Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stadion Narodowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Stadion Narodowy   09.07.15 19:16

First topic message reminder :

Stadion Narodowy

Jeden z większych stadionów Wielkiej Brytanii znajduje się pod Londynem, na błoniach skrytych przed mugolskimi oczami. Każda niemagiczna istota ujrzy tu jedynie kilka starych magazynów, o dziwnie odpychającej urodzie - aż nieprzyjemnie się zbliżać...
Wygodne czterostopniowe trybuny o kilkunastu rzędach pną się ku niebu, dając doskonały widok na zadbaną, zieloną murawę boiska. Na jego krańcach znajdują się po trzy kolorowe bramki. Dzięki otwartemu dachowi gracze mają możliwość popisywania się przed widzami niezwykłymi, zapierającymi dech w piersiach manewrami.
Możliwość gry w quidditcha


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Rowan Sprout
Rowan Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

And if you take my hand,
Please pull me from the dark,
And show me hope again...

OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   24.08.18 16:13

To było silniejsze od niej, jakiś pierwotny instynkt nakazujący wykrzywić duże wargi we wręcz przymilnym uśmiechu, zbliżyć się nieznacznie w stronę towarzysza tak, by wzajemnie mogli poczuć ciepło bijące od ich ciał obleczonych w wiele warstw ubrań, spojrzeć nań z uwagą oraz niczym nieskalaną niewinnością. Bo przecież niczym innym nie mogłaby być panna Sprout, czysta niewinność oraz takt. Serio, serio.
Czasem gorszy dzień, a czasem cały sezon — odpowiada wesoło, w ciemnych ślepiach tli się jakaś figlarność, kiedy w zadowoleniu odsuwa się i niemalże mości się na swoim siedzeniu. Nigdy nie będzie nimi porozumienia, jeśli chodzi o quidditcha. Bojczuk był w końcu zapalonym fanem tylko jednej drużyny, zapatrzony w nią nie widziałby ostatnich porażek, czy coraz to gorszej gry obrońcy — Rowan z kolei, była okropnym przykładem osoby jednocześnie lubiącej i zdecydowanie nielubiącej wszystkich. Nie potrafiła się zdecydować, kręciła lekko zadartym noskiem oraz wzdychała w niezadowoleniu, widząc jedynie wady zawodników. Jednak nie była w stanie zmienić swego zachowania, zbytnio ubawiona złośliwymi komentarzami, na które mogła sobie pozwolić oraz gorącym dopingiem, który nie musiał w zasadzie dotyczyć nikogo konkretnego, a wychwalał zaledwie wykonany manewr. Ach, jakże wielce problematyczna była z niej osóbka jak na tak niewielką postać.
Brzmi to, jak zbiór interesujących opowieści, które być może warto poznać. Musiałeś spotkać nie tylko interesujących ludzi, ale i zwierzęta — aż pojaśniała na samą myśl, ujęta perspektywą spotkania magicznych stworzeń, które nie występują w Wielkiej Brytanii. Teoretycznie jako Sprout z krwi i kości oraz słodyczy, powinny ją bardziej interesować okazy roślinne, które z pewnością mogłyby mieć intrygujące zastosowania w jej uzdrowicielskim fachu, lecz w żyłach rudzielca płynął również karmin Skamanderów i to on był zdecydowanie silniejszy, niźli zielarska spuścizna. Cóż, w końcu na starość pragnęła hodować Hipogryfy, więc to o czymś musiało świadczyć. Nie była do końca pewna, o czym to świadczyło, ale o czymś musiało.
Jakim cudem? Po tylu szlabanach? — pyta szczerze zaskoczona, pamiętając, że przecież Johnatan lubił być w centrum uwagi i często nader dzielił się swymi dziełami, a te czasem wpadały wprost w ręce nauczycieli niepodzielających artystycznych zdolności młodzieńca. Ile razy musiał szorować salę z pucharami szkolnymi?
Oho — kwituje z lekko uniesioną brwią Red, gdy słyszy konspiracyjny ton żeglarza. Wysłychuje jego propozycji, czując przedziwną lekkość na sercu oraz ogromną chęć roześmiania się na głos. Jakim cudem, po tylu latach oraz przeżytych przygodach, mógł wciąż pozostawać taki sam? — Mam lepszy pomysł — oświadcza, co oznacza, że generalnie to on będzie używany pod ich zakład. Innej opcji nie przewidywała i biada temu, kto będzie próbował podważyć decyzję niziutkiego stworzenia — Jeśli wygrasz, zgoda, pójdę na tę randkę. Ale jeśli ja wygram, zabierzesz mnie na coś mocniejszego — tutaj wskazała miejsce, gdzie schował piersiówkę — I to stanowczo nie będzie randka — dodaje zaraz beztrosko. Następnie całą swą uwagę kieruje już na mecz, w którym gracze już na dobre zaczęli się ze sobą ścierać. Tłuczki przecinały ze świstem powietrze, zacinający deszcz nie ustępował a błyskające pioruny oraz słyszane pomruki gromów, tylko wzmagały dramaturgię. To była zacięta walka, trwająca nieco ponad godzinę, wzbogacana krzykami oraz oklaskami, obraźliwymi komentarzami (prawdopodobnie pochodzącymi od samej Red) i radosnymi wybuchami. W końcu jednak gra zakończyła się zwycięstwem Os.
No, to gdzie mnie zabierasz? — pyta wesoło Rowan, patrząca niemalże ze współczuciem na swojego towarzysza. Przegrana zawsze bolała, tak też poklepała go pocieszająco po ramieniu, ze śmiechem zaraz dając się zaciągnąć do jakiejś najbliższej knajpki. To nie był najgorszy dzień, musiała to przyznać.

| zt dla Ro :pwease:




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   25.08.18 19:24

Darowałem sobie kolejne komentarze, bo tak po prawdzie ta dyskusja do niczego nie prowadziła - każde z nas miało swoje zdanie i chyba musieliby nas łamać kołem, żebyśmy je zmienili... Chociaż może też trochę rozproszyła mnie nagła bliskość panienki Sprout? W każdym razie milczałem, jedynie posyłając jej krzywy uśmiech i patrząc jak z satysfakcją mości się na niewygodnym siedzisku.
- Cóż... być może kiedyś ci o nich opowiem. - puszczam jej perliste oczko, a mój uśmiech powiększa się nieznacznie. Fakt, oprócz ludzi spotykaliśmy na swej drodze także mnogość przedstawicieli fauny i flory, chociaż mi od zawsze bliższe było towarzystwo człowiecze. Nie miałem ręki do roślin, ani cierpliwości do magicznych stworzeń, znacznie lepiej dogadując się z tymi całkowicie zwykłymi. Z krowami, kozami, czasem z drobiem, chociaż gęsiory pasące się na włościach mojej matki bywały nader agresywne. Śmieję się głośno słysząc jej zaskoczony ton, a później zagłębiam się w swoim siedzisku i kręcę delikatnie głową.
- Nie wracajmy do tego, te przeklęte puchary śnią mi się po nocach. - wywracam oczami, robiąc poważną minę. Trochę w tym prawdy w sumie. Jakby dawali nagrody za ilość szlabanów i ujemnych punktów, to myślę, że miałbym szansę znaleźć się przynajmniej w pierwszej piątce, jeśli nie stanąć na podium! A czy to moja wina, że połowa hogwarckich nauczycieli nie miała zielonego pojęcia o sztuce? I żadnego dystansu do swojej osoby.
Słucham tego co ma mi do powiedzenia, po czym mrużę nieznacznie oczy, przez chwilę dumając nad tą zmianą, a ostatecznie kiwam głową.
- Niech i tak będzie. - cóż, lepszy rydz niż nic, czy jakoś tak. Śladem mojej towarzyszki kieruję spojrzenie przed siebie, na zawodników śmigających w powietrzu. Im dłużej trwa mecz, tym ciężej mi wysiedzieć na miejscu, więc już po kilkunastu minutach tkwię pod samą barierką, opierając się o chłodny, śliski metal. Dopinguję i wrzeszczę, włosy sobie z głowy rwę patrząc jak moja drużyna przegrywa z kretesem, a gdy złoty znicz wreszcie ląduje w dłoni szukającego Os, z moich ust wyrywa się przeciągłe NIEEEEEEEE!!!! W pierwszym momencie aż mi się chce płakać, ale ostatecznie jeno przesuwam dłonią po twarzy, spoglądając na Red.
- Znam jedną świetną knajpkę w pobliżu... - mówię, wciąż smutnym tonem i właściwie rozweselam się dopiero gdy mnie pokrzepiająco poklepuje. Kiedy już obydwoje ruszamy wraz z tłumem ku wyjściu, to jak na dżentelmena przystało oferuję damie swoje ramię. Co by nie mówić - dla mnie to i tak randka.

/zt






Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   03.10.18 17:29

25.08

Po ostatniej porażce z Osami, Sroki na nowo miały zalśnić na boisku, tym razem w starciu z drapieżnymi Jastrzębiami. A przynajmniej taką miałem nadzieję, że zalśnią w blasku zwycięstwa, a nie kolejnej klęski, bo tego bym nie wytrzymał! Znaczy, no wytrzymałbym pewnie, ale w kompletnie podłym nastroju. A nie miałem ochoty na żadne podłe nastroje! W każdym razie w aktualnej chwili piąłem się wyżej i wyżej, szukając swojego miejsca. Mijałem kolejne nieznajome twarze, które przeciskały się w drugą stronę; kilku znajomych, których powitałem krótkim uściśnięciem dłoni; i wreszcie ciemnowłosą niewiastę o głębokim, niebieskim spojrzeniu i pełnych ustach, wygiętych w uśmiechu. I ja posłałem jej lekki uśmiech, gdyśmy się mijali, a zaraz poczułem, że coś owija się wokół mojej ręki - długi szal... W KOLORZE JASTRZĘBI!! Zmarszczyłem brwi, unosząc go nieznacznie i zatrzymałem się, w pierwszej chwili chcąc go wyrzucić, no bo halo! Każdy kibic Jastrzębi był dzisiaj moim wrogiem! Ale później przed oczami stanął mi ten czarujący uśmiech i zmrużyłem delikatnie oczy, odwracając się za znikającymi, dziewczęcymi plecami, otulonymi kurtyną ciemnych, lekko skręconych, lśniących w słonecznym blasku włosów.
- Ej! HEJ!... - krzyknąłem za nią, po czym przepraszając zbulwersowany tłum, zacząłem przepychać się w drugą stronę - Hej! Dziewczyno! Proszę pani! Proszę się zatrzymać! - wrzeszczę za nią. Kolejne głowy odwracają się w moją stronę, ale jak na złość nie ma wśród nich samej szalikowej damy. Szalikowa Dama, tak ją właśnie nazwałem w myślach. Więc zaciskam mocniej palce na materiale i przyspieszam, wprawiając w ruch łokcie, coby się szybciej do niej przepchać, a w końcu zaciskam palce na jej szczupłym ramieniu.
- Przepraszam, zgubiła pani szalik... - mówię, unosząc nieznacznie szal, a gdy odwraca się w moją stronę i mam okazję przyjrzeć się dziewczęcej twarzy to nagle wydaje mi się dziwnie znajoma. Marszczę nos - Chwila... Czy my się przypadkiem nie znamy? - mówię i wytężam umysł, przeszukując wszystkie szuflady wspomnień, aż wreszcie trafiam na te beztroskie, hogwarckie chwile spędzone w towarzystwie jednej roztrzepanej Puchonki. Pewnego Promyczka, co mi rozświetlał wszystkie smutne chwile - Czekaj, czekaj, czekaj! Charlie Flume! Zgadza się? Johnatan Bojczuk, coś ci to mówi? - śmieję się, wielce rad, że trafiłem tutaj akurat na tę uroczą dziewoję, bo już nie pamiętam kiedy mieliśmy okazję rozmawiać ze sobą po raz ostatni, mimo tego, że w szkole byliśmy przecież dosyć blisko. Ale po opuszczeniu grubych murów Hogwartu jakoś... no nie udało mi się utrzymać kontaktu z większością znajomych, czego czasem bardzo żałowałem. Jednak skoro już Los na nowo połączył nasze ścieżki, to może jest to odpowiedni moment by niektóre relacje odbudować?








Ostatnio zmieniony przez Johnatan Bojczuk dnia 14.11.18 17:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Charlie Flume
Charlie Flume

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6449-charlie-flume https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6514-zrobie-nasza-ulubiona-herbate https://www.morsmordre.net/f205-pokatna-2-6 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6556-charlie-flume
Zawód : Kelnerka w herbaciarni Kliniki św. Munga
Wiek : 23
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Sometimes silence guide our minds to the places far behind us.
OPCM : 2
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   04.10.18 11:20

Charlie patrzyła na targany silnymi podmuchami wiatru bilet na mecz Jastrzębi z Flamouth ze Srokami z Montrose. Na tym boisku była pierwszy raz, co może wydawać się dziwne, jako że uwielbiała oglądać rozgrywki. Traf chciał, że nigdy nie miała wystarczająco dużo czasu, żeby pojawić się właśnie na Stadionie Narodowym, podczas gdy dzień czy dwa wolnego zdarzały jej się akurat podczas meczy toczących się na odległych od Londynu boiskach. Absurd, co nie? Takich absurdów w życiu Charlie było jeszcze więcej, toteż nie zastanawiając się nad tym dłużej starała się szybciej przebierać smukłymi nogami owiniętymi długą, szarą sukienką w białe róże, zgodnie z barwami ulubionej drużyny. Myśląc nad tym, czy zdąży dotrzeć na czas przed zaprezentowaniem zawodników, aby trochę sprzecznie z wyznawaną jastrzębiowatą religią zawtórować razem z tłumem fanów Srok podczas prezentowania jej przyjaciółki – zawodniczki Sophii Carter, poprawiła na głowie słomkowy kapelusz o dużym rondzie, czując pod opuszkami palców, jak bardzo zdążył nagrzać się od czasu opuszczenia pociągu.
Zawsze spóźniona, zawsze cierpiąca na brak czasu.. ale nie dziś. Nie dziś! I też nie w tym tygodniu. Uśmiechnęła się szeroko, pokonując stopnie prowadzące na trybuny. Jej złote sandałki klapały wesoło z każdym krokiem, jakby wyczuwając dobry humor ich właścicielki, bo oto właśnie Charlie postanowiła w końcu wziąć zasłużony urlop, rzucić podręcznik w najciemniejszy kąt mieszkania i w końcu, nareszcie, na Merlina, trochę się odprężyć. Swój wolny czas postanowiła rozpocząć właśnie od meczu Jastrzębi i była już na górze, przedzierając się najkulturalniej jak mogła przez gęsty jak stara zupa tłum. Oczami sondowała czarno-szaro-białą rzeszę kibiców oraz numery miejsc, by odnaleźć swoje, wypisane żółtymi cyferkami na bilecie. Jej wzrok prześlizgnął się po ciemnowłosym mężczyźnie o zabawnej, rozczochranej fryzurze, który oparty o barierkę obrócił się przez ramię i zatrzymał na niej spojrzenie bystrych, błękitnych oczu. Miał w nich coś takiego, że Charlie mimowolnie uśmiechnęła się lekko, lecz zaraz zmarszczyła brwi, gdy w jej głowie rozbrzmiał dzwonek. Nie mogła jednak dokładnie skojarzyć gdzie to cholerstwo dzwoni, w związku z czym dała się ponieść tłumowi.
Trzymając w jednej ręce torebkę, a drugą przytrzymując kapelusz, zabrakło jej dłoni do przytrzymania szala, o którego barku zorientowała się dopiero, gdy ktoś krzyknął w jej stronę. Zatrzymała się, co było wyjątkowo trudne w prądzie idących przed siebie ludzi, i zaczęła rozglądać się wokół. Chwilę potem poczuła chłodny dotyk palców na swoim przedramieniu.
To był ten mężczyzna, z którym wymieniła spojrzenia. W dłoni trzymał część jej garderoby, która odwinęła się z jej ramion.
- Najmocniej dziękuję, kompletnie nie zauważyłam… - zaczęła, lecz nagle twarz mężczyzny zmarszczyła się, a po chwili rozjaśnił ją blask zrozumienia. Gdy wypowiedział jej imię przechyliła głowę jak zdziwiony nieznanym odgłosem szczeniak. W jej głowie kliknęło coś dopiero wtedy, gdy jej wybawca się przedstawił.
- John? – szepnęła, lecz w hałaśliwym gwarze zdawało się, jakby tylko poruszyła bezdźwięcznie ustami. Nie mogła uwierzyć własnym oczom. - John! – uścisnęła go mocno, czując, że jakaś cząstka piętnastoletniej Charlie teraz stoi przed nią i uśmiecha się szeroko. Odsunęła go na długość ramion i przyjrzała mu się dokładnie, zagryzając dolną wargę. Dotknęła jego policzka opuszkami palców jakby chciała sprawdzić, czy rzeczywiście John stoi przed nią, w ogóle nieświadoma, że może to wyglądać dziwnie. W jej oczach malowały się jednocześnie radość i wzruszenie. Ta szelma, John, Johnny Bojczuk… niech go wszyscy diabli jak wyrósł! Pamiętała go jako małego chłopca, uwielbiającego wycinać innym żarty i wprowadzać zamęt, a także, zupełnie tak jak ona, łazić po drzewach i tworzyć coś z niczego. Przytuliła go jeszcze raz, jakby chciała wyściskać go za te wszystkie lata, gdy nie mieli ze sobą kontaktu.
- Tyle lat minęło… Co tu robisz? – zapytała z niedowierzaniem, usuwając się na bok rzeki ludzi przetaczających się po trybunach.




Prayer to all stars
Please, give him rest among you
and give me forgetfulness in pain.
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   13.10.18 0:16

Patrzę na nią z uśmiechem, który zresztą rozszerza się jeszcze bardziej kiedy jej szczupłe ramiona otulają moją sylwetkę. I ja ściskam ją mocno, z radością przyjmując ciepło kobiecego ciała. Wbijam spojrzenie w jej twarz, gdy odsuwamy się od siebie nieznacznie - w przygryzione delikatnie wargi i te wesołe oczy, przesuwam wzrokiem po dziewczęcych policzkach, po zgrabnym nosie, długich, ciemnych puklach... Dorosła, ale nic się nie zmieniła. Wciąż jawiła mi się jako uśmiech losu, promyczek... Ciekaw byłem jak ułożyło się jej życie i ufałem, że tak jak sobie wymarzyła. Zawsze dobrze jej życzyłem, zresztą z wzajemnością. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach kiedy sięgnęła mojego policzka, a usta wyciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu. Przyszedł czas na kolejne uściski, tak samo mocne i serdeczne jak poprzednie i chociaż ludzie patrzyli na nas spod byka lub chrząkali znacząco bo wciąż tamowaliśmy przejście, w tej chwili miałem to głęboko w nosie.
- Zdecydowanie za dużo! - nie miałem pojęcia dlaczego zerwaliśmy kontakt! Przecież zawsze fantastycznie się czuliśmy w swoim towarzystwie... ale chyba mi trochę odbiło po opuszczeniu szkolnych murów. Gdybym był wówczas tym samym człowiekiem co teraz, z pewnością podjąłbym wiele innych decyzji. No cóż, człowiek najlepiej uczy się na błędach - No jak to co! Zamierzam kibicować najlepszej drużynie na świecie! - kiwam energicznie głową, tym samym wprawiając w ruch aureolę ciemnych włosów, a gdy Charlie usuwa się z przejścia robię to samo. Wspieram się o barierkę - Srokom oczywiście, więc chyba będziemy dzisiaj stać po dwóch różnych stronach barykady. - śmieję się, machnąwszy głową w kierunku jej szalika - Serio? Jastrzębie? Sroki rozwalą ich w piętnaście minut. - kiwam głową z zawadiackim uśmiechem, chociaż wcale tak do końca nie wierzę we własne słowa. Moja ulubiona drużyna miała za sobą kiepski sezon, w ostatnim czasie tylko przegrywali, ale jako najprawdziwszy fan wciąż byłem z nimi. Nie zamierzałem odpuszczać, tylko krzyczeć głośno wraz z innymi kibicami.
- Ale nie martw się, chętnie otrę twoje łzy, jak Jastrzębie poniosą sromotną klęskę i postawię ci drinka na poprawę humoru. - mrugam do panny Flume jednym okiem, wciąż uśmiechając się w ten swój łobuzerski sposób. Tak po prawdzie wcale nie chciałem jej zdenerwować, raczej troszkę się podroczyć, zanim zawodnicy wlecą na boisko i zacznie się zażarta, powietrzna walka pomiędzy dwoma całkiem różnymi stadami ptaków.






Powrót do góry Go down
Charlie Flume
Charlie Flume

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6449-charlie-flume https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6514-zrobie-nasza-ulubiona-herbate https://www.morsmordre.net/f205-pokatna-2-6 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6556-charlie-flume
Zawód : Kelnerka w herbaciarni Kliniki św. Munga
Wiek : 23
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Sometimes silence guide our minds to the places far behind us.
OPCM : 2
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   18.10.18 19:52

Zawadiacki uśmiech, którym obdarzył Charlie, mógł spokojnie być znakiem wodnym Johnny’ego. Ten przystojniak podbijał damskie serca seryjnie i chociaż każde stemplował, to w żadnym nie mógł na dłużej zagrzać miejsca, bo ciągle gnał przed siebie, ciągle odkrywał nowe piękne dusze i nowe też ciągle zdobywał. Charlie do dziś pamiętała, jak prowadziła z Sophie zakłady, która nieświadoma niewiasta tym razem wpadnie w jego sprytne sidła. Charlie zawsze była zafascynowana tą tajemniczą grą, którą prowadził, chociaż nie rozumiała jej zasad; niemniej rozgrywka wyglądała bardzo pięknie.
Łobuziak.
Gdy stanęli razem przy barierce, wyglądali dość ekscentrycznie; para wysokich chudzielców o ciemnych włosach i z identycznymi, radosnymi uśmiechami na ustach. Mogliby niemal uchodzić za rodzeństwo. Silny wiatr opatulił ich swoim zbawiennym, chłodnym oddechem, łopocząc połami sukienki Charlie i zarzucając jej włosy na plecy. Loczki Johna podskakiwały natomiast jak małe, narowiste koniki. Oczywiście zaczął droczyć się z Charlie jak za starych, dobrych czasów, kiedy w trzeciej klasie zakładali się kto dłużej wytrzyma po zmroku w Zakazanym Lesie. Teraz dostał od dziewczyny przyjacielskiego kuksańca w bok.
- Drinkiem nigdy nie pogardzę! – zaśmiała się Charlie, próbując przekrzyczeć gwar, który narastał z każdą kolejną minutą. Już za chwilę w niebo mieli wzbić się zawodnicy obu drużyn. Chociaż gdzieś podświadomie wiedziała, że ostatnio za często pozwala sobie na „jednego szybkiego” do pobliskiego baru i obiecywała sobie, że na pewno z tym skończy, ciągle odkładała tę decyzję na później. Jak lepiej przestawić swój mózg na wolniejsze obroty niż kuflem zimnego piwa albo szklaneczką whiskey?
- Jastrzębie może nie wygrywają często, ale zawsze spuszczają przeciwnikom łomot stulecia! Myślisz, że dlaczego im kibicuje? Po tygodniach spędzonych na czytaniu o leczniczych zastosowaniach wywaru z kiszonych ogórków w połączeniu z guanem nietoperzy potrzebuję jakiejś akcji, mięsa, krwi! – Wzniosła ręce do góry, układając palce na wzór szponów i parsknęła śmiechem, gdy wiatr zarzucił jej szal na głowę. - Chleba i igrzysk, panowie! – zawołała ile tylko było sił w jej wątłych płucach i przechylając się przez barierkę zamachała swoim chustą w powietrzu. Słomkowy kapelusz zsunął się z jej głowy i próbowała go pochwycić, ale znalazł się już poza zasięgiem jej dłoni. Zawodnicy właśnie wzbili się w powietrze, a jeden z naprawdę groźnie wyglądających Jastrzębi podleciał bardzo blisko widowni i mrugnął w stronę Charlie, po czym wręczył jej zgubione nakrycie głowy. Żeńska część widowni wydała stłumione, nieco zbyt rozmarzone „ahhh”, a sama właścicielka kapelusza podskoczyła i zaklaskała w dłonie jak dziesięciolatka na widok kucyka.
- Widziałeś jak zahamował na miotle? To było ekstra! Miał chyba najnowszy model Zmiatacza! Czytałam o nim; sto pięćdziesiąt mil na godzinę w ciągu dziesięciu sekund. Dasz wiarę? – zapytała z szeroko otwartymi oczami, obserwując krążących w dole graczy.




Prayer to all stars
Please, give him rest among you
and give me forgetfulness in pain.
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   25.10.18 20:16

- No i to mi się podoba! - aż klaszczę w dłonie, a oczy błyszczą mi łobuzerskim blaskiem. Wreszcie jakaś normalna laska! A nie taka, co to niby nie pije, codziennie rano biega i je co najwyżej listek sałaty na każdy posiłek. Ale wiedziałem, że Charlie mnie nie zawiedzie; nigdy nie zawodziła.
- Ooooo, nie wiedziałem, że taka z ciebie krwiożercza bestia! Chyba zaczynam się bać! - śmieję się głośno, mierząc pannę Flume wzrokiem - im bardziej przerażającą minę robiła, tym słodsza mi się wydawała. W jej niebieskich, wielkich oczach tliły się iskry, były to jednak radosne, wesołe odblaski, może i nie pozbawione pewnej figlarności, której mimo wszystko daleko było do bestialskiej drapieżności. Była raczej jak rozdrażniony króliczek, niż wściekła lwica. Wychyliłem się przez barierkę, ale moje palce ledwie musnęły słomkowe nakrycie głowy, dryfujące powoli w powietrzu.
- O nie! Taka strata...! - zanim zdążę złączyć usta jeden z Jastrzębi postanawia wybawić pannę z opresji, więc mrużę nieznacznie oczy, wlepiając w niego spojrzenie, a gdy odlatuje, zaś z ust Charlie wypadają kolejne pochlebstwa, to jeno prycham, machnąwszy przy tym rękami.
- Popisy! Liczy się technika, a nie najlepsze miotły! Sroki mogłyby latać na rozwalających się, spróchniałych gałęziach, a i tak by wymiatały! - kiwam głową. W końcu gwar przecina pierwszy gwizdek sędziego i kafel szybuje w powietrzu złapany przez jedną ze ścigających mojej drużyny. Czerwona piłka przeskakuje z rąk do rąk, jakby bliższe z nią spotkanie miało co najmniej palić żywym ogniem!
- Widzisz jacy są szybcy?! - krzyczę w stronę Charlie, pochylając się lekko w jej stronę. Krzyczę i wiwatuję, tym głośniej, kiedy piłka w końcu przelatuje przez obręcz - pierwszy gol dla Srok! Ale Jastrzębie nie dają za wygraną - pałkarze co rusz kierują tłuczki w stronę przeciwników i wiedziałem, że jest tylko kwestią czasu, aż w końcu któryś sięgnie celu...!
- Ała! - przez tłum przedarł się jęk zawodu, gdy jedna z niebezpiecznych, wściekłych piłek zwaliła z miotły ścigającą czarno-białych - Paskudny faul, co? - kręcę lekko głową - To chyba koniec meczu dla tej pani. - w moim głosie słychać narastający smutek, kiedy ponownie wychylam się przez barierkę by zobaczyć co dzieje się tam, na dole. Ekipa magomedyków otacza postać zawodniczki, a już za moment znoszą ją z boiska, w zamian dopuszczając do gry...
- Nie wierzę! Wpuszczą Watkinsa! On ma dopiero 15 lat! Ten dzieciak jest niesamowity, zaraz zobaczysz co potrafi w powietrzu, jeszcze kilka lat i będzie najlepszym zawodnikiem w całej Wielkiej Brytanii! - podniecam się, zaś gdy chłopak wystrzeliwuje w powietrze, a dźwięk gwizdka wznawia mecz, to wsuwam małe palce w usta i głośno gwiżdżę.






Powrót do góry Go down
Charlie Flume
Charlie Flume

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t6449-charlie-flume https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6514-zrobie-nasza-ulubiona-herbate https://www.morsmordre.net/f205-pokatna-2-6 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6556-charlie-flume
Zawód : Kelnerka w herbaciarni Kliniki św. Munga
Wiek : 23
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Sometimes silence guide our minds to the places far behind us.
OPCM : 2
UROKI : 4
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   28.10.18 21:34

- Okay, Jastrzębie zawsze są numerem jeden w moim serduchu, ale stary, muszę Ci przyznać, że ten dzieciak, TEN dzieciak… to OBŁĘD! – Charlie wybałuszyła oczy, kiedy kolejne dziesięć punktów zostało dodane do licznika Srok. Z Watkinsem w szeregach szły jak burza, rozbijając ustawienie Jastrzębi i wprowadzając na boisku zamęt, który tylko dla nich stanowił jakiś wzór. Johnatan chyba próbował ukryć zadowolenie, ale szelmowski uśmieszek jakimś cudem nie chciał zejść z jego ust. Charlie przyłożyła dłonie do policzków, zestresowana prawie jak przed owutemami.
- Jeśli szukający Jastrzębi nawali, to mają tak przesrane… tak przesrane… - pokręciła głową ze zrezygnowaniem. Nagle szukający obu drużyn wystrzelili w powietrze z ogromną prędkością. Speaker ogłosił, że najprawdopodobniej dostrzegli złotego znicza. Teraz wszystko zależało od jakości sprzętu jak i sprawności obu graczy. Charlie ukryła się za roześmianym Johnatanem.
- Nie chcę na to patrzeć! – zawołała, lecz naturalnie zerkała zza ramienia przyjaciela. Jego włosy łaskotały ją w nos. Oprócz boiska przysłoniętego ich kręconym nadmiarem, dostrzegła kawałek gładkiej, jasnej szyi i kilka małych żyłek, widocznych pod delikatną powierzchnią skóry. W jakiś sposób fascynowało ją obserwowanie tej zwykłej – niezwykłej szyi. Stała się ona nagłą zagadką, czymś nowym i wartym uwagi. Z prawie naukową ostrożnością wyciągnęła dłoń, by dotknąć tajemnicy kryjącej się pod falą ciemnych loków, lecz wtedy John podskoczył z radości, a po całej czarno-białej części trybun przetoczył się grom wiwatujących okrzyków.
Charlie natychmiast cofnęła rękę i zaklaskała, zaskoczona i zdezorientowana.
- Wygraliśmy? – przechyliła głowę z pytaniem w wielkich, niebieskich oczach.
***
Przekomarzali się przez całą drogę w dół trybun, żartując z meczu, zawodników i własnych umiejętności miotlarskich. Charlie umiała latać, ale za czasów szkolnych słynęła z popisów, które najczęściej kończyły się w skrzydle szpitalnym.
- A widziałeś tą Srokę, dwójkę? Mój Merlinie, prawie dorastała mi poziomem! Jak wtedy leciała, pamiętasz, w… połowie? Mniej więcej w połowie meczu, tak leciała szybko… wziuuumm, i taki zwód, szuuuum, i naprawdę byłam przekonana, że wleci w trybuny! Stare dobre lata przebiegły mi przed oczami. Do dziś czasem drętwieje mi ta złamana ręka, którą uleczyła zaklęciem Sophia. – Oboje parsknęli śmiechem na to wspomnienie. Byli już na dole, szli w kierunku świstoklików, pozostawionych przez właścicieli mioteł i małego peronu, na którym stał pociąg. Charlie z nagłą falą smutku uświadomiła sobie, że to koniec ich spotkania. Przystanęła, więc John także się zatrzymał, nieco zdziwiony.
- Nawet nie uwierzysz jak bardzo się cieszę, że natknęliśmy się na siebie w całym tym tłumie – Charlie zatoczyła rękami wielkie koło - ale też jak bardzo żałuję, że dopiero teraz – splotła dłonie razem i przycisnęła do piersi. Widząc zaskoczenie na twarzy przyjaciela, pospieszyła z wyjaśnieniami. - Nie wracam do Londynu. W pracy wzięłam urlop, bo, jak babcię Heloise kocham, opary owocowych herbatek powoli zaczynały robić mi sieczkę z mózgu… i tak podejrzewam że zaszły w nim już nieodwracalne zmiany – dodała konspiracyjnym tonem. - Postanowiłam, że najlepiej będzie, kiedy odwiedzę rodziców w Guildford. Dawno ich nie widziałam, a przy okazji będę mogła trochę powędkować. To strasznie fajne! W łódce czas się zatrzymuje – uśmiechnęła się w stronę powoli zachodzącego za wzgórzem słońca. Okiem wyobraźni widziała te same promienie co teraz, ale odbijające się w tafli wody, na której figle małych rybek powodowały zmarszczki. Gdy jednak spojrzała znów na Johnny’ego, jej drogiego chłopca, smutek powrócił ze zdwojoną siłą.
- Naprawdę żałuję, że nie możesz… - urwała. Momentalnie jej twarz rozjaśnił blask genialnej myśli, która nawiedziła jej umysł jak grom z jasnego nieba. – Johnny, pojedź ze mną! – złapała go za ręce z pasją, chociaż jeszcze przed chwilą wykręcała sobie z żalu palce. – Musisz ze mną pojechać! Będziesz mógł zobaczyć to wszystko i odpocząć trochę i.. i.. popatrz, kolejne miejsce do odhaczenia na twojej liście! – zaśmiała się radośnie, znajdując remedium na cały swój ból. Chociaż teoretycznie Johnny nie powiedział „tak”, ona już podniosła jego ręce i okręciła się wokół własnej osi, pląsając beztrosko.




Prayer to all stars
Please, give him rest among you
and give me forgetfulness in pain.
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stadion Narodowy   28.10.18 22:33

Wcale nie dziwił mnie jej zachwyt. Ten dzieciak faktycznie był fenomenalny i trzeba było być ślepym albo głupim żeby tego nie zauważyć. Uśmiechnąłem się tylko, kątem oka obserwując reakcję Charlie na wszystko to, co działo się aktualnie na boisku. A działo się naprawdę wiele. Więc wrzeszczałem, krzyczałem i tupałem, klaskałem i gwizdałem, jak tylko kafel przejmowały Sroki. Kiedy zaś był w posiadaniu Jastrzębi, buczałem głośno, bądź wykrzykiwałem niezbyt pochlebne wiązanki pod ich adresem.
- Dajeszdajeszdajesz!!! - wrzeszczę z całych sił, zaciskając kciuki obu dłoni - TAAAAAK!!! - zawyłem jeszcze głośniej, aż podskoczyłem z radości i zaklaskałem w dłonie, gdy szukający biało-czarnych wyciągnął znicza w triumfalnym geście. Gwizdek sędziego oznajmił koniec meczu, a ja odwróciłem się do Charlie.
- Wygraliśmy, naprawdę wygraliśmy! - zawołałem z radością, łapiąc ją w ramiona i unosząc kilka centymetrów ponad podłogę. Co wcale nie było łatwe, bo byliśmy chyba mniej więcej tego samego wzrostu.

* * *


- Hahaha! Świetna, co? Szybsza od światła! Jedyna taka sroka w przestworzach! Chociaż nie! Wszyscy są FE NO ME NAL NI! - podzielałem jej entuzjazm, wtórując jej zresztą śmiechem za każdym razem gdy spomiędzy jej warg wylatywała salwa radości. Emocje powoli opadały, ale wciąż sprawiały, że serce biło mi szybciej niż zwykle. Wokół, przy świstoklikach i na peronie powoli tworzył się lekki chaos. Fani Srok śpiewali i gratulowali sobie nawzajem, przepuszczając się w pociągowych drzwiach. Obserwowałem to wszystko w ciszy, zatrzymując się dopiero kiedy i Charlie przystanęła. Zerknąłem na nią unosząc lekko obie brwi. Słuchałem, a moje usta wygięły się w delikatnym uśmiechu, który jednak tak szybko zniknął, jak i się pojawił. Przekrzywiłem głowę na jedną stronę i wsunąłem dłonie w kieszenie, podobnie jak panna Flume zerkając w kierunku słońca.
- Myślałem, że będę mógł postawić ci drinka... - zacząłem, ale nie pozwoliła mi dokończyć, w zamian  wręcz bombardując propozycją nie do odrzucenia. To mi brzmiało jak świetna zabawa i nie wahałem się ani chwili.
- Nie mógłbym odrzucić takiego zaproszenia! - śmieję się, zaciskając palce na dziewczęcych dłoniach - Będziemy pływać? Już nie pamiętam kiedy ostatni raz czułem pod stopami jak grunt mi się buja na falach, a naprawdę strasznie tęsknię za tym uczuciem. - kiwam głową. Łódka! O niczym więcej nie marzyłem. Moja dusza, całkowicie oddana nieznanym głębinom, podskakiwała właśnie z radości. Ja sam miałem ochotę to zrobić. Pozwoliłem jej unieść swoje ręce i obrócić się wokół własnej osi, śmiejąc przy tym głośno.
- Pociąg czy świstoklik? Prowadź, Charlie, bo nie mogę się już doczekać aż odhaczę kolejne miejsce! - chwila odpoczynku zawsze się przyda, a mnie właściwie nic nie wiązało z Londynem; żadna praca, ani nic takiego. Byłem zwyczajnie wolnym człowiekiem i tę wolność kochałem najbardziej.

/ztx2 ----> tutaj






Powrót do góry Go down
 

Stadion Narodowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19