Wydarzenia


Ekipa forum
Jezioro
AutorWiadomość
Jezioro [odnośnik]10.03.12 23:12
First topic message reminder :

Jezioro

Umiejscowione nieopodal zagajnika jezioro jest wielkie, ogromne, ale nie niebieskie. Szara tafla wskazuje na dużą głębokość zbiornika. Nad lśniącą, gładką linią wody wije się mgła. Brzeg jeziora zdążyły już zająć wodorosty i glony, nie widać tu śladu ryb. A może to jedynie złudzenie? Może jezioro jest tak głębokie, że zamieszkują je dziwne stworzenia? Z pewnością nie ma tu kaczek, a kiedy zawieje wiatr, tafla niemal wcale się nie porusza. W tym miejscu nie słychać nic prócz szumu wiatru i delikatnego bicia fal o brzeg jeziora. Jest ciche, spokojne, mgliste i przyprawiające o dreszcze - opuszczone, puste, gdyż rzadko kto odważa się tu przyjść. To z pewnością nie idealny zakątek na romantyczny piknik, ale o gustach się nie rozmawia.

Wianki

Do niedawna organizowany w Weymouth festiwal lata, który łączył czarodziejów niezależnie od pochodzenia dobiegł końca wraz z chwilą rozpoczęcia wojny. Pogrążony w chaosie kraj nie miał ani chwili wytchnienia, a wspomnienia o święcie radości i spokoju było ledwie odległym snem. Wynegocjowane w czerwcu zawieszenie broni pozwoliło czarodziejom i czarownicom na powrót do tradycji po dwóch latach walk i rozlewu krwi. Choć strach nie opuszczał ludzi, pozwolił im na chwilowe odetchnięcie od toczonych bitew i ucieczkę przed koszmarami.

Już nie Weymouth, a Waltham w Londynie — symbol odrodzenia, czystości, idei i porządku stał się stolicą nowego święta miłości. Po Bezksiężycowej Nocy w stolicy kraju nie sposób było natknąć się mugola, a wszyscy o wątpliwym pochodzeniu byli sukcesywnie wyłapywani i usuwani. Zgodnie z tradycją, wianki plotły panny szukające miłości. Puszczały kwietne korony na taflę ofiarowując je kawalerom. Dziś nawet niektóre z zamężnych czarownic tęsknie powracają do tej tradycji by przypieczętować swój związek. I choć wyzwaniem nie jest już wzburzone, zimne morze, a głębokie jezioro w sercu Londynu, to wciąż wyraz odwagi i poświęcenia kawalera, którego czarownica nie może odmówić. Dlatego, kiedy czarodziej ofiarowuje kwietny wianek wybrance swego serca, zgodnie z tradycją winna spędzić w nim całą noc, a dzielnemu czarodziejowi oddać choć jeden taniec.



Romantyczne łódeczki

Na jednym z brzegów jeziora w Waltham, przy drewnianym pomoście przycumowane małe, drewniane łódeczki, których pilnuje nastoletni chłopiec. Celtyckim śpiewem i tradycyjnym tańcem na pomoście ściąga uwagę przechadzających się w okolicach brzegu czarodziejów, zapraszając do skorzystania z atrakcji. Za sykla przytrzyma łódeczkę, tak by nie odpłynęła podczas wsiadania. W łódeczce zmieszczą się dwie osoby wraz z paroma drobiazgami.

Jeśli odmówisz chłopcu pieniędzy zostawi cię w spokoju, poszukując innych gości. Jeśli wykażesz się szczodrością, nie tylko pomoże w bezpiecznym zajęciu miejsc w nieco chybotliwej łódeczce, ale także opowie o przepływie przez jezioro i wartych uwagi miejscach — także tym, z którego rzekomo najładniej widać gwiazdy i połyskującą na niebie kometę. Nim odpłyniesz, chłopak poprosi cię o chwilę cierpliwości. W tym czasie pobiegnie na polanę po dwa kielichy z winem lub koktajlem, wedle twojego życzenia (należy w tym temacie rzucić kością i odnieść się do wyniku z polany) i wręczy je wam życząc miłego spędzenia czasu.



[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Jezioro - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jezioro [odnośnik]09.06.24 21:31
Uśmiechnąłem się kątem warg, gdy mnie poprawiła i splotłem ręce za plecami. Dobrane przeze mnie słowo zostało użyte celowo; miałem dobry nastrój, pogodna aura Festiwalu udzielała się także mi, a Melisande była dobrą rozmówczynią. Na tyle zręczną i zorientowaną, by móc spostrzec, że się z nią droczę. Rzadko sobie na to pozwalałem, specyfika pracy niespecjalnie sprzyjała takim tonom, ale w zaufanym gronie… Być może jednak Idun dopięła swego. Być może naprawdę zaczynałem się tutaj dobrze bawić, na przekór samemu sobie i czekającej w Ludlow pracy.
Dobre wino potrafi uświetnić każdą okazję – odparłem lekko, przyznając Melisande rację. – Choć by wznieść kielich będziemy musieli zawitać na polanę lub chociaż w jej okolice. To z kolei przypomina mi – pochyliłem głowę w stronę lady Travers i błysnąłem szelmowskim uśmiechem – że być może twoja prośba nie będzie musiała długo czekać.
Wzniesienie po którym spacerowaliśmy właśnie się kończyło, a ścieżka w dół prowadziła przez parę stromych stopni. Wysunąłem się naprzód by sprawdzić stabilność drewnianej, improwizowanej konstrukcji, a gdy stanąłem na trawie na niższym poziomie – wyciągnąłem dłoń w kierunku Melisande, z czystej uprzejmości i sympatii oferując jej asystę. Schodki były lekko chybotliwe, zdradliwe wręcz. W tej części jeziora ktoś się chyba nie postarał lub – co bardzo prawdopodobne – tłumy były tak liczne, że w przeciągu tych paru dni już nadwyrężyły konstrukcję.
Uniosłem przelotnie brwi, gdy pojawił się temat pomocy. Zaintrygowała mnie, nie podejrzewałem, że będzie jej potrzebować, choć przecież powinienem był się domyślić – Melisande nie znosiła bezczynności i zawsze realizowała jeden ze swoich planów. Czy inwestycja finansowa na tle hodowlanym pojawiła się na liście jej priorytetów?
Wysłuchałem jej słów w milczeniu, z miejsca podejmując się wstępnej analizy. O hipokampach, jak już wspominałem, wiedziałem niewiele i z tego tytułu nie orientowałem się w ich cenach rynkowych, nie znałem pełnego potencjału. Zgodnie jednak z wcześniejszymi słowami – gotów byłem uzupełnić lukę w wiedzy, a przez wzgląd na łączącą mnie i Tristana relację opartą na szacunku i sympatię do Melisande, także odpowiednio pomóc jej w realizacji planu. Była bystrą kobietą, potrafiącą jasno skomunikować swoją potrzebę; odpowiadało mi to. Takie kobiety potrafiłem cenić i rozpatrywać w innych kategoriach niż jedynie “żona swego męża”.
Możesz liczyć na moją pomoc, Melisande – zapewniłem ją z kryjącym się w kąciku warg uśmiechem. – Zorientuję się w liczbach i pociągnę za parę sznurków, by dowiedzieć się co szczególnie cenią kupcy takich stworzeń. Potem obejrzymy twoje prezenty i sądzę, że na tej podstawie zdołamy ocenić potencjał przyszłej hodowli. Czy istnieją jakieś czarodziejskie sporty w których są wykorzystywane? Lub pełnią jakąś inną funkcję? – dopytałem, spokojnym krokiem prowadząc Melisande w stronę jeziora. Gładka tafla lśniła coraz bliżej i bliżej, a narastający gwar rozmów powoli gryzł w uszy.
Ciekawy prezent – podjąłem po chwili – myślisz, że Idun ucieszyłaby się z trolla? – zagadnąłem z rozbawieniem i choć ponad wszystko ceniłem swoją żonę i jej rozległą wiedzę dotyczącą tych stworzeń, tak szczerze wątpiłem, by spodobał jej się brzydki troll przewiązany kokardą. – Czy twój mąż często wypływa w drogę, Melisande? – spytałem nagle, tknięty odżywczą myślą. – Idun ma w październiku urodziny i chciałbym tym razem sięgnąć po jakąś egzotykę, coś, czego jeszcze nie widziała. Nasi wspólni znajomi z Traversów na pewno nie utrzymają sekretu, ale gdyby Manannan planował morskie wojaże, powiadom mnie proszę. Będę miał do niego interes.


close your eyes, pay the price for your paradise

Harlan Avery
Harlan Avery
Zawód : analityk finansowy, doradca nestora
Wiek : 44
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

I know there will come a day
When red runs the river

OPCM : 7 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21 +3
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11936-harlan-avery#368946 https://www.morsmordre.net/t12105-vidar#372860 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t12103-skrytka-bankowa-nr-2578#372853 https://www.morsmordre.net/t12106-harlan-avery#372876
Re: Jezioro [odnośnik]10.06.24 18:00
Podejrzewała że Harlan się z nią droczył, albo sprawdzał czy wychwyci słowo, którego zdecydował się użyć, ale wychowała się w swoim domu, zwracanie uwagi na szczegóły odpowiednie splatanie zdań, czytanie pomiędzy słowami - to wszystko przekazano jej naturalnie podczas wspólnych rodzinnych kolacji. Ale nie mogła przejść obok niego bez mrugnięcia okiem. Nie była kapryśna, była wymagająca - jak róże o których pozornie rozmawiali - ale była taka dlatego, że wiedziała że jest warta wszystkiego czego zapragnie, co może dostać i po co potrafi sięgnąć. Szczęśliwie dla siebie samej, miała Idun, gdyby nie to, ciągła krytyka ze strony matki mogłaby zasiać niepewność w fundamentach jej własnej pewności.
- W istocie. - zgodziła się, rozciągając wargi w urokliwym uśmiechu. Dobre wino, było ważnym elementem wielu przyjęć. Alkohol - właściwie - dobrej jakości. Rozciągnęła usta mocniej - musieli istotnie, ale nie robiło to dla Melisande problemu. Nigdy nie byli z Harlanem nadmiernie blisko, ale ich rozmowy zawsze zdawały się układać na tyle dobrze, by nie poczuła znużenia jego towarzystwem. - Nie pozostaje nam wiec nic innego, jak sprawdzić, ale dziś mam przy sobie szczęścia. - malinowe wargi rozciągnęły się jeszcze trochę, kiedy ruszyli razem w uzgodnionym przez nich kierunku. Puściła Harlana przodem, kiedy zdecydował się sprawdzić stabilność konstrukcji i podała mu dłoń pozwalając, by asystował jej przy zejściu po schodkach - ostatnie czego potrzebowała to upadek. Dorgę którą pokonywali wypełniając krótkim opisem tego, czego dokładnie od niego potrzebowała. Zawiesiła ciemne spojrzenie na mężczyźnie w oczekiwaniu na odpowiedź kiedy zakończyła streszczać to, nad czym się zastanawiała. Wargi rozciągnęły się wdzięcznie w podziękowaniu, kiedy zapewnił ją, że mogła liczyć na jego pomoc. - Dziękuję. - wypowiedziała skinając lekko głowa w podziękowaniu. - Praktykowane są wyścigi na hipokampach. - przyszła od razu z wytłumaczeniem. - Mocniej popularne z miejsc skąd ten gatunek pochodzi - Grecja, Hiszpania u nas na wodach Traversów, jak możesz się domyślić. Rozmyślam też nad tym, czy nie winniśmy spróbować uczynić z tego cyklicznego wydarzenia, możliwości zaprezentowania naszych okazów ściągnięcia widzów, może zebrania datków, możliwości dobicia handlu. - wymieniała dalej, jej plany było duże - jeśli nie powiedzieć sporych rozmiarów, ale dlaczego nie zająć się sprawą kompleksowo. - Przy greckich wyspach służą jako środek transportu, czasem zaprzęga się je do łodzi, rozumiesz sam, mogą ja pociągnąć bez siły mięśni czy czarów. - wyjaśniła z zadowoleniem, że nie usłyszała od Harlana słów odmowy - bo te świadczyły by, że jej pomysł jest absurdalny i mało mający w sobie tego, czego chciała.
W pierwszym momencie spojrzała na niego z zaskoczeniem, po którym odrzuciła głowę do tyłu żeby zaśmiać się perliście, zasłaniając dłonią wargi. Opuściła ją pozwalając by rozbawienie błąkało się po wargach.
- Myślę, że z pewnością znalazłaby sposób by zrobić z niego użytek. - odpowiedziała pochylając głowę, nie potwierdzając że istotnie ucieszyłby ją ten prezent. Trolle potrafiły być przydatne, ale były mało estetyczne. A Melisande sama w sobie - była specyficzna. Splotła dłonie przed sobą. - Obowiązki trzymają go ostatnio mocniej na angielskich wodach. Ale ledwie wczoraj wróciliśmy z Hiszpanii. - powiedziała do mężczyzny rozciągając wargi w uśmiechu. - Poproszę go, żeby do ciebie napisał. - zgodziłam się. - Nawet jeśli sam nie planuje dalszej podróży, wierzę że będzie w stanie załatwić to, czego potrzebujesz. Oczywiście - nachyliła się ku niemu. - utrzymując twój sekret w mocy.


I've heard allegations 'bout your reputation
I'll show you my shadows if you show yours
Let's get it right dear, give a good fight dear
We'll keep it all up behind
closed doors
Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 10 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Jezioro [odnośnik]10.06.24 18:34
Wyścigi na hipokampach brzmiały dla mnie tak samo egzotycznie, co wycieczka w głąb egipskich piramid. Nigdy nie byłem zapalonym obserwatorem sportów tego typu, skupiałem się wokół tego, co znane i powszechnie praktykowane. Jeździłem konno, polowałem – w młodości nawet na trolle – ale żeby ścigać się na końsko-rybnej hybrydzie? To dopiero musiało być widowisko. Aż zapragnąłem zobaczyć coś takiego na własne oczy.
Dobrze myślisz – pochwaliłem z niegasnącym uznaniem; im lepsza rozpoznawalność gatunku w Anglii, tym mocniej będzie się to przekładać na popularność, ta z kolei miała bezpośrednie odzwierciedlenie w słupkach sprzedaży. Gdyby zawiązały się miejscowe ligi czy drużyny uprawiające ten sport częściej niż raz na dekadę, to mielibyśmy prosty rynek zbytu, który jednocześnie rozsławiałby Traversów.
A jak radzą sobie w rzekach? – zagadnąłem, powoli układając w myślach plan. – Są słonowodne, czy w słodkiej także się odnajdą? W chwili obecnej – przeszedłem płynnie do wyjaśnień – część transportu rzecznego odbywa się starymi metodami. Ludzie wykorzystują barki, bo prościej nimi manewrować i więcej przewiozą. Ale gdyby twoje hipokampy odnalazły się także w głównych rzekach… moglibyśmy to wykorzystać. Stworzyć linię przewozową dla towarów, na budowach czas momentami gra najważniejszą rolę. Ale to dalekie knowania – machnąłem dłonią; powinniśmy się na razie skupić na zawiązaniu hodowli i większej znajomości gatunku. Kto wie, być może Melisande właśnie zapoczątkowała erę nowego narodowego sportu; z jej drygiem do obmyślania planów i ciągłemu pędowi ku lepszemu wcale by mnie to nie zdziwiło.
Uśmiechnąłem się kątem warg, gdy dotarł do mnie jej krótki wybuch śmiechu, tak mnie też dość bawiła ta wizja. A zwłaszcza potencjalna mina Idun. Może jednak powinienem zrealizować ten plan tylko po to, by móc przetestować jej reakcję? Ostrożnie obróciłem tę myśl w głowie i odsunąłem ją na bok. Na później.
Dziękuję ci – odparłem, w akcie wdzięczności pochylając krótko głowę. – Hiszpania powiadasz? Który rejon konkretnie? – dopytałem z ciekawości. Swego czasu odwiedziłem kraj, choć głównie ze względu na pracę; jeszcze jako pracownik Gringotta towarzyszyłem goblinom w dopinaniu umów wysokiego szczebla, ale wycieczki zawodowe zawsze różniły się od tych prywatnych.
Rozmowa toczyła się dalej, krążąc wokół tematów przyjemnych i lekkich. Nawet nie zauważyłem, ile upłynęło czasu.

|zt Melisande i Harlan


close your eyes, pay the price for your paradise

Harlan Avery
Harlan Avery
Zawód : analityk finansowy, doradca nestora
Wiek : 44
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

I know there will come a day
When red runs the river

OPCM : 7 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 21 +3
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11936-harlan-avery#368946 https://www.morsmordre.net/t12105-vidar#372860 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f230-shropshire-ludlow-castle https://www.morsmordre.net/t12103-skrytka-bankowa-nr-2578#372853 https://www.morsmordre.net/t12106-harlan-avery#372876
Re: Jezioro [odnośnik]05.07.24 21:37
Cas i Vai

Uśmiechnęła się do Varyi, czuła z czarownicą pewną nitkę więzie, której nie potrafiła nazwać ani określić. Jednak coś w tym było i dziewczynka podejrzewała, że pielęgnując ją splotą mocną nić, taką którą ciężko będzie rozerwać. Zbierając kwiaty słuchała słów Matuli starając się pojąć wszystko co do niej mówi oraz jak. Przechyliła nieznacznie głowę na bok, jak to miała w zwyczaju kiedy analizowała słowa.
-Ścianę z cegieł da się zburzyć, czy tak cementowaną miłość też się da? - Zapytała po chwili kończąc plecenie wianka. Starała się zawsze wypełniać swoje obowiązki oraz być posłuszną temu co mówi Matula. Oraz wu… tata. Choć zdarzało się jej łamać zasady, jak wtedy kiedy poszła na spotkanie, aby przywrócić uśmiech na twarzy Matuli. Nie przyznała się tego, ale chyba było warto. Tak sądziła, nigdy go o to nie zapytała.
-Bardzo ładnie! - Pochwaliła wygląd Varyi i wstała wraz z kobietami z trawy idąc w stronę wody. -Szkoda go oddawać wodzie… czy zawsze tak trzeba? Ciocia Vi ślicznie w nim wygląda.
Nie zawsze rozumiała te wszystkie tradycje i zasady, dlatego pytała. Nie zawsze rozumiała odpowiedzi, ale je przyjmowała licząc na to, że z czasem pojmie ich sens. Świat nadal był dla niej jedną, wielką zagadką, którą odkrywała tak jak odkrywa się fabułę opowieści kartka po kartce, rozdział po rozdziale. Nagle wszystko staje się bardziej jasne i klarowne. Możliwe, że pewnego dnia będzie tak mądra jak Matula, będzie znać odpowiedzi na wszystkie pytania.
Na razie pozostało jej obserwowanie świata, obserwowanie dorosłych jak w tym świecie żyją i sobie z nim radzą.
Nie miała powodów do żadnych obaw. Nie miała powodów do buntu, czy przeciwstawienia się woli Matuli. Wiedziała już na tym etapie życia, że ta zawsze ma na sercu tylko ich dobro i nie pozwoliłaby ich skrzywdzić.
Rozumiała, że pewne decyzje będą dla niej niepojęte, ale Warwick było teraz jej królestwem, które mogła odkrywać każdego dnia. Skarbnicą tajemnic i wypraw, na które codziennie się szykowała.



The girl...
... who lost things
Lysandra Mulciber
Lysandra Mulciber
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Jezioro [odnośnik]15.07.24 20:47
12 sierpnia 1958

Nie spodziewała się, że jej pierwszy Festiwal Miłości przyniesie jej konieczność puszczania wianków w Londyńskim jeziorze, zamiast w wodach południowego Dorset. Jej siostry opowiadały jej o tym, jak wyglądały ich własne pierwsze razy, jak własnoręcznie plotły kwietną koronę, aby tylko jej bogactwem przyciągnąć nie byle chłystka, a mężczyznę wysokiego stanu, najlepiej przy tym przystojnego, dobrze wychowanego i przede wszystkim nie o włosach noszących chociażby krztę rudości, rdzawości, czy odcieniu kasztanu. Czy czuła się nieco ograbiona z możliwości oglądania, jak jej wybranek wyłania się z morskiej toni? Może. Z drugiej strony jej myśli powracały do innego obrazku, jeżeli ktoś powinien to robić, to ona — w nawiązaniu do bogini miłości, do Afrodyty Anaduomenê. Była to właściwie kusząca wizja, ona, w swym dniu zaślubin, ozdobiona wyłącznie perłami, pojawiająca się przed swym wybrankiem. Gorset oczekiwań względem młodej damy zacisnął się nagle, niemalże zabierając całe powietrze z jej piersi, gdy zbierając rośliny, jedno ze źdźbeł trawy rozcięło jej palec. Syknęła głośno, podnosząc dłoń do ust, przykładając do nich krwawiący palec. Znajomy smak krwi rozlał się w ustach, ale lady Hypatia nie drgnęła; była zaznajomiona ze smakiem krwi, jej krwi, widmo rdzawego smaku wisiało nad nią przecież odkąd pamiętała. Ale nigdy, tak i dziś, nie pozwalała mu przejąć nad sobą kontroli.
Jej strach był najbardziej odrzucającą emocją. Nigdy nie chciała jej czuć.
Zwróciła więc swoje myśli w kierunku innego wcielenia Afrodyty. Afrodyta Antheia, kwitnąca, przyjaciółka kwiatów. Ona mogła jej dopomóc, mogła w tą niezwykłą dla młodej Hypatii noc stanąć przy jej boku, poprowadzić dłonie wybierające coraz to piękniejsze, pełniejsze kwiaty. Ich słodkim zapachem zwabić tego, kogo przeznaczeniem było towarzyszyć jej tej nocy. Ale bogini miłości głucha była na prośby, nim nie wskazano jej pokory. Zafascynowana starożytną magią jej przodków, zanurzona dniami w tekstach chełpiących bogów, z łatwością przywołała z pamięci odpowiedni fragment. Nie mogła wygłosić go na głos, nie tutaj i nie teraz. Ale żarliwość modlitwy miała mówić sama za siebie.
Łagodna Afrodyto, bogini pożądania, rozpal we mnie wieczny ogień namiętności. Daj mi odwagę, by szukać miłosnej rozkoszy, obejmij mnie w czułości pocałunku. Naucz mnie tańca, słodkiego poddania się miłości, bym pielęgnowała każdą cenną, delikatną chwilę. Niech moje serce będzie otwarte, nieustraszone, szczerze, przez wszystkie podróże miłości; gdy prowadzona przez ciebie, Afrodyto, pokornie wzywam twojego imienia. Rozpal we mnie wieczny płomień miłości.
Zdolna była przyrzec, że wraz z trwaniem deklamacji, jej dłonie poruszały się pewniej, a jednocześnie łagodniej. Kompozycja nabierała barw, daleko było jej do pospolitych i lichych wianków mijanych przez nią dziewcząt, którym nie starczało wystarczająco cierpliwości, aby sięgnąć po słodszy w zapachu kwiat. Które potrzebowały emocji już, teraz, natychmiast, nie potrafiąc cieszyć się smakowaniem chwili. Czy w ogóle rozumiały istotę tego święta? Święta, które zrosnąć się miało z Londynem, z jej miastem, jej i jej rodziny, być może już na zawsze? Nie, takim dziewczętom tylko licho w głowie. Może byłaby taka sama, jak one, gdyby nie została obdarzona darem widzenia więcej, gdyby nie trzecie oko, które widziało nawet wtedy, gdy wcale nie chciała patrzeć.
Miękkie kroki stóp obutych w złote — a jakżeby inaczej, wszak był to jej herbowy kolor — pantofelki zbliżały powoli damę dzierżącą w rękach sporą, kwietną koronę coraz bliżej brzegu jeziora. Lady Hypatia, zdawająca się być niewzruszoną, czuła już przyspieszone bicie serca, tym mocniejsze, im bliżej było jej do brzegu. Nie chciała spoglądać w taflę wody. Dopiero przy niej poczuła ściskające serce przerażenie. Nie dotyczyło ono odrzucenia, miała wystarczająco dużo pewności siebie, aby wiedzieć, że ktoś skusi się na jej wianek. Dotyczyło tego, co mogła zobaczyć w lustrze wody, tego, jakie mogło mieć to konsekwencje. Nie chciała omdleć, nie tutaj. Może to wcześniejsze skaleczenie było formą wybawienia. Ofiarą dla bogini. Łagodna Afrodyta nie mogła karać swej akolitki.
Dlatego też Hypatia ostrożnie zeszła do brzegu, równie ostrożnie przykucając aby ułożyć na tafli wody wianek. Pchnęła go mocnym ruchem, zaskakująco mocnym jak na delikatną budowę damy, nim wyprostowała się, cofając kilka kroków w tył.


These things that you're after, they can't be controlled.
This beast that you're after will eat you alive
And spit out your bones

Hypatia Crouch
Hypatia Crouch
Zawód : debiutantka
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
divinity will stain your fingers and mouth like a pomegranate. it will swallow you whole and spit you out,
wine-dark and wanting.
OPCM : 5 +2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 2 +3
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12296-hypatia-crescentia-crouch#377992 https://www.morsmordre.net/t12301-nuntius#378115 https://www.morsmordre.net/t12332-hypatia-crouch#379076 https://www.morsmordre.net/f243-city-of-london-pallas-manor-siedziba-rodu-crouch https://www.morsmordre.net/t12303-skrytka-nr-2626#378117 https://www.morsmordre.net/t12302-hypatia-crouch#378116
Re: Jezioro [odnośnik]15.07.24 22:20
Festiwal zmierzał ku końcowi; skandale, które miały się wydarzyć, wciąż rozbrzmiewały echem, a leśne drzewa i krzewy kryły sekrety i tajemnice licznych schadzek, których były niemymi świadkami. Tym razem obyło się bez ofiar śmiertelnych i poważnych zranień, nad czym bardzo ubolewałem, bo nic nie cieszyło mnie w ostatnich dniach bardziej, jak skomplikowane przypadki medyczne, które mogłyby zająć mój umysł. Ten bowiem jak na złość krążył wokół fantazji i rozmyślań, o których dawno powinien zapomnieć. Chyba właśnie dlatego postanowiłem jeszcze raz pojawić się na festiwalu; domknąć rozpoczęty tu rozdział, poszukać własnego, prywatnego zakończenia, gdy nie było już większej szansy na „długo i szczęśliwie”. Londyńskie jezioro wydawało się ku temu najlepszym miejscem; woda była tak szalenie dwuznaczna i wymowna. W ostateczności zaś zawsze mogłem się w nim utopić.
Kiedy jednak szedłem w kierunku brzegu, hałas i harmider uświadomił mi, że może nie do końca przemyślałem całą sprawę. Tłumek stojący na piasku i z ekscytacją wpatrujący się w jakieś kształty na jeziorze był jasnym sygnałem, że coś się działo. I tym czymś najwyraźniej było puszczanie wianków, bo piski i krzyki dopingujących panien słyszałem już z daleka. Odwrócić się i uciec byłoby jednak tchórzostwem, a ponieważ w ostatnich dniach miałem aż za dużo czasu na rozmyślanie nad swoim brakiem odwagi, zamiast zawrócić szedłem przed siebie, aż sam dotarłem na brzeg i zacząłem wpatrywać się w kwiaty niesione delikatnym nurtem.
N i g d y nie łapałem wianków. Nie było mi to dane za czasów młodości, gdy najpierw jako dzieciaka nie dopuszczano mnie do zabawy dla dorosłych; potem na kursie uzdrowicielskim nie miałem czasu na takie głupoty; jako mężowi zaś mi nie wypadało. Poczułem więc mimowolny dreszcz ciekawości, zwłaszcza że nie miałem zielonego pojęcia, na czym dokładnie poleca cała ta tradycja. Owszem, panny puszczają swój wianek na wodę, panowie je wyłapują, ale co dalej? Z czym wiązało się wydobycie na brzeg tego konkretnego łupu?
Koło mnie kilku młodzieńców zdejmowało już swoje koszule i podwijało nogawki spodni, brodząc w chłodnej zapewne wodzie. Mogłem dalej stać jak kołek albo się wycofać, zanim ktoś zwróci uwagę na podstarzałego ramola, który wodzi oczami za młodymi dziewczętami i uzna to za nieco podejrzane nawet jak na standardy frywolności dopuszczane podczas festiwalu. Już miałem się odwrócić i wrócić w stronę polany ze stołami, gdzie serwowano jedzenie, gdy jakiś nieuważny młokos wpadł na mnie, przepychając się z innym chłopakiem w szaleńczym wyścigu o wianek, który właśnie przepływał obok.
Tak więc tym oto sposobem znalazłem się w jeziorze, widowiskowo zaliczając pierwsze lodowate bryzgi wody na swojej koszuli, spodniach, twarzy... w zasadzie wszędzie czułem te cholernie igiełki zimna, mimo że był środek lata i środek słonecznego dnia. Czułem też na sobie zaciekawione spojrzenia gapiów, a nawet słyszałem szepty dochodzące z tyłu.
- Dalej, Parkinson, żałoba już ci się skończyła! - krzyknął ktoś za moimi plecami, a ja zgrzytnąłem zębami, jednocześnie przywołując na usta nieco wymuszony uśmiech. Utopiłbym tego śmieszka za samo wspomnienie mojej żony i zepsucie mi tego cudownego dnia. Skoro jednak los wybrał za mnie, brnąłem głębiej w jezioro, czując jak ubranie przykleja mi się do ciała. Elegancka koszula ze złotymi guzikami i spodnie były pewnie do wyrzucenia i dziękowałem Merlinowi, że nie miałem na sobie bryczesów. Gdyby dostała się do nich wilgoć, musiałbym je rozpruć, żeby z siebie ściągnąć.
Chcąc mieć to już po prostu za sobą, wyjść z wody i wytrzeć się do sucha, nie robiąc za lokalną atrakcję, na którą gapiło się stado praktycznie obcych ludzi, zrobiłem jeszcze kilka ostrożnych kroków, dopadając do przepływającego obok wianka. Złapałem go szybko, zanim odpłynąłby gdzieś dalej i straciłbym swoją szansę, a potem przycisnąłem mocno do piersi jakby w obawie, że kwietna konstrukcja mogłaby się rozpaść. W mniej niż dziesięć sekund byłem znów na brzegu, ociekając wodą, ale uśmiechając się swoim Parkinsonowym uśmiechem zdobywcy.
- Drogie panie – zwróciłem się do dziewcząt stojących tuż przy linii wody i uniosłem nieco swoją zdobycz, aby każda z nich mogła go bez problemu obejrzeć – która z was raczyła mnie uszczęśliwić swoim wiankiem? - zapytałem, wolną dłonią przygładzając włosy. Nie były mokre, dzięki Merlinowi, za to czułem aż nazbyt wyraźnie, że mokre mam wszystko inne. Musiałem wyglądać jak ostatnie nieszczęście (co nie zmieniało faktu, że zapewne i tak wyglądałem wspaniale) i podobnie się czułem, niemniej nie mogłem teraz tak po prostu odejść. Miałem tylko nadzieję, że właścicielka wianka doceni moje poświęcenie i ten iście bohaterski czyn.
Harland Parkinson
Harland Parkinson
Zawód : Uzdrowiciel, drugi syn
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 6 +2
UZDRAWIANIE : 19 +2
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 19
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t12391-harland-dunstan-parkinson#381407 https://www.morsmordre.net/t12425-dior#382440 https://www.morsmordre.net/t12445-harland-parkinson#382735 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t12451-skrytka-bankowa-nr-2651 https://www.morsmordre.net/t12439-harland-parkinson#382675

Strona 17 z 17 Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Jezioro
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach