Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczona tawerna
AutorWiadomość
Opuszczona tawerna [odnośnik]17.07.17 2:03
First topic message reminder :

Opuszczona tawerna

Niegdyś w tym miejscu strudzeni po wyprawach mugolscy marynarze przesiadywali przy kuflach po brzegi wypełnionych piwem, klepiąc po tyłkach karczmarki i tracąc świeżo zarobione pieniądze na z góry przegranych zakładach z mądrzejszymi od siebie handlarzami. Wśród nich zawsze znajdywali się jacyś czarodzieje, którzy sprawnie wtapiali się w zapijaczony tłum. Kilka lat temu doszło tu jednak do tragedii. W wyniku awantury pewien czarnoksiężnik jednym zaklęciem pozbawił życia połowy klientów. Był bardzo pijany, więc czarodziejskiej policji udało się go szybko schwytać, a amnezjatorom większości z gości wymazać pamięć. Jednak prawdopodobnie ktoś umknął pracownikom ministerstwa, przez co po dokach rozniosły się plotki, przeradzające w okoliczną legendę o tym jak Szalony Korsarz rozprawił się z pozbawionymi honoru członkami załogi, którzy odmówili mu wyprawy w kolejny rejs. Tawerna szybko straciła klientów, w końcu przestała istnieć, lecz wierzy się, że gdzieś pod podłogą kryje się piracki skarb.

ST dostrzeżenia odmiennej części podłogi, pod którą znajduje się kufer wynosi 70. Do rzutu należy doliczyć bonus biegłości spostrzegawczość.
Pod podłogą znajduje się wielka magiczna skrzynia, w której ukryto niezwykły skarb. Aby go zdobyć, należy rzucić kością k10.

1- Twoim skarbem okazały się być stare rybackie spodnie. Do tego dziurawe.
2- Twoim skarbem okazał się być bon na różdżkę. Niestety dawno przeterminowany.
3- Twoim skarbem okazał się być srebrny galeon. Wyjątkowo bezwartościowa podróbka.
4- Twoim skarbem okazał się być stary pamiętnik jednego z marynarzy. Niezwykle ciekawa lektura, pełna bardzo szczegółowych opisów brudnych myśli i niestosownych snów, których główną bohaterką była córka kapitana.
5- Twoim skarbem okazał się być złoty pierścień, niestety, pozbawiony mocy i nie dający ci władzy nad innymi pierścieniami.
6- Twoim skarbem okazało się zaproszenie na darmowy pokaz bójki do Parszywego Pasażera.
7- Twoim skarbem okazała się być pusta fotografia. Och nie! Czekaj! Nagle pojawiła się na niej znajoma twarz. To jakiś straszny psikus.
8- Twoim skarbem okazał się być wybrakowany "komplet" gargulków. Właściwie...było ich mniej niż połowa wymagana do gry.
9- Twoim skarbem okazała się być parka jodłujących kaczek.
10- Twoim skarbem okazały się być bilet do czarodziejskiego wesołego miasteczka.

Lokacja zawiera kości.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona tawerna - Page 9 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]02.10.20 12:29
The member 'Marcelius Sallow' has done the following action : Rzut kością


'Londyn' :
Opuszczona tawerna - Page 9 PB0XXgd
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona tawerna - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]02.10.20 14:34
Mógłby przysiąc, że kogoś słyszał. Ruch, hałas, odgłos; gwałtownie odwrócił głowę w tamtą stronę, ale przez mgłę nie dostrzegł - znów - nic; na dłuższą chwilę zamarł, nie mając odwagi uczynić ni kroku, czując, jak jego serce bije coraz mocniej, jak podchodzi do gardła, rozlewając po jego ciele zimny pot, jak dłonie zaczynają drżeć, rozpaczliwie poszukując w kieszeni szaty różdżki, która w zetknięciu z niebezpieczeństwem mogłaby stanowić oręż. Blada twarz podkreślała kontrast z rozbiegniętym okiem, które pragnęło ujrzeć jak najwięcej - ale wkrótce znowu nastała cisza, nie widział ni śmierci, ni dementora, ni członków ministerialnych patroli. Jak to sie stało, że to miasto kompletnie oszalało w tak krótkim czasie? Przyśpieszył kroku, dostrzegłszy wychodzącą zza zakrętu sylwetkę - należała do młodej kobiety, drobiącej w podkutych obcasem butach. Nie miał wielu informacji, nie do końca wiedział, kogo szukał, czy jej? Obejrzała się przez ramię, dostrzegła go, przyśpieszył kroku, ona też - Czekaj - Jego słowa rozmyły się gdzieś z szumem pobliskiej rzeki, z wiatrem niosącym deszcz, kiedy pobiegła przed siebie; dopiero wtedy zrozumiał, że uciekała przed nim. Zatrzymał się, kryjąc dłonie w kieszeniach peleryny, po chwili mocniej naciągając na czoło kaptur - deszcz przybierał na sile. Kątem oka odnalazł stary szyld, to musiała być tawerna, o której mu mówiono. Po chwili zawahania pchnął podpróchniałe drzwiczki, spoglądając do środka - gdzie wciąż nie widział żywego ducha. A co, jeśli go wystawiła? Podpuściła? Ktoś z niego zakpił? A może zdążyli ją złapać - już tu nie przyjdzie, a jak przyjdzie, to ciągnąc za sobą patrol policji. Wdech, wydech, stoisz tu dopiero chwilę.
Nie wszedł do środka, gdyby musiał uciekać - prościej będzie z zewnątrz. Przysiadł na przewróconej beczce obok wejścia, opierając się o ścianę budynku; musiał się uspokoić, przymknął oczy, nasłuchując dźwięków korków przez odgłosy deszczu. Dach nad budynkiem chronił go tu przed przemoknięciem.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]11.10.20 19:16
| tutaj rzut na przemianę

Kiedy w końcu przekroczyła granice miasta, zapadał już wilgotny, lipcowy zmierzch. Musiała stracić rachubę czasu, gdy raz po raz zawodziła siebie samą, nie potrafiąc zmusić ciała do przemiany – a później też uspokajając zaniepokojonego widokiem obcej twarzy Rolanda. Kuguchar skutecznie odciągnął myśli od spotkania z nieznajomym, nie mogła jednak wiedzieć, czy był to jedynie koci kaprys, czy może przemyślane działanie, które miałoby na celu zatrzymanie jej w domu na dłużej, jeszcze dłużej, a w końcu – zmianę planów. Sprawdziła układ wskazówek na zdobiącym przegub zegarku, po czym westchnęła cicho w reakcji na to, co zobaczyła i przyśpieszyła kroku, wytrwale kierując się ku dzielnicy portowej. Raz po raz poprawiała naciągnięty na głowę kaptur, przy okazji strącając z niego osiadające na materiale krople deszczu, prawą rękę stale kryjąc w kieszeni lekkiego płaszcza; kurczowo ściskała nią gładką, brezylkową różdżkę. Walczyła z dyktowanymi instynktem odruchami, by nie rozglądać się dookoła zbyt nerwowo, nawet jeśli pogłębiające się ciemności, rozświetlane jedynie przez blade latarnie i sączące się zza firanek kolejnych domów światła, nakazywały mieć się na baczności, objawiały się nieprzyjemnym spięciem mięśni. Wszak może i zadbała o to, by sprawiać odpowiednie pozory, wyglądać jak panna Gauntier, a w przewieszonej przez ramię torebce miała dokument potwierdzający nową tożsamość, nie była tu jednak bezpieczna. Z każdą taką wyprawą wiązało się niemałe ryzyko – gdyby tak któremukolwiek z legitymujących ją policjantów przeszło przez myśl, by rzucić odpowiednie zaklęcie, chociażby pro forma, od razu poznaliby jej prawdziwą twarz. Twarz, którą widywali na korytarzach ministerstwa, a która zniknęła nagle, z dnia na dzień, po Bezksiężycowej Nocy.
Z ukłuciem smutku obserwowała, jak miasto zmieniło się na przestrzeni ostatnich tygodni. Może i było wolne od niemagicznych, tak jak chcieli tego sprawujący władzę ekstremiści, lecz cóż z tego? Dla nich samych było za duże. Świeciło pustkami, a przez to umierało. Skrzywiła się pod kapturem na widok listów gończych, które wystawiono za członkami Zakonu Feniksa, a które szpeciły co drugi budynek, nie zatrzymywała się jednak chociażby na chwilę, nie miała na to czasu. Jeszcze zakręt, dwa i znajdzie się przy tawernie, która opustoszała po tym straszliwym wybryku Szalonego Korsarza. Przerażająca historia, lecz miejsce – powinno okazać się odpowiednio odludne i ciche do dobijania targu. – Carpiene. Homenum Revelio – mruknęła, próbując stąpać cicho i ostrożnie, choć obcasy zdradzały, że zbliża się ku wejściu do zapuszczonej karczmy. Magia odpowiedziała na wezwanie, spłynęła do różdżki, a później posłusznie rozeszła się dookoła, poszukując pułapek lub obecności innych istot – a może i tego, i tego, nie była pewna. Wstrzymała oddech, gdy czar odkrył przed nią obecność kilku pobliskich sylwetek. Nie zwróciła jednak uwagi na tę niewielką, przemykającą pod murem, ewidentnie kocią, ani na te znajdujące się w budynku po przeciwnej stronie ulicy. Interesował ją tylko i wyłącznie ktoś, kto stał przed drzwiami prowadzącymi do tawerny, kto wyglądał przy tym na mężczyznę. Wypuściła powietrze z cichym świstem i śmielej ruszyła przed siebie, mając nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, że nikt nie przejął ich korespondencji, nie miał zamiaru podszywać się pod Marceliusa.
Nie widziała go dobrze, nie miała pewności, czy przypadkiem w nią nie celował, było jednak za późno, by się wycofać. Trzymała różdżkę w pogotowiu, gotowa do ewentualnej obrony, nie afiszowała się z nią jednak, zamiast tego skrywała ją między fałdami spódnicy. Jeszcze. – Nie słyszał pan? Ta tawerna jest zamknięta przynajmniej od kilku lat – odezwała się pierwsza; cicho, chłodno, mrużąc przy tym oczy, próbując dojrzeć wśród mroku ulicy i strug deszczu twarz nieznajomego. Wciąż roztaczała wokół siebie woń drogich papierosów dla pań, które paliła Emer, ciężką i orientalną, choć nabierające na sile opady skutecznie zmywały z niej zapach perfumowanego dymu. Nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów, próbując maskować napięcie, które towarzyszyło jej, odkąd ujrzała go na horyzoncie. – Myślę jednak, że nikt nie powinien się gniewać, jeśli wejdziemy do środka – dodała miękko, jak gdyby nigdy nic, bez choćby śladu groźby, dopiero teraz wznosząc dłoń wyżej, gestem pokazując rozmówcy, że jest uzbrojona. Wiedziała, że był sam. I jeśli jej informator nie kłamał, powinien grzecznie współpracować, by otrzymać upragniony eliksir.

| a tu rzucałam na czary


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]12.10.20 14:45
Mocniejszy podmuch wiatru zmył mu pod nogi oderwany ze ściany list gończy wystawiony za Bertiem Bottem, skreślony dużym napisem, który przesądzał o losie czarodzieja. Pamiętał go jeszcze ze szkoły - byli razem w jednym domu, choć Bertie był od niego parę lat starszy. Zawsze uśmiechnięty i pomocny, ot tak beztrosko wesoły. Kiedy po raz pierwszy w jego ręce znalazły się Falki Wszystkich Smaków Bertiego Botta, pomyślał sobie, że to mógł wymyślić tylko on.  
A teraz Bertie nie żył. Patrzył na jego uśmiechniętą fotografię, na której bardzo się zmienił przez ostatnie lata, a na której i tak miał w oku błysk, który pamiętał ze szkolnych korytarzy. Czy jego rodzice byli mugolami? Nie pamiętał, nigdy nie miało to dla niego większego znaczenia, mugol nie był dla niego też egzotyką, która mocniej zwracała uwagę. Groźny przestępca, co za kpina, czy ktokolwiek uwierzyłby, że Bertie Bott mógłby komuś zrobić krzywdę? Świat zwariował. Potoczył się lawiną szaleństwa, której nie dało się już zatrzymać, choć tak bardzo tego pragnął. Nikt nie chciał ginąć. A tym bardziej nikt nie chciał ginąć bezsensowną śmiercią. Oderwał wzrok od plakatu, słysząc czyjeś kroki - spojrzał w mgłę, siąpiący deszcz, dostrzegając kobiecą, chyba, sylwetkę. Zastanawiał się, czy przyjdzie. Robiło się późno i była już mocno spóźniona - czy to ona czy przypadkowa osoba? Wstał dopiero, kiedy znalazła się na tyle blisko, by mimo mgły mógł spojrzeć na jej twarz - patrzyła na niego, a on poczuł, że jego serce znów zaczyna bić szybciej. Starał się żyć uczciwie, choć nie zawsze mu wychodziło. Starał się nie robić nikomu krzywdy, nie naprawdę. Dlaczego nagle miał zacząć bać się chodzić po ulicy? Nie wyciągnął rąk z kieszeni, prawa mocno zaciskała się na rękojeści różdżki. Usłyszał jej głos, zawahał się; jaka była szansa, że kobieta należała do patrolu? Wydawało się, że była tutaj sama. Jeden na jednego da sobie przecież radę. A ona - pasowała do rysopisu. Gestem zrzucił z głowy kaptur, by mogła mu się przyjrzeć.
- Nie czekam na otwarcie - odpowiedział zdawkowo. Musiał zaryzykować, bo nie miał innego wyjścia. Jeśli się pomyli, zacznie improwizować. Przełknął lekko ślinę, czując, że kończy mu się nie tylko wybór, ale i czas na niego - nie mógł przed nią stać w milczeniu całą wieczność. Nie bez zawahania - powoli - wysunął dłonie z kieszeni, nie trzymając w nich niczego. To ona ustalała warunki tego spotkania. Bał się. Ale to nie był pierwszy raz, kiedy musiał wobec strachu zachować zimną krew - akrobatyka wymagała tego od niego codziennie, nawet jeśli ciepło drewna na trapezach było pod palcami znacznie pewniejsze, niż ziąb dzisiejszej mżawki. - Widziałem we mgle twój cień - rzucił w odpowiedzi, lekko drżącym głosem, krótko, przełykając ślinę, kazano mu to powiedzieć na samym początku, na potwierdzenie jej i własnej tożsamości. Patrzył w jej oczy - szukając reakcji, zrozumienia lub jego braku, gotów zareagować natychmiast, gdyby jednak wiodła go nieszczęśliwa pomyłka. Nic takiego jednak nie dostrzegł - więc opuszczając nieuzbrojone ręce, obchodząc ją bokiem i nie mając odwagi zwrócić się do niej tyłem, przestąpił próg starej  tawerny. - Spóźniłaś się - dodał zaraz, uważnie badając jej twarz wzrokiem. Nie wiedział, czy to był zły omen. Miała po drodze kłopoty, czy sama była kłopotem? Instynktownie wycofał się głębiej budynku, chyba nawet podświadomie kierując kroki w pobliże okien, które w razie kłopotów były wszak jedyną drogą ucieczki.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]19.10.20 13:33
Nie trzymał rąk na widoku, chował je w kieszeniach; oznaczało to najpewniej, że ściskał kurczowo różdżkę, by być w stanie szybko zareagować, obronić się, gdyby zaszła taka potrzeba. Dostrzegała w tym przejaw rozsądku, a może po prostu instynktu samozachowawczego. Zapewne powinna cieszyć się, że nie miała do czynienia z naiwnym lekkoduchem, który miał ściągnąć na ich głowy patrol czarodziejskiej policji swym brakiem rozwagi – w tej jednej chwili wolałaby jednak, by nieznajomy nie stanowił dla niej żadnego, choćby hipotetycznego, zagrożenia. Skołatane nerwy uspokajały kolejne gesty dobrej woli. Zrzucił z głowy kaptur, dał się sobie dokładniej przyjrzeć – przeniosła wzrok z połyskujących w świetle ulicznych lamp oczu na wąskie usta, a w końcu na charakterystycznie zarysowaną linię brody; jego twarz pasowała do rysopisu. Poczułaby się jeszcze pewniej, gdyby zrobiła użytek z odpowiedniego zaklęcia przełamującego iluzję, tak na wszelki wypadek, to jednak mogłoby zostać źle odebrane. Nie chciała go przecież sprowokować do ataku – lub ucieczki.
Złożyła usta w pozbawionym wesołości uśmiechu w reakcji na jego słowa, były ciche i mieszały się z szumem wciąż padającego deszczu. – To dobrze – odpowiedziała równie lakonicznie. Stała na tyle blisko, że nie powinien mieć problemu z dojrzeniem skrywanego pod kapturem lica. Nie zdobyła się jednak na podobne poświęcenie, co i on; wciąż próbowała osłaniać się przed wszędobylskimi kroplami wieczornej mżawki. Zamarła w bezruchu, gdy powoli wysuwał dłonie z kieszeni płaszcza – wyglądał na spiętego, zestresowanego, panika mogłaby zachęcić go do sięgnięcia po magię – lecz zamiast walki otrzymała posłuszeństwo. Istniała jeszcze szansa, że spróbowałby zaatakować ją wręcz, wykorzystać przeciwko niej siłę swych mięśni, dopóki jednak dzierżyła różdżkę, była bezpieczna. Przedziwnie upajające to było uczucie, mieć go w garści, dyktować warunki spotkania.
Nie uciekała wzrokiem, gdy wypowiadał właściwe słowa, nawet nie drgnęła, choć wyraźnie oczekiwał jakiekolwiek reakcji. Głos mu drżał, musiał się jej bać; trudno, nic mu przecież nie zrobi, o ile jej do tego nie zmusi. W bezruchu czekała, aż posłusznie przekroczy próg tawerny, po czym sama ruszyła jego śladem, zachowując bezpieczną odległość, wciąż mierząc w niego ściskanym kurczowo drewienkiem różdżki. – Colloportus – mruknęła, zamykając za nimi podniszczone wejście, dopiero teraz zsuwając z głowy materiał płaszcza. Wolną dłonią poprawiła splątane pasma włosów, upewniła się, że torebka z eliksirem znajduje się na swym miejscu. – Lubię deszcz, bo pada na wszystkich jednakowo – dodała ni stąd, ni zowąd. I on zasługiwał na namiastkę ulgi, tak miała przywitać się na potwierdzenie swej tożsamości. – Dobrze, że ty się nie spóźniłeś – odpowiedziała chłodno, z naganą, bezwiednie wykrzywiając usta w grymasie irytacji. Nie lubiła przekraczać terminów, nawet i takich spotkań, spotkań z nieznajomymi, tym bardziej nie lubiła, kiedy ktoś wytykał jej takie potknięcie wprost. – Nie bądź niemądry, odejdź od okna. Lepiej, żeby nikt nas tutaj nie zobaczył – podjęła stanowczo, marszcząc brwi w reakcji na jego zachowanie. Przypominał jej zagonione w róg zwierzę, za wszelką cenę próbujące uniknąć konfrontacji, szukające możliwej drogi ucieczki... Chętnie rozpaliłaby zalegające na stołach świeczki, rozświetliłaby salę blaskiem kandelabrów, lecz nie wchodziło to w grę; światła mogłyby zwrócić uwagę przechodniów. Dlatego ograniczyła się jedynie do wymruczenia pod nosem inkantacji Lumos, zrobienia kilku ostrożnych, odzywających się stukaniem kroków w stronę pobliskiego, zakurzonego stołu, na którym następnie przysiadła. – Mam eliksir. Chętnie ci go oddam, ale wszystko ma swoją cenę. Podobno pracujesz w cyrku. Czy to prawda? – odezwała się znowu, nieznacznie przekrzywiając przy tym głowę. Przyglądała mu się z uwagą, próbując przewidzieć, na ile będzie stawiać opór, a na ile chętnie przystanie na proponowaną cenę.  – Jak wielu czarodziejów przychodzi teraz na pokazy? – dodała. Podobno miał powody, by obawiać się spacerów po Londynie. Podobno nie miał zarejestrowanej różdżki. Podobno dyrektor cyrku wcale nie był jego ojcem. Lecz ile było w tym prawdy? Nie wiedziała. Równie dobrze wężowe usta mogły stanowić jedynie kaprys rozpuszczonego chłopca. Dzięki niemu byłby w stanie okłamać każdego, chociażby zazdrosną pannę, ścigających go wierzycieli.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]20.10.20 20:14
Badał spojrzeniem jej twarz, na tyle, na ile ją widział. Niewiele o niej jednak wiedział i nie bardzo wiedział, czego powinien się spodziewać, informacje, które otrzymał, były bardzo lakoniczne - podobno ceniła sobie prywatność. Podobno, jego słowa obiły się o powietrze i nie powróciły - jego serce znów zabiło mocniej, co, jeśli się pomylił? Jeśli ta kobieta należała do policji i zamierzała go stąd ściągnąć, jeśli jego kontakt dał się złapać, jeśli zamierzała go przesłuchać? Było już za późno, znalazł się w środku, a inkantacja zaklęcia rzucona za jego plecami trzasnęła drzwiami tawerny - tawerny, w której byli sami.
- To na pewno konieczne? - zapytał od niechcenia, choć wydawało mu się, że dobrze znał odpowiedź. Zostali we dwoje, to jedno dodawało mu otuchy: był w środku już wcześniej, wiedział, że zasadzka nie mogła czekać tutaj. Dopiero w jej wnętrzu, kiedy ściągnęła kaptur, mógł przyjrzeć się jej dokładniej - twarz niepodobna do nikogo, kogo znał. Co będzie dalej? Układał w głowie różne scenariusze, tego jednak w tej chwili spodziewał się najmniej - odpowiedź na hasło w końcu padło z jej ust, choć z jakiegoś powodu wcale go nie uspokoiło. Było w niej coś złowrogiego. Coś tajemniczego. Coś przesyconego sekretami, których chyba wcale nie chciał znać. Tego nie wiesz, odpowiedział jej w myślach, bo na głos nie miał odwagi. Być albo nie być zależało teraz od niej.
Obejrzał się na jej słowa na okno, wydawało mu się, że w ciemnościach roztaczających się we wnętrzu zrujnowanego budynku nie będzie dało się go dostrzec od zewnątrz - ale światło pobliskiej latarni mogło wystarczyć, by obrysować na szybie jego kontur. Pewnie miała rację. Przestąpił lekko w bok bez słowa, trzymając się jednak blisko szyby, nie odejmując spojrzenia od okiennej framugi. Oceniał odległość, dwa kroki, tyle mu starczy, żeby się przez nie przebić. Najpierw w przód, potem salto w dół, powinien uderzyć w szkło nogami.
Oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności, ożywiony bladym blaskiem zaklęcia lumos, gdy na oślep podążał wzrokiem za stukotem obcasów jej butów. Więc przechodzimy do konkretów, świetnie.
Nie zamierzał jej drażnić, więc nie włożył rąk do kieszeni ponownie - skrzyżował je na piersi, opierając się o ścianę plecami. Potrzebował tego eliksiru. Naprawdę go potrzebował - inaczej nawet by tu nie wszedł. Widoczny niechętny grymas naznaczył jego twarz, kiedy zapytała o cyrk. Nie wiedział, do czego zmierzają te pytania, ale nie chciał, nie mógł tam nikogo narazić. Joe mówił, że mógł jej zaufać - ale na ile Marcel ufał Joemu?
- Prawda - odpowiedział, unosząc spojrzenie na jej twarz, krzyżując z nią spojrzenie. Jego przeszyte było strachem zmieszanym z budzącą się butą. Nie miał wyjścia, przecież wiedział. Trudno było go złapać na ulicy, ale policji też było coraz więcej. Mógł w końcu popełnić błąd. Przełknął ślinę zanim odpowiedział, na krótką chwilę uciekając wzrokiem, migając się od odpowiedzi, której jednak w końcu udzielić musiał. - Widownia nie jest pełna. Nie tak jak początkiem roku, nie tak jak rok temu, nie tak jak zawsze. Ale wciąż przychodzi do nas sporo ludzi, którzy nie chcą myśleć o tym, co dzieje się na ulicach - odpowiedział, odpowiedział prawdę, choć nie chciał w to brnąć. Cyrk był jego domem. - Dlaczego o to pytasz? - Może to tylko pytanie kontrolne. Miał w ogóle prawo zadawać pytania? Nie wiedział, kobieta nie budziła zaufania.
- Mogę go zobaczyć? - Eliksir. To tylko fiolka, i tak nie rozpozna zawartości - jaki to miało sens? Jedyne, co mógł zrobić - to jej uwierzyć. - Czego chcesz w zamian? - Nie był cierpliwy. A im bardziej się bał, tym trudniej było mu czekać.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]05.11.20 20:25
Zadane pytanie zbyła milczeniem, nie uważała, by wymagało ono odpowiedzi. Czy naprawdę było to konieczne – co dokładnie? Ostrożność? Zdawała sobie sprawę z faktu, że wybrane zaklęcie nie powinno stanowić większego problemu dla kogokolwiek, kto zechciałby dostać się do środka, lecz przecież mogło kupić im trochę czasu. Przede wszystkim miała jednak nadzieję, że nikt ich nie zauważył, że nikogo nie podkusi, by odwiedzić opuszczoną od dłuższego czasu tawernę akurat tego wieczoru. Stale miała się na baczności, nie spuszczając nieznajomego z oczu nawet na chwilę; co prawda zachowywał się tak, jak gdyby nie chciał sprawiać problemów, nie mogła jednak wiedzieć, czy nie jest to jedynie gra pozorów.
Wydawało jej się, że dostrzegła zawahanie – a może powątpiewanie – gdy napomniała go, by trzymał się z daleka od okna. Mimo to posłuchał, odsunął się w bok, jednak wciąż nie odrywał wzroku od framugi. Może traktował je jako ewentualną drogę ucieczki, a może dojrzał w blasku latarni coś szczególnie interesującego, niepokojącego; łudziła się, że gdyby mieli do czynienia z drugą ewentualnością, dałby jej jakikolwiek znak, ostrzegł, solidaryzując się w obliczu nadciągającego zagrożenia. Skrzywiła się na widok wszędobylskiego kurzu, rzucającego się w oczy w mlecznobiałym świetle Lumos, a także na poprzewracane krzesła, porozbijane szkła; rudera, pozornie idealnie miejsce na takie spotkania. Czy zdarzało się, że nocowali tu uciekający przed Ministerstwem mugole? Czy na pewno byli tu sami…? Oparła biodro o wybrany mebel, bezwiednie poprawiając materiał ubranej na tę okazję spódnicy; miała stąd dobry widok na rozmówcę, a przy tym znajdowała się odpowiednio daleko od okien, od drzwi wejściowych, by nie musieć obawiać się nagłego ataku… Kogoś. Kogokolwiek.
Uniosła wyżej brwi, mrużąc przy tym oczy, gdy chłopak – mężczyzna? – skrzywił się w reakcji na pytanie o cyrk. Może nie chciał o nim mówić, może przywołała wspomnienia, może dotknęła do żywego, to bez znaczenia. Musiała kontynuować. Nie uciekała przed nim spojrzeniem, gdy tak patrzył na nią na poły z lękiem, na poły z powodowanym nim wzburzeniem; nie miała zamiaru okazywać choćby namiastki uległości, słabości, ani tym bardziej dawać mu okazji do wywinięcia jakiegokolwiek numeru. W końcu to on odwrócił wzrok, ona zaś wspaniałomyślnie dała mu czas do wybrania odpowiednich słów, ułożenia sobie w głowie myśli. Czekała. Pokiwała krótko głową, tak jak myślała, cyrk wciąż cieszył się popularnością, przyciągał czarodziejów, którzy szukali wytchnienia od wojennej zawieruchy, odwodził myśli od niewesołych doniesień na temat kolejnych ofiar czy egzekucji. – Ponieważ interesują mnie niektórzy ludzie, ludzie, którzy mogą tam bywać, bawić się wśród widowni. Powiedzmy, że żyję z szeptów. Potrzebuję informacji, by móc utrzymać się na powierzchni. Ty zaś, Marceliusie, widzisz i słyszysz różne rzeczy. Rzeczy, do których ja, lub Joe, nie mamy dostępu… Zgadzasz się? – Zapytała nagle, a choć mówiła cicho, to końcówka wypowiedzi była wyraźniejsza, bardziej stanowcza. Nadal nie była pewna, z kim ma do czynienia. Z rozkapryszonym dzieciakiem, z młodym czarodziejem w potrzebie czy ze swym największym błędem, któremu pod żadnym pozorem nie powinna dawać tego eliksiru. – Znasz się na eliksirach? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, w jej głosie wybrzmiało coś innego, coś na kształt cienia rozbawienia. A może kpiny? Mimo to sięgnęła do torby, wciąż nie spuszczając z niego wzroku wymacała niewielką fiolkę, wyciągnęła ją przed siebie. Niech patrzy, o ile cokolwiek mu to da. – Jeden gwałtowny ruch i skończysz z nożami w plecach – dodała bez większych emocji, lojalnie przedstawiając mu warunki, na jakich miała odbyć się prezentacja towaru. Wolałaby jednak, żeby jej do tego nie zmuszał. Magia bywała kapryśna. – Chcę, żebyś był moimi oczami i uszami – przyznała bez ogródek, nie mieli czasu na podchody, pomoc zaś miała swoją z góry ustaloną cenę, która nie podlegała negocjacji. – Czytałeś czerwcowego Proroka? Czy może stronisz od tak nielegalnych lektur? – Wwierciła w niego nachalne, uważne spojrzenie, pozwalając podejść bliżej, trzymając różdżkę w pogotowiu.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]21.11.20 22:31
Patrzył na nią z powagą. Powagą zmieszaną ze strachem, kiedy słuchał wypowiadanych przez nią słów, mimo wszystko niosących posmak ulgi, pytała o gości, nie o cyrk. Nie o jego przyjaciół, rodzinę, jak lubił o nich myśleć. Ale dyrektor nie będzie zachwycony, jeśli zacznie donosić na tych, którzy pojawiali się na jego arenie, pytanie tylko: komu i po co miał o tym donosić? Czy potrafiłby tak po prostu sprzedać swoich bliskich, za ich plecami relacjonować ich działania? Jaki trzeba było mieć charakter, żeby donosić? Uciekł wzrokiem w bok, myśli pędziły przez umysł szalonym cwałem. Potrzebował tego - co miał zrobić? Rzucić na szalę bezpieczeństwo innych - w zamian za własne? Czy potrafiłby, wepchnąć w przepaść kogoś innego, by ocalić siebie? Nie wiedział, czy potrafiłby, ale był niemal pewien, że nie potrafiłby potem spojrzeć sobie w oczy we własnym lustrze.
- O czym chcesz wiedzieć? - zapytał w końcu, niechętnie przenosząc spojrzenie ku niej. - Jakiego rodzaju szepty cię interesują? Słyszę wiele rzeczy, czasem o tym, że ktoś sprawił sobie podobną szatę, innym razem o tym, kto z kim umawia się na schadzki. Do cyrku nie zachodzi elita, a jeśli - zwykle nie mam z nią kontaktu. - Nie był na tyle ważny, czy chciała szpiegować zwykłych ludzi? W jego głosie wybrzmiewało niewiele poza szczerością. - Chcesz, żebym się zgodził w ciemno? Po co ci te informacje? - zapytał wprost, wkładając wszystkie swoje siły w to, by wybrzmieć pewnie - raczej nie wyszło. Joe mówił, że mógł jej zaufać, ale stojąc naprzeciw niej nie potrafił wyzbyć się wątpliwości. Zawahał się, czy wolno mu było zadawać pytania? Czy jeśli przekroczy cienką granicę, czarownica straci do niego cierpliwość i zniknie? Była jego jedyną nadzieją. Musiał spróbować zarejestrować różdżkę - i czuł się jak przyparte do muru zwierzę. Nie, nie znał sią na eliksirach - mógł jej tylko zaufać, tak jak musiał zaufać w to, że ona sama wiedziała, co miała wewnątrz fiolki. Wytknięcie niewiedzy nieszczególnie go zabolało, ale dobrze było wiedzieć, że rzeczywiście miała przy sobie fiolkę. Joe mówił, że go nie oszuka. Kiedy szkło zalśniło między nimi, przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby po prostu podbiec do niej, wydrzeć ją i zniknąć, być może zrobiłby to szybciej, niż zdążyłaby wypowiedzieć inkantację zaklęcia, szybciej, niż sięgnąłby go promień. A być może nie - i noże rzeczywiście przebiłyby go w pół ruchu. Tu, w porcie, nikt nie zwróciłby uwagi na wykrwawiające się ciało chłopca będącego synem mugolki. Może nawet dostałaby za to nagrodę od Ministerstwa, zapłatę, jak szmalcownicy. Jego usta ułożyły się w wąską kreskę, ale nie drgnął. Ani nie odpowiedział, nie zamierzając jej prowokować.
Pokręcił głową przecząco na jej kolejne pytanie. Nie czytał Proroka. Słyszał, że była w nim prawda, że mógł dowiedzieć się z niego więcej, ale jego egzemplarze były też coraz lepiej zabezpieczane - i coraz mocniej ścigane. Nie do końca chodziło o to, że były nielegalne, choć poczuł jej oceniające spojrzenie - a może tylko mu się wydawało? może to był test? - nie miał źródła, z którego mógłby wziąć tę gazetę. Ze Steffenem nie miał kontaktu długie miesiące. Był bardzo młody - a poza cyrkiem, poza portem, znał niewielu czarodziejów.
Joe mówił, że mógł jej zaufać.
- Nie czytałem - przyznał, wahając się, czy wypowiedzieć dalsze słowa. - Na Arenie nie mam za dużej... prywatności - Miał wagon tylko dla siebie, ale to nie znaczyło, że nie przewijali się przez niego inni. W środku miał materac, niewiele nadto. Trudno byłoby tam cokolwiek ukryć. A gdyby ktoś znalazł u niego Proroka - czy nie wyrzuciliby go z Areny? Co zrobiłby wtedy, dokąd by poszedł? - Nie znam zresztą nikogo, kto ma do niego dostęp - dodał w końcu szczerze, bo pewnie gdyby znał - zaryzykowałby. Chciał znać prawdę. - Dlaczego o to pytasz? - Joe mówił, że mógł jej ufać, powtarzał jak mantrę. Nie sprawiała wrażenie godnej zaufania, ale wierzył Joemu. Odwagi, Marcelu. Szczerości. To cię ocali, choć serce przyśpieszało rytmu z każdym kolejnym oddechem.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]24.11.20 8:12
Pokręciła krótko, z zawodem, głową. – Nie interesują mnie podobne sukienki czy schadzki. Nie interesują mnie nawet niewierni mężowie czy rozwiązłe żony… O ile nie są to czarodzieje, których można powiązać z działalnością Rycerzy Walpurgii. Bo słyszałeś o nich, prawda? – Uniosła wyżej brwi, obracając fiolkę w dłoni, bawiąc się nią – celowo kusząc chłopaka widokiem pożądanego specyfiku. Ryzykowała, gdy wspominała Proroka Codziennego, ryzykowała też, gdy doprecyzowywała zakres pożądanych informacji. Nie mogli jednak dojść do porozumienia posługując się tylko i wyłącznie sugestiami, tajnymi hasłami, niedopowiedzeniami. – Poniekąd tak. Chcę, żebyś się zgodził, nie pytając mnie o to, co z nimi zrobię. Zapewne domyśliłeś się już jednak, że nie mam zamiaru szkodzić tobie, ani twojemu pracodawcy. – Kontynuowała, nie spuszczając z niego wzroku; wciąż trwała w tym samym miejscu, nie zwracając uwagi na cichy, dobiegający z zewnątrz szmer mżawki. Cienie tańczyły po jego twarzy, nadając jej dziwnego, niemalże złowrogiego wyrazu. Wrażenie minęło jednak tak szybko jak szybko się pojawiło. Był młody, zlękniony, nic więcej. A gdyby nawet spróbował odebrać eliksir siłą, dałaby sobie z nim radę. Prawda? Poza tym, Joe mówił, że to dobry dzieciak. Że był w potrzebie. Oby miał rację – i oby nie próbował, próbowali, jej oszukać.
Ostrzeżenie nie przypadło mu do gustu, takie przynajmniej odniosła wrażenie. Ściągnięte usta, napięte mięśnie… a może po prostu szykował się do skoku? Nie powinna przecież zapominać, czym zajmował się na co dzień. Skinęła, nadal przyświecając sobie różdżką, na krótką chwilę zamierając w bezruchu, przestając poruszać obiecaną miksturą. Mogła się tego spodziewać, posiadanie Proroka wiązało się z łamaniem prawa, same próby jego zdobycia były igraniem z ogniem. Mimo to wolała zapytać – wszak oszczędziłoby to jej wymieniania pewnych nazwisk. – Rozumiem. Nie musiałeś go jednak czytać, by zauważyć zmianę zarządcy portu – podsunęła, kierując jego myśli na odpowiednie tory. Trudno byłoby przeoczyć okaleczone, wystawione na pokaz ciało, jeszcze trudniej nie usłyszeć żadnych soczystych plotek, zlęknionych szeptów. Poplecznicy samozwańczego lorda Voldemorta nie próżnowali, dbając o to, by wzbudzić w sercach niezdecydowanych strach. – By usłyszeć nazwisko tego, który zabił swego poprzednika – Spróbowała podchwycić spojrzenie Marceliusa, chcąc w ten sposób ocenić, na ile nadąża, co rozumie z konfliktu, który spustoszył Londyn. Czy bywał poza granicami bezpiecznej areny Carringtonów? – By wiedzieć o tajemniczych pożarach, o Bezksiężycowej Nocy… – kontynuowała bez większych emocji, choć bestialstwo to wstrząsało nią do głębi. Odrażało i spędzało sen z powiek. – Wierzę, że niektórzy spośród tych, którzy tytułują się Rycerzami Walpurgii, pojawiają się również w cyrku. A jeśli nie oni sami, to ich rodziny. Goyle, Macnair, Mulciber, Zabini, Rookwood, Vablatsky… – Każde nazwisko wypowiadała wyraźnie, z naciskiem i dziwnym błyskiem w oku. Niech słucha i zapamiętuje, nie będzie się przecież powtarzać. Joe mówił, że to dobry dzieciak; miała nadzieję, że się względem niego nie mylił. Ujęła fiolkę między palec wskazujący i kciuk, prezentując ją w pełnej krasie. – Ja nie pytam, po to ci ten eliksir. Ty nie pytaj, po co mi te informacje. Nie zaprzątaj sobie nimi głowy, po prostu je dostarczaj. I pamiętaj, że gdybyś próbował mnie oszukać… Wiem, gdzie cię znaleźć – Złożyła usta w pozbawionym wesołości uśmiechu, z bijącym szybciej sercem oczekując jakiejkolwiek reakcji towarzysza. Oburzenia, zdziwienia, strachu. Podejrzewała, że może próbować się wycofać, przerazić narażania się tym, którzy byli blisko obecnej władzy, otwarcie mówili o egzekucjach dla swych wrogów – i dlatego nie przestawała nęcić go pobłyskującą w nikłym świetle Lumos miksturą.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]13.12.20 2:46
Rycerze Walpurgii. Oczywiście, że o nich słyszał - choć wolałby nie, wolałby, żeby to było możliwe nie wiedzieć o nich niczego. Nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Czy tacy przychodzili do cyrku, nie wiedział, czy tacy byli w cyrku, miał nadzieję, że nie - zagrażali przecież bezpośrednio jemu, choć mial nadzieję, że ci, których znal, którzy znali jego, którzy potrafili powiązać jego tożsamość z jego mugolską matką pozostawali ciasnym zamkniętym kręgiem osób dość mu bliskich, by nie musiał się tej informacji lękać. Czy było tak naprawdę, nie mógł do końca wiedzieć. Zdawało mu się, że pana Carringtona interesowało niewiele poza pieniędzmi - tak długo, jak długo on dostarczał ich jemu, mógł liczyć na jego łaskawość. A może tak mu się tylko wydawało. Dostrzegał blask szklanej fiolki, zastanawiając się nad tym, jak nisko upadł - rozmawiając o tym, czy zgodzi się donosić w zamian za eliksir, który mógł go ocalić. Jak daleko zaszedł świat - i jak bardzo nie może się już z tej drogi cofnąć. Miał nie pytać nawet po co. Ktoś uznałby, że to wygodne, ale on nigdy nie był wygodny. Nie chciał nigdy być jak swój ojciec. Nie mógłby spokojnie spać, nie wiedząc, czy jego działania nie szkodziły niewinnym  - ale  nikt powiązany z Rycerzami nie mógł być niewinnym.
- Nie - przytaknął, oczywiście, że nie, oczywiście, że zauważył, że słyszał, że widział śmierć; nie wierzył, nie mógł tego zrozumieć, czy naprawdę takiej stolicy pragnęli ci ludzie? Zlęknionej, płaczącej krwią i deszczem. Pokręcił głową przecząco, odsuwając się lekko od ściany i przechodząc wzdłuż niej, nie zbliżając się do kobiety, ale czując niezwykłą potrzebę rozchodzenia swojego gniewu. Oczywiście, że bywał poza areną, a nawet na samej arenie - w bezksiężycową noc słychać było krzyki. Widział Tamizę barwiącą się czerwienią. Widział zbyt dużo i więcej, niż zobaczyć chciał, przetarł dłonią skroń, zatrzymując się po drugiej stronie pomieszczenia, bokiem do ściany i bokiem do niej, opierając skroń na ścianie. Oczywiście, że się bał, bał się wszystkiego, co działo się wokół, ale lęk nigdy go nie paraliżował - w innym wypadku nie zaszedłby w cyrku tak daleko. Jeszcze bardziej, niż się bał, żal mu było tych wszystkich ludzi, którzy zginęli. Jeszcze bardziej niż strach czuł gniew, bo ci mordercy robili to pod przykrywką władzy, na którą nie było przecież zgody.
Na którą on - nie potrafił się zgodzić.
Zatrzymał oddech, wsłuchując się w podane przez nią nazwiska, większość nic mu nie mówiła  - ale nie wszystkie. Goyle był zarządcą, o tym wiedziała. Ale...
- Macnair? - powtórzył po niej, przenosząc spojrzenie ku niej - pełne niedowierzania, podkreślone przez rozchylone w grymasie usta; po chwili zamknął oczy, uzmysławiając sobie, jak wielki błąd popełniła Delilah, wracając do kraju. Co, jeśli rodzina się o nią upomni? Brzmiało to niemożliwie, ale wiedział, że wcale takim nie było. Powinien ją ostrzec. Ale jej - jej zdradzić nie mógł. Przełknął ślinę. - Widziałem się z nim ostatnio - zdradził, niedbałym ruchem dłoni odrzucając z twarzy włosy, chyba bardziej dla przeciągnięcia czasu niż z potrzeby - nie mówił wcale chętnie. Czy stał wtedy naprzeciw mordercy? Naprzeciw człowieka, który gotów byłby zarżnąć go jak świnię - tylko ze względu na pochodzenie jego matki? - Cillian - Nie wiedział, jakie informacje były dla niej ważne. Sam nie potrafił dostrzec klucza. - Magizoolog. Odebrałem od niego czupakabry do cyrku. Nie wiem, czy legalnie zdobyte, pewnie nie. Nie jest u nas na kontrakcie, to było zlecenie. Cyrk dużo za to zapłacił - Czy jednorazowe, tego wiedzieć nie mógł. - Czy on...? - należał do nich? Czy wiedziała? Pokręcił głową, przez myśl by mu nie przeszło. Nie mógł jej powiedziec więcej, bo więcej nei wiedział - albo tez nie wyczuwał, co mogło mieć znaczenie. Teraz został szpiegiem, świetnie. Brzmiało to trochę lepiej niż donosiciel. Nieznacznie.
- Zrobię to -oznajmił, tak jak gdyby miał inne wyjście. Nie miał, a ona o tym doskonale wiedziała. Nie powinna wątpić w jego szczerość, skoro już jej coś dał. Wypowiedziana groźba sprawiła, ze jego spojrzenie ostrożnie pomknęło z powrotem ku jej twarzy, z tą samą gniewną buntowniczą iskrą w oku, co przed momentem; nie odpowiedział. - Jak mam się z tobą kontaktować?


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]15.12.20 16:44
Nie miała zamiaru go popędzać – nawet jeśli nie mogli przebywać tu zbyt długo, by nie kusić losu; patrole stale przeczesywały skąpane w bladych, sztucznych światłach ulice, w końcu dotrą i tutaj, może nawet wejdą do środka, tak na wszelki wypadek... Trzymany w dłoni eliksir powinien być wystarczającą zachętą do nawiązania współpracy, wszak tego właśnie pożądał chłopak, zamkniętych w niewielkiej buteleczce Wężowych Ust, mimo to chciała dać mu wystarczająco dużo czasu, by w pełni zrozumiał powagę sytuacji. Przyswoił sobie nazwiska, które wydrukowano na kartach czerwcowego Proroka Codziennego, a na których dźwięk powinien nadstawiać ucha, zachowywać niebywałą ostrożność. Chciała, żeby podjął tę decyzję świadomie, zdając sobie sprawę z wiążącego się z nią ryzyka. Nie mogła wiedzieć, w jaki sposób akrobata odczuł Bezksiężycową Noc, czy zainicjowana przez Malfoya czystka odcisnęła na nim krwawe piętno, czy w mglistych niedopowiedzeniach na temat jego rodziny było choć ziarno prawdy – domyślała się jednak, że nic nie było już takie samo. Ani cyrk, ani magiczny port. A to musiało go dotykać, uwierać, drażnić jak wbita pod paznokieć drzazga.
Powiodła za nim uważnym, nachalnym wzrokiem, gdy postanowił ruszyć się z miejsca; ścisnęła mocniej różdżkę, szykując się do ewentualnej obrony, jednak wyglądało na to, że to tylko przemawiają przez niego nerwy, do głosu dochodzi wzburzenie – nie skrócił dzielącej ich odległości, zamiast tego przeszedł ledwie kilka kroków, by zaraz znów oprzeć się o podniszczoną ścianę opuszczonej tawerny. Zdawało jej się, że poruszyła odpowiednie struny, uderzyła w czuły punkt, jednak ciemność, w której przyszło im się spotkać, nie pomagała w poprawnym rozpoznawaniu gestów, grymasów. Wymieniała kolejne nazwiska, bez trudu odnajdując je w swej pamięci – spisany przez Zakonników artykuł czytała już tyle razy, że potrafiłaby je przywołać i obudzona w środku nocy. Jedno z nich musiało wzbudzić w nim silniejsze, wyraźniejsze, emocje. Uniosła brwi w odpowiedzi na tę nieoczekiwaną reakcję, napotykając pytające spojrzenie towarzysza; czyli coś wiedział, coś kojarzył, mógł spłacić część zaciąganego długu jeszcze przed rozejściem się każde w swoją stronę. Tylko co zamierzał powiedzieć, czy miała to być w ogóle prawda – nie wiedziała. Przełknął ślinę, odgarnął opadające na twarz włosy, po czym odezwał się znowu, z ociąganiem; widziała niechęć, gdyby tylko mógł sobie na to pozwolić, z pewnością zostawiłby ją tutaj z niczym. Znów przywodził na myśl zagonione w kąt zwierzę, zwierzę, którego nie należało lekceważyć, dla własnego dobra.
Wysłuchała go w zamyśleniu, odnotowując wszystkie – dość oszczędne – informacje na temat znanego mu czarodzieja. I nie skomentowałaby ich nawet słowem, gdyby nie urwał, nie zawiesił głosu. Dopiero wtedy odczuła coś na kształt namiastki współczucia; albo był w niekłamanym szoku, nagle zdał sobie sprawę z faktu, kto mógł kręcić się tuż obok, współpracować z cyrkiem, albo potrafił naprawdę dobrze grać. Na tyle dobrze, by móc ją wywieść w pole. Może przemawiała przez nią pycha, lecz bardziej prawdopodobnym wydawała jej się pierwszy z możliwych scenariuszy; chłopak był młody, podobno też dobry – cokolwiek miałoby to znaczyć. Spojrzała na niego bez śladu wrogości, po czym pokręciła krótko, opieszale, głową. – Nie. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Prorok wspominał o innym Macnairze, Drew… Lepiej jednak miej oko i na tego magizoologa. Takie poglądy potrafią być zaraźliwe. Rodzinne – odpowiedziała cicho, w kolejne zgłoski zakradało się zmęczenie wyraźnie pobrzmiewające w zmienionym, należącym do Emer głosie. – Dobrze – przytaknęła miękko, w końcu słysząc upragnioną deklarację; wiedziała, że w końcu padnie z jego ust, lepiej jednak prędzej niż później. Poczekała, aż podejdzie bliżej, by odebrać swą nagrodę. – Będę się do ciebie odzywać, raz na jakiś czas. Gdybyś jednak dowiedział się czegoś istotnego, co nie powinno czekać lub potrzebował czegoś jeszcze… Sowa Joego zna drogę. – Podchwyciła wzrok akrobaty; wymieniali się już korespondencją, wolałaby jednak nie kusić losu, listy zawsze mogły zostać przechwycone. A kiedy już Marcelius miał opuścić rozświetlaną jedynie bladym blaskiem Lumos tawernę bogatszy o pożądany specyfik, odezwała się po raz ostatni. – Powodzenia.Będzie ci potrzebne.

| 2xzt


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]28.12.20 11:11
1 września 1957 rok


Doki należały do miejsc gdzie można było się zaszyć, ale również spotkać ciekawe osoby lub wpaść w tarapaty. To ostatnie należało do wielkich zdolności Herberta, który siedział w Opuszczonej Tawernie, a dwie chusteczki zwisały mu z nosa barwiąc się czerwienia. Po raz kolejny oberwał i to akurat jak się o to nie prosił. Chyba miał taką twarz, w którą dosłownie każdy chciał przywalić. Upił solidny łyk wody i kaszlnął cicho. Dżungla była bezpieczniejsza od Londynu, będzie to cały czas powtarzał. Po co stawał w obronie tego dzieciaka? Wystarczyło przejść obok, ale nie musiał zainterweniować i pokazać swoje bohaterstwo. Kiedyś straci przez to głowę, a Hal mówił, żeby się nie angażował. Zachłysnął się wodą, aż poczuł je w bolącym nosie. Mógł rzucić proste zaklęcie, ale te chusteczki były swoistą karą za jego bezmyślność. Włóczenie się po dokach nikomu nie przyniosło jeszcze niczego dobrego, więc czego się spodziewał. Czasami jednak miał dość Dorset i sielskiego życia. Szukał adrenaliny, której tam nie mógł dostać. Był od niej uzależniony i wiedział o tym doskonale. Uprzedzano go, że im częściej będzie opuszczał dom rodzinny tym większe prawdopodobieństwo, że nie będzie potrafił wrócić. Już teraz miał małe problemy z przystosowaniem się. Stąd te chusteczki w nosie. To miejsce wydawało się bezpieczne do przeczekania, gdyż napastnicy rzucili się za nim biegiem chętni ukręcić Greyowi łeb i to w najbardziej bolesny sposób jaki znali. Grey zaś lubił swoją głowę i kark więc nie chciał ich tracić w tak brutalny sposób. Uciekł i zaszył się w tym przybytku, licząc, ze nikt go nie znajdzie. Wyciągnął z plecaka chusteczki oraz butelkę wody i usiadł pod ścianą. Każdy hałas na zewnątrz powodował jednak lekkie drgnięcie i kontrole spojrzenie w stronę drzwi, gotowy do ucieczki jak tylko zobaczy w progu napastników. Nie miał zamiaru tym razem się złapać i dać stłuc. Choć osobiście wolał już aby reszta dnia minęła mu w miarę spokojnie. Kolejny łyk wody i zmiana chusteczek, gdyż krew jak na złość nadal leciała z nosa i nie chciała przestać. Rozejrzał się po pomieszczeniu, do którego tak szybko uciekał mając nadzieję na uratowanie skóry.

|k100 na spostrzegawczość + 2 spostrzegawczości
|k10 (jeżeli spostrzegawczość się uda) na to co znajduje



Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]28.12.20 11:11
The member 'Herbert Grey' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 20

--------------------------------

#2 'k10' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona tawerna - Page 9 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]06.01.21 19:57
Obserwowanie zawsze sprawiało jej dużo frajdy. Już za dzieciaka lubiła siedzieć na dachach budynków i przyglądać się życiu, jakie toczyło się pod jej stopami. Lubiła siedzieć wieczorami na pomoście i przyglądać się krzątającym na statkach marynarzom albo siedzieć przy barze i przysłuchiwać się temu, co ludzie mówią. I dzisiejszego dnia także, obserwowała okolicę kiedy dostrzegła znajomą sylwetkę biegiem skrywającą się za drzwiami opuszczonej, niegdyś dość sławnej i lubianej, tawerny i zaraz z za rogu wybiegli kolejni. Oj, ktoś tu chyba miał kłopoty. Kącik ust kobiety lekko uniósł się ku górze. Oczywiście udawała, że nie wie o co chodzi, nic nie widziała i nic nie słyszała. Najlepsza strategia na takie sytuacje, jeśli nie chce się człowiek w nic wmieszać. Gdy tylko minęli opuszczoną tawernę i skręcili w boczną uliczkę odepchnęła się od barierki przy której stała, udając z jaką to fascynacją przygląda się rozładunkowi materiałów, powolnym krokiem ruszyła w stronę drzwi, które otworzyła z donośnym skrzypnięciem.
- No i kogo my tu mamy – zmoknęła zamykając je za sobą.
Kojarzyła mężczyznę, znała go z widzenia i czasami przysłuchiwała się jego rozmowom, gdy miała ku temu sposobność. Chyba nigdy nie zamienili ze sobą słowa, ale była pewna, że i on ją rozpozna. W końcu była dość charakterystyczna. Ludzie, którzy pojawiali się w Parszywym, raczej dowiadywali się prędzej czy później o istnieniu Huxley. Albo im przyniosła piwo, albo właśnie szła z innym klientem do pokoju na górze, aby jego zaspokoić, a dla siebie wyciągnąć potrzebne informacje. Tego czarodzieja nie miała jeszcze okazji za dobrze poznać, ale coś czuła, że to się wkrótce zmieni.
- Panowie, którzy cię gonili skręcili w uliczkę niedaleko. Pewnie niedługo tu wrócą i, o kurwa, chyba leje ci się krew z nosa. Wiedziałeś o tym? – zapytała z lekkim uśmiechem na twarzy.
Osiłki, które go goniły były łatwe do obejścia, stąd było też tylne wyjście, o którym Hux wiedziała, a skoro mężczyzna tu jeszcze siedział, to on raczej o tym nie wiedział. Tak, zdecydowanie w najbliższej przyszłości poznają się zdecydowanie lepiej.


There’s nothing wrong with being bad
You know that’s what you like about me
Just run your fingers down my back
Go ‘head and feel up on my bodyooh baby
Rain Huxley
Zawód : Portowa dziwka, informatorka
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5603-rain-huxley https://www.morsmordre.net/t5628-poczta-rain#131770 https://www.morsmordre.net/t5627-it-can-t-rain-all-the-time#131769 https://www.morsmordre.net/f121-dzielnica-portowa-welland-street-5-12 https://www.morsmordre.net/t5630-skrytka-bankowa-nr-1380#131776 https://www.morsmordre.net/t5629-rain-huxley#131774
Re: Opuszczona tawerna [odnośnik]07.01.21 12:20
Prawie zerwał się do biegu słysząc ostrzegawcze skrzypienie drzwi, ale kiedy dojrzał kobiecą figurę opadł ponownie na ziemię zbierając upuszczone z podłogi chusteczki. Kojarzył jej twarz z Parszywego. Obsługiwała gości przy ladzie lub znikała na schodach. Inni bywalcy czasami rechotali i dawali sobie kuksańce w bok kiedy wspominali jej imię. Jeżeli nie donosiła osiłkom, którzy go sprali to był jeszcze przez chwilę bezpieczny, tak przynajmniej mu się wydawało, bo czy przy takiej kobiecie można być bezpiecznym całkowicie.
-Witaj, Rain – wysilił się na uprzejmość, i chyba dobrze zapamiętał jej imię. Kiedy usłyszał, ze dalej leci mu krew z nosa zaklął cicho i sięgnął po kolejne chusteczki, które wsadził do nosa, a te zaczęły zabarwiać się czerwienią. – Chyba złamali mi nos…
Mruknął czując jak pół twarzy mu pulsuje od uderzeń napastników.
-Mówisz, że niedługo wrócą? – Zapytał unosząc na nią niebieskie spojrzenie i stęknął. – To oznacza, że lepiej opuścić to miejsce.
Nie uśmiechało mu się ponowa konfrontacja z nimi. Podejrzewał, że kolejnego spotkania już nie przeżyje albo nieprzytomnego zostawią na bruku, a on ocknie się bez pieniędzy i różdżki przy swoim boku. Jednak tawerna kusiła aby jeszcze w niej pobyć i zebrać siły. Był zmęczony i organizm domagał się odpoczynku. Musiał jeszcze chwilę odczekać jeżeli chciał się teleportować do Dover. Zerknął na kobietę.
-Co tu robisz? – Zapytał po chwili, bo właśnie do niego dotarło, że teoretycznie nie powinno jej tu być. Większość pewnie widziała, bo w końcu powiedziała mu gdzie pobiegli jego oprawcy. Pytanie dlaczego postanowiła wejść za nim do tawerny i go ostrzec. W końcu się nie znali, a on też nie był szczególnie zainteresowany jej usługami. Nie odrzucała go i nie uważał jej za brzydką kobietę, wręcz przeciwnie. Przyciągała wzrok i była świadoma tego jak działa na płeć przeciwną. Byłby kłamcą gdyby powiedział, że sam parę razy się za nią nie obejrzał. Jednakże jej usługi i pięterko nie były w kręgu zainteresowań Greya.
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Strona 9 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

Opuszczona tawerna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach