Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Palarnia opium
AutorWiadomość
Palarnia opium [odnośnik]27.08.15 0:52
First topic message reminder :

Palarnia opium

★★★
Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 19:49
Ten wieczór miał być wyjątkowy - i to pod wieloma względami. Dziś robili coś wyjątkowego - zbieranie datków na sieroty oraz wdowy było prawdziwie szlachetnym celem, temu nie mógł zaprzeczyć nikt. Inspirowali innych, tak jak to ktoś zdążył już zauważyć. Śmietanka towarzyska z całej Anglii nie mogła pozostać całkowicie obojętna na kiedy ich zwolennicy cierpieli z powodu wojennej zawieruchy. Craig był naprawdę dumny z Primrose, która była przecież główną pomysłodawczynią tej inicjatywy. Z brata również, bo przecież wywiązał się ze swojego zadania wzorowo, przygotowując lokal na przyjęcie samych najważniejszych gości. Jedno potknięcie i reputacja Burke'ów mogła porządnie ucierpieć, więc wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Craig nie mógł przypisać sobie żadnych zasług, poza odrobiną pomocy w postaci przekazania kilku fantów na mającą odbyć się później aukcję. Musiał jednak przyznać, że młodsi Burke'owie spisali się... szczególnie biorąc pod uwagę, że ich rodzina raczej nie lubiła takich zbiegowisk.
Na ten wieczór wybrał strój, w którym wcześniej raczej niewielu miało szansę go zobaczyć. Zrezygnował z całkowicie czarnej kreacji, decydując się założyć kamizelę której przód odznaczał się jasnobłękitnym, niemal srebrzystym kolorem. Wybór ten miał podkreślić kolor jego oczu i był to właściwie najbardziej rzucający się w oczy element jego ubioru. Reszta składała się już z typowych dla niego eleganckich, czarnych garniturowych spodni oraz równie czarnej koszuli. Na miejsce przybył na krótko przed rozpoczęciem koncertu - krótkie spojrzenie rzucone na palarnie sprawiło, że naprawdę był pod wrażeniem. Gdy tylko Craig dostrzegł, że jego brat chwilowo nie wita nikogo z przybyłych, podszedł i poklepał go lekko po plecach. - Dobra robota - pochwalił go, posyłając jednocześnie pełen uznania uśmiech. A potem poszedł poszukać dla siebie miejsca.
Miał kilka opcji do wyboru, ale najbardziej adekwatne wydało mu się miejsce tuż obok lady, która to od pewnego czasu zaprzątała jego myśli. Zbliżył się więc do niemal zapełnionego już stolika, przy którym siedziała.
- Lady Parkinson, lordzie Parkinson, cudownie was widzieć na naszym wydarzeniu. Wyglądacie naprawdę wspaniale - tak jakby Craig znał się na modzie. Wypadało jednak rzec jakiś komplement pod ich adresem, tym bardziej że naprawdę rad był z ich obecności na koncercie. Głównie ze względu na Prim - Lady Black, lordzie nestorze - tym razem zwrócił się do szlachciców władających Londynem - Pragnę wyrazić, jak bardzo cieszę się, że znaleźliście czas by do nas dołączyć - czas, a także chęć. Choć minął już miesiąc, oni nadal musieli bardzo cierpieć. - Moje uszanowanie, Ministrze. Lady Malfoy, pozwolę sobie zauważyć, że promieniejesz dziś wieczór, niczym prawdziwa gwiazda.
Jego wzrok skupił się jednak w końcu na ostatniej z kobiet zasiadających przy stole. Powoli i delikatnie ujął jej w swoją dłoń jej delikatną rękę, składając na jej wierzchu szarmancki pocałunek. Nie uszło jego uwadze, że na jej piersi spoczywa dziś ogromny szmaragd oprawiony w złoto - podarunek od niego samego. Ucieszyło go to. Zdecydowanie. - Lady Black, jesteś prawdziwą radością dla moich oczu. Pozwolisz, bym zajął miejsce u twego boku? - nikt tam jeszcze nie siedział, stąd też Craig pozwolił sobie zasiąść na wolnym krześle. Nie odrywał od niej oczu, nawet gdy Xavier wyszedł na scenę, by zapowiedzieć Primrose oraz Adelę. Klaszcząc, odwrócił wzrok dopiero, gdy wymienione kobiety miały ukazać się gościom.

miejsce 23
mam różdżkę
rzut na brak poroża


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me


Ostatnio zmieniony przez Craig Burke dnia 01.05.21 21:37, w całości zmieniany 2 razy
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 8
UROKI : 16
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 20:04
Naprawdę cieszył się na ten wieczór, chociaż gdy rano się obudził to aż skręcało w żołądku. Był perfekcjonistą, wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik i choć wiedział, że dołożył wszelkich starań by dzisiejszy wieczór był idealny pod każdym względem, to mimo wszystko gdzieś tam w środku stres pozostał.
Od samego rana był w Palarni, nadzorując prace przygotowawcze. Każda szklanka, każdy kieliszek miał błyszczeć, nie mogło być ani grama kurzu na butelkach, a podłoga miała lśnić tak, że mucha przy lądowaniu miała w poślizg wpadać. Wszystko miało być tego wieczoru po prostu idealne. Dopiero kiedy był już w stu procentach, że wszystko jest tak jak ma być, wrócił do domu. Wziął porządną, długą i gorącą kąpiel, przyciął swój zarost, włosy jak zawsze ułożył idealnie. Nowy, idealnie dopasowany, trzyczęściowy garnitur w kolorze granatu już na niego czekał. Do tego elegancka, biała koszula z łamanym kołnierzykiem oraz czarny, cienki krawat. Tego wieczoru postawił na złote spinki do mankietów pasujące do sygnetu na placu. W zewnętrzną kieszonkę na piersi wsadził małego kwiatka maku. Jego żona tego wieczoru wybrała delikatną aczkolwiek elegancką kreację w kolorze srebrno-czarnym. Gorset idealnie podkreślał jej kobiece walory, nie za duży, ale też nie za mały dekolt zdobił srebrny wisiorek, który dostała w prezencie od męża na jedną z rocznic ich ślubu. Suknia miała długie rękawy z cienkiej, czarnej siateczki, a spódnica w srebrnym kolorze zdobiona była czarnymi, koronkowymi kwiatami maku. Blond włosy spięte w ładny kok z kilkoma wypuszczonymi kosmykami zdobiło kilka kwiatów maku. W uszach miała małe, srebrne kolczyki z perłami. I choć to nie ona była gospodynią dzisiejszego wieczoru, to mimo wszystko nie mogła w żaden sposób przynieść wstydu swojemu mężowi.
W Palarni pojawili się godzinę przed planowaną godziną rozpoczęcia się koncertu. Zostawili swoje odzienie wierzchnie w szatni, chociaż tak naprawdę mogli w gabinecie Xaviera. Charlotte udała się by zając miejsce, a Xavier podszedł do baru by poinstruować jeszcze barmana i kelnerów jak mają się zachowywać. Po rozmowie i sprawdzeniu jeszcze kilku innych rzeczy, w końcu stanął zaraz za szatnią by móc osobiście przywitać pojawiających się powoli gości.
Pierwszymi gośćmi okazali się Lord i Lady Parkinson. Uśmiechnął się delikatnie sam do siebie widząc ich wspaniałe kreacje. Nie spodziewał się niczego innego. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli chodziło o tą rodzinę ich kreację będą piękne i czarujące.
- Edwardzie, cieszę się, że jesteście. – powiedział z uśmiechem skinając głową, po czym uścisnął dłoń mężczyzny – Lady Parkinson, jak zwykle czaruje Pani swoją urodą i gracją. – odparł uprzejmie i z uśmiechem do siostry Edwarda, po czym gestem zaprosił ich by udali się w głąb sali.
Po chwili jego spojrzenie ponownie skierowało się w stronę wejścia, w którym pojawili się Rosierowie. Cieszył się, że Mathieu postawił się pojawić, chociaż takiego typu przedsięwzięcia nie należały do jego ulubionych. Najpierw jednak przywitał się z Lordem Tristanem.
- Lordzie Rosier, to zaszczyt Pana tu gościć. – odparł spokojnie również na powitanie kiwając głową, nie z każdym witało się tutaj tak samo. – Mam nadzieję, że spędzą tu dzisiaj Państwo miło czas. Lady Rosier nawet nie zdaje sobie Lady sprawy jak wiele znaczą dla mnie te słowa. – dodał spokojnie na moment przenosząc na kobietę spojrzenie.
Małżonkę Lorda Tristana również powitał skinieniem głowy. Poznali się jakiś czas temu podczas spotkania biznesowego, bo tak mógł to nazwać. Lady Evandra była również dobrą przyjaciółką jego kuzynki, więc jej obecność dzisiejszego wieczora również dużo znaczyła.
- Lady Rosier – skinął głową z szacunkiem na widok Lady Melisandre, po czym zwrócił się do jej siostry – Lady Rosier, mam nadzieję, że czas spędzony u nas będzie Pani miło wspominać. – odparł spokojnie patrząc na młodą szlachciankę.
Moment później pojawił się przed nim i Mathieu, do którego Xavier uśmiechnął się serdecznie i pozwolił się sobie nawet cicho zaśmiać na jego słowa, po czym uścisnął mu dłoń.
- Nie mogłem cię przecież zawieść przyjacielu. – powiedział z uśmiechem puszczając mu przy tym oczko.
Znali się już tyle lat, że nawet pomimo oficjalnego tonu dzisiejszego wieczoru mogli sobie pozwolić przez chwilę na takie lekkie zachowanie. Kiedy Rosier odchodził w poszukiwaniu miejsca, Xavier ponowie skupił całą swoją uwagę na wejściu, w którym kilka chwil później stanęła Lady Carrow…o dziwo sama.
- Lady Carrow, to przyjemność Panią tu gościć. – powiedział uprzejmie, po czym delikatnie złapał jej dłoń i lekko musnął jej wierzch – Jestem przekonany, że zarówno Lady Primrose jak i Lady Adela zachwycą nas dzisiaj swoim talentem. – dodał po chwili puszczając jej dłoń – Mam nadzieję, że Pani brat również zaszczyci nas swoją osobą dzisiaj. Byłoby niefortunnie gdyby zabrakło narzeczonego na koncercie narzeczonej. – odparł ze spokojem uśmiechając się łagodnie do młodej szlachcianki.
Kiedy kobieta ruszyła w głąb sali pozwolił ja sobie odprowadzić wzrokiem. Jeśli chodziło o jej rodzinę miał mieszane uczucia. Oczywiście jeśli chodziło o przyszłego męża Primrose to po prostu za nim nie przepadał. Tak, nie znał go osobiście, ale nasłuchał się wystarczająco na jego temat. Dodatkowo fakt iż nie potwierdził swojej obecności na wydarzeniu gdzie w centrum uwagi będzie jego narzeczona mówiło wiele. Mimo wszystko miał nadzieję, że Ares się zreflektuje i postanowi się pojawić.
Moment później jednak odgonił od siebie myśli o rodzie Carrow, by uśmiechnąć się łagodnie na widok kolejnego gościa pojawiającego się w ich skromnych progach.
- Lady Black, niezmiernie się cieszę, że Panią widzę. – powiedział szczerze, po czym osobiście pomógł jej ściągnąć płaszcz i oddał go do szatni. – Również żywię taką nadzieję, ale jestem przekonany, że mając tak zacnych gości, z pewnością tak właśnie będzie. – dodał z uśmiechem, po czym rozejrzał się dyskretnie.
Gdzie był do cholery Craig kiedy był potrzebny? To on powinien witać Lady Black osobiście, a jego ni widu nie słychu. Moment później jednak przestał się tym przejmować, ponieważ zauważył nestora Blacków. Oczywiście wszyscy Blackowie otrzymali zaproszenie, ale jednak mimo wszystko się podejrzewał, że Pollux Black znajdzie czas. Tym bardziej było mu miło, że się pojawił. Kiedy mężczyzna zdał odzienie wierzchnie, Xavier zrobił krok w jego kierunku. Przywitał się z nim z nim należycie, dziękując mu za obecność i zapraszając w głąb sali. Potem zwrócił się do brata Aquili, Rigela.
- Pozwolę sobie nieskromnie powiedzieć, że taki był właśnie plan. – odparł z delikatnym uśmiechem kiwając lekko głową w jego kierunku.
Aż mu serce rosło kiedy widział jak tak wiele znakomitości postanowiło pojawić się na zorganizowanym przez nich koncercie. Domyślał się jedocześnie, że nie wszystkim mimo wszystko odpowiada lokalizacja. Był to świadomy zabieg. Choć nigdy o tym nie rozmawiali z Primrose podczas planowania koncertu, to jednak Xavier chciał pokazać szlachcie, że wbrew ogólnodostępnej opinii Nokturn nie jest niebezpiecznym miejscem. Owszem, miał swoje wady, typu mrok i nie koniecznie przyjemne dla nozdrzy zapachy, ale to można było poprawić, posprzątać. Jednak opinia niebezpiecznej jak nie najniebezpieczniejszej dzielnicy Londynu, nie wywodziła się z brudu i brzydkiego zapachu. Burke w pewnym sensie na Nokturnie czuł się jak u siebie, pracował tu, bywał tu codziennie, znali go tutaj i czasami śmiał dopuszczać do siebie myśl, że może nawet i czasami się go bali…jak każdego członka jego rodziny. Było więc naturalne, że informacja o koncercie, który był przez nich organizowany rozeszła się po Nakturnie i nikt nie ośmieliłby się nawet pomyśleć o zagrożeniu gościom tego wydarzenia.
- Lordzie Fawley, Lady Fawley, to zaszczyt Państwa gościć. – skinął kulturalnie głową kiedy kolejni goście pojawili się w Palarni. – Lord i Lady Flint, niezmiernie cieszę się, że Państwo są. Mam nadzieję, że spędzą Państwo u nas miło czas. – powiedział spokojnie delikatnie się uśmiechając.
Nie odprowadzał już nikogo wzrokiem. Nie miał na to po prostu czasu, kolejni goście przybywali, a on chciał ich wszystkich przywitać jak należy.
-Lordzie Nott, Lady Nott, dziękuję za miłe słowa. Życzę miłej zabawy. – odparł spokojnie patrząc na nowo przybyłych.
Cieszył się, że tak młode osoby jak Lady Nott pojawiły się dzisiejszego wieczoru. Z pewnością mogli to uważać za swojego rodzaju test, sprawdzian przed oficjalnym wkroczeniem na salony i poznać tym samym panujące wśród szlachty zasady lub tudzież ich brak.
Po chwili zwrócił się już do damy, która weszła do Palarni.
Lady Bulstrode, niezmiernie cieszy mnie Pani przybycie. Mam nadzieję, że będzie się Pani u nas dobrze czuła. – powiedział spokojnie delikatnie się uśmiechając, jednak nie za bardzo coby sobie nikt nie pomyślał, że się spoufala, nic z tych rzeczy. – Lady Lastrange, kto jak kto, ale Pani jeśli chodzi o zdolności artystyczne, posiada największą wiedzę. Mam nadzieję, że umiejętności obu Lady Burke Panią zachwycą. – powiedział uprzejmie uśmiechając się do ciemnowłosej kobiety, no i właśnie takie nastawienie mu się podobało, szeroki uśmiech.
Kiedy przez drzwi do środka wkroczył Edgar, jego kuzyn i nestor zarazem, uśmiechnął się lekko sam do siebie. Wiedział, że kuzyn siedział na górze już od dłuższego czasu, ale zdawał sobie sprawę też z tego, że ostatnimi czasy nie czuł się najlepiej dlatego też nie namawiał go by przyszedł wcześniej. Mimo wszystko wiedział, że ten na pewno się pojawi, w końcu na scenie miała wystąpić jego żona i siostra.
- Ależ naturalnie. Inaczej być nie może. – odpowiedział mu na pytanie uśmiechając się znacząco.
Xavier nawet nie podejrzewał, że coś mogłoby pójść nie po ich myśli. Zdecydowanie zbyt dużo pracy włożyli razem z Prim w ten koncert, żeby coś miało się zepsuć. Wręcz przeciwnie, mieli dla swoich gości kilka niespodzianek, o których nikt inny oprócz jego i Prim nie wiedział. To zdecydowanie miał być ciekawy wieczór.
- Lordzie Shafiq. – skinął głową na powitanie, kiedy w pomieszczeniu pojawił się Zachary Shafiq.
Nie znali się dobrze, ale Xavier doskonale wiedział, że Craig przyjaźni się z Lordem Shafiq’iem. Był rad, że również się pojawił.
A skoro mowa o jego bracie, i ten w końcu się pojawił. Xavier musiał przyznać, że był pozytywnie zaskoczony widząc w co Craig był ubrany. Przeważnie widywał go w czerni, więc ta jasna kamizelka robiła robotę. Uśmiechnął się kiedy ten podszedł bliżej.
- Nie mogło być inaczej. – odpowiedział na jego słowa, patrząc na niego z lekkim rozbawieniem – Twoja dama już czeka. – rzucił mu jeszcze szeptem, coby tylko on to usłyszał, po czym już nic więcej nie powiedział.
No cóż, to już chyba byli wszyscy. Wziął głęboki wdech, po czym widząc, że wszyscy zajęli już swoje miejsca, machnął różdżką na co świece lekko przygasły, a on przeszedł przez salę bokiem i wyszedł na scenę. Słowa, które płynęły z jego ust były wymyślone poprzedniego wieczora. Po przedstawieniu oficjalnych podziękowaniach z jego strony przedstawił artystki i klaszcząc zszedł ze sceny by zająć miejsce obok żony i kuzyna.


mam przy sobie różdżkę i towarzystwo całej szlachty
Xavier 9
Charlotte Burke (żona, npc) 10


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 21:05
Sala rozbrzmiewała głosami gości, którzy przybyli na koncert. Zapach perfum mieszał się z delikatną wonią opium, która wsiąknęła w obicia oraz ściany przybytku tworząc iście magiczną mieszankę, która pasowała do wnętrza i panującej w środku atmosfery. Goście przybywali tłumnie i o czasie. Pierwszymi gośćmi był Edward Parkinson wraz z siostrą Odettą, mogli być niemal pewni, że połowa obecnej szlachty będzie prezentować się w strojach z ich domu mody. Było niezaprzeczalnym faktem, że rodzina Parkinson wiodła prym w modowym świecie czarodziejów. Niedługo po nich swoją obecnością zaszczycili Rosierowie, lord nestor wraz z żoną sunęli dostojnie do stolika zajmując wcześniej upatrzone miejsce. Ich stroje eleganckie i pasujące do charakteru spotkania podkreślały jednocześnie status rodziny. Mathieu Rosier oraz siostry nestora Fantine i Melisande zajęli stolik dalej, a panny Rosier zachwycały zarówno kreacjami jak i urodą. Śmietanka towarzyska powiększyła się o przybycie przedstawicieli rodu Black w osobach Aquili, Rigela oraz Polluxa i Irmy, bo choć nadal obowiązywała ich żałoba po zmarłym Alphardzie tak doskonale wiedzieli jakie obowiązki spoczywają na nich jako arystokracji. Zjawienie się Octavii Lestrange w odważnej sukience ukazującej łydki sprawiło, że parę oczu wodziło po jej sylwetce. Młoda dama zapewne była świadoma, że stanie się jedną z pierwszych na językach towarzystwa. Lord Nott wraz z siostrą Eurydice zjawił się o czasie, a młoda dama, która wkraczała dopiero w świat dorosłości miała możliwość przebywania w otoczeniu najwierniejszych tradycjom rodzin czarodziejskich. Lady Cressida Fawley wraz z mężem i rodziną była również oczekiwana i nie zawiodła, przybywając o czasie i zajmując miejsce przy kolejnym stole. Lady Bulstrode oraz lady Carrow zjawiły się w otoczeniu zapachu drogich perfum i szeleszących przyjemnie materiałów, a blask świec jedynie podkreślał ich urodę i szlachetne rysy.  Zachary Shafiq przybył gdy już służba szykowała się do zamknięcia powoli drzwi aby nikt nieproszony nie dostał się na miejsce koncertu. Organizatorzy wiedzieli, że choć ulica Nokturn nie cieszyła się pozytywną sławą tak zniechęcała rebeliantów i wrogów prawdziwego ładu do zjawienia się na wydarzeniu. Rodzina Burke również się pojawiła z nestorem Edgarem na czele by zająć wolne miejsca. Tuż przed rozpoczęciem koncertu przez progi palarni przeszedł nie kto inny a sam Minister Magii, a towarzyszyła mu córka Cordelia, która zajęła miejsce przy stoliku gdzie siedzieli Aquila Black, Craig Burke oraz rodzeństwo Parkinson. Zjawienie się lorda Malfoya świadczyło tylko o tym, że koncert charytatywny został pozytywnie odebrany.


W momencie, w którym Xavier opuścił deski sceny światła skupiły się właśnie na niej, a goście dostrzegli dwie kobiece sylwetki wychodzące na jego miejsce. Obydwie ubrane w połyskującą i elegancką czerń zajęły swoje miejsca. Lady Adeline Burke, żona nestora zasiadła przy fortepianie z gracją świadczącą o jej pozycji i ułożyła smukłe, jasne dłonie na klawiszach instrumentu. Zerknęła na drugą z kobiet, którą była siostra nestora - lady Primrose Burke, dzierżąc w dłoniach skrzypce oraz smyczek. Młodsza czarownica przystanęła w pewnej odległości od fortepianu i ułożyła skrzypce na przedramieniu dając tym samym znak, że jest gotowa do grania. W sali koncertowej panowała cisza przerywana tylko cichym szelestem wachlarzy oraz ostrożnymi krokami kelnerów, którzy stali w pełnej gotowości aby podać drinki spragnionym uczestnikom koncertu.
W tym momencie palce Adeline uderzyły w klawisze dając znać, że oto uczta muzyczna właśnie się rozpoczyna. Dźwięki fortepianu były czyste i spokojne, a zaraz do nich dołączyły skrzypce w idealnej harmonii tworząc dźwięki utworu, który na myśl przywodził senne marzenia. Było w muzyce coś niepokojącego ale jednocześnie zapowiadającego niezwykłe doznania. Pianistka siedziała w wyprostowana i w pełni skupiona na zapisie nutowym jaki miała przed sobą, palce sprawnie przesuwały się po klawiszach tworząc idealną kombinację dźwięków splatając się z brzmieniem skrzypiec, którymi władała skrzypaczka. Primrose stała z przymkniętymi powiekami sprawnie posługując się smyczkiem, który przesuwał się po strunach instrumentu wydobywając nuty od niskich prawie wibrujących po te wysokie, wieńczące grę fortepianu. Dźwięczne pizzicata smyczka połączone z ekspresją i indywidualną interpretacją utworu w wykonaniu Adeline sprawiało, że muzykę można było odczytywać jako obraz marzeń sennych, które towarzyszą każdemu, ale mało kto je zapamiętuje. Poprzez niepokój i radość, aż po euforię, która przerywana jest nagłą zmianą nuty wprowadzając słuchacza do cienia, w którym można zatopić się we własnych myślach. Coraz wyższe tony porywały, powodowały szybsze bicie serca, a kobiety na scenie w całości oddały się muzyce, którą tworzyły. Nagle skrzypce przerwały swój taniec pozwalając aby to fortepian zakończył całość. Jeszcze przez chwile po tym jak Adeline wykonała ostatnie nuty zdawało się, że dźwięk unosi się w pomieszczeniu. Obydwie kobiety stanęły twarzą do widowni i ukłoniły się w jej stronę przyjmując oklaski.

To był znak dla kelnerów, którzy ruszyli pomiędzy stoliki ze srebrnymi tacami, na których pyszniły się kieliszki z szampanem. Obsługa, ubrana w idealnie wyprasowane uniformy podawała każdemu kieliszek z tym złotawym i jakże szlachetnym trunkiem, a gdy wszyscy goście z danego stolika mieli swoje kieliszki prawie bezszelestnie przechodzili dalej niczym trybiki w idealnie działającym zegarku. Kiedy każdy już trzymał drinka w dłoni, ku brzegu sceny wystąpiła Primrose nadal trzymając w jednej dłoni instrument, a w drugiej swój kieliszek i odezwała się mocnym acz melodyjnym głosem, który na początku trochę drżał, ale z każdym wypowiedzianym słowem się uspokajała, oczy zaś płonęły żywym blaskiem przejęcia.
-Szanowni goście, w imieniu swoim oraz lady Adeline Burke dziękujemy za przybycie na koncert charytatywny. Jesteśmy tutaj, ponieważ leży nam na sercu dobro naszej społeczności, a ta w wyniku wojny i działań rebelianckich cierpi. Wśród najbiedniejszych brakuje żywności ale również ciepłych ubrań, które ochroniłyby przed chłodem nadchodzącej zimy. Brakuje drewna na opał, dachy przeciekają, a najmłodsi biegają w dziurawych butach. Jesteśmy na uprzywilejowanej pozycji, a to sprawia, że naszym obowiązkiem jest wspomóc tych, którzy zawierzyli właśnie nam. Środki z koncertu oraz licytacji, która będzie miała miejsce tuż po nim, zostaną przekazane na zakup rzeczy pierwszej potrzeby dla sierot wojennych oraz wdów. Wznoszę wobec tego ten toast, za was szanowni goście, za waszą wielkoduszność i okazane serce.
Wypowiadając ostatnie słowa lady Primrose Burke uniosła do góry swój kieliszek w geście toastu skierowanym do widowni, a na jej jasnej twarzy zagościł ponownie delikatny uśmiech.
-Nim przejdziemy do dalszej części pragnę wskazać skrzynkę, do której można wrzucać datki na potrzebujących - mówiąc to kelnerzy postawili przy scenie drewnianą skrzynkę zamkniętą na kłódkę z odpowiednim wejściem by móc wrzucić datek. - Proszę cieszcie się drinkami oraz przekąskami, a za chwilę wraz z lady Adeline uraczymy was kolejnym utworem. Tym razem będzie to Serenada Schuberta. Zapraszamy.
Tymi słowami siostra nestora rodu Burke wycofała się na tył sceny aby przygotować się wraz z bratową na kolejną część koncertu.

Mikromechanika
Zasiedliście na wybranych krzesłach, na scenę weszły obydwie artystki w osobach Primrose i Adeline. Światła przygasły, pozostały jedynie te, które oświetlają scenę. Rozpoczął się koncert charytatywny. Nic nie zapowiadało, że wydarzy się coś niezwykłego, a jednak po chwili muzyka zaczęła zmieniać się w obrazy, zaczęło ci się zdawać, że widzisz inne miejsca czy osoby, których przecież nie było na koncercie.
Organizatorzy koncertu postarali się o dodatkowe atrakcje i instrumenty zostały zaczarowane tworząc delikatne iluzje niczym mgiełki, które przewijają się przed wami. Wasze zmysły zostały wystawione też na działanie opium, które przesiąknęło w ściany i meble pomieszczenia. Widzicie różne obrazy wywołane muzyką.
Rzucacie kością k3 w szafce zniknięć na efekty iluzji muzycznej. Rzut należy zalinkować w poście. Do efektu kości odnosicie się na początku swojego posta. Nie macie ograniczenia ilości postów.

Efekty kości:
k1 - widzisz przed sobą łąkę usianą kwieciem, wokół unosi się słodki, wręcz duszący zapach kwiatów. Na horyzoncie widzisz postać osoby, o której dawno chciałeś zapomnieć. Wspomnienia jednak wracają, w tle nadal melodia się toczy, wraz z zakończeniem utworu wrażenie mija;

k2 - stoliki zaczynają znikać, znajdujesz się sam wśród strzelistych drzew, promienie słoneczne praktycznie w ogóle nie docierają do ziemi, słyszysz w tle muzykę z koncertu, ale nie możesz wrócić; wtem słyszysz głos zza pleców, głos swojego największego wroga; Wraz z zakończeniem utworu wracasz na salę koncertową;

k3 - nagle wokół ciebie powstaje twój pokój z lat dziecięcych, kiedy jeszcze byłeś podlotkiem, nic się nie zmieniło, ty stoisz na środku pokoju, ale na łóżku siedzi ktoś zakrywający twarz, kim on jest? Wraz z zakończeniem utworu wracasz na salę koncertową;

Wraz z końcem utworu iluzje znikają, a kelnerzy ruszają pomiędzy stolik by rozdać szampana i wznieść toast wraz z lady Primrose. Jest to też czas abyście sami mogli również wznieść toast w związku z koncertem w jakim uczestniczycie. Jeżeli chcecie wznieść toast zaznaczcie, że wstajecie od stołu z kieliszkiem wzniesionym ku górze, a następnie usiądźcie na swoim miejscu aby dać możliwość również innym postaciom. Jest to też czas aby porozmawiać z innymi, możecie chodzić po sali czy zmieniać miejsca, ważne aby pod koniec ostatniego waszego posta napisać gdzie wasza postać się znajduje na sali.


|Minister Magii siada na miejscu 25 wraz z córką Cordelią

|Na odpis macie 72 h, do dnia 4.05 do godziny 20.00


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Palarnia opium  - Page 6 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.05.21 11:47
Charytatywna działalność na rzecz najbardziej pokrzywdzonych przez działania wojenne była wspaniałym pomysłem, musieli zjednać sobie ludzi, a w jaki inny sposób mieliby to zrobić, jeśli nie dając im świadomość bezpieczeństwa i troski. Nie ważne czy wynikało to z dobroci serca czy też było polityczną zagrywką mającą za cel osiągnięcie pewnych efektów. To nie było istotne, sam fakt zorganizowania tego występu, zebrania datków i pieniędzy na wsparcie najbardziej pokrzywdzonych był inicjatywą słuszną. Dlaczego osoby, które wiernie akceptowały nowe zasady, ale nie wywodziły się z wyższych sfer miały cierpieć przez niezrównoważonych buntowników, ludzie powinni być doceniani za swoją lojalność, a karani za jej brak. Ten szczytny cel przypadł mu do gustu, może sami powinni rozważyć organizację takiego przedsięwzięcia w Kent. Bądź co bądź, to naprawdę fantastyczny pomysł. Do tego należałoby przyłożyć kobiecą rękę, dlatego pozostawiał to do rozważania przez piękne Róże z ich rodu.
Wymiana grzeczności przed rozpoczęciem koncertu była zupełnie naturalna, więc Mathieu przywitał się po kolei z każdym, ażeby niebawem zająć miejsce przy stoliku. Liczył na piękna widoki na scenie, a ku jego zaskoczeniu okazało się, że piękne widoki będzie miał również obok siebie. Odwrócił głowę, czując jak ktoś kładzie dłoń na oparciu jego krzesła, a przyjemny damski głos zwraca się w jego stronę. Jako dobrze wychowany szlachcic od razu wstał i przywitał się z Lady Carrow, całując wierzch jej dłoni. Nie mógł się jednak powstrzymać przed cwanym uśmiechem, który pojawił się na jej twarzy. Wzbudzała w nim niepokorne zachowania, co nie było najlepszym pomysłem. Z jakiegoś powodu ta relacja napędzała go jeszcze bardziej do łamania reguł i zasad, ewentualnie zwyczajnego występowania przeciw ogólnie przyjętym normom. – Zdaje mi się, że Lady wyjątkowo lubi, kiedy to robię. – odparł z uśmiechem, odsunął jej krzesełko, a kiedy usiadła na miejscu sam również usiadł. – Wyglądasz niezwykle, Lady Carrow. – mruknął jeszcze. Intrygowała go, był ciekaw rozwoju sytuacji, a dla odmiany od sztywnych zasad, relacja z Calypso Carrow była czymś, czego on, ani nikt w zasadzie, z nią na czele – się nie spodziewał.
Podobnie jak Fantine, która rzuciła jej dość specyficzne spojrzenie, kiedy tylko znalazły się przy stoliku obok niego. Czuł się w obowiązku do przedstawienia sobie towarzystwa. Może Tristan widząc obecność Calypso postanowił wysłać do niego Fantine i Melisande? Na wszelki wypadek, żeby pilnowały niepokornego kuzyna. Nie robił nic w sprzeczności z etykieta, poza tym, to Calypso dosiadła się do niego. Z drugiej strony… Jego najdroższe kuzynki mogły zauważyć od razu, że Mathieu był wyraźnie zadowolony z całego towarzystwa. Nie musiał ich sobie przedstawiać, na szczęście, tu każdy wiedział kim jest. Spojrzał na Calypso i przesunął wzrokiem po jej ciele. Delikatna blondynka, odziana w bardzo stylowy sposób, z tym błyskiem w oczach, który w zasadzie był najbardziej intrygujący w całej jej osobie. Nie dziwił go fakt, że Fantine postanowiła patrzeć na nią w ten sposób. Cała sytuacja wyglądała raczej zabawna, Lady Carrow i troje Rosiersów przy jednym stoliku. Tego jeszcze nie było. Czyżby postęp był aż tak widoczny?
- Zachary – przywitał się z przyjacielem, który jeszcze miesiąc temu ratował mu życie. Lord Shafiq był jedną z tych osób, do których mógł się zwrócić o każdej porze dnia i nocy, w dobrym humorze i na skraju życia i śmierci. Nie pamiętał już jak dokładnie doszło do tej przyjaźni między nimi, jednak to coś wyjątkowego, czego nie chciałby utracić nigdy.
Koncert się rozpoczął, a Primrose zjawiła się na scenie. Wyglądała zjawiskowo, tak dojrzale i niezwykle, że można się było zachwycić. Mathieu przyglądał jej się przez chwilę, a kiedy spojrzała w ich kierunku posłał jej lekki uśmiech, chcąc ją wesprzeć w tej na pewno trudnej chwili. On tak po prostu nie stanąłby na tej scenie, pewnie dlatego, że nie miał się czym pochwalić. Lady Burke była wyjątkowo zdolną czarownicą, o której będą z pewnością mówiły kolejne pokolenia. Rozejrzał się i faktycznie, nie zanotował obecności Aresa wśród zgromadzonych, a przecież jako narzeczony powinien znaleźć się w pierwszym rzędzie i oklaskiwać swoją uzdolnioną przyszłą żonę. Cóż za faux pas, brak szacunku wobec niej, ale czego innego mógł się po nim spodziewać. Może się spóźni, co również nie było w złym guście. Najwyraźniej Calypso przyszło dzisiaj reprezentować ród Carrow na tej jakże szlachetnej imprezie.
Muzyka była wyjątkowa, miała w sobie magię i wyraźnie słychać było w każdej nucie staranne przygotowanie. Nie wątpił w to, choć bardziej skupiał się na sekwencjach granych przez Primrose. Widział w niej ogromny potencjał od samego początku. Patrząc na jej delikatną posturę, szczególnie w tej pięknej sukni, z idealnie upiętymi włosami, była tak… subtelna. Aż ciężko uwierzyć, że dziesięć dni temu podejmowała próby rzucania w niego czarnomagicznych zaklęć, w niedalekim otoczeniu Chateau Rose. Kobieta wielu talentów, która powinna być doceniona o wiele bardziej. A temu wszystkiemu towarzyszyła magiczna iluzja, która zdecydowanie mogłaby przybrać inny wymiar. Pokój z dziecięcych lat, majaczył mu się przed oczami. Matka siedząca na łóżku, zakrywająca twarz dłońmi. Czy to miły obraz? Przyjemny? Skojarzył mu się w nieprzyjemny sposób, jakby już kiedyś widział ten obraz, jakby miał on miejsce, dawno, dawno temu. Bolesny i nieprzyjemny. Na szczęście po ostatniej nucie utworu wizja zniknęła, co odebrał z niemałą ulgą.
- Ten koncert jest wspaniałą inicjatywą. – stwierdził i podniósł się, aby wziąć lampki z szampanem od kelnerów. Najpierw przekazał po jednej każdej z kobiet siedzących przy ich stoliku, a później wziął jedną dla siebie i Zachary’ego. Mathieu poczuł się jak gospodarz, ale jakoś mu tu specjalnie przeszkadzało.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.05.21 12:53
15.11

Wyprawa na Nokturn nie była tym, za czym tęskniło kiedykolwiek moje serce. Byłem tu po raz może trzeci i znów upewniłem się, że smród, który się roznosi na tej ulicy powinien być nielegalny. Zasłaniając twarz i nos, coby ani więcej tej nieprzyjemnej perfumy nie trafiło do moich nozdrzy, przechodzę uliczką, a przedemną kroczy pracownik, który miał mnie zaprowadzić aż do palarni opium. Przeskakiwał pomiędzy szczurami, rozwaloną kostka brukową, jakby dla niego nie stanowiły problemu. Ja zaś szedłem starając się nie otrzeć chociażby  jedną nitką mego drogiego płaszcza o obślizgłe mury kamieniczek pochylających się  przy ulicy Nokturna. Miałem wrażenie jakbym trafił do odbytu wielkiego olbrzyma i nie ma w tym ani krzty przesady, bo czytałem o owych w specjalnych książkach o "Wstydliwych chorobach magicznych stworzeń". Sam nigdy nie zdobyłbym się na to, co uczynił mag będący autorem i nie wszedłbym do owego, natomiast jak widać przeżycie musiało być traumatyczne, bo zawarł tak barwny opis - że juz na dobre wrył mi się w głowę. W przeciwieństwie do mojego zniesmaczenia, prowadzący mnie pracownik mówił, że "musimy się śpieszyć, koncert już zaczęto". Nie odpowiedziałem mu nic, ale chyba specjalnie się ociągałem, aby przypadkiem nie zdążyć przed początkiem i nie musieć rozmawiać z całą śmietanką .
Kiedy znalazłem się w progu Palarni, pracownik nalegał, abym przecisnął się do przodu i usiadł w honorowym miejscu, jednak go uciszyłem, szczególnie, że wszystkie honorowe miejsca były już dawno zajęte. Zmrużyłem oczy i w rysunku światła scenicznego dojrzałem siostrę.  Lady Carrow siedziała tuż obok Lorda Rosiera, gdzieś w kącie. To dobranie zupełnie mnie na moment rozproszyło. Z ulgą odkryłem, że przynajmniej cały stolik nie jest obstwiony Rosierami - druga połowa rodu siedziała w innej części sali. Nie zmieniło to jednak mojego podejścia i wciąż wpatrywałem się w tył głowy drogiej siostry pragnąc jej telepatycznie przekazać że jeszcze nie jest za późno i może się przesiąść . Niestety chyba nie usłyszała.
Apropo zbyt późnego... to się zorientowałem, że widok na tę dwójkę przysłania mi głowa lady Nott. Aż cofnąłem się znów do korytarza, jakbym chciał przed tą młodą osóbką zaraz się rozpłynąć w powietrzu. Wspomnienia snu/fantazji wciąż mąciły mi w głowie i chociaż w ostatnim czasie nie miałem głowy do romansów, wiedziałem, że muszę rozprawić się z tą problematyczną kwestią jaką było to, że poniekąd właśnie byłem zaręczony z dwoma paniami lady. Naraz.
Koncert się zaczął, więc jasna sprawa na scenie pojawiła się też moja druga - albo pierwsza narzeczona. Wyglądała na przejętą i zagubioną, ale w gruncie rzeczy pasowała w to miejsce z którego spoglądała po zgromadzonych. W duecie ze swoją bratową tworzyły magiczny klimat, który w innych okolicznościach na pewno by mnie ucieszył. Pewnie bym nawet siedział z przodu z lordem Burke i przerzucalibyśmy się, który z nas dopisze więcej zer na czeku. Z pewną dozą otwartości przyjąłem fakt, że moja narzeczona nie fałszuje, a muzyka którą tworzy jej instrument dźwięcznie gra, więc koncert mógł okazać się sukcesem. Nie  mogłem jednak dokładnie skupić się na muzyce, bo niestety znów przesunąłem spojrzeniem po zgromadzonym tłumie i zobaczyłem Evandrę. Zmroził mnie jej widok. Zdawała się wcale nie przeżywać tej sytuacji. A więc było tak jak podejrzewałem. Bo to przecież nie nic innego jak jej list jest powodem dla którego mnie dziś tutaj nie ma. Jej uśmiech jest powodem tego, jaką mam dziś wobec całego tego zgromadzenia odrazę. To ona przekazała mi, że Francis został wykreślony z rodu zaraz po swojej śmierci. Przekazała to w tak lekki sposób, że miałem wrażenie, jakby ją nawet to ucieszyło. Musiałem sprawdzić, czy tylko to było wrażenie odniesione na odległość, niestety dziś na własne oczy ujrzałem prawdę. Siedziała teraz przyklejona do swojego męża, zupełnie niemając w sobie ani odrobiny tego blasku, który niegdyś w niej widziałem. Zgasła, ale nie tak, jak oczekiwałbym tego po siostrze opłakującej brata. Zgasła w moich oczach i nie mogłem zdobyć się na jakikolwiek ruch. Jeszcze miesiąc temu zaklinała, że nie chciała mnie ranić odrzucając moje wątpliwości, ale jednym listem po raz kolejny pokazywała swoją prawdziwą twarz. Nie dała mi znać, czy i ona podziela zdanie lorda Percivala, ale dlaczego miałaby go nie podzielać i siedzieć teraz na przyjęciu, jakby nic sie nie wydarzyło? Czułem ogromną pustkę, bo jak się okazało, w tej sytuacji pozostawiony zostałem sam sobie.
Mnie mrok ogarnął w jednej chwili. Nie śpię, nie rozmawiam z nikim, wciąż przyjmuje eliksiry, które mają trzymać mnie przy świadomości - niewiele pomagają, ale nestor każe mi je pić zamiast śniadania. Rozumiem, że rodzina myśli, ze to powracająca choroba, a ja wolę dać im w to wierzyć. Zagłębiłem się w swoją własną ciemność i nie mam w niej ani krzty współczucia dla osób, które tego nie widzą. Dziś też stoję tu na progu zabawy, niezdolny dać ponieść się emocji, otumaniony i zmuszony przez nestora do obecności. Jestem jak stańczyk, który nie umie się bawić, bo zna już tragedię, do niego doszły już te wieści. Nie wojny, nie głodu ludzkiego, ale tragedia, bo skoro raz na miesiąc umiera chociaż jeden szlachcic, to niebawem przyjdzie i na mnie pora.
Ale nie wchodzę do cyrku, nim zakończyła się gra, wyjdę. Pozostanie po mnie tylko bukiet białych róż, które wręczy pannie Primrose pan z obsługi. W bukiecie będzie bilecik, a także czek na dużą sumę galeonów, który zaraz po otwarciu koperty wyfrunie i wpadnie do skrzynki na datki wojenne. W bileciku Primrose przeczyta coś, co piszę teraz, stojąc w wejściu jak nieproszony gość "Pytałaś czego oczekuję od lady Carrow? Właśnie tego. Mam nadzieję, że muzyka wyprzedzi inne pasje, bo wychodzi ci znakomicie. A.".


zt.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.05.21 15:13
Gdy w palarni pojawiła się Cressida Fawley, wraz z mężem, Aquila kiwnęła jej głową. Kuzynka wspierała ją w najgorszym czasie, gdy Alphard... Black przełknęła ślinę i posłała jej jeszcze delikatny uśmiech. Wokół zaczynało pojawiać się coraz więcej gości, aż w końcu dostrzegła Fantine i Melisande Rosier, która również trwała w żałobie. Pewne obowiązki i zaproszenia jednak powinny zostać zaakceptowane, nawet jeśli obydwie przywdziewały czerń. Black odpowiedziała jej skinieniem głowy, miały stać się rodziną, gdy spotkały się przypadkiem na Pokątnej, kąśliwe uwagi nie przysłoniły odpowiedzialności, jaką Melisande miała ponieść, zostając żoną Alpharda. Teraz jego już nie było... Rigel odszedł do stolika, przy którym zasiadała Evandra, Tristan i Octavia. Przez chwilę obawiała się, co może z tego wyniknąć, o ile stosunki Blacków z Lestrangami nie były wrogie, to nazwisko Rosier od dawna nacechowane było negatywnie, gdy ktokolwiek mówił o nich przy Grimmauld Place 12. Mieli jednak stworzyć polityczny sojusz z pomocą małżeństwa, a teraz wszystko spadło na głowy Cygnusa i Rigela. Wpatrywała się przez chwilę w brata, gdy ten stanął przy ich stoliku, po czym odwróciła głowę do tyłu, by rozejrzeć się nieco po sali. Mathieu Rosier, chwała ojcu, że nie proponował go jako kandydata na męża, aby zacieśnić sojusz. Nie miała nic przeciwko temu mężczyźnie personalnie, absolutnie nie. Wydawał się być o dziwo dość miły. Problemem byłoby zostanie lady Aquilą Rosier. Na samą myśl wzdrygnęła się nieco, wdzięczna, że byli inni kandydaci, chociaż jeden z nich... Ponownie spojrzała na Evandrę. Co musiała czuć, jak bardzo kroiło się jej serce? Musiała przestać teraz o tym myśleć, porozmawiają potem. Poza tym... Skupiła się na sukience Octavii. Zdecydowanie za krótkiej, nawet jak na tak postępowe społeczeństwo, w jakim żyli. - Widzieliście kreacje lady Octavii Lestrange? Odważna... - wyszeptała, nachylając się do rodzeństwa Parkinson, zanim do stolika podszedł ktokolwiek inny. Zauważyła Zachary'ego Shafiqa, chociaż ten, pomimo tak nieszlachetnego zachowania narzeczonej, nie wyglądał smutno lub mizernie. Zresztą, po Shackleboltach nie można było się dużo spodziewać... Gdy dołączyła do nich Cordelia, wraz z ojcem, przyjaciółkę powitała złapaniem za dłoń - Tęskniłam - powiedziała jedynie cicho, przestraszona już nieco, że do nich nie dołączy. Ministrowi Magii zaś kiwnęła głową - Lordzie Malfoy - powiedziała krótko, wiedząc, że i tak zapewne zaraz zajmie się on rozmową z jej ojcem. Oby tylko nie wyszedł z tego plan małżeński... Od tego wszystkiego rozbolałaby ją głowa. Wtem do stolika, miejsce obok niej, dosiadł się Craig Burke. Black spojrzała na niego jedynie z lekkim zaskoczeniem, nie umawiali się tutaj, jednak jego obecność była całkowicie zrozumiała. W końcu palarnia należała do jego rodziny, na scenie grała jego kuzynka i stryjeczna szwagierka, a on sam zajmował się opium. - Tak, oczywiście, lordzie Burke - powiedziała tylko cicho, uśmiechając się delikatnie. No pięknie... Zaraz wszyscy ich dostrzegą i zaczną się plotki. Te jej nie przeszkadzało, może nawet to lepiej? Odstraszą innych adoratorów. Jednak trwała w żałobie, nie na wszystko mogła sobie pozwolić publicznie, prywatnie zresztą też. - Wnętrze wygląda bajecznie. Jestem ciekawa kto zajmował się wystrojem? - dodała gdy ten zasiadł obok, przysunęła się nieco głębiej do stołu, wpatrując w scenę. Dłonie położyła na kopertówce, zawiedziona, że przed nią nie stał jeszcze kieliszek alkoholu. Potrzebowała go właśnie teraz. Powoli otworzyła kopertówkę, wyjmując piersiówkę, tak by nikt nie widział, wciąż trzymając ją pod stołem.
Koncert właśnie się rozpoczynał. Patrzyła tylko na Primrose, choć ta oślepiona światłami zapewne nie widziała jej. Skoro jednak wszyscy skupieni byli na niej, Black wyciągnęła spod stołu piersiówkę, którą trzymała, rozglądając się jeszcze na boki. Wtedy dostrzegła wzrok Craiga na sobie. Za późno by schować alkohol. Black przygryzła tylko dolną wargę, po czym szybko łyknęła rumu z piersiówki i ponownie zniżając ją na wysokość stołu, by nie rzucała się w oczy, wręczyła ją Burkowi i odwróciła wzrok z powrotem na scenę. Utwór, który powoli rozbrzmiewał, rozpoczęty nienachalną melodią fortepianu, powoli mieszał jej w głowie. Czy to obecność tylu gości, a może sam Nokturn tak działał, przecież niemożliwe, że zrobił to łyk alkoholu? Nie zamknęła oczu, a jednak teraz śniła już sen na jawie. Stoliki dookoła zaczynały powoli znikać, a ona została tam całkowicie sama. W tle wciąż grała muzyka i coś było nie tak. Na wszelki wypadek złapała mocniej różdżkę, która wcześniej chowała się pod szarfą. Ręce trzymała pod stołem, a pisk w uszach ze strachu powoli zagłuszał muzykę. Nie mogła dostać ataku paniki, nie tutaj... Ręce drżały, trzymała je pod stołem gdy za sobą usłyszała głos.
Wyglądasz jak królik, Black. Tatuś niech ci upiłuje te ząbki, pindo.
Wzięła głęboki oddech, a twarz jej pochmurniała. Już chciała się odwrócić, ale to przecież nie było możliwe by Trixie Beckett, durna szlama z Gryffindoru, była na tyle potężna, by teleportować ją z palarni w jakieś dziwne miejsce. Aquila zamknęła oczy, próbując się uspokoić, gdy nagle utwór się skończył, a wokół rozległy się brawa. Aquila dopiero wtedy zorientowała się, że lewe kolano, na którym zacisnęła swoją lewą dłoń, wcale nie jest jej kolanem, a należy do mężczyzny siedzącego obok. Pod stołem, przy przygaszonych światłach, nie było szans, by ktoś to dostrzegł, ale obawiała się spojrzeć w oczy Craigowi. Szybko zabrała rękę, chowając jeszcze różdżkę z drugiej dłoni z powrotem za szarfę i rozpoczęła oklaski. Magia tego utworu musiała tak podziałać... Primrose, co to za czary?
Słuchała przemowy przyjaciółki, dumna, że mogła mieć jakikolwiek wpływ na to wszystko, że to droga jej sercu panna Burke zaangażowała się w działalność charytatywną i to w tak piękny sposób. Uniosła kieliszek szampana wyżej, wznosząc toast razem z nią. Była taka dumna z drogiej przyjaciółki. Dostrzegła skrzynię, która została wniesiona obok sceny. Przygotowany wcześniej czek  spoczywał teraz w kopertówce. Black wstała od stołu, dumnie unosząc głowę nieco wyżej. Zbiórka była zbyt bliska jej sercu, dosłownie chciała być pierwsza. Poza tym dobrze to wyglądało. Kierując się spokojnym krokiem w stronę skrzyni, sunąc w pięknej czarnej sukni z ręki samego Edwarda Parkinsona, w końcu wrzuciła do niej czek. Rozpuszczone proste włosy odgarnęła za ucho, spoglądając jeszcze na Primrose i uśmiechając się bardzo delikatnie, niemal niezauważenie, do przyjaciółki. Wracając do swojego stolika, rzuciła szybko spojrzeniem po sali. Nigdzie nie było Aresa Carrowa, już oficjalnego narzeczonego występującej. Cóż za... nietakt...
- Nie ma lorda Aresa Carrowa - zwróciła się do Edwarda, Odetty, Craiga i Cordelii, siadając ponownie przy stoliku. - Wiecie może dlaczego? Jego narzeczona gra koncert... - spojrzała kontrolnie na Craiga, może on coś wiedział.

burki nas naćpały



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.05.21 22:41
Moment, gdy pozostali z gości zbierali się w sali był raptem kilkoma chwilami, które Edward poświęcił na spoglądanie na przybywających. Z uśmiechem na twarzy przyjął towarzystwo rodzeństwa Blacków, roziskrzonym spojrzeniem obdarzał Aquilę i suknię, którą dla niej uszył. Była zjawiskowa i leżała dokładnie tak jak tego oczekiwał.
Pięknie wyglądasz, Aquilo — zwrócił się do damy, wstając z zajmowanego miejsca, gdy zasiadała przy stoliku. W rytm szarmanckich zasad, swoje miejsce zajął chwilę po niej. — Rigelu — krótko zwrócił się do lorda, spojrzeniem oddając niewypowiedziane pytanie, będące jedynie lekkim ukłuciem żalu, że od tak dawna nie odwiedzał go w pracowni. Nie myślał o tym długo, nie dano mu tego. Słowa Aquili podchwycił od razu. Wyćwiczonym przez lata ruchem całego ciała odwrócił się. Wzrokiem odnalazł wspomnianą damę, jedynie uzyskując potwierdzenie słów lady Black.
Odetto, skarbie — zwrócił się do siostry, spoglądając na Aquilę, lecz nachylając się do siostrymoże zaprosisz lady Lestrange na herbatkę w naszej restauracji? Pokażesz jej kilka ostatnich kolekcji, dobierzecie dla siebie odpowiednie perfumy. — Zasugerował głośno, nie kryjąc się z pomysłem przed innymi. Lata przebywania pośród arystokracji dało mu pewność, że swoim domysłem podsunął Aquili co najmniej chęć wysłania listu do Octavii. W ostatnim czasie dała Edwardowi do zrozumienia, jak bardzo ważne było podążanie za pewnymi standardami; także tymi, które on sam kreował.
Uprzejmym ruchem głowy powitał ojca Aquili oraz jej matkę, również w jej obecności wstając, kiedy siadała. Po raz ostatni podniósł się, gdy zjawiła się Cordelia. Jego uwaga na krótki, urywany moment skoncentrowała się w całości na niej. Ledwie kilka dni wcześniej miał niezwykłą okazję poznać ją na swoich włościach i wprost zżerała go ciekawość, jaka była na neutralnym gruncie. Uważnym spojrzeniem śledził za to lorda Burke'a, który – ku ostentacyjnemu zdziwieniu Edwarda – postanowił przysiąść się do ich stolika, nie natomiast do rodziny. Swoim zwyczajem spoglądał na niego krótko, dość łatwo wychwytując nachalne spojrzenie posyłane w stronę Aquili. Sam też, korzystając z okazji, spojrzał znacząco na Aquilę, oczekując natychmiastowych wyjaśnień. Przecież nie mógł dopuścić, by swoimi słowami przeinaczył stan faktyczny.

W ciszy, w dziwnym napięciu przyjął moment skierowania świateł na scenę, choć zaoferował oklaski razem z innymi. Sala palarni pogrążająca się w półmroku pobudziła przedziwny dreszcz biegnący po plecach Edwarda. Jego dłoń powędrowała odruchowo ku dłoni Odetty. Delikatnie zacisnął palce na jej własnych, przypominając, że nadal tu był i strzegł jej bezpieczeństwa, choć nie spoglądał na piękne oblicze siostry. Wzrok niezmiennie pozostawał skierowany na scenę, na której pojawiały się damy rodu Burke. Kątem oka wychwycił jakiś ruch przy stoliku, lecz nie spojrzał w tamtą stronę. Przez kilka dłuższych chwil wsłuchiwał się w pierwsze dźwięki koncertu. Krótki, delikatny wstęp szybko przerodził się w znacznie żywszą gamę, niosącą się echem, pobudzającą zmysły Edwarda wyjątkowo mocno, niemal od razu odcinając go od rzeczywistości, a wciągając we wspomnienia z Paryża, gdzie wielokrotnie gościł na przeróżnych recitalach i spotykał się z równie wyrafinowaną muzyką. Zawsze zamykał wtedy oczy i wyobrażał sobie samego siebie z kawałkiem węgla w dłoni, twardymi kartami, na których kreślił sylwetki swoich modeli i modelek. Lampka wina kusząco spoglądała z etażerki stojącej obok zajmowanego fotela, a w rogu studia, w którym mieszkał, zaprzyjaźniona fortepianistka wypełniała ciszę. Nieraz wynagradzał jej to, całował jej palce, spijał każdy pomruk z jej ust, gdy – w takt melodii wygrywanej na klawiszach – nuciła.
Odpłynął jeszcze dalej, wbrew wszelkim oczekiwaniom zmierzając do miejsca, w którym tak często nie bywał. Nienawiść, złość były czymś, z czym Edward radził sobie na swój sposób i instynktownie podążył wypielęgnowanymi paznokciami pod mankiet koszuli, drażniąc skórę. Ledwie spostrzegł, jak stolik, przy którym siedział, zniknął z pola widzenia, a tu przy uchu począł słyszeć kakofonię głosów. Niewdzięcznych i zazdrosnych, którymi gardził całym sobą. Nie zadawał sobie trudu spojrzeć, czy Odetta była razem z nim. Odgłosy rozpraszały, a ich nienawiść płonęła tylko z jednego powodu. Nie mieli za knuta smaku ani gustu. Rosły razem z dźwiękami koncertu i wprawiały go w furię. Zniknęły nagle. Muzyka przestała grać. Uczucie zostało. Zrodziło się oszołomienie, w którym zaczął składać oklaski razem z pozostałymi gośćmi, dziękując za otwarcie wieczoru. Jednocześnie nie mógł wyjść z wyjątkowego zdziwienia tego, co odczuł. Gdy minęły pierwsze chwile zaskoczenia, jego spojrzenie wpierw powędrowało do Odetty razem z dłonią. Uścisnął ją, upewniając się, że była prawdziwa. I była.
Czy to już pora na coś do picia? — Zapytał, rozglądając się za obsługą. Całe to doznanie wzmogło pragnienie. Poczuł nagłą suchość w gardle i w zasadzie nie zwlekał. Kiedy tylko taca pojawiła się w zasięgu ich stolika, gestem dłoni przywołał kelnera. Pochwycił po lampce szampana dla siebie oraz dla Odetty, siostrze wręczając kieliszek. Naczynie przytknął do ust, czując pierwsze bąbelki w nosie, lecz nie upił łyku, choć bardzo tego chciał. Popełniłby ogromny nietakt, a tego przecież nie mógł uczynić. Próbując zachować spokój, wysłuchał wszelkich słów wygłoszonych ze sceny, wreszcie rozumiejąc także, co kryło się za zaproszeniem; wzniósł toast śladem Primrose, dość mocno odczuwając alkohol drapiący w nieco zakurzone gardło.
Piękny utwór — skomentował, zwracając się do wszystkich przy stole, otwierając tym samym czas na ewentualną dyskusję. Był niemal pewien, że każdy z obecnych miał coś do powiedzenia. Ba, chciał powiedzieć, a być może nie wypadało podjąć tematu. Nikt inny niż Edward nie mógł więc tego uczynić, będąc ciekawym przeżyć obecnych dam. Wykorzystał także ten moment, aby śladem Aquili podążyć do skrzynki postawionej przy scenie i złożyć datek w imieniu rodu Parkinsonów. Do stolika wrócił niemal od razu, nie chcąc jeszcze zagadywać pozostałych. Z resztą słowa lady Black przykuły jego uwagę naprawdę mocno. Zaciekawiły do głębi.
To musi być okropne dla Primrose... nie mieć wsparcia i otuchy w zalotniku, skandal — skomentował z przejęciem, upijając w międzyczasie niewielki łyk szampana. — Myślicie, że kryje się za tym coś więcej? Może przerosły go oczekiwania. Lady Yaxley w towarzystwie swojej służki wspomniała mi ostatnio, podczas przymiarek jej nowej sukni wieczorowej... jestem pewien, że chce ją założyć na noworoczny sabat u lady Nott. Nie jestem pewien, czy będzie pasowała na okazję. Lady Adelaide tak doskonale strzeże swoich tajemnic. Za nic w świecie nie mogę skłonić jej do zwierzeń na ten temat. — Zatrzymał się w swoim słowotoku. — Ach, wracając do lorda Carrowa, lady Yaxley mówiła, że wydarzył mu się jakiś wypadek. To chyba coś z twarzą, w każdym innym wypadku zaszczyciłby nas swoją obecnością, czyż nie? — Wyjaśnił, niezmiennie pozostając uśmiechniętym i zadowolonym z własnego głosu, intonacji, niewielkich gestów wykonywanych z przemyśleniem. — Lady Malfoy, czy ostatnio wybrane perfumy umilają ci dzień? — Zapytał Cordelię, spoglądając na nią dokładnie z tym samym uśmiechem, którym ledwie kilka dni temu obdarzył ją w perfumerii Domu Mody. I chyba znał odpowiedź na to pytanie, choć podejrzewał, idąc za krótkim zapoznaniem, że była gotowa stwierdzić zupełnie inaczej i wprost nie mógł doczekać się, by zamienić z nią jeszcze kilku słów na osobności.

oćpany


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : 2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Palarnia opium [odnośnik]02.05.21 23:01
Powitania były nieodłączną częścią tego, że zorientować się kto przyszedł z kimś, lub śledząc tęskne spojrzenia, domyślić się kto chciałby zajmować dane miejsca przy stoliku. Co prawda Calypso nie miała zbytnio czasu się rozglądać, bo jej towarzysz przy stoliku był zbyt zajmujący. Wciąż pozostawało wiele do odkrycia w tej znajomości, a każdy, kto znał ją chociaż przelotnie, wiedział o jej pasji do zdobywania wiedzy. A Mathieu nie tylko miał informację, do których ona zwyczajnie nie miałaby dostępu, ale i sam był ciekawym mężczyzną.
Tu nawet nie chodziło przecież o łamanie żadnych zasad, bynajmniej nie dla niej.. Wszystko przecież odbywało się w dobrym tonie dla osób postronnych, chociaż przeciągłe spojrzenia, uśmiechy, które wymieniali przy każdym spotkaniu, zdawały się ich bardzo osobistym językiem.
Blondynka pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że dla postronnych najdziwniejszym faktem mogłoby być to, że zdecydowała się na towarzystwo właśnie tego konkretnego Lorda, jednak nie uwłaczając pozostałym, to właśnie Mathieu wydawał jej się najbardziej intrygujący ze wszystkich zgromadzonych tu mężczyzn.
I widziała, czy może kobieca intuicja podpowiadała jej, że i on nie jest zawiedziony tym, że wybrała stolik, przy którym on już siedział.
- Muszę przyznać, że wiedziałam, że to wydarzenie będzie wspaniałym przeżyciem. - Pozwoliła mu pocałować się w dłoń, odpowiadając na jego wzrok, podobnym spojrzeniem. Pociągnięte czerwoną szminką usta, rozciągnęły się w przyjemnym uśmiechu, gdy pochwalił jej wygląd. Nie byłaby jedną sobą, gdyby tej wymiany uprzejmości nie wzięła za kolejną grę, której zasady rozumieli jedynie oni. - Dziękuję Lordzie Rosier. Miałam nadzieję, że Lorda tu spotkam. - Powiedziała, składając niewielką torebkę na swoich kolanach. A potem znów skupiła wzrok na jego oczach na krótką chwilę. - Odpowiedziałabym w podobnym tonie, ale byłoby to pewne niedomówienie, bo tyle razy ile spotykam Lorda, Lordzie Rosier, mam wrażenie, że jest Lord coraz bardziej niezwykły niż poprzednio. - Nie od dziś wiadomo było, że młoda Lady Carrow była obyta w towarzystwie. Jej ojciec i bracia często rozmawiali w trakcie przyjęć z innymi Lordami, ale mimo wszystko, każdy, skąd by nie pochodzili, lubili usłyszeć miłe słowo od kobiety. Dla Mathieu miała jednak specjalne komplementy. Nie mówiła tego jedynie po to, żeby podbudować jego ego. Ona naprawdę tak sądziła.
Jednak niedane jej było podyskutować o tym bardziej, gdyż do ich stolika przybyły kolejne osoby.
Nie był to co prawda jej brat, ale wierzyła, że ten pojawi się wkrótce. Ba, może nawet już jest, tylko wszedł niepostrzeżenie. Wiedziała, że ostatnie dni nie były dla niego najłatwiejsze. W zasadzie to zastanawiała się nawet, czy Lady Primrose powinna organizować koncert w okresie żałoby. Sama Calypso nie zdecydowałaby się na taki krok, ale skoro zaproszenie otrzymała, to uznała, że nie może opuścić koncertu przyszłej bratowej. Zwłaszcza, ze według wieści Francis został wymazany z kart rodu. Jednak to, co dało się wymazać z papieru, nie koniecznie chciało zniknąć z serca. Problem polegał więc głównie na tym, że Ares był z Francisem bliżej i on zdecydowanie mocniej przeżył jego śmierć.
Teraz jednak miała obok siebie nie tylko Mathieu, ale również Melisandre i Fantine, a takie stężenie przedstawicieli rodu Rosier zwiastowało ciekawe wyzwanie. Uśmiechnęła się do kobiet, nie wydając się zupełnie skrępowana ich obecnością, chociaż przecież nigdy nie były ze sobą zbyt blisko.
- Dobry wieczór. - Odparła, kiwając lekko głową w stronę obu Lady. - Niezwykła kreacja. - Powiedziała ze szczerym uznaniem. Krwista czerwień nie pasowała wszystkim, ale jeśli już ktoś miał w niej dobrze wyglądać, czyż nie byłaby to kobieta z rodu czerwonej róży.
Po chwili zjawił się również Lord Shafiq, z którym Calypso przywitała się podobnym skinieniem głowy, uprzejmym uśmiechem.
- Dobry wieczór Lordzie - Bardziej symbolicznie, niż rzeczywiście zrobiła miejsce, nienachalnie przesuwając krzesło, żeby dać znać, że oczywiście jest mile widziany. Jej daleko było co prawda do gospodyni, jednak nie miała zamiaru martwić się w tej chwili, że być może reszta towarzystwa zna się lepiej, niż z nią.
I wtedy zaczęła grać muzyka… Niezaprzeczalnie piękna, ale niczego innego się przecież nikt nie spodziewał, mając na scenie, tak utalentowane czarownice. Całość łączyła się ze sobą, tworząc niemal namacalne obrazy.
Nijak się miały one do przyjemnych doznań, jakie niosła ze sobą muzyka. Stoliki niespodziewanie rozmyły się, a ona stała w swojej sukni w ciemności lasu. I chociaż zdawało jej się, że słyszy muzykę, to miała jednocześnie wrażenie przejmującej ciszy… Dopóki nie usłyszała głosu… Jego głosu.
Rozpoznałaby go wszędzie, a przecież nie było możliwe, by stał z nią… Zbiegł i nie ryzykowałby życiem, pojawiając się w jej pobliżu.
Nastający na nią w latach wczesnego dojrzewania stajenny. Niemal ją dopadł, ale w porę pojawili się słudzy ojca. Sroga spotkała go kara, gdy Lord Carrow się o tym dowiedział, ale ostatecznie deportował się resztą sił. Rodzice chcieli wyczyścić jej pamięć, ale ona ubłagałaby nie… Chciała wiedzieć, że go rozpozna, gdy kiedyś ich ścieżki znów się przetną…
Uśmiechał się do niej, ale nie było w tym nic miłego. Raczej grymas… jak pies, odsłaniający kły…
Utwór dobiegł końca, a Calypso znalazła się ponownie na sali. Zbladła… Dłonie jej drżały. Nie tego się spodziewała po koncercie na rzecz uboższych. Zaklaskała, bardziej z odruchu, niż rzeczywistego zachwytu.
- Przepraszam na moment. - Powiedziała, cofając się na krześle i ruszając w stronę przygotowanej skrzynki na datki.
W tym momencie bardziej niż wcześniej odczuła brak życzliwej duszy. Przekomarzanki z Lordem Rosier mogły okazać się niewystarczającym powodem, by przetrwać tak cały wieczór, jeśli mieli im ponownie serwować takie niespodzianki.
Odejście ku skrzyneczce miało jeszcze inny zabieg. Dała Mathieu czas na rozmowy w ich własnym gronie, do którego przecież nie należała. Ile by dała, żeby Ares lub Icar tu byli, lub chociażby jej służka Liliana.
Wyjęła z torebki jedwabną chusteczkę, którą dyskretnie otarła kropelki zimnego potu. Dopiero wtedy wsunęła datki od rodziny Carrow. Od niej osobny czek, ale też ten od jej ojca — przyszłego teścia dzisiejszej gwiazdy. Dała sobie kilka chwil na szybkie oddechy, żeby wreszcie wrócić na swoje miejsce.
Tam czekał już szampan, który Lord Rosier musiał postawić przed jej zastawą.
- Dziękuję uprzejmie. - Powiedziała, sięgając po szkło. Może i nawet wniosłaby toast, ale teraz nogi wciąż miała jak z galarety i nie wiedziała, czy ustoi zbyt długo.

High
Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Palarnia opium [odnośnik]03.05.21 13:53
Skupiła się na płynących z instrumentów dźwiękach, dała się porwać melodii. Pogrążyła się we wszechogarniającym chłodzie i ciemności otaczających ją drzew. Nagłą zmianę przyjęła z niewielkim zdziwieniem, zaraz zaciskając powieki, nie będąc pewną czy to magia czy też tylko jej wyobraźnia. Dochodząca z oddali muzyka kołysała delikatnie, Evandra mogłaby spędzić w tym miejscu wieczność, gdyby nie głos, jaki nagle zakradł się za jej plecami.
Ta postawa i ubiór; doprawdy, róże? Natychmiast przeszył ją dreszcz, wycedzone jadowicie słowa wbijały się cienkimi szpilami w kark. Kogo chcesz oszukać? Francis nie byłby zadowolony. W przestrachu od razu odwróciła się za siebie, wyprostowana sylwetka patrzyła wprost na nią. Ona sama z uniesioną dumnie głową i rozczarowaniem w oczach. Evandra wstrzymała oddech, zbyt zszokowana, by jakkolwiek zareagować. Jak to możliwe, by wyrzuty sumienia zaczęły osiągać tak namacalną formę?
Z dziwnego transu wybił ją dźwięk oklasków. Ocknęła się z cichym westchnieniem, od razu unosząc dłonie do braw. Z kieliszkiem w dłoni wróciła spojrzeniem do Primrose, szczerze dumna z pierwszego wykonanego przez nią publicznie utworu. Wymusiła na sobie łagodny uśmiech, chcąc okazać przyjaciółce swoje wsparcie.
- Świetne wykonanie. Czyste i pełne pasji, jak sądzisz? - zwróciła się do Octavii, której opinii o muzyce zawsze lubiła zasięgać. Odsłaniająca łydki sukienka kuzynki nie zdawała się Evandrze być w jej przypadku niczym zaskakującym, wszak od zawsze wykraczała nieco poza uznawane standardy. Półwili brakowało wciąż jej odwagi, potrzeba dostosowania się do ogólnie przyjętych norm i tego, co jej wypadało, była jednak silniejsza od chęci wprowadzenia zmiany. Przykładem tego były chociażby mocno zasznurowany gorset o stalowych fiszbinach oraz wieczorowa suknia w bezpiecznym kroju.
Nie podniosła się z miejsca do skrzynki na datki, nie chcąc przeciskać się w tłumie. Wolała ograniczyć spotkania oraz pogawędki do niezbędnego minimum, poświęcając swoją uwagę jej najbliższym. Siedząc tyłem do reszty sali, nie musiała unikać spojrzeń, była wdzięczna Tristanowi za tak sprytnie dobrane miejsca.
- Jestem zauroczona tym miejscem. Nie przypuszczałam, że na Nokturnie można znaleźć tak wspaniałe wnętrza. Jak wiele tajemnic jeszcze przed nami skrywa? - Przeniosła spojrzenie na Rigela, którego także nie posądzała o częste odwiedziny Palarni opium, ani Nokturnu w ogóle. W czasach szkolnych unikał wszelkich szlabanów, lecz nie ze względu na urok, jaki zwykła stosować w kryzysowych sytuacjach Evandra, a przez zupełne ich unikanie.

| opium



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Palarnia opium [odnośnik]03.05.21 14:02
Zawsze lubiła artystyczne wydarzenia. I choć na salonach była tą, która trzymała się z boku, w cieniu innych, to jednak doskonale znała wagę swoich obowiązków i pojawiała się tam, gdzie wypadało się pojawić, zwłaszcza gdy oczekiwał tego od niej mąż. Była przecież jego ozdobą, i tam, gdzie mężczyzna powinien pojawiać się z żoną, musiała być obecna. Trzymając się jego ramienia nie bała się tak bardzo, wierzyła, że męska opieka męża uchroni ją przed złem świata, ale i tak Nokturn miał w sobie coś niepokojącego, i samotnie z pewnością nigdy by się do tego miejsca nie zbliżyła. Ulżyło jej, gdy w środku okazało się, że wiele innych znajomych twarzy z salonów też tu dzisiaj przybyło. Burke’owie byli szanowaną rodziną i wielu odpowiedziało na ich zaproszenie, najwyraźniej popierając szlachetną inicjatywę koncertu charytatywnego. Na pewno ta idea trafiła do z natury dobrej Cressidy, w końcu jako ci, którzy stali na szczycie społecznej hierarchii, powinni dawać dobry przykład i opiekować się magicznym społeczeństwem pozostającym w kryzysie przez działania wielbicieli mugoli. Wśród gości byli nawet jej krewni, jak Blackowie, którzy z pewnością wciąż zmagali się ze smutkiem po niedawnej utracie Alpharda. Patrząc na Aquilę i jej rodziców także poczuła żal, Alphard powinien tam siedzieć z nimi, ale niestety już nigdy nie miała go ujrzeć. Tak bardzo tęskniła za rozmowami z nim!
Usiadła przy stoliku obok męża, przy nich usiedli także jej brat ze swoją małżonką. Cressie oddała się rozmowie z nimi, bardzo się ciesząc z okazji do spotkania z członkiem swojej najbliższej rodziny. Flintowie byli bardzo bliscy jej sercu, zwłaszcza jej rodzeństwo. I choć każde z nich miało już swoje życie i małżeństwo, to nie wymazywało więzów krwi. Wciąż byli rodzeństwem mimo że każde zamieszkiwało już w innym dworze, i tylko jej brat mógł pozostać w rodzinnym Charnwood.
Ucieszyło ją też pojawienie się przy tym samym stoliku Eurydice i jej brata. Zwłaszcza obecność młodej półwili bardzo ją cieszyła.
- Lordzie Nott, droga Eurydice – przywitała oboje, zaczynając od powitania mężczyzny, by później przenieść wzrok na młode dziewczę, dawną towarzyszkę dziecięcych zabaw, z którą rozdzieliła ją nauka w różnych szkołach, ale teraz, gdy Eurydice skończyła Hogwart i miała zadebiutować, będą mogły odbudować relację. – Też mam nadzieję, że będzie miło, jestem bardzo ciekawa umiejętności Primrose. Podziwiam jej odwagę, że jest gotowa tak wystąpić publicznie, bo ja chyba wstydziłabym się grać przy tylu ludziach. – Nawet gdyby umiała grać lepiej, to i tak pewnie by się wstydziła. Prezentowanie obrazów było jednak czymś innym, one po prostu wisiały na ścianie, namalowane wcześniej w spokoju, skupieniu i samotności, gdzie mogła dowolnie poprawiać mankamenty niezauważone przez nikogo i świat oglądał dopiero finalny efekt jej pracy. A granie przy ludziach? Przy tym tak łatwo było popełnić błąd, w stresie poczynić fałszywy dźwięk, który wprawne ucho od razu wychwyci. Primrose musiała mieć więcej odwagi, Cressie tak naprawdę nie znała jej zbyt dobrze i nie wiedziała o niej wiele. Może Eurydice znała lady Burke lepiej? Obie uczyły się w Hogwarcie. Cressie przez naukę w Beauxbatons była przez lata odcięta od hogwarckich rówieśniczek, mając szansę zacząć je poznawać dopiero po szkole. Po chwili przy stoliku pojawiła się również jej kuzynka Vivienne, która najwyraźniej wypatrzyła w tłumie jej rude włosy. Była chyba jedyną rudą damą w tej sali, przynajmniej w zasięgu jej wzroku, a jej brat posiadał ciemnobrązowe kosmyki po ich panu ojcu. – Droga Vivienne – powitała ją również, ciesząc się z kolejnego znajomego towarzystwa, choć w głębi duszy czasami nie mogła być pewna, czy tej konkretnej kuzynce może w pełni ufać, Bulstrode’owie bywali specyficzni. Jej pan ojciec niespecjalnie przepadał za matką Vivienne, która w jego mniemaniu zbyt mocno odeszła od zasad Flintów, ale Cressie wiedziała, że powinna pielęgnować więzy krwi. Przynajmniej te powiązane z Flintami, bo z rodziną matki już nie wypadało jej się zadawać i trzymając się ojcowskiego polecenia nie spotykała się z Ollivanderami od miesięcy, odkąd zabłądzili i odwrócili się od konserwatywnych rodów pamiętających o tradycjach. Uśmiechnęła się lekko, słysząc jak Vivienne zwróciła się do jej brata, w swej łagodnej i naiwnej naturze nie dostrzegając w tym drugiego dna.
Uniosła wysoko brwi i pisnęła cichuteńko pod nosem, widząc niestosowną kreację lady Lestrange, która zdecydowała się odsłonić łydki, co na salonach nie uchodziło. Cressida nigdy nie odważyłaby się na to, by ubrać tak krótką suknię, jej stroje zawsze sięgały ziemi, grzecznie zasłaniając wszystko to, co musiało być zakryte. Nawet w domowych pieleszach nie pozwalała sobie na tak postępową swobodę. Ostatni raz miała na sobie sukienkę odsłaniającą łydki kiedy była małą dziewczynką, później już zawsze nosiła długie. Jeśli chodzi o obyczajowość, została wychowana bardzo konserwatywnie.
- Widziałyście suknię lady Lestrange? – zapytała szeptem towarzyszących jej kobiet, czyli bratowej, Eurydice oraz Vivienne. Zastanawiała się, dlaczego kobieta zdecydowała się na takie pogwałcenie konwenansów, czy to był przejaw desperackiego poszukiwania kandydata na narzeczonego? Lady Lestrange według tego, co wiedziała Cressie, była już przecież starą panną. A może należała do tych zbuntowanych dam, które za wszelką cenę próbowały pozować na niezależne? Wychowana bardzo patriarchalnie Cressida zawsze dystansowała się od kobiet tego pokroju, bo przecież każda szanująca się dama w tym wieku powinna już dawno mieć męża i przynajmniej jedno dziecko.
Później, gdy zaczął się koncert, już nie było miejsca na towarzyskie pogawędki. Cressie z podziwem spojrzała na Primrose, gdy ta w towarzystwie swojej bratowej wyszła na scenę w pięknej sukni, gotowa do zaprezentowania swoich umiejętności. Kobiety po chwili zaczęły grać, wypełniając salę piękną melodią, a Cressida słuchała ich z zafascynowaniem, nagle zdając sobie sprawę, że już nie widzi wokół siebie ludzi siedzących z nią przy stoliku ani sceny. Teraz przed jej oczami pojawił się obraz kwiecistej łąki, a nakrapiany nosek poczuł słodki, niemal duszący zapach. Dostrzegła też sylwetkę byłej przyjaciółki, Cynthii, która odwróciła się od niej po jej zamążpójściu. Nie wiedziała, dlaczego to konkretne wspomnienie pojawiło się w jej głowie, dlaczego zobaczyła właśnie dawną towarzyszkę z lat nauki, która już nie chciała utrzymywać z nią relacji w dorosłości, raniąc jej delikatne serduszko. Wciąż słyszała muzykę, ale dopiero kiedy ta dobiegła końca, wrażenia wzrokowe zniknęły i znowu znalazła się w tym samym miejscu, pomiędzy rodziną, patrząc na scenę gdzie znajdowały się obie lady Burke. Dołączyła do oklasków z lekkim opóźnieniem, a potem w ślad za mężem sięgnęła po podsunięty jej kieliszek z szampanem i znów spojrzała ku scenie, gdzie przemawiała Primrose. Jej słowa poruszyły wrażliwością Cressidy, która przejęła się tym, że choć oni żyli w dostatku i spokoju, nie wszyscy czarodzieje mogli cieszyć się takim szczęściem. Jej mąż śladem innych także postanowił złożyć datek w imię Fawleyów, więc w odpowiednim momencie wrzucił do skrzyneczki czek, który miał wspomóc działalność charytatywną na rzecz poszkodowanych czarodziejów. Potem wrócił i znów usiadł obok niej; Cressie nie ruszała się od stolika, wciąż siedząc w tym samym miejscu. Znowu zwróciła się do towarzyszek.
- Prawda, że to była piękna melodia? – zapytała, racząc się w międzyczasie łykiem szampana. – I czy też czułyście się nieco… dziwnie? – Była ciekawa, czy tylko ona widziała przed oczami obraz łąki, czy może inni też? Na wszelki wypadek wolała nie zdradzać szczegółów, gdyby się okazało, że tylko ona miała omamy, a jej towarzyszki nie.
Potem nadszedł czas na kolejną część koncertu, więc znowu umilkła, by posłuchać nowej melodii.

| rzut kostką


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Palarnia opium [odnośnik]03.05.21 20:17
Kolejne sylwetki sunęły po nieistniejącej szachownicy z gracją, ustawiając się na wybranych polach, ukazując sojusze oraz zwykłą sympatię, jaka łączyła dzisiejszych gości w symfonii bardziej zgodnej niźli ta, jaka miała niebawem rozbrzmieć. Chaber spojrzenia spod długich, czernionych rzęs przyglądał się poszczególnym konfiguracjom przelotnie, subtelnie, niczym dotyk motylich skrzydeł, wiedząc, iż niebawem będzie łączyć ze sobą twarze, znacznie lepiej niźli czyniła to dotychczas i zdoła pojąć, jak winna się poruszać by móc z każdego starcia wyjść zwycięsko. Póki co była jedynie ślicznym obserwatorem, posyłającym równie śliczne uśmiechy, nawet jeśli ten posłany w stronę najdroższej Evandry był znacznie cieplejszy niźli te posłane ku innym, choć zbladł on znacznie gdy wzrok malutkiej lwicy padł na postać kuzynki Octavii w sukience, która nie pasowała tak uroczej damie, wywołując natychmiast jego odwrócenie w popłochu. Słodka Marion, aż westchnęła w duchu, czując, jak w sercu zbiera żal na samą myśl, iż ubiór lady Lestrange nie umknie niczyjej uwadze i ostre języki z pewnością sięgną ku dziewczątku. Czy pozycja słodkiej lady Rosier była wystarczająca, by mogła osłonić sobą swą krewniaczkę? Nie chciała się zastanawiać, tak jak nie pragnęła się smucić, odnajdując w obranym towarzystwie powód do zadowolenia. Kochana Cressie u boku swego męża wyglądała tak kwitnąco, iż humor młodziutkiej panienki zaraz to się poprawił, odnajdując w rudowłosej damie dowód potwierdzający prawdziwość czytanych powieści, a już samo to wystarczyło, by Euri odnalazła uciechę najszczerszą. Paluszki skryły pod sobą usta roześmiane, duma zaiskrzyła w niebieskich oczętach, kiedy lady Fawley wspomniała o lady Burke.
- Lady Primrose posiada wiele talentów, które aktywnie wspiera oraz rozwija, nie pozwalając by przemijający czas, choć trochę je naruszył. Wierze więc głęboko, iż jej występ będzie piękny, albowiem czym jest odwaga jeśli nie pewnością w swym działaniu - odpowiedziała miękko, z sympatią wyzierającą w melodyjnym głosie. Podobne pokazy były częste na przyjęciach w bardziej kameralnym gronie, młodsze panienki mogły chwalić się swymi umiejętnościami przed publiką i zbierać pochwały za trud weń włożony, czy nie jest wspaniałym móc czynić to samo pośród tak istotnych person, jakie zaszczyciły palarnie? Nawet jeśli Rose zależało na tych biednych...poszkodowanych? Nie pamiętała, nazbyt przejęta koncertem, choć jeszcze przed momentem mogła przysiąc, iż na pamięć znała każdą linię wykaligrafowanych liter zdobiących zaproszenie. Strapienie rozpłynęło się w powietrzu niczym inne drażniące dotąd nuty zapachowe podsycone czymś, czego nie zdołała dotąd rozpoznać, kiedy lady Vivienne zaszczyciła ich swoją obecnością. Euri pojaśniała na widok zmyślnej niewiasty, w swej niewinności nie dostrzegając lisa czającego się za uśmiechem, chłodnej kalkulacji za błękitem tęczówek, subtelnej sztuki jaką władała.
- Lady Bulstrode - powitała ją grzecznie, absolutnie zachwycona, iż ktoś jeszcze zdecydował się do nich dołączyć - Mam nadzieję, iż droga upłynęła wam względnie przyjemnie i nie doświadczyłyście żadnych niedogodności - zatroskała się, Nokturn był tak ekscytująco straszny oraz dosyć brudny, co jeśli błoto osiadło na pantofelkach czarownicy? To byłoby doprawdy okropne, zmartwiła się raptownie, nie wyobrażając sobie w swej naiwności nic gorszego ponad zabrudzony rąbek sukni, ponad samotność pozbawioną braterskiej opieki. Przygryzła zaraz dolną wargę, na ledwie moment ścierając się ze spojrzeniem Leandra, gdy Cressida wspomniała ubiór Octavii. Brak poruszenia w nich pozwolił się rozluźnić, obrać odpowiednią drogę, z której każda dama zdoła się wymknąć na poczet plotek snutych w bardziej prywatnym gronie - Lady Lestrange wykazała się prawdziwą...odwagą - albo głupotą, wybrzmiało niemo, lecz Eurydice zdawała się tego nie dostrzegać, nie chcąc otwarcie krytykować panienki, ni pochwalać jej wyglądu. Nie musiała nic dodawać zresztą, lord Burke wkroczył na scenę, zagarniając władczo całą uwagę dla siebie, dzięki czemu młodziutka wila mogła uniknąć dalszej wymiany zdań. Lecz było to nic w porównaniu z melodią, jaka przyciągała ku sobie z każdym naciskiem klawiszy, pociągnięciem smyczka. Lady Nott westchnęła cichutko oczarowana, przymykając wrażliwe powieki, pozwalając wyobraźni pląsać pośród własnych wyobrażeń. I chyba zanurzyła się weń aż nazbyt dobrze, bowiem otwierając oczęta, ujrzała, jak stoliki znikają, zastąpione strzelistymi sylwetkami drzew, ich gęste korony zamknęły przed nią nieskończoność nieba, ciepło padające od promieni słonecznych. Melodia wciąż płynęła pośród liści, jednak nie była już tak piękna w odczuciu lwiątka, dreszcz zrosił bladą skórę, niepewność tego co się dzieje, wywołała trzepot serca i zapragnęła poprosić o pomoc, absolutnie nie rozumiejąc, co się dzieje, chciała wrócić, jednak nie mogła i chyba zaczęła się nawet bać, lecz słowa uwięzły w gardle, kiedy uszu jej sięgnął głos na siłę znienawidzony, wyolbrzymiony ponad miarę, a jego właściciel był karykaturalnym wynaturzeniem podsycanym przez szepty rodziny. Odwróciła się, powoli, z lękiem, jakby nie była gotowa ujrzeć tego, kogo znienawidziła i za kim chyba trochę tęskniła. Jednak majak rozpłynął się, podobnie jak gra szlachetnych pań, pozostawiając ziejącą ranę w piersi dziewczątka, całkowite zagubienie wobec wizji.
- Pe... - dłoń skryła za sobą usta, nim szeptane imię opuściło ściśnięte gardło, udając kichnięcie, starała się zatuszować zakłopotanie, chociaż zaszklony chaber ślepi sięgnął raz jeszcze ku Leandrowi, jakby lwi rycerz był w tym momencie jedyną podporą, dzięki której nie rozpłacze się brzydko czując się absolutnie zdruzgotaną - Czy to jakiś urok? - spytała słabiutko, nie mogąc unieść głowy, zbierając się w sobie, dopiero kiedy kelner pojawił się z kieliszkiem. Nie zamierzała wstawać i podążyć ku skrzyni, tłoczyć się jak jakieś zwierzęta. Towarzyszący jej brat z pewnością wypisze odpowiednią sumę, jaką należało pobrać ze skrytki banku i przekaże ją obsłudze, by ci wrzucili ją do skrzyneczki. Przekręciła lekko głowę, obserwując resztę gości, zaciekawiona, czy większość osobiście się pofatyguje, czy też skorzysta ze znacznie mniej inwazyjnego sposobu.

| rzut na opium


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : 1
UROKI : 5
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott
Re: Palarnia opium [odnośnik]03.05.21 21:17
Wszystko szło po ich myśli. Goście zjawili się w dużej liczbie co go cieszyło, bo jednak zależało im na dużej publiczności. Ilość zgromadzonych świadczyła o tym, że wszystkim w jakiś sposób, ten czy inny, leżało na sercu dobro innych. Nawet jeśli pojawili się tu z powodów wizerunkowych czy politycznych, ważne, że byli i wsadzali koperty do skrzynki.
Kiedy zajął swoje miejsce przy stole obok kuzyna i żony, dopiero wtedy rozejrzał się by zobaczyć kto gdzie siedzi. Uśmiechnął się lekko pod nosem widząc, że Craig przysiadł się do Lady Black, w końcu o to chodziło od początku. Pokręcił lekko głową z rozbawieniem, widząc jak jego przyjaciel siedzi w towarzystwie trzech dam i Lorda Shafiq’a. Na moment zatrzymał na dłużej spojrzenie na Lady Carrow, ale po chwili odwrócił wzrok. Po lewej miał Lorda Rosier’a z szanowną małżonką, a za plecami Ministra. Fakt, że się pojawił wiele dla niego znaczyło, wiedział, że robią dobrze i mają aprobatę samego ministerstwa.
Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki muzyki on jeszcze przez chwilę rozglądał się po Sali. Wielokrotnie słyszał utwory, które miały być tego wieczoru grane, podczas prób, ale za każdym razem wprawiały go w zachwyt. Jego kuzynka i nestorowa były bardzo utalentowanymi czarownicami pod każdym względem. Teraz jednak chciał się skupić na gościach… i w tym momencie kątem oka, zobaczył ruch przy drzwiach. Obsługa miała zamknąć drzwi na jego znak, więc jakim cudem, ktoś tu wszedł. Obrócił głowę w kierunku drzwi i, uniósł naprawdę zaskoczony, brwi ku górze. Zdawało się, że nikt inny nie zauważył przyjścia Aresa Carrowa. Prawie zyskał w jego oczach pojawieniem się jednak…prawie, ponieważ po chwili przekazał coś obsłudze i wyszedł z Palarni. Xavier nie wierzył własnym oczom…jak on śmiał się tak zachować? Nie dość, że przychodzi po czasie to jeszcze wychodzi po chwili…w czym czuł się lepszy? Jak śmiał w ten sposób zachowywać się względem Primrose? Burke był tak wzburzony, że aż zacisnął dłonie w pięści, prawie zapominając o niespodziance, którą przyszykowali dla gości. Burkowie mimo wszystko byli przyzwyczajeni do opium, więc działanie było mniejsze, ale nadal działało. Niby nadal znajdował się w Palarni i siedział na swoim krześle, ale jednocześnie jakby był w swoim pokoju z lat dziecięcych. Ktoś siedział na jego łóżku, wiedział kto to…pamiętał ten dzień. Pamiętał niewyobrażalny ból połączony z nerwami i chęcią ukrycia się przed światem. Zanim pojawił się medyk, który uleczył jego złamanie otwarte ręki minęło trochę czasu…to nie było przyjemne wspomnienie.
Nagle muzyka ustała i pokój zniknął. Xavier pokręcił głową chcąc w ten sposób odgonić od siebie wspomnienie z dzieciństwa, po czym westchnął i zaczął klaskać razem z pozostałymi. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wszyscy goście doznali takich czy podobnych wizji, w tym tkwiła cała zabawa, nie chcieli by goście się nudzili. Gdy kelnerzy rozdali szampana podniósł się z miejsca by wznieść toast z Primrose. Po chwili znów zajął swoje miejsce, aby nachylić się do Edgara.
- Carrow tu był, wszedł i wyszedł… - powiedział jedynie półszeptem, po czym podniósł się z miejsca.
Dopił swojego szampana do końca, po czym odstawił go na tace kelnera dając mu znak, że może zbierać zamówienia na drinki. Moment później ucałował swoją żonę w wierzch dłoni tym samym dając jej znać, że na moment zniknie i podszedł do skrzynki stojącej przy scenie by i od siebie wrzucić  do niej kopertę z datkiem. To, że zorganizowali koncert w żaden sposób nie zwalniało ich z przekazywania datków. Kiedy wrzucił kopertę rozejrzał się po sali i po zlokalizowaniu osoby, której szukał od razu ruszył w jej kierunku.
- Lordzie Shafiq, drogie Lady, mam nadzieję, że wieczór upływa wam miło. – powiedział uśmiechając się uprzejmie w momencie kiedy podszedł do ich stolika, po czym rzucił znaczące spojrzenie w kierunku Mathieu.
Skłonił się lekko w kierunku innych osób przy stoliku, po czym odczekał chwile by po chwili odejść kawałek z przyjacielem.
- Wyobraź sobie, że Ares Carrow w połowie utworu wszedł do środka, postał 5 sekund przy drzwiach i wyszedł. Wiem, że nie przystoi i z pewnością byłbym na ustach wszystkich obecnych, ale naprawdę miał ochotę się podnieść i coś zrobić. Nie mam pojęcia co on sobie wyobraża traktować w ten sposób Primrose. - powiedział spokojnie, tak by tylko on go usłyszał.


coś tam działa


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 1:22
Po tym jak obie lady Burke wycofały się na tyły sceny, doskonale widoczny na podwyższeniu pozostał fortepian. Przed drugą częścią koncertu miała nastać chwila przerwy: w teorii miał być to moment spokojny, powietrze wypełnione miało być rozmowami na temat muzyki, aktualnej sytuacji panującej w Londynie... oraz oparami opium, które wprawiały gości charytatywnego koncertu w nieco odległe stany.
Niestety, coś – czy też raczej ktoś – przerwało tę chwilę. Nad stonowanymi rozmowami przeważył nagły trzask, a na przodzie sceny pojawił się człowiek, którego nie było dziś na liście gości.
Nawet największym wirtuozom sztuki magicznej wkradały się czasem błędy. Złośliwość magii potrafiła przechodzić wszelkie pojęcie: w momencie, w którym profesor zaczął pętać magię w świstoklik poczuł, że magiczne wiązki buntują się pod jego różdżką: faktycznie zaczęły się zapętlać, jednak zbyt szybko, wywracając się wręcz na drugą stronę. Gwałtowny wyrzut magii spowodował, że ta zamiast zamknąć swoje działanie w świstokliku wypaczyła pierwotną intencję Vane'a i zamiast prowadzić do miejsca bezpiecznego, zabrała go ze skutkiem natychmiastowym w najniebezpieczniejsze miejsce w Anglii; co więcej, zabrała go na środek sceny w palarni opium, w której właśnie w najlepsze trwał koncert charytatywny. Profesor pojawił się znikąd, z zabawkowym aetonanem szamoczącym się w jego rękawie, najpewniej równie zaskoczonym tym obrotem spraw co sam czarodziej.

| Jest to ingerencja Mistrza Gry w związku z wyrzuceniem przez Jaydena krytycznej jedynki na tworzenie świstoklika. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 10:42
Zgiełk pojawiających się sylwetek, ociężałe spojrzenia i niepozorne bitwy tęczówek. Lady Fantine Rosier zwykła grzeszyć samą swoją obecnością, co zwieńczyło na twarzy Vivienne krótki uśmieszek. Niezrozumiały, niewytłumaczalny, może prześmiewczy, ale odpowiedź wobec kogo kpił, siedziała tylko w przydługim spojrzeniu. Dopóki pazurki chowały się pomiędzy opuszkami, a ogony pozostawały spokojnie nieruchome, reszcie ludzi pozostawały domysły i niedopowiedzenia, którymi - w imię cichej satysfakcji obu panien - mogli się karmić.
Nim stałoby się to niestosowne i zbyt oczywiste, twarz lady powróciła do jej towarzyszy, obdarzając każdego lekkim uśmiech, jednocześnie wsłuchując się dokładnie w słowa towarzyszy. Słodką lady Nott obdarzyła pobłażliwym skinięciem, w głębi serca nie żywiąc do nikogo z obecnych prawdziwie negatywnych emocji, co by stanowić niebezpieczeństwo.
Prawie do nikogo, prawda Lordzie Nott?
Słowa Cressidy i rysujące się na twarzach emocje podzielała, choć zaraz obok sukni lady Octavii świetnym przedstawieniem okazywała się reakcja dam. Ledwie sekunda, usta miały ułożyć się w przepełnionym złośliwością ,,Lestrange zawsze w formie’’ gdy jednak zęby zacisnęły się na języku, nie pozwalając na zbyt tkliwą uwagę. Wbrew pozorom, może kiedyś docenią tę niecodzienną odwagę panny Octavii.
Nawet jeśli nie damy, to obecni na sali lordowie.
- Och, rzeczywiście. Ta suknia z pewnością nie wyszła spod ręki lorda Edwarda Parkinsona. - Krótki śmiech, słodki i cichy zwieńczyła przesunięciem spojrzenia po wszystkich twarzach zasiadających przy stoliku. Chłód błękitu ledwie na dłuższą sekundę zatrzymał się na twarzy Leandra Notta, aby kącik zadrżał w nerwowej złośliwości. Krótkiej, takiej utrzymującej dobrą passę szali zwycięstwa na kobiecych rysach i wachlarzu rzęs.
Obserwacja przeniosła się na scenę, by z cichym podziwem oddać się w ramiona melodii. Pierwsze nuty wywołały znane uczucie podziwu - Vivienne należała do nieszczególnie umuzykalnionych ludzi, doceniała więc szczególnie zdolności innych. Nie zazdrościła- nie mając czego - w pełni świadoma swojej wartości. Po prostu podziwiała, za lekkim trzepotem rzęs skrywając delikatną nutę odchodzących w eter emocji i uczuć. Piękny, utrzymany w bieli i różu pokój młodej damy pachniał piernikami i ciepłym mlekiem, które otrzymywała od służących na boleści wytężonego nauką gardła. Młody mężczyzna w typowo domowych czeluściach pasował do układanki dziecięcego wspomnienia. Twarz skryta, choć lekkie zarysowanie ostrych rysów zdradzało ciepłe bicie serca.
Brat. Zmarły brat. Brat, o którym wszyscy chcieli zapomnieć, a o którym zapomnieć nie mógł nikt.
Skryty pod gorsetem brzuch spiął się na bolesne wspomnienie, pojedyncze kosmyki opadły na twarz lady, zarysowując szlachetne kości jarzmowe swoją obecnością.
Dlaczego?
Dłoń zacisnęła się na podłokietniku, oddech wyrównał się, zaś broda uniosła w usilnym podłapywaniu oddechu. Słowa Cressidy zwieńczyła lekkim przytaknięciem, słodki uśmiech lady Bulstrode nabrał głębokiego, ledwie wyczuwalnego smutku.
- Wybaczcie, zaraz wrócę. - Wstając z krzesła, jeszcze na moment zawiesiła dłuższe spojrzenie lordowi naprzeciwko, nim powieki skryły jasny błękit tęczówek, zaś sama Vivienne udała się złożyć datek w imieniu rodu, który reprezentowała samotnie, ale prawdopodobnie odpowiednio godnie.
Lekkie falowania sukni przedostały się pomiędzy stolikami w obie strony, pełne usta zaciskały się w napływie niepowstrzymywanego tętna, gdy ponownie zajęła miejsce przy stoliku. Spokojniejsza, w pełni świadoma tego gdzie jest, w pełni uświadomiona twardością krzesła o swojej obecności na koncercie, sięgnęła po szkło stojące na stoliku. Chłodna ciecz spłynęła po zaciśniętym w łabędziej szyi gardle, nie pozwalając nawet rozpoznać swojego smaku, dopuszczając jednak od ocucenia w pełni zszarganych emocji.
- Jak Ci się podoba, droga Eurydice? To jedno z Twoich pierwszych, większych wyjść, mam nadzieję, że będziesz ten koncert wyjątkowo dobrze wspominać. - Ciepły głos skierowała po cichu w stronę lady Nott, na krótki moment patrząc na pozostałe damy, jakby szukając w nich poparcia swoich słów. Pozostałe kobiety brylowały na salonach od minimum dwóch lat, powinny więc całkowicie rozumieć młodziutką Nott w obawach czy - co również możliwe - głębokim zachwycie.
A przynajmniej Vivienne próbowała udawać zrozumienie, bo od pierwszych chwil salony były dla niej jedną, zasadniczą rzeczą - specyficzną pracą.

opium


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Palarnia opium [odnośnik]04.05.21 11:07
Skinieniem głowy i uśmiechem witała wszystkich, których najpierw uwagą obdarzał Edward, tak jakby w każdej sytuacji sama siebie próbowała zapewniać, że robi wszystko dobrze, tak jak jej najukochańszy brat. Spojrzeniem prześlizgnęła się po Aquili i jej sukni, kiwając głową z satysfakcją (chociaż jednocześnie, w całkowitym stylu Parkinsonów, uznała iż jej własna jest o wiele lepsza), zaraz też witając zasiadającego przy stoliku Rigela. Z jej małego rozglądania się wyrwał ją sam Edward, pochylając się w jej stronę i sugerując zaproszenie lady Lestrange na spotkanie do domu mody. Jednocześnie spojrzenie Odetty uciekło w stronę Octavii, sprawnie przyglądając się jej sukni i wszystkim dodatkom które miała ze sobą.
- Cudowny pomysł, Edwardzie. Myślę, że mogę wystosować zaproszenie nawet po koncercie. – W końcu niezobowiązującym było zaproszenie do odwiedzenia i podziwiania najnowszej kolekcji Parkinsonów, ale raczej nikt ceniący swój gust i pokazanie się w towarzystwie nie gardził zaproszeniem od najmodniejszej rodziny wśród arystokracji. Temat Octavii jednak miał zniknąć niemal tak szybko, jak się pojawił, bo zaraz pozostałe miejsca miały zostać zajęte, najpierw przez Cordelię z rodziną, kiedy to Rigel postanowił ustąpić miejsca, potem zaś lorda Burke’a. Niemal w tym samym momencie co brat posłała pytające spojrzenie w stronę Aquili. Co prawda nie był to jeszcze moment na rozmowy, ale nie wątpiła, że taki jeszcze na pewno na to nadejdzie.
Światła przygasły, a na jej dłoni spoczęła inna – nie mogła powstrzymać drobnego uniesienia kącików ust, który zniknął tak szybko jak się pojawił. Wiedziała, co Edward chciał przekazać tym gestem i była za niego zdecydowanie wdzięczna, nie uciekając jednak spojrzeniem oczu od tego, co dziać się miało na scenie. Podziwiała zarówno stroje jak i urodę dam, skupiając się przelotnie również na kunszcie wykonania instrumentów. Zaraz jednak pozwoliła sobie na odetchnięcie, niemal niezauważalne, skupiając się całkowicie na muzyce, zatapiając w niej jakby jej świat zawęził się jedynie do muśnięć klawiszy i smyczku, gładko przesuwającym się po strunach.
Ale nie znajdowała się już w palarni. Ta mgliście rozwiała się przed jej oczyma tylko po to, aby sama Odetta znalazła się na łące. Z pozoru wszystko wydawało się całkiem znajome, niemal jakby znów wędrowała gdzieś po rodowych włościach, szukając towarzystwa jednorożców, majestatycznych i pięknych. Coś jednak było nie tak, co można było zauważyć dopiero po chwili. Zapach kwiatów dookoła był duszący, tak jakby nie dało się od niego uwolnić niezależnie w którą stronę odwróciło się twarz, trawa pod stopami wydawała się kłująca, a na horyzoncie znajdowała się sylwetka osoby. Mogła przysiąc, że to jej własne urojenia, ale plecy mężczyzny wydawały się znajome. Jego twarz wzbudziła w niej zdenerwowanie, nogi jednak nie pozwalały jej się ruszyć z miejsca aby odwrócić się i uciec. Szarpała się wewnętrznie, chcąc zniknąć z miejsca, nie miała jednak żadnych możliwości. Gdy tylko światła powróciły, Odetta ścisnęła dłoń Edwarda o wiele mocniej niż wcześniej, nieco pobladła na twarzy, ale jej mimika nie wyrażała szoku ani zaskoczenia. Nauczyła się takie rzeczy ukrywać.
Niemal z ulgą przyjęła szampana, mając nadzieję, że przynajmniej w tej odrobinie alkoholu znajdzie oderwanie od wcześniejszych myśli przesiąkniętych opium – delikatnymi palcami przejęła od brata szkło kieliszka, ciesząc się chłodem i gładkością szkła, jakby po wcześniejszej chwili w oparach teraz dotykiem na nowo odkrywała faktury i doświadczenia. Nie upiła jeszcze, czekając spokojnie na toast, dopiero wtedy rozkoszując się posmakiem alkoholu na własnym języku.  Przyjęła milczenie kiedy Edward udał się złożyć datek, zaraz też dyskretnie uśmiechając się kiedy rozmowa zeszła na temat nieobecnego zalotnika lady Primrose.
- Edwardzie, nie sądzę, aby obrażenia mogły być takie, iż nie pozwoliłyby na zakrycie ich magią czy odpowiednimi specyfikami. Myślę, że to może być coś więcej, chociaż…powiedziałabym, że takie zachowanie jednoznacznie świadczy o intencjach zainteresowanego mężczyzny. – Nie skomentowała poczynań lady Adelaide, wiedząc, jak łatwiej byłoby przygotować niezliczoną ilość strojów z wyprzedzeniem na sabat. Odruchowo jej spojrzenie powędrowało jeszcze w stronę lady i lorda Nott, tak jakby samo pomyślenie o nazwisku przyciągnęło ich do niej. Chciała chyba dodać coś jeszcze, zamilkła jednak, kiedy na scenie pojawił się nieoczekiwany gość. Czy miał to być jakiś dodatkowy występ? Nie wiedziała, że inne atrakcje niż gra dwóch dam też są przewidziane.

| wizje opiumowe
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218

Strona 6 z 14 Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 10 ... 14  Next

Palarnia opium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach