Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Główne ognisko   26.09.15 22:23

First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Czarnooka Hesper
avatar

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t5415-hesper-de-montmorency-budowa https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5506-martwa-dziewczyna https://www.morsmordre.net/f20-ulica-pokatna
Zawód : duch z Pokątnej
Wiek : 376
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


What is dead
may never d i e


OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   07.11.18 17:45

Bardzo rzadko oddalała się od ulicy Pokątnej i Śmiertelnego Nokturnu, choć miała taką możliwość. Tak jak każda inna dusza, która opuściła ciało, mogła pójść gdzie tylko naszłaby ją ochota, nie ograniczało ją wszak nic - żadna ściana, skała, rzeka, ocean. Absolutnie nic, włącznie ze zmęczeniem, potrzebami fizjologicznymi i zasobami materialnymi. W teorii - owszem. W praktyce wyglądało to jednak inaczej; duchy przywiązywały się do konkretnych miejsc i tam spędzały resztę swego żywota. A raczej egzystencji, życiem ciężko to wszak nazwać. Hesper całe wieki spędziła w centrum Londynu, oddalając się od tych czarodziejskich miejsc bardzo rzadko, okazja musiała być naprawdę specjalna.
Festiwal Lata był jedną z nich.
Bardzo stara i wspaniała tradycja, której wciąż hołdowano - to mogło wyłącznie cieszyć duszę tak starą jak ona. Pamiętała to święto ze swych młodych lat. Chciała w nim uczestniczyć także i teraz. Zwłaszcza teraz, gdy naprawdę było to dla niej święto miłości.
Gdy zaszło słońce i zapadła ciepła, letnia noc, wychynęła spośród drzew, nie musząc wreszcie obawiać się, że znowu nie zostanie zauważona i czarodzieje będą przechodzić przez nią bezczelnie raz po raz. W mroku nocy, rozpraszanej jedynie przez blask ognia i gwiazd, sama stanowiła źródło bladego światła, emanowała nim i przyciągała spojrzenia; niektórzy czarodzieje pokazywali sobie ją palcami, lecz nie zwykła zwracać na to uwagi. Skupiała się wyłącznie na pięknie ciał niebieskich i na tym, że on był tuż obok. Ach! Gdyby tylko mogła poczuć ciepło jego dłoni, ta noc byłaby o stokroć piękniejsza - wciąż jednak mogła, czyż nie?
Valerij wprawił ją w niemałe zaskoczenie, gdy zdecydował się wstać z miejsca i podejść do niej; sądziła, że chce porozmawiać o spadających gwiazdach, o ich konstelacjach i ułożeniu na niebie. Czyż ta noc nie była idealną chwilą, aby uwarzyć eliksir kociej zwinności, Valeriju? Mars znajdował się w doskonałej pozycji w stosunku do gwiazdozbioru Delfina, z pewnością to wiesz. Łączyła ich miłość zarówno do nieba, jak i tego, co bulgotało w kociołku; nie o tym jednak - wyjątkowo - pragnął z nią pomówić. Rozchyliła lekko niematerialne usta, gdy padła propozycja tańca. Jak miała z nim zatańczyć? Uśmiechnęła się łagodnie, pobłażliwie; nie mógł chwycić jej dłoni, ani objąć w talii. Nie poczuje kołysania się w takt muzyki.
Hesper nie potrafiła jednak odmówić tej prośbie.
- Valeriju Aleksandrowiczu Dolohov, oczywiście, że podaruję ci ten taniec - odpowiedziała nie mniej oficjalnie i poważnie, a usta ułożyły się w zadowolony uśmiech. Poderwała się z niemi, na której niby siedziała, wygładzając niematerialną spódnicę. Odpłynęła gdzieś dalej, bliżej ogniska i morza, gdzie nie przeszkadzali im inni uczestnicy festiwalu. Zawisła w powietrzu, unosząc dłonie - mógł przytknąć do nich własne, udając, że je łapie. - Kiedyś tańcowałam tu do samego rana... - westchnęła rozmarzona, wracając wspomnieniami do tamtego lata.
Lata 1600 roku.





my skin and bones have seen some better days


Powrót do góry Go down
Leia Yaxley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3572-leia-yaxley https://www.morsmordre.net/t3638-ren https://www.morsmordre.net/t6138-what-lies-beneath#148573 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t6144-skrytka-bankowa-nr-907 https://www.morsmordre.net/t3639-leia-yaxley
Zawód : dama z towarzystwa
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
can you remember who you were, before the world told you who you should be?
OPCM : 1
UROKI : 4
ELIKSIRY : 6
LECZENIE : 24
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   15.11.18 18:56

| z wybrzeża

Stojąc na wybrzeżu, Leia nie spodziewała się księcia z bajki. Nie odpływała do krainy marzeń, wyobrażając sobie przystojnego młodzieńca, zmierzającego w jej stronę, mimo że ze względu na jej szlacheckie pochodzenie pewnie mogłaby mieć cień realnej szansy na to, iż te wizje rzeczywiście wejdą w życie. Trzeba było pamiętać, że panna Yaxley była przede wszystkim osobą mocno stąpającą po ziemi, dlatego rzadko kiedy pozwalała sobie na tego typu wyobrażenia. Uważała je prędzej za stratę czasu, tym bardziej, że prędzej skłaniała się ku stwierdzeniu, iż na ślubnym kobiercu wcale nie będzie na nią czekał ten książę z bajki, o którym mówiło tak wiele szlachcianek. Nawet gdyby chciała, pewnie nie potrafiłaby sobie go dokładnie wyobrazić, a nawet jeżeli, pewnie jej opis zawierałby więcej cech charakteru niż wyglądu. Nie byłby nikim szczególnym, tak naprawdę, a jedynie osobą, która traktowałaby ją z należytym szacunkiem, ale nie w rozumieniu takim, w jakim oczekiwało się tego od mężczyzny, który przebywa z damą. Bardziej jak równy z równym i chociaż była to jedyna jej prośba, to świetnie zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo nierealna. Istnienie przedstawiciela płci męskiej, który byłby w stanie wynieść się ponad ogólnie przyjętą normę kobiety siedzącej w domu, graniczyło niestety z cudem. Dlatego właśnie Leia nie liczyła na zbyt wiele, a postać Louvela, mimo że bez wątpienia szorstka i budząca swego rodzaju respekt, wcale jej nie odrzucała. Najważniejsze była dla niej pewność, iż nie spotka ją z jego strony żadna nieuprzejmość, a przecież mogło stać się zupełnie inaczej, gdyby trafiła na bardziej awanturniczego i skorego do przemocy szlachcica.
Nie było żadnych przeciwwskazań co do tego, by Leia była wino, dlatego kiedy wraz z Louvelem dotarła do ogniska, niosąc dumnie na głowie swój wianek, pozwoliła, by lord Rowle je zakupił. Rodzice nie byli pewnie teraz zadowoleni, gdyby ją teraz widzieli, ponieważ sądzili, że ich córka powinna uważać na absolutnie wszystko, co spożywała i piła, ale ona polegała na swoim doświadczeniu i wiedzy, dlatego nie wzbraniała się przed czymkolwiek, na co miała ochotę. Wino rzeczywiście okazało się być słodkie i bardzo dobre w smaku, w związku z czym Leia pozwoliła sobie na kilka dodatkowych łyków, czując, jak ciepło przyjemnie rozlewa się po całym jej organizmie. Po tylu miesiącach spędzonych w łóżku, jej układ krążenia nie działał tak dobrze, jak powinien, więc przez większość czasu odczuwała chłód i ogólnie rzecz biorąc, miała trudności z rozgrzaniem się podczas wieczorów. Ciepło, które teraz odczuwała, pochodzące również z ogniska, było więc przyjemną odmianą, dlatego póki co ani myślała o tym, by stąd odchodzić. Miała nadzieję, że lord Rowle nie miał nic przeciwko temu.
Domyślam się, że nie chcesz rozmawiać o pracy w wolny od niej dzień, ale mam nadzieję, że doświadczasz jak najmniej przykrych przypadków — powiedziała w pewnej chwili, patrząc ukradkiem na Louvela. Nie byłaby sobą, gdyby o to nie zapytała. W końcu mężczyzna był jej pacjentem, a więc naturalnym było, że chciała się upewnić, iż wszystko było u niego w porządku. Nie znali się na tyle dobrze, by się sobie zwierzać, poza tym wątpiła, by Louvel pragnął dzielić się swoimi rozterkami z kobietą, która nie do końca mogłaby go zrozumieć, ale chciała zaoferować przynajmniej to minimum. Z jakiegoś powodu zawsze wydawał jej się być człowiekiem dość samotnym, a sama dobrze wiedziała, jak to jest, gdy nie ma się nikogo, do kogo można byłoby się zwrócić z danym problemem. — W św. Mungu powinieneś pojawiać się jak najmniej, lordzie Rowle — dodała, posyłając mężczyźnie delikatny uśmiech.




her soul is fierce. her heart is brave
her mind is strong

Powrót do góry Go down
Siergiej Dolohov
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4641-siergiej-dolohov-budowa#99812 https://www.morsmordre.net/t4729-iwan#101309 https://www.morsmordre.net/t4728-ruska-mafia#101308 https://www.morsmordre.net/f320-smiertelny-nokturn-27 https://www.morsmordre.net/t4782-skrytka-bankowa-nr-1199#102283 https://www.morsmordre.net/t4783-siergiej-dolohov#102284
Zawód : Przemytnik, rozbójnik i awanturnik
Wiek : 32
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I didn't do it,
but if I did,
I was drunk
OPCM : 5
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   28.11.18 21:45

Mało kto na tej Wyspie potrafił zrozumieć piękno syberyjskiej ziemi. Nikt właściwie poza kilkoma podróżnikami, których w życiu spotkał, oraz jego własną rodziną. Dolohov nie powinien był rozmówców za to winić. Nic nie było w stanie oddać uroku tamtej mroźnej krainy. Ani piosenka, ani obraz, ani wiersz, ani najbardziej nawet kwiecista mowa. Tę tajgę i zimę trzeba było zobaczyć na własne oczy. Na swojej skórze, policzkach i dłoniach przekonać się jak cholernie było tam zimno, a jednako - jak pięknie.
- A no pewno, że tak - przytaknął Rii z łobuzerskim uśmiechem, puszczając do niej perskie oczko. Chyba zaprezentował jej już, że prawdziwy z niego gentleman, czy jakoś tak, co się żadnego ciężaru nie boi. Jeszcze raz podrzucił ją w ramionach, aby nie ruda nie miała wątpliwości, że dla niego waży tyle co piórko. - Nie? - mruknął z żalem, obdarzając ją zawiedzionym spojrzeniem. - Gdyby zobaczyła, to by zmieniła zdanie - dorzucił pewnym siebie tonem. Tak pewnym, że nie powinna była nawet próbować się z nim sprzeczać, bo Siergiej gotów był dyskutować z nią tutaj nawet i do rana. Przyjrzał się jej przechylając przy tym lekko głowę; do głowy przyszła mu wizja porwania uroczej pieguski do chaty w tajdze. Zwłaszcza, kiedy zaczęła się tak słodko rumienić - a potem opowiadać o tym jak pewnego razu przyłożyła Michaelowi, który zachował się paskudnie w stosunku do mugolaczki Kate. Niewiele go obchodził powód, ten chłopak mógł zrobić cokolwiek, Dolohov bardziej skupił się na zwizualizowaniu sobie we własnej głowie tej ślicznotki, która wymierza mężczyźnie cios. Wizja ta niesłychanie go rozbawiła. Siergiej, jako najprawdziwszy szowinista, nie brał takich wybryków na poważnie; przywodziły mu na myśl raczej walczące ze sobą kocięta. Bardziej zabawne, niż prawdziwie groźne.
- Z pewnością została mu pamiątka do dzisiaj - zaśmiał się jednak; miał przeczucie, że jeśli zdradzi swe prawdziwe myśli, to kobieta się obrazi. Baby już takie były. Obrażalskie. Zwłaszcza takie jak ta tutaj - najpewniej myślała, że jest stworzona do czegoś więcej, niż wyjście za mąż i rodzenie dzieci. Niedobrze, oj niedobrze.
- Na pewno? Pokaż! - spytał podchwytliwie, przechylając głowę i dla żartu zaglądając do ucha rudowłosej, coby sprawdzić, czy na pewno jest czyste tak jak mówi. Wolał, aby skupiła się na tych wszystkich żartach i radości, zamiast drążyć temat matki. - No wiesz... Sama prosiła, abym tu przyszedł. Dziś czuwa przy niej Stefan. Nie chciała, cobyśmy coś stracili... To taka dobra kobieta... - wzdychał dalej, łgając jak z nut i nic sobie nie robiąc, że okłamuje Merlinowi ducha winną dziewczynę, która przejęła się losem jego nieżyjącej matki.
- To za mało - oburzył się Dolohov, gdy panna Weasley cmoknęła go w szorstki policzek. W końcu zdecydował się postawić ją na ziemi, ostrożnie i z uwagą, aby postawienie stopy na trawie nie sprawiło jej bólu. Nie pozwolił Rii jednak się oddalić. Objął ją silnym ramieniem, przyciągając blisko, a prawą dłoń położył na policzku. - Dziś trzeba się całować porządnie - oznajmił Rii, a gdy już się nachylił, aby wycisnąć na jej ustach pocałunek, nawet i wbrew jej woli...
Zdawało mu się, że dostrzegł w oddali Mashę.
Mashę z wielkim brzuchem. Mashę, która miała siedzieć dziś w domu i odpoczywać. Westchnął ciężko i odsunął się, uwalniając Rię od niedźwiedziego uścisku. Poczuł irytację, bo nie lubił, gdy żona psuła mu szyki. Musiał się z nią rozmówić.
- Zaraz wrócę, obiecuję. Czekaj tu na mnie - nakazał Rii poważnym tonem, oddalając się w bliżej nieokreślonym kierunku.
Ale już nie wrócił. Znowu skłamał. Jak to Dolohov.

| zt




I'm here to tell ya honey
That I'm bad to the bone

Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I don't feel anything,
anything
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   30.11.18 18:36

Chęć mordu wciąż się w nim paliła. Była ogromna, choć jak się zdawało możliwa do opanowania. Czuł jednak, że powinien zachować się jak prawdziwy Macmillan i wziąć sprawę w swoje ręce, bez względu na otoczenie. Z drugiej strony nie powinien łamać niepisanych reguł dotyczących odpowiedniego zachowania, które dotyczyły osób jego krwi. Tego nie podzielałaby jego matka. Zdawało mu się, że zęby mu pękną od ściskania ich i powstrzymywania od dodania nieodpowiednich słów i wyzwisk.
Zupełnie zapomniał o tym, że przecież ten wieczór powinien być spędzony w przyjemnej atmosferze, w towarzystwie panny Leighton. To ona była jedynym przypomnieniem zachowania zimnej krwi. Pech chciał, że paradoksalnie o niej zapominał. W ogóle nie zauważył tego, że ta milczała, nie dostrzegał tego, że nie wiedziała jak zareagować. Jedynym sygnałem, który go oprzytomnił było ściśnięcie przez nią jego ręki. Natychmiast na nią spojrzał. Najpierw przepełniony złością, ale natychmiast jego nastawienie się zmieniło, gdy spojrzał jej w oczy. Nie spodziewał się, że ta zaraz przeprosi i odejdzie. Chwilę stał w zdziwieniu i zdumieniu. Głupi był. Przecież była tuż obok, a on mówił w jej imieniu tak, jak gdyby w ogóle nie znajdowała się przy nim. W dodatku zapomniał się ze swoją złością. Zupełnie się zapomniał. Przeklęty Black, przeklęta niech będzie i jego obecność i wszystko co ich wiązało.
Leighton… – odezwał się cicho. – Wybacz, lady Rosier – rzucił głośniej w stronę towarzyszki Cygnusa, zapominając zupełnie o pożegnaniu się z lordem Blackiem. Natychmiast się oddalił, idąc za blondynką, która zniknęła mu w tłumie. A on jedynie mijał kolejne osoby. – Panno Leighton! – zawołał ponownie. To jego wina. Zupełny brak wychowania, który potępiłaby jego matka.
W tłumie próbował wypatrzeć gdzie poszła jego towarzyszka. Mimo najszczerszych chęci nie mógł jej wypatrzeć. Przystanął, kręcąc głową. Powinien teraz wepchnął Blacka wprost do ognia, nie tylko za to, co zrobił w przeszłości, ale za to, że ponownie wciskał nos w nieswoje sprawy i jednocześnie płoszył mu towarzystwo. Normalne towarzystwo, które nie planowało zniszczyć mu życia i wepchnąć Tower, które nie próbowało się wywyższać. Dookoła wszyscy dobrze się bawili, nie przejmując się niczym. On natomiast znowu został sam, wraz ze swoimi wspomnieniami. Wyciągnął piersiówkę zza pazuchy i wolnym krokiem oddalił się od tłumu, żeby tylko zapić swoje smutki z dala od wszelkiego towarzystwa.

|zt




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   12.12.18 2:32

Marszczę mocno brwi, kiedy nieznajomy mi tak bezpośrednio zarzuca, że śmierdzę. No nie sposób się nie zgodzić - ktoś właśnie na mnie zwymiotował. Koszula wciąż nosiła ślady zawartości żołądka tamtej ślicznej i pijanej jak biszkopt młódki, a ja nic nie mogłem z tym zrobić. Jakieś szlachcianki to może i nosiły w torbach zapasowe kreacje, bo przecież trzy godziny w tej samej sukience to nie do pomyślenia, ale ja nawet nie miałem torby!! Tylko butelkę, którą zresztą zmuszony byłem zostawić Joszce, bo jak się dossał to już nie chciał puścić, a ja nie miałem serca się z nim o to bić. Nawet jeśli Joszka to był chyba jeden z nielicznych osobników płci męskiej, z którym miałem jakiekolwiek szanse w uczciwej walce na pięści. Ba! Skopałbym mu ten ukraiński zad... Gdyby, oczywiście, nie był mi bliski jak brat. Mierzę też spojrzeniem siedzącego obok mężczyznę - nie, ten to by mnie złamał jak wykałaczkę i to pewnie jedną ręką, więc daję się dźgnąć tym patykiem i tylko robię minę zbitego psa. Zbitego szczeniaczka! A trzeba było być potworem, żeby się znęcać nad małymi pieskami. W każdym razie patrzę na niego smutno, wyginając usta w wyrazie niemego niezadowolenia i przeciągle wzdycham.
- Nie mówi się tak nieznajomym, to niemiłe, a oni z czasem mogą okazać się twoimi najlepszymi przyjaciółmi. - wzruszam lekko ramionami, mówiąc to wszystko takim tonem, jakbym po prostu stwierdzał najoczywistszy z oczywistych fakt - Zresztą to właśnie zapach Festiwalu Lata. Kwiatowa nuta, woń morza i mocny, wybijający się z całej kompozycji, zapach nie do końca przetrawionego alkoholu. Wina, dokładniej. Słodki zapach wina owocowego. - kiwam głową, wprawiając w ruch tabun skręconych w spirale włosów i śmieję się głośno, bo takie to było zabawne i błyskotliwe, że ktoś musiał docenić. No to sam się doceniłem, wlepiając ślepia w muskularną sylwetkę mężczyzny. Postura greckich herosów, nie ma co... No w żadne potyczki to bym z nim nie chciał wchodzić, ale miałem nadzieję, że w razie czego najpierw każe mi spierdalać, a dopiero później się posunie do rękoczynów. W sensie jakbym go na przykład zaczął za bardzo denerwować.






Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   17.12.18 2:10

Miał rację - Ria nie umiała tego pojąć. Brytyjskie zimy nie wyglądały jak te syberyjskie, a nie będąc nigdy w tamtych rejonach, rudowłosa zwyczajnie nie potrafiła poruszyć czułych strun wyobraźni. Nie, żeby tą miała ubogą, co to, to nie! Jednak także i ona zawodziła; jej oczami widziała jedynie tony białego, ciężkiego śniegu przysłaniającego świat, sprawiającego, że w domu króluje zimno. Zimno wywołujące gęsią skórkę oraz szczękanie zębami. To nie przypomina w niczym przyjemnej wizji, nie wzbudza także ciepłych uczuć zapierającym dech w piersiach krajobrazem. Pomimo tak smutnego wniosku Weasley nie chciała się kłócić - zauważyła, że Siergiej należał do tych mężczyzn, którzy nie chcieli słyszeć słowa sprzeciwu z kobiecych ust. Z jednej strony taka postawa imponowała rudowłosej, z drugiej irytowała - przecież ona uwielbiała się wykłócać, stawiać na swoim. Nie dlatego, że była kobietą wyzwoloną; nie była. Tym razem Dolohov pomylił się w swojej ocenie. Rhiannon bardzo chciała odnaleźć miłość, założyć rodzinę oraz mieć dzieci, aczkolwiek nie wszystkim było to pisane. Nic w pośpiechu, szczególnie, że nadciągała wojna. Prawdopodobnie wszyscy będą musieli odłożyć sprawy towarzyskie na bliżej nieokreślone później. Tego nikt nie mógł przewidzieć. Nawet jasnowidzowie.
- Skoro tak mówisz - odpowiedziała ugodowo, nie mając w zamiarze rozjuszania nerwowego niedźwiedzia jakim był dobrze zbudowany Rosjanin. Harpia uśmiechnęła się przymilnie, starając się udobruchać rozjuszonego czarodzieja, choć to nie leżało w naturze dziewczęcia. Wolała ogniste kłótnie pełne wytykania sobie błędów, ale nie chciała też robić scen na festiwalu lata. Szanowała Prewettów oraz znajdujących się dookoła ogniska uczestników zabawy. Pozostało obejść się smakiem.
Wiadomym było, że Ria nie siała postrachu wśród mężczyzn i nie mogła zadać im dotkliwej krzywdy, ale coś tam potrafiła - uderzenie pięścią w twarz rudzielca nie przeszłoby bez żadnych konsekwencji. Raz udało jej się złamać przeciwnikowi nos! Ale tylko raz, ponieważ Weasley była wtedy naprawdę wściekła i nabuzowana; później miała z tego tytułu ogromne wyrzuty sumienia. Nade wszystko nie znosiła krzywdzić innych.
- Myślę, że raczej zapomniał - zaśmiała się, sądząc, że Micheal nie kojarzył już nadpobudliwej Gryfonki z rocznika niżej. Może nie doceniała w tamtej chwili samej siebie - kto to mógł wiedzieć? Nie czuła jednak żalu ani smutku, ta sytuacja już dawno została zabarwiona kurzem czasu, który minął. I najpewniej nie powróci. Delektowała się więc atmosferą magii krążącej wokół nich, ciepła letniego wieczora oraz tlącego się za ich plecami ogniska. - Proszę, nie mam nic do ukrycia! - zakrzyknęła Rhiannon, kiedy Siergiej zaczął zaglądać jej do uszu. Rzeczywiście nie miała niczego, czego powinna się wstydzić. Na pewno nie tego. - Naprawdę? To musi być złota kobieta - odpowiedziała smutno, kiedy tylko pojawił się temat chorej matki Dolohova. Bardzo mu współczuła, ale skoro zajmował się nią Stefan… tylko to trochę dziwne, że drugiemu synowi kazała dobrze się bawić w Weymouth - coś tu się nie kleiło, acz Harpia nie miała serca, żeby dłużej wypytywać i przesłuchiwać poszkodowanego mężczyznę. Na pewno cierpiał w sercu, ona zaś nie mogła rozdrapywać jego ran.
To nie śmiech sprawił, że Ria zapomniała o niewygodnym dla czarodzieja kłamstwie. To żądanie pocałunku, przez które kobieta spąsowiała niczym dorodny burak, przyćmiło poprzedni temat dyskusji. To za mało, wybrzmiało w rudowłosej głowie. Dodatkowo to, że Rosjanin odstawił ją na ziemię, wprawiło Weasley w obawy. Obraził się i chciał odejść? Nie, wszystko wskazywało na to, że zamierzał ją pocałować. Rhiannon sparaliżowało ze strachu, serce niebezpiecznie przyspieszyło bicie; tłukło się w klatce piersiowej jak uwięziony w słoiku motyl. Przełknęła ślinę, wreszcie znajdując siłę na odchylenie głowy w tył - niepotrzebnie. Ten, który dzisiejszego wieczora wyłowił wianek Harpii, ulotnił się. Przez jakiś czas czarownica wierzyła, że jeszcze wróci. Objęła ramiona dłońmi wyczekując jego powrotu. Tony’ego i Charlie już nie było. W ogóle dookoła zaczęło pustoszeć - czyżby zrobiło się późno? Rozejrzała się po raz ostatni, aż w końcu przygryzła zasmucona wargę. Musiała wracać. Kuśtykając podążyła znajomą sobie ścieżką do wyjścia z terenów festiwalu.

| zt Ria





Just stay with me, hold you and protect you from the other ones, the evil ones.
Powrót do góry Go down
Lucan Abbott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6172-lucan-havelock-abbott https://www.morsmordre.net/t6437-loki#164163 https://www.morsmordre.net/t6439-obys-nie-mial-zatargow-z-prawem#164173 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-rezydencja-abbottow https://www.morsmordre.net/t6547-l-h-abbott
Zawód : Znawca prawa, pracownik Służb Administracyjnych Wizengamotu
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
If you can't fly, run
If you can't run, walk
If you can't walk, crawl!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   28.12.18 13:30

Uparty. No oczywiście że uparty. Jak już miłośnik alkoholu dopatrzy się okazji, to nie odpuści. Lucan dobrze to wiedział. Nie z własnego doświadczenia. Ale widział nie raz i nie dwa. I chociaż kiwał się lekko na boki z powodu procentów, które już krążyły w jego krwi, na mężczyznę spoglądał całkiem czujnie. Nie był przyzwyczajony do takich czułości, kiedy płynęły one ze strony kogoś zupełnie mu obcego. I może jego postura mogła budzić uznanie, jednak Lucan także potrafił dostrzec plusy bycia małą, niepozorną chudzinką, jaką był nieznajomy, który się do niego dosiadł. Takie sprytne drobinki potrafiły być bardzo zwinne i szybkie, a łapki to kleiły im się bardziej niż Zaklęcie Trwałego Przylepca. A Lucan doskonale wiedział, co jest obiektem pożądania mężczyzny o burzy korkociągów zamiast włosów. I bynajmniej nie zamierzał mu tego oddawać!
- Ja tam wolę kwiaty i morze - zmarszczył nos, z pewną rezygnacją zauważając, że dźganie kijem najwyraźniej nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Westchnął więc tylko cicho i odrzucił kijek na piasek. Nie znaczyło to jednak że postanowił zmienić i zdanie. Nie zdobył się więc na wspaniałomyślny gest, jakim byłoby uniesienie drugiej ręki, tej, która to dzierżyła w dłoni butelkę z alkoholem, by przekazać ją swojemu nieoczekiwanemu druhowi.
- Pozbyłbyś się chociaż tej koszuli. Nie obrzydza cię noszenie na sobie czyichś wymiocin? - bardzo nie po szlachecku aż zatkał sobie nos wolną dłonią, żeby wyraźnie zaakcentować, jak bardzo rażą go owe aromaty na wpół przetrawionego wina owocowego. Tę koszulę to można by to w morzu przepłukać! Wcale tak daleko do wody nie mieli. A Lucan już spoglądałby na swoje nieoczekiwanego towarzysza zdecydowanie przyjaźniej. Jego butelka z resztą również. Ani przez chwilę jednak nie sądził, aby się na jegomościa rzucać z pięściami. Na cycki Heli, nie po to był Festiwal Lata, żeby sobie mordy obijać! Chociaż, kiedy teraz o tym myślał... może faktycznie powinien wrzucić jegomościa do morza. Inni festiwalowicze, zgromadzeni wokół ogniska, zaraz by mu podziękowali!
- Do wody marsz! - zarządził, wstając z miejsca.




We carry on through the stormTired soldiers in this war
Remember what we're fighting for


Powrót do góry Go down
Louvel Rowle
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4459-louvel-rowle https://www.morsmordre.net/t4472-poczta-louvela#95528 https://www.morsmordre.net/t4471-lou#95512 https://www.morsmordre.net/f75-cheshire-beeston-castle https://www.morsmordre.net/t4473-skrytka-bankowa-nr-1156#95529 https://www.morsmordre.net/t4474-louvel-rowle#95532
Zawód : łącznik z duchami w MM
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Death is not the end.
OPCM : 10
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   11.01.19 15:23

Nie był księciem z bajki - i nigdy nie miał się nim stać. Wciąż pozostawał wdowcem, człowiekiem po przejściach, chociaż o większości z nich socjeta nawet nie wiedziała. Dla nich był kolejnym, bezbarwnym Rowle'm, który trzymał się na uboczu. Nie to, że nie lubił sabatów lub innych kulturalnych przyjęć. Lubił. Jednakże zdecydowanie lepiej uczestniczyło się w nich z kobietą u boku. Wcześniej oraz później nie miały już takiego wydźwięku. Lekkości porównywalnej do szczęścia. Amaryllis może nie była jego wielką miłością, lecz zauroczył się w niej i odnalazł weń upragniony spokój. Pewność, że jego przyszłość jest zabezpieczona, mieni się w jasnych, szczęśliwych barwach. Niestety wszystko runęło niczym domek z kart i chociaż Lou nie płakał już nad rozlanym mlekiem to nadal wypatrywał swojej szansy na odmianę losu. Ta niestety nie nadchodziła.
Festiwal Lata miał być kolejnym ukojeniem rozedrganych podskórnie niepokojów. Na swojej drodze zapragnął spotkać damę, która byłaby w stanie zawładnąć jego sercem. Dopiero w ostatniej chwili, w przypływie impulsu zadecydował o złowieniu wianka Lei. To nie tak, że lady Yaxley nie miała przymiotów pozwalających na rozkochanie w sobie mężczyzny - po prostu Louvel nie widział już u swego boku tak młodziutkiej damy. Bał się, że mógłby być dla takiej jedynie ciężarem czy wstrętem, czego przeżywać nie chciał. To sprawiało, że nie upatrywał w blondynce kolejnego środka do osiągnięcia celu; pomimo, że sięgnięcie po koronę splecioną z rąk czarownicy świadczyło o czymś zgoła innym. Liczył, że dotrzyma mu towarzystwa. Ni mniej, ni więcej.
Kierowały nim egoistyczne pobudki, ponieważ nie spytał jej wprost o to, czy jego obecność jest jej miła. W pewnym sensie spełniał swój kaprys użyczając kobiecie ramienia oraz prowadząc do ogniska wokół którego zebrał się spory tłum. Był zadowolony, dzięki niej nie myślał o tym, co było. Mógł skoncentrować się na teraźniejszości wraz ze świetlaną przyszłością.
Bardziej na tym, co działo się teraz. Bez problemu odebrał porcję słodkiego wina z lewitującej tacy, po czym wręczył kieliszek Lei.
- Na razie jestem na urlopie, więc w rzeczy samej - odpowiedział uprzejmie, chociaż w tonie głosu przedarła się nuta irytacji. Rowle był pracoholikiem, nienawidził odseparowywania od tego, co kochał robić, a niestety tak się działo. Wolał o tym nie mówić nie chcąc zepsuć dobrego nastroju im obojgu. - Myślę, że dochodzę już do wprawy z konwersacją z duchami, zatem nie będziesz mnie tak często widywać lady - przytaknął czarownicy. - Chciałbym wznieść toast za nasze zdrowie. To chyba idealny powód - powiedział po chwili i uniósł kieliszek z winem. Potem szybko go przechylił wlewając ciecz do gardła. W istocie, oboje potrzebowali większej ilości zdrowia. - Chodziłaś lady do Hogwartu, prawda? Jak odnajdywałaś tamtejsze zamkowe zjawy? - spytał z zainteresowaniem, nie chcąc w kółko rozmawiać o pracy. Jego czy jej, bez różnicy.




When you're standing on the crossroads that you cannot comprehend - just remember that death is not the end

Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   15.01.19 0:15

- No ale jak to pozbyć! Tak w negliżu! Wszystkie panny by się zaraz pokryły rumieńcem! - robię zamaszysty ruch ręką, żeby mu zaprezentować te wszystkie panny, które by zaraz się zaczęły ślinić na widok mojej męskiej klaty. Hasały wokół ogniska odziane w zwiewne sukienki, całkiem bose, wystrojone w kwiaty i wreszcie rumiane od słodkiego wina, które co rusz znaczyło czerwienią ich roześmiane wargi. To był piękny widok. Tak piękny, że na moment zaparło mi dech w piersiach, że się naprawdę wzruszyłem, wodząc wzrokiem po sprężystych łydkach - raz odsłoniętych w pędzie, raz ukrytych pod cienką warstwą materiału.
- Cooooo?... - jakiś dziwny pisk wydobywa się spomiędzy moich warg, kiedy nieznajomy nagle wstaje i całkiem przestaje wyglądać tak przyjaźnie. Moje oczęta w kolorze tych właśnie morskich głębin, w które mnie posyłał, rozszerzyły się dwukrotnie i już unoszę obie ręce w obronnym geście, już rozchylam wargi, żeby coś powiedzieć, jednak... wtem naszych uszu dochodzą głośne pokrzykiwania i radosne śmiechy, dzikie pląsy wokół nagle ustają i wszyscy patrzą w jedną stronę. Łącznie zresztą ze mną, kiedy próbuję podnieść się z ziemi, chwytając nieznajomego.
- Co to? - mrużę lekko ślepia. Szybko wyjaśnia się, o co się właściwie rozchodzi - gwizdy oraz klaski nabierają na głośności i gdzieś w ogólnym szumie da się dosłyszeć jedno słowo - pogromca. To wszystko wiwaty na cześć najpotężniejszego z czarodziejów, tego, co właśnie rozprawił się z Wiklinowym Magiem.
- Hyyyyy! - wydaję z siebie zduszony okrzyk, zaciskając palce na koszuli nieznajomego gdzieś w okolicach ramienia - Pogromca! Zwyciężył Wiklinowego Maga! No tak, to przecież dzisiaj! Widzisz go? Kto to jest? - był wyższy, to może widział więcej, albo nie wiem, wzrok miał po prostu lepszy czy coś. Staję na palcach i wyciągam szyję by cokolwiek zobaczyć, bo tłum zbliża się w zastraszającym tempie, ba! Wszyscy po kolei zaczynają gwizdać i klaskać i ja nie jestem wyjątkiem - wsuwam dwa palce w usta, wydając z siebie przeciągły gwizd. Niech żyje Pogromca!...
- Zaraz! Ja go znam! Uratował mnie kiedyś przed obiciem w jednym pubie, hej! Hej! Pogromco! - macham nad głową łapami, żeby się przywitać, ale koleś raczej mnie nie widzi osaczony przez skandujący motłoch.






Powrót do góry Go down
 

Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19