Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Long Acre

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Long Acre   03.10.16 0:43

First topic message reminder :

Long Acre

Long Acre jest wiecznie zatłoczoną ulicą znajdującą się w samym sercu dzielnicy Covent Garden; mimo że łatwo można trafić stąd na ulicę Pokątną, znaczną większość przechodniów stanowią pochłonięci codziennymi obowiązkami mugole. Przy 10-12 Long Acre od przeszło pięćdziesięciu lat można znaleźć Stanford's, przepełniony wszelkiego rodzaju mapami sklep. Nieco dalej umiejscowione są budynki należące do jednego z najbardziej popularnych mugolskich wydawnictw. Chociaż wśród gwaru Long Acre nie sposób odnaleźć spokój, z jakiegoś powodu często ta ulica staje się miejscem spacerów dla niezliczonych niemagicznych rodzin.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Long Acre   16.05.18 17:36

Szlachcianka miała do siebie żal. Chciałaby mieć więcej odwagi. Czasami wydawało jej się, że jest zrobić wszystko i to bez względu na ból i samopoczucie. Czasami jednak strach, przerażenie i  dezorientacja po prostu brały nad nią górę i nie mogła nic na to poradzić. Wybiegając z Ministerstwa nie zastanawiała się nad tym kogo zostawia w tyle i dlaczego. Teraz jednak gdy wróciło jej racjonalne myślenie czuła po prostu żal. Do siebie, to tego co się tam wydarzyło, do braku odwagi i gnania ku egoizmu. Może i nie było w tym racjonalności, ale mając w pamięci rozmowę z Alexem i fakt na co się zdecydowała… powinna móc działać dla innych nawet jeśli działać dla siebie było jej ciężko. Kobieta była wdzięczna Justine, że właśnie przy niej była. Była wdzięczna, że jej pomagała. Los chciał, żeby to właśnie ją Lucinda spotkała na swojej drodze dzisiejszego wieczoru. Łączyło je więcej niż mogłaby sobie wyobrazić. Choć różniły się prawdopodobnie we wszystkim to to co je łączyło było niezwykle widoczne. Może właśnie dlatego tak łatwo było im znaleźć potrzebną pomoc. Jej wzrok kolejny raz powędrował w stronę Ministerstwa. Ogień nadal trawił budynki i mogła tylko podejrzewać, że dla wszystkich to była ciężka noc. Czy ktokolwiek podejrzewał, że coś takiego w ogóle może się wydarzyć? Słysząc głos kobiety spojrzała na nią. Iskra motywacji i chęci pomocy, która płonęła w jej oczach wraz ze słowami kobiety lekko przygasła. Czuła, że Tonks ma racje. W takim stanie niewiele mogła pomóc. Była roztrzęsiona, a to wszystko niezbyt do niej docierało. Mogłaby zrobić więcej krzywdy niż pomocy, a Justine nie mogła ciągle obracać się za nią i sprawdzać czy znowu nie wpakowała się w kłopoty. Westchnęła. - Masz racje - odparła przymrużając oczy gdy poczuła różdżkę na swoim ciele. - Po prostu ci wszyscy ludzie… jeden Merlin wie co tam się dzieje i co z tymi ludźmi się dzieje. Chciałabym móc coś zrobić. Naprawdę. - powiedziała spoglądając na swoje trzęsące się dłonie. Nie kalkulowała liczby ludzi. Wierzyła, że ci, którzy mogą cokolwiek zrobić są już na miejscu. Lucinda wiedziała, że blondynka spędzi tutaj długą noc chcąc pomóc wszystkim. Czuła się już o wiele lepiej. Tonks miała wielkie serce i miliony własnych problemów, z którymi musiała sobie radzić. Z jednej strony praca była oderwaniem od rzeczywistości i złych myśli, które mogą nadal tkwić w umyśle blondynki po ich ostatnim spotkaniu. Z drugiej strony widzieć to wszystko, znać wagę tragedii… ona choć pomóc chciała to nie wiedziała czy byłaby w stanie zrobić cokolwiek. - Tak, oczywiście, że tak - pokiwała głową. Nie chciała nikomu zaszkodzić, a na pewno tak by się to skończyło. - Obiecuje - dodała patrząc kobiecie w oczy.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Justine Tonks
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f192-st-james-s-street-13-8 https://www.morsmordre.net/t3701-just-tonks
ratowniczka w czarodziejskim pogotowiu ratunkowym
27
Mugolska
Panna
Don't worry mother,
your daughter is a soldier
25
15
0
13
6
0
4
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Long Acre   17.05.18 17:41

Nie potrafiła tego pojąć, ale miała wrażenie, że ostatnio cały świat stał na pochyłej równi, która prowadziła jedynie w dół. Nie, nie znajdował się jeszcze na jej dole, wręcz przeciwnie zdawał się powoli staczać, z każdą chwilą jedynie zyskując na szybkości. Najpierw przesłuchania i uprowadzenie mugolaków, potem pierwszomajowy wybuch, a teraz to - pożar Ministerstwa Magii. Nie mówiłaby tego wszystkiego Lucindzie, gdyby nie sądziła, że jest w stanie pomóc. Właśnie dawała jej krótki kurs jak to robić. Śmierć zdawała się znajdować zaraz obok a jej ponury jęk docierał z Ministerstwa. Zerknęła w jego stronę obserwując, jak pomarańczowe chmury kłębią się wypuszczając dym. Zawiesiła na nim spojrzenie, odrywając je, gdy Lucinda przyznała jej rację. Tonks przez chwilę zwyczajnie się zdziwiła - nie pamiętała, kiedy ktoś ostatnio jej ją przyznał.
- Możesz. - zapewniła ją spokojnie i pewnie. Bo wiedziała, że istnieje metoda. Wejście do Ministerstwa - dla Lucindy powrót do niego - to zwyczajnie nie była dobra opcja. Tonks wiedziała, że więcej pomoże z zewnątrz, odbierając wyprowadzanych rannych i pomagając przy transporcie ich do Munga. Mimo że jej towarzyszka nie znała się na magii leczniczej nadal mogła robić to samo. Tak zwyczajnie, po prostu. Uśmiechnęła się ledwie słysząc obietnicę, czując jednak że Selwyn nie do końcu zrozumiała co jej przekazywała. Stanęła wprost na przeciw niej, układając dłonie na ramionach spojrzała na nią. - Możesz. - powtórzyła raz jeszcze, wiedziała, że każda pomoc była na wagę złota - zwłaszcza jeśli była umiejętna. - Widzisz to wejście. - zapytała wskazując dłonią jedno z bocznych wejść z których właśnie wyprowadzono kolejną osobę. Auror który to zrobił wrócił do środka, poszkodowanego odebrał jeden z ratowników. - Pomagaj przy nim. Odbieraj ludzi którzy wychodzą, doprowadzaj ich do pierwszego z ratowników który zdaje się wolny, lub do jakiegokolwiek na którego padnie twoje spojrzenie. Pomagaj ludziom wrócić do domu, lub udać się do Munga. - wyraźnie artykułowała słowa. Rozejrzała się po Long Acre mrużąc oczy w końcu dostrzegając jeden z magicznych sklepów. - Tam jest Standford, mają kominek. - dodała jeszcze zwracając na powrót głowę w stronę przyjaciółki. Dłoń powędrowała do ramienia.
- Poradzisz sobie. Tylko pamiętaj o tym, co ci powiedziałam. - zawyrokowała na koniec, przyciągając ją do siebie na kilka jednocześnie krótkich i długich sekund. Na chwilę uniosła się na palce będąc niższą. - Powodzenia! - te słowa już krzyknęła, kolejne sekund później była już dalej biegnąc przed siebie, na drugą stronę Ministerstwa, zaciskając dłoń na różdżce i wypatrując każdego, kto mógł być w stanie potrzebować pomocy. Mając nadzieję, że w końcu trafi i na niego. Teraz jednak na jej drodze zamajaczył upadający mężczyzna, kaszlał, ruszyła w jego kierunku nie oglądając się już w stronę z której przygnała.

| zt




I need a hand but here I stand alone. I hear a cry but I think it’s just my own. How can I see when the darkness blinds my eyes? How can I love when my heart is
broken inside?

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
10
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Long Acre   24.05.18 19:53

Energia z niej uleciała. Wiedziała, że niewiele tutaj może już zrobić, ale naprawdę tego chciała. Nie lubiła czuć się zbędna. Całkowicie niepotrzebna. W ostatnim czasie zbyt często znajdowała się właśnie w takiej sytuacji. Mówiąc wprost… ofiary. Nie żaliła się. Znała swojego pecha, nie bez powodu czasami wydawało jej się, że przez te wszystkie klątwy ona także stała się przeklęta. Wszędzie gdzie była musiało się coś wydarzyć. Powoli zaczynała się już do tego przyzwyczajać. Nawet zaczęła myśleć, że wszyscy są świadkami tego, iż świat wali im się na głowy. Coraz częściej można było to zauważyć. Coraz ciężej było to zrozumieć. Słysząc słowa blondynki, że jednak mogła coś zrobić uniosła brew prawdziwie zainteresowana. Kobieta musiała widzieć, że naprawdę jej na tym zależy. Miała swoją szansę wcześniej by pomóc tym ludziom, ale zdecydowała, że najpierw uratuje samą siebie. Teraz nie chodziło o to, że tego żałowała, ale chyba po prostu chciała zrobić dla tych ludzi coś co Tonks zrobiła dla niej. - Rozumiem – powiedziała kiedy ta powtórzyła, że naprawdę może tutaj pomóc. Czuła się o wiele lepiej. Zaklęcia zaczęły działać i sprawiły, że to wszystko było już znośne. - Dobrze, tak właśnie zrobię. - dodała jeszcze jakby chciała zapewnić kobietę, że się nie wycofa i że poradzi sobie nawet jeśli wymagało to od niej o wiele więcej niż mogłaby sobie wyobrazić. - Musisz na siebie uważać – dodała do kobiety widząc, że ta chce już iść pomagać dalej. Lucinda zdawała sobie sprawę z tego jak łatwo było się w takiej pomocy zatracić. Ona też prawdopodobnie gdyby nie kierowała się instynktem przetrwania najzwyczajniej w świecie zatrzymałaby się tam chcąc wyciągnąć też innych widząc, że potrzebują jej pomocy. Wtedy i ona mogłaby już stamtąd po prostu nie wyjść. Szlachcianka zdawała sobie sprawy, że to nie była pierwsza akcja ratownicza, w której kobieta brała udział bo przecież to był zawód, który wykonywała każdego dnia, ale jednak Lucinda wolała to powiedzieć. Słowa nie powinny tak długo wisieć niewypowiedziane. Pokiwała jeszcze głową gdy ta się z nią żegnała i oddała uścisk wkładając w to tyle siły ile tylko w tym momencie miała. Wbrew temu, że czuła się już lepiej nadal nie miała za dużo energii. Kiedy kobieta się oddaliła Lucinda jeszcze powtórzyła, że powinna na siebie uważać jakby chciała być pewniejsza, że tak właśnie będzie. Podniosła się rozglądając dookoła chcąc zlokalizować innych czarodziejów uciekających z Ministerstwa. Coś jej podpowiadało, że będzie ich o wiele więcej. Tego się chyba właśnie bała.

z.t




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Long Acre

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18