Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Wzgórze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Wzgórze   30.05.18 17:56

Wzgórze

Znajdujące się tuż przy brzegu morza wzgórze stanowi doskonały punkt widokowy. Nieporośnięte drzewami, wystawione na działanie mocnego, nadmorskiego wiatru, pozwala na obejrzenie terenu Festiwalu Miłości z góry. Przez pierwsze trzy dni sierpnia na szczycie wzniesienia stoi Wiklinowy Mag: kilkunastometrowy drewniany posąg czarodzieja. Zostaje on magicznie ożywiony oraz podpalony trzeciego dnia Festiwalu, przyciągając śmiałków chcących zademonstrować swoją odwagę. Gdy opadają popioły, wzgórze staje się miejscem spacerów zakochanych - gwarantuje ono intymną atmosferę, ciszę oraz niezapomniane widoki.



Zasady walki z Wiklinowym Magiem.


Powrót do góry Go down
Constantine Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5068-constantine-ollivander https://www.morsmordre.net/t5083-paladyn https://www.morsmordre.net/t5085-invictus-maneo#110272 https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t5081-constantine-ollivander#110205
Badacz i ilustrator flory magicznej
21
Szlachetna
Kawaler

once there was a tree,
and she loved a little boy


20
15
0
0
0
0
6
5
Jasnowidz
you have a nice heart

PisanieTemat: Re: Wzgórze   30.05.18 20:50

3 sierpnia '56
     Festiwal oglądał przez pryzmat zachwytu; wszystko przypominało mu o jego dzieciństwie; wszystko układało się jak w baśni spisanej drążącą ręką rozmarzonego pisarza. To był piękny sierpień. Wkradł się ostrożnie, nienachalnie do jego umysłu, i – zanim młody Ollivander się zorientował – był jedyną stałą myślą, której nie miał serca przeganiać. Pogoń za normalnością, mierzenie jej niczym nowego stroju, dopasowywanie do przesadzonej rzeczywistości, w końcu się opłaciło. Z pewnym zdziwieniem, z całą masą ulgi, przyznawał przed sobą, że zdążył się do niej przyzwyczaić. W którymś momencie imitowanie sztuki spokoju podpatrywanej u Ulyssesa poskutkowało i on, kreując ją na własny sposób, przygarnął ją jako swobodę. Zbyt długo pozwolił leżeć swej roli pogodnego rycerza, nie mógł funkcjonować kwestionując swój nawet najmniejszy ruch. Pojawiając się już na uroczystym rozpoczęciu celebracji, odkrył, iż z łatwością zaabsorbował atmosferę prostej zabawy, lekkość, zapewnioną przez pozbycie się natrętnych duchów konfliktów, czających się na niego, gdy pozwalał przysnąć czujności. Ten tydzień miał być inny i choćby samo towarzystwo mijających go znajomych twarzy miało tego dopilnować. Jego rodzice być może łudzili się także, że w Weymouth być może natknie się na jakąś pannę, która odbije się na dłużej w jego pamięci, lecz on sam nie gonił ku podobnym horyzontom; pozwolił im na dążenie do podobnych spotkań, ale na jedno z nich nie dotarł, a drugie do niczego nie prowadziło, kolejne więc zbywał wymówkami braku sposobności. Może to było święto zakochanych, on za to pozostawał wierny sprawom, które nie zamykały się w jednej osobie. Obserwował kątem oka szczęśliwe pary, wymieniające opinie na temat atrakcji, które dobiegły końca oraz szykujące się następnego dnia zmagania z wiankami, pozostawał odrobinę na uboczu, niezbyt długo porywając uwagę spieszących się w każdą stronę czarodziejów. Noc spadających gwiazd, wróżby, wszystko odurzało swą p e ł n o ś c i ą, wymuszało pełne skupienie i z trudem pozwalało rozstać się z tymi chwilami, które niedługo dołączą do szufladki wspomnień; nie otrząsnął się jeszcze z tych poprzednich zdarzeń, gdy wokół niego przebiegały grupki gawędzące na temat Wiklinowego Maga. Miał świadomość, co symbolizował, słyszał oczywiście o czymś w rodzaju konkursu, który angażował palenie posągu. Zdaje się, że zwycięzca konkurencji – czyżby pretendent do tytułu króla ognia? – miał nosić dumne barwy sławy przez pozostałe dni karnawału, a także zapewne opiewać we wszelkie zaszczyty. Cóż, to wszystko i wiele więcej opowiedziała mu kwiaciarka, która uniknęła zadanego przez niego pytania o przedziwne, świecące w cieniu słoneczniki, dzieląc się z nim detalami, wprawiającymi Constantine’a w onieśmielenie. Uciekając przed nią, posyłając podejrzliwe spojrzenia w kierunku wzgórza, na którym majaczyła się ciemna sylwetka, o mało co nie przewrócił Floreana. Ten, wyjątkowo nastawiony na objęcie młodego badacza za swojego druha, nie pozostawił czasu na sprzeciwy i zabrał go wprost na miejsce wydarzenia. Nietrudno było podążać za skupiskiem ludzi, z niecierpliwością wyczekujących na rozpoczęcie; czy ogień naprawdę dawał takie poczucie oczyszczenia? A może był po prostu wspaniałym, choć przerażającym w swej naturze, widowiskiem? O ile zwykle przebywanie pośród tłumów nie sprawiało mu kłopotów, tak teraz odczuwał pewien niepokój, gdy obracał w dłoniach palisandrową różdżkę. Nie zależało mu na przyciąganiu atencji, nie wiązał nadziei z własnymi szansami, raczej z powątpiewaniem obserwując przygotowujących się śmiałków. Jednak w miarę jak pogoda się uspokajała, przynosząc chłodne podmuchy morskiej bryzy, zaczął patrzeć na to trochę inaczej. Ponowne narodziny, pokonanie zła. To brzmiało jak obietnice, które sobie przedstawiał. Wśród chaosu anomalii, upadku ministerstwa i innych przykrych rozczarowań, może wszyscy zasługiwali na okazję do przelania emocji w bardziej satysfakcjonujący sposób. Poza tym powstały w tym miejscu popiół musiał mieć sporą moc – tyle skupisk magii, tyle zebranych, tyle rozbieganych uczuć. O tak, początkowe powątpiewanie zostało rozwiane, był gotowy cofnąć się do młodszych lat, gdy podobne konkurencje pobudzały go do starań. Nawet odwrócił twarz ku przyjacielowi i podwinął rękawy, rzucając mu jednocześnie rozbawiony uśmiech-wyzwanie.
Obyś nie żałował, że przyprowadziłeś sobie oponenta!





oh i'm scared of the middle placebetween light and nowhere
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   31.05.18 0:54

Wiklinowy Mag brzmiał jak atrakcja zupełnie nie dla mnie.
Absolutnie w niczym nie przypominam standardowego dzielnego mężczyzny. Przede wszystkim jestem niewysoki i szczupły, a siła moich mięśni pozostawia wiele do życzenia. Taki Benjamin, o! Zdaje się, że jest książkowym przykładem tego jak powinien wyglądać zwycięzca podobnych zawodów. Gdyby tak postawić go obok mnie, różnica naprawdę staje się oczywista. Mimo to nabrałem ochoty na wzięcie udziału w tej ciekawej tradycji - koniec końców kto nie chciałby udowodnić swojego męstwa i jeszcze zdobyć za to sławę i szacunek. Frances postanowiła następnego dnia pleść wianki - stwierdziłem, że w takim razie ja również powinienem wziąć udział w równie ważnym wydarzeniu. Najwyżej się ośmieszę, a jak nie to zdobędę sławę i ponadprzeciętną płodność. Gra była warta świeczki.
Pozwoliłem sobie zostawić Franię samą, chociaż zaproponowałem jej przyjście i pokibicowanie. Nie do końca chciałem to zrobić (a co jeśli totalnie się wygłupię?), ale po chwili stwierdziłem, że moje obawy są zdecydowanie nietrafione. Przecież to wszystko miało być tylko zabawą! Tak jak cały Festiwal Lata, który w tym roku mnie zachwycił, ale to tak swoją drogą.
Nie spieszyłem się - wiedziałem, że mam jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia konkurencji. Przyglądałem się więc po drodze rozbawionym ludziom i rozchichotanym dzieciom. Przez ostatnie dni byłem niezwykle sentymentalny i melancholijny; to ten festiwal tak dziwnie na mnie działał. Szedłem dalej, kiedy zauważyłem siedzącego nieopodal Constantina. Pomachałem do niego, prosząc go o przyjście. Halo, halo! Nie mógł siedzieć teraz sam, jak do tego w ogóle doszło? Postanowiłem przekonać go do wzięcia udziału w Wiklinowym Magu i nawet nie chciałem słyszeć o żadnej odmowie. Potrafiłem być przekonujący jeśli bardzo na tym mi zależało!
- Podobno wygrana gwarantuje spłodzenie wieloraczków - mruknąłem do Kostka, i choć z jednej strony uważałem to za bujdę, to z drugiej byłem przekonany, że jeżeli moja ewentualna przyszła partnerka (chociaż wciąż utrzymuję, że jest mi pisane starokawalerstwo) zajdzie w ciążę to będę się mocno zastanawiał czy przypadkiem nie urodzą mi się pięcioraczki. Jednak ostatecznie to nie Mag przykuł moją uwagę, a widoki. Nie mogłem się powstrzymać przed podejściem niemal na sam skraj urwiska, by móc dokładniej się przyjrzeć wstrząsającym pejzażom. - Ile ja bym dał żeby mieszkać w takim miejscu! - Dorset zachwyciło mnie od pierwszego dnia festiwalu i z każdym kolejnym coraz bardziej chciałem się tutaj przeprowadzić. Naprawdę, gdyby tak mieszkać na takim klifie, ach, co to byłoby za życie!




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
30
Szlachetna
Kawaler
Ти си сав мој бол
6
19
10
0
0
0
4
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   31.05.18 9:16

|3.8.56

Długo nie uczestniczył w Festiwalu Lata, o czym obecnie przypominał sobie na każdym kroku. Uświadamiał sobie to szczególnie wtedy, kiedy słyszał pojedyncze fragmenty cudzych rozmów dotyczących festiwalów w poprzednich latach, na których mimowolnie nie był. Nie wiedział czy powinien się smucić z tego powodu, że ominęło go tyle atrakcji, czy może cieszyć dlatego, że przez ten czas mógł wypocząć za granicą. Wiedział na pewno, że nie przepuści większości atrakcji akurat tego lata. Czas odbić się festiwalowego „dna”.
Inna też sprawa, że chciał odgonić od siebie wszelkie negatywne myśli. Te dopadały go ostatnimi czasy wyjątkowo często. Dziwny, nieokreślony smutek zdawał się wkradać w jego umysł coraz intensywniej. Dlaczego? Nie potrafił stwierdzić. Być może przez wspomnienia z dawnych lat, które dosięgały go szczególnie teraz, być może przez obawę przypadkowego napotkania kogoś, na kim mu zależało, ale komu miałby do powiedzenia wiele gorzkich słów… Bał się tak właściwie, że jeżeli napotka tę jedną jedyną osobę, to mogłoby to skończyć się wyrzuceniem z głębi siebie całej nieznośniej goryczy, która zbierała się w nim przez lata. Nie mógł sobie pozwolić na przmoc. Nie teraz, nie w takich okolicznościach. W końcu, trwał festiwal, poświęcony właśnie miłości i pokojowi.
Starał się zmusić do pozytywnego myślenia. Powtarzał sobie, że liczy się dobra zabawa, chwila, tu i teraz. Niepotrzebnie byłoby więc tracić dobry nastrój na rozpamiętywanie przeszłości. Tak też przypomniał sobie o jednym z wydarzeń festiwalu. Wiklinowy mag i zadanie pokonania go wydawało mu się doskonałą propozycją na pozbycie się wszelkich złych myśli. Zupełnie tak, jak gdyby ta wielka kukła była uosobieniem wszystkiego, czego dotychczas nie mógł z siebie wyrzucić… albo uosobieniem wszystkiego co złe. Ze zniecierpliwieniem czekał na trzeciego sierpnia, żeby móc powolnym krokiem przybyć na zupełnie ogołocone wzgórze.
Stanął tak w pewnej odległości od niego, wpatrując się w wiklinową głowę z dołu, jak gdyby analizował swojego największego wroga. Upewnił się, że wziął ze sobą swoją różdżkę. Nie mógł przecież o niej zapomnieć. A przyglądając się sylwetce zaczął rozmyślać. Zwycięstwo by mu nie przeszkadzało, w końcu chyba każdy chciał być tym jedynym, komu uda się pokonać maga. Przypominał sobie jednak, że przede wszystkim chodziło o pokonanie swoich własnych „demonów”, których długo unikał. Rozglądał się też po twarzach innych czarodziei, chcąc zobaczyć ich nastawienie do walki z wielometrowym wiklinowym magiem. Kto wie czy przyszli tutaj z podobnym zamiarem co on, czy może jednak chodziło tylko i wyłącznie o zwycięstwo. W końcu, ten który by tego dokonał cieszyłby się niemałym powodzeniem.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Titus F. Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3427-tytus-flawiusz-w-budowie#59470 https://www.morsmordre.net/t3451-poczta-titusa#59932 https://www.morsmordre.net/t3450-tytus-flawiusz#59928 https://www.morsmordre.net/f240-lancashire-holcot-dworek-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t3485-t-f-ollivander#60769
uczy się różdżkarstwa
19
Szlachetna
Kawaler
be sure to wear some flowers in your hair
11
15
3
0
7
0
5
2
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   31.05.18 13:09

- ...mech, mech, mech. - kończy Bertiemu opowiadać kawał o lesie i się głośno śmieje, kiedy obydwoje wstępują na wzgórze. To oczywiste, że Titus zamierzał wziąć udział w tej konkurencji - wychował się w domu legendarnego Godryka Gryffindora, więc niemałe pokłady odwagi kryły się w tym drobnym ciele. A Bertie? Zapewne równie chętnie podchodził do owych wyczynów, a jeśli nie, cóż... Titus zaciągnąłby go tam siłą, więc nie miał wyjścia. Zresztą wieczna sława i wzmożona płodność to było coś, o co warto walczyć, nawet z takim potężnym wiklinowym magiem. Ollivander zatrzymał się nieopodal i wsparł dłonie na biodrach, mierząc wzrokiem ogromną kukłę. Przeciągle gwizdnął.
- No nieźle... - pokiwał łbem - Stawiam galeona, że nabawimy się przynajmniej oparzeń drugiego stopnia. - śmieje się do przyjaciela, klepiąc go po ramieniu. Rozejrzał się zaraz naokoło, zatrzymując spojrzenie na dwóch znajomych sylwetkach - na swoim kuzynie oraz towarzyszącym mu lodziarzu - O, patrz kto tam jest! Chodźmy się przywitać! - ruszył zaraz we wskazanym kierunku i jak tylko znalazł się tuż obok, to zarzucił ręce na ramiona obu panów, zerkając najpierw na jednego, później na drugiego.
- Witam serdecznie, mości panowie. - zabrał łapy, kłaniając się lekko, po czym opuścił kończyny wzdłuż ciała, splatając palce dłoni w luźny koszyczek. Kątem oka zerknął raz jeszcze na wiklinowy pomnik królujący ponad terenem festiwalu.
- Cóż, moi drodzy, przyszliśmy życzyć wam powodzenia, chociaż nie łudźcie się, bo oto stoi przed wami zwycięzca! - znowu się głośno roześmiał, chociaż tak po prawdzie nie sądził by miał jakiekolwiek szanse wśród innych starszych i znacznie bardziej doświadczonych w sztuce magicznej czarodziejów. To miała być przede wszystkim dobra zabawa i może okazja do zaprezentowania światu swojej niezwykłej odwagi, chociaż na publiczności wypatrywał tylko jednej osoby.
- Ale nie martwcie się, mam dla was nagrody pocieszenia. Ty, ty i ty zostaniecie ojcami chrzestnymi moich trojaczków. - kolejna salwa śmiechu wypadła spomiędzy titusowych warg. Żarty trzymały się młodego Ollivandera, ale to właściwie normalne w jego przypadku, a aura Festiwalu Lata sprzyjała dobrym humorom i odrobinie beztroski.




Every great wizard in history has started out as nothing more than what we are now, students.
If they can do it,

why not us?

Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Cukiernik
21
Półkrwi
Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
20
30
0
0
0
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   31.05.18 17:40

Parsknął śmiechem, kiedy Titus skończył żart. Był w wyśmienitym humorze, cały festiwal okazał się wprost idealny. Jarmark, konkursy, wszystko było dopracowane, dodatkowo Bertie bardzo lubił tłumy i pozytywne zamieszanie, a ani jednego ani drugiego tutaj nie brakowało.
Większą część tego dnia spędził z przyjacielem. Wspólnie buszowali po jarmarku, Bertiemu udało się nie połamać, kiedy zaaferowany rozmową dotyczącą ostatniego meczu Quidditcha wleciał na niewielkie stoisko pełne drobnych przedmiotów. No tak, nie mogło się przecież obyć bez zamieszania! Na szczęście stłukły się tylko dwa słoiki z muszelkami, szkło pękło, a zawartość po raz ostatni głośno zaszumiała przy uchu rozłożonego na ziemi Botta. Do teraz chwilami miał wrażeniem że słyszy ten dźwięk!
Ostatecznie naprzepraszał się co nie miara, pomógł bardzo zdenerwowanej sprzedawczyni postawić stoisko na nowo i poukładać wszystkie rzeczy, zapłacił za szkody i w ostatniej chwili kupił od niej także zasuszony kwiat paproci.
Obłowił się także w malinowe cukierki przywołujące wspomnienia oraz czerwone czekoladki - musiał przecież testować wszystkie cukiernicze wynalazki świata magii! Zakupy jednak póki co zostawił na przechowanie znajomemu, tutaj by przeszkadzały, a przecież i on i Tito mieli zamiar stoczyć bój z wielką wiklinową kukłą!
- Tylko drugiego? Nie doceniasz nas, przyjacielu. - stwierdził wesołą, wpatrując się w dzisiejszego przeciwnika. Zaraz jednak ruszył do Kostka i Flo, witając się zaraz z przyjaznym uśmiechem, po czym uniósł brew na słowa Titusa.
- Chyba giermek zwycięzcy. - stwierdził absolutnie, ale to całkowicie pewnym tonem. - Ale z tej roli też możesz być dumny. - dodał zaraz wesoło. No dobra, może i Bertie nie jest najpotężniejszym czarodziejem. Może nie jest też najsprawniejszym czarodziejem. Może nawet nie zna najlepszych na świecie zaklęć. I może czasami magia nie koniecznie chce go słuchać. Ale...
ale przypadki chodzą po ludziach, a Los bywa bardzo przewrotny, więc wszystko jest możliwe!
Na słowa o trojaczkach pokręcił głową.
- Chyba jednak kibicuję Kostkowi, mimo miłości do chaosu i mikroapokalips, trzy minititusy to za wiele dla jednego świata. - zadecydował wesoło. Festiwal Lata to cudowny moment, przez chwilę można poudawać, że wszystko jest tak, jak być powinno, a ich największym zmartwieniem jest to, czy któreś z nich pokona wiklinowego bożka o wróżbę licznego potomstwa.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Oli Ogden
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4869-oli-ogden#105453 https://www.morsmordre.net/t4878-nokturnowy-smietnik#105711 https://www.morsmordre.net/t4877-oli-sie-nie-goli#105709 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t4879-oli-ogden
zbir
30
Półkrwi
Kawaler
- Kup mi whiskey.
- Będziesz pił whiskey? Jest 10 rano.
- W takim razie kup whiskey i płatki.
1
3
0
0
0
1
0
42
Półolbrzym

PisanieTemat: Re: Wzgórze   01.06.18 12:06

To miejsce jest kompletnie, nieodwołalnie porąbane. Nawet nie wiedziałem, że dzieje się tu tyle rzeczy. I ci wszyscy ludzie tacy wypindrzeni i w ogóle wyjęci jak z jakichś gazet dla pedałków to dla mnie zbyt wiele. Towarzystwo Salome było niesamowicie miłe, chociaż pozostawała niewzruszona na moje wybimblawane podrywy, ale co zrobić. To dla mnie trochę szok, że nie każda panienka jest łasa na mój niesamowity urok osobisty, nawet mi smutno nieco. Bo wiecie, tak bardzo się staram! Ostatnio się nawet ogoliłem, żeby nie łaskotać brodą tych wszystkich niuniek, ale na niewiele się to zdało. Siedziałem więc w mieszkaniu trochę posępny i przestałem golić się wcale. Teraz jestem zarośnięty jak szczury na zimę. Nie, żebym się na nich znał, ale wydaje mi się, że mój-niemój Szczur jakoś tak zawsze ma więcej tego futerka jak jest zimno. Z drugiej strony to może mi się to tylko wydawać, bo ja to nie bardzo jestem znawcą zwierząt. Lubię je tylko jeść, to wszystko.
Niestety okazało się, że nie płacą kasiory za znaleźne wianka. Poczułem się bardzo oszukany i dotknięty tak jawną niesprawiedliwością. To ja w pocie czoła rzucam się na wzburzone fale, walczę z przeciwnościami losu, żeby zwycięsko wykaraskać się z niebezpieczeństwa i dostać się na brzeg, a oni mi mówią, że to za darmo? Bardzo się wtedy zdenerwowałem. Ale jak tylko usłyszałem wiadomość, że dziś jest super konkurencja z ogniem, siłą i w ogóle ze wszystkim, to aż zacieram rączki. Nie wiem jaka jest nagroda, ale wszyscy mówili, że jakaś wartościowa. Wreszcie się obłowię! I wtedy nie będę musiał się golić, bo każda panna sama wskoczy w moje ramiona, bo taki jestem męski. I bogaty. Ci tam Prewuatowie czy jak im tam wyglądają na dzianych, na pewno nie poskąpią galeonów dla bohatera prawda?
Ociężałym krokiem udaje się na wzgórze, które jest trochę zbyt kurewsko wysokie. No bo od tych fajek to i trochę w płucach mi zgrzyta, a tu jeszcze smrodzą tą płonącą kukłą. Ale docieram na miejsce, gdzie widzę już kilku kurdupli. Chcą się ze mną mierzyć, a to dobre. Uśmiecham się ironicznie, ale niech żyją nadzieją, że mnie pokonają.
- Siema - mówię do nich, patrząc na facecików z góry. Nie znam żadnego z nich, ale to nieważne. Głupio tak stać w milczeniu. Zresztą, muszę się im pokazać, żeby od razu zapomnieli o wygranej. Przestraszenie przeciwnika to ważny element każdej stategii. W każdym razie odpalam sobie magicznego papieroska i zerkam na tego całego maga, co to zaraz go ukatrupię i będę bogaty jak ta lala. Muszę poznać jego słabe strony.




no one cares

Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Auror
29
Czysta
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
10
20
1
0
1
1
5
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   03.06.18 12:04

Testy - jak mając krukońską duszę mógłby je zignorować? Nie mógł tym bardziej, że walkę z wiklinowym magiem postrzegał właśnie w tych kategoriach - swoistego sprawdzianu mającego zmierzyć odwagę i moc. Do konkurencji nie przygotowywał się choć wiedział, że ta ściągała zapaleńców nie marnujących zimy na odpowiednie przygotowania do tego dnia. Nie wątpliwie prócz tytułu najsilniejszego nie jeden przybył tu także dla zabobonu związanego z tym że jakoby urwanie głowy figury zapewnia wielodzietność. Tak, auror pomimo iż był czarodziejem i w niejedną magiczna opowieść wierzył to jednak nie potrafił kupić tej nie odnajdując żadnego powiązania pomiędzy magicznym wzmocnieniem skuteczności kochanka kiedy to od ciała kochanki zależało w tej kwestii tak właściwie więcej. No ale może czegoś jednak nie wiedział. W końcu znał wyłącznie podstawy ludzkiej anatomii. I chyba tylko ta myśl powstrzymała go od wtrącenia się w rozmowę młodych i zaczęcia dyskusji na temat tego, że faktycznie nie bez przyczyny słowo "podobno" poprzedza tę plotkę. Zachował jednak rozmyślenia dla siebie zabierając się za ściągniecie wierzchniej warstwy swojej szaty. Nie chciał jej okopcić lub też popsuć tym bardziej, że był to prezent. Złożył ją i chwilowo porzucił na jakimś bardziej wystającym z ziemi kawałku skały. Rozpiął pierwszy guzik koszuli pod szyją. Tak, teraz zdecydowanie czuł się już komfortowo i był gotowy do zmagań. Jeszcze tylko różdżka - upewnił się że odpowiednio pewnie leży w dłoni. Wtedy też zaczął lustrować Maga. Nie obawiał się potencjalnego bólu związanego z oparzeniami, chociaż w tym wszystkim najbardziej martwił się tym, że przypali sobie włosy na głowie. W krótkich wyglądał wyjątkowo niepoważnie.
Kątem oka prócz grupy młodych nie tak obcych mu chłopców dostrzegł i rozpoznał wśród zebranych Macmilana prezentującego się dość posępnie i bojowo jednocześnie. Był to widok niewątpliwie zastanawiający.
- Witam - odpowiedział na powitanie mężczyźnie który niewątpliwie miał coś wspólnego z olbrzymami. Pochylił przy tym czoła na nowo jednak zaraz skupiając się na konkurencji która lada chwila miała się rozpocząć.




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.
Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 https://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 https://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
32
Półkrwi
Żonaty
I didn't do it,
but if I did,
I was drunk
5
12
0
0
0
11
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   03.06.18 13:08

Festiwal Lata nie był dla niego żadną nowością. Pochodził z głębokiej Syberii, na której spędził dzieciństwo, to prawda, lecz już w latach nastoletnich każde wakacje spędził w Anglii. A choć mówił wciąż w wyraźnie wschodnim akcentem, to tutejsze tradycje nie były mu obce. W tym Festiwalu brał już udział nie raz i nie dwa, nie miał więc zamiaru odpuścić sobie zabawy, dla której był wręcz stworzony!
Jeszcze zanim się pojawił na wzgórzu, to było wiadome, że nadchodzi; śmiał się głośno i zaczepiał innych czarodziejów (głównie czarownice) po drodze, sypiąc jak z rękawa niewybrednymi żartami i przekleństwami po rosyjsku, sądził, że nikt go nie zrozumie. Na miejsce przybył nonszalanckim, pewnym siebie krokiem; z wilczym uśmiechem na ustach i rozchełstaną koszulą. Tak jak zawsze czuł się panem sytuacji i udawał, ze znaczy więcej, niż w rzeczywistości. Dostrzegłszy sylwetkę Oliego Ogdena (trudno było go nie zauważyć, chyba tylko ten wiklinowy Mag był od niego większy), podszedł od razu do swego niemal przybranego brata. Jego ojciec, Aleksander, wziął sierotę pod swoje skrzydła i wychował (nie z dobroci serca, widział w tym swoją korzyści, ale t nie zmieniało faktu, że Ogden był jak swój, a choć Ogden od dawna pałętał się po świecie samotnie, to Siergiej traktował go jak swego druha.
Podszedł i od razu klepnął go na powitanie w ramię; a przynajmniej tam, gdzie zdołał sięgnąć. - Zdrastwuj, Oli! - zawołał radośnie Siergiej, szczerząc zęby. Nie, jeszcze nic nie pił. - Dawno żem cię nie widział! Gdzieś się podziewoł, chłopie? - zagadał go od razu; podwinął rękawy koszuli i zacierając ręce, jakby w rozgrzewce, zaczął rozglądać się po zebranych.
A to co ujrzał wprawiło go w jeszcze większe rozbawienie.
- EJ PANIENKI - wrzasnął, machając na Constantine i Titusa - KONKURENCJA DLA BAB BYŁA DWA DNI TEMU, HE-HE-HE - krzyczał głośno i wyraźnie do nich, a w głos wyraźnie miał podszyty szyderczą nutą. Ponoć miała to być konkurencja dla mężczyzn, a tylu się pojawiło chłoptasiów, że zaczął być pewien własnej wygranej. Konkurencję to chyba mu robił tylko Ogden. - Ej, ty! - krzyknął jeszcze, zaczepiając Bertieg Botta (nieistotne, czy był ogolony, czy nie). - Zgól ten koper, synu.
Taki był zachwycony własnym żartem, że zaczął się śmiać, zupełnie nie zwracając uwagi na potencjalne reakcje. Chociaż jeżeli chcieli się bić w obronie własnego honoru, to on zawsze bardo chętnie.
- To jak, Oli, gotowy? - spytał Dolohov, obracając różdżkę w palcach. On był cholernie gotowy! Dawać mu no tego WIklinowego Maga, cholera.




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
45
20
0
0
5
1
6
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Wzgórze   03.06.18 17:47

Jedziemy tutaj.
Humorek nieszczególnie mi dopisywał. Gdyby Selwyn pamiętał mnie z czasów, gdy jeszcze pamiętał cokolwikek, bez szczególnego analizowania stwierdziłby u mnie przewlekłą depresję. Ostatnimi czasy najlepiej wychodziło mi krzątanie się po własnym domu i mniej lub bardziej udolne próby medytacji, które rzekomo miały mi pomóc w ustabilizowaniu wewnętrznej walki z samym sobą, która stawała się coraz bardziej beznadziejna. No takie czasy. Ale czasami kilka przyjaznych twarzy uświadamiało mi, że trzeba zebrać dupsko w troki i żyć dalej. Co więcej – żyć tak, żeby utrzeć nosa wszystkim przeciwnościom losu.
Więc ten, ucierałem. A przynajmniej dzisiaj, w końcu pojawiając się na festiwalu lata, miałem taki zamiar. Duch rywalizacji drzemał we mnie jako taki, chociaż reflektowałem raczej drogę kompromisów. Ale tutaj chodziło o coś więcej. Ponoć trochę o dobrą zabawę, a ponoć i o manifestację męskości, a może tego właśnie potrzebowałem – solidnej rywalizacji, która zmusi mnie do działania, i nie będzie wiązała się z przykrymi konsekwencjami, a jedynie czystą rozrywką. O tak, ostatnimi czasy w życiu zdecydowanie brakowało mi rozrywek, które połechtałyby moje ego, zamiast zrównywać je z ziemią (a tym właśnie kończyła się większość prób naprawy anomalii czy ogólnie pojętego ratowania świata).
Z jednej strony w całej Anglii panowała żałoba, z drugiej – Prewettowie, pomimo niesprzyjających okoliczności, zamierzali kontynuować wieloletnią tradycję. Może to i dobrze. Rok temu sam przecież byłem jednym z tych, którzy mieli odwagę śmiać się, gdy inym zbierało się jedynie na płacz. Teraz mój wesoły duch nieco podupadł a ja być może desperacko poszukiwałem sposobów, aby go odzyskać.
Na miejscu zastałem wiele znajomych twarzy – głównie młodych Zakonników, ale także i Tony'ego, półolbrzyma, który zdaje się chodził do Hogwartu w moich czasach (nie byłem pewien, czy to ten sam, ale twarz tak jakby wydawała mi się znajoma) i jakiegoś typa, który najwyraźniej posiadał silną potrzebę manifestowania swojej rzekomej męskości wszystkim wokół.
- Powtórz, bo nierówno się oplułeś. - Rzuciłem uprzejmym tonem w jego stronę, kiedy kolejny nieatrakcyjny żart wywołał u niego karuzelę śmiechu, choć żadnego z uszczypliwych komentarzy zdawał się nie kierować w moją stronę.
Krótko przywitałem się ze wszystkimi Zakonnikami (Titus się wlicza pomimo koloru), po czym stanąłem obok Anthony'ego.
- Tym razem poradzisz sobie jakoś bez mojego wsparcia, czy może już powinienem naszykować dla ciebie wiadro wody? - Rzuciłem z przekąsem, wspominając moją ostatnią wizytę w mieszkaniu drugiego Skamandera i całkowicie pomijając szczegół, że to Samuel zdjął urok z Tony'ego. Niemniej, Skamander doskonale wiedział, że moja słowa oscylowały w sferach zwykłej uszczypliwości. Szanowałem go jako współpracownika - i jako kompana. Być może z znaszej dwójki to on miał okazać się lepszy. Ale o tym dopiero mieliśmy się przekonać; a ja zamierzałem dać z siebie wszystko. I przy okazji dobrze się bawić.





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
5
10
0
0
4
30
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Wzgórze   03.06.18 23:42

3 sierpnia

Lato zatoczyło też krąg nad Londynem, choć w lipcowym miesiącu na próżno było szukać parnych dni skąpych w słońcu. Początek sierpnia jednak zdecydowanie wieszczył poprawę pogody. W sam raz na czas w którym głowę wszystkich zaczął zaprzątać Festiwal ku czci tej pory roku. Festiwal Lata, przez niektórych nazywany też festiwalem miłości. Samo to stwierdzenie przynosiło na usta Macnaira ciche prychnięcie. Miłość była wymysłem, słowami, czy może raczej uczuciem, które wkładało się w głowy kobietom, tylko po to, by później dało się je łatwiej wykorzystywać, prowadzić, namawiać do własnych celów. Nawine, małe, niewinne istoty, które rzucały się w wir marzenia o wielkim uczuciu, czasem samoistnie je sobie wmawiając. Dla miłości wszak były w stanie zrobić wszystko.
Łowienie wianków, zbieranie malin, wieloletnia tradycja. Stopa Macnaira stanęła na wzgórzu tylko w jednym celu. Zniszczenie Wiklinowego Maga było jedną z niewielu atrakcji prezentowanych na Festiwalu Lata, która mogła przynieść coś w rodzaju rozrywki. Jakiekolwiek. Choć wątpił, że ciekawej, kiedy wchodząc na wzniesienie nie dostrzegł żadnej ze znajomych twarz. Cóż, wychodziło na to, że zniszczenie go będzie jedynie formalnością. Chociaż chwilową rozrywką, odciągnięciem od zwykłej szarej monotonii dnia.
W końcu dotarł też na wzgórze na którym miała rozpocząć się zabawa, rozglądając się po reszcie mężczyzn mających zamiar zmierzyć się z magiem. Nie było ich wielu, czyżby reszta stchórzyła, czy może ona sam znalazł się tam za wcześnie? Nie miało to znaczenia im ich mniej, tym lepiej. Był pewien, że ilość nie miała znaczenia. Wiklinowy twór miał dzisiaj dokonać swojego żywotu. Było to chyba jasne dla wszystkich, w tym i dla niego.
Sięgnął do wnętrza szaty, by wyciągnąć piersiówkę i pociągnąć z niej łyka. Alkohol zdecydowanie mógł tylko pomóc, na pewno nie przeszkodzić. Następnie schował naczynie, by sięgnąć do kieszeni z której wyciągnął różdżkę.
Był gotowy.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
wytwórca i znawca różdżek
32
Szlachetna
Kawaler


when under ether
the mind comes alive


14
15
0
0
0
2
5
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   05.06.18 0:30

Jak przez mgłę pamiętał pierwsze widowisko na wzgórzu, które pozwolono mu zobaczyć - oglądał je w towarzystwie spokojnego, niewzruszonego ojca. Wyraźniej niż same obrazy z ów wydarzenia, utrwaliły się przeżycia z nim związane - z roku na rok coraz mniej wyjątkowe, spłaszczone, odległe. Pokaz siły robił wrażenie, lecz kiedy młody Ulysses spodziewał się go i wiedział, co nastąpi, początkowy zachwyt umykał, po paru latach z rzędu znikając niemal całkowicie, pozostawiając tylko niewyraźne wspomnienie. W tym roku pierwszy raz decydował się na wzięcie udziału w atrakcji. Miał co do niej mieszane uczucia, nie spodziewał się też, by była czymś, w czym mógłby odnaleźć się z łatwością, co tylko sprzyjało traktowaniu jej jako wyzwania - skąd niedaleko było do rzeczywistej idei tradycji. Może było w tym jakieś rozwiązanie, chwilowy upust tłumionej złości, której nie musiałby tłumaczyć nawet przed sobą. Może zwykła potrzeba odnalezienia się po drugiej stronie. Znając coroczne starcie tak dobrze z perspektywy widza, całkiem logicznym wydało się uczestnictwo oraz nowa perspektywa, jakby to doświadczenie miało rzucić nieco światła na inne sfery życia. Zabawne, jak bardzo tłumaczył się przed sobą, stawiając kroki coraz wyżej i wypalając resztkę magicznego papierosa. Gdzieś w tłumie gapiów dostrzegł znajome twarze, również prowokujące parę przemyśleń. Może podświadomie robił to ze względu na rodzinę, przyszłą narzeczoną? Krótki ruch głowy miał odgonić myśli, pokrętnie atakujące spokojny umysł. Ostatecznie powód nie musiał być ważny.
Wśród uczestników, już zgromadzonych, dostrzegł parę znajomych twarzy, niemożliwych do zignorowania. Tuż obok młodszego brata parę jego przyjaciół od demoralizacji i ratunku w kryzysowych sytuacjach, Titus i legendarny Lis, którego nie widział całe wieki. To przy nim postanowił się zatrzymać, dołączywszy dopiero po wymianie zdań przyjaciela z awanturnikiem. Jak na swoje standardy, Ollivander pojawił się wyjątkowo późno, okoliczności zaś nie sprzyjały prywatnym rozmowom, dlatego różdżkarz ograniczył się jedynie do krótkiej prośby, skoro wreszcie udało im się na siebie trafić.
- Znajdź dla mnie później trochę czasu, Fox - już krótkie spojrzenie na Fredericka wystarczyło, by dostrzec, że wiele musiało się zmienić. Problem w tym, że w ostatnich miesiącach wszyscy nabierali wody w usta i niekoniecznie byli skłonni opowiadać prawdziwe historie - albo popadał w paranoję.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
auror
25
Szlachetna
Kawaler
London calling
to the far away towns:
now war is declared
and battle come down.
29
16
0
0
0
0
10
16
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   05.06.18 2:39

Co prawda nie czuł potrzeby dawać dowodów swojej męskości komukolwiek, a już na pewno nie sobie samemu ani ogółowi czarodziejskej społeczności, to zwyczajnie lubił takie zabawy - nic więc dziwnego, że pojawił się na wzgórzu wraz z innymi i zamierzał stanąć w szranki mające zostać zakończone oderwaniem głowy kukły - co więcej, zamierzał tę kukłę oderwać. Uczciwa sportowa rywalizacja była tym, co lubił - niech wygra najlepszy.
Trzymając się ubocza skinął głową na powitanie wszystkim, których znał, Floreanowi, Bertiemu, Skamanderowi, Constantinowi i w końcu Foxowi, z którym wymienił uścisk dłoni - podobnie jak na końcu z Tonym. Reszty nie znał i choć poznać mógł, nie poczynił ku temu większych starań - nigdy nie był wybitnie towarzyskim typem. Czarodziejska szata, którą miał na sobie, wydawała się w pierwszej kolejności wygodna i w wielu aspektach przypominała tę, w której występował jako auror: nogawki wpuszczone były w cholewy wysokich butów, a rękawy spięte ściągaczami przy nadgarstkach, by nie zawadzały w trakcie rywalizacji. Spiralne ogniste włosy spiął czarną wstążką z tyłu głowy, ich barwa była wystarczająca - nie potrzebowały naprawdę być ogniste.
W festiwalu lata, nawet pomimo jego miłosnej otoczki i dość zabawnej obietnicy zostania ojcem wieloraczków, widział swoisty urok kojarzony jeszcze z dzieciństwem i najpiękniejszymi chwilami spędzonymi razem z rodziną Prewettów. Tradycja tego święta była piękna - i miała piękne przesłanie, pojawienie się tutaj upatrywał w kategoriach swojego obowiązku, ale nie z tych, które spełnia się z grymasem i pod przymusem zakładając odświętną czarodziejską szatę i broszę z rodowymi barwami, a z tych, za sprawą których sprawia się przyjemność najbliższym. Wszędzie panowała dobra aura, szlachetni lordowie mieszali się z czarodziejami niższego urodzenia, ramię w ramię stając w kolejne szranki. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, historia pokazała to już wielokrotnie - ale wciąż była jej przyjemną oznaką.
Oczekując na rozpoczęcie, przystanął pod jednym z drzew, wspierając się o jego pień plecami z założonymi rękoma.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   05.06.18 20:32

Powoli zapadał zmrok. Zachodzące słońce barwiło niebo na kolor purpury, rzucający krwawą łunę na twarze wszystkich zgromadzonych na wzgórzu. Na linii lasu pojawiało się coraz więcej gapiów, zaciekawionych, kto tym razem stanie w szranki o miano Pogromcy.  Widzieliście zarówno mężczyzn jak i kobiety. Niektóre z nich chichotały donośnie, niektóre zwracały na siebie uwagę Wojowników w inny sposób. W powietrzu narastało napięcie, sięgające zenitu w momencie, w którym Wiklinowy Mag - do tej pory będący martwą rzeźbą - stanął w płomieniach.

Nikt nie musiał zapowiadać zabawy ani wprowadzać Was w jej zasady. Opowieści o walce z Wilkinowym Magiem stanowiły stały element festiwalu, tak samo jak poławianie wianków lub wróżenie w tajemniczym zagajniku. Słyszeliście historię o czarodziejach, którzy doznali tu trwałych poparzeń; krążyły także plotki o kilku tragicznych zgonach, gdy w ferworze walki niektórzy posunęli się o krok za daleko.
To, co was czekało, było bardzo proste - wystarczyło nie stanąć w płomieniach, nie zginąć od ciosów przeciwników oraz dowieść swego męstwa, jak najbardziej uszkadzając płonący, nieruchomy posąg. Wiklinowy Mag wydał z siebie ochrypły, donośny pomruk, od którego wszystkich zgromadzonych przeszły dreszcze, i uniósł wysoko uplecione ramiona.


| Mistrz Gry wita serdecznie wszystkich śmiałków. W razie pytań lub wątpliwości zapraszam do FAQ. W tej turze Wiklinowy Mag jeszcze Was nie atakuje (macie czas na zapoznanie się z zasadami).
Wszyscy zaczynacie zza linii startu, z dowolnego miejsca, które określicie w poście (korzystamy z określeń kratek: góra, dół, prawo, lewo).
Na odpis macie czas do 07.06 do 21:00. Posty nie muszą być długie, ważne, by zawierały konkretne, podkreślone szczegóły działania (ataku, ruchu, zaklęcia).
Przy używaniu zaklęć należy rzucić także na anomalie.







Wiklinowy Mag



Zasady

Pole na szczycie wzgórza prezentuje się w ten sposób.


1. W jednej turze można wykonać jedną akcję: rzucenie zaklęcia i ruch o jedną kratkę lub przesunięcie się o dwie kratki w górę, dół, boki lub po skosie. W czasie każdej tury Wiklinowy Mag losuje ofiary swoich ognistych kul - zadają one obrażenia w wysokości 25 PŻ.

2. Aby obronić się przed ognistą kulą, należy poprawnie rzucić odpowiednie  zaklęcie. Sposób obrony zależy od miejsca przebywania czarodzieja.
- I pole: Aquamenti (zalewa lecącą kulę wodą)/ Caelum (chroni tylko jedną osobę)
- II pole: Protego
- III pole: Protego Maxima

3. Zależnie od odległości od Wiklinowego Maga zmienia się także ST zaklęć (kwestia celności). Do ST zaklęcia należy doliczyć odpowiednią liczbę.
- I pole: +30 do ST zaklęcia
- II pole: +15 do ST zaklęcia
- III pole: ST zaklęcia bez zmian (jak w spisie zaklęć)

4. Na polanie znajdują się dwie skały, które chronią przed ognistymi pociskami Posągu. Za jedną skałą może ukryć się wyłącznie jeden zawodnik. Gwarantuje ona całkowitą ochronę przed pociskami Wiklinowego Maga. Przy skałach znajdują się także odnawialne fiolki z eliksirami wzmacniającymi - wypicie jej zmniejsza obrażenia postaci o 20.

5. Na początku zabawy do skały dotrze ten czarodziej, który dotrze tam najszybciej. W poście (gdy czarodziej znajdzie się już w kratce obejmującej swym zasięgiem skałę) należy zaznaczyć chęć ukrycia się za skałą oraz wykonać rzut kością k100. Do wyniku dolicza się podwojoną wartość statystyki zwinności. Miejsce zajmie ten, kto wyrzuci najwięcej.

6. O miejsca za skałami może toczyć się walka. Aby ją rozpocząć, należy w poście podkreślić chęć takiego działania. Wypchnąć zza skały można jedynie poprzez atak fizyczny, wykonując silny cios w dowolną część ciała rywala.
Osoba przebywająca już za skałą może bronić się jedynie przez odskok. Jeśli nie uda się jej obronić, zostaje wypchnięta zza skały a jej miejsce zajmuje atakujący. Osoba wypchnięta nie może powrócić do skały w najbliższej kolejce.

- W przypadku kilku osób atakujących, miejsce za skałą zajmuje ta, która wykonała cios z największą siłą. Osoba przebywająca za skałą otrzymuje obrażenia od wszystkich ciosów, przed którymi nie zdołała wykonać odskoku.

- Jeśli osoba ukrywającą się za skałą zostanie zaatakowana i tak może w danej turze - fabularnie przed atakiem na nią - skorzystać z bonusów skały, czyli skryć się przed ognistą kulą, rzucić zaklęcie w Wiklinowego Maga i wypić eliksir wzmacniający.

7. Podstawowa, całkowita żywotność posągu wynosi 1000. Fabularnie najpierw należy unieszkodliwić ramiona Wiklinowego Maga -  dopiero po zbiciu żywotności posągu do 0 można atakować głowę, która, zawalając się, niszczy tułów i popieli całą rzeźbę. Można używać wszystkich uroków ze spisu zaklęć, które zadają obrażenia.

8. Ostateczny cios, zwalający głowę, zada ten czarodziej, który zadał podczas całej walki najwięcej obrażeń Wiklinowemu Magowi. Tenże mężczyzna staje się też zwycięzcą całej walki oraz otrzymuje tytuł Pogromcy.






[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 09.06.18 19:43, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
współwłaściciel lodziarni
27
Półkrwi
Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
15
10
0
0
11
0
5
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Wzgórze   05.06.18 21:26

- Witaj, szanowny lordzie - powiedziałem z uśmiechem na widok Titusa - wciąż musiałem się przy nim bardzo pilnować, żeby przypadkiem nie chlapnąć dwóch słów za dużo. A nie było to proste! Chociażby zważając na fakt naszej misji z olbrzymem Floreanem, która zdecydowanie wzmocniła naszą przyjaźń, a której Titus niestety nie pamiętał. Niemniej wciąż przyjaźnił się z Bertiem, dzięki czemu i ja mogłem mieć z nim jako taki kontakt. - A czemu akurat Kostkowi? - oburzyłem się trochę na słowa Bertiego, to ja byłem najstarszy w tym gronie i to właśnie ja zasługiwałem na doping. Przywitałem się też z Foxem i Brendandem, z niezadowoleniem zauważając jak wiele znajomych twarzy zobaczy mój spektakularny upadek. Błagałem Merlina, żeby Frances znalazła sobie na ten czas ciekawsze zajęcie i przypadkiem nie przyszła mi kibicować - nie zniósłbym tego. Chciałem zacząć jakąś pogawędkę, ale w tym momencie Wiklinowy Mag stanął w ogniu. Podskoczyłem nieznacznie, bo absolutnie się tego nie spodziewałem, spoglądając na Kostka ze zdziwieniem. - Mmm, tego się nie spodziewałem - mruknąłem do niego, zaciskając palce mocniej na swojej różdżce. Przez moją głowę od razu przemknęło tysiąc drastycznych myśli, łącznie z tą, że w jednej ze swoich opasłych ksiąg wyczytałem o ofiarze śmiertelnej tego pojedynku. To przecież miała być zabawa! Festiwal lata, łapanie wianków i tańczenie przy ognisku!
Dlaczego, ale dlaczego, drogi mózgu, przypominasz sobie o tym dopiero teraz?!
-Myślisz, że jak teraz stąd pójdziemy, to ktoś to zauważy? - Zapytałem jeszcze Kostka cicho, żeby nie narobić sobie wstydu, chociaż byłem świadomy, że teraz jest już trochę za późno na podejmowanie takich decyzji.
Cóż, nie miałem innego wyjścia jak po prostu podjąć odważną próbę walki z Wiklinowym Magiem (i kilkoma przeciwnikami, którzy wydawali się być niewiele mniejsi od niego). Stanąłem z lewej strony linii startu, a kiedy usłyszałem sygnał oznaczający początek rozgrywki, najpierw serce podeszło mi do gardła, a potem - Que sera sera - powiedziałem i ruszyłem biegiem przed siebie.

Przesuwam się dwie kratki do przodu!




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue

Powrót do góry Go down
 

Wzgórze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Wzgórze startowe przy Gibraltar Road
» Wilcze Wzgórze rodu O'Connor, Irlandia
» Wzgórza rezerwatu
» Czarcie wzgórza

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18