Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Royal Opera House
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Royal Opera House

Royal Opera House to jeden z najważniejszych gmachów operowych w Londynie, znajdujący się w centralnej części miasta – w dzielnicy Covent Garden. Stanowi siedzibę Opery Królewskiej i Królewskiego Baletu. Pierwszy budynek teatru został otwarty w pierwszej połowie osiemnastego wieku, gdy wystawiono komedię autorstwa Williama Congreve'a – "The way of the world". Powstał on wówczas przy placu Covent Garden, który bierze swą nazwę od ogrodu klasztoru benedyktynów westminsterskich. Niegdyś mieścił się tu najważniejszy londyński targ kwiatów, owoców i warzyw. Na przestrzeni lat wystawiano tutaj opery, pantomimy, sztuki teatralne.
Zbudowany jest w stylu klasycystycznym oraz w typowym stylu teatru dworskiego. Do dziś Opera Królewska należy do najpiękniejszych i najznakomitszych budynków operowych świata, gdyż od początku istnienia teatr ściąga tłumy widzów z różnych krajów. Na scenie występowały największe gwiazdy opery i baletu, ale nie mniej ważny jest utalentowany zespół techników, projektantów i producentów, odpowiedzialnych za przygotowanie każdego przedstawienia.
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Royal Opera House - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Roześmiała się perliście, kiedy James zachowywał się tak teatralnie, przyłożył dłoń do piersi i przepuścił ją przodem, jakby on był utytułowanym dżentelmenem, ona zaś szlachetną damą. To było miłe, przyjemne, pozwoliło Demelzie poczuć się trochę jak w innym świecie. Świecie do którego żadne z nich nigdy nie należało i należeć nie będzie. Mogli jednak puścić wodze fantazji, czyż nie? Chociaż na chwilę. Skłamałaby mówiąc, że nie chciałaby tego częściej. Wyjść do teatru, opery, baletu, restauracji, eleganckich szat, uprzejmych gestów i najlepiej kieliszka szampana.
- Tak? - odparła, również szeptem, by nie przeszkadzać innym widzom, którzy zajmowali ostatnie miejsca obok nich. Uśmiechała się szeroko, nie wydawała się tym komplementem zawiedziona, dlaczego by miała? Nie była tak kapryśna i zepsuta jak arystokratki, które "wyglądasz pięknie" traktowały jak obrazę, bo było w ich mniemaniu za banalne, proste i leniwe i oczekiwały deklamacji poematów pod swoim adresem. - Chciałabym, by tak było - dodała cicho, wzdychając przy tym leciutko i zdradzając się z tym, że sama nie uważa, aby to była prawda. Demelza nie czuła się dość dobra na takie wnętrza - nie czuła, by pasowała do świata pełnego blichtru, luksusu i bogactwa, chociaż po cichutku trochę o tym marzyła. Kto nie marzył? Pełna sakiewka rozwiązałaby mnóstwo jej problemów. Czasami tancerce wydawało się, że wszystkie.
- Szkolnego chóru? - spytała lekko zaskoczona, oglądając się na Jamesa, unosząc przy tym brwi.
Właściwie to nie przyjrzała się biletom. Uświadomiła sobie, że w liście od skrzypka nie było też żadnych szczegółów jak chociaż tytuł spektaklu. Demelza uznała w domyśle, że to jakaś opera, operetka, może koncert - pewnie nie najpopularniejszy klasyk, bo bilety na nie zwykle bywały najdroższe, ale coś na pewno wartego uwagi, skoro grano to w Royal Opera House. Wyobraziła sobie za dużo, zganiła samą siebie w duchu, bo przecież mogła dopytać.
- Nie wiedziałam, że występują poza Hogwartem... - przyznała szczerze.
Sama nigdy nie była częścią tej grupy, ale nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek słyszała o ich gościnnych występach na scenach prawdziwych teatrów. Kto wie, może teraz dołączyły do nich takie słowicze i syrenie głosy, że można się nimi pochwalić nawet tutaj? Nie zamierzała przekreślać chóru; skupiła uwagę i spojrzenie na wchodzących na scenę uczniach, uśmiechając się przy tym lekko - miło było spojrzeć na tak niewinne i nieświadome jeszcze okropności dorosłego świata buzie. Splotła dłonie na podołku i wsłuchała się w muzykę. Nie znała się na niej tak dobrze jak James, ale miała całkiem niezły słuch - jako tancerka musiała mieć przecież poczucie rytmu. Szybko wyczuła, że coś jest nie tak, że dźwięki poszczególnych instrumentów nie splatają się w całość, ale... Gdy uczniowie Hogwartu otworzyli buzię, by zacząć śpiewać, Demelza zrozumiała, że to nie w muzyce tkwił największy problem.
Dłuższą chwilę siedziała skonsternowana, z nadzieją, że za chwilę wszystko się zmieni. Minuty jednak mijały, a chór Hogwartu brzmiał gorzej niż trytony ponad powierzchnią wody...
- Pewnie po prostu zżera ich trema - szepnęła do Jamesa, chcąc ich usprawiedliwić.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Powrót do góry Go down

Jej śmiech rozbrzmiał w operze, jak najpiękniejsza sonata. Od dwóch lat nie słyszał czegoś podobnego, tak miękkiej i przyjemnej dla ucha barwy. Zawiesił na niej spojrzenie na dłużej, ciemne oczy błysnęły w połyskującym jeszcze świetle otaczających ich świec. Miała w sobie światło, blask, łabędzią czystość, i grację tego nauczyciela wdzięku. Miał szczęście, że zgodziła mu się towarzyszyć. Przyciągała spojrzenia. Te ukradkowe, niby całkiem przypadkowe. Tych wszystkich mężczyzn, dla których ta opera mogłaby być drugim domem. Nim zgasło światło, mógłby przysiąc, para jasnych oczu zawiesiła na niej spojrzenie, w którym było coś podłego; spojrzenie człowieka, któremu klejnot wpadł w oko, i który był gotów wyciągnąć po niego rękę.
— Kiedyś będzie — odparł pewnie i szczerze, patrząc jej przez chwilę w oczy, jakby czaiła się w nich obietnica, że gotów był stanąć do walki o złoto tego świata, by zapewnić jej nie tylko godziwy byt, ale wszystko, co najlepsze. Ciepło, rozchodzące się w jego żołądku pozwalało mu nawet myśleć, że gotów był to zrobić. Dla takiej kobiety jak ona. Dla jednej chwili, jednego momentu, dnia wypełnionego tym perlistym śmiechem i nocą spokojnych oddechów. Zrobił to już raz; porwał z motyką na słońce i nie spłonął w jego ogniu; czerpał energię i siłę z jego blasku, chociaż przez chwilę, krótki moment samoświadomości. Czegoś, co można było nazwać szczęściem. Ale to nie pasowało takim jak oni. Nie miało nigdy wypełniać ich codzienności, a być jedynie garścią okruchów, którymi musieli się zadowolić, śpiewając pieśni i snując opowieści o legendarnych chwilach. — Przyjdzie taki dzień — zaczął cicho, lekko pochylony w jej stronę, patrząc już przed siebie, na scenę. — że siedząc w wiklinowym fotelu, pośród róż, irysów, chabrów i hiacyntów własnego ogrodu, znudzona kolejnymi operetkami, spektaklami i przymiarkami jedwabnych sukni stwierdzisz, że wczoraj było tylko snem. — Uśmiechnął się pod nosem, próbując nie zauważać pierwszych potknięć, zgrzytów. — Ale musisz się pilnować, od nadmiaru luksusu gnije wątroba — przestrzegł ją całkiem konspiracyjnym szeptem i westchnął ciężko, poprawiając się na siedzisku. Złe przeciągnięcie smyczka, źle ułożone palce na gryfie, za nisko, nie w tempie. Dreszcz przebiegł mu po plecach, drżące głosy występujących dzieci przyprawiły go o smutek. Wtedy zrozumiał, że w pierwszej chwili, oślepiony blichtrem i wszechobecnym bogactwem skupił się na fatalnej jakości muzyki, która płynęła do nich prosto ze sceny. Ale jego spojrzenie odnalazło tą piegowatą dziewczynkę w okularach, za bardzo w wybijająca się wysokim głosem ponad swoje koleżanki i tego chłopca z brzuszkiem, który na cymbałach gubił rytm. W sali szybko zapanowało znudzenie, słychać było ciche szepty — nie komentarze, zwyczajne rozmowy. Nikt ich nie słuchał, nikt nie chciał słuchać fałszującego chóru, marnej orkiestry szkolnej grupy. Zajęci sobą bardziej niż własnymi pociechami, bo przecież tu, na publiczności musieli zasiadać rodzice. I nikt nie poświęcał im uwagi. Nikt nie słuchał. Nikt nie patrzył, nie szukał wzrokiem. Myśli gnały dalej; zrobiło mu się zimno. Ci sami rodzice wrócą do domu i rozpoczną tyradę oszczerstw i nagan. Ile listów pełnych pogardy i niezadowolenia pojawi się jutro w Hogwarcie? Ilu czarodziejów tutaj będzie zawiedzionych marnymi umiejętnościami własnych pociech, które wznoszą na wyżyny na pokaz, przy wszystkich innych.
— To okropne — szepnął w końcu, marszcząc brwi. Wyprostował się na fotelu. — Mają ich gdzieś.— Ci czarodzieje, którzy teraz uśmiechają się sztucznie do znajomych, jakby napawało ich wszystko dumą. — To presja.— Ciążyła im na barkach. Spojrzał na Dem z uniesioną prowokacyjnie brwią. — Idziesz ze mną? Chodź.— Szczeniacki uśmiech wykrzywił jego twarz, nie czekał na jej odpowiedź, pociągnął ją za rękę, wstał i od razu ruszył do wyjścia, przechodząc rzędem przed niezadowolonymi słuchaczami.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Here comes trouble
OPCM : 3
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Powrót do góry Go down

Coraz lepiej szło jej wyobrażanie sobie, że wokół wcale nie ma innych ludzi. Tylko ona i ewentualnie jej rozmówca. Tak było dużo łatwiej, kiedy wchodziła na scenę - jedynie ona, melodia i ruch inspirowany historią którą niekiedy tylko Demelza miała w głowie. W operze więc nie zwracanie uwagi na innych, skupienie się na towarzystwie Jamesa przyszło jej prosto - nawet jeśli patrzyli na nich inni, może zdziwieni obecnością dwójki tak młodych czarodziejów na występie szkolnego chóru, może tym, że w ogóle pojawili się w takim miejscu, to nie zwracała na nich uwagi. Wsparła się ręką o podłokietnik, jaki ich dzielił, podbródek zaś oparła o dłoń, spoglądając w oczy Jamesa, kiedy gasły świata, a on cichym i pewnym tonem roztaczał przed nią wizję przyszłości. Przyszłości pięknej, spokojnej i słodkiej. Pełnej kwiatów i miłości. Z jak wielką łatwością poddała się tej wizji, lekko mrużąc przy tym powieki, próbując sobie wyobrazić samą siebie w tym wiklinowym, bujanym fotelu, na werandzie pięknego domu. W ogrodzie bawiłaby się jej córka, tego Demelza była pewna, z gramofonu płynęłaby spokojna muzyka.
- Słodko jest tak marzyć - odparła szeptem, zduszając w sobie żal, że to wydawało się teraz takie nieprawdopodobne i niemożliwe. - A ty gdzie wtedy będziesz? Gdzie chciałbyś być? - spytała Jamesa cicho, otwierając oczy, przesuwając spojrzeniem po jego profilu - ładnie zarysowanym nosie i szczęce. Poczuła nagłe zawstydzenie i miała szczęście, że pogasły światła, bo chyba lekko się zarumieniła. Nieczęsto pozwalała sobie na takie spotkania - po tym jak załamało się jej życie stała się dużo ostrożniejsza w kontaktach z mężczyznami. James zaś miał w sobie coś takiego, tę pewność siebie, niekiedy tańczącą na granicy arogancji, że głosik rozsądku podpowiadał dystans, mimo jego niewątpliwego czaru i uroku osobistego. - Tak? A mówią, że od przybytku głowa nie boli - powiedziała zaczepnie. Chciałaby się przekonać na własnej skórze...
To zabawne, że niekiedy pewniej i swobodniej czuła się na scenie Piórka Feniksa, niż siedząc tak blisko mężczyzny. Chyba łatwiej było sobie wyobrażać, że jest na scenie sama, widzów wcale nie ma, nikt na nią nie patrzy, niż wchodzić w tak bezpośredni kontakt.
Demelza z chęcią doradziłaby to tym wszystkim dzieciom, które śpiewały teraz w Royal Opera House. Śpiew to jednak za dużo powiedziane. To był tak okropny fałsz, że więdły uszy. Na twarzy tancerki pojawił się współczujący wyraz, uśmiechała się, starając uchwycić spojrzenie któregoś z uczniów Hogwartu i uśmiechem tym dodać im otuchy, lecz rozbrzmiewające rozmowy wśród widzów chyba jeszcze bardziej je dobiły - szło coraz gorzej. Podirytowana Fancourt miała ochotę skarcić tych wszystkich dorosłych, rodziców pewnie, że to nie wypada, że to nieładnie i pogarszają sytuację - nie miała jednak na tyle odwagi. Rodzic powinien wspierać swoje dziecko. Zawsze i wszędzie. Niezależnie od wszystkiego. Wiedziała o tym, bo sama takiego wsparcia nigdy nie otrzymała i było ono tym, czego jej najbardziej brakowało (poza sakiewką pełną galeonów). Potrafiła się postawić na miejscu występujących - ona sama po czymś takim otrzymałaby wyjca od rodziców z wrzaskami jak bardzo są nią zawiedzeni.
Gdyby się spisała i otrzymała nawet owacje na stojąco, to ojciec pewnie napisałby list, gdzie omówiłby każdy błąd i co powinna jeszcze poprawić. Taki już był.
- Oni są okropni - poprawiła Doe Demelza, sądząc, że mówi o śpiewie chórzystów. Pokiwała głową ochoczo, zgadzając się z nim w pełni, lecz zrobiła zdziwioną minę, kiedy James wstał. - Gdzie chcesz iść? - spytała go szeptem. Wahała się, ale nigdy nie należała do osób szczególnie asertywnych. Wstała z miejsca i podała Jamesowi dłoń, pozwalając poprowadzić się w stronę wyjścia; obejrzała się jednak przez ramię na scenę i powiedziała cicho: - To chyba nieładnie tak wyjść, będzie im przykro...


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Powrót do góry Go down

Nigdy nie przypuszczał, że miała obycie ze sceną, prawdopodobnie tylko w pierwszych snach po jej poznaniu mogąc ją w ten sposób postrzegać. Fakt, że jej ruch był płynny, jakby sunęła kilka cali nad ziemią ani na moment nie wzbudził w nim czujności. Poruszała się z gracją, naturalną subtelnością — wierzył, że niektóre kobiety po prostu rodziły się z podobnym darem, ale nie wiązał tego z żadną praktyką. Znał dziewczyny, które ruchem bioder potrafiły czarować mężczyzn i sprawiać, że jedli im z ręki; szeptem wydobywały najskrytsze tajemnice, a swoim tańcem zatrzymywały świat dookoła. Była jedną z nich, choć siedząc tu z nią nie miał o tym najmniejszego pojęcia. Przyglądał jej się za to z niewysłowioną przyjemnością, głównie wtedy, gdy sama nie patrzyła. Wtedy mogłaby to uznać, za niegrzeczne. Ale w jej twarzy, profilu było coś przyciągającego. A może w tym spojrzeniu kryla się jakaś nieodkryta tajemnica.
—Z tobą oczywiście — odparł od razu, bez zająknięcia, uśmiechając się stopniowo. Złapał jej spojrzenie na chwilę, pewnie, sugestywnie, by zaraz potem wrócić do wsłuchiwania się w muzykę. Dziecięcy chór nie miał za dobrego dnia. Właściwie grali i śpiewali fatalnie. Włosy na karku jeżyły mu się co chwilę, a muzyka nie była przyjemnością. Ale w tym wszystkim było coś więcej. Coś więcej było ważne — to były tylko dzieci, które rzucono na wielką scenę, otoczono migającymi światłami, licząc, że zachowają się jak dorośli, opanowując swoje zdenerwowanie i wykorzystując wszystkie swoje atuty do perfekcji. Nigdy nie uczył się śpiewu. Nigdy nie uczył się grać z nut, ale jedno i drugie przyszło naturalnie, spontanicznie. Śpiew towarzyszył im od zawsze, codziennie; grał zaś śledząc ruchy wuja, podążając za jego wskazówkami, aż w końcu nauczył się rozróżniać pojedyncze dźwięki i odtwarzać je z pamięci. W muzycznej precyzji pomagały mu smukłe dłonie, które wykorzystywał przy najróżniejszych kradzieżach. To była praktyka, czas, ale i zabawa. Przed tymi dziećmi było jeszcze dużo czasu na naukę — nawet jeśli wiele z nich było niewiele młodszych od samego Doe.
— Może głowa nie boli, ale wątroba gnije, nie wykluczam — mruknął z rozbawieniem, unosząc drwiąco brew. Jeszcze chwilę przed tym, gdy zaryzykował. Nie mógł inaczej. Nie potrafił siedzieć bezczynnie i słuchać tego — nie tylko okropnej muzyki, ale i szmerów. Każdy artysta lubił, gdy widzowie koncentrowali się na jego muzyce. Jeśli nie słuchali to bawili razem z nim. Tu widział tylko pogardę i brak szacunku. Nie mógł przewidzieć, n ale to pomoże, ale prowadząc Demelzę rzędem w stronę wyjścia nie widział innej możliwości. Opuścili salę, wychodząc na pusty korytarz.
— Nie wyjdziemy... tak całkiem — sprostował, kiedy już kroczyli gładkim dywanem w przeciwną do wyjścia stronę. — Złap się mnie.— Podsunął jej rękę, by mogła ją złapać, kiedy mijali elegancko ubranego mężczyznę. Obrócił się za nim przez ramię, a kiedy zniknął za drzwiami prowadzącymi do głównej sali, złapał ją znów za rękę i przyspieszył, przyglądając się drzwiom. Jedne, drugie, trzecie, piąte. Wszystkie prowadziły do wnętrza opery. Ale w końcu do nich dotarli, drzwi prowadzące na zaplecze, garderoby, scenę, za dekoracje. bez wahania je otworzył i wszedł do środka, biorąc czarownicę ze sobą. — Pomożemy im. Nie wiem, czy to coś da, ale może uciszy trochę te rozmowy na sali. Stój. Tu— Szybko i gwałtownie zasłonił ich materiałem dekoracji; ktoś szedł. Nie widział kto, ale minął ich i opuścił ciemny korytarz, w którym już dość dobrze roznosił się dźwięk ze sceny. — Śpiewasz, prawda? Słyszałem kiedyś, jak nucisz pod nosem, szyjąc. Zaśpiewaj — zachęcił ją, kiedy już wyswobodzili się z materiału i znaleźli się znów na korytarzu. Prowadził, pilnując by nikt nie zwrócił na niej większej uwagi. Musieli tylko znaleźć śpiewnik — ale ten z pewnością będzie w garderobie. Kiedy znaleźli się przed odpowiednim pomieszczeniem wślizgnął się do środka i zgodnie z przypuszczeniami znalazł kilka pergaminów. Zabrał je ze sobą, rozglądając się za miejscem, w którym mogli by przycupnąć. — Za dekoracjami?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Here comes trouble
OPCM : 3
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Powrót do góry Go down

Zastanawiała się czasem, czy James zdążył się już dowiedzieć o tym, że pracowała w klubie Piórko Feniksa jako tancerka - i to tancerka burleski. Występowała na scenie klubu pod własnym nazwiskiem, choć najczęściej używano po prostu jej imienia, a nie należało ono do szczególnie rzadkich wśród czarodziejów. Burleskowe tancerki zresztą nie cieszyły się takim zainteresowaniem mediów i opinii publicznej jak aktorki sceniczne, czy primabaleriny - mimo wszystko czuła się dość anonimowa. Nie kłamała jednak pytana, nie zaprzeczała, sądziła, że tego nie ukrywa. Po prostu nie przyznawała się, jeśli nie musiała, ot co. W rozmowach z Jamesem nigdy jakoś nie miała okazji, aby mu się pochwalić swoją ścieżką zawodową - poza tym, że zajmowała się też tworzeniem magicznych szat na prywatne zamówienia. Może po prostu wolała, aby nie patrzył na nią przez pryzmat rozbierania się na scenie? Demelza miała wtedy wrażenie, że traktuje ją trochę inaczej. A może jedynie jej się tak wydawało? Pamiętała przecież go z Hogwartu, kiedy to on i Marcellus byli jak papużki nierozłączki, dwaj Gryfoni. Przyjaźnili się dalej, Marcelius zaś dobrze zdawał sobie sprawę z tego co dzieje się w Piórku Feniksa po zmroku - ale i on nigdy nie miał okazji zasiąść na widowni. Powiedział Jamesowi? Z jednej strony nie byłoby w tym nic dziwnego, z drugiej to po co mieliby w ogóle o niej rozmawiać? Demelza zaś wolała nie pytać.
Przygryzła wargę, kiedy James śmiało, sugestywnie odpowiedział, że będzie wtedy z nią. Chciałby być wtedy z nią? Tylko w jaki sposób? Czy to zaproszenie do opery było czymś więcej, niż przyjacielskim zaproszeniem? Często miała wrażenie, że Doe starał się z nią flirtować, dotychczas jednak zrzucała to po prostu na karb jego czarującego usposobienia - wydawał się bawidamkiem. Ona zaś obiecała sobie, że w obecności takich bawidamków właśnie pozostanie ostrożna. Bardzo ostrożna. Raz się sparzyła i to mocno. Nie odpowiedziała więc, skupiając się, tak jak on, na muzyce, na występie chóru - nawet jeśli to byli tylko uczniowie, to zasługiwali na pełnię uwagi.
Może szczególnie teraz, kiedy dorastali i nabierali pewności siebie, bądź wprost przeciwnie - popadali w kompleksy. Wiek nastoletni był szczególny, kształtował człowieka na resztę życia, tymczasem chórzyści z Hogwartu doznali dzisiaj okropnej niesprawiedliwości, którą jedynie James i Demelza zdawali się dostrzegać. Nie szło im najlepiej, lecz te rozmowy, ignorowanie ich występu na pewno nie polepszy sytuacji. Wprost przeciwnie. Fancourt nie mogła oprzeć wrażeniu, że to jedynie podkopuje dołek pod nimi i czuła się tym tak samo sfrustrowana jak James, za którym podążyła, opuszczając salę, gdzie odbywał się występ.
- Co chcesz zrobić? - spytała szeptem, ale mimo niewiedzy wsunęła rękę pod jego ramię, gdy mijali eleganckiego gościa. Szła za Jamesem posłusznie, nie wiedząc dokąd idą i jaki mają cel. Zaczynała się martwić. - Chyba nie powinno nas tutaj być - powiedziała cicho, wyraźnie zaniepokojona i niepewna, bo naprawdę nie powinni byli wchodzić za kulisy. Tymczasem wędrowali za nimi niby pracownicy Royal Opera House. Gdyby ktoś ich przyłapał... - Będziemy mieć kłopoty, James - ostrzegła go. Ale mimo wszystko się nie cofnęła.
Spłoszona schowała się za materiałem, gdy ktoś szedł. Zastanawiała się nad słowami Jamesa -jak zamierzał im pomóc? Co mogli zrobić? Czy to nie pogorszy jedynie całej sytuacji. - Trochę śpiewam... - przyznała, wychylając się zza materiału, kiedy niebezpieczeństwo już minęło. Nikt ich jeszcze nie przyłapał - to jakiś cud. - Jesteś tego pewien? A jak nas wyrzucą? - spytała niepewnie, odbierając od Jamesa pergaminy ze śpiewnikiem; powiodła po nim spojrzeniem i nadstawiła ucho, starając się zorientować co akurat śpiewał chór.
Dała się Jamesowi przekonać. Podążyła za nim za kulisy, oboje schowali się za dekoracjami. Spojrzała jeszcze raz w jego oczy i nabrała pewności, że może ma to sens - jego pewna mina dodała otuchy i Demelzie. Zaczekała więc do następnej zwrotki piosenki, wzięła głęboki oddech i dołączyła do chóru, choć nawet nie miała pewności, że jej głos przebrzmi pod ich liczne.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Powrót do góry Go down

Nie poruszali jej tematu z Marcelem. Nie miał pojęcia o tym, że nocą rozpinała suknię i przywdziewała opięte gorsety, pióra, koronkę. Skłamałby zaprzeczając, że jego myśli nigdy nie uciekały w takich kierunkach, ale nie było w tym nic zaskakującego. Fancourt była wyjątkowo atrakcyjną kobietą, a swoim wdziękiem i czarem pobudzała niejedną męską wyobraźnię. Przed laty w szkole podążał za nią spojrzeniem — i nie za nią jedną, chłopięce zauroczenia przychodziły gwałtownie i odchodziły równie szybko, ulotne, powierzchowne nawet jeśli intensywne. Ale do opery nie zaprosił ją przez nagły zryw serca, nawet jeśli złamanego. Niczego także nie zakładał w swych planach, doskwierała mu jednak samotność, pragnienie wykorzystania danej szansy okazało się być doskonałym powodem do tego, by odmienić jeden z wieczorów, odczarować brud, biedę i wojnę na krótką chwilę, zapomnieć o szarościach za drzwiami mieniącego się karmazynem i złotem gmachu. Nie spodziewał się upiornego fałszu, dramatu rozgrywanego na deskach takiej opery, a może raczej pomiędzy sceną, a niezbyt zainteresowaną widownią. Może to echo jego własnych trudności w szkole sprawiło, że posłuchał wewnętrznego głosu, który nakazał mu wstać i podjąć jakieś kroki. Nie wiedział, co robić, nie myślał za wiele. Po prostu dał ponieść się własnym nogom, by zobaczyć dokąd go zaprowadzą. Zaplecze, korytarz prowadzący na scenę, do pomieszczeń technicznych, garderoby. Tutaj też panowała cisza, nikt się nie krzątał — inaczej musiało wyglądać podczas występów wielkich artystów, gdzie następowała zmiana scenografii, aktorów, muzyków. Tu nie było nikogo. Z daleka dostrzegł odwróconą do nich tyłem nauczyciele z Hogwartu, wiedział, że to ona — pamiętał ją jeszcze i to, jak próbowała go przekonać, że jego dołączenie do dziecięcej grupy śpiewaków dobrze mu zrobi.
— Zdecydowanie nie powinno nas tutaj być — powtórzył po niej z pełną powagą, rozglądając się dookoła. Czujnie i bacznie. Nikt nie musiał na nich zwrócić uwagi, ale z pewnością rzuciliby się w oczy ochronie, dlatego musieli uważać. — Czujesz ten dreszczyk emocji? — spytał po chwili, zdając sobie sprawę, że takie zachowanie to tylko dla niego była codzienność. Kradzieże, ucieczki, szmuglerstwo i krętactwo — dorabiał tak od lat. Mnożył pieniądze na ulicznych sztuczkach, odwracając zwinnymi dłońmi uwagę od brata obrabiającego portmonetki. Spojrzał na nią, by zobaczyć, czy się bała, czy może była niezadowolona — on nie czuł ani strachu, ani nawet większych emocji. Co najgorszego mogło się stać? — Najwyżej nas wyrzucą i już nigdy nie zaproszą — wyjaśnił z rozbawieniem, nie biorąc przy tym jednak pod uwagę, że kobiet taka jak Demelza nie chciała wcale takiego życia, a opinia ludzi i sposób, w jaki ją traktowano był dla niej wyjątkowo ważny. Dopiero po chwili uświadomił sobie, jak trudno mu się wczuć w skórę obcych. — Nie, nikt nas nie wyrzuci. Wszystko będzie w porządku — obiecał jej cicho, obdarzając ją ciepłym spojrzeniem. — Zaśpiewamy, trochę głośniej, ale nie na tyle, by się przebić. Spróbujemy przykryć trochę fałsz, może zwrócą na nich uwagę w końcu. A potem wymkniemy się tylnym wyjściem. Jakieś musi tu być — zaproponował, czekając przy tym na jej zdanie. — Albo głównym, jeśli masz ochotę jeszcze się przejść, chwilę tu pobyć.— Może chciała? Może tego potrzebowała? Tego bogactwa, luksusu?
Wspięli się na scenę, ale pozostawali zupełnie niewidoczni — za wysoko zawieszonymi płachtami materiału, za dekoracjami przed którymi stał chór. Przemknął po pergaminie, ale to Demelza znalazła pierwsza właściwy fragment. Zawtórował jej, próbując zgrać się z głosami dzieci, na tyle wyraźnie, by pomóc im chwycić tempo, przykryć cześć niedoskonałości i na tyle miękko, by nie wybrzmieć zbyt daleko. Nie słyszał, już głośnych rozmów ze strony publiczności, ale to mogło być tylko złudzenie. Akustyka takich miejsc opierała się na tym, by roznosić dźwięk ze sceny na widownię, nie odwrotnie. Ale jakikolwiek to wywołało efekt — czy wywołało jakikolwiek, był spokojniejszy z myślą, że nie uczestniczyli w tym po drugiej stronie.
Kiedy wszystko dobiegło końca, nastała cisza, a później oklaski. Zasłużone oklaski dla dzieci — pełnych tremy i stresu. To był czas na to, by zniknęli z miejsca zbrodni.
— Idziemy?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Here comes trouble
OPCM : 3
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Powrót do góry Go down

Fakt, że nie powinno ich być za kulisami nie wydawał się robić na Jamesie żadnego wrażenia. Odpowiedział jej z powagą, Demelza nie mogła jednak oprzeć się uczuciu, że wcale mu to nie przeszkadzało i nie wadziło tak jak jej samej. Zawsze miała wrażenie, że lekkie naginanie zasad po prostu sprawia mu przyjemność. Potwierdził to, kiedy spytał, czy czuła dreszczyk emocji. Demelza pokiwała głową, nie był to jednak taki dreszczyk, jaki Doe zapewne miał na myśli. W jego przypadku mogła być to ekscytacja, lekkie podniecenie, coś nieokreślonego, lecz pozytywnego. Uczucia tancerki krążyły jednak na innej orbicie - czuła się raczej poddenerwowana i zaniepokojona. Dopóki nie zasugerował, że wyrzucą ich i nigdy już nie pozwolą tu wejść Dem minę miała raczej zmieszaną, po chwili jednak rzeczywiście ustąpiła wyrazowi lęku i zmartwienia. Nie chciała, aby to się tak skończyło. Pragnęła jeszcze tutaj wrócić. Nie raz i nie dwa. Uwielbiała sztukę, uwielbiała operę, uwielbiała muzykę. Trochę nie wierzyła, że Jamesowi to nie przeszkadzało... Musiał jednak dostrzec minę czarownicy, bo zaraz się zrflektował.
- No dobrze. Zaufam ci - odpowiedziała cicho.
Znów dała się przekonać. Dziwne aż, ze nikt tego nie dostrzegł w latach szkolnych. Demelza, sama z siebie, stroniła od łamania regulaminów. Nie wyznawała reguły "zasady są po to, aby je łamać". Nie można było rzec, by zachowywała się wprost przeciwnie i regulaminy były dlań świętością - raczej wychowano ją na kogoś, kto nie lubił wpadać w kłopoty. Na nieszczęście Demelzy - to kłopoty zawsze znajdywały ją. Łapały w swoje sidła i nie zamierzały puszczać. Nie miały zresztą szczególnie trudnego zadania. Tak jak James Doe z namówieniem ją na wejście za kulisy sceny i dołączenie do chóru z Hogwartu w ramach wsparcia. Nie tylko moralnego.
- W porządku. Ciekawe, czy się zorientują... - odszepnęła.
To jak się wydostaną z tej całej sytuacji pozostawiała już Jamesowi. Chyba wiedział co robi. Mówił tak pewnie. A może nie? Nieważne. I tak będą musieli jakoś stąd wyjść. Idea całego tego psikusa była naprawdę szczytna. Szlachetna wręcz. James nie chciał im zaszkodzić, a pomóc - właściwie to Demelzę wzruszyło. Chyba nie sądziła, że będzie miał tyle współczucia, empatii i uczucia dla obcych dzieci. Może po prostu za słabo go znała?
Znalazłszy się za sceną, za dekoracjami, ze śpiewnikami w rękach dołączyli do chóru. Żadne z nich nie było wybitnym śpiewakiem, lecz i tak ich głosy rozbrzmiały czyściej i głośniej niż fałsz uczniów Hogwartu. Rozmowy chyba nieco ucichły, a może jedynie Fancourt się tak wydawało? Może to tylko złudzenie, podszept romantycznej, wrażliwej wyobraźni, która pragnęła widzieć w ludziach więcej dobra, niż faktycznie w nich było. Rozbrzmiały oklaski, a Demelza uśmiechnęła się ciepło do Jamesa - nie żałowała, ze dała się namówić.
- Idziemy - zgodziła się cicho, podając mu swoją dłoń, po czym znów podążył jego śladem - chyba cudem wymknęli się niepostrzeżenie.

| ztx2 :pwease:


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man

OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Powrót do góry Go down

22 stycznia 1958

Nad Londynem szalała śnieżna burza. Nadciągnęła zima stulecia, tak surowa, że niektóre miejsca w Wielkiej Brytanii zostały zupełnie odcięte od reszty świata. Ludzie marzli, brakowało im opału i jedzenia, sytuacja stawała się coraz gorsza. W większości stolicy nie było inaczej. Miasto zostało niemal zakopane pod grubą pierzyną śniegu. Rankiem na ulicach znajdywano zamarzniętych i głodujących, lecz wszystkie te tragedie w ogóle nie zaprzątały głowy Fantine Rosier, w pełni skupionej na oglądaniu jednej z najsłynniejszych, francuskich operetek - Orfeusz w piekle, napisanej przez Jacquesa Offenbacha. Budynek Royal Opera House był magiczny, zaczarowany, nad Londynem szalała burza, w środku opery było jednak zupełnie cicho - zadbano odpowiednią akustykę i komfort szlachetnie urodzonych gości. Za to Fantine czuła się wdzięczna. Pomimo szalejącej na zewnątrz wojny Ministerstwo Magii zadbało, aby sztuka nie ucichła, nie zamilkła. Spektakli wystawiano o wiele mniej, najważniejsze jednak, że takie miejsca działać nie przestały. Inaczej Fantine popadłaby chyba w rozpacz, a Zakon Feniksa i rebelia Harolda Longbottoma nieustanne psuła jej krew i plany.
Westchnęła lekko, gdy przebrany za pszczelarza Arysta Pluton podał Eurydyce truciznę do wypicia, aby porwać ją do swojego królestwa. Obserwowała krótką rozpacz Orfeusza, opierając się wygodniej o miękkie, obite perkalem krzesło, zachwycona barwą głosu śpiewaka. Z żalem przyjęła koniec aktu pierwszego. Blask świec rozgonił ciemność w wielkiej sali, zaś kurtyna opadła na scenę. Czekała ich krótka przerwa, kiedy to szlachetni goście mogli opuścić swoje loże, by napić się dobrego wina i porozmawiać o operetce.
Fantine podniosła się ze swego miejsc, opuściła jeden z balkonów, by wyjść na korytarz wraz ze swoją kuzynką, która w grudniu przyjechała do Chateau Rose na okres świąteczny z Francji i zdecydowała się zostać w Wielkiej Brytanii przez jakiś czas. Róża z przyjemnością spędzała z nią czas i pragnęła pokazać jej jak najwięcej, między innymi dlatego zdecydowała się odwiedzić Royal Opera House. Przeprosiła jednak Anhelique na chwilę, kiedy z tłumu wyłowiła spojrzeniem znajomą twarz. Piękną, niemalże posągową, przywodzącą na myśl półwilę. Przyznać musiała, że dawno jej nie widziała i ucieszyła się na widok lady Lestrange. Bez wahania zdecydowała się podejść, nie dostrzegając chwilowo obok niej nikogo innego, z kieliszkiem szampana w ręku; prezentowała się jak na lady Kent przystało - w czerwieni, choć bledszej niż zazwyczaj, do której dobrała złotą biżuterię z onyksami. Ciemnoczekoladowe włosy służąca upięła jej w misterny kok wysoko nad karkiem.
- Dobry wieczór, lady Lestrange, cóż za miła niespodzianka - zagadnęła kobietę uprzejmie, dygając lekko, elegancko, zgodnie z etykietą; była odeń młodsza, była panną i nie miała dzieci, czuła więc, że powinna uczynić to pierwsza. - Minęło zbyt wiele czasu od naszego ostatniego spotkania. Żałuję, że nie miałyśmy okazji, by porozmawiać podczas sabatu lady Nott.



time to dance
Fantine Rosier
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 22
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457

Powrót do góry Go down

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Royal Opera House

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach