smole dźwignąłem się po kilku przeciągających się chwilach na nogi. Przez stanie w miejscu zaczynałem odczuwać pierwsze oznaki wychłodzenia. Musiałem się stad zabierać. Ruszyłem więc w drogę powrotną.
Torba z łańcuchem w tym momencie zaczęła mi ciężyć na ramieniu niczym więzienna kula przy kostce. Co jakiś czas przystawałem przy jakimś większym drzewie, by skryć się przed zawieją, odpocząć i ruszyć dalej. Na każdym takim postoju kusiła mnie wizja oparcia się o konar, ześlizgnięcia ku ziemi i zamknięcia oczu. Nie byłem może najbystrzejszy, lecz w ryzach trzymała mnie świadomość, że prawdopodobnie byłaby to moja ostatnia drzemka w życiu. Sunąłem wiec dalej starając dostać się najkrótszą drogą na obrzeża, gdzie być może potykałbym się rzadziej. Chciałem do domu. Jakiegokolwiek. Co prawda był poniedziałek i w tym momencie powinienem się wybierać do pracy, lecz to nie miało sensu. Prześpię się w domu, a potem wyślę sowę wymyślając jakieś usprawiedliwienie. Nie było to takie trudne w dobie anomalii, a co dopiero w taką pogodę.
Mając splecione na torsie ręce podparłem się barkiem o najbliższe drzewo znów dając sobie chwilę. Wzdrygałem się z chłodu. Oddychałem ciężko. Łapała mnie zadyszka. Po jebanym spacerze. Może jednak powinienem odpocząć gdzieś dłużej. tylko gdzie...? Ruiny? Podziemny korytarz...?




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 16
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime31.08.19 12:33

Niewiele pamięta z tej nocy, dłużyła się, zdawała nie mieć końca, jakby świt nie chciał już nigdy nastać. Tkwił uwięziony pewnymi okolicznościami w zabarykadowanej chatce, w której schroniła się przed światem pięcioosobowa rodzina - aż do dzisiaj nie wiedział, że to świat trzeba raczej chronić przed ich głupotą.
A wszystko z jej powodu - małego kocmołucha o oczach wielkich jak u porcelanowych lalek. Ciągle milczącego, zawsze skrytego w cieniu tęgiej kobiety, matki dziewczynki.
Miał ochotę krzyczeć, zedrzeć sobie głos w szale emocji, wyżyć się na pechowych elementach martwej natury, które akurat napatoczą mu się na drogę. Oparł rozdygotane dłonie o oparcie rozszarpanej zębami czasu kanapy, spode łba łypiąc na nich nieprzesadnie radosnym spojrzeniem i słuchając tego, co struchlałym głosem oznajmia mu kobieta.
To miało być takie proste zadanie - schronienie mugolaków w bezpiecznym miejscu, chatce skrytej w cieniu lasu, obwarowanej zaklęciami ochronnymi. Musiał pomóc im bezpiecznie dotrzeć na miejsce, wskazać drogę, zapoznać z okolicą i przekazać klucz do lokum. Tylko tyle.
Późnym popołudniem znaleźli się u progu budynku, który przez pewien czas nieznana mu zbyt dobrze familia miała traktować jak własny dom. Współdzielony z drugą rodziną, która wprowadzi się na dniach. Trzecia szykowała już swoje rzeczy.
Wieczorem najmłodsze dziecko zniknęło - a on dopiero po godzinie wydusił od reszty z nich, czemu nikt nie uznał tego za powód do niepokoju. Pluł sobie w zarysowującą się szczecinę niezgolonej brody, że w ogóle drążył ten temat. Że nie zniknął wcześniej, pozostając nieświadomym rodzinnego sekretu.
Pieprzeni idioci.
Uznali, że lepiej zataić fakt, iż ich dziecko przy świetle lunarnej pełni zamienia się w przerośniętego domowego futrzaka. Nie chciał nawet słuchać nic o zabezpieczeniach - podejrzewał, że arsenał dysponowanych przez nich środków nie byłby w stanie powstrzymać przed ucieczką puszka pigmejskiego; jemu z kolej wyczerpał się szybko repertuar bluzgów - było już za późno, żeby cokolwiek robić, poświata księżyca oprószyła drewnianą podłogę. Nie zamierzał beztrosko hasać  w pojedynkę po lesie, wypełnionym trelami wilkołaczych skowytów.
Z różdżką w dłoni usiadł, opierając się o drzwi wejściowe, i nasłuchiwał. Tylko tyle mógł w tym momencie zrobić.
Regularnie wyrywał się z okowów półsnu, gdy szelest wiatru w cieniu nocy brzmiał złowrogo; pospiesznie szukał po omacku miejsca, w którym znalazła się różdżka; gdzie potoczyła się, gdy wypadła z rozluźnionego chwytu, ledwie tylko zdarzyło mu się przymknąć ociężałe powieki.
Nie wiedział, co ma z tym wszystkim zrobić. Nie mógł nawet wysłać sowy z prośbą o pomoc, bo musiałby ją sobie najpierw upolować w odmętach lasu. A później wytresować.
Ale w końcu księżyc ukorzył się przed blaskiem słońca, on, natomiast, obcesowym tonem wyjaśnił pokrótce, co zamierza zrobić. I który obszar lasu przeszuka. Przekopie każdą jego piędź, jeśli zajdzie taka potrzeba - mimo wszystko wciąż czuł się odpowiedzialny za tę mugolaczkę. To nie jej wina, że rodzice postradali rozum, ani że obciążona została klątwą likantropii.
Była teraz gdzieś w samym sercu ponurych połaci, zlewających się w jedno, utrudniających powrót do ludzkiej rzeczywistości - całkiem sama, otoczona jedynie przez sękate tajemnice skutej lodem kniei. Nieprzychylnej ludzkiej bytności.
Ruszył, nie czekając na żadnego z nich. Nie miał pewności, ile czasu minęło, kiedy jednostajna melodia skrzypiącego pod butami śniegu została przełamana zbliżającym się w jego stronę dźwiękiem, coraz intensywniejszym, rozbudzającym nadzieję, że może wreszcie udało mu się do niej dotrzeć, że los szczęśliwie skrzyżował w końcu ich drogi.
Na rozwidleniu przeznaczenia ostatnią osobą, którą spodziewałby się tutaj znaleźć, był Bott. A jednak to na jego parszywą gębę natknął się w tych radosnych okolicznościach. - No tak, jeszcze ciebie tutaj brakowało - skrzywił się odrobinę, najpewniej miał to być uśmiech; nie dał jednak rady wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu. Zresztą, Bott sam był w takim stanie, że niewiele pewnie obchodziła go forma powitania. - W co ty się wpakowałeś? Nic ci nie jest? - wyglądał paskudnie, słaniał się na nogach, ledwie stojąc; pewnie wolałby spędzić poranek we własnym łóżku (a przynajmniej cudzym) - co się więc stało?
Potrzebował pomocy?


Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 20/35
SPRAWNOŚĆ : 30/50
Genetyka : Wilkołak

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime31.08.19 17:08

Byłem nieostrożny, nieuważny. Być może w innych okolicznościach z wyprzedzeniem zdałbym sobie sprawę z tego, że ktoś się zbliża. Usunąłbym się w cień. Mimo wszystko ostatnią rzeczą której mi brakowało to towarzystwo, a szansa na to, że te byłoby niechciane była duża. Las ostatnimi czasy przyciągał wyrzutków, a ci nie zawsze byli z kategorii tych chcących szukać ucieczki przed niesprzyjającym rządem. Byli też tacy co na nich żerowali - drobne rzezimieszki liczące na łatwy grosz. Słynny okupowany przez nich bunkier wcale nie był tak daleko. Dlatego widząc jak cudza sylwetka zagrodziła mi drogę rzuciłem w jej kierunku ostrzegawcze spojrzenie spode łba chcąc przekonać ją, że przy mnie znajdzie guza, a nie monety. Moja postawa szybko się jednak zmieniła, kiedy dosłyszałem w nieznajomym Keata. Zaskoczenie przeszło w ulgę.
- Tak właśnie myślałem i oto jestem - rzuciłem w odpowiedzi serwując mu nie mniej koślawy uśmiech okraszając go, mimo wszystko, w firmową prowokującą nutą. Wyciągnąłem ku niemu rękę po części by przypieczętować spotkanie, po części po to by znaleźć młodym wsparcia w odklejeniu się od drzewa. Mi samemu zaczynało brakować do tego silnej woli - Bratam się z naturą, kurwa - burknąłem marudnie, trochę ironicznie. Splunąłem gdzieś w bok by w kolejnej sekundzie wzdychnąć z umęczenia, kiedy to odnajdywałem pion w podtrzymujących mnie, odmrożonych stopach - Wczoraj wieczór wyteleportowało mnie z dupy z Kotła w środek lasu i jak widzisz bawię się przednio - marudny ton mnie nie odpuszczał i dopóki iskało mnie zmęczenie wątpiłem by szybko się to zmieniło. Może to i dobrze. Chciałem by moje kłamstwo wybrzmiało wiarygodniej, a zmyślona anomalia stała się przykrywką. Niby nie potrzebowałem się przed nim tłumaczyć, jednak nie do końca wygodne było to spotkanie w lesie po pełni, że razem pracowaliśmy, że nie był taki głupi, że posiadał wiedzę, że mógł połączyć jakieś fakty. Nie chciałem do tego dopuścić. Nie dlatego, że mu nie ufałem, a zwyczajnie się obawiałem tego co wtedy. Zarażeni Lykantropią byli spychani na margines marginesu, a na tym i tak już balansowałem.
- Mam nadzieję, że przed niczym nie spieprzasz Keat - łypnąłem na niego z lekkim niepokojem bo ostatnią rzeczą do jakiej miałem ochotę się zmuszać było bieganie, a to wcale nie było takie odległe jeśli młody przed kimś spieprzał, a teraz wyświadczał mi niedźwiedzią przysługę wpadając na mnie - W co się bawisz?

|Rzut na kłamstwo




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : łowię smocze cienie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I never had a chance to be soft.
I was always bloody knuckles and shards of glass.
I wanted people to be afraid of hurting me.
OPCM : 16
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Serce lasu - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Serce lasu   Serce lasu - Page 10 I_icon_minitime02.09.19 19:18

Bez słowa wyciągnął w jego stronę rękę, pozwalając mu oprzeć się na monumencie mięśni; przyjął postawę asekuracyjną, przygotowując się na ewentualne omdlenie Matta - jakkolwiek silny by nie był, nie należało tego wykluczyć, zważywszy na stan, w którym Bott aktualnie się znajdował. Bruzdy niepokoju poszatkowały jego czoło, kiedy zbliżając się do niego zauważył szczegóły wcześniej rozmywające się w chłodnym półcieniu. Każdą głęboką rysę zmęczenia, osiadłą na bladszej niż zwykle twarzy.
- Nie wiem, Bott, strzelam w ciemno, że gdyby ci coś odjebało, to mógłbyś uznać, że przebieżka po tym lesie będzie jeszcze bardziej ekscytująca, jeśli pohasasz sobie po nim w trakcie pełni - różne już rzeczy robili razem tylko po to, żeby poczuć posmak adrenaliny i uciekać przed całym goniącym ich światem w tempie tak szybkim, iż musieli walczyć o każdy oddech - od zawsze wiedzieli, że w tym szaleństwie była metoda, że żyło się dla tych chwil, kiedy całe twoje ciało krzyczało bólem, świadectwem egzystencji, koronnym świadkiem kolejnych przepisów może jeszcze nie złamanych, ale lekko nadkruszonych. Lubił ten stan, kiedy we dwójkę oznajmiali wszechświatowi, że mogą jeśli nie wszystko, to przynajmniej wiele - nie bali się sięgać zachłannie po to, czego zapragnęli.
- Wygląda na to, że ona chyba niespecjalnie chce się bratać z tobą - wtrącił z przekąsem, niby żartobliwie, ale w jego głosie pobrzmiewało przede wszystkim z trudem skrywane wyczerpanie. - Brzmi świetnie, muszę kiedyś spróbować - odmrożenia drugiego stopnia - punkt pierwszy w niezbędniku imprezowicza; sucha odpowiedź, wypluta niemal automatycznie.
Nie zdziwiło go to ani trochę, świat trawiło szaleństwo, wszystko zdawało się stać na głowie. - Ja pierdolę, kiedy to się wreszcie skończy? - nie oczekiwał odpowiedzi, pytanie stanowiło raczej ujście jego frustracji, której poziom sięgnął już niemal zenitu. Anomalie były paskudnie bolesnym wrzodem na tyłku czarodziejskiej braci i nadal nikt nie potrafił nic z nimi zrobić - ile jeszcze osób przepadnie w podobnych okolicznościach, ile z nich nie znajdzie drogi powrotnej?
Nie dopatrywał się kłamstwa w jego słowach, nie poddał ich analizie, zbyt roztargniony nadmiarem myśli, które teraz kłębiły się w głowie mężczyzny. Pewne było to, że przecież go tak tutaj nie zostawi - ale powrót do chatki wiązałby się z tym, że Matt zacząłby zadawać pytania, na które Keat nie mógł udzielić mu odpowiedzi. Rozwiązanie było więc tylko jedno. Musiał najpierw odstawić go w bezpieczne miejsce - najlepiej do rodziny, która mieszkała nieopodal lasu (to oni mieli regularnie upewniać się, czy z mugolakami wszystko w porządku). Potem będzie się martwić o krok drugi.
- Doczołgasz się jakoś do skraju lasu, a stamtąd już niedaleko do kilku osób, które powinny być w stanie pomóc - metodyczne rozwiązywanie problemu po problemie to jedyne, co przychodziło mu do głowy, choć perspektywa rozpoczęcia poszukiwań dziecka od nowa trochę go dobijała - ale co niby innego miał zrobić? - Tym razem to ja kogoś ścigam, tak dla odmiany. Choć w przeciwieństwie do ciebie raczej nie bawię się zbyt dobrze - podchody na ślepo, bez żadnych wskazówek - w samym sercu lasu naszpikowanego magicznymi stworzeniami, świetna rozrywka. Może mała też chciała się po prostu rozerwać. I przy okazji sama rozerwała wcześniej jakiegoś innego wędrowca z Kotła. - Słuchaj, wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale nie słyszałeś gdzieś po drodze czyjegoś wołania? - zawahał się chwilę, nim doprecyzował. - Krzyków dziecka?


Powrót do góry Go down
 

Serce lasu

Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20