Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Fleet Street
AutorWiadomość
Fleet Street [odnośnik]02.05.15 13:23
First topic message reminder :

Fleet Street

Jedna z najstarszych ulic Londynu, przy której mieszczą się różnego rodzaju punkty usług. Jeśli wierzyć miejskiej legendzie, niegdyś jeden z nich prowadzony był przez seryjnego mordercę, golibrodę Sweeney Todda. Jego historia rozsławiła to miejsce na cały świat. Zamknięta dla samochodów, stanowi przejście pomiędzy City of Westminster a City of London, ozdobione przepiękną bramą. Można tutaj również podziwiać jedną z wielu rzeźb Charlesa Bella Bircha; postument uwieńczony statuą smoka.    
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Fleet Street [odnośnik]08.05.21 1:04
The member 'James Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fleet Street [odnośnik]08.05.21 18:10
Chciał coś zrobić, cokolwiek, ale nie mógł i nie był w stanie. Bał się, nie wiedział co miałby robić... Był zagubiony tak samo jak James, mimo że zawsze stali po tych dwóch stronach. Kiedy młodszy poddawał się furii, szukał walki i zaczepki, tak starszy po prostu udawał i kłamał, dusząc w sobie wszystko co siedziało mu w głowie. Nie mógł, nie miał prawa im pokazać, że się martwił czy miał z czymś problem! Nie pozwalał sobie na to, miał po prostu zakaz, który sam na siebie nałożył już naście lat temu. Powinien być silniejszy, powinien dać sobie radę ze wszystkim tym i nie doprowadzić do...
- Wiem... - powiedział, bo zdawał sobie sprawę z tego, że James był w stanie się za niego wstawić wtedy. Nawet jeśli było to idiotyczne, nawet jeśli nie powinien, bo tylko sprowadziłby zły los na siebie! Nie mógł... Nie, nie chciał, żeby ten debil brał na siebie jego odpowiedzialność! Nie powinien, on miał być bezpieczny - to Thomas miał mu zapewnić to bezpieczeństwo, a zawiódł. Tak samo jak swoją żonę, jak siostrę, jak całą rodzinę. Eve, jej całą rodzinę! Ich matkę...
Od czego miał zacząć? Jak to powiedzieć? Że ona nie żyje? Nie chciało mu to przejść przez gardło, nie chciał tego słyszeć, bał się do tego przyznać na głos.
Chyba właśnie dlatego nie odpowiedział, wpatrując się w brata jakby chciał mu to przekazać w ten sposób. Jak miał to powiedzieć, wyjaśnić, że nie żyła? Że prawdopodobnie teleportowała ich oboje do bezpiecznego miejsca, ale sama była wtedy ranna... lub nie skupiła się na zaklęciu... Że doskonale wiedziała jak rzucić takie zaklęcie i co się będzie wiązało z nim, jeśli coś było nie tak! Że sama dokonała takiego wyboru, a on sam do dzisiaj się o to obwiniał. Nie powinna ratować go, powinna ratować siebie lub kogokolwiek innego oprócz niego! Sprawiało mu to ból zarówno psychiczny jak i fizyczny, którego jak raz nie ukrywał. Tak guła w gardle, ciężar w klatce piersiowej... Czy to był po prostu jego brat, siedzący teraz na nim czy poczucie winy? Czy kiedykolwiek pokazywał się w ten sposób Sheili i Jamesowi? Nawet jako dziecko robił dobrą minę do każdej sytuacji, niezależnie jak złej! A kiedy nie miał siły? Uciekał, chował się, nie dawał na siebie spojrzeć. Kilka razy uciekł do babci, chowając się, ale dużo częściej próbował chować się pod karawanami czy za jakimiś drzewami i krzakami. Nie powinien tak uciekać, ale to była jedyna reakcja, której został nauczony. Ucieczka, udawanie, kłamanie.
- Nie chciałem, tak... Jestem pierdolonym tchórzem, zawsze byłem! Nie uciekłem wtedy... Jeanie mnie uratowała, ale... Jak już się obudziłem było za późno... - mówił, mając coraz mniej siły do tego tłumaczenia. Był zmęczony, był niczym trup. Wolałby być trupem... Nie musiałby przyznawać się do tego co zrobił i dlaczego, nie musiałby o tym wszystkim opowiadać. I nawet teraz pokazał jak wielkim tchórzem był, bo widząc nadciągającą w jego kierunku rękę brata jakby coś się w nim przebudziło w tym momencie i szarpnął ręką, żeby zasłonić twarz przed jego pięścią. Tchórzostwo znów? Nie mógł pozwolić na coś takiego, na zasłużone pobicie?
Czuł rezygnację Jamesa, jak ten odpuszcza... Nie wiedział co miał powiedzieć czy zrobić. Wiedział, że zachował się jak idiota, że zasługiwał na wszystkie gorzkie słowa i prawdy, nawet jeśli chciał wręcz krzyczeć, żeby mu ich oszczędzić, bo doskonale o nich wiedział.
- Ja... Nie wiem. Próbowałbym... Nie wiem co, pomóc w jakikolwiek sposób... Nie ma sposobu, żebym wynagrodził to co się stało, szczególnie Eve... Zresztą, gdyby był na to czas to i tak by mnie nienawidzili tak jak ty - odpowiedział, nie podnosząc się z ziemi, nie próbując patrzeć na Jamesa, który wyraźnie sam nie chciał tego kontaktu wzrokowego. Nawet nie opuszczał dłoni, jakby nie wiedząc czy młodszy nie wstaje tylko po to, aby go spróbować skopać czy jeszcze inaczej wyżyć na nim swoją złość. Nie mógł być pewny... Nie widzieli się dwa lata i może nieco urósł, może zmienił fryzurę, ale poza tym nie wydawał się zmienić dużo. Zresztą, czy sam Thomas się zmienił? Może czuł się winny, ale poza tym... Tak samo uciekał i nie szczędził głupich komentarzy, za które później obrywał.
Zamknął oczy i ułożył na oczach przedramię, wciąż czując ból od uderzeń, ale nie mógł powiedzieć, że nie zasłużył za wszystko co zrobił, za każdą swoją idiotyczną decyzję. Ba, zasługiwał na dużo więcej, ale wyraźnie nawet brat nie miał już do niego sił.
- A ty? Nie przypuszczałem, że jeśli żyjesz to spotkam cię tutaj... I sam nie wiem. Szukam zajęcia, czegokolwiek... Próbowałem pomieszkać w Szkocji, ale... Za bardzo mi o niej przypomina... Więc wróciłem do Anglii i jakoś tak mnie przywiało - powiedział, raczej nie musząc precyzować czy przypominać o kobiecie, która chyba jako jedyna była w stanie go zmusić do nauki, do zdania egzaminów. Może, gdyby nie byli półkrwi, mógłby nawet znaleźć jakąś pracę? Jego wyniki nie były najlepsze, ale też nie były najgorsze... Chociaż nawet ich nie miał. Byłoby z tym więcej problemów niż pożytku najpewniej.

[size=9]| Blokuję cios Jamesa



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away


Ostatnio zmieniony przez Thomas Doe dnia 08.05.21 18:11, w całości zmieniany 1 raz
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fleet Street [odnośnik]08.05.21 18:10
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Fleet Street [odnośnik]20.05.21 1:19
Często szukał powodu, dla którego jego starszy brat robił, co robił, zachowywał się tak, jak się zachowywał. Szczególnie przez ostatnie dwa lata, zdawał się myśleć o tym nieustannie. I mimo to, nie był nawet blisko prawdy, która tkwiła głęboko w sercu Thomasa. Pod jego nieobecność obarczał go wszystkim, całym złem jakie ich spotkało. Zwalał na jego niewidzialne ramiona cały ciężar, który ciążył jemu samemu. Zrzucał na niego ból i żal za wszystkie lata, nawet jeśli wcześniej nie myślał o tym w ten sposób. Był nieobecny — nie mógł się obronić, niczego wyjaśnić, zaprotestować. Zbierał więc wszystkie przewiny raz za razem, odnajdując wszystkie zawsze, gdy wracał wspomnieniami do lat ubiegłych, wynajdując je tam, gdzie ich nie dostrzegał, a może nawet ich nie było. Nagle był zły za wszystkie tamte ucieczki. A przecież wtedy to nie było ważne. Nie myślał o tym. Nie miał mu tego wcale za złe. Dziś miał tak wiele. I bardzo tymi winami próbował ukryć najzwyklejszą, ludzką tęsknotę.
Spojrzenie, jakim go obdarzył Thomas zamiast prostej odpowiedzi, co się wydarzyło z Jeanie, było jak cios w pierś, w splot słoneczny, zatykające i bolesne, nawet jeśli niezbyt silne. Stracił jeden oddech. Nie powinien być zaskoczony. A jednak to, że nie widział w obozie nigdzie jej martwego ciała dawało nadzieję na to, że się uratowała. Że żyła. Ta sama nadzieja trzymała go, kiedy myślał o nim. O ich siostrze. O Eve i jej siostrze. Nie było ich. Może… może żyli. Dziś wiedział, że tak. Dlatego śmierć Jeanie go zaskoczyła. I nagle, nie wiedząc dlaczego, poczuł się podle, patrząc na tkwiącego pod nim brata, który nie potrafił wydusić na ten temat ani jednego słowa. Jakimś trafem nie tylko widział, ale poczuł to, co czuł Tom. Jego żałobę. Skrytą głęboko w sercu, ukrytą pod maską twardziela, cwaniaka i lekkoducha. I w tej jednej chwili zrozumiał jego chęć i potrzebę ucieczki, ukrycia się i schowania przed całym światem. Nawet przed młodszym bratem. Milczał przez dłuższą chwilę, słuchając tylko jego kolejnych wyjaśnień, tłumaczeń. Już siedząc na ziemi obok, po tym jak nie udało mu się osłonić przed ostatnim ciosem, a jego zaciśnięta pięść z łatwością przedarła się przez skrzyżowane ręce, by sięgnąć oczodołu. Siedział przez chwilę, patrząc przed siebie, jeszcze z mocno bijącym sercem, drżącym oddechem i niewypowiedzianymi słowami, które grzęzły w gardle.
— Przykro mi — powiedział w końcu cicho, ogniskując spojrzenie na przypadkowej osobie, która powoli traciła zainteresowanie ich bójką i odwracała się, by wrócić do kontynuowania spaceru. Naprawdę było mu przykro. Wiedział, kim dla niego była, jak wiele dla niego znaczyła i co z nim potrafiła zrobić. Wydobywała z Thomasa wszystko, co najlepsze. Sprawiała, że był ambitniejszy, odważny, dzielny. Udowadniała, że potrafił być dobry; nie, najlepszy. Przy niej też bywał najlepszym bratem. Pamiętał jej uśmiech i to, jak Tom rozpływał się, nie widząc świata wokół, dając się ponieść uczuciu, o które może nikt nigdy, by go nie podejrzewał. — Wciąż możesz pomóc— przypomniał mu, a może dopiero go uświadomił, że nie wszystko stracone. Nie był pewien, czy chciał, by Tommy wrócił. By z nimi był. By znowu byli rodziną. Przynajmniej wmawiał to sobie, w głowie analizując wszystkie za i przeciw, choć jego serce już dawno znało odpowiedź. — Nie nienawidzę cię, kretynie — powiedział cicho, marszcząc brwi. Był idiotą, jeśli tak sądził. Ale nie powiedział mu tego. Dobrze, by choć przez chwilę miał wątpliwości, by się zastanawiał. Zasłużył na tę niepewność. I jeśli mógł przewidzieć, jak zareaguje na niego Sheila, nie miał pojęcia, co zrobi Eve, choć znał ją przecież tak dobrze. W tym jednym miał rację. Nie mogli jej wynagrodzić tego, co się wydarzyło. Mogli próbować, starać się, robić wszystko, by zyskać jej wybaczenie, ale nie nie mogło jej wynagrodzić śmierci, która odebrała jej najbliższych.
— Szukałem cię — odpowiedział mu po chwili, i siąknął nosem, przecierając go po chwili. Zaswędział go okropnie. Wciąż patrzył przed siebie, nie przyglądając się bratu. Wiedział, że jeśli to zrobi, zwyczajnie pęknie. Miał być zły. Chciał być jeszcze na niego zły. Jeszcze trochę, zanim mu to wszystko wybaczy. — Dwa lata. Szukałem ciebie, She, Eve. W jednym ze scenariuszy zakładałem, że układasz sobie życie z Jeanie gdzieś w Szkocji. Budujesz mały, idiotyczny domek przy plaży i każdego ranka przechadzasz się tą samą ścieżką wzdłuż wybrzeża z małym berbeciem. I masz się okrutnie dobrze.— A jednak wieść, że nie było tak pięknie i kolorowo wcale nie przyniosła mu ulgi, na którą liczył. Nie mogła.
Obrócił w końcu twarz w jego stronę. Nie mógł pozbyć się żalu, wiedział, że nie minie tak szybko, tak łatwo. Ale nie mógł w nieskończoność się w nim taplać jak w bagnie. Musiał nauczyć się z nim żyć, jeśli nie umiał się z nim zmierzyć.
— Co teraz zamierzasz? — spytał, wkładając ogrom siły w to, by ukryć drżącą w tonie jego głosu nadzieję na to, że nie będzie próbował dłużej uciekać. Najgorsze cię już dopadło, Thomas. Przeszłość cię dogoniła, czy tego chcesz czy nie. Nie było sensu dłużej uciekać.

| Tomek, Twoje obrażenia to:
1. wyważony cios w nos: 17
2. połowicznie udany lekki cios w żuchwę: 3
3. wyważony cios w oko: 17 (uszkodzone oko)
w sumie: 37 (rzuty)


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Fleet Street [odnośnik]20.05.21 12:19
Może gdyby jakimś innym cudem przeżył, może gdyby nie znalazł wtedy Jeanie, również by ich szukał? Prawdopodobnie, wręcz na pewno... Ale w innym wypadku... Wtedy po prostu do niego dotarło, co zrobił, jakie to wszystko miało konsekwencje. I tak jak wciąż po tych dwóch latach miał problem z mówieniem o tym, wtedy również miał. Co miałby powiedzieć tym, którzy przeżyli, gdyby ich znalazł, spotkał. Nie wiedział, co tu i teraz miał powiedzieć bratu, a co dopiero reszcie! Co dopiero, gdyby miał z tego się tłumaczyć dwa lata temu, gdyby go spotkał wtedy, znalazł wśród tych zgliszczy!
Takie proste słowa jak przykro mi i przepraszam były potrzebne, i nic nie znaczyły, niczego nie naprawiały, jednocześnie były tak trudne. Wydawały się być małe i niewiele znaczące, szczególnie w tak ogromnych sytuacjach jak teraz? Thomas nigdy tego nie zrozumiał, bo z jednej strony wiedział, że powinny być częściowo wystarczające, więc dlaczego z drugiej strony, kiedy się je wypowiadało, zawsze były za małe? Nie wystarczały, chciało się je powtarzać...
Myślał, że mu się przesłyszało, może to przez ból oka? Stanowczo żałował zachęcania Jamesa do lepszego celowania, czując że jego oko stanowczo to odczuło. Przysłonił je po prostu ręką, samemu nie wiedząc na co licząc - chyba po prostu na to, że ból sam z siebie przejdzie.
Wciąż możesz pomóc, o czym on mówił? W czym pomóc? Jak pomóc? W końcu sam mówił, że Sheila nie żyje... A może była nadzieja? Chociaż Eve? Może kogoś znalazł?
Podniósłby się z ziemi, chociaż do siadu, gdyby nie czuł się tak ciężki i tak przytłoczony wszystkimi emocjami i myślami, które głębiły się w nim. Chciał płakać, chciał się śmiać, bo słowa Jamesa jednak sprawiły, że pojawiła się w nim minimalna nadzieja. Nie nienawidził go... I to jest dobre na start, prawda?
Słysząc jednak kolejne słowa. Cóż, to stanowczo brzmiało jak on. Mógłby to zrobić, tak postąpić... Zresztą, sam uciekł z taką myślą, żeby zaszyć się gdzieś w Szkocji i potencjalnie zacząć nowe życie. Był tchórzem, ale gdyby Jeanie wtedy nie zginęła... Prawdopodobnie by szukali reszty, próbowali by cokolwiek zaradzić na to. Motywowała go do wielu rzeczy, skupiała na swojej osobie i na pozytywach, zapominał przy niej, że czegoś się bał! Jak ironicznie, że to ona sprawiała, że był bardziej odważny niż głupi, chociaż z takimi zapałem również niewiele myślał, a po prostu robił. Nie martwił się, to ona wyznaczała cele, a on jedynie podążał, bo jeśli Jeanie powiedziała, że coś było możliwe to wyraźnie takie było.
Uniósł rękę z oka, próbując je otworzyć. Światło stanowczo nie wydawało się być teraz sojusznikiem, więc przysłonił je na nowo, bo przez moment czując przeszywający ból i szczypanie, domyślił się że coś mogło być nie tak.
- Idiota... Po pierwsze to Jeanie chciała domek w górach, a po drugie to gdyby żyła, szukalibyśmy was. Ktoś by się musiał zajmować naszymi dziećmi, prawda? Zresztą, byłbyś świetnym wujkiem, więc dlaczego miałbym moje dzieci tego pozbawiać? Może bardziej by się nadawały do gry na skrzypcach niż ja - stwierdził, dość swobodniej tylko z lekkim uśmiechem. Mówił kiedyś o tym na głos? Chyba nie... Ale nie było ciężko odgadnąć, czego chciał i potrzebował od życia, szczególnie gdy tak żwawo reagował na sugestie Jeanie. Chciał tego co ona, chciał żeby była szczęśliwa.
Zastanowił się też czy jeśli... jeśli on spędził dwa lata na szukaniu ich, czy nie poszedł wtedy na ostatni rok? Nie skończył wtedy szkoły? Nic dziwnego, jednak...
Poczuł się za to słusznie odpowiedzialny, bo tak naprawdę wyrwał Jamesa z jego życia tym wszystkim. Wymusił na nim tę zmianę... Bo przecież nikt by nie chciał stracić rodziny sam z siebie czy domu. Zachował się jak ostatni idiota! Ryzykowanie swoim komfortem było w końcu czymś innym niż ryzykowanie życiem całej rodziny...
Podniósł się powoli do siadu, zdejmując też dłonie z oczu. Nie płakał, to wszystko wina tego uderzenia i bólu, tym bardziej oka którego nie otwierał, bo wciąż go kulo, i bolało, i szczypało. A ślad już powoli się pojawiał.
- Spróbować nie stracić oka - stwierdził, zaraz odchrząkając, bo wyraźnie jakaś guła mu siedziała w gardle, mimo że próbował się uśmiechnąć, udawać jak zawsze że wszystko było w porządku... Ale na pewno będzie w porządku z czasem. Teraz oboje potrzebowali czasu, tylko tak odrobiny na jakieś swoje słabości. W końcu jednak obrócił się do brata i wyciągnął rękę w jego stronę, zaraz układając ją na jego głowie i ściągając mu kaszkiet na twarz. - I mam do nadrobienia jakieś dwa lata uprzykrzania ci życia, więc chyba tym się muszę zająć pierw - dodał ciszej, jakby bojąc się, że James nie będzie chciał go widzieć.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Fleet Street [odnośnik]30.05.21 12:21
Słowa były tylko słowami, nie mogły zmienić ani tego, co wydarzyło się przed chwilą, ani cofnąć czasu i uratować Jeanie. Ale były czymś, co z jednej strony należało powiedzieć — a z drugiej, nie wiedział, jak inaczej mógłby okazać bratu wsparcie — wiedział, że nie były puste, pozbawione znaczenia. Nie był ani zimnym człowiekiem, pozbawionym empatii i współczucia, ani szczególnie wylewnym gościem, który przy podobnych wyznaniach rzucał się ludziom na szyję, by ich objąć. Nie musiał. Wierzył, że Thomas doskonale zdawał sobie sprawę, że czuł teraz to samo, co on. Pustkę, żałobę, nicość spowodowaną utratą kogoś bliskiego. Jeanie nigdy nie była mu tak droga. Właściwie patrzył na nią początkowo z rezerwą i niechęcią, była przecież obca, tak niepodobna do dziewczyn, które znali, z którymi się wychowywali. Ale Thomas był przy niej innym człowiekiem i zasługiwała na to, by dać jej szansę.
Zerknął na niego przelotnie, na chwilę tylko, kiedy wspomniał o tym, że szukaliby rodziny, gdyby żyła. Bo to była prawda. To on zawsze uciekał, ona pchałaby go do przodu, zmuszała by się nie poddawał, nie rezygnował. Nie czuł już takiego zawodu. Złość powoli mijała. Nie mógł oczekiwać od niego, że będzie kimś innym, że powinien był stawić czoła problemom, zmierzyć się z bólem, nawet w pojedynkę. Ale najwyraźniej nie potrafił. Uśmiechnął się tak samo krótko i przelotnie, kiedy usłyszał o skrzypcach.
— Wciąż je mam, wiesz? Udało mi się je uratować — mruknął i westchnął smętnie, odwracając wzrok w drugą stronę. Przez jakiś czas lakierowane drewno łuszczyło się, farba zabezpieczająca odpryskiwała, odpadała, a one śmierdziały spalenizną. Był czas, kiedy nie grał na nich, patrzył tylko jak leżą w nadpalonym futerale, łącząc to co czół ze smrodem palonego ciała i ludzkich włosów. — Byłbym dobrym wujkiem— spojrzał na niego , choć przez zasłoniętą dłońmi twarz nie mógł ujrzeć jego wzroku. Potwierdził jego słowa, w tonie jego głosu rozbrzmiało życzenie; nie śmiałby mu nawet sugerować, że powinien ruszyć na przód, kiedy sam w tej chwili walczył z demonami przeszłości, z którymi niespodziewanie stanął twarzą w twarz.
Kiedy Tom siadł prosto i odjął dłonie od oczu, a na jego twarzy pojawiły się łzy, James obrócił szybko głowę przed siebie, przygryzając wargę od środka, próbując przywołać do siebie znów tę samą złość na niego, żal i frustracje, jakie rosły przez ostatnie dwa lata, ale kruszał wewnętrznie, a głos utknął mu w gardle. Nie miał odwagi spytać, czy bolało, czy zrobił mu jakąś krzywdę. Utrzymywał dumnie, że mu się należało, że zasługiwał na to, by cierpieć, ale jednocześnie nie potrafił myśleć o tym w ten sposób. Podrapał się palcami po nosie, siąkając nim znów.
— A co, potrzebujesz go do czegoś? — zdziwił się, przełamując w końcu trud z wypowiedzeniem choćby słowa przez zaciśnięte gardło. — I tak jesteś ślepy jak kret. Limo doda ci kolorów, będziesz mógł stonować szaty na wieczorną randkę— burknął i spojrzał na swoje palce, zaczerwienione knykcie. Rozprostował je i zgiął znów, nie spodziewając się po nim braterskiego gestu. To, co zrobił mówiło znacznie więcej, niż gdyby ubrał to w piękne słowa. Zaśmiał się pod nosem krótko, chwytając za daszek czapki i zdjął ją, spoglądając na niego. Bez zastanowienia zamachnął się, by zdzielić go kaszkietem w twarz, po czym wstał z ziemi, otrzymując jedną ręką spodnie.
— Skoro tak stawiasz sprawę...— Minę miał poważną i nieprzychylną. Patrzył na niego z góry, przygryzając wargę od wewnątrz, na jego twarzy pojawiła się wątpliwość — próbował się wewnętrznie przekonać, że może powinien być ostrożny. Nie był już dzieckiem, małym chłopcem. Może wcale go nie potrzebował? Ale to wszystko było na nic. Znał prawdę, nie chciał jej tylko przyjąć zbyt łatwo.
Nałożył kaszkiet na głowę i wyciągnął do niego rękę, żeby mu pomóc wstać.
—Znam kogoś, kto zerknie na to oko i uratuje je. Nie martw się, dalej będziesz taki piękny.— Sheila powinna móc ocenić, czy potrzebna będzie wizyta u uzdrowiciela, a to ona powinna się z nim zobaczyć jak najszybciej.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Fleet Street [odnośnik]31.05.21 13:03
To była ta rzecz, której jakoś... nie spodziewał się tak naprawdę. Że coś przetrwało, że skrzypce czy jakiś inny instrument by przetrwał. No, harmonijkę zawsze miał gdzieś pod ręką i w kieszeni, ale skrzypce, harfa, czy jakiekolwiek inne instrumenty przecież były ogromne i z pewnością łatwiejsze na zniszczenie - czy spalenie.
- Och? Pewnie musiałeś je naprawiać... - westchnął, znów czując wyrzuty sumienia. Nie chciał chyba wyobrażać sobie w jakim były stanie... I że to jedyne co pozostało po karawanie, po taborze. Pewnie było więcej rzeczy, ale to co udało się zebrać...
Chciałby odpowiedzieć, że pewnie ojcem byłby niewiele gorszym, ale... Przecież sam nie chciał myśleć o tym jak stracił Jeanie, więc nie chciał też przypominać o Eve, tym bardziej nie będąc do końca pewnym czy żyła, czy nie, czy w ogóle co się z nią działo. Nie chciał wymuszać na Jamesie myśli o niej, bo wiedział że mogły nie być najłatwiejsze i najprzyjemniejsze do znoszenia.
Wywrócił oczami na komentarz, że był ślepy. Ale... Chyba było w porządku. I tak się uśmiechnął, nie mogąc postąpić inaczej. Mogli się na siebie gniewać, mieć sobie za złe wiele rzeczy, ale przecież byli braćmi. Nawet jeśli nie musieli wierzyć w to, że się potrzebują, zawsze obecność tego drugiego była mile widziana. Mogliby być w najlepszym miejscu w życiu, żyć jak król w jakimś pałacu i bogactwie - ale obecność rodzeństwa mogła wciąż wpłynąć na nich jeszcze lepiej. Siostry, brata... Tym bardziej, że przez tyle lat na sobie polegali i żyli w zgodzie, może tylko czasem się przepychając i dokuczając sobie, ale to tylko z braterskiej miłości!
Zaśmiał się na taki brutalny atak ze strony Jamesa.
- No no, ty się tak nie przyzwyczajaj, nie będziesz miał wiecznie immunitetu na bicie mnie - powiedział z uśmiechem, absolutnie tego nieszczęsnego oka nie mając mu za złe. Zasłużył. Nawet jeśli bolało, nawet jeśli mógł mieć problem z otwarciem go i będzie ślad przez następny tydzień czy dwa - nie mógł mieć tego za złe. Zresztą, najwyraźniej James rzeczywiście nie był na niego aż tak zły... Jeśli byli w stanie się chociaż uśmiechnąć do siebie czy zaśmiać. Stanowczo za tym tęsknił. Za takimi uszczypliwościami, śmiechem. Przecież to było jasne, że się o siebie martwili i troszczyli przez te wszystkie lata, które spędzili wspólnie - i oczywiste, że dwa ostatnie były czymś... ciężkim. Z różnych przyczyn, tak naprawdę z każdej z osobna.
Skorzystał z pomocy, łapiąc dłoń Jamesa i zaraz się podnosząc.
- Całe szczęście! Co ja bym powiedział mojej randce z takim okiem? Musiałbym wymyśleć bajeczkę o tym jak to dzielnie kogoś ratowałem w drodze na spotkanie z nią, kogo to ja nie obroniłem... Z drugiej strony, niektóre panny lubią bohaterów, wiec może to nie byłby wcale taki zły pomysł... - rzucił z uśmiechem, ruszając spokojnie z Jamesem, pozwalając mu się prowadzić tam gdzie ten chciał, chociaż całkiem rozpoznawał drogę do doków.
Nie posądzał brata o niecne zamiary sprzedania go na części czy inne eksperymenty, wiec przynajmniej w tej kwestii mu ufał.

zt x2 -> tutaj



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Fleet Street - Page 14 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Fleet Street
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach