Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 33 ... 62  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Polana w głębi lasu   20.11.15 19:25

First topic message reminder :

Polana w głębi lasu

Nie słychać stąd dźwięków morza, zdaje się, że polana odcięta jest od reszty świata - a szkoda, bo urzeka malowniczością. Jednak kto wie, może na jednym z powalonych drzew, wśród kwitnących przez większość roku białych kwiatów miało miejsce niejedno romantyczne spotkanie? W różnych częściach polany można znaleźć kwitnąco dziko róże oraz czarne jagody, bokiem płynie jedna z odnóg rozlewiska, niegłęboka rzeczka, lecz pomiędzy jej brzegami - może tylko na potrzeby festiwalu? - ktoś  stworzył niewielki, drewniany mostek. Próbując przejścia w inną część polany, należy uważać na przeszkody w postaci kamieni, korzeni, powalonych konarów, zapadnięć terenu, jeśli nie chce się skończyć przechadzki z najróżniejszymi otarciami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   28.11.15 19:37

The member 'Diana Crouch' has done the following action : rzut kością

'k10' : 2


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.11.15 12:35

Polowanie na uciekające stworzenia, nawet przy współpracy okazało się wcale nie takim łatwym zadaniem, jak początkowo by się wydawało. Szczęścia od samego początku nie uśmiechało się do panny Wilde i panicza Fawley'a, wybór najgorszej z możliwych siatek sprawił, że łapanie okazało się nie lada wyzwaniem - obydwoje skończyli z większą ilością bolesnych odgnieceń niżeli pochwyconych zwierząt, tym samym klasyfikując się na ostatnim miejscu. Pozostałe pary szły łeb w łeb, wykazując się niemałym sprytem i sprawnością podczas powierzonego im zadania. Ex aequo miejsca zaszczytne drugie miejsce zajęła Inara Carrow wraz z Juliusem Nottem, a także Megara Malfoy z Allison Avery. Podobnie trzecie miejsce zajęli Deirdre Tsagait z Perseusem Averym, a także świeżo upieczone narzeczeństwo: Diana Crouch i Garrett Weasley. Pomimo miejsc ex aequo, zwycięska para pozostała tylko jedna - jak można było się spodziewać po gwieździe Quidditcha, Diana Rowston pobiła na głowę swoich przeciwników, jednakże zaskoczeniem dla jury okazał się Alan Bennett, który z pomocą swojej towarzyszki schwytał niecały tuzin zwierząt. Skoro ta para tak świetnie poradziła sobie na ziemi, to co by działo się podczas lotów na miotle?

Wkrótce po ogłoszeniu wyników, magiczne stworzenia zostały usunięte z siatek. Najlepsza para od głównego prowadzącego otrzymała białe kryształy.

Kolejny dzień festiwalu dobiegał końca. Pary, jeśli tylko chcą mogą wydostać się z polany za pomocą świstoklików, które przeniosą ich w pobliże ognisk na plaży, gdzie będzie trwała zabawa do białego rana.

| Z sumy ostatnich dwóch rzutów kością wyciągnięto średnią arytmetyczną, a następnie dodano do niej bonusy z siatek oraz czasu poszukiwań swojego partnera. Suma ta stanowi ostateczny wynik konkurencji. Każda para za udział otrzymuje 30 pkt doświadczenia.
  

Wyniki

Lp.ParaIlość punktów
1.Diana Rowston i Alan Bennett(5)+9=14
2.Inara Carrow i Julius Nott(5)+6=11
2.Megara Malfoy i Allison Avery(4)+7=11
3.Deirdre Tsagairt i Perseus Avery(5)+5=10
3.Diana Crouch i Garrett Weasley(5)+5=10
4.Lyra Weasley i Barry Weasley(6)+3=9
5.Eileen Wilde i Colin Fawley(2)+2=4


Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.11.15 13:28

Szaleńcze podrygi Perseusa okazały się zadziwiająco skuteczne, zarówno w kwestii naganiania zwierząt w kierunku siatki jak i w kompletnym rozbawieniu Deirdre. Początkowo przyglądała się kocim ruchom Avery'ego z mieszaniną niedowierzania i niepokoju o zdrowie psychiczne (a także wiotkość jego stawów) swego łowieckiego partnera, ale kiedy wyjątkowo tłuściutka salamandra z iskrzeniem uciekła spod tańczących nóg mężczyzny, wpadając prosto w lepiącą się siatkę, Dei zaczęła traktować go ze śmiertelną powagą. Przynajmniej w głębi ducha, bo na zewnątrz prezentowała absolutną wesołość. Jako szczęśliwa posiadaczka samoprzylepnego narzędzia łowów nie musiała zbytnio się wysilać - wystarczyło bacznie obserwować naganiającego ogniste zwierzaczki Perseusa i odwrócić się w odpowiednim kierunku, by pojmać magiczne ofiary. Skumulowane na małej przestrzeni, wydzielały przyjemne ciepło, uprzyjemniające tylko konkursowe zadanie. Uśmiech nie schodził z twarzy Deirdre nawet w chwili, w której wszystkie zwierzęta zostały już schwytane a ona sama stanęła obok nieco zdyszanego Avery'ego w oczekiwaniu na wyniki.
- Doprawdy nie wiem gdzie wyrobiłeś sobie taką wspaniałą kondycję - wyszeptała mu do ucha, szczerząc równe zęby w szczerym zadowoleniu, wzrastającym tylko, kiedy prowadzący konkurs ogłosił wyniki. Dołączyła do oklasków, kiedy zwycięzcy odebrali swoje nagrody, z ulgą zauważając, że wśród współtowarzyszy polowania nie było nikogo znajomego. I tak nie wyróżniała się z tłumu (wszystkie Azjatki wyglądały przecież identycznie), ale wolała chuchać na zimne, bo przypadkowe wpadnięcie na zbyt spostrzegawczego klienta z pewnością zepsułoby jej idealny, beztroski humor. Nie przyglądała się specjalnie uważnie osobom, które zajęły wyższe miejsca oraz okazały się triumfatorami szalonego konkursu - wzięła w nim udział przecież wyłącznie dla zabawy, dla przypomnienia sobie lat względnej beztroski, dzielonych wraz z Perseusem. Nie było to zajęcie poważne, ale nie pamiętała, kiedy ostatnio była tak rozluźniona i wprowadzona w względnie dobry nastrój. Wysiłek fizyczny, przyjazne towarzystwo szkolnego przyjaciela, atmosfera letniego festiwalu - wszystko to sprawiało, że uśmiechała się promiennie, rozglądając się dookoła pięknej polany.

[bylobrzydkobedzieladnie]




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins


Ostatnio zmieniony przez Deirdre Tsagairt dnia 26.12.17 17:19, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.11.15 22:32

Najwyraźniej miałem jeszcze wiele nieodkrytych talentów, a alternatywne metody zaganiania ognistych zwierząt były jednym z nich, zaraz obok powalających na kolana kocich ruchów i pokazu niepokojącej giętkości stawów. Zaśmiałem się szczerze, gdy prosto do siatki w ślad za salamandrą podreptał okazałych rozmiarów gronostaj, chociaż śmiech ten mógł zabrzmieć odrobinę szaleńczo, gdy zestawiło się go z moimi trwającymi jeszcze parę chwil pozornie niekontrolowanymi podrygami. Kto wie, może organizatorzy zabawy zaczęli się już obawiać o moje zdrowie psychiczne i planowali wzywanie medyków z kaftanem bezpieczeństwa na wyposażeniu? Niestety w naszej okolicy zabrakło już potencjalnych ofiar, a zanim zdążyliśmy się przemieścić w inny punkt łowiecki, ogłoszony został koniec konkurencji, dlatego też stanąłem w miejscu spokojnie po raz pierwszy od kilkunastu długich minut i uśmiechnąłem się do Tsagairt, uspokajając nieco przyspieszony oddech.
- Staram się trzymać formę, by cię nie zawieść. - odpowiedziałem konspiracyjnym szeptem z uśmiechem wciąż błąkającym się na ustach, po czym umiejscowiłem delikatnie swoją dłoń we wgłębieniu talii Dei, gdy ogłaszane były wyniki. Z uznaniem pokiwałem głową, słysząc ile zwierząt złapali zdobywcy pierwszego miejsca, chwilę później jednak straciłem już zainteresowanie mini ceremonią wręczania im nagród i zwróciłem się ku Deirdre. - Doprawdy żałuję, że Prewettowie nie porwali się na organizację konkursu tańca. Zajęlibyśmy bezapelacyjnie pierwsze miejsce. - oznajmiłem, siląc się na powagę, którą ciężko mi było przywołać do siebie z powrotem po tym, jak odmaszerowała ode mnie do spółki z moją godnością szlachcica, który połknął kij od miotły.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.12.15 9:49

Wyniki konkursu nie stanowiły dla Deirdre zaskoczenia a zajęcie przez ich słodką parkę zaszczytnego trzeciego miejsca nie sprowokowało jej serca do zwiększenia rytmu - nie przyszła tutaj przecież dla zwycięstwa i nagród, zaciągnięta na festiwal wręcz siłą przez Perseusa. Mającego, wyjątkowo!, rację: ta chwila wytchnienia, poprzedzona rozgrzewającym kieliszkiem wina skrzatów, naprawdę była jej potrzebna. Na magicznej polanie, w kręgu drzew, przy akompaniamencie mniej lub bardziej radosnych głosów, czuła się absolutnie anonimowa i pozbawiona tego dręczącego ciężaru, jaki nosiła na swych barkach. Avery wiedział - był jedną z niewielu osób, jeśli nie jedyną, które przeszły z przeszłości do przyszłości płynnie, bez żadnych emocjonalnych szarpanin. Do Felixa i Daniela, powracających z odmętów historii, miała zupełnie inny stosunek niż do stojącego obok szlachcica. Ciągle widziała w Persie tamtego wścibskiego, nie znoszącego sprzeciwu dzieciaka, który już w Hogwarcie wiedział, jak poradzić sobie z ludźmi. Manipulacją, leciutkim szantażem, urokiem osobistym: gdzieś w głębi duszy Dei wiedziała, że zawdzięcza tej pokręconej relacji więcej, niż przypuszczała, przystając przed laty na propozycję współpracy. Zyskała nie tylko kompana zabaw wszelakich, ale także motor do osiągania manipulacyjnych wyżyn. Avery nauczył ją subtelności, której kiedyś, jako zakręcona kujonka, w ogóle nie posiadała. Nie, nie zamierzała teraz roztkliwiać się nad ich relacją, po prostu potrafiła z tego radosnego dystansu pewne rzeczy docenić. Oczywiście bez werbalizowania ich - to byłoby jednak za dużo jak na jej oschłe standardy i tak mocno nadwyrężone poprzez szaleńcze pląsy zazwyczaj zdystansowanego Perseusa.
- I obyś nigdy mnie nie zawiódł - odparła tonem jednocześnie słodkim i groźnym - poruszali się przecież w dość niebezpiecznych dwuznacznościach- zerkając w bok i w górę, by zahaczyć spojrzeniem o jego niedorzecznie perfekcyjny profil. Aż kusiło, by na dobre złamać ten szlachecki nosek, niwecząc ciężką pracę błękitnych genów. Z westchnieniem przyjęła jego objęcia, wdzięczna za kurtynę swych czarnych włosów, oddzielającą ją od świata zewnętrznego. Nie chciała zostać bohaterką skandalu, nawet jeśli w swym obecnym stanie nieładu w niczym nie przypominała zmysłowej Miu Ling. Avery równie dobrze mógł przytulać szczupłego, japońskiego chłopca w dość niemodnych ubraniach. Co w sumie także stałoby się niezłym tematem na pierwszą stronę Czarownicy. - Świetnie tańczę. Wyczynowo. Dużo ostatnio trenuję - powiedziała z wyraźnym rozbawieniem, nie dowierzając jednocześnie samej sobie. Żartowała? O n a, królowa autystycznego chłodu? W dodatku: z tego tematu? Naprawdę przy Perseusie wszelkie sztywne konwenanse rozpływały się w morzu niezdefiniowanej niefrasobliwości. Zamierzała jednak wykorzystać te chwilę maksymalnie, powoli kierując się z Avery'm w stronę widniejącego w oddali świstoklika. - Ale raczej powinieneś ten konkurs wygrać z jakąś śliczną arystokratką - rzuciła gwoli siostrzanego przypomnienia, poprawiając rękawy nieco za dużej marynarki.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.12.15 22:35

Podobno klasyfikowanie wszystkiego i kategoryzowanie ułatwia zachowanie porządku w otaczającej nas rzeczywistości, ale moich relacji z Deirdre nie nie da się porównać do żadnych innych. Czy nie brzmi to dziwacznie, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że ostatnie lata dość mocno nadwyrężyły nasze kontakty, że niegdyś buntujący się przeciwko życzeniom familii, teraz szykowałem się do ślubu wedle ich woli, mimo że ślub ten już mi się odwidział, a w tym czasie moja ulubiona towarzyszka ponadprogramowej nauki z czasów szkolnych marnowała swój potencjał w burdelu Cezara, o czym doskonale wiedziałem i nie robiłem z tym fantem absolutnie nic? A jednak, pomimo tego wszystkiego, to właśnie moje relacje z Dairdre cechowała całkowita swoboda cielesna i intelektualna, przy nikim innym nie czułem się tak nieograniczenie wolny. Nawet jeśli wolność ta była tylko ułudą.
- Dla pewności powinnaś wprowadzić stałe kontrole. Wiesz, motywacja bywa okrutnie ulotna. - dodałem, uśmiechając się do egzotycznej piękności w sposób, w jaki najprawdopodobniej nie powinienem się uśmiechać w otoczeniu osób postronnych. Może dlatego też spadło na mnie otrzeźwienie, zmuszające mnie do cofnięcia swojej dłoni, która przecież tak idealnie pasowała do talii Dei. Oboje mieliśmy zbyt wiele do stracenia. - Koniecznie musisz mi zaprezentować swoje zdolności. Jestem niesamowicie wdzięcznym widzem. - widzem, rozmówcą, towarzyszem, sama wiesz to aż za dobrze. - Moja droga, nudne szlachcianki nijak nie są w stanie ci dorównać. - stwierdziłem beztrosko, nie chcąc dostrzec nawet cienia przypomnienia w słowach kobiety, gdy skierowaliśmy swoje kroki ku wyjściu, nie śpiesząc się jednak zbytnio do opuszczenia polany.




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Deirdre Tsagairt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   02.12.15 12:47

Uniosła lekko brwi, słysząc jego kolejne, prowokacyjne słowa. Jednak wcale nie zmienił się od swojego szczeniackiego okresu rozwoju, kiedy to - nawet będąc chłopcem niższym i jak na tamte szkolne realia sporo młodszym - próbował oczarować ją dwuznacznymi subtelnościami. Wzbudzając w zdegustowanej podobnymi żarcikami Dei szczere zażenowanie. Cóż, wiele zmieniło się od tamtych retorycznych przechwałek, które kwitowała zazwyczaj teatralnym wywróceniem oczami. Dorośli, zmienili się, zostawili za sobą tamte zakurzone regały z zakazanymi książkami oraz długie sesje rozgrywek czarodziejskich szachów. Modyfikacji uległa także ich relacja, zawsze niezobowiązująca i zawsze z obustronną korzyścią. Nie było to jednak empatyczne wsparcie, nie wylewali gorzkich łez w swych ramionach ani nie przeżywali metafizycznych miłosnych uniesień. Stąpali twardo po ziemi, zadziwiająco konkretni i podobni w tym dwulicowym światku - jak zaawansowanym, w przypadku Perseusa, tego nie mogła wiedzieć. Jeszcze. Co prawda wyczuwała w dobrze jej znanej aurze Avery'ego jakieś drgnięcia, które wcześniej nie miały miejsca, ale sądziła, że to po prostu wina dość długiej rozłąki. Romantycznie przerwanej jego pojawieniem się w tym świecie przedstawień, gdzie obydwoje dość dobrze odgrywali swoją rolę. Teraz narzucającą im festiwalowe didaskalia i rekwizyty pary dobrych przyjaciół. Obejmował ją przecież czysto platonicznie a jego mięciutkie słowa wcale nie zawierały żadnych niemoralnych aluzji.
- Niestety, będziesz musiał znaleźć inną, równie wytrwałą motywację - odparła z niemalże autentycznym smutkiem, nieco kpiącym uśmiechem przyjmując jego odsunięcie się na przyzwoitą odległość. Na chwilę zapomniał się w tym szlacheckim tańcu, ale widocznie na powrót dobrze liczył kroki. Cudownie beztroski, cudownie niefrasobliwy, cudownie nieskażony jakąkolwiek głębszą rozterką. Mogła naprawdę uczyć się od niego tego chłopięcego, niesamowicie zaraźliwego uroku. - Wszystko, co wiąże się z moją pracą, zostawiam w godzinach jej trwania. Po niej jestem absolutnie wstrzemięźliwa w tym tanecznym zakresie - kontynuowała przymilnym tonem, jakby niezbyt konkretnie opowiadała o zajęciach głupiutkiej stażystki w Ministerstwie a nie o ciężkim żywocie pracownicy fizycznej. Kompletnie styranej po całonocnych dyżurach. Westchnęła teatralnie, jakby dla potwierdzenia swego zmęczenia, po czym pozwoliła Perseusowi doprowadzić się do migającego w zielonej trawie świstoklika.




there was an orchid

as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Perseus Avery
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1103-perseus-julius-avery https://www.morsmordre.net/t1235-persowa-poczta#9205 https://www.morsmordre.net/t1120-cry-me-a-river#7293 https://www.morsmordre.net/f177-shropshire-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t2783-skrytka-bankowa-nr-318#44957 https://www.morsmordre.net/t1181-perseus-avery#8549
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
vicious
vengeful
victorious
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 32
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
nothing good ever stays with me

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   05.12.15 20:23

Chciałbym wierzyć w to, że od czasów szkolnych wydoroślałem, że jestem teraz poważnym człowiekiem, który nieco się wyszumiał, zobaczył trochę świata, zasmakował sukcesu i porażki, posiadł przydatne umiejętności i wrócił do domu w swoim nowym, lepszym wydaniu, niczym po przeżyciu prawdziwego katharsis. Naprawdę chciałbym w to wierzyć tak bardzo, jak wierzyła w to dość spora część otaczających mnie osób, postronnych ofiar mojego mydlenia oczu w celu poprawienia sobie samopoczucia, jednak rzeczywistość była nieco brutalniejsza, a upominające listy od nestora pojawiały się sezonowo, nie zawodząc mnie w kwestii poczucia bliskości z korzeniami mojego rodu. Niektóre cechy czy nawyki wydawały się być nieodłącznym elementem mojego jestestwa, krążyły w głównych arteriach, sieci niebieskich żył i drobnych naczyniach docierając do każdej nawet najmniejszej komórki mojego ciała - jakże więc mógłbym się ich wyprzeć?
- Nie chcesz chyba sugerować, że znalezienie zamiennika jest proste. - smutny byłby to świat, w którym nie ma rzeczy nie do zastąpienia, dlatego wypowiedziałem te słowa prawie że zatroskanym głosem pełnym przejęcia, spoglądając uważnie na Deirdre tak piękną, że niemożliwość niewinnego obejmowania jej ramieniem przyprawiała mnie o szczękościsk. - Co za nieodżałowana strata, chociaż faktycznie, lepiej jest nie mieszać życia towarzyskiego z służbowym. Mam jednak nadzieję, że uda nam się znaleźć jakiś sposób na przyjemne spędzenie popołudnia i nie porzucisz mnie, skazując tym samym na los samotnika. - oznajmiłem, nie chcąc się godzić na wieczór w opcji solo, nie teraz, gdy każdy sierpniowy dzień mijającego leniwie festiwalu lata okazuje się być pasmem nieszczęść, nie teraz, gdy z tego schematu wyłamało się tylko to popołudnie spędzone w towarzystwie Tsagairt, nie teraz, gdy sięgnęliśmy ostatecznie po świstoklik, mający nas przenieść do serca Londynu.

| zt x 2




stars, hide your fires:
  let not light see my black and deep desires.
 
Powrót do góry Go down
Alan Bennett
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1283-alan-bennett https://www.morsmordre.net/t1333-poczta-alana https://www.morsmordre.net/t1336-alan-bennett#10315 https://www.morsmordre.net/f182-harley-street-11-3 https://www.morsmordre.net/t4011-skrytka-bankowa-nr-373 https://www.morsmordre.net/t1511-alan-bennett
Zawód : Uzdrowiciel - specjalista od chorób genetycznych
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Mądrego los prowadzi, głupiego - popycha.
OPCM : 10
UROKI : 5
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 22
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   06.12.15 23:46

A więc wygrali. Alan czuł to, podświadomie coś podpowiadało mu, że tego dnia mieli dobrą passę. A może po prostu tak dobrze ze sobą współpracowali? Diana trzymała siatkę, a on biegał dookoła, zaganiając zwierzęta tuż do niej. Niczym dziecko. Ale wychodziło na to, że trzeba było czasem odnaleźć w sobie wewnętrznego dziesięciolatka, aby coś zyskać. I choć była to tylko zabawa, wewnętrzny chłopiec tkwiący w nim bardzo chciał zwyciężyć. Bawił się przy tym niesamowicie, niejednokrotnie wybuchając głośnym śmiechem, który roznosił się po polanie. Diana również wydawała się zadowolona. W takich chwilach nawet wygrana przestawała mieć znaczenie. Będą po prostu dobrze wspominać ten dzień. Alan, będący pracoholikiem i spędzający niemalże całe dnie w Mungu, naprawdę nie żałował tego, że po raz kolejny w przeciągu kilku dni wziął wolne, wprawiając tym samym szefostwo w wielkie zdziwienie. To nie było do niego podobne. Ale ... skoro tak dobrze się przy tym bawił, to może będzie to robił częściej?
Złapali osiemnaście zwierzątek. Bennett nie był pewien, czy było to dobrze, czy źle. Nie miał pojęcia jaki wynik mieli pozostali, ale zdyszany i wesoły obserwował to, jak inni czarodzieje biegali dookoła z siatkami. Spojrzał na Dianę z uśmiechem, ledwo powstrzymując się przed tym, by najzwyczajniej w świecie nie zacząć się śmiać. To był zdecydowanie dobry wieczór.
I wygrali! Złapali najwięcej zwierzątek. Jaką satysfakcję przyniosło mu zdziwienie wszystkich, ktorzy wątpliwi w to, że zwykły lekarz z Munga może odnieść takie zwycięstwo. A jednak, pokazał im. Choć to była tylko zabawa. Zabawa, podczas której bawił się po prostu świetnie.
- Dobrze się spisałaś. - odezwał się do Diany.
Dostali po parze białych kryształów. Początkowo Alan nie wiedział do czego one służą, jednak szybko zostało mu to wyjaśnione. Od razu wiedział komu wręczy jeden z nich. A potem rozeszli się. Choć może wcale się nie rozeszli, a przenieśli, by dalej spędzać czas w innym miejscu? To nie było ważne.

zt x 2 (Alan i Diana)


Powrót do góry Go down
Camellia Scrimgeour
avatar

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t6055-camellia-scrimgeour https://www.morsmordre.net/t6082-cosmo#145912 https://www.morsmordre.net/t6083-i-love-when-you-underestimate-me#145919 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6081-skrytka-bankowa-nr-1510#145910 https://www.morsmordre.net/t6080-camellia-scrimgeour
Zawód : prywatna uzdrowicielka
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wciąż jej się zdawało, że gra na scenie w towarzystwie lepszych od siebie aktorów i że jej licha gra psuje całą imprezę.
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 14:17

5 sierpnia 1956
Gwoli ścisłości, miało jej tu w ogóle nie być, przez cały okres trwania festiwalu. Coś ją jednak tknęło, ciekawość zwyciężyła, a nawet jeśli Prudence nie mogła jej towarzyszyć, koniec końców plątała się trochę to tu, to znów tam, szukając sobie miejsca i wypatrując, komu by tu umilić wieczór. Pobudki którymi się kierowała, były znane tylko jej, ale śledziła bacznie, kto przewija się w tłumie, sama niezbyt się z niego wyróżniając. Sporo dałaby za spotkanie kilku osób, które niekoniecznie musiały się tu pojawić. Mimo to wypatrywała ich metodycznie. Tegoroczna pogoda oszczędziła im wszystkim zwiewnych, kolorowych kreacji, zastąpionych strojami, które zapewnią ciepło i ochronę przed przenikliwością wiatru, toteż w praktycznych, ciemnych kolorach nieszczególnie rzucała się w oczy. Z wyrazem całkowitego zadowolenia na twarzy, umknęła z wybrzeża, zanim nazbyt oczywistym stanie się, że nie zamierza tańczyć. Festiwal miał swój klimat i choć nie zgadzała się z ideą, która przyświecała organizatorom, przyłapała się na pewnym roztkliwieniu pełnym sentymentu, kiedy tak przechadzała się wzdłuż brzegu morza, w oddali dostrzegając płonące wesoło ogniska. Tyle już lat przychodziła tutaj, rok po roku, a niewiele się zmieniło, nawet jeżeli przez ostatnie dwa lata festiwal ją ominął. W Stanach nie sposób było dopatrzeć się podobnych tradycji, to było zupełnie inne społeczeństwo, przywiązujące do tego znacznie mniejszą wagę. Bez trudu mogła wyobrazić sobie kilkuletnią siebie, idącą za rękę z Darlene, by rzucić wianek na spotkanie fal. Przypominała sobie matkę, która na jarmarku kupowała im przekąski. Beztroska gdzieś przepadła, zastąpiona gorzkim rozczarowaniem. Życie, które sobie wtedy wymarzyły, przepadło wraz z jej śmiercią. Camellia poczuła nagły przypływ chłodu, odruchowo objęła się zatem ramionami. Dobiegły ją strzępki rozmowy dwóch roześmianych przyjaciółek, które wspominały coś o konkursie w labiryncie.
Znowu ta sama historia pomyślała, niemal wywracając oczami. Legenda ze słodko-gorzkim zakończeniem, sprowadzająca się do tego, że nie tylko mężczyznom nie należy ufać, a już tym bardziej mugolom. W przeciwnym wypadku zostawią cię na pastwę losu na jakiejś bezludnej wyspie. Uśmiechając się nieco złośliwie pod nosem, zmieniła kierunek i ruszyła w ślad za dziewczynami, które z takim ożywieniem rozprawiały o konkurencji, która miała się tam odbyć.
Do polany dotarła zbyt szybko, by zdążyła się zmęczyć, choć i tak stanęła gdzieś na uboczu, by w końcu przysiąść na powalonym drzewie i w zamyśleniu zerwać jeden z białych kwiatów. Romantyczne miejsce dla rozegrania konkurencji o romantycznym przesłaniu. Parsknęła śmiechem sama do siebie, zmięła kwiat w dłoni i odrzuciła na bok, a otrzepawszy dłonie z pyłu, wbiła spojrzenie w kolorze czarnej kawy, prosto w... Vane'a. Niestety nie tego, który akurat był jej potrzebny, niemniej nic nie stało na przeszkodzie, by go zagadnąć, może podpytać o kuzyna, który mówiąc kolokwialnie, miał coś, co należało do niej. Jayden sprawiał wrażenie (być może mylne) wyjątkowo zagubionego. Znała go co prawda wyjątkowo mgliście, ale zdawał się bardziej przystępny, niż kuzyn, a i z zainteresowaniem wysłuchała jego wykładu sprzed kilku dni. Prawdę mówiąc, miała raczej styczność z jego ojcem w trakcie kursu i wrażenia wyniosła raczej pozytywne, znał się na tym, co robił. Nie zdążyła jednak niżej pochylić się nad naturą umiejętności uzdrowicielskich seniorów rodu Vane, bo nogi już poniosły ją ku mężczyźnie.
- Dzień dobry. Camellia Scrimgeour. Pański ojciec uczył mnie w trakcie kursu w szpitalu. Chciałam pogratulować udanego wykładu, nie zdążyłam tego zrobić tuż po nim - zagaiła śmiało, odsłaniając w uśmiechu równy rząd zębów. Bardzo prędko dostrzegła w swoim planie zaczęcia tej rozmowy pewne braki, w większości związane z jej znikomą wiedzą z zakresu astronomii. Zanim więc zdążyło paść niewygodne pytanie, z niebios spłynęło na nią (bynajmniej nie za sprawą mocy gwiazd) oświecenie; jej wzrok powędrował ku labiryntowi. Odrzuciła kaskadę ciemnych włosów na plecy, a jej spojrzenie wróciło do Jaydena. - Zechciałby mi pan potowarzyszyć w konkursie? Skoro zna się pan na gwiazdach, to jest pan pewnie dobrym nawigatorem. Chyba, że jest pan w tej chwili zajęty. Albo umówiony - urwała, opuszczając wzrok na to, cokolwiek w tej chwili mógł robić, jednocześnie unosząc filuternie brew. Łatwiej będzie zarzucić niewinnym pytaniem tam, niż tutaj, skąd można było się ewakuować w dowolnym kierunku bez cienia żalu.




Hold me down
Throw me in the deep
end
, watch me drown
saying that I want more,
this is what I live for.
Powrót do góry Go down
Julia Ollivander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 19:49

Mogła czuć się dumna z festiwalu jako Prewett - choć nie przyłożyła się mocno do pomocy. Fluwiusz robił o wiele więcej, do niej należało jedynie odpowiednie zachowanie i rozpoczęcie wianków - co też zrobiła. Festiwal był dobrą odskocznią. Przez chwilę udawali że wszystko jest w porządku. Julia wcale nie była pewna czy powinni, jednak chyba starsi mieli rację - bez takich odskoczni wszyscy by oszaleli.
Zabawne jak jedno życie może w jednym czasie obrać dwa różne tory. W jednej chwili wszystko toczyło się dookoła wojny, nauki, szkolenia byle stać się lepszą, silniejszą, żeby móc dać z siebie więcej. Chwilę później znów jak wszyscy tak po prostu żyła swoim życiem, puszczała wianki, brała udział w zabawach na festiwalu. Festiwal nie do końca był jej klimatem. Dużo ludzi, muzyki, chaosu, wszystkiego za dużo szczególnie dla rudowłosej która nigdy nie lubiła tłumów i zawszr ceniła spokój.
A jednak przyszła i nawet była całkiem pozytywnie nastawiona. Z jednej strony czuła że ludzie ją obserwują, wiedziała że wpatrują jej partnera, choć to bardziej niż oczywiste kto nim będzie. Stanęła z boku i czekała jak się umówili chwilę przed czasem. Widząc dzisiejszego [u]partnera - Ulyssesa -[/i] przywitała się uprzejmie. Ich spotkania były szczególne, odbajdywali się na tym polu rezygnując z wizytbw kawiarniach czy restauracjach na rzecz labiryntów, czy jezior, domowe spotkania urozmaicając - na przykład nauką trollińskiego.
Tak więc ze wszystkich zabaw niebwianki, a właśnie labirynt były najbardziej ich.
- gratuluję wczorajszej walki. Doskonale sobie radziłeś. - przyznała, bo i owszem, zadziwiając samą siebie została by oglądać konkurencję. Ta chwilami wyglądała przerażająco, jednak w jakiś sposób bardzo wciągała.
Tym razem powinno być spokojniej. Wiedziała że zadbano o to żeby labirynt był bezpieczny i choć był zabawą tylko dla dorosłych, niewątpliwie mogą się czuć spokojnie.
Chyba że będzie trzeba oczarować i zjawią się anomalie.
Albo nadgorliwi funkcjonariusze ministerstwa.
-Nie spodziewałam się że weźmiesz w nin udział. - przyznała jeszcze szczerze.
Potencjalna romantyczność tego wydarzenia nawet ją bawiła, choć spodziewała się że będzie w tym jednak więcej wysiłku, zagadek i zabawy. Na szczęście - to bardziej naturalne.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 https://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 https://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 https://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 https://www.morsmordre.net/t3831-skrytka-bankowa-nr-838#71331 https://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
Zawód : nauczycielka zielarstwa
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

co to takiego oglądać oczami,
po co serce mi bije
i czemu moje ciało nie zakorzenione.


OPCM : 20
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 21:12

W takich chwilach jak ta może wydawać się, że wszystko wraca do ustalonego rytmu, ale to nieprawda. Piękna otoczka jest niczym innym jak otoczką właśnie - na zewnątrz magicznego Weymouth dzieją się rzeczy straszne. Nikt jednak nie może walczyć wiecznie, a kultywowanie tradycji miłości oraz pokoju to piękne zwyczaje, pod którymi chętnie się podpisuję. Staram się nie myśleć negatywnie zwłaszcza, że mogę wreszcie spędzić czas z siostrą. Rowan, niezaprzeczalna gwiazda rodziny, wyróżniająca się absolutnie wszystkim - i za to jest taka kochana, nawet jeśli wredna. To na pewno przez ten rudy kolor włosów nadający jej iście lisiego charakteru. Żałuję, że nie możemy spotykać się częściej, ale czasem myślę, że tak jest łatwiej. Trzymać się na dystans od najbliższych, nie utwierdzać ich w przekonaniu, że będzie dobrze. Po tym, jak pod koniec kwietnia wróciłam pokiereszowana do rodzinnego domu, przerażona i zrozpaczona oraz po tym, jak musiałam się ukrywać nie wracając do Hogsmeade, rodzina zaczęła podejrzewać, że coś może być nie tak. Wolałam później uśpić ich czujność i oby skutecznie. To nie zmienia jednak faktu, że powinnam się dystansować. Sprawić, że moja śmierć stanie się zdatniejsza do przełknięcia. I że mi nie będzie tak cholernie ciężko zgrywać przed nimi zwyczajną nauczycielkę z Hogwartu. Bez zmartwień, bez bólu i żalu siedzącego gdzieś na dnie. Nigdy nie zapomnę - muszę nauczyć się z tym wspomnieniem żyć.
Dziś należy wszystkie wątpliwości odłożyć na bok. Zgadzam się na zabawę w labiryncie. Trochę się stresuję, bo później mam wziąć udział w konkursie kulinarnym. Wielka szkoda, że Cyziu nie wygra, ale skoro jeszcze o tym nie wiem, to się tym absolutnie nie martwię. Idę pod rękę z Rowan nawijając jej makaron na uszy. Chcę mówić, o czymkolwiek, pierdołach, nic nieznaczących głupotach, żeby tylko stwarzać pozory normalności. Przyda nam się trochę rozrywki. Odpoczynku od dosłownie wszystkiego.
- Szkoda, że wziąć udział można tylko w parach. Z Honką i Cyziem na pewno pokonalibyśmy wszystkich - rzucam gdzieś pomiędzy kolejnymi krokami udając się na polanę w głębi lasu. Na horyzoncie dostrzegam Jay’a, do którego macham, ale uśmiech zdobiący twarz jest wyraźnie smutny. Podchodzę jeszcze do innej, miłej mi pary. - Cześć Juleczko - rzucam do przyjaciółki i dygam trochę nieporadnie do zapewne lorda Ollivandera, o którym tyle mi opowiadała. - Życzę wam powodzenia i udanej zabawy - dodaję jedynie, żeby zaraz z siostrą odejść w inne miejsce. - Nie miałyśmy okazji do rozmowy ostatnio. Kto złowił twój wianek? Oglądałaś starcia panów z wiklinowym magiem? Rany, ale tam się działo - ględzę tym razem już do młodszej Sproutówny, próbując nie rozpraszać się absolutnie niczym. Chociaż moja ręka bezwiednie wędruje do kieszeni ze skrzelozielem. Nie wiem dlaczego ciągle je przy sobie noszę, może to na szczęście?




Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 52
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 21:17

Sam zaproponował Evandrze pojawienie się w tym miejscu, romantyczna historia wspominająca czarownicę Ariadnę czyniła to wydarzenie szczególnym; idea kierowania się w życiu sercem być może była naiwna, ale wciąż - dość poruszająca, by porwała serca młodych dziewcząt. W dobrym tonie było pokazać się na festiwalu więcej niż raz - razem - to przecież było jej święto - święto miłości i płodności, czy istniał jego piękniejszy symbol niż półwila młoda żona w stanie błogosławionym? Evandra miała obawy, słusznie, mogła jednak liczyć na jego opiekuńcze ramię - a organizatorzy zapewniali, że wnętrze labiryntu jest całkowicie bezpieczne. Prewettowie nie narażaliby się na podobny skandal, był pewien, że nic jej tutaj nie groziło - musiała jedynie olśnić wszystkich urodą, gracją i naturalnym czarem. Przeważnie przychodziło jej to z nadzwyczajną łatwością. To tylko zabawa, najdroższa, dajmy się ponieść tej słodkiej chwili romantyzmu - atmosfera święta lata była przecież niepowtarzalna, nawet jeśli perlisty śmiech czarownic w Weymouth przypominał w tym roku dzwonienie kropel deszczu o szyby na moment przed rozpętaniem śmiercionośnej nawałnicy. Polityczne zawirowania nie były jednak zmartwieniem jego pięknej żony.
Na miejscu pojawili się znacznie przed czasem, Tristan w eleganckiej czarodziejskiej szacie czarnej barwy, białym miękkiem fularem z jedwabiu - pomimo ciepła - elegancko upiętym pod szyją i z charakterystyczną dla siebie złotą broszą w kształcie róży - błyszczącą na piersi. Ująwszy Evandrę pod ramię zabrał ją na powolny spacer, wpierw wzdłuż plaży - tej mniej uczęszczanej, potrzebowała ciszy i spokoju, świeżego powietrza, nienachalnego ruchu - później po bardziej gwarnym jarmarku, omijając miejsca, w których tłoczyło się najwięcej czarodziejów. Pobieżnie zerknął na kilka stolików z dalekowschodnimi tkaninami, zatrzymując się dopiero przy handlarzu zaczarowanych pereł. Pośród licznych ozdób wypatrzył sznur błękitnych, pochodzących z rzadkiego gatunku czaromałży; zostawił za nie mieszek galeonów, przyozdabiając łabędzią szyję Evandry - i wziąwszy ją pod ramię podprowadził pod las, skąd wąską dróżką w dyskretnej samotności przeszli pod polanę. Usztywnił ramię, przesuwając małżonkę mocniej przed siebie - lewą ręką ująwszy jej talię, prawą - dłoń, upewniając się tym samym, że nie potknie się o głaz ani konar, a nóżka nie omsknie jej się w nierównym terenie. Leśne, rześkie powietrze dobrze jej zrobi.
- Wygląda na to, że jesteśmy niedaleko - stwierdził, niegłośno, las był wszak cichy, a on był wystarczająco blisko niej, by posłyszała choćby i szept. W oddali dostrzegł dwie pary, jedną bezimienną i drugą niewątpliwie oznaczającą lorda Ollivandera z młodą Prewettówną; nie powinni stanąć zbyt blisko nich - ktoś jeszcze gotów byłby ich oskarżyć o zbędną poufałość. - Wędrówka za sercem nam służy. - Doszli przecież bez mapy. - Wszystko w porządku? - mruknął jeszcze ciszej, na zewnątrz - dla innych - musiała być silna; on mógł znać prawdę.


Tristan i Evandra razem!





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 21:24

Zaczarowany labirynt! To brzmiało jak najprawdziwsza przygoda, a gdzie przygoda tam i Johnatan Bojczuk, co nie? Brakowało mi tego dreszczyku emocji i adrenaliny buzującej w żyłach - życie co dzień rzucało mi kłody pod nogi, ale to nie to samo co wytężanie umysłu przy kolejnych zagadkach... Miałem zresztą kilka innych powodów by pojawić się na polanie - po pierwsze... po drugie właściwie, bo po pierwsze to AHOJ PRZYGODO! No więc po drugie dla wygranej pary zapowiedziano jakąś tajemniczą, wartą pewnie całe miliardy galeonów nagrodę, a ja byłem łasy nawet na takie mniejsze, szczególnie, że nie tak dawno, bo na wróżbach co odbyły ze dwa dni temu, wosk w mojej misie przybrał kształt jednorożca. Jednorożec - symbol pomyślności, to skoro Los się wreszcie do mnie uśmiecha, to trza go łapać za nogi i nie puszczać choćby się wyrywał. A w zeszłym miesiącu? Horoskop coś tam wspominał o deszczu pieniędzy... Nagle jakby wszystko układa się w całość! Wcale nie trzeba być nader spostrzegawczym żeby skojarzyć fakty. I wreszcie po trzecie - podobno jak się przyszło bez pary to następowało losowanie, była to więc całkiem niezła okazja do poznania kogoś nowego. Oby płci pięknej! Festiwal Lata to festiwal miłości, więc wszelkie pobudki matrymonialne są jak najbardziej na miejscu!
Dochodzę wreszcie na polanę i sięgam od razu za pazuchę swojego eleganckiego (starego, ale wciąż w modzie) płaszcza, coby dobyć piersiówki i sobie chlapnąć łyka na rozgrzanie, a później wciskam flaszeczkę na miejsce, w zamian wyciągam pogniecionego papierosa - skręta z jakiegoś parszywego tytoniu, co mi się go udało wysępić od jednego dziada przy ognisku - wsuwając go między wargi i odpalam końcówkę za pomocą zapałek. Pierwszy potężny buch łaskocze w płuca tak nachalnie, że kaszlę kilkukrotnie, ale każdy kolejny okazuje się coraz mniej brutalny, a wokół mojej rozczochranej głowy unosi się szara aureola z cienkich wstęg dymu. Rozglądam się po zebranym towarzystwie, mierząc wzrokiem kobiece sylwetki, bo się zastanawiam z którą mi dzisiaj przyjdzie współpracować, skoro jestem tutaj sam.






Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   29.06.18 22:35

|5.8.56.; przybywam z Aydenem

Zdawał się chodzić kanałami, bo nie chciał zwracać na siebie uwagi. Od momentu wygrania Walecznego Maga miał drobne problemy z prywatnością. To generowało u niego zdenerwowanie, bo nie mógł w spokoju napić się alkoholu, który – o ironio – mógłby go uspokoić. Już nawet sam etap leczenia poparzeń był wyjątkowo… nieprzyjemny, biorąc pod uwagę zainteresowanie magimedyków. Nie zrobił przecież niczego wielkiego! Naprawdę! Ot, rzucił kilka zaklęć jak każdy inny uczestnik zabawy! Prócz niego, tam na wzgórzu, było kilku innych lordów i osób, które dzielnie walczyły z Magiem. Na przykład ten Rosjanin, który naprawdę porządnie oberwał ognistymi kulami… albo ten Malfoy, co to już nie był Malfoyem. Albo chociażby jego kuzyn, który niesłusznie został – bodaj – pojmany przez służby bezpieczeństwa. Tak przynajmniej słyszał, bo po rozpadnięciu się kukły, nagle otoczyli go ludzie i zaczęli nim podrzucać, nie bacząc na jego poparzenia, więc nie miał czasu rozejrzeć się za Brendanem, niestety.
Ayden jednak wpadł na pomysł na to, żeby wziąć udział w kolejnej konkurencji, tym razem w labiryncie. Anthony z początku nie chciał się zgodzić, ale z drugiej strony… nie miał serca odmówić starszemu z dwójki kuzynów. Festiwal odbywał się raz w roku, raz w roku miał możliwość takiej zabawy... Nie mówiąc już o tym, że czasy były niepewne, to i kto wie czy to nie był idealny moment na rozrywkę zanim w ogóle jej zabraknie. Zgodził się, nawet jeżeli obawiał się zainteresowania publiczności, która mogła okazać się wyjątkowo… dręcząca. Ale stawał się to ukrywać na swojej twarzy i jak najczęściej uśmiechać. Obydwoje powoli szli w głąb lasu, w stronę polany, na której miała odbyć się zbiórka.
A Ariadne nie chciała przyjść? – Zagaił w trakcie ich dość niemrawej rozmowy. Dość dużo milczeli w trakcie drogi. – Idealnie by pasowała do historii tych zawodów. No i może wywalczyłaby kolejne zwycięstwo dla naszej rodziny w lepszym stylu niż ja – gdybał w wyjątkowo pesymistycznym, ale charakterystycznym dla siebie tonie. Brakowałoby jej tylko Tezeusza… chociaż… może lepiej by było nie wstawiać kuzynki w tak smutną opowieść, tym bardziej gdy pojawiali się w niej mugole. Westchnął ciężko. Na całe szczęście byli już blisko, jak mu się zdawało. – Tylko na mnie nie narzekaj jak nam nie wyjdzie, proszę.
Gdy znaleźli się na miejscu, rozejrzał się po zebranych osobach. Dostrzegł najpierw lady Prewett i jej towarzysza, lorda Ollivandera, którego kojarzył już z wczorajszej konkurencji. Kiwnął im głową na powitanie, jak tylko złapał z nimi kontakt wzrokowy. Chwilę potem jego spojrzenie pognało w stronę… panny Sprout. Jej widok wyjątkowo go zaskoczył, zapewne dlatego, że jeszcze wczoraj rozmawiał o niej z Benjaminem… Nie obraził jej, ale jednocześnie czuł się tak, jak gdyby to zrobił. Natychmiast uśmiechnął się w jej stronę, nie chcąc dać po sobie poznać, że wstydził się za samego siebie. Przy tym uśmiechnął się w stronę jej uroczej towarzyszki, której nie znał i od razu przeniósł spojrzenie na kolejną parę (Tristana i Evandrę). Na młodej lady mimowolnie zatrzymał spojrzenie dłużej, co (oby) nie zostało odebrane przez jej towarzysza jako złe. Wiedział, że na pewno miał do czynienia ze szlachtą, więc skłonił się delikatnie. Nie miał pojęcia kim byli. Nie było go przez osiem lat w kraju, niedawno wrócił, mógłby przysiąc, że może gdzieś kiedyś, w młodości, może, widział lorda. Nadal jednak mógł nie rozpoznawać części szlachty z imienia i nazwiska, tak zresztą było z Nephthys z Shafiqów, choć oni… byli specyficznym rodem. W każdym razie, dalej się rozglądał i tym razem natrafił na znajomą twarz, której chyba nie chciał tutaj zobaczyć. Może nie znał dobrze Bojczuka i nawet zapomniał jego imię, bo spotkał go tylko raz, ale ten jeden raz był wystarczający, żeby go zapamiętać. Wiedział, podskórnie, a być może ze względu na swoje czerwcowe doświadczenie, że ten tutaj oznaczał kłopoty… i oby to nie Anthony był tym, który miał go znowu ratować.
Obyśmy nie wyszli na idiotów – odezwał się w końcu do swojego kuzyna, po tym małym rozpoznaniu, które uczynił. Nie wiedział skąd mu to przyszło do głowy. Może to jego negatywne nastawienie znowu mu się udzielało. – Widzę dwie pary szlachty. Jedną profesorkę... i nieszczęśnika od siedmiu boleści – wytłumaczył mu cicho.




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
 

Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 62Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 33 ... 62  Next

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Obrzeża lasu
» Droga obok lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18