Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna ulica - Page 11 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime02.05.15 13:10

First topic message reminder :

Boczna ulica

Jedna z wielu bocznych uliczek Londynu, mniej zatłoczona, cichsza, otoczona raczej budynkami i kamienicami mieszkalnymi, niż sklepikami i restauracjami. Wzdłuż chodnika piętrzy się rząd przepięknych latarni, rozświetlających nocą gęste mroki nieprzeniknionej londyńskiej mgły. Raz na jakiś czas przejedzie mugolski samochód, kiedy indziej drogę przebiegnie dziecko. Wysoka zabudowa uniemożliwia rozpoznanie jakichkolwiek orientacyjnych punktów miasta w oddali, nie da się dostrzec stąd Big Bena. Łatwo się zgubić, jeśli nie zda się dobrze miasta.  


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jamie McKinnon
Jamie McKinnon

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime16.09.19 0:45

| 04.02?

Nadal była świeżym nabytkiem w gronie sojuszników Zakonu. Nie zdążyła jeszcze się zbyt mocno wykazać, nie znała też wszystkich członków organizacji ani innych ważnych informacji, jednak cierpliwie czekała na moment, kiedy Zakonnicy postanowią jej zaufać i zaangażować ją w swoją działalność. W tak trudnych czasach pewien dystans i ostrożność był czymś normalnym i na zaufanie należało sobie zapracować. Choć zawsze była trochę w gorącej wodzie kąpana, rozumiała to. Zaoferowała jednak pomoc w misjach, gdyby było jakieś zadanie, do którego jej umiejętności mogą się przydać. Niestety nie miała żadnych szczególnych talentów poza zwinnością, bystrym okiem i umiejętnością gry w quidditcha. I metamorfomagią. Zamierzała to jednak zmienić, podszkolić się w obronie i urokach, by lepiej pomóc towarzyszom i stać się dla nich użytecznym sojusznikiem.
I tak okazano jej sporo zaufania, skoro powiedziano jej o Oazie, gdzie ukrywano czarodziejów ściganych i gnębionych przez obecny ład. Zgodziła się pomóc w zorganizowaniu transportu i dostarczeniu tam niezbędnych rzeczy, takich jak ingrediencje, medykamenty i inne najpotrzebniejsze przedmioty, dzięki którym ukrywający się czarodzieje mogliby w miarę normalnie funkcjonować. Często w końcu porzucali swoje dotychczasowe życie, nie zdążywszy zabrać ze sobą zbyt wielu rzeczy.
Nie zdziwiło jej ani trochę, że do Zakonu należała Poppy. Jakby się dobrze zastanowić, młoda i zdolna uzdrowicielka o wielkim sercu bardzo pasowała do idei niesienia pomocy ponad podziałami. Umówiły się niedaleko miejsca, z którego miały odebrać skrzynie ze składnikami. Żeby Poppy mogła ją rozpoznać Jamie nie metamorfowała się mocno. Przed aportowaniem się w Londynie zmieniła jedynie długość i kolor włosów. Nie były już krótkie, czarne i postrzępione, a ciemnoblond, lekko falowane i sięgające do połowy pleców. Spięła je w koński ogon, by nie przeszkadzały, gdy będzie trzeba wsiąść na miotłę i latać. Może to wystarczy, by zamaskować swoją tożsamość na tyle, by nikt na pierwszy rzut oka nie rozpoznał w niej zawodniczki Harpii, zresztą z racji swojego krótkiego stażu w Zakonie nie wiedziała jeszcze, jak bardzo niebezpieczne potrafiły bywać misje. Gdyby wiedziała, na pewno zamaskowałaby się dużo staranniej, jednak z racji wyjątkowo mroźnej aury i tak miała na sobie długi płaszcz z kapturem.
Gdy ujrzała uzdrowicielką, podeszła do niej.
- To ja – mruknęła, wiedząc że wystający spod kaptura jasny koński ogon mógł być mylący, jednak uderzająco zielone oczy były te same co zawsze, podobnie jak twarz i wysoki wzrost. – Więc co robimy? W czym mogę ci pomóc? – zapytała; Poppy, jako już doświadczona Zakonniczka, na pewno wiedziała więcej. Jamie zdradzono tylko tyle co niezbędne; miała pomóc w przetransportowaniu pozyskanych dziś rzeczy do Oazy. – Jeśli nie będzie tego dużo można się z tym teleportować lub podczepić do mioteł od spodu. Albo masz może jakąś zaczarowaną torbę lub coś w tym rodzaju? Lub świstoklik mogący nas przenieść ze wszystkim? – spytała. Nie miała jednak pojęcia, ile mogło być pakunków. Nigdy wcześniej nie uczestniczyła w czymś podobnym, ale może Poppy tak.
Ruszyły w stronę apteki, z której miały odebrać pakunki z ingrediencjami, z których później w Oazie zakonowi alchemicy i uzdrowiciele na pewno zrobią użytek.

| korzystam z opcji metamorfomagii - Rzut zbędny: Zmiana kształtu jednej konkretnej części ciała w inną (np. zmiana koloru włosów, kształtu nosa).








Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
Poppy Pomfrey

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime06.10.19 22:15

Trudno było się jej pozbierać po wieściach o śmierci profesor Bagshot. Właściwie wciąż tego nie zrobiła. Traciła w swoim życiu niemal wszystkich, na których jej zależało. We wczesnym wieku straciła rodziców, później Charlesa, w wojnie, która się rozpętała przyjaciół, a teraz... Mentorkę, autorytet, skarbnicę wiedzy. Trudno powiedzieć, aby były blisko, czy łączyły je wyjątkowe więzi, przynajmniej ze strony pani profesor, lecz dla panny Pomfrey była kimś naprawdę niesamowitym. Od nikogo tyle się nie nauczyła zarówno jako człowiek, jak i alchemik, uzdrowiciel, badacz, pod niczyimi skrzydłami nie rozkwitła tak bardzo - lata nauki podczas uzdrowicielskiego kursu nie nauczyły Poppy tyle, co czas spędzony z badaczką historii magii. Oddała życie, by dzieci przeżyły - czyż nie było większego bohaterstwa niż poświęcenie samej siebie dla innych? Profesor Bagshot była dobrą i złotą kobietą. Najszlachetniejszą jaką znała. Dlatego jej strata bolała uzdrowicielkę tak bardzo, że nie potrafiła ująć tego w słowa.
Minął miesiąc, Poppy wciąż nie przebolała tej żałoby, wylała już morze łez, lecz nie tkwiła w miejscu bezczynnie. Położenie kresu anomaliom było zwycięstwem, ale bitwy, nie całej wojny. Grindelwald to nie był ich jedyny wróg, pojawił się inny, równie potężny, który w krótkim czasie zagarnął dla siebie Ministerstwo Magii i wiele innych instytucji. Lord Voldemort ukrywał się w cieniu, lecz to za jego sprawą Cronus Malfoy i jego rząd zaczęli nękać czarodziejów i czarownice mugolskiego pochodzenia, zwolenników rebelii Harolda Longbottoma. Znaleźli się w niebezpieczeństwie, ale mieli dla nich bezpiecznie schronienie. Na wyspie, na której dotąd więziono najgroźniejszych przestępców, dzięki potędze białej magii powstała oaza, bezpieczna przystań dla wszystkich, którzy potrzebowali ochrony. Do wioski, nieustannie rozbudowywanej dzięki Longbottomowi, wciąż przybywali nowi mieszkańcy. Na razie nie było tam wiele, wioska nie była samowystarczalna, zapasy musieli sprowadzać z zewnątrz wszelkimi dostępnymi sposobami. Pozyskiwanie ingrediencji i zaopatrywanie oazy w mikstury lecznicze powierzono pannie Pomfrey; miała koordynować transporty, składać zamówienia i odbierać je, dbając przy tym o bezpieczeństwo - swoje i towarów.
Na początku lutego, z jednej z aptek na ulicy Pokątnej, miała odebrać od zaufanego aptekarza duże zamówienie składników na eliksiry lecznicze. Były więc bardzo cenne, nie mogli ich stracić, nie dysponowali nieograniczonymi środkami pieniężnymi, Poppy była pewna, że sama sobie nie poradzi. Poprosiła więc o pomoc. Przydzielono do tego zadania pannę McKinnon, którą znała już od dłuższego czasu, choć dopiero niedawno łączył je także Zakon Feniksa. Była ciekawa, czy Jamie wiedziała, że to Poppy zdradziła sekret istnienia Zakonu jej starszemu bratu - ale to nie był czas, ani miejsce, by o tym rozmawiać.
Pojawiła się na Pokątnej o umówionej godzinie w zwykłej, brązowej sukience i granatowym płaszczu, włosy miała spięte nad karkiem, wyglądała zwyczajnie i nie przykuwała uwagi. Uważnie wypatrywała Jamie, nie rozpoznając jej od razu przez zmieniony kolor włosów, nie mogła sobie przypomnieć, czy już wcześniej wiedziała, że dziewczyna jest metamorfomagiem.
- Och, to ty. Dzień dobry - westchnęła z ulgą, zbliżając się do sojuszniczki. Rozejrzała się wkoło, by mieć pewność, że nikt podejrzany blisko się nie kręci i jej słowa nie wpadną w niepowołane uszy. - Musimy odebrać składniki na eliksiry od zaufanego aptekarza. Będzie ich bardzo dużo, nie poradzę sobie raczej z teleportacją, nie uniosę tyle. Przyczepienie ich do miotły... To niezły pomysł. Jeśli pan Spinnet użyczy mi swojej, to i mogłabym polecieć... - zastanowiła się cicho. Potrafiła latać, na pewno nie tak dobrze jak graczka quidditcha, właściwie to nawet nie w połowie tak dobrze, ale była pewna, że utrzyma się na miotle i nie runie w dól razem ze skrzynkami. Nie szalała już tak gwałtowna śnieżyca.
- Ile taka miotła jest w stanie unieść? - zapytała, zamartwiając się, czy uda im się wszystko bezpiecznie przetransportować. Ruszyła za Jamie w stronę głównego wejścia do apteki.





Wcale się nie boję,
że mnie podepczą. Podeptana trawa
staje się ścieżką.


Powrót do góry Go down
Jamie McKinnon
Jamie McKinnon

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime06.10.19 23:14

Jamie też doświadczyła swojej straty, kiedy przez pożar ministerstwa zginął jej ojciec. Wiedziała, jak to jest utracić kogoś ważnego i bliskiego, ale paradoksalnie to właśnie to wydarzenie pchnęło ją ku temu, by próbować coś zrobić i nie myśleć tylko o quidditchu i dobrej zabawie. To, że dzisiaj znajdowała się właśnie tutaj, a nie gdzieś indziej, było właśnie rezultatem tego, że zaczęła szukać innej ścieżki i ktoś wspaniałomyślnie jej ją pokazał, czyniąc ją sojuszniczką Zakonu Feniksa.
Chciała pomagać. Wiedziała, że nawet drobne gesty są bardzo znaczące. Jakakolwiek pomoc, którą można było okazać tym, którzy byli pokrzywdzeni. Nawet niby proste dostarczenie odpowiedniego zaopatrzenia było czymś, co mogło polepszyć życie tych, którzy musieli uciekać ze swoich domów, by nie ucierpieć. Dawna Jamie pewnie kręciłaby nosem na tak nudne zadanie, ale obecnie przyjmowała to wszystko z pokorą, świadoma tego, że musi się wykazać i że każda pomoc jest ważna. Nie tylko samo zbawianie świata i ratowanie tych ludzi, ale też dbanie o to, by mogli jako tako funkcjonować w bezpiecznym schronieniu przygotowanym dla nich przez Zakon.
Dlatego też Jamie przygotowała się do misji na miarę swoich możliwości, a także przezornie zmieniła kolor i długość włosów. Nie chciała metamorfować się całkiem, by Poppy była w stanie ją rozpoznać, kiedy już przybędzie. Panna McKinnon, choć była córką alchemiczki, nie znała się zbytnio na eliksirach i składnikach, jej wiedza była podstawowa, ale to Poppy zajmowała się takimi kwestiami, ona miała zatroszczyć się o to, by dało się to bezpiecznie przetransportować.
Dobrze, że w ogóle byli ludzie, którzy chcieli pomagać mimo ryzyka, które to ze sobą niosło. Dlatego nie mogły przyciągnąć zbyt wiele uwagi, by nikt niepożądany nie zainteresował się uczynnym aptekarzem. Nie chciały by spotkały go jakieś problemy. Przywitała się z uzdrowicielką, posyłając jej uśmiech; była pełna zapału do swojej pierwszej misji.
Wysłuchała słów Poppy.
- Możemy spróbować to przyczepić, tylko musiałybyśmy to dobrze obwiązać, by nic nie wypadło. I zadbać o odpowiednie mocowanie do miotły. Jeśli nie będziemy lecieć bardzo szybko, jesteśmy w stanie to dostarczyć na miejsce, choć oczywiście potrwa to dłużej niż teleportacja. Zawsze też możemy brać po trochę i wracać tu kilka razy, jeśli jednak wolałabyś nie latać na taką odległość – zastanowiła się; mówiła cicho, bo choć w pobliżu było pusto to nigdy nie wiadomo. Mogłyby to brać w mniejszych ilościach, teleportować się najbliżej terenów Zakazanego Lasu jak się dało, i później stamtąd zabrać wszystko do Oazy. Ale przy teleportacji i tak było ryzyko, że coś się zniszczy lub zgubi. Eliksiry i ingrediencje były delikatne. – W każdym razie przydałyby się jakieś paski lub liny, żeby te pakunki odpowiednio podczepić do miotły i zapewnić im podparcie.
Miała przy sobie miotłę, jeśli Poppy pożyczyłaby skądś drugą dla siebie, mogłyby lecieć razem.
Dotarły do apteki, gdzie właściciel i jego dzieci przekazali im pakunki. Było tego sporo.
- Nie jestem pewna, jak my się z tym zabierzemy za jednym razem... – zastanowiła się, przyglądając się paczkom. Musiały mądrze je podzielić i przymocować. Jamie poprosiła aptekarza, by użyczył im czegokolwiek, czym można podczepić paczki do mioteł. Była silna, więc też pomagała w noszeniu tych cięższych pudeł, jednocześnie kombinując nad ich dobrym ułożeniem i połączeniem. Miotły nie były ogromne i nie miały nieograniczonego udźwigu, choć na szczęście obie czarownice nie były bardzo ciężkie.
Akurat wyniosła ze sklepiku ostatnie pudło, kiedy usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Odruchowo spięła się, wpatrując się w tamtym kierunku. Obawiała się potencjalnych kłopotów, które mogłyby utrudnić bezpieczne zabranie stąd pakunków.








Powrót do góry Go down
Poppy Pomfrey
Poppy Pomfrey

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
https://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 https://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 https://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 https://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 https://www.morsmordre.net/t4787-skrytka-bankowa-nr-1224#102337 https://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
Zawód : pielęgniarka w Hogwarcie
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
 Rozważna i romantyczna

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime12.10.19 17:02

- Brać po trochę i wracać tu kilka razy? Do Szkocji? - spytała z niedowierzaniem, czy aby na pewno dobrze zrozumiała co Jamie miała na myśli. Potrząsnęła głową, to nie wchodziło w grę. - Nie, to bez sensu, Hogwart jest za daleko stąd, zajęłoby to nam bez mała ze dwa dni... - odpowiedziała stanowczym tonem. Nie miały na to czasu, nie było takiej możliwości, aby to wykonać. Ani Poppy nie była fizycznie tego dokonać, jej kondycja fizyczna pozostawiała wiele do życzenia, nie dałaby sobie rady przy takich dalekich i wyczerpujących podróżach pod rząd, ani aptekarz nie wyraziłby zgody, aby załatwiły to w ten sposób. Ich ciągła obecność i wynoszenie pakunków wzbudziłyby podejrzenia i przyciągnęły niepotrzebną uwagę, a to było ostatnim, czego potrzebowały. - Musimy to w jakiś sposób dobrze przymocować - postanowiła ostatecznie. W aptece z pewnością znajdą się materiały, które będą mogły wykorzystać jako liny. - W ostateczności może uda nam się to wszystko przelewitować przed nami... - mruknęła, a w jej głosie wyraźnie rozbrzmiały wątpliwości; obie mogły rzucić czar Wingardium Leviosa, ale co jeśli po drodze warunki pogodowe przerwą działanie zaklęcia i pakunki runą w dół? Jeśli się zniszczą, stracą cenne materiały i pieniądze przekazane przez bardziej majętnych Zakonników na rzecz Oazy. Pomyślała, że ewentualnie mogłyby też teleportować się na zmianę z pojedynczymi pakunkami, ale to też nie był najlepszy pomysł - na terenie Hogwartu nie można było się teleportować, a pozostawienie ich bez opieki gdzieś w Hogdmeade było wykluczone. Okazja czyniła złodzieja. Jamie mogłaby pozostać na straży, ale wtedy Poppy na Pokątnej zostałaby sama... Wszystkie opcje miały swoje minusy. Najbezpieczniejszą wydawała się wspólna podróż na miotłach do Szkocji z pakunkami przytwierdzonymi do mioteł. Z podjęciem ostatecznej decyzji jeszcze się wstrzymała. Nie wiedziały jak dużo ingrediencji przygotował pan Spinnet. Poppy ruszyła w stronę głównego wejścia do apteki, spokojna o to, czy go zastanie. Wcześniej kontaktowała się z nim listownie i umówiła na konkretną godzinę, Obiecał, że o tej porze będzie oczekiwał na nie sam, że odprawi innych pracowników. Cichy dzwoneczek oznajmił ich przybycie, kiedy uzdrowicielka pchnęła drzwi.
- Panno Pomfrey! - przywitał ją od razu męski, przyjazny głos należący do czarodzieja w średnim wieku, niskiego i przysadzistego, z serdecznością wypisaną na twarzy.
- Panie Spinnet... Wszystko mam nadzieję, że zdrowie dopisuje? Co u żony? - zapytała z troską. Nie mieli wiele czasu, ale to nie wykluczało poświęcenie chwili na drobne uprzejmości. O to, czy u niego i rodziny w porządku nie pytała - w takich czssach nikt nie miał się w porządku.
Aptekarz odwzajemnił ciepły uśmiech Poppy.
- Tak, wszyscy zdrowi, choć ostatnio mamy problem z bahankami... Żona dostaje szału, nie może sobie poradzić... - odpowiedział, rozkładając przy tym bezradnie ręce.
- W Czarownicy napisali chyba o tej pladze i jak sobie z nimi poradzić - zastanowiła się uzdrowicielka. Dałaby sobie rękę uciąć, że czytała o tym ostatnio.
- No nic. Wszystko jest na zapleczu. Chodźcie ze mną, pomożecie mi to wynieść.
Czarodziej gestem lewej ręki zaprosił ich, aby poszły za nim na niewielkie zaplecze, gdzie czekały już na nie drewniane skrzynie pełne słojów i pudełek z cennymi ingrediencjami. Wzięcie tego w ręce i teleportacja stanowczo odpadały: Poppy nie udźwignęłaby tak dużego ciężaru. Zaklęciami przenieśli skrzynie za aptekę, opuścili ją tylnym wyjściem.
Stukot obcasów zwrócił uwagę Poppy, która odwróciła się nie mniej spięta, co Jamie, ale ujrzała jedynie zbliżającą się czarownicę w śliwkowej tiarze na głowie, a przed nią biegła dwójka dzieci. Chłopiec i dziewczynka, nie mający więcej niż dziesięć i sześć lat.
- Julio! Nie spodziewałem się was tak wcześnie - zawołał zdziwiony Spinnet, wychodząc żonie na powitanie i odbierając od niej wiklinowy kosz ciężki od zakupów. Czarownica zażartowała z niego, poprawiając kołnierzyk koszuli, wspominając o zakupach u madame Maklin na które z jakiejś przyczyny ją wysłał.
Poppy odchrząknęła cicho, zwracając na siebie uwagę mężczyzny, gdy cała czwórka do nich podeszła.
- Nie chciałabym zawracać panu głowy, ale czy byłby pan tak uprzejmy i użyczył mi miotły? Nie spodziewałyśmy się, że będzie tego tak wiele... Zwrócę ją panu jeszcze dzisiaj. Miałby pan liny? Przywiązałybyśmy to wszystko do mioteł i... - poprosiła aptekarza uzdrowicielka, wyraźnie zakłopotana, ale chciała zniknąć z bocznej uliczki jak najszybciej, by nie sprawić problemu ani sobie, ani Spinnetowi.
- Ależ nie ma problemu, panno Pomfrey! - zawołał mężczyzna, opuszczając ich, by wrócić na zaplecze. Nie było go zaledwie kilka chwil, podczas których Poppy pozwoliła sobie zapytać panią Spinnet o zdrowie dzieci, a gdy wrócił pomógł im przymocować pakunki do mioteł.
- Nawet pan nie wie jak jestem panu wdzięczna... - zaczęła Poppy, uśmiechając się ciepło, ale nie zdołała do kończyć, bo...
Koło jej głowy świsnęła butelka, a nieopodal rozbrzmiał szyderczy śmiech brzmiący bardziej jak rechot.[/i]





Wcale się nie boję,
że mnie podepczą. Podeptana trawa
staje się ścieżką.


Powrót do góry Go down
Jamie McKinnon
Jamie McKinnon

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7499-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/t7507-listy-do-j https://www.morsmordre.net/t7506-jamie-mckinnon https://www.morsmordre.net/f285-dolina-godryka-popielniczka https://www.morsmordre.net/t7514-skrytka-bankowa-nr-1818 https://www.morsmordre.net/t7508-jamie-mckinnon
Zawód : ścigająca Harpii
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie działa, pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Boczna ulica - Page 11 Empty
PisanieTemat: Re: Boczna ulica   Boczna ulica - Page 11 I_icon_minitime12.10.19 23:00

Przetransportowanie takiej ilości rzeczy nie było łatwe. Jamie nigdy tego nie robiła, bo nie zajmowała się handlem ingrediencjami, więc nie była obeznana z technikami ich transportu. To była też jej pierwsza misja, a że jej wiedza o Zakonie była niewielka, nie wiedziała, czy Poppy i inni robili coś takiego wcześniej. Chciała jednak się wykazać i pomóc organizacji jak najlepiej, dlatego zamierzała zadbać o to, by cenne produkty nie uległy zniszczeniu.
- Więc musimy zabrać się za jednym razem – rzekła. – Nie, to za daleko i za wysoko, by lewitować to Wingardium leviosa, poza tym będziemy lecieć zbyt szybko, a przemieszczanie tym zaklęciem szybkie nie jest, poza tym w locie trudno podtrzymywać ciągłe zaklęcie. Musimy to przywiązać do spodów mioteł, tylko dobrze, żeby nic nie spadło.
To było daleko, a więc wyzwanie było spore i trudno było sobie pomóc zaklęciem, które musiałyby nieustannie podtrzymywać, co w locie było bardzo trudne nawet dla osób dobrze latających. Jamie potrafiła latać, ale nie była pewna jak z miotłą radzi sobie uzdrowicielka. Dla Poppy latanie na dalekie odległości pewnie było bardziej wykańczające niż dla Jamie, która często godzinami trenowała na boisku do quidditcha w różnych, nie zawsze sprzyjających warunkach pogodowych. Miała też więcej siły i lepszą kondycję.
Za uzdrowicielką weszła do apteki. Nie wtrącała się w rozmowę kobiety z aptekarzem; ta dwójka najwyraźniej się znała, Jamie tu była głównie do pomocy, gotowa zaoferować siłę swoich mięśni oraz umiejętności miotlarskie. Na zapleczu czekały na nie skrzynie. Jamie była dość silna, by przenosić pakunki własnymi rękami, dla niej nie były tak ciężkie jak dla drobnej, kruchej Poppy. Były to zapewnie głównie zioła, ale też słoiki ze składnikami zwierzęcymi. Nie widziała dokładnie, bo były w paczkach. Wynosiły je na tyły, nie mogły wyjść z tym od frontu, gdzie mogłoby to przyciągnąć uwagę. Aptekarz i jego dzieci uczynnie im pomagali, nawet tak młodzi czarodzieje chcieli w jakikolwiek sposób pomóc, nawet jeśli miało to być tylko przeniesienie kilku mieszków.
Jamie poprosiła jeszcze aptekarza o jakieś liny, siatki lub cokolwiek, co mogłoby pomóc w przymocowaniu paczek do mioteł. Powinien mieć takie rzeczy, przynajmniej tak sobie wyobrażała, że paczki dostarczano mu w jakiś sposób zabezpieczone do transportu. Na zapleczu znalazło się coś w rodzaju sieci zaplecionej z cienkich linek; Jamie wzięła ją i ułożyła na niej część paczek, całość obwiązała sznurem, korzystając ze zręczności swoich dłoni, i zabrała się za przytraczanie tego do swojej miotły w więcej niż jednym miejscu, by lina się nie przerwała. Starała się układać pakunki tak, by ciężar był rozłożony równomiernie i podczas lotu nie doszło do niebezpiecznego przechyłu miotły w jedną stronę. W taki sam sposób przygotowała partię paczek, która miała zostać przyczepiona do miotły Poppy, wypożyczonej przez uzdrowicielkę od aptekarza.
Ledwie skończyła wykonywać ostatnie wiązania, zabezpieczając pakunek najlepiej jak umiała przed zsunięciem się, rozerwaniem lub przechyłem mogącym zagrozić zarówno uzdrowicielce, jak i ładunkowi, zdała sobie sprawę, że w uliczce na tyłach apteki pojawił się jeszcze ktoś, i to ktoś zdecydowanie niepowołany. Odwróciła się w tamtą stronę, mając nadzieję, że to tylko przypadkowi intruzi, których uda się spławić. Miała nadzieję, że to nikt powiązany z obecną władzą, kto mógłby im realnie zagrozić. W powietrzu świsnęła butelka, uderzając w ścianę blisko Poppy i krusząc się z trzaskiem, a ziemię zasypały odłamki szkła. Kilku sięgało po różdżki, co upewniło Jamie w tym, że byli to czarodzieje. Pijani, a co za tym szło, mogli być zaczepni i niebezpieczni. Czy byli powiązani z ich wrogami? Nie wiadomo, ale nie można było tego wykluczyć. Mogli być zwykłymi opryszkami i złodziejaszkami, którzy zwęszyli okazję, by okraść dwie czarownice i zarobić na kolejne butelki alkoholu, ale mogli też mieć powiązania z rycerzami lub ludźmi Malfoya. Wszystko było możliwe.
Jamie zdawała sobie sprawę, że pojedynek byłby wysoce niewskazany, bo rykoszetem mógłby oberwać aptekarz i jego dzieci, wciąż obecni w uliczce, stojący blisko drzwi do apteki, ale nadal znajdujący się w zasięgu potencjalnego zagrożenia. Jamie nie chciała ryzykować, że którekolwiek z nich ucierpi, mężczyźni mogli w końcu znać czarną magię lub inne paskudne czary. Poppy, choć była znakomitą uzdrowicielką, prawdopodobnie nie znała się na pojedynkach, co znaczyło że McKinnon byłaby sama przeciwko paru drabom o nieznanych umiejętnościach.
- Weź ich i uciekajcie. Postaram się jakoś ich zatrzymać, by kupić wam trochę czasu – szepnęła szybko do stojącej obok Poppy, wiedząc, że inteligentna uzdrowicielka sobie poradzi. Potem hardo spojrzała na nadchodzących mężczyzn, którzy byli coraz bliżej, wyraźnie zainteresowani tym, co działo się w zaułku. – Hej, panowie, może się jakoś dogadamy? – zapytała, mimo ściskającego w środku niepokoju uśmiechając się przymilnie, próbując skorzystać z kobiecych wdzięków, z których na co dzień korzystała rzadko, ale miała też świadomość tego, że jej wygląd nie był obojętny dla mężczyzn. Nie wiadomo czy próby pertraktacji i bajerowania przyniosą efekt, ale musiała przynajmniej spróbować zająć ich na tyle, by zyskać czas dla Poppy i bliskich aptekarza na ucieczkę. Ryzykowała i to bardzo, ale zdawała sobie sprawę, że trochę też po to tu była, by w razie niebezpieczeństwa pomóc uzdrowicielce, bo nawet jeśli daleko jej było do aurorów, to coś tam potrafiła. I była sprytna i spostrzegawcza, więc od razu zaczęła uważnie obserwować ruchy tamtych, gotowa szybko reagować na zagrożenie. Nie atakowała pierwsza, zdając sobie sprawę, że to mogłoby ich sprowokować do tego, by zaczęli miotać zaklęciami, a przy ich obecnej pijanej koordynacji z łatwością mógłby oberwać ktoś postronny, choć jeśli aptekarz z dziećmi mieli dość zdrowego rozsądku, już schowali się z powrotem we wnętrzu zaplecza, znikając z pola rażenia potencjalnych zaklęć.








Powrót do góry Go down
 

Boczna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19