Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kamienny wiatrak
AutorWiadomość
Kamienny wiatrak [odnośnik]05.02.21 13:00
First topic message reminder :

Kamienny wiatrak

Zbudowany w XIX wieku wiatrak był kiedyś postrachem pobliskiej wsi. Mugole opowiadali sobie historie o córce młynarza, która nieszczęśliwie zakochała się w jednym z lordów Greengrass. Wzdychała do niego przez długie tygodnie, a gdy ten odrzucił jej zaloty, postanowiła odebrać sobie życie. Po wejściu do środka dalej widać sznur, na którym się powiesiła, jednak nigdzie w okolicy nie można znaleźć ciała. Wiatrak pozostaje pusty, a nawet najstarsi ludzie zapomnieli, kto był jego właścicielem. Czasem w nocy słychać jedynie pohukiwania wiatru i ciche płacze niosące się od stu lat po śmierci młodej dziewczyny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]19.04.21 21:13
Cornelius mógł złapać ceramiczny biały kubeczek, ręcznie malowany, z wizerunkiem kolorowego koguta siedzącego na płocie. Zdecydował się oddalić od spalonego domu - ciężkie kamienne stopy nie pozwalały mu na szybkie przemieszczanie się, ale dodatkowe ponad ośmiokilogramowe obciążenie na każdą ze stóp nie było dla niego barierą, której nie był w stanie przezwyciężyć. Ciągnął je za sobą, z wolna wyślizgując się z ruin; kilka pierwszych kroków poszło łatwiej, każdy kolejny wymagał coraz silniejszego wysiłku skraplającego pot na czole i utrudniającego wzięcie oddechu. Przywykły do pracy za biurkiem urzędnik nie miał dobrej kondycji, ale pozycja na czworaka, którą przyjął, pozwalała mu minimalizować wysiłek i poruszać się - powoli - do przodu, mając główną drogę już w zasięgu pełzających po ziemi palców. Z trawy zbierał wieczorną rosę, nogawki jego spodni były już wilgotne. Był brudny od sadzy i kurzu zgliszczy spalonego domostwa. Pod jego paznokciami zbierały się grudy ziemi. Ale jego krzyk - został usłyszany. Wkrótce usłyszał trzask okien z pewnej oddali, niezidentyfikowany krzyk, minęła chwila, nim na drodze przed nim zmaterializowało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich obrzucił spojrzeniem dom Pearl, drugi samego Corneliusa, wymienili między sobą spojrzenia, nim wyglądający na starszego, może w wieku Sallowa, przybrany w czarodziejską szatę, przykucnął przy nim, wyciągając rękę, by pomóc mu wstać.
- Wszystko w porządku? Co się stało? - zapytał. - Młody, spróbuj z tym coś zrobić - zwrócił się do mężczyzny, który mógł być synem pierwszego, wskazywał na to wiek i podobieństwo twarzy. Ryży szczupły i wyrośnięty wydawał się nieco przestraszony. Młodzian sięgnął po różdżkę i skierował je na stopy Corneliusa, chcąc je uwolnić od skamieliny - jednak bezskutecznie. W jego ślad poszedł jego ojciec - ale błysk jego zaklęcia również nie rozbił skały. - Nie ma różdżki... - wymamrotał młodszy z mężczyzn bez przekonania, unosząc spojrzenie na ojca.
Skryty między domostwami zakapturzony Alexander był w stanie dostrzec trójkę czarodziejów na ulicy, w pewnym oddaleniu od siebie. Dostrzegał skute kamienne stopy Corneliusa i był w stanie rozpoznać efekty transmutacyjnego zaklęcia, nie widział jednak jego twarzy zakrytej przez sylwetkę znajdującego się przy nim mężczyzny - zwróconego tyłem do Alexandera. Twarz młodszego nic mu nie mówiła.


mamy 24 godziny na odpis, Stevie może dołączyć do wątku
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]19.04.21 23:17
Z przygnębieniem pomyślał o swoich spodniach, które po tej wyprawie będą się nadawać jedynie do wyrzucenia. Chyba, że magia zdoła to jakoś uratować, ale Cornelius powątpiewał, czy nie pozostaną ślady. Jedyna pociecha w tym, że nie ubrał się dzisiaj w swoje najlepsze ubrania, nie odwiedzałby dawnego domu dawnej mugolskiej kochanki w stroju wyjściowym. Lekko posapując, wytrwale parł do przodu, chwilowo próbując nie przejmować się brudem. Nienawidził brudu. Uparcie parł do przodu, zastanawiając się, ile czasu minie zanim dotrze pod bramy domów i zastanawiając się, czy pił w tym kubku herbatę w domu Pearl, aż...
Jego desperacki krzyk został usłyszany, a Sallow wsłuchał się w odgłosy z jednego z domów i z nagłą nadzieją poderwał głowę do góry na znajomy trzask aportacji i od razu poczuł ulgę. Czarodzieje z krwi i kości, starszy nawet w odpowiedniej szacie. Nie mógł tracić czujności, jeszcze nie, to w końcu Derbyshire a nie Kent, ale przynajmniej trafił na kogoś z różdżkami i na mniej oczywiste zagrożenie niż mugole.
-Dziękuję... - szepnął, nie musząc nawet udawać ani strachu ani wdzięczności. Chwycił dłoń mężczyzny i stanął na nogi, od razu kręcąc głową.
-N..nie, napadnięto mnie. Najpierw jakiś kieszonkowiec próbował mnie okraść z części pieniędzy, a potem czarodziej... postanowił mu pomóc, użył Pullus aby zamienić mnie w gęś i zaciągnął mnie tam. - wychrypiał, wskazując na dom, kręcąc z oburzeniem głową i na bieżąco przekuwając szczerą prawdę w smutną historię. Z wdzięcznością (i lekkim zniecierpliwieniem, którego starał się nie okazywać) przyjął próby pomocy, które spełzły mu niczym, ale dały mu czas na zebranie myśli. Nie wiedział jeszcze, kim są ci czarodzieje, dlatego uważał zresztą aby nie użyć słowa "mugol". "Kieszonkowiec" brzmiało trochę lepiej, neutralniej, a skontrastowane z "czarodziejem" od razu powinno ich naprowadzić na właściwy trop. Celowo wplótł w opowieść nazwę zaklęć, aby nieznajomi nie wzięli go za mugola.
-Potem użył tej transmutacji stóp żebym się nie wyrywał, nie wiedziałem, że to utrzyma się też w ludzkiej postaci, a potem chyba coś go spłoszyło i... najwyraźniej uznał, że moja różdżka jest bardziej wartościowa. Nie wiem, ile czasu tam spędziłem, chyba napastnik nie znał się na białej magii bo transmutował mnie w krzesło aby mnie uwięzić, już myślałem, że nikt mnie nie znajdzie i tak bardzo dziękuję panom za reakcję... - wyjaśniał prędko, ściszonym głosem. Przemawiał łagodnie, jak ktoś niestwarzający żadnego zagrożenia, a zarazem wplatał strategiczne pauzy, jak na straumatyzowaną ofiarę przemocy przystało. Zarazem wolną ręką zaczął macać się po kieszeniach, szukając pieniędzy. -Nie mam w tym stanie jak wrócić do domu, czy pozwoliliby mi panowie przeczekać u siebie, pożyczyć sowę, albo... - zerknął od różdżki jednego do drugiego, jakby się wahał, choć się nie wahał. -Dam radę się teleportować i wiem, że użyczenie potrzebującemu własnej różdżki to ogromna przysługa, ale byłbym w stanie hojnie się odwdzięczyć, wielokrotnie bardziej niż tym, co mam przy sobie i... nie tylko pieniędzmi. Jeden z panów mógłby mi oczywiście akompaniować do domu, żeby nie było żadnych wątpliwości. - rozpoczął historię błagalnie i prosząco, aby własnymi nerwami zamaskować opóźnienie w przedstawieniu się - chciał z tym odczekać, dopóki nie wybada choć trochę tożsamości czarodziejów, nie zobaczy ich reakcji. Strategicznie nie uściślił też, że chodzi o Londyn i że ich teleportacyjna wycieczka będzie nieco dłuższa, niż to przedstawiał (zarazem gorączkowo myślał, czy mógłby udać się do kogoś innego, zaufanego, poza stolicą). Gdy jednak rozpoczął mówić o nagrodzie, od razu wydał się bardziej opanowany. Chciał z powagą przedstawić swoją propozycję, spoglądając przy tym uważnie na starszego z czarodziejów - zakładał, że ten lepiej wie, czego chce i czego im potrzeba i że w jakiś sposób zdradzi się ze swoją reakcją. Każdemu w końcu czegoś potrzeba, a Cornelius Sallow byłby w stanie im zapewnić wszystko - od butelek drogiego alkoholu w spiżarni, po protekcję samego Ministerstwa Magii. A przynajmniej tak sądził. Na dowód swoich słów, był zresztą gotów oddać mężczyznom wszystkie pieniądze, jakie przy sobie miał - choć nawet nie pamiętał, ile przy sobie miał. Jeśli znalazł cokolwiek, wyjął to z kieszeni.
Materialne niewygody i czas były dla niego cenniejsze od galeonów, zwłaszcza, że chciał jak najprędzej zgłosić zaginięcie swojej różdżki i zdobyć nową. Pierwszy raz w życiu stracił swoją różdżkę i już nienawidził tego uczucia.


perswazja III
zgodnie z treścią kostki, złodziej chciał mi ukraść 20 PM, więc jeśli mogę założyć że mam ze sobą 20 PM lub więcej to wyciągam pieniądze z kieszeni
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]20.04.21 18:40
Droga od wiatraka nie była daleka, lecz Farley mimo to starał się skrócić ją najbardziej jak się dało. Z pośpiechu Becketta w Dolinie łatwo było pojąć, że sprawa nie cierpiała złoki, a działanie trzeba było podjąć jak najszybciej. Żałował jedynie tego, że starszy czarodziej nie przekazał mu choć trochę więcej szczegółów odnośnie tego, co zaszło i do kogo należała różdżka, która pozostawał bezpiecznie schowana w głębokiej wewnętrznej kieszeni jego szaty, poza czyimkolwiek wzrokiem. Alexander nie wiedział czego się spodziewać, kiedy zbliżał się do miejsca wskazanego mu przez Steviego, jednak nie do końca tak to sobie wyobrażał. Myślał, że dane mu będzie wejść do zgliszcz domu i ujrzeć tam pojmanego... kogoś, kogo miał zobaczyć. Tak się jednak nie stało. Już kawałek od wskazanego mu punktu widział, że przed zniszczonym budynkiem jest jakieś niewielkie zbiorowisko. Trzy postaci, z czego twarz widział tylko jednej. Musiał myśleć szybko: czy Beckett chciał go zwabić w pułapkę? Mało prawdopodobne... nie, właściwie to wcale nieprawdopodobne. Chyba, że byłby pod Imperiusem. Alexander zagryzł wargi w zamyśleniu, analizując sytuację. Zdecydował się na opcję, która pozostawiała mu pole do manewru. Skupił się na sobie, w myślach przywołując obraz twarzy, którą przybierał już wcześniej, której używał nie raz w Dolinie mi którą Stevie powinien kojarzyć. Nie wybrał jednak Aloysiusa, lecz bezimienne oblicze, które kiedyś wykreował i do którego wracał. Skupił się na swoim darze, w cieniu kaptura przemieniając swój wygląd: jego rysy stały się ostrzejsze, starze o jakąś dekadę, dodatkowo z zarostem. Pozostawił jednak swoje włosy takimi jakie były: kręcone i sięgające już prawie ramion. Miał nadzieję, że to i ubiór, wciąż taki sam jak miał w lecznicy będzie dostatecznie jasnym przekazem dla Steviego. Gdy był pewien, że przemiana się powiodła, zdecydował się zdjąć kaptur i podejść bliżej zgromadzonych. Zatrzymał się kilka kroków od nich: w jego mniemaniu była to całkiem bezpieczna odległość, ale wiadomym było, że mógł się przeliczyć. Dlatego wciąż trzymał swoją różdżkę w dłoni, kiedy spod zmarszczonych brwi badawczym spojrzeniem lustrował pozostałych trzech mężczyzn.
Co tu się stało? – zapytał, chcąc wybadać sytuację.

| Rzut na przemianę; nie zakładam ile Alexowi udało się usłyszeć i zobaczyć z tego co się dzieje (spostrzegawczość II), pozostawiam pod ocenę MG <3


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 52
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 37
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Kamienny wiatrak - Page 3 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]20.04.21 20:25
stąd

Wszystko działo się zdecydowanie za szybko, ale okazja tego typu mogła się nie powtórzyć. Jeśli Beckett miał komukolwiek pokazać człowieka, którego udało mu się spotkać - to tym kimś był Alexander Farley.  Już nie raz pokazał Steviemu jak wiele oleju ma w głowie, musiał powiadomić właśnie jego. Dodatkowo - nie było czasu do stracenia, a Farleya przecież wiedział gdzie znaleźć.
Zostawiając mu niezbędne informacje oraz różdżkę Corneliusa, pognał do domu skąd wziął zapasowy świstoklik, by z powrotem zjawić się w Derbyshire, niedaleko domu Pearl. Zostawiając tam Sallowa jako krzesło nie spodziewał się by czar trwał. Deportował się więc ponownie niedaleko domu Pearl, za murek kolejnego spalonego domu, tak by móc rzucić okiem na sytuację, zanim tam wejdzie. Wzrostem nigdy nie grzeszył, więc schowanie się za owym nie powinno stanowić dla niego problemu.
Wokół Corneliusa utworzyło się już zbiorowisko, większe niż Stevie mógłby się spodziewać. Być może należało rzucić inne czary, potężniejsze, żeby utrzymać go w miejscu, jednak to transmutacją od zawsze pałał się Beckett i to tej dziedziny użył, zmieniając Corneliusa w krzesło. Teraz jednak, pomimo dodatkowych kilogramów w nogach, mężczyzna wydawał się trzymać całkiem nieźle. Stevie starał się wypatrzeć kto, dokładnie znalazł się obok niego. Trzech mężczyzn, Sallow i ani śladu Alexandra. Nie mógł go przecież wystawić, nie w takiej sytuacji.
Stevie wycelował w siebie różdżkę i spróbował rzucić czar Kameleona, n wszelki wypadek, wciąż nie wychylając się nadto ani nie pokazując na oczy zbiorowisku. Nie mógł ryzykować podchodzenia tam w taki sposób, odkrywania się przed Sallowem, który wydałby go w sekundę, skoro pracował dla Malfoya.

mam przy sobie świstoklik, który wziąłem z domu


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]20.04.21 20:25
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 73

--------------------------------

#2 'k8' : 1, 1, 8, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]21.04.21 12:45
Cornelius stanął na kamienne nogi z pomocą starszego z mężczyzn; ten nie wypuścił z rąk jego przedramienia, niepewny, na ile czarodziej ustanie na zaklętych stopach. Młodszy z miną, która zdradzała coś pomiędzy przestrachem a niepewnością spojrzał na dom wskazany przez czarodzieja. Czasy były niespokojne, ale polityk przezornie nie zdradził, po której ze stron stał: jego twarz była rozpoznawalna, z tego musiał sobie zdawać sprawę. Podobnie jak z tego, że w kurzu i brudzie spalonego mugolskiego domostwa, czołgając się przez dawne mugolskie podwórko, w żaden sposób nie przypominał siebie z gazet. Starszy z mężczyzn dłuższą chwilę przyglądał się jego twarzy, jakby - być może - kogoś w niej rozpoznał, jeśli jednak miał jakąś konkluzję, zachował ją dla siebie. Cornelius potrafił dostrzec w jego oczach przejęcie - gładkie kłamstwa, które wypowiadał, wzbudziły współczucie. Mówił przekonująco - potrafił mówić przekonująco, dbał o detale, wyśmienicie odgrywając swoją rolę.
Starszy z czarodziejów wahał się przez chwilę - do momentu, w którym dostał pieniądze. Przyjął je na otwartą dłoń, rozgrzebując monety kciukiem, ukradkiem spoglądając na syna. Przez jego twarz przemknęło zawahanie, jakby nie był pewien, czy powinien przyjmować zapłatę. Ale czasy były ciężkie - dla wszystkich, wrzucił monety do kieszeni szaty.
- Daj mu różdżkę, młody - zwrócił się starszy do młodszego, nagląc go skinieniem głowy. - Pomogę panu. Dokąd się przenosimy? - zapytał, kiedy młodszy z czarodziejów - po chwili zawahania, ale jednak pokory wobec autorytetu drugiego z czarodziejów - oddał Corneliusowi swoją różdżkę.

Stevie w tym czasie przyglądał się zbiorowisku z bezpiecznej odległości - i skrył się pod kamuflażem Kameleona.

Alexander zamienił swoją twarz na obcą, pewien, że poprzedniej nie zdążyli dostrzec zgromadzeni na ulicy czarodzieje. Bystre oko pozwoliło mu dostrzec wyglądającego zza ruin Steviego - jego ciało zlewało się z otoczeniem, ale czarodziej był w stanie przejrzeć tę iluzję. Stevie mógł też z tej odległości dostrzec Alexandra - i rozpoznać twarz, którą młody uzdrowiciel przybierał niekiedy w Dolinie Godryka. Dwójka pozostałych czarodziejów, Cornelius i starszy nieznajomy, byli w tym czasie zbyt zajęci rozmową.

Po otoczeniu rozglądał się jednak  też młodszy z czarodziejów; Stevie mógł dostrzec - być niemal pewnym - że ich spojrzenia się ze sobą spotkały. Krótko po tym, młodszy z czarodziejów pochylił się do starszego, szepnął coś na jego ucho, ten zwrócił się z powagą do Corneliusa:
- Mamy towarzystwo - szepnął, czego jednak nie mógł dosłyszeć Stevie - ale mógł zbliżający się Alexander. Starszy z czarodziejów obrzucił go spojrzeniem. Wyglądał na miejscowego, a Alexandra z pewnością nie znał. - Wypadek, zabieramy poszkodowanego. Niech pan na siebie uważa, chyba wciąż tu są - odparł, spoglądając wyczekująco na Corneliusa.

Kameleon Steviego miał ST przejrzenia 60.
Cornelius, miałeś przy sobie 20 pm - powinieneś odpisać je sobie ze skrytki bankowej. Dostałeś do ręki różdżkę i możesz jej użyć.

Na odpis wszyscy mamy 24 godziny, kolejki brak.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]21.04.21 16:03
Cornelius stanął na nogi i odwzajemnił spojrzenie starszego czarodzieja, zastanawiając się, czy ten rozpoznaje jego rysy twarzy - czy może nie spodziewa się w brudnym potrzebującym znanego polityka. Nie mógł odczytać tego ze spojrzenia rozmówcy, obydwaj wybawcy nie zdradzili się też ze swoimi poglądami. Na szczęście, pieniądze były językiem uniwersalnym i Sallow ucieszył się w duchu, że nie pozwolił ich sobie odebrać. Nie miał różdżki, ale właśnie jedną dostał - kupił? - a obciążające go zdjęcie Layli bezpiecznie spoczywało w kieszeni.
-Dziękuję, tak bardzo dziękuję. - wyszeptał, biorąc różdżkę do ręki i zwracając wzrok na młodszego czarodzieja. Spróbował zapamiętać rysy twarzy wybawcy - może i już zapłacił za wypożyczenie różdżki, ale przejaw dobroci i  posłuszeństwa wobec ojca (?) nawet go urzekł. Wydawali się porządnymi czarodziejami, może naprawdę mógłby im jakoś pomóc. -Zwrócę ją, gdy tylko trafię do domu. - wolałby własną i nie mógł przeboleć, że znajduje się w rękach Steviego Becketta. Czytał jednak, że różdżki mają duszę, osobowość, że zawsze wracają jakoś do swojego właściciela. Musiał być dobrej myśli, był zresztą gotów przetrząsnąć całą Anglię, by znaleźć zgubę - nieświadom, że ta wcale nie jest daleko.

Ścisnął mocniej drewienko pożyczonej różdżki, chcąc się uspokoić, skupić i dobrze zaplanować kolejne ruchy. Wybawcy nadal byli nieznajomymi, a on lada moment miał się zdradzić ze swoimi zamiarami. Chciał być gotów do natychmiastowej teleportacji, na wypadek gdyby nazwa podanego miejsca wcale nie spodobała się czarodziejom. Oczywiście chciał w końcu trafić do Londynu, ale trafienie na granice  miasta ze skamieniałymi stopami (nie był pewien, ile zajmie mu ściągnięcie tego zaklęcia, w końcu obydwaj czarodzieje sobie z tym nie poradzili - w typowy dla siebie tchórzliwy sposób, wolał zostawić to na potem!) wcale nie wydawało się dobrym planem. Potrzebował ciepła, kąpieli, sowy, świstoklika, a przede wszystkim - funkcjonariuszy Ministerstwa i ludzi Malfoya, którym mógłby zgłosić całą sprawę.
Myśląc o Malfoyu, pomyślał zaś o jego ziemiach, niechronionych zakazem teleportacji. O tym, że Minister Magii na pewno zadbał o bezpieczeństwo swojego miasta, że Sallow sam wysyłał tam dodatkową dostawą ministerialnych plakatów, że bywał w Wiltshire ze swoim szefem. Tak, tam mógłby znaleźć pewnie wszystko - i policję i bezpieczeństwo i ludzi, którzy go rozpoznają jako rzecznika Ministra Magii, i schronienie w gospodzie i transport do domu.
Przeniósł spojrzenie na nieznajomego o bujnej fryzurze, ale nie miał zamiaru z nim pertraktować ani się mu tłumaczyć. Brunet nie był mu potrzebny. Cornelius znalazł już swoich sojuszników, a oni stanęli w jego obronie. Drgnął na słowa o towarzystwie, ale to jedynie utwierdziło go w przekonaniu, że chce jak najprędzej wezwać posiłki. Jeśli jest tu Beckett, to nie miał zamiaru walczyć z pogromcą gęsi z cudzą różdżką ani z ludźmi, których lojalność kupił za marnego galeona. Cornelius Sallow nienawidził przecież ryzyka, zwłaszcza gdy mógł zadbać o odpowiednią obstawę. Nawet w szkole uczęszczał do Klubu Pojedynków z pewną niechęcią.
-Zgadza się, już wszystko w porządku. - spławił nieznajomego, a potem zwrócił wzrok na starszego czarodzieja.
-Do Salisbury, pod gospodę. - odpowiedział cichym szeptem bez wahania, tak, by nikt poza starszym czarodziejem tego nie usłyszał - choć prawdę mówiąc, było mu już wszystko jedno, bo i tak chciał stąd zniknąć.
Może i sytuacja się zagęściła, ale Sallow nie znajdował się w sytuacji bezpośredniego zagrożenia, więc natychmiast podjął próbę teleportacji na główną ulicę miasta Malfoyów, tam gdzie - jak mu się wydawało - znajdzie się najbliżej posterunku policji bądź sowiej poczty. Nie pamiętał, ile się tam zmieniło od ostatniej wizyty, ale celowo nie teleportował się bezpośrednio pod gospodę - przynajmniej był jednak pewien, że tamta jest blisko.

/nie znajduję się w sytuacji zagrożenia, więc jeśli MG pozwoli to zt
(opis "Główna Ulica" nie podaje w jakim mieście się znajduje, więc Salisbury wybrałam dla sensu dialogu- Cornelius ma na myśli największe (...i jedyne?) miasto w Wiltshire)
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]22.04.21 14:09
Kiedy Alexander podszedł bliżej w jego głowie obraz sytuacji zaczął układać się coraz lepiej: jak puzzle, w których uchwytuje się jakiś kawałek wzoru i do niego dobiera kawałki posiadające ten sam motyw. Jednym z mężczyzn, tym do którego przybyła pomoc w postaci dwójki nieznajomych, był Cornelius Sallow. Ten sam Cornellius Sallow, który był pierwszą twarzą ministerialnej propagandy, który był jednym z ludzi odpowiedzialnych za to, że wizerunek Farleya spoglądał na angielskich obywateli z plakatów z listami gończymi... w końcu ten sam, którego różdżka spoczywała właśnie bezpieczna w kieszeni metamorfomaga. Chęć zemsty byłaby tu na miejscu, lecz w dalszym rozrachunku nie była opłacalna. Niestety. Kolejna z marionetek Ministerstwa Magii prześlizgiwała mu się przez palce, bo choć obecność ukrywającego się Steviego była dla Alexandra wiadoma – jak się wkrótce okazało, nie tylko dla niego – a jeden z nieznajomych nie miał różdżki, niezwykle głupio oddając ją Sallowowi to wciąż on i Beckett pozostawali w mniejszości. Dodatkowo wiedza o tym z kim miał do czynienia nie zachęcała do brania na siebie zbędnego ryzyka, bo choć bardzo chciałby teraz zabrać urzędnika na małe tête-à-tête na osobności to wiedział, że nie było to tego warte. Znajdowali się na otwartej przestrzeni, krzyk Corneliusa mógł usłyszeć ktoś jeszcze, a choć znajdowali się w Derbyshire – w którym jako Zakon Feniksa mieli pewną przewagę jeśli chodziło o nastroje wojenne – to wciąż Rycerze wydawali się być dość mocno zakorzenieni w hrabstwie Greengrasów. Dodatkowo to, że już obecna  dwójka tak łatwo została przekupiona... i to w oddanie różdżki! Wciągnięci... cóż, dwadzieścia galeonów to wciąż dwadzieścia galeonów... lecz wciąż, różdżka za pieniądze. Różdżka, w tych czasach! Zresztą nie wierzył, żeby go nie rozpoznali, w końcu to był Sallow. Może nie chcieli ryzykować? Na pewno mieli rodziny do wykarmienia i nawet jeśli staliby po stronie Zakonu to w ich sytuacji, choć Alexander nigdy nie oddałby tak różdżki, każdy wybrałby bezpieczniejszą opcję zachowania. I to musiał zrobić też Farley: wycofać się.
Uniósł dłonie w geście oznaczającym, że nie ma złych zamiarów, po czym cofnął się o krok, a następnie o jeszcze jeden. Jednocześnie cały czas starał się zapamiętać jak najwięcej z tego, jak wyglądał i zachowywał się Sallow.
Oi, jasne, panowie – powiedział, rozglądając się na boki nieco nerwowo, co z punktu, w którym siedział Beckett mogło wyglądać jak kręcenie głową. Nie.Merlin wam zapłać za ostrzeżenie, oby wszystko ułożyło się po myśli – powiedział jeszcze, prędko skłaniając głowę w pożegnaniu i, pewien że zobaczył i usłyszał już dość, zaczął wycofywać się skąd przyszedł, pozostając czujnym i starając się trzymać zbiorowisko przed domem w kącie swojej wizji, jakby jednak ktoś zdecydował się posłać w jego plecy zaklęcie.

| Jeżeli rzut na spostrzegawczość jest potrzebny to zostawiam go w rękach MG; wycofuję się, lecz jeszcze nie opuszczam wątku i lokacji.


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 52
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 37
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Kamienny wiatrak - Page 3 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]22.04.21 14:14
Większość swojego życia poświęcił na świstokliki, na wynalazki, na tworzenie machiny, która przeniesie go hen w czasie, aby odzyskać Mary Jo. Zaklęcia ofensywne i defensywne nie należały do tych, które Beckett ćwiczył na co dzień, a już na pewno nie w tym wieku. Teraz żałował, przydałyby się mu o wiele bardziej. Cornelius Sallow wyglądał zupełnie tak, jakby nic się mu nie stało, chociaż był pewny, że kilka czarów, którymi w niego trafił, zostawiły w nim pewne trudności, a przynajmniej drobną traumę. W końcu nikt nie lubił być krzesłem, jeśli nie miał akurat w ręce różdżki. Beckett dopiero wtedy wyraźnie dostrzegł trzeciego mężczyznę, który kręcił się przy Corneliusie Sallow. Alexander... Twarz, którą przybrał Stevie widywał wcześniej na nim w Dolinie Godryka, nie dziw, że i tutaj wolał ubrać kogoś anonimowego. Szybka kalkulacja w głowie niewiele dała. Gdyby nie tamtych dwóch mężczyzn, którzy odpowiedzieli pewnie na wołania pomocy (bo jak inaczej wytłumaczyć ich obecność?), byłoby o wiele prościej. Przestało być względnie bezpiecznie, zwłaszcza gdy stawką był pracownik obecnego rządu Malfoya. Za niedługo ktoś mógł go zauważyć, Kameleon nie był przecież bez skazy.
Spoglądał jeszcze na Alexandra, który zaczął wycofywać się z tego miejsca. To był jasny znak co robić dalej, a Beckett nie miał zamiaru zostawać sam za murem spalonego domostwa. Chwycił mocniej różdżkę i deportował się do domu. Musiał stąd uciekać. Jeszcze tu wróci, jeszcze sprawdzi ten dom. Innym razem. Takim z planem.

jeśli można to Stevie teleportuje się do domu


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]23.04.21 14:39
Cornelius wskazał kierunek teleportacji - nie niepokojony przez nikogo zniknął, rozmywając się z cichym pyknięciem. Starszy z mężczyzn zaczął coś mówić - Hej! - wydał krzyk, którym próbował go poprosić, żeby zaczekał, ale było już za późno. Zakonnicy nie zareagowali, Sallow zniknął. Alexander mógł go rozpoznać, zarówno jego tożsamość, jak profesję, wyglądał na zmęczonego.

Starszy z mężczyzn chwycił za ramię syna, spoglądając we wskazanym przez niego wcześniej kierunku, gdzie ukrywał się Stevie, nie dostrzegł jednak niczego i nikogo. Młodszy wodził spojrzeniem z punktu na jego twarz, aż w końcu razem wycofali się wzdłuż ulicy; wobec zagrożenia starszy z mężczyzn nie chciał najpewniej zostawiać młodszego samego. Skinęli głową odchodzącemu Alexandrowi, po czym sami udali się do jednego z domów przy drodze - Alexander został sam.

Wkrótce zniknął również Stevie.

Cornelius, jeśli poczekałeś, wkrótce dołączył do Ciebie starszy z napotkanych mężczyzn i pomógł Ci w dalszej podróży. Jeśli nie, bez trudu udało ci się odnaleźć inną osobę w Salisbury, która udzieliła ci pomocy. Twoje stopy wkrótce zostały uwolnione z kamiennej pułapki i mogłeś wrócić do Londynu. Jeśli zgłosiłeś zaginięcie swojej różdżki, wkrótce mogłeś otrzymać kolejną z rąk Gregorowicza.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]29.04.21 23:55
Starał się mięć mężczyzn wciąż w zasięgu wzroku kiedy oddalał się od miejsca zdarzenia – jakiekolwiek by to zdarzenie nie było, tego miał w końcu jeszcze się dowiedzieć od Becketta, a przynajmniej taki miał zamiar. Nie ufał im za grosz, nie kiedy właśnie za grosz sprzedali różdżkę. Alexander czuł zmarnowaną okazję, ale wierzył, że podjął właściwą decyzję, że tak należało zrobić. W końcu pochwyceniem ryzykowałby zbyt wiele, a skoro miał różdżkę Sallowa to...
Właśnie, różdżka. Widząc jak dwójka miejscowych znika w domu Alexander przeszedł jeszcze kawałek po czym schował się za jednym z domostw i upewniwszy się, że dookoła nie ma żadnych wścibskich oczu zniknął z trzaskiem, pojawiając się ponownie w opuszczonym wiatraku. Przezornie sprawdził jeszcze najbliższe otoczenie zaklęciem, lecz gdy to nic nie wykazało młody uzdrowiciel odetchnął nieco i sięgnął do wewnętrznej kieszeni szaty, skąd wydobył różdżkę ministerialnego sługusa. Zważył ją w dłoni tak samo, jak ważył swoje opcje. Na różdżkach nie znał się wcale, wiedział jedynie jak ich używać. Nie był Ollivanderem żeby stwierdzić, czy dzierżony przez niego artefakt jest zarejestrowany, czyli innymi słowy: znajduje się pod namiarem. Z tego co Farley wiedział to mógł, był w stanie wyobrazić sobie, że człowiek taki jak Sallow z niezwykłą wręcz dumą ze swoich poczynań poszedłby różdżkę zarejestrować by świecić jasnym przykładem poparcia dla wszelkich wymysłów tej poronionej instytucji, jaką stało się Ministerstwo Magii.
Posiadanie tej różdżki wiązało się z ryzykiem. Ryzykiem, które Alexandrowi i tym, z którymi się widywał, było całkowicie niepotrzebne. Schował swoją własną, hikorową różdżkę, po czym ostatni raz zważył obce drewno w dłoni. Oparł jedną nogę na wypukłości muru a różdżkę schwycił oburącz na przeciwległych jej końcach, po czym zamachnął się i jednym, śmiałym ruchem przełamał ją na dwie połówki. Zasyczało i sypnęło iskrami, a Alexander czym prędzej zacisnął powieki i odwrócił głowę. Było po wszystkim. Z westchnieniem schował pozostałości różdżki do kieszeni, po czym znów złapał za swoją i czym prędzej teleportował się do Doliny, na tyły domu Steviego, by tam dowiedzieć się, co tak właściwie zaszło między nim a pierwszą twarzą ministerialnej propagandy.

| Niszczę różdżkę Cornela (przełamuję na dwie części) i robię zt x2.


Alexander Farley
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

Alex, you gotta fend for yourself

OPCM : 52
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 37
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Kamienny wiatrak - Page 3 9545390201fd274c78230f47f1eea823
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]01.06.21 23:33
27.10.57'

konsekwencje poeventowe

Informacji miałem niewiele, jednak Rita okazała się prawdziwą profesjonalistką i nie zamierzała udzielać mi takowych w liście. Rad byłem, że Cassandra poleciła mi właśnie ją i choć wciąż nie znałem efektów poszukiwań, to przeczucie podpowiadało mi, iż odnalezienie kobiety było tylko kwestią czasu. Nie można było zapaść się pod ziemię, działać w ukryciu i nie popełniać żadnych błędów, ufając przy tym posłańcom, którzy sami byli tylko ludźmi. Czarodziejami mającymi rodziny, uczucia i przede wszystkim skraj wytrzymałości, bowiem kiedy takowy zostanie osiągnięty język rozwiązuje się sam. Mało było naprawdę twardych i zagorzałych wyznawców idei, którzy gotów byli umrzeć nie szeptając ani słowa. Zwykle wizja przetrwania działała niczym klucz na spętane usta.
Zjawiłem się na skraju alejki prowadzącej do niewielkiej, mugolskiej wsi, zaraz po tym jak otrzymałem ponaglający list. Sprawa niecierpiąca zwłoki była dla mnie jasnym sygnałem, że w nastąpił przełom w poszukiwaniach, dlatego przygotowałem się odpowiednio, nim wzbiłem w powietrze pod postacią czarnej mgły. Czułem rosnącą adrenalinę, być może nawet podkłady satysfakcji, jednakże nie kryła się za tym ta sama rządza krwi, pragnienie wydania sprawiedliwego wyroku. Wiedziałem, że kobieta musiała umrzeć, lecz na samą myśl różdżka nie paliła się w mej dłoni, nie napędzała do działania. Wypełniało mnie coś zupełnie innego, emocja, jaka wcześniej była mi kompletnie nieznana. Troska? Być może swego rodzaju obawa? Może nie wszystko należało rozwiązywać siłą?
Pytania kłębiły się, dwoiły i troiły, ale nie miałem wiele czasu do namysłu, albowiem Rita oczekiwała mego przybycia. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji spotkać się twarzą w twarz, a mimo to rozpoznałem ją właściwie od razu i bez zawahania ruszyłem w odpowiednim kierunku. Wpatrywała się w jeden punkt, zdawała się rozmyślać nad nim, szukać detali i łączyć je w jedną spójną całość. Czy właśnie to był sposób na sukces? Cierpliwa obserwacja? Znałem to, sam wielokrotnie wolałem zaufać własnemu wzroku niżeli słowom osób trzecich i mimo konieczności poświęcenia większej ilości czasu, wnioski były wiarygodniejsze.  
-Wypatruje panienka kandydata na męża?- wygiąłem wargi w kpiącym uśmiechu, kiedy zatrzymałem się tuż obok niej. Rzecz jasna nie wiedziałem, czy aby przypadkiem taki nie czekał w domu, lecz zwykłem mówić to, co ślina mi przyniosła na język. -Nie zimno panience?- spytałem właściwie od razu, wcześniej mierząc ją spojrzeniem od stóp do głów. Skąd we mnie nagle takie pokłady troski?
Nim uraczyła mnie odpowiedzią ruszyła wąską dróżką w kierunku jednej z samotnie stojących chat, a ja z cichym westchnięciem szedłem tuż za nią. Skupiłem się na danym miejscu, na myśl przyszło mi, iż to właśnie tam mogła ukrywać się niejaka Helen, jednakże im bliżej byliśmy  tym większy dobiegał mych uszu gwar, co wykluczało tą możliwość. Zapalone świece, rozchylone okiennice. O co tutaj chodziło? Wolałem dmuchać na zimne, dlatego skupiłem się na własnej twarzy, jaką pragnąłem znacznie postarzeć, pozbawić blizn na rzecz licznych zmarszczek, a włosy ubarwić na siwo.

Ekwipunek:
2x baza ze szpiku kostnego

Przedział 20-40 | zmiana twarzy






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]01.06.21 23:33
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kamienny wiatrak - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]14.06.21 23:43
Informacje, jakie dostałam w liście od Drew Macnaira były właściwie żadne. Wątpliwa tożsamość, brak informacji na temat wyglądu, jakichkolwiek znaków szczególnych, czy nawet kontaktów, stanowiły poważną przeszkodę w śledztwie. Cassandra powiedziała, że był śmierciożercą i sługą Czarnego Pana, a ja przecież doskonale wiedziałam, że tacy ludzie nie są niczym puszki pigmejskie, których słodkie różowe futerko zadowala nastolatki. Przyjaciółka ostrzegała mnie przecież, abym była ostrożna w kontaktach z nich i dokładnie tak zamierzałam się zachowywać. Nie podałam mu swojego nazwiska. Znał mnie jedynie jako "R.", więc mogłam zostać, kim chcę. Na razie wolałam pozostać zwyczajnie anonimowa. Stałam właśnie obserwując jedną z uliczek w Great Longstone. Miasteczko wyglądało na takie, które powinno mieć może 500 mieszkańców, ale ulice były niemal puste. Gdzieniegdzie powybijane szyby świadczyły, że włamania były tu codziennością, a mi pozostało jedynie domyślać się dlaczego. Oczywiście najbardziej logicznym wyjaśnieniem wydawała się ucieczka mugoli, lub ich przegonienie stąd. Minęłam spalony do zgliszczy dom, idąc spokojnie z nosem w ziemi, tak, aby pozostać niezauważoną. Śledziłam człowieka, co do którego byłam niemal pewna, że jest powiązany z tą mistyczną Helen Vanity. Macnair wspomniał nazwisko, które kojarzyłam. James Rowston. Handlarz diablim zielem, którego najczęściej można było spotkać na Nokturnie, niedaleko studni, gdzie łapał klientów, aby wcisnąć im swojej wątpliwej jakości towar. Rozmowa z nim była krótka, zbyt dobrze znałam tego sprzedajnego śmiecia. Nie pytałam nawet o tak zwaną Helen, to nie miało sensu, jednak gdy próbowałam dowiedzieć się czegoś na temat najlepszego łamacza klątw, Rowston sprzedał mi informacje bez mrugnięcia okiem. Wspomniał o mężczyźnie, który może skontaktować mnie z kobietą. Kolejne enigmatyczne dane, ale nie miałam wyboru. Tu już nawet nie chodziło o zlecenie, a o czysty sport i satysfakcję, płynącą z wytropienia szlamolubnej dziwki. Nazwał go Igraszkiem. Namierzyć Igraszka nie było trudno, mój stały informator powiedział, abym udała się do Derbyshire, do Great Longstone właśnie i wypatrywała wysokiego i wyjątkowo chudego mężczyzny o nienagannych manierach i haczykowatym nosie. Podobno miał nosić muchę w szkocką kratę, buty o wydłużonej cholewce, a jego cera miała być śniada. Taki opis wydawał się wręcz zaproszeniem, bo znalezienie człowieka takiego jak ten w mieście takim jak to było niemal banalne. Oczywiście rzeczywistość łatwo zweryfikowała moje przypuszczenia i gdy mijała już 4 godzina moich poszukiwań, zaczynało mnie to irytować. Stałam akurat przy jednym z mniejszych skwerków w tej mieścinie, przyglądając się leżącym na straganie pierścionkach, gdy dostrzegłam kątem oka Igraszka. Minął mnie, przechodząc za targ i zmierzając w stronę głównej ulicy. Podążałam więc za nim, upewniając się jeszcze, że opis się zgadza, a gdy ten wszedł do Pubu Pod Trzema Ogonami, ja zatrzymałam się niedaleko. Otwarta witryna mniej więcej pozwalała dostrzec co, było w środku, a człowiek, którego śledziłam, siedział teraz przy barze, zamawiając coś od wąsatego barmana. Nie powinni mnie jednak dostrzec. Przywołałam krążącego gdzieś nad nami Raido, a do nóżki przywiązałam mu spisany szybko liścik. Nie minęło dużo czasu, gdy za sobą usłyszałam głos. Wpatrywałam się dalej w witrynę Pubu pod Trzema Ogonami i na początku miałam wrażenie, że to zwykły podrywacz. Menel, albo dupek, który dostrzegł sobie we mnie okazję na szybki numerek z pomocą miernych tekstów. Odwróciłam się instynktownie, dostrzegając jego spojrzenie i kpiący uśmieszek. Ruszyłam do przodu, uznając, że albo odczepi się, albo będzie o wiele bardziej agresywny. Ten jednak nie powiedział nic, a gdy ponownie spojrzałam w jego stronę, bo czułam jak kroczy za mną, jego twarz zmieniła się, chociaż ubranie pozostało to samo. Metamorfomag... Ciekawe. To utrudniało sprawę, może kiedyś już go poznałam, może byliśmy nawet przyjaciółmi? Spotkałam takich jak on w pracy i nie tylko, mieli asa w rękawie, który wynikał z ich urodzenia. Ja nigdy nie posiadłam tej sztuki, musiałam bazować na własnym tempie, na sprycie i sztuce ukrywania się, tak aby nikt mnie nie dostrzegł. Nie odpowiedziałam na jego pytania. Byłam profesjonalistką i byłam w pracy. - Jared Rowston to Twój kolega? - zapytałam podchwytliwie. Jeśli był to Drew Macnair, to doskonale wiedział, że diler z Nokturnu ma na imię James. Jeśli ktoś inny, cóż... Ja będę wiedzieć. Gdy potwierdził mi swoją tożsamość,  - Rita - przedstawiłam się i wzrok odwróciłam z powrotem w stronę pubu. - Ma posłańca. Igraszek. Widzisz go? - nie wskazałam palcem, ale głową machnęłam w stronę baru. - Po lewej, właśnie wstaje. Sam - zanim Macnair przybył do Derbyshire minęło wystarczająco dużo czasu, aby nasz obiekt zdążył wypić dwa kremowe piwa. Tak było nawet wygodniej. Alkohol obniżał czujność. Igraszek ubrał płaszcz, a zanim odwrócił się, ja pociągnęłam na siebie mojego towarzysza, tak, aby nie patrzył w tamtą stronę, a patrzył prosto na mnie. Oparci o ścianę moglibyśmy wyglądać jak para, która zbyt wcześnie zaczęła świętować swoje towarzystwo, jednak ja wpatrywałam się zza sztucznego i postarzonego profilu Drew w prawo, gdzie właśnie zmierzał obiekt. - Wybacz - mruknęłam pod nosem, po czym ruszyłam za lekko wstawionym mężczyzną. - Nie lubię gdy mnie dostrzegają - wystarczyło jeszcze chwilę go pośledzić, odczekać moment, gdy obok nie będzie żadnego przechodnia. Nie było sensu robić tu scen, nie szukaliśmy zgromadzenia mugoli. Chodziło o jedną kobietę, która doskonale znała swoją wartość. W innym wypadku, po co aż tak by się kryła?


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Kamienny wiatrak [odnośnik]21.06.21 23:38
Wygiąłem wargi w jeszcze bardziej kpiącym uśmieszku, kiedy spojrzała na mnie z ukosa, jakoby pragnęła upewnić się, czy aby na pewno byłem zleceniodawcą. Być może na takiego nie wyglądałem, a moje słowa tylko miały ją w tym upewnić, aczkolwiek nie zaszła żadna pomyłka. Co do tego miałem nietypową pewność.
Zamiast kąśliwego komentarza uraczyła mnie milczeniem, ciszą jaka nierzadko działała znacznie gorzej niż niewybredny język. Jeśli nie miała ochoty debatować, to nie musieliśmy tego robić. Zależało mi tylko i wyłącznie na efektach, które lada moment miały ukazać się na horyzoncie. Łamaczka klątw była celem, jakiego czym prędzej należało się pozbyć, bowiem im dłużej działała, tym bardziej wróg rósł w siłę, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić.
Zgodnie z wolą twarz przybrała znacznie starsze rysy, jakie zapewniały mi anonimowość. Oczywiście istniały czary, które mogły przełamać iluzję, jednakże wątpliwym było, aby ktokolwiek rzucał nim na prawo i lewo. Ponadto wymagał on niemałych umiejętności, co pozwoli od razu skupić uwagę na zagrożeniu oraz szybkim jego wyeliminowaniu. Nie mogliśmy pozwolić sobie na błędy, jakakolwiek informacja o poszukiwaniach kobiety z pewnością wzbudzi jej czujność i tym samym ucieknie w do innej kryjówki oraz zmieni swych posłańców. Przynajmniej ja bym tak uczynił. Rzecz jasna niemożliwym było zaszyć się bez żadnych śladów zważywszy, że podejmowała działania w terenie, lecz znacznie wydłużyłoby to czas, którego nie mieliśmy zbyt wiele.
-Jared?- uniosłem brew początkowo nie łapiąc, iż był to jedynie mały test. -Myślałem, że profesjonaliści mają większą pamięć do imion- pokręciłem głową z cichym westchnięciem.
-James to kolega, znajomy, przyjaciel, zwykła kanalia z nokturnowskich odmętów. Jak zwał tak zwał. Czy to istotne dla śledztwa? Czy tylko mnie sprawdzasz?- odparłem nie spuszczając z niej wzroku. Rowston był stałym klientem Mantykory i niejednokrotnie zaszedł mi za skórę próbując handlować w niej diablim zielem. Właściwie nie wadziło to moim interesom, albowiem stroniłem od wchodzenia w środki odurzające, jednakże denerwował mnie jego sposób bycia i bezpardonowe wciskanie nosa w nie swoje sprawy. Wystarczyła krótka rozmowa, odpalenie małej działki za sprzedany towar i mógł robić co chciał, lecz to on winien szukać mnie, a nie ja jego.
-Tajemnicza R w końcu się przedstawiła, myślę że musimy to później uczcić- zadrwiłem wędrując wzrokiem we wskazanym kierunku. Faktycznie z miejsca wstawał wyjątkowo szczupły i wysoki mężczyzna, który niczego nieświadomy rzucił na blat stolika kilka monet. -Cóż za dżentelmen. Myślisz, że wpadła mu w oko ta kelnereczka i dlatego szarpnął się za kieszeń?- spytałem, lecz nim uzyskałem odpowiedź poczułem lekkie szarpnięcie, które zmusiło mnie do przeniesienia wzroku z powrotem na dziewczynę. Co u licha właśnie się działo? Uniosłem lekko brew spoglądając wprost na jej twarz, a zaraz po tym zrozumiałem, iż chciała odwrócić od nas uwagę. Oparłem przedramię o ścianę i nachyliłem się nieznacznie do jej ucha. -Jak bardzo mam się wczuwać w rolę?- rzuciłem nie mogąc powstrzymać kolejnej już kąśliwej uwagi.
-Nikt nie lubi, dlatego zwykle przyodziewam maski- odparłem przyznając jej rację. Prawdopodobnie wyszedłem już z wprawy, dawno nie miałem okazji ruszyć na poszukiwania, których nieodłącznym elementem było pozostawanie niezauważonym.
Poczekałem na sygnał od Rity, po czym ruszyliśmy za mężczyzną trzymając odpowiednią odległość. Nie wychylałem się, nie robiłem nic po swojemu, albowiem to ona trzymała tutaj stery i nie chciałem niczego spaprać. Dopiero w chwili, kiedy uniosła różdżkę przed siebie, sam uczyniłem to samo.
- Petrificus Totalus- wypowiedziałem pragnąc powalić wroga na posadzkę. Byliśmy sami, ciemne niebo sprzyjało sytuacji, wątpliwym było, aby nagle pojawiło się wsparcie. Mimo wszystko musieliśmy działać szybko.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Kamienny wiatrak
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach