Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pokój gościnny   17.03.17 2:05

First topic message reminder :

Pokój gościnny

Niezbyt czysty, wąski i długi pokój z dwoma ustawionymi łóżkami pod ścianą i drewnianą ławą ciągnącą się przez niemalże całą jego długość. W powietrzu unosi się zapach kurzu, stęchlizny i rozlanego piwa. Przez niewielkie, zaklejone brudem okna prawie wcale nie wpada słońce. Jedynym źródłem światła są trzy zawieszone w powietrzu świece. Podłoga ugina się przy każdym kroku, swoim skrzypieniem przypominając ludzkie jęki. Z racji, że znajduje się na poddaszu, skosy sufitu znacząco utrudniają przemieszczanie się. Osoby, które liczą sobie więcej niż 170 centymetrów, muszą schylać głowy, by nie uderzać czołem w pełen pajęczyn sufit. Klucz do pokoju znajduje się u barmana, a ten wydaje go tylko osobom zaufanym.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantycnza

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   09.10.17 18:37


Niezwykle cieszyła ją obecność profesora Dippeta na stanowisku dyrektora Hogwartu, objął je ponownie i natychmiast przystąpił do próby naprawienia szkód, które wyrządził tej szkole Gellert Grindewald. Była dobrej myśli, choć świat pogrążał się w chaosie.
-Uczniowie mają swoje różdżki, więc nie są tak podatni na anomalie jak młodsze dzieci. Jeszcze nic nie zauważyłam, lecz przyjrzę im się, zwłaszcza młodszym, które nie panują nad swoją mocą. Postaram się też... Przyglądać się Dippetowi, choć nie wierzę, aby miał złe intencje - obiecała Fredowi Poppy, po czym znów zamilkła, słuchając z uwagą tego, co mówili inni. Sama nie wiedziała wciąż za wiele, a nie lubiła strzępić języka, mówiąc o oczywistościach. Czuła się źle z myślą o podejrzewaniu Dippeta, jednakże skąd mieli wiedzieć, że nie jest pod działaniem zaklęcia Imperius? Zwłaszcza po opowieści o trzeciej sile zaczęła mieć wątpliwości.
Głośno wciągnęła powietrze i przysłoniła usta, gdy Benjamin Wright powiedział, że zięć lorda Carrowa mógł należeć... Do tych Rycerzy, o których była mowa. Co za nieszczęście! Co za biedna kobieta z jego córki! Była pewna, że lord Carrow nie wiedział, nie mógł - bo któż by wydał jedyną córkę za mordercę? Nie znała jej, lecz była rodziną Zakonnika, musieli więc zrobić wszystko, by uwolnić ją od tego... niegodziwca.
Dalsza dyskusja nieco Poppy zaskoczyła. Nie spodziewała się kłótni na tym polu i zdziwiła ją postawa Samuela, który zdawał się wręcz neutralną postawę pochwalać. Tak przecież być nie powinno. Nikt nikogo nie zmusiłby do otwartej walki, lecz na wojnie należało jasno wybrać stronę - by jak najszybciej doprowadzić ją do końca. Nie wierzyła także, by istniały osoby, których naprawdę ten konflikt nie interesował, bo dotyczył wszak wszystkich. Nie czuła jednak potrzeby wypowiedzi, bo wszytko co pragnęła powiedzieć zostało już powiedziane - a powtarzanie nie miało większego sensu.
-Bardzo chętnie pomogę z wszelkimi pracami porządkowymi i remontowymi, tyle że... - powiedziała zawstydzona Poppy ciszej, do Garretta -... tylko wciąż nie mam wstępu do kwatery - dodała wzruszając ramionami.






How rare and beautiful it truly is that we exist
Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett http://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 http://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 http://www.morsmordre.net/f247-dorset-west-lulworth-posiadlosc-prewettow http://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
29
Szlachetna
Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
15
16
0
0
0
0
11
4
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   10.10.17 22:05

Wszystkich ponosiły emocje i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Dużo rzeczy wydarzyło się w ciągu ostatnich dni i wiele rzeczy wymagało od nich przeanalizowania. Lorraine jednak wiedziała, że to czego potrzebowali w tym momencie najbardziej to trzeźwości myślenia. Nie doszliby do niczego gdyby nie wspólne dochodzenie do odpowiednich racji. Wybieranie tego co najlepsze dla wszystkich, przyjmowanie kompromisów. Nie była głupia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy jest inny i także sposoby myślenia będą inne. Liczyło się jednak by w momentach takich jak te nie dać się ponieść emocjom. Jeden Merlin jej świadkiem jak trudne to dla nich było. Dla każdego osobno i dla nich wszystkich wspólnie. Nie wiedziała już na czym powinna się skupić. Skrzynia, Voldemort, odsiecze, odbudowywanie kwatery, dokumenty w Ministerstwie, wizje, anomalie, ludzie, którzy byli jej bliscy, a którzy mogli mieć na dłoniach krew niewinnych ludzi. Nie wiedziała czy to był najlepszy pomysł by wszystko wyciągać za jednym razem, ale nie mieli czasu by spotykać się kolejny, a potem jeszcze kolejny raz. Potrzebowali planu chociażby takiego prowizorycznego, bo jak dobrze wiedzieli nic w ostatnim czasie nie szło zgodnie z planem. - To plama na honorze ministerstwa. Nie chcieliby ktokolwiek o tym pamiętał. Oczywiście, że mogę spróbować i to zrobię, mówię tylko, że nie przykładałabym do tego nadziei. - odpowiedziała Lovegood. Choć cieszyła się, że ich szeregi wzmacniają kolejni czarodzieje to znała na tyle przeszłość ministerstwa by wiedzieć, że bardzo szybko będą chcieli pozbyć się jakichkolwiek śladów tego niedopatrzenia. Nie miała w zwyczaju rzucać słów na wiatr. - Spokojnie – zaczęła wyczuwając wzbierające w pomieszczeniu emocje. - Mamy jeden cel, każdy z nas chce jak najlepiej i kucie się nawzajem przepuszczeniami i domysłami w niczym nam nie pomoże. Nic dziwnego, że teraz każdego ponoszą emocje, zbyt dużo się stało w ostatnim czasie i zbyt dużo zadań będziemy musieli wykonać, ale to nie znaczy, że cokolwiek ma się zmienić w naszym stosunku do siebie. Ufamy sobie. Niech to wystarczy. - odparła. Nie byłaby sobą gdyby to wszystko po prostu przemilczała. Wsłuchała się w słowa Minnie zdając sobie sprawę z tego jak dużą miała racje w tym co mówiła. Prawdą było, że Lorraine nie była naukowcem i nie posiadała tak dużej wiedzy, ale im dłużej się temu przyglądała tym większą logikę w tym wszystkim widziała. - Oczywiście ja też pomogę. Pewnie będziecie musieli mi powiedzieć co i jak, ale… chodzi o kwaterę. Nikt nie chce stać bezczynnie i się przyglądać, prawda? - dodała jeszcze opierając mocniej o ścianę i spoglądając na stojącą obok Sus. Każdy chciał pomóc nawet jeżeli nie każdy potrafił. Jej pracy nie nauczono, ale to wcale nie zmieniało tego, że mogła jeżeli taka była potrzeba.




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   11.10.17 22:13

Nie chciałem wywołać tej burzy w szklance wody. Jedynym co miałem na celu było zaznaczenie pewnej istotnej w mym mniemaniu, rzeczy - a wydawało się, jakbym tym samym niechcący trącił kamień, który zbierając za sobą kolejne słowa w dosłownie kilka chwil przerodził się w lawinę. Od razu napiąłem się, wyczuwając skłębione w powietrzu emocje; napięcie było bowiem ciężkie do przeoczenia. Bałem się spojrzeć w stronę Bena po mojej płomiennej przemowie, skoro to głównie z powodu słów Wrighta coś mnie skłoniło do rozewrzenia ust. Lecz prawie że wszyscy zgromadzeni widzieli we mnie wciąż młodzika - może i najłatwiej mi przebaczali z tegoż powodu, jednak jednocześnie miałem też wrażenie, jakby dlatego i moje słowa zawsze były rozpatrywane z przymrużeniem oka. Z wciąż założonymi na piersi rękoma stałem więc, zaciskając w jedynej reakcji pięści, kiedy mówili pozostali. Przez kilka chwil nawet uwierzyłem w to, że moje słowa kierowane są tylko i wyłącznie młodzieńczą naiwnością - dopóki nie odnalazłem poparcia w Samuelu. Czułem ulgę - wyjątkowo niefortunnym byłoby to, gdybym jako jedyny Gwardzista odezwał się w tym tonie. Zaraz jednak chyba większość "starszaków" jakby o mnie zapomniała, udzielając jedynie krótkiej, zawoalowanej reprymendy. To pozwoliło mi zapaść się w kąt, stopić lekko ze ścianą, ukryć wśród morza twarzy. Nie chciałem na nich patrzeć, wiedziałem, że pozostanę tak czy siak z boku. Pol materiałem rękawa czułem wyraźnie grubą, wciąż jaskrawą bliznę w miejscu, gdzie wykonałem cięcie sztyletem. Może nie powinienem był tego robić, skoro dla mnie neutralność wciąż wydawała się być - w niektórych przypadkach - w cenie. Niektórym bowiem było według mnie lepiej bez przywdzianych jakichkolwiek wojennych barw.
Nie odezwałem się już na ten temat, jedynie przenosząc harde spojrzenie z jednego mówiącego na następnego. Dopiero Minnie sprawiła, że z mojego zaciśniętego gardła wydobył się głos.
- Bronią lasów dla dobra ogółu, tworząc różdżki, z których później korzystamy i my, by ratować ludzi - odbijam piłeczkę, unosząc lekko brwi ku górze. - To nie różdżki są złe, lecz władający nimi czarodzieje - dodaję. Ollivanderów nie dało się przecież sklasyfikować jako całości. Ostatecznie machnąłem jednak ręką wzdychając, po czym posłałem Minerwie lekki uśmiech. Ta dyskusja była jałowa, nie chciałem już dłużej tracić na nią nerwów i czasu, oraz przy okazji psuć sobie z kimś relacji. Nie było bowiem możliwym, nawet wśród Zakonników, by zgadzać się ze sobą we wszystkim jednogłośnie - różnice w opiniach nie powinny nas jednakże dzielić. Wszyscy przecież byliśmy tutaj w jednym celu.
Głos Margaux jako kolejny przykuł mą uwagę, zaraz wciągając mnie do reszty w wypowiadane przez czarownicę słowa. Powiedziała to, czego w moim mniemaniu zabrakło we wszystkich wypowiedziach - dlatego też nie odrywałem od jasnowłosej spojrzenia, prostując się lekko. Czułem, jak napięcie uchodzi ze mnie falami, jakby stając się nagle świadom, że było to już raczej podsumowanie wynikłej dyskusji, Pokiwałem głową, nie do końca może świadomie - to były słowa, których wszyscy potrzebowaliśmy. A jak nie wszyscy, to na pewno ja.
Po zamknięciu wreszcie tej kwestii - bo choć pobudzanie dyskusji i dialekt były istotne w każdej społeczności zakonnej z tej definicji nie wykreślając - to wszystko już zostało powiedziane. Idealnie podsumował to Garrett i jak dla mnie sprawa był zamknięta. Nic do dodania. Dużo za to było do powiedzenia w kwestii zniszczonej kwatery. Byłem tam zaraz po tym, jak wyszedłem ze szpitala i to co zastałem wbiło mnie w ziemię. Chciałem zrobić coś. Musiałem.
- Nie znam się za bardzo na budowaniu, jednak chętnie podejmę się wszystkiego, co ktoś w temacie obeznany mi zleci - rzuciłem, zerkając wymownie na Bertiego. Czy nie wspominał aby o tym, że wyremontował Ruderę? Może i nie miałem doświadczenia, jednakże ciężka praca nie była mi obca - choć nazwisko nie do końca na to wskazywało. - Mogę też pomóc od strony finansowej, chętnie pozbędę się trochę żelastwa z Gringotta. Może w końcu się na coś przyda - dodałem, po cichu mając nadzieję, że zaraz nikt mi nie wytknie przechwałek stanem skrytki bankowej, bo nie o to mi przecież chodziło. A trzeba było wreszcie zrobić coś pożytecznego z tymi pieniędzmi.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Frederick Fox
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 http://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 http://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 http://www.morsmordre.net/f220-varden-street-19 http://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
łowca czarnoksiężników... znaczy auror!
32
Zdrajca
Kawaler
I am sometimes a fox and sometimes a lion. The whole secret of government lies in knowing when to be the one or the other.
35
20
0
0
0
1
4
5
Metamorfomag
Love all, trust a few, do wrong to none.

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   12.10.17 20:42

Dyskusja wymykała się spod kontroli; hałas, który wypełnił ciasne pomieszczenie był daleki od rodzinnej atmosfery, którą pamiętałem z poprzednich spotkań Zakonu Feniksa. Było nas coraz więcej, co uznawałem za aspekt pozytywny – jednak ustalanie planu działania w tak licznym gronie okazało się znacznie trudniejsze, niż przypuszczałem. Garrett po raz kolejny uratował mi skórę (czy może raczej futro? Lub ogon?), pacyfikując narastające nastroje niepokoju. Gdzieś w powietrzu rysowała się cienka granica, która zdawała się dzielić całe towarzystwo od kłótni, ale z ulgą przyjąłem, że nikt z zebranych nie miał ochoty na skakanie sobie do gardeł.
Jak na razie.
- Wierzę w to, że w głębi duszy wszyscy się ze sobą zgadzamy, inaczej nie zgromadzilibyśmy się tutaj w tym pokoju. Garrrett jednak ma rację, w tak dużym gronie jedynie przekrzykujemy się nawzajem, gubiąc sens własnych wypowiedzi i przekręcając słowa innych, podczas gdy wszyscy jesteśmy zgodni, co niezmiernie mnie cieszy. - Podsumowałem, mając nadzieję, że nikt więcej nie będzie chciał ciągnąć dywagacji na temat neutralności. Z ust wielu Zakonników padły mądre słowa – i choć cieszyło mnie, że w pokoju przez moment wrzało jak w kociołku. Każdy z nas był jednostką, która dorastała w całkowicie innych okolicznościach, a jednak natura w przedziwny sposób postanowiła spleść nasze losy. Bylibyśmy głupcami, zgadzając się na wszystko, co rzuca nam los. Głos był ważny – każdy, nawet ten, który burzył dotychczasowe porządki, stawiał pod ścianą, zmuszał się do wicia w konwulsjach.
Był impulsem.
I być może dlatego nie potrafiłem uwolnić się od Lovegood, której nagłe milczenie przyprawiło mnie o nieprzyjemne dreszcze. Cisza nie leżała w jej naturze.
- Dziękuję ci, Minnie. - Skinąłem lekko głową w stronę jej lotnego umysłu, ufając, że ma rację, iż doszukiwałem się drugego dna w miejscu, w ktorym go nie było. - Margaux, rozrysowanie planów to świetny pomysł. - Przyznałem, gdy Vance jako jedyna wyszła z propozycją zabrania się do odbudowy kwatery od mniej technicznej strony. - Jeśli chodzi o dostęp... póki nie uspokoimy anomalii, nie jesteśmy panować nad zaklęciami ochronnymi, ale zabezpieczenia zostały naruszone, dlatego ci, którzy nie znają tajemnicy położenia chaty, powinni przynajmniej częściowo być w stanie określić jej położenie. Reszta zakonników wam pomoże, jestem pewien. Ważnym punktem będzie także odzyskanie starych materiałów, być może także i mebli. Myślę, że od tego powinniśmy zacząć, jednocześnie pilnując, by dostarczyć nowego drewna. Jeśli posiadacie jakieś stare, nieużywane przedmioty, które mogłyby się nadać do wyposażenia chaty, z pewnością będą mile widziane, gdy uda nam się już postawić budynek. Sam mogę pomóc właściwie w większości zadań. - Wyrzuciłem z siebie niemal na jednym tchu, po czym przeniosłem spojrzenie na Garretta. - Pomogę ci z zabezpieczeniami. Jeśli będzie trzeba. - Nie wątpiłem w świetne umiejętności Weasleya, jednak przy szalejących anomaliach jedna różdżka mogła okazać się niewystarczająca.
- Gdybyś potrzebował pomocy w przesłuchaniach, chętnie się dołączę. - Zwróciłem się w kierunku Samuela, który zaoferował swoją pomoc w roli niezapominajki. Edith Bones nie powinna czuć niczego innego jak dumy z tak oddanych pracowników.
Uniosłem spojrzenie na Zakonników, z wolna przyglądając się każdemu z nich. Nie mogli być świadomi tego, jak wiele sił dodała mi ich obecność. Podążając do Świńskiego Łba snułem się z ponurymi myślami, które wgryzały się w moją duszę, rozszarpując ją na kawałki. Byłem odpowiedzialny za cały bałagan – a jednak energia bijąca od ludzi, którzy pomimo wszystko nadal chcieli unosić swe różdżki, gotowi nieść pomoc, wypełniała mnie siłą.
Jutro jest kolejny dzień.
Jutro znów mogę zmienić bieg wydarzeń.
Jutro mam szansę zostać Fantastycznym Panem Lisem.
Od nowa.
Mogłem to poczuć. Teraz.
- Jeśli nie macie żadnych pytań, pozwolę wam się już rozejść. Sojusz z Dippettem, poszukiwanie śladów Grindewalda w szkole – to nasze priorytety, na równi z opanowywaniem anomalii. Nie zapominajcie o uważnym obserwowaniu swojego otoczenia. Nie wychylajcie się niepotrzebnie. Obserwujcie tych, którzy mogą mieć powiązania z Czarnym Panem. I uważajcie na siebie. - Zakończyłem, pozostając na swoim miejscu do czasu, aż wszyscy się rozejdą. Wbrew własnej woli, bowiem każda komórka mojego ciała rwała się do tego, by poczuć bliskość Lovegood, nawet, gdyby wiązało się to z konsekwencją odrzucenia. To z nią chciałem spędzić resztę wieczoru. Wysłuchując listy zażaleń, krzyków, wpatrując się w to, jak strzela oczami i żywcem spopiela moje serce. Pewnie przy okazji próbowałaby oszronić własne, ale w ferworze nieopatrzności oddała mi je w opiekę, gdzie – na jej nieszczęście – było całkowicie bezpieczne.
Taki scenariusz nie był mi jednak pisany.
Wzrokiem przywołałem do siebie Selwyna, który po krótkiej, nieco kompromitującej wymianie spojrzeń, w końcu zmaterializował się obok mnie. Było nam dane spędzić już ze sobą wiele czasu, ale dopiero ostatnio odkryliśmy, jak wiele mamy ze sobą wspólnego. W krótkim, braterskim uścisku wyraziłem w końcu ulgę na jego obecność, co pozwoliło mi na zgrabne przekazanie wiadomości.
- Poczekaj na mnie. Musimy porozmawiać. W moim mieszkaniu.


1. Przepraszam za obsuwę.
2. Jeśli nie macie pytań, możecie napisać posta kończącego i dać zt.
3. Alexander Selwyn kontynuuje spotkanie w dowolnym temacie w moim mieszkaniu.


<3





While you were hanging yourself on someone else's words, dying to believe in what you heard, I was staring straight into the shining sun.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 http://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 http://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 http://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 http://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#95109
Astronom, profesor w Hogwarcie
29
Czysta
Kawaler
Gwiazdy są piękne, ale nie mogą w niczym uczestniczyć. Wiecznie muszą się tylko przyglądać. To jest kara nałożona na nie za coś, co zrobiły tak dawno temu, że żadna gwiazda nie wie już, co to było.
14
17
3
0
0
0
2
9
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   13.10.17 8:41

Jayden milczał, obserwując raz po raz mówiących, chociaż nic się nie uspokoiło ani nic nie wyjaśniło. Rozeszło po kościach najzwyczajniej w świecie. Wydął wargi, nie zamierzając się już wdawać w dyskusje, dobrze wiedząc, że to i tak w tym momencie nie miało żadnego znaczenia. Każdy chciał zająć jakieś stanowisko, jednak wyłączył się po słowach Adriena, który zabiegał o zakończenie tematu. Każdy był w jakimś stopniu dotknięty sprawą i chciał mieć niewielki chociaż udział w tym co miało miejsce. Zaraz jednak za i przeciw przeszło na temat odbudowy kwatery, która była jakąś rozsądną przeciwwagą. Dobrze było więc znowu słyszeć słowa, które miały w intencji jedynie nieść pomoc. Sam chwilowo nie chciał dodawać do tego swojej cegiełki, zdając sobie sprawę, że każdy był gotowy pomóc i nie trzeba było tego deklarować. Przejechał dłonią we włosach, gdy Fox zabrał głos, w pewien sposób podsumowując całe spotkanie. Nie były to wielkie słowa, ale na pewno coś tu ustalili. Vane zamierzał w najbliższych dniach spróbować spotkać się z Dippetem, który nie był człowiekiem tak zamkniętym i odizolowanym od reszty grona pedagogicznego jak Grindelwald. Sam powiedział, że w razie jakichkolwiek kłopotów przychodzić do niego osobiście. I Jayden tak właśnie zamierzał postąpić. Szczególnie że dostał ów zgodę i teraz jeszcze kryło się za tym coś jeszcze ważniejszego. Rozpytywanie duchów i obrazów też miało trochę zająć, ale nie był jedynym nauczycielem w Hogwarcie, który stał po stronie Zakonu Feniksa, więc te zadania miały się porozkładać na kilkoro z nich. Dokonanie tego wszystkiego w pojedynkę byłoby ciężkie, jeśli nie praktycznie niewykonalne. Ale dla chcącego nic trudnego czy jakoś tak... Gdy usłyszał hasło, że można powoli już wychodzić, wstał i opuścił miejsce spotkania prędzej żegnając się z najbliższymi mu osobami. Chciał wrócić do domu i wypić herbatę nad kolejnymi stertami uczniowskich prac. Powinien je sprawdzić na jutro, ale miał nadzieję, że tym razem nie zaśnie nad nimi przez okropne zmęczenie, które nim rządziło.

|zt




Shoot for the moon n' if you miss, you'll land
among the stars

Powrót do góry Go down
Benjamin Wright
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright http://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 http://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 http://www.morsmordre.net/f104-smiertelny-nokturn-20-6 http://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
32
Półkrwi
Kawaler
may the bridges I burn
light the way
30
10
0
5
0
1
28
40
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   13.10.17 14:08

Sądził, że najgorętsza część rozmowy jest już za nimi - Garrett podsumował wszystko trafnie i rzeczowo, jasno rysując granicę pomiędzy wzajemną niechęcią a dbałością o dobro Zakonu, lecz widocznie nie każdy pojął, że dalsza dyskusja na ten temat nie jest potrzebna. Wright jednak zamilkł, słuchając następnych wypowiedzi, z coraz mniejszym zdziwieniem malującym się na brodatej twarzy. Cieszył się z aktywności zakonników, z ich żywiołowych serc i argumentów, pokazujących jak mocno zależy im na dobru sprawy, o którą tak dzielnie walczyli, ale niektóre słowa były - nawet jak na standardy Benjamina - po prostu niedorzeczne. Postanowił ich jednak nie komentować i posłuchać zarówno głosu swego rozsądku jak i Fredericka i Garretta, spoglądając na kolejne twarze z wyrozumiałością. Byli młodzi, byli doświadczeni, gniewni i smutni, ale każdemu zależało na tym samym. Dopiero paskudne słowa Adriena wyrwały go ze stanu względnego spokoju - spojrzał na mężczyznę najpierw z zaskoczeniem, potem z czymś w rodzaju obrzydzenia: i to on uderzał personalnie, naprawdę? Uważał uzdrowiciela za dojrzalszego i mądrzejszego człowieka, lecz tym razem to on musiał wykazać się opanowaniem: dobrze, że ostatnio miał dużo okazji do przećwiczenia hamowania zbyt ostrych emocji. Sprzeczki nie były tego warte, ta rozmowa nie była warta, by zniżać jej do poziomu wypominania przewin, których przecież przed nikim nie ukrywał. - Jeśli wątpisz w moje oddanie i wierność sprawie, wątpisz także w Gwardię. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe zaćmienie - odparł powoli i spokojnie, a w jego głosie słychać było jedynie smutek. - a jeśli nie - wiesz, gdzie mnie znaleźć, by prywatnie porozmawiać o targających cię niepewnościach dotyczących mej osoby - zakończył rzeczowo, obdarzając Carrowa uprzejmym choć ostrym spojrzeniem. Musieli sobie ufać - a podważanie zaufania w tej szaleńczej rozmowie, w czasie której doszło do wielu nieporozumień, nie przyniosło niczego dobrego, był więc otwarty na ewentualną konwersację bez natłoku bodźców i pokrzykiwań. Bathilda mu zaufała, przeszedł Próbę: doprawdy, nie rozumiał tej złośliwej insynuacji. O dziwo, nie zabolała go tak bardzo, jak mogła, poczuł się jedynie potwornie zmęczony, dlatego też ponownie zamilkł. Kiwnął tylko głową Samuelowi, posyłając mu słaby, ale ciepły uśmiech - razem dadzą sobie radę nawet z najcięższymi drzewami - i wysłuchał ostatnich instrukcji. Nie powtarzał już swej gotowości do zajęcia się rozpoznaniem a potem wycinką drzew, sądząc, że zostało to zapamiętane. Gdy Frederick zakończył spotkanie, zerknął kontrolnie na Selinę, potem na Minnie - by finalnie skierować się ku drzwiom wyjściowym. Po drodze, gdy mijał Foxa i Alexandra, zatrzymał się przy nich na krótko, każdego z nich obdarzając mocnym, przyjacielskim klepnięciem po ramionach, a Garrettowi: kiwając lekko głową. To był ciężki wieczór. Schylił się pod niską krokwią, po czym przekroczył próg, znikając za skrzypiącymi drzwiami.

| zt




i'm frozen to the bones, i'm a soldier on my own, I don’t know the way. i’m riding up the heights of shame, i’m waiting for the call - the hand on the chest i’m ready for the fight and fate

Powrót do góry Go down
Eileen Wilde
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1515-eileen-wilde http://www.morsmordre.net/t1553-krolicza-poczta#14938 http://www.morsmordre.net/t1549-to-nie-jest-kania-ktorej-szukasz#14846 http://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 http://www.morsmordre.net/t1578-eileen-wilde#15736
gajowa w Hogwarcie
29
Półkrwi
Panna
you're the water to quench my throat
and if i never let you go
will you keep me young?
12
4
8
3
16
0
1 (32)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   13.10.17 19:56

Kolejna porcja powietrza przesiąkniętego zapachem wilgoci i alkoholu, przedarła się przez jej płuca, zasilając je świeżym paliwem. Nie powinni się kłócić, tak sądziła. Różnice w opiniach się zdarzały, ba!, powinny mieć miejsce, ale spotkanie, zwłaszcza takie, na którym mieli określony plan działania i określone tematy, które należało poruszyć, powinno być ich pozbawione. Stali w jednej sprawie, ramię w ramię dążyli w tym samym kierunku, do tego samego celu. Do tej pory była pewna, że wszyscy zakonnicy byli tego świadomi, ale teraz…
Zwątpiła. Odrobinę. W swojej naiwności wierząc, że to tylko chwilowe, majowe szaleństwo.
Do końca wysłuchała Fredericka, w myślach prędko przeszukując archiwum rzeczy niepotrzebnych, które już dawno wrzuciła do ciemnego kąta w szafie albo piwnicy. Spora część antyków zajmowała też miejsce w jej rodzinnym domu, na strychu, ale na tę chwile jeszcze nie wiedziała, jak miałaby sobie poradzić z ich przeniesieniem ich z Kornwalii do Londynu. Oczywiście, że pomniejszenie ich i schowanie do torby byłoby najlepszym rozwiązaniem, ale biorąc pod uwagę szalejącą magię i wciąż pojawiające się konsekwencje używania różdżek, natychmiast z tego pomysłu zrezygnowała. Będzie musiała pomyśleć o tym inaczej, ale teraz… teraz pojawiły się na horyzoncie nowe problemy do rozwiązania. Hogwart. Chciała wrócić od razu do Rudery, położyć się wcześniej spać, odpocząć, ale zanim plany rozkwitły i zamieniły się w czyny, dojrzała sylwetkę Pomony trwającą gdzieś z boku. Pożegnała się z Jaydenem i wstała z łóżka, od razu podejmując kroki w jej stronę. Wystarczyło jedno mrugnięcie, by jej ramiona oplotły się wokół szyi Sprout i objęły ją mocno.
Dobrze cię widzieć całą i zdrową, Pom – odpowiedziała, odsuwając się na odległość wyprostowanych ramion, by móc na nią spojrzeć i uśmiechnąć się lekko, łagodnie, z troską. Ostatnim razem, kiedy się widziały, nie miały zbytnio czasu na zajmowanie się czymś innym niż… próbami ratowania uwięzionych w Złotej Wieży dzieci. Nie wiedziała, co działo się z resztą grupy, kiedy sama zdecydowała się wlecieć przez niewielki lukę w podłodze, tym samym odcinając się od nich aż do czasu zakończenia działań. – Jak się czujesz? Wszystko w porządku?




handmade
love


Powrót do góry Go down
Adrien Carrow
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t1209-adrien-carrow-budowa http://www.morsmordre.net/t1234-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/t1220-adrien-carrow http://www.morsmordre.net/f167-londyn-czar-jasnolesia http://www.morsmordre.net/t1239-adrien-carrow
Ordynator oddziału Zakażeń Magicznych
46
Szlachetna
Kawaler
Wznosić się i upadać jest rzeczą ludzką. Ważne jest by nie bać się na nowo rozkładać swych skrzydeł i sięgać wyżej.
6
0
0
35
5
0
9
5
Czarodziej
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   14.10.17 5:27

Wbrew szerokiej opinii na swój temat, którą notabene przez lata, osobiście kreował, był człowiekiem zdyscyplinowanym. Zawsze wiele od siebie wymagał, oczekiwał, wyznaczał granice - najwięcej tych dotyczących jego samego. Dlatego też pomimo iż miał wiele powodów, jak na razie jedynie podążał wzdłuż właśnie takiej jednej z wielu mentalnej, ostrej krawędzi - w tę i z powrotem. Nie obnosząc się emocjami, nie pozwalając dochodzić im do głosu wyrażał opinie, komentował i wychodził na przeciw niewygodnym informacjom. Nie powiedział nic gdy padło imię Deimosa będącego mu bliską rodziną, kuzynem, którego traktował jak brata. Zawsze mu współczuł dostrzegając jego zagubienie w wyścigu za ambicjami własnego ojca oraz brata których był ofiarą. Ale tutaj tylko jego wzbierało na rozgoryczenie po usłyszeniu jego imienia. Nie uniósł się i nie burzył słysząc o małżonku swojej córki - Percivalu - starając się podejść do sprawy na chłodno pomimo iż emocje kłębiły się w nim odbierając dech  - morderca. Gdy ostatni raz go widział, to potrafił stwierdzić, że nie miał on oczu mordercy, a człowieka zagubionego próbującego zdefiniować siebie w gąszczu rodowych powinności, oczekiwań, zakazów oraz nakazów. Przynajmniej jeszcze. Nic jednak nie powiedział, nie wyszedł w opozycję wiedząc, że jego opinia na ten temat wzbudzi jedynie nieufne spojrzenia. Po prostu zapowiedział, że z nim porozmawia tak jak od niego oczekiwano. Nie rozumiał zatem prowokacji którą względem niego dalej uprawiał Benjamin. Świadome, boleśnie celowane słowne sztychy drażniły duszę sprawiając, że sączące się od wielu dni rany zaczynały krwawić mocniej. To nie było potrzebne, a Adrien nie był w nastroju do bycia tarczą na nieumiejętnie tłumioną złość i zawiść gwardzisty, którego powodem z nieznanych uzdrowicielowi przyczyn był Percival. Carrow dał temu upust wprost zdradzając swoje niezrozumienie jego działaniem i formując przestrogę. Nie otrzymał jednak w zamian wyjaśnienia motywów postępowania gwardzisty ani refleksji, a zmianę tematu, wygodne zasłonienie się parawanem wszystkich gwardzistów choć tylko on jeden chwiał się w swoich emocjach. Ale to nic. To Carrowi wystarczało - niech dalej biega buntowniczo po schodach, ważne, że nożyczki leżały już w kredensie.
Dopiero wspomnienie Inary przez Margoux poruszyło nim na tyle, że zmarszczka niezadowolenia pojawiła się na jego twarzy, a spojrzenie stało się nieprzychylne. Nic jednak nie powiedział wiedząc, że czarownica miała czyste intencje. Chciała zażegnać narastający spor. Uzdrowicielowi nie podobało się że wykorzystała do tego Inarę traktując ją jak przykład na forum wszystkich. Prawda było, że Inara miała dobre serce, rozumiała, jednak również zdawała sobie sprawę z tego, jak ostrożnie należy tym rozumieniem świata rozporządzać przy ludziach, zwłaszcza arystokracji - tym bardziej gdy się do niej przynależało, a Margo obnażała ją tu, przy wszystkich, eksponując jego skarb w sprawie, kłótni z którą nie miała nic wspólnego. Nalej stał jednak za granicą, pokornie to znosząc i nie przerywając jej - wiedział, jak to było potrzebne, ucięcie rozrastającej się, niepotrzebnej dyskusji.
- Mogę się zająć kwestią organizacyjną - sporządzeniem, jak i czuwaniem nad listą, Garry - stwierdził, po tym, jak nastąpiło długo oczekiwane rozluźnienie atmosfery, lecz nikt nie wyglądał na zainteresowanego. Ale to nic - on mógł się tym zająć. Potrzebował zapychaczu czasu. obawiał się, że nadmiar wolnego czasu sprawi, że będzie za dużo myślał, a rodzące się z tego konkluzje mogą stać się niebezpieczne.
Zebranie dochodziło końca. Adrien wstał i szykował się do wyjścia. Chciał co prawda porozmawiać z Garrym, lecz ostatecznie zdecydował się odłożyć to na inny dzień. stał jeszcze chwilę słuchając zgłoszeń, a potem pożegnał się i opuścił przybytek.

|zt


Powrót do góry Go down
Glaucus Travers
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1231-glaucus-travers http://www.morsmordre.net/t1238-kapitan-morgan#9281 http://www.morsmordre.net/t1237-ahoj http://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle http://www.morsmordre.net/t1258-glaucus-travers#9500
żeglarz
31
Szlachetna
Żonaty
Kiedy rum zaszumi w głowie cały świat nabiera treści, wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieści!
15
8
0
5
10
0
35
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   16.10.17 8:51

Nie wiedziałem czy bardziej było mi smutno czy jednak mocniej złościły mnie rzucane słowa, zwłaszcza Jaydena. Wydawało mi się, że znaliśmy się na tyle, by nie musieć w ten sposób ze sobą rozmawiać. Z zupełnie nieznanych mi przyczyn Vane odwrócił wszystkie moje słowa do góry nogami, włożył mi w usta coś, czego nigdy nie powiedziałem, ba, czego nawet nie miałem na myśli. Spojrzałem więc na niego z niedowierzaniem, uważnie się mu przyglądając. Może tylko żartował? Chyba niestety nie. Wiele myśli krążyło mi po głowie, w tym te, że w ogóle mnie nie słuchał. Nie próbował słuchać. Nadinterpretował każde wypowiedziane zdanie z góry zakładając, że chcę stać w całkowitej opozycji do jego zdania. Nie tego się spodziewałem.
- Zupełnie nie zrozumiałeś tego, o czym mówiłem. Nie tylko ja zresztą. Powiedziałem coś zgoła odwrotnego do twoich wysnutych na głos wniosków. O tym mówił także między innymi Garrett dlatego jestem szczerze zdziwiony tym, co mówisz – odpowiedziałem, czując potrzebę naprostowania całej tej dziwacznej sytuacji, której nie potrafiłem zrozumieć. Najchętniej dyskutowałbym dalej, wyjaśnił może dokładniej o co mi chodziło, skoro tego nie pojął, ale nie chciałem przedłużać już tej dyskusji. Widziałem, że nikt nie chciał już dłużej o tym rozmawiać, mogłem to zrozumieć; to był drażliwy temat, dość trudny zresztą. Jednak mnie miał on jeszcze długo prześladować. Niestety, ale niektórzy nadal wierzyli w utopijny świat, czego nawet ja się już wyzbyłem. Wszyscy tu obecni narażaliśmy swoje rodziny samym faktem bycia w Zakonie Feniksa. Jeśli wróg dowie się o członkach organizacji, z pewnością to nie nas osobiście zacznie torturować, a naszych najbliższych wiedząc, że są oni naszym słabym punktem. Dlatego moim zdaniem neutralność nie była już niczym poza piękną wizją, nijak mającą się do rzeczywistości. I zgadzałem się z tym, że nie każdy jest stworzony do walki, istniało wiele innych sposobów na pomoc w słusznej sprawie, ale o tym mówili już inni, znów musiałbym się powtarzać. Tym bardziej gubiłem się w ostatecznych wnioskach wygłaszanych przez resztę zgromadzonych.
Tak jak postanowiłem, zamilkłem, słuchając jedynie innych. Kiedy spotkanie dobiegło końca, pożegnałem się ze wszystkimi, czy to słowem, czy uściskiem dłoni; podszedłem do Adriena wpisując się na listę, w pozycje dotyczące sprzątania oraz wycinki drzew. Tyle mogłem na tę chwilę zrobić. Później zszedłem po schodach musząc się nieźle naschylać, a następnie wróciłem do Norfolk.

z/t





i'm a storm with skin
Powrót do góry Go down
Sophia Carter
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter http://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii http://www.morsmordre.net/t3643-sophia http://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 http://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Auror
24
Półkrwi
Panna
...
24
20
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   16.10.17 20:48

Wodziła spojrzeniem po twarzach innych zebranych, wciąż słuchając padających słów. Dyskusja zdawała się uspokajać, ale Sophia wciąż rozmyślała. Zakon był zbieraniną ludzi z różnych środowisk, więc wydawały jej się całkiem normalne różnice poglądów i podejścia. Pozostawało jej wierzyć, że naprawdę miała wokół siebie prawych ludzi, którym mogła zaufać, nawet jeśli większości nie znała. Jeszcze. Jednocześnie zachowywała rozsądek i nie dawała się ponieść zapalczywości, jednoznacznie skreślając wszystkich którzy do Zakonu nie należeli. Gdyby Margo jej do niego nie wprowadziła, dziś też by jej tu nie było, ale czy to czyniłoby ją automatycznie złą osobą albo tchórzem? Nie. Po prostu wcześniej nie wiedziała, że może zrobić coś więcej niż tylko być aurorem, ale gdy tylko taka okazja się nadarzyła, od razu zgodziła się, żeby pomóc, bo nigdy nie lubiła być bierna w ważnych sprawach. Była pewna, że na świecie znajdowało się jeszcze wiele dobrych dusz, które pewnego dnia pomogą odbudować nowy, lepszy świat, w którym nie będzie absurdalnych podziałów i dyskryminacji kogokolwiek tylko ze względu na urodzenie. Można było odnieść wrażenie, że tutaj działało to w obie strony, ale sama też raczej nie lubiła skreślać nikogo tylko przez samo nazwisko, bo to nie ono się liczyło, a to, kim dany czarodziej był i co robił. Kierując się uprzedzeniami, nie będą lepsi od tych, z którymi chcieli walczyć.
Zgadzała się całkowicie z Samuelem i Margaux, oraz kilkoma innymi osobami, które wsparły ich podejście. Zakon powinien być inspiracją do tego, by czynić dobrze, nawet jeśli nie musiała to być czynna walka, do której nie każdy był zdolny. Nie powinien kojarzyć się z przymusem i czymś złym, dzieleniem świata na czerń i biel. Świat to nie tylko bohaterowie i złoczyńcy, jak w bajkach, ale też mnóstwo szarych, zwyczajnych ludzi, którzy też mogli czynić dobro nawet bez otwartej przynależności do którejkolwiek ze stron. Szufladkowanie nie mogłoby doprowadzić do niczego dobrego, a przecież mieli nieść dobro i sprawiedliwość, przy jednoczesnej ostrożności w dobieraniu sojuszników. Spojrzała na nich z uznaniem i skinęła lekko głową, mogłaby podpisać się pod ich słowami, ale sama chyba już nie miała zbyt wiele do dodania, przedmówcy wyrazili to, co siedziało i w jej głowie.
Spotkanie dobiegało końca. Po końcowych słowach Freda część obecnych zaczęła powoli opuszczać pomieszczenie.
- Jeśli mimo braku dostępu do kwatery będę mogła dostać się w jej pobliże, zaangażuję się w pomoc przy przygotowaniach i odbudowie – zapewniła; nie znała lokalizacji kwatery, ale z tego co mówił auror wynikało, że anomalie uszkodziły działanie zaklęć ochronnych, za sprawą czego obszar mógł być widoczny nawet dla tych, którzy go nie znali. Nie przerażała ją konieczność pracy. Nie była słabiutką, wychuchaną kobietką i nie bała się pobrudzenia sobie rąk czy pomagania w noszeniu desek. Niestety o budowaniu wielkiego pojęcia nie miała, bo nie miała z tym do czynienia, jeśli nie liczyć uczestniczenia w budowaniu domku na drzewie w dzieciństwie, z gromadą okolicznych dzieciaków, ale wierzyła, że ktoś pokieruje nią i powie, co ma robić. – I będę mieć oczy otwarte i wypatrywać tego, co może się okazać ważne – zapewniła jeszcze, zamierzając wypatrywać przydatnych informacji. Kto wie, może w niektórych sprawach aurorskich było coś, co mogłoby okazać się interesujące z punktu widzenia działalności Zakonu oraz wiedzy na temat przeciwników z trzeciej siły, którzy być może już działali i szerzyli zło? Wydarzenia w Wywernie były tego najlepszym przykładem.
Pożegnała się cicho z otaczającymi ją osobami i także ruszyła w stronę wyjścia. Zanim opuściła pomieszczenie, w pobliżu drzwi minęła Samuela, na którym zawiesiła na moment wzrok i przelotnie musnęła dłonią jego ramię, okazując mu w ten sposób ciche wsparcie i zaufanie. Spojrzała też na Margaux, posyłając jej ciepły uśmiech i żegnając ją cicho. Tyle pytań pragnęła jej zadać, ale nie był to odpowiedni czas i miejsce na dłuższą rozmowę. Miała tylko nadzieję, że z kobietą było wszystko w porządku po okropnościach, które musiała przeżyć podczas przesłuchania i później. A potem wyszła, opuszczając lokal i wracając do domu.

| zt.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean the­re isa light shi­ning
so­mewhe­re near by.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


20
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Yesterday at 11:41

Słowa, zbyt dużo słów. Ścierają się w jedno, niszcząc wszystko, co mogłoby być po prostu dobre. Nie wtrącam się w tą dyskusję wiedząc, że nie przyniesie ona nikomu niczego dobrego. Swoje poglądy zachowuję dla siebie. Zbyt wiele gorzkich stwierdzeń dzisiaj pada - znów muszę ratunku upatrywać w eliksirach. Gdyby nie one, pewnie już bym się tutaj zapadła, dorzucając kolejny obraz rozpaczy do całej tej sytuacji. Nie potrzebujemy tego. Tylko spokój oraz rozsądek mogą nas ocalić i tego się trzymam. Zaciskam palce na drewnianej ścianie za sobą, chcąc jednocześnie zachować czujność, nie wszyscy wszak mówią o neutralności, chociaż znaczna część zebranych jakby zamknęła się na ten wąski temat. Zerkam to na Sama, to na innych uczestników dyskusji, ale jej sedno dociera do mnie w zbyt zamglonej postaci. Otwieram szerzej oczy, przecieram powieki, chyba się niecierpliwię. Wolałabym już opuścić to miejsce, zakopać się pod puchatą kołdrą, uciec myślami w nieznane rejony - a najlepiej nie myśleć o niczym. Niestety spotkanie wciąż trwa, dlatego muszę się mocniej skoncentrować na sytuacji dziejącej się dookoła.
Z ulgą przyjmuję do siebie wieść, że słownej batalii nadszedł wreszcie kres. Mogę zatem poświęcić swoją uwagę odbudowaniu starej chaty. Wyłapuję spojrzenie Minnie, słysząc, że Ben nie skomentował w żaden sposób mojej propozycji - widocznie poradzi sobie sam z tymi drzewami. Nie zamierzam naciskać, daleko mi do tego. Może to znak, że pójdziemy z McGonagall sprzątać? Trochę ruchu dobrze nam, czy raczej mi, zrobi. Poznosimy wszystkie meble (albo ich pozostałości), teren będzie lśnić jak nawóz lunaballi w pełnię księżyca. Układam już swoje scenariusze w głowie, żeby niezwłocznie się dogadać i zapisać u Adriena, który postanowił wziąć na swoje barki sprawy organizacyjne.
I nim się orientuję w sytuacji, spotkanie dobiega końca. Widząc Eileen zapominam momentalnie o planach pomocy - moje myśli znów krążą wokół niedawno minionych wydarzeń. Na szczęście niczego nie czuję. Oprócz uścisku, któremu się z ulgą poddaję.
- Dobrze c i e b i e widzieć całą i zdrową - prostuję jej słowa, starając się nadać spojrzeniu więcej uwagi oraz konkretu, ale na darmo. Nadal wzrok pozostaje zbyt mętny, zbyt nieobecny. - Tak - krótkie kłamstwo naznaczone zbyt przerażającą neutralnością, kompletnie jakbym nie była zainteresowana podjętym tematem. - Mam w domu herbatę. - Brawo. - I lody - dodaję sugestywnie, ciągnąc Wilde ze sobą. Macham wszystkim na odchodne, może nikt nie będzie mieć mi tego za złe.
Dziś jestem niepoczytalna.

zt. Pomka i Elka




Może na liściu albo na piórku ptaka zawisł
ten zagubiony pierścień

Powrót do góry Go down
Minnie McGonagall
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t1950-minerwa-mcgonagall http://www.morsmordre.net/t1967-niktymene#27808 http://www.morsmordre.net/t1966-minnie http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3213-minnie#53350
kariera naukowa
20
Półkrwi
Panna
Be careful as you go,
cos little people grow.
10
5
0
0
23
0
9
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Yesterday at 16:19

Z lekkim zaskoczeniem spojrzała na Marguax - naprawdę sądziła, że wpadła na tak absurdalny pomysł? Nie dzieliło je przecież tak wiele, Margie była córką dwojga mugoli, Minnie - jednego. Wszyscy stali po tej samej stronie: dlaczego Zakonnicy o tym zapominali? Nie, nie powinna się temu dziwić. Nie brała udziału w wyczerpujących odsieczach, wiedząc, że plątając się pod nogami bardziej doświadczonych czarodziejów będzie jedynie przeszkadzać, nie przeżyła tego na własne oczy - być może dlatego ignorowała potężną siłę emocji, jaka nagle przejęła kontrolę nad tym spotkaniem. Było jej przykro, zamiast słuchać siebie nawzajem woleli się obrzucać  kolejnymi oskarżeniami, choć przecież wszyscy walczyli po tej samej stronie. Kolejne wypaczane słowa utwierdzały ją w przekonaniu, że dyskusja prowadziła donikąd, skinęła głową na słowa gwardzistów, którzy ją ukrócili. Coraz silniejsze zgrzyty jedynie pokazywały, w jak trudnej sytuacji się znaleźli, jak blisko była wojna, jak blisko - była śmierć, której bali się wszyscy. Zignorowała słowa Alexandra, miała serdecznie dość wkładania jej w usta słów i sugestii, których nie wypowiedziała. Mówiąc o różdżkach - pokazywała jedynie drugą stronę medalu, która istniała zawsze tam, gdzie ktoś nie obejmował jasnego stanowiska. Tak było, tak jest i tak będzie: nie zrobią z tym nic, a ostatnie, co przyszłoby jej do głowy, to oskarżać o zbrodnie różdżki posiadane przez czarodziejów. Zdecydowanie największym absurdem było oskarżanie ją o wyzywanie od tchórzy każdego, kto stroni od walki - ją, która sama walczyć nie potrafiła. Ale w powietrzu unosiło się zbyt wiele nerwów, zbyt wiele emocji i zbyt wiele głosów, żeby móc się przez nie przedrzeć i dywagować na ten temat dłużej - nie potrafili się zrozumieć i umyślnie stawiali pomiędzy sobą mur, traktując się w tej słownej batalii jako przeciwników - po co?
Wyłapała spojrzenie Pomony, uśmiechając się do niej lekko. Żałowała, ale w tematach przesłuchań czy pomocy finansowej nie mogła pomóc w żaden sposób - jej priorytetem było skupić się na anomaliach i ich działaniu. Musiała wziąć się do nauki - musiała pogłębić swoją wiedzę, wciąż istniało wiele rzeczy, których nie potrafiła zrozumieć, lecz trudna sztuka teorii magii wciąż pozostawała jej pasją, pasją, której skłonna była oddać się w całości. Wymknęła się więc z sali ukradkiem wraz z innymi, kiedy pierwsze osoby zaczęły wychodzić.

zt




kto z gwiazdobioru Wegapatrząc na ziemie zgadnie:

kto pierwszy był człowiekiem?
kto będzie nim ostatni?
Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander http://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 http://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 http://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 http://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
starszy auror
27
Czysta
Kawaler
Kto sieje wiatr, zbiera burzę
30
20
1
0
0
1
3
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Yesterday at 19:31

Słowa, słowa słowa. Padło ich już tak wiele, a okazywało się, że większość działała na jakimś ogólnotrującym niezrozumieniu. Słowa wyrywane z ust i wpychane ciężką emocją w inne usta. Brzmiało okropnie, a jeszcze bardziej straszne było to, że sam dołożył się do puli niezrozumienia. Próba zrozumienia i postawienia jasności spotkała się z...kolejnym niezrozumieniem. Przyjaciele. Wszyscy zebrani nimi byli. A pulsująca złą emocja atmosfera dzieliła niźli miała ich bratać, przekręcała obraz i każdy odbierał słowa każdego zupełnie innym, niż trwało założenie. I zdawało się, że nieliczni dostrzegli pełgający cicho niuans, który - gdy każdy, rzeczywiście posłuchał, zrozumiałby, że toczyli błędne koło i rozmawiają o tym samym.
Dotyk nie był silny. Ledwie muśnięcie, delikatne, chociaż stanowcze i ciepło, które przemknęło przez jego rękę, niby elektryczny impuls. Odwrócił twarz do stojącej obok Margie, czując jak napięcie, które targało jego ciałem, opada. Cała skłębiona, gniewna siła zdawała się umykać przed naporem ciepłego dotyku i kiełkującego zrozumienia. Krótka myśl, ledwie sekunda zatoczyła się w myśli przypominając, jak bardzo brakowało mu tego. Wsparcia. I nieprawdopodobne było, że jasnowłosy aniołek potrafił ledwie dotknięciem zatrzymać szorującą w ciele burzę. Samuel wyprostował się, pozwalając, by spięte ramiona w końcu odpuściły, a zaciskane miarowo pięści, rozluźniły. Słuchał, samemu zamykając usta. I chociaż było to głupie, gdy kobieta skończyła mówić, posłał jej słaby, smutny uśmiech i ciche, ledwie poruszone wargami dziękuję.
Było łatwiej, nawet jeśli wciąż czuł w powietrzu cień, który co chwilę chwytał kolejną ofiarę w szpony zwątpienia. Niezrozumienia. Kiwnął niemo głową w stronę Weasleya, by niedługo potem potwierdzić Frederickowi, że z chęcią przyjmie jego towarzystwo. Kiedy ostatnio pracowali razem? Zbyt dawno.
Powoli zapadł oczekiwany spokój, chociaż było kilka ostatnich słów, które paść nie powinny. Zmarszczył brwi, gdy Travers podjął zakończony już temat, wykazując się - raz jeszcze - tym o co posądzał swego wychodzącego już adwersarza. Auror nie podjął jednak tematu, łapiąc spojrzenie Benjamina, któremu odpowiedział podobnym gestem. Wszyscy byli zmęczeni, a ci, którzy mieli na barakach ciężar ostatnich wydarzeń...cóż. Tylko siebie nawzajem mogli zrozumieć. I osądzić.
Mijały go wychodzące sylwetki i w większości po prostu skinął głową na pożegnanie. Drgnął, gdy mijała go kuzynka, ale i ją objął spojrzeniem, żegnając się. Samuel na dłużej zatrzymał wzrok na bladym obliczu Just, ale nie będąc pewnym reakcji, skupił się Adrienie, który chwilowo pełnił rolę skryby. Nim do niego podszedł, nachylił sie lekko i chwycił na krótko w palce drobną, kobiecą dłoń. Ciężko było mu mówić cokolwiek, ale wierzył, że Margie zrozumie. Odsunął się, a gdy uzdrowiciel mijał drzwi, zatrzymał go gestem i cichym, zmęczonym słowem - Na dole mają najmocniejszą ognistą, jaką znam. Stawiam - po czym ruszył z Carrowem, znikając ze spotkania.

| zt






There is beauty in the madness

I just can’t see it
yet.

Powrót do góry Go down
Garrett Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t597-garrett-weasley http://www.morsmordre.net/t627-barney#1770 http://www.morsmordre.net/t630-garrett http://www.morsmordre.net/f112-st-martin-s-lane-45-3 http://www.morsmordre.net/t975-garrett-weasley#5311
auror
29 lat
Szlachetna
Kawaler
zapisuję czterem żywiołom
to co miałem
na niedługie władanie
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
42
25
0
0
0
1
6
7
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pokój gościnny   Today at 21:42

To był długi dzień.
Był zmęczony - ciężar żałobnych szat przygniatał go jeszcze mocniej niż przed chwilą, a wraz z nim przygważdżała odpowiedzialność; był w Zakonie od tak dawna, powinien zapobiegać konfliktom - tymczasem jedyne, co mógł robić, to słuchać buchających wątpliwości i krążyć wzrokiem pomiędzy twarzami tych, w których oczach drżała niepewność. Mieli nieść pomoc - nie praktykować podziały, ciężko czynić dobro, gdy nie rozumiało się, że wszystko to, co się robiło, faktycznie nim było.
Wierzył jednak, że apogeum tragedii zostało zażegnane; szepty zaczęły się rozchodzić, milknąć, a choć niekiedy wciąż dostrzegał przepełnione wyrzutami spojrzenia uciekające w bok, to nikt na głos nie wygłaszał już pretensji - nie podkreślał, jak bardzo bucha nieufnością i nie rozdawał też zaufania na prawo i lewo. Ciężko było znaleźć doskonałą granicę, mieniący się złotem środek; dopiero uczyli się go szukać, błądząc po omacku, jak dzieci niespiesznie rozgraniczające dobro i zło.
Ale nie byli już dziećmi, przynajmniej większość z nich.
Spoglądał na Freda jak przez mgłę, gdy ten już raczej niewylewnie podsumował dotychczasowe spotkanie i powiódł je ku nieuchronnemu końcowi; rozejrzał się po twarzach zgromadzonych, niemo obserwował ich przygarbione sylwetki powoli sunące się w stronę drzwi. Do niewielkiego pomieszczenia, w którym jeszcze przez chwilą tłumnie gromadzili się ludzie, zaczęło na powrót wkradać się chłodne, świeże powietrze - Garrett wziął oddech, raz jeszcze zerkając na Foxa, by potem skinąć krótko głową w kierunku tych, którzy zdecydowali się niemo się z nim pożegnać.
- Muszę się przespać - rzucił bardzo cicho w kierunku towarzyszącego mu Gwardzisty, dopiero teraz uświadamiając sobie, jak bardzo kleją mu się powieki; zaczerwienione od przedłużającego się braku snu białka oczu zaczynały już straszyć, a sine kręgi kreślące się nad policzkami zaczęły żyć swoim własnym życiem. Przez ostatnie dni pochłaniało go zbyt wiele spraw - skrzynia, anomalie, pogrzeb, zakonowe zawirowania - by miał czas właściwie się wyspać. Teraz, gdy zdołał prowizorycznie zamknąć chociaż część z nich, przygniotła go najczystsza forma przemęczenia - takiego, które wyciszało nawet myśli kłębiące się w najgłębszych zakamarkach umysłu. - Jeżeli jeszcze tej nocy będę do czegoś potrzebny, natychmiast poślijcie po mnie patronusa - dodał jeszcze tonem, który nie zdradzał zbyt wiele: odwrócił w końcu spojrzenie od ciepłych oczu Freda, poprawił kołnierz czarnej jak noc szaty wykrzywiający się w okolicach karku i - posyłając krótkie pożegnania w kierunku tych nielicznych osób, które nie zdążyły jeszcze opuścić pomieszczenia - sam z niego wyszedł, by szybkim krokiem udać się w kierunku najbliższego miejsca posiadającego funkcjonujący kominek.
Marzył tylko o zmrużeniu powiek - nawet jeśli zdawał sobie sprawę, że pomimo skrajnego zmęczenia sen najprawdopodobniej nie nadejdzie zbyt szybko.

| zt




a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych

Powrót do góry Go down
 

Pokój gościnny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 Similar topics

-
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój gościnny [Pierwsze piętro]
» Pokój Snów
» Pokój Marzeń
» Pokój Czterech Pór Roku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Wielka Brytania :: Szkocja :: Hogsmeade :: Gospoda pod Świńskim Łbem-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17