Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Royal Opera House
AutorWiadomość
Royal Opera House [odnośnik]10.03.12 22:22
First topic message reminder :

Royal Opera House

★★★★
Royal Opera House to jeden z najważniejszych gmachów operowych w Londynie, znajdujący się w centralnej części miasta – w dzielnicy Covent Garden. Stanowi siedzibę Opery Królewskiej i Królewskiego Baletu. Pierwszy budynek teatru został otwarty w pierwszej połowie osiemnastego wieku, gdy wystawiono komedię autorstwa Williama Congreve'a – "The way of the world". Powstał on wówczas przy placu Covent Garden, który bierze swą nazwę od ogrodu klasztoru benedyktynów westminsterskich. Niegdyś mieścił się tu najważniejszy londyński targ kwiatów, owoców i warzyw. Na przestrzeni lat wystawiano tutaj opery, pantomimy, sztuki teatralne.
Zbudowany jest w stylu klasycystycznym oraz w typowym stylu teatru dworskiego. Do dziś Opera Królewska należy do najpiękniejszych i najznakomitszych budynków operowych świata, gdyż od początku istnienia teatr ściąga tłumy widzów z różnych krajów. Na scenie występowały największe gwiazdy opery i baletu, ale nie mniej ważny jest utalentowany zespół techników, projektantów i producentów, odpowiedzialnych za przygotowanie każdego przedstawienia.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Royal Opera House - Page 13 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Royal Opera House [odnośnik]27.07.21 21:48
Roześmiała się perliście, kiedy James zachowywał się tak teatralnie, przyłożył dłoń do piersi i przepuścił ją przodem, jakby on był utytułowanym dżentelmenem, ona zaś szlachetną damą. To było miłe, przyjemne, pozwoliło Demelzie poczuć się trochę jak w innym świecie. Świecie do którego żadne z nich nigdy nie należało i należeć nie będzie. Mogli jednak puścić wodze fantazji, czyż nie? Chociaż na chwilę. Skłamałaby mówiąc, że nie chciałaby tego częściej. Wyjść do teatru, opery, baletu, restauracji, eleganckich szat, uprzejmych gestów i najlepiej kieliszka szampana.
- Tak? - odparła, również szeptem, by nie przeszkadzać innym widzom, którzy zajmowali ostatnie miejsca obok nich. Uśmiechała się szeroko, nie wydawała się tym komplementem zawiedziona, dlaczego by miała? Nie była tak kapryśna i zepsuta jak arystokratki, które "wyglądasz pięknie" traktowały jak obrazę, bo było w ich mniemaniu za banalne, proste i leniwe i oczekiwały deklamacji poematów pod swoim adresem. - Chciałabym, by tak było - dodała cicho, wzdychając przy tym leciutko i zdradzając się z tym, że sama nie uważa, aby to była prawda. Demelza nie czuła się dość dobra na takie wnętrza - nie czuła, by pasowała do świata pełnego blichtru, luksusu i bogactwa, chociaż po cichutku trochę o tym marzyła. Kto nie marzył? Pełna sakiewka rozwiązałaby mnóstwo jej problemów. Czasami tancerce wydawało się, że wszystkie.
- Szkolnego chóru? - spytała lekko zaskoczona, oglądając się na Jamesa, unosząc przy tym brwi.
Właściwie to nie przyjrzała się biletom. Uświadomiła sobie, że w liście od skrzypka nie było też żadnych szczegółów jak chociaż tytuł spektaklu. Demelza uznała w domyśle, że to jakaś opera, operetka, może koncert - pewnie nie najpopularniejszy klasyk, bo bilety na nie zwykle bywały najdroższe, ale coś na pewno wartego uwagi, skoro grano to w Royal Opera House. Wyobraziła sobie za dużo, zganiła samą siebie w duchu, bo przecież mogła dopytać.
- Nie wiedziałam, że występują poza Hogwartem... - przyznała szczerze.
Sama nigdy nie była częścią tej grupy, ale nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek słyszała o ich gościnnych występach na scenach prawdziwych teatrów. Kto wie, może teraz dołączyły do nich takie słowicze i syrenie głosy, że można się nimi pochwalić nawet tutaj? Nie zamierzała przekreślać chóru; skupiła uwagę i spojrzenie na wchodzących na scenę uczniach, uśmiechając się przy tym lekko - miło było spojrzeć na tak niewinne i nieświadome jeszcze okropności dorosłego świata buzie. Splotła dłonie na podołku i wsłuchała się w muzykę. Nie znała się na niej tak dobrze jak James, ale miała całkiem niezły słuch - jako tancerka musiała mieć przecież poczucie rytmu. Szybko wyczuła, że coś jest nie tak, że dźwięki poszczególnych instrumentów nie splatają się w całość, ale... Gdy uczniowie Hogwartu otworzyli buzię, by zacząć śpiewać, Demelza zrozumiała, że to nie w muzyce tkwił największy problem.
Dłuższą chwilę siedziała skonsternowana, z nadzieją, że za chwilę wszystko się zmieni. Minuty jednak mijały, a chór Hogwartu brzmiał gorzej niż trytony ponad powierzchnią wody...
- Pewnie po prostu zżera ich trema - szepnęła do Jamesa, chcąc ich usprawiedliwić.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Royal Opera House [odnośnik]28.07.21 23:35
Jej śmiech rozbrzmiał w operze, jak najpiękniejsza sonata. Od dwóch lat nie słyszał czegoś podobnego, tak miękkiej i przyjemnej dla ucha barwy. Zawiesił na niej spojrzenie na dłużej, ciemne oczy błysnęły w połyskującym jeszcze świetle otaczających ich świec. Miała w sobie światło, blask, łabędzią czystość, i grację tego nauczyciela wdzięku. Miał szczęście, że zgodziła mu się towarzyszyć. Przyciągała spojrzenia. Te ukradkowe, niby całkiem przypadkowe. Tych wszystkich mężczyzn, dla których ta opera mogłaby być drugim domem. Nim zgasło światło, mógłby przysiąc, para jasnych oczu zawiesiła na niej spojrzenie, w którym było coś podłego; spojrzenie człowieka, któremu klejnot wpadł w oko, i który był gotów wyciągnąć po niego rękę.
— Kiedyś będzie — odparł pewnie i szczerze, patrząc jej przez chwilę w oczy, jakby czaiła się w nich obietnica, że gotów był stanąć do walki o złoto tego świata, by zapewnić jej nie tylko godziwy byt, ale wszystko, co najlepsze. Ciepło, rozchodzące się w jego żołądku pozwalało mu nawet myśleć, że gotów był to zrobić. Dla takiej kobiety jak ona. Dla jednej chwili, jednego momentu, dnia wypełnionego tym perlistym śmiechem i nocą spokojnych oddechów. Zrobił to już raz; porwał z motyką na słońce i nie spłonął w jego ogniu; czerpał energię i siłę z jego blasku, chociaż przez chwilę, krótki moment samoświadomości. Czegoś, co można było nazwać szczęściem. Ale to nie pasowało takim jak oni. Nie miało nigdy wypełniać ich codzienności, a być jedynie garścią okruchów, którymi musieli się zadowolić, śpiewając pieśni i snując opowieści o legendarnych chwilach. — Przyjdzie taki dzień — zaczął cicho, lekko pochylony w jej stronę, patrząc już przed siebie, na scenę. — że siedząc w wiklinowym fotelu, pośród róż, irysów, chabrów i hiacyntów własnego ogrodu, znudzona kolejnymi operetkami, spektaklami i przymiarkami jedwabnych sukni stwierdzisz, że wczoraj było tylko snem. — Uśmiechnął się pod nosem, próbując nie zauważać pierwszych potknięć, zgrzytów. — Ale musisz się pilnować, od nadmiaru luksusu gnije wątroba — przestrzegł ją całkiem konspiracyjnym szeptem i westchnął ciężko, poprawiając się na siedzisku. Złe przeciągnięcie smyczka, źle ułożone palce na gryfie, za nisko, nie w tempie. Dreszcz przebiegł mu po plecach, drżące głosy występujących dzieci przyprawiły go o smutek. Wtedy zrozumiał, że w pierwszej chwili, oślepiony blichtrem i wszechobecnym bogactwem skupił się na fatalnej jakości muzyki, która płynęła do nich prosto ze sceny. Ale jego spojrzenie odnalazło tą piegowatą dziewczynkę w okularach, za bardzo w wybijająca się wysokim głosem ponad swoje koleżanki i tego chłopca z brzuszkiem, który na cymbałach gubił rytm. W sali szybko zapanowało znudzenie, słychać było ciche szepty — nie komentarze, zwyczajne rozmowy. Nikt ich nie słuchał, nikt nie chciał słuchać fałszującego chóru, marnej orkiestry szkolnej grupy. Zajęci sobą bardziej niż własnymi pociechami, bo przecież tu, na publiczności musieli zasiadać rodzice. I nikt nie poświęcał im uwagi. Nikt nie słuchał. Nikt nie patrzył, nie szukał wzrokiem. Myśli gnały dalej; zrobiło mu się zimno. Ci sami rodzice wrócą do domu i rozpoczną tyradę oszczerstw i nagan. Ile listów pełnych pogardy i niezadowolenia pojawi się jutro w Hogwarcie? Ilu czarodziejów tutaj będzie zawiedzionych marnymi umiejętnościami własnych pociech, które wznoszą na wyżyny na pokaz, przy wszystkich innych.
— To okropne — szepnął w końcu, marszcząc brwi. Wyprostował się na fotelu. — Mają ich gdzieś.— Ci czarodzieje, którzy teraz uśmiechają się sztucznie do znajomych, jakby napawało ich wszystko dumą. — To presja.— Ciążyła im na barkach. Spojrzał na Dem z uniesioną prowokacyjnie brwią. — Idziesz ze mną? Chodź.— Szczeniacki uśmiech wykrzywił jego twarz, nie czekał na jej odpowiedź, pociągnął ją za rękę, wstał i od razu ruszył do wyjścia, przechodząc rzędem przed niezadowolonymi słuchaczami.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Royal Opera House [odnośnik]30.07.21 13:15
Coraz lepiej szło jej wyobrażanie sobie, że wokół wcale nie ma innych ludzi. Tylko ona i ewentualnie jej rozmówca. Tak było dużo łatwiej, kiedy wchodziła na scenę - jedynie ona, melodia i ruch inspirowany historią którą niekiedy tylko Demelza miała w głowie. W operze więc nie zwracanie uwagi na innych, skupienie się na towarzystwie Jamesa przyszło jej prosto - nawet jeśli patrzyli na nich inni, może zdziwieni obecnością dwójki tak młodych czarodziejów na występie szkolnego chóru, może tym, że w ogóle pojawili się w takim miejscu, to nie zwracała na nich uwagi. Wsparła się ręką o podłokietnik, jaki ich dzielił, podbródek zaś oparła o dłoń, spoglądając w oczy Jamesa, kiedy gasły świata, a on cichym i pewnym tonem roztaczał przed nią wizję przyszłości. Przyszłości pięknej, spokojnej i słodkiej. Pełnej kwiatów i miłości. Z jak wielką łatwością poddała się tej wizji, lekko mrużąc przy tym powieki, próbując sobie wyobrazić samą siebie w tym wiklinowym, bujanym fotelu, na werandzie pięknego domu. W ogrodzie bawiłaby się jej córka, tego Demelza była pewna, z gramofonu płynęłaby spokojna muzyka.
- Słodko jest tak marzyć - odparła szeptem, zduszając w sobie żal, że to wydawało się teraz takie nieprawdopodobne i niemożliwe. - A ty gdzie wtedy będziesz? Gdzie chciałbyś być? - spytała Jamesa cicho, otwierając oczy, przesuwając spojrzeniem po jego profilu - ładnie zarysowanym nosie i szczęce. Poczuła nagłe zawstydzenie i miała szczęście, że pogasły światła, bo chyba lekko się zarumieniła. Nieczęsto pozwalała sobie na takie spotkania - po tym jak załamało się jej życie stała się dużo ostrożniejsza w kontaktach z mężczyznami. James zaś miał w sobie coś takiego, tę pewność siebie, niekiedy tańczącą na granicy arogancji, że głosik rozsądku podpowiadał dystans, mimo jego niewątpliwego czaru i uroku osobistego. - Tak? A mówią, że od przybytku głowa nie boli - powiedziała zaczepnie. Chciałaby się przekonać na własnej skórze...
To zabawne, że niekiedy pewniej i swobodniej czuła się na scenie Piórka Feniksa, niż siedząc tak blisko mężczyzny. Chyba łatwiej było sobie wyobrażać, że jest na scenie sama, widzów wcale nie ma, nikt na nią nie patrzy, niż wchodzić w tak bezpośredni kontakt.
Demelza z chęcią doradziłaby to tym wszystkim dzieciom, które śpiewały teraz w Royal Opera House. Śpiew to jednak za dużo powiedziane. To był tak okropny fałsz, że więdły uszy. Na twarzy tancerki pojawił się współczujący wyraz, uśmiechała się, starając uchwycić spojrzenie któregoś z uczniów Hogwartu i uśmiechem tym dodać im otuchy, lecz rozbrzmiewające rozmowy wśród widzów chyba jeszcze bardziej je dobiły - szło coraz gorzej. Podirytowana Fancourt miała ochotę skarcić tych wszystkich dorosłych, rodziców pewnie, że to nie wypada, że to nieładnie i pogarszają sytuację - nie miała jednak na tyle odwagi. Rodzic powinien wspierać swoje dziecko. Zawsze i wszędzie. Niezależnie od wszystkiego. Wiedziała o tym, bo sama takiego wsparcia nigdy nie otrzymała i było ono tym, czego jej najbardziej brakowało (poza sakiewką pełną galeonów). Potrafiła się postawić na miejscu występujących - ona sama po czymś takim otrzymałaby wyjca od rodziców z wrzaskami jak bardzo są nią zawiedzeni.
Gdyby się spisała i otrzymała nawet owacje na stojąco, to ojciec pewnie napisałby list, gdzie omówiłby każdy błąd i co powinna jeszcze poprawić. Taki już był.
- Oni są okropni - poprawiła Doe Demelza, sądząc, że mówi o śpiewie chórzystów. Pokiwała głową ochoczo, zgadzając się z nim w pełni, lecz zrobiła zdziwioną minę, kiedy James wstał. - Gdzie chcesz iść? - spytała go szeptem. Wahała się, ale nigdy nie należała do osób szczególnie asertywnych. Wstała z miejsca i podała Jamesowi dłoń, pozwalając poprowadzić się w stronę wyjścia; obejrzała się jednak przez ramię na scenę i powiedziała cicho: - To chyba nieładnie tak wyjść, będzie im przykro...


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Royal Opera House [odnośnik]31.07.21 15:00
Nigdy nie przypuszczał, że miała obycie ze sceną, prawdopodobnie tylko w pierwszych snach po jej poznaniu mogąc ją w ten sposób postrzegać. Fakt, że jej ruch był płynny, jakby sunęła kilka cali nad ziemią ani na moment nie wzbudził w nim czujności. Poruszała się z gracją, naturalną subtelnością — wierzył, że niektóre kobiety po prostu rodziły się z podobnym darem, ale nie wiązał tego z żadną praktyką. Znał dziewczyny, które ruchem bioder potrafiły czarować mężczyzn i sprawiać, że jedli im z ręki; szeptem wydobywały najskrytsze tajemnice, a swoim tańcem zatrzymywały świat dookoła. Była jedną z nich, choć siedząc tu z nią nie miał o tym najmniejszego pojęcia. Przyglądał jej się za to z niewysłowioną przyjemnością, głównie wtedy, gdy sama nie patrzyła. Wtedy mogłaby to uznać, za niegrzeczne. Ale w jej twarzy, profilu było coś przyciągającego. A może w tym spojrzeniu kryla się jakaś nieodkryta tajemnica.
—Z tobą oczywiście — odparł od razu, bez zająknięcia, uśmiechając się stopniowo. Złapał jej spojrzenie na chwilę, pewnie, sugestywnie, by zaraz potem wrócić do wsłuchiwania się w muzykę. Dziecięcy chór nie miał za dobrego dnia. Właściwie grali i śpiewali fatalnie. Włosy na karku jeżyły mu się co chwilę, a muzyka nie była przyjemnością. Ale w tym wszystkim było coś więcej. Coś więcej było ważne — to były tylko dzieci, które rzucono na wielką scenę, otoczono migającymi światłami, licząc, że zachowają się jak dorośli, opanowując swoje zdenerwowanie i wykorzystując wszystkie swoje atuty do perfekcji. Nigdy nie uczył się śpiewu. Nigdy nie uczył się grać z nut, ale jedno i drugie przyszło naturalnie, spontanicznie. Śpiew towarzyszył im od zawsze, codziennie; grał zaś śledząc ruchy wuja, podążając za jego wskazówkami, aż w końcu nauczył się rozróżniać pojedyncze dźwięki i odtwarzać je z pamięci. W muzycznej precyzji pomagały mu smukłe dłonie, które wykorzystywał przy najróżniejszych kradzieżach. To była praktyka, czas, ale i zabawa. Przed tymi dziećmi było jeszcze dużo czasu na naukę — nawet jeśli wiele z nich było niewiele młodszych od samego Doe.
— Może głowa nie boli, ale wątroba gnije, nie wykluczam — mruknął z rozbawieniem, unosząc drwiąco brew. Jeszcze chwilę przed tym, gdy zaryzykował. Nie mógł inaczej. Nie potrafił siedzieć bezczynnie i słuchać tego — nie tylko okropnej muzyki, ale i szmerów. Każdy artysta lubił, gdy widzowie koncentrowali się na jego muzyce. Jeśli nie słuchali to bawili razem z nim. Tu widział tylko pogardę i brak szacunku. Nie mógł przewidzieć, n ale to pomoże, ale prowadząc Demelzę rzędem w stronę wyjścia nie widział innej możliwości. Opuścili salę, wychodząc na pusty korytarz.
— Nie wyjdziemy... tak całkiem — sprostował, kiedy już kroczyli gładkim dywanem w przeciwną do wyjścia stronę. — Złap się mnie.— Podsunął jej rękę, by mogła ją złapać, kiedy mijali elegancko ubranego mężczyznę. Obrócił się za nim przez ramię, a kiedy zniknął za drzwiami prowadzącymi do głównej sali, złapał ją znów za rękę i przyspieszył, przyglądając się drzwiom. Jedne, drugie, trzecie, piąte. Wszystkie prowadziły do wnętrza opery. Ale w końcu do nich dotarli, drzwi prowadzące na zaplecze, garderoby, scenę, za dekoracje. bez wahania je otworzył i wszedł do środka, biorąc czarownicę ze sobą. — Pomożemy im. Nie wiem, czy to coś da, ale może uciszy trochę te rozmowy na sali. Stój. Tu— Szybko i gwałtownie zasłonił ich materiałem dekoracji; ktoś szedł. Nie widział kto, ale minął ich i opuścił ciemny korytarz, w którym już dość dobrze roznosił się dźwięk ze sceny. — Śpiewasz, prawda? Słyszałem kiedyś, jak nucisz pod nosem, szyjąc. Zaśpiewaj — zachęcił ją, kiedy już wyswobodzili się z materiału i znaleźli się znów na korytarzu. Prowadził, pilnując by nikt nie zwrócił na niej większej uwagi. Musieli tylko znaleźć śpiewnik — ale ten z pewnością będzie w garderobie. Kiedy znaleźli się przed odpowiednim pomieszczeniem wślizgnął się do środka i zgodnie z przypuszczeniami znalazł kilka pergaminów. Zabrał je ze sobą, rozglądając się za miejscem, w którym mogli by przycupnąć. — Za dekoracjami?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Royal Opera House [odnośnik]31.07.21 20:37
Zastanawiała się czasem, czy James zdążył się już dowiedzieć o tym, że pracowała w klubie Piórko Feniksa jako tancerka - i to tancerka burleski. Występowała na scenie klubu pod własnym nazwiskiem, choć najczęściej używano po prostu jej imienia, a nie należało ono do szczególnie rzadkich wśród czarodziejów. Burleskowe tancerki zresztą nie cieszyły się takim zainteresowaniem mediów i opinii publicznej jak aktorki sceniczne, czy primabaleriny - mimo wszystko czuła się dość anonimowa. Nie kłamała jednak pytana, nie zaprzeczała, sądziła, że tego nie ukrywa. Po prostu nie przyznawała się, jeśli nie musiała, ot co. W rozmowach z Jamesem nigdy jakoś nie miała okazji, aby mu się pochwalić swoją ścieżką zawodową - poza tym, że zajmowała się też tworzeniem magicznych szat na prywatne zamówienia. Może po prostu wolała, aby nie patrzył na nią przez pryzmat rozbierania się na scenie? Demelza miała wtedy wrażenie, że traktuje ją trochę inaczej. A może jedynie jej się tak wydawało? Pamiętała przecież go z Hogwartu, kiedy to on i Marcellus byli jak papużki nierozłączki, dwaj Gryfoni. Przyjaźnili się dalej, Marcelius zaś dobrze zdawał sobie sprawę z tego co dzieje się w Piórku Feniksa po zmroku - ale i on nigdy nie miał okazji zasiąść na widowni. Powiedział Jamesowi? Z jednej strony nie byłoby w tym nic dziwnego, z drugiej to po co mieliby w ogóle o niej rozmawiać? Demelza zaś wolała nie pytać.
Przygryzła wargę, kiedy James śmiało, sugestywnie odpowiedział, że będzie wtedy z nią. Chciałby być wtedy z nią? Tylko w jaki sposób? Czy to zaproszenie do opery było czymś więcej, niż przyjacielskim zaproszeniem? Często miała wrażenie, że Doe starał się z nią flirtować, dotychczas jednak zrzucała to po prostu na karb jego czarującego usposobienia - wydawał się bawidamkiem. Ona zaś obiecała sobie, że w obecności takich bawidamków właśnie pozostanie ostrożna. Bardzo ostrożna. Raz się sparzyła i to mocno. Nie odpowiedziała więc, skupiając się, tak jak on, na muzyce, na występie chóru - nawet jeśli to byli tylko uczniowie, to zasługiwali na pełnię uwagi.
Może szczególnie teraz, kiedy dorastali i nabierali pewności siebie, bądź wprost przeciwnie - popadali w kompleksy. Wiek nastoletni był szczególny, kształtował człowieka na resztę życia, tymczasem chórzyści z Hogwartu doznali dzisiaj okropnej niesprawiedliwości, którą jedynie James i Demelza zdawali się dostrzegać. Nie szło im najlepiej, lecz te rozmowy, ignorowanie ich występu na pewno nie polepszy sytuacji. Wprost przeciwnie. Fancourt nie mogła oprzeć wrażeniu, że to jedynie podkopuje dołek pod nimi i czuła się tym tak samo sfrustrowana jak James, za którym podążyła, opuszczając salę, gdzie odbywał się występ.
- Co chcesz zrobić? - spytała szeptem, ale mimo niewiedzy wsunęła rękę pod jego ramię, gdy mijali eleganckiego gościa. Szła za Jamesem posłusznie, nie wiedząc dokąd idą i jaki mają cel. Zaczynała się martwić. - Chyba nie powinno nas tutaj być - powiedziała cicho, wyraźnie zaniepokojona i niepewna, bo naprawdę nie powinni byli wchodzić za kulisy. Tymczasem wędrowali za nimi niby pracownicy Royal Opera House. Gdyby ktoś ich przyłapał... - Będziemy mieć kłopoty, James - ostrzegła go. Ale mimo wszystko się nie cofnęła.
Spłoszona schowała się za materiałem, gdy ktoś szedł. Zastanawiała się nad słowami Jamesa -jak zamierzał im pomóc? Co mogli zrobić? Czy to nie pogorszy jedynie całej sytuacji. - Trochę śpiewam... - przyznała, wychylając się zza materiału, kiedy niebezpieczeństwo już minęło. Nikt ich jeszcze nie przyłapał - to jakiś cud. - Jesteś tego pewien? A jak nas wyrzucą? - spytała niepewnie, odbierając od Jamesa pergaminy ze śpiewnikiem; powiodła po nim spojrzeniem i nadstawiła ucho, starając się zorientować co akurat śpiewał chór.
Dała się Jamesowi przekonać. Podążyła za nim za kulisy, oboje schowali się za dekoracjami. Spojrzała jeszcze raz w jego oczy i nabrała pewności, że może ma to sens - jego pewna mina dodała otuchy i Demelzie. Zaczekała więc do następnej zwrotki piosenki, wzięła głęboki oddech i dołączyła do chóru, choć nawet nie miała pewności, że jej głos przebrzmi pod ich liczne.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Royal Opera House [odnośnik]01.08.21 14:24
Nie poruszali jej tematu z Marcelem. Nie miał pojęcia o tym, że nocą rozpinała suknię i przywdziewała opięte gorsety, pióra, koronkę. Skłamałby zaprzeczając, że jego myśli nigdy nie uciekały w takich kierunkach, ale nie było w tym nic zaskakującego. Fancourt była wyjątkowo atrakcyjną kobietą, a swoim wdziękiem i czarem pobudzała niejedną męską wyobraźnię. Przed laty w szkole podążał za nią spojrzeniem — i nie za nią jedną, chłopięce zauroczenia przychodziły gwałtownie i odchodziły równie szybko, ulotne, powierzchowne nawet jeśli intensywne. Ale do opery nie zaprosił ją przez nagły zryw serca, nawet jeśli złamanego. Niczego także nie zakładał w swych planach, doskwierała mu jednak samotność, pragnienie wykorzystania danej szansy okazało się być doskonałym powodem do tego, by odmienić jeden z wieczorów, odczarować brud, biedę i wojnę na krótką chwilę, zapomnieć o szarościach za drzwiami mieniącego się karmazynem i złotem gmachu. Nie spodziewał się upiornego fałszu, dramatu rozgrywanego na deskach takiej opery, a może raczej pomiędzy sceną, a niezbyt zainteresowaną widownią. Może to echo jego własnych trudności w szkole sprawiło, że posłuchał wewnętrznego głosu, który nakazał mu wstać i podjąć jakieś kroki. Nie wiedział, co robić, nie myślał za wiele. Po prostu dał ponieść się własnym nogom, by zobaczyć dokąd go zaprowadzą. Zaplecze, korytarz prowadzący na scenę, do pomieszczeń technicznych, garderoby. Tutaj też panowała cisza, nikt się nie krzątał — inaczej musiało wyglądać podczas występów wielkich artystów, gdzie następowała zmiana scenografii, aktorów, muzyków. Tu nie było nikogo. Z daleka dostrzegł odwróconą do nich tyłem nauczyciele z Hogwartu, wiedział, że to ona — pamiętał ją jeszcze i to, jak próbowała go przekonać, że jego dołączenie do dziecięcej grupy śpiewaków dobrze mu zrobi.
— Zdecydowanie nie powinno nas tutaj być — powtórzył po niej z pełną powagą, rozglądając się dookoła. Czujnie i bacznie. Nikt nie musiał na nich zwrócić uwagi, ale z pewnością rzuciliby się w oczy ochronie, dlatego musieli uważać. — Czujesz ten dreszczyk emocji? — spytał po chwili, zdając sobie sprawę, że takie zachowanie to tylko dla niego była codzienność. Kradzieże, ucieczki, szmuglerstwo i krętactwo — dorabiał tak od lat. Mnożył pieniądze na ulicznych sztuczkach, odwracając zwinnymi dłońmi uwagę od brata obrabiającego portmonetki. Spojrzał na nią, by zobaczyć, czy się bała, czy może była niezadowolona — on nie czuł ani strachu, ani nawet większych emocji. Co najgorszego mogło się stać? — Najwyżej nas wyrzucą i już nigdy nie zaproszą — wyjaśnił z rozbawieniem, nie biorąc przy tym jednak pod uwagę, że kobiet taka jak Demelza nie chciała wcale takiego życia, a opinia ludzi i sposób, w jaki ją traktowano był dla niej wyjątkowo ważny. Dopiero po chwili uświadomił sobie, jak trudno mu się wczuć w skórę obcych. — Nie, nikt nas nie wyrzuci. Wszystko będzie w porządku — obiecał jej cicho, obdarzając ją ciepłym spojrzeniem. — Zaśpiewamy, trochę głośniej, ale nie na tyle, by się przebić. Spróbujemy przykryć trochę fałsz, może zwrócą na nich uwagę w końcu. A potem wymkniemy się tylnym wyjściem. Jakieś musi tu być — zaproponował, czekając przy tym na jej zdanie. — Albo głównym, jeśli masz ochotę jeszcze się przejść, chwilę tu pobyć.— Może chciała? Może tego potrzebowała? Tego bogactwa, luksusu?
Wspięli się na scenę, ale pozostawali zupełnie niewidoczni — za wysoko zawieszonymi płachtami materiału, za dekoracjami przed którymi stał chór. Przemknął po pergaminie, ale to Demelza znalazła pierwsza właściwy fragment. Zawtórował jej, próbując zgrać się z głosami dzieci, na tyle wyraźnie, by pomóc im chwycić tempo, przykryć cześć niedoskonałości i na tyle miękko, by nie wybrzmieć zbyt daleko. Nie słyszał, już głośnych rozmów ze strony publiczności, ale to mogło być tylko złudzenie. Akustyka takich miejsc opierała się na tym, by roznosić dźwięk ze sceny na widownię, nie odwrotnie. Ale jakikolwiek to wywołało efekt — czy wywołało jakikolwiek, był spokojniejszy z myślą, że nie uczestniczyli w tym po drugiej stronie.
Kiedy wszystko dobiegło końca, nastała cisza, a później oklaski. Zasłużone oklaski dla dzieci — pełnych tremy i stresu. To był czas na to, by zniknęli z miejsca zbrodni.
— Idziemy?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Royal Opera House [odnośnik]05.08.21 19:11
Fakt, że nie powinno ich być za kulisami nie wydawał się robić na Jamesie żadnego wrażenia. Odpowiedział jej z powagą, Demelza nie mogła jednak oprzeć się uczuciu, że wcale mu to nie przeszkadzało i nie wadziło tak jak jej samej. Zawsze miała wrażenie, że lekkie naginanie zasad po prostu sprawia mu przyjemność. Potwierdził to, kiedy spytał, czy czuła dreszczyk emocji. Demelza pokiwała głową, nie był to jednak taki dreszczyk, jaki Doe zapewne miał na myśli. W jego przypadku mogła być to ekscytacja, lekkie podniecenie, coś nieokreślonego, lecz pozytywnego. Uczucia tancerki krążyły jednak na innej orbicie - czuła się raczej poddenerwowana i zaniepokojona. Dopóki nie zasugerował, że wyrzucą ich i nigdy już nie pozwolą tu wejść Dem minę miała raczej zmieszaną, po chwili jednak rzeczywiście ustąpiła wyrazowi lęku i zmartwienia. Nie chciała, aby to się tak skończyło. Pragnęła jeszcze tutaj wrócić. Nie raz i nie dwa. Uwielbiała sztukę, uwielbiała operę, uwielbiała muzykę. Trochę nie wierzyła, że Jamesowi to nie przeszkadzało... Musiał jednak dostrzec minę czarownicy, bo zaraz się zrflektował.
- No dobrze. Zaufam ci - odpowiedziała cicho.
Znów dała się przekonać. Dziwne aż, ze nikt tego nie dostrzegł w latach szkolnych. Demelza, sama z siebie, stroniła od łamania regulaminów. Nie wyznawała reguły "zasady są po to, aby je łamać". Nie można było rzec, by zachowywała się wprost przeciwnie i regulaminy były dlań świętością - raczej wychowano ją na kogoś, kto nie lubił wpadać w kłopoty. Na nieszczęście Demelzy - to kłopoty zawsze znajdywały ją. Łapały w swoje sidła i nie zamierzały puszczać. Nie miały zresztą szczególnie trudnego zadania. Tak jak James Doe z namówieniem ją na wejście za kulisy sceny i dołączenie do chóru z Hogwartu w ramach wsparcia. Nie tylko moralnego.
- W porządku. Ciekawe, czy się zorientują... - odszepnęła.
To jak się wydostaną z tej całej sytuacji pozostawiała już Jamesowi. Chyba wiedział co robi. Mówił tak pewnie. A może nie? Nieważne. I tak będą musieli jakoś stąd wyjść. Idea całego tego psikusa była naprawdę szczytna. Szlachetna wręcz. James nie chciał im zaszkodzić, a pomóc - właściwie to Demelzę wzruszyło. Chyba nie sądziła, że będzie miał tyle współczucia, empatii i uczucia dla obcych dzieci. Może po prostu za słabo go znała?
Znalazłszy się za sceną, za dekoracjami, ze śpiewnikami w rękach dołączyli do chóru. Żadne z nich nie było wybitnym śpiewakiem, lecz i tak ich głosy rozbrzmiały czyściej i głośniej niż fałsz uczniów Hogwartu. Rozmowy chyba nieco ucichły, a może jedynie Fancourt się tak wydawało? Może to tylko złudzenie, podszept romantycznej, wrażliwej wyobraźni, która pragnęła widzieć w ludziach więcej dobra, niż faktycznie w nich było. Rozbrzmiały oklaski, a Demelza uśmiechnęła się ciepło do Jamesa - nie żałowała, ze dała się namówić.
- Idziemy - zgodziła się cicho, podając mu swoją dłoń, po czym znów podążył jego śladem - chyba cudem wymknęli się niepostrzeżenie.

| ztx2 :pwease:


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Royal Opera House [odnośnik]12.09.21 21:59
22 stycznia 1958

Nad Londynem szalała śnieżna burza. Nadciągnęła zima stulecia, tak surowa, że niektóre miejsca w Wielkiej Brytanii zostały zupełnie odcięte od reszty świata. Ludzie marzli, brakowało im opału i jedzenia, sytuacja stawała się coraz gorsza. W większości stolicy nie było inaczej. Miasto zostało niemal zakopane pod grubą pierzyną śniegu. Rankiem na ulicach znajdywano zamarzniętych i głodujących, lecz wszystkie te tragedie w ogóle nie zaprzątały głowy Fantine Rosier, w pełni skupionej na oglądaniu jednej z najsłynniejszych, francuskich operetek - Orfeusz w piekle, napisanej przez Jacquesa Offenbacha. Budynek Royal Opera House był magiczny, zaczarowany, nad Londynem szalała burza, w środku opery było jednak zupełnie cicho - zadbano odpowiednią akustykę i komfort szlachetnie urodzonych gości. Za to Fantine czuła się wdzięczna. Pomimo szalejącej na zewnątrz wojny Ministerstwo Magii zadbało, aby sztuka nie ucichła, nie zamilkła. Spektakli wystawiano o wiele mniej, najważniejsze jednak, że takie miejsca działać nie przestały. Inaczej Fantine popadłaby chyba w rozpacz, a Zakon Feniksa i rebelia Harolda Longbottoma nieustanne psuła jej krew i plany.
Westchnęła lekko, gdy przebrany za pszczelarza Arysta Pluton podał Eurydyce truciznę do wypicia, aby porwać ją do swojego królestwa. Obserwowała krótką rozpacz Orfeusza, opierając się wygodniej o miękkie, obite perkalem krzesło, zachwycona barwą głosu śpiewaka. Z żalem przyjęła koniec aktu pierwszego. Blask świec rozgonił ciemność w wielkiej sali, zaś kurtyna opadła na scenę. Czekała ich krótka przerwa, kiedy to szlachetni goście mogli opuścić swoje loże, by napić się dobrego wina i porozmawiać o operetce.
Fantine podniosła się ze swego miejsc, opuściła jeden z balkonów, by wyjść na korytarz wraz ze swoją kuzynką, która w grudniu przyjechała do Chateau Rose na okres świąteczny z Francji i zdecydowała się zostać w Wielkiej Brytanii przez jakiś czas. Róża z przyjemnością spędzała z nią czas i pragnęła pokazać jej jak najwięcej, między innymi dlatego zdecydowała się odwiedzić Royal Opera House. Przeprosiła jednak Anhelique na chwilę, kiedy z tłumu wyłowiła spojrzeniem znajomą twarz. Piękną, niemalże posągową, przywodzącą na myśl półwilę. Przyznać musiała, że dawno jej nie widziała i ucieszyła się na widok lady Lestrange. Bez wahania zdecydowała się podejść, nie dostrzegając chwilowo obok niej nikogo innego, z kieliszkiem szampana w ręku; prezentowała się jak na lady Kent przystało - w czerwieni, choć bledszej niż zazwyczaj, do której dobrała złotą biżuterię z onyksami. Ciemnoczekoladowe włosy służąca upięła jej w misterny kok wysoko nad karkiem.
- Dobry wieczór, lady Lestrange, cóż za miła niespodzianka - zagadnęła kobietę uprzejmie, dygając lekko, elegancko, zgodnie z etykietą; była odeń młodsza, była panną i nie miała dzieci, czuła więc, że powinna uczynić to pierwsza. - Minęło zbyt wiele czasu od naszego ostatniego spotkania. Żałuję, że nie miałyśmy okazji, by porozmawiać podczas sabatu lady Nott.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Royal Opera House [odnośnik]25.09.21 14:24
Wszystko ulegało zmianie; ciężka warstwa białych niepowodzeń nie pomagała w walce z ciągnącymi się miesiącami niedostatków. Brakowało towarów, brakowało rąk do pracy, później brakowało rozrywek, bankietów i przyjęć – choć Astoria na tenże fakt nie narzekała zbytnio, faktycznie odczuła niedobór zajęć artystycznych. Choć sabat u lady Nott był świetlistym punktem, który rozjaśniał widok na ścieżkę noworocznych działań, czasy wciąż pozostawały nieprzyjazne.
Niepewne, kruche, wadliwe; zapewnienia płynęły zewsząd, działania poparte faktami – niepokój w sercu lady Lestrange wciąż pozostawał ten sam.
Royal Opera House w metaforycznym znaczeniu wydawała się stanowić bastion nieupadłej kultury; wciąż tętniące życiem składowisko sztuki i rozrywki, niekończącą się artystyczną potęgę, która w czasach, jakie zawisły nad Anglią, dostępna była tylko dla wybranych.
Choć operetki nie były tym, czym w tym okresie zaprzątała sobie nadmiernie umysł, popołudnie spędzone w towarzystwie dwóch krewnych wydawało się być miłą odskocznią od codzienności wyspy Wight i panujących tam problemów.
Obite miękkim materiałem siedzisko skryło subtelność sylwetki; jasna kreacja odznaczała się jednak widocznie pośród półmroków i ciemnych barw kulturalnego przybytku, kiedy Astoria wraz z pozostałymi gośćmi spektaklu wyszła z głównej sali na korytarz; przerwa na zaczerpnięcie oddechu, poukładanie w głowie kolejnych scen pierwszego aktu – w jej przypadku na kolejne odgonienie myśli, które dalekie były od wydarzeń splatających losy Orfeusza i Eurydyki.
Bezgłośne westchnienie uleciało spomiędzy ust okraszonych delikatnym różem szminki, wyprostowane łopatki drgnęły odrobinę w geście skłonienia, kiedy szanowne małżeństwo lordowskie mijało ją na swojej drodze do palarni. Lady Lestrange pomknęła za nimi spojrzeniem, jednak uwagę prędko zaskarbił sobie ktoś inny.
Specyficzna czerwień zdobiona czernią połyskujących kamieni; kąciki ust pomknęły w górę, choć momentalnie wydawały się jej niebotycznie ciężkie. Fantine Rosier; róża wśród cierni, śliczny kwiat wśród mdłych laleczek arystokratycznej już-nie-młodzieży.
– Lady Rosier, w istocie niebywale miła – wypowiedziała od razu, równie życzliwie, równie ładnie, równie odpowiednio; choć zupełnie nie tak, jak zwykła ją witać zaledwie kilka lat temu. Skupiła na niej wzrok, jak gdyby chciała przyjrzeć się wszystkiemu; wyrazistym rysom twarzy, które więcej w sobie już miały kobiety niźli młódki, gustownym ornamentom na sukni – Ach tak, sabat, cóż to był za urokliwy wieczór, czyż nie? – kiedy Adelaide Nott przeszła nie tylko samą siebie, ale także otaczającą ich, niesprzyjającą zabawom rzeczywistość – Tłum jednak nie pozwolił mi lady dojrzeć, a wielka szkoda, faktycznie zbyt wiele czasu minęło... – w rzeczywistości widziała, i pamiętała ją doskonale; w charakterystycznej czerwieni, choć twarz skrywała maska. W charakterystycznych ramionach.
– Wybrałaś się lady na tę zacną sztukę w celu...dalszej celebracji karnawału?
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : 6
UROKI : 13
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Royal Opera House [odnośnik]14.10.21 19:38
Może i była od lady Lestrange sporo młodsza i bardziej niedoświadczona, nie na tyle jednak, by nie dostrzec subtelnej różnicy w uprzejmym tonie głosu. Pani matka osobiście czuwała nad jej wychowaniem, pilnowała, by przygotować każdą ze swych córek do wkroczenia do gniazda żmij jakim niewątpliwie były salony magicznej arystokracji. Nie tylko w noc noworocznego sabatu noszono maski, choć nie dosłownie. Uśmiech jest zbroją damy, powtarzała pani matka, lady Cedrina. Fantine nauczyła się zatem przywdziewać na twarz uśmiech tak promienny i ciepły, że sprawiał wrażenie szczerego; patrzyła również uważnie, obserwowała innych, chcąc wiedzieć kto i jaką maskę przywdziewa. I dlaczego? Niekiedy myślała o spotkaniach towarzyskich jak o tańcu na linie. Niełatwo było na niej balansować i nie runąć w morze intryg i kłamstw tak misternie plecionych przez lady i lordów. Każdy sądził, że jest sprytniejszy od drugiego.
Fantine dzielnie wytrzymała oceniający wzrok lady Lestrange, wciąż sądząc, że ma on źródło w pozycji jaką zajmowała - jako ustatkowana, dojrzała kobieta mogła sobie pozwolić, by oceniać młode panny, ich zachowanie, kreację, maniery. Róża miała jednak pewność, że nie ma się czego wstydzić, że jej reputacja wciąż pozostaje bezpieczna; nie dawała nikomu powodu do plotek odwiedziwszy Royal Opera House. Przynajmniej nie dzisiaj, w przeciwieństwie do sabatu, o którym zdecydowała się wspomnieć.
- W istocie urokliwy. Zaskakujący, przede wszystkim, muszę przyznać - odrzekła niezmiennie uprzejmym tonem, wciąż uśmiechając się ciepło do Astorii. - Nie spodziewałam się występu cyrkowców, milady, chyba nie tylko ja - zaśmiała się cicho, dźwięcznie, na wspomnienie tamtego pokazu. Nie wyjawiła całej prawdy, nie powiedziała co naprawdę myśli o tamtym wieczorze; obecność cyrkowców bynajmniej nie przypadła Fanny do gustu, uznającej cyrk za rozrywkę dobrą dla gminu, niegodną salonów magicznej arystokracji. Nie śmiałaby jednak krytykować lady Adelaide Nott głośno, publicznie, nie przy lady Lestrange. Ostrożnie wydawała osądy na głos - w ich złotej klatce każda ściana miała oczy i uszy. - Cieszmy się zatem tą przyjemną niespodzianką i możliwością rozmowy, lady Lestrange. Mówiąc szczerze - nosiłam się z zamiarem napisania do pani. Lady Evandra wspominała, że sprawuje lady opiekę nad syrenami wyspy Wight - zagadnęła Astorię uprzejmie, przypomniawszy sobie o sugestii Evandry sprzed kilku miesięcy, gdy pielęgnowały wspólnie róże w ich rodowym rosarium. Na pytanie lady Lestrange zareagowała lekkim uniesieniem brwi. - Och, ależ nie, celebracja karnawału, choć niewątpliwie miła, nie ma z tym nic wspólnego, pani. Sztuka jest pokarmem dla duszy o każdej porze roku, czyż nie? Orfeusz w piekle zachwyca za każdym razem, nieistotne ileż razy miałam przyjemność być jej widzem.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Royal Opera House [odnośnik]21.10.21 13:10
Sprawnie dobierane słowa, wyliczone gesty, określone miny; wszyscy byli tutaj aktorami, urodzeni w teatrze lub na deskach opery, którą okazało się, że wspólnie wybrały jako miejsce popołudniowych rozrywek. Nie znały innego życia; ni Astoria, która miała za sobą debiut, nieustający błysk ciekawskiego światła i wiele lat spędzonych na językach socjety; ni nęcąca słodkawym zapachem róż lady Rosier, przed którą stało jeszcze tak wiele.
Niektórzy sądzili, że to zamążpójście było najważniejszym momentem w życiu damy; jakże jednak ważniejsze było wszystko przed nim – utkana misternie strategia, pozbawiona nie raz logiki gra pozorów, ostrożnie stawiane pionki na planszy brytyjskiej arystokracji czarodziejskiego społeczeństwa.
Sam fakt, że natknęły się na siebie na wyłożonym bordowym dywanem korytarzu mógł mieć swoje skutki w przyszłości; drobniutki trzepot skrzydeł motyla mógł niegdyś przynieść huragan.
Choć teraz, kiedy w głuchym spokoju, raz po raz przerywanym uprzejmościami i króciuteńką salwą śmiechu korzystających z przerwy gości, wszystko wydawało się tak niesamowicie beztroskie.
– Och, no tak, w istocie – słowa lady Lestrange nawiedził delikatny uśmiech, choć wzrok, choć subtelny, zdawał się nieustannie kontrolować każdy oddech wpuszczany w płuca Fantine. Niektóre młode lady faktycznie mogły uważać ją za oceniającą, choć w wydawaniu osądów wobec młodszych od siebie nie miała praktycznie żadnego interesu. Władzę? - być może, bowiem to, co mówiły lwice salonowe potrafiło zawarzyć o losach debiutantek.
Lady Lestrange mówiła jednak niewiele, ograniczając zwykle konfrontacje do wznosów lub upadków kącików ust. Teraz jednak słodkie, puste półsłówka i życzliwości płynęły dalej, a ona wciąż miała przed oczyma jedynie wspomnienie barwnych róż i skrytą za maską, młodziutką buzię.
– Doprawdy? – kąciki ust znów uniosły się w geście zaciekawienia słowami młodej kobiety; zaraz potem Fantine wspomniała o Evandrze i syrenach, rozwiewając wszelkie niedopowiedzenia, po których Astoria wypuściła wstrzymywane przez ułamki sekund powietrze – Zgadza się, to niezwykle miłe, że lady zainteresowała się tą sprawą – potencjalny list od Fantine Rosier lądujący na stercie papierzysk na biureczku faktycznie byłby zaskoczeniem; być może przypadkowe spotkanie w Operze było lepszym wyjściem? – Co jest lady obiektem zainteresowania w tejże kwestii? – gdyby przed nią stał ktoś inny, czy zachowywałaby się inaczej? Czy uśmiech roszący wargi byłby szczerszy? W tle charakterystycznego odzienia, z właśnie jej obliczem przed sobą, nie potrafiła jednak skupić się na tym, co wypełniało jej dni na wyspie Wight.
– Zgadza się. Poza tym to świetna alternatywa wolnych chwil, gdy za oknami wciąż huczy sroga zima.
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : 6
UROKI : 13
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Royal Opera House [odnośnik]24.10.21 18:53
Teatr tańca na linie. Chyba tak można było określić życie każdej arystokratki i arystokraty. Od maleńkości uczeni noszenia masek, tresowani niczym zwierzęta, uczeni grania swych ról. Każdy sabat, każde przyjęcie, każdy wieczorek muzyczny, czy spotkanie takie jak to, w operze, teatrze, balecie, restauracji było niczym gra teatralna, nie wszyscy jednak mieli tego świadomość. Fantine, doskonale wyuczona przez swą matkę, lady Cedrinę, zdawała sobie z tego sprawę i zawsze miała się na baczności. Miała w sobie ogień i wiele emocji, lecz reputacja była dla niej jeszcze ważniejsza. Liczyła sobie niewiele wiosen, wiedziała już jednak dobrze kiedy należy się uśmiechnąć, kiedy skłonić, kiedy odwrócić wzrok. Potrafiła to wykorzystać. Sądziła, że kobieta taka jak lady Astoria Lestrange, o której jak dotąd miała wysokie mniemanie, także to potrafi i podświadomie pragnęła zrobić na niej wrażenie, tak jak na innych damach, do jakich żywiła podobny szacunek; pewnego dnia chciała być na ich miejscu. Postawić się w roli kobiety doświadczonej i mogącej oceniać tak młode debiutantki - na to musiała jednak zapracować i właśnie to starała się czynić każdego dnia.
Lady Astoria przypatrywała się Róży uważnie. Czuła intensywność jej spojrzenia, przez co wyprostowała się bardziej, brodę uniosła wyżej; nie podejrzewała wciąż prawdziwych powodów mocy tego wzroku, osądów jakie wydawała w głębi ducha i jakich nigdy nie pozna. Może to i lepiej.
- Co zaś lady o nich myśli? Przypadł do gustu pani ich występ? - spytała, ciągnąc lady Lestrange za język; wydawała się dziwnie milcząca i Róża zaczęła myśleć, że może jej przeszkadza, może się jej narzuca? Nie chciała tego robić.
Może źle uczyniła wspominając o radzie Evandry, aby posłać list do małżonki jej kuzynka w sprawie syren. Może nie był to najlepszy pomysł. Teraz było jednak już za późno, jeśli powiedziała A, musiała powiedzieć także B.
- Syreny miałam dotychczas okazję ujrzeć na własne oczy w podwodnym balecie, lady z pewnością tez, są niezwykłe, lecz wielką radością byłoby dla mnie spotkanie ich w naturalny środowisku, w Zatoce Syren na Wyspie Wight. Mówią, że ich śpiew właśnie tam jest najpiękniejszy. Dlatego pomyślałyśmy, że może właśnie ty, lady Lestrange, zgodziłabyś się mi pomóc, nie śmiałabym jednak naciskać - wyjaśniła łagodnie Fantine. Dotychczas nie sądziła, by był to problem. Ich rodziny łączył silny sojusz i wspaniała przyjaźń, Evandra zaś zapewniała, że to nie kłopot. Najmłodsza z latorośli Corentina i Cedriny nabierała jednak wątpliwości.
- Przywodzi na myśl przykre miesiące, kiedy dręczyły nas anomalie, czyż nie? - westchnęła z żalem Fantine na wspomnienie o surowej zimie. Zdążyła na chwilę o niej zapomnieć w bogatych, ciepłych wnętrzach Royal Opera House.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Royal Opera House [odnośnik]25.10.21 12:00
Łagodność spojrzenia była warta tylko tyle – jeden wieczór i jeden widok.
Świadomość tego, że to przecież niczego nie zmieniało, że bliżej przypominała zachowaniem obrażoną pannicę niźli siebie samą; wszystko znikało pod naporem kotłujących się emocji i nieuleczonych tęsknot. Bezustannie powracała w wspomnieniach do konkretnej scenerii; nie bylo już holu w operze, nie było Fantine Rosier stojącej przed nią z życzliwym uśmiechem i nienaganną postawą – na opór wszystkiemu i siebie samej wciąż i wciąż wyobrażała sobie młodą lady wirującą w tańcu; ukrytą za maską, a mimo to tak łatwo do rozszyfrowania. Niemalże tak bezwysiłkowo jak ramiona, które otulały jej pochłoniętą czerwienią kreacji sylwetkę.
Jedna zadra, jedno głupie wyobrażenie – tak drobne przywary wystarczyły, by wszystko to, co zbudowały do tej pory – prostą życzliwość, względny szacunek, zalążek sympatii – runęły.
Rozmyły się w powietrzu i wymuszonych słowach, krótkich spojrzeniach i imitacjach uśmiechu.
Nie potrafiła patrzeć na nią tak jak do tej pory.
– To zdecydowanie nie mój rodzaj rozrywki. Ufam jednak, że niektórzy bawili się wybornie – kwaśne uniesienie kącików ucięło temat cyrkowej trupy szczycącej sabat lady Nott; w mniemaniu Astorii odbierający przedsięwzięciu niebotyczne ilości uroku. Ale organizatorki sylwestrowej nocy nie krytykowało się na głos, na pewno nie w miejscu takim jak to, nawet jeśli Lestrange mogła sobie pozwolić na swobodę i poniekąd kreowanie poszczególnych poglądów na tematy związane z rozrywkami tego typu.
Kolejne słowa Fantine były zaskakujące; być może nie powinny, w końcu wiele młodych lady pragnęło odwiedzić wyspę Wight, a te, które w życiu ceniły coś ponad bibeloty i drogiego szampana z podziwem spoglądały na naukową pracę córki Ministra; być może sama wizja, wyobrażenie młodej Rosier stawiającej kroki na niezmąconym piachu plaż wyspy była czymś niemalże absurdalnym; teraz, kiedy stała się jej – kim tak naprawdę? Rywalką? Wrogiem? Zastępstwem w miejscu, którego dla niej nigdy nie było?
Rzęsy zatrzepotały kilkukrotnie, zaskoczenie przykrył subtelny uśmiech aprobaty.
– W istocie, naturalne środowisko wyzwala w tych fascynujących istotach to, co najpiękniejsze – wielu traktowało syreny jako zachwycające zjawisko, ujmującą rozrywkę; ona widziała w nich fascynację samym życiem, być może nawet miłość w badaniu zjawisk, które zachodziły pod powierzchnią zimnego morza.
– Jesteś zawsze mile widziana na Wight, droga Fantine – uśmiech się poszerzył, dłoń odnalazła tę należącą do młodszej, ujmując jej wierzch w niemal troskliwym geście.
Dla ludzi takich jak one, spektakl nigdy się nie kończył – Ugoszczę cię z największą radością, polecę służbie zaaranżować spotkanie. Południowa herbata?
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : 6
UROKI : 13
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953
Re: Royal Opera House [odnośnik]08.11.21 16:28
- Niewątpliwie niektórzy byli zachwyceni - zgodziła się Fantine.
Zapewne grupa tych gości, przed których imieniem i nazwiskiem nie stał szlachecki tytuł, zostali zaś zaproszeni ze względu na swe zasługi dla kraju w walce z rebelią. Lady Kent rozumiała powody zaproszenia ich, lecz w głębi ducha nie była z tego powodu zadowolona. Tak jak i z występu cyrkowców. Wyniosła, dumna i rozmiłowana w luksusie nie lubiła obcować z klasą i rozrywką niższą - za takie zaś uznawała czarodziejów bez tytułu, nawet i czystokrwistych (z drobnymi wyjątkami), oraz pokazy cyrkowe.
To jednak nie zdołało Fantine zepsuć tamtej nocy, która okazała się jeszcze bardziej magiczna i ekscytująca. Nie spodziewała się pocałunku jaki skradł jej lord Bulstrode pod jemiołą, wcześniej ofiarowawszy Róży symboliczną jagodę; jego wspomnienie miała w myśli do dziś i mogłaby przysiąc, że za każdym razem, gdy do niego wracała czuła na języku posmak granatu i cytrusów. Spodziewała się zaś, że tamten pocałunek i walc, który mu obiecała, może wzbudzić zainteresowanie i plotki. Nie przeszkadzały jej one. Właściwie nie zdziwiłaby się, gdyby niosły za sobą zazdrość wielu dam, lord Bulstrode był wszak czarującym i przystojnym dżentelmenem, a która dama nie lubiła być adorowana?
Fantine nie przypuszczała jednak, że podobne uczucia mogłyby zrodzić się w kobiecie od dawna zamężnej i wciąż pozostawała nieświadoma uczuć Astorii; to dziwne spojrzenie lady Lestrange wydawało się niezrozumiałe.
Pragnienia ujrzenia na własne oczy syren w ich naturalnym środowisku, usłyszenie wtedy ich śpiewu, który tak zachwalała Evandra, nie determinował podziw i szacunek do naukowej pracy lady Astorii, choć nie żywiła wobec niego negatywnych uczuć, to Różą bardziej kierowało zamiłowanie do piękna i sztuki. Lubiła otaczać się tym, co miłe dla oka i ucha, dla duszy i umysłu, lubiła poznawać nowe formy piękna. Czyż syreni śpiew nie był jednym z nich? Nie wzgardzała jednak drugą stroną medalu. Badaniami nad ich zachowaniem, naturą, pracą nad kontaktami z tymi kapryśnymi istotami - jakże by mogła, jeśli dziedzictwem jej własnej rodziny były Smocze Ogrody? Wielu Rosierów poświęciło się pracy przy smokach, szanowała magiczne istoty. Sama służyła temu dziedzictwu, nie mogła powiedzieć, by zajmowała się pracą stricte naukową jak lady Astoria Lestrange, lecz Fantine także miała więcej obowiązków niż reprezentowanie swej rodziny podczas spotkań towarzyskich. Alchemia była jednak od zawsze jej pasją, miała do niej talent, lubiła myśleć, że dostała go w spadku po samej Mahaut. Alchemia, tak jak i kontakty z syrenami były jednak zajęciami kobiecymi, niegodzącymi w reputację damy. Na arystokratki, które aspirowały do zajęć męskich Fantine szczerze pogardzała. Wystarczyło wspomnieć choćby Lucindę, dawniej Selwyn, która nie dość, że latała w spodniach po świecie łamiąc klątwy, to jeszcze wyprowadziła się z rodzinnego dworu przed zamążpójściem... Prawdziwie oburzające.
- Tak właśnie sądziłam, dlatego byłoby to dla mnie ogromną radością, gdybyś zechciała, pani, mi je przedstawić - odrzekła Fantine, niezmiennie uprzejmym tonem, serdecznie uśmiechnięta. Nie cofnęła dłoni, gdy ujęła ją Astoria w delikatnym uścisku. Odwzajemniła go, poszerzając uśmiech, jakby rada, że otrzymała zgodę i zaproszenie. - Dziękuję, lady Lestrange, będę zaszczycona. Z pewnością jesteś zajęta, nie chciałabym więc się narzucać, byłabym wdzięczna, jeśli ty, pani, wskażesz konkretne południe, a z przyjemnością odwiedzę Wyspę Wight - odparła. Tak wypadało; lady Astoria, jako kobieta zamężna i matka, w domyśle już miała więcej obowiązków na swych wątłych barkach, niż ona, ponadto - to ona wszak wystąpiła doń z tą prośbą.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Royal Opera House [odnośnik]18.01.22 12:20
Spektakl miał się nigdy nie kończyć, role miały zostać rolami do końca życia; w pewnym momencie zaczęła odliczać – sekundy, minuty, godziny, finalnie dni, miesiące i lata – bezustannej parady i bezustannie wyprostowanej sylwetki. To nie miało mieć końca; nie niknęło nawet w bezpiecznej przystani wyspy Wight, nie znikało w okowach sypialni gdy zostawała sam na sam z najbliższym sobie człowiekiem.
Ludzie tacy jak one, nigdy nie opuszczały gardy.
To, co miało zaboleć, miało być jątrzącą się raną już zawsze – sztuką było nauczyć się żyć ze zranieniem i ukrycie go pod wystarczającą warstwą tiulu, pudru i uśmiechów.
Plotki nigdy nie stanowiły centrum jej zainteresowania, pogłoski niosły się bezmyślnym gwarem i żyły własnym życiem tak długo, póki nie przykrył ich kolejny skandal; nawet paplanie na salonach wzniosłych spekulacji odnośnie sabatu lady Nott nie robiło na niej wrażenia. Nie tak dużego jak widok, jakiego doświadczyła sama. Oczu skrytych za elegancją masek, dotyku ramion, przyległych ciał.
Zazdrość przyjmowała przeróżne oblicza.
– Przyjemność leży po mojej stronie, moja droga – uśmiech kwitnący na bladym obliczu wciąż emanował niemalże ciepłem, choć srebrzyste kosmyki włosów dopełniały wrażenia lodowatości samej urody. Wyuczone słowa i wyuczone reakcje – na wyspie Wight gości witano otwarcie i z szacunkiem, ktoś noszący z dumą nazwisko Rosier był tam niemalże wyczekiwanym przybyciem, nawet jeśli Lestrangowie stronili od nadmiernego ukazywania swojej prywaty.
Wraz z kolejnym uniesieniem kącików ust przez Fantine, a później odwzajemnieniem drobnego uścisku, nie mogła oprzeć się wrażenia, że strata znów poczyna dobijać się do jej drzwi.
Że ciemnowłosa kobieta z atrybutem róży znów coś jej zabierze.
Że wkroczy na spokojny piach plaży, a pachnidła otulające jej sylwetkę porwie bryza; jej zapach rozejdzie się wzdłuż i wszerz wyspy, naznaczy ją, skala.
Na jak wielu rzeczach Fantine Rosier zamierzała położyć rękę?
Absurdalność własnych myśli przerażała ją do tego stopnia, że zaczęła zdawać sobie sprawę, że zaledwie kilka miesięcy temu, witałaby ją na Wight ze szczerą radością, zadowolona z możliwości wspólnego słuchania syrenich pieśni.
– Zaaranżuję spotkanie w przyszłym miesiącu, co Ty na to? – zagaiła, cofając dłoń wciąż w zgodzie z etykietą i kruchą życzliwością – Być może druga połowa lutego obłaskawi nas w łagodniejszej pogodzie. Aktualne mrozy nie sprzyjają takowym wizytom.
Astoria Lestrange
Zawód : opiekunka syren, magioceanograf, arystokratka
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
plus loin que la nuit et le jour
OPCM : 6
UROKI : 13
ALCHEMIA : 6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10375-astoria-lestrange#313698 https://www.morsmordre.net/t10409-lou#314729 https://www.morsmordre.net/t10410-heart-of-a-siren#314731 https://www.morsmordre.net/f317-wyspa-wight-thorness-manor https://www.morsmordre.net/t10408-skrytka-bankowa-nr-2312#314723 https://www.morsmordre.net/t10486-a-lestrange#317953

Strona 13 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

Royal Opera House
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach