Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Palarnia opium
AutorWiadomość
Palarnia opium [odnośnik]27.08.15 0:52
First topic message reminder :

Palarnia opium

★★★
Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:46, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Palarnia opium [odnośnik]29.04.21 0:24
Calypso kochała przyjęcia, chociaż w ostatnim czasie nie uczęszczała na żadne zbyt często. York pozostawał wciąż terytorium teoretycznie neutralnym, co sprawiało, że w jakimś stopniu rodzina Carrow, nie była w centrum wszystkich wydarzeń. Zbliżający się jednak ślub Primrose i Aresa sprawiał, że pora była wrócić do towarzystwa.
Nieco kłopotliwą sprawą było to, że na miejscu, przed palarnią, gdzie miał odbyć się koncert, zjawiła się bez brata. Ares miał przybyć, ale niestety nie podał jej konkretnej godziny, a Calypso nie lubiła się spóźniać. Wszystkich, którzy to robili i nazywali, to modą, uważała za atencjuszy, nieszanujących gospodarzy. Miała nadzieję, że brat wywiąże się należycie ze swojego obowiązku. Już wystarczało, że już za czasów szkolnych, miewała dość nietypowy charakter. Nie zmieniało to jednak, że wraz z wiekiem nabrała ogłady w czasie wydarzeń podobnych do tych.
Jedyne czego żałowała to to, że musiała pojawić się sama, do czasu pojawienia się któregoś z jej braci. Zjawiwszy się na miejscu, okazała zaproszenie i została poinstruowana o tym, gdzie może zostawić swój płaszcz, co też uczyniła z chęcią. Chociaż był on wykonany z samych wysokiej klasy materiałów, to kołnierzyk z futra nieco ją drażnił i gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, oddała ją w opiekę. Znacznie bardziej wolała prezentować się w skromnej, acz nieskromnie należy stwierdzić wyjątkowej ciemnogranatowej sukni, której gorset podszyto delikatną warstwą wykonaną z opiłków kamienia zwanego Nocą Kairu. Suknia mieniła się więc nienachalnym blaskiem, jakby ktoś na jej sukni umieścił cały nieboskłon znad Nilu. Nieco powyżej piersi przyczepiona była broszka w kształcie rodowej, białej róży.
Do tego cieniutki łańcuszek w mieniącym się kolorze, jakby był przedłużeniem gwiazdozbioru w sukni. W jasne włosy ktoś dołożył równie kilka kamyczków.
Calypso, raz jeszcze rzuciła okiem na drzwi, czy przypadkiem, któryś z jej braci nie postanowił się zjawić, ale ostatecznie uznała, że ona jedna powinna być na czas. Kolejne instrukcje zaprowadziły ją wprost przed oblicze Xaviera.
Chyba nigdy nie rozmawiali tak dłużej, a może i wcale. Nie znaczyło to jednak, że go nie rozpoznała. Ich środowisko nie było jakoś ogromne, by nie kojarzyła jego twarzy.
- Lordzie Burke. - Powiedziała, podając swoją dłoń do lekkiego pocałunku. - Niezmiernie mi miło, że otrzymałam zaproszenie. Muszę przyznać, że doprawdy wspaniałe przedsięwzięcie. Obie Lady Burke z pewnością zrobią furorę. - Stwierdziła, uśmiechając się delikatnie.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Ktoś przyłożył się zarówno do oprawy, jak i podtrzymania nastroju. Nawet lista gości nie pozostawiała zbyt wiele przypadkowi. Skłoniła się gospodarzowi, ruszając w głąb sali. Początkowo, stukot jej obcasów mógł zwiastować przypadkowość jej kroków, jednak w zasadzie, gdy tylko ujrzała tył pewnej sylwetki, nabrała nieco pewności w chodzie. W półmroku sali dotarła do upatrzonego stolika.
- Dobry wieczór Lordzie Rosier. - Powiedziała, uśmiechając się do Mathieu, a jedną z dłoni kładąc na oparciu krzesła. - Cóż za spotkanie. I znów pozwolę Lordowi dotrzymać sobie towarzystwa. - Ich pierwsze, na terenach jeździeckich nie odbyło się znów tak dawno temu, a tu proszę. Kolejna okazja. Zaraz cały koncert miał się rozpocząć, więc przysiadła na odsuniętym krześle.
Przemowa Lorda Burke, oklaski i ciekawe towarzystwo. Tego jej już nieco brakowało. Wydarzenia jak te, zdawały się idealną okazją do nadrobienia wszystkich smaczków towarzyskich, chociaż tego wieczoru o wiele bardziej interesował ją jej towarzysz.

Miejsce 14
Mam ze sobą niewielką torebkę z flakonikiem perfum, szminką oraz różdżką.
Calypso Carrow
Zawód : Malarka, Arystokratka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I won't be silenced
You can't keep me quiet
Won't tremble when you try it
All I know is I won't go speechless

OPCM : 10
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9571-calypso-carrow https://www.morsmordre.net/t9765-tea#296315 https://www.morsmordre.net/t9766-who-sets-roses-on-fire#296319 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t10558-skrytka-bankowa-2196#319978 https://www.morsmordre.net/t10406-c-carrow#314672
Re: Palarnia opium [odnośnik]29.04.21 1:22
Była pewna, że cokolwiek by tego wieczoru nie miało się jej ukazać, na pewno miałoby to być dzieło sztuki. Prędzej jednorożce zmieniłyby się w potwory wyjęte żywcem z koszmaru, niż jakiś Parkinson pokazałby się publicznie w czymś, co miałoby prezentować się niegustownie. W takim przeświadczeniu żyła Odetta, bo w takim została wychowana i po prawdzie, w takim też w końcu pracowała. Miała w końcu godnie prezentować się przy każdej możliwej okazji, pokazując, jak dobrze leżą suknie z najwyższej jakości materiału. Pozwalało to wierzyć mniej urodziwym pannom, że założenie takiego cuda gwarantuje im o wiele większe powodzenie, spojrzenia gawiedzi czy zainteresowanie płci przeciwnej. Czy to była prawda? Po prawdzie nad tym Odetta się już nigdy nie pochylała, wiedząc, że pół sukcesu stanowiły doskonale dobrane stroje, pół zaś mogła spokojnie wyciągnąć z własnej urody.
Być może dlatego przygotowania zaczęły się już o wiele wcześniej, kiedy to starannie zadbała zarówno o nienaganną toaletę, pozwalając sobie podkreślić swoją urodę, jednak nie postarzyć się za bardzo, a włosy ustylizowała aby pasowały do sukni przygotowanej przez brata, ozdobione również cienkim, złotym łańcuszkiem, odróżniającym się od jej czekoladowych włosów. Odpowiednie perfumy sprawiły, że kiedy wraz z bratem przemierzała zdecydowanie niekorzystnie wyglądające uliczki, ciągnął się za nią zapach irysów, doprawionych aromatem bergamoty i subtelnym akordem soczystych malin. Pozwalało to chociaż minimalnie zdusić bijący od okolicy zapach, którego nie była w stanie skomentować nawet w najdrobniejszym stopniu pozytywnie.
Ścisnęła jeszcze dla pewności rękę Edwarda, chociaż noszone przez nich rękawiczki wytłumiały pełnię dotyku, nie mogła więc nawet powiedzieć, czy w ogóle poczuł to jakkolwiek. Nie była osobą, której siła miałaby jakiekolwiek znaczenie, musiała więc uważać, aby nie puszczać dłoni brata. Jeszcze tego by brakowało, aby nagle pozostała tutaj sama! Od razu wiele koszmarnych wypadków chodziło jej po głowie – zadrżała lekko na tę myśl, pozwalając, aby złote, wzorzyste kolczyki zakołysały się lekko. Zaraz jednak dobiegły ją słowa brata, na które zmarszczyła lekko brwi.
- Ludzie mieszkają w takich warunkach? – zapytała go szeptem, chociaż z jej strony było to nie tyle zmartwienie a raczej niedowierzanie. Przecież gdy właśnie postawiła stopę w tym miejscu, miała ochotę zawrócić i odejść, aby czym prędzej znaleźć się w przyjemnych murach rodowej rezydencji. Miała nadzieję, że miejsce do jakiego zmierzali prezentowało się lepiej i nie musiała marszczyć na to potężnie brwi, chociaż nie mogła powiedzieć, aby patrząc po okolicy jej nadzieje były wysokie. Nie mówiła tego jednak na głos – nauczyła się lepiej niż to.
Wsunęła się do środka, dobierając chód tak, aby raczej płynąć niż stawiać nieco nadgorliwie kroki – łatwiejsze to było do wykonania dzięki godzinom, poświęconym na taniec. Pozwoliła bratu zsunąć płaszcz z jej ramion, ukazując szmaragdowozieloną suknię z delikatną peleryną w nieco jaśniejszym odcieniu – wszystko obszyte było złotymi nićmi na krawędziach i tułowiu, wyróżniając poszczególne elementy figury, ale nie stanowiąc niegustownej pstrokacizny i idealnie komponując się z biżuterią i niewielką torebką. Podążyła zaraz za bratem, aby ten przedstawił ją Xavierowi, samej dygając lekko.
- Lordzie Burke, to zaszczyt móc być tutaj. – Uprzejme słowa skierowane w stronę gospodarza zaraz jednak rozmyły się, gdy następni goście skierowali się w stronę wejścia, a Odetta znów została zaprowadzona w inne miejsce, tym razem do stolika i ostrożnie, aby w żaden sposób nie uszkodzić sukni, usiadła na podsuniętym jej przez Edwarda krześle. Spojrzała jeszcze na brata, posyłając mu spokojny uśmiech, gotowa spędzić ten wieczór tak, jak jej najstarszy z rodzeństwa by jej powiedział, że powinna. Kiedy zaś przedstawiano artystki wieczoru, oczy jej skierowały się już bezpośrednio na scenę.

Mam ze sobą różdżkę i torebkę z kosmetykami
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Palarnia opium [odnośnik]29.04.21 12:58
Musiała być przygotowana dobrze, o wiele lepiej niż na jakiekolwiek inne wyjście. W końcu, w Palarni Opium miała zjawić się sama śmietanka towarzyska Anglii, a owa uwielbiała plotki. Dzień wcześniej Aquila skorzystała z kąpieli w krwi dziewic, dbając o to, by jej skóra wyglądała młodo i świeżo, a zmęczenie zostało niezauważone. Późniejsza kąpiel w kozim mleku, po zmyciu szkarłatu z ciała, dodatkowo nawilżyła skórę, pozostawiając ją miękką. Od rana trwały przygotowania. Suknia, którą specjalnie dla niej uszył Edward Parkinson, teraz idealnie leżała na jej ciele. Był geniuszem! Żałobna czerń była elegancją samą w sobie, jednak odpowiednia kreacja wydawała się konieczna wieczór taki jak ten. Edward za to stanął na wysokości zadania. Gorset miała pod suknią, cienki, jednak sztywny i bardzo ciasno opięty, niemal niezauważalny, zwłaszcza przez szarfę, która podkreślała wąską talię. Spod szarfy na bok wychodziła jedna warstwa szyfonu. Wysoki i elegancki kołnierz był jedynie dodatkiem, gdyż suknia miała całkowity brak dekoltu, a w zamian za to zakończona była niskim golfem. Długo myślała nad biżuterią, wiedząc jedynie, że postawi na złoto. Jak zwykle zresztą. Złoto i czerń idealnie współgrały. Mogłaby ubrać coś bardzo klasycznego, jednak jeden wisior przyciągnął jej uwagę. Potężny szmaragd w złotej oprawie, który cieszył nie tylko oko, ale i serce. Prezent od Craiga... Zresztą, szła przecież do jego Palarni... Na pewno musiał już tam być. Odgoniła od siebie myśli, skupiając się znów na wisiorze ze szmaragdem, który akurat nowa służka zapinała na jej szyi. Do tego złote drobne kolczyki, wygodne botki na kilkucentymetrowym obcasie i była gotowa. Na dłonie ubrała czarne skórzane rękawiczki, na ramiona zaś potężne futro i wspierana ramieniem przez Rigela, wyszła z domu, udając się stronę Nokturnu. Rozmawiając o tym co takiego może się wydarzyć i kto dostał zaproszenie, dotarli w końcu do miejsca, w którym miał odbyć się koncert. Nokturn był... brudny i dziwny. Aquila starała się przemknąć najszybciej jak to możliwe. Oczywiście pracownik Burków zadbał o ich bezpieczeństwo. Musiała się przyzwyczaić. Przecież Londyn był magiczny, a ona była Blackiem. Nokturn na pewno nie jest już taki zły.
- Lordzie Burke - uśmiechnęła się pogodnie, witając Xaviera przy wejściu. Zaledwie dwa tygodnie temu rozmawiali, a lady naprawdę liczyła, że mogła doradzić mu w sposób, który był dla niego dobry. Zresztą, to się okaże. - Dziękuję za zaproszenie, jestem przekonana, że będzie to wyjątkowy wieczór - pozwoliła pomóc sobie w zdjęciu futra i wkładając rękawiczki do małej kopertowej torebki, udała się głębiej, podziwiając Palarnię. Ojciec i matka, którzy również znaleźli wolny wieczór, aby przyjść na koncert, przystanęli gdzieś po drodze, pogrążając się w rozmowie, za to Aquila sunęła dalej. Wnętrze było ładne, bardzo szykowne i kompletnie odbiegające od wyobrażeń o Nokturnie. W końcu dostrzegła Edwarda i Odettę przy jednym ze środkowych stolików z dobrym widokiem na scenę. Idealnie. Dostrzegając Evandrę z mężem kiwnęła im delikatnie głową, skupiając spojrzenie na przyjaciółce. Aquila miała nadzieję, że potem porozmawiają, o ile będzie na to czas. - Mam nadzieję, że Evandra czuje się chociaż odrobinkę lepiej... - powiedziała na ucho brata. Tak samo skinęła głową Mathieu i Calypso, którzy siedzieli przy jednym ze stolików w pierwszym rzędzie. Nie dostrzegła jeszcze Craiga, jednak chciała już usiąść, odpocząć po spacerze. - Edwardzie, Odetto - powiedziała nieco ciszej podchodząc do stolika. - Cudownie, że jesteście - usiadła obok, prostując jeszcze suknię i przyglądając się jej projektantowi, w oczekiwaniu czy skomentuje jak dobrze na niej leży. Lub jak źle... Goście dopiero zaczynali się zbierać, a Black liczyła, że zaraz podejdzie kelner i dostanie drinka. - Jestem zachwycona wystrojem, spójrzcie na te żyrandole... - rozwodziła się, doceniając kunszt i wartość tych ozdób. - Cordelia Malfoy powinna zjawić się tu lada chwila, umówiłyśmy się... - Ojciec i matka powoli zmierzali w stronę stolika, gdy Xavier Burke zjawił się na scenie, zapraszając na nią Primrose i lady Adeline, Aquila klasnęła kilka razy w dłonie, usiłując złapać spojrzenie przyjaciółki, by okazać jej wsparcie.

Mam przy sobie różdżkę. W kopertówce mam schowaną piersiówkę z rumem (odpisane od zaopatrzenia).
Razem z nami na koncert przyszli Pollux i Irma Black.

Aquila siada na 24, Cordelia na 25

[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.


Ostatnio zmieniony przez Aquila Black dnia 01.05.21 20:07, w całości zmieniany 3 razy
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Palarnia opium [odnośnik]30.04.21 15:05
Nokturn zawsze budził w Cressidzie przerażenie, choć naturalnie nigdy tam nie była. Zadała pytanie o to miejsce może raz, kiedy jako dziesięcioletnia dziewczynka została zabrana po raz pierwszy na ulicę Pokątną, by zakupić wyprawkę niezbędną do rozpoczęcia nauki w Beauxbatons. Towarzysząca jej wtedy opiekunka bardzo się zaniepokoiła i wytłumaczyła Cressidzie, że Nokturn to niedobre miejsce, do którego nie wolno się zbliżać dobrze urodzonym panienkom, bo takie śliczne dziewczynki jak ona są tam porywane, a niekiedy nawet pożerane przez złe wiedźmy. Takie historie podziałały na dziecięcą wyobraźnię Cressidy na tyle mocno, że nawet kiedy była już starsza, nigdy nie kusiło jej, by choćby zbliżyć się do wylotu niepokojącej uliczki. Nie należała do dziewcząt zbuntowanych i głodnych zakazanego; jak przystało na grzeczną panienkę płynęła z prądem i potulnie dopasowywała się do oczekiwań rodziny, nie robiąc niczego, co mogłoby ugodzić w reputację jej czy jej bliskich. Poza tym była z natury osobą lękliwą i unikała miejsc kojarzących się jako niebezpieczne.
Ale otrzymała zaproszenie od rodu Burke, a ród ten był przecież dobrą, szanowaną rodziną o długich tradycjach, ponadto poznała już lady Primrose. Nie wiedziała, dlaczego wybrali Nokturn zamiast jakiegoś bardziej eleganckiego miejsca, ale pozostawało jej ufać, że gospodarze będą potrafili zapewnić swoim gościom bezpieczeństwo i żadna wiedźma ani coś jeszcze gorszego jej nie skrzywdzi. Może wybrali to miejsce właśnie dlatego, że rebelianci z Zakonu Feniksa grasujący po kraju jawili się jako większe zagrożenie niż nokturnowe wiedźmy? Teraz, gdy była dorosła, to już nie wiedźmami ją straszono, a właśnie rozpasaną promugolską tłuszczą, która z zawiści chciała sprowadzić wszystkich do swojego poziomu.
Poza tym bardzo spodobała jej się idea koncertu charytatywnego i pomocy czarodziejom poszkodowanym przez działania rebeliantów. Oni, jako wysoko urodzeni, powinni przecież dawać dobry przykład. Może sama powinna bardziej się zainteresować potrzebującymi czarodziejami w Kumbrii, którzy także mogli cierpieć przez działania szlamolubów próbujących dopasować cały świat do swoich wypaczonych, równościowych wizji? Uczepiła się mocniej ramienia męża i szeptem go o to zapytała, zdradzając targającą dobrym serduszkiem troskę o czarodziejów żyjących na ich ziemiach. To była decyzja Williama, żeby przyjąć zaproszenie, to on namawiał Cressidę, żeby się zgodziła i podtrzymywał jej ramię, gdy w towarzystwie pracownika lokalu Burke’ów przemierzali spowity w mroku Nokturn. Kusiło ją, żeby się rozglądać, zobaczyć to miejsce wcześniej całkowicie dla niej niedostępne, ale z drugiej strony bała się i najchętniej wtuliłaby twarz w mężowskie ramię. Ciemność wieczoru na szczęście ukrywała brzydotę tego miejsca i Cressie nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak źle tu było. W końcu jednak dotarli szczęśliwie do celu, gdzie czekali już na nich jej brat wraz ze swoją małżonką; Cressie bardzo się cieszyła, że starszy Flint także tu dziś przybył i że oprócz męża będzie się mogła cieszyć towarzystwem brata i jego żony, którzy na co dzień mieszkali w Charnwood.
Cressida miała na sobie ciemnoniebieską suknię i granatową, podszytą futerkiem pelerynę odpowiednią do listopadowej pogody, która chroniła przed chłodem londyńskich ulic. Po wejściu do pomieszczenia zsunęła kaptur, odsłaniając ciemnorude włosy kontrastujące ze śnieżną bielą piegowatych lic. Zielone oczy nieśmiało rozglądały się po otoczeniu, aż w końcu mąż poprowadził ją ku oczekującemu na gości mężczyźnie; jego ubiór i ozdoby wyraźnie podkreślały przynależność do rodu Burke. Cressida z racji młodego wieku go nie znała, ale mąż lepiej obeznany z salonowym światem szeptem zdradził jej jego personalia.
- Lordzie Burke, jesteśmy bardzo wdzięczni za zaproszenie na to z pewnością wyjątkowe wydarzenie – w ślad za swoim mężem, który jako mężczyzna odezwał się pierwszy, przywitała go grzecznie, choć nieśmiało. Spuściła przy tym wzrok i lekko się zarumieniła, nieznajomi mężczyźni zawsze budzili w niej onieśmielenie.
Po oddaniu odzienia wierzchniego do szatni zaprowadzono ich prosto do specjalnie udekorowanej palarni, w której miał dziś odbyć się koncert i gdzie już zbierali się goście. Cressida była bardzo ciekawa tego, co zaprezentują lady Burke. Jej własne umiejętności muzyczne były raczej przeciętne, gdyż większość życia poświęciła malarstwu i jej muzykalność kończyła się na umiejętności zagrania prostych melodii na fortepianie i śpiewaniu kołysanek dzieciom, ale lubiła słuchać tego, co wykonywali bardziej od niej uzdolnieni czarodzieje.
Mąż poprowadził ją ku jednemu z wolnych miejsc, wraz z nimi przy stoliku usiedli również jej brat ze swoją żoną. Usiedli tak, żeby być przodem do oświetlonej sceny i dobrze wszystko widzieć. Zanim zaczął się koncert Cressida rozglądała się po skąpanej w łagodnym, tajemniczym półmroku sali, poszukując przy innych stolikach znajomych twarzy. Wydawało jej się, że dostrzegła kuzynkę Aquilę, którą przywitała skinieniem głowy i lekkim uśmiechem, podobny gest skierowała w stronę swojej koleżanki z salonów, Odetty. Wydawało jej się też, że kawałek dalej, z przodu sali mignął jej profil Evandry skrytej za sylwetką męża, ale nie powinien jej ten widok dziwić, wiele znajomych twarzy z salonów zapewne otrzymało zaproszenie, dzięki czemu mogła się czuć mniej nieswojo w związku z tym, gdzie się znajdowali. Skoro tylu znakomitych czarodziejów przybyło tego dnia na Nokturn, to nie musiała się bać, że to zaszkodzi jej reputacji. Gdy rozmowy ucichły i lord Burke przemówił, zwróciła twarz w jego stronę, z ciekawością oczekując ciągu dalszego.

| Cressida przybyła z mężem, Williamem Fawleyem, towarzyszą im także pochodzący z rodu Flint starszy brat Cressidy wraz z małżonką. Cressie ma przy sobie różdżkę oraz małą torebkę z typowo kobiecymi szpargałami (lusterko, kosmetyki), na palcu pierścień z kamieniem księżycowym i na nadgarstku bransoletka z włosów syreny.
Miejsce 28.


Wszyscy chcą rozumieć malarstwoDlaczego nie próbują zrozumieć śpiewu ptaków?

Cressida Fawley
Zawód : Arystokratka, malarka
Wiek : 21/22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
To właśnie jest wspaniałe w malarstwie:
można przywołać coś, co się utraciło i zachować to na zawsze.
OPCM : 10
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5557-cressida-fawley-flint https://www.morsmordre.net/t5573-piorko https://www.morsmordre.net/t5571-ptak-w-zlotej-klatce#130038 https://www.morsmordre.net/f117-cumberland-ambleside-dwor-fawleyow https://www.morsmordre.net/t5581-skrytka-bankowa-nr-1374 https://www.morsmordre.net/t5580-cressida-fawley
Re: Palarnia opium [odnośnik]30.04.21 22:16
Dnie mijały dalej, późna jesień przeistoczyła się powoli w zimę, najmocniej świadczyły o tym temperatury panujące na zewnątrz. Oddawała się pracy, bo pracę najlepiej znała. Spędzała dnie w rezerwacie, opuszczając go dopiero z zapadnięciem zmierzchu. Inaczej nie umiała. A może zwyczajnie nie chciała. Nie potrzebowała rozmyślań, które nawiedzały ją nocami, kiedy kładła się do łoża. Może wokół niej majaczyła jakaś mara, może to jej aura, może popełniła błąd wiele lat temu odrzucając zaręczyny lorda Crouch, a teraz los wybitnie drwił z niej usuwając sprzed rąk każdego kolejnego kandydatka. W końcu nie chciała myśleć o Alphardzie, choć nie zaangażowała się ostatecznie, bardziej, dostrzegła w nim coś już na starcie ich znajomości. Doceniała umiejętności konwersacji i dotrzymania jej w niej tempa, wybijał się na tle innych i może właśnie to zgubiło go samego.
Otrzymane zaproszenie nie mogło przejść obok niej obojętnie. Nie dlatego, że pragnęła rozrywki, ale samego celu, który mu towarzyszył. Zastanawiała się nad własną obecnością tego dnia, podczas wspomnianego eventu ostatecznie postanawiając, że obecnością poświadczy swoje zaangażowanie w sprawę.
Wędrowała kamienistymi uliczkami za bratem, po boku mając Fantine, rozglądając się po posiadającym złą renomę Nokturnie. Milczała, zatopiona we własnych rozważaniach, nie komentując słów padających z ust brata - te zdawał się wypowiadać i tak bardziej do Evandry, niźli do niej. Może była bardziej uważna, obserwując jego zachowanie, pamiętając dokładnie to, co stało się ponad miesiąc temu, kiedy przekazywał jej wieść o żałobie.
W końcu znaleźli się w środku, pozostawiła płaszcz z szatni, czekając chwilę za siostrą.
- Lordzie Burke. - przywitała się krótko z mężczyzną, skinając mu głową i dygając odpowiednio. Suknia którą na sobie miała była czarna jak noc, jedynie zdobienia - czerwień i złoto - mówiły o przynależności do konkretnego rodu. Niezmiennie przy boku siostry ruszyła do wnętrza, przesuwając po nim spojrzeniem ze spokojem. - Gdzie chciałabyś usiąść, Fanny? - zapytała siostry, przenosząc jasne tęczówki w jej kierunku, unosząc łagodnie wargi ku górze. Nie zależało jej na wyborze miejsca, o tym mogła zadecydować młodsza siostra. Kawałek dalej spostrzegła Aquilę, kiedy ich spojrzenia się spotkały skinęła jej krótko głową nie skracając jednak dzielącego ich dystansu i nie rozpoczynając rozmowy.

| mam różdżkę, miejsce wybierze Fantine



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 0:42
Drżała. Delikatnie, subtelnie, ogromem szklących się oczu wprawiając w popłoch najbliższą służbę, która opiekuńczo gotowa była podsunąć wszystkie jedwabne chusteczki świata, ładnie zapakowane cukrowe ciasteczka skrzętnie ukryte w torebce wiernej pokojówki oraz zabawnymi anegdotami mogła odwrócić uwagę młodziutkiej półwili stojącej u progu najstraszliwszej ze wszystkich dzielnic, oplatającej jakże trwożliwe ofiarowane przez szanownego pana brata ramie. Co prawda nie była tak do końca pewna, czy prawdziwie drżała w rzeczywistości ze strachu, oburzenia, czy też szczerej ekscytacji, ale rezolutnie oraz jakże zaborczo wychodziła z założenia, że w zasadzie wszystko brzmiało niebywale rozsądnie i dlaczego w swych emocjach miałaby się ograniczać? Była w końcu lady Nott, nie do końca jeszcze dorosłą w swej dorosłości, ale wystarczająco kapryśną, by niczego nie musiała sobie odmawiać. A koncert charytatywny brzmiał przecież niebywale uroczo oraz szlachetnie, poświęciła nawet kilka westchnień nad ślicznie wykaligrafowanym zaproszeniem, nim wciągnęła jakże dramatycznie powietrze na widok lokalizacji tak zaszczytnego wydarzenia. W wielkim przejęciu musiała przejrzeć kilka swoich ulubionych romantycznych tomików opisujących podobnie podejrzane i jakże cieszące się złą sławą miejsca, by mieć pewność, że wszystko skończy się dobrze, miłość zwycięży nawet w otoczeniu najpaskudniejszego wystroju, a kieliszek szampana tylko to potwierdzi. A może lampka wina? Otulone ponurością przestrzenie wymagały czegoś poważniejszego, nawet jeśli od tych wytrawnych cierpł język i wywoływał chęci do jego wystawienia w okrutnym niesmaku. Mogłaby się jednak poświęcić, z godnością zamoczyć różane usta w czerwieni trunku, byleby tylko ulżyć tym nieszczęśnikom przez los pokrzywdzonym, nawet jeśli ci nie doświadczyli głębi bólu związanego z opóźnieniem dostawy ulubionych jeżynowych perfum tworzonych na specjalne zamówienie szlachcianki. Ale to nic, bo Eurydice owo cierpienie znosiła w całkowitym milczeniu, tylko czasem pociągając płaczliwie noskiem, niebywale wrażliwa na cudzą krzywdę. Dlatego też z wyjątkową pieczołowitością wybierała suknię na nadchodzący koncert, w pamięci mając, iż winna wyglądać skromnie, ale nie za skromnie, bogato jednak nie za bogato, niebywale pięknie, a zarazem zjawiskowo pięknie. To było ciężkie zadanie, wymagające wielu przerw, malowniczych spacerów po ogrodach, poszukiwań puszka pigmejskiego, jednak brała je wyjątkowo poważnie, wiedząc, iż każde wyjście przed debiutem jest dlań decydujące. Prawie jak bitwa, zachwycała się urzeczona, ciesząc się, że w tej walce ściera się z najwyższej jakości materiałami, nie zaś z jakimiś brudasami, którzy nieudanym zaklęciem jeszcze pobrudzą jej spódnicę, albo drogocenne pantofelki. A to byłoby już zbyt okrutne, zbyt okrutne! Niemniej po wielu dniach westchnień, uderzania paluszkiem o jasny policzek, filiżanek herbaty oraz wykrzywiania miękkich warg w podkówkę, gdy musiała rezygnować z pięknych tiar oraz diademów, wyszła zwycięsko, mogąc zachwycić kreacją w barwie zieleni podkreślającej srebrzystość włosów, podszytą złotą nicią wyciągającą psotne skry z chabrowych tęczówek. Złote też miała pantofelki, niewielkimi obcasikami stukającymi po bruku mrocznych uliczek, złotą biżuterię, której misterność i urodę w drodze do palarni ukrywało cieplutkie futro z białych lisów, bo chociaż dzień wydawał się pogodny, tak wątłe ciało wrażliwe było na wszelkie chłody, a nie było nic straszniejszego od zaróżowionego noska, kiedy lica pozostają ujmująco blade. Tak sądziła, że są ujmujące, a krążący w błękitnych żyłach urok przodkiń tylko ją w tym utwierdzał. Utwierdzałaby ją w tym także pani matka, lecz ta cierpiąc na okropne migreny od tygodnia, musiała pozostać w jasnym dworku wybitnie zawiedziona, a pan ojciec musiał wymówić swoją obecność, nie mogąc pozostawić swej szanownej małżonki samej, obowiązek opieki nad niziutką panienką powierzając swemu pierworodnemu synowi. A Leander prawdziwie prezentował się u jej boku zachwycająco, powagą kontrastując ze świeżością małego lwiątka, uważnym spojrzeniem zapewniając o branej do serca odpowiedzialności. U boku lwiego rycerza nic nie mogło się jej absolutnie stać, nawet jeśli pomimo tychże zapewnień stawiała nieznośnie drobne kroczki, mogące wywołać zniecierpliwienie u pracownika rodu Burke, gdyby nie olśniewająco przepraszający uśmiech lady oraz równie olśniewające, ale z lekka mroźne spojrzenie pana brata zabraniające podjęcia tematu czasu. Tego mieli odpowiednio, by wrażliwa dama mogła w swym tempie dotrzeć do celu, w duchu zastanawiając się, czy kolejny koncert nie mógłby zostać urządzony na rzecz osób zamieszkujących Nokturn. Mogliby zebrać datki, a następnie zasiać oraz udekorować magicznymi kwiatami, kwitnącymi nawet w zimę całe mroczne ulice, zapewniając tym samym radość mieszkańcom, nie wspominając o ładniejszych widokach oraz maskowaniu przykrego zapachu, od którego zaczęła kichać, nim droga Marie podsunęła pewnie swej pani chusteczkę nasączoną miętowym aromatem, przytłaczającym te wszystkie...obrzydliwości. Dotarli jednak na miejsce, niespóźnieni wcale, z ulgą przyjmując na siebie panujący pół mrok, nawet jeśli ten wywołał w pierwszej chwili dąsy, bo powinno być przecież jaśniej, znowu musiała się smucić? Ostatnio przyszło jej się smucić często, nawet jeśli nie powinno i była już tym okropnie zmęczona. Pozwoliła jednak służącej zdjąć z siebie okrycie, nim ta przekazała je do szatni wraz z okryciem lorda Nott, a następnie tylko w towarzystwie pana brata ruszyła we wskazaną stronę ku specjalnie przygotowanej sali, a serce rosło w podekscytowaniu, wywołując blady rumieniec na policzkach, nim przyszło im stanąć przed obliczem organizatora wydarzenia.
- Lordzie Burke - przywitała się miękko, gdy tylko Leander zamilkł, niemo wskazując, iż teraz powietrze winno wybrzmieć melodią jej głosu - Tak szczytny cel nie może zostać zapomnianym, dziękujemy za zaproszenie - a gdy powitań przyszło zadość, ruszyła grzecznie u boku starszego lwa, subtelnie rozglądając się po pomieszczeniu, rozumiejąc skromność wystroju, a zarazem nie rozumiejąc jej wcale, bo powinni, chociaż ozdobić to miejsce przynajmniej jedną fontanną. Przy szumie wody tak miło słucha się muzyki. Lecz nie rozpaczała nad tym aż tak długo, rozpromieniając się na widok znajomych twarzy, chabrem oczu osiadając na upatrzonym stoliku, do którego poprowadził ją ostrożnie towarzyszący jej mężczyzna.
- Lordzie Fawley, lady Fawley, lordzie Flint, lady Flint - ciepły uśmiech ozdobił śliczną buzię, radość zagościła w jej wnętrzu, iż miast podążyć na sam przód, jej szanowny brat uznał, iż bardziej komfortowo czuć się będzie obok istoty, z którą spędziła część dzieciństwa - Jakże cieszy mnie wasz widok, mam nadzieję, iż czas spędzony będzie nam wyjątkowo miły - zapewniła szczerze, pozwalając by Leander pomógł jej zająć wybrane miejsce. Chciałaby zapewne dodać coś jeszcze, jednak świece przygasły, a na scenie pojawił się lord Xavier i niezwykle niegrzecznym byłoby dalej tak ćwierkać. Słuchała więc grzecznie, czekając, aż na scenie pojawią się drogie duszy lady, gotowe zachwycić swym talentem zgromadzonych. I tylko na moment wzrok jej krążył po sali, w poszukiwaniu znajomej sylwetki, której dostrzec ku swemu smutkowi nie zdołała.

| Euri posiada przy sobie różdżkę oraz torebkę z dziewczęcymi produktami pierwszej potrzeby, takimi jak jedwabna chusteczka, lusterko oraz szminka. Pojawiła się u boku szanownego lorda brata (póki co w formie npc, uzgodnione z organizatorem eventu oraz graczem, po uzyskaniu koloru dołączy i zajmie miejsce 30), zasiadając na miejscu 29. Towarzyszyła im służba w postaci pokojówki oraz lokaja (posiadają różdżki) , pozostali jednak w miejscu im wyznaczonym przez pracowników palarnii.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison


Ostatnio zmieniony przez Eurydice Nott dnia 01.05.21 10:40, w całości zmieniany 1 raz
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : 1
UROKI : 5
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 1:53
Rigel chyba już ostatecznie przyzwyczaił się do czerni. Teraz już odruchowo, kiedy tylko otwierał swoja wielką, wypchaną po brzegi wszelkimi możliwymi kreacjami szafę, nawet nie patrzył na kalejdoskop barw, jaki dominował wewnątrz. Jakby tamte rzeczy nie były jego, tylko osoby, która już dawno przestała istnieć. Powinien się w końcu ich pozbyć, niestety nie zebrał się jeszcze na odwagę, żeby to zrobić.
Z okazji koncertu postawił na idealnie dopasowany garnitur i jedwabną kamizelkę. Każdy z elementów tylko z pozoru był nudny i prosty - sploty nici na marynarce układały się w kształt czarnych kruczych piór, a kamizelka opalizowała na fioletowo i granatowo.
Musiał dobrze wyglądać na dzisiejszym wydarzeniu, w końcu nie codziennie można oglądać przyjaciółkę, występującą na scenie dla śmietanki towarzyskiej Anglii. Black wiedział, że koncert będzie sukcesem. Nie mogło być inaczej, znając podejście Primrose, jak i ogólnie rodu Burke’ów do dopracowywania szczegółów. W końcu ci, co na co dzień mają do czynienia z magicznymi przedmiotami, klątwami i Merlin jeden wie, czym jeszcze, nie mogą pozwolić sobie na opieszałość i niedociągnięcia. Rzeczy martwe nie znają litości.
Trzymając pod rękę Aquilę i prowadząc rozmowę o nadchodzącym wydarzeniu, przemierzali uliczki stolicy, żeby ostatecznie znaleźć się w okolicy, które mocno odbiegało standardami od miejsca, w której znajdowało się ich rodowe gniazdo. Nie chodziło tu nawet o zakurzone kamienice czy ciemne, wyraźnie niebezpieczne zaułki… Rigel każdą cząstką swojego ciała czuł, że nie był tu u siebie. Nie był częścią tej małej dzielnicy, chociaż, wydawać się mogło, że Blackowie w każdym zakamarku Londynu powinni czuć się jak u siebie w domu. Niestety ta zasada nie działała na Nokturnie. Dlatego czarodziej z ciężko skrywaną ulgą w końcu przekroczył próg kamienicy oznaczonej szyldem “Borgin & Burke”, aby znaleźć się w towarzystwie innych arystokratów.
Przyjaźnie uśmiechnął się na powitanie Xavierovi, stojącemu przy wejściu.
-To będzie wydarzenie sezonu. - powiedział, kiedy już Aquila dopełniła swojej część formalności. - Bardzo dziękuję za zaproszenie.
Pozostawił ciepły płaszcz w szatni i ruszył za siostrą w stronę, w międzyczasie szukając znajomych i lubianych osób. Chyba ciut dłużej niż powinien, zatrzymał spojrzenie na Evandrze, czując nieprzyjemne ukłucie zimna, postarał się jednak szybko je odgonić. - Też się o nią martwię. - ciężko westchnął, jakby walcząc z wyjątkowo nieprzyjemnymi myślami, po czym dodał. - Przysiądę się do nich - zwrócił się się do siostry -Jak to miło was widzieć!- przywitał się pogodnie z Edwardem i Odettą - Nie można sobie wymarzyć lepszego towarzystwa do rozkoszowania się muzyką i rozmową. - nie usiadł kiedy Aquila wychwalała piękny wystrój pomieszczenia. - Wybaczcie mi, muszę porozmawiać z lady Rosier. Dołączę do was później - udał się w stronę stolika przy którym siedziała Evandra wraz z mężem i kuzynką. - Lordzie Rosier, drogie panie - powiedział kiwając im głową. - Wieczór zapowiada się naprawdę wyjątkowo, a inicjatywa jest szczytna. Dobrze jest widzieć Was w zdrowiu -  Rigel uśmiechnął się jeszcze smutno do Evandry i utkwił spojrzenie w scenie, obracając w palcach złoty kieszonkowy zegarek z krukiem. Zżerała go trema - zupełnie jakby to właśnie on, nie Primrose, musiał za chwile stanąć na scenie i występować przed tymi wszystkimi ludźmi. Na samą myśl poczuł dreszcz. Gdy Xavier rozpoczął przemowę, Rigel zajął jednio z miejsc przy stoliku, a gdy tylko skończył, zaklaskał, żeby dodać przyjaciółce otuchy.

| przy sobie różdżka, siadam na 2
[bylobrzydkobedzieladnie]


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 9:20
Sztuczne uśmiechy wezbrały pośród półmroku sali, jako codzienne akompaniamenty arystokratycznych facjat. Typowy posmak zażenowania gościł z każdym skinięciem i każdym cmoknięciem w powietrze, gdy dłonie odnajdywały inne rękawiczki, inne dłonie, witając się z nimi w delikatnym skinięciu.
Łamała granice, bo w taki sposób niepostrzeżenie wkradała się w umysły niczego nieświadomych towarzyszy, roszcząc miejsce u schyłku niepewnego zaufania. Może bardziej pewnego, gdy wreszcie - czy to koniec dennych fochów, czy może naprawdę potrafiła być szczerze miła - przywitała się z organizatorami, promiennym uśmiechem wertując intencje skryte na końcu języka.
- Lordzie Burke, dziękuję za zaproszenie. To niebywały gest, za który wszyscy… całe społeczeństwo, powinniśmy być wdzięczni. - Lekkie uniżenie ramion skwitowało należytą dawkę grzeczności, a błękitne spojrzenie już po sekundzie wypatrywało wolne miejsca, odpowiednio z boku, odpowiednio na widoku jednocześnie.
Charakterystyczne rude kosmyki odnalazła w gęstwinie pozostałych czupryn dość szybko, jakby wyznaczały drogowskaz wśród chłodu leśnej gęstwiny.
W takich momentach całkowicie rozumiała podwaliny bycia rodziną z Flintami, co do których jej szanowna Pani matka już nie pasowała, a którzy wydawali się idealnie podobnymi do niej.
Przynajmniej w tym aspekcie.
- Lordzie Fawley, Lady Fawley. - Słodki uśmiech spoczął na szanowanym małżeństwie, znajdując w twarzy kuzynki ten lekki, typowy dla obecności męża uśmiech łagodności. Cały wieczór mógł stać się prostszy w momencie, w którym mogła widzieć jej szczęście, bezpieczeństwo i jakiś nieprzewidywalny kunszt politycznych mariaży. Jak i komu się to udało, nie miała bladego pojęcia, ale państwo Fawley stanowili wyjątkowy okaz naprawdę dobranego małżeństwa, co w głębi uszczypliwej duszy Vivienne stanowiło osłodę. - Lordzie Flint, Lady Flint. - Nazwisko panieńskie matki rozświetliło na moment chłodne spojrzenie panny Bulstrode, której ciemna fuksja sukni stanowiła sztandar rodowych różnic. Mimo całych zawirowań związanych z głębią matczynych zmian charakterologicznych, cały czas rosła w głębokim poważaniu dla korzeni. Kuzyn z kuzynką stanowili tego świetny okaz, nawet jeśli Lillien zdawała się przekazywać jedynie jakąś omyłkową kopię rudawych genów. - Lordzie Nott, Lady Nott. - Ostatnia dawka przywitań smakowała upragnionym zajęciem miejsca i odetchnięciem, którego wymagała doza grzecznościowych powitań. Jej głos przez cały ten czas - kobiecy, spokojny, brzmiący bardziej jak szanownej przyjaciółki niż zachłannego lisa - sponiewierał wszelkimi normami.
Szanowali ją, lubili ją, a ona choć mogła powiedzieć o wszystkich zebranych to samo, najbardziej lubiła w tym wszystkim siebie.
I swoje przejęcie pałeczki.
- To wyjątkowa okazja, niesamowicie cieszę się, że mogłam Was wszystkich ponownie spotkać i to w tak doborowym gronie. - Dłoń uniosła się w geście poprawienia rudawego kosmyka, piegowaty nos lekko zszargał błękitem bystrego spojrzenia, a krótki moment obserwacji sceny skwitowała ponownymi słowami.
Wodzirej Vivienne, czy kolejne wkraczanie pełnymi gracji ruchami w świat małżeńsko-rodzinnych dramatów? - Ach, gdyby moi szanowni bracia również mogli się pojawić… muszę to następnym razem poprawić, prawda Lordzie Flint? - Szeroki, lekko rozbawiony uśmiech nakłonił do wspomnień i pełnej świadomości młodzieńczych wygłupów. Lordowie mieli tę przyjemną możliwość przeżywania prawdziwego dzieciństwa. Nawet Ci lordowie, który mieli być dumami skrajnie konserwatywnych rodów.
A ona mogła takie momenty wykorzystywać, by swoją obecnością i osobą wprowadzać ludzi w błogi stan rozluźnienia i wspomnień. Słodkich i niewinnych, wcale nie do wykorzystania.

Zajmuję miejsce 27 i mam przy sobie różdżkę oraz odpowiedni zapas fałszywości. Z Vivienne przyszła skromna ilość służby, Ci jednak są należycie oddelegowani. <3


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : 10
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 13:41
Octavia doskonale wiedziała kiedy zaplanowany jest koncert. Zaznaczyła datę w kalendarzu, kazała skrzatowi domowemu przypominać o tym codziennie na tydzień przed, zrobiła naprawdę wszystko, by tak ważny dzień nie wyleciał jej z głowy. I musiała przyznać, naprawdę pamiętała, dopiero niewinne, ciche pytanie skrzata na dzień przed wydarzeniem pozbawił jej nieco kolorów na twarzy. "A jaką kreację ma Pani zamiar założyć?". Kreacja... zapomniała, że wypadałoby mieć na sobie coś nowego, pasującego do okazji. Przetrząśnięcie szafy, po którym biedny skrzat musiał sprzątać powstały armagedon nie przyniosło skutków, panna Lestrange znalazła jedynie parę mogących ujść w tłumie butów, nic ponadto. Oznaczało to tylko jedno, zakupy w Londynie. Tym oto sposobem cały poprzedni dzień Octavia spędziła na bieganiu od jednego sklepu do drugiego z nadzieją, że coś zwali ją z nóg i odbierze dech w piersi, na jej nieszczęście żadnej z dostępnych sukien się to nie udało. Skoro więc nie mogła iść w ekstrawagancję postanowiła obrać dokładnie przeciwny kierunek. Tym oto sposobem zjawiła się w dosyć prostej, acz doskonale do niej dopasowanej sukience, która, dla dodania jej nieco charakteru, spięta była srebrnym paskiem. Mówi się, że kto nie ma w głowie, ten musi mieć w nogach, ona przez swoje zapominalstwo musiała nadwyrężyć jedno i drugie, by wyglądać jak ludzie, jednak z efektów była nawet zadowolona.
Po pojawieniu się na miejscu niemal biegiem przebyła podejrzane i mało przyjazne uliczki, by szybko wejść do budynku i odetchnąć z ulgą. Trzeba było dogadać się z kimś z rodziny i nie wybierać w takie miejsca samemu, ale tak się kończy roztrzepanie w jej wydaniu. Oddała swój płaszcz do szatni i w pierwszej kolejności skierowała się do gospodarza, aby należycie się przywitać.
-Lordzie Burke, niezwykle cieszę się z zaproszenia. Przegapienie takiego wydarzenia byłoby niewiarygodna szkodą i stratą artystyczną - przywitała się z szerokim uśmiechem i po wymienieniu kilku uprzejmości skierowała się w stronę stolików, aby wybrać jak najkorzystniejsze miejsce dla podziwiania występu. Przelotnie witała się z napotykanymi znajomymi gorąco obiecując, że po koncercie muszą znaleźć chwilę na dłuższą rozmowę i wymianę ploteczek. Trzeba było przyznać, od dłuższego czasu nie zorganizowano wydarzenia na taką skalę, okazji do spotkań, zwłaszcza w tak dużym gronie, było zasmucająco mało. Kiedy znalazła się z przodu dostrzegła Tristana i Evandrę, a utrzymanie uśmiechu wymagało więcej energii i samozaparcia niż zwykle. Ostatnie wydarzenia były bez wątpienia znane wszystkim tu obecnym, a przynajmniej tym, którzy rzeczywiście się liczyli. Nawet jeśli ktoś jeszcze żył w błogiej nieświadomości zapewne w kuluarach zrobi się aż gorąco od szeptów i szybkich spojrzeń. A w centrum tego będzie Evandra, Octavia jednak nie miała zmiaru pozwolić, by kuzynka miała być w tym sama i jeśli będzie w stanie przejąć chociaż część ciekawskich spojrzeń i nieprzychylnych komentarzy była na to gotowa.
Po sekundzie zawieszenie ruszyła znowu w kierunku stolika, jak gdyby nie działo się nic niezwykłego i z typową pogodą ducha podeszła przywitać się z kuzynką.
-Evandro, tak się cieszę, że cię widzę - uścisnęła ją mocno i posłała krótkie, ale znaczące spojrzenie. Podejrzewała, że przebywanie tutaj i robienie dobrej miny do złej gry wiele ją kosztowało, chciała więc być dla niej jak największym wsparciem. - Tristanie - skinęła głową i podała dłoń na przywitanie. - Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko, jeśli się przysiądę. Bez wątpienia wybraliście doskonały stolik - jeśli nie usłyszała sprzeciwu zajęła miejsce naprzeciwko Evandry i zajmowała ją rozmową, póki na scenie nie pojawił się gospodarz, którego przemowę nagrodziła oklaskami i niecierpliwie oczekiwała rozpoczęcie występu.



Przy sobie jedynie różdżka i torebka z damskimi bibelotami.
Zajmuję miejsce nr 1
Octavia A. Lestrange
Zawód : Konsultant artystyczny w rodzinnej operze
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Odrobina szaleństwa jeszcze nikomu nie zaszkodziła
OPCM : 4
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 21
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9793-octavia-lestrange#297025 https://www.morsmordre.net/t9802-nutka#297514 https://www.morsmordre.net/t9801-let-s-play#297510 https://www.morsmordre.net/t9803-skrytka-bankowa-nr-2239#297516 https://www.morsmordre.net/t9804-o-lestrange#297521
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 14:29
Nieistotne jak wiele razy prowadzono ją podobnymi uliczkami, do takich miejsc nie sposób się przyzwyczaić. Nokturn zdawał się żyć własnym życiem, niewiele robiąc sobie z ministerialnych prób odbudowy Londynu. Ciemne, odrapane budynki dawno miały już za sobą lata świetności, czy celowo podtrzymywano zniszczenia, by odstraszać nieproszonych gości? W towarzystwie rodziny i służby lorda Burke czuła się bezpiecznie, choć idąc brukowaną ulicą miała nieodparte wrażenie, że skupione są na niej liczne spojrzenia.
Ucieszyła się otrzymawszy zaproszenie na koncert. Oznaczało to, iż wszelkich sprawunków organizacyjnych stało się zadość, Primrose z Xavierem stanęli na wysokości zadania. Niestety na dzień przed wydarzeniem Evandrę coraz mocniej zaczęły nachodzić wątpliwości, czy aby na pewno jest w stanie pokazać się wśród szlachty. Z niemałym trudem porzuciła głęboką chęć ponownego zakopania się w domowych pieleszach; odsunęła chęć, by świat o niej znów zapomniał. Sytuacja była jednak inna, niż przed rokiem - każdy jej unik zostanie odebrany jako strach oraz wstyd. Nie była reprezentantką wyłącznie samej siebie, nie była anonimową jednostką teraz, ani nigdy przedtem. Bez względu na to jak bardzo cierpiała po stracie brata, musiała o nim zapomnieć, lub przynajmniej sprawiać wrażenie, że nie sympatyzuje z żadnym ze zdrajców krwi. Głos głęboko wpojonego poczucia obowiązku był głośniejszy niż dotychczas, czuła ciężar nałożonej na nią odpowiedzialności i nie zamierzała przed nią uciekać już nigdy więcej.
- Na pomoc dla dotkniętych wojną wdów i sierot - odparła Tristanowi; zbyt sucho, jak na entuzjazm, z jakim podejmowała ten sam temat przed miesiącem. Plan zakładał, by ona, Primrose oraz Aquila zajęły się podobną działalnością w swoich hrabstwach, by nie tylko pokazać swoje zaangażowanie, ale i jednomyślność. - Prim jest początkującym, ale i obiecującym muzykiem. - Także była zdziwiona, gdy okazało się, że przyjaciółka chce nie dość, że uczyć się gry na skrzypcach, to jeszcze koncertować. - Przed miesiącem odwiedziła nas w Château Rose, pomogłam jej w przygotowaniach do koncertu. O ile nie pozwoli, by zdenerwowanie wzięło górę, na pewno wprowadzi nas w zachwyt. - Zdenerwowanie bądź inne obawy o własną przyszłość, cokolwiek miały znaczyć słowa panny Burke, gdy ta tłumaczyła się ze swego roztargnienia. Evandra uszanowała jej prywatność i nie zadawała dodatkowych pytań wtedy, ani później listownie. Gdy będzie gotowa, sama jej o tym opowie.
- Pierwszym obowiązkiem arystokracji jest inspirować. Dzisiejsze wydarzenie świadczy o tym jak wielką wagę przykładamy do swych obowiązków, lordzie Burke. Wspaniałe przedsięwzięcie szlachetnych serc - odezwała się zaraz za mężem do witającego ich Xaviera, kiedy już zostawili swe płaszcze w szatni. Niektórzy ludzie wykonują wielkie gesty, by poklepać się później po plecach za szlachetność. Evandra szczerze jednak wierzyła w słuszność i skuteczność podejmowanych przez nich działań. Liczyła na to, że dzisiejszy koncert przywróci jej motywację do działania i popchnie ku własnym zaległościom.
Tego dnia błękitne spojrzenie Evandry było nieco przygaszone. Mimo to jej jasna twarz i muśnięte karminem usta w połączeniu z nienaganną, nisko upiętą w kok fryzurą nie traciła blasku, wciąż roztaczając wokół siebie niepowtarzalny blask. Zaprezentowała się dziś w długiej, lekko rozkloszowanej ku dołowi sukni w kolorze burgunda. Miękki, drapowany materiał został ciasno spięty w talii wąskim paskiem. Złoty haft wokół głębokiego, acz wciąż przyzwoitego dekoltu miał dziś mocniej podkreślać przynależność do rodu Rosier. Łabędzią szyję zdobił potrójny sznur naturalnych pereł. Brak uśmiechu na twarzy Evandry w niczym nie umniejszał jej urodzie.
Prowadzona do stolika miała okazję, by rozejrzeć się po miejscu, w jakim się znaleźli. Podziemia lokalu rodu Burke sprawiały wrażenie bardziej przytulnych, niż się spodziewała po lordach Durham, a krążące po sali dostojne sylwetki nadawały im dodatkowego szyku. Wychwyciła spojrzenia Aquili i Rigela, odpowiadając im skinieniem głowy, kiedy ci zajmowali miejsca z Parkinsonami. Nie umiała zmusić się do uśmiechu, lecz oni na pewno to rozumieli. Dyskretnie zerknęła także na swoją kuzynkę Eurydice, chcąc sprawdzić jak ta się czuje podczas jednego z pierwszych swoich wyjść do towarzystwa, wszak dopiero wkraczała w dorosłość. Zasiadłszy z przodu sali, nie zerkała już ku tyłowi.
- Octavio, dobrze cię widzieć - zwróciła się do kuzynki, kiedy ta znalazła się przy ich stoliku. Delikatnie odwzajemniła uścisk, na krótki moment kładąc na jej ramieniu obleczoną w długą, czarną rękawiczkę dłoń. Obecność kolejnej przyjaznej duszy w towarzystwie dodawała jej otuchy i pewności. Kiedy świece przy stolikach przygasły, wprowadzając półmrok, wysłuchała konferansjerki Xaviera i przywitała artystki brawami.

| mam przy sobie różdżkę



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 16:26
Edgar pojawił się w palarni niedługo przed rozpoczęciem koncertu, choć siedział w sklepie już od godziny. Próbował chwilę popracować, ale nie był w stanie się na niczym skupić. Myśli wciąż uciekały w niepojętnych kierunkach, a on choć bardzo się starał, nie był w stanie ich utrzymać. Nie czuł się dzisiaj dobrze. Głowa lekko mu pulsowała z bólu i wyjątkowo zdawał sobie sprawę, że rzeczywistość wymyka mu się spod kontroli. Nigdy nie był wielbicielem podobnych spotkań szlachty, nie zawsze potrafił się na nich odnaleźć. Wolał umówić się z konkretną osobą na kameralne spotkanie w mniejszym gronie niż prowadzić mało zobowiązujące rozmowy w tym hałasie, choć oczywiście zdarzały się chwile, kiedy i z chaosu czerpał przyjemność. Dzisiaj wolał uniknąć publicznych wystąpień ze względu na swój stan zdrowia, ale zdawał sobie sprawę, że nieobecność nestora na koncercie własnej żony i siostry może zostać źle odebrana. Dlatego przyszedł; ciężkim krokiem przestąpił próg palarni, ubrany w czarny trzyczęściowy garnitur, spod którego wystawał równie ciemny krawat i bordowa koszula. Żadnych dodatkowych zdobień poza charakterystycznym nestorskim pierścieniem, choć w panującym półmroku pewnie nieszczególnie rzucał się w oczy.
Wszystko idzie po waszej myśli? – Podpytał kuzyna, mijając go przy drzwiach. W końcu to on razem z Primrose był odpowiedzialny za to zamieszanie, Edgar dał im wolną rękę i w ogóle się nie wtrącał. Wierzył, że doskonale sobie poradzą z organizacją tego koncertu, a już na pewno lepiej od niego.
Nie zajął Xavierowi więcej czasu niż to było konieczne. Ruszył w stronę stolików znajdujących się najbliżej sceny, witając się oszczędnie skinieniem głowy z poszczególnymi czarodziejami, z którymi akurat nawiązał kontakt wzrokowy. Zajął miejsce przy środkowym stoliku, trochę się dziwiąc, że jeszcze nikt przed nim tego nie zrobił. Wydawało mu się, że właśnie stąd rozpościera się najlepszy widok na scenę. Rozejrzał się po dobrze znanym pomieszczeniu, oglądając dzisiejsze dekoracje. Miał nadzieję, że zaraz kelnerzy zaoferują im coś do picia.
Razem z innymi nagrodził słowa Xaviera brawami, czekając na nadchodzący występ.

Zajmuję miejsce nr 8
Rzut na pamięć


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 16:26
The member 'Edgar Burke' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 18:58
Dawno nie czuła tak dużego zaskoczenia jak wtedy, kiedy sowa przyniosła zaproszenie na koncert charytatywny - nie sama inicjatywa była szokująca, lecz miejsce, gdzie miał się odbyć. Fantine zamrugała kilkukrotnie, aby się upewnić, czy na pewno wzrok jej nie myli. Sklep Borgin & Burke's cieszył się ponurą sławą i choć należał do rodu szlacheckiego, dbającego o odpowiednie wartości i tradycje, to nigdy go nie odwiedziła, mimo że z lady Primrose łączyła ją kiełkująca przyjaźń i wspólna fascynacja tym, co zakazane. Ulica Śmiertelnego Nokturnu nie była jednak miejscem odpowiednim dla damy, mówiono, że to siedlisko zbrodni i występku, dlatego nie wyobrażała sobie siebie nawet tam - na zaproszeniu nie było jednak błędu. Koncert naprawdę miał odbyć się na Nokturnie, a Fantine przez dobrych kilka dni zachodziła w głowę...
Co powinna ubrać?
Czy odpowiednia byłaby czerń, pasująca do klimatu i sławy tej ulicy? Nie chciała jednak, aby ktokolwiek pomyślał, że może być to związane z niedawną stratą Evandry i zdradą Francisa, którego nie powinni byli nazywać jej bratem. W głębi serca współczuła bratowej bólu, jaki niewątpliwie odczuwała, zawodu jaki przyniosła jej własna rodzina. To musiało być dla niej ciężkie, by zjawić się tu jak gdyby nigdy nic, mimo krwawiącego serca. Małżonka Tristana zawsze jednak wyróżniała się godnym podziwu opanowaniem i Fantine czuła się coraz bardziej pewna tego, że nie było odpowiedniej kobiety, która mogłaby kroczyć u boku lorda nestora.
Po długich wahaniach zdecydowała się na klasyczną dla siebie krwistą czerwień, a drogi atłas, z którego uszyto suknię, ozdobiony był misternie utkaną, czarną koronką. Włosy upięła wysoko ponad karkiem, odsłoniła szyję, a całości dopełniała złota biżuteria. Drogocenne, rodowe pamiątki na pewno skusiłyby nie jednego złodzieja na Nokturnie, lecz pod opieką brata, lorda Burke i jego służby nic nie groziło ani jej, ani Melisande, czy Evandrze. Fantine skłamałaby jednak mówiąc, że nie czuła się nieswojo, krocząc po raz pierwszy brukowaną uliczką Nokturnu, gdzie wszystko wydawało się takie... Brzydkie, obskurne i podrapane. Czy koncert charytatywny na rzecz ofiar wojny mógł odczarować ponurą sławę tego miejsca?
- Lordzie Burke, to wyjątkowe wydarzenia, jestem nim podekscytowana - wyrzekła, gdy odebrano ich płaszcze i poprowadzono do palarni opium, gdzie miało odbyć się wydarzenie. Ona również, mimo znajomości z lady Primrose, nie wiedziała, że gra na skrzypcach na tyle dobrze, aby zdecydować się zaprezentować swoje umiejętności przed tak szerokim gronem - Evandra znała ją jednak o wiele lepiej, zawierzyła więc słowom bratowej, w duchu trzymała za lady Burke kciuki.
Zanim jeszcze zajęła miejsce, Fantine rozejrzała się wokoło, ciekawa innych gości. Kto zdecydował się wziąć udział w tym niecodziennym wydarzeniu i przybyć na Nokturn? Zdziwiła się widząc płochliwą, nieśmiałą lady Fawley, lecz pod opieką męża musiała czuć się o wiele pewniej. Lady Bulstrode posłała przeciągłe spojrzenie, na Aquili Black zawiesiła wzrok dość krótko - szybko otrząsnęła się po stracie brata. Ciepły uśmiech posłała Edwardowi, zanim obejrzała się na Melisande.
- Z przodu, naturalnie - odpowiedziała od razu, pewnie, spoglądając ku stolikom pod sceną. W końcu należały im się najlepsze miejsca, czyż nie? Chciała mieć doskonały widok na artystki mające dziś ich zachwycić swoją muzyką. Nie inaczej myślał Mathieu, który usiadł przy jednym z trzech stolików na przedzie pierwszy - siostry Rosier dołączyły do niego. Powieka Fantine drgnęła lekko, kiedy zauważyła obok niego lady Carrow.
- Lady Carrow, dobry wieczór - przywitała się uprzejmie, przywołując na usta uśmiech, lecz jednocześnie zmierzyła blondynkę badawczym spojrzeniem.

| Fantine 11, Melisande 12
Mam przy sobie różdżkę.


Była także pewna chwila, której nie zapomnę. Był raz wieczór rozmarzony i nadzieje płonne przez dziewczynę z końca sali podobną do Róży, której taniec w sercu moim święty spokój zburzył.
Fantine Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
emanowała namiętnością skroploną winem

wiem, że pachniała jak Paryż choć nigdy tam nie byłem
OPCM : 5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 22
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
królowa kier
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5048-fantine-rosier https://www.morsmordre.net/t5137-desdemona#111449 https://www.morsmordre.net/t5140-fanny-rosier https://www.morsmordre.net/t5141-komnaty-fantine https://www.morsmordre.net/t5136-skrytka-bankowa-nr-1272 https://www.morsmordre.net/t5138-fantine-c-rosier#111457
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 19:32
Szykowała się na ten wieczór od dość dawna. W końcu koncert był jej pomysłem, wszystko dokładnie omówiła z kuzynem. Zaplanowali każdy detal i szczegół, ale kiedy nadszedł dzień koncertu nie była w stanie nic zjeść ani wypić, jakby ktoś zawiązał jej supeł na gardle, którego nie potrafiła rozwiązać. Od rana była w palarni by ćwiczyć jeszcze przed koncertem. Nie denerwowała się tak przed swoim pierwszym sabatem ani przed egzaminami w Hogwarcie. Tam nigdy nie była tak otwarcie wystawiona pod ocenę tylko krytycznych oczu i uszu. Czy ktoś wyłapie błąd w jej wykonaniu, zauważy jak przeskoczy nad trudniejszą sekwencją w trakcie grania. Będzie notował każde jej potknięcie? Adeline mówiła, że są świetnie przygotowane, że dają z siebie wszystko, ale czy na pewno?
Popołudniem przyniesiono jej suknię, czarną, gładką, z eleganckim dekoltem, który odsłaniał delikatnie ramiona czarownicy. Materiał iskrzył się w świetle przełamanym granatem jaki można było dostrzec na kruczych skrzydłach. Delikatny materiał miękko opływał figurę kobiety i kończył się niedużym trenem. Suknia, którą wybrał kiedyś dla niej Rigel, a która dziś idealnie pasowała do tego wydarzenia. Całości dopełniał naszyjnik z granatem w srebrnej oprawie, zaś ciemne włosy zebrane zostały w elegancki kok, z którego uciekło parę kosmyków wijących się wokół twarzy lady Primrose, a który został ozdobiony gustowną szpilką do włosów w kształcie ćmy.
Gdy przyszła pora aby zjawili się goście była wraz z bratową na tyłach sceny i obserwowała przybywających z ukrycia. Zjawili się wszyscy, którzy otrzymali zaproszenie oraz potwierdzili swój udział. Niepokój narastał w niej z każdą sekundą, czuła jak ją paraliżuje, a gdy dojrzała znajome twarze poczuła jak serce przyspiesza jej trzykrotnie. Co pomyślą o niej i jej grze? Czy będą zażenowani? Nie widziała nigdzie Aresa Carrow, za to widziała jego siostrę siedzącą obok Mathieu Rosiera. Nie miała teraz na to czasu. Nie mogła rozpraszać się brakiem obecności narzeczonego. Musiała skupić się na koncercie. Gonitwa myśli nie pozwalała jej się uspokoić, a przecież za chwilę miała znaleźć się na scenie, przed tymi wszystkimi ludźmi.
Moment, w którym Xavier wyszedł na scenę aby powitać przybyłych był znakiem dla nich. Za chwilę wszystko się zacznie.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Palarnia opium  - Page 5 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Palarnia opium [odnośnik]01.05.21 19:39
Wieczór nadchodził dla Zachary'ego powoli. Nie śpieszył się, wszak wychodził na koncert sam i nie zabierał żadnego dodatkowego towarzystwa ze sobą. Wszelkie przygotowania związane z właściwym ubiorem pozostawił w rękach służby nim poleciał do Londynu, wypełnić swoją powinność wobec szpitala. Powrót na Wyspę wiązał się jedynie ze zmianą dziennych szat na eleganckie, wieczorowe; pasujące do okazji. Wbrew temu, że całe spotkanie odbywało się na Nokturnie, w sklepie Burke'ów, nie wypadało mu, aby z posiadaną pozycją prezentował się inaczej. Zdawał się mieć pełne zrozumienie dla wyboru miejsca i nie spodziewał się spotkać tam kogoś, kto nie należał do naprawdę wąskiego towarzystwa arystokratycznej śmietanki. Tylko tak Edgar i jego rodzina mogli zadbać o należyty poziom bezpieczeństwa. Przynajmniej tyle wywnioskował z otrzymanego zaproszenia.
Przybycie na Nokturn nie nastręczyło żadnych trudności. Jako jeden z nielicznych mógł czuć się bezpiecznie w obskurnych uliczkach szemranego towarzystwa i niezmiernie doceniał fakt, że i w tym zakresie poczyniono odpowiednie kroki. Inni z zaproszonych, którzy nie mogli poruszać się po Nokturnie samodzielnie; wślizgnął się tam jednym z mniej uczęszczanych przejść. Swoją praktyką oraz dzięki uprzejmości szeptaczy korzystał z innej ścieżki, raptem po kilkudziesięciu krokach docierając do głównej ulicy i miejsca, w którym powinien się pojawić. Przez kilka chwil stał i spoglądał na witrynę sklepu ze sporej odległości. Myśli wezyra spokojnie płynęły w politycznych kierunkach wieczoru, także tego, iż pojawiał się sam: bez towarzystwa przyrzeczonej mu Shackleboltki, bez towarzystwa siostry czy ciotki. Wyzwanie stojące przed nim nosiło nie tyle znamiona prywatno-towarzyskie, co polityczne. Minął ponad rok od zaoferowanej ugody. Kroki zostały podjęte, a i tak wszystko skończyło się jak skończyło.
Zachary jedynie poruszył barkami w bezradnym geście, niewidocznym spod noszonej abai podszytej futrem, po czym ruszył ku wejściu do sklepu. Zgodnie ze wskazówkami obsługi zszedł do piwnicy, z uznaniem spoglądając na pomieszczenie palarni przygotowane do koncertu. Rozstawione stoliki miały ograniczoną pojemność, zatem i towarzystwo nie będzie zbyt huczne. Niewielka pociecha, z której korzystał, uprzejmie kiwając głową ku mijanym gościom, gdy zmierzał w stronę szatni.
Lordzie Burke — przywitał się krótko z Xavierem, oddawszy wierzchnie okrycie. Szyty na miarę kaftan, spodnie oraz szeroki pas łączący oba elementy były jednym z nowych nabytków w garderobie Shafiqa. Długa marynarka służyła za dodatkową przechowalnię różdżki oraz piersiówki z zeszłorocznego Sabatu. Awaryjnie, rzecz jasna. Póki co zamierzał odnaleźć wolne miejsce dla siebie, możliwie blisko sceny. W drodze do stolika, skinieniem głowy witał każdego, kogo znał nieco bliżej. Krótki spacer przerwał na moment, przyglądając się Aquili oraz jej niedawnej korespondencji. Również na chwilę wychwycił Tristana i Evandrę, Edgara, aż dotarł do stolika, przy którym siedział Mathieu
Mathieu — przywitał się wpierw z przyjacielem, ulotnie kładąc dłoń na jego ramieniu, po czym zajął ostatnie z wolnych miejsc, w międzyczasie rozpoznając damy. — Lady Rosier — zwrócił się do sióstr TristanaLady Carrow — ostatnie słowa skierował do Calypso, siadając tuż obok.

miejsce 15, obowiązkowo różdżka i piersiówka Bez Dna ze śliwowicą



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732

Strona 5 z 14 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9 ... 14  Next

Palarnia opium
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach