Wydarzenia


Ekipa forum
Ognisty gaj
AutorWiadomość
Ognisty gaj [odnośnik]17.07.18 18:48
First topic message reminder :

Ognisty gaj

Jest to najdalej na północ wysunięta część lasu. Wraz z początkiem maja pojawiły się w niej magiczne anomalie, które wywołały w zagajniku nieznaną do tej pory chorobę drzw — zaczęły usychać, tracić liście, na gałęziach pojawił się złoto ognisty nalot, a kora zrobiła się sucha i popękana, choć ściółka pozostawała zielona. Magia z czasem ustabilizowała się sama, a choroba przestała się rozprzestrzeniać. Zarażony zakątek lasu zmienił się nie do poznania. Kiedy zapada zmrok, a pozostała część terenu niknie w ciemności, las niemalże płonie. Nalot na korze jarzy się w ciemności, otaczając drzewa wkoło czerwono-żółtą poświatą. Choć magia w tym miejscu ustabilizowała się, wpływ zaistniałej tutaj anomali czasem daje się odwiedzającym we znaki za sprawką zarażonych drzew. Każdy czarodziej reaguje inaczej.

Po wejściu do ignistego gaju należy rzucić kością k10. Poniżej opisane są skutki wywołane oddziaływaniem drzew:

1 - słyszysz ciche brzęczenie, jakby jakaś uparta mucha przelatywała ci od jednego ucha do drugiego. Dźwięk jest wyjątkowo uciążliwy, zaczynasz odganiać od siebie niewidzialne owady. To nieprzyjemne wrażenie będzie ci doskwierać przez cały pobyt w tym miejscu;

2 - nie dzieje się z tobą nic, najwyraźniej ta magia na ciebie nie oddziałuje;

3 - nos cię zaswędział, poczułeś dziwny, choć znajomy zapach, który przez chwilę nie dawał ci spokoju, nie mogłeś go z niczym skojarzyć. W końcu masz wrażenie, że coś się pali, po chwili jesteś pewien, że czujesz dym. Myślisz, że las się pali, nawet jeśli wokół ciebie nie ma ognia;

4 - masz wrażenie, że wokół ciebie zapadła zupełna cisza; jeśli do tej pory toczyłeś rozmowę lub słyszałeś jakieś dźwięki, nagle wszystko ustało. Zrobiło ci się wyjątkowo gorąco, zacząłeś się pocić, po skroni spłynęła ci stróżka potu; czujesz się tak, jakbyś stał w ogniu, jakby buchał w tobie ogień, powietrze dla ciebie robi się cięzkie i dławiące. To uczucie będzie ci towarzyszyć póki się nie rozbierzesz trochę;

5 - nagle rozbolała cię głowa; ból był tępy i promieniował od czoła do skroni. Rozmasowanie ich przyniesie chwilową ulgę, na moment wyda ci się, że wszystko jest w porządku, lecz po chwili z twojego nosa popłynie struga krwi, która szybko zmieni kolor na czarny. Ból głowy od razu po tym minie;

6 - nagle zrobiłeś się głodny; unoszące się w powietrzu zapachy rozbudziły twój apetyt i spowodowały, że nabrałeś ochoty na rozpalenie ogniska i przyrządzenie sobie posiłku - tu i teraz;

7 - czujesz przyjemny zapach - jest twoją amortencją, ale nie nie zdajesz sobie z tego sprawy; wprawia cię w wyjątkowo przyjemny nastrój, pozytywnie cię nastraja i skłania do zbliżeń lub zwierzeń, wywołuje w tobie gwałtowną potrzebę dotknięcia kogoś;

8 - nie dzieje się z tobą nic, najwyraźniej ta magia na Ciebie nie oddziałuje;

9 - boisz się, choć nie wiesz czego. To miejsce przyprawia cię o wrażenie niebezpieczeństwa, wywołuje dziwny niepokój i przywołuje w tobie niespokojne myśli, które dotyczą twojego towarzysza. Zaczynasz mieć obawy o swoje lub jego intencje, wszystko zaczyna ci się mieszać w głowie. Pomoże ci na to tylko kubeł zimnej wody;

Lokalizacja zawiera kości.

Wiklinowy Mag

Brón Trogain, początek sezonu żniw, od wieków wiązało się z błagalnymi rytuałami o udane zbiory. Głód, wojny i klęski żywiołowe wymagały potężniejszych ofiar, które druidzi składali w rytualnym paleniu "Wiklinowego Maga" - ogromnej, kilkunastometrowej figury z wikliny, w której niczym w klatce zamykano odpowiednie dary. Niektórzy Celtowie składali ofiary z ludzi - jeńców wojennych, niewinnych dziewic, a w najcięższych latach nawet z dobrowolnie poświęcającego się wodza - ale nie wszystkie tradycje są tak krwawe i w Wiklinowym Magu palono również bydło oraz pierwsze zebrane w danym roku owoce.
Po ciężkiej zimie i surowej wiośnie, oraz w obliczu trwającej wojny, Ministerstwo Magii wraz z ideą powrotu do tradycji zorganizowała obyczaj palenia Wiklinowego Maga.

Na powstałej jeszcze w trakcie magicznych anomalii polanie Ognistego Gaju wzniesiono monumentalną rzeźbę Wiklinowego Maga, którego głowa sięga ponad korony ognistych drzew. Postać jest pusta w środku - w jednej z prawych nóg znajduje się rampa, po której organizatorzy festiwalu wprowadzą do środka krowę, świnię i owce. Poświęcone zostaną również kosze z pierwszymi zebranymi w lipcu owocami. Rytualne spalenie Wiklinowego Maga odbywa się o zachodzie słońca codziennie od rozpoczęcia do końca festiwalu. Czarodzieje gromadzą się wokół figury, obserwując wniesienie do rzeźby ofiarnych darów. Następnie, pod czujnym okiem służb porządkowych, Wiklinowy Mag zostaje podpalony. Dym długo wznosi się nad drzewami, splatając się z zapachem palonej wołowiny i dźwiękiem celtyckich hymnów. Wdychany, wpływa na nastrój i podsuwa czarodziejom najróżniejsze wspomnienia - podobno każdy widzi w jego kształcie co innego.

Jeśli siódmego sierpnia o zmroku znajdziesz się w Ognistym Gaju i dołączysz do obrzędu palenia Wiklinowego Maga, rzuć kostką k6:
1: Wiatr wieje w Twoją stronę, dym wdziera ci się do nosa, oczy łzawią. Czujesz na języku smak popiołu. Gdy mrugasz i spoglądasz na płonącego Wiklinowego Człowieka przez chwilę myślisz, że rytuał jest równie pusty jak wiklinowa figura. Brakuje ofiary, brakuje krwi - i wtedy uświadamiasz sobie, że każdy z obecnych już coś poświęcił, że to wasz żal nadaje mocy Wiklinowemu Magowi. Gdy znowu mrugasz załzawionymi oczyma, widzisz w dymie obraz, który kojarzy Ci się z własnym poświęceniem - kogoś bliskiego, kogo utraciłeś, albo skojarzenie z pomyłką, której żałujesz. Wizja rozwieje się po kilku sekundach, pozostawiając w Tobie poczucie dziwnej pustki - zamiast zdjąć ciężar z Twoich ramion, rytuał przypomniał Ci o czymś, do czego być może nie chcesz wracać.
2: Coś trzeszczy w środku Wiklinowego Maga, iskry wznoszą się do rozgwieżdżonego nieba. Nie możesz oderwać wzroku od głowy figury, w której płoną dary i zwierzęta. Wtem trzask ognia przecina cienki, ludzki krzyk, dochodzący wprost z płomieni. Rozglądasz się wkoło z niedowierzaniem, ale nikt ze zgromadzonych zdaje się go nie słyszeć albo nie reagować. Musiałeś się przesłyszeć - dziś poświęcone zostały tylko zwierzęta... prawda? Nawet gdybyś chciał, nie możesz skupić się na dziwnych podejrzeniach - do głowy przychodzi ci myśl o innej nierozwiązanej tajemnicy lub niedogodności, bezpośrednio związanej z twoim życiem. Niezależnie od tego, czy są to rodzinne sekrety, skomplikowane znajomości, trudności zawodowe, czy poczucie jakiejś niesprawiedliwości - dym zmusza cię do myślenia o czymś, co zaburza twój spokój, nawet jeśli na co dzień starałeś się ignorować ten temat. Rozbudza zarazem twoją ciekawość, dając nadzieję na rozwiązanie zagadek lub pokonanie trudności.
3: Dym pachnie jak palone mięso, jak pieczona wołowina. Czujesz suchość w ustach, zaczyna ci burczeć w brzuchu, nawet jeśli już dzisiaj jadłeś. Ofiara pobudza twój apetyt i napełnia cię nadzieją, że żniwa faktycznie się powiodą, że będzie lepiej. Gdy mrugasz, przed sekundę widzisz na rozgwieżdżonym niebie jak dym układa się w kształt twojego największego materialnego pragnienia - czy to dom, symbol władzy, a może osoba, której pożądasz? Nabierasz optymistycznego przekonania, że to marzenie leży w twoim zasięgu i że spełni się na przestrzeni najbliższego roku.
4: Wojna trwa już długo, każdy w jakimś stopniu doświadczył jej okropieństw. Jeśli widziałeś skutki walk i kryzysu, dym przypomina ci o tych wspomnieniach - w przeciwnym wypadku twoja własna wyobraźnia podsuwa ci smutne, straszne obrazy. Przez kilka sekund czujesz się uwięziony we wspomnieniach okrucieństwa i przemocy, ale potem dym wzbija się w górę - i czujesz, że jeśli chcesz, mógłbyś pozostawić je za sobą. Wiklinowy Mag wyciszy konkretne wspomnienie lub wyborażenia, które powodują u ciebie lęk lub wyrzuty sumienia - nie zabierze ich zupełnie, nadal będziesz je pamiętać, ale bez przykrych uczuć z nimi związanymi. Aby przyjąć jego błogosławieństwo, musisz podjąć świadomą decyzję - możesz dalej żyć ze swoimi koszmarami.
5: Kręci ci się w głowie, cały gaj nagle wydaje się zbyt ciasny. Czujesz się częścią czegoś większego niż ty sam. Wielowiekowej tradycji, pokoleń czarodziejów, Matki Natury. Obecność na rytuale w jakiś sposób łączy cię z przesyconym magią wszechświatem. Gdy mrugasz, nagle nie jesteś już w Londynie - znajdujesz się w Stonehenge, wśród ubranych w długie szaty druidów. Hymn, który śpiewają jest taki sam jak ten, który rozbrzmiewa w Londynie. Po kilku sekundach świat znów wiruje i nadal stoisz na polanie Ognistego Gaju w 1958 roku (jeśli jesteś w towarzystwie, przez kilka sekund patrzyłeś w płomienie z nieobecną miną) ale wspomnienie obrzędu sprzed wielu wieków jest wyraźne i żywe w twojej pamięci, utwierdzając cię w przekonaniu, że rytuał bezpośrednio kontynuuje tradycje z przeszłości.
6: Płomienie wzbijają się ku nocnemu niemu, spektakl jest majestatyczny, piękny. Ogarnia cię radość, euforia, nadzieja. Ze wzruszeniem przypominasz sobie najradośniejsze wspomnienia - podobne do tych, których używałbyś (gdybyś potrafił) lub używasz do wyczarowania patronusa. Czujesz się lekko, a reszta wieczoru na pewno upłynie w beztroskiej i przyjemnej atmosferze.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 31.01.23 19:15, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ognisty gaj - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ognisty gaj [odnośnik]02.11.23 18:23
— Och, nie wątpię — atmosfera tajemnicy i pewnego niemalże namacalnego zaufania, jakie między nimi zawisło, wspomagała śmiałość w oferowanych opiniach i wystawianych osądach. Rodzina, ta prawdziwa, kochająca pomimo wszystko bywała często najsilniejszym, najmocniejszym krytykiem. Nie dlatego, że przyjemnie było krewnym spoglądać na porażkę swego bliskiego. Ale właśnie dlatego, by do tego nie dopuścić. Jeżeli komuś zależało na dzieciach, stawiano im wyższe wymagania, niż innym. Chciano, aby sięgały wyżej, po więcej. Nie wątpiła zatem, że z rodem Nott było tak samo. Ostatecznie ich wysiłki wychowawcze opłaciły się, stał przed nią arystokrata z prawdziwego zdarzenia. Człowiek wielkiego o formatu. Nie tylko dusza, ale i kreator towarzystwa.
Teraz, gdy prawda jest tylko regułą, którą możesz nagiąćusta same złożyły się do melodyjnego, choć cichego — wszak nie chciała rozpraszać nikogo wokół ani tym bardziej być oderwaną od rozmowy z Nicholasem dlatego, że właśnie obok odnalazł się jeden z wielu adoratorów jej talentu — śpiewu. Nie spuszczała z niego spojrzenia, lawirując wzrokiem między ciemnymi tęczówkami, powoli opuszczając je na jego usta, rozciągnięte w przyjemnym dla oka uśmiechu, aby powrócić do punktu wyjścia.Smagaj ją batem, zmień kształt, oszukaj przeszłość wreszcie przymknęła powieki; potraktowane ciemnym tuszem rzęsy spoczęły na moment na szczytach kości policzkowych. Wargi rozchyliły się na jeszcze jedną chwilę, gdy nabrała kolejny, raczej płytki oddech. Dopiero po nim skupiła uwagę na widowisku tuż przed sobą, zostawiając Nicholasa sam na sam z interpretacją jej własnej reakcji na jego wyznanie. Och, jak bardzo nie lubiła suchych, prostych odpowiedzi.
— Mam nadzieję, że wraz z końcem festiwalu ludzie mojego męża dokończą dzieła przeprowadzki. Nie będziemy mieli co prawda zbyt wiele czasu, ale myślę, że przypadniesz do gustu jego przodkomto ostatnie zdanie mogło być dość tajemnicze; do czego lub do kogo właściwie odnosiła się w tej chwili Valerie? Białe zęby błysnęły w niemalże zaczepnym uśmiechu, gdy dłoń pod jego ramieniem przesunęła się nieco w dół jego przedramienia. — Sallowowie są dumni ze swoich korzeni, sam przyznasz, że nie bez powodu — teraz ona sama była częścią tej rodziny, wyniesie ją trudem swych starań, choćby miała być to ostatnia rzecz, za którą będzie zapamiętana. Da życie kolejnemu pokoleniu. Wychowa bohatera. I zrobi wszystko, aby zapobiec tragicznemu końcu, który spłynął na nią w sennej wizji. — Ściany salonu są pełne portretów przodków Corneliusa. Niektórzy są... Dosyć bezpośredni w wyrażaniu swojej opinii. Ale myślę, że twoim urokiem mógłbyś załagodzić ich temperament — perlisty, dźwięczny śmiech rozlał się w przestrzeni pomiędzy nimi; kiedyś, gdy jeszcze dzielili chwile w pokoju wspólnym, śmiała się tak naprawdę często. Był to najlepszy barometr jej humoru, pokazywał jak na dłoni to, że czuła się przy nim niesamowicie spokojnie i pewnie. Może nawet bezpiecznie?
— Mówiąc o przyszłości, Nico — znów ściszyła głos, sięgając po zdrobnienie jego imienia. Przejście to przychodziło jej tak naturalnie, jakby używała go od zawsze, jakby w ich relacji nie istniały konwenanse, których musieli się trzymać w przestrzeni publicznej. Przez jakiś czas faktycznie tak było — ale lata szczenięce minęły, pozostawiając po sobie tylko ciepło wspomnień. Takich, jak to, po które sięgała teraz, uniesiona wizją przeszłości, egzaltowana podniosłością mnogich obrzędów. — Słyszałam, że niedaleko stąd znajduje się chatka, w której przyjmują wieszczki. Nie kusi cię unieść chociaż rąbka tajemnicy? — przechyliła głowę w bok, zatrzymując ją centymetry nad jego ramieniem. Jeden kosmyk jasnych włosów spoczął jednak na jego szacie, choć z każdej perspektywy musiało to wyglądać tylko na przypadek. — Bo mnie tak. Ale... Boję się iść tam samotnie. Co, jeżeli dopadną mnie duchy mugoli złożonych w ofierze? — głos zadrżał w ostatnim zdaniu, zdradzając objawy szczerej obawy. Zawsze bezpieczniej, zawsze przyjemniej było mieć kogoś u boku w trakcie podobnych wędrówek. Żywiła szczerą nadzieję, że Nicholas jej nie odmówi. Chociażby przez wzgląd na stare czasy.

| z/t[bylobrzydkobedzieladnie]




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : 5 +1
UROKI : 7 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +3
ZWINNOŚĆ : 16 +3
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f452-shropshire-sallow-coppice https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Ognisty gaj [odnośnik]04.12.23 23:05

to jeszcze nie koniec

po ucieczce z elfiego szlaku, trzynasty sierpnia pięćdziesiątego ósmego


Ledwie zdobyła się na gram oddechu, serce kołatało oszalałe pośród żeber, boleśnie niszcząc ich strukturę. Nie czuła przez pewien czas nic, dopiero po chwili doszedł do niej ból upadku i ciepło rąk, które uniosły ją, aby dalej biec. Huk i krzyki dalej zdawały się dobierać do uszu, kobieca dłoń zacisnęła się na drugiej, większej, która otoczyła ją w ramionach, gdy wydawała się potykać o własne nogi. Zieleń spojrzenia obdarta z zaznanego w trakcie festiwalu spokoju rozejrzała się wokół, by chwilę później na powrót skryć się we łzach — tym razem jednak łzach ulgi. Na początek ledwie chwili w odmętach zmąconego spokoju, ujrzała obok siebie Sophosa i niewiele brakowało, by nie wybuchnęła na powrót płaczem. Instynktownie oparła głowę o klatkę mężczyzny, twarz skrywając w dłoniach, by ciche łkanie dobrało się do nich w krótkim momencie, w którym na moment ucichły szmery otoczenia. Nie baczyła na niegodność tego zachowania, niewiele myślała nad tym, że upatrując w nim podporę, robi coś nieodpowiedniego — rozemocjonowanie sięgało zenitu i jedynie oparcie ciężaru ciała na Sophosie sprawiło, że nie opadła miękkimi kolanami na lodowate podłoże lasu. Powinni uciekać dalej, a jednak ten krótki moment mogli poświęcić na chwilę oddechu, zebranie myśli, które i do Imogen dotarły w zwolnionym tempie. Po dłuższej chwili odsunęła się, dłoń wplatając w materiał koszuli, jakby każdy ruch sprawiał, że kręciło jej się w głowie. Pierwszym upewnieniem było to, czy nic mu się nie stało. Spuchnięte oczy dalej błyszczały ostatnimi łzami, pociągnąwszy krótko nosem, odetchnęła głębiej, zachrypniętym głosem pozwalając sobie na słowa, które współgrały z przesuwanym spojrzeniem. Najpierw ujrzała Maniego i tylko ten mały błysk w oku ukazywał lęk o życie brata. Nie mogła go stracić ponownie, musiał być i w tym dziecinny, naiwnym pragnieniu osiadły wszystkie dotychczasowe emocje. Chwilę później przesunęła spojrzenie na Melisande i będącą obok szlachciankę, w aktualnym zamotaniu niezbyt kojarząc z kim ma do czynienia. Bodźce docierały powoli, szum w skroniach sprawiał, że jej własne ruchy były ślimacze, ciało ledwie odwracało się o każdy cal.
Musimy wracać, ale.... tam została Gudrun. Na bogów... — palce instynktownie zaczepiły się mocniej o materiał, ciało zakołysało się, by ramieniem znów oprzeć o bok lorda Bulstrode. Nogi drżały w akompaniamencie drżeń ziemi, na wpół nieprzytomne spojrzenie poniosło się na krajobraz malujący się na niebie, z chwili na chwilę nabierając pewności co do aktualnie rozgrywanej sceny. Przełknęła ślinę, kolejny głębszy wdech pozwolił na pozbieranie myśli, ale ciało niezmiennie drżało na wpół ze strachu, zimna i słabości. Wrażenie chodzących po nogach insektów pozostawało z nią, przechodząc nerwowym dreszczem wzdłuż kręgosłupa.
Jesteście cali? — Brwi zmarszczyły się, rozejrzała się po wszystkich twarzach z nagłą nerwowością. Dopiero stanięcie na drugą nogę ujawniło lekki ból uderzenia, każda kolejna sekunda powodowała kolejne wrażenia nieprzyjemności. Zapach ogniska, unoszący się dym — a może mgła? A może kadzidło? — wydawał się być wokół, ale nie potrafiła odgadnąć, czy umysł nie płata jej figli. Jedyną stałością było to, że widziała ich wszystkich, a ciało znajdowało podporę przed niemożnością zniesienia samego siebie. Chciała już po prostu do domu, by to wszystko był sen, by palce wplatały się w zespolenie w ramach tańca, a nie ucieczki, by Melisande i Manannan podążali razem w celebracji festiwalu, by śliczna twarzyczka obok była jedynie kolejną, godną poznania osóbką.
Ale koniec świata dopiero się rozpoczął, a ona ledwie co zdołała swój świat wykreować od nowa.


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolku, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
being a goddess means
you are fully capable of satiating
man's hunger for mystery
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Ognisty gaj - Page 3 928506eb057337698ce0cdc9364f4fbb
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11713p15-komnaty-imogen#375795 https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Ognisty gaj [odnośnik]05.12.23 22:58
Przebłysk nadziei, tym właśnie była ulga goszcząca obok przerażenia, kiedy udało mu się dotrzeć do Imogen. Ledwie spojrzeniem omiótł jej twarz, w najważniejszej chwili pozostał na tyle skupiony i zdeterminowany, aby szybko pomóc jej wstać, bo najważniejszym zadaniem było oddalić się stąd jak najszybciej. Ścisnął jej dłoń stanowczo, aby wciąż drżąca ziemia nie mogła ich rozdzielić, a potem pociągnął ją za sobą, ruszyli do przodu, zgodnie z logicznym kierunkiem obranym przez resztę ludzkiej masy. Czuł przepływ kojącej magii, gdy otoczył ją ramieniem, chciał odgrodzić ją od świata pogrążonego w chaosie, jednak sam nie potrafił pozostać niewzruszonym na widok zniszczeń. Robił co w jego mocy, aby chociaż uchronić ją przed ciałami obijającymi się o siebie w trakcie ucieczki ze szlaku. Kiedy jej krok zdawał się niepewny, jego własny stawał się cięższy, twardszy, mocniejszy po to, aby podtrzymać ich dwójkę. Wystrzeganie się kolejnego upadku było koniecznością, jeśli nie chcieli zostać stratowani.
Na końcu wytyczonej dla pochodu drogi nie czekało wytchnienie. Sophos starał się panować nad swoim oddechem, mimo to dym wydobywający się z dna ziemi i tak próbował wedrzeć się do jego płuc. Gorejące korony drzew zdawały się być u kresu wytrzymałości, trzymało się go wrażenie, że zaraz runą im na głowy. Musieli dalej iść do przodu, dalej, jeszcze dalej, jego ciałem kierował instynkt, wyrzut adrenaliny podtrzymywał go w pionie. Za siebie spojrzał może raz, ale to wystarczyło, aby w końcu przystanął, w tym miejscu było już spokojniej, niekoniecznie bezpieczniej. Podtrzymał Imogen, gdy jej ciałem targnął płacz. Cały czas był blisko, nie zamierzał się odsunąć nawet w obecności jej brata, usprawiedliwiając to wyższą koniecznością. W końcu skierował brązowe spojrzenie na pozostałe osoby, odnajdując to należące do Manannana.
Jeśli uda nam się dotrzeć na Pokątną, być może uda się skorzystać z sieci Fiuu.
Wiedział, że została już w pewnej części odbudowana po anomaliach, ale z racji prowadzonej wojny pozostawała pod ściślejszą kontrolą, nie wszystkie kominki mogły zostać do niej przyłączone. To była jego pierwsza myśl, starał się myśleć zdroworozsądkowo, choć szybko zwątpił, znalezienie w tej sytuacji jednego z powozów, które do tej pory transportowały ludzi z Ulicy Pokątnej na tereny festiwalu, graniczyło z cudem. W pomyśle opuszczeniu Londynu dopatrywał się możliwości zwiększenia bezpieczeństwa ich wszystkich. Imogen powinna wrócić do domu z rodziną.
Pomyślał o Arsene, nie miał pewności czy ten opuścił las. Szczerze wierzył, że jego starszy brat poradzi sobie z racji większego doświadczenia, władanie zaklęciami obronnymi zdawało się przychodzić mu z łatwością.
W próbie odżegnania całkiem nowego cienia niepokoju ostrożnie pochwycił kobiecą dłoń, kulistym ruchem kciuka gładząc fragment skóry. – Wszystko będzie dobrze – szepnął do niej ostrożnie, starając się bladym uśmiechem zamaskować własny strach, aby choć przez ułamek sekundy nie musiała się martwić.
Sophos Bulstrode
Sophos Bulstrode
Zawód : asystent zarządcy kasyna Elizjum
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
we all wear masks
and the time comes when we cannot remove them without
removing some of our own skin
OPCM : 6 +2
UROKI : 4 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej
life is the most exciting bet
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11929-sophos-bulstrode https://www.morsmordre.net/t11944-pygmalion#369278 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f377-hertfordshire-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t11945-skrytka-bankowa-nr-2592#369279 https://www.morsmordre.net/t11942-s-bulstrode#369247
Re: Ognisty gaj [odnośnik]06.12.23 0:29
Nie stawiała oporu przed gestami Mananna poddając im się - nie była pewna, czy bardziej z ufnością czy pokorą którą powodowała wina i zawód samą sobą. Milczała, łapiąc drżące oddechy, próbując znaleźć stabilność wewnątrz siebie. A złość, choć może całkowicie alogiczna, narastała w niej na równi z obawą.
Świstoklik znalazł się w jej dłoni - możliwość, jak myślała ledwie przez chwilę, bo kiedy stawiała kolejne kroki, pociągając za rękę Imogen, łapiąc oddechy, zaczynając w przerażaniu wydzierać skupienie zrozumiała, że to działanie było bezcelowe. Tak samo, jak wcześniej rzucone zaklęcie. Zacisnęła mocniej zęby, mięsień na policzku uwidocznił się. Zaczynała być nie tylko przerażona ale i rozdrażniona, rozsierdzona własną nieudolnością. Pozorantka nic więcej.
I wtedy ją dostrzegła, pośród tłumu, zmierzającą w jej stronę. Vivienne. I wraz z jej widokiem, zrozumiała kolejny błąd którego się dopuściła. Prawie zgrzytnęła zębami jednocześnie wypełniona strachem. Absurdalna była w jej złość w obliczu walącego się lasu, kończącego się świata - a jednak całkowicie realna. Nie zerknęła na Tristana, wzrokiem łapiąc jedynie siostrę, wyciągając do niej drugą dłoń w której nadal ściskała różdżkę i wisior. Nie powiedziała nic, ani razu nie obejrzała się za siebie, ale teraz nie wiedziała już czy nie robi tego z obawy, czy rodzącej się pewności, nie puściła dłoni Imogen. Ostatnie czego potrzebowała to pozwolić sobie zgubić szwagierkę. To jedno, nie miało rozmyć gorzkiego uczucia rozchodzącego się na języku, ale chociaż mogło nie być kolejną porażką. Po prostu ciągnęła ich przed siebie, zgodnie ze szlakiem, którym miał przemaszerował pochód, czując jak serce obija jej się ciężko strachem i buzującą w żyłach złością.
A kiedy Elfi Szlak pozostał za nimi zrozumiała, że dalej, nie było wiele lepiej. Ciemne spojrzenie osadzone w lekko pobladłej twarzy przesunęło się po tym, co zostało z uczty, do której mieli zasiąść. Martwe ciała leżały na ściółce, powodując, że coś nieprzyjemnie wywróciło się w jej żołądku.
Musieli iść dalej.
Nie była pewna, kiedy w końcu puściła Imogen, ale kiedy zatrzymali się na chwilę uniosła ręce łapiąc za twarz siostry.
- Vivienne, jesteś ranna? - zapytała siostry, unosząc dłoń, żeby przejechać nią po jej głowie w łagodnym geście, przyciągając na krótką chwilę do siebie, uparcie - teraz całkowicie świadomie - nie spoglądając w kierunku Manannana. Wiedząc - a może przeczuwając, że spojrzenie Imogen, po tym jak się odezwała najpierw zawisło na nim, a może mimowolnie wyczuwając znajomą już w jakiś sposób obecność. Spojrzała na wilę, wypuszczając w końcu siostrę z objęć. Krótkim gestem potwierdziła, była cała. Wydawało jej się, że wcześniej coś spłynęło po jej skroni, ale nie uniosła ręki by to sprawdzić. Zaschło, razem z brudem i potem oblepiającym ją całą. Było jej niedobrze, głowa zaczynała pulsować nadchodzącym bólem, ale najmocniej obijał się zawód, który sobą niosła. Pod stopami ziemia nadal drżała.
Mimowolnie, od razu, chciała ciężkimi głoskami odpowiedzieć Imogen, nie miała pojęcia kim jest Gudrun - prawdopodobnie kobietą, która była obok, ale teraz musiała poradzić sobie sama. Wyprostowała się, zadzierając brodę. Musiała nad sobą zapanować. Rzuciła krótkie spojrzenie Sophosowi kiedy się odezwał, na razie nie rozwlekając się bardziej nad tym w końcu odwracając głowę i górną część ciała w kierunku męża. W końcu odwracając się do niego cała - pokonana, a mimo to dumna, choć teraz jedynie pięknie grała. Vivienne musiała trafić do Kent. Dom kojarzył jej się z bezpieczeństwem, a głowa jeszcze nie całkiem pojmowała skalę tragedii. Mogli zawołać skrzaty, Prymulkę, Klabaternika. Tylko czy te nie były zajęte wezwaniami w domach? Czy Evandra miała się dobrze? Biegnąć chyba widziała Deirdre, ale w jej siłę wierzyła. Jeszcze skromna ilość znienawidzonej nadziei sprawiała, że wierzyła, że to jedynie Londyn stanął w obliczu niezapowiedzianej tragedii. - Nie zadziała w Londynie. - powiedziała ciężkimi zgłoskami. Odkrywczo, Melisande, i po fakcie - zaironizowała w głowie. Słowa ledwo przeszły jej przez gardło, bo mocniej niż przyznawać się do marnego sprzętu, miała ochotę cisnąć nim daleko, wyrzucić, zostawić. Wrzeszczeć i drzeć. Przełożyła świstoklik do lewej ręki wyciągając ją w kierunku małżonka. Niech go zabierze, odbierze, nie mogła na niego patrzeć. Uniosła jeszcze trochę brodę, która zadrżała. Strach nadal mocno ściskał jej serce, a wściekłość zdawała się odbijać w tęczówkach. Te skrzyżowała z nim tylko na chwilę, odwracając głowę, pozornie po to, by rozejrzeć się wokół i po niebie. Oszacować straty, zaplanować działania, nie zauważając że nadal drżała. Z przerażania, czy wściekłości? Tego też by nie wiedziała. Choć własnych planów i przemyśleń nie zamierzała wygłosić głośno poddając się postanowieniom które padną z jego warg.
Dziś miało znaczyć się nie podjęciem ani jednego odpowiedniego działania.



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.

Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Ognisty gaj [odnośnik]06.12.23 20:03
Metaliczny posmak krwi mieszał się na czubku języka ze słonym potem, a do płuc coraz śmielej wdzierały się tumany pyłu, drapiąc po drodze gardło. Kręciło jej się w głowie, a nogi odmawiały posłuszeństwa, raz po raz przypominając o bolesnym upadku, którego doświadczyła zaledwie kilka minut temu. W panującym dookoła zamieszaniu ktoś wytrącił jej z ręki świecę, ale bała się po nią schylić w obawie, że nie będzie w stanie stanąć na nogi po raz drugi. Nieustający ani na sekundę dźwięk pękających kości pechowców, którzy nagle znaleźli się pod butami swoich pogrążonych w panice przyjaciół, utwierdzał ją w przekonaniu, że musi zrobić wszystko, co w jej mocy, by nie znaleźć się ponownie na kolanach. Próbowała jakoś zagłuszyć tę makabryczną melodię – odciąć zmysł słuchu, zatykając małżowiny poobijanymi dłońmi – ale na nic się to zdało. Śmierć, niewzruszona jak zawsze, grała swój koncert w najlepsze.
  Nie była pewna, kto kogo zauważył jako pierwszy, ale w tym momencie nie miało to już kompletnie żadnego znaczenia – Melisande, jeszcze niedawno jedynie sylwetka majacząca gdzieś w oddali, teraz była tuż obok. Bez wahania chwyciła siostrę za dłoń i znalazłszy w sobie nowe pokłady energii, pognała za nią, ani na moment nie oglądając się za siebie.
  Udawała, że nie widzi dogorywających na ściółce ludzi, których powykręcane w agonii twarze wciąż dobrze pamiętała z poprzednich dni festiwalu, kiedy razem bawili się i tańczyli. Wyobrażała sobie, że uderzający w nozdrza swąd płonącego lasu to tak naprawdę dym z ogniska, przy którym jeszcze nie tak dawno wszyscy biesiadowali. Wreszcie przekonała samą siebie, że chrupot, który od czasu do czasu czuła pod stopami, to przecież tylko stare, uschnięte korzenie – nic więcej.
  Łzom pozwoliła popłynąć dopiero wtedy, gdy na twarzy poczuła kojący dotyk siostry.
  — Tri… Tristan? — wydukała, bardziej w eter niż do kogoś ze zgromadzonych wokół.
  Dopiero teraz miała szansę lepiej się im przyjrzeć. W rozdygotanej dziewczynie rozpoznała jasnowłosą piękność, którą widziała wcześniej w towarzystwie Mel, gdy wraz z bratem przystanęli na moment, by wymienić uprzejmości z siostrą i jej nową rodziną. Próbowała sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek miała okazję poznać pocieszającego szlachciankę młodzieńca, ale na próżno. Nie miała natomiast żadnych wątpliwości co do stojącego nieco dalej mężczyzny – krzepka sylwetka niezaprzeczalnie zdradzała tożsamość lorda Traversa.
  Pokiwała przecząco głową na pytanie siostry; jeśli nawet była ranna, to na pewno nie do tego stopnia, by zawracać jej tym głowę. Poobijane nogi i zmęczenie powoli dawały się na nowo we znaki, ale z pewnością wciąż jeszcze nie na tyle, by uniemożliwiać dalszą ucieczkę.


If you dance, I'll dance
And if you don't, I'll dance anyway
Vivienne Rosier
Vivienne Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
 If I can stop one heart
from breaking,
 I shall not live in vain
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 8 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11886-vivienne-rosier#367332 https://www.morsmordre.net/t12160-bard#374434 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t12084-vivienne-rosier#372313
Re: Ognisty gaj [odnośnik]08.12.23 1:18
Niebo nad głowami lśniło od spadających gwiazd. Ogniste kule leciały na drżące i iskrzące od pierwszych płomieni szczyty drzew, a te chwiały się i dygotały jak osiki. Ziemia drżała, ale przez dłuższą chwilę czarodzieje mogli tego nie odczuć — wszędzie panował chaos — krzyki ludzi, nawoływania bliskich. Noc stawała się głębsza, intensywniejsza, bardziej dramatyczna, aż w końcu każdy mógł spojrzeć śmierci prosto w oczy.

Ziemia wibrowała, a dochodzące z Elfiego Szlaku nawoływania i krzyki nie napawały optymizmem. Czarodzieje biegli z tamtej strony nawet tu, do ognistego gaju, potykając się o połamane gałęzie, własne podarte szaty, leżące na ziemi przedmioty. Jeśli ktokolwiek myślał, że gdzieś dalej od miejsca pochodu było bezpieczniej — mylił się srogo. Ziemia wibrowała. Nie sposób było dostrzec pyłu lecącego z drzew, których czubki dymiły się lekko, nie sposób było dostrzec chwiania się po ludziach, którzy biegli bo przewracali się nieustanie. Aż w końcu ziemia zatrzęsła się tak mocno, że Imogen, Sophos, Vivienne, Melisande i Manannan poczuli to wyraźnie i musieli złapać się siebie lub czegoś, by nie upaść na ziemię. Ziemia pod ich stopami zdawała się pękać, znów łamać, ale ostatecznie nie rozeszła się, nie stworzyła kolejnego zapadliska. Potężny wstrząs poruszył całym lasem. Czarodzieje przez chwilę mieli nie tylko wrażenie, ale wręcz pewność, że ściółka wraz z nimi i ziemią uniosła się o kilka, a może nawet kilkanaście cali, wracając w dół prawie lub nie, zwalając ich z nóg.

Blisko, bardzo blisko, prawie za nimi — tam skąd przyszli — buchnął ogień wyraźnie widoczny między kołyszącymi się lub złamanymi już pniami wysokich, starych drzew. Ogień buchnął tak wysoki, że przewyższył je prawie, a gorąc dotarł nawet do czarodziejów w ognistym gaju. Ziemia wciąż się trzęsła, drżała, aż w końcu płomienie zaczęły słabnąć — ale nie zgasły zupełnie. Tańczyły w oddali. Czarny dym spowił połyskujące od spadających gwiazd niebo. Trzęsienie ziemi, które nawiedziło Londyn było potężne i trwało kilka długich minut.


Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki. Wszyscy w wątku rzucają kością K100. ST utrzymania się na nogach wynosi 60, do rzutu dolicza się podwójną zwinność. Nieprzekroczenie ST skutkuje obrażeniami tłuczonymi w wysokości 10.

Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ognisty gaj - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Ognisty gaj [odnośnik]09.12.23 22:18
Wspomnienie czarnych oczu wilka towarzyszyło mu jeszcze przez chwilę po tym, jak ruszyli utkanym z cienistych macek przejściem, a szepczące wewnątrz jego umysłu głosy szczelnie wypełniły myśli, nie pozwalając w pełni skupić się na tym, co działo się dookoła. Głośne i natarczywe, zdawały się go do siebie nawoływać, namawiać, by zawrócił – ale tego zrobić nie mógł; skupił spojrzenie na idącej przed nim Melisande, przesuwając się nieco w bok i wyciągając rękę, tak, by częściowo osłonić ją przed potrącającymi ich ludźmi, nie pozwolić jej upaść. Jego oczy szczęśliwie odzyskały normalną formę, mógł znów sprawniej zorientować się w przestrzeni, niestety: za późno, nie dostrzegł w porę upadku Imogen, odszukując ją wzrokiem dopiero, kiedy jej kolana uderzyły w ziemię. Ruszył w jej stronę od razu, uprzedził go jednak ktoś inny – uniósł spojrzenie na młodego lorda, kojarzył jego twarz, choć nie był w tamtej chwili w stanie przypomnieć sobie, skąd. Skinął mu prędko głową w niemym podziękowaniu, nie zatrzymując się, by zrobić więcej, nie zwalniając kroku – nie mieli na to czasu, wokół nich gęstniał chaos, wszędzie, gdzie tylko nie spojrzał, widział ciała – przygniecione stołami i drzewami, niektóre stratowane, wgniecione w leśną ściółkę, leżące nieruchomo tak samo, jak truchła martwych nietoperzy. Mocniej zacisnął dłoń na ramieniu żony, kątem oka rejestrując moment, w którym dołączyła do nich Vivienne. Ją pamiętał, towarzyszyła Tristanowi, witali się z nimi zaledwie przez parunastoma minutami – choć trudno było uwierzyć, że minęło tylko tyle; że tylko tyle trzeba było, by świat stanął w płomieniach.
Nie możemy wrócić – zaprotestował od razu, pewnie; przystając, gdy zrobili to pozostali, dopiero teraz poświęcając chwilę na przyjrzenie się twarzom żony i siostry, a także pozostałym – prędko orientując się, że to na nim miała spocząć odpowiedzialność za bezpieczne wyprowadzenie ich z Londynu. Nie miał pojęcia, kim była Gudrun, ale niewiele go to obchodziło; myślał jedynie o najbliższych minutach, starając się naprędce ułożyć jakiś plan. Na towarzyszącym Imogen mężczyźnie wzrok zatrzymał na odrobinę dłużej, nie umknął mu sposób, w jaki wspierała się na nim jego siostra – ale niewypowiedziane pytanie odmalowało się jedynie w rysach twarzy, nie docierając na usta. To nie był odpowiedni czas.
Na pytanie o to, czy byli cali, skinął krótko głową, spojrzenie przenosząc jednak na żonę; czy ona była? Bez słowa wyciągnął rękę, żeby odebrać od niej świstoklik, nie szukając za jej słowami drugiego dna – traktując je jedynie jako informację, skreślenie z kurczącej się listy możliwości jednego z rozwiązań. Przesunął dłoń na jej plecy, instynktownie chcąc dodać jej otuchy, widział wykwitające na jej twarzy emocje – nie kojarząc ich wcale z zawodem czy rozczarowaniem, nie miał jej za złe niczego; na to, co właśnie się stało, żadne z nich nie było przygotowane, nikt nie wiedział, co powinien robić. Wszyscy podejmowali decyzje po omacku, on również niepotrzebnie zmarnował czas na studiowanie kompasu czy próby porozumienia się z głosami – podczas gdy od początku powinien prowadzić ich w stronę wyjścia. – Znajdziemy inne wyjście – zapewnił ją. Towarzyszący Imogen lord (Bulstrode – przypomniał sobie) miał dobry pomysł, ale Manannan obawiał się, że przedostanie się przez Londyn mogło okazać się dla ich piątki niemożliwe – nie wiedział, jak daleko sięgały zniszczenia, ale póki co nie widział też ich końca. – Pokątna jest za daleko – powiedział, spoglądając na czarodzieja. – Enfield jest bliżej, znajdziemy tam kominek. Wiesz, gdzie dokładnie jesteśmy? – zapytał, on sam jedynie mgliście się w tym orientował; nie był pewien, w którym kierunku od Waltham pobiegli, a krajobraz dookoła nich, zasnuty pyłem, nie kojarzył mu się z niczym.
Twój brat to potężny czarodziej, lady Rosier – odezwał się, zwracając się do Vivienne. – Wróci bezpiecznie do Kent, a mypomożemy wrócić tam tobie, chciał powiedzieć, urwał jednak w połowie – bo ziemia pod nimi znów zadrżała, przeciągłe wibracje przeszły w gwałtowny wstrząs – a Manannan przez moment miał wrażenie, że ściółka pęknie tuż pod nimi. Zachwiał się mocno, czując, jak podłoże unosi się razem z nimi jak brzuch wielkiego potwora – i chyba tylko poczucie równowagi wyrobione podczas morskich sztormów pozwoliło mu się nie wywrócić. Chwycił mocniej Melisande, próbując uchronić od upadku również ją.

| rzut na ustanie na nogach - stoję




some men have died
and some are alive
and others sail on the sea
with the keys to the cage
and the devil to pay
we lay to fiddler's green

Manannan Travers
Manannan Travers
Zawód : korsarz, kapitan Szalonej Selmy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
so I sat there,
beside the drying blood
of my worst enemy,
and wept
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25 +4
CZARNA MAGIA : 6 +4
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10515-manannan-travers https://www.morsmordre.net/t10605-zlota-rybka#321117 https://www.morsmordre.net/t12133-manannan-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10596-skrytka-bankowa-nr-2306#320992 https://www.morsmordre.net/t10621-manannan-travers
Re: Ognisty gaj [odnośnik]18.12.23 23:23
7.08

Poprawił starannie kołnierz szaty, która zdawała się lśnić w blasku ognisk. To największe miało dopiero zapłonąć i to jemu przypadł zaszczyt wygłoszenia przemowy i wyczarowania pierwszej iskry pod Wiklinowego Maga; on był wszak pomysłodawcą tej zabawy. Zwyczaj pochodził z dawnych czasów druidów, z celtyckiej przeszłości Anglii i był starannie wykorzeniany przez Rzymian—przetrwał jednak aż do wieków średnich, szczególnie w rodzinnym Shropshire. Panowie jego hrabstwa zasłynęli z okrucieństwa, a rytualna ofiara nie była w końcu najmniejszą z kar.
Dziś, z uwagi na zawieszenie broni, mieli spalić jedynie zwierzynę—ale Cornelius, choć nie wierzył w przychylność bogów, wierzył w propagandową wartość ludzkiego życia. Liczył, że gdy pomysł zakorzeni się już w sercach widzów, to w przyszłych latach znajdą lepszą ofiarę niż krowa (choć i te były bardzo drogie w obecnym kryzysie gospodarczym), ofiarę godną pieśni i emocji. Dziś nie mogli poświęcić wrogów Anglii ani niewinnej dziewicy, a żaden z ich wodzów nie chciał dać się spalić, ale to nic. Spektakl i tak będzie pierwszorzędny. Mimowolnie zastanawiał się, czy gdzieś w tłumie znajduje się jego żona i czy Harlan z małżonką mogli dziś przyjść; ale nie poświęcał tym myślom szczególnej uwagi. Był w pracy i na niej musiał się skupić.
Pojawił się przy ogromnej, wiklinowej figurze z kilkuminutowym wyprzedzeniem. Płomień Wiklinowego Maga miał być najjaśniejszy w okolicy, więc poza pojedynczymi pochodniami nie płonęły tu inne ogniska. Polana była z pozoru skąpana w ciemnościach, choć płonący po jej obrzeżach las nadawał jej majestatycznego i nieco groźnego blasku, rozświetlając brzegi łąki.
Ciche Sonorus wzmocniło jego głos, a później głośniejsze Lumos rozświetliło jego twarz. Zaklęcia zwróciły na niego uwagę tłumu, szata uszyta przez Yelenę lśniła w blasku różdżki—był zadowolony z zamówienia. Wielu ze zgromadzonych rozpoznawało jego twarz, inni lada moment rozpoznają jego nazwisko.
-Czarodzieje i Czarownice! - powitał zgromadzonych, donośnie. -Nazywam się Cornelius Sallow i w imieniu Ministerstwa Magii mam zaszczyt powitać was na obrzędzie spalenia Wiklinowego Maga. - wskazał gestem na figurę, a potem ukłonił się tłumowi lekko, kurtuazyjnie; jak ktoś, kto jest świadom własnej pozycji i czyni słuchającym jedynie grzeczność. -Mam nadzieję, że miniony tydzień Brón Trogain zapewnił wam okazję do odpoczynku i spokoju, do zabawy i miłości, do spędzenia czasu z rodziną i zacieśnienia znajomości. Wielki Lugh czuwa nad nami, będzie czuwał też nad tegorocznymi zbiorami. - publicznie miał zamiar udawać, że były adekwatne, a klęski żywiołowe ich nie dotknęły. -Podziękujemy mu dziś najpiękniejszymi z tych zbiorów! - podniósł głos, wskazując na odziane w biel młode dziewczęta, które wprowadzały na polanę białą jałówkę, dorodną świnię i puchatą owcę. Kilkoro innych dziewcząt niosło kosze, wypełnione owocami. Choć nikt oficjalnie nie przedstawi organizatorek, Cornelius nalegał na to, by były dziewicami, o kilkoro najpiękniejszych poprosił nawet obsługę z rezerwatu Parkinsonów. Chciał oddać w symboliczny sposób hołd tradycji, chciał by zgromadzeni tu czarodzieje zobaczyli dziś dziewicze piękno; by głód wobec mięsa zwierząt i soczystych owoców splótł się u nich z żądzami ciała. To w końcu Festiwal Miłości. Dziewczynom, które nie pochodziły z rezerwatu, obiecał potem trochę grosza jeśli wmieszają się w tłum i zatańczą ze zgromadzonymi. Póki nie znajdowały się pod niczyją protekcją, nie obchodziło go, jak to się skończy—mężczyźni muszą się wyszaleć.
-Krowa z Kent, symbol płodności. Świnia z Durham, symbol obfitości. Owca ze Shropshire, symbol ciepła. - wyliczał. -Owoce i warzywa ze wszystkich zakątków kraju, plony naszych rolników, dary angielskiej ziemi. Niech Lugh błogosławi tym ziemiom, niech błogosławi pracy naszych rąk. Złożymy mu dziś ofiarę, za którą odpłaci stukrotnie. - mówił z emfazą, choć nigdy nie splamił sobie rąk ogrodnictwem. Widywał rolników w Shropshire, to się chyba liczy.
-Czarodzieje i czarownice! - widząc ich wzrok to na sobie, to na wprowadzanych po rampie do Maga darach, znów przykuł ich uwagę. Oznajmił, co się stanie, czas wpleść w to propagandowy przekaz. -Wskrzeszamy dziś pradawną, ważną tradycję, dzięki której czarodzieje od wieków mogli posilać się z owoców tej wyspy; dzięki której Anglia jest zielona i urodzajna! Wskrzeszamy dziś tradycję, która ochroni nas przed grozą nowoczesnego świata, tradycję splecioną z naszą historią! Pradawni druidzi i Celtowie palili ofiary w Wiklinowym Magu, nierozerwalnie splecionym z historią czarodziejów na tych ziemiach! Sam Merlin wynalazł to urządzenie i rozpalił pierwszy stos! Każdego roku, w sierpniu, dym z wikliny wznosił się do niebios i jednał nam ich łaskę! - roztoczył piękną wizję, wznosząc do góry dłoń.
Zacisnął dłoń w pięść, a choć nadal mówił głośno, to nieznacznie obniżył ton głosu.
-Ale jak wyjaśnić tak ogromną, płonącą figurę mugolskiej społeczności? Tchórzostwo, rzymscy mugole i Kodeks Tajności - celowo zlewał historyczne fakty z różnych epok, Kodeks z rzymskimi najeźdźcami, chcąc posłużyć się figurą retoryczną, a nie historią. Było w niej sporo dziur, niektóre tradycje dotyczące Wiklinowego Maga były ze sobą sprzeczne, przyprawiłoby to o ból głowy historyka, ale nie jego. On chciał podyktować tłumowi jasny, klarowny przekaz. Wlać w ich serca i nadzieję i gniew i chęć do kultywowania Brón Trogain i podobnych obyczajów w Londynie. wykorzeniły tą szlachetną tradycję z mapy Anglii. Zaniedbaliśmy prośby o łaskę niebios, bo baliśmy się o to, co pomyśli sobie jakiś mugol! - parsknął, nie kryjąc egzaltowanej złości. -Mieliśmy narzędzia, wszelkie narzędzia, by nadal kultywować tradycję. Zaklęcia, iluzje, spryt. Zrezygnowaliśmy z niej jednak, leniwie, a Prewettowie nigdy nie próbowali jej wskrzesić. Wszak historia ich sąsiadów jest powiązana z Rzymianami i ich fałszywym panteonem. - najcudowniejszą częścią Festiwalu w Londynie było to, że mógł na nim przemawiać i przy okazji w zawoalowany sposób obrażać nielubiane przez siebie rody. Usłyszał kilka gniewnych pomruków i wiedział już, że odnosi triumf. -Teraz Anglia jest oczyszczona, a my NIGDY WIĘCEJ nie zrezygnujemy z Wiklinowego Maga, z naszej historii i wiary i tradycji! Zapłonie za rok i za kolejny rok i za kolejne sto lat; tu, w Londynie, gdzie jest miejsce prawowitego Brón Trogain! - krzyknął, wznosząc rozświetloną różdżkę do nieba. -Podziękujcie Lugh w swoich sercach, prośmy go o przyjęcie ofiary. Dziękuję Ministrowi Malfoyowi, sponsorowi dzisiejszej uroczystości, oraz namiestnik Mericourt, organizatorce prawowitego Festiwalu Brón Trogain. Życzę nam owocnej ofiary i życzę wam świątecznego Brón Trogain. Jeszcze kilka dni dobrej zabawy, ale wrogowie i tchórze nie śpią - nie będziemy spać i my! Wzmocnieni ogniem i dymem, odważni i gotowi zawalczyć o naszą magię, o naszą Anglię! - rozległo się kilka okrzyków, rozległy się brawa, a Cornelius skłonił się dumnie; rad z tego, jak powiązał pokojową w teorii uroczystość z setkami krwawych walk między czarodziejami i mugolami; jak połączył pokojowy Festiwal Lata i zbiory i nadchodzące żniwa wojny. Minął już tydzień Festiwalu, czarodzieje mogli odpocząć, to ważne aby pamiętali o czekającej ich walce.
Do wiklinowej figury wniesiono ostatnie kosze, a funkcjonariusze otoczyli Wiklinowego Maga kołem, by proces podpalenia nie był nazbyt chaotyczny. Cornelius zaszczytnie zajął miejsce wśród nich, gotów rzucić symboliczne Incendio. Inkantancja rozbrzmiała z kilkunastu ust, iskry i płomienie poleciały w kierunku wikliny.
Figura zajęła się ogniem, najpierw tors, potem nogi i głowa. Płomień był jasny i gorący, a Cornelius powstrzymał się całą siłą woli, by nie cofnąć się o krok. Ten żar na twarzy to tylko gorąco, funkcjonariusze wiedzieli, jak trzymać bezpieczną odległość. Korciło go, by przymknąć oczy, ale tego nie zrobił—wiedząc, że zobaczy pod powiekami tylko migawki ze śmierci Solasa, że znów przypomną mu się emocje przerażonej Jade. Trzymał oczy szeroko otwarte, napawając się widokiem, który wcale go nie cieszył—ale cieszyły go oklaski i wiwaty obserwującego ogień tłumu. Podobało im się, a to się liczyło. Kolejna unikatowa, wskrzeszona tradycja; tradycja niepowiązana z Weymouth i Prewettami, niosąca piękny, propagandowy przekaz. To ważne, by Brón Trogain zyskało unikalną tożsamość i zostało na stałe powiązane z Londynem, a Cornelius był dumny z przebiegu dzisiejszej uroczystości i nawet z wyboru ognistej polany. Trochę wspomnień i trochę gorąca wydawało się adekwatną ceną za zawodowy sukces.

/zt





Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Cornelius Sallow
Zawód : Szef Biura Informacji, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 8 +3
UROKI : 38 +8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1 +3
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ognisty gaj - Page 3 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Ognisty gaj [odnośnik]25.12.23 21:24
| dla Melisande, Vivienne i Manannana

Skroń pulsowała, ból upadku i uderzeń wsuwał się powoli pod skórę szlachcianki, nim jednak odparłaby coś więcej na wypowiedziane w jej stronę słowa, zaciągnęła się krótkim zapachem bliskości i bezpieczeństwa, oddając się temu na krótki moment przed słowami.
Wszystko będzie dobrze. Drzemało to z tyłu głowy, motywowało do parcia dalej i porzucenia lęku na tyle, by mogła powiedzieć coś więcej. Krótki rozkazd padł w stronę Sophosa, motywując młodego mężczyznę do odnalezienia brata i reszty rodziny. To z nimi powinien teraz być, osąd był prostszy i choć samolubnie pragnęłaby, aby dalej był obok, to nie mogła sobie na to pozwolić. Miast tego sama została z rodziną, żegnając się krótkim ściśnięciem dłoni i choć była w tym niegodna doza niepoprawności, nie był to czas na roztrząsanie konwenansów. Obserwowała krótko oddalającą się sylwetkę, ciało na powrót drżało z bólu, przerażenia i niepewności, ale na ten krótki moment prośby — nabrała odwagi, by pozwolić mu odejść.
Prawie się odezwała, ledwie krótkimi słowami, gdy na powrót ziemia zatrzęsła się, a ona sama odskoczyła niemalże na głuchy dźwięk wybuchu. Na policzku pozostawała smuga brudu, dłonie pozostawały w ziemi po wcześniejszym upadku, natomiast ciało lawirowało i lekkim nachyleniem się pozwoliło jej pozostać na nogach. Nie zbliżyła się do rodziny, pozostawała w lekkiej odległości, przytłoczona lękiem, obawami i znieruchomieniem. Zęby zagryzły się na wnętrzu policzków, posmak żelazistej krwi nawiedził język i otępiałe, skryte mleczną mgłą spojrzenie przesunęło po każdym z trójki. Pozostała — na absolutnie własne życzenie — sama, tak też powinna sobie radzić, gdy jej brat winien opiekować się przede wszystkim żoną i młodszą od niej czarownicą. Jej krew potrafiła przetrwać najsilniejsze sztormy, skąd więc nabyła wcześniejszej słabości? Jak bardzo była niegodna, dając przerażeniu wpełznąć na młode lico? Ostatnia łza spłynęła wzdłuż policzka, podniosła się z lekkiego nachylenia, starając wyrobić stosowną równowagę ciała.
Jesteśmy na północy lasu. — Odpowiedziała cicho, lekko złamanym głosem w stronę brata. W trakcie festiwalu zdawała się zwiedzić prawie cały las i choć krajobraz przerażał i nie przypominał jej nic innego, to podejrzewała — mniej niż bardziej — że najpierw powinni opuścić las.
Możemy spróbować przedostać się do Pallas Manor, Crouchowie nam pomogą. — Nie wnikała teraz nijak w obecność dam Rosier i ich stosunek do Crouchów. Nie myślała o tym, po prostu i aż, świat miał się skończyć, jedyne gdzie chciała się znaleźć to w domu, w bezpieczeństwie. Przyjaźń pomiędzy Traversami i Crouchami miała szansę osłabnąć przez relacje z Rosierami, ale to właśnie w Pallas pojawiała się przez połowę swojego dzieciństwa, to tam odwiedzała przyjaciół z dzieciństwa. Tam zawsze wiedziała, jak trafić.

| stoję.


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolku, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
being a goddess means
you are fully capable of satiating
man's hunger for mystery
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Ognisty gaj - Page 3 928506eb057337698ce0cdc9364f4fbb
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11713p15-komnaty-imogen#375795 https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Ognisty gaj [odnośnik]08.01.24 23:41
Świat drżał w posadach. Chaos ogarnął świat i nic nie było w stanie zaprzeczyć temu, że wszystko to co się działo, działo się naprawdę. Gwiazdy spadały z nieba, docierając do drzew, które upadały, ziemia drżała i drżeć nie przestawała wokół krzyki niosły się lasem między ścieżkami, między drzewami. Zaciskała wargi ciągnąć je za sobą, dopiero kiedy przystanęli na chwilę puszczając obie. Z ust Mananna potoczyło się słowa, które jej samej przeszły przez głowe - nie mogli się wrócić. Nie było właściwie do czego. Nieznajoma kobieta i zabini, musieli zadbać sami o siebie. Wracając tylko skazaliby się na potencjalną śmierć - a ta, nie znajdowała się w jej planie. Popełniła już dzisiaj dostateczną ilość błędów, by te wypchnęły ją na granicę irytacji i rozdrażnienia, przeplatanej strachem i przerażeniem, powodowanym otaczającym ich chaosem. Jednak spojrzenie własnego męża łapała jedynie przelotnie - z rozmysłem, nie chcąc zobaczyć w jego tęczówkach złości - a może zawodu - którym się stała. Wyciągnęła w jego stronę rękę ze świstoklikiem, wyrzucając krótką informację, chcąc pozbyć się nieskutecznego narzędzia, które wyszło spod jej własnych rąk. Pojawiająca się na plecach ręka sprawiła, że niemal wyrwała się w bok w ostatniej chwili zduszając tą potrzebę. Potakując w milczeniu głową kiedy zapewniał ją, że znajdą inne wyjście. Możliwie, że znajdą. Ale gdyby była kompetentna, albo zdolniejsza, lepiej przygotowana, mogliby już stąd zniknąć, uciec, zadbać o własne życia. Tak, zrzucała wszystkie na jego barki, nie mając pojęcia, ani który kierunek obrać ani w jakim się udać. Umknęła od jego wzroku, odwracając się bokiem pod pretekstem sprawdzenia stanu siostry - choć tego, nie musiała udawać. Vivienne była w szoku - ona sama była, choć chowała go, pod złością, irytacją na samą siebie. Czepiając się tych emocji jak swoistej deski, która pozwała jej nie zanurzyć się pod wodą. Brudne, drżące dłonie, przesunęły się po policzkach siostry, jej włosach, kiedy słone łzy potoczyły się po jej policzkach wyrzucając jedno imię. Pytanie. Manannan odezwał się, nim wybrała słowa, które podniosłyby jej ducha wyżej. Zamierzała potwierdzić, dodać coś jeszcze, ale nim choćby rozchyliła wargi ziemia zatrzęsła się ponownie. Zatrzęsła się tak mocno, jak nigdy wcześniej. Puściła twarz Vivienne, łapiąc za jej przedramię, machinalnie drugą wyciągając w stronę Manannana nadal znajdującego się obok, żeby zacisnąć dłoń na tkaninie narzuconej na ramiona szaty. Napięła mięśnie, zaciskając mocniej wargi, skupiając się na tym, żeby nie stracić równowagi, podtrzymywana silnymi dłońmi, od lat pracująca na własną koordynację ustała. Ustała, ale oddychała ciężko, pot i brud mieszał się na jej skroni. Przysięgłaby, że ziemia niemal podniosło się kilkanaście cali. Nie jakby stali na stałym gruncie, a czymś elastycznym zdolnym ich wybić. Zerkając krótko na mężczyznę.
- Twoim zadaniem, Vivienne, jest przeżyć. - przypomniała siostrze. - Tristan sobie poradzi. - potwierdziła słowa, Manannana, mówiła szybko w zgłoskach dało wyczuć się poruszenie i strach. Odszukała wzrokiem Imogen stojącą kawałek dalej. Zrobiła krok w jej stronę potem drugi, wyciągając po nią rękę, łapiąc za nadgarstek, pociągając ku nim. - Trzymajmy się blisko siebie. - słowa składały się teoretycznie na propozycję, ale bardziej były poleceniem, było jej wszystko jedno do kogo się udadzą, czy w którą stronę, byle wyszli stąd wszyscy, żywi. Nie mogli się od siebie oddalać, zgubić się wśród drzew, ognia i ludzi. - Imo… - zaczęła, ale urwała. Ogień buchnął gdzieś za nimi, przy jej ostatnich słowach. Odwróciła głowę, zerkając za siebie, rozszerzając oczy pozwalając by zaskoczenie i przerażenie wymalowało się na jej twarzy. Ogień trawił las sprawnie i szybko - las, który ledwie kilka dni temu obsadzali by mógł wyrosnąć na nowo. Ziemia nadal drżała, jakby pod nimi znajdował się głodny potwór, któremu burczało w brzuchu.
- Musimy iść. - orzekła półprzytomnie nadal wierząc i nie wierząc, że wszystko wokół działa się naprawdę nie będąc jedynie koszmarem. Złapała za przegub siostrę lewą ręką. Drugą układając na plecach szwagierki, popychając ją w stronę Manannana. Samej zaczynając stawiać pierwsze kroki, byle dalej od tego, co znajdowało się za ich plecami - W którą stronę? - zapytała męża przez zgłoski przebijała się panika, którą próbowała zdusić w sobie. Umysł odmawiał jej przeanalizowania tego dokąd było bliżej. Usta nie wypuściły stwierdzenia, że starczy by wyszli za obszar zaklęć otaczających Londyn, by świstoklik zabrał dwójkę z nich na tarasy morskiego zamku. Była najstarszą z kobiet, powinna odnaleźć w sobie odwagę i siłę, ale ledwo się trzymała. Chaos wokół, wydzierał z jej zgłosek wszystko to, co próbowała skryć - niepewność, strach. Egoistycznie wolałaby znajdować się blisko Manannana, wszystko podpowiadało jej, że tam było najbezpieczniej, ale nie mogła zostawić Imogen i Vivienne samych sobie. Taki podział wydawał się… konieczny, możliwie bezpieczny. Tylko czy naprawdę była w stanie ochronić siebie i siostrę? Wtedy sobie przypomniała o eliksirze, który zawsze nosiła ze sobą. Wcisnęła różdżkę w wargi, sięgając do torebki wolną rękę, natrafiając najpierw na truchło nietoperza, zirytowana wyrzuciła je na ścieżkę. W końcu odnalazła fiolkę. Zacisnęła na nim trzęsącą się rękę. A chwilę później zadrżała cała, razem z kolejnym wstrząsem ziemi pod stopami. To nie było idealne rozwiązanie, możliwa pułapka, ale jedyne, jakie miała przy sobie, kiedy zawiedzie ją różdżka. W przerażonym sfrustrowaniu zaczynała rozumieć, jak bardzo była nieprzygotowana.

stoję



Don't reveal too much. Let them assume. Let them
wonder.

Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 6 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Ognisty gaj [odnośnik]Dzisiaj o 17:02
Ogień łakomie lizał niebo, a wiatr smagał ich twarze, niosąc ze sobą smród dymu i spalenizny. W uszach brzmiały jej krzyki ludzi i nawoływania czarodziejów. W mroku nocy widać było niewiele ponad tańczące płomienie i czarny dym, który osiadł między koronami tych drzew, które jeszcze się nie zawaliły. Vivienne zakryła usta ręką, starając się powstrzymać łzy, które zdążyły już doszczętnie przemoczyć kołnierz sukienki. Zgubiła gdzieś swój płaszcz – nie pamiętała, czy stało się to już w trakcie walki z chmarą owadów, która osiadła na nim jeszcze w trakcie pochodu, czy paręnaście minut później, kiedy siostra zaprosiła ją do szalonego biegu na złamanie karku – ale wiedziała, że przechodzące jej ciało ciarki bynajmniej nie są efektem niskiej temperatury. Nigdy nie czuła się równie bezsilnie i żałośnie.
   Nie była pewna, czy lord Travers rzeczywiście wierzył w to, co twierdził na temat jej brata, czy jedynie próbował uspokoić jej zszargane nerwy, a nuta zawahania, którą wyczuła w głosie wtórującej mu Mel, również nie napawała nadzieją. Tym niemniej postanowiła zaufać ich słowom. Co innego jej pozostało? Nawet jeśli chciałaby wrócić do miejsca, gdzie zostawili Tristana – co już samo w sobie brzmiało jak życzenie śmierci – to konary zawalonych drzew i ucztująca na nich pożoga skutecznie odcinały drogę w tym kierunku.
   — Tak, macie rację. Tristan musi wyjść z tego żywy. — Musi, prawda?
   Wiatr nagle ucichł, a płomienie jakby na moment zamarły. W tej ciszy słychać było tylko bicie własnego serca i szum krwi w uszach. Vivienne przeczuwała, że to tylko cisza przed burzą.
   Niewiele się pomyliła. Złośliwa natura zamiast burzy zesłała na nich bowiem trzęsienie ziemi. Grunt pod jej stopami zadrżał, a drzewa wokół zakołysały się jak szalone, zrzucając na nich deszcz płonących liści i gałęzi. W jednej chwili tracąc równowagę, przeraźliwie krzyknęła, ale w obliczu wszechobecnego huku nikt nie miał prawa jej usłyszeć.
   Lata poświęcone na naukę tańca zaowocowały w nagłym przypływie instynktu. Zwinnie skorygowała pozycję ciała, płynnym ruchem amortyzując upadek rękoma. Uderzenie dłońmi o runo nie należało do tych z gatunku najprzyjemniejszych – nijak nie mogło się równać z satysfakcjonującym policzkiem, który na szóstym roku nauki wymierzyła obleśnemu Smokowi próbującemu zajrzeć pod spódnicę jej przyjaciółki – ale swojemu refleksowi i gibkości zawdzięczała to, że z całej sytuacji udało jej się wybrnąć niemal bez szwanku. Podniosła głowę i upewniwszy się, że jej towarzyszom nic się nie stało, sama stanęła na nogi.

| Ledwo, bo ledwo, ale stoję.


If you dance, I'll dance
And if you don't, I'll dance anyway
Vivienne Rosier
Vivienne Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 18
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
 If I can stop one heart
from breaking,
 I shall not live in vain
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 8 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11886-vivienne-rosier#367332 https://www.morsmordre.net/t12160-bard#374434 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t12084-vivienne-rosier#372313

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Ognisty gaj
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach