Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Zaułek
AutorWiadomość
Zaułek [odnośnik]07.09.15 23:09
First topic message reminder :

Zaułek

Ulica Pokątna składa się nie tylko z głównej ulicy, choć to na niej tętni życie. Pomiędzy wejściami do niektórych sklepów, znajdują się odnogi mniejszych uliczek, bardziej zaniedbanych, ponurych, często wyboistych - nikt nie widzi celu w ich odnowie. Czasami przebiegnie tu bezpański kot, by za chwilę zniknąć w cieniu. Dróżki najczęściej krzyżują się ze sobą, tworząc skomplikowaną sieć, w której można łatwo się zgubić, niektóre są ślepe, a wszystkie wydają się tak samo podobne.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 29.08.18 15:58, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaułek - Page 33 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


05 marca

Nie chodziło nawet o to, jak się tu znalazła, chociaż nawet wytężając zmęczony, umysł nie umiała sobie tego przypomnieć. Wiedziała, że jest w Lonydnie na ulicy Pokątnej i na tym cała jej wiedza na ten moment wynosiła właśnie tyle. Z nagłe letargu wyrwała się niespodziewanie — zimny wiatr wcale nie zwiastujący jeszcze wiosny, sprawił, że nagle wyostrzyły jej się zmysły. Dostrzegła kontury budynków, rozpoznała fasady w większości zamkniętych sklepów, gdzie robiła zakupy jako mało dziewczynka. Poczuła też chłód — była ubrana zupełnie niestosownie do pogody. Zdecydowanie za cienki płaszcz podszyty wiatrem, brak szala, czy czapki oraz cienkie skórkowe rękawiczki, które zsunęła z jakiegoś powodu. Zupełnie jakby wyprawiła się do sąsiada w Dolinie, a nie do Londynu.
Zamrugała oczami, rozglądając się ponownie. Czemu się tu znalazła?
Wzrok jej padł na zniszczoną witrynę sklepu z różdżkami i poczuła gulę rosnącą w gardle. Kupiła swoją pierwszą różdżkę właśnie tutaj. Przyszła wtedy z mamą. Z mamą, której już nie ma. Została tylko straszliwa pustka i żal. Żal do samej siebie, że nie poświęciła jej wystarczająco dużo czasu. Że nie była szczera. Że w ostatnich dniach przysporzyła jej tak wielu problemów i zmartwień. I Aurora wiedziała gdzieś w głębi serca, że to właśnie one przyspieszyły śmierć ukochanej mamy. Zacisnęła dłonie na rękawach płaszcza, jakby to miało powstrzymać nagły atak nudności. Nie zwracała jednak i to z bardzo prostej przyczyny — nie miała czym. Już od ponad miesiąca męczyły ją koszmary związane z wilczym mężczyzną, który prawie dopuścił się na niej gwałtu. Już wtedy miała trudności, by w ustach zemleć kawałek chleba. Po śmierci mamy zupełnie odmawiała posiłków. Każdy ze smaków kojarzył się jej z jakimś daniem przygotowywanym przez rodzicielkę. Ojciec próbował podnieść ją na duchu, chociaż sam był w strasznym stanie. Stracił miłość swojego życia. Jedyny syn zaszył się gdzieś w kraju, a córka wyraźnie chorowała. Nie chciał zostać sam. Aurora też nie. Dlatego czuła jeszcze większe wyrzuty sumienia, że to nie ona zajmuje się pocieszaniem ojca. Jednak wyrzuty sumienia pożerane były przez wygłodniały smutek i żal.
Aurora nie istniała.
Była zbitkiem wszystkich smutków i żalów samej kobiety do świata i samej siebie. Była gniazdem dla strachu i głodu. Jak chore drzewo, drżała nawet pod spojrzeniem ludzi. Próbowała się dźwignąć, ale przygnieciona samotnością dusiła się pomału. Chciałaby umieć prosić o pomoc, ale nawet gdyby zdobyłaby się na to, to nie miała do kogo się zwrócić.
Traciła zmysły.
Pojawienie się w Londynie było tego najlepszym przykładem. Jak bowiem udało jej się znaleźć tutaj, gdy nie miała nawet najmniejszego pojęcia, skąd się tu wzięła. Czy miała coś załatwić? Może coś z mamą? Może chciała się ukryć w tłumie, licząc, że ktokolwiek zauważyć, że w środku wyje jak ranne zwierze, podczas gdy jej ciało stało nieruchome.
Spojrzała na mijającą ją parę i rozchyliła popękane zimnem wargi, unosząc przy tym dłoń. Chciała coś powiedzieć, błagać, chociaż nie wiedziała o co. Ale mężczyzna otoczył partnerkę ramieniem, odsuwając od Aurory.
Wariatka
Powiedział to? A może jakiś głos uroił jej to w głowie?
Odwróciła się, potem znów, zataczając niemal koło wokół własnej osi. I znów. Krok w jedną stronę, krok w drugą. Ludzie zaczęli się jej przyglądać.
- Proszę... - Powiedziała, chcąc poprosić, by ktoś ją zaprowadził dokądkolwiek, ale znów odsunięto ją samym spojrzeniem. - Proszę... - Powtórzyła, czując sól łez na zmarzniętych policzkach.
Jeden nieuważny obrót i poczuła, jak traci równowagę. Upadek w zmarznięty śnieg był nie tylko bolesny, ale i w ostry sposób przypominał jej dłoniom, jak ostry potrafi być mróz.
I wtedy go dostrzegła. Cień skradał się po ścianie budynku. Z przerażenia zabrakło jej tchu. Ludzie już teraz otwarcie omijali szaloną kobietę, która zaczęła cofać się po ziemi.
Za cieniem wyłonił się kształt żywy i straszniejszy niż wcześniej. Łypał na nią z granicy jawy i koszmaru. I Aurora przerzuciła się na kolana. Dłońmi nakryła uszy i krzyknęła. A gdy zaczęła, nie mogła przestać. Krzyk niósł się echem po ulicy Pokątnej, jakby ta nagle stała się świadkiem tego, że kogoś żywcem obdzierano ze skóry. Ale kogo choć raz dosięgnęła klątwa Crucio, wiedział, skąd brał się ból. Z tego samego miejsca, skąd przyszedł cień nieobecnego tu koszmaru.
Brały się z głowy, nawet jeśli tak naprawdę istniały jedynie w głowie Aurory.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zaułek - Page 33 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Powrót do góry Go down

5.03

Najpierw zwrócił uwagę na jej chód. Nierówny, raz szybszy, raz wolniejszy. Potem na uniesioną dłoń. Gdy błędnie okręciła się wokół własnej osi, już wiedział, że coś jest nie tak. Nie był typem mężczyzny, który zwraca uwagę na ulicy na zgrabne kobiety, coś w takim podejściu wydawało mu się wulgarne. Kompartmentalizował większość elementów swojego życia - w pracy nie był ojcem, potrafił nie wypominać żonie jej zdrad, na pożądanie pozwalał sobie tylko w trakcie wizyt w Wenus (skrupulatnie zapisywanych w terminarzu), proządkował zainteresowania i emocje. Istniała tylko jedna dziedzina, której nie umiał zostawić za sobą ani zepchnąć do kalendarza - praca. Zdawało się, że magipsychiatrą był zawsze, nawet wśród ludzi z pozoru normalnych. Każdy z nas jest trochę szalony, powtarzał sobie czasem, lustrując bacznym wzrokiem otoczenie, wychwytując nerwowe tiki przypadkowych osób i zastanawiając się nad ich sekretami.
Blondynka, którą właśnie zobaczył, nie zdradziła jednak jednego tiku. Drżąca dłoń, chwiejące się nogi, krzywy chód - to wszystko zdradzało stan oszołomienia, może nawet fugi? Obserwował ją już od jakiegoś czasu, rytm laski na śliskim bruku zwolnił, aż całkiem się zatrzymał - gdy się odwróciła.
Ze zdumieniem uniósł brwi, rozpoznając w przestraszonej nieznajomej dobrą znajomą z kursu uzdrowicielskiego. Trafiła na praktyki do Munga, gdy on rozpoczynał już specjalizację, ale trudno było nie kojarzyć Aurory Sprout, jej serdeczności i ciepłego uśmiechu. Czasem, tłumiąc zazdrość, obserwował jej podejście do pacjentów, pełne niewymuszonej troski, której samemu nie potrafił okazywać.
Teraz, choć jasne włosy i rysy twarzy pozostały takie same, zdawała się zupełnie inną osobą. Cerę miała chorobliwie bladą, spojrzenie błędne, oczy okrążone, a na twarzy próżno było szukać nawet śladu dawnego uśmiechu.
-...Aurora? - wyrwało mu się cicho, ale stał jeszcze kilka metrów od niej i chyba go nie usłyszała. Wydawała się zresztą pogrążona we własnym świecie. Przesunęła po ludziach niewidzącym wzrokiem i zniknęła w bocznym zaułku, a on pokuśtykał za nią. Za wolno, za wolno. Było ślisko i pomimo pośpiechu uważał na każdy krok, boczne uliczki były mniej zadbane, a bruk nierówny. Nie mógł upaść, nie teraz - ale szybko przekonał się, że naprawdę przybył za późno. Upadła ona. Z goryczą przemknęło mu przez myśl, że inny, sprawny mężczyzna już dawno byłby u jej boku i podtrzymał ją silnymi ramionami. Nie on. Pokonał ostatnie kilka kroków, nieświadom, że to właśnie on budzi teraz w Aurorze strach, że jego cień wydaje się na ścianie upiornie duży, jakby należał do kogoś innego.
Zauważył łzy, chciał coś powiedzieć, ale...
...zaczęła krzyczeć. Przeraźliwie i rozpaczliwie. Zamknęła oczy, zatkała uszy, wrzeszczała z bólem, który rozdzierał nawet serce kogoś tak chłodnego jak Hector Vale. Zarejestrował, że zrobiła wszystko, aby dosłownie odgrodzić się od wszystkich zmysłów - słuchu, wzroku, nawet od zdolności komunikacji, którą uniemożliwiał krzyk.
Do niedawna chciał klęknąć przy niej, przypomnieć jej, że się znają, że ma dobre zamiary. Teraz - teraz nie widział innego wyjścia niż magia. Potrzebowała uspokojenia, szybko.
-Paxo Maxima. - szepnął, podchodząc do dziewczyny i celując w nią różdżką. Krzyk wciąż rozdzierał mu uszy, laska ślizgała się na bruku, dłoń drgnęła lekko - nie wiedział jeszcze, że w fatalnym błędzie.

krytyczna porażka...


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Mimo zwiastującej cieplejsze dni pogody, marzec wciąż przypominał o zimie stulecia swoimi silnymi wiatrami i niskimi temperaturami. W Londynie wszytko wydawało się zimne i chłodne, co z pewnością nie wpływało pozytywnie na ludzi - a najwyraźniej i magia dzisiejszego dnia nie chciała współpracować. Biegły w trudnej sztuce uzdrawiania Hector również odczuł to na własnej skórze. Może był to dzisiejszy nastrój, a może rozkojarzenie spowodowane napotkaniem twarzy z przeszłości, która w żadnym calu nie przypominała siebie.
Magipsychiatra mógł poczuć jak magia po jego inkantacji się poruszyła, ale nie miał nad nią kontroli. Z pozoru wydawało się, że zaklęcie zadziałało gdy na moment krzyk aurory ustał, jednak bardzo szybko oboje poczuliście przytłaczający lęk i niepewność, architektura Londynu jak i otaczający was ludzie wydawali się być kilkukrotnie więksi, przytłaczając swoim rozmiarem. Niczym dla małego dziecka, wszystko było obce, inne i przerażające.
Poczuliście również silną potrzebę zaszycia się gdzieś - w małym pomieszczeniu, pod ciepłą pierzyną, w cudzych ramionach. Czuliście, że obecność nacisku, że znalezienie się w bardziej ograniczonej przestrzeni może przynieść wam ukojenie.

Ingerencja w związku z wyrzuceniem przez Hectora krytycznej porażki na zaklęcie Paxo Maxima. Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaułek - Page 33 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie miała pojęcia, że była obserwowana, bo w zasadzie była gdzieś na granicy pojmowania jako takiego. Nie miała pojęcia, że cień był jednak prawdziwy i w dodatku stanowił słoneczne odbicie przeszłości — Hectora Vale’a pamiętała z czasów kursu, jako człowieka niezwykle skupionego, który fascynował się każdym nowym przypadkiem, który do nich trafiał. Nie mieli zbyt wiele kontaktu, bo Hector nawet na kursie zdawał się mieć swoje towarzystwo, do którego ktoś taki jak Aurora niezbyt pasował. Miała jednak o nim jak najlepsze mniemanie. A przynajmniej do czasu, gdy jeszcze żywe wspomnienie znajomego, pojawiało się czasem w jej myślach. Od jakiegoś czasu nie myślała zbyt wiele, w obawie dokąd mogą ją zaprowadzić niebezpieczne myśli.
I właśnie gdy niemal wyparła z siebie całą chęć istnienia jako takiego, i to nie tylko innych, ale i wszystkich wokół — wtedy właśnie tuż obok niej, zjawił się on. Zatopiona we własnych dłoniach i rozdeptanym śniegu, chowała się za kurtyną włosów i krzyków, zupełnie niezdolna do tego, żeby ocenić sytuację. Nie myślała o niczym, jak tylko o tym, żeby jakimś cudem uchronić się przed bólem, który mógł nadejść w każdej chwili. Ale nic takiego nie nastąpiło.
Zamiast tego krzyk samoistnie ustał, a jej własne milczenie napełniło ją jeszcze większym lękiem. Była pewna, że nie może bać się bardziej, ale oto była. W obcym mieście, w obcym zaułku, którego zimne i nieprzyjemne ściany sprawiały ponure wrażenie.
Nie wróciła żadna dobra myśl, ale zamiast tego po prostu zaczęła łkać cicho. Widziała czubek butów, eleganckie spodnie, zakrzywiające się na nich. Wreszcie widziała laskę, która wspomagała komuś chodzić po ulicach. Cień był człowiekiem, ale ten człowiek nie był “jej” bestią.
Przerażona, wciąż skulona pośród śnieżnej zaspy, podniosła oczy wyżej. Gdzieś zakołatało w jej głowie, że zna tego człowieka, ale wciąż toczący się po głowie strach nie pozwalał jej na to, żeby mogła z miejsca poznać dobrą duszę.
- Boję się... Pomóż mi... - Powiedziała, chociaż to bardziej strach niż zimno, potrząsały jej ciałem, jak szmacianą kukiełką. Przez chwilę, gdy tak ją ludzie mijali, gdy nie poświęcali jej chwili, bała się, że umarła. A przecież całkiem niedawno wydawało jej się, że tego właśnie chciała. Umrzeć i zniknąć. Ale tylu spraw przecież nie miała dokończonych. Tak wielu ludziom uczyniła źle i żadnego z nich nie miała już przeprosić? Miała nie zobaczyć już szczęśliwego brata? Spokojnych przyjaciół? A przecież chciała, żeby ich życia ułożyły się cudownie. A może ceną za to była jej własna śmierć? Czy odjęłaby im kłopotów, wydając ostatnie tchnienia?
Czy mężczyzna, który stał nad nią, widział ją? Czy może to była śmierć we własnej osobie? Bo Aurora w dalszym ciągu patrzyła, ale nie widziała. Hector pozostawał postacią zjednoczoną ze swoim cieniem, osnuci mgłą jej własnego spojrzenia.
Nawet próbowała dźwignąć się z kolan, ale nie mogła dokonać tego sama. Zupełnie, jakby przerastało ją to, że jest sama. Przytłaczały ją chylące się ku nim budynki, a ogrodzenie jednego z lokali szczerzyło się nieprzyjemnie. - Tak bardzo mi zimno. - Jej głos był przeraźliwie cichy, że niemal zakłócił go szelest jej ubrań, gdy podjęła kolejną próbę podniesienia się z ziemi.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zaułek - Page 33 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Powrót do góry Go down

Krzyk umilkł, co w pierwszej chwili zaowocowało ukłuciem ulgi - ale ulgi odczuwanej rozumem, nie sercem. Serce ścisnęło się, najpierw w zmartwieniu i współczuciu, ale stopniowo zaczął ogarniać je lęk. Tak, jakby Hector zarażał się tą trwogą od kobiety, której chciał pomóc. Cisza wydała się dziwnie przenikliwa, a odgłosy miasta jakieś stłumione. Dudniło mu w uszach i skroniach, a Aurora zdawała się dziwnie mała i krucha na tle wysokich kamienic. Ogromnych. Groźnych.
Zadrżał z zimna albo ze strachu, czując przejmującą tęsknotę za domem, za znajomą Walią. Choć szczerze lubił stolicę i z przyjemnością spędzał na Pokątnej czas, gdy miał niedaleko swój gabinet, to wspomnienia z dorosłości ucichły nagle. Znów czuł się jak zagubiony nastolatek, który wychował się wśród zielonych wzgórz Shropshire - nawet, jeśli obserwował je z okna. Wtedy stolica wydawała mu się ogromna, niebezpieczna i przytłaczająca. Ciasna i zbyt wielka zarazem. Nigdy nie chorował na agorafobię, ale chyba zaczynał rozumieć, co czuli pacjenci. Od tamtego czasu oswoił wielkie miasto, ale Londyn znów wydał się obcy. Gdzieś na tle świadomości przemknęło wrażenie, że może to przez wojnę. Z plakatów spoglądały na nich groźne twarze, z miasta zniknęło tak wiele mieszkańców, ulice straszyły pustostanami. Pustostany - tam byłoby cieplej, ale czy mógłby znaleźć jeden na Pokątnej, w samym centrum? Odpędził od siebie prędko tą myśl - byli przecież w środku miasta, znajdą... znajdą pomoc. Znajdą ciepło i bezpieczeństwo. Dłonie mu drżały i marzył, by znaleźć się w domu, pod grubym kocem. Przytulić do syna. Wiedział jednak, że nie da rady teleportować się dopóki nie okiełzna lęku, a poza tym nie mógł zostawić Aurory.
Aurory, która podniosła głowę i właśnie prosiła go o pomoc. Wprost i bezpośrednio. Choć nadal trzęsła się ze strachu i chłodu, choć zdawała się go nie rozpoznawać, to przynajmniej brzmiała przytomniej. Potrafiła nawet ocenić własny stan - było jej zimno. Jemu też.
Wyciągnął do niej dłoń, opierając się mocno na lasce, aby utrzymać jej ciężar ciała.
-Pomogę... - szepnął, głos dziwnie mu drżał, serce nadal kołatało. -To ja. Hector, Hector Vale, pamiętasz mnie Auroro? - dodał miękko. Brzmiał spokojnie tylko dzięki wyćwiczonym nawykom.
-Jest bardzo zimno. - potwierdził. Nie jesteś szalona, ja też się trzęsę. -Chodźmy... chodźmy stąd. Do kawiarni, dwie przecznice dalej. Pamiętasz? Chodziliśmy tam czasem po kursie, wszyscy. - mówił, nieco zbyt prędko jak na siebie. Szybkość wypowiadanych słów i płytki oddech zdradzały pewną panikę, ale na pierwszy rzut oka trzymał się o wiele lepiej od Aurory.
Dadzą radę, pójdą do tej kawiarni, a tam - ogrzeją się, usiądą, uspokoją. Pamiętał, że czytano tam książki - czasem dla dzieci, czasem dla dorosłych. Byłoby miło schować się pod koc, przymknąć oczy i wsłuchać w czyjeś spokojne słowa. Ujął dłoń Aurory w swoją i od razu zrobiło się troszkę cieplej - nie zamierzał więc jej puścić, dopóki nie dojdą do kawiarni i nie poprosi o koce i gorącą herbatę.

/idziemy tutaj


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
We men are wretched things.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Powrót do góry Go down

Strona 33 z 33 Previous  1 ... 18 ... 31, 32, 33

Zaułek

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach