Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Purpurowa knieja

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Purpurowa knieja - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Purpurowa knieja - Page 5 Empty
PisanieTemat: Purpurowa knieja [odnośnikPurpurowa knieja - Page 5 I_icon_minitime16.01.18 0:28

First topic message reminder :

Purpurowa knieja

Ponury las otaczający równie nieprzyjemnie wyrastające ze wzgórza ruiny obłożono specjalnymi zaklęciami, zmieniającymi kolor wyściełanych wysoką trawą ścieżek i dziko rosnących drzew. Korony mienią się ostrą purpurą, mech obrastający drogi razi w oczy przenikliwym różem, kwitnące dziko kwiaty przeplatają się rozmaitymi odcieniami fioletu.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Purpurowa knieja - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Purpurowa knieja [odnośnikPurpurowa knieja - Page 5 I_icon_minitime02.09.20 13:03

Nie wiedziałem jak powinienem się zachować. Pierwszy raz znajdowałem się w takiej sytuacji. Rozemocjonowany przekuwałem wszystko w absurd, własną głupotę, lekkość. Tak miałem. Tak właśnie robiłem gdy coś mnie przerastało (chyba, że miałem akurat zły humor to kończyło się to wtedy inaczej...). Tak miały Botty. Jakoś wszystko na moment stało się więc bledsze - te moje problemy, ta moja żałoba, ludzie którzy mnie wystawili, zawiedli... Nie miało to teraz znaczenia. Uczepiony chwili. TEJ chwili. Pozwoliłem się jej porwać. Omamić wszystkie, tak wciąż bardzo wrażliwe po powrocie do ludzkiej formy zmysły. Tak bardzo potrzebujące się na czymś skupić.
Michael zdawał się jednak nie odwzajemniać mojego zaangażowania. Warkliwe, podszyte dziką groźbą ziejącą z oczu, postawy nieco przygasiły mój wilczy uśmiech (schowałem zęby, lecz usta wciąż były rozciągnięte tak szeroko, jak umiały). Chyba jako człowiek robił na mnie większe wrażenie niż zwierze, a może właściwie jako chwilowa mieszanka jednego z drugim. Wywróciłem oczami słysząc jego dobrą radę. Zadarłem podbródek drapiąc się po szyi - Mhm...ta, pewnie... - bąknąłem pod nosem - Nie planowałem spędzać jej tutaj, jakoś samo tak wyszło... - trochę się usprawiedliwiam, lecz tak właściwie chętniej spychałem temat w niebyt. Prawda była taka, że tylko kakofoniczny zew krwi oderwał mnie od barowego blatu, a nogi pociągnęły byle jak najdalej. Nie myślałem o innych, o tym czy kogoś spotkam, czy nie. Chciałem nie pamiętać. Los jednak szczęśliwie ze mnie zakpił nie dając mi tej możliwości pokazując jak silne i szybkie ciało ociera się o niepisaną wolność istniejącą gdzieś w ciemności, pomiędzy pniami kolorowego lasu. Łańcuchy... myśl o nich była jak łyżka dziegciu w tej beczce słodyczy. Nie wiem czy dobrowolnie od dziś byłem w stanie po nią sięgać. Wić i świadomie znosić palące jarzmo srebra na skórze. Przez całą noc, która nie ma końca po to by nad ranem osłabione ciało ze zdwojoną siłą pamiętało o klątwie. Nie... nigdy więcej.
- Nie zgrywam - chrząknąłem z wyrzutem i niepokojącym uczuciem rosnącym wewnątrz mnie. Byłem dziwny...? - Pamiętam doskonale. Pamiętam zawsze - podkreśliłem z uporem - No dobra, prawie, lecz rzadko bywa inaczej - Była jedna taka pełnia, gdzie straciłem kontrole. Jeszcze przed przemianą uciekałem, a po... ledwo doczołgałem się do jakiegokolwiek uzdrowiciela. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz na samo wspomnienie, a może to tylko ból trzaskających, słabych, ludzkich gnatów układającej się do nowej pozycji...? Westchnąłem z niewysłowioną ulgą czując chłód ziemi na całej długości pleców - Przybiegłem ze wschodu, kiedy cię znalazłem przywiązanego łańcuchem do drzewa. Domyśliłem się, że sam sobie to zrobiłeś i właściwie dobrze, bo byłeś głupi jak but. Jadłeś szyszki, pragnąłeś patyków i śpiewałeś ten kawałek Celesty - kociołek miłości gorącej, czy jakoś tak to szło - marszczyłem czoło wymieniając kolejno jego przewinienia nieco przeze mnie nad interpretowane, przekrzywione, pokolorowane - W ogóle - właśnie! - poderwałem głowę wykrztuszając z siebie resztki entuzjazmu, energii - Rozmawialiśmy! W sensie, ja z tobą - bo ty nie wiele wnosiłeś - ale jednak! To było... takie... dziwne - kwituję nie umiejąc opisać inaczej tego co w tym momencie na ten temat myślałem. Pojebana akcja i tyle.
- Nie, nie... To to wiem. Umiem czytać - zdawałem sobie sprawę z sytuacji aurorów, z tego, że jego siostra była ścigana co powoli budziło we mnie niepokojące myśli. Na razie nie otwierałem tej puszki pandory do końca - Chodziło mi wcześniej. Nie było cię w Londynie przez kilka dobrych lat. Wyjechałeś jakoś po wojnie. Tamtej wojnie, nie..? - Chodziło mi o tą wcześniejszą powiązaną ze śmiercią Dumbledora - Czy coś takiego. To wtedy zachorowałeś i wyjechałeś? Ile taki jesteś...? - Zadawałem się z Justine. Zadawałem się jak na ironię i z aurorami. Jego braku nie mogłem nie zauważyć chociaż nigdy nie wypytywałem Just o to dlaczego. Teraz mając przypuszczenia po prostu je snułem na głos ciekawy. Ile taki był, kilkanaście lat...? Blisko dekadę...? Nie wiedziałem nic o jego wycieczkach do Norwegii i innych takich.
- Eeeee...Ehm... - podciągnąłem się do pozycji półsiedzącej wiedząc co Tonks zastanie w swoich rzeczach, a właściwie czego nie zastanie - ...nie, dzięki, zawsze po mi mdło i nie mam ochoty na jedzenie pomimo głodu. Może masz za to fajka...? - wyszedłem z kontrpropozycją wiedząc, że mi mdło było właśnie dlatego, że owe kanapki jeszcze jako jako wilkołak zjadłem, a właściwie pochłonąłem. Wilcza szczęka nie nadawała się do rozdrabniania. Teraz połknięta niemal w całości bułka przyprawiała mnie o nieprzyjemne skręty żołądka - Rozglądając się za ludźmi nie zwracałeś chyba uwagi na zwierzęta co? One się nie zawsze nas boją. Takie bobry to nawet potrafią podejść jak gołąb na dworcu kiedy tylko wyczują, że masz jedzenie i nic sobie nie robią z tego, że masz dwa, czy trzy metry - pouczam go wymyślając na poczekaniu historię. W końcu nic nie pamiętał, prawda...? - Jak biegłem to widziałem ich yyy.... szałasy. Musi być ich w okolicy całkiem sporo - potrząsam głową sam do siebie po tym jak podniosłem się na dwie nogi. Podparłem ręce na biodrach. Tak, tak to właśnie bywa.




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : auror, wilkołak gończy Longbottoma
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Purpurowa knieja - Page 5 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244

Purpurowa knieja - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Purpurowa knieja [odnośnikPurpurowa knieja - Page 5 I_icon_minitime10.09.20 8:31

-Samo...? - zmrużył oczy, świdrując Botta przenikliwym spojrzeniem. Nie wiedział nawet, że w blasku wschodzącego słońca (a może z powodu fali irytacji...) jego własne ślepia lśniły złotawo, wilczo. -Samo tak wyszło. - powtórzył powoli, cedząc słowo za słowem. Nagle wygiął usta we wściekłym grymasie i mocno łupnął pięścią w pień drzewa, przy którym siedział. Mięśnie nadal potwornie go bolały, ale agresja musiała znaleźć swoje ujście - a nos Matta był za daleko. -Na tyłek Celestyny, mogłeś kogoś zabić! - warknął, nieświadomie zdradzając się ze swoją aprobatą dla atrybutów panny Warbeck. Spoglądał na Matta bez współczucia i bez zrozumienia, jedynie z mieszanką złości i rozczarowania. Świadomie nigdy nie chciałby nikogo narazić. Wspomnienie lutowej pełni, podczas której pękły mu łańcuchy, nadal wywoływało w nim gorzki wstyd. Wilkołactwo nie było ich wyborem, ale było ich jarzmem - zdaniem Tonksa jedynym honorowym wyjściem z tej sytuacji było znoszenie łańcuchów co miesiąc, albo zarzucenie sobie pętli na szyję.
Wiedział od Zakonników o śmierci Bertiego, ale w tej chwili nie przyszła mu do głowy. Minęły już trzy tygodnie, wojna szalała, wszyscy żyli z poczuciem straty. Może gdyby powiązał ze sobą fakty, spojrzałby na Botta nieco łagodniej, ale i tak nie usprawiedliwiłoby to w jego oczach beztroskiego biegania po lesie. Nie rozumiał. Aż...
...nagle coś strasznego przyszło mu do głowy.
-Może to prawda, co mówią o niezarejestrowanych wilkołakach. - wychrypiał, opuszczając dłonie i odwracając wzrok. Osunął się po pniu z pozycji siedzącej do półleżącej, wyglądając niczym sflaczały balon.
Mówiło się, że niezarejestrowani likantropi to szaleńcy i sadyści, lubujący się w żądzy krwi. Nie uważał za takiego Botta, chyba nie, jeszcze nie, ale teraz sam był właściwie niezarejestrowany, zbiegający przed Ministerstwem i brygadzistami. I właśnie przypomniał sobie własny wyrzut sumienia, krew tamtej kobiety, tak nęcącą zmysły, nawet w ludzkiej postaci...
Mocno zagryzł wargę, aż do własnej krwi. Liczył, że ból odgoni wspomnienie Miu i tamtego obłędu, że zagłuszy wyrzuty sumienia. Na szczęście, Matt okazał się całkiem pomocny, bo skutecznie odciągnął jego uwagę.
Spojrzał na niego znowu, tym razem spokojniej, choć marszcząc brwi ze zdziwienia.
-Pamiętasz? Zawsze? Naprawdę? - szepnął, a Bott opowiadał, dalej, przekonująco i fascynująco. Pod koniec Michael podparł się na łokciach i spoglądał na niego bez słowa, jakoś... dziwnie.
Po raz pierwszy w życiu spoglądał na Matthew Botta z podziwem.
-Jak to robisz? Że pamiętasz? Opowiedz mi więcej, naucz mnie. - wyrzucił z siebie w końcu nieco erratycznie, ni to prosząc, ni to żądając. Nie był nawet świadom, że właśnie go o coś błaga, chwytając się bardziej ogarniętego wilkołaka niczym tonący brzytwy. Jeszcze przed chwilą wydawało mu się, że zmierza na równi pochyłej w stronę wilkołaczego obłędu, a teraz Matt dał mu... nadzieję.
Uspokoił się na tyle, by odpowiedzieć na jego pytania bez przekąsu ani pretensji. Matt w końcu właśnie zyskał jego respekt (!), właśnie dotarło do niego, że są teraz... pobratymcami w niedoli?
-Nie, wyjechałem, bo... dostałem coś w rodzaju zawodowego awansu, a raczej możliwości takiego. Rwało mnie do sławy i przygód, a angielscy aurorzy potrzebowali kogoś wysłać do Norwegii, miałem tam kooperować z Ministerstwem w Oslo, nawet trochę szkolić norweskich kursantów... - wyjaśnił, starając się to zrobić powoli i cierpliwie. W połowie opowieści na jego twarzy zamigotał blady uśmiech, w oczach zapłonął żar ekscytacji dawnego Michaela, aż nagle przypomniał sobie dokąd zmierza ta historia i spoważniał. -...zostałem ugryziony tam, w zimie 1955. - dokończył cicho. -Wiesz... zawsze wiedziałem, żeby nie uważać w lesie w pełnię, ale nie wiedziałem... znaczy wiedziałem, ale nie spodziewałem się, że oni mogą...my możemy przemieniać się także poza nią. - dodał jeszcze ciszej, w ramach uzupełnienia. -A...ty? - spytał niepewnie, w końcu był już samemu podłamany. Empatycznie nie chciał naciskać, ale cholernie ciekaw, co się stało z Bottem i jak dawno temu. Nigdy nie podejrzewałby o likantropię akurat jego.
Kanapki wydawały się dobrym pocieszeniem, ale nigdzie ich nie było. Michaelowi zaczęły drżeć dłonie, gdy przetrząsał cały plecak, po raz kolejny odwracając go do góry dnem. Żołądek ściskał mu się z głodu i bólu, a Matt pieprzył coś o bobrach. W sensie, w normalnej sytuacji Mike uznałby to za głupie gadanie, ale... nie pamiętał nic z tej pełni. A Bott tak. Pewnie znał się lepiej na lasach. I bobrach. I w ogóle...
-Bobry... - powtórzył nieobecnie, a potem westchnął boleśnie:
-Nieeeeeeeee....! Przeklęte... bobry! - i ukrył twarz w dłoniach. Chciało mu się wyć z rozpaczy. Był człowiekiem głodnym, smutnym i pokonanym.
Przez jakieś żarłoczne bobry.




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Matthew Bott
Matthew Bott

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t3632-klopot https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Zawód : zarabiam na czym się da
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 20/45
SPRAWNOŚĆ : 30/55
Genetyka : Wilkołak

Purpurowa knieja - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Purpurowa knieja [odnośnikPurpurowa knieja - Page 5 I_icon_minitime09.12.20 18:18

Zrobiłem pochmurna minę, czując na sobie protekcjonalne spojrzenie aurora. Dziwnie drażniące, nakazujące pielęgnować za wszelką cenę własną niewinność na którą wszyscy pluli, która nie była potrzebna. Ja uciekłem z tej pętli rozmyślań - Ktoś zabić mógł i mnie - czy to nie było takie proste? Czy życie to nie była zwykła loteria? - Tak to już bywa. Czy to Londyn, czy las nie robi to teraz specjalnej różnicy - dokładnie. Albo miało się farta, albo i nie - Gdyby zamiast mnie, spotkałbyś brygadzistów to byłby twój koniec - spętany, bezbronny - posiatkowaliby cię jak kapustę na bigos - niemalże poczułem cholerne ukłucie w klatce po zaklęciu ostrzy z którego ledwo się wykaraskałem - Ale coś czuję, że nie załapiesz o co mi chodzi. Więc miej sobie swoją rację, a ja będę miał swoją - był aurorem. Jego świat był ciasny i wąski, jak cele w Tower. Nie wiem, czy potrafił wyjść poza te ramy, spojrzeć na świat oczami portowego śmiecia, którego krajobrazy był malowane w odcieniach szarości. Bo twoje życie, Tonks, było prawdopodobnie czarno-białe, prawda...?
Nie ruszyło mnie dumanie nad tym, jakie to były niezarejestrowane wilkołaki. Jak się o takich mówiło. Tyle epitetów przez swoje dwudziestosiedmioletnie życie już przenosiłem, że kilka kolejnych nie robiło mi różnicy. Przeszkadzało mi jednak to, że brzmiał tak, jakby był lepszy. Z tego co rozumiem on był tym zarejestrowanym, tak? - Widzę, że życie zarejestrowanego jest zaś tak wyjątkowo inne, co? - mruknąłem szyderczo, z rozbawieniem. Bo och...Czy właśnie nie wyglądał jak szaleniec wiążący się po nocach łańcuchami do drzew...? Co za przypadek, doprawdy.
- Czy masz mnie za kłamcę...? - jęknąłem oburzony, trochę zmęczony już jednak tym sugerowaniem tego, jaki to jestem nieodpowiedzialny i niedobry. Ściągnięte w irytacji brwi uniosły się jednak w zdziwieniu, jak zobaczyłem, że ten się na mnie lampi jak... no właściwie, jakbym co najmniej miał zbawić jego życie. Aż zaniemówiłem uciekając wzrokiem w górę, na świtające niebo - Ja.. nie wiem - westchnąłem z powagą - Nie mam pojęcia od czego to zależy. Myślałem, że to normalne i rzadko się zdarza by było inaczej ale... teraz to po prostu nie wiem - pierwszy raz miałem możliwość wymienić się spostrzeżeniami dotyczącymi tej... choroby - Znasz jeszcze jakiegoś wilkołaka? - ciekawy byłem, czy to ja byłem inny, czy to Tonks jednak był tym dziwnym, upośledzonym.
Słuchając jego historii poczułem się trochę niekomfortowo w chwili w której wspomniał o przemianie poza pełnią. Nie bałem się przemiany kiedy wiedziałem, ze ta nastąpi, lecz myśl, że mógłbym stracić kontrolę w mieście, knajpie... to było coś przed czym uciekałem sięgając po butelkę alkoholu lub mocniejsze używki. Wszystko byle przytępić swój temperament i mieć to pod kontrolą.
- Trochę ponad rok temu. W kwietniu '56. Zły czas, złe miejsce - miałem pecha. Tak po prostu. Wzruszyłem ramionami nie wdając się w szczegóły.
Przysłoniłem usta przed ramieniem by nie parsknąć ze śmiechu na głos i jakimś sposobem zachować pozory powagi, kiedy to Tonks wołał o pomstę do... bobrów. Zdałem sobie sprawę, że to pierwszy raz od dawna, kiedy to pozwoliłem sobie na spontaniczne, szczere rozbawienie. Świat się z tego powodu nie zawalił. Nie było to takie odkrywcze, a jednak poczułem, że odnalazłem coś co zgubiłem, a czego potrzebowałem by ruszyć na przód.
- Chciałbym jeszcze porozmawiać - jak wilkołak z wilkołakiem bo przecież co innego mogą robić dwaj nadzy faceci w środku lasu...?




I'll survive
somehow i always do


Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : auror, wilkołak gończy Longbottoma
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jeśli mnie oswoisz, moje życie nabierze blasku.
OPCM : 41
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/17
SPRAWNOŚĆ : 11/23
Genetyka : Wilkołak
Purpurowa knieja - Page 5 Eric-Northman-Screen-Test-S4-true-blood-22322446-432-244

Purpurowa knieja - Page 5 Empty
PisanieTemat: Re: Purpurowa knieja [odnośnikPurpurowa knieja - Page 5 I_icon_minitime11.12.20 16:28

Piorunował Botta wzrokiem, przekonany o swojej moralnej wyższości, aż... oklapł, słysząc słowa o brygadzistach. Przygryzł wargę. To niewiarygodne, ale Matt miał... rację. Michael uwielbiał widzieć świat w czerni i bieli, ale oboje byli upaprani w szarości. Praworządność nie miała już racji bytu. Brygadziści zwrócili się przeciw niemu, a choć nie znał sytuacji Botta - wnioskując po jego zachowaniu, wilkołak nie był zarejestrowany - to Matt trafił w jego czuły punkt. Miał rację. Jedynym, co robił Tonks dla zadbania o własne bezpieczeństwo było wyszukiwanie odludnych miejsc - ale jak długo mógł się bawić w kotka (pieska?) i myszkę z Ministerstwem Magii?
-Łapię. - burknął. Nie zamierzał zgrywać ignoranta, gdy chodziło o własne życie. Zmarszczył lekko brwi. Co... co jeśli te łańcuchy, które sprawdzały się przez ostatnie dwa lata, to tak naprawdę zły pomysł? I skąd miał wiedzieć kiedy ochrona jego własnego życia (i tajemnic Zakonu!) jest ważniejsza od prewencyjnej ochrony zagubionych w lesie przechodniów?
Zresztą, ja nie mam wyboru - a głupcy nie powinni chodzić w pełnię po lesie. - przemknęło mu przez myśl, egoistycznie, złośliwie.
-I... nigdy nie zrobiłeś nikomu krzywdy? W pełnię? No wiesz, jeśli... pamiętasz? - zapytał niepewnie. Skoro Bottowi udawało się jakoś unikać ludzi i dramatów...
Spojrzał na Matta jakoś łagodniej, uświadamiając sobie, że właśnie powtórzył stereotypy ludzi - lękających się niezarejestrowanych likantropów, przypisujących im dzikość, pragnących ich kontrolować. A on sam... on sam nie znał przecież żadnych. Ba, nie wiedział nawet, na jakie życie by się zdecydował gdyby miał wybór.
-Zostałem ugryziony na służbie, więc zarejestrowano mnie z automatu. - mruknął jakby ze wstydem. -Do kwietnia to działało, a teraz... muszę unikać brygadzistów. Bez łańcuchów faktycznie byłoby łatwiej, ale... boję się, jak to się może skończyć. - wymamrotał, odwracając głowę. Świat stanął na głowie, auror przyznawał się do lęku przed Matthew Bottem.
-Przeważnie niczego nie pamiętam. Zapominam, gdy zaczyna się ból. Ty... jakoś próbujesz zachować wtedy świadomość? - upewnił się. Osuwanie się w ciemność było intuicyjne, łatwe, ale może powinien bardziej z tym walczyć, bardziej starać się podczas pełni? -Nikogo nie znam. Był jeden pracownik Ministerstwa, ale... zniknął. Pewnie powinienem go poszukać, bo trochę się martwię, pamiętam też trochę nazwisk z rejestru. - przyznał. W końcu pozwolił sobie na blady uśmiech, nie wierząc trochę w ten zbieg okoliczności. Dwójka wilkołaków nie znających nikogo poza sobą, ale znających się z dawnego, ludzkiego życia. Nigdy nie podejrzewałby Botta o taki sekret ani o to, że najwyraźniej radzi sobie z likantropią lepiej od niego.
W brzuchu mu burczało, a zaginione kanapki i śmiech Matta nie poprawiały mu nastroju, ale w sumie też chciał porozmawiać. Opanował się, usiadł z powrotem pod drzewem.
-Moja siostra robiła te kanapki, gdybyś wiedział jakie są pyszne... - westchnął żałośnie, nieświadom, że Bott doskonale wiedział, jakie są pyszne. O ile w wilkołaczej formie miał takie same kubki smakowe. -Też chcę pogadać. I... zostańmy w kontakcie, co? - zaproponował cicho. Wilki powinny trzymać się razem.

/zt x 2 :pwease:




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
 

Purpurowa knieja

Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Durham-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21