Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Purpurowa knieja
AutorWiadomość
Purpurowa knieja [odnośnik]16.01.18 0:28
First topic message reminder :

Purpurowa knieja

Ponury las otaczający równie nieprzyjemnie wyrastające ze wzgórza ruiny obłożono specjalnymi zaklęciami, zmieniającymi kolor wyściełanych wysoką trawą ścieżek i dziko rosnących drzew. Korony mienią się ostrą purpurą, mech obrastający drogi razi w oczy przenikliwym różem, kwitnące dziko kwiaty przeplatają się rozmaitymi odcieniami fioletu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Purpurowa knieja - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Purpurowa knieja [odnośnik]14.07.21 20:02
Zaklęcie okazało się fiaskiem, czarna magia nie okazała mi się posłuszna, lecz patrząc przez pryzmat całego popołudnia i tak nie znalazła sobie we mnie ofiary, a przynajmniej niezbyt często. Miałem w głowie pojedynki, kiedy to niszczyłem sam siebie, raz za razem wystawiając na próbę własną psychikę, własną odporność, która nie była w stanie powstrzymać śmiercionośnej siły. Dziś było inaczej, poszło gładko, bez większych przeszkód i komplikacji, z czego Edgar winien być zadowolony.
-Stworzyć ochronę- odparłem będąc pewien, iż ktoś tu wróci. Miejsca takie jak te były pod okiem wrogów obecnej polityki i z pewnością starali się w miarę możliwości je doglądać. Ukryci mugole, zabezpieczający ich czarodzieje, czyż to nie był bezpodstawny dowód?
Kątem oka dostrzegłem, jak Xavier dobył kopert, a na jego twarzy pojawiła się swego rodzaju satysfakcja. Jeśli były zaadresowane, na co szczerze liczyłem, mieliśmy jeszcze sporo pracy. Nie dziś, być może nie jutro, lecz w kolejnych dniach, tygodniach – każdy trop należało sprawdzić, a jakiekolwiek przejawy buntu nicestwić. -Chyba nie po raz ostatni przyjdzie nam walczyć ramię w ramię- rzuciłem, choć nie spojrzałem w kierunku lorda. Mój wzrok wciąż skupiony był na trupie, truchle jaki chciałem wziąć pod swoje dowództwo, aby narobił problemów kolejnym intruzom.
-Inferni- wypowiedziałem starając się włożyć w zaklęcie pełne skupienie, całą swoją moc, lecz finalnie ponownie nie odniosło ono zamierzonego skutku. Na domiar złego poczułem osłabienie, momentalny ból w skroniach; czarna magia zbierała żniwa i znów robiła to na mnie.
Obróciłem w dłoni wężowe drewno starając się zignorować spojrzenia Elviry oraz Xaviera, którzy zastanawiali się co chce uczynić lub po prostu byli świadkami kolejnej porażki.
-Inferni- wybrzmiałem znacznie głośniej nie wyobrażając sobie, aby ponownie zaznać smaku ujmy na honorze, albowiem właśnie tak to traktowałem. Klątwa nie była poza moim zasięgiem i choć nie korzystałem z niej nader często, to z mych ust padały trudniejsze inkantacje.
Znów nic, ponowiłem próbę licząc, że będzie tą ostatnią i… tak było. Ból momentalnie rozszedł się na potylice i na moment zamroczył uniemożliwiając zebranie myśli. Warknąłem pod nosem, przekląłem do siebie i odsunąłem się od truchła nie mając zamiaru ponownie wyzywać czarnej magii na pojedynek. Osłabiła mnie już nader mocno.
-Na nas czas- rzuciłem bez zbędnego komentarza i wskazałem głową drzwi, przez których próg po chwili przeszedłem. Postanowiłem zabrać ze sobą strażniczkę, mugolkę jaka miała czelność celować do nas z tego dziwnego przedmiotu.




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]14.07.21 20:50
Najpierw odnaleźli dziennik, później koperty - pomijając zwycięstwo nad szlamem i ścierwem, rozlaną krew oraz pojmanych jeńców, udało im się zakończysz misję z niemałą ilością cennych informacji. Elvira przechadzała się po składzie, oglądając mugolskie bronie z daleka, bez dotykania, przekopując się przez dywan trupów i szukając wśród nich jakichkolwiek wskazówek, że mogą skrywać coś jeszcze, co wymagałoby przejęcia. Nie mieli wiele czasu, musieli podsumować wszystko, co udało im się osiągnąć na ziemiach Durham - po długim planowaniu i przygotowaniu, Elvira czuła jak powoli uchodzi z niej napięcie, adrenalina opuszcza ciało przez lekki krok i niewielki uśmiech na podłych ustach.
Zbliżyła się do Drew zaciekawiona, żądna kolejnego pokazu czarnoksięskiej mocy, a po zdawkowej odpowiedzi i różdżce skierowanej na stygnące ciało mogła domyślić się, że oto Macnair ma na celu stworzenie nieumarłego strażnika. Zatrzymała się niewielki krok z tyłu, nie przeszkadzając, nie odzywając się, czekając. Myśl o ujrzeniu ożywającego trupa wzbudzała specyficzne podekscytowanie, znane wyłącznie pracownikom prosektorium i fascynatom śmierci. Sama nie potrafiłaby tego zrobić, nie była tak wprawiona, ale od obserwacji przechodziło się do praktyki - za parę tygodni, może miesięcy. Przyjdzie pora i na nią.
Padła jedna inkantacja, kolejna. Spostrzegła, że rzeczy nie idą po myśli Drew i odczuła nieznaczny zawód, głuchy i zatruwający tyły świadomości, kiedy starała się ani gestem ani miną nie okazać żadnej emocji. Nikt nie lubił, kiedy zwracało się uwagę na jego porażki, a choć przy Sigrun może i odważyłaby się na uprzejmą, acz uszczypliwą uwagę, w tym przypadku odpuściła sobie komentarz, odchodząc w stronę drzwi, by opuścić budynek za lordem Burke'em. Świeże powietrze było przyjemną odmianą po dusznym smrodzie potu, strachu i szczyn, które pociekły po nogawkach niektórych mugoli na widok rozpoczynającej się rzezi. Osłoniła oczy przed słońcem, a potem zaszła Drew od tyłu w momencie, w którym skupił się na spetryfikowanej kobiecie.
- Paxo - szepnęła, trzymając różdżkę blisko, a spodziewając się, że usłyszy i zareaguje, szybko schowała ją za plecami i niewinnie uniosła brwi.
Potem uśmiechnęła się do Xaviera i ruszyła za nim z rękami w kieszeniach.
Wiem, że boli cię głowa, więc się, do cholery, nie bocz.

/zt <3


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]14.07.21 20:50
The member 'Elvira Multon' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 95

--------------------------------

#2 'k8' : 5, 1, 1, 7, 4, 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Purpurowa knieja - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]15.07.21 15:16
Informacje zawarte w listach mogły im się bardzo przysłużyć. Być może zawierały dane, które przyczynią się do wyeliminowania rasy mugolskich szczurów. Na pewno sprawdzą adresy, na które były zaadresowane wszystkie koperty. Trzeba było trzymać kciuki by coś tam było.
To jednak już nie będzie jego zadaniem. Przekaże listy Edgarowi, a on jako Nestor już podejmie decyzje co dalej z tym zrobić.
Słysząc słowa Macnair'a obrócił się w jego kierunku, a kącik ust lekko uniósł się ku górze.
- Jestem przekonany że będzie ona równie owocna co dzisiaj. - odparł spokojnie kiwając przy tym lekko głową.
Omiótł spojrzeniem cały skład analizując to wszystko co się wydarzyło w przeciągu ostatniej pół godziny. Wykonali kawał dobrej roboty. Kiedy tak wodził wzrokiem po trupach i śladach jakie pozostawiali w końcu dotarł wzrokiem do Drew, który różdżką celował w jednego z nieboszczyków.
Słyszał zaklęcie, które wypowiada i doskonale rozumiał co ten ma zamiar uczynić. Był to naprawdę dobry pomysł. Nigdy nie wiadomo kto tu po nich się pojawi, a na pewno ktoś z wrogów będzie chciał sprawdzić jak tam mają się mugolskie ścierwa, które się tu ukryły. No cóż, będą mieli ciekawą niespodziankę jeśli zaklęcie się uda. Aż po cichu zaczął żałować, że nie będzie mógł zobaczyć ich min.
Zauważył lekkie zirytowanie na twarzy mężczyzna kiedy magia postanowiła być na tyle kapryśna, że nie chciała by zaklęcie wyszło czarodziejowi. Nie oceniam, rozumiał doskonale jak deprymujące to jest, bo sam miał okazję to dzisiaj odczuć kiedy podczas walki jemu również nie wychodziły zaklęcia.
Po chwili jednak przeniósł spojrzenie na Elvirę, która po cichu zaszła go od tyłu i wyszeptała zaklęcie. Burke uśmiechnął się lekko pod nosem. Takie wsparcie było bardzo ważne w jego mniemaniu i naprawdę był zadowolony, że w jego "drużynie" dzisiejszego dnia miał tak utalentowanych czarodziejów.
Widząc uśmiech Elviry skierowany w jego stronę skinął jej głową, również lekko się uśmiechając, po czym przy pomocy zaklęcia uniósł dwóch nieprzytomnych i unieruchomionych więźniów i skierował się w drogę powrotną.

zt <3


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]15.07.21 22:14
Porażki miały to do siebie, że należało się z nimi pogodzić. Były częścią naszego życia, lecz musieliśmy potrafić stawiać im czoła. Nie było osób nieomylnych, potężnych na tyle, że każda wypowiedziana inkantacja przynosiła zamierzony skutek. Jasne, nie lubiłem zawodzić przy świadkach, tworzyło to wyraźną ujmę na honorze, ale ostatnie co bym zrobił to wziął je mocno do siebie. Dziś naprawdę większość rzeczy szła po mojej myśli, bez większego problemu uporałem się z wrogiem, a co najważniejsze każda moja obrona okazała się skuteczna. Niedraśnięty przez nikogo czułem się silniejszy i choć czarna magia ponownie ukazała swą wyższość musiałem przełknąć gorycz. Znaleźliśmy się tutaj w jasnym celu i chciałem go wypełnić, a dodatkowa ochrona miała jedynie przysporzyć kłopotów wrogowi, który z pewnością miał tutaj w końcu trafić.
-Nie było trzeba- rzuciłem spoglądając na Elvirę zza ramienia. Byłem jej wdzięczny, ale nigdy nie potrafiłem tego okazać. Ból skroniach rozmył się, wyciszył mnie i nieco wzmocnił, a szybko bijące serce zwolniło swego rytmu wracając do normlanej pracy. Uzdrowiciele byli niezwykle istotni, magia lecznicza działała cuda, dlatego zawsze czułem się pewniej, kiedy czarodziej o tych zdolnościach stawał z nami na polu bitwy.
-Zbierajmy się stąd, pewnie na nas już czekają- dodałem przenosząc na moment wzrok na Xaviera, który powoli organizował jeńców. Ja sam skierowałem wężowe drewno w dół i prostą inkantacją wyciągnąłem spetryfikowaną kobietę z dołu, a następnie uniosłem nieco do góry, by w ten sposób przetransportować ją na miejsce spotkania. Wykonaliśmy swe zadanie bezbłędnie i byłem przekonany, że Edgar będzie dumny z członka swojej rodziny. Durham miało pozostać wolne od mugolskiej zaraz i wszystkich tych, którzy otwarcie ich popierali. Byłem przekonany, że jakiekolwiek formy buntu będą niszczyć w zarodku dokładnie w ten sam sposób, co dziś. Nie było tu miejsca na litość, wojna nie znała wyrzutów sumienia.

/zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 9
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 51
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]04.08.21 20:54
- 4 I 1958 -
Ronja&Leanne
Hep. Pod zamkniętymi powiekami zamigotało światło, a w okolicach pępka niewidzialna dłoń przyciągnęła ją do siebie. Czy mogła powiedzieć, że dzisiaj był ten dzień? Supeł na żołądku ścisnął w obliczu nagłej podróży, a umysł próbował ułożyć brakujące elementy układanki w całość. Jeszcze przed chwilą była w rezerwacie, stopa nawet lekko wysunięta do przodu, gotowała się w powtórzeniu kolejnego kroku sekwencji uderzeń wushu. Rzadko kiedy miewała złe humory, humory, które kaprys emocji przykrywał warstwą nadwrażliwości na drobne przytyki, ale dzisiaj nadszedł ten dzień. Styczniowa pogoda nie dopisywała, a w głowie gromadziło się wiele tęsknot i obaw. Zapasy topniały, okoliczna ludność w Derbyshire potrzebowała wsparcia, którego sam rezerwat nie był w stanie zapewnić. Zresztą oni sami mierzyli się z coraz to nowymi przeszkodami. Obecność dementorów, szmalcowników, potrzeba obrony granic hrabstwa, połączona z topniejącymi jak śnieg na wiosnę zapasami wzbudzała w Fancourt frustrację, którą mogła wyładować jedynie przez ćwiczenia. Wydzielała wówczas jasną granicę między swoim umysłem a ciałem, wizjami wyobraźni, a naczyniem pełnym hormonów, bólu i kruchych kości cierpiących na dotyk meduzy. Chciała po prostu być sobą.
Najwyraźniej dzisiaj musiała przekonać się na własnej skórze o własnej wartości, bo o to znalazła się w zupełnie obcym miejscu, purpurowa poświata ostra i inwazyjna oblepiała jej dłonie i nogi zachłanną potrzebą ciemności. Czkawka teleportacyjna. Zanotowała spostrzeżenie w ciszy, dopiero potem zdając sobie sprawę, że od jakiegoś czasu stoi w bezruchu. Całkowicie skupiona na swoich przemyśleniach, w postawie gotowości do walki przeciwko dzikiej kniei kwiatów i… Kogoś jeszcze.
Odwróciła się napięcie w stronę nieznajomej, zachowując równowagę, ale nie mogąc pozbyć się wrażenia wyobcowania. Niekontrolowana teleportacja mogła być wyjątkowo niebezpieczna, jeśli nie przez ryzyko obrażeń od niechcianej podróży, to tych, których przy okazji dane kobiecie było spotkać.
Obca z pozoru nie wzbudzała żadnych skojarzeń, chociaż z pewnością zapadała w pamięć. Bursztynowe spojrzenie prześlizgnęło się po miękkich krawędziach delikatnej sylwetki, wyraźnie zarysowanym nosie i konstelacji czterech pieprzyków.
Przepraszam za najście. — Zaczęła od wytłumaczenia, dłonią wskazując na siebie samą w geście wytłumaczenia. Była przy tym spokojna, uważnie, ale nieinwazyjnie wychylając głowę na boki, w autentycznym zainteresowaniu miejscem, na jakie trafiła. Korony drzew zasklepiały się niczym dłonie splecione w uścisku, tworząc ciemny korytarz wyściełany mchem. — Piękne miejsce. — Dodała ostrożnie, powoli oczekując pierwszej reakcji. Kim była nieznajoma? Na myśl Ronji przywodziła krajobraz z legendy, mistycznej i ulotnej, jakby za chwilę miała przekonać się, że śni na jawie. Tyle że  z pewnością nie był to sen. Dłonie na kłykciach zaczerwieniły się od zimna i wyprowadzanych w stronę manekina ciosów, schludne ubranie ćwiczebne ubrudzone było na skrawkach dołu tkaniny błotem i kurzem podwórza rezerwatu, a ze splecionych w warkocz włosów uciekło kilka wolnych kosmyków. Co można oczekiwać po obcej osobie? Ile agresji powinna zakładać, a ile dobrej woli lub w dzisiejszych czasach częstej — bezczynności. Musiała uważnie dobierać słowa, nie mogła przewidzieć kiedy nastąpi kolejna teleportacja. Może dlatego ta krucha chwila ryzyka, pozwoliła na trzecie wyrażenie, pytanie wyrzucone z zaskakującą prostotą.
Przestraszyłam panią? — Rzucona w nieznany gąszcz, który na myśl przywodził rumuńskie bagna podczas misji, wciąż trwała przy swoich własnych zasadach i wychowaniu, ale też nie przestawała na gonitwie myśli. Oceniała z kim ma do czynienia, wyciągała wnioski, a przede wszystkim próbowała dojrzeć, kto stał naprzeciwko niej ponad zewnętrznymi wrażeniami.
[bylobrzydkobedzieladnie]


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]09.08.21 22:46
Cisza otulała jak najbardziej miękki koc. Chłód piekł delikatnie policzki istoty zajmującej swoje niewielkie miejsce wśród fioletowych drzew, które swojej barwy nie traciły nawet w środku zimy. Przeciwnie, kolor odbijający się wraz ze światłem od białego śniegu przybierał na intensywności, tworząc senny krajobraz i zmieniając znane kształty w nieznane cienie, przypominające zupełnie coś innego iż powinny. Gałęzie stawały się potworzyskami o rozciągniętych twarzach, pnie drzew - kolumnami, wystające korzenie na białym puchu - wężami czyhającymi tylko by opleść człowieka. Od łydki aż po szyję.
Lub cokolwiek co przywodziła na myśl wyobraźnia. Każdy mógł zobaczyć co innego.
Jak podoba mogła być wizja osoby, która niespodziewanie pojawiła się tuż za nią?
Sylwetki człowieka nie dało się pomylić z niczym innym. Kobieta nie poruszyła się ani o milimetr, obserwując teatr konsternacji, który zagrał tuż przed jej oczami. Ciemne tęczówki wbiły się intensywnie w kobietę, gdy w finezyjnym i spokojnym ruchu ciemnowłosa dama przesunęła dłonie przed siebie, by niepozornie i bez wzbudzania podejrzeń trzymać swoją wiodącą dłoń przy rękawie płaszcza, w którym magicznie ukryta była jej różdżka. Sylwetka, formowana jak piękna rzeźba czarnym płaszczem z grubego, podszywanego materiału, przypominała swoim kształtem klepsydrę. Widać było, że jej ubrania są wykonane przez doświadczonego rzemieślnika sztuki krawiectwa i musiały kosztować swoje, nawet jeśli nie miały wiele ozdób. Poza jedną, bardzo charakterystyczną broszą przypiętą tuż przy asymetrycznie usadowionych na korpusie guzikach. Miała ona srebrne zdobienia i pomimo tego, że sama była dosyć spora, kamień w kolorze jasnego pomarańczu w samym jej centrum był dosyć mały. Sam płaszcz był kloszowany, a osiągał najwęższy punkt w talii. Sięgał aż do kolan, pokazując tylko fragment ciemnozielonej spódnicy spod spodu, a po samym kształcie dało się wywnioskować, że pod spodem miała jeszcze puchatą halkę. Po ubiorze dało się szybko stwierdzić, że musiała należeć do klasy średniej, której w ostatnim czasie wiele nie brakowało, jednak brak większych zdobień pokazywał, że na pewno nie była bogatsza niż ta kobieta, która pojawiła się przed nią.
Trudno było nie pamiętać twarzy takiej jak ta, która pokazała się przed nią w tej chwili. Niewiele było osób, które znała o tak egzotycznych, nieznanych w Anglii rysach. Kilka osób, które znała z widzenia właśnie przeszły przez jej wspomnienia i wyszukała nawet osobę, którą mogłaby dopasować do kobiety... Z bardzo dawna, z czasu kiedy mała Leannie miała ledwie jedenaście lat.
Usta muśnięte czerwoną szminką skrzywiły się delikatnie, a ułożona na mydełko brew uniosła się od razu, przybierając spojrzenie bardzo niepewne tego, co właściwie nieznajoma chciała osiągnąć tym zdarzeniem.
- Dzisiaj szybciej można się spotkać z wyciągnięciem różdżki na powitanie, niż ze small-talkiem... - Wyjaśniła, choć jej postawa na razie nie pokazywała żadnego nieprzyjaznego nastawienia do kobiety. Młoda kobieta przypominała trochę rzeźbę - wręcz dało się ją nazwać wymuskaną, pokazywała wizerunek osoby, która bardzo dba o swoją prezencję. Pytanie tylko co tak naprawdę czaiło się teraz pod jej nieprzekonanym spojrzeniem. Nie była pewna nieznajomej, dlatego nie wyciągała swojej karty atutowej przynajmniej teraz.
Bo była właściwie pewna, że znała jej imię.
- Czy to teleportacyjna czkawka? - spytała. Dźwięk brzmiał jak przy teleportacji. W dodatku nieznajoma wyglądała jakby została wyrwana z jakiegoś ważnego zajęcia. - Czy jesteś tutaj ze specjalnych powodów? - Kto wie, może była ścigana? Leanne doskonale wiedziała, że dzisiaj właściwie za wszystko można było być ściganym przez szmalcowników.
Leanne Spencer-Moon
Zawód : aktorka
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
We are the reckless
We are the wild youth
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10366-lettice-anne-spencer-moon https://www.morsmordre.net/t10372-eurypides https://www.morsmordre.net/t10373-zycie-to-jest-teatr https://www.morsmordre.net/f389-ramillies-place-10-2 https://www.morsmordre.net/t10447-skrytka-bankowa-nr-2307#315761 https://www.morsmordre.net/t10379-leanne-spencer-moon
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]17.08.21 9:08
Co możesz znaleźć w purpurowej kniei? Znajdująca się przed nią kobieta była samą klasą, bez nawet najmniejszego pęknięcia w swojej miękkiej i idealnej powierzchowności. Jeśli Fancourt miewała kiedyś wrażenie, że nie pasuje do danego otoczenia, to dzisiaj one obie mogły poczuć się jak intruzi pod fiołkowym nieboskłonem gałęzi. Śnieg powinien wyprać kolory, położyć na dziwnie drapieżnym charakterze miejsca swoją bezpieczną otoczkę, ale zamiast tego zdawał się dolewać jedynie oliwy do ognia, niepokoju do ostrych wzgórz, bez nawet najmniejszego śladu łap zwierząt na krystalicznie czystej skorupie zimna. Czy nawet one nie zagłębiały się w te ostępy, zbyt przerażone tym, co mogło na nie czekać za rogiem? Ronja widziała już straszne. Widziała potężne, codziennie przekraczając granicę własnych obaw gdy zachodziła przed bramy Peak District. Walkę z własnymi słabościami miała właściwie we krwi, ale patrząc na potężne łuski okalające ognioziejów wiedziała przynajmniej powierzchownie, z czym ma do czynienia, nie musiała zagłębiać się w szczegóły. Ludzie byli trudniejsi, czasami nawet bardziej nieprzewidywalni od zwierząt, a przede wszystkim zaopatrzeni w jeden posępny mechanizm, od którego nawet największy drapieżnik prócz ich samych był wolny — kłamstwo. Dlatego gdy wzrok przyzwyczajał się do miękkiego światła, ledwo przebijającego się zza suchych konarów, usta formowały już odpowiedź na spokojne zagajenie nieznajomej. Uważny wzrok cierpliwie łączył wątki i skojarzenia, począwszy od spójnego i dobrze dobranego stroju kobiety, a skończywszy na jej nienagannej dykcji, modulacji głosu świadczącej o umiejętnościach unikatowych. Znała tę twarz, z dawna aż z paru lat temu. Wybrała się wówczas jeszcze w Londynie jasnym, nieuciśnionym, do Palladium z rodzicami i rodzeństwem. Na wypastowanych deskach talenty, które w obliczu szalejącej za złotymi ścianami teatru bledły, tamtego wieczoru mogli odzyskać oddech spokoju i wspólnie spędzonego czasu.
- Szkoda, nieprawdaż? Gdyby odwrócili kolejność czynności, zapewne w większości przypadków dałoby się uniknąć unoszenia różdżek. - Ciało odrobinę odprężyło się, nie wyczuwając początkowego zagrożenia już tak intensywnie. Kilka kroków naprzód zrównało ją z ciemnowłosą czarownicą, a zmysły przywykły do nowego krajobrazu. - Na to wygląda. - Potwierdziła prosto, nie widząc sensu w kłamaniu, gdyby za chwilę miała znów przeskoczyć w rzeczywistości do następnego miejsca. - Nie jestem dla ciebie żadnym zagrożeniem, jeśli o to chodzi. - A czy ty jesteś jakimś dla mnie? Smukłe palce, zadbany makijaż świadczący o perfekcjonizmie tworzonej kreacji własnej osoby. Musiała być śpiewaczką, aktorką, kimś, kto przywyknął do pokazywania swoich najpiękniejszych stron, te zawsze dla Ronji wydawały się mniej intrygujące.O ile więcej mogła powiedzieć z popękanego i brzydkie niż gładkiej tafli bez zmarszczek. Skoro jednak tajemnice pozostawały tajemnicami, również i tę mogła spróbować rozwiązać.
- Jesteś w stanie określić mi, gdzie jesteśmy?


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]23.03.22 1:10
17.02

Spoglądając wstecz, Craig mógł zauważyć jedną rzecz - przebywał na obczyźnie ponad dziesięć lat. Cały czas, który tam spędził, sprawił, że mężczyzna począł wyróżniać się na tle swoich krewniaków otwartością, łatwością w nawiązywaniu znajomości, generalną przystępnością, która pomagała mu nie tylko na salonach, ale także w kwestiach biznesowych. Powrót do kraju sprawił jednak, że Craig począł coraz bardziej na powrót upodabniać się do pozostałych mieszkańców zamku Durham. Bywał coraz oszczędniejszy w słowach, coraz bardziej zdystansowany. Nie można ukrywać, że ogromny wpływ miały na to wcale nie tak dawne wydarzenia, o których to wiedzieli tylko nieliczni. Burke w każdym razie na razie preferował samotność, właściwie nie opuszczał zamku Durham. Wciąż miał w pamięci to, jak podczas sabatu zarówno otrzymał jak i wystosował kilka zaproszeń do znajomych sobie osób, wszystko to było jednak tylko kurtuazją. Nikt faktycznie nie zamierzał z tego korzystać, teraz tym bardziej, gdy podróżowanie sprawiało nadal pewne trudności.
Była jednak jedna osoba, wobec której Craig nie zamierzał zachowywać się gołosłownie - jeśli zaprosił ją osobiście, spotkanie koniec końców miało się odbyć. Burke wciąż nie czuł się jednak na siłach aby pokazywać się w miejscach publicznych - i najprościej byłoby chyba zaoferować lady Carrow spacer po ponurych, acz robiących wrażenie, rozległych korytarzach Zamku Durham. Było tam wiele intrygujących komnat, które mogły przykuć uwagę jasnowłosej szlachcianki. Może nawet niektóre z nich przyćmiłyby trochę nęcącą aurę biblioteki? Craig zdecydował się jednak na inny krok, tym bardziej, że nie wypadało aby tak po prostu zaprosił lady Calypso w swoje progi. Xavier mógłby, on miał wymówkę w postaci obrazu Melody. Starszy z braci Burke nie miał takiego luksusu, a gdyby próbował kłamać, Carrowowie mogliby rozdmuchać to drobne przewinienie do niebotycznych rozmiarów. Nie miał pewności, ze tak właśnie by zrobili, ale chyba wolał dmuchać na zimne. Spotkanie musiało więc przebiegać na gruncie neutralnym i Craig chyba miał na to pomysł.
Pogoda już od pewnego czasu zachęcała do tego, aby z niej korzystać - nawet pomimo faktu, że wciąż było nieco zimno, niemożliwym było zignorowanie słońca, które z uporem przebijało się przez chmury. Okolicę trudno było jednak nazwać urokliwą, szczególnie gdy krajobraz przedstawiał raczej nijaki obrazek - resztki śniegu przykrywające uschłą, brązową trawę i błoto oraz drzewa pozbawione liści. Całe szczęście Burke znał miejsce, które potrafiło oczarować każdego o każdej porze roku. Przejażdżka dorożką w owo miejsce może nie była idealnym pomysłem na schadzkę - przyjemniejszy byłby spacer - jednakże sposób ten pozwolił im na w miarę komfortowe podróżowanie. Byli tu chronieni przed zimnem, opadami, błotem czy poślizgnięciem się. Oczywiście nie mogło odbyć się bez przyzwoitki, Burke jednak poświęcił jej zaledwie moment swojej uwagi. A dokładnie trzy sekundy w chwilę przed tym jak pomógł lady Carrow wsiąść do wnętrza dorożki. Obecnie zaś ignorował towarzyszkę Calypso całkowicie, skupiając się na swoim gościu.
- Pozwól mi jeszcze raz wyrazić swoją radość, że zgodziłaś się przyjąć moje zaproszenie, pani. Wierzę, że okolica, którą chciałbym ci pokazać, zrekompensuje nieco brak opasłego zbioru książek w pobliżu - pozwolił sobie na odrobinę humoru w swojej wypowiedzi. Ciekaw był, jak długo zajęłoby Calypso przeczytanie każdej jednej stronnicy z biblioteki w Durham. Mógłby się założyć, że byłaby do tego zdolna.

Splamienie


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]23.03.22 1:10
The member 'Craig Burke' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 46
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Purpurowa knieja - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Purpurowa knieja [odnośnik]19.04.22 13:07
Zaproszenie od lorda Burke przyjęła z zaskakującym ukłuciem ekscytacji. Była bardziej niż pewna, że nim wyleczy się na dobre z lorda Rosiera minie trochę czasu, ale, chociaż trudno jej było to przyznać, to jednak Evandra miała rację. To nie było coś, o co warto byłoby się skłócić ze światem. Calypso z przyjemnością za to odkrywała, że świat miał jej do zaoferowania znacznie więcej, jako młodej arystokratce. Nie musiała płakać, jeśli mogła czytać. Och, a przecież miała o czym rozmawiać teraz z lordem Burke, gdy odkryła z jeszcze większą pewnością, że zaglądanie w stare księgi jest pasją ich obojga. Przejażdżka brzmiała jednak równie atrakcyjnie — dla niektórych może nieco niemądre, jednak w oczach osoby z tak dobrym wzrokiem i pamięcią do detali, które później przenosiła na płótna, Calypso nawet w takich chwilach potrafiła odnaleźć zachłyśnięcie się pięknem.
Lilianna, jak zawsze niezwykle dyskretna i jeszcze bardziej milcząca pomogła lady Carrow z jej suknią, gdy ta wsiadała do powodu. Calypso co prawda odeszła nieco od wielkich, bufiastych trenów, ale jednak długość ta pozostawała przyzwoita na tyle, że mogłaby wylądować w błocie, gdyby niezauważenie wyślizgnęła się służce z rąk. Na szczęście nic podobnego się nie stało i już po chwili kołysali się niespiesznym, powozowym turkocie.
Calypso zsunęła z dłoni długie rękawiczki i ciepły, futrzany kołnierz, podając dziewczynie, żeby skupić się całkowicie na swoim dzisiejszym towarzyszu. W środku panowała przyjemna, chyba specjalnie dobrana za pomocą magii temperatura.
- Lordzie Burke, to ja dziękuję za zaproszenie. Książki są cudownym towarzyszem, gdy wokół nie ma żywej duszy. Gdy zaś przychodzi mi spędzać czas w dobrym towarzystwie, to po stokroć wolę właśnie je, niż tysiące milczących stron. - Odparła z lekkim uśmiechem, wyłapując te rozbawioną nutę, ciesząc się kolejny raz w duchu, że lordowi Craigowi daleko było do tych przynudzających, pełnych konwenansów czarodziejów, jacy czasem odwiedzali Sandal Castle.
- Cieszę się, że zdrowie dopisuje również. Wszak czy to nie właśnie ono powinno stanowić najwyższą wartość pośród wszystkich wyborów? - Powiedziała szczerze. Ostatnie spotkanie nieco ją zmartwiło — zima wszak w tym roku dała się wszystkim we znaki i chyba na karb właśnie tego, Calypso zrzuciła ostatnie złe samopoczucie lorda Burke.
Powóz kołysał się lekko, a krajobrazy nie zmieniały się zbyt często, ale dawało to chwile na to, by mogła od czasu do czasu wyjrzeć na zewnątrz.
- Czy zechce lord zdradzić, dokąd się wybieramy? - Spytała, przyglądając się jego przystojnej twarzy widocznej w migotliwym, powozowym świetle.



Calypso Carrow


But he that dares not grasp the thorn
should never crave the rose

Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Purpurowa knieja
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach