Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Jezioro Loch Lomond
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Loch Lomond

Jedno z najbardziej malowniczych miejsc w Szkocji, największe jezioro Wielkiej Brytanii - Loch Lomond. Na samym jeziorze znajdują się niewielkie wyspy, na które turyści, jak i mieszkańcy od czasu do czasu się wybierają, szczególnie letnią porą. Dookoła jeziora znajduje się także kilka niewielkich, głównie mugolskich mieścin. Warto wspomnieć, że ludzie w tych okolicach mówią tak silnym szkockim dialektem, że rodowity Anglik może mieć niemałe problemy ze zrozumieniem ich.
W okolicach gór nie trudno spotkać także typowe dla Szkocji rude krowy oraz pokaźne stada płochliwych, acz bardzo hałaśliwych baranów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jezioro Loch Lomond - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Los bywał przewrotny, kapryśny, lecz gdyby otrzymała możliwość ponownego podjęcia najważniejszych wyborów, pewnie i tak ruszyłaby tą samą drogą, najpierw stawiając pracę na pierwszym miejscu, później – plując sobie z tego powodu w brodę. Choć przecież nie żałowała samego zajęcia, podjęcia kursu wiedźmiej straży, co zaniedbań, których się w związku z tym dopuściła. Czy byłaby szczęśliwsza, gdyby poszła w ślady ojca? Czy miałaby wtedy więcej czasu – siły – dla rodziny? Co z tego, że robiła wszystko, by docierać do informacji, które dla innych byłyby niedostępne, pomagała innym jednostkom z przygotowaniem się przed ruszeniem w teren, jeśli nie umiała ochronić najbliższych.
Zamarła w bezruchu, gdy przyjaciel westchnął, nie mogąc się powstrzymać przed spojrzeniem ku jego twarzy kątem oka. Zmarszczyła brwi w reakcji na słowa o Pomonie. Nie zrobił wszystkiego? Może, wątpiła jednak – myśli te zostawiła dla siebie, nie chcąc jątrzyć rany, kontynuować tematu, który nie był komfortowy dla żadnej ze stron. – Rozumiem. I spróbuję to zmienić – odpowiedziała cicho, wciąż ostrożnie, choć ton głosu Jaydena złagodniał, nie był tak ostry i surowy jak przed chwilą. Mimo to potrzebowała więcej czasu, by zapomnieć o nieoczekiwanej naganie, nie pozwolić jej wpłynąć na dalszy przebieg spotkania. – Wiem, że chcesz dla mnie… dla nas… dobrze. I doceniam to, naprawdę. Po prostu wiem też, że taka zmiana nie będzie łatwa – mruknęła cicho, w zamyśleniu skubiąc materiał koca, powstałe na nim zmechacenia. Chciała powiedzieć siedzącemu obok, na wyciągnięcie ręki astronomowi, że powinien być dla siebie bardziej wyrozumiały, że to nie jego wina, mimo to słowa nie znajdowały drogi na usta, powstrzymywane przez podskórne obawy i dystans, który narósł w jej głowie, a z którym musiała się uporać. Nie chciała się przecież kłócić.
Temat magii umysłu nie był wiele lepszy; choć nie wzbudzał tak silnych emocji, brakowało jej pewności czy pomysł nauki oklumencji nie był jedynie kaprysem, którego prędko mogła pożałować. Wpierw musiała zdobyć więcej informacji, później – podejmować decyzję. Dlatego na propozycję Jaydena zareagowała skinięciem głowy, bladym uśmiechem. – Dziękuję. Chętnie się z nimi zapoznam, a wtedy… Zobaczę – skończyła koślawo, nie naciskając, nie zalewając go falą niedelikatnych pytań. Była ciekawa, chciałaby już dowiedzieć się, jak wiele wiedział o tej trudnej sztuce i skąd, potrafiła jednak ugryźć się w język.
Przez jej twarz przemknął grymas w reakcji na pierwsze spotkanie z wodą, była chłodna, nieprzyjemna. Zaraz jednak zrobiła kolejny krok przed siebie, w stronę nie przejmującego się takimi niedogodnościami przyjaciela, chcąc przyzwyczaić do nowych warunków nie tylko kostki, ale i łydki, a zaraz kolana, uda. Uchwyciła jego rękę z niewysłowioną wdzięcznością, spięta wizją ruszenia w stronę wybranej przez niego wysepki – wierzyła przy tym, że nie zostawi jej samej, nie będzie śmiał się z nieudolnych prób pływania. – Ufam ci – dodała jeszcze na koniec, niby to w żartach, lecz całkowicie poważnie, podchwytując przy tym spojrzenie znajomego błękitu tęczówek. Wiedziała, że sobie poradzą.

| zt


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
but I'm more than just a little curious how you're planning to go about making your amends to the dead

OPCM : 23
UROKI : 36
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down


24 października 1957

Szkockie ziemie zawsze były bogate w najpiękniejsze jeziora, a Forsythia doskonale znała te, przy których można było zażyć ożywczej kąpieli, kryjąc się pośród gęstwiny. Skryte, małe wyspy na jeziorze Loch Lomond nadawały się perfekcyjnie dla uczczenia równie drobnej tradycji, którą lady Black oraz panna Crabbe powtarzały co roku od pierwszej, szkolnej kąpieli w październikowym chłodzie. Nie wiedziała, czy dobrze postępuje, oferując szlachetnie urodzonej czarownicy wspólną wycieczkę – wciąż nie mogła pogodzić się z przemyśleniami względem własnej rodziny, które męczyły jej myśli. Lecz przecież… to była Aquila, kochała ją, a jednak czuła rosnącą przepaść. Mogła rzucać zaklęcia, polewać eliksirami rany na duszy, lecz miała wrażenie, że traci ją. A może to ona uciekała przez palce damie? Tak czy inaczej, rozpływały się, nawet nie wiedząc, jak daleko stawiały od siebie kroki.
Przytuliła ją natychmiast gdy wyszła za próg, a serce zadrżało, przywołując do duszy wszystkie myśli, pałętające się od wielu dni, tygodni, miesięcy. Chciała ją kochać, tak jak kiedyś, a jednak bała się, że robi błąd, dając sobie kolejną szansę. Sobie i jej, chcąc utrzymać to co wisiało na cieniutkiej żyłce, swym ciężarem przyciągającym do ziemi tak mocno, aby wreszcie doprowadzić do pęknięcia. Lecz ono, paradoksalnie nie nastało, chociaż sądziła, że dawno przekroczyła ten moment z dziarsko uniesioną głową, tak czując oddech Aquili w swych objęciach, nie była w stanie przyrzec sobie nienawiści do niej. Mogła być ostrożniejsza, uważniejsza, złamana i odłączona od reszty, a jednak była z nią tak blisko, że okrutne uzależnienie wciąż penetrowało skórę, kości, mięśnie i wreszcie duszę, by skalać położone na szali postanowienia. Nie zrobiłam nic złego – wmawiała sobie. Nie robię nic zdrożnego – kontynuowała. Szala tego co taktowne i nie, nie grała w tej chwili żadnej roli, a obawy toczyły bój na całkowicie innej płaszczyźnie. – Chodź, porywam cię za góry i doliny – zaczęła, szepcząc do ucha kuzynki. Chciała ją naprawdę porwać, zabrać od tego wszystkiego, co się działo, zakłamać rzeczywistość, aby mogły już nigdy nie przejmować się problemami toczącymi Londyn, pogłębiającą się wyrwą poglądów. Odsunęła się wreszcie, sięgając po wcześniej odstawioną na bok miotłę. Sprytnym ruchem pociągnęła kuzynkę za rękę, oferując miejsce za sobą. – Przecież już ci się oświadczyłam – zażartowała cicho, zawieszając spojrzenie w tęczówkach Aquili. – Nie możesz mi odmówić – szelmowski uśmiech przeciął usta, a po kilku chwilach leciały już w górę, a potem w dal. Daleko i jeszcze dalej, a oczy szkliły się nie tylko od wiatru, uderzającego w twarz czarownicy. Nie sądziła, że to wszystko będzie, aż tak ciężkie, a czuła się, jak gdyby wbijała kochanej osobie nóż w plecy. Jak wielką hipokrytką była? Jak okropnie się czuła… lecz dziś obiecała sobie być tylko w tej chwili, w słodkiej niewiedzy, udawać, że nie ma świata poza malowniczym jeziorem, w którego kierunku leciały. Nie chciała poruszać newralgicznych tematów, ani zadawać pytań, które mogłyby służyć wyciągnięciu czegokolwiek – nie jej. Rigel – owszem, była w stanie go pytać, dowiadywać się, zbierać informacje. Wujkowie, ojciec, inne kuzynostwo, z którym nie była, aż tak blisko – to było łatwiejsze, nie bolało. Ale Aquila? Wstrętny dreszcz przeszył ciało, gdy chwilowo było jej ciężej utrzymać kontrolę nad miotłą, jednak prędko skwitowała to śmiechem, bo przecież zrobiła to specjalnie i dla wrażeń. Kolejne kłamstwo. Cholera jasna.
Czarujący szum jeziora opatulił zmysły, gdy wylądowały miękko na trawie niewielkiej wysepki. Upewniwszy się, że dama przeżyła podróż cała i zdrowa, Forsythia oparła miotłę o jedno z drzew, by zaraz potem wciągnąć koc, który miała w torbie. – Podniesiesz temperaturę? – zapytała, machając różdżką, aby koc opadł równomiernie na trawie. Pamiętała zdolności Aquili i szczerze wolała zostawić jej przywrócenie letniego powiewu na skrawku brzegu. Sama natomiast postąpiła kilka kroków na bok. – Salvio Hexia – wypowiedziała dokładnie, a jej nadgarstek zaczął wyrysowywać barierę otaczającą koc i kawałek wody, gdzie przypuszczała, że zaczną pływać.
[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 16.05.21 16:46, w całości zmieniany 1 raz
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

Tuż po wypowiedzeniu ostatniej głoski zaklęcia, Forsythia poczuła przyjemne ciepło, rozchodzące się falami od wiodącej ręki. Wiedziała, że jej nie zagrażało, przypominało ciepłą, letnią bryzę, a doświadczenie czarownicy nie pozostawiało wątpliwości - wyczarowana bariera okazała się niezwykle udana. Choć niewidoczna, miała trwale ochronić prywatność kobiet z jednej wybranej strony. Skutecznie ukrywała je przed wzrokiem wścibskich, a przy okazji, dzięki niezwykłemu szczęściu panny Crabbe - także przed powiewami jesiennego, lodowatego wiatru. Bariera wydawała się też znacznie bardziej trwała niż zazwyczaj, a od strony dziewcząt - skrzyła się rozkosznie w słońcu.

| MG nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jezioro Loch Lomond - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Październikowa kąpiel w jeziorze stała się już niemal tradycją dla kuzynek. Poczynając od czasów Hogwartu, gdy to obie niewiele jeszcze wiedziały o świecie, a kończąc na teraźniejszości. Rok w rok robiły dokładnie to samo. Najpierw w szkole, tak aby nikt nie zauważył ich obecności w trakcie jesiennych popołudni w Wielkim Jeziorze Hogwartu. Pozostając tam zaledwie w halce, uważnie unikały wzroku innych uczniów i profesorów, nie pozwalając sobie, by ktokolwiek ich przyłapał. Dzisiaj mogły bez obaw odlecieć daleko do Szkocji, kryjąc się pod zaklęciami, którymi zwykle zajmowała się Forsythia.
Po raz kolejny tak samo, jak rok wcześniej, Crabbe zapukała do drzwi Grimmauld Place, a wpuszczona przez skrzata, przeszła przez próg domu. Ruchome schody powoli jechały w dół, a na nich stała dumna Black, z nosem wyżej w górze. Ciepły uścisk przywoływał wspomnienia, których utracić nie chciałby nikt. Wspólne biegnięcie przez szkolny korytarz, podwieczorek i kropla sosu malinowego, która przypadkiem znalazła się na nosie kuzynki, czy też ciepło jej dłoni, wtedy gdy potrzebowała najwięcej miłości. Dzisiaj świat był już inny, a los nie tak szczęśliwy i prosty jak jeszcze zaledwie kilka tygodni temu. Nawet jeśli życie szło do przodu, to zmiany pozostawały nieodwracalne, a śmierć Alpharda odcisnęła głębokie piętno w duszy młodej lady. Z początku twierdziła, że to zły pomysł, jednak miesiąc powoli się kończył, a tradycji powinno stać się zadość. Kierując służbą, kazała zapakować olbrzymi kosz piknikowy, który miał lecieć za nimi, wspierany zaklęciem. W środku znalazły się cztery pieczone w miodzie pigwy, chrupiące bagietki do zjedzenia z serem białym z miodem i makiem lub korzennymi powidłami śliwkowymi. W dużym samodzielnie ogrzewającym się termosie, na polecenie lady, służba zapakowała czarną słodzoną herbatę, na wypadek chłodu. Na specjalne życzenie, pomiędzy porcelanową zastawę, a kielichy z ciętego kryształu na wysokich nóżkach, wsadzono również delikatnie schłodzoną butelkę magicznego laudanum. W ten sposób zapakowany kosz został jeszcze okryty dwoma atramentowymi kocami z farbowanego włosia alpaki, wyszywanymi złotą i białą nicią. - Musimy być czujne - powiedziała jeszcze Black, wchodząc na miotłę. Forsythia nie zdawała sobie pewnie nawet do końca sprawy, w jakim zagrożeniu jest teraz szlachcianka, a przynajmniej, w jakim zagrożeniu wydaje jej się, że jest. Teleportowały się tuż za Londynem, ostatnie mile pokonując jednak wśród chmur. Mroźny wiatr muskał futro Black, gdy ta mrużyła oczy, unikając chłodu pod powiekami. Gdy w końcu miękko wylądowały na ziemi, ta dyszała jeszcze ciężko, zmęczona po tej podróży. Trwała w końcu dobrą godzinę, chociaż gdyby próbowały lecieć przez całą trasę, prosto do Szkocji, trwałoby to pewnie dwa dni. Wdzięczna za zaklęcie Salvio Hexia, Black kiwnęła głową kuzynce, zgadzając się z kwestią podniesienia temperatury. - Widziałaś ten dziwny dom niedaleko? Tak z czerwono-czarnym dachem. Stał przed nim tłum gapiów, jakby wynosili z niego kogoś, kto właśnie... - nie dokończyła. Śmierć Alpharda, chociaż pozwalała zdobyć siły, ukierunkować własne działania, wciąż bolała głęboko. Powłoka ich schronienia delikatnie migotała w październikowym słońcu, gdy Black uniosła różdżkę do góry, obracając się wokół własnej osi. - Caeli fluctus - wypowiedziała zaklęcie, a temperatura wokół wzrosła o dobre 5 stopni. Bez zimnego wiatru, obszar, w którym się znajdowały, przypominał wczesnowrześniowe wybrzeże. - Dobrze, że słońce tak nie pali... Nie zniosłabym go na mojej skórze - powiedziała przewracając jeszcze oczami, aby ściągnąć z głowy czarny filcowy kapelusz z ozdobną broszą kruka. Machnęła jeszcze różdżką, a kosz piknikowy otworzył swoje wnętrze, ukazując wszystkie pyszności zapakowane do jego środka. Black jednak nawet tam nie patrzyła, zbyt przyzwyczajona do codziennych smakołyków. - Mam ci tak wiele do opowiedzenia... - skierowała różdżkę na wodę, a ta zaczęła delikatnie bulgotać, podnosząc swoją temperaturę do przyjemnych kilku stopni więcej. Aquila nie była mistrzynią transmutacji, nie była w stanie zapewnić im ciepłej kąpieli, musiało wystarczyć to co jej się udało. - Jesteś pewna, ze nikt nas nie widzi? Jeśli ktoś będzie się zbliżał, powinnyśmy się natychmiast teleportować. Jest tylu niebezpiecznych ludzi, ostatnio ciągle czuję niepokój, a Cygnus zabronił mi opuszczać dom po zmroku - zaczęła, przerażona tym wszystkim, co było teraz dookoła, jednak usilnie starając się po sobie tego nie rozpoznać. Różdżkę trzymała w pogotowiu, na wszelki wypadek. Musiała jednak popływać w szkockim jeziorze. Ta rzecz była stabilna, była normalna i naturalna. To była tradycja.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Jezioro Loch Lomond

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach