Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Dolina Downs Bank
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Dolina Downs Bank

Downs Bank to polodowcowa dolina znajdująca się nieopodal miasteczka Stroke on Trent przecięta szemrzącym strumieniem obficie zamieszkałym przez ryby. Wydaje się ogarnięta spokojem - przyroda rozkwita z dala od ludzkich siedlisk, tak mugolskich, jak czarodziejskich. Podobnie jak na terenach całego Staffordshire nietrudno jest natrafić tutaj na różne gatunki magicznych zwierząt. Osławione są pielęgnowane w pobliżu uprawy chmielu oraz innych roślin wykorzystywanych do produkcji witek w czarodziejskich miotłach. Jeszcze kilkanaście lat temu dolina była otoczona wrzosowiskami, lecz dziś większość z nich zarosła młodymi lasami.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Dolina Downs Bank - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Wstając z klęczek, pozwoliła sobie na chwilę oddechu, obejmując wzrokiem scenę tragedii, w której przyszło im uczestniczyć. Byli tylko tymczasową pomocą, pojawiającą się raz na czas i zaraz potem rozpływającą się w powietrzu, by ruszyć do kolejnego miejsca. Ilość i zapotrzebowanie przewyższało możliwości, któregokolwiek z nich i tylko wspólnie zdolni byli jeszcze zachować ciągłość współpracy. Bacznie przyglądała się działaniom wojennym na tyle na ile zdolna była zrozumieć kolejne posunięcia każdej ze stron i o ile kolejne zadane ciosy jawiły się coraz brutalniej, na szczęście wciąż silnie opierały się te miejsca, które nie tolerowały uzurpatorskiej władzy brutalnych morderców. Przeszła szybkim krokiem po magazynie, zerkając na poszczególnych odpoczywających i upewniając się, że każdemu nie brakuje ciepłych tkanin, a w oko wpadła jej starsza kobieta, kaszląca gwałtownie do przybrudzonej chusteczki. - Respiro. - Wyszeptała, kierując koniec różdżki w stronę gardła poszkodowanej, a zaraz potem kontynuując wymawianie kolejnego zaklęcia. - Anapneo. - Kiedy oba okazały się udane, rozluźniła wreszcie napięte ramiona, w uldze uratowanego życia.
Po ostatecznej inspekcji dołączyła do Wright, przyglądając się ostatnim działaniom czarownicy i kiwając potakująco na wypowiadane słowa. - Oczywiście, twoja sowa znajdzie kontakt ze mną kiedy tylko będziesz chciała, a co do sposobu komunikacji, podejmę ten temat u Greengrassów, może będą w stanie zaoferować swoje wsparcie naukowe i nie tylko. Na pewno też i wy znacie wielu zacnych badaczy, to kwestia, którą warto rozważyć dokładniej. - Sama nie znała się na wynalazkach magicznych, ale jednocześnie nie wątpiła w fakt, iż wśród sprzymierzeńców ich sprawy wiele było osób o wybitnych umiejętnościach skierowanych w najróżniejsze dziedziny. Widząc zmierzającego w ich kierunku Herberta, przeprosiła na chwilę Roselyn skinieniem głowy i pomogła mężczyźnie w noszeniu kocy, rozdając je do poszczególnych osób. Gdy ponownie dołączyła do uzdrowicielki, szybka ocena sytuacji wystarczyło do przyuważenia poważnych oparzeń, jakie trawiły organizm rannej kobiety. Istotnie potrzebował tutaj zaklęć silnych, a przede wszystkim skutecznych, na co Fancourt jeszcze raz omiotła bursztynowym spojrzeniem wyschniętą już warstwę maści leczniczych miejscowej alchemiczki.
- Nie jestem pewna, czy podołam Cauma Sanavi Totalum z całkowitą skutecznością, ale mogłabym spróbować inkantacji Horribilis? Gdyby mnie się nie udało, będziesz miała szansę poprawić działanie magii. - Zaproponowała, w zastanowieniu unosząc różdżkę. Przygotowała odpowiednio zgięcie nadgarstka, po czym wypowiedziała słowa ostrożnie. - Cauma Sanavi Horribilis. - Niestety, chociaż z różdżki wyleciało kilka łagodnych strumieni magii, to nie były one w pełni satysfakcjonujące. Pokręciła głową przecząco i uniosła spojrzenie w stronę Rose. - Może ty będziesz mieć więcej szczęścia.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I hear and I forget
I see and I remember
I do and I understand

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Nie liczył ile kursów zrobił z kocami oraz cieplejszymi okryciami wierzchnimi, nie było to teraz ważne. Wchodził i wychodził wraz z innymi, którzy mieli dość siły i energii aby go wspomóc. W oczach poszkodowanych mieszkańców widział nieme pytanie: Co teraz? Jak mieli dalej żyć kiedy ich domostwa zostały zniszczone i nie było sensu żyć tu dalej ze świadomością, że wróg może wrócić w każdej chwili i dokończyć dzieła zniszczenia.
-Muszą ponieść karę! - Usłyszał butny głos za sobą należący do wysokiego i chudego nastolatka, który przerzucał przez ramię kapę okrywającą wcześniej tapczan. Brali wszystko co się dało, łącznie z pościelą i kołdrami.
-I tak będzie. - Zapewnił go stanowczo Herbert, ale to sprawiło, że chłopak tylko zmarszczył brwi.
-Jak? Jak chcecie wymierzyć im karę? - Zapytał butnie z oskarżycielską nutą w głosie.
-Jak ty byś to zrobił? - Zapytał go botanik otwierając szafę w poszukiwaniu czegoś co może przydać się w magazynie.
-Wytropił ich i dopadł!
-A co potem?
-Szukał bym kolejnych i ich wykańczał.
-Bardzo odważnie i jednocześnie głupio. - Grey zamknął drzwi szafy wyciągając z niej wcześniej zapasową pościel. -Nie wytropisz każdego, nie dopadniesz każdego. Za jedną grupę wroga, cierpi cała wioska. Jaki masz rachunek?
-To co? Mamy siedzieć z założonymi rękami i czekać aż zaatakują?
-Zakon Feniksa działa po szkodzie ale również przed nią. Ponadto aby wygrać wojnę, czasami trzeba przegrać parę bitew. Nie ma sensu walczyć jeżeli nie ma dla kogo. - Wyszedł z budynku, a młodzik podreptał za nim.
-Nie rozumiem.
-Wojnę należy wygrać dla ludzi. Dla kogoś kto będzie miał szansę żyć w odzyskanym świecie. Czy wiesz dlaczego atakują wioski, miasteczka?
-Z nienawiści.
-By zlikwidować wszystkich tych, dla których warto walczyć. By zabrać Zakonowi i wam nadzieję, siłę. - Herbert spojrzał poważnie na nastolatka kiedy szli ze zdobyczami do magazynu. -To prawda, łatamy dziury, ale nie zapominamy o ludziach. W wojnie to oni są najważniejsi. Zakon zaś wraz z rodziną Greengrass nie zostawi was samym sobie. Teraz wydaje się, że nie ma nadziei, nie ma szans na przetrwanie, ale sojusz jest coraz silniejszy. Coraz więcej ludzi dołącza do szeregów Zakonu. Jeżeli ludzie, mieszkańcy się zbuntują to wróg nie będzie miał gdzie uderzać. To jest nasza siła. Twoja siła.
Nastolatek milczał przez resztę drogi analizując słowa, które usłyszał. Gotowała się w nim chęć zemsty i zadośćuczynienia za straty jakie ponieśli mieszkańcy. Chciał działać i pragnął zrobić coś wielkiego.
-Chcę walczyć razem z wami!
-Już to robisz. - Nie czuł się dobrze w roli mentora, w której właśnie się znalazł. Zwykle to on był tym, który cały rozpalony wizjami szedł do przodu bez namysłu. W nastolatku widział siebie, tą samą energię i chęć działania. Weszli do magazynu gdzie uzdrowicielki uwijały się wokół rannych. -Spójrz. Pomagając, wspierając już walczysz. Niesiesz pocieszenie.
Było to zbyt górnolotne, ale nie chciał pokazać alternatywę. Za wielu młodych ginęło w walce.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Słowa czarownicy dały jej do myślenia, chociaż uwaga skupiała się na powierzonym im zadaniu, gdzieś na skraju uwagi zagnieździła się potrzeba rozważenia tej kwestii na chłodno. Gdy wojenny kurz opadnie, gdy będzie chociaż chwila na to, aby złapać spokojny oddech. Zakon posiadał w swoich szeregach uzdrowicieli, którzy gotowi byli służyć swoją różdżką w podobnych sytuacjach. Mimo to same chęci były niewystarczające. Potrzebowali organizacji oraz odpowiedniego przeszkolenia. Przez lata spędzone w Mungu rozwijała swoje talenty i pogłębiała wiedzę, praca w lecznicy rozwinęła jej spektrum leczniczego poznania, musiała umieć działać przy użyciu jak najmniejszych środków. Podejmowanie się pracy na terenach zagrożonych, w ferworze walki wymagało jednak szeregu zupełnie innych zdolności, tych które niekiedy zahaczały o inne dziedziny magii jak chociażby panowania nad magią defensywną, umiejętność zadbania o bezpieczeństwo własne i samego pacjenta. Do tego dochodziła skomplikowana kwestia logistyczna. Musieli wiedzieć kiedy przybyć, gdzie - ciężko było rozwiązać ten problem za pomocą dotychczas znanych rozwiązań. Wszystko to wymagało dokładnego przemyślenia i dyskusji wśród kadry uzdrowicielskiej. Musiało poczekać.
- Porozmawiamy o tym po wszystkim - obiecała czarownicy - Myślę, że sprawę należy przedyskutować w szerszym gronie. Znam kilku uzdrowicieli, wspólnymi siłami będziemy w stanie podjąć próbę stawienia temu czoła - dodała energicznie, przelotnie spoglądając w stronę czarownicy.
Zdawało jej się, że trwoniła czas. Chociaż każda godzina w lecznicy wymagała od niej maksymalnego skupienia i oddania swojej pracy, chociaż zostawała dłużej, odwiedzała swoich pacjentów w domach… To było zbyt mało. Działać na małą skalę, gdy potrzebowali rozmachu. Za mało. Niewystarczająco. Nie potrafiła odnaleźć w tym żadnej metody. Pracowała tak ciężko na ile pozwalały jej siły i jej sytuacja, ale gdy poświęcała się jednej kwestii, umykała jej druga. Wpadła w syzyfowy cug.
Przechodziła od pacjenta do pacjenta, poprawiając bandaże, analizując rany. Nie szczędząc słów, gdy rodzina potrzebowała je usłyszeć.
Uwaga na chwilę rozproszyła się pod wpływem toczących się dyskusji. Byli wściekli i mieli do tego prawo. Chcieli pomsty, a za to nie mogła ich winić. Zdawała sobie jednak sprawę z tego, że nie byli aniołami zemsty. Zakon chociaż wciąż w percepcji wielu był jedynie bojówką, garstką buntowników, posiadał swojego lidera - Ministra Magii, a Wizengamot wciąż stanowił prawo, nawet jeśli jego członkowie opuścili gmach ministerstwa. Głęboko wierzyła w to, że należało wciąż go postrzegać. Karać, gdy wyrok był ustanowiony przez prawo, nie przez decyzję jednostki. Zdawała sobie sprawę z tego, że prawa wojny rządziły się inaczej. Czym innym była walka. Czym innym stawienie się przed wymiarem sprawiedliwości - rozliczenie win i nadanie kary. Nie chciała przemocy, ale ta nadeszła mimo jej woli. Wojna była nią przepełniona. Mogła jedynie wybrać w co wierzy, a wierzyła że atak na ludność cywilną był aktem okrucieństwa. Krocząc ulicami miasta łatwo było dostrzec, że nie rozegrała się tu bitwa. Zaatakowano ich. Doszło do pogromu ludności mugolskiej, a w ataku cierpieli również czarodzieje, którzy nie wygnali niemagicznych ze swoich terenów.
Spojrzenie pomknęło w stronę dziewczyny, tej samej, z którą przed chwilą prowadziła rozmowę. Ciężko było wymagać od nich wszystkich, aby im zaufali. Mimo wszystko obecni czarodzieje, zdawali się przysłuchiwać rozmowie prowadzonej przez Herberta i młodzieńca. Nie walczyli, nie podnosili buntu.
Nie mogła jednak pozwolić sobie na podjęcie tematu, zamiast tego poświęciła uwagę uzdrowicielce. Nie była pewna czy sama zdoła podołać zaklęciu, nie należało niepotrzebnie ryzykować.
Magia bywała kapryśna, a zaklęcia nie raz wymagały powtórzenia. Dlatego łatwiej było działać w grupie. Zbliżyła się do pacjentki, zaciskając palce na różdżce - Cauma Sanavi Horibilis - powiedziała, wykonując świadomy ruch różdżką. Czuła jednak, że pełnia zaklęcia nie uwolniła się z jej czubka. Zbyt słaba, aby zmobilizować tkankę do zrostu. Wyczuła własny błąd. To, że między zgłoski wdało się niedbalstwo. - Cauma Sanavi Horibilis - powtórzyła, starając się nie popełnić tego samego błędu.
Czuła zmęczenie. Stres i zmęczenie zdawały się ją zdominować. Dłoń ponownie zacisnęła się na różdżce. Tym razem, nie popełniła wcześniejszych błędów. - Cauma Sanavi Horibilis - poczuła jak magnoliowe drewno wibruje pod palcami. Poczuła moc przepływającą przez jej palce dłoń, magia poddała się jej woli, a przestrzegając jej praw mogli czynić cuda.




I'm out on the edge and I’m screaming my name Like a fool at the top of my lungs. Sometimes when I close my eyes I pretend I'm all right but

it's never enough.


Roselyn Wright
Roselyn Wright
Zawód : Uzdrowiciel w leśnej lecznicy
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the angry, the empty, the lonely, the tricked.

we are all museums of fear.
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 35
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica
when will enough be enough?
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6412-roselyn-wright https://www.morsmordre.net/t6516-furia#166169 https://www.morsmordre.net/t6521-roselyn#166208 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t6553-skrytka-bankowa-nr-1612#167244 https://www.morsmordre.net/t6551-r-wright#282514

Powrót do góry Go down

Uniosła głowę wyżej, tafla czarnych włosów spłynęła po plecach w luźnym upięciu, gdy wreszcie powoli pozwoliła sobie na stwierdzenie, że to koniec. A może dopiero jego początek? Zrobili tyle ile mogli, pomagając w ramach swoich możliwości i czasu reakcji, którego w końcu mieli tylko ograniczoną ilość. - Wyobrażam sobie, że słowa puste w swej przenośni, niewiele mogą wnieść do waszych żyć. - Zaczęła, podnosząc głos i zwracając się do ogółu zgromadzonych. - Ale chociaż nie mogę wam obiecać wszystkiego, a moje słowo koniec końców będzie tylko słowem, podobnie jak każdego z nas, to ród Greengrass nie odejdzie. Nie opuści was ani wsparcie ich, ani nasze, którego mogliście doświadczyć tutaj. Co tylko będziemy w stanie ofiarować, jak szybko się znaleźć w waszym otoczeniu, przybędziemy. Chociażby samemu ponieść ciężar bólu trawiący teraz wasze serca. - Uśmiechnęła się smutno do dwóch młodych dziewczynek, które wcześniej opatrywała, a potem kierując swój wzrok na wzburzonego chłopaka, z którym rozmawiał Herbert.
- Jestem otwarta na rozmowę. Twoja sowa mnie znajdzie, zawsze też chętnie ugoszczę cię w rezerwacie. Chociaż punkt medyczny pozostawia wiele do życzenia w kwestii luksusu zaopatrzenia. - Zapewniła Roselyn, już na pierwszy rzut oka doceniają sensowny tok rozumowania kobiety. Pochwyciła w dłonie pozostałe z brunatnych koc i rozciągnęła je na tych, którzy sami nie byli jeszcze zdolni do poruszania się lub odeszli w objęcia głębokiego snu chorego. Gdy szepty rozmów uspokoiły się, zwróciła się do Greya, splatając dłonie za siebie. - Dziękuję za te słowa. Taką postawę, którą pokazałeś tamtemu chłopcu, rzadko się spotyka. Dajesz mu coś więcej niż żądzę zemsty. Nadzieję. - Kiwnęła głową do czarodzieja, po raz ostatni rzucając spojrzenie w stronę wykonywanych przez drugą uzdrowicielkę zaklęć. Podobnie do Fancourt miała ona trudność w odpowiednim sformułowaniu wyjątkowo trudnej inkantacji, ale w końcu podołały wyzwaniu, skutecznie wyzwalając kojące działanie magii.
Dolina Downs Bank na pewno nie zaśnie spokojnie jeszcze przez wiele dni i nocy, ale poczucie towarzystwa i wsparcie, jakie ofiarowali poszkodowanym, mogło dać to jedno ziarno odwagi w ciemności, którego potrzebowali ci, których duch wytrwałości opuszczał już całkowicie. Rozbite rodziny, zwęglona skóra i strach, który próbowali zwalczyć za wszelką cenę. Tym razem nie zamierzała ofiarowywać im więcej słów, niż było to konieczne. Bo chociaż żyła słowem i z niego się utrzymywała, niektóre momenty wymagały po prostu ciszy. Prostej odwagi milczenia.
Wiedzieli to wszyscy. Że niezwykle trudno jest być dobrym dla świata, który przez całe życie darzył nas wyłącznie nienawiścią. Trudno jest widzieć dobro w świecie, który zawsze budził w nas strach. A mimo tego, nie zamierzali z tego świata rezygnować. Nie, dopóki w piersi były im serca czyste, nawet pośród zwątpienia.
| zt. dla ronji


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I hear and I forget
I see and I remember
I do and I understand

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083

Powrót do góry Go down

Wojna zbierała swoje krwawe żniwo, czego świadkami byli właśnie dzisiaj. Chora nienawiść, ideologia popychała wojnę na dalsze tory i nie wiedzieli kiedy to się skończy. Patrzył jak uzdrowicielki uwijają się wśród rannych, podawał im koce oraz pościel, które znaleźli w opuszczonych domach. Była to doraźna pomoc, a na ziemię sojuszu przybywało coraz więcej uchodźców liczących na przeżycie, zima zaś niczego nie ułatwiała. W takich momentach czuł jak wzbiera w nim poczucie bezsilności i zniechęcenia. Nie mogli się jednak poddać, nie w takich momentach kiedy w paru sercach gorzała chęć do walki i przetrwania jak w nastolatku, który podbiegł do swojej rodziny aby podarować im koce. Słysząc głos Ronji obrócił się w jej stronę z odmalowanym zaskoczeniem na twarzy.
-To nam w końcu pozostaje. Nadzieja.- Odpowiedział głucho, trochę szorstko.
Mieszkańcy tego miasteczka zapamiętają na długo tę noc. Będą ją wspominać w opowieściach, będzie przestrogą, wspomnieniem i anegdotą. Nie wiedział co przyniesie przyszłość, ani czy za parę lat ktoś tu jeszcze zamieszka. Przynieśli pomoc, być może nadzieję na lepsze jutro, na szansę wygrania w tej wojnie. Przeprawa zapowiadała się jednak długa i bolesna, a stojąc obok Ronji w tłumie przepełnionym płaczem, ale również wolą walki i życia czuło się iskierkę szansy na wygranie. Jeżeli tylko uda się im rozpalić ogień w tych ludziach, a ten zostałby przekazany dalej to mogli wygrać. Mogli patrzeć z nadzieją na przyszłość, choć bardzo odległą.
Kiedy upewnili się, że ich praca dobiegła końca sami musieli odpocząć. Zmęczeni i osłabieni na nic się zdadzą, nikomu nie pomogą. Wychodząc uścisnął jeszcze dłonie tym, którzy mu pomogli wcześniej w poszukiwaniu rannych i znoszeniu kocy. Zapewnił o swoim wsparciu dodając ostatnie słowa otuchy. Nic w tym momencie więcej nie mogli zrobić. Nie dzisiaj.
Noc ta dołączyła do kolekcji obrazów wojny, tych pełnych łez, krwi i bólu, niezrozumienia tego jak można kogoś nienawidzić tylko za jego pochodzenie. Jak można przedkładać czyjeś urodzenie nad jego osobę i czyny? Czemu karze się niewinnych a nagradza zbrodniarzy? Jeżeli tak ma wyglądać rzeczywistość, to nikt nie chciałby w niej dalej żyć.

|zt dla Herberta


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 12
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 7
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Dolina Downs Bank

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach