Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Lewitująca wieża Big Bena

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24  Next
Autor toWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime10.03.12 22:14

First topic message reminder :

Lewitująca wieża Big Bena

Burza, jaka w Noc Duchów 1956 r. nawiedziła Anglię, przełamała Big Bena na pół. Wejście do środka zostało zagrodzone, jednak niektórzy wciąż przemykali się do środka. Do czasu - podczas wojny w Londynie wiosną 1957 r. wieża została doszczętnie zniszczona ogniem. Opowieści mówią, że gdy ogień ją strawił i przewalił, bohaterska czarownica zatrzymała zegar przed upadkiem i zawiesiła go w powietrzu potężnym zaklęciem. Jego szczątki niebezpiecznie wiszą w ten sposób do dnia dzisiejszego.

Wnętrze zegara jest to rozległe pomieszczenie w kształcie kwadratu, które pełniło niegdyś funkcję strychu, dziś zaś służy głównie za atrakcję turystyczną oraz jeden z najlepszych punktów widokowych w całym mieście. Na wieżę prowadzą spiralne zrujnowane schody liczące niegdyś dokładnie trzysta trzydzieści cztery stopnie, dziś rozsypane, w wielu miejscach przerwane, w połowie oderwane. O ile ktoś wykaże się determinacją i odwagą, a także nie lada zwinnością, by wspiąć się na szczyt, dostrzeże zapierający dech w piersiach widok na nieskrytą już za popękaną szybą ogromną londyńską panoramę: dziesiątki rozmaitych budynków poprzecinanych sznurem dróg, mostów oraz sunącą spokojnie swym torem Tamizę. Miejsce to mimo szalejącej w Anglii wojny nie utraciło na swej popularności, każdego dnia będąc tłumnie odwiedzanym przez mrowie ciekawskich i zakochanych, a także przez liczne wycieczki szkolne. Na samym środku umiejscowiono dwa długie rzędy drewnianych, niewygodnych ławek, jak zwykle obleganych przez zmęczonych wspinaczką turystów, a także przyozdobionych wyżłobionymi scyzorykami lub magią napisami pamiątkowymi.
Zaś na każdej z czterech tarczy zegarów umiejscowiono łacińską sentencję: Domine salvam fac reginam nostram Victoriam primam, którą tłumaczyć można jako Panie, zachowaj naszą królową Victorię I.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime31.05.20 20:41

The member 'Lucinda Hensley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 15


Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime31.05.20 23:31

Wzniosła się w powietrze, skutecznie umykając przed językami ognia. Tuż obok niej pojawił się świetlisty koziorożec Tonks. Zerknęła na niego z przejęciem i nadzieją.
— Bez kitu — jęknęła, spoglądając ponownie rozpaczliwie w kierunku ognia. Czy nie to właśnie próbowały zrobić od dłuższego czasu? Wolałaby ujrzeć przyjaciółkę zamiast patronusa Justine, ale przecież wiedziała, że to potrwa; musiały do tej pory powstrzymać żywioł, by nie narobił zniszczeń, których nie uda im się odbudować. Płomienie słabły, ich działania były skuteczne, działania ludzi, którzy pomagali ugasić pożogę. Do tego rzęsisty deszcz lecący z nieba, który sprawił, że przemokła do suchej nitki. Wieża zegarowa wciąż wisiała w powietrzu, gruz sypał się na ziemię, płonęła. Ruszyła na miotle w kierunku uliczki, w którą wcześniej pomknęła Lucinda. — Nebula exstiguere! — Różdżką wycelowała w płomienie, jednak nie te najbliżej, już duszone przez kłęby fioletowej mgły, lecz te dalsze, oplatające Big Bena. Wciąż wyglądały niebezpiecznie, łatwiej będzie im zgasnąć, jeśli stracą na sile. Nie czekając na rezultat swoich działań spojrzeniem wróciła przed siebie, by przypadkiem nie wlecieć w budynek.— Ten chłopiec to ktoś panu bliski? — spytała mężczyzny za sobą, przekrzykując wiatr i zmierzając w dół. — Będzie pan mógł z bezpiecznej alejki dotrzeć do domu? Gdzie pan mieszka? — Musiała się upewnić, że nie trafi znów w pobliże katastrofy. — Czy ktoś z pana rodziny może potrzebować pomocy? — spytała jeszcze, lądując obok Hensley.





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime31.05.20 23:31

The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime01.06.20 2:46

Lucinda była w stanie dostrzec świetlistego gawrona, który wyleciał z zaułka nieopodal i pofrunął w pożar, na północ, ku centrum miasta. Znała naturę rzuconego zaklęcia znacznie lepiej niż Alphard, wiedziała, do czego mógł służyć w tym przypadku patronus i była w stanie oszacować ryzyko. Rycerzy nie było już nigdzie widać.

Trzy wiedźmy raz jeszcze przywołały zaklęcie duszące ogień, gęsta fioletowa mgła wywołana tak przez nie, jak i ludzi zachęconych do działania przez Marcellę, niby gęsta pierzyna opadła na ogień. Płomienie zaczynały syczeć pod rzęsistymi kroplami deszczu, przytłumiony ogień łatwiej poddawał się wodzie, która, wzbierająca się na chodniku, zaczynała atakować pożar również od dołu. Deszcz pomagał, gęsta mgła pomagała, dzięki Hannah tłumiły się języki oplatające Big Bena. Ugaszenie ognia wymagało wielu różdżek i olbrzymiej determinacji, ale czarowncie nie ustawały w swoich wysiłkach - aż w końcu zdawało się, że ogień zostal opanowany. Przestawał się rozprzestrzeniać, odcięty zawsząd wodą lub mgłą nie miał szansy rozprzestrzenić się dalej. Potrzebował pewnie czasu, by wypalić się do końca - ale nie stanowił już zagrożenia dla nikogo, kto nie wejdzie w niego świadomie. Najprawdopodobniej deszcz już sobie z nim poradzi. Zakonniczkom zajęło to sporo czasu, ale niewątpliwie ocaliły przynajmniej kilka istnień.
Marcelle miała szansę unieść się wyżej, gdzie nie czuła ciepła buchającego ognia i dokładniej skontrolować teren, ludzie w okolicy zostali ostrzeżeni, co znajdujący się dalej - dzięki Zakonniczkom nie musieli już obawiać się płomieni. Ze swojej pozycji Marcella również była w stanie dostrzec świetlistego gawrona zmierzającego dalej do ścisłego centrum. Ludzie pomagający przy gaszeniu pożaru zaczynali się rozchodzić i uciekać przed deszczem.

- To... to mój wnuczek - odparł staruszek Hannah, kiedy tylko wylądowali obok Lucindy, chłopiec odkleił się od Lucindy i wskoczył w ramiona dziadka, który objął go z czułym uśmiechem na ustach. - Dziękujemy wam, to... to tylko dzięki wam - pokręcił głową, gładząc gęstą czuprynę chłopca. Kiedy jednak Hannah zapytała o ich rodzinę, w jego oczach zalśniło coś nieswojego. - Mieszkam... nie powinienem, musimy już iść, Johnny - Spięty, zacisnął dłoń na ramieniu chłopca, momentalnie zrywając się z miotły - chcąc odejść w swoją stronę. - Bardzo, bardzo dziękujemy - powtórzył, usłużnie nisko chyląc głowę. Wydawał się wystraszony.

Na odpis macie 24 godziny.

Nie obowiązuje żadna kolejka.

Marcella (20 - poparzenia)

Aktywna protecta: -10 do rzutów na czarną magię
Pluviasso: -10 dla wszystkich rzutów dla wszystkich


Powrót do góry Go down
Marcella Figg
Marcella Figg

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6925-marcella-figg#181615 https://www.morsmordre.net/t6971-arkady#183169 https://www.morsmordre.net/t6970-lelolelo-bagiety-jado#183167 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t6991-skrytka-nr-1723#183527 https://www.morsmordre.net/t6972-marcella-figg#183216
Zawód : by walczyć i chronić
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
porysował czas ramiona
OPCM : 36
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime01.06.20 20:58

Ogień niedługo powinien wygasnąć, zatrzymał się w jednym miejscu, móc właściwie trawić tylko kostkę brukową i beton. Trzymając mocno trzonek miotły, przetarła nieco łzawiące oczy. Bolały już od dymu i pyłu. Widziała, że tutaj nie ma już wiele do zrobienia - a niedługo to wszystko może przyciągnąć ludzi mniej chętnych do współpracy. Odetchnęła cicho. Skierowała swoją miotłę w stronę przedmieści - by jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Po drodze tylko spojrzała czy na pewno wszystko w porządku z Lucindą i Hannah, ale one pewnie lepiej poradziły sobie niż ona sama.


| chciałabym sie ulotnić, dziękuję bardzo za grę :pwease:




nim w popiół się zmienię, będę wielkim
płomieniem
Powrót do góry Go down
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 27
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime02.06.20 0:02

Gasnące powoli płomienie – to było to co chciała zobaczyć. Z jednej strony nie spodziewała się, że uda im się w końcu zwalczyć pożogę, a z drugiej ciągle wierzyła, że tak się stanie. Na szczęście dobrze dobrane zaklęcia i pomoc innych czarodziei sprawiły, że Londyn nie będzie musiał zmagać się z jeszcze większą tragedią. W tej chwili nawet nie myślała o spalonym plakacie. Merlin świadkiem, że mogło to się skończyć o wiele gorzej.
Widząc lecącego z wiadomością patronusa przeklęła jednak w duchu. Musiały się stąd ewakuować i to jak najszybciej. Nie chciały mieć bliskiego spotkania z pracownikami Ministerstwa i policją. Kiedy Wright udało się dotrzeć do blondynki i chłopca ta odetchnęła z ulgą. Chłopiec dosłownie zeskoczył jej z pleców biegnąc w ramiona dziadka. Nie chciała tego mówić głośno, ale mieli dziś prawdziwe szczęście. Gdyby ta wieża runęła mogłoby dojść do tragedii.
- Poradzicie sobie? – zapytała niepewnie spoglądając na starszego mężczyznę. Rozumiała jego obawę. Londyn nie był już bezpiecznym miejscem i choć nie chciała ich zostawiać samym sobie to wiedziała, że jeśli teraz się nie wycofają to mogą nie mieć już okazji. Policja mogła być już w drodze. – Musimy lecieć – powiedziała pewnie spoglądając porozumiewawczo na Wright i zajęła miejsce za jej plecami. – Uważaj na siebie, dobrze? – zwróciła się jeszcze do chłopca. Nie miały wyjścia. Musiały lecieć.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime02.06.20 11:56

Serce zabiło jej w piersi szybko. Patrzyła na staruszka z duszą na ramieniu, łatwo jednak dostrzegając w nim szybką zmianę nastawienia. Zająknęła się, nie wiedząc co powiedzieć.
— Ale... — Nie pomyślała, że mógłby poczuć się zagrożony. Chciały pomóc. Jednocześnie doskonale rozumiała, że trudno było dziś ufać komukolwiek. I nie miała mu tego za złe. Dobrze, że byli ostrożni; może niepotrzebnie wypaliła jak z procy, zasypując go pytaniami. — Nie ma za co dziękować. Proszę na siebie uważać — powiedziała jeszcze do niego łagodnym tonem, gdy oddalał się ze swoim wnuczkiem. Odprowadziła ich wzrokiem, nim nie zniknęli w ciemności i westchnęła ciężko.
Dopiero teraz, kiedy mężczyzna wraz z wnuczkiem oddalił się, a płomienie szatańskiej pożogi za nią zdawały się powoli gasnąć, zrobiło jej się zimno. Przeraźliwie zimno. Przemoczona obejrzała się za siebie, na zawieszoną w powietrzu krzywo wieżę Big Bena i zadrżała, przez dłuższą chwilę nie odejmując od niej wzroku. Dym unosił się wysoko, fioletowa chmura gasiła płomienie. Wyglądało na to, że naprawdę się udało. Wspólnymi siłami opanowali rozprzestrzeniający się żywioł, który mógł zniszczyć połowę stolicy w kilka chwil. W jej gardle urosła gula, która uniemożliwiła odpowiedzenie Lucindzie czymkolwiek. Nagle pomyślała o tym, że to, co próbowały zrobić nie było tego wszystkiego warte. I choć to nie z ich różdżek wystrzeliły iskry czarnomagicznego zaklęcia, gdyby nie one — nigdy by do tego nie doszło.
Pokiwała głową, przenosząc spojrzenie na blondynkę i poczekała, aż wsiądzie na miotłę. Oderwała się od ziemi, z dala od dławiącego dymu, kierując na przedmieścia.

| Jeśli można to Hannah i Lucka zt





storm in the sky
fire in the street
if there's nothing but pain
put in on me


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime05.06.20 13:34

Marcela zniknęła znad dogasającego ognia. Starszy mężczyzna pokiwał Lucindzie głową, bliźniaczym gestem odpowiedział jej przestrzeżony przed zagrożeniem chłopie, wkrótce oboje zniknęli, a obie czarownice uciekły przed nadchodzącymi posiłkami. Deszcz wciąż padał, obficie spływając ulicami w kierunku Tamizy; płomienie ognia, przyduszone powietrzem, syczały pod naporem wody, niosąc smutną pieśń o zdarzeniach, jakie wydarzyły się tego dnia w stolicy. Po plakacie karykatury Malfoya nie było już ani śladu - szczęśliwie, jego zniszczenie nie poniosło raczej za sobą zbyt wielu ofiar. Zakonniczki szybko zareagowały, koordynując działania i wykorzystując do tego Londyńczyków.

Mówiono, że wkrótce pojawiły się posiłki z Ministerstwa Magii, lecz choć przetrząsnęli każdą ulicę, po Lucindzie i Hannah nie ostał się ani ślad. Mówiono, że przesłuchano ludzi, którzy wciąż znajdowali się w okolicy, jednak nikt pośród nich nie chciał podać służbom konkretów - być może umyślnie kryjąc swoich wybawców, a być może naprawdę nie widząc wiele przez ściany siąpiącego deszczu i dym szatańskiej pożogi. Powstrzymana przez Lucindę wieża Big Bena została pozostawiona sama sobie, ugaszony pożar pozwolił zostawić ją we względnej całości. Wciąż lewitowała ponad ulicami, zawieszona w czasie i przestrzeni.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 3baJg9W

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime12.01.21 1:18

Jedna z licznych szarych sów przemierzała tej nocy Londyn. Nie wyróżniała się niczym od innych pocztowych ptaków. Przeciętnej wielkości i szybkości, niosła w dziobie starannie zapieczętowany list. Leciała wysoko, nie zniżając lotu i nie zważając na świszczący dookoła wiatr. Gdy pod nią zaczęły migotać światła latarni, zapikowała w dół. Przez chwilę krążyła nad ulicami miasta, aby ostatecznie otworzyć dziób i wypuścić z niego list, który po chwili tańczenia w powietrzu opadł na ziemię.
Jeśli przechodzisz tu jako pierwszy pomiędzy 30 września a 4 października, możesz dostrzec niedaleko Big Bena leżący na ziemi list. Jest zapieczętowany i zamknięty, wyraźnie w dobrym stanie. Jeśli go podniesiesz i przyjrzysz się tyłowi korespondencji, dostrzeżesz wypisane ładnym, ozdobnym pismem: Do Ciebie, przechodniu. Gdy otworzysz kopertę zalakowaną pieczęcią w kształcie gwiazdy, ujrzysz list, a w nim:


Przeczytaj Do Ciebie
Mieszkańcu Londynu! Wojna odbiera to, co najcenniejsze.
Ostatnio z powodu działań prowadzonych na terenie Anglii życie stracili:
[list]
[*]Morgoth Yaxley – jeden z najmłodszych lordów nestorów w historii. Zmarły na skutek działań wojennych. Według oficjalnych informacji stracił życie przez działania członków Zakonu Feniksa.
[*]Reginold Catwright – kierowca mugolskiego autobusu. Znaleziony martwy na brzegu Tamizy.
[*]Roderick Smith – były pałkarz Jastrzębi z Flamouth. Aresztowany po ataku na funkcjonariuszy Magicznej Policji. Zamordowany za zgodą Wizengamotu w ramach wymierzenia pokazowej kary śmierci.

Łączymy się w żałobie i smutku z rodzinami, nie mogąc jednak powstrzymać się od pytania:
kto będzie następny?






I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : cień
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a jeśli nie uwierzysz,
żeś wolny, bo cię skuto,
będziesz się krokiem mierzył
i będziesz w dłoń ujęty
przez czas, przez czas – przeklęty.
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime05.02.21 1:10

6 X

Spłycony oddech ciężko osiadał w kolebce płuc, gdy Burroughs przedzierał się przez londyńskie ulice; zanurzył się w kanałach wilgotnego mroku, dostając się do stolicy dobrze sobie znaną drogą, lecz nawet stawiając kroki pewnie, miał wrażenie, że robi to zbyt wolno. Że powinien szybciej. Niepokój wygrywał na napiętych strunach mięśni, gdy w głowie kłębiły się wszystkie te informacje, wiszące nad nimi jak lawina, podtrzymywana tylko przez jeden wątły kamyk, który zaraz runie, pociągając za sobą widmową nawałę. Rozdygotane emocjami dłonie drżały, krew pulsowała głośniej, słyszał jej alarmujący pisk w uszach, czuł ją w skroniach, na których perlił się wilgotny pot.
Bał się; nie był to strach paraliżujący, lecz motywujący do tego, by nie bacząc na swój stan, gnać ze wszystkich sił do przodu. Ciemna peleryna otulała jego sylwetkę, różdżkę miał w kieszeni; zdążył tylko owinąć kilkukrotnie wokół szyi dziurawy szalik, mający skrywać twarz Keata aż do wysokości charakterystycznego nosa, lecz gdzieś w biegu cała ta konstrukcja rozwiązała się, a krańce szalika łopotały za nim gniewnie.
Właściwie wybiegł z chaty tak, jak stał, nie przekopywał się nawet przez swoje zbiory eliksirów, nie szukał kryształów; każda minuta mogła mieć znaczenie, a samo dostanie się do punktów dystrybucji Proroka zająć miało sporo czasu - nie wspominając już o chacie na obrzeżach, gdzie znajdowali się ludzie, których trzeba było ostrzec.
Wciąż nie rozumiał, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło. Zatrważające było jednak to, iż miejsca, które nazwano schronieniami, z bezpieczną ostoją nie miały już nic wspólnego. Ci, którzy skierują tam teraz swoje kroki...
Z febrycznych przemyśleń kształtował się chaotyczny plan; umiejscawiał w głowie wszystkie punkty, do których trzeba było się udać - w czasie, gdy przedzierał się w pobliże Big Bena. Wiedział, że jeśli się spóźni, to kolejną szansę na dostanie się do Piwnicy Zaginionych będą mieli dopiero wtedy, gdy tarcze zegara wskażą pełną godzinę - jeśli nie zdążą wejść tam o ósmej, to posypie się cały plan. Dlatego poczuł, jak w brzuchu zasupłuje się węzeł, gdy przeniósł wzrok z własnego zegarka na tarczę monumentalnej wieży; nie wpadł na to, że jego stary zegarek po ojcu może nie działać właściwie. Że spóźnia.
A zaraz spóźni się i on.
Rzucenie się do biegu nie wchodziło w grę, za bardzo zwracałby na siebie uwagę; lecz jakimś cudem udało mu się jeszcze przyspieszyć; tuż pod ścianą budynku skrzyżował spojrzenie z chłopakiem, którego widział nie po raz pierwszy. Mógł spodziewać się, że kiedyś ich drogi przetną się raz jeszcze. Obstawiałby, że stanie się to w dusznym portowym barze, gdzieś pośród nocnej beztroski czasu, z którego wyciska się każdą minutę; który odmierza się w opowiadanych sobie nieprawdziwych historiach.
Ale nie tutaj. Nie w takich okolicznościach.
Mało sentymentalnie po prostu pospiesznie skinął na niego głową, przeklinając samego siebie w myślach; niewiele brakowało, by spieprzył wszystko już na początku. Nie miał pewności, czy Marcel wie, jak dostać się do Piwnicy, ani czy zdaje sobie sprawę, że to jedno z miejsc, w którym można dostać (a przynajmniej było tak kiedyś) Proroka. Jeśli nie, to straciliby godzinę - bądź musieliby opuścić to miejsce, choć nie wykonaliby tego, po co tu przyszli. - Pamiętasz mnie? - gdzieś pomiędzy jednym krokiem a drugim, pomiędzy kolejnym nerwowym spojrzeniem na zegarek, który wskazywał jeszcze kilka minut do pełnej godziny, zatrzymał w końcu na chwilę wzrok na Sallowie.
Keat pamiętał go dobrze. Nie był jednak pewien, którym ze swych imion mu się przedstawił. Ani jaką historię mu opowiedział. Na jakiekolwiek pytania i wyjaśnienia nie było teraz jednak czasu. Przejście schowane za kamienną płytą otworzyło się, a oni mieli dosłownie chwilę, by wślizgnąć się do środka.
- To tylko jeden z punktów, jest ich więcej, w całym Londynie - zbiegając pospiesznie po kamiennych schodach pokusił się o kilka słów wyjaśnienia, a może ostrzeżenia. To będzie jeden wielki wyścig z czasem. Powinni przygotować się na to już teraz.
Miękkie światło rozlało się po jego twarzy, łagodząc ostre rysy; spojrzeniem powiódł po lampionach, które zgasły, zastanawiając się, czy któryś z nich należał do Anne; czy szukając brata dotarła i tutaj, dowiadując się prawdy w taki właśnie sposób - gdy cichnie płomień świecy, cichnie też życie.
Tak wcześnie rano nie było tu praktycznie nikogo; poza trójką czarodziejów, która zamilkła na widok ich dwójki. Przez chwilę w ciszy mierzył ich spojrzeniem, podchodząc bliżej, na tyle blisko, by móc już niemal zajrzeć do pudła, przed którym stali. Jeśli miałby zgadywać, obstawiałby, że znajdował się w nim nakład Proroka, wciąż jeszcze nieschowany. - Duńskich alkoholi pewnie tu nie dostaniemy? - rzucił mało zrozumiale, obserwując ich reakcję; jeśli się nie mylił, to musieli wiedzieć, z czym związane jest to hasło. W Pod Raptuśnikiem smakosze duńskich alkoholi mogli się delektować nie tylko trunkiem, lecz także lekturą pewnej nielegalnej gazety.





spustoszony przez śmiech i słowa, pobity przez małe uczucia i rzeczy, przez pół miłości i pół nienawiści; tam, gdzie trzeba krzyczeć, mówię szeptem.
Powrót do góry Go down
Steffen Cattermole
Steffen Cattermole

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczony
I like to go to places uninvited
OPCM : 26
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 31
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime05.02.21 16:56

6 X

Steffen pojawił się na miejscu zanim otworzyło się przejście do piwnicy - zdyszany, trochę przerażony, bardzo zdeterminowany. Wiedział, że jeśli się spóźni to nie będzie miał czasu czekać, aż jego przyjaciele wyjdą z piwnicy.
-Keatkeatkeat! - zawołał z daleka, biegnąc niemalże na oślep przez miasto.
-Marcel. - dodał na powitanie, zasapany. Od razu poczuł ukłucie sumienia, że wciągnął w to Marcela, ale nie miał wyboru, trzeba było wciągnąć wszystkich, najwyżej będzie miał na sumieniu śmierć młodszego prawiebrata, czy może mieć na sumieniu coś więcej? Godzinę temu myślał, że zabił zawałem serca własnego przyszywanego wujka.
-Kurwa, jestem debilem. - dodał, bo przy Keatonie zawsze zaczynał przeklinać, chociaż był dobrze wychowanym chłopcem. Tak na ludzi wpływało połączenie złego towarzystwa oraz poważnych błędów w decyzjach życiowych. Choć, jakby pomyśleć, to najgorszym towarzystwem w życiu Steffena okazał się lord Black (Marcel zawsze miał rację!) oraz ambicja Cattermole'a, która kazała mu rzucić Morganie w twarz najchętniej kupą tym, że jej plany się nie udały.
-Trzymaj to, Marcel. - wcisnął Marcelowi w ręce ucho srebrnego kubka. -I nie zgub, to prowadzi do kuchni naszego sojusznika, do jego prywatnego domu, znając go to może zrobi wam kanapki. Zadziała w Londynie, musicie go uruchomić za pomocą podstaw numerologii, albo może ktoś z gazety Wam pomoże - przeniesie do pięciu osób. Przepraszam, dziękuję, powodzenia, paaa! - wydyszał i puścił się biegiem w przeciwną stronę, na Pokątną. Czas uciekał, Reggie czekał. I Tangie też czekała, a ostatni świstoklik był przeznaczony właśnie dla nich. I dla samego Steffena, ale szczurza postać zapewniała mu pewną nienaruszalność. Trochę dzisiaj żałował, że nie jest żadnym ptakiem ani gepardem, byłoby... szybciej.
Gdy Keaton ruszał po schodach do piwnicy, Steffen już dawno był przecznicę dalej. Zawsze chciał zacząć biegać i ćwiczyć fizycznie, może dzisiaj jest początek jego nowego życia - ale raczej nie, bo po popełnianiu ogromnych błędów życiowych wpadał raczej w stany depresyjne.

/zt
przekazuję Marceliusowi świstoklik typu I (srebrny pył gwiazdy, przedmiot to ucho srebrnego kubka), prowadzący do kuchni Steviego Becketta w Dolinie Godryka




intellectual, journalist
little spy

Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime05.02.21 19:57

Kiedy dostał list z wydaniem Proroka Codziennego od Steffena, w pierwszym odruchu miał ochotę ugryźć go w dupę; posiadanie tej gazety nie było legalne, a on mieszkał w cyrkowej komunie, w której każda jego rzecz mogła trafić w cudze ręce; szczęśliwie zanim przeszedł do realizacji planu, odczytał też wiadomość Steffena. Potrafił zrozumieć jego emocje i gniew, potrafił zrozumieć jego motywacje, potrafił zresztą zrozumieć tę nieostrożność; nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że jego przyjaciel nigdy nie naraziłby ludzi świadomie. Ale bywało tak, że emocje radziły źle. Poderwałby się do działania od razu nawet tylko dla niego, ale tutaj chodziło coś więcej, o niewinnych ludzi, o organizację podziemia, o rosnące zagrożenie, które należało jak najprędzej powstrzymać. I nie trzeba mu było tego powtarzać - nie łudził się nawet, że Blackowie nie skorzystają z okazji, o ile tylko uważnie przyjrzą się kolejnym stronom gazety. Jeśli tylko mógł choć trochę pomóc w załagodzeniu skutków tej tragedii - chciał to zrobić. Pewnym zaskoczeniem było, że Steffen skontaktował go akurat z Keatem - czy to mogła być zbieżność imion?
Ale - czy na pewno? Czy powinno go dziwić, czy nie powinien raczej czuć pewnej dumy, że ludzi których znał, których cenił, którzy w pewnym etapie swojego życia byli dla niego w jakiś mniej lub bardziej oczywisty sposób ważni - że podjęli walkę, że nie tchórzyli, że nie pozostawali bezdusznie obojętni? Byli starsi od niego, zaangażowali się w to wszystko wcześniej, a on naprawdę nie chciał ich zawieść.
Pewnie dlatego na miejscu rzeczywiście pojawił się wcześniej, niedługo po tym, jak otrzymał list od dawnego znajomego, pośpiesznie przegryzł śniadanie i wybył na umówione miejsce. W zasadzie w ogóle nie wiedział, czego powinien się spodziewać - dlatego wziął ze sobą wszystko, co przydatnym mu się zdało; prócz różdżki nóż, z nim się nie rozstawał, ale też wytrychy i posiadane dwie fiolki eliksirów. Cokolwiek miało się zdarzyć, chciał być na to przygotowany. Nie miał doświadczenia czarodziejów działających w Zakonie dłużej - i naprawdę chciał być dla nich pomocą, nie ciężarem.
Był kwadrans przed czasem, kiedy pojawił się w pobliżu lewitującej wieży Big Bena. Pod szyją uwiązaną miał bawełnianą chustę, w której w razie zagrożenia zamierzał ukryć twarz. Z dłońmi wciśniętymi w kieszenie kurtki spacerował po pobliskich alejach, nie chcąc wzbudzić zbędnego zainteresowania policji, wystając na rogu bez celu. Kątem oka obserwował wieżę zegarową - przez ostatnie miesiące wiele zniosła, najpierw roztrzaskała się na pół, jak czarodziejskie społeczeństwo, dziś wznosiła się ku niemu bez fundamentów, jak idea, którą nieśli, która wciąż miała dawać nadzieję.
Pomyślał nawet, że to zabawne, że nikt tego nie dostrzegł - i że nikt nie zburzył jeszcze tego budynku. Po przeszłych katastrofach nie był już przecież nawet zbyt ładny. Ale zegar istniał i o dziwo nawet wciąż działał, jego wskazówki stanęły na odpowiedniej godzinie, kiedy skrzyżował spojrzenie z Keatem. Trudno byłoby mu go nie poznać, nawet po takim czasie. Z wolna skinął głową na jego pytanie, zastanawiając się, które z cisnących mu się na usta pytań byłoby teraz najbardziej zasadne, gdy - nagle - pojawił się przy nich Steffen. Pośpiech przyjaciela utwierdził go w przekonaniu, jak poważna była ta sprawa. A słysząc go - po prostu mu współczuł.
Odebrał od niego fragment naczynia, przenosząc ku niemu pytające spojrzenie, ale potok słów Steffena prędko wyjaśnił jego znaczenie. Steff jednak zniknął równie szybko, jak szybko się pojawił - Marcel schował świstklik, odprowadzając czarodzieja spojrzeniem - nie wychwytując od razu momentu, w którym pod nimi otworzyło się kamienne przejście. Keat rzucił się w dół, ni chwili nie czekał i on, rzucając się jego śladem - zeskakując na schody dosłownie moment przed zatrzaśnięciem się górnej krypty - porozrzucane fragmenty układanki zaczynały się kształtować w spójną całość. Wyścig z czasem brzmiał jak coś, w czym mógłby być dobry.
- Gdzie? - zapytał zatem, odsuwając na bok prywatę; teraz znaczenie miało coś innego, coś więcej. Biegł za Keatem, nie wyszedł jednak przed niego - nie do końca rozumiejąc, dokąd się kierowali i z kim mieli pomówić. Zatrzymał się dwa kroki za nim, wodząc spojrzeniem od jego sylwetki do twarzy nieznajomych; początkowo nie pojmował wcale sensu słów Keata, lecz chwila konsternacji i ulgi uwidocznionej na twarzach nieznajomych podpowiedziały mu, że pod oczywistym sensem tego zdania, krył się też drugi, ukryty i dostępny dla tych, którzy znać go powinni. Poczuł swoje serce, silniejsze uderzenia, gdy zaczynał odnajdywać się w gąszczu podziemnych intryg, z którymi nierozerwalnie splótł w tym momencie własną sieć. To chyba jak na linie - najtrudniej jest postawić pierwszy krok, a potem można już iść tylko do przodu. Póki nie odnajdzie się ponownie twardego stabilnego gruntu.
Upadek nie wchodził w grę, nie zamierzał umierać.
- Duńskie, w odróżnieniu od angielskich, wciąż na stanie - usłyszał odpowiedź od jednego z mężczyzn, sam nie wtrącał się do rozmowy. Obserwował, jak czarodziej wstaje i zbliża się ku nim nieśpiesznym krokiem, choć grymas wymalowany na jego twarzy zdawał się nieco podejrzliwy. - Bierzecie czy pytacie dla radości zadawania pytań?




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Keat Burroughs
Keat Burroughs

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Zawód : cień
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a jeśli nie uwierzysz,
żeś wolny, bo cię skuto,
będziesz się krokiem mierzył
i będziesz w dłoń ujęty
przez czas, przez czas – przeklęty.
OPCM : 19
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime06.02.21 1:04

Steffen niemalże teleportował się w ostatniej chwili, wciskając świstoklik w ręce zdezorientowanego Marcela; Keat mimowolnie zarejestrował ruch dłoni chłopaka, to, gdzie dokładnie schował coś, co miało w ostateczności umożliwić ucieczkę. Gdyby zaszła taka potrzeba, być może będzie musiał w ekstremalnych warunkach spróbować odtworzyć wszystko, czego w kwietniu próbował nauczyć Zakonników lord Ollivander. Nie zdążył właściwie niczego do Stefa powiedzieć, zniknął tak szybko, jak szybko się koło nich pojawił.
A oni biegli już po schodkach, w dół, ku wynurzającemu się z ciemności światłu; jasność mieli niemal pod stopami, coraz bliżej.
- Najpierw do miejsc, gdzie można jeszcze dostać Proroka - coś w tym, w jaki sposób Marcel zadał to pytanie, uświadomiło Keata, iż sojusznik najpewniej wie jeszcze mniej, niż on sam. A więc właściwie nic. - Potem na obrzeża Londynu, do punktu, który znalazł się na liście tak zwanych bezpiecznych miejsc, opublikowano je w Proroku, ale... są spalone - dokończył niezgrabnie. Przed oczami miał tę listę, wszystkie wymienione tam nazwy; czy mają w ogóle szanse, by przeprowadzić ewakuację na taką skalę? Również w Irlandii i Szkocji?
Lampiony wirowały nad ich głowami, poruszając się nieznacznie; początkowe napięcie uszło z sylwetek całej trójki, Burroughs sam również poczuł ulgę, słysząc odpowiedź.
- To nie może się rozejść, wszystkie miejsca ze strony numer sześć są już spalone - powiedzenie tego po raz kolejny, na głos, wcale nie sprawiło, że uwierzył w te słowa, wciąż jeszcze miał nadzieję, iż donośny głos dobijającej się do szyby sowy nie obudził go skoro świt, a on tkwi zawinięty w wymięty koc, śniąc koszmar. Śnił jednak co najwyżej na jawie. Niezrozumienie przemknęło przez twarze mężczyzn, żaden z nich najwidoczniej nie wczytywał się jeszcze dogłębnie w treść gazety. Ten znajdujący się najbliżej pudła sięgnął po jeden egzemplarz; pobladł po chwili, gdy zaszeleściły strony, a jego wzrok osiadł na gąszczu liter.
I choć Keat nie potrafił powstrzymać się przed mało taktownym zerknięciem na zegarek, to jednak poczekał, aż każdy z ich rozmówców pojmie, o czym właściwie mowa. - Ktoś już to od was dostał? - zapytał jeszcze, ostrzej, niż zamierzał, jakby samym tonem mógł sprawić, że otrzyma odpowiedź szybciej; wyraźnie poddenerwowany Anglik wymamrotał jedynie, że na razie nikt. - Nie pytam o wasze kontakty, nie chcę ich nawet znać, ale błagam - to już nawet nie była tylko prośba - poinformujcie o tym wszystkich, którzy powinni to wiedzieć, na stronie numer sześć nie ma już ani jednego bezpiecznego miejsca, to teraz pułapki - na wszystkich tych, którzy zdecydowali się nieść pomoc. Na wszystkich tych, bez których Zakon nie istnieje. I bez których nie ma tak naprawdę walki, bo siłą Zakonu od zawsze byli ci, którzy pielęgnowaną w sercach nadzieję przekuwali w budulec działań. Nawet jeśli sami nie nazywali się Zakonnikami i o organizacji nie wiedzieli wcale zbyt wiele.
Kilka minut wystarczyło, by zdawkowo odpowiedzieć na ich pytania; mogli bez trudu dostrzec z Marcelem, że wiadoma informacja poruszyła każdego z trójki. Zawierzył im, temu, że zrobią, co słuszne. Ostatecznie, skoro zdecydowali się ryzykować własnym życiem, a przynajmniej Tower, by nieść nadzieję o wolności, która kiedyś nadejdzie ponownie, nie było podstaw, aby kwestionować ich słowa. Ani czasu, by zrobić tu cokolwiek więcej.
Przeniósł wzrok na Marcela, a potem ruszył po tych samych schodach, tym razem w górę, ku przejściu, które od tej strony można było otworzyć o dowolnej porze.
- Jest takie targowisko na Brick Lane, musimy tam zajrzeć, kiedyś w jednym z punktów można było dostać Proroka, na stoisku z książkami i... magicznymi lampami, właściwie to był jeden wielki miszmasz... nie wiem tylko... myślisz, że szybciej będzie, jeśli przejdziemy na drugi brzeg Tamizy? Czy lepiej trzymać się lewego? - nie pamiętał już, jak dokładnie tam dotrzeć, niegdyś po prostu używał teleportacji, pojawiając się w znanych sobie zaułkach, gdzie co najwyżej mógł wpaść na jakiegoś pijaczynę i powiedzieć mu, że owszem, to tylko halucynacje, może spokojnie trwać sobie w nietrzeźwości dalej.
Na samej górze sięgnął po abspectus, by upewnić się, że nie wpakują się prosto na przechodzących akurat mniej lub bardziej postronnych. Już na powietrzu owinął szalik ciaśniej wokół szyi, zahaczając nieco o twarz, i zawiązał mocno supeł, by nie poluzował się znowu w marszu.
Wskazówki na tarczy Big Bena, pozostającego w wisielczym nastroju, przesuwały się nieubłaganie.

tu idziemy; ztx2





spustoszony przez śmiech i słowa, pobity przez małe uczucia i rzeczy, przez pół miłości i pół nienawiści; tam, gdzie trzeba krzyczeć, mówię szeptem.
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime15.02.21 13:42

Wyjątkowa sytuacja wymagała wyjątkowych działań. Nie wiadomo było, w czyje dokładnie ręce trafiło wysłane przez Steffena Cattermole wydanie Proroka Codziennego, w którym znajdowały się informacje dotyczące kryjówek — ani co znalazca postanowi z nią zrobić. Dzięki gazecie Zakon Feniksa mógł dotrzeć do ludzi poszukujących schronienia, ich pomocy lub potrzebujących szybkiej ucieczki z zagrożonych terenów, a teraz, kiedy informacja znalazła się w rękach rodzin otwarcie sympatyzujących z aktualną władzą i popierających działania Lorda Voldemorta, wszystkim, którzy gromadzili się w tych, a także innych znanym rebeliantom lokacjach, groziło potworne niebezpieczeństwo. Zaalarmowani przez samego sprawcę Zakonnicy, dowiedziawszy się o dramatycznej sytuacji od razu podjęli odpowiednie kroki i wyruszyli do jednego z takich miejsc.

W Piwnicy Zaginionych niegdyś gromadzili się ludzie i ukrywali przed służbami Ministerstwa Magii. Od pewnego czasu było tam pusto, tłumy gnieżdżące się w piwnicy zniknęły, ale bywało, że ludzie zachodzili tam pamiętając o bezpiecznej kryjówce, a także miejscu dystrybucji Proroka Codziennego. Ostrzeżeni przez Keatona i Marceliusa ludzie opuścili piwnicę i zgodnie z tym, co usłyszeli przekazali dalej informacje o tym, że kryjówki wskazane w gazecie nie są już bezpieczne.


Powrót do góry Go down
Kirill Kalashnikov
Kirill Kalashnikov

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ELIKSIRY : 20
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Lewitująca wieża Big Bena - Page 23 Empty
PisanieTemat: Re: Lewitująca wieża Big Bena [odnośnikLewitująca wieża Big Bena - Page 23 I_icon_minitime01.06.21 18:47

5 listopada 1957 r.

Londyn całkowicie odbiegał od moich wyobrażeń. Zamiast tętniącego życiem miasta, w którym co piętnaście minut rozlega się mocne bicie Big Bena, zastałem podobiznę powojennego Leningradu. Centrum nie wyglądało lepiej niż obrzeża, a olbrzymi zegar, który tak bardzo chciałem obejrzeć, wisiał kilkaset stóp nad zgliszczami. Na ten widok poczułem, jak coś ściska mnie w gardle. Żałowałem zabytku, w postawienie którego włożono tak wiele pracy, a przede wszystkim czterech pięknych, słynących z precyzji czasomierzy. Dlaczego nie próbowano go odbudować? Czyżby z samego lenistwa? Czy Brytyjczykom nie przeszkadzały nieużytki czy wręcz ruiny w samym centrum ich stolicy? Paskudne marnotrawstwo. Powinni to przynajmniej uprzątnąć.
Nie przyszedłem tutaj sam, ale dotąd nie odzywałem się wiele, pogrążony we własnych myślach. Zadarłem głowę w górę, chcąc obejrzeć lewitujący zegar i ocenić skalę zniszczeń, jednak z tej odległości niewiele byłem w stanie dostrzec - szczególnie patrząc pod słońce. Wejście do środka powinno rozjaśnić sprawę, tylko czy to na pewno bezpieczne? Legalne? O ile w Londynie obowiązywało jeszcze jakiekolwiek prawo...
- Ciekaw jestem, czy mechanizm jeszcze działa - wyraziłem głośno swoje refleksje, nie odrywając wzroku od jednej z tarcz. - Bardzo chciałbym zobaczyć go z bliska.
Ale najpierw powinienem rozmontować mniejszy zegarek i zrozumieć, w jaki sposób poszczególne elementy instrumentu poruszają trzema cieniutkimi wskazówkami. Postanowiłem wrócić tu w najbliższym czasie, wyposażony w użyteczną wiedzę i gotów, by... co? Przecież nie mogłem tak po prostu go zreperować.
Dlaczego nie?
Z samego przyzwyczajenia ukryłem ręce w kieszeniach. Nie marzłem, chociaż w powietrzu dało się już wyczuć powiew nadchodzącej zimy. Jaki okaże się grudzień? Czy temperatura spadnie poniżej zera, a Tamiza zamarznie? Jak długo słońce będzie widoczne w najkrótszy dzień roku? Czy wysoko nad horyzontem? Jeszcze nie zdążyłem w pełni przywyknąć do nowego rytmu dobowego, a wkrótce miało nastąpić przesilenie.


Powrót do góry Go down
 

Lewitująca wieża Big Bena

Powrót do góry 
Strona 23 z 24Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21