Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wioska Tinworth

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime02.12.18 16:27

First topic message reminder :

Wioska Tinworth

Tinworth jest niewielkim miasteczkiem położonym na południowym wybrzeżu Kornwalii. Od lat zamieszkuje je kilka rodzin czarodziejów, którzy z jakiegoś powodu zdecydowali się osiedlić właśnie tam, być może urzeczeni niezwykłym klimatem nadmorskiej wioski, znacznie spokojniejszej od tętniących życiem większych miast. Główna część miasteczka rozciąga się wzdłuż jednej ulicy i kilku jej bocznych rozgałęzień, choć część magicznych rodzin osiedliła się na uboczu, w pewnym oddaleniu od głównej ulicy. Nierzadkim widokiem są niewielkie domki położone w sąsiedztwie klifów porośniętych nadmorską trawą oraz plaży, choć większość czarodziejów ukrywa je zaklęciami przed wzrokiem mugoli, przez co dla niemagicznych wybrzeże może wyglądać na opustoszałe i ciche. Wyjątkowo szerokie, piaszczyste plaże leżące nieopodal zabudowań są lubianym miejscem spędzania czasu zarówno przez dorosłych, jak i dzieci. Co ciekawe, niektóre domki znajdujące się w sąsiedztwie wybrzeża mają ściany udekorowane morskimi muszlami.
W centrum wioski, na jej głównej ulicy, są zlokalizowane takie miejsca, jak pub posiadający zarówno mugolską, jak i ukrytą przed mugolami magiczną część; w tej drugiej jest położony ogólnodostępny kominek podpięty do sieci Fiuu. Znajduje się tam także kilka niewielkich sklepików. Przez większość czasu miejscowość sprawia wrażenie sennej i spokojnej, choć ożywia się w sezonie letnim; to dobre miejsce na wypoczynek dla magicznych rodzin z dziećmi. Przez lata wioska ta była miejscem, gdzie czarodzieje i mugole żyli obok siebie w spokoju i nie przeszkadzali sobie wzajemnie; magiczni mieszkańcy Tinworth starali się nie zakłócać spokoju mugolskich sąsiadów i ukrywali przed nimi swoją odmienność.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

and in the end
all I learned
was how to be strong
alone

OPCM : 37
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime07.09.19 20:08

2 luty

Donośny trzask oznajmił teleportację, lecz zmaterializowali się dość daleko od wioski, resztę drogi pokonali pieszo, brnąc przez śnieg. Mroźny wiatr szczypał Sigrun w blade policzki, ale parła przed siebie, zdecydowana i pewna, na twarzy malowała się wyłącznie determinacja.
- To tamten dom - poinformowała swego towarzysza, rzucając niedopalonego papierosa gdzieś w bok, nie patrząc gdzie, przygasł w śniegu, który grubo przylgnął do piaszczystej plaży, gdzie wzniesiono kilka czarodziejskich domów. W niektórych okiennicach paliły się światła; Rookwood wskazywała na jeden z nich, stojący bardziej na uboczu, wzniesiony z czerwonej cegły, z czarnym dachem. Wydawał się lekko przechylony, lecz dzięki czarom konstrukcja była stabilna. Gdzie ukrywali mugolaków? Na poddaszu, w piwnicy jak szczury? Zsunęła z głowy kaptur. Nie było już powodu, by ukrywała pod nim twarz, nie nosiła też maski Śmierciożercy. Mieli wiedzieć kim byli i dlaczego ginęli. Spojrzała w bok, gdzie zmaterializował się lord Bastien Selwyn. Miał jej dziś towarzyszyć, dowieść, że pragnie działać i jest gotów na wiele, zacząć zmazywać hańbę, która przylgnęła do ich rodziny - przez lata wspierania polityki promugolskiej i osobę Alexandra, nie mogące już nosić tego nazwiska. Ponoć ciągnęło go do czarnej magii, a do Rycerzy Walpurgii dołączył nie tylko z poczucia obowiązku - to dobrze, lecz słowa należało przekuć w czyny. Czarny Pan nakazywał im wymordowanie wszystkich, którzy wspierali Harolda Longbottoma, podsycali jego rebelię, sprzeciwiali się nowej władzy, a także tych ukrywających rebeliantów.
Wytropienie jednego z podobnych głupców nie było Rookwood problemem; była dobrym łowcą, nie tylko zwierząt, nie jedynie wilkołaków. Potrafiła śledzić, tropić, zdobywać informacje, miała swoje ptaszki, będącymi jej uszami i oczami tam, gdzie być nie mogła. Z tego, co udało jej się ustalić, to Willem Blackwood, właściciel wskazanego domu, ukrywał tam rebeliantów mugolskiej krwi, aktywnie działających w podziemiu, które wspierało Longbottoma.
- Tutaj słuchasz moich poleceń bez zająknięcia, rozumiemy się, lordzie Selwyn? - zwróciła się do mężczyzny, ostrym i zdecydowanym tonem. Zapewne przywykł do tego, że to on wydaje rozkazy - zwłaszcza kobietom. W świecie, w którym się wychował, czarownice były winne mu posłuszeństwo, tańczyć jak im zagra. Tyle, że to nie parkiet sali balowej, nie dwór; to ona nosiła na przedramieniu Mroczny Znak, winien był jej szacunek i wypełnienia poleceń. Nie wiedziała, czy ktoś wyjaśnił mu już strukturę hierarchii w ich zgrupowaniu, a może nie - ale to było ich pierwsze spotkanie w podobnych okolicznościach, czuła wiec, że powinna to wyjaśnić. - Gotowy? - spytała niemal beznamiętnie, wysuwając różdżkę z rękawa szaty, gdy znaleźli się bliżej domu Blackwooda.




I got blood


on my name


Powrót do góry Go down
Bastian Selwyn
Bastian Selwyn

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t7754-bastian-selwyn#215337 https://www.morsmordre.net/t7759-arne#215504 https://www.morsmordre.net/t7758-bastian#215503 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7760-skrytka-bankowa-nr-1865#215505 https://www.morsmordre.net/t7761-bastian-selwyn#215507
Zawód : Lord, krytyk teatralny i scenarzysta
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Lick the blood off my hands little demon girl
Lick the blood off my hands little darling
OPCM : 10
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime11.09.19 19:11

Nie spodziewał się tego. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się interesująco. Jednak jedna wiadomość, jedno polecenie i był gotów ruszyć z nią do nieznanego mu miejsca, czując, że właśnie w tym momencie wiele może się w jego życiu zmienić. Po zmaterializowaniu się skierował wzrok na wskazany przez nią dom i uniósł nieco brwi. Miejsce idealne do ukrywania mugolaków, w tym momencie przeszły go ciarki, bynajmniej nie z zimna.
Ten dzień musiał kiedyś nastąpić, w końcu musiał pokazać, ze nie rzuca słów na wiatr, że naprawdę jest gotowy na każde poświecenie, aby udowodnić wszystkim, jaki jest naprawdę, że nadaje się na Rycerza, że chce oficjalnie do nich dołączyć. Nigdy nie rzucał słów na wiatr, najwidoczniej dzisiaj miała nadejść decydująca faza w jego życiu. Nie czuł niepokoju. Jedynie dreszcz ekscytacji przeszedł po jego plecach, sprawiając że w tak mroźny dzień nieco ciepła zagościło w jego ciele. O dzisiejszym dniu wiedział tyle, ile wiedzieć powinien, nikt nie mówił mu o szczegółach, oczekiwano od niego jedynie pokazania lojalności i udowodnienia prawdomówności swoich słów. Miał nadzieję, że mu się to uda, że zmaże hańbę swojego rodu i naprawdę udowodni, że obecna polityka jest mu na rękę i że może stać się taki sam jak on.
Popatrzył na blondynkę zimnym spojrzeniem niebieskich oczu, jednak skinął jedynie głową, na znak tego że rozumie. Gdyby sytuacja była inna, najpewniej by zaprotestował, ale on sam doskonale wiedział, że w tym miejscu, że przy niej, nie jest to możliwe. Znają się nie od dzisiaj, nie są sobie obcy, ona doskonale wiedziała, że gdyby nie okoliczności, najpewniej usłyszałaby z jego ust kilka kąśliwych uwag. Wyczuł jednak sytuację, więc postanowił to przemilczeć, trzymając się blisko niej brnął przez śnieg, czujnym spojrzeniem rozglądając się dookoła, nasłuchując. Był w pełni skupiony, w tym młodym ciele szalało obecnie wiele, może i sprzecznych ze sobą emocji, jednak po jego oczach widać wyraźnie, że najbardziej dominującą emocją jest podekscytowanie. To widać w każdym jego ruchu, nawet wtedy, kiedy z mankietu płaszcza wyjął różdżkę i zacisnął na niej dłoń, stając tuż u jej boku, gdy podeszli bliżej domu.
- Od dawna. – odparł krótko, pozwalając sobie na krzywy uśmiech, zachodząc w głowę, co po dzisiejszym dniu go czeka. Doskonale wiedział, że wszystko się zmieni, że to, co zamierza teraz zrobić razem z tą kobietą może zaważyć na jego przyszłości, jednak nie dbał o to, rozumiejąc, że znajduje się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie, robiąc to, do czego przygotowywał się mentalnie od długiego czasu. W końcu mógł pokazać innym, jaki jest naprawdę, jakie emocje w nim drzemią, do czego jest zdolny się posunąć, aby udowodnić wszystkim naokoło, że się mylą, mając go za spokojnego, oddanego sztuce lorda. Nie widząc w nim tych złych cech, które coraz bardziej dominują w jego dotychczasowym życiu.




Turn me on take me for a hard ride
Burn me out leave me on the otherside
Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

and in the end
all I learned
was how to be strong
alone

OPCM : 37
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime15.09.19 10:47

Czy zwykłe domostwo w wiosce Tinworth rzeczywiście wydawało się idealnym miejscem na kryjówkę dla rebeliantów i mugolaków? Nie do końca. Wyglądało niepozornie, oczywiście, w pobliżu mieszkało zaledwie kilka rodzin, najpewniej zaufanych i bliskich, ale wioskę tę łatwo było odnaleźć na mapie, nietrudno tu dotrzeć. Na okolicę, te skromne domy nie nałożono zaklęć ochronnych, dzięki czemu zadanie będzie prostsze niż sądzili.
Dostrzegła w jego oczach tę iskrę, kiedy podkreśliła, kto w tym momencie - i nie tylko w tym - dowodzi, że teraz winien jest jej posłuszeństwo; buntu i oburzenia, doskonale ją już znała, nie był pierwszym mężczyzną ze szlacheckim tytułem, któremu świadomość, że znalazł się pod czarownicą z klasy niższej była jak ostry kamień w bucie. Nie znała go od wczoraj, ich znajomość sięgała lat szkolnych, gdzie wspólnie odbębnili kilka szlabanów, pamiętała, że lord Bastien miał w sobie iskrę - lecz czy po latach nadal potrafił wykrzesać z niej prawdziwy ogień?
- Miejmy nadzieję, że sporo się od tego dawna nauczyłeś, sir - odrzekła na jego zadziorne stwierdzenie, uśmiechając się kącikiem ust; śmiałe słowa jak na kogoś, kto jeszcze nie tak dawno milczał, gdy jego wuj swymi czynami i słowem wspierał politykę promugolską - poniekąd rozumiała jednak, że mógł czuć się do tego zmuszony. Niełatwo jest uwolnić się spod jarzma rodziny, spod władczego, ojcowskiego buta. Doskonale to rozumiała, sama to przerobiła w swoim życiu; może jej było łatwiej, nie ciążyły nań szlacheckie obowiązki, nie ograniczały tak sztywne konwenanse. - Nie ma co zwlekać - powiedziała cicho, gdy pokonali kilka metrów brukowanej ścieżki, dzielącej ich od drzwi. Zamiast dłoni, by w nie zapukać, uniosła różdżkę. Kilka szybko i z wprawą rzuconych czarów zniszczyło zamki, otworzyło drzwi na rozcież. - Incarcerare - wyszeptała wiedźma, zaś fale magicznej energii rozeszły się płynnie po holu, pogrążonym w półmroku, zniknęły w ścianach. Nikt nie mógł opuścić już tego domu. Nie, dopóki z nimi nie skończy. Na piętrze zbudzone hukiem dziecko zaczęło płakać; z kuchni dobiegły ich poddenerwowane kobiece głosy, jakiś mężczyzna syczał Uciekaj, po czym wypadł na korytarz z uniesioną różdżką. Był starszym mężczyzną o posiwiałym zaroście i wysokich zakolach, średniego wzrostu i przeciętnej wagi, na twarzy malowała się zacięta determinacja.
- Wynocha z mojego domu! - warknął, nie zadając zbędnych pytań o to kim są, dlaczego tu przyszli - bo podskórnie to wiedział. Wiedział, że ta chwila w końcu nadejdzie. Machnął różdżką, próbując cisnąć w nich zaklęcie. - Duna!
Ruchome piaski nie zatrzymałyby ich na wieczność, urok nie był trudny do przełamania, ale Rookwood nie lubiła czekać - śpieszyło jej się do sprawdzenia chęci i umiejętności Selwyna. Nakreśliła różdżką tarczę w powietrzu, chroniąc siebie i swego towarzysza; gdy zmaterializowała się tarcza, zwróciła głowę ku mężczyźnie z lekkim, zachęcającym uśmiechem. No dalej.




I got blood


on my name


Powrót do góry Go down
Bastian Selwyn
Bastian Selwyn

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t7754-bastian-selwyn#215337 https://www.morsmordre.net/t7759-arne#215504 https://www.morsmordre.net/t7758-bastian#215503 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7760-skrytka-bankowa-nr-1865#215505 https://www.morsmordre.net/t7761-bastian-selwyn#215507
Zawód : Lord, krytyk teatralny i scenarzysta
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Lick the blood off my hands little demon girl
Lick the blood off my hands little darling
OPCM : 10
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 12
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarodziej

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime04.11.19 19:33

Bastian nie podejrzewałby, że tak niepozorne miejsce może być kryjówką brudnej krwi, kryjówką tych, których należało się pozbyć. Teraz, kiedy wszystko zmierza w odpowiednim kierunku, w końcu ma okazję się wykazać, w końcu może pokazać, na co stać lorda, który po kryjomu szkolił się w Czarnej Magii, który wygłaszał mocne słowa w kierunku tych, którzy stają się coraz silniejsi i liczniejsi. W niebieskich oczach pojawiły się iskierki podekscytowania, adrenalina powoli zaczynała krążyć w jego żyłach, jednak po jego twarzy nie spostrzeżesz, że jest nadmiernie podekscytowany. Czuł się jak dziecko w sklepie z cukierkami. Kiwnął głową swojej towarzyszce, będąc pewnym, że od tego momentu ona sama zacznie oceniać jego umiejętności. Dzięki niej ma szansę dostania się do tych, którzy powinni wieść prym w tym świecie.
- Nie zawiodę cię. – odparł z pewnością w głosie, mocniej ściskając różdżkę i podążając za kobietą, bystrym spojrzeniem obserwując wszystko, każdy cień, każdy ruch był zarejestrowany przez jego umysł. Spokojnie stawiał stopy na brukowanym dziedzińcu, puszczając kobietę przodem. Miała większe doświadczenie, wiedziała, czego mogą się spodziewać, on nadal był żółtodziobem, któremu jednak nie brakowało werwy i odwagi.
Desperacką obronę napotkanego mężczyzny skwitował jedynie paskudnym uśmiechem, widząc jak tarcza towarzyszki skutecznie przełamuje zaklęcie. Dostrzegł jej gest i wiedział, że przyszła jego pora. Wyciągnął więc różdżkę przed siebie, robiąc krok do przodu.
- Ictusosio. – powiedział gładko celując różdżką w rękę mężczyzny, w której trzymał różdżkę. Po chwili do jego uszu dobiegł trzask łamanej kończyny i potępieńczy krzyk człowieka, nie wiadomo, czy bardziej z szoku, czy z bólu, jednak nie było czasu na podziwianie efektów swojej pracy, miał działać szybko, instynktownie. I subtelnie, by ten dom nie stał się jednym morzem krwi. - Bucco. – kolejne wypowiedziane zaklęcie sprawiło, że mężczyzna na ułamek sekundy wyskoczył w powietrze, jakby otrzymał silny cios w szczękę, po czym zaczął osuwać się na ziemię. Selwyn podszedł do niego, kopnął różdżkę mężczyzny w kąt i tknął go czubkiem wypastowanego buta w brzuch. Nie, nie zabił go. Wolał działać spokojnie, nie dać się ponieść. Jeśli jednak dostanie takie polecenie, zakończy żywot mężczyzny jednym zaklęciem. Bastian zrobił kolejny krok, zerkając szybko do pokoju, którego tak zawzięcie bronił mężczyzna. Różdżkę miał nadal w pogotowiu, gotowy do działania zerknął na blondynkę czekając na kolejne polecenie. Może chciał coś dostrzec w jej oczach? Nie spodziewał się fanfarów. Może jedynie aprobaty?




Turn me on take me for a hard ride
Burn me out leave me on the otherside
Powrót do góry Go down
Sigrun Rookwood
Sigrun Rookwood

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

and in the end
all I learned
was how to be strong
alone

OPCM : 37
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 50
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime24.11.19 20:13

Nic w tym dziwnego, że Bastien nie podejrzewał tego miejsca o bycie kryjówką dla robactwa brudnej krwi. Nie miał ani doświadczenia w tropieniu i poszukiwaniu innych, śledzeniu, czy walce. Wychowano go na lorda, artystę, zajmował się teatrem, a nie walką. Miał przed sobą jeszcze długą drogę, mnóstwo nauki i wiedzy do zdobycia. Sigrun mogła pomóc mu w jej zdobyciu, co tego wieczoru postanowiła uczynić, zabierając go ze sobą w te niezbyt przyjemne odwiedziny. Widziała podekscytowanie w jego oczach. Niecierpliwość, niczym u dziecka, które nie może doczekać się bożonarodzeniowego poranka. Cieszyła ją ta reakcja. Chciał się uczyć. Pożądał tego, czarna magia go kusiła, nie było w tym nic dziwnego. Nic nie uwodziło tak mocno jak ciemność.
- Oby. Ostrzegam, że nie mam zbyt wiele cierpliwości - odpowiedziała mu, uśmiechając się kącikiem ust; nie zamierzała owijać w bawełnę, kłamać. Była wybuchowa, niecierpliwa i porywcza. Rookwood nie nadawała się na nauczycielkę, a mimo wszystko się tego podjęła, powinien był więc naprawdę przyłożyć się, by nie straciła dobrego humoru, w który wprawiło ją jego podekscytowanie.
W chwili, gdy lord Selwyn sięgał po paskudne zaklęcia, posyłając je w kierunku mężczyzny, ona zajęła się oczyszczeniem drogi. Osłoniła ich przed ruchomymi piachami, ale jedynie podłogę pod stopami, nie mogli ruszyć naprzód, dopóki pozostała część pozostawała pod wpływem zaklęcia. Trzask pękającej kości, doskonale słyszalny w tak małym pomieszczeniu, przyprawił ją o jeszcze szerszy uśmiech, zwłaszcza, kiedy dołączył do niego pełen bólu wrzask.
- Ty skurwysynu! - wrzasnął mężczyzna, lecz kolejne zaklęcie zasznurowało mu usta; po brodzie pociekła strużka krwi, gdy przez to niewidzialne uderzenie przygryzł mocno własną wargę.
Sigrun zsunęła kaptur z głowy, odsłaniając prawdziwą twarz, chciała, aby ten parszywy głupiec spojrzał w jej oczy umierając. Pragnęła, by widział w nich satysfakcję. Uchwyciła wzrok Bastiena, kiwnęła głową z zadowoleniem, pozwalając jednocześnie, by działał dalej. Niech się uczy, a najlepszym nauczycielem jest przecież praktyka.
Mężczyzna wykorzystał tę chwilę, by posłać w kierunku Selwyna zaklęcie; tym razem jednak nie osłoniła go swoją tarczą,pozwalając, by uczynił to sam, z pełną świadomością, że cokolwiek by się nie stało - mieli przewagę.
- Oszczędź czasu i sobie, i nam - gdzie ich ukrywasz? W piwnicach? Na poddaszu? - zwróciła się do leżącego na ziemi czarodzieja beztroskim, lekkim tonem, rozglądając się wokół, gdy zaczęła iść do przodu, jakby pytała gdzieś podziewają się jej ulubieni bratankowie. Nie przestawała celować różdżką w szeroką pierś ofiary.




I got blood


on my name


Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth - Page 4 GiganticBeautifulDorado-small

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime17.05.20 11:52

14. maj

Nie pamiętałem, kiedy miało miejsce nasze ostatnie spotkanie z Vincentem. Poza tym sprzed tygodnia, rzecz jasna, przypadkowym i po latach, zwieńczonym krótką rozmową i szybką kolejką w irlandzkim pubie Pod Leprokonusem, by powspominać stare lata. Chyba dobrych kilka lat temu. Nie potrafiłem odnaleźć w pamięci dokładniej daty. Wiedziałem jedynie, że wyjechał. Znacznie więcej czasu, właściwie to mnóstwo, spędzałem z jego ojcem, który stał się moim mentorem, kiedy to zostałem młodym aurorem, jednakże rzadko poruszaliśmy tematy prywatne. Znałem także Jackie, siostrę Vincenta, ale i z nią nigdy o byłym współłokatorze z krukońskiego dormitorium nie rozmawiałem. Nie zwykłem wtykać nos w nieswoje sprawy. Byłem jednak ciekaw, gdzie mój stary znajomy się podziewał przez te wszystkie lata - i przede wszystkim, czy naprawdę spuści mi łomot tak jak się wygrażał. Zarówno przed laty w Klubie Pojedynków, jak i przed tygodniem, bardziej w żartach.
Może to i żart, lecz właściwie dlaczego by naprawdę nie spróbować? Potrzebowałem przecież treningu, możliwości zaś w obecnej chwili miałem ograniczone, zwłaszcza odkąd Biuro Aurorów zostało rozwiązane. Od dłuższego czasu, kiedy Cronus Malfoy wtrącał się w działalność naszego Departamentu i aurorzy zmuszeni byli do poszukiwania rzekomych sprzymierzeńców Grindelwalda, w moim życiu o wiele mniej było praktyki, której potrzebowałem. Zwłaszcza teraz. Chciałem skorzystać więc z propozycji, Vincent nigdy wszak nie stronił od pojedynków, oboje braliśmy udział w spotkaniach szkolnego klubu i wracając wspomnieniami do tamtych lat, przypominałem sobie o dziwnej rywalizacji, którą praktykowaliśmy przez pierwsze klasy.
Moja sowa, Nike, przyniosła mi odpowiedź potwierdzającą od starego druha, dlatego tak jak napisałem, przybyłem do wioski Tinworth w Kornwalii. Teleportowałem się na jej obrzeżach, pozostawało jeszcze pół godziny do godziny szesnastej, dlatego na jedynym, maleńkim straganie kupiłem dwa precle i odrywając nieśpiesznie kawałek po kawałku jadłem je w ramach obiadu, docierając do kawałka zniszczonego płotu, który nie wiadomo po co tam stał. Wsparłem się jednak o niego i czekałem na pojawienie Vincenta. Ja na spotkania przybywałem punktualnie, to wyniosłem z domu, lecz wiosenna pogoda sprzyjała przebywaniu na zewnątrz. Ten maj wyglądał tak jak powinien - ciepły, przyjemny, pachniał bzem i na drzewach wkrótce dojrzeją czereśnie.




Skąd się bierze zło?
jak to skąd
z człowieka
zawsze z człowieka
i tylko z człowieka

Powrót do góry Go down
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki wi­dok za­wsze
opusz­cza mnie pew­ność,
że to co waż­ne waż­niej­sze
jest od nieważnego.
OPCM : 15
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime21.06.20 0:44

Dobrze było choć na chwilę oderwać skołatane myśli od wojennego i deszczowego miasta. Przyjemna, majowa aura roztaczała swój urzekający urok. Przejrzyste, spokojne niebo przepuszczało coraz więcej ciepłych promieni pomarańczowego słońca. Zachęcało do celebrowania namiastki normalności przez pozostałe, zapracowane jednostki. Życie toczyło się swym własnym, monotonnym rytmem, do którego mieszkańcy przyzwyczaili się w naprawdę zawrotnym tempie. Ministerialny reżim choć niebezpieczny zdawał się przeniknąć do codzienności – nie stanowić już tak ogromnego zagrożenia. Miejsce, w którym kilkanaście lat temu doświadczał apogeum młodości, zmieniło się nie do poznania. Idąc brukową, zakurzoną ulicą – błądził. Załatwiając jedno z niewielkich zleceń, próbował odszukać zapisany w liście, właściwy adres. Aby przejść do ukrytego domostwa, musiał wyjść z zupełnie innej, okrężnej strony. Martwił się, iż niespodziewanie zadanie opóźni przybycie na wyznaczone spotkanie. Ciekawy zbieg okoliczności, nieprawdaż? Niespełna tydzień temu napotkał na swej drodze znajomy, zmieniony profil. Sylwetkę rosłego mężczyzny, z którym kilkanaście lat temu współdzielił szkolną komnatę. Błękitne tęczówki lustrowały wyraźne rysy twarzy przekształcone i naznaczone nabywanym doświadczeniem. Zajmując barową przestrzeń, zdążyli wymienić kilka słów, odległych wspomnień. Szeroka wizja dawnych, beztroskich czasów otworzyła się całkowicie, na oścież. Widzieli klasowe perypetie, klubowe potyczki, zimowe wypady do sąsiedniej wioski. Co się z nim działo? Jakie wyzwania postawił przed nim zwodniczy los? Czy podjął wymarzoną karierę? Ułożył żywot, założył rodzinę? Tak wiele pytań kłębiło się wewnątrz chłonnego umysłu. Mężczyzna zatrzymał się na chwilę pogrążony w dziwnej zadumie. Na co powinien być gotowy, czy dobrze zrobił? Miał nadzieję, że uniknie niewygodnych pytań na temat nieprzyjemnej przeszłości. Nie spodziewał się także, że krukoński druh, przez cały czas współpracował z jego rodziną. Czy świat nie jest przypadkiem trochę za mały?
Nie marnował okazji do darmowego treningu. Odkąd zwodnicza magia przysporzyła kilku niewygodnych i nieoczekiwanych sytuacji, postanowił zawzięcie doskonalić i ulepszać nabyte umiejętności. Pochłonięty pracą zawodową, jeszcze przed powrotem zaprzestał regularności, zapomniał teorii niektórych zaklęć. Potrafiły stawiać opór, zawieść w najmniej oczekiwanym momencie. Wyraźne obrazy niedawnych, przegranych pojedynków ściskały wnętrzności w okropnym niezadowoleniu, zawodzie i rozczarowaniu. Popełniał kluczowe błędy, rozpraszał uwagę, tracił koncentrację. Oddalał się od ukochanej perfekcji. Czy dziś będzie tak samo? Czy ulegnie czynnikom otoczenia?
Kilka godzin później teleportował się we właściwe miejsce. Lądując na miękkiej, zielonej trawie rozejrzał się wokoło. Znajoma, malownicza wioska witała zbłąkanego wędrowca. Zmarszczył brwi, dlaczego akurat tutaj? Poprawił pasek skórzanej torby, w której oprócz fiolek z pojedynczymi ingrediencjami, przechowywał butelkę ognistej, wygranej w weselnym konkursie. Wypełniał jedynie życzenie kolegi. Przyspieszył kroku obawiając się rychłego spóźnienia. Chłodny wiatr uderzał w policzki. Czuł zapach morza, wiosny, oraz pobudzonej przyrody. Obserwował rzadko rozstawione domostwa zaskakujące kształtem, umiejscowieniem, a także muszlowym wykończeniem. Pamiętał te miejscowość jako idealny azyl dla obu światów. Magiczni i niemagiczni przeplatali rzeczywistość nie robiąc żadnych problemów. To wszystko zmieniło się tak dynamicznie. Idąc piaszczystą dróżką, wypatrzył męski profil. Oparty o chyboczący płot konsumował popołudniową strawę. Wyglądał na rozluźnionego, odrobinę beztroskiego – zaraz się przekona jak to jest dostać prawdziwy łomot. Lekki uśmiech wniknął na blade usta, gdy znajdując się w odpowiedniej odległości rzucił głośne: – Samczego! – podchodząc bliżej wyciągną rękę w geście powitania. Uzupełnił jeszcze: – Wybacz lekkie spóźnienie, musiałem pilnie dostarczyć jedno zamówienie. – wyjaśnił zgodnie z prawdą i założył dłonie na klatce piersiowej. Oparł ciężar ciała na jednej nodze i zrzucił z ramienia ciążącą torbę. Prześlizgnął wzrok po pobliskiej polanie i nieco zaskoczony zapytał: – Jesteś pewny, że możemy zrobić tu magiczne pobojowisko? – zaśmiał się krótko. W głowie układał strategię pierwszych ruchów. Nie obiecał, iż zaprezentowany krajobraz pozostanie nietknięty. A ty przyjacielu, jesteś gotowy do walki?




Where do you go when the
whole world falls on your shoulders?
Powrót do góry Go down
Cedric Dearborn
Cedric Dearborn

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Zawód : ex-auror, rebeliant
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec

chcesz zabić i zniszczyć,
zniewolić nienawiść

ja też
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Wioska Tinworth - Page 4 GiganticBeautifulDorado-small

Wioska Tinworth - Page 4 Empty
PisanieTemat: Re: Wioska Tinworth   Wioska Tinworth - Page 4 I_icon_minitime12.07.20 17:05

Tego majowego dnia w wiosce Tinworth panował taki spokój, jakby czas zatrzymał się tutaj nawet nie kilka, ale i kilkadziesiąt lat temu, gdy Europą nie targała jedna wojna za drugą, zarówno mugolskie, jak i czarodziejskie, kiedy tego kraju nie trzymał w garści Gellert Grindelwald. Wciąż mieszkali tu zarówno niemagiczni, jak i czarodzieje, którzy w głównej mierze chronili swoich sąsiadów. Jak długo im się to uda? Kiedy wojenna zawierucha spustoszy i także to miejsce? O tym wolałem nie myśleć. Wciąż wierzyłem, że uda nam się odbić Londyn.
Przemyślenia przerwało mi przybycie Vincenta. Nie zerkałem na zegarek z niecierpliwością, więc lekkie spóźnienie uszło mojej uwadze.
- Dziękuję - odpowiedziałem, przełknąwszy kawałek słonego precla, po czym otrzepawszy dłonie z okruchów, podałem Vincentowi prawą dłoń, by się z nim przywitać, a mój uścisk jak zawsze był pewny i silny. Nie na tyle, rzecz jasna, by zmiażdzyć mu palce, nie czułem aż takiej potrzeby udowadniania swojej dominacji. - Nic się nie stało, choć zastanawiałem się, czy to może kac po weselu wciąż cię dręczy... - powiedziałem z przekąsem, nie mogąc powstrzymać się od żartu, nawiązującego do zabawy na weselu państwa Macmillanów, w której obaj braliśmy przed kilkoma dniami udział. Wciąż nie wiedziałem co mi strzeliło do głowy, by tak się narazić na śmieszność, zwłaszcza w takim towarzystwie, lecz było warto. Na całe szczęście znałem sposoby, by bólu głowy o poranku pozbyć się bardzo szybko.
- Nie będziemy się pojedynkować na środku wioski. Przejdźmy się - odparłem, zaśmiawszy się, bo mieszkańcy Tinworth z pewnością nie byliby zadowoleni, gdyby promienie zaklęć błyskały im w okiennicach, a ziemia drżała w posadach, jeśli to Rineheart miał na myśli. Ani teraz, ani kilka lat wcześniej, kiedy sytuacja w kraju była spokojniejsza. O ile w ogóle można było tak powiedzieć. - Może masz ochotę? - wyciągnąłem w kierunku Vincenta drugi, nietknięty jeszcze precel w pergaminowym woreczku, bo nieuprzejmie było tak jeść samemu.
- Nie mniej jednak, jeśli miałeś zamiar spróbować ściągać mi na głowę meteoryt, to może być jednak nieodpowiednie miejsce. Ze znalezieniem takiego w pobliżu jakiegokolwiek uzdrowiciela mógłby być jednak problem... - rzuciłem żartobliwie, choć i trochę prowokująco. Obaj byliśmy dorośli, lata szkolne dawno mieliśmy już za sobą, to nie pora, by bić się na metaforyczne drewniane mieczyki. Liczyłem na porządny trening. Potrzebowałem go, teraz chyba bardziej, niż kiedykolwiek, bo nadszedł czas prawdziwej próby. Wiedziałem już, że wszyscy, których dotąd ścigałem w swojej pracy, byli tak naprawdę niczym w porównaniu z tym, który trzymał teraz w garści Ministerstwo Magii i drżał przed nim cały kraj, chyba jeszcze bardziej niż przed Grindelwaldem. Lord Voldemort i ślepo oddani mu Rycerze Walpurgii posiedli zbyt wielką moc, z tego, co zdążyłem już się dowiedzieć. Nie chciałem zginąć w pierwszej potyczce z nimi, musiałem ćwiczyć, szlifować swoje umiejętności, które teraz wydawały mi się zbyt marne.




Skąd się bierze zło?
jak to skąd
z człowieka
zawsze z człowieka
i tylko z człowieka

Powrót do góry Go down
 

Wioska Tinworth

Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Kornwalia, Puddlemere-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20