Wydarzenia


Ekipa forum
Serce lasu
AutorWiadomość
Serce lasu [odnośnik]10.03.12 23:11
First topic message reminder :

Serce lasu

Poprzez chaszcze, wysokie krzewy i olbrzymie, prastare drzewa - któż ma odwagę przebrnąć ku samemu sercu lasu? Któż ma szczęście przebrnąć tak daleko?
Mimo setek dyrektorskich, policyjnych oraz prokuratorskich zakazów, nakazów, pouczeń, listów i odzewów, w okolicy wciąż znajdują się mugole, którzy w poważaniu mają owe przestrogi, spragnieni łyku adrenaliny. Przepis ostrzegający przejezdnych przed pobytem w lesie głupim nie jest; ma swoje podstawy w logice. Nikt, kto ma w głowie choć kroplę rozumu, nie odważy się zajść tak daleko: ku samemu matecznikowi, gdzie kryją się niebezpieczeństwa, jakich wielu nie jest w stanie sobie nawet wyobrazić.
Olbrzymie, szerokie korony wysokich drzew kryją niebo, skutecznie blokując napływ światła, tak za dnia, jak i w nocy, pogrążając okolice w złowrogiej ciemności. Panuje tutaj niewyobrażalna wręcz cisza, a powtarzane przez leśnika legendy, traktują o straszliwych, krwiożerczych bestiach z piekła rodem; wilkach, jaszczurach, potwornie długich wężach, monstrualnie wielkich pająkach...
Równie niemądre zwiedzanie tych lasów wydaje się czarodziejom, choć trudno ukryć; jest to dobre miejsce dla mugolaków, charłaków i innych brudnej krwi, którzy poszukują schronienia.

Tańce i zabawy

Waltham Forest wypełnił się gwarem, muzyką i śpiewem. W samym jego środku uczestnicy święta Brón Trogain mogą bawić się do białego rana. Każdego wieczoru gościom przygrywają grajkowie wykonując przy pomocy celtyckich instrumentów aranżacje współczesnych, rytmicznych szlagierów i choć początkowo na na miękkiej trawie, przebierają pojedyncze pary, już po północy leśny parkiet między drzewami pełen jest żądnych rozrywki czarodziejów.

Lista przebojów Kotła - dołączając do tańców współczesnych na parkiecie, jedna postać z pary może rzucić kością k15 na wybór piosenki:

1: "Incendio w moje serce"
2: "Miłość miłość w Warwickshire"
3: "Mugolskie świnie"
4: "Dziewczyna goblina"
5: "Pocałunek półwili"
6: "Ona czuje galeony"
7: "Świstoklik z napisem dom"
8: "Ministra brygada" (znane również pod tytułem "Auuuuu - Wilkołak w Londynie!")
9: "Kocham cię jak psidwak"
10: "Mniej słów, więcej magii"
11: "Rozpalmy różdżkami Anglii blask"
12: "Jesteś moim pufkiem"
13: "Skocz, krocz i kręć"
14: "Wyrwałem ją z mugolskich rąk"
15: "Niuchacza szał, zaklęć błysk"

Gry i zabawy

Przy drewnianych ławach zbytych tuż obok podestu gra się w czarodziejskiego pokera lub gargulki. Kilku śmiałków już pierwszego dnia festiwalu bliżej godzin porannych zawiesiło na jednym z drzew tablicę do darta, skrzętnie ukrywając ją zaklęciami kamuflującymi przed służbami porządkowymi. Każdy chętny może dołączyć się do zabawy.

Nieopodal ław ustawiono kilka mis ze złotymi jabłkami, które należy wyłowić za pomocą ust i zębów. Każdy gość może podjąć się próby wyłowienia jednego jabłka dziennie. Owoce są jedynie magiczne pozłacane, ale jeden - wyjątkowa nagroda - jest wykonany z prawdziwego kruszcu i zmiękczony zaklęciem w taki sposób, że do czasu wyłowienia wydaje się zwyczajnym jabłkiem.

Złote jabłka - na wyłowienie ustami złotego jabłka należy poświęcić jedną turę (post) w wątku, próby można podjąć się raz w trakcie Festiwalu Lata. Podczas wyławiania jabłka należy rzucić kością k100.

1-99 - brak efektu
100 - wyłowiłeś/aś prawdziwe złote jabłko! Możesz zalinkować post w temacie komponenty magiczne aby do Twojego ekwipunku dopisano komponent złoto; albo spieniężyć jabłko w Banku Gringotta za 100 PM (zalinkuj post w skrytce).
Każdy poziom biegłości szczęście obniża ST losowania złotego jabłka o 1 oczko (99 dla poziomu I, 98 dla poziomu II, 97 dla poziomu III).

Ciuciu-wiedźma

Żona gajowego, pasjonatka rękodzieła artystycznego, przygotowała zabawę w ciuciu-wiedźmę, w którą można zagrać każdego wczesnego wieczora przed rozpoczęciem tańców na jednym z podestów. Zasady znają wszyscy — wystarczy z zasłoniętymi oczyma uderzać kijem w pustą kukłę w kształcie trójrękiego mugola ze świńskim ogonem. W tym czasie, rozgrzewają się grajkowie, codziennie na rozpoczęcie grając nowy hit "Mugolskie Świnie", który tak opisuje anatomię niemagicznych. Czarodzieje mali i duzi z upodobaniem ustawiają się w kolejce by wyładować się na ubranej w dżinsy i flanelową koszulę kukle. Po rozwaleniu mugola, wypadają z niego owinięte w kolorowe papierki Fasolki Wszystkich Smaków. Co noc pojawia się nowy "mugol" o równie interesującej anatomii, zaprojektowany przez Elisabeth Wilkes.

Ciuciu-wiedźma - każda postać może podjąć się rzutu na sprawność (do rzutu dodaje się podwojoną sprawność), stosując się do mechaniki celowania na oślep.
W przypadku czarowania w sytuacji pozbawionej widoczności (całkowite pozbawienie zmysłu wzroku, całkowita ciemność, niewidzialny przeciwnik, który w jakiś sposób zdradza się obecnością, np. dźwiękiem kroku lub promieniem rzuconego zaklęcia) postać otrzymuje karę -80 do rzutu. Karę tę niweluje bonus przysługujący z biegłości spostrzegawczości (+30 czyli łącznie -50 za poziom II, +60 czyli łącznie -20 za poziom III, +100 czyli łącznie +20 za poziom IV).


ST 40 - kukła od razu rozpada się na kawałki, wypadają z niej Fasolki Wszystkich Smaków, których smak można losować zgodnie z mechaniką. Fasolek nie można ze sobą zabrać w kieszeniach (po drodze zjedzą je dzieci, które dojrzały zdobycz) ale na miejscu można je jeść bez ograniczeń.
ST 25 - mocny i udany cios, ST uderzenia mugola dla kolejnej postaci w wątku spada o 15
ST 15 - lekki i udany cios
poniżej 15 - cios chybiony
W kukłę można uderzać do skutku w trakcie jednego wątku, z uwzględnieniem czasu oczekiwania w kolejce.


[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Serce lasu - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Serce lasu [odnośnik]08.01.24 22:17
Te resztki godności, których trzymała się kurczliwie były zaledwie cieniem jej dawnej osobowości. Dla drugich oczu musiała wyglądać bardzo żałośnie; półnaga sylwetka odłażącej i krwawiącej skóry, spalonych włosów, łez i manicznej paniki, która wyrywała się z jej ust w powtarzanych sylabach, gdy tylko zdała sobie sprawę z tego, że uszkodzeniu - poza jej ciałem - mogła ulec też różdżka. Wszystko tylko nie różdżka.
Wzdycha z ulgą, gdy chłodne palce uzdrowicielki radzą sobie z jej własną, pokurczoną dłonią. Dotyk czyjejś niesparzonej skóry jest właściwie przyjemny, ale nie jest w stanie skupić się na nim we własnym bólu. Jej spojrzenie podąża łapczywie za różdżką, doszukując się jakichkolwiek oznak osmalenia lub pęknięcia. Nie widząc jednak nic wzdycha po raz kolejny i zaciska zęby, by powstrzymać cisnący się na usta złośliwy komentarz na widok swojej różdżki przy czyimś pasie. Równie dobrze mogłaby jej wyrwać serce albo zabrać...
W przypływie paniki unosi rękę do własnej piersi i odnajduje na niej odłamek zawieszony na srebrnym łańcuszku; jakimś cudem cały, wiecznie obecny, chłodny. Ostatnia łza spływa po jej policzku, a potem marszczy nos, próbując zamknąć te wszystkie emocje, to cierpienie, gdzieś głęboko wewnątrz siebie. Musi przeżyć, musi się dostać do miasta. Popłacze sobie później. Sama. A najlepiej wcale. Z pewnością nie będzie już panikować, kiedy zagrożenie minie, prawda?
Gdzie była Maria?
- Nie wsadzaj różdżki w zęby, co robisz... - mamrocze z nieokreśloną frustracją, bo z opóźnieniem dostrzegła co ratowniczka zrobiła z własną, żeby jej pomóc. Co to za zwyczaje... Posłusznie wyciąga jednak ręce i odwraca przedramiona do góry, by pozwolić jej ocenić zakres obrażeń. Kiedy próbuje poruszyć nogami, z jej ust wyrywa się tylko kolejne zwierzęce warknięcie. - Kurwa. - Jak boli.
Czy na pewno przeżyje taki szok? Ile już utraciła płynów z osoczem? Czy czołgając się po ziemi w jakimś pieprzonym lesie nie złapała już zakażenia? I ile tak naprawdę pozostanie jej blizn? Te wszystkie myśli kłębią się na fali bólu i chyba zaczęłaby hiperwentylować znów, gdyby nie silne zaklęcie, które na najbliższe chwile zwolniło jej procesy myślowe i otuliło myśli watą. Nawet jej serce zdawało się teraz bić wolniej. To dobrze.
- A wygląda ci na coś innego? - Odgryza się, choć ze znacznie mniejszym zapałem. Nie jest już tak zirytowana, ale niepokój i złość nadal czają się pod powierzchnią fałszywego spokoju. Wyciąga dłonie i próbuje złapać ratowniczkę za ramię, podeprzeć się na jej ręce i podnieść, ale uginają się pod nią nogi. Świetnie. Nie jest w stanie jeszcze wstać, ale instynktownie też odsuwa się spod kolejnych zaklęć ratowniczki; może to właśnie te ruchy tak kobiecie wszystko utrudniają. - Wiesz chyba, że pokrycie nieoczyszczonych ran nową skórą pozostawia brzydsze blizny? Chyba was tego jeszcze uczą? - pyta sarkastycznie. W tym momencie nie ma sił trzymać w ryzach własnej paskudnej natury, tej najprawdziwszej, najbardziej surowej. Potem może będzie tego żałować; może będzie jej wstyd. Może nie. - Oczyść je i lekko nadlecz, żeby przestały mi przez nie uciekać jony z osoczem, bo się odwodnię. I znieczul najlepiej. Rzuć potem Ferulę. Rekonstrukcję zostaw uzdrowicielom - poinformowała ją nieco spokojniej, próbując za wszelką cenę, choć ledwo, zachować profesjonalizm. Ma już na to siły. Zapomniała za to, że w spazmach bólu sama dopiero co próbowała zrobić to co Merja, schładzać i łatać oparzenia bez żadnego przygotowania pola; może to i szczęście, że jej się to nie udało.

Elvira: 130/222 (obrażenia tłuczone -30; oparzenia -38*, psychiczne -24) KARA: -20


you cannot burn away what has always been
aflame
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Uzdrowicielka, koronerka, fascynatka anatomii
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Once you cross the line,
will you be satisfied?
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +6
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
unsteady
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t12162-elvira-multon#374517 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Serce lasu [odnośnik]21.01.24 3:07
Maria, Imogen, Jim

Wróżkowy pył szumiał w głowie, coraz intensywniej rozprzestrzeniał się we krwi, przenikał wewnątrz ciała setką przedziwnych bodźców, każdy z nich był inny, choć równie intensywny, czuł chłód letniego wiatru otulającego mokrą skórę, czuł zapach pobliskiego jeziora i zapach palonych ognisk, słyszał muzykę, szczekanie psa, który do nich dołączył, dostrzegł błyszczące złoto włosów obłędnie pięknej Imogen i czuł zapach jej perfum, słyszał też śmiech Marii, tak szczery i czysty, urzekający. Myśli w narkotycznym transie krążyły szybko, nie zatrzymywały się, podążały za podstawowymi instynktami i pragnieniami, a dziś chciał zapomnienia i dobrej zabawy. Wygrał z Jimem zakład już teraz, ale półwila ruszyła za nimi a tyle wystarczyło, by oboje wiedzieli - że w rzeczywistości była to wygrana Jima. Marcel przyglądał się opuszkom drobnych dłoni Marii sunących wzdłuż łodygi kwiatu, delikatnego i przesiąkniętego tym samym typem uroku co ona. Przyjemnie patrzyło się na radosną iskrę w jej oku wywołaną drobiazgiem tak błahym, nie każdy potrafił cieszyć się małymi rzeczami, ze śmiechem obserwował lekkie ruchy ciała, gdy zawirowała w obrotach, wreszcie podążył za nią, gdy wskazała drogę. Nie planował zwiedzać Waltham, nie cieszył się wcale, że tu przyszli, ale być może mylił się i to w Weymouth tracił tylko czas. Nie zdarzyło się tam nic dobrego. Chciał zapomnieć - o ostatnich dwóch tygodniach. O każdym jednym dniu. O każdej jednej chwili. Okpi każdego, kto nazwie minione święto świętem miłości, los nie był aż tak okrutny, by drwić z nich w ten sposób. Nie doświadczyli miłości. Doświadczyli zawodu, zdrady i bólu. Samotności i odrzucenia. Złamania marzeń. Bolesnego powrotu do przeszłości. Nawet fizycznego bólu. Nienawidził się za to, co mu zrobił. Nie chciał o tym myśleć.
- Wydeptali tam trawę bardziej niż tutaj? Niemożliwe - odparł, z chochliczym uśmiechem, podchwytując klimat zdradzonej tajemnicy. Nachylił się nad nią, jakby i on chciał zdradzić jej wielki sekret, choć chyba chciał tylko znaleźć się bliżej. - Zaraz to naprawimy, nie będą się bawić lepiej od nas - zapewnił szeptem, z powagą, miał w sobie mnóstwo energii, dobrej i złej, zamierzał pozbyć się ich obu, a kolano już mu drgało do znajomej melodii, nie potrafił zbyt długo trwać w bezruchu i bez muzyki. - Lubisz jazz? Swing? Rock'n'roll? - Nie znał kroków walca, ani innych dawno niemodnych tanecznych potupajek z głównego ogniska. Kobiety przy nim wydawały się piękne, odległe i niedostępne, ale sprawiały też wrażenie zimnych, nudnych i nieszczęśliwych. - Kim chciałabyś być? - spytał, z uśmiechem ciągnąc jej słowa, choć wiedział, że nie to miała na myśli - lecz jak lepiej poznać człowieka, niż zaglądając w jego marzenia?
Dołączyli do nich, Imogen zgarnęła Marię, on poczuł szturchnięcie Jima, błyszczące spojrzenie prędko pomknęło wpierw ku niemu, potem ku obłędnie pięknemu profilowi Imogen. Zasługiwał na to. Po tych koszmarnych dwóch tygodniach. Zasługiwał. Żeby się wreszcie - tak po prostu - zabawić z dziewczyną piękniejszą od słońca. Nie myśleć o problemach, zatracić się w tańcu, nie myśleć. Nie myśleć, nie myśleć, nie myśleć. Dyskretnie kiwnął na nią głową, ze śmiechem, nie odpowiedział, nie chcąc, by nieszczere intencje dobiegły do uszu dziewcząt; wróżkowy pył w krwi dodawał pewności siebie, pobudzał ciało, rozległy się pierwsze takty kolejnej piosenki, Ona czuje galeony miało lekką skoczną melodię, w sam raz na początek. - Wisisz mi cztery dychy - rzucił na odchodne, bez kontekstu, nim zerwał się, by odebrać Marię z ramion Imogen - starał się nie patrzeć przy tym na półwilę, ale oko i tak mu uciekło - i porwać ją do tańca, szybkiego, skocznego, szalonego i pełnego bezmyślnego szaleństwa, palce prawej dłoni splotły się z jej ciasno, nie pozwoliły jej się wymknąć, lewa niekiedy umykała, obrót za obrotem, podskok za podskokiem, muzyka płynęła dymem ognisk, blaskiem nieba, rosą trawy, płynęła w białych płatkach jej wianka, w złożonych w uśmiechu ustach, w skrzących oczach, w sercu, w ciele, które zapomnieć pragnęło i wreszcie zapomniało, tu i teraz - przez kilka chwil - żyjąc tylko muzyką i radością ulotnej chwili. A świat zwolnił, wróżkowy pył zmieniał percepcję, dźwięki wydawały się intensywniejsze, hałas sąsiednich par głośniejszy, pot skroplił jego czoło, ciało pragnęło więcej, barwy tańczących w obrotach spódnic wydawały się jaskrawsze, uśmiechy szersze i bardziej szczere, zapachy intensywniejsze, spowijająca ją biel bielsza, każdy ruch wydawał się wolniejszy, nie był, w tańcu pędził, pędem płynnym, szybkim, szalonym, rytmem bębnów i lutni, rytmem skrzącego nad ogniskiem dymu.
Czy wiesz, jak to jest, Mario, naprawdę chcieć zapomnieć?


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red -
the blood of angry men

OPCM : 6 +3
UROKI : 5 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 41
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Serce lasu [odnośnik]22.01.24 21:47
Czuła na sobie spojrzenie Marcela — nie mogła go przegapić, było w końcu szczególne w sposób, którego nie potrafiła właściwie opisać. Nie ciążyło ono na niej tak mocno, jak zazwyczaj, a powód takiego stanu rzeczy, choć powinien być dość oczywisty i prozaiczny, umykał niewinności umysłu, niewystawionego na doznania, których chłopcy dzisiaj — jak i wcześniej w tym miesiącu — sobie nie żałowali. To chyba właśnie ten zmniejszony ciężar spojrzenia, nie taksujący jej ciało, jakby była zwierzęciem łownym, żyjącym tylko po to, aby stać się ofiarą silniejszego, a w pewien sposób przelotny, ale i uważny zarazem, choć skupiony tylko na fragmentach — uśmiechu, wirującej sukience, palcach przesuwających się po łodydze kwiatu — sprawiał, że nie czuła tej ogromnej krępacji, która w innym wypadku nakazałaby jej zatrzymać się w miejscu, jak po sparaliżowaniu Petrificus totalus. Zamiast tego czuła się... Naprawdę szczęśliwa. Mroczny las Waltham nie wydawał się już ponury. Sierpniowe słońce dogrzewało znad koron drzew, na kilka chwil woda jeziora stała się jaśniejsza i bardziej przejrzysta, wydeptana ziemia ścieżki niemalże sprężysta, choć niezapadająca się. A roziskrzone spojrzenie Marcela, Marcel, jakie to dumne imię, Proust też takie nosił i bohater W poszukiwaniu straconego czasu również..., zdawało się jeszcze bardziej błękitne, w swej intensywności przebijając nawet bezchmurne niebo.
Nie potrafiła przestać się uśmiechać, w szczególności gdy biegli. Czuła się dziwnie wolna, choć tak naprawdę niewiele się zmieniło. Zamiast nosić kwiecistą koronę w dłoniach, walcząc z zawahaniem przed puszczeniem jej na wodę, miała ją teraz na skroniach, kolejny dowód bohaterstwa towarzyszącego jej młodzieńca. Może to jego gest, jego otwartość dała jej tę wolność? Zepchnęła wszystkie strachy, niepewność i smutki gdzieś na bok? A może to fakt, że właściwie byli w tym wszystkim sami — poza psem Imogen, który jeszcze sam był szczenięciem, nikt ich przecież nie pilnował. Mogli więc stać się, kimkolwiek tylko chcieli. Jim, ten sam Jim, którego poznała w niespokojnych okolicznościach w domku na drzewie, właśnie miał tańczyć z jedyną osobą, której Maria kiedykolwiek zwierzyła się z problemów, które zazwyczaj pozostawiała samej sobie. Z prawdziwą księżniczką, jak z bajki. Imogen mogła z kolei wyrwać się na moment z kajdan, które nakładał jej stan, krew urodzenie.
— Naprawdę. Ale myślę, że to zorganizowana akcja — odpowiedziała mu, chcąc dalej brzmieć poważnie, lecz radość, zupełnie pierwotna i niespodziewana, zdawała się z niej niemalże wylewać; do tego stopnia, że nie była w stanie utrzymać powagi, przytknęła dłoń do ust, chcąc zagłuszyć swój chichot. Chciała mu wytłumaczyć, że widziała tamtych w tańcu. Tych, którym nigdy nie dorówna, tylko z powodu tego, kim była jej mama i że w domu nigdy im się nie przelewało. I że tamci tańczyli w tak wyśrubowanych figurach i układach, że powinni wydeptać kwadraty i linie, nie zaś cały leśny parkiet. Ale słowa pogubiły się gdzieś w drodze między myślą a ustami, gdy znalazł się bliżej niej i szeptał już poważnie, dorośle, obietnice dobrej zabawy. Dłoń osunęła się nieco z ust, teraz tylko opuszki palców dotykały dolnej wargi, gdy szaroniebieskie spojrzenie skupiło się w jego oczach, a ona sama nie potrafiła nabrać oddechu, jakby trafiona nieznanym zaklęciem. Nie cofnęła się jednak, w jej twarzy i gestach nie było strachu, mięśnie nie napięły się w obronie. Wydawała się co prawda być zawstydzona i niepewna tego, czy nie była tylko uwięziona w pięknym śnie. Czas zwolnił na kilka sekund, w uszach szumiało jej od pędzącej krwi, ciepło na policzkach rozlało się nawet na czubek nosa i uszu, ale uśmiech nie znikał z jej ust. Jeżeli to sen — niech trwa do samego końca!
— Najbardziej rock'n'roll — wydusiła z siebie wreszcie, zgodnie z prawdą. Skoczna melodia już poczynała grać, gdyby tylko mogła skupić się odrobinę na własnych myślach, a nie towarzyszącym jej młodzieńcu, pewnie wyobraziłaby sobie odpowiedni doń układ. — Ale jeżeli mnie poprowadzisz, zatańczę resztę — cała odwaga, którą zbierała skrupulatnie przez te wszystkie lata, wreszcie się na coś przydała. Słowa wypowiedziała szeptem, zbliżając się jeszcze o krok, musiała mieć pewność, że usłyszy. I nawet pąsowiejące poliki, zazwyczaj będące powodem do jeszcze większego wstydu, nie mogły jej teraz zatrzymać ni łomoczące serce. Skąd w niej taka pewność, że się uda? Że się nie zbłaźni? Akurat przy nim...? — Poetką — odwagi starczyło jeszcze na wypowiedzenie marzenia na głos. Wypowiedzenie pierwszy raz, choć myśl ta przewijała się w jej głowie od wczesnego dzieciństwa. Kochała literaturę, kochała poezję, ale we własnej głowie wydawała się być zbyt prosta i zbyt głupiutka, by kiedykolwiek stać się artystką. Dla dziewcząt takich jak Maria przeznaczona była ciężka praca, obtarte od niewygodnych butów roboczych kostki, odmawiające wyprostowania z mrozu palce dłoni, oddech gubiony pod ochronną, bawełnianą chustą, pokłute od igieł opuszki palców. Nic z elegancji pióra i czerni inkaustu. Ta k było na co dzień, ale dziś mogli być tym, kim chcieli... Kim chciał być Marcel? — A ty? — zapytała, nim Jim i Imogen dobiegli do nich, nim ich uwaga odwróciła się wreszcie od własnego towarzystwa.
Dłoń lady Travers na jej własnej talii, perfumy przywodzące na myśl bezbłędnie zapach morskiej bryzy, jej niski głos dobiegający wprost do ucha. Wraz ze wszystkimi wrażeniami, emocjami, które tak gwałtownie dopadły Marię wyłącznie przez Marcelowe towarzystwo, sprawiły, że poczuła ciepły dreszcz płynący w dół jej ciała. Jedno pytanie — głupiutkie w swej naturze — przeszło jej przez myśl, ale nie mogło przecież wybrzmieć. Nie tu i nie teraz. Czy tak dziewczę staje się kobietą? Pragnęła zadać to pytanie półwili, zapewne zada je kiedyś, w innych okolicznościach. Czuła się zupełnie lekka, pomimo wciąż odczuwanego ciężaru serca i fali gorąca.
— Naprawdę? — pytanie wymsknęło się samo, równocześnie z dotknięciem wianka, przeczesaniem włosów palcami. Póki chłopcy byli zajęci sobą, nie miała wiele czasu, ale... Chyba pierwszy raz, tak naprawdę, chciała być właśnie taka. Śliczna. A kto mógł więcej wiedzieć o pięknie niż ta, która była jego uosobieniem? Kirimvoseszeptane dziękuję w języku trytońskim było silniejsze w wyrazie, niż jakiekolwiek inne słowo w języku angielskim. Trytońskiego uczyły się wspólnie i choć Maria nie miała takiego talentu do języków, co dama, starała się ze wszystkich sił nie pozostawać w tyle. Tak, aby język ten mógł się stać ich wspólną, dziewczęcą tajemnicą.
Nie spodziewała się, że blondyn porwie ją do tańca tak prędko, choć była świadoma zakończenia jednej i początku drugiej piosenki. Nagłość wszystkiego sprawiła, że znów się zaśmiała — tym razem bez wstydu już, bo taniec przede wszystkim opierał się na zaufaniu. Pozwoliła mu spleść ich palce ze sobą, prędko wpadła w rytm, wolną dłoń układając na jego barku, aby później unieść ją w obrocie, albo przytrzymać wianek, chcący za wszelką cenę zsunąć się z jej głowy, gdy podskakiwali wspólnie. Nie dało się nie zauważyć tego, że był naprawdę dobrym tancerzem. Nie tylko pełnym energii, ale świadomym swoich ruchów, ich intensywności, którą Maria najlepiej, jak tylko umiała, starała się mu oddawać, przez brak doświadczenia gubiąc się gdzieś w niuansach póz. Wystarczyło jej teraz oglądać świat wirujący z nimi, czuć dym z ogniska (który na chwilę przypomniał jej, że Marcel powinien się ogrzać, żeby się nie przeziębić, ale to za chwilę, za dwie piosenki, albo trzy, gdy pragnienie wreszcie się o nich upomni), czuć ciepło jego dłoni, i krople z przemoczonego ciała zbierane przez wszystko dookoła, a najbardziej przez jej własną sukienkę i włosy, na których krople przez kilka chwil zatrzymywały się, podobne do maleńkich kryształków. Szczęście i zapomnienie nie były przecież aż tak wymagające, potrzebowały tylko swojej chwili.
Życie Marii Multon miało wiele momentów, które najchętniej wyrzuciłaby ze swej pamięci.
Wiesz, Marcel, tej chwili nigdy nie będę chciała zapomnieć.


Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni.
Maria Multon
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożców
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You poor thing
sweet, mourning lamb
there's nothing you can do
OPCM : 12 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 17
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t12111-maria-multon https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#360683
Re: Serce lasu [odnośnik]26.01.24 7:56
| do Elviry

Ze swoją różdżką zbyt dobrze się znają, by jej nie ufać. Wyciągała ją już z o wiele gorszych tarapatów, zawsze idealnie zgrane, nie ma więc sensu wierzyć, że przydarzy się coś złego. Merja nie komentuje słów Elviry w żaden sposób, zbyt skupiona na celu, aby się rozpraszać. Z tyłu głowy ma wciąż tych wszystkich otaczających ich ludzi, którzy czekają jeszcze na ratunek, a jakich nie chce pozostawić na pastwę losu. Nie wiadomo, czy wszyscy z oddziału dotrą tu na czas.
- Moją rolą jest sprawić, żebyś przeżyła, a nie mogła się chwalić pięknem gładkich nóg - rzuca kąśliwie, starając się nie dać ponieść zdenerwowaniu. To nie pierwszy jej dzisiejszy pacjent, którego wyciągać trzeba z tarapatów, jednak pierwszy, który stara się ją pouczać. Takich nie lubi najbardziej — idiotycznie pyskatych. - Zakładasz, że mamy dostatecznie wiele czasu, by bawić się w wypełnienie każdej, najdrobniejszej procedury. Masz pewność, że nic nam się nie osypie na głowę? - Spadający z nieba deszcz meteorytów nadal nie traci na sile. W każdej chwili mogą trafić do kolejnego, rozprzestrzeniającego się tuż obok krateru, co nie jest pocieszającą wizją. Nikomu nie życzy takiej przyszłości — sobie, ani nawet irytującej pacjentce.
- Purus - rzuca finalnie, żeby kobieta przestała zawodzić, że blizna nie wyglądać będzie tak, jak zakładała. Sięga po to zaklęcie tylko wtedy, gdy ma dostatecznie wiele czasu, by się nad nim zastanowić. Ulewa gwiazd to takich warunków nie należy. Zrzędzenie blondynki jest denerwujące, ale też wzbudza w Zabini żal. Jeśli brzydka blizna jest tym, co kobietę najbardziej martwi, przykre musi mieć ona życie. Wedle Merji są w świecie znacznie bardziej istotne sprawy, niż piękno ciała, jak choćby posiadanie wszystkich kończyn. - Cauma sanavi horribilis - pada inkantacja, która spełza się niczym. Dziś wyjątkowo trudno przychodzi jej skupienie — czy to zasługa jej dzisiejszej pacjentki. Oczywiście, że nie. Jest daleka od oceniania swoich własnych porażek przez pryzmat otoczenia. Ma wysoko postawione standardy i oczekuje od siebie stawania w pełni swych mocy. Pluje sobie w brodę z każdym zachwianym tonem głosu i każdym drżeniem nadgarstka przy wykonaniu obrotu różdżką. Irytujący pacjenci nie mają tu nic do rzeczy. Zaklęcie pada po raz kolejny, tym razem skutecznie zasklepiając ranę. Merja wypuszcza spomiędzy ust więcej powietrza, wzdychając nad trudem jednego z pokonanych etapów.
- Czy masz czucie w ciele? Czy możesz się poruszyć? - zwraca się do pacjentki, przyglądając się uważnie rozległym poparzeniom. Nie jest w stanie idealnie ocenić, jak głęboko sięgają rany. Jej zadaniem jest stwierdzić, czy w tym stanie potrafiłaby ona przenieść się do szpitala. Wolałaby zgarnąć przy jednym rzucie teleportacyjnym więcej osób, niż tylko jedną, ale do tego musi mieć pewność, że towarzysząca jej kobieta będzie w stanie wykonać te kilka kroków do sąsiedniego zawalonego drzewa, skąd dochodzą je dalsze pojękiwania.
- Zaraz… Elvira? - ściąga jasne brwi w zastanowieniu, rzucając nagle nasuwającym się na myśl imieniem. Nie poznała jej oblanej krwią i z licznymi poparzeniami, nie poznała też po nadmiernej opryskliwości i chęci przejęcia kontroli nad ratowniczką, i kierowaniem nią wedle swej woli. To barwa jej głosu, z trudem wygrzebana z otchłani umysłu, powraca wraz ze skojarzeniem imienia specyficznej koleżanki z czasów nauki w szpitalu.

| Purus - udane
Cauma sanavi horribilis - nieudane
Cauma sanavi horribilis - udane 15+(21x2) = 57

Merja Zabini
Merja Zabini
Zawód : Czarodziejskie Pogotowie Ratownicze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
hope
is the only thing
stronger than fear
OPCM : 2 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 21 +4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12125-merja-zabini https://www.morsmordre.net/t12157-penelope#374243 https://www.morsmordre.net/t12164-merja-zabini#374667 https://www.morsmordre.net/f458-city-of-london-pokatna-38-2 https://www.morsmordre.net/t12131-merja-zabini#373315
Re: Serce lasu [odnośnik]14.02.24 23:37
Rozchyliła usta z zaognionym przez ból oburzeniem, gdy Merja odezwała się do niej w sposób, w który... cóż, w który zwykle sama odzywała się do swoich pacjentów, jeszcze kiedy pracowała w szpitalu i nie musiała rozpieszczać wiernych bywalców. W błękitnym spojrzeniu, wciąż wilgotnym z powodu wdzierającego się zewsząd dymu i kosmicznego pyłu (i tylko przez nie), zabłysła zimna złość. Kąśliwe odpowiedzi cisnęły się na język same, ale działania ratowniczki raz za razem zaogniały pieczenie i szczypanie i bała się, że jeżeli dalej będzie ciągnąć tę kłótnię, to prędzej czy później załamie jej się głos. Żałośnie.
- Ja... - Kobieta właściwie miała rację, nie znajdowały się w bezpiecznym miejscu i powinny jak najszybciej opuścić las zanim spłonie cały... na samą myśl wracały do niej mdłości. Ratownicy zdawali sobie z takich rzeczy sprawę lepiej niż uzdrowiciele, ale czy to coś złego, że oczekiwała najlepszej możliwej opieki? Oczekiwała przeżycia, ale oczekiwała też... była bohaterką narodową, oczekiwała... - Pospiesz się - wycedziła tylko przez zęby, sfrustrowana i zalękniona, bo skoro powinny znaleźć się w Mungu jak najszybciej to powinny znaleźć się w Mungu jak najszybciej.
Być może Merja wzięła to sobie do serca, bo Elvira już po chwili jest zmuszona zacisnąć wściekle zęby na własnym i tak obolałym nadgarstku, by nie wydać z siebie dźwięku, który byłby cholernie zawstydzający. Sama się prosiła, wiedziała, że zaklęcia odkażające są bolesne, ale musiała podejmować racjonalne decyzje, a nie kierowane strachem. Strach nigdy jeszcze jej nie zdominował i z pewnością nie zmieni się to dzisiaj.
Nie komentuje już kilku pomniejszych błędów w gestach i zakresie zaklęć, nie dostrzega ich nawet ponad szumem we własnych uszach i połyskującymi drobinami białego światła, które zaczęły pojawiać się w polu jej widzenia bez żadnej przyczyny.
- Nie wiem jak długo jeszcze będę przytomna - mamrocze najpierw, a potem kręci głową, bo po kilku niepewnych próbach dochodzi do wniosku, że jest już w stanie poruszać nogami, mimo tego jak wściekle różowe i wrażliwe są nadal. Zbywa problem sukienki kończącej się ledwie za biodrami; ma bieliznę, więcej nie ma w tym momencie znaczenia. - Nie pozwól mi umrzeć - przypomina najpierw ochryple, coś między rozkazem a desperacką prośbą, a potem próbuje wstać, chwytając się za podporę blatu najbliższego wywróconego stolika. Ma ochotę warczeć, choć ostatecznie przełyka gorycz. Nie cierpi Munga, ale nic nie brzmi teraz lepiej niż chłodna pościel na chłodnym łóżku w chłodnej sali chorych. - Będę iść. Chyba niczego nie czuję... na razie - Zapewnia o tym być może samą siebie, bo przesunięcie dłonią po nodze nie sprawia jej niczego poza dodatkowym bólem. - Daj mi różdżkę... - zaczyna, ale urywa, gdy coś w spojrzeniu Merji się zmienia. Och, czyli ją rozpoznała. Jak źle musi wyglądać, jeżeli nie jest już charakterystyczna? Zawsze była ładniejsza od pozostałych kobiet na stażu, miała też wyrobioną opinię, chwiejną, ale miała; przecież by o niej nie zapomnieli. - Tak, Elvira Multon. - Nie zamierzała przyznawać, że sama nie pamięta jej zbyt dobrze. - Pomóż mi dotrzeć do Munga - zarządziła.

Elvira: 168/222 (obrażenia tłuczone -30, psychiczne -24) KARA: -10
[bylobrzydkobedzieladnie]


you cannot burn away what has always been
aflame
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Uzdrowicielka, koronerka, fascynatka anatomii
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Once you cross the line,
will you be satisfied?
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +6
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
unsteady
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t12162-elvira-multon#374517 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Serce lasu [odnośnik]18.02.24 10:48
Odbieranie pacjentom argumentów jest jedną z ulubionych rozrywek Merji, nie z czystej złośliwości, ani przez wzgląd na chęć urozmaicenia sobie dyżuru. Lubi za to mieć wolną przestrzeń, aby zająć się pacjentem w pełni, mogąc skupić się na działaniu. Woli być uważną oraz czujną, mieć wszystko dopięte na ostatni guzik, nawet jeśli cały wszechświat krzyczy wokoło, że będzie inaczej. To jak zabawa z przewrotnym losem, wyścig ze śmiercią, szaleńcza pogoń za życiem, siłą z paszczy otchłani wydzierane dodatkowe chwile istnienia.
Ponaglenie przyjmuje ze spokojem, puszcza je gdzieś mimo uszu i ignoruje natrętność pacjentki, nie traktując jej słów personalnie. Gdyby miała przejmować się wszystkim, co pada z ust ludzi, już dawno zamknęłaby się w sobie i odeszła ze służby. Człowiek w kryzysie potrafi rzucić wiele gorzkich słów, wygrzebanych prosto z najczarniejszych kręgów umysłu. Czy przemawia przez nich wtedy ich prawdziwa natura, a może to tylko ekspresja związana z nienawiścią względem własnego pecha (bądź głupoty), która musi znaleźć gdzieś ujście? Zabini woli skłaniać się ku temu drugiemu, bo nie doszukuje się w ludziach prawdziwej złośliwości.
- Nie umrzesz - kwituje krótko, tym samym ucinając wszelką dyskusję, ale nie pogrąża się w irytacji. Jeszcze nie. Ponaglenie traktuje zaś osobiście, bo kobieta ma rację. Nie mogą spędzić tu zbyt wiele czasu, nikt nie wie, kiedy w ich stronę polecą kolejne odłamki.
- Jeszcze jedno - mruczy pod nosem, oceniając po ruchu kobiety, że oparzenia nie są jedynym, co jej dolega. Ograniczone ruchy, grymas na twarzy pod naciskiem bólu. Przesuwa dłonią ponad jej ciałem, dochodząc do wniosku, że najlepsze, co mogłaby pacjentce zaproponować, to ułożenie się w wygodnym miejscu i obłożenie meridianami. Nie wspomina jednak o tym na głos, nie każdemu alternatywne sposoby leczenia przypadają do gustu, zwłaszcza profesjonalnym uzdrowicielom. - Arcorecte maxima - pada kolejna inkantacja z wymierzoną w Elvirę różdżką. Musi zadbać o jej mobilność, aby do Munga dotarła w jednym kawałku. Nie ma pewności, czy zostało udowodnione, że magia teleportacji dodatkowo osłabia osoby z uszczerbkiem na zdrowiu, ale woli nie ryzykować.
- Elvira Multon - powtarza zaraz za nią, jakby rzeczywiście coś w otchłani pamięci kliknęło. Nie pamięta dobrze koleżanki z kursu, zresztą miały tylko kilka łączonych ze sobą zajęć i to starsza przebijała się na tle innych swoją ambicją i specyficznym nastawieniem. Chyba nie miały nigdy okazji, aby ze sobą pomówić, o bliższym poznaniu nie wspominając. Oddaje czarownicy różdżkę, kiedy ta się o nią upomina. Odzyskała władanie w dłoniach, porusza się nieco sprawniej, jak na panujące warunki.
- Daj mi moment - mówi jeszcze i powoli podnosi się z ziemi, uważając przy tym, czy nie leci coś w jej kierunku. - Czy jest tu ktoś? - woła w przestrzeń, rozglądając się wokół. Złośliwość żywiołu przywiała tu prawdziwy kataklizm. Wszędzie leżały pokryte warstwą krwi i ziemi ciała. Podchodzi do kilku z nich, sprawdzając tętno. Wszędzie odpowiada jej cisza.

| Arcorecte maxima - 5+2L = 24
Merja Zabini
Merja Zabini
Zawód : Czarodziejskie Pogotowie Ratownicze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowa
hope
is the only thing
stronger than fear
OPCM : 2 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 21 +4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12125-merja-zabini https://www.morsmordre.net/t12157-penelope#374243 https://www.morsmordre.net/t12164-merja-zabini#374667 https://www.morsmordre.net/f458-city-of-london-pokatna-38-2 https://www.morsmordre.net/t12131-merja-zabini#373315

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Serce lasu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach