Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer
AutorWiadomość
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]01.04.21 19:50

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer

Wioska opustoszała około pięćdziesiąt lat wcześniej wskutek nawiedzających ją cyklicznie powodzi. Teren jest nieprzyjazny, podmokły, a wiele chat zniszczonych i ulega postępującemu rozkładowi. Choć odejście mieszkańców było planowane, a większość dobytku zabrana, w co poniektórych mieszkaniach wciąż można znaleźć porzucone książki, naczynia kuchenne lub stare, niepotrzebne ubrania. Ludzie z okolicznych osad chętnie opowiadają o wiosce legendy oraz przerażające historie, które swój początek mają zwykle w bezdomnych i ubogich, szukających schronienia na piętrach pustostanów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]01.04.21 21:23
19.10

Na miejscu zjawiła się jako pierwsza; miała taki obowiązek, przewodnicząc misji, która dopadła ją nagle po niespodziewanej rewolcie mieszkańców Essex przeciwko władcom ich ziemi. Nie mogła zaprzeczyć, że Selwynowie mieli wiele za uszami, lecz wciąż pozostawali szlachtą antymugolską, wspierającą Rycerzy w ich działaniach. Musiała zareagować, a pozostali się z nią zgodzili. Selwynom również było na rękę, że ktoś wyruszy na zwiad, aby upewnić się, czy plotki na temat obecności grup schorowanych rebeliantów niedaleko ich pałacu były fikcją mającą na celu ich zmylić, czy może wręcz przeciwnie. Gdyby ktoś pytał Elvirę o zdanie, powiedziałaby, że ma to sens; ostatecznie nie po raz pierwszy spotkałaby się z zapuszczoną jamą, w której szlamoluby skrywały się jak szczury, licząc na to, że nie zostaną odnalezieni. Idioci, którzy podeszli pod pałac z wyciągniętymi różdżkami sami sprowadzili zgubę na swoich pobratymców; mogli łkać za kratami Tower, Elvira z chęcią by tego posłuchała. I tak mieli szczęście, że władze łaskawie wprowadziły ich do więzienia. Jeżeli odnajdzie tę bandę w miejscach, które zaznaczyła sobie na mapie Essex, spotka ich los znacznie gorszy; nie pierdoliła się z ciąganiem starców po celach.
Będąc sporo przed czasem, poświęciła wolne minuty na przyjrzenie się pustej wiosce z niewielkiego wzgórza. Prezentowała się wyjątkowo odpychająco ze swoimi podmokłymi, bagnistymi drogami i domami, które wyglądały, jakby opuszczono je wiele wieków temu. Szumiąca nieopodal rzeka nie dodawała starej okolicy ani krztyny uroku. Nikt o zdrowych zmysłach nie zapuściłby się tutaj na noc, ale dobrze wszak wiedzieli, że zwolennicy Longbottoma nie odznaczali się poczytalnością. Słońce wisiało nisko nad horyzontem, rzucając na Chelmer ognistą łunę. Nadchodził wieczór, jeżeli w wiosce ktokolwiek się skrywał, nie będzie spodziewał się najścia.
Jeżeli.
Równie dobrze mogli nie natknąć się na nikogo.
Schowała mapę do naramiennej torby i sprawdziła, czy na pewno ma pod ręką różdżkę. Poprawiła wysoko związane włosy, a potem narzuciła na głowę wygodny, brązowy kaptur od peleryny. W milczeniu oczekiwała nadejścia Cilliana.
Czekało ich to, co przyjaciel lubił najbardziej - nocne łowy.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]06.04.21 14:33
Zaproszenie na polowanie, było czymś, czego potrzebował dla oderwania myśli i zajęcia się czymkolwiek. Nie istotnym był fakt, że to nie fauna była celem, a szlamolubna grubka, która za cel wzięła sobie Selwynów. Ich niedobitki ponoć gdzieś się panoszyły po ziemiach owego rodu i nawet jeśli normalnie nie obchodziłoby go to, tak nie zamierzał odmówić na rzuconą prośbę. Trochę zabawy mu się przyda, a w towarzystwie Multon mogło być tylko lepiej, gdy nigdy nie było pewne, co tej dziewczynie strzeli do głowy. Już kilkukrotnie udowodniła mu, że jest nieprzewidywalna, a co nadal go bawiło, w całokształcie szkodziła tylko sobie. Opuszczając dom, poprawił czarny płaszcz, by chwile później teleportować się z leśnej głuszy okolic Cranham w bardzo podobne otoczenie, lecz sporo kilometrów dalej. Po cichu liczył, że faktycznie kogoś znajdą, trafią na jakieś zbłąkane dusze, które skończą jako ich rozrywka. Miewał zbyt długie przerwy w korzystaniu z czarnomagicznych zaklęć i dziś był idealny moment, aby temu zaradzić, jeśli kogoś znajdą. Pokonując kolejne metry lasu na chwilę zwątpił czy obrał dobry kierunek, podążając za informacjami, jakie udzieliła Elvira. Opuszczona wioska na wygwizdowie nie była unikalna na skalę Anglii, lecz okolica się zgadzała, a Selwynowie raczej nie byli tak okropnie panującymi na ziemiach, by takowych mieścin było więcej. Miał przynajmniej taką nadzieję, nie znosząc tracić czasu. W końcu jednak chuda, wysoka jak na kobietę sylwetka, zamajaczyła mu między drzewami, dlatego podszedł do niej bez wahania i przystanął obok.
- Następnym razem, opisz lepiej miejsce, bo dotarcie tutaj o tej porze jest ciężkie.- burknął nieco marudnie.- Coś więcej wiesz o okolicy, niż przyznałaś w listach? – spytał zaraz, zdecydowanie przyjaźniej. Nie miał okazji rozejrzeć się dużo wcześniej, wyłapać istotniejszych punktów, dobrych miejsc obserwacyjnych poza tym niedużym wzgórzem. Mógł to nadrobić teraz, co też zamierzał. Zabudowania nie były w najlepszym stanie, naruszone czasem i pozostawione same sobie. Miał świadomość, jak złudne mogło być to wrażenie.
- Rzucałaś może Carpiene czy Homenum Revelio? – zawsze od tego zaczynał, poddając się wyrobionym odruchom, aby widzieć, co znajdowało się naokoło niego. Polowania miały swój schemat, określone działania jedno po drugim, żeby z łowcy nie stać się zwierzyną.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]07.04.21 12:35
Po tylu miesiącach nie miała już wątpliwości, że może nazywać Cilliana swoim przyjacielem; był specyficznym gburem o ponurej i nad wyraz złośliwej osobowości, trudnym w obyciu, upartym jak przysłowiowy osioł, ale godnym zaufania. Początki ich relacji były trudne, nie powierzyłaby mu w tamtym czasie swojego płaszcza pod opiekę, lecz dziś - pod pewnymi względami - miała pewność, że jego towarzystwo na misji zapewni jej bezpieczeństwo. Nie chodziło wyłącznie o powinowactwo krwi z Drew, któremu ofiarowałaby już wszystko, nie. Nie chodziło o to wcale - postrzegała Cilliana w zupełnie innym pryzmacie wyjątkowej jednostki, przy której nie musi się obawiać, że rzucone na wiatr słowo zaboli, że podła ironia okaże się czymś zbyt ciężkim; że za wyzwiskiem skryje się wola krzywdy. Nie miała intencji zadania Cillianowi bólu, w rzeczywistości gdyby spotkała kogoś, kto ma, włożyłaby mu jego własną różdżkę w dupę. Ale sprowadzanie go do parteru i temperowanie nadętej osobowości sprawiało jej jedyną w swym rodzaju przyjemność i była przekonana, że jest to rzecz obustronna.
Lubiła go, po prostu. Nawet jeżeli jej sympatia wiązała się zwykle z porażającą swobodą i ostrością słowa; mało kto był ją w stanie znieść, a jeżeli znosił, to znaczyło, że od początku na nią zasługiwał.
- Słyszę cię, mówiłam, że musisz schudnąć - rzuciła lekkim tonem, jeszcze zanim się odezwał, choć gdy się odwróciła, musiała przyznać, że był już na tyle blisko, że gdyby miał złe zamiary, byłby w stanie zaatakować ją znienacka. Poruszał się cicho, jak prawdziwy tropiciel. - Wiem, że wioska się wyludniła, bo dręczyły ją powodzie i że część piętrowych budynków od dawna służyła włóczęgom za kryjówki - Uśmiechnęła się nieprzyjemnie, dając do zrozumienia, że czające się w cieniach szlamy nie były niczym więcej jak tylko żałosnymi łachmaniarzami. - I że wioska nazywa się Upper Bank - Skrzyżowała dłonie za plecami, posyłając Cillianowi długie, wymowne spojrzenie. - Mam nadzieję, że odnalezienie jej nie zajęło ci zbyt wiele czasu.
Nie mieli dnia do stracenia, więc mówiąc, powoli schodziła w dół zbocza, kierując się na błotnisty brzeg szerokiej rzeki. W półmroku szarego wieczora Chelmer połyskiwało jak granatowa satyna; nie chciała przyznawać na głos, że ma problem z zachowaniem ciszy, ponieważ ciężkie buty co i rusz tonęły jej w kępach wodnistej trawy, wydając plaskające dźwięki. Niech to szlag, ale za chwilę wyjdą na ścieżkę prowadzącą wgłąb wioski; a tam nie będzie już miejsca na rozmowę, gdyż będą szukać śladów, wskazujących na możliwe zajęcie któregoś ze starych domów. Jeżeli trafią źle i pozwolą się zauważyć, szlamoluby mogą uciec zanim ich odnajdą. A na to nie mogli pozwolić.
- Nie chciałam zaczynać bez ciebie, żeby ci się nie zrobiło przykro - wycedziła w odpowiedzi na pytanie, podirytowana myślą o zaklęciach, których nie potrafiła rzucić. - Chodź tu - Uniosła różdżkę, wskazując na oczy Cilliana. Chyba ufał jej dość, aby się nie wzdrygnąć? - Fera Ecco. - Podjęła próbę transmutowania jego oczu w oczy kota. Dzięki temu mógłby świetnie widzieć w ciemnościach, a co za tym idzie; nie potrzebować zgubnego Lumos, by wypatrzeć ślady.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]07.04.21 12:35
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 94
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]12.04.21 19:05
Gdyby ktokolwiek powiedział mu, że kilkanaście tygodni od pierwszego spotkania z Multon, zacznie ją chociaż tolerować, wyśmiałby takowego delikwenta. Nie wyobrażał sobie wtedy, aby jakakolwiek siła skłoniła go do znoszenia jej towarzystwa bez ważnego powodu. Los był jednak przewrotny, potrafił zaskakiwać na tyle, aby na propozycję zapolowania przystał od razu. W dziwny sposób polubił ją, nawet jeśli nadal uważał, że ma niesamowicie irytujący charakter. W denerwującym całokształcie miała jednak jakieś cechy, którymi zjednała go sobie. Nie przyznałby tego na głos, ale taka była prawda, polubił Multon. Podchodząc bliżej, skupił na niej spojrzenie, gdy tylko się odezwała.
- Wracamy do tematu? – uniósł lekko brew, pozornie nie mając nic przeciwko kontynuowaniu, lecz faktycznie jakoś nie szczególnie miał chęć jeszcze dorzucać coś w kwestii poruszonej w listach. Ewentualnie później, gdy już sprawdzą okolicę i upewnią się, że w okolicy nie pałęta się już żadna menda sprzyjająca zakonowi. Słuchał dziewczyny z zainteresowaniem, gdy uzupełniała informacje o tym miejscu.- Świetnie, czyli jest szansa, że jedyne co tu znajdziemy to bezdomnych szukających sobie kawałka podłogi, który nie zapadnie się pod nimi.- skrzywił się nieco, ale zawsze była to jakaś opcja do przetrenowania zaklęć. Był pewien, że jeśli przyjdzie im przeszukiwać piętra, będą musieli uważać. Sypiące się domy, podmywane wodą, najpewniej straciły już na stabilności.
- Na całe szczęście, mniej niż sądziłem na początku.- gdyby szukał tego miejsca dłużej, byłby wściekły i to wyjątkowo, ale teraz powoli zbliżając się do zabudowań, odzyskał spokój, wróciła cierpliwość. Podłoże nie było zbyt dobre do cichego podejścia, ale nie zwracał na to uwagi, skoro jeszcze znajdowali się dość daleko, aby dźwięk nie niósł się za mocno. Później cisza będzie bardziej potrzebna, jeśli zależało im na elemencie zaskoczenia, a bardzo chciał to wykorzystać.
Zerknął na nią, słysząc wymówkę, co z kolei wywołało lekki uśmiech.
- Jasne, powiedzmy, że ci wierzę.- nie wiedział do końca, jak biegła jest w zaklęciach ofensywnych i defensywnych Elvira, wcześniej nie chwaliła się nimi za bardzo. Pamiętał jedynie, że pewnie sięgała po transmutację, nawet jeśli wypowiadane inkantacje nie przynosiły oczekiwanego skutku. Nie zamierzał oceniać ją jednak po błędach, nie jego rola i interes, co potrafiła, a czego nie. W błękitnych oczach błysnęła nieufność, kiedy zbliżyła różdżkę do jego twarzy, ale nie cofnął się. Może nie słynął z ufności wobec kogokolwiek, ale jednak liczył, że blondynka nie planuje zrobić czegoś głupiego. Skrzywił się minimalnie, gdy usłyszał nieznaną sobie inkantacje i zamrugał szybko, zauważając dziwną zmianę w postrzeganiu otoczenia.- Co ty zrobiłaś? – spytał cicho, ledwie szeptem. Mimo półmroku wszystko stało się wyraźniejsze, jakby nagle ograniczona ilość światła przestała mu przeszkadzać. Powiódł wzrokiem po okolicy, przyzwyczajając się do tego, co się stało.- Hm, przydatne.- mruknął pod nosem.
Kiedy zbliżyli się wystarczająco do zabudowań, wyciągnął judaszowiec, by szepnąć zaklęcie o które wcześniej spytał Elvirę.- Homenum Revelio.- to, czego nie widział dzięki kocim oczom, mógł dostrzec teraz. Otoczenie znów się zmieniło, wszystkie zwierzęta i czarodzieje, jacy mogli kręcić się po okolicy, stali się dla niego widoczni, żadną przeszkodą okazały się ściany. W jednym z sypiących się domów dostrzegł sylwetki, bez wątpienia należące do ludzi. Zamknął palce na kobiecym ramieniu, aby ją zatrzymać.- Budynek czwarty z prawej, dwie osoby na piętrze.- mruknął do niej cicho, rozluźniając chwyt.- Jednak trzy, ale ostatnia jest za drobna na dorosłego.- dodał zaraz.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]25.04.21 18:04
Ścieżki losu bywały kręte i wyboiste, przestała już łudzić się, że będzie w stanie kontrolować każdy aspekt własnego życia, jak to próbowała czynić w Świętym Mungu. Zwycięstwo leżało w elastyczności, w przystosowaniu do zmiennych i czerpania z przypadków maksymalnego zysku. Kiedyś nie pozwoliłaby sobie na przyjaciela tylko dlatego, że byłby to człowiek bliski i poufny, którym nie mogłaby sterować jak lalkarz marionetką. Teraz ta niespodziewana relacja była jej podporą, a przy tym najprzyjemniejszą tajemnicą. Ufała, że jej nie zdradzi. Szykowała się na zdradę. Chciała mu pomagać. Nigdy nie była bezinteresowna. Ten taniec sprzeczności dodawał życiu zaskakującej pikanterii.
- Nie myśl, że wybrałam pierwszą lepszą wioskę. Opracowałam to z mapami i planem komendanta, który rozpisał mi, z którego kierunku nadszedł atak i gdzie zarejestrowano ostatnią podejrzaną aktywność handlu. - Pokręciła głową, ledwie powstrzymując się przed wywróceniem oczami. Szlamy bywały takie przewidywalne, śmiesznie naiwne. - W niedalekim mieście ostatnio ktoś, kogo miejscowi określili jako "obcego", kupił czterdzieści bochenków chleba. Zabawne. - Wzruszyła ramieniem, ostrożnie stąpając po mokradłach i oceniając podeszwami butów, czy przypadkiem nie ugrzęźnie w mulistym błocie. - A jeżeli nawet znajdziemy tylko bezdomnych, to zawsze dobra okazja - Uśmiechnęła się paskudnie, spoglądając na Cilliana przez ramię. Niech nie myśli, że nie byłaby zdolna owej okazji wykorzystać.
Kiedy wyszli już na pewniejszy grunt, żwirowaną ścieżkę poprzetykaną pękami uparcie walczącej trawy, wskazała różdżką na oczy przyjaciela z zaklęciem, którego powodzenia była nieomal pewna. Nie bez powodu, bowiem sosnowa różdżka od razu zareagowała na znaną sobie moc, formując ją w wyjątkowo skupioną wiązkę czaru. Źrenice Cilliana zwęziły się w szparki, a tęczówka powiększyła, zasłaniając bielmo i nabierając soczystej, błękitnej barwy.
- Zmieniłam twoje oczy w oczy kota. Potem to cofnę. Wyglądasz teraz... - urwała, unosząc brew. - ...jak hybryda. Ciekawe - Podparła dłonie na biodrach. - Teraz twoja kolej, wykaż się. - Choć mogła zabrzmieć kpiąco, czekała na to, aż Cillian użyje zaklęć defensywnych, które pozwolą im wstępnie ocenić rozmieszczenie potencjalnych napastników.
Wysłuchała go dokładnie, próbując w ciemności wypatrzeć właściwy dom. Okna na piętrze pozostawały ciemne i martwe, jedna szyba na pewno była pęknięta. Wyglądał na od dawna opuszczony, ale zdrajcy nie byliby przecież aż tak głupi, by chować swoich ludzi w oczywistych miejscach. Po części.
- Mamy dzieciaczka? - zapytała miękko, ważąc opcje w głowie. Mogliby go zabrać, sprawdzić, wychować na czarodzieja, jeżeli był porwanym berbeciem półkrwi albo ze zdradzieckiej linii. Ale czy zatruty pęd dało się jeszcze zmusić do rozkwitnięcia? Czy to było warte zachodu? Pokręciła głową w milczeniu, a potem skinęła głową Cillianowi, sygnalizując, że najwyższa pora wyruszać. Co zrobią, okaże się na miejscu, kiedy już ich unieruchomią.
W grobowej ciszy wspięli się do środka przez wybite okno, rezygnując z drzwi i ich bez wątpienia skrzypiących zawiasów. Odłamki szkła chrzęściły pod stopami, napęczniałe od wilgoci deski nieprzyjemnie uginały się pod podeszwami. Wszystko śmierdziało mułem i grzybem, w ciemnościach ciężko było odnaleźć przejście do korytarza, więc trzymała się blisko Cilliana, idąc jego śladem. Na schodach spróbowała jeszcze jednego zaklęcia - niewerbalnego Kameleona, celując różdżką w plecy Cilliana i próbując zmienić jego postać w niewidzialną. Warto było posiadać asa w rękawie, element zaskoczenia.
Powoli, krok po kroku, zbliżali się do zamkniętych drzwi pokoju. Przed nimi złapała towarzysza za łokieć.
- Zabawimy się nimi? - spytała z dziwnym błyskiem w oku. - Zaczekaj. Celuj, żeby unieruchomić, nie będą się spodziewać. - Sięgnęła po różdżkę i wycelowała w siebie. - Partis Morte.

1. Zaklęcie Kameleona w Cilliana
2. Partis Morte w siebie


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]25.04.21 18:04
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 84

--------------------------------

#2 'k100' : 93
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]11.05.21 1:39
Nigdy specjalnie nie szukał sobie przyjaciół, uważając ich za przeszkody, podobnie jak rodzinę. Od dawna wiedział, że osoby na których zaczyna mu zależeć, w końcu ściągną na niego kłopoty. Prędzej czy później sprawią, że w krytycznym momencie pojawi się wahanie, zmiana wartości, osłabienie egoizmu. Naprawdę nie potrzebował tego, gdy miał swoje cele i ambicje. Jednak nie opuszczała go świadomość, że w ostatnim czasie zatarł owo podejście, uginał się wobec innych, czując cień złości za każdym razem. Przykładem tego była przecież Multon. Początkowo tak irytująca krzykaczka, głupia panienka, którą miał ochotę uciszyć raz, a dobrze… teraz okazywała się osobą, mającą więcej do zaoferowania. To jak poradziła sobie podczas lipcowych odwiedzin u wilkołaka, dawało do myślenia. Nie była obciążeniem, nie sprawiała, że trzeba było jeszcze ratować jej skórę. Dlatego miał o niej lepsze zdanie, niż z początku, lecz nadal daleko było temu do nawet cienia szacunku, który mógłby okazać.
- Po Tobie spodziewałbym się wszystkiego. Nawet, że wybierając miejsce, zamknęłaś oczy i na chybił trafił wskazałaś sobie tę wioskę.- stwierdził nieco kpiąco, ale powinna już domyślić się, że jedynie drażnił się.- Brzmi sensownie.- kiedy z zaopatrzeniem były wyraźne problemy, takie zakupy przyciągały uwagę, a już zwłaszcza gdy pozostawało się obcym w okolicy. Jeśli więc ktoś przyciągnął uwagę miejscowych, takowy trop mógł być strzałem w dziesiątkę. Spodobał mu się ten uśmiech, obietnica, że dziś obrócą czyjeś życie w koszmar, które zamierzał ukrócić wraz z końcem nocy.
- Zorientowałem się już.- odparł, kiedy wyjaśniła mu, że zmieniła jego oczy w ślepia zwierzaka. Musiał przyznać, że koty miały zdecydowanie łatwiejsze życie po zmroku, skoro to właśnie ów oczy miał teraz.- Chętnie bym to zobaczył, ale tym razem wolę pozbyć się tego, gdy tylko będzie po wszystkim.- nie wątpił, że ciekawie musiały wyglądać zwężone źrenice, zatopione w błękicie.
Zdecydowanie zamierzam się wykazać, nie chcąc, aby ktokolwiek zdołał ich zaskoczyć. Dlatego, gdy wyjaśnił, co widzi na około, rozejrzał się jeszcze dla upewnienia. Dziwnym wydawało mu się, że tylko dwójka dorosłych i jakiś gówniarz kryła się w domu. Wokół było dość zabudowań, aby schronienia szukało tu więcej osób. Może to przejściowe? Może zwykle było w okolicy więcej osób? Nie znał odpowiedzi, ale tą wątpliwością podzieli się później. Teraz wydawało mu się najmniej istotne, kiedy mieli zająć się obecnymi. Zerknął na nią, gdy padło pytanie, ale nie powiedział nic. W innych okolicznościach sięgnąłby po obrzydliwą wręcz dawkę złośliwości, ale nie dziś.
Wchodząc do budynku, zaczął iść pierwszy. Widział zdecydowanie więcej w półmroku korytarzy. Starał się poruszać powoli, gdy wszystko, co ich otaczało, wydawało się ostrzegać tych na górze. Nie chciał tak szybko zniszczyć niespodzianki, kiedy miał pomysł na miłe przywitanie się z trójką z piętra. Słysząc zachętę ze strony Elviry, nie mógł tego zignorować.
- Nie widzę przeciwwskazań.- szepnął, nie kryjąc pewnego zadowolenia w głosie. Cofnął się, aby to Multon otworzyła drzwi, bo czy nie ma nic bardziej niespodziewanego niż całkiem niepozorna blond dziewczynka, a do tego pod działaniem zaklęcia. Mogło być ciekawie, jeśli dobrze to rozegrają. Poczekał, aż Elvira wchodząc do środka wzbudzi zainteresowanie i dopiero wtedy uniósł różdżkę, gotów rozpocząć zamieszanie.- Petrificus Totalus.- rzucił, gdy tylko w zasięgu wzroku pojawiła się sylwetka jednego mężczyzny. Chciał wyeliminować na chwilę pierwszego, by szybciej poszło z kolejnym.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]11.05.21 1:39
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 85

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 2, 4, 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]23.06.21 13:50
wracamy z szafki

Pojedynek był długi, zbyt długi, porządnie ją też wyczerpał, co nie miało żadnego sensu, jeżeli wziąć pod uwagę zaawansowanie ich oraz przeciwników składających się z jednego słabego mężczyzny i starszej baby. Być może zbyt długo nie korzystała z czarnej magii, za rzadko trenowała tak wymagające zaklęcia? Spojrzała z niezadowoleniem na swoją rozdartą koszulę i nadszarpnięty pasek spódnicy, podciągając tkaninę wyżej, aby nie zsunęła jej się z bioder. Jeszcze tego brakowało. Z rozchełstaną górą nie miała do zrobienia nic, poza zerwaniem z ramion rozciętego wpół biustonosza i ciśnięciem nim niedbale w kąt pomieszczenia. Po ranie pozostała jedynie cieniutka, swędząca blizna, ale zarówno jej skóra, jak i ubrania zdążyły przesiąknąć krwią. Porządnie zapięła płaszcz, aby ukryć ten fakt i zapobiec niezamierzonej nagości. Nie wypada przy dziecku, przemknęło Elvirze przez myśl zawistnie, gdy dobiegł ją urywany szloch. Dwa pokiereszowane ciała leżały na środku starego pokoju, a dźwięk dobiegał spod stolika, pod który wpełzła dziewczynka, by odsunąć się od nich jak najdalej. Przyciskała dłonie do uszu tak, jakby w ten sposób mogła uciec od dźwięku swojej umierającej babki, powieki również miała zaciśnięte.
Przeszło jej przez myśl, że być może powinna odczuć coś więcej wobec tak oczywistego obrazu nędzy i krzywdy kogoś niewinnego. Gdy jednak wsuwała różdżkę do kieszeni, z nutą zaintrygowania odkryła, że w gruncie rzeczy nie czuje nic.
- Co robimy z dzieckiem? - zapytała pewnie i głośno, zastanawiając, czy do dziewczynki to dotrze. - Możemy ją zabrać i sprzedać na wolnym rynku. Możemy też ją zabić - Odgarnęła spocone włosy na plecy, a kiedy kątem oka zauważyła ich siwy odcień, przypomniała sobie o zaklęciu kamuflującym. No tak. Sięgnęła znów po różdżkę i niewerbalnym Finite przywróciła swej skórze żywe barwy. - Jeżeli masz pomysł, proszę bardzo, ja w tym czasie przeszukam tę nędzarnię - Powiodła wzrokiem po nadkruszonych szybach i posłaniu z koców i poduszek, które zapewne miało uciekinierom służyć za łóżko. - Muszę się upewnić, że nie chował się tutaj nikt więcej. - Posłała Cillianowi skromny uśmiech, dostrzegając, że jego oczy wróciły do normalnego wyglądu. Czar prysł, ale teraz nie musieli już zachowywać ostrożności z Lumos. Ruszyła do stojącego pod ścianą biurka, dając Macnairowi wolną rękę. Miała tylko szczerą nadzieję, że zobaczy on w dziecku wartość eksperymentalną, nie seksualną. Istniały granice, których nie zamierzała przekraczać nawet ona.
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]26.06.21 19:21
Spoglądał, jak kobieta upada, kiedy nadeszło nieuniknione, na które postanowił popatrzeć, zamiast przyspieszać ten marny koniec. Tym samym zakończył się pojedynek, pozornie łatwa walka, która okazała się, bardziej wymagająca niż przypuszczał. Stracili zdecydowanie, zbyt dużo czasu, bo nawet jeśli nie spieszyli się przesadnie, tak trwało to po prostu za długo. Przeniósł wzrok na Multon, kiedy zbliżyła się znów do niego z uniesioną różdżką. Czekał ze spokojem, dając jej działać, bo teraz już wiedział, co zamierzała zrobić. Czując, jak mija uporczywy ból głowy, mruknął pod nosem z zadowoleniem.- Dzięki.- rzucił cicho, pozornie obojętnie. Zaczynał doceniać obecność uzdrowiciela obok, w czasie pojedynku oraz zaraz po.
Przeniósł swą uwagę na dwa ciała na ziemi, czarodzieje niestanowiący już ani odrobiny zagrożenia i dziecko, które pozostało. Zapłakana dziewczynka na chwilę przyciągnęła jego uwagę. Widząc jej strach, czuł jedynie obojętność i nic ponadto. Parę lat temu pozbył się emocji, które wywołałyby wahanie lub niepotrzebne poczucie, że zrobili coś złego. To, co się stało, było konieczne i nie wątpił w to ani przez moment, a wręcz bawił się nadarzająca okazją. Zwłaszcza że miał okazję robić już gorsze rzeczy, które, nawet jeśli nie odbierały życia, pozostawiały trwały ślad w cudzej psychice.
- Niezły pomysł, zawsze to łatwy zarobek. Dzieciaki ponoć chodzą za niezłe sumy.- stwierdził, zerkając na blondynkę. W żadnym momencie życia nie zajmował się handlem żywym towarem, które wychodziło poza magiczne stworzenia, lecz jak każdy parający się przemytem i znający nielegalny półświatek, wiedział co nieco. Interes był niezły, ale przekraczało to nawet jego granice tolerancji.- Można się jej pozbyć albo wykorzystać z plusem dla Ciebie.- podjął, uświadamiając sobie, do czego gówniara może się przydać.- Jeśli w okolicy kręci się więcej szlamolubów, zrób z Niej wiadomość, posłańca czy przestrogę lepszą niż dwa martwe ciała.- zaproponował. Skoro Elvira chciała, aby te tereny pozostały spokojne bez sprzyjających zakonowi czarodziejów i przybłęd chowających się w takich miejscach, dzieciak mógł się przysłużyć do tego. Oczywiście, wolałby, aby dołączyła do martwej dwójki, lecz czasami żywi działali lepiej, jako straszaki.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]26.06.21 20:23
Uzdrowiciel na polu bitwy był nieocenioną pomocą, zbyt często niedocenianą przez czarodziei naiwnie zapatrzonych w swoją kruchą potęgę. Klucz tkwił w wielozadaniowości, w korzystaniu z różnych dziedzin magii lub - jeżeli decydowano się na mistrzostwo - dobieranie właściwej drużyny. Elvira wciąż preferowała podejmowanie wyzwań na własną rękę, chodzenie swoimi ścieżkami, jak prawdziwa biała kocica, ale z każdym kolejnym tygodniem pracowania na rzecz wielkości czarodziejskiego świata, dostrzegała, jak wiele przynosiło jej otaczanie się właściwymi ludźmi. Nie z sympatii, lecz z pragmatyzmu. A Cillian walczył od niej lepiej, czego nie zamierzała ani wypierać, ani przyznawać się do tego na głos. I tak by bez niej zginął. Lubiła tak myśleć, choć przecież przed ich spotkaniem wielokrotnie musiał wdawać się w bójki, z których wychodził cało. Dla niej była to nowość, nie miała natury awanturnika, mimo wyjątkowo złośliwego charakteru.
- Ależ proszę - odpowiedziała cicho, nie zamierzając puszczać jego podziękowań mimo uszu; niech je zapamięta, niech wie, od kogo otrzymał pomoc i komu był zobowiązany podobną pomoc oferować w przyszłości. - Choć galeony nie śmierdzą, muszę przyznać, że twój pomysł podoba mi się bardziej. Nie wygląda na to, by wielu innych uciekinierów próbowało się tu chować, ale można pozostawić ją jako przestrogę. Niech wynoszą się z Essex i nie podnoszą na nas ręki. - Oparła pajęczą dłoń na rękojeści różdżki, pewna, że dziewczynka ich nie słyszy. Gdyby usłyszała choć słowo, zawyłaby bowiem głośniej i spróbowała, jak przystało na istotę dążącą do przetrwania, zbiec, wykorzystując dziecięcą zwinność.
Zamknięcie oczu również nie miało skończyć się dla małej korzystnie. Pozornie łagodny uśmiech na ustach Elviry oraz jej chłodne spojrzenie zwiastowało najgorsze, co możliwe. Jeżeli Cillian nie zamierzał podjąć się zadania, ona mu nie odmówi. Ostatecznie, to była jej misja, nawet, jeżeli asysta przyjaciela okazała się nieoceniona.
- Shhh... - wysyczała przez zęby, zbliżając się do stolika, pod którym chowała się dziewczynka, a potem bezlitośnie odsuwając go w bok. Dziecko chciało uciec, lecz Elvira przydeptała mu sukienkę butem. - Nie bój się, nie umrzesz - szeptała, patrząc w wielkie, zapłakane oczy, w zasmarkane usta i różowe policzki i czując jak coś w jej brzuchu skręca się nieprzyjemnie. Niepewność prowokowała determinację; nie będzie słaba. - Locomotor Mortis - rzekła cicho. Dziewczynka chyba nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej nogi zwiotczały; adrenalina i przerażenie okazały się zbyt wielkie. Przed dodaniem kolejnego zaklęcia, Elvira widocznie się zawahała. - Coli. - Wraz z ostatnią sylabą, dziecko zaczęło wić się na ziemi i drzeć wniebogłosy. Uzdrowicielka skrzywiła się, na moment przykładając dłoń do ucha.
Krótkie spojrzenie na Cilliana potwierdzało wspólną decyzję.
Wykonali zadanie i nic tu dłużej po nich.

/zt


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]01.07.21 0:06
- Nie przyzwyczajaj się.- rzucił nieco chłodno, chociaż w błękitnych tęczówkach dało się zauważyć cień rozbawienia. Wiedział, że nie mogła skomentować ciszą tego krótkiego podziękowania za pomoc. Zdążył poznać Multon, aby wiedzieć, że prędzej wyzionęłaby ducha, niż darowała sobie, by chociaż tak podkreślić, iż to jej zasługa. Czy czuł się dłużnikiem blondynki? Niekoniecznie, gdy kilka minut temu nadstawiał karku, żeby pozbyć się problemu, który zdawał się przerastać kobietę. Nie kpił jednak z tego powodu, bo nawet jemu załatwienie tej dwójki, zajęło zbyt dużo czasu. Poza tym nie we wszystkim trzeba było być biegłym i sam często odczuwał własne braki w ofensywie, co powoli zamierzał nadrobić.
- Właśnie tak, niech boją się panoszyć po Essex.- potwierdził, wniosek, który właśnie wyciągnęła. Nie miał problemu, aby ukrócić czyjeś życie, ale czasami żywi okazywali się dobrą opcją. W końcu sam nie jeden raz puszczał kogoś bez większego uszczerbku, aby z ocalonym życiem szła wiadomość, by nie wchodzi mu w drogę. Tylko dzięki temu wyrabiał sobie opinię w świecie.
Nie mieszał się już, dając uzdrowicielce wolną rękę w tym, jak zamierzała potraktować dziewczynkę. Oparł się barkiem o ścianę tuż obok wyjścia z pomieszczenia, by z zainteresowaniem obserwować poczynania Elviry. Nie podejrzewał jej o okrucieństwo, a przynajmniej takie, które nie wywarłoby żadnego wrażenia, żadnej zmiany w emocjach. Multon próbowała być silna, unosząc dumnie podbródek i patrząc hardo w oczy, ukrywała słabości jak każdy i tego był ciekaw. Gdzie leżała granica, której nie przekroczy?
Swobodnie skrzyżował ramiona na wysokości torsu, słuchając padających zaklęć i krzyku dziecka. Nie sprawiało to radości, ale i nie burzyło spokoju. Bardziej jednak niż na ofierze, skupiał się nadal na swej towarzyszce. Złapał jej spojrzenie, gdy zerknęła w jego kierunku. Skinął lekko głową, odpychając się od ściany i jedynie przepuszczając ją w drzwiach.- Panie przodem.- kpiący ton zabarwiał jego głos, by zaraz zniknąć. Odezwał się znów, gdy wyszli z budynku.- Wracajmy do Londynu, postawię ci drinka. Wydaje się, że bardzo go potrzebujesz.- kolejne słowa były spokojne, prawie przyjacielskie.

| zt


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]05.01.22 18:09
|06.01.1958

Hep!

Szarpnięcie w okolicach pępka było bardzo nieprzyjemne i powoduje dyskomfort, który świadczył o tym, że czkawka teleportacyjna ponownie dała o sobie znać. Poczuła jak zapada się w czymś miękkim i mokrym. Jęknęła głucho, gdyż ledwo co osuszyła swoje ubrania po spotkaniu z dziewczynką na ziemiach wroga. Kłamała jej, nie mówiła prawdy obawiając się o swoje życie. Nie wiedziała kogo mogła przywołać i czy przypadkiem nie zostałaby zakuta w kajdany. Spędziła może w jej towarzystwie ledwie kwadrans, ale czuła się ogromnie zagrożona. Strach objął ją w swoje objęcia i nie chciał wypuścić. Teraz zaś zaciskał swoje chłodne palce na jej gardle kiedy przeraźliwe zimno wdarło się pod wilgotne ubranie. Próbowała wyjść z bagnistego podłoża, ale poczuła jak przy każdym ruchu to pochłania ją jeszcze bardziej.
-Tutaj jesteś! Szukają cię! - Usłyszała głos tuż za sobą i odwróciła się gwałtownie aby zobaczyć mężczyznę w długiej, zabrudzonej szacie, która nosiła ślady zużycia. Wyglądałby jakby wyczołgał się z kanałów Londynu. Przeszywał ją wzrokiem trzymając mocno w dłoni różdżkę. Zadrżała słysząc, że jest poszukiwana. Czyżby Edgar otrzymał list, który wysłała będąc jeszcze w mieście i rozesłał wici za siostrą? Czy właśnie ktoś wyruszył na jej poszukiwania i czkawka litościwie sprawiła, że nie wylądowała na dnie oceanu tylko w jakimś bagnie ale zaraz wróci do domu.-Zebrałaś już rośliny?
-Słuchałam? - Zapytała zaskoczona tym pytaniem. Jakie rośliny? Przecież dopiero co tutaj trafiła i wszyscy jej szukają!
-Szybciej! Wróg może w każdej chwili uderzyć! - Ponaglił ją mężczyzna wyciągając w jej stronę dłoń by mogła wyjść z bagna. Suknia nie przystosowana do takich warunków ciągnęła się za nią tworząc smugi na śniegu. Człowiek ten raczej nie zdawał się przejmować jej wyglądem. Zresztą Primrose miała świadomość, że już nie wygląda jak dama z salonów. Włosy były w nieładzie, suknia na powrót mokra i przybrudzona, a teraz się liczyło, żeby wyjść z tego bagna. Słowo w r ó g zmroziło ją całkowicie. Gdzie się właśnie znalazła i jaki wróg? Czy właśnie trafiła w samo gniazdo żmij i zaraz zginie. Poczuła jak drży na całym ciele. -Biegnij pomóc medykom. Już!
Ostatnie słowa mężczyzny zlały się z okrzykami bojowymi. Słyszała w oddali huk zaklęć, które uderzały w ziemię i podniesione głosy wypowiadające zaklęcia. Gdzie właśnie była? Pchnięta przez czarodzieja zachwiała się i prawie upadła po czym instynktownie udała się do namiotu, który miał należeć do magomedyków. Czuła się bezsilna i bezradna, nie mając pojęcia gdzie się znajduje i do kogo udać się po pomoc. Podchodząc bliżej namiotu uderzył ją mocny zapach ziół zmieszany z zapachem krwi i ropy. Żołądek podjechał jej do gardła, w swojej pracy miała do czynienia z nieprzyjemnymi woniami, ale to było coś zupełnie innego. Wtem zdało się jej, że dostrzegła znajomą sylwetkę, która uwijała się wokół rannego.
-Pani Vablatsky? - Zapytała cicho bowiem głos odmawiał jej współpracy.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach