Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Portowa ulica
AutorWiadomość
Portowa ulica [odnośnik]02.05.15 13:33
First topic message reminder :

Portowa ulica

Doki nie należą do najbezpieczniejszych ani najprzyjemniejszych miejsc w Londynie; są ciemne, brudne, a powietrze wypełnia zapach nieświeżych ryb. Główne ulice, na których słychać śpiew marynarzy, którzy zeszli na ląd, podpitych grogiem, nie wydają się bezpieczne. W tej mniej zadbanej dzielnicy znajduje się mniej latarni, a wąskie przejścia otoczone wysokimi budynkami sprawiają, że nigdy nie można się spodziewać, co czeka za zakrętem...
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Portowa ulica  - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Portowa ulica [odnośnik]12.08.21 13:19
Takie miejsca nie były jej obce. Jako poszukiwacz artefaktów musiała odnaleźć się w różnych, często nieprzyjemnych lokacjach. Przyzwyczaiła się już do tego, może to właśnie ta część jej pracy wzbudzała w niej poczucie normalności. W końcu jako szlachcianka nigdy nie powinna zaprzyjaźnić się z odorem portowych kanałów. Jasne jednak było, że szlachcianka z niej żadna, a krew była jedynie krwią. Żałowała, że inni czarodzieje nie idą za jej rozumowaniem. Widzą w krwi powód do rozpętania wojny, widzą podziały, które nie istnieją. Patrzą z obrzydzeniem na ludzi o niższym statusie myśląc, że to właśnie od krwi zależy kim są, ile będą zarabiać i gdzie pracować. Ten brak logicznego myślenia zaprowadził ich tu gdzie aktualnie są. A może to ona źle to wszystko rozumuje? Może świat wcale nie jest tak prosty? Nie mogła tego wiedzieć, ale musiała działać.
Idąc za przykładem towarzysza, blondynka rozświetliła różdżkę odpowiednim zaklęciem. W tunelu było ciemno, a echo ich kroków przerywał jedynie dźwięk kapiącej wody. Szli ostrożnie nie będąc do końca pewnym tego co może ich spotkać na samym końcu tunelu. Lucinda nie znała tego przejścia, ale ufała, że mężczyzna doskonale zna powagę sytuacji i gdyby nie był pewny, że na końcu znajdą odpowiednie przejście, to nigdy nie wybrałby podobnej drogi. Informator powiedział jasno, że chodzi o klątwę, ale nie mogli wiedzieć czy nic innego już ich tu nie zaskoczy. Byli skupieni, ostrożni, blondynka już teraz rozmyślała o poziomie klątwy, która może znajdować się w tunelu, do którego chcą dotrzeć sojusznicy Zakonu. Tliła się w niej nadzieja, że uda im się ją bez problemu zdjąć, choć przecież doskonale wiedziała, że w szeregach wroga są doskonali nakładacze. Czy przewyższali jej wiedzę? Tego nie wiedziała, ale podejrzewała, że mogło być naprawdę ciężko.
Gdy dotarli do końca korytarza odetchnęła. Nie z ulgą, bo najtrudniejsze wciąż było przed nimi. To był jednak odcinek drogi, który udało im się pokonać bez większych niespodzianek. Była Vincentowi za to wdzięczna. Była też wdzięczna za to, że z nią tutaj przyszedł, choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej odradzała mu jakąkolwiek działalność na rzecz ich organizacji. Nie żałowała tego, nie chciała by kolejne bliskie jej osoby brały w tym udział, nie chciała już nikogo tracić, ale czasu już nie cofnie, a niektóre decyzje pozostają na zawsze.
Nie wychodzili z tunelu, ale postanowili się rozejrzeć. Lucinda położyła palec na usta nakazując mężczyźnie by był bardzo cicho. To jej uszu dotarł podniesiony głos jakiegoś mężczyzny. – Jakieś szczury powinny tego pilnować, a nie my. – po chwili kolejny głos mu odpowiedział. – Pan Minister nam to wynagrodzi. – już wiedziała, że nie obejdzie się bez walki. Lucinda uniosła różdżkę i wyszła z tunelu mając przy swoim boku przyjaciela. – Petrificus Totalus – rzuciła w stronę pierwszego z mężczyzn.


idziemy do szafki


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Portowa ulica  - Page 13 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Portowa ulica [odnośnik]30.08.21 0:44
Zaskakujące zadania, rozsiane niemalże po całym świecie, napotkane podczas wieloletniej, wyboistej, zawodowej kariery, umiejscawiano w nieoczekiwanych lokalizacjach, będących ogromnym wyzwaniem do adaptacji, pokonania, czy wstępnego przyzwyczajenia. Plugawe przekleństwa umieszczano na niewielkich, ukrytych powierzchniach chronionych przed nieuważnym okiem zwykłego człowieka. Wyczekując na swą ofiarę, zaciskały swe ciasne, destruktywne macki. Ich zobowiązująca profesja miała za zadanie neutralizować niebezpieczeństwa, wyszukiwać przyczyny, pozbywać się najgroźniejszego zagrożenia. Jako profesjonaliści stawali w jednym szyku nie zważając na status krwi, pochodzenie oraz rozróżniające urodzenie. I choć szlachecki status ciążył na wąskich ramionach blondynki od najmłodszych lat szkolnych, postrzegał ją przez pryzmat ogólnej normalności. Potrafili połączyć przeciwstawne światy; z jednego z nich, finalnie odłączyła się na dobre. Uciekła od absurdalnej ideologii dzielącej magiczną spuściznę. On również nie rozumiał. Nie potrafił przetrawić logicznego powodu rozpętania tak krwawej i wyniszczającej wojny. Była dotkliwa, obejmująca oprawców jak i najbardziej uciemiężonych cywili. Nie miała skrupułów, nie dawała wyboru; walka odbierała swoje żniwo niezależnie od dnia, godziny, miejsca zamieszkania czy wykonywanego zawodu. Musieli stać na straży sprawiedliwości, proponować ład, chronić najbiedniejszą jednostkę, niezdolną do samodzielnych akcji.
Rozbłysk podwójnego światła, pozwolił na lepszą orientację w terenie. Identyczne korytarze zimnego podziemia, zlewały się w jedną całość, tworząc plątaninę nieosiągalnych przejść. Skupiona mina ciemnowłosego, baczna obserwacja każdego, najmniejszego szczegółu, umożliwiała przedostanie się do docelowego rozwidlenia. Słyszeli echo głosów odbijających się od pustego kamienia. Kilkukrotnie zgubili właściwy szlak, niknąc w wilgotnej toni, brodząc między zapuszczony, nawodnionym kanałem. Poruszał się ostrożnie, cicho, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Podziemne przejścia były używane od lat, stały się kolebką nielegalnych spotkań, hucznych imprez organizowanych poszczególne grupy społeczne. Ciągnęły się rozlegle, pod zawiłymi ulicami miasta, stwarzając okazję do ukrycia pożądanych zapasów, przeorganizowaniu sił, schronieniu przed bestialskim reżimem. Co jakiś czas oglądał się za siebie kiwając głową w stronę towarzyszki. Ciasny kołnierz oplatał schłodzoną szyję, skostniałe palce utrzymywały podłużne drewno. Mając ją tuż obok odczuwał pewien spokój ducha, mniejszy stres rozciągający się po nawet najmniejszych wnętrznościach. Odetchnął zatęchłym powietrzem, skręcając w kolejne, węższe zagłębienie. Informacja o domniemanej klątwie zmusiła ich do przerywania strumienia widności, rzucenia ochronnego Hexa Revelio. Informacje o potencjalnym zagrożeniu nie rozbłysnęły, znajomym białym światłem. Wędrowali zaciekle, bez zatrzymywania. Coraz pewniej poruszał się w splątanej gęstwinie, odnajdując miejsca, w których bywał przez ostatnie miesiące. Odetchnął z ulgą i lekko odkręcił się do Zakonniczki: – Wydaje mi się, że jesteśmy niedaleko… – szepnął praktycznie bezsłownie dochodząc do końca korytarza. Zauważył gest, gdy kobieta wychylała się zza chropowatej ściany. Usłyszał dźwięczny, chrapliwy głos pełen niezadowolenia oraz niewyjaśnionej pretensji. Pan Minister nam to wynagrodzi; zmarszczył brwi w skupieniu wytężając słuch, czyżby domniemana dostawa została przeniesiona w podziemia, przejęta przez chwiejne pachołki samego Ministra? Parszywa propaganda docierała nawet do najgłębszych zakamarków. Nie czekając dłużej, na znak wybiegł za partnerką, celując różdżką w wąsatego strażnika. Musieli zdobyć przewagę, rozegrać ten pojedynek bez zbyt dużego szumu. – Deprimo! – zawtórował, wykonując odpowiednie zamachnięcie różdżką. Walka rozkładała się po ich myśli, szybko wyeliminował jednego z przeciwników, osłabiając ich defensywę. Zaklęcia, jasne iskry sypały się z potężnych broni, bezwładne ciało drugiego z mężczyzn opadło na zimną posadzkę… Na moment rozszerzył źrenice uspokajając oddech; nie myślał o konsekwencjach. Dyszał zmęczony tak wymagającą akcją. Gorąco rozlewało się pod grubą warstwą płaszcza. Bez zastanowienia podszedł do spętanego przysadzistego jegomościa, który ostatkiem sił próbował przedrzeć się przez korytarz, uciec, ostrzec pozostałych. Zdołał złapać go za wierz materiału kurtki, szarpnąć gwałtownie mówiąc: – Gdzie jest ten towar? – warknął pytająco nie mając skrupułów. Obezwładniony nie potrafił skrzyżować z nim brązowego spojrzenia, ledwo trzymał się na nogach wycieńczony walką oraz próbą ucieczki. Znał ogrom konsekwencji, które opadną na jego zbolałe ramiona… Początkowo walczył do samego końca: – Oni zaraz tu będą, znajdą was i… – w tej samej chwili pięść zielarza zatrzymała się tuż pod jego okiem. Cios był wyważony, jednakże celny. Grymas twarzy ukazywał zdenerwowanie, zniecierpliwienie, które tracił tak rzadko. Potrafił wydobyć z siebie inne, groźniejsze oblicze, które w przypadku wojny przyodziewał coraz częściej: – Waż na swoje słowa jeśli chcesz zobaczyć światło. Powtarzam, gdzie jest towar? – drżąca dłoń wskazała zachodni kierunek. Runista skinął na partnerkę, lecz wcześniej, zapobiegawczo posadził strażnika na sękatej posadzce, ten nie potrafił się już obronić. Ręce zwinnie zsunęły z jego szyi materiał szalika, którym związał jego nogi, aby, mimo braku sił nie postanowił przemieszczać się dalej; wezwać pomocy, wykrzyczeć hasło ściągające posiłki. Wzdychając ciężko, gubiąc się w ferworze sprzecznych emocji, ruszył półbiegiem drżąc się o każdą sekundę. Głogowa broń wystrzeliła do góry, a on szepnął ponowne: – Hexa Revelio! – czy zobaczą cokolwiek, a może zostali zwyczajnie oszukani?



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Portowa ulica [odnośnik]30.08.21 0:44
The member 'Vincent Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 63
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Portowa ulica  - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Portowa ulica [odnośnik]29.09.21 8:08
Lucinda doskonale znała ryzyko. Wiedziała, że każdy pojedynek niósł ze sobą dwie możliwości. Sukces lub porażkę. Porażka w takich chwilach oznaczała zwykle śmierć. A ona jako jeden z rebeliantów nie mogła wybierać sobie przeciwników. Nie wiedziała na kogo trafią, nie wiedziała czy magia jej posłucha, czy nie zostanie ugodzona zaklęciem, które zakończy jej wojnę raz na zawsze. Ten brak wiedzy jej nie demotywował. Przyzwyczaiła się już do tego ryzyka, potrafiła zachowywać zimną krew w takich sytuacjach, a co najlepsze w końcu pogodziła się z tym, że nie ma wpływu na wszystko co dzieje się w jej życiu. Magia była przewrotna i bez względu na to jak długo by się jej uczyła i ile godzin poświęcałaby treningom to i tak mogło się zwyczajnie nie udać. Strach już jej nie paraliżował, nie znajdowała w nim też motywacji. Choć ciężko jej było w ostatnim czasie pozbierać się psychicznie, to jednak odnalazła jakąś równowagę w tym wszystkim. Tak miało być i nie miała na to żadnego wpływu.
Kiedy udało im się pokonać zwolenników Malfoya w końcu im się przyjrzała. Dawniej uważała, że ludzie nie dzielą się na dobrych albo złych, a jedynie sposób w jaki się żyje ma znaczenie. Teraz już tego tak nie postrzegała. Nawet w twarzy człowieka można było dojrzeć jego prawdziwe zamiary. Zło wylewało się niczym trucizna, wpływając nie tylko na wnętrze człowieka, ale również na jego obraz zewnętrzny. Z rozmyślań wyrwał ją Vincent, który od razu wziął sprawy w swoje ręce. Nie dał mężczyznom czasu na zastanowienie, na wezwanie posiłków, na wygłoszenie mowy, która miałaby ich przestraszyć. W głębi siebie wiedziała, że właśnie takim człowiekiem jest. Opanowanym, po części też bezwzględnym, ale chyba nigdy wcześniej nie przywiązywała do tego wagi. Przy niej nigdy nie musiał taki być. Nawet kiedy się kłócili, nawet jeśli ze sobą nie rozmawiali. Dla Zakonu był to jednak plus. Ona może i miała doświadczenie, ale brakowało jej siły fizycznej by budzić postrach. Zaskakiwała swoich przeciwników właśnie w taki sposób, bo przecież nikt się nie spodziewał, że w tak drobnej osobie może zmieścić się tak wiele.
Lucinda spojrzała w stronę, którą wskazał jeden z mężczyzn. Niemal od razu ruszyła w tamtą stronę. Gdy przyjaciel rzucił zaklęcie, które miała na końcu języka odkąd zamknęła drzwi swojego domu, spojrzała na niego z wyczekiwaniem. Szybko okazało się, że przeciwnik nie kłamał, a klątwa naprawdę znajduje się niedaleko nich. Blondynka ruszyła w stronę przejścia do kanałów, w których znajdowały się towary. Zaczęła się rozglądać za jakąś runą, znakiem, który streści im historię tego miejsca. Wbrew pozorom właśnie to najbardziej w tym wszystkim lubiła. Doszukiwanie się prawdy, spoglądanie na rzeczywistość z innej perspektywy. Zaczęła obchodzić przymknięte kratą miejsce. – Runa musi być gdzieś przy wejściu – zaczęła, bo doskonale wiedzieli, że każdy kto ma choć trochę pojęcia o nakładaniu lub ściąganiu klątw nigdy nie pozwoli by runa znajdowała się na wyciągnięcie ręki. Nawet jeśli sama klątwa była bardzo, ale to bardzo silna.
Szukali jednocześnie co chwile oglądając się za siebie w celu sprawdzenia czy pokonani przeciwnicy nie komplikują im zadania. Czuła, że działa na nich presja czasu. Wiedzieli, że muszą działać szybko, bo to jedynie chwila zanim znów się ktoś tu zjawi. – Masz coś? – zapytała przyjaciela po raz kolejny zagłębiając się w zarośla znajdujące się zaraz obok wejścia. Wtedy dostrzegła kamień. Idealnie wpasowujący się w otoczenie. Pomagała jej myśl, że czasem trzeba wcielić się w osobę po drugiej stronie weneckiego lustra. Co on myśli, jak on by się zachował. Ona taką runę ukryłaby właśnie w takim miejscu. Schyliła się by przesunąć kamień i wtedy ukazała jej się runa. – Jera – odparła przywołując do siebie przyjaciela. Skrzywiła się też mimowolnie, bo jeśli miała rację, to klątwa z którą mieli się mierzyć to klątwa krwi. Okropna. Prowadząca do okropnej śmierci. Blondynka przeniosła spojrzenie na przyjaciela.


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Portowa ulica  - Page 13 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Re: Portowa ulica [odnośnik]13.04.22 23:01
Bezgwiezdna noc ukryła pojedyncze budynki, a także łodzie stacjonujące w porcie. Miejscowa knajpa nie pękała w szwach, jak jeszcze przed wojną miała w zwyczaju, jednak wciąż nie brakowało rzezimieszków wychylających brudne kufle po sam świt. Śpiewali szanty, hucznie bawili się i tańczyli, a dookoła nich kręciło się kilka kobiet lekkich obyczajów liczących na szybki zarobek. Barman miał ręce pełne roboty, bo choć nalewanie domowej roboty piwa nie było nader wymagające i czasochłonne, to ilość uzupełnianych pokali przerastała możliwości jednego pracownika. -Weź mnie tu dolej waćpanie, bo mi w pysku zaschnie zaraz na dobre- rzucił mężczyzna snujący się na nogach. Opierał się łokciami o brudny kontuar machając szkłem zawieszonym na palcu, które w pewnej chwili z impetem uderzyło o kamienną posadzkę i rozprysnęło we wszystkie strony. Ledwie żachnięcie wydobyło się z jego ust i zaraz po tym jego policzek spotkał się z pięścią rosłego oraz równie pijanego bruneta. Odprysk wbił się w jego nogę, co widać było po wąskiej strużce krwi spływającej pod jasnym materiałem spodni. Uderzony runął na ziemię raniąc dłoń o ostre fragmenty rozbitego kufla.
Nikt nie przejął się leżącym mężczyzną, który potrzebował kilku minut nim dźwignął się na równe nogi. Ledwie łapiąc ostrość wzroku doczłapał się do drzwi i otworzył je z hukiem, po czym wyszedł na zewnątrz czując powiew świeżego powietrza. Z przeciętej skóry kapał ciemnobrunatny płyn, co starał się ignorować, ale nawet alkohol w pełni nie tłumił bólu. Ruszył wzdłuż rzeki, drogą prowadzącą do kanału.
Zmrużył oczy, kiedy z oddali dostrzegł dwie, gestykulujące sylwetki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nieopodal leżały na ziemi inne osoby – być może pijane lub obezwładnione.
-Hej wy!- krzyknął licząc, że chociaż oni będą w stanie podać mu upragniony trunek. Uniósł wysoko rękę, aby im pomachać i kiedy to uczynił zakołysał się wpierw w prawą, a następnie lewą stronę. Utraciwszy równowagę ponownie wylądował na ziemi, lecz tym razem nie w szkle, ale lodowatej wodzie.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Portowa ulica  - Page 13 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Portowa ulica [odnośnik]14.04.22 21:11
Za każdym razem gdy musiała odkryć jakąś runę, poznać jej znaczenie i prawidłowo ją zinterpretować czuła się tak jakby wracała do dawnych, łatwiejszych czasów. Zawsze sądziła, że to jej droga docelowa, że po osiągnięciu upragnionego celu jakim było podjęcie się tej jakże trudnej profesji to wszystko się zakończy. Teraz od wielkiego święta sięgała po tak dobrze znaną jej magię, ale kiedy tylko to robiła to czuła się jak dziecko w piaskownicy. Ba! Dziecko, które do piaskownicy przyszło z własnymi zabawkami. To było coś czego się nie można było zapomnieć, nie można było w sobie zatracić. Proste jak oddychanie. Czasy były ciężkie, a ludzie wbrew pozorom stali się śmielsi. Zniknęły granice, nie istniały tematy tabu. Klątwa goniła klątwę, a to za sprawą odgórnego przyzwolenia na czynienie drugiej osobie zła. Widziała to doskonale i nadal chętnie przyjmowała na swój garb pojedyncze zlecenia, ale to nie stanowiło w tym momencie priorytetu. Nie ucinasz hydrze głowy, bo wiesz, że wtedy wyrosną trzy kolejne.
Lucinda skupiła się na odnalezionej runie. Spojrzała na swojego przyjaciela z nadzieją, że ten podzieli jej zdanie. Jeżeli uda im się dobrze zinterpretować znaczenie runy, to będą mogli też dobrać odpowiednią klątwę, a przy dobrych wiatrach także się jej pozbyć. Wolała mieć przy sobie kogoś kto w przypadku obrócenia się magii przeciw niej będzie mógł zareagować. Z wiekiem mija głupota, a przychodzi racjonalne myślenie. Przecież jeszcze trzy lata wcześniej bez większego problemu wybierała się na samotne wyprawy nie informując nawet nikogo gdzie się udaje. Po tym co jednak zdążyła dostrzec przez ostatnie lata dotarło do niej, że świat nie znosi bohaterów. Nie interesuje się losem tych, którzy sami siebie skazują na śmierć. Nie szanuje tych, którzy nie szanują życia. Hensley wbrew pozorom swoje zaczęła szanować.
Mężczyzna nie zdążył odpowiedzieć na zadane przez nią pytanie, kiedy tuż za nimi rozległ się krzyk. Lucinda obejrzała się gwałtownie, a różdżkę wyciągnęła przed siebie gotowa by się bronić. Kątem oka dostrzegła mężczyznę poruszającego się chwiejnym krokiem tuż przy brzegu. Zanim jednak zdążyli w jakikolwiek sposób zareagować mężczyzna zniknął pod taflą wody. – Cholera – przeklęła i rzuciła się biegiem w stronę miejsca, w którym jeszcze przed sekundą stał mężczyzna. Tuż za nią pobiegł Rineheart. – Wskoczę, wciągniesz nas – krzyknęła do niego nim sama znalazła się w wodzie. Potrafiła pływać chociaż nigdy nie zdarzyło jej się nikogo wyciągać z wody. Wierzyła jednak, że przyjaciel poradzi sobie z wyciągnięciem ich na brzeg. Kiedy Lucindzie udało się dotrzeć do tonącego mężczyzny ten był nieprzytomny. Po kilku minutach udało im się wyciągnąć go na brzeg. – Oddycha? –zapytała Lucinda starając się wyczuć puls nieznajomego. Ku ich zaskoczeniu czarodziej po kilku sekundach się ocknął wypluwając ze swoich płuc litry wody. – Na sto goblinów – skomentowała blondynka i ze zrezygnowaniem spojrzała na przyjaciela. W jej oczach kryło się pytanie: co teraz?


zt


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Portowa ulica  - Page 13 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Portowa ulica
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach