Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jadalnia
AutorWiadomość
Jadalnia [odnośnik]03.05.15 1:53
First topic message reminder :

Jadalnia

Jadalnia jest urządzona elegancko i reprezentacyjnie. To ciepłe wnętrze o marmurowej podłodze, z ustawionym pośrodku długim, hebanowym stołem, otoczonym rzędami wysokich bogato zdobionych krzeseł obitych złotym aksamitem, od tyłu obszyte francuską lilią. Nad salą wiszą lekkie kryształowe żyrandole rozświetlające pomieszczenie silnym jasnym światłem. Do wnętrza prowadzą trójskrzydłowe drzwi z korytarza oraz drugie - takie same, lecz okryte delikatną firanką - bezpośrednio z ogrodu. Krótki korytarz prowadzi również do kuchni. Ściany ozdobione są dziełami sztuki z różnych stron świata, głównie obrazami, w tym portretem Acartusa Rosiera, wybitnego smokologa, a także antycznymi wazami, w których najczęściej poukładane są kwitnące czerwone róże, główne wejście zdobi także marmurowa rzeźba nagiej nimfy. Wzorem francuskim Rosierowie jadają i celebrują wszystkie posiłki wspólnie, o ściśle wyznaczonych porach; śniadanie o godzinie 9, lekkie i krótkie, obiad o godzinie 13, obfity i kilkudaniowy, z przystawkami, wreszcie kolację o godzinie 20, najczęściej trwającą najdłużej.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jadalnia - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jadalnia [odnośnik]20.03.22 23:21
Świat zmieniał się na ich oczach, wojna sprawiła, że na wiele wartości należało spojrzeć z zupełnie innej strony, a niektóre uznać za przestarzałe i nie mające racji bytu. Był to jednak proces mozolny i powolny, taki, który stanowczo szedł za wolno i to irytowało lady Burke. Chciała działać, dlatego tak wiele rzeczy się uczyła, łaknęła wiedzy, kierowała swój wzrok i umysł w różne rejony świata nauki i społeczeństwa. Miała wiele przywilejów, ale za nimi szły jeszcze większe obowiązki o czym zdawało się jej, że spora część arystokracji zapomniała lub uważała za mało istotne.
-Być może to zbyt idealistyczne, ale jeżeli z czasem każda osoba z naszego środowiska zobaczyć, że zmiany te są konieczne i słuszne, to oznacza, że został osiągnięty sukces. - Odparła mając nadzieję, że taki dzień nadejdzie i czarodzieje oraz czarownice będą mogli ramię w ramię budować nową i lepszą przyszłość, w świecie, w którym nikt nie będzie musiał się obawiać i ukrywać swoich umiejętności.
Coś się zmieniło, nie potrafiła powiedzieć co takiego, ale spojrzenia które jej posyłał, bliskość w terrarium trochę ją speszyła. Nie powinna, a jednak coś wisiało w powietrzu i tego lady Burke się najbardziej lękała. Nieznanego, niezrozumiałego, czegoś czego nie mogła zamknąć we wzorze numerologicznym i opisać za pomocą cyfr oraz run. Emocje były często nielogiczne i nieskładne, jak takie coś wytłumaczyć na spokojnie. Skarciła się w myślach, że znów za dużo myśli, zbytnio wszystko analizuje i Mathieu wyczuje, że coś jest nie tak. Głos mężczyzny i jego prośba zatrzymały ją w połowie ruchu. Wodziła wzrokiem za nim kiedy stanął przed nią, wysoki, postawny, a zapach jego perfum znów ją otulił miękkim, niewidzialnym szalem. Ciemne oczy błyszczały w świetle świec, a ona stała jak zahipnotyzowana. Słowa o misji sprawiły, że otworzyła szerzej oczy; doskonale rozumiała o czym mówił. Ileż to razy widziała jak kuzyni i brat wychodzili z Durham na misję, a ona nie wiedziała czy i kiedy wrócą. Zawsze wracali, ale w różnym stanie, a ona zaciskała dłonie w bezsilności, że nic nie może zrobić. Dlatego zaczęła się bardziej angażować, dlatego oferowała swoją pomoc nie tylko jako wytwórca talizmanów. Stanie z boku i obserwowanie męczyło ją bardziej niż sama praca.
-Zostanę. - Powiedziała nie mogąc odmówić takiej prośbie. Uderzyło ją to, że pragnął jej towarzystwa, jej osoby w takiej chwili. Przyjęła podaną dłoń, a kobieca ręka wydawała się tak krucha i mała; stanęła bliżej unosząc wyżej głowę by móc spojrzeć na Mathieu. Serce zabiło mocniej, bo gest ten i prośba rozbudziły dane nadzieje, tak głęboko zakopane i zamknięte. Jedno machnięcie różdżki, a po pomieszczeniu rozlała się muzyka dając sygnał do tańca. -Ostatni raz tańczyliśmy na sabacie. - Zagadnęła równie cicho, pełen głos zdawał się teraz przeszkadzać i nie pasować do sytuacji.

|muzyka



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Jadalnia - Page 7 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Jadalnia [odnośnik]21.03.22 22:47
Zmianom nie dało się zapobiec. Nie można było ich przeskoczyć, zignorować. To tyczyło się zarówno tego, co działo się w świecie, jak i tego co działo się z poszczególnymi jednostkami. W rzeczy samej – Mathieu zmienił się. Zrobił postęp, przeszedł długą drogę w akceptacji samego siebie, a to było dopiero nowym początkiem. Rok pełen zawirowań, uświadomienia sobie istotnych kwestii, podjęcie próby działania były dla niego nowa drogą. Przede wszystkim własną drogę. Przestał uparcie trzymać się schematów. Jeśli chciał stworzyć coś własnego, co zostanie zapamiętane i kontynuowane musiał działać i od miesięcy robił to bezustannie. Nie było już czasu na stanie w miejscu, na krążenie wydeptanymi przez pokolenia ścieżkami. To czas poszerzania horyzontów, zdobywania nowych doświadczeń. Primrose miała rację, wiele w nim uległo zmianie. Poza podejściem zmienił też sposób postrzegania własnego otoczenia. Dostrzegł więcej w tych, w których zdawał się widzieć niewiele. A może to wszystko zwyczajnie powiązane było ze sobą, jak jeden scalony element. Przedtem nie dostrzegał jej uroku, pięknych oczu, bo skupiał się na czymś zupełnie innym.
Był ślepy.
Zaślepiony mrzonkami i historią. Skupiony na tradycjonalnym podejściu z zasadami grającymi pierwsze skrzypce. Tylko, że te zasady działały jak kajdany, zaciskające się coraz mocniej, krępując ruchy i odbierając dech. Pragnienie wolności było tym większe, im bardziej mu się poddawał. Kto inny mógł go zrozumieć, jeśli nie właśnie Primrose. Sama przyznawała, że konserwatywne podejście, wielopokoleniowe tradycje to coś, co nie mogło trwać wiecznie. Nie mówił o burzeniu murów czy nieprzestrzeganiu podstawowych zasad, ale o działaniu wspólnym w imię wspaniałej przyszłości, w której nie będą musieli ukrywać się przed tymi, którzy uznawali się za lepszych. To oni obdarowani niezwykłą mocą byli tymi lepszymi.
Pozwoliła porwać się do tańca. Delikatnie poprowadził ją do wolnej części jadalni, gdzie swobodnie mogli poruszać się w rytm muzyki, która rozbrzmiała jak na zawołanie. Ostatni raz trzymał ją tak blisko siebie na sabacie, kiedy wśród tłumnie zgromadzonych gości bawili się do białego rana. Wtedy jeszcze zafascynowany był czymś zupełnie innym, głupim i bez przyszłości, z perspektywy czasu sam przyznawał się do popełnionego błędu.
- Zbyt mało uwagi wtedy Ci poświęciłem. – powiedział cicho, a później wykonał lekki, taktowny obrót, aby znów ująć ją w objęcia i prowadzić. – Czasem żałuję, że nie mogłem wtedy zaoferować Ci więcej… – szepnął cicho. Czy miał na myśli sabat? A może coś zupełnie innego? Może chodziło o całokształt ich znajomości, która rozwijała się niebywale szybko. Co takiego masz w sobie, że chcę do Ciebie wracać. Pomyślał skupiony na jej zapachu i bliskości tego tańca. Zabawne, jak ich spotkania zmieniały się z minuty na minutę. Jak bardzo dynamiczny stawał się świat, kiedy byli blisko siebie. Chyba nadal nie wszystko pojmował i prędko nie pojmie. – Chciałbym dać Ci więcej… – szepnął i spojrzał w jej oczy, jej drobne ciało układające się w jego objęciach podczas tańca wyglądało niezwykle niewinnie. Tak samo jak pełna niewinności była cala ta sytuacja. Byli blisko i to się tylko liczyło.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Jadalnia [odnośnik]21.03.22 23:41
Ostatnimi miesiącami wraz z gwałtowną zmianą świata, ona sama również musiała spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Jeszcze rok temu była lady Burke, która żyła beztroską swojego życia, która skupiała się tylko na sobie i rodzinie; cała reszta nie miała znaczenia. Ileż to się zmieniło gdy świat stanął w płomieniach, a oni musieli zmierzyć się z okrutną rzeczywistością, w której nie wszyscy wyznawali tych samych wartości. Ich wspólna historia zaczęła się w momencie, w którym poprosiła o naukę, a on ją przyjął i przyszedł do biblioteki. Kiedy się tak do siebie zbliżyli? Kiedy ich drogi się krzyżowały i rozchodziły? Mijali się i byli obok; trwali w tym dziwny układzie od paru miesięcy. Widziała jego uśmiech, błysk w oku, zadziorność, pewność siebie ale też pewien mrok czający się gdzieś w tle, wciąż towarzyszący Mathieu.
Mrok, który jej nie przerażał.
Mrok, który ją przyciągał.
Nie mogli ulegać zasadom tradycji, tak głęboko zakorzenionej, musieli coś zmienić w tym świecie. Podjęła już dawno decyzję, że zacznie wyznaczać szlak, który nie był na rękę innym. Szlak, z którego będzie odciągana i zachęcała by wróciła na stare, dobrze wydeptane drogi, ale to one wiodły ich wszystkich ku zgubie. Tyle drzwi było przed nią, wystarczyło jedynie wyciągnąć dłoń i pochwycić klamkę.
Prowadził w tańcu, a ona podążała za nim, delikatnie drobiąc kroki w kolejnej figurze. Wiedząc, że ich nie zmyli, ponieważ był pewny w swoich działaniach. Świece, zdawało się, że przygasły, a skrzat domowy jakby nagle zniknął nie chcąc przeszkadzać. Muzyka rozbrzmiewała spokojnie pozwalając zatopić się im w zapomnieniu i trwać jedynie w jej uniesieniu; następny dzień mógł nie nadejść, choć było to jedynie iluzją.
-To był sabat. Wiele masek, wiele osób. - Odpowiedziała równie cicho, bowiem nie miała mu za złe, że więcej tego wieczora ich drogi się nie skrzyżowały. Zabawa trwała, każdy świętował nowy rok licząc, że przyniesie on wiele zmian. Primrose liczyła, że będzie to rok kiedy wojna się zakończy. Mrzonki bo wszystko dopiero nabierało tempa. Zawirowała w obrocie kiedy mogła złapać oddech, ale zaraz znów znalazła się w silnych ramionach. Bliskość Mathieu oszałamiała, a jego oddech muskał jej twarz kiedy wypowiadał słowa, których nie rozumiała do końca. -Zaoferowałeś mi wiele… - Spojrzała w bok, gdyż ciemne oczy speszyły ją i obawiała się, że jak znów w nie spojrzy to całkowicie się w nich zatraci. Kiedy z przyjacielskich pogawędek i siedzenia wspólnie na śniegu przeszli do takiej sytuacji jak ta, gdzie powietrze było gęste i ciężkie, a jednocześnie tak słodkie? Podniosła od razu wzrok, napotkała czerń oczu i pokręciła głową. -Nie oczekuję wie… le. - Nie zdążyła ugryźć się w język i wydusiła z siebie ostatnie słowo. -Podarowałeś mi bardzo dużo. - Dodała po chwili by zamazać niezręczność poprzedniej wypowiedzi. Dlaczego tak na mnie patrzysz? Rozbudził nadzieję, ale bała się jeszcze o niej otwarcie mówić. Utkwiła roziskrzone spojrzenie w twarzy czarodzieja wciąż tańcząc w rytm muzyki, która porwała ich ku tej przedziwnej rozmowie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Jadalnia - Page 7 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Jadalnia [odnośnik]22.03.22 19:08
W tym miejscu nie było masek, zrzucili je dawno temu, kiedy ich relacja zaczęła się zacieśniać, stawać coraz bliższa. Przyjaźń połączona z dziwnym przyciąganiem była czymś nowo odkrywanym, przynajmniej przez niego. Kiedy celowali do siebie różdżkami wspólnie trenując zrzucili ostatnie ograniczające ich konwenanse i oficjalność tej relacji. Kiedy z Lady Burke przeszedł na Primrose, kiedy ona przestała mówić do niego Lordzie, a miękko wypowiadała jego imię. Naturalność tego procesu aż zaskakiwała, to działo się szybko, niespodziewania i zaskakująco przyjemnie. Nie musieli przed sobą niczego udawać, wiedział to od miesięcy. Przez ten czas zdał sobie sprawę, że Primrose nie oceni go nigdy, nie przerazi się mrokiem skrytym w jego sercu, demonem dręczącym jego myśli czy ciemnością, która otaczała jego świat. Nie cofnie się, bo była obok w wielu – gorszych i lepszych – momentach jego życia. Czy Isabella, Callista lub Calypso byłyby w stanie zaakceptować go dokładnie takim, jakim był? Miał poważne wątpliwości i zaczynał rozumieć, że los celowo postawił na jego drodze przeszkody, aby zaczęło docierać do niego, jak wiele traci szukając czegoś, co nawet w najmniejszym stopniu nie zapewni mu szczęścia.
- Nie oczekujesz? – spytał, zwalniając nieco w tańcu i nawet na moment nie odrywając wzroku z jej tęczówek. Przez moment zawahał się, nie był pewien czy to odmowa na delikatną sugestię z jego strony, czy może Primrose nie to miała na myśli. Spróbowała się zreflektować słowami, jakoby Mathieu już dał jej bardzo dużo. – A co jeśli chciałbym dać Ci jeszcze więcej? – ponownie spytał, tym razem zatrzymując się wraz z cichnącą muzyką. Teraz był o wiele poważniejszy, przenikliwym wzrokiem lustrując zieleń jej oczu. Przełkną ślinę. – Chciałabyś? – spytał, przesuwają wzrokiem po jej twarzy, światło bijące z kominka otulało ciepłem ich sylwetki. Primrose przy nim wydawała się jeszcze drobniejsza. Patrzył z góry na jej oczy, stojąc ledwo krok lub dwa od niej, a jego dłoń wciąż delikatnie przytrzymywała jej talię. Stali dokładnie w tej pozie, w której zatrzymał ich taniec. Muzyka w tle grała cicho, ale teraz nie ten dźwięk był dla niego najważniejszy, a jej odpowiedź.
- Nie musisz odpowiadać. – kącik ust drgnął. Nie chciał, aby poczuła się niekomfortowo w jego towarzystwie. – Możesz odpowiedzieć… kiedy wrócę. – przynajmniej będzie miał powód, aby zrobić wszystko jak należy i w razie nawet najgorszych problemów nie poddawać się. Wiedział, jak trudne czekało go zadanie, a tak przynajmniej będzie jeszcze bardziej zmotywowany. Powoli zsunął dłoń z jej talii, choć wcale tego nie chciał. Drugą dłoń nadal trzymał jej smukłe palce, które uniósł, składając na wierzchu dłoni Primrose delikatny pocałunek. – Dziękuję za taniec.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Jadalnia [odnośnik]22.03.22 21:22
Nie tego się spodziewała przychodząc do Smoczych Ogrodów, nie tak wyobrażała sobie ten dzień. Gubiła się w tym wszystkim, odbierając sprzeczne sygnały, a może to ona je tak interpretowała? Nigdy nie otrzymawszy od mężczyzny innego zainteresowania jak to wynikające z jej pracy, nie wiedziała jak odbierać to, które teraz otrzymywała. Tyle przeczytanych romansów nocami aż do świtu na nic się zdało, kiedy postawiona w podobnej sytuacji co ich bohaterki nie wiedziała co zrobić. Od lorda Carrow otrzymała jedynie pogardę i chłód, nie szanował jej, nie potrafił przełamać swojej niechęci wobec osoby narzeczonej. Zaręczyny zakończyły się równie szybko jak zaczęły. Nawet kiedy jeszcze nie byli małżeństwem wybrał kochankę nad przyszłą żonę. Nie potrafił zachować pozorów, nie potrafił okazać jej krzty szacunku. Nie oczekiwała od niego wielkiego uczucia, a jedynie szczerości. Nawet na to nie było go stać.
Mathieu wpatrywał się w nią, w powietrzu wisiało wiele niezadanych pytań, a przecież je słyszała choć nie wybrzmiały na głos.
Wirowała w ramionach czarodzieja w takt kolejnych nut utworu, poruszając się sprawnie i z gracją, nadążając za partnerem; wyczuwała w jakim kierunku chciał zakręcić. Zwolnili, zrozumiała, że nie usłyszał odpowiedzi na jaką liczył. Zmarszczyła delikatnie brwi słysząc pytanie. -Mathieu, ja… - Zaczęła powoli starając się znaleźć odpowiednie słowa, choć na usta cisnęło się jej jedno -Czego ode mnie oczekujesz? I dlaczego tak nagle? - Chyba powoli do niej docierało o co pytał, skąd ten intensywny wzrok i słowa, które nie mówiły wprost, ale wskazywały tak wiele. Otworzyła szerzej oczy czując jak dreszcz przebiegł jej po plecach. Czy chciałaby, o to zapytał. Górował nad nią, zasłaniając sobą cały widok, będąc tak blisko czuła ciepło bijące od niego i zapach piżma oraz bergamotki. Nie potrafiła odwrócić wzroku widząc w jego spojrzeniu pytanie jakie zadał. Czekał na odpowiedź i gdy już była gotowa postanowił dać jej furtkę, a dokładniej czas na jej udzielenie. -W takim razie musisz wrócić. - Odpowiedziała gdy uwalniał ją ze swoich ramion i uniósł dłoń do swych ust. -Ponieważ będę czekać, aż zrealizujesz swoje pragnienie.
Dotyk warg palił żywym ogniem na jasnej skórze dłoni. Skłoniła się delikatnie w podzięce jak zawsze gdy taniec właśnie został ukończony. -To była przyjemność.
Pozwoliła sobie na cień uśmiechu, choć serce waliło jak oszalałe, a nogi drżały. Czy właściwie zinterpretowała jego słowa i zachowanie? Czy może to jej wyobraźnia i nadal pytał ją jak przyjaciółkę, bliską i oddaną, ale tylko tyle.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Jadalnia - Page 7 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Jadalnia [odnośnik]23.03.22 23:05
Czasem warto było poczekać, aż perspektywa sama ulegnie zmianie. Nie ważne jak wiele sytuacji przyjdzie im przeżyć, jak wiele kierunków zmienić i nowych dróg obrać. Nabieranie doświadczeń pozwalało na klarowanie się poglądu na świat. Zarówno Mathieu, jak i Primrose przebyli długą drogę, zawirowaną i intensywną. Czasem zastanawiał się dlaczego los pchał ich ku sobie, pomimo różnic w podejściu i pojmowaniu wielu kwestii. Może Mathieu w swojej pogoni za króliczkiem nie zauważył, że ten stoi tuż obok? Był pewien, że los właśnie w ten sposób chciał wpłynąć na jego charakter, pozwolić mu odkrywać wszystko na nowo. Czasem tak bardzo poszukiwało się czegoś więcej, że wiele istotnych spraw umykało z naszego widoku. Czego oczekiwał, na co czekał, co chciał tak właściwie osiągnąć.
Carrow popełnił błąd wzgardzając Primrose, ale w głębi duszy Mathieu odczuł ulgę kiedy dowiedział się, że z tego ślubu nic nie wyjdzie. Arogancki dupek z Yorkshire nawet nie wiedział co tracił. Lepiej dla Primrose, nie musiała znosić upokorzeń z jego strony i narażać własnego dobrego imienia. Aranżowane małżeństwa potrafiły w brutalny sposób sprowadzić na ziemię. On przeżył swoje niedoszłe małżeństwo, ona swoje – zdaje się, że tej kwestii również doskonale się rozumieli. Uniknęli czegoś, bo los tak chciał i to było najważniejsze.
Oczekiwał prostej odpowiedzi. Chciała czegoś więcej? Wolała, aby ich znajomość została na tym samym poziomie, na którym była obecnie? Zbyt wiele razy zraził się w swoich staraniach, żeby po raz kolejny pożałować własnej decyzji, co nieodwracanie mogłoby wpłynąć na ich przyjaźń. Pytanie było banalnie proste. Podobnie jak odpowiedź. Zawisło jednak w powietrzu, a Primrose chyba nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, o co pytał. Kącik ust drgnął. Nie chciał jej peszyć, ani stresować. Nie było takiej potrzeby. Przekręcił głowę w bok, kiedy zaczęła mówić. Musiał wrócić, aby zrealizować to pragnienia. Nie odpowiedziała na pytanie wprost, równie wprawnie jak on owijała to co wisiało w powietrzu jako niewypowiedziane słowa, ubierając je w piękne ozdoby. Skoro jednak będzie czekała, aż je zrealizuje. Uznawał to za akceptację.
- Wrócę. Do Ciebie. – powiedział cicho, ponownie wpatrując się w jej tęczówki. Zabawne, jak intensywnie ewoluowała ich znajomość. Tak rozbieżnie podchodzili do tego na samym początku, teraz było zupełnie inaczej. Nowy porządek świata zbliżał się wielkimi krokami, cóż innego im pozostało, jeśli nie zaprowadzenie własnego porządku.
- Odprowadzę Cię. – szepnął i skierował się wraz z nią ku wyjściu. Wziął od służby jej wierzchnie odzienie i pomógł jej przyodziać je jeszcze przed wyjściem. Skrzat towarzyszący Lady Burke przyglądał im się uważnie, kiedy Mathieu odprowadzał Primrose pod same drzwi. Pożegnanie było krótkie, Mathieu wolał nie myśleć o tym, że może być ich ostatnim. O wiele przyjemniej było myśleć, że za kilka dni spotkają się ponownie i znów będzie mógł zaglądać w te zielone tęczówki.

ZT x 2



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Jadalnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach