Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ulica Zapomnianych Córek
AutorWiadomość
Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]13.02.20 19:32
First topic message reminder :

Ulica Zapomnianych Córek

Ulica wybrukowana prymitywnymi pragnieniami marynarzy, przybijających do londyńskiego portu. To tutaj udają się najbiedniejsi ludzie morza, marzący o zaznaniu kobiecego ciepła - boczna ulica w dokach za dnia wydaje się opuszczonym śmietniskiem, dopiero po zapadnięciu zmroku tętni życiem oraz blaskiem setek lewitujących pomiędzy kamienicami świec. Budynki po obydwu stronach niezwykle wąskiej i stosunkowo krótkiej ulicy, kończącej się ślepym zaułkiem, zajęte są przez wątpliwej jakości domy publiczne. Nie znajdzie się tutaj wyrafinowanych kurtyzan, a podrzędne ladacznice, ceny są jednak przystępne a na parterach niemoralnych przybytków często można dobrze pojeść i wypić. Spotkanie tutaj kogoś z rangą kapitana jest niezwykle rzadkie, równie nieczęsto zapędzają się tutaj służby prawa, więc okolica sprzyja nielegalnym rozrywkom niskiego poziomu.
Tak naprawdę ulica nie ma swej nazwy - przydomek zyskała dzięki pracującym tu dziewczętom, które na zawsze porzuciły swoje rodziny i nazwiska (lub zostały ich pozbawione).
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Ulica Zapomnianych Córek - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]08.06.22 17:17
Przez czerwień ulicy utkanej z niewygórowanych pragnień przemykał chłód; zwyczajowa mgła spowijająca Londyn zdawała się osiadać wilgotną powłoką na odkrytych skrawkach skóry, dlatego najrozsądniej było każde takowe zakrywać szczelnym materiałem płaszcza, swetra bądź rękawiczek otulających dłonie. Te wykonane ze skóry, skrywające smukłe palce spływały wraz z czernią odzienia wzdłuż sylwetki, wykonującej kolejne, nieco przyspieszone kroki. Płaszcz chronił ciało przed wyziębieniem, obszerny kaptur chronił twarz przez rozpoznaniem – nie martwiłaby się nadto o własną reputację gdyby ktoś ujrzał ją w tym miejscu; mimo upływu kilkunastu miesięcy wciąż nie należała do naczelnych oblicz angielskiej socjety, by ktoś miałby rzeczywiście przypisać lico w szarudze popołudnia do konkretnego nazwiska.
Bo choć przybywało jej – i faktycznej rozpoznawalności, wygód i uznania – nic tak nie chroniło w Londynie jak słodka anonimowość. Na ulicy zapomnianych córek większość chciała takimi być – marzenia formowane były na pokładach wstydu, niewypowiedzianych słów i zakutych w kajdany konwenansów myśli – paradoksalnie wszystko było jawne, choć nikt nie był tutaj faktycznie sobą.
Dolohov nie obawiała się tutaj czegoś, co mogłoby niepokoić kobietę o jej statusie; jedyne zagrożenie, jakie tutaj czyhało to zwyczajna próba kradzieży bądź niechybne pomylenie z jedną z mieszkanek; ciemne odzienie wykonane z drogiego futra wyróżniało ją jednak znacząco od kobiet, które kręciły się po okolicy.
Zewsząd roztaczała się woń ciężkich perfum, potu, brudu i szlamu bulgoczącego w ciemnej wodzie rzeki; port był wystarczająco blisko, by go czuć; wystarczająco blisko by faktycznie wzięła pod uwagę to miejsce w poszukiwaniach kolejnych śladów. Kent wciąż pozostawało pod znakiem zapytania; rzekoma przeprawa mugolskich uciekinierów i zdrajców krwi miała odbyć się końcem miesiąca, pod przewodnictwem kapitana, który lojalność ślubował Rosierom, różdżkę oddał jednak przegranej sprawie. Wciąż nie mieli dostatecznych dowodów, a zwiad mógł dostarczyć jej odpowiednich informacji. Wszystko wskazywało jednak na to, że samego kapitana nie ma wśród uroków portowych dziwek, roiło się jednak od tych, którzy dzielili z nim ściśle mniej lub bardziej zawiłe interesy; od importu alkoholu po przemyt brudnych zdrajców. Londyn wciąż potrafił zaskakiwać.
Koło ucha świsnęło jej szczebiotanie jednej z mijanych panienek; niektóre z nich wydawały się być w stanie amoku, ledwo stojąc na własnych nogach wychylały się zza drzwi wnętrz, z których wylewało się światło – od żółtego, przez pomarańczowe, po głęboką czerwień i purpurę - nawołując przechodniów jednoznacznymi słówkami, nie zwracając nawet uwagi do kogo faktycznie ów zaproszenie dochodzą.
Dolohov nie zwracała na nie uwagi; wciąż skupiona na celu w postaci pleców skrytych za skórzaną kurtką; młody chłopak, którego śledziła szedł krokiem, który na myśl przywodził tylko jedno – spłoszona zwierzyna.
Zbyt proste, jednocześnie dziwnie irytujące – podążanie za młokosem, być może powiązanym ze sprawą nie było zajęciem idealnym na popołudnie, a okolica zdecydowanie odbiegała od komfortu własnego mieszkania; kolejne skaranie od losu nadeszło wraz z ciężkim zderzeniem się z czyjąś sylwetką; mieląc w ustach ciche przekleństwo podniosła spojrzenie prędko – nim jeszcze wzrok wyłapał sprawcę, do nozdrzy dotarł specyficzny zapach, zdecydowanie nietutejszy.
Kilka kolejnych mrugnięć później stała już przed nią lady doyenne.
– Wanda? – wyrzuciła z siebie, prędko jednak ściszając głos – Do cholery, co ty... – co tu robiła, po co zapuszczała w to miejsce, ryzykowała? Ktoś jej pokroju wyróżniał się na tle ulicy niczym jasno świecąca latarnia morska – Chodź – zawyrokowała, nie czekając na odpowiedź kobiety, wchodząc zaraz potem w jedną z uliczek, która przecinała główny deptak; jeśli dobrze pamiętała, powinny wyjść po drugiej stronie, w miejscu, w którym potencjalnie powinien pojawić się mężczyzna – Jesteś tutaj sama?



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]Wczoraj o 11:25
Znalazłszy się w nowym, zupełnie obcym sobie miejscu poczuła się zagubiona. Pozostawiona sama sobie, z narastającym uczuciem niepewności oraz strachu nie miała okazji, by dobrze się rozejrzeć. Nie trzeba jednak być wielkim znawcą, by dochodzące z pobliskich budynków dźwięki i pozy ustawionych pod murami kobiet pozostawiały wątpliwości. Do trzeźwości umysłu było jej daleko, ale instynkt podpowiadał, że powinna czym prędzej opuścić to miejsce. Jeśli znajdowała się w Londynie, teleportacja nie będzie możliwa. Nie chcąc dopuścić do potencjalnego zaburzenia zaklęcia, szła pospiesznym krokiem, nawet nie próbując uspokoić zaburzonego oddechu.
Zdziwiła się obecnością Dolohov, mimo wszystko oddychając z pewną ulgą, że trafiła na dobrą, znaną sobie duszę. Tym większe poczuła zdziwienie, gdy okazało się że Tatiana nie podziela jej losu i nie zgubiła się w zawiłościach uliczek, najwidoczniej będąc tu z własnej woli. Nie widziały się od kilku długich miesięcy, od dnia w którym Rosjanka pożegnała się z Evandrą, oświadczając że musi wyruszyć do Skandynawii. Nie pojawiła się na rozdaniu odznaczeń, co wzbudziło wątpliwości doyenne, lecz skoro została wyczytana, musiała pozostawać w świecie żywych, a przynajmniej tak się łudziła.
- Trafiłam tu przez przypadek, sieć chyba nie została naprawiona, albo to… - urwała zaraz, nie widząc sensu w rozwlekaniu się nad powodem swojej obecności. Zwłaszcza na widok zdumionej twarzy Dolohov. Wydawała się być nadzwyczaj zaskoczona, choć nie tak bardzo jak sama doyenne. Nieznoszący sprzeciwu ton rzucił polecenie, półwila bez żadnego zastanowienia usłuchała i podążyła za nią we wskazanym kierunku do głównego deptaku, który nadal niezbyt różnił się od pozostawionej za sobą ślepej uliczki.
Podobne aleje miała przyjemność oglądać w Wiedniu, gdzie jako młoda, nastoletnia dziewczyna poznawała swoiste podziemie pod pieczą Schmidta. U jego boku czuła się bezpieczna, traktując ich spacery jako pewne wycieczki krajoznawcze. Pewnie sam Friedrich szukał wtedy co ładniejszych okolic pozbawionych gnijących w studzienkach szczurów czy otulonej warstwami brudnych, podartych ubrań biedoty, by nie piętrzyć w dziewczęciu traum. Zdołał ją jednak przyzwyczaić do obrzydliwości, choćby we własnej pracowni taksydermicznej. Gdziekolwiek czarodziej teraz był, Evandra mogła złożyć na jego ręce słowa wdzięczności za niechęć do stania w szeregu i trzymania dziewczyny pod szczelnym kloszem. Gdyby nie on, zapewne nigdy nie odkryłaby drzemiącego w sobie potencjału. Trzymając wciąż palce na rękojeści różdżki pobieżnie rozejrzała się wokół, nie znajdując w otoczeniu żadnych konkretnych wskazówek.
- Co to za miejsce? - zapytała równie ściszonym tonem, choć czując wdzierający się w nozdrza zapach mogła domyślić się odpowiedzi. Nie pierwszy raz była w dzielnicy portowej, lecz po raz pierwszy miała okazję doświadczyć jej wątpliwych uroków od drugiej, mniej oszlifowanej pod szlacheckie gusta strony. - I co ty tutaj robisz? - Kolejne pytanie miało już wkrótce doczekać się odpowiedzi. Czarownica wyprostowała się, szybkim gestem poprawiając kaptur, by przesłaniał większą część jasnych włosów. Ściągnęła brwi, wiodąc za czujnym spojrzeniem przyjaciółki. - Szukasz czegoś - bardziej stwierdziła, niż zapytała. W jednej chwili paniczny strach znalazł się gdzieś z tyłu głowy. Sprawa Tatiany okazała się być ważniejsza, jak i ciekawsza od wizyty w bibliotece. Schowana w głębi kieszeni płaszcza książka o numerologii nie zawierała w sobie dreszczyku ekscytacji, jaki nagle ścisnął żołądek półwili. Już nawet zdążyła przyzwyczaić się do zapachu zdolnego wyciskać z oczu łzy; zamrugawszy kilkakrotnie osadziła wyczekujące spojrzenie w Dolohov.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Ulica Zapomnianych Córek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach