Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Wzniesienie

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzniesienie - Page 12 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Wzniesienie - Page 12 Empty
PisanieTemat: Wzniesienie [odnośnikWzniesienie - Page 12 I_icon_minitime11.11.15 21:32

First topic message reminder :

Wzniesienie

Skromna polana nieopodal plaży mieści się na niewysokim wzniesieniu, z którego roztacza się widok na falujące, bijące wilgocią morze. Upstrzona polnymi kwiatami za dnia jest mało uczęszczana. Nocą jest doskonałym punktem widokowym na niebo, brak koron drzew w promieniu przynajmniej kilkuset metrów pozwala podziwiać księżyc oraz gwiazdy. Początkiem sierpnia, podczas festiwalu lata, można zaobserwować sunące komety.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Alexander Farley
Alexander Farley

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t927-alexander-farley https://www.morsmordre.net/t999-fumea https://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t3768-skrytka-bankowa-nr-277 https://www.morsmordre.net/t979-a-selwyn#5392
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczony

how do I know?
because I'm not stupid


OPCM : 51
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 36
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Wzniesienie - Page 12 Xnfq1wg

Wzniesienie - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Wzniesienie [odnośnikWzniesienie - Page 12 I_icon_minitime18.01.21 1:57

Niby już przywykł, że właściwie nic nie układało się po jego myśli tak, jakby sobie tego życzył. Niczego nie brał za pewnik, pozostawiając w sobie tylko zarysowane w jakimś mniejszym bądź minimalnie większym stopniu życzenia odnośnie konkretnych wydarzeń. Dni planował, lecz do swoich założeń już od dawna się nie przywiązywał: jego życie było całkowicie nieprzewidywalne, mogące z chwili na chwilę wywrócić się do góry nogami. Wystarczyłby jeden rozkaz lub wezwanie, a Farley niczym żołnierz ruszyłby za słowem, porzucając wszystko i rzucając swoje życie na szalę po raz kolejny. Jego życie było niczym tratwa targana sztormem na pełnym morzu, na którą wyciągnął ją spomiędzy fal, nie pytając  zgodę i narzucając żywot wiecznego tułacza bez stabilizacji. Nawet jeżeli mieli własny kąt to w każdej chwili mogło się to odmienić, jak nagle zawracający wiatr miotał na każdą ze stron wątłym motylem.
Także i ta rozmowa szła inaczej niż ją sobie upatrzył. Choć usilnie starał się powrócić do wcześniejszej lekkości, lub uczucia lekkości najbliższemu, to nie mógł. Nie mógł, bo kiedy zaglądał w oczy swojej czarownicy widział w nich zmartwienie, do którego jawnie mu się przyznawała. Przejechał znów kciukami po jej policzkach, wiedząc, że kapelusz będzie musiał poczekać. Albo w ogóle go odpuści – w imię nieprzywiązywania się do swoich zamierzeń.
Ida... nikt ni został królem od powtarzania, że jest królem. Nie mów mi, że mi ufasz, że się martwisz. Wiem to. Widzę to – wymamrotał, a choć chciał powiedzieć coś więcej to skutecznie zbiła go z pantałyku i wytrąciła z głowy resztę słów, zbliżając się bardziej niż przyzwalały na to konwenanse. Zresztą, konwenanse? Jakie konwenanse? Z rozmysłem je wszystkie ignorował, brali to, na co mieli ochotę kiedy nikt ich nie widział. Dotyk jej drobnych dłoni na jego karku wywołał dreszcz, nad którym ledwo zapanował. Wziął głęboki oddech, mieszając ich tchnienia i smak środka lata, nie spodziewając się tego, na co porwała się następnie. Znał już jej usta, rzekłby, że na pamięć – mimo tego za każdym razem odkrywał je na nowo. Nie mógł się nią znudzić, to było niemożliwe, nie kiedy za tymi banalnymi wręcz czułościami kryło się tak wiele. Miłość: coś, co nie było mu w stanie się przedawnić, czego miał niedomiar, za czym tęsknił i czego potrzebował; czego oboje potrzebowali, a co pojawiło się znienacka. Dorównywał żarliwości jej niemych zapewnień, po pierwszym zaskoczeniu odpowiadając pewnie i niezachwianie. Jego dłonie same znalazły drogę do jej talii, nie pozwalając się odsunąć nawet jeżeli sama Ida nie miała takiego zamiaru. Rozczapierzył jedną z dłoni na jej plecach i naprał na nią, z premedytacją wybijając z równowagi, przyszpilając do kraciastego koca. Zamarł jednak po tym, zaciskając powieki i składając na jej ustach jeszcze jeden, długi pocałunek. Odsunął się następnie i otworzył oczy, unosząc na ramionach i spoglądając na nią. Uśmiechnął się, spojrzeniem śledząc zaróżowione policzki i rozszerzone źrenice, czując przyspieszony oddech walczący z jego zbyt prędko unoszącą się klatką piersiową. Uśmiechnął się, a przez moment zmęczenie zniknęło z jego twarzy. Opadł na bok, na łokieć, drugie ramię przenosząc za siebie, nie górując już nad nią, a leżąc obok, ledwie z materiałem ubrań pomiędzy nimi. Ani na moment nie potrafił oderwać się oczami od jej naznaczonych zielenią tęczówek, za plecami w końcu łapiąc rondo kapelusza, przesuwając je bliżej, aż nie był w stanie sięgnąć po to, co pod nim ukrył kiedy nie patrzyła.
Nie chcę się z tobą pożegnać, choć oboje wiemy, że tak byłoby łatwiej. Żadne z nas nie wybiera łatwych ścieżek, prawda? – westchnął, po czym zaśmiał się cicho. Zamknął znów oczy i pokręcił głową, unosząc głowę ze spoczynku na dłoni: uwolnione w ten sposób palce wplótł w jej włosy, przeczesując je z czułością. Zapomniał o wcześniejszych nerwach: kiedy patrzył na nią był pewien czego chce. Znów ujął jej policzek w swoją dłoń, skór do skóry, tętno do tętna. Odjął ją jednak zaraz i uniósł się do siadu, a następnie przyklęknął przy niej na jedno kolano. W dłoni, którą wcześniej chował za plecami ściskał obite czarnym atłasem pudełeczko wyciągnięte spod kapelusza. – Ido Noel Lupin, nie mogę obiecać ci, że będziemy żyć długo i szczęśliwie, lecz nasze losy już zostały ze sobą splecione i nic nie odmieni tego, że kocham cię całym sercem. Czy uczynisz mi tę łaskę i pozwolisz mi do końca moich dni nazywać cię moją żoną? – zapytał, unosząc wieko puzderka. Pod spodem krył się prosty pierścionek: na złotej obręczy tkwiło pojedyncze, migoczące w blasku sierpniowego słońca oczko ognistego opalu: niewielki wyraz jakże wielkich uczuć, które żywiło rwące się w piersi jego młode serce.





it is said that ignorance kills
but sometimes we die because we are so bloody smart

Powrót do góry Go down
Ida N. Lupin
Ida N. Lupin

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6989-ida-lupin#183439 https://www.morsmordre.net/t7864-swistka#221262 https://www.morsmordre.net/t7027-mleko-i-miod#184948 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t8043-skrytka-bankowa-nr-1619#229623 https://www.morsmordre.net/t8106-i-lupin#231775
Zawód : magomedyk z Doliny Godryka
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zaręczona
it's always darkest
before

the d a w n

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Wzniesienie - Page 12 Empty
PisanieTemat: Re: Wzniesienie [odnośnikWzniesienie - Page 12 I_icon_minitime24.01.21 0:56

To zabawne. Gdyby ktoś zapytałby ją, czy była szczęśliwa w tej relacji, zawahałaby się. Nie odpowiedziałaby od razu, a jeśli już, to na pewno nie byłaby to odpowiedź jednoznaczna, krótka i zawarta w jednym słowie. Powiedziałaby, że nie jest pewna, czy ich związek, tę kooperację, którą razem prowadzili, można było określić mianem „szczęśliwego”, ale przy nikim innym nie czuje się tak dobrze, jak przy Alexandrze. Opowiedziałaby wtedy o nim. O tym, jak pięknie okazuje uczucie, jak wiele w nim dojrzałości i zdolności dbania o tych, którzy troski potrzebowali znacznie bardziej niż ona; o tym, jaki skrupulatny jest przy dobieraniu eliksirów, jak dokładny w badaniu objawów i symptomów chorób, które jego dłonie i różdżka doskonale leczą. Opowiedziałaby o tym, że kocha go mimo wszystko, że chociaż oboje byli młodzi i popełniali błędy, to dla niej liczył się tylko on. Pokiwałaby głową, gdyby zarzucono jej naiwność – miłość jest naiwna, ale nie patrzy na wiek, status majątkowy ani krew. Po prostu istnieje i porywa ze sobą ciała, zabiera je w niepoznany wir zdarzeń z ufnością, że nie pozwolą, by los rozerwał ich splecione palce. Ida chciała być w swojej miłości do Alexandra jednocześnie młodzieńczo rozkochana i dojrzale poważna. Usiłowała taka być z całych sił. Dlatego teraz, kiedy zapewnił ją o świadomości jej zmartwień, uśmiechnęła się lekko, nieco melancholijnie, jakby z cichą wdzięcznością za to, że tak dobrze się rozumieli – że on ją rozumiał.
Kiedy ją dotykał, kiedy całował, czuła, że odczuwanie zależało już tylko od młodego umysłu przyjmującego wszystkie ciepłe, emocjonalne bodźce zbyt intensywnie, by mogło to umknąć któremukolwiek z jej zmysłów. Chciała skupić się na każdym muśnięciu, na każdym tknięciu, na krótką chwilę całkowicie zapominając, że to niegodne, że tak nie powinno się robić, nie w tej sytuacji, nie w ich wieku – byli sami, za świadków mając jedynie źdźbła milczących traw i brykający wokół nich nadmorski wiatr, któremu nie w głowie było doglądanie tego, co popełniali. Całowała go zapamiętale, dając mu z każdą chwilą coraz dowodów na to, że docenia jego starania i wcale nie chciała niszczyć ich swoją wrażliwością na każdy symptom nadchodzącej rozłąki – on dawał jej o wiele więcej. Pocałunek zakończyła nieśmiałym, zaczerwienionym uśmiechem, już nawet nie próbując chować zaróżowionej twarzy w przedramionach albo za lnianą otoczką koszyka. Przymknęła oczy, przyjmując jego palce czule przeczesujące jej włosy.
Nie możemy ich wybierać. Jakiż to byłby z tego pożytek? – zaśmiała się cicho razem z nim, a dłoń, która dotknęła jej policzka, łagodnie ucałowała. – Nudy, nic więcej – przymknęła jedno oko, nie wiedząc, że cokolwiek planował. – Jeśli mam skończyć na tej ścieżce z nogami pociętymi od cierni, ale z tobą, to chcę przez te ciernie przejść trzymając cię za rękę.
Uchyliła powieki, żeby pochwycić jego spojrzenie, ale zobaczyła, że podnosi się do siadu i zaraz potem – ciężar ciała przeniósł na… jedno kolano. Zmarszczyła lekko brwi w niezrozumieniu. Nie zdążyła zadać pytania. Choć… czy było ono koniecznie?
Podniosła się natychmiast do siadu, patrząc na niego absolutnie zbita z tropu, zepchnięta z cienkiej liny, po której właśnie szła z doskonale utrzymaną równowagą. Słowa dotarły do niej powoli, ale jej umysł zadziałał jak przeładowany magiel – wcisnął je prędko razem i dopiero po chwili zaczął je wypluwać w zwolnionym tempie, kompletnie pozbawione sensu. Jak to zaszczyt żoną? Jak to do końca moich sercem? Jak… nie, nie, nie, nie, nie, to niemożliwe. On nie! NIE. Co to za błyskotka? Czy to naprawdę był pierścionek i to nie byle jaki, tylko z a r ę c z y n o w y? Nie, Ida, zdrowy rozsądek. Na litość, nie pamiętasz już, co się działo? Nie pamiętasz?
Wypuściła przez usta powietrze, jakby jakaś siła ją do tego zmusiła. Chciała coś powiedzieć, ale jedyne, co zrobiła, to wzięła kolejny haust powietrza i znów je wypuściła, zaraz uśmiechając się szeroko, dłoń kładąc na piersi, bo może to jej pomoże, ten bezmyślny gest.
Ja nie… – na litość, nie tak to miało wyglądać! – Ja… to znaczy, ja nie… ja nie mogę ci odmówić! – powiedziała do niego niczego już nie kontrolując. Ani przepływu informacji, ani własnych emocji, ani tym bardziej reakcji. Krótko pisnęła i zarzuciła na jego szyję ramiona tak, że siła ziemskiego przyciąganie nagle stała się siłą nie do przezwyciężenia. Śmiała się do niego, kręcąc przy tym głową. – Oczywiście, że się zgadzam! Oczywiście, Alexandrze, na świętego Munga!
Jej oczy lśniły. Przez chwilę miała wrażenie, że zamknęli świat w swoich ramionach, a jeśli już im się to udało, nigdy nie powinni wypuścić go z objęć.

| zt x2 :pwease:




breathe

then begin again

Powrót do góry Go down
 

Wzniesienie

Powrót do góry 
Strona 12 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21