Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ulica Zapomnianych Córek
AutorWiadomość
Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]13.02.20 19:32
First topic message reminder :

Ulica Zapomnianych Córek

Ulica wybrukowana prymitywnymi pragnieniami marynarzy, przybijających do londyńskiego portu. To tutaj udają się najbiedniejsi ludzie morza, marzący o zaznaniu kobiecego ciepła - boczna ulica w dokach za dnia wydaje się opuszczonym śmietniskiem, dopiero po zapadnięciu zmroku tętni życiem oraz blaskiem setek lewitujących pomiędzy kamienicami świec. Budynki po obydwu stronach niezwykle wąskiej i stosunkowo krótkiej ulicy, kończącej się ślepym zaułkiem, zajęte są przez wątpliwej jakości domy publiczne. Nie znajdzie się tutaj wyrafinowanych kurtyzan, a podrzędne ladacznice, ceny są jednak przystępne a na parterach niemoralnych przybytków często można dobrze pojeść i wypić. Spotkanie tutaj kogoś z rangą kapitana jest niezwykle rzadkie, równie nieczęsto zapędzają się tutaj służby prawa, więc okolica sprzyja nielegalnym rozrywkom niskiego poziomu.
Tak naprawdę ulica nie ma swej nazwy - przydomek zyskała dzięki pracującym tu dziewczętom, które na zawsze porzuciły swoje rodziny i nazwiska (lub zostały ich pozbawione).
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]22.10.20 17:44
Po miesiącach milczenia, po ciszy, grozie, czasie tęsknoty i kreowania naprawdę dosadnych scenariuszy nie chciała czekać ani chwili dłużej. Nie mogła go wypuścić ani też pozwalać na to, by mydlił jej oczy. Byłby zresztą ostatnim kretynem, gdyby wierzył, że się wykręci. Przecież dobrze wiedział, skąd ten atak, skąd różdżka, skąd pretensja wyjątkowo wyraźnie błyszcząca w brązowych oczach Philippy. Zdenerwowanie to najłagodniejsze określenie dla jej nastroju. Ona się niemal gotowała, bo przecież przez chwilę wierzyła, że już po nim, że gnije gdzieś przytłoczony ryzykiem, w jakie wskoczył bez wahania. Znała go aż za dobrze. Myślała, że dorósł, że trzeźwo spoglądał na rzeczywistość, na więzi i przyjaźnie. Tak łatwo zapadł się pod ziemie, a teraz stał tutaj. Stał, nie wziął jej w ramiona, nie spieszył z gorączkowym tłumaczeniem. Naprawdę mogłaby jak przeklęta zołza wepchnąć go w tłum protestujących i krzyknąć, że oto zjawił się zdrajca. Choć jej dłonie nie miały tyle siły, to jednak różdżka dzielnie trwała na posterunku i w tej chwili Moss naprawdę miała w nosie tamtą bandę. Może emocje nie podpowiadały rozsądnych rozwiązań, ale cholera, zachowywał się jak gówniarz. Jakby nagłe zniknięcie podczas wojny nie było niczym nadzwyczajnym.
Bujał się z koleżkami, tak?
– Cholera jasna, Keaton. Co tobie odwaliło? – burknęła w odpowiedzi na te dziwaczne pytania, na niejasne odpowiedzi, na grę, którą właśnie próbował podjąć. Osaczała go, zastanawiając się, kiedy nadejdzie właściwa chwila na zrezygnowanie z prostych słów i dość wyraźnych komunikatów. I kiedy skończy się jej cierpliwość. Bardzo wiele miała do powiedzenia. Warunki faktycznie niespecjalnie były komfortowe i mógł im zaraz ktoś całkiem spodziewanie wpaść w słowo. Gotowa była pożreć tego, kto się tylko wtrąci, ale z drugiej strony… chyba potrzeba odkrycia jego śmierdzących tajemnic przewyższała nad palącą zemstą. Miłość, siostrzana troska, niepojęte uczucie ulgi, że tutaj jednak stał. I sądząc po twardościach, w które wbijała się końcówka różdżki, wcale nie był imaginacją. Choć zdawało jej się, że coś było nie tak, że nie do końca był sobą, zamierzała poczekać z grubymi oskarżeniami do czasu wyjaśnień. Powinna, naprawdę powinna zacząć od skopania mu dupska, bo napędził im wszystkich strachu. Cierpieli. Frances, Hania, pani Boyle. Wszystkie go potrzebowały. Najwyraźniej jednak on sam wybrał życie pieprzonego włóczykija, samotne przygody o niewiadomym charakterze. Nie zamierzała się na to godzić. – Znajdziemy lepsze. Właź tutaj – zakomunikowała, pchając go w ciasny przesmyk, który prowadził do drugiej uliczki. Byleby dalej od tego parszywego zbiegowiska. Nie potrzebowała dodatkowych kłopotów. Ten największy zresztą szedł przed nią. Prawda była taka, że gdyby tylko chciał, mógłby jej zwiać. Tylko wtedy nie byłoby już rodzeństwa, nie byłoby niemożliwej przyjaźni. Na tym mu zależało? – I dobrze ci radzę, zastanów się, co mi powiesz – mruknęła na dokładkę, kiedy szli. Dobrze wiedział, że znała na niego sposoby. – Jednego dnia wciskam ci w łapę przeklęte lusterko, żebyśmy zawsze mogli na siebie liczyć, a miesiąc później zapadasz się pod ziemię i nie stać cię na to, by go użyć. Zostawiłeś tych, którzy cię kochają, rozumiesz? – zakomunikowała, kiedy wpadli, hm, na trochę pewniejsza ulicę. Zadarła głowę do góry i wbiła w niego czujne, wściekłe spojrzenie. – Czy teraz czujesz większy komfort? A może dalej zamierzasz się wykręcać, co? Pewnie gdybym na ciebie nie wpadła, to nigdy byś się nie odezwał. Dureń – mruknęła na dokładkę i potrząsnęła głową, która wręcz parowała. Jak mógł zrobić coś takiego? Wstrętny ignorant. – Powiedz co. Co było takiego ważnego? – wydusiła, a gdzieś na końcu wkradł się cień żalu. Zawsze trzymali się razem, zawsze mogli na siebie liczyć. Teraz… teraz to nie byli oni.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]27.11.20 1:30
Nie było dobrze. Głównie dlatego, że wcale nie szło po jej myśli. Nie spodziewała się, że spotkanie tutaj Philiphy przyniesie informacje o których nie miała zielonego pojęcia. Nie była odpowiednio przygotowana. Przez myśl jej nie przeszło, że Keaton jest z nią spokrewniony, a to sprawiało właśnie, że nie było dobrze. To całkowicie komplikowało wszystko, na co dzisiaj miała plany, zwłaszcza, że stojąca naprzeciw niej kobieta wydawała się wściekła a Justine nie miała zielonego pojęcia, co mogło być tego przyczyną. Znaczy - na pewno Keaton, to akurat nie dziwiło jej aż nadto. Problemem był sam powód, którego nie była w stanie odgadnąć, czy też domyślić się samodzielnie. Patrzyła - niecodziennie - w dół, mierząc ją spojrzeniem. Zadając kolejne pytania. Ale z każdym padającym, wchodziła coraz głębiej na grunt, którego nie znała. Którego nie była w stanie dokładnie zrozumieć, czy przewidzieć kolejnych zachowań. Zaczynała się zastanawiać, czy powinna była dalej w to brnąć. Fakt, że jej kłamstwo się wyda, z każdą chwilą zdawał się coraz bardziej… prawdopodobny.
- Musisz doprecyzować pytanie. - bąknęła, próbując jakoś wymijająco, bardziej chcąc zmusić ją, żeby dookreśliła dokładniej pytanie, a lepiej w ogóle zostawiła je na kiedy indziej - może na moment w którym stanie twarzą w twarz z prawdziwym Keatonem. Bo ona była niemal pewna, że nie jest w stanie odpowiedzieć na pytania, które zadana. Zwłaszcza, że sytuacja w której się znajdowały średnio nadawała się na tego typu rozmowy. Za plecami nadal maszerowali ludzie, którzy wykrzykiwali pochlebne hasła dla nowego Ministra. Jeden zły ruch i mogli skończyć w więzieniu. A tego nie potrzebowała, zwłaszcza, kiedy w swojej kieszeni miała różdżkę zarejestrowaną na jeszcze kogoś innego. Pozwoliła się popchnąć w ciasny przesmyk między budynkami. Patrząc z powątpiewaniem na miejsce. Jakby miało to wiele zmienić. Nie powiedziała jednak słowa. Wchodząc w dalej w ciemność, czując za sobą kobiecą obecność. Musiała się jej pozbyć jakoś, ale nie bardzo miała ku temu sposobność. Zaatakowanie jej, też nie było dobrym posunięciem, bo nie sądziła, by musiała uciekać, lub że ta, zamierzała jej tak naprawdę cokolwiek zrobić, mimo słów, które zostały wypowiedziane. Wsadziła dłonie w kieszenie spodni, stawiając kolejne kroki, łapiąc chwilę oddechu, kiedy Philippa nie była w stanie dostrzec jej twarzy. Miała rację. Cholerną rację. Musiała dokładnie zastanowić się, co jej powie. I musiała wymyślić to szybko. A dodatkowo, jej słowa musiały być wiarygodne. Droga doprowadziła do innej ulicy, ale słowa zaczynały wpędzać ją w coraz większy dyskomfort i poczucie, że nie ma pojęcia co się właściwie dzieje. Co Keat zrobił? Jak to zostawił? Nie widzieli się co prawda jakiś czas, ale to też nie tak, że widywali się regularnie. Zajęci własnymi życiami wcześniej częściej korzystali z momentów które się nadarzyły - teraz zresztą nie było inaczej. Zatrzymała się, nie zmieniając wyrazu twarzy. Zawieszając spojrzenie na kobiecie niedaleko niej. Kolejny grad pytań wcale nic nie ułatwiał. Nie bardzo chciała zdradzać się z tym, czego się podjęła, ale powoli znalezienie jakiejś pośredniej opcji zwyczajnie przestawało istnieć. A ona nie była okrutna. Nie w taki sposób. Wyciągnęła jedną z rąk z kieszeni i z westchnieniem potarła kark. Spojrzała na Moss, a później na znajdujący się niedaleko budynek.
- Nie jestem Keatem. - powiedziała w końcu ściągając dłoń z karku. - Nie wiedziałam. - dodała jeszcze koślawo. Nie odmieniła się z powrotem, pozostając w formie, którą przyjęła. Zmiana w siebie mogłaby ściągnąć kłopoty, zwłaszcza, że niedaleko nadal trwała ta śmieszna parada. Próba odpowiedzenia na wszystkie wyrzuty była zwyczajnie… głupia. Nie była w stanie odpowiedzieć na nie dobrze. Odpowiednio. Właściwie. Bo zwyczajnie, jak dobrze nie znałaby samego Burroughsa, to nigdy nie widziała go w podobnej sytuacji. Nie miała więc jak zaobserwować konkretnych zachowań. Kłamstwo i tak wyszłoby na jaw. I to bardziej prędzej, niż później. Spojrzała na kobietę przed sobą czekając. Powinna zrozumieć, że to nie jest rozmowa na takie miejsce, miejsce, posiadające zbyt wiele uszu. Jednocześnie posiadające najwięcej informacji, ale też chwytające je szybko i robiące z nich własny użytek.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]29.11.20 2:22
Ona mówiła. Mówiła, a on ledwo słuchał, jakby znajdowali się dziesiątki metrów od siebie, jakby dzieliły ich niewytłumaczalne na pierwszy rzut oka mury. Przymglony, nieobecny, irytujący jeszcze bardziej, kiedy miała go tutaj żywego niż kiedy nagle przepadł bez słowa. Naprawdę nie domyślała się, skąd te uniki, skąd wycofujące się spojrzenie, brak emocji, które chciałaby w nim ujrzeć po tak długiej rozłące. Martwiła się, a on nawet nie wygadywał głupot, jak to miał w zwyczaju, tylko po prostu trzymał język za zębami i wymyślał ruchy, które rozpalały w niej zwątpienie. Naskoczyła na niego, owszem, ale nie zasługiwał na nic innego. I chociaż miejsce spotkania niespecjalnie sprzyjało rodzinnym awanturom, to i tak chciała to rozgrać właśnie tutaj, jakby dręczyły ją poważne obawy co do tego, czy nie wymknie jej się zaraz znów głodny durnowatych spraw. Nigdy nie chciała go zniewalać. Philippa zresztą ceniła i szanowała wolność, ale tak samo również ceniła rodzinę. Byli rodziną. Siostrą i bratem, a nie bandą dwóch przypadkowych knypków, którzy pożarli się na chodniku o ostatniego złamanego knuta. Nigdy nie zrobiłaby mu takiego numeru, ale nigdy też nie zawołałaby o to, by stał przy niej, by byli już zawsze nierozłączni, gdy czuł wiatr w żaglach i nie mógł dłużej pozostać na posterunku. Zresztą robił to przecież nie od dziś, wędrował, pojawiał się i znikał, załatwiał swoje sprawy, ale chyba dotąd nie poczuła takiego bólu. Łaziło za nią to upiorne przeczucie, że ten jeden raz wcale nie zapadł się pod ziemię bez powodu, że coś go zablokowało, zmusiło. Tylko że stał właśnie przed nią poplątany we własnych niewypowiedzianych głośno wyjaśnieniach. Zawiódł ją, rozpylił gniew w sercu. Dotąd wydawało jej się, że rozumieją się bez słów. Dzisiaj nawet słowa zdawały się burzyć i tak wątpliwą komunikację. Ktoś go oszołomił? Ktoś go zaczarował? W co on pogrywał?
A jeśli zwątpił w nich? – Ty się nie starasz, a mi kończy się cierpliwość, w dodatku robię się podejrzliwa – wyjaśniła, zakładając dłonie na ramionach. Wyprostowana, napięta sylwetka, wzniesiona charakterystycznie brew i aura gotowa przyjąć na siebie wszystkie jego udręki – i nie byłby to pierwszy raz. Czekała więc jeszcze przez chwilę, ignorując promieniujące konfliktem otoczenie. To jej ostatni problem. Coś ostro się nie zgadzało. Keat… gdyby był sobą, to próbowałby ją rozproszyć, zmieniałby temat, zagadywałby, serwował litanie o pierdołach, a potem jeszcze rzucił tępym żartem. Tymczasem atmosfera tylko gęstniała, zdecydowanie za jego sprawą.
Kiedy padło wyznanie, otworzyła szerzej oczy, a dłoniom pozwoliła powoli, ciężko dość opaść w dół, wzdłuż boków. – Jak to? – zapytała wzburzona, choć jeszcze nie zdołała się zupełnie rozkręcić. – Co to znaczy?! Nie jesteś nim, więc kim? Bawisz się w sztuczki i chodzisz z twarzą mojego brata, jak pierwszego lepszego cwaniaczka z doków?! – kontynuowała szorstko, niezbyt też dyskretnie. Port widział już tyle kłótni, że kolejna z nich już zupełnie na nikim nie robiła wrażenia. A może tutaj, na ulicy dziwek, wyglądała jak ladacznica gnojąca klienta za nieopłacone usługi. Zupełnie normalna sytuacja. Tylko że nic się, do cholery, nie zgadzało. Kolejne słowa nie-Keata sprawiły, że jeszcze mocniej zmarszczyła czoło. Naprawdę absolutnie żadnego wyjaśnienia? Widocznie przebrana postać i Keat nie byli na tyle blisko, by cokolwiek miała wiedzieć. Widocznie… Nie, zaraz. Ścisnęła mocniej pięści i wysunęła brodę ostro w stronę zwodniczej sylwetki. – Jak się nazywasz i skąd znasz Keata?! Co tu robisz, co? Łazisz w jego skórze jak we własnej i jeszcze przez ciebie będzie miał kłopoty. Uwierz mi, ma ich pod dostatkiem tego. Ale nie! Zgaduję, że tego też nie wieszrzuciła rozgniewana i chwilę później potrząsnęła głową w niedowierzaniu. No pewnie. To nie był Keat. Przecież nie mówił jak on i patrzył tak obco, tak inaczej. Wcale nie była jednak taka pewna tego, że ten tutaj nie miał niczego wspólnego z zaginięciem właściwego Keata. Że nie wiedział. – Pokaż mi twarz. Teraz zażądała, przyjmując wyczekującą pozę. I nie, nie zamierzała być ani trochę cierpliwa. Rozczarowanie i poczucie straty zostały chwilowo zamiecione pod dywan, kiedy na pierwszy plan wskoczyło bardzo nietypowe śledztwo. Znów broniła jego spraw i zamierzała pogonić każdego, kto babrał mu w życiorysie. Oczywiście nie zmieniało to faktu, że Keaton Burroughs wciąż był ostatnim zafajdanym kretynem.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]10.01.21 0:17
Zdecydowanie nie spodziewała się trafić, na tak trudnego przeciwnika. Jeśli tak to można było określić. Wizerunek Keatona miał jej pomóc, a tymczasem zdawało jej się, że wdepnęła w niezłe bagno. Kobieta przed nią, Philippa, widocznie oczekiwała od niej odpowiedzi których nie była w stanie jej udzielić. Mogła kłamać - z tym radziła sobie całkiem nieźle, ale w jakiś sposób tym razem wydawało jej się to złe. Nie była do końca pewna dlaczego. Próbowała jakoś wybrnąć z sytuacji - ale ani wypowiedziane słowa, ani sytuacja w jakiś szczególny sposób jej nie sprzyjały. Czuła to na karku. Patrzyła z góry na znaną i jednocześnie nie znaną jednostkę. Analizowała sytuację próbując znaleźć z niej wyjście, jednak żadne nie wydawało się odpowiednie. Spróbowała raz jeszcze, gubiąc się coraz mocniej, wpadając coraz głębiej. Kolejne słowa które wypadły sprawiły, że uniosła odrobinę Keatonowe brwi.
- Właśnie staram się mocniej niż zwykle. - zaprzeczyła wzruszając lekko ramionami. Niby nonszalancko naśladując gest, który kiedyś widziała w jego wykonaniu. Ale przegrywała to starcie - była tego więcej niż pewna. Już same słowa o tym świadczyły. Poddała się, nie było sensu ciągnąć dzisiaj dalej. Wróci jutro w innym wizerunku. Teraz z podejrzliwym spojrzeniem barmanki jej szanse na znalezienie jakichkolwiek informacji zdawało się mocno topnieć. Ale przyznanie się do tego, co zrobiła nie stawiało jej wcale w lepszej sytuacji. Wzburzone zapytanie sprawiło, że mimowolnie cofnęła się o pół kroku. Jednak to kolejne słowa przywołały na jej twarz zdumienie.
- Brata? - powtórzyła po niej widocznie zaskoczona tym stwierdzeniem. Czy raczej, paradoksalnie stojący przed nią Keat - brat - był zaskoczony tym, co właśnie usłyszał. Zawiesiła się na tym, kompletnie ignorując resztę. Nie chciała też zbyt wiele zdradzić. Im mniej osób wiedziało, o jej umiejętności, tym lepiej. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że Macnair pewnie podzielił się swoją wiedzą z kolegami. Zmarszczyła brwi widocznie się nad czymś zastanawiając. Ale z jej ust nie potoczyły się kolejne słowa. Tęczówki uniosły się kiedy kobieta odezwała się ponownie.
- Wierz mi, lepiej, żebyś tego nie wiedziała. - dodała już łagodniejszym tonem próbując jakoś uspokoić sytuację. - Wiem więcej, niż ci się wydaje. - wyjaśniła, niezmiennie nic nie wyjaśniając.
- Dlaczego sądzisz, że możesz stawiać jakiekolwiek warunki? - zapytała zamiast tego. Wsadzając dłonie do kieszeni. Rękę zacisnęła na różdżce. Atmosfera była gęsta i ciężka. Ale tym razem sądziła, że posiadanie informacji o tym, że kręci się w porcie ktoś z listów gończych będzie dla niej pomocne, czy bezpieczne. Wbrew pozorom, nie chciała utrudnić jej funkcjonowania. Zwłaszcza jeśli rzeczywiście, będzie siostrą Keata - o co będzie musiała dokładnie wypytać, kiedy ten się znajdzie. Bo wnioskując ze słów Moss, tego od jakiegoś czasu nie było już widać. - Posłuchaj, rozejdźmy się. I tak nie znajdę dziś tego czego szukam z tobą siedzącą mi na ogonie. - zaproponowała na pojednanie. To było najlepsze z wyjść. Rozejść się i udać, że do niczego nie doszło. Nie prosiła przecież o tak wiele.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]10.01.21 1:03
Rozmawiała ze ścianą. Próbowała wydłubać z przemienionej postaci informacje, dotrzeć do źródła, połapać się w nieistniejących tropach. Uporządkować skrajnie popieprzoną sytuację. Nie dało się, kiedy otrzymywała kilka marnie zbitych słów, zbyt milczące usta i własną irytację wspinającą się ostro po plecach. Do stu zatopionych łajb. W co pogrywała podróbka Keata? Moss gotowa była zrobić zadymę, wezwać zaprzyjaźnionych knypków z okolicy i dać nauczkę żartownisiowi. Może i schował się jak tchórzliwy szczur, może go złapali i zapędzili gdzieś w pułapkę, może wypłynął pijany w morze i ode chciało mu się powracać, może miał ją głęboko w nosie – nieważne. Nie zamierzała pozwolić, by ktokolwiek żerował na jego życiu. Nie na jej terenie, nie na jej oczach. Śmierdziało ciemną sprawą na kilometr. Keat dobrze kojarzył tutejszych, można było wykorzystać jego twarz, a jeśli ta osoba go znała nieco lepiej niż z paru szklanek rumu, mogła dowiedzieć się więcej. Philippa może i była prosta, ale nie głupia. Ta dzielnica, ten świat wystarczająco był już zakłamany, by przyzwalała na takie wybryki. Oj, była zła, złość gniotła się w jej pięściach i typ miał szczęście, że tylko tak. Pragnienie uzyskania informacji było większe od potrzeby porobienia siniaków na tej zbyt znajomej twarzy. Jeszcze tylko chwila. Jeszcze chwila.
Pokręciła z zadowoleniem głową, reagując na zdziwienie postaci. Widać nie znali się aż tak dobrze. Postać nie była z jego otoczenia, nie była stąd. Nawet jeśli gdzieś nie wiedziano o niej jako o Philippie, to niektórzy przecież znali Frances. Miał dwie siostry, rodzoną i doszytą przez parszywy los. – Kiepsko go znasz – wycedziła z satysfakcją. – I jeszcze gorzej naśladujesz. Cokolwiek kombinujesz, niewielu da się na to nabrać. Uważaj, bo jeszcze złapiesz parę ciosów za niego – zagroziła, nie mijając się wcale aż tak z prawdą. Ludzie go tu kochali, ale i nie znosili. – A chyba nie o to ci chodzi.. – zauważyła, zjeżdżając znów spojrzeniem na sylwetkę fałszywego brata. Nucący głos, zaczepne spojrzenia. Mogłaby nawet nieźle się bawić, gdyby nie to, że wciąż brodziła w niewiedzy. Co za przeklęte uczucie.
Ten nie-Keat dalej kpił, czarował, udawał, podejmował liche próby ukojenia jej nerwów i zaskarbienia sobie czasu, czasu i świętego spokoju. Chciał pójść dalej, ale ona wcale nie planowała go wypuszczać. Wydawało się mu, że coś wiedział, że jego znał. A może nie? Może właśnie pierwszy raz od tygodni wpadła na jakiś trop? Zmarszczyła czoło, pomyślała przez chwilę i nawet nie odpowiedziała na bezczelną manifestację tej całej wiedzy. Odezwała się po chwili, chyba spokojniej. – Mogę. Mogę, kiedy widzę mojego brata na moim terenie, pośród swoich ludzi. Mogę. Za to ty nie możesz chodzić w jego twarzy, nie pozwolę na to. Czy on o tym wie? – burknęła, składając ręce na ramionach i odrywając spojrzenie od tak kiepskiego towarzystwa. Wściekłość jednak nie wygasła.
Za chwilę jednak otrzymała nowe informację, wciąż niezbyt obszerne, ale jednak lepsze od upierdliwych uników. Niezbyt dobrze znosiła bycie ignorowaną. – No jasne, rozejdziemy się, a ty będziesz łaził tu i robił dalej swoje. Naprawdę sądzisz, że na to przystanę? Bądź pewien, że dowie się o wszystkim. Kimkolwiek jesteś, nie ujdzie ci to na sucho. Domyśli się, wróci do ciebie i pożałujesz – obwieściła, lekko przy tym kręcąc głową. Nie planowała grozić mu różdżką, nie planowała wyczarowywać pułapek. Odejść również nie chciała.
Philippa Moss
Zawód : barmanka w "Parszywym Pasażerze", matka niuchaczy
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 11
UROKI : 26
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Czego pragniesz?
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7532-philippa-moss https://www.morsmordre.net/t7541-listy-do-philippy https://www.morsmordre.net/t7540-filipa https://www.morsmordre.net/f26-doki-pont-street-13-5 https://www.morsmordre.net/t7539-skrytka-nr-1834 https://www.morsmordre.net/t7542-phillipa-moss
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]24.01.21 17:37
|18 września

Kaptur mam naciągnięty na mordę, ale że mamy jesień i leje jak z cebra, nikt nie zwraca na to uwagę. Wielu tu podobnych do mnie, trzęsących się z zimna, bo ubrali się nieodpowiednio w stosunku do pogody. W za dużej szacie wydaję się jednocześnie większy i drobniejszy, niż jestem naprawdę, ale nieokreślony wygląd to tylko plus do dzisiejszej misji. Wytaczam ciężką artylerię i idę na Londyn, tak, jak katolickie rycerstwo garnęło ku Jerozolimie. Uzbrojony w różdżkę i - uwaga - parę pędzli, które zwędziłem z pracowni kuzyna, który ponoć jest żywym wcieleniem Renoira, czuję się gotowy, jak nigdy w życiu. Z Bojczukiem wypiliśmy parę piw i tak się zaczęło, już nie pamiętam, który z nas rzucił, że w ministerstwie są pijani władzą, co sprowokowało lawinowe wyzwiska. Te niewybredne i te z gruntu całkiem śmieszne: dość, że jak jeden mąż wstaliśmy od stołu, mój taboret z impetem uleciał mi spod nóg, a my zdecydowaliśmy, że powinna nas usłyszeć większa publiczność, niż kilkoro zaprawionych już marynarzy.
Usłyszeć, zobaczyć, jeden pies, ale to mój pierwszy raz przed taką ogromną widownią. Dupczenie w miejscu publicznym to mały pikuś w porównaniu z dewastacją mienia i naplucie naszej twarzy prosto w twarz. Możemy za to iść na odstrzał, ale kurwa, wyjątkowo mi wszystko jedno. Miarka się przebrała, Johnatana jeszcze nie ma, mi po tym piwie potwornie chce się szczać, wiec zaczynam bez niego. Ciepłym moczem oblewam plakat z wypisanymi maczkiem najnowszymi rozporządzeniami Ministra - mojego jakże drogiego wuja, a kiedy chowam sprzęt w spodniach, z drugiej strony uliczki zjawia się Bojczuk. W czas wstrzeliliśmy się doskonale, znając tutejsze zwyczaje. Zbliża się godzina policyjna, więc wszystkie dziwki już się zwinęły, by nie trafić na nadgorliwców, teren jest więc czysty.
-Przyniosłeś? - pytam go ochrypłym głosem, nie precyzując, co takiego mam na myśli. Wyglądamy, jakbyśmy wymieniali się dragami, a w naszych kieszeniach wyjątkowo świeci pustkami.
-Dobra, ja zacznę, ale osłaniaj mnie i krzycz, jakby ktoś szedł - mówię mu, z petem między zębami, a pędzlem i tubką czarnej farby w drugiej - są wodoodporne, tak? Nie zmyje ich pierwszy deszcz? - skoro już nadstawiamy karku, niech przynajmniej ministerialne psy trochę się napracują, by usunąć nasze dzieło. Z mściwym uśmiechem stawiam na murze naprzeciwko Cioci Katarzyny duże, krzywe litery. Odsuwa się po chwili, by z odległości ocenić swoje dzieło.
-Majstersztyk - stwierdzam dumnie, patrząc na przechylający się w lewo wielki napis

MNIEJ BURAKÓW W MINISTERSTWIE, WIĘCEJ NA STOŁACH


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 0a8b1-img_1302
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]24.01.21 17:38
18.09

Jak do tego doszło? Nie wiem, od szklanki do słowa, a od słowa do czynów; naprawdę ustawiłem się z Morganem na akcję dywersyjną, chociaż o co nam tam dokładnie chodziło w tym wszystkim - pamiętam jak przez mgłę. Ale stało się, a ja skręcam właśnie za róg, rozglądając się za znajomą sylwetką. Skubaniec przygotował się - w tłumie bym go nie poznał, ja zresztą też wyglądałem tak przeciętnie i szaro, że bardziej się chyba nie dało. Deszcz paradoksalnie nam dzisiaj służył - chroni przed nim kaptur w kolorze spranej czerni, tak głęboko naciągnięty na łeb, że widać mi ledwie czubek nosa.
- Ta - kiwam głową, szperając we wnętrzu workowej torby, która zwisa mi z ramienia; są tam też inne rzeczy, ale o tym później. Póki co wręczam mu fiolkę z eliksirem, stukamy się i chlup - prosto w gardziel - Spoko, nie bój nic - macham ręką, ale wiadomo, że ubezpieczam tyły i rozglądam się dookoła czy nikt nie idzie; słabo by było gdyby nas ktoś przydybał. Ooo, założę się, że wtedy nie skończyłoby się tak miło jak podczas ostatniego pobytu w Tower, ale adrenalina tylko dodawała chęci - Żeby tylko wodoodporne, stary, wiesz ile to kosztowało? Nawet se nie wyobrażasz, to najlepsze farby, zostały mi z obrazów z baletu - mówię, znowu rzucając okiem naokoło. A w balecie korzystałem tylko z materiałów z górnej półki (nawet jeśli kupowałem je po okazyjnych cenach gdzieś w parszywych zakamarkach portu), mogliśmy więc być pewni, że nie zmyje ich pierwszy deszcz. Czyli w sumie wychodziło na to, że naszą dzisiejszą akcję sponsorowała la Fantasmagoria, co za ironia losu. Zaciągam się petem, bo skoro Morgan zaczyna malowanie murów, to odbieram od niego fajeczkę, żeby mu było wygodniej oczywiście. Nie wiem ile to trwa, czas mierzę na przyspieszone bicie serca, ale kiedy wreszcie kończy i ja odwracam się w kierunku tego majstersztyku, przesuwając spojrzeniem po koślawych literach; parskam cichym śmiechem, ładnie to wymyślił - Nooo, prawdziwe dzieło sztuki, jestem pełen podziwu - kiwam z uznaniem łbem, po czym wyrzucam kiepa, wgniatając go butem w brudny chodnik - Dobra, zbierajmy się stąd zanim się ktoś napatoczy - łapię Morgana za łokieć i ciągnę w bliżej nieokreślonym kierunku, a potem obydwoje rozmywamy się w mroku dzisiejszej nocy.

/ztx2 --> tutaj




Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : 3
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]08.02.21 22:38
Cała akcja spaliła na panewce. Zagoniona w kozi róg musiała pilnować, żeby zdradzić możliwie jak najmniej informacji. Myślała, że poznała Keata dostatecznie dobrze, żeby nie mieć problemów. Jednak nie spodziewała się tego, że na jednej z ulic będzie dane jej poznać jego siostrę o której istnieniu nie miała pojęcia. Co prawda, poznała wcześniej Philippę, ale to była inna kwestia. Kwestia, na którą nie była gotowa. Poszukiwanie informacji skończyło się, zanim tak naprawdę je zaczęła. Uświadamiała to sobie z każdą chwilą coraz bardziej. Traciła tylko tutaj czas. Nie tylko swój, ale i jej. Wystawiając siebie na niebezpieczeństwo.
- Wystarczająco dokładnie. - zaprzeczyła unosząc kącik ust ku górze, trochę ironicznie, rozbawiona własnym doborem słów. Uniosła brwi na kolejne padające w jej stronę słowa. - Potrafię o siebie zadbać. - odpowiedziała, prychając i wywracając oczami. Ta dyskusja naprawdę miała coraz mniej z tego, czego właściwie potrzebowała. Próbowała przekonać ją, uspokoić choć trochę. Ale ta droga była ślepym zaułkiem. Pozostawanie na miejscu, mijało się z celem, a jednocześnie odnosiła nieodparte wrażenie, że kobieta nie pozwoli odejść jej tak łatwo. Świadczyła o tym buntownicza postawa i wypowiadane słowa. Musiała znaleźć jakiś sposób, który nie zmuszałby jej do rozpoczęcia potyczki, czy rzucania zaklęć unieszkodliwiających w jej kierunku. Wiedziała, że odpowiedzi nic jej nie dadzą. Nawet, sam fakt jej pojawiania się w Dokach mógł przynieść jej problemu, dlatego milczała. Wysłuchała kolejnych pewnych słów mierząc z góry czarownicę, która je wypowiadała. Buntownicza postawa nadal pozostawała taka sama, choć wydawała się trochę spokojniejsza.
- Dobrze. Ja mogę je zignorować. W twoim terenie. Pośród twoich ludzi. - odpowiedziała przekornie, irytując się coraz mocniej zawziętością kobiety. Znała swoją siłę, by wiedzieć, że w walce na jeden niewielu jest w stanie stawić jej czoła. Uniosła jedną z brwi by po chwili westchnąć krótko. Wystosować propozycję naiwnie licząc, że ta pozwoli im rozstać się w prowizorycznej ugodzie. Myliła się. Skrzywiła odrobinę usta, słuchając następnych słów. Ale ostatnie ze zdań sprawiło, że najpierw uniosła brwi ku górze, by zaśmiać się prawdziwie rozbawiona odrzucając głowę do tyłu.
- Dobrze więc. - zgodziła się nie przestając się uśmiechać. - Powiedz mu. A później niech przyjdzie i pozwoli mi pożałować. Będę czekać. - zapewniła że spokojem, wyciągając z płaszcza różdżkę. - [Teraz cię zostawię. Nie mam czasu na dłuższą pogawędkę. Abesio.[/b] - wypowiedziała zanim kobieta zdążyła zareagować. Nie musiała zniknąć daleko, wystarczyło, żeby zniknęła jej z oczu. Choć obszar zaklęcia nie był szeroki, to w Dokach, wśród ludzi nie dało jej się wyśledzić, kiedy dostanie chwilę by ponownie zmienić twarz i kolor ubrań. Teleportowała się na dach jednej z kamienic. Odetchnęła cicho, spoglądając na niebo. Dzisiaj nie miała czego tu szukać. Musiała wrócić tu kiedy indziej i pilnować, by ponownie nie natknąć się na siostrę Keatona.

| zt



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58
UROKI : 37
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 13
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]01.06.21 13:52
19 XI

Obiecał sobie, że nie postawi nogi w pobliżu Parszywego, więc gdy tylko dostał się do doków, skręcił w tamtą stronę; daszek krzywo założonego kaszkietu, nasuniętego zbyt nisko na czole, rzucał cień na jego twarz. Nie potrafił powstrzymać niejednoznacznego grymasu, którym wykrzywiły się usta, kiedy tylko znalazł się obok miejsca będącego mu domem przez tak długi czas; to, co zostało z szyb, było może pozornie niewielką zmianą - ale to wystarczyło, by wyobraźnia podszeptywała, w jakim stanie musi znajdować się reszta wnętrza.
Dłonie wetknięte do kieszeni obszernej szaty zacisnęły się mocniej, półksiężycowymi śladami po wbitych w skórę paznokciach okazując głębokość gniewu; a to był tylko budynek - list, który odczytał kilka dni temu, ten nakreślony znajomą dłonią, sprawił, że treść żołądka podeszła mu do gardła.
Jeśli wcześniej Ministerstwo jedynie wygrażało się pięścią, to teraz w stalowym uścisku pochwyciło tych niepotrafiących podporządkować się absurdalnym regułom; odebrali im wszystko - w tym ziemię, która miała być niczyją. Namiastkę wolności.
A jemu - nadzieję na to, że nie wychylając się mogą czuć się tu bezpiecznie.
Szarpnięciem pociągnął za rękaw peleryny, gdy tylko przekroczył próg pracowni szkutnika; w głowie wciąż miał ten sam obraz - obraz celi wypełnionej osobami, które były dla niego jak najbliższa rodzina, choć nie ze wszystkimi łączyły go więzi krwi. Poczuł ucisk na klatce piersiowej, gdy próbował nabrać tchu. To nie były już tylko majaki umysłu uwięzionego w koszmarze, lecz rzeczywistość.
Niemrawo przywitał się z pochylonym nad papierem starcem, który nanosił różdżką poprawki na szkicu łodzi - oderwał się od pracy dopiero po chwili, po czym skinął na Burroughsa, mamrocząc chodź tu, chłopcze. Rozdysponowanie dzisiejszych zajęć zajęło mu dłuższą chwilę, skrupulatnie przygotowana zawczasu lista rzeczy do załatwienia miała kilka pozycji więcej niż wczoraj. Keat wysłuchał tego w ciszy, próbując uporządkować to sobie w głowie i ustalić kolejność działań.
Od kilku dni pomagał w warsztacie w zastępstwie za swojego znajomego; choć o sztuce tworzenia łodzi nie miał najmniejszego pojęcia, to tego typu wiedza nie była niezbędna, by asystować szkutnikowi, ani tym bardziej - by odebrane od niego dokumenty i zamówienia dostarczyć w odpowiednie miejsca w porcie.
A zapłata okazała się więcej niż zadowalająca. Jak na jego standardy.
Właściwie planował zacząć od wizyty u współpracującego z Marchandem alchemika, żeby uzupełnić braki w miksturach niezbędnych do impregnacji drewna, ale fachowiec potrzebował go na miejscu; o ile umysł wciąż miał lotny, to spracowane dłonie, powykrzywiane reumatyzmem, a także plecy dające o sobie znak za każdym razem, gdy się pochylał, znacznie ograniczały jego mobilność. Wyręczał się więc pomocnikami.
- W pokoju obok, pod szarą plandeką, jest łódka, którą trzeba zakonserwować na zimę, przenieś ją różdżką na stanowisko, tutaj - skinięciem głowy wskazał drewnianą konstrukcję, podwyższenie, o które można było oprzeć szalupę. - Pokryjesz ją trzema warstwami eliksiru zabezpieczającego, byle dokładnie i starannie, kolejną warstwę nałożysz dopiero po trzech godzinach, kiedy poprzednia zdąży się wchłonąć, a w międzyczasie zajmiesz się pozostałymi sprawunkami. Ja muszę skończyć dzisiaj ten rozpoczęty projekt - dodał jeszcze, poprawiając się na krześle; wystudiowanym ruchem przygładził trójkątną brodę, a skryte za okularami spojrzenie pomknęło na powrót w stronę pergaminu zajmującego niemal połowę blatu.
- Właściwie jak długo się tym pan zajmuje? - zapytał pod wpływem impulsu, chcąc zająć myśli czymkolwiek innym niż zdarzeniami w Pasażerze; zdążył już wyczuć Marchanda - wiedział, że szuka każdej sposobności do rozmowy, do rozwodzenia się na temat jakości tworzonych przez niego łodzi. O ile w innych okolicznościach Keaton po prostu by się wyłączył, słysząc monolog o łodziach, to jednak teraz sam chciał go zainicjować; przypomniał sobie również o zakonnej łódce i o pytaniach Billy'ego.
Opowieść o sześciolatku pomagającym ojcu przy naprawach łodzi miała w sobie tyle detali, że Burroughs przez chwilę zastanawiał się, czy Marchard naprawdę tak dobrze pamięta swoje dzieciństwo, czy może uzupełnia wyrwy we wspomnieniach wiarygodnymi wstawkami. Może nawet nieświadomie.
Szalupa znalazła się już na właściwym miejscu; na swoistego rodzaju podeście, gdzie uwypuklała się w pełni okazałości - i wad. Podniszczone drewno służyło już bez wątpienia sporo czasu.
Zanurzył pędzel w gęstej mazi o żywicznej fakturze, słuchając dźwięku subtelnego kreślenia różdżką po papierze - i opowieści, które przeniosły go do dziewiętnastowiecznego portu.
Oczyścił zaklęciem poszycie kadłuba, by zaraz potem ostrożnie nanieść nań pierwszą warstwę - równomiernie, kawałek po kawałku, płynnymi ruchami zręcznych dłoni.
- A gdyby miał pan powiedzieć, do czego to wszystko się sprowadza, tak w dużym uproszczeniu... żebym nawet ja mógł to jakoś zrozumieć? Chodzi mi o cały ten proces - zaczyna się od pomysłu w pana głowie, potem szkicuje go pan na kartce i... co dalej? Skąd wie pan, jakie materiały wybrać? To jest już wiadome na samym początku, kiedy zaczyna pan wymyślać sobie łódkę? Czy dopasowuje pan to później? - gdy poprzedni wątek urwał się w ciszy, Burroughs zainicjował kolejny temat, ten, który najbardziej go interesował.
Tak wyczerpującej odpowiedzi się jednak nie spodziewał.
Wzmianki o egipskich łodziach i kosztownych materiałach z dalekich stron, o mahoniu czy teaku, nieszczególnie go interesowały - koncentrował się więc na doczyszczaniu wnętrza szalupy, pozwalając słowom płynąć gdzieś obok. Wyostrzył jednak słuch, kiedy tylko Marchand zaczął rozwodzić się na temat uniwersalności pożądanych cech drewna do budowy właściwie każdego rodzaju statków. W gruncie rzeczy liczyło się ponoć tylko to, by konkretny gatunek był odporny na różnorodne czynniki zewnętrzne (jak słona i słodka woda, czy grzyby i szkodniki drewna); by cechował się dużą elastycznością i wytrzymałością. Niekorzystnym, natomiast, była podatność na butwienie, duża rozszerzalność pod wpływem zmiennej wilgotności, czy w końcu kruchość pewnych gatunków.
- A na jakie drewno najczęściej się pan decyduje? - wiedział, że choć szkutnik z namiętnością perorował o cedrze czy jakiejś sambie, to jednak pragmatyczność i ograniczanie kosztów zmuszały go do wyboru możliwie taniego, lokalnego gatunku.
Pędzel sunął po fakturze łodzi, której kolory ożywiały się, nasycone lepką mazią.
- Dąb, mój chłopcze, nie bez kozery zresztą; ma doskonałe właściwości mechaniczne, jest bardzo odporne na butwienie i szkodniki drewna dębowego... używa się go już od dawien dawna. Ba, jest tak trwały, że wciąż możemy podziwiać doskonałe konstrukcje kadłubów z XI wieku... największa jego wada to trudność obróbki, ale da się go obłaskawić magią. Jak skończysz z pierwszą warstwą, podejdź do mnie, pokażę ci coś - ledwie kilka minut później, po zabezpieczeniu eliksiru, i oczyszczeniu pędzla, przywołana accio książka wylądowała na kolanach Marchanda. - Spójrz na ten pień, na przekroju łatwo zauważyć, że składa się z nie jednego, a dwóch rodzajów drewna - biel, czyli ta zewnętrzna, podkorowa warstwa zupełnie nie nadaje się do celów szkutniczych, butwieje naprawdę szybko. Nas interesuje wyłącznie twardziel, czyli kremowa, wewnętrzna warstwa - jest tym cenniejsza, im mniejsze są pierścienie rocznych przyrostów - kniga została zatrzaśnięta, wzbiła drobinki kurzu, które zawirowały w krtani wraz z zaczerpniętym oddechem. - Skąd to zainteresowanie? - owe błysnęło i w modrych oczach.
- Kto wie, może kiedyś zrobię panu konkurencję - odparł lekko, wzruszając ramionami; staruszek znał się jednak na ludziach na tyle, by nie uwierzyć w te słowa. Znał też wielu takich jak Keat - specjalistów od wszystkiego i niczego, pracujących w przypadkowych miejscach, ledwie chwilę, nim życie zrzuci ich z dotychczasowego kursu, popychając w inną stronę.
- Najpierw naucz się odróżniać sosnę od dębu, a potem porozmawiamy o konkurowaniu; ale dobrze, ten eliksir na razie musi się wchłonąć, zajmij się teraz zamówieniem brakujących fiolek, będą nam jutro niezbędne - tak więc Burroughs zrobił.
Po wyjściu z warsztatu wyminął uśmiechającą się do niego mało subtelnie blondynkę, od której wdzięków trudno było odwrócić uwagę, a potem ruszył w kierunku magazynów; dwie uliczki dalej mieszkał alchemik, od którego odebrał flakoniki tak ciężkie, że sowa nie miałaby szansy dotaszczyć ich za jednym lotem. Zabrał się więc za to on.
Czas mijał, a Keat odhaczał kolejne powierzane mu zadania - w końcu zabrał się też za drugą warstwę impregnatu; nie musiał zadać kolejnego pytania; staruszek sam podjął temat, tym razem opowiadając o mchu, którym uszczelnia się łódki. O klamrach i ich rodzajach. A także o magicznych wynalazkach, których w dokowych konstrukcjach nikt nigdy nie stosuje - tego ostatniego nie próbował nawet zrozumieć.
Kilka godzin później, tuż przed wyjściem, Marchand wręczył mu skończony szkic, prosząc o zrobienie zaklęciem dwóch kopii i wysłanie oryginału na adres zapisany na świstku kartki.  
Gdy on zajął się sprzątaniem swojego stanowiska pracy, Keat zrobił jedną kopię więcej, chowając ją do kieszeni luźnych spodni - pozostałe odłożył na półkę z dokumentami, a oryginał wsunął do koperty, uprzednio zaadresowanej.
To nie była łódka najłatwiejsza do wykonania - ale wierzył w to, że Moore jakoś sobie poradzi z odwzorowaniem być może nieco uproszczonej wersji.
Nadarzyła się okazja, więc z niej skorzystał.

zt



from underneath the rubble,
sing the rebel song
Keat Burroughs
Zawód : rebeliant
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
some days, I feel everything at once, other - nothing at all. I don't know what's worse: drowning beneath the waves or dying from the thirst.
OPCM : 25
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 23
Genetyka : Czarodziej
I will survive, somehow I always do
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7770-keaton-burroughs https://www.morsmordre.net/t7784-sterta-nieprzeczytanych-listow#217101 https://www.morsmordre.net/t7786-casting-shadows#217131 https://www.morsmordre.net/f128-oaza-chata-nr-69 https://www.morsmordre.net/t7785-skrytka-bankowa-nr-1866#217105 https://www.morsmordre.net/t7787-keaton-burroughs#217189
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]28.06.21 19:16
- Oczywiście, że zauważyła, ale wie jak to w Londynie jest… zresztą, wie, że mnie nie tak łatwo się pozbyć, prawda? Zawsze wracam. No zobacz, nawet tutaj do ciebie. Myślałeś, że się mnie pozbyłeś przez ostatnie dwa lata, a tutaj się pojawiam z powrotem - stwierdził, uśmiechając się wesoło i starając się naprawdę grać jak najlepiej. W końcu po co miał kogoś jeszcze martwić tym wszystkim co miało miejsce?
- James mi opowiedział - skłamał dość gładko, chociaż było to też… no cóż, banalne kłamstwo. - Rozmawiałem też z Marcelem na ten temat… no i widziałem innych więźniów, nie? - dodał, może minimalnie plącząc się w zeznaniach, tym bardziej że jego przyjaciel… czy on coś podejrzewał? Nie, nie mógłby podejrzewać. Skąd by miał wiedzieć, że kłamał?
- Tak, tak. Było w gorszym stanie, ale mi złożyli zanim wy… jak wyszedłem - urwał, poprawiając się i próbując ukryć to poprawienie zwykłym chrząknięciem, jakby mu się zwyczajnie słowa pomieszały. Uśmiechnął się zaraz wesoło znów. - i poszedłem do portu. Yvette Baudelaire, znasz? Wspaniała kobieta, naprawdę. Chociaż zaleceń jest mi ciężko przestrzegać. No i nie mogę za bardzo tańczyć… to też jest średnie - stwierdził, zaraz się krzywiąc na słowa o tym szlachcicu… Naprawdę potrzebowali jeszcze kłamać na takie tematy? Wynoszenie kogoś do rangi bohatera… Takie typowe. Dziwił się jak bardzo szlachta mogła się różnić między sobą, naprawdę tego nie pojmował.
- Tyle dobrego, że gryzie teraz piach - stwierdził, chociaż stanowczo rozmowa ze Steffenem nie pomagała mu się rozchmurzyć. Schodzili na stanowczo zbyt pochmurne tematy.
Spokojnie, zadbałbym, żeby nie było ci żal. A może Marcel i James by ci opowiedzieli, co odjebałem… Jak sprzedałem jeszcze ludzi teraz, chociaż tego nie wiedzą akurat…
- Ciężko jest się mnie pozbyć, już mówiłem, prawda? W Tower przez cały dzień były egzekucje… chyba w okolicach 19 listopada? Nie pamiętam daty… może kilka dni później? Jakoś nie czułem upływu czasu, wiesz… Zresztą, najważniejsze, że to nie ja trafiłem wtedy na plac, prawda? - rzucił z szerokim uśmiechem.
Nie ja trafiłem. Trafił za mnie jakiś dzieciak.

Pozwolił Steffenowi przejąć dzieciaki, samemu przygrywając ciszej melodię, tak aby dzieci miały i historie, i nieco muzyki - a kiedy dostały jedzenie wydawały się być najszczęśliwsze. Oj tak, pamiętał dokładnie jak sam się czuł, kiedy w Hogwarcie jego oczom ukazał się obficie zastawiony stół…
Czy teraz wciąż było tam tak bogato? Czy wciąż dzieci mogły jeść ile i czego chciały? W przeciwieństwie do regionów Anglii, Szkocji… Devon też wydawało się być niezwykle biedne. To wszystko ta pieprzona wojna. Wojna za wojną poganiała wojnę! I po co to wszystko? Co to go obchodziło jaką kto miał krew i gdzie mieszkał? Jakieś pierdolone dziady coś sobie ubzdurały i zaczynały mordować ludzi! Dokładnie tak to widział. Dlaczego niby te dzieci miały płacić i chodzić głodne? Dlaczego miały się bać… Chociaż ta groza, którą im opowiadali mogła równie dobrze być chlebem powszednim dla nich.

- Ależ mój drogi Bertie… Jesteś zaręczony w tym wieku? Proszę cię… Nie flirtujesz jako Steffen tylko jako starszy pan. I nie chcesz przecież nikogo uwieść a być miły i zacząć konwersacje, prawda? - powiedział podczas drogi na odpowiednią ulicę. Oczywiście, że gdyby Jeanie żyła… Cóż, prawdopodobnie wciąż przy takiej sprawie jak ta, spróbowałby flirtować, choć równie szybko by przepraszał swoją żonę. Z drugiej strony czy Jeanie nie chodziłaby tutaj z nimi? Nie starałaby się pomóc i jemu, i Steffkowi, i Marcelowi…
- Więc Celine jest półwiłą? Ach, to wyjaśnia list Marcela… Hej, ale może w końcu wyjdzie kiedyś… Wiesz, na pewno nie była wyczytana podczas tej egzekucji. Wciąż pamiętam kilka imion… Chociaż rzeczywiście nie była też w celi niedaleko mnie… - dodał, bo tak naprawdę nie mógł też zapewnić, że podczas tej egzekucji nie zostało wyczytane jej imię - ale to zawsze była jakaś cicha nadzieja, która pozwalała wierzyć, że świat nie był aż tak niesprawiedliwy, prawda? Zawsze mogło być gorzej, zawsze ktoś mógł stracić życie…
Dostrzegając grupę dam, które z pewnością by dały za odpowiednią kwotę knutów lub galeonów, ruszył w ich kierunku, ciągnąc za sobą Steffka. Wyraźnie o tej porze ulica nie była zbyt popularna, ani tym bardziej ruchliwa, ale im to wcale nie przeszkadzało.
- Oho! Bertie, mówiłem ci, że to piękne damy się tutaj tylko spotyka - powiedział nieco oburzony, odwracając się do swojego brata-nie-brata, zaraz uśmiechając jednak do kobiet. - A piękne damy również mogą być zagrożone przez taką jedną lady Black, która już jest dość znana z wtrącania urokliwych czarodziejek do Tower! Zazdrości im urody, czasem ma taki kaprys… - mówił, marszcząc brwi i po chwili kręcąc głową, jakby chciał odegnać podobne myśli. Zaraz wyciągnął do kobiety dłoń z ulotką.
- Aquila Black na Connaught Square chce rozdawać jedzenie za darmo, ale ostrzegam piękne panie, że jest to podstęp. W Tower nie tak dawno temu odbyły się nowe egzekucje skazańców… i… Oh, przepraszam… Ja… to wciąż świeże. Moja wnuczka tam była jedną… jedną ze skazanych… - mówiąc, nagle urwał, odwracając twarz od kobiet i zaraz zasłaniając się dłonią, zupełnie jakby potrzebował momentu. Pociągnął nosem kilka razy, dało się słyszeć jego oddech, który był jakby płytszy. Zamrugał kilkukrotnie, w rzeczywistości wyobrażając sobie to, jaki los mógłby spotkać jego rodzinę… do czego nie mógł dopuścić…
Odwrócił się do prostytutek z zeszklonymi oczami.
- Przepraszam, to wciąż… wciąż straszne myśleć o tym. Ale trzeba młodych ostrzec, i każdego w potrzebie! Lady Black przygotowuje posiłki z użyciem… ciał… i krwi skazańców. Gotuje posiłki na ludzkim mięsie, rozdając to wszystko w miejscu, w którym ci ludzie umarli! Przepraszam, że o takich rzeczach mówię przy tak pięknych damach… Proszę, abyście na siebie uważały. Ja jestem już stary, już bliżej mi śmierci niż długich lat życia, ale moja wnuczka… Ona miała całe życie przed sobą… - mówił po chwili znów odwracając głowę i odchodząc kawałek dalej, rzucając ciche „przepraszam, potrzebuję momentu”, aby nie wychodzić wiele bardziej ze swojej roli.


Wręczone ulotki:


Do każdego, komu życie miłe

-->Connaught Square jest miejscem, w którym każdy z nas może stracić życie - i miejscem, w którym wielu z nas straciło bliskich.

Aquila Black drwi z naszych żyć, przychodząc w najbardziej uciążliwy miesiąc roku i dla własnej uciechy rozdawać jedzenie nam, którzy nie mamy go pod dostatkiem. Rozdaje jedzenie w miejscu, w którym morduje nas i z uciechą chce patrzeć jak zniżamy się i upadlamy tylko po to, aby dostać kawałek chleba - coś, czego osoby pozbawione życia nie doświadczą, a do których możemy dołączyć.

Szlachta nie ma szlachetnych serc - szuka sposobu, aby wyplenić i zabawić się kosztem tych pod nimi. Musimy zadbać o swoje bezpieczeństwo i nie pozwolić, aby drwiono w taki sposób z miejsca, w którym każdy z nas może stracić życie za niewinność.

Fałszywa dobroczynność może być zasadzką do masowej egzekucji i rzeźni. Ostrzeżcie rodziny i przyjaciół - nie ufajcie zupie z trupa.


Kokieteria i kłamstwo na II



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Ulica Zapomnianych Córek - Page 3 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]28.06.21 21:40
stąd

-James też był w Tower? - szeptał Steff, gdy szli Ulicą Zapomnianych Córek. Zmarszczył brwi i aż pobladł ze złości. James nic mu nie powiedział?! Czy to rodzinna cecha braci Doe?! Najpierw Marcel, potem Tomek, teraz James. Napisze mu sowę, żeby sobie nie myślał! Przed wojną wysłałby nawet wyjca. Pieprzony Londyn, pieprzone kłamstwa, pieprzona śmierć wokół, zaraz te szuje wymordują wszystkich jego kolegów.
-Zanim wyszedłeś? - uniósł lekko brew, co za dziwne przejęzyczenie. Spojrzał prosto w oczy Thomasa, z mieszaniną troski i zdziwienia. Nie był nawet świadom, że Doe nadmiernie mu się tłumaczy - ufał swojemu przyjacielowi, choć nie widzieli się dwa lata. Dwa lata...
W głębi duszy poczuł, że coś mu tu może nie gra, ale odstawił te myśli na bok. Mieli zadanie do wykonania!

-Racja, jestem Bertiem! Trochę nie umiem flirtować, zwłaszcza z takimi paniami, ale po prostu poobserwuję ciebie, Joe. - zaproponował. -To dobrze, że Celine nic się nie stało! Nie znam jej dobrze, ale Marcel mówił, że jest półwilą - no i sam widziałeś, nawet dzieci ją pamiętają! - wyjaśnił prędko sprawę Celine i uśmiechnął się z ulgą, gdy Thomas zapewnił, że panna Lovegood wciąż żyje. Oczy miał jednak smutne - ile osób zginęło, w takim razie? Najpewniej niewinnych? Steffen nie wierzył już w żadną sprawiedliwość.
Thomas zaczął rozmawiać z prostytutkami, które nie należały ani do młodych ani do pięknych wedle powszechnych standardów, szczególnie wedle standardów Steffena. Jedna z nich spojrzała na Joe z uniesionymi brwiami, jakby zastanawiała się, czy staruszkowi poplątało się już w głowie. Druga, nieco starsza i rudowłosa, najpierw przyglądała mu się niepewnie, ale ostatecznie zatrzepotała rzęsami i rozciągnęła usta w szerokim uśmiechu. Nie przejęła się nawet dziurą po złotym zębie - złoto było cenne, Lola sprzedała go niedawno.
-Och, no co pan...! - rzuciła kokieteryjnie. -Gdzieżby jakaś piękna lady uznała n a s za konkurencję... - rzuciła z lekkim powątpiewaniem.
-Mój przyjaciel dobrze prawi! - wtrącił się szybko Steff. W przeciwieństwie do Thomasa, nie próbował kokietować pięknych pań - nie potrafił. Potrafił za to łgać, jak z nut - a kłamstwa już przecież przemyśleli.
-Szlachta jest konserwatywna, nie? Na pewno im się nie podobacie. Jakiś szlachciur prowadzi zresztą Wenus, a wy jesteście konkurencją. - przepraszam, panie Francis-Morgan. -Ostatnio zamknęli Parszywego, bo nie podobało im się picie, zamknęli Celine bo ona im się nie podobała, kąpią się w krwi mugolskich dziewic, ale jak zabraknie w mieście mugolek i dziewic - a właśnie zabrakło, nie? - to pewnie zwrócą swój wzrok tutaj. Co, jeśli chcą was zagnać na Connaught Square by wszystkich aresztować? Kobiety, biedotę, ludzi, których nikt nie obroni. Ludzi, z których zrobią zupę, by ucztować na trupach gdy zabrakło im kawioru ośmiorniczek... wszystko z powodu wojny, którą sami wywołali! - wyjaśnił Steff.
-Zupę... z czego? - jęknęła Maggie, starsza z prostytutek. Lola zerkała przez jej ramię na list wręczony przez Thomasa.
-Z trupa. - wyjaśnił Steff. -Gdy jest głód, każde mięso jest na wagę złota. Myślicie, że daliby nam prawdziwe mięso? Jest drogie!
Lola zbladła nagle.
-Maggie, Maggie, pamiętasz jak Jenny umarła? Parę miesięcy temu! Nigdy nie znaleźli jej ciała...* - szepnęła. -Myślisz, że oni już wtedy...?
Steffen nie rozumiał, kim była Jenny, ale szybko podchwycił temat.
-Myślę, że nic nas nie powinno zaskakiwać. Już długo żyję na tym świecie, są na nim potworności o jakich nam się nie śniło. Przykro nam z powodu Jenny, drogie panie. - skłonił się lekko, niczym prawdziwy starszy gentleman. -Uważajcie na siebie, proszę.





kłamstwo II, płynne srebro 2/5,
*Steff o tym nie wie, ale koleżanka tych pań naprawdę zniknęła
/zt x 2, idziemy tutaj


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]21.08.21 21:37
7 stycznia, rok 1958

Z każdego zakątka ziało upodleniem. Krwistoczerwone witryny i kręcące się za szkłem młode damy, które zerkały na przechodniów zachęcająco, zapraszały bezpruderyjnych mężczyzn i kobiety w progi brudnych przybytków cielesnej uciechy. W czasie wojny tylko ten interes wydawał się trwać bez zmian. Samo przebywanie w tym miejscu sprawiało, że czuła się brudna i nie warta złamanego knuta. Jej praca wymagała jednak niecodziennych czynów i bywania w nawet najdzikszych miejscach.
Musiała zamaskować wszelkie oznaki bycia kobietą, blond pukle ukryła pod materiałem ciężkiego kaptura, zaś wokół ust oraz nosa zawinęła przeplataną srebrną nicią, czarną chustę. Środki bezpieczeństwa nie miały dawać ochrony, a zapobiegać ewentualnym nieprzyjemnościom związanym z zaczepkami panów tam przebywającym, bo jednak niecodziennym był widok zdrowej, zadbanej i w miarę najedzonej kobiety, nie w czasach jakie nastały.
Skryta w cieniu, oczekiwała na swój kontakt, znajomą sprzed lat, która w swoim arsenale posiadała wiele przydatnych informacji, a co najważniejsze równie skutecznie potrafiła takowe z czarodziei wyciągać. Od kilku dni na własną rękę przesłuchiwała pewnego mężczyznę, dalej milczał; powoli traciła cierpliwość, z każdą cenną minutą oddalając od upragnionych faktów. Nie była tak doświadczona, jak pracownicy London Tower, nie znała tak wielu zaklęć łamiących bariery ludzkiej psychiki i co najgorsze, czasami miewała wyrzuty sumienia, jakby całkowicie nie wyzbyła się hamujących człowieka słabości. To doprowadzało Heidrun do szału, traciła kontrolę, szalała z powodu swych własnych braków. Wynajęcie Rity okazało się koniecznością.
Wkrótce znajoma postać zjawiła się na ulicy, delikatnie marszcząc brwi w geście poirytowania, ruszyła w jej stronę, szybko zrównując się z znajomą.
- Naprawdę nienawidzę tego miejsca - rzuciła ponuro, witając brunetkę szybkim kiwnięciem głowy - Gdy byłam młodsza ojciec często mówił mi, że jeśli nie będę się wystarczająco starać to sprzeda mnie do jednego z nich - dorastając zrozumiała, że to wcale nie były żarty, a Viggo jest gotów do najgorszego, wszystko by nie zszargać wieloletniej tradycji rodu, jeśli trzeba Heidrun postąpiłaby ze swoją córką w ten sam sposób.


Þat er þá reynt,
er þú at rúnum spyrr inum reginkunnum, þeim er gerðu ginnregin ok fáði fimbulþulr, þá hefir hann bazt, ef hann þegir

Heidrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw, tworzy własne artefakty
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
i n s p i r e d
by the fear of being

a v e r a g e
OPCM : 16
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10374-heidrun-borgin https://www.morsmordre.net/t10467-skadi#317303 https://www.morsmordre.net/t10458-im-so-much-more-than-loyal#316768 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10471-skrytka-bankowa-nr-2310#317320 https://www.morsmordre.net/t10461-heidrun-borgin#316992
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]21.08.21 23:54
Dzielnica portowa służyła mi najlepiej wieczorami, gdy to pijani marynarze usypiali w kątach szemranej opinii lokali, a ich kompania była gotowa podzielić się każdym sekretem za odpowiednią opłatą, lub nawet bez niej, gdy tylko obiecało im się wystarczająco. Czerwone światła tego miejsca zaś nie kusiły mnie, abym szła w stronę tych kobiet, opierała się ich wdziękom. Nic dla mnie nie znaczyły, tak samo jak ich los i późniejsze życie, które obserwując tę ulicę rozpusty, zapewne skończyć się miało w dłoniach pijaczyny, który zbyt sfrustrowany, że członek mu nie staje, pozbawi którąś marzeń i oddechu. Frustracja żołnierzy o dobro tego kraju przelewała się rynsztokiem, gdy to krew ze złamanego nosa płynęła w dół po brukowej kostce, mieszając się ze spermą i wybitymi zębami innego łotra. Po drugiej stronie tego kurwidołka dostrzegłam dawną znajomą. Borgin zdawała się być głęboko zaniepokojona tym miejscem i to do tego stopnia, że pod ciężkim kapturem ukrywała blond włosy i część słodkiej buźki. - Nie podoba ci się? - spytałam, uśmiechając się tylko prawym kącikiem ust. - Może są tu szczęśliwe, spójrz - akurat wskazałam palcem na jedną z kobiet, która wdzięczyła się pod jedną z latarni do spoconych mężczyzn w kożuchach. Dygotała z zimna, bo chociaż ulice pokryła warstwa zmrożonego śniegu, tak ta odkrywała zbyt wiele, a zimno dopadało jej uda. - Ta odkryła swoje powołanie - nie było mi do śmiechu, sama chciałam przemknąć i odejść stąd, nie lubiłam tłumów, od zawsze tak było. Przyspieszyłam kroku, pewna, że Borgin jest w stanie mnie dogonić. Byłam szybka, ale nie chciałam przecież biec, nie było takiej potrzeby. Różdżkę trzymałam blisko siebie, szykując się na wykonanie zlecenia. O moich talentach do legilimencji wiedziało zaledwie kilka osób na tym świecie. Towarzyszka musiała zdawać sobie sprawę z tego, że potrafię wyciągać z ludzi informacje, ale o tej umiejętności wolałam nie wspominać ani jej, ani nikomu oprócz śmierciożerców i Augustusa. No i oczywiście mojej ukochanej Cassandry, ale jej powierzyłabym i własne życie, bez oporów oddała się w jej dłonie. Nie odpowiedziałam na historię o rodzicu. Nie lubiłam komentować, ani tym bardziej żartować z podobnych sytuacji. - Masz tu prezent - powiedziałam, wręczając kobiecie zgiętą na cztery kartkę z danymi, o które mnie prosiła. Wydobycie ich nie było najłatwiejsze, ale nawet nie wgłębiałam się w znaczenie słów, Heidrun na pewno zdawała sobie sama z nich sprawę, patrząc na zawód, jakim się parała. - Trzeba go przesłuchać, tak? - upewniłam się, unosząc brew do góry, jednak używając dalej podmiotu domyślnego. - Prowadź mnie - nie chciałam tracić czasu na gapienie się na kobiece piersi, ocierające się o oszronione szyby witryn.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Ulica Zapomnianych Córek [odnośnik]02.09.21 21:26
Nawet ona czuła namiastki współczucia; nigdy go jednak nie okazywała, kierując prostymi zasadami jednak kobiety w witrynach wzbudzały w niej swego rodzaju smutek i pożałowanie. Nie wiedziała co musiałoby się stać, by sama powzięła tego typu zawód; głód mógł być jednym z motorów napędzający, ale obrzydzenie, jakie odczuwałaby po każdym z napotkanych na swej drodze klientów najprawdopodobniej okazałaby się dużo bardziej wyniszczający od nieprzyjemności fizycznej natury. Już lepiej skutecznie i szybko skończyć własne istnienie niż parać zbrukaną profesją. Kątem oka spojrzała na podstarzałą prostytutkę, która nie dawała się już chyba nawet do obsługiwania brudnych marynarzy w otaczających je przybytkach. Zmarszczyła brwi, starając ukryć współczucie, które przez moment w niej kiełkowało, nie miała jednak czasu na dalsze rozmyślania, czas naglił, a każdy czarodziej spotykał na swojej drodze problemy. Taki już ich niewdzięczny los.
Przyśpieszyła nieznacznie, zrównując krok z Ritą; właśnie dlatego korzystała z usług brunetki. Szybko, sprawnie, bez zbędnych pytań i niepotrzebnych odpowiedzi; potrzebowała dyskrecji, wyjścia poza szeroki radar bystrego oka swego ojca, który z dnia na dzień wydawał się wiedzieć o tym czym się zajmuje i do czego dąży co raz więcej. Karteczkę schowała w wewnętrznej kieszeni swego płaszcza, tuż przy sercu, przyklepując ją jeszcze prawą dłonią, jakby próbując upewnić siebie samą, że tam jest.
- Nie myślałam, że kiedykolwiek to komuś powiem, ale jesteś niezastąpiona - lekki, nietypowy dla Heidrun uśmiech zawitał na jej twarzy, nie wiadomo jednak było czy cieszy się z znajomości, jaka niosła ze sobą wielkie korzyści czy z samej informacji, która przyjemnie paliła gdzieś na wysokości piersi.
- Pomimo wszystkiego co się o nim dotychczas dowiedziałam, nie chciałabym go za bardzo - przerwała na moment szukając w umyśle odpowiedniego słowa - uszkodzić - skręciła w boczną uliczkę, kierując do brudnego lokalu, gdzie w jednym w wykupionym przez nią pokoi znajdował się nieznajomy. - Może mi się jeszcze przydać, a i nie chciałabym za bardzo ubrudzić swych rąk - mruknęła, przekraczając próg podstarzałego przybytku. Nie było tam nikogo, tylko bezzębny barman po raz tysięczny polerował szklankę, która lata świetności miała dawno za sobą. Kiwnęła do niego głową, bez zbędnych słów kierując na piętro, stare schody trzeszczały złowieszczo, zupełnie jakby cud trzymał je w całości. Dalej, ciemnym korytarzem, aż do pokoju na samym końcu. Z kieszeni płaszcza dobyła mały, posrebrzany kluczyk, który przekręciła. Coś było jednak nie tak, czuła to głęboko pod skórą, nie powitał jej duszny zapach wilgoci, pomieszany z typowym smrodem spoconego ciała, a mroźny, orzeźwiający wiaterek. Przeciąg. Oczy Borgin rozszerzyły się w panice, gdy mocny pchnięciem otwierała ten przeklęty pokój. Nikogo w nim nie było i tylko pościel w nieładzie, gdzie kilka dni wcześniej rozbryzgała brunatna jucha była dowodem na jego obecność.


Þat er þá reynt,
er þú at rúnum spyrr inum reginkunnum, þeim er gerðu ginnregin ok fáði fimbulþulr, þá hefir hann bazt, ef hann þegir

Heidrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw, tworzy własne artefakty
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
i n s p i r e d
by the fear of being

a v e r a g e
OPCM : 16
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10374-heidrun-borgin https://www.morsmordre.net/t10467-skadi#317303 https://www.morsmordre.net/t10458-im-so-much-more-than-loyal#316768 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10471-skrytka-bankowa-nr-2310#317320 https://www.morsmordre.net/t10461-heidrun-borgin#316992

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Ulica Zapomnianych Córek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach