Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Boczna sala
AutorWiadomość

Boczna sala

Jedynym źródłem światła jest tu ogień buchający w eleganckim kominku, który podtrzymywany jest przy stałej pracy dzięki regularnie donoszonym polanom. Ściany pokrywa jaśniejsza, florystyczna tapeta w połowie odcięta zielonkawym drewnem, na których wiszą obrazy przedstawiające znajome pejzaże z najpiękniejszych zakątków w Dolinie. Przy kilku stołach można rozsiąść się na miękko obitych krzesłach. Zamówienia zbiera i dostarcza kelnerka w średnim wieku, ruda charłaczka Lolly z dobrej rodziny, która pracą w pubie dorabia do utrzymania chorej matki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Boczna sala Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

| 2 grudnia

Denerwował się.
Nieznacznie, chodziło w końcu tylko o niewielką pożyczkę na poczet wykończenia domu, którą miał nadzieję spłacić w ciągu kilku najbliższych tygodni, a nie o wyprawę do pilnie strzeżonego, wypełnionego dementorami magicznego więzienia, ale kiedy otrzepywał buty z mieszaniny błota i rozmokniętego śniegu, a później popychał drzwi prowadzące do lokalu, czuł wątpliwości. Nie przepadał za długami; miały w zwyczaju ciążyć mu na barkach niemal namacalnie, uciążliwe niczym niedający się wytrącić kamyk w bucie; gdyby czas go nie gonił, bez zastanowienia przesunąłby ostatnie prace na następny miesiąc, ale robiło się coraz zimniej, a w niektórych miejscach spadzistego dachu wciąż brakowało ostatnich dachówek. Okna i drzwi wymagały uszczelnienia, no i musiał zaopatrzyć pomieszczenia w podstawowe wyposażenie; część był w stanie zrobić sam – miał na to całe długie, zimowe miesiące – ale nie wszystko mogło czekać.
Skinął krótko głową stojącemu za ladą barmanowi, rzucając mu życzliwy uśmiech, a później skierował się do bocznej sali, gdzie od razu dostrzegł swojego dzisiejszego towarzysza. Niski, pomarszczony goblin siedział przy stoliku przysuniętym najbliżej do kominka, plecami zwrócony do trzaskających płomieni; kiedy Billy wszedł do pomieszczenia, odwrócił się w jego stronę, przez dłuższą, dziwnie niekomfortową chwilę lustrując przenikliwym spojrzeniem jego twarz, a później dłonią o długich palcach wskazując na miejsce po przeciwnej stronie. Billy odsunął sobie krzesło, siadając na nim ostrożnie, po drodze ściągając jeszcze z głowy czapkę; miął ją w dłoniach, kiedy siadał przy stoliku, kiwając z szacunkiem głową goblinowi. – Dzień d-d-dobry – przywitał się, nie do końca pewien, czy powinien zrobić to w jakimś specjalny sposób; niewiele wiedział o goblinach, poza tym, że mieli pod kontrolą Bank Gringotta – i że części z nich zdarzało się też robić interesy z czarodziejami na własną rękę, zwłaszcza teraz – gdy wojna tak wielu odcięła od możliwości udania się do Londynu i zaciągnięcia pożyczki oficjalnymi drogami.
Goblin nie zadawał mu wielu pytań – szczegóły ustalili wcześniej, jeszcze przed spotkaniem wymieniając kilka sów – a jedynie przesunął w jego stronę długi, sporządzony w dwóch językach zwój pergaminu, zawierający wszystkie warunki spłaty i konsekwencje ewentualnego opóźnienia. Gdy Billy rozwinął rolkę, część arkusza opadła mu na kolana, czując na sobie wzrok goblina, zaczął jednak czytać – ale poszczególne linijki tekstu zlewały się ze sobą, sprawiając, że czuł się trochę jak na szkolnym teście z eliksirów, na którym musiał uzupełnić brakujące miejsca w spisie ingrediencji. Przełknął ślinę, czując, jak zaschło mu w gardle, czytał jednak dalej – gdzieś w połowie orientując się, że nie ma bladego pojęcia, co oznaczała część sformułowań. Wstyd mu było jednak zapytać, bał się, że goblin może się rozmyślić – dotarłszy do końca, sięgnął więc po pióro i złożył koślawy podpis na obu arkuszach.
– Wspaniale – powiedział goblin, po czym zwinął obie rolki, tę spisaną w rodzimym języku chowając do przepastnej torby, a tę drugą – wraz z niewielką sakiewką – przesuwając w stronę Billy’ego.
– T-t-to wszystko? – wyrwało się Billy’emu; goblin skinął głową, przypominając o dacie spłaty pierwszej raty zadłużenia – przypadającą na następny miesiąc – po czym jak gdyby nigdy nic wrócił do sączenia dziwnego napoju, serwowanego w niskich, kwadratowych szklankach.
Billy nie pytał po raz drugi, schował starannie sakiewkę do wewnętrznej kieszeni kurtki, po czym ruszył do wyjścia – mając nadzieję, że tym jednym spotkaniem nie napytał sobie właśnie biedy.

| zt


podpal ten świat
zabierz stąd nas
zatrzymaj świt
zostaw im wszystko
William Moore
William Moore
Zawód : lotnik na usługach Macmillanów
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore

Powrót do góry Go down

31 stycznia
Było bezpieczniej spotykać się w miejscach publicznych, nawet jeśli zima stanowczo nie sprzyjała temu, żeby widywać się na zewnątrz - z drugiej strony, kto mógłby odmówić odrobimy alkoholu w ciepłym miejscu? Nawet jeśli z Silasem mieli się spotkać w dość konkretnym celu, to stanowczo lepiej było to zrobić w tym pubie niż na zewnątrz w zaspach śnieżnych. Chociaż Thomasa cieszył ten śnieg, który przecież za moment stopnieje - tak jak zawsze to miało miejsce w Anglii. Rzadko miał okazję wytwarzania się w śniegu, więc cieszył się nim póki mógł, nawet jeśli powodował on, że było dużo ciężej żyć w wozach, które notorycznie były zasypywane. Mieli magię, z której regularnie korzystali, aby ułatwić sobie w tej kwestii życie, ale wciąż było to dość niepokojące…
Jednak nie miał wpływu na to, że pogoda lubiła im płatać figle, więc też nie było czym się przejmować. Zamiast tego wszedł do ciepłego środka lokalu, otrzepując swoją kurtkę ze śniegu i zdejmując kaszkiet, odwieszając wszystko na krzesło. Rozejrzał się spokojne po dość pustym wnętrzu, nie będąc pewnym czy była to zasługa wojny, czy pogody, ale znów nie była to kwestia, na którą mógłby znaleźć odpowiedź.
Uśmiechnął sie jednak na widok znajomej sylwetki, chociaż nie do końca mógł powiedzieć czy na pewno był to Silas. Po prostu założył, że to był on, bo kto inny?
Oczywiście, że każdy miał wolny wstęp do tego miejsca, jednak Tomek czasem tej myśli do siebie nie dopuszczał. A i tym razem się nie mylił, widząc że rzeczywiście mężczyzną wchodzącym do środka był Silas.
- No cześć, wstrętna ta pogoda ostatnio - rzucił, samemu stając jeszcze przy kominku, żeby chociaż odrobinę się rozgrzać przed rysowaniem i zajęciem stołu. Miał ze sobą torbę z pewną ilością transmutowanych kartek, bo na czymś przecież musieli rysować - a ta dziedzina magii była całkiem przydatna, szczególnie w ostatnim czasie. Chociaż wciąż było to nie do końca pocieszające, że w wypadku wylądowania w Tower nie byli w stanie sobie sami pomóc.
Ale mieli szczęście, to było najważniejsze. I dzięki niemu wyszli na wolność.
- Daleko miałeś? Czy mieszkasz w okolicy? Okropnie się w tej pogodzie leci na miotle! Praktycznie niczego nie widać, z trzy razy prawie wleciałem w drzewo, a raz uderzył we mnie ptak!



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Boczna sala Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Mróz przyniesiony z zewnątrz miał niedługo całkowicie roztopić się w cieple pubowego kominka, a mimo to długie, nadal nieco sine od farb palce trzęsły się delikatnie, kiedy Silas wchodził do środka, przesuwając się wzdłuż niewielkiej ilości gości. Ich twarze mignęły mu w półmroku - nadal zaróżowione od chłodu lub alkoholu, na kilku z nich ślady uśmiechu. Przypomnienie o życiu poza wojną, o życiu poza cierpieniem zewnętrznego świata. Tylko ten ciepły lokal, drewno pękające w kominku i tutejszy gin, który smakował bardziej kurzem niż jałowcem.
Dolina i jej zaskakująco ciepłe, względnie bezpieczne w jego oczach kąty były dla niego dziwnie obce. Nie bywał tutaj, czuł się jak turysta albo intruz, na pewno jako ktoś kto być w tym miejscu nie powinien - bo nie powinien. Był ostatnio coraz bardziej skłonny do robienia rzeczy bezdennie głupich, ale pachnące kamforą wnętrze lokalu pozwalało mu o tym zapomnieć. Puby były takie podobne, nieważne wśród jakich wzgórz i rozpadających się domów postanowiono je wznieść. Był stałym bywalcem większości londyńskich lokali i w części z nich jego obraz zapisał się na tle podrapanych ścian i słabego, ciepłego światła. Długa, smukła postać ubrana w czerń artysty, mocny szkocki akcent, ostre rysy twarzy skupione na kolejnych obserwacjach lub kolejnych pełnych emocji rozmowach. Tutaj był jednak sam, jeszcze przez ten moment i nie odzywał się do nikogo, wyczekując znajomego, donośnego głosu Thomasa, jego uśmiechniętej twarzy pośród innych profili bywalców.
Doe zauważył go szybko, nim Silas zdążył zdjąć płaszcz i od razu zaczął mówić, jak zwykle. Macaulay przyglądał mu się z nieskrywanym rozbawieniem, z uniesionymi brwiami i głową przechyloną lekko w bok. Nie odpowiadał, milczał uparcie, siadając obok, zarzucając nogę na nogę i odchylając się na krześle z przesadną nonszalancją. Milczenie się przeciągało, nie było jednak niezręczne lub niewygodne - było całkowicie dla niego typowe. Sięgnął do kieszeni, wyciągnął jednego z niedawno skręconych papierosów, odpalił go nieśpiesznie i rzucił srebrną, kradzioną papierośnicę na stół między nimi, dając Thomasowi znać żeby się poczęstował. Odezwał się dopiero, kiedy dym wzleciał nad głowę, wplątując się w ciemne loki i kwiecisty wzór tapety stanowiącej teraz tło ich spotkania.
- Wszystko ostatnio jest wstrętne - rzucił szorstko, ale na twarzy pojawił się szeroki, szczery uśmiech, odsłaniający diastemę i nadający twarzy przyjemny, łagodny wyraz. - Ptaszki ćwierkają, że szczególnie dla ciebie, co? W jakie kłopoty ostatnio się wpakowałeś, Tom? Znowu kradłeś na nie swoim terenie czy podrywałeś biedne szlachcianki? - zaśmiał się cicho, znów zaciągając się papierosem. Powinien się napić, sztuka zawsze lepiej wychodziła po alkoholu. - Nie tak daleko jak myślisz...A tobie spotkanie z drzewem pewnie się należało - prychnął krótko, wysyłając mu kolejne uważne spojrzenie. - Tylko ptaka szkoda.




the voice that urged Orpheus
When her body was found, I'd be the choiceless hope in grief that drove him underground

Silas Macaulay
Silas Macaulay
Zawód : Malarz koszmarów
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i who am
haunted and haunting
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10513-silas-macaulay https://www.morsmordre.net/t10556-desdemona#319901 https://www.morsmordre.net/t10557-malarz-widmo#319932 https://www.morsmordre.net/f405-old-compton-street-13-6 https://www.morsmordre.net/t10690-s-macaulay?highlight=S++Macaulay

Powrót do góry Go down

Nie przeszkadzało mu wcale, że kolega nie zdecydował się odpowiedzieć od razu. Jakoś się przyzwyczaił po Hogwarcie, że ten konkretny typ tak już miał. Jakieś dziwne zwyczaje, których absolutnie nie był w stanie zrozumieć, ale cóż - nie pierwsza i na pewno nie ostatnia rzecz, której jego umysł nie był w stanie pojąć.
A mimo to, cieszył się na widoki znajomych twarzy ze szkoły.
Poczęstował się zaraz papierosem, zaciągając i chwilę przytrzymując dym. Kiedy ostatnio miał okazję palić? Chyba na sylwestrze… Cóż, fakt, że po wyjściu z Tower nie miał na to myśli, ani czasu, chociaż chyba widział w rzeczach Jamesa jakiś tytoń. A mimo to miał tyle rzeczy na głowie, że za każdym razem wypadało mu z myśli, żeby go podebrać.
- Ale mówimy o listopadowym, grudniowym czy styczniowym pobycie w Tower? - rzucił po gaelicku z uśmiechem, czując się jednak swobodniej w rozmawianiu o takich rzeczach w języku, który przez wielu Anglików był jednak bagatelizowany. Większość czarodziejów uczyła się w Hogwarcie, a jak wielu nie znało nawet podstaw gaelickiego, mimo że spędzili w Szkocji siedem lat!
- Rejestracja różdżki. Pani w okienku się nie spodobałem. Później poszedłem na plac, wiesz, poczęstować się zupą… To jest oficjalne zeznanie, byłem tam częstować się zupą. Słyszałeś swoją drogą, że był w niej trup? Potwierdzam, w mojej misce były ludzkie zęby - mówił, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu, w których swoją drogą już nie było braków. Uroczo, miło, jakby był największym aniołkiem świata. W końcu był niewinny. On tylko rozpowiadał plotki na temat tej zupy, przestrzegając ludzi. Kto ich tam wiedział, skąd ta zupa pochodziła i co w niej pływało. W jego misce akurat pływały zęby - co prawda transmutowanie z kamieni, ale jednak zęby. - A za trzecim razem za origami - dodał już po angielsku, strzepując zaraz popiół z papierosa i znów się nim zaciągając.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ty się od kłopotów trzymasz z daleka, co? - rzucił po chwili, obserwując twarz kolegi. Czasem wydawało mu się, że jest jakimś dziwnym typem wyciągniętym wprost z obrazu. Może rzeczywiście był duchem? Byłoby to całkiem prawdopodobne. Po prostu znalazł sobie jakieś ciało do opętywania i tak chodzi po tym świecie, ciesząc się drugą młodością.
Zaraz też przywołał kelnerkę, która po chwili przyjęła zamówienie na dwa ale. Raczej Thomas nie spodziewała się czegoś dobrego i smacznego po Dolinie, pewnie dostaną coś co bardziej przypominało smakiem szczyny albo spirytus. Byleby nie było tym, co pił podczas sylwestra. Całe szczęście James i Marcel raczej okolicznych lokali nie zaopatrują w alkohol.
Mimo wszystko wzdrygnął się na samą myśl tego, co miało wtedy miejsce. Po prostu nie mógł już nigdy w życiu spotkać się z Leonem, tak. Tak było najlepiej dla nich obu.
- W coś ciekawego się ostatnio wplątałeś? Ja ci mogę opowiedzieć o trupach w Derby, nieprzyjemny widok i smród, chociaż lepiej że były na śniegu niż w lecie - dokończył po gaelicku, nieco też ściszając głos. Nie czuł potrzeby, żeby ktoś inny podsłuchał czy żeby się wystraszył tematu. Dwa dni z rzędu - jak dużo więcej trupów tam mogło być? Zastanawiał się też co było z tym listem… Czy Samuel go dostarczył? Na pewno. Chyba miał po prostu już więcej zaufania do ludzi z plakatów niż do ludzi z Londynu.



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Boczna sala Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Bezsprzecznie, typ ten tak miał. Silas zwykł być całkiem podstępny w swoich słowach - czasem mówił więcej niż wymagała sytuacja, czasem nie mówił w ogóle, z rozmysłem nabudowując ciężką atmosferę. Był nie tylko oszustem, był aktorem, świat był jego cholernym teatrem, nawet ten mały pub w Dolinie, która teraz wydawała się taka odległa od domu i taka wroga. Uśmiechał się do Thomasa i kolejnymi uniesieniami kącików ust, unoszeniem i ściąganiem brwi reagował na te krótkie fale słów. Zawsze miał go za człowieka wyjątkowego - barwnego, głośnego, pełnego tego rodzaju żywotności, której na próżno szukać było w szarych mieszkańcach Londynu. Wiedział też doskonale - już od wczesnych lat szkolnych - iż Tommy uwielbiał ściągać na siebie kłopoty. Były jego druhami, przyjaciółmi i kolejnym odłamem rodziny. Były częścią jego tak jak częścią jego był każdy ten śmiech, żartobliwy list, ciemne włosy lub siniak nabity na kolanie.
Gdy usłyszał ich rodzimy język, wydał się szczerze zadowolony z szansy użycia go, pierwszy raz od cholera-wie-jak-długo. Silas - rodowity, czysty i bezsprzeczny Szkot z północy - nigdy nie polubił się z Anglikami. Z ich dziwnym, zbyt miękkim akcentem i jeszcze dziwniejszym, angielskim duchem. Wydawał mu się sztywny, nienaturalny wręcz. Dlatego tak dumno nosił swój akcent i dlatego nigdy nie pozwoliłby sobie zapomnieć gaelickiego.
- Och, mówimy naturalnie o wszystkich, chociaż najchętniej porozmawiałbym o tym, które ma przyjść w lutym lub marcu - odparł i podobnie jak towarzysz, brzmiał i wyglądał jakby prowadził lekką rozmowę o stanie pogody i skandynawskim wietrze, który niósł im kolejne serie śnieżnych nocy. - Bo znając ciebie, na pewno jakieś przyjdzie - dodał jeszcze, nieco ciszej, nadal się uśmiechając. Słuchał jego historii z niedowierzaniem na twarzy, co jakiś czas prychając z rozbawieniem lub tłumiąc śmiech w rękawie. Nigdy nie słyszał opowieści bardziej thomasowej niż ta o kolejnych aresztowaniach. - Och, tak, tak - przytaknął z namysłem, zaciągając się papierosem. Też był tamtego dnia na placu, choć był to dzień poprzedzony kilkoma nocami okrutnych koszmarów, był wiec całkowicie pijany i pamiętał bardzo niewiele. Jedynie przebłyski. Żadnych zębów niestety, choć bez wątpienia brzmiało to jak coś, co gotów byłby stworzyć jego umysł. - Zupa z trupa, oczywiście. Zęby? Cóż za ironia, tyle razy widziałem jak prawie tracisz własne - mówiąc to brzmiał jak ktoś, kto słucha bajki niegrzecznego dziecka. - Origami?! - zdziwił się nagle, wbijając w niego pełne niedowierzania spojrzenie znad uniesionych, ciemnych brwi. Sekunda tylko, potem zaśmiał się kolejny raz, śmiechem perlistym i szczerym, jakby usłyszał wyjątkowo dobry żart. - Tommy, zawsze ciężko było mi to zrozumieć...ze wszystkich ulicznych szumowin jakie spotkałem w życiu, ze mną w komplecie, nigdy nie poznałem nikogo, ko miałby taki talent do oddawania się w ręce władzy...I w inne ręce również - westchnął, kręcąc głową z cieniem pożałowania, choć w każdym ruchu widać było żart i cień tej ciepłej sympatii, którą Thomasowi udawało się jakimś cudem w Silasie budzić. Puścił mu nawet oko i zastukał kilkoma kradzionymi pierścieniami w blat stołu.
Nie od razu odpowiedział na jego pytanie, bowiem w zasięgu wzroku zjawiła przywołana przez kompana się kelnerka. Macaulay uśmiechnął się do niej szeroko i jeszcze chwilę śledził ja wzrokiem, gdy odchodziła. Cóż, nierozsądnym byłoby sprowadzać do siebie kogoś z Doliny, jeszcze mniej rozsądnym byłoby spać poza Londynem, prawda? Ciężko było się jednak powstrzymać.
W końcu wrócił wzorkiem do Thomasa, zaciągając się papierosem i przetrzymując w nich dym o kilka chwil za długo. Płuca miał jednak już dawno przeżarte, wiec nie zakaszlał, zamiast tego wypuszczając smugę nad ich głowami. Dym przypominał mgłę, tą samą która teraz wisiała nad zamrożoną w zimie Doliną.
- Na razie - odparł w końcu, po angielsku, zdobiąc słowa lekkim wzruszeniem ramion. Zgadywał, iż nie potrwa to wiecznie. Bez przerwy czul czyjś oddech na karku, a wizja aresztu wydawała się być bardziej realna nawet niż spokojny dzień spędzony na własnym, wynajmowanym poddaszu. - Bez wątpienia jednak coś za mną chodzi. Przedziwne uczucie. Powinieneś mi opowiedzieć jak przetrwać w Tower, kochany, jestem pewien, że kilka słów rady mi się przyda - choć wypowiedziane po gaelicku zdanie wybrzmiało żartem, było w nich sporo prawdy. W końcu Doe żył. Ba! Żył ze wszystkimi członkami i prostym nosem!
- Ostatnio jestem wyjątkowo grzeczny. Pracuję, chodzę po domach...tylko raz ukradłem garnitur mężowi swojej kochanki, ale ten się przydał! - oznajmił radośnie, kolejny raz uśmiechając się do widocznie zadowolonej z tego faktu kelnerki, kiedy ta postawiła przed nimi Ale. Dopiero po sekundzie i kilku łykach doszedł do niego sens słów Thomasa. Potrząsnął głową, wprawiając w ruch kilka kosmyków ciemnych loków i spojrzał na niego z widoczną konsternacją. - Trupy? W Derby? O czym ty, kurwa, mówisz?




the voice that urged Orpheus
When her body was found, I'd be the choiceless hope in grief that drove him underground

Silas Macaulay
Silas Macaulay
Zawód : Malarz koszmarów
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i who am
haunted and haunting
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10513-silas-macaulay https://www.morsmordre.net/t10556-desdemona#319901 https://www.morsmordre.net/t10557-malarz-widmo#319932 https://www.morsmordre.net/f405-old-compton-street-13-6 https://www.morsmordre.net/t10690-s-macaulay?highlight=S++Macaulay

Powrót do góry Go down

- Nie jestem jasnowidzem, żeby opowiadać o takich - powiedział, marszcząc nos w zupełnym niezrozumieniu, co kolega miał też na myśli. No tak, w końcu Thomas był osobą zbudowaną zupełnie w prosty sposób. Nie dało mu się odmówić kreatywności i posiadania własnych zawiłych, acz często trafnych toków rozumowania. To nie tak, że był kompletnie głupi, ale… często nie potrafił przewidzieć czy zrozumieć innych. No i działał impulsywnie. W życiu liczył po prostu na łut szczęścia, którego z pewnością mu nie brakowało. W końcu jeszcze żył.
A z drugiej strony przeszło mu na moment przez myśl, że może Silas… nie, nie mógł wiedzieć, że pracował dla Macmillanówny. Prawda? Na pewno nie.
- W sumie to… zęby też straciłem. Po zatrzymaniu pierwszym, ale Castor zrobił jakiś eliksir i wstawił mi je. Szkiele-wzro? Coś takiego - powiedział, wzruszając ramionami. - I przysięgam, wiem co widziałem. Zresztą, popytaj ludzi w porcie. Wciąż o tym mówią. A te aresztowania po wszystkim? To wyraźnie była jakaś zasadzka na ludzi! Już raz na Connaught były egzekucje, kto wie czy nie chcieli tego znowu zrobić? Wiesz, chodźcie tu teraz dzisiaj zjeść, a jutro was znów tutaj pomordujemy… - kontynuował z pewnością i przekonaniem w głosie swoją, Steffena i Marcela propagandę, którą wraz z Jamesem, Finley i wieloma innymi rozsiewali po stolicy w grudniu. Kto mógł im zarzucić, że kłamali? Przecież mówili najszczerszą prawdę! Czyli to w co wierzyli!
- Chrzanić to origami, Silas, wiesz co było w listopadzie w tym Tower? Zaraz końcem miesiąca, jak tam trafiłem? Egzekucje. Wyprowadzali więźniów na plac i prowadzili na śmierć. Mordowali ich tak jak w bezksiężycową noc, tak jak podczas egzekucji na placu, ale tutaj… tak po prostu, bez słowa o tym nikomu. Pewnie dla własnej uciechy. W końcu na czymś tą zupę w grudniu gotowali. Mamy wojnę, żarcia nie ma, a co dopiero kości dobrej na zupę - mówił znów, to marszcząc brwi, to spoglądając z powagą i pewnością na kolegę. Oczywiście, że były to jego bajki i jego plotki, nieco bardziej ubarwiona rzeczywistość, ale był w tym momencie tak poważny jak nigdy. Gdyby żartował, przecież zaraz wybuchnąłby śmiechem. - Przy origami oskarżyli mnie o kradzież. Mnie i dwie inne osoby. Jednemu ucięto rękę, torturowali nas. Przyszedł sam Cornelius Sallow, ten pieprzony polityk. Wiesz, że grzebie w głowach? Chciał nas sprawdzać. Czegoś szukają, stary i nie mogą znaleźć. Nie mają informatorów, uważaj tam na tych śmieciach, bo to miasto się stacza. Niby obiecany raj, a strach się bać, co będzie następne - dodał z pełną powagą, nie spoglądając nawet na kobietę. Nie mógł wyjść teraz ze swojej roli, chcąc zasiać ziarno zwątpienia w Silasie, jednocześnie też… po co miałby spoglądać na inne panny, jeśli widok Kerstin mu wystarczył w pełni?
A kiedy kufle znalazły się na blacie, sięgnął po swój. Wbił zaraz wzrok w blat na moment, kiedy usłyszał pytanie… Nie wiedział co miało miejsce?
Mimo wszystko milczał moment, zaciągając się jeszcze papierosem. Te trupy, ten smród krwi i mrozu, i czarnej magii. Rzecz jasna, że było widać po nim niedospanie, bo koszmary wciąż nie dawały mu spokoju, ale możliwe że nawet jeszcze bardziej pobladł. Nie powinien ich wtedy dotykać, tych trupów…
Ale co miał zrobić? Do tego ci poszukiwani. Co zrobili? Za to byli poszukiwani? Że jako jedyni zdecydowali się pochować te trupy? Za to, że nie chcieli pozwalać na podobne mordy?
- Derbyshire, Warwickshire. Nic nie słyszałeś? W lasach jest pełno trupów, całe wioski i grupy. Weszli, mordowali wszystkich… palili na stosach, rzucali czarną magią. Sam nie wierzyłem, bo to brzmi jak absurd, co? Ale widziałem, byłem tam… - dodał, marszcząc brwi i zaraz upijając porządny łyk, nawet się nie krzywiąc. Smak to co im podano miało okropny, ale w tym momencie chyba ważniejsze było, aby miało jakiekolwiek działanie. I co jak co, ale w trakcie wojny nie było co wybrzydzać… Nie mieli takiego luksusu.
- Wzywają też do wojska. Rozumiesz to? Każą się nam na komisji stawić. Na wojnę chcą iść… świat powariował, mugoli się boją i chcą z nimi walczyć. Jak to absurd jakiś jest!



I don’t know what to do
I’m scared of the future
I’m scared we might fall
But I’ll tell you I’m not
scared at all
Thomas Doe
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek, stażysta w Czarownicy, konfident
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Although I may not think everything through
I don't take back what I say or regret what I do
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Boczna sala Tumblr_os7dxcZm7O1sgyfodo4_250
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Powrót do góry Go down

Zaśmiał się krótko i szczerze, widząc chwilowy przebłysk zagubienia w dużych oczach Thomasa. Czasem był jak szczeniak, który przez przypadek wybiegł z domu do ogrodu i nie wiedział, gdzie jest, a mimo to bawił się doskonale rozkopując grządki i zjadając płatki kwiatów. Czasem trzeba było złapać go za kark i wrzucić za drzwi, to było jednak zadania dla jego przyszłej żony - na pewno w końcu jakaś się trafi. Doe należał do tej grupy młodych mężczyzn, w których pewnie łatwo byłoby się zakochać, nawet jeżeli rodzice nie byliby zadowoleni z wyboru.
- Szkiele-wzro - przytaknął mu. NA wspomnienie o Castorze, twarz rozjaśnił delikatny, ciepły uśmiech i jakby na komendę Silas usłyszał spokojny głos Sprouta powtarzającego sobie składniki nad kociołkiem. - [b]Cóż, Tommy, zamordować mogą nas wszędzie i zawsze[/b] - westchnął z dziwnie lekką beztroską i wzruszył ramionami, jakby chciał strzasnąć z siebie tę myśl. - Ale to nie znaczy, ze masz się podkładać na każdym kroku, hm? - powiedział nagle głosem nieco twardszym w swojej surowości i wycelował w chłopaka papierosem, niczym ojciec pouczający niegrzeczne dziecko. W głębi duszy był równie wzburzony co on, choć mniej poddany idei. Chciał walczyć, ale za każdym razem smutek, strach i koszmary odbierały mu siłę, a on uświadamiał sobie, że w całej tej farsie jest tylko ciężarem.
Wiec słuchał. Twarz skupiona, uniesiona jedna brew, jasne oczy wbite nieruchomo w Thomasa. Słowa lały się gęsto, on musiał co jakiś czas potrzasnąć głową, zamrugać i pochylić się do przodu, jakby chciał dać wyraz swojemu oburzeniu, a potem odchylał się znów na krześle i wypuszczał dym z ust. Z łokciem przerzuconym przez oparcie, kilkoma lokami opadającymi na czoło. Nawet gealicki zaczął mu się mieszać, historia stawała się gorsza ze zdania na zdanie i Silas czuł, że musi dziś wypić sporo, by się jej pozbyć.
- Egzekucje - powtórzył powoli. Tak często widział siebie prowadzonego na śmierć w Tower, że myśl o tym wydała mu się dziwnie znajoma. - Jak...Skąd...Jesteś pewien? Dla uciechy? Thomas, przysięgam, jak znowu zmyślasz to Castor bezie musiał nagotować kilka litrów Szkiele-wzro tylko na ciebie - rzucił ostro, ale twarz znów ozdobił delikatny uśmiech. Mógł zmyślać, bajki nie były gorsze od rzeczywistości poza tym, że były...no cóż, nieprawdziwe.
Słuchał dalej, widocznie coraz bardziej zaciekawiony opowieścią, bo porzucił nonszalancką pozę i oparł się łokciami o stół. Chciał lepiej słyszeć, nie pominąć żadnego szczegółu tej koszmarnej historii.
- Rękę? Odcięli mu rękę?! - uniósł się i nagle był jeszcze bardziej zadowolony z rodzimego języku, gdy oczy klienteli na kilka długich sekund skupiły się na nim. Posłał skruszony uśmiech parze siwych czarodziejów grających w karty. - Jak w średniowieczu, banda popierdolonych fanatyków - prychnął więc ciszej pod nosem. - Jeżeli ktoś taki jak Sallow postanowi przetrzepać moja głowę, sam będzie musiał zacząć więcej pić...może z odpowiednim szczęściem skurwysyn zachleje się na śmierć - jego głos brzmiał kpiąco i jadowicie. Złość zapiekła w gardło, gdy myślał o torturach, którym na pewno poddali Thomasa. Thomas Doe - uśmiechnięty, dobroduszny łobuz z radosnym uśmiechem. Jak można? - Niektórzy ludzie zasługują na śmierć w męczarniach, co? - wyszeptał, bardziej do siebie niż do towarzysza. A on tak bardzo chciałby oglądać ich egzekucje.
Wziął dużego łyka alkoholu i skrzywił się lekko. Nie był najlepszy, ale wystarczający by zrobiło mu się trochę cieplej i trochę lepiej. Twarz Thomasa zmieniła się przez krótki moment, wydal się zaskoczony, do tego zbladł i przez chwilę wyglądał na słabszego niż zwykle. Być może dopiero teraz Silas to dostrzegł. Jasna cera, zapadnięte policzki, cień strachu w tych zwykle żywych oczach. Koszmary pożerały ich wszystkich. Te Doe'a mógłby malować na największych płótnach, najbrudniejszymi z kolorów. Czerń w końcu zaczęłaby się kończyć.
- Słyszałem - wyrwało mu się po angielsku cichym, ochrypłym głosem. Słyszał, ale niewiele. Po londyńskich dokach powtarzano sobie niestworzone historie, wiele z nich nie miało sensu. - Nie chciałem wierzyć, że to prawda - dodał więc, biorąc kolejnego łyka piwa, a gdy odstawiał szkło na stół, dno uderzyło głucho o blat. Odpalił nowego papierosa od poprzedniego, niedopałek gasząc w starej, miedzianej popielniczce. Nikt nie chce wierzyć w piekło, nadal się go jednak boimy. - Wiesz, mugolska wojna była okropna. Masowe śmierci, tortury, wszystkie te...trupy palone stosami - nie wiedział sam czemu to mówi. Brzmiał słabo, zbladł. - A jakimś cudem czarodzieje potrafią być gorsi. Mordować dla zabawy. - Odchrząknął i znów się wyprostował. - Wiem, ze wzywają. Wolę umrzeć niż za nich walczyć.




the voice that urged Orpheus
When her body was found, I'd be the choiceless hope in grief that drove him underground

Silas Macaulay
Silas Macaulay
Zawód : Malarz koszmarów
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
i who am
haunted and haunting
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10513-silas-macaulay https://www.morsmordre.net/t10556-desdemona#319901 https://www.morsmordre.net/t10557-malarz-widmo#319932 https://www.morsmordre.net/f405-old-compton-street-13-6 https://www.morsmordre.net/t10690-s-macaulay?highlight=S++Macaulay

Powrót do góry Go down

Boczna sala

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach