Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 34 ... 62  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Polana w głębi lasu   20.11.15 19:25

First topic message reminder :

Polana w głębi lasu

Nie słychać stąd dźwięków morza, zdaje się, że polana odcięta jest od reszty świata - a szkoda, bo urzeka malowniczością. Jednak kto wie, może na jednym z powalonych drzew, wśród kwitnących przez większość roku białych kwiatów miało miejsce niejedno romantyczne spotkanie? W różnych częściach polany można znaleźć kwitnąco dziko róże oraz czarne jagody, bokiem płynie jedna z odnóg rozlewiska, niegłęboka rzeczka, lecz pomiędzy jej brzegami - może tylko na potrzeby festiwalu? - ktoś  stworzył niewielki, drewniany mostek. Próbując przejścia w inną część polany, należy uważać na przeszkody w postaci kamieni, korzeni, powalonych konarów, zapadnięć terenu, jeśli nie chce się skończyć przechadzki z najróżniejszymi otarciami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ayden Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5933-ayden-macmillan-budowa#140515 https://www.morsmordre.net/t6049-elips#144453 https://www.morsmordre.net/t6053-fly-with-me#144464 https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t6052-skrytka-bankowa-nr-1489#144459 https://www.morsmordre.net/t6050-ayden-macmillan#144455
Zawód : Młodszy trener Zjednoczonych z Puddlemere
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
There's always a glimmer in those who have been through the dark.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 1:43

Miniony dzień - a właściwie noc, niosła ze sobą więcej pytań, niż odpowiedzi. Ayden kroczył więc dłuższą chwilę u boku swego kuzyna w milczeniu, rozważając nad ewentualnym rozwiązaniem sytuacji, w jakiej się znalazł. Myśl ustępowała kolejnej, po czym i tak rozpływała się w nicość, ilekroć tylko mężczyzna stwierdzał, że i ta nie zasługuje by dłużej kołatać się po jego umyśle. Po kilkunastu przebytych jardach oraz kilku przerobionych w głowie scenariuszach, arystokrata dał za wygraną stwierdzając, że wyjścia z patowej sytuacji poszuka później - jego obecność była potrzebna tutaj, nie tylko ciałem.
- Hm? - przeniósł błędny jeszcze wzrok na Anthony'ego, próbując przypomnieć sobie zadane przez niego przytanie. - Ariadne? - powtórzył za nim jak echo, składając pytanie kuzyna w całość i dopiero teraz odkrywając w nim sen. - Nie. To znaczy, w zasadzie nie wiem. Nie pytałem - wyjaśnił szybko i dość chaotycznie, lecz zgodnie z prawdą. Jego umysł już od rana pochłonięty był rozważaniami, to też oprócz przelotnego uśmiechu puszczonego w kierunku siostry, kiedy ta przemierzała korytarz dworku, nie zdążył zamienić z nią choćby jednego słowa.
- W zasadzie, sam mogłeś jej zapytać przy śniadaniu - rzucił, przypominając sobie kolejne szczegóły sierpniowego poranka. Zaraz jednak jego twarz rozjaśniała w uśmiechu, a prawa dłoń wylądowała na barku kuzyna. - Daj spokój, nie było tak źle - mówiąc to machnął ręką w lekceważącym geście. - Zasłużone zwycięstwo!
Resztę pozostawił jednak bez komentarza, choć można było uznać za takowy krótkie, acz wymowne spojrzenie, jakie Ayden posłał w kierunku swego krewniaka. Gdy dotarli na miejsce, skłonił się kilku mijanym osobom; z kilkorgiem wymienił uprzejme powitania. Rozglądając się dookoła, spokojnie taksował wzrokiem każdego z przybyłych, po kolei oceniając szanse każdego z uczestników.
- Coś taki przejęty? - spytał kuzyna, nie kryjąc rozbawienia w głosie. Nie wiedział czemu Anthony właściwie tak mocno przeżywał ową konkurencje - wszak była to jedynie zabawa i tak winna być odbierana. - Jeszcze chwila i pomyślę, że Ariadne faktycznie byłaby lepszym partnerem od Ciebie.

przybywam z Tonym!




People hope to touch the sky,
I dream of kissing it.



Ostatnio zmieniony przez Ayden Macmillan dnia 30.06.18 15:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 10:53

Część z atrakcji Festiwalu Lata zaliczał ze zwykłego poczucia obowiązku, a również pragnąc, by matka czuła jego zaangażowanie w przyszły związek oraz zaznała trochę szczęścia w ostatnich chwilach jego kawalerstwa - wiedział, że wystarczająco długo kazał jej czekać i teraz entuzjazm kobiety przerastał ten panny młodej. Anomalie nie oszczędziły Odetty Ollivander, kładąc ją do łóżka na przeszło miesiąc, mocno przeżyła też zniszczenie posiadłości, w której spędziła ponad pół życia - Ulysses zaś, tak jak ojciec, czuł się zobowiązany do przychylania jej nieba, zwłaszcza w ciężkich czasach. Walka z Wiklinowym Magiem także dla niego była zaskoczeniem - prawdopodobnie potrzebował odskoczni i czegoś, co zapowiadało się intensywnie, w praniu wyszło, że aż nadto. Pracownicy Ministerstwa zgarniali swoich, sprowadzając całość do rangi komedii i można było się spierać, czy to godna pochwały ostrożność, czy czysty idiotyzm. Nie miał jeszcze wieści od Foxa po tym błazeńskim zamknięciu, dlatego łudził się, że ujrzy przyjaciela gdzieś w tłumie - podobnie jak Benjamina.
Dotarłszy na miejsce rozpoczęcia konkurencji, przywitał się z Julią uprzejmym i nieco pokazowym gestem, unosząc jej dłoń do ust z przekornym uśmiechem i prowokacyjnym spojrzeniem wymienionym między jasnymi tęczówkami. Niech plotkują, miał z tego coraz większy ubaw. Kiwnął głową, bardzo zachowawczo, na złożone gratulacje. Może gdyby nie węże, obecność brata, padaczkę Lisa i ogólne zamieszanie, bardziej zająłby się samym przeciwnikiem - a tak, jak sądził, nie miał się czym szczycić. Choć nawet przy zwycięstwie miałby podobne zdanie. W każdym razie - był rad, że ostatecznego ciosu dokonał Macmillan, bowiem zapewniało to Ollivanderowi względny spokój, rozgłosu nie lubił, ani też nie potrzebował. Niekoniecznie zerkał na widownię, ale rudowłosa mignęła mu gdzieś w tłumie jeszcze zanim wszystko się zaczęło, wiedział więc, że obserwowała starcia z kukłą.
- Ja też nie - odparł cicho, szczerze, bez najmniejszego wzruszenia ramionami. Impuls - zdarzało mu się wejść w podobne, spontaniczne rzeczy, bez wcześniejszego przygotowania. - Nie sądziłem, że będziesz to obserwować - przyznał w odwecie, póki mieli czas na wymianę zdań - nie wiedział, czego spodziewać się po labiryncie, nawet jeśli miał być bezpieczniejszy niż walka z rosłą rzeźbą. Pozorna romantyczność tego przedsięwzięcia nakazywała mu sądzić, że mężczyźni będą mieli kilka okazji do spełnienia roli rycerza na białym koniu - pięknie, prawdopodobnie w tym odnalazłby się Constantine, ale jak na złość, brata nie widział wśród zbierających się uczestników. Wolał bezsensownie strzelać zaklęciami w płonące sterty wikliny.
Mieli coś do tych labiryntów, zarośli, podwodnych światów - tym lepiej, dzięki temu pojawiała się iskra wiary, że odnajdą się w tym zaaranżowanym związku. Zresztą, odczuwał już pewną więź z panną Prewett, przez którą był pewien, że jest osobą, jakiej nie dałby skrzywdzić. Może w kościach odczuwał już to, co miało nadejść.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
E. Cordelia Rosier
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5993-evandra-rosier-lestrange#142655 https://www.morsmordre.net/t6006-erato https://www.morsmordre.net/t6007-evandra https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t6009-skrytka-bankowa-nr-1455#143097 https://www.morsmordre.net/t6008-evandra-rosier
Zawód : dama
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna


Chcę tylko wszystkiego.


OPCM : 1
UROKI : 11
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Półwila

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 12:18

Evandra długo wahała się nad zaakceptowaniem propozycji wzięcia udziału w labiryntowej zabawie. Nie przepadała za konkurencjami, w których nie mogłaby być najlepsza, unikała więc wszelkich potencjalnych zagrożeń dla pielęgnowanego latami narcyzmu. Obawiała się także o swoje zdrowie, bo chociaż lordowie Weymouth zapewniali, że w zaułkach żywopłotu nie będą czyhały na ochotników żadne potworne niebezpieczeństwa, to wolała dmuchać na zimne. Czuła się znacznie silniejsza niż przed miesiącem, spacerowała po Festiwalu z dumnie uniesionym czołem, ale kosztowało ją to niezwykle wiele. Szybciej się męczyła, zniknęła niewymuszona gracja, musiała pilnować wyprostowanych pleców. Brzuch nie urósł jeszcze do największych rozmiarów, ale różnica i tak była zauważalna, zwłaszcza dla drobnej, filigranowej półwili. Pojawiła się na wybrzeżu już drugi dzień z rzędu, będąc pewną, że kolejnego nie zdoła spędzić już w tym miejscu. Potrzebowała odpoczynku, ale nie chciała zawieść Tristana. Okazywał jej ostatnio tak wiele miłości, że spaliłaby się z wyrzutów sumienia, odmawiając mu drobnej rozrywki. Zgodziła się więc, skuszona romantycznymi chwilami tylko dla siebie. Nie musieli przecież wygrać, zdobyli już największe trofeum – siebie i rosnące pod jej sercem dziecko.
Ostrożnie stawiała kroki, czując się w ramionach męża bezpiecznie. Wspierała się na nim całym ciężarem, oddychając cicho z ulgą, gdy znaleźli się w końcu na polanie, z dala od zdradzieckich konarów, gałęzi i kamieni. Znajdowało się już tam kilkoro śmiałków, lecz nikt, kogo szanowałaby na tyle, by wdać się w niezobowiązującą konwersację. Zresztą, była kobietą, lady, żoną i wkrótce matką, to do niej powinni podchodzić zainteresowani wymianą uprzejmości. Przyjęła ramię Tristana, unosząc głowę w górę, by móc spojrzeć mu w oczy. Już nie widziała w nich kłamstwa, jedynie troskę, przywiązanie i miłość. – Wędrowałeś za nim wiele lat, do pięknego skutku – odpowiedziała miękko, wspominając wszystkie zaloty, jakimi ją obdarzał, także podczas Festiwali Lata. – W jak najlepszym, Tristanie – podkreśliła pewnie, nie zdradzając się z lekkim zmęczeniem, które już odczuwała. Machinalnie, wolną ręką, dotknęła sznura pereł, okalających jej szyję. Nie dziękowała za nie, należały się jej, ale doceniała ich piękno i kolejny romantyczny gest, podkreślający, że jej wszelkie strachy okazały się niepotrzebne. Wstydziła się wybuchów, tłumacząc się jednak od razu ciężkim stanem zdrowia oraz wpływem ciąży na ogładę. – Czy to na pewno bezpieczne? – spytała po raz piąty tego dnia, nie kryjąc drobnego niepokoju. Odwaga nie była jej mocną stroną, przywykła do ostrożności, jaką wcale nie uważała za słabość. W obecnym stanie musiała dbać o siebie za dwoje. Dłoń przesunęła się w dół i spoczęła na chwilę na lekko wypukłym brzuchu, skrytym pod czerwonym materiałem. Piękniejszy i trwalszy od pereł syn rozwijał się tuż pod skórą. Uśmiechnęła się lekko, radośnie, do Tristana, a jej błękitne oczy jaśniały podobnymi uczuciami.

(Para z Tristanem.)




 
In the land of Gods and Monsters
I was an angel, living in the
garden of evil

Powrót do góry Go down
Jessa Diggory
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5833-jessa-diggory https://www.morsmordre.net/t5851-krasna#138351 https://www.morsmordre.net/t5847-she-s-whiskey-in-a-teacup#138218 https://www.morsmordre.net/f146-devon-otterton-dom-diggorych https://www.morsmordre.net/t5856-skrytka-bankowa-nr-1442#138516 https://www.morsmordre.net/t5854-jessa-diggory#138467
Zawód : łowczyni talentów
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

her intuition was
her favourite superpower
OPCM : 33
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 14:08

Nie miała w planach pojawienia się na Festiwalu ponownie, na pewno nie przed jego ostatnim dniem i meczem Quidditcha, ale zaproszenie od Joe, choć niespodziewane, ucieszyło ją i od razu nastroiło na świetną zabawę w towarzystwie przyjaciela. Miał rację, nie widzieli się już od jakiegoś czasu, a od dawna nie mieli sposobności upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu – nadrobienie zaległości oraz zwycięstwo w konkursie było planem na dzisiejszy dzień. Diggory ruszyła więc do Weymouth po raz kolejny, wybierając miotłę jako sprawdzony i najbardziej ulubiony sposób transportu. Półtorej godziny lotu wcale jej nie zmęczyło, a gdy tylko zsiadła i oddała miotłę w dobre ręce do przechowalni, natychmiast ruszyła na poszukiwania Wrighta.
Dostrzegła go już na polanie i z uśmiechem wymalowanym na twarzy zaczęła zbliżać się w jego kierunku. Zamachała i zawołała go z daleka, nie wstydząc się ewentualnych spojrzeń, jakie na siebie sprowadzi. Pojawienie się popularnego ścigającego w towarzystwie eks-zawodniczki mogło wzbudzić zainteresowanie, ale Jessa miała je w poważaniu.
- Ile czasu zajęło ci ułożenie włosów? Przyznaj się, stałeś przed lustrem dwie godziny – powitała go w całkowicie swoim stylu, drocząc się w najlepsze; artystyczny nieład na jego głowie był tylko jedną z wielu rzeczy, z której mogli sobie swobodnie żartować.
Przystanęła wreszcie obok i rozłożyła ramiona do uścisku, do którego wkrótce porwała mężczyznę; minął szmat czasu, od kiedy robiła to po raz ostatni.
- Dziękuję za zaproszenie i list dla Amosa. Uparł się, że sam ci odpisze, dlatego przybywam dziś z pustymi rękami – wyjaśniła, ale wiedziała, że ścigający mógł się spodziewać odpowiedzi od jej syna, a także całego pliku nowych rysunków.
Rudowłosa rozejrzała się dookoła, przyglądając wreszcie temu, co przygotowano na dzisiejszy dzień – labirynt piętrzył się już przed nimi, a dookoła zbierały się pary gotowe stawić czoła jego wyzwaniom. Kątem oka zauważyła młodą lady Prewett i mimowolnie zmarszczyła brwi; czy krewniaczka organizatorów mogła liczyć na lepsze traktowanie lub nawet podpowiedzi? Jessa szybko starała się rozgonić podejrzliwe myśli.
- Jeśli konkurencja udzieli mi się za bardzo, sprowadź mnie na ziemię – zażartowała z samej siebie, mając na względzie dobre samopoczucie Wrighta, którego nie chciała przecież zepsuć swoim zachowaniem.
Był graczem Quidditcha i znał ją z młodości, musiał więc wiedzieć, w co się pakuje. Konkursy, rywalizacje i wszelkiego rodzaju konkurowanie z innymi było kiedyś dla Diggory niczym woda na młyn, lecz mogłoby się wydawać, że z biegiem lat panowanie nad emocjami powinno przychodzić jej łatwiej. Wydoroślała, zmieniła się… lecz pewne rzeczy wciąż pozostawały takie same.

| Jessa + Joe Wright





Can the broken sky unleash one more                 for the dawn?sunrise

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 15:10

Napotykane na festiwalu osoby należały do przeróżnej klasy społecznej, czystości krwi i poglądów politycznych. Nikt jednak nie odmawiał sobie udziału w atrakcjach i chociaż nie wszystkie przypadały Jaydenowi do gustu, jak chociażby te wróżby, nie odmawiał sobie obserwowania zmagań najbardziej chętnych. Konkurs gotowania, wyścig konny, jarmark, na którym można było odnaleźć wyjątkowe drobiazgi. Do teraz bolała go nieco głowa od tego całego dziwactwa, które kupili razem z Pomoną. Nie mógł jednak twierdzić, że festiwal był źle zorganizowany. Co to to nie. Każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie - nawet jeśli nie przepadał za podobnymi atrakcjami. Niewątpliwie rodzina Prewettów miała talent w organizowaniu wydarzeń na taką skalę i Jayden mógł jedynie cieszyć się, że stał się integralną częścią nawet jeśli tylko na ten rok. Po wykładzie został mu pewien niesmak. I nie chodziło w żadnym wypadku o głosy przeciwne, twierdzące, że zabrakło mu tam odpowiedniej iskry, ale meteoryty nie były też odpowiednio ciekawym tematem. Jeśli zająłby się teoriami światów równoległych czy wielopoziomowej struktury wszechświata, na pewno mógłby z tego wycisnąć znacznie więcej a nie jedynie suche fakty o kategorii kosmicznych brył. Nie miał jednak dowolności w tym temacie i musiał się podporządkować. Może i był zadowolony zaraz po wygłoszeniu, ale pewne niezadowolenie wciąż wkręcało się w profesora i nie chciało odpuścić. Coś się w nim zmieniło... Coś mu zabrano, ale nie miał pojęcia co. W końcu jak to możliwe? Wszystko było na swoim miejscu, prawda? Na niektóre pytania nie było odpowiedzi i nigdy nie miało się znaleźć. Vane tęsknił za nauczaniem, wiedząc, że rozpościerały się przed nim miesiące letargu. Oczywiście, że wciąż miał prowadzić badania, przebywać w Wieży Astrologów i Astronomicznej, ale bez swoich dzieci na co dzień był jedynie... Był po prostu niekompletny.
Nawet nie zauważył jak zamyślenie poniosło go w kierunku polany. Szukając tam ukojenia i separacji od głośnego centrum festiwalu, nie zauważył, że jego śladem zaczęły napływać tłumy jakby spodziewały się czegoś niesamowitego. A może znalazł się nieświadomie w odpowiednim miejscu i właściwym czasie, by stać się świadkiem czegoś wzniosłego? Zabawne... Jayden zawsze wierzył w opatrzność losu i wszechświata, dlatego nie przejmował się podobnymi sprawami jak zagubienie drogi. W końcu miał się zgubić, by ktoś inny go odnalazł, nieprawdaż? Dzisiaj tym kimś okazała się nieznana mu kobieta, która podeszła do niego i przypatrywała mu się uważanie. JD dostrzegł ją dopiero w momencie, w którym otworzyła usta i zdał sobie sprawę, że znajdowała się tuż obok oraz oczekiwała po nim jakiejś reakcji. Uśmiechnął się do niej uprzejmie i mimo że nie kojarzył jej twarzy, na pewno miała wiele racji. Młodszy Vane często bywał w szpitalu, gdzie stacjonował jego papa. Bardzo możliwe że poznał niektórych pretendentów do stanowiska na młodszego uzdrowiciela. - Jayden - przywitał się ciepło, skinąwszy delikatnie głową w podzięce za jej poparcie w stosunku do wykładu. - Jeśli i pani powie, że zabrakło w nim potrzebnego romantyzmu to chyba naprawdę zmienię profesję - odparł po chwili, nie maskując się nawet z uśmiechem niezrozumienia w stosunku do zarzutów, ale zaraz jego uwaga została przeniesiona na coś innego. A mianowicie na kolejne wyzwanie, którego nie przyuważył. Nic niesamowitego. Gdy usłyszał pytanie, spojrzał wyraźnie zaskoczony na pannę Scrimgeour jakby chciał potwierdzić czy naprawdę zamierzała wchodzić do labiryntu właśnie z nim. Jeszcze parę chwil temu nie wiedział o tej konkurencji. Najwyraźniej jednak zjawiła się właściwa osoba, która zamierzała go o niej powiadomić. Jay zamknął usta otwarte w niemym pytaniu czy aby na pewno była zdecydowana, ale zaraz odetchnął. - Z wielką przyjemnością zostanę twoim towarzyszem - oznajmił, po czym przeniósł uwagę na innych zebranych. Powinien kojarzyć którychś? - Wciąż pracuje pani w Mungu? - zagadnął, gdy czekali na rozpoczęcie konkurencji.

|Camellia wzięła Jaydena do pary :pwease:




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 13
UROKI : 24
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 15:49

Zagadki, testy, rebusy, problemy które należało rozwiązać... Lubił to. Dlatego dziś nie mógł sobie odmówić. Musiał się tu pojawić i spróbować swoich sił z labiryntem. Zabawa to jednak nie była indywidualna. Jednocześnie przeszkadzało mu to, jak również wprowadzało pewien dodatkowy element losowości na który postanowił przystać przybywając tu samotnie. Przyglądał się majaczącym samotnie innym sylwetkom czarodziei myśląc na kogo mógłby trafić. Gdy uznał ostatecznie, że jasnowidzem nie jest i bezsensownie traci czas postanowił znaleźć skrawek cienia. Oparzenia zyskane podczas konkurencji z wiklinowym magiem już nie były co prawda tak upierdliwe niemniej wciąż przypominały osobie podczas zbyt długiego grzania się w słonecznych promieniach. Nie był to najgorszy dla niego koniec konkurencji jaką stoczył z innymi czarodziejami. Brendan, Fox, Bott - oni skończyli zdecydowanie gorzej. Noc w Tower za niewinność... Ech, ciągle nie mógł uwierzyć, że pomimo wiedzy na temat anomalii funkcjonariusze magicznej policji przypisali, jakby nie patrzeć, aurorom podobnie plugawe praktyki na forum publicznej zabawy. Tego nie dało się skomentować inaczej jak tylko głośnym westchnięciem.

|Przyszedłem sam, lecz potem przyciągła mnie Lunara

[bylobrzydkobedzieladnie]




What some folks call impossible, is just stuff they haven’t seen before.
I'll show them.


Ostatnio zmieniony przez Anthony Skamander dnia 01.07.18 13:33, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 19:12

To wcale nie tak. Naprawdę. To nie tak, że spodziewała się, iż nagle jakaś stwora zdecyduje się wyskoczyć zza krzaka, dybiąc tym samym na życie niziutkiego dziewczątka. Serio. A to, że nieprzenikniona czerń ślepi, czujnie śledziła linię drzew, wcale nie wskazywało na to, iż rzecz się miała inaczej. Po prostu była ostrożna, bo ostrożność to jej drugie imię. No może nie tak do końca, bo na drugie miała Amarylis, ale z pewnością ostrożność zajmowało jakieś chlubne miejsce w całej liście przymiotów opisujących panienkę Sprout. I na pewno było przed subtelnością, bo z nią ostatnimi czasy miała wyraźny problem. Niemniej była po prostu przezorna, biorąc pod uwagę, że pierwszego sierpnia w tych samych lasach zdarzyło się jej natrafić na agresywnego goblina, śpiącego niedźwiadka z potencjalnie nieśpiącą matką oraz szaloną wiedźmę, gotową ciskać w nią zaklęcia. I co gorsza — okradła ją jeszcze jakaś arystokratka, dopełniając tym samym jakże tragiczny obraz zbierania zwykłych malin. Nieświadomie potrząsnęła głową, wprawiając w ruch rude pukle miękko opadające na ramiona, których pasma znajdujące się przy skroni zebrała w ładny koczek podtrzymywany srebrną spinką. Jej czujność z pewnością była usprawiedliwiona, podobnie jak wyłapywanie co trzeciego słowa wypadającego z ust starszej siostry.
Nie wiem, czy świat by wytrzymał takie nagromadzenie niesamowitości w jednym miejscu — odpowiedziała znudzonym głosem, choć uśmiech błąkający się na jasnej twarzy przeczył takowemu stanowi ducha. Była gotowa sobie wyobrazić całą ich czwórkę — Hyacinth z rozmarzeniem wpatrujący się w niebo, myślący o niebieskich migdałach. Honesty rozpływająca się nad każdym przejawem życia, chociażby i robaczym. Pomona opowiadająca z zaangażowaniem o magicznym żywopłocie i w tym wszystkim byłaby jeszcze Rowan, narzekająca na stan swego obuwia. Oj tak, ta wizja wprost pachniała zwycięstwem. Ech, te Sprouty — Sugerujesz więc, że nam ma grozić porażka? — zapytała niewinnie, nadymając przy tym policzki w niby oburzeniu. Dziecinność nigdy zdawała się jej nie opuszczać (no, chyba że w czasie pracy), podobnie jak pewnego rodzaju teatralność. Może właśnie to rozczulało wszystkich na tyle, iż zapominali, jak bardzo złośliwym stworzeniem potrafiła być Red.
Zawsze żałowała, iż nie potrafiła kroczyć lekko, z niewymuszoną gracją na wzór tak wielu spotkanych filigranowych panienek. Miast tego jej kroki, jakie znaczyły prześliczne szpilki na średnim obcasie — którym niestraszne były korzenie, wertepy, kamienie oraz inne przyjemne rzeczy, albowiem rudowłosa wydawała się wręcz urodzić w butach na obcasiku na przekór jej karłowatości — były pewne siebie, wręcz władcze zupełnie tak jakby po prostu idąc, przyznawała sobie prawo do posiadania przemierzanej ziemi. I z taką też manierą zmierzała ku polanie wraz z Pomeczką, wysłuchując cierpliwie jej paplaniny. Tęskniła za nią — chociaż nigdy by się do tego otwarcie nie przyznała — i nagła, tak naturalna jej otwartość była naprawdę miłą odmianą po miesiącach wyciszenia oraz napięcia. Chociaż trochę podejrzaną. Uzdrowicielka zmarszczyła lekko nosek, zaraz to obrzucając okolicę dosyć krytycznym spojrzeniem, nie zwracając uwagi na powitania siostry. Nie jej kram, nie jej małpy, czy jakoś tak, ale główką skinęła, bo była przemiłym dziewczęciem. Głównie jak spała, chociaż to też nie było takie pewne, bo była nader terytorialna, jeśli chodziło o jej własne łóżko.
Cóż, wyobraź sobie, że mój wianek pochwycił sam Benjamin Wright — oświadczyła dumnie, pusząc metaforyczne piórka w niemym zachwycie — Czy dostarczyłam ci wystarczającą ilość słodyczy w podziękowaniu, że nas sobie przedstawiłaś? — zapytała, ściskając lekko ramię starszej Sproutówny. Och! Co to były za cudowne urodziny! Jedne z najlepszych, chociaż każde jej urodziny były najlepsze — A co z tobą? Kto okazał się twoim kawalerem? I tak zaraz po wróżbach z dziewczynami. Te węże! Dobrze, że Anthony ostał się w jednym kawałku. A słyszałaś ten komentarz o rudych? Przysięgam, że jak zobaczę, to rozszarpię. Sam i Antoś mogliby zatuszować potencjalne morderstwo, nie? — zastanowiła się na głos, tym samym potwierdzając swój brak duszy. Acz nie robiła tego za głośno, bo przecież nie powinno się ogłaszać swoich upodobań całemu światu. Wydawało się, iż w oddali mignęły znajome sylwetki. Och, czyżby Bojczuk i Antoś również zamierzali wziąć udział w zabawie? Czy zdawali sobie sprawę, że nie mieli szans? Albo, że któryś z nich będzie zmuszony wziąć obie panny na ciasto pocieszenia, w przypadku przegranej, bądź uszczerbku na zdrowiu?

| Rowanka jest z Pomeczką-kromeczką




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 20:01

Historia Ariadny oraz Tezeusza niegdyś należała do jej ulubionych – zawierając w sobie mugolski pierwiastek, łączyła obydwa światy, przez swoją niepozorność sugerując, że są w stanie choć odrobinę przenikać się ze sobą, nie budząc obopólnego konfliktu. Lubiła nieoczywistą myśl, którą niosła pod powłoką magicznej opowieści, że jest miejsce na złoty środek, za który poniekąd uważała samą siebie, wciąż znajdującą się na rozstaju, poszukującą własnego miejsca.
Z drugiej strony Jean podobał się również morał, idea kierowania się sercem, podążania za uczuciami; brzmiało to niczym prosty przepis na szczęśliwe życie, banalno-genialna myśl, która w magiczny sposób działała cuda, nie wymagając przy tym zbyt wiele trudu. Jeszcze jakiś czas temu byłaby skłonna naiwnie dać się jej się porwać, uwierzyć w emocjonalne uniesienia, które zawsze wiodły we właściwą stronę, może nawet również podążyć tą absurdalną ścieżką, która wysoko nad ziemią trzymała wszelką racjonalność. W obliczu ciągłego poszukiwania odpowiedzi, niemalże każda wydawała się brzmieć wiarygodnie, szczególnie gdy miało się niewiele lat.
Udział w zabawie, mimo że traktowała wyłącznie jako przygodę, miał wciąż w sobie odrobinę sentymentalnego charakteru, który słabo przebijał przez kaskady pozostałych myśli. Gdy razem z Josephine gdybały o możliwości wspólnego udziału, skupiała się tylko i wyłącznie na potencjalnych przeszkodach oraz trudnościach, przywołując poprzednie edycje Festiwalu lata, nie zastanawiając się nad faktem, że po raz kolejny stanie nad mniejszymi i większymi wyborami, że będzie musiała zmusić się do podejmowania decyzji. I choć gdy przychodziło do istotnie ważnych kwestii, zazwyczaj odkładała wszelką odpowiedzialność na możliwie jak najpóźniejszy termin, tym razem obiecała sobie, że spróbuje podjąć ryzyko, próbując pozbyć się dotychczasowych, niekoniecznie dobrych nawyków, a być może nawet odnaleźć w sobie siłę do poukładania bałaganu, jaki w nieskończoność zostawiała za sobą.
Na polanę przybyła na kilka minut przed czasem, przystając nieco z boku, aby mieć zarówno dobry widok na konkurencję, jak i Fenwick, której poszukiwała już w niewielkim tłumie. W międzyczasie mignęła jej znajoma, ruda czupryna Jessy, przywitała się więc przelotnym, lecz wciąż ciepłym uśmiechem posłanym z pewnej odległości – zdecydowała się zaczekać w jednym miejscu do samego rozpoczęcia wydarzenia, aby jej towarzyszka w razie czego nie miała problemów z odnalezieniem Desmond.


Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t5374-charlie https://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Czy to kocimiętka?
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 23
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/35
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 20:04

Decyzję o udaniu się do Weymouth i tego dnia podjęła dość spontanicznie; wcześniej była pewna, że chce być na dniu otwarcia ze zbieraniem malin, na konkursie alchemicznym oraz na wiankach, ale pokusa zmierzenia się z labiryntem i zagadkami była zbyt silna. Jakby nie patrzeć, była w przeszłości Krukonką i lubiła tego typu wyzwania. Poza tym miała kilkudniowy urlop od pracy i chwilowo pomieszkiwała u rodziców w swojej rodzinnej Kornwalii, skąd miała znacznie bliżej na tereny festiwalu niż z Londynu i mogła tu przylecieć na miotle. Cieszyła się w duchu, że jakieś geny Wrightów w niej istniały i w ogóle potrafiła jeszcze latać po latach przerwy, choć niezmiernie brakowało jej teleportacji i sieci Fiuu, nawet jeśli niezbyt przyjemnych, to znacznie szybszych. Gdyby była w Londynie pewnie nie chciałoby jej się lecieć taki kawał drogi każdego dnia festiwalu, ale z Kornwalii miała bliżej, a później, po powrocie do domu, czekała ją miła perspektywa spędzenia wieczoru z rodzicami oraz snu w swoim dawnym pokoju. Teraz, kiedy smutek po śmierci siostry nieco przybladł i zdążyła się z nim oswoić, dużo łatwiej było jej odwiedzać rodzinny dom, zwłaszcza że w obecnych czasach martwiła się o rodziców i żałowała, że nie może być przy nich tak często, jak by chciała, ale na co dzień mieszkała w Londynie i miała na głowie pracę do Munga, a po pracy często warzyła eliksiry w ramach zupełnie innych zamówień.
Liczyła na to, że i Verze uda się dotrzeć, ale wyglądało na to, że siostra nie przybędzie, więc musiała udać się na miejsce kolejnej zabawy samotnie, z pewnym smutkiem patrząc na swoich znajomych, którzy stali w dwójkach, a ona była osamotniona i nie miała swojej pary. Stanęła na uboczu, samotnie, choć wcześniej pomachała do Rowan, Jessy, Joego i Anthony’ego; ten ostatni zaledwie wczoraj złowił jej wianek, a później tańczyli razem przy ognisku, co niestety zostało zmącone pojawieniem się pewnej nieprzyjemnej szlacheckiej pary. I tutaj zauważyła kilku szlachetnie urodzonych poza Anthonym, ale trzymała się na dystans, wiedząc, że nie wszyscy są tak mili i przystępni jak Macmillan, przy którym w ogóle nie odczuwała, że jest tylko zwykłą czarownicą. Zauważyła też parę osób pamiętanych ze spotkania Zakonu Feniksa, nawet nauczyciela, który opuścił je przed czasem, rezygnując z organizacji. Wydawało jej się niemal zaskakujące, że sporą część będących tu ludzi znała. Pozostawało jej mieć nadzieję, że zostanie sparowana z kimś miłym, z kim raźnie będzie przejść przez zakamarki labiryntu, skoro niestety nie mogła tego zrobić z siostrą. Później będzie musiała opowiedzieć Verze o tym, co robiła, teraz pozostawało czekać na początek zabawy i mieć nadzieję, że znajdzie się dla niej para.

| jestem sama chlip






Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Powrót do góry Go down
Ria Weasley
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6105-ria-weasley https://www.morsmordre.net/t6110-rudy-rydz https://www.morsmordre.net/t6109-rudy-lew https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t6112-skrytka-nr-1520 https://www.morsmordre.net/t6111-ria-weasley
Zawód : ścigająca Harpii z Holyhead
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
inhale courage
exhale fear
OPCM : 25
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   30.06.18 21:17

Festiwal Lata, miłości najprawdziwszej i najczystszej w swej postaci, charakteryzował się wielością emocji, których Ria dawno nie miała okazji doświadczyć. Wróżby owiane zostały mistyczną tajemnicą niewiedzy dotyczącej przyszłości, wosk przypieczętował ostateczność i to, co nieuchronne - a ona, prawdziwa kowalka swojego losu po raz pierwszy od dawien dawna stanęła oko w oko z przeznaczeniem. Wiklinowy Mag, konkurencja dla mężczyzn, wśród których znaleźli się ci najbliżsi sercu, przyniosła wiele trosk i strachu, a w ostateczności ulgę. Późniejsze spadające gwiazdy w doborowym towarzystwie opatuliły serce przyjemnym kokonem ciepła; całkowicie innego rodzaju niż dotychczas, ale brak doświadczenia rudzielca w tych sprawach spowodował zignorowanie unikatowych symptomów. I na końcu wisienka na torcie w postaci tradycji zaplatania oraz wyławianie wianka, wspólny czas spędzony przy ognisku pośród śmiechu i odrobiny nieporozumień. Palące mocniej niż płomień na środku plaży zawstydzenie również ułożyło się w pudełku nieznanych dotąd odczuć. Każde z nich Weasley kolekcjonowała zażarcie, niepomna na pesymistyczny wydźwięk części z nich. Najbardziej martwiła się o zamkniętych Brena i Bertiego, ale już wszystko było w jak najlepszym porządku - pomyłka została wyjaśniona, rany zaleczone. Nie pozostało im nic innego jak dalsze korzystanie z uroków Weymouth. Warto nadmienić, że obrodziło ono w obfitość atrakcji, przesympatycznej atmosfery oraz równie miłych ludzi, do których Rhiannon chętnie lgnęła.
Nie spodziewała się, że przyjdzie jej wziąć udział w labiryncie - i to z Max. Najchętniej wkręciłaby do zabawy wszystkich możliwych przyjaciół oraz znajomych, ale niestety wędrówki przez magiczne żywopłoty układające się w tajemnicze korytarze zostały zarezerwowane wyłącznie dla par. Ria przełknęła niezadowolenie, choć towarzyszyło jej ono przez długi okres czasu. Jak zawsze z odsieczą przybyła troskliwa mama; na śniadanie zamiast szpinakowych tostów jak każdego poranka, Elaine zaserwowała swojej rodzinie wspaniale smaczną owsiankę. W dodatku ojciec był w domu - w nagrodę za oddanie pracy otrzymał parę chwil wolnego. Rudowłosa zamierzała w związku z tym świętem pozostać w domu, ale sugestywne spojrzenia rodziców oraz chichot matki rozruszał harpiowską wyobraźnię. Skrzywiła się z niesmakiem, czym prędzej opuszczając rodzinny dom. Pełna radości, że państwo Weasley wciąż się kochali, ale jednak wolała o niczym nie wiedzieć.
Spotkały się z przyjaciółką już na miejscu. Harpia snuła się po leśnych ścieżkach prowadzących do serca lasu, gdzie miała odbyć się konkurencja. Chrupała właśnie soczyste jabłko z rodzinnego sadu i z zaciekawieniem rozglądała się dookoła. Wysoko spięte włosy pozbawione choćby grama nieposłusznych kosmyków ułatwiały pole widzenia, a długa, luźna suknia w odcieniu ziemi mogłaby robić za dobry kamuflaż. Najbardziej ucierpiały buty - przez załatwienie jednego podczas poszukiwania kwiatów na wianek, musiała założyć te dużo starsze, mocniej sfatygowane, ale trzymające się na coś więcej niż słowo honoru. Rhiannon wyczyściła zewnętrzną warstwę bardzo dokładnie, ale nie udało się całkowicie zatuszować mankamentów problematycznego obuwia. Musiała wybrać się na zakupy. Nienawidziła zakupów.
- Wiesz, wcale nie było tak jak zarzekałyście się z Rowan. Żadnych ocen i wyśmiewania się z nieporadnych panów, jestem zawiedziona - powiedziała do drugiej Harpii, kiedy już kroczyły razem do miejsca zbiórki. - Ale widziałam cię z Wrightem, to dość zaskakujące. Czyżby międzydrużynowe zacieśnianie więzów? Nie spodziewałam się tego po tobie - dodała zaraz, uśmiechając się bardzo szeroko, może nawet lekko złośliwie. Przygryzła kolejny kęs jabłka. - Za to ja postanowiłam oszukać przeznaczenie - wcale nie wezmę udziału w tych całych wyścigach - wyrzekła Ria, mocno wojowniczo. Ściągnęła nawet brwi prezentując iście marsową minę, która w kontakcie z jej urokiem osobistym wyglądała niezwykle uroczo. Na pewno. Tak czy inaczej - żaden wosk nie będzie dyktował jej jak ma żyć, ot co. - W ogóle oglądałaś starcie na Wiklinowym Magu? Myślałam, że zejdę na zawał. Te anomalie… i węże! Próbowałam w nie ciskać zaklęciami, ale gady były szybkie. - Zaczęła się emocjonować, żywo gestykulując dłońmi. Weasley nawet nie zauważyła jak niedojedzony ogryzek upadł gdzieś po drodze na leśną ściółkę. - I jeszcze to aresztowanie… myślałam, że pobiję tych wszystkich urzędasów, nie mam pojęcia kto ich zatrudnił - dorzuciła oburzona. Naprawdę, zabierać do Tower aurorów? I Bertiego, najsłodszego cukiernika na świecie? Rzeczywiście świetnie radził sobie w zaklęciach, ale to nie powód, żeby robić z niego psychopatę ciskającego czarną magią na wszystkie strony. Właśnie dochodziły do tłumu czarodziejów, kiedy rudowłosa wciąż emocjonowała się minioną konkurencją. Przez to dość niedbale przywitała się ze wszystkimi znajomymi. Z Rowan stojącą z siostrą, z Tony’m i jego kuzynem, także z Jess i Joe oraz samotnej Charlie. Wszystkim posłała subtelny uśmiech i krótko pomachała dłonią; niestety wciąż będąc pod wpływem emocji. Na Bojczuka jedynie łypnęła jakby rozeźlona samą jego obecnością. - Nadal mną telepie jak sobie o tym pomyślę - mruknęła jeszcze do przyjaciółki. Bren nie takie rzeczy widział, ale Bott, którego trawiła gorączka, ugh. Dobrze, że w ogóle przeżył pomimo niekompetencji tamtych gumochłonów. Chyba pozamieniali się na rozumy z Malfoy’ami. Natomiast nawet jak Rhiannon zamierzała zachwycać się spektakularnym zwycięstwem Macmillana, to niestety nie mogła - stały zbyt blisko samego zainteresowanego, żeby Weasley mogła się przemóc.

| Aha, jestem z Max!

[bylobrzydkobedzieladnie]





and then she'd laugh the night turns into the day, pushing her fears further along.
 supergirls
don't cry, don't hide.



Ostatnio zmieniony przez Ria Weasley dnia 01.07.18 19:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zachary Shafiq
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
My manner, sir; it looks insubordinate but it isn't, really.
OPCM : 7
UROKI : 5
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
 magic

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.07.18 1:34

Choć Festiwal Lata trwał już kolejny dzień, Zachary – w tym roku – jeszcze nie odnalazł się w żadnej zabawie, która się odbyła. Nie posiadał żadnych szczególnych talentów, którymi mógłby się pochwalić w poprzednich konkurencjach, toteż i zdecydowaną większość tego czasu spędzał na zapoznawaniu się z obyczajami towarzyszącymi obchodom. Rozmach był mu oczywiście doskonale znany, jednak przez lata pobytu w Anglii nie miał okazji poczuć tego wszystkiego. Atmosfera wokół święta prezentowała się zupełnie inaczej niż wyglądały Sabaty lady Nott czy ich własne rodzinne przyjęcia. Nie czuł ani trochę powagi towarzyszącej temu, jak wiele osób zbierało się w jednym miejscu. Być może powodem tego byli ci wszyscy, którzy nie wywodzili się ze szlacheckiego stanu i nie mogli pochwalić się tak bogatą historią, a może coś jeszcze przyświecało obchodom w tak luźnej, niemalże bezprecedensowej oprawie. Dostrzegał jednak istotę tej swobody. Wydarzenia z ostatnich miesięcy do głębi poruszyły nie tylko arystokratyczne salony, lecz każdego czarodzieja i każdą czarownicę z osobna bez względu na stan, z którego się wywodzili. Grobowego zaduchu nie dało się zamieść pod dywan i to chyba właśnie ten aspekt, który wysnuł we własnych myślach, sprawił, że znalazł się właśnie tutaj i stanowił w pewien sposób czynny udział w Festiwalu.
Obecność Zachary'ego na polanie poprzedzała także chęć spotkania się z pewną damą, która to zgodziła się stanowić z nim parę w labiryncie, do którego mieli wejść. Fakt ten na początku wydawał się odrobinę niewygodny, zważywszy na to niecodzienne połączenie, jednak wystarczała mu krótka chwila namysłu, by stwierdzić, że odskocznia tego rodzaju była mu właściwie potrzebna. Nadmiar pracy i obowiązków zdawał się być przytłaczający i już nawet Ammun na każdym kroku przypominał mu, aby zapomniał o własnych troskach i znalazł chwilę czasu dla siebie oraz tych, którym w ostatnim czasie nie poświęcał zbyt wiele uwagi. Prośbom mogłoby nie być końca, gdyby nie pewna słabość do raroga wynikająca głównie z tego, że Zachary traktował go na równi z członkami swojej rodziny i nie potrafił mu odmówić, wiedząc, że i jemu sprawi to jakąś przyjemność. Przebywając na polanie, czuł się jednak nieco obco. Z pewnością odstawał swoim kolorem skóry i strojem (jak zwykł nosić szal o każdej porze roku), lecz nie to było źródłem wyobcowania. Niemal nie dostrzegał znajomych, a może tylko próbował ich nie dostrzec, zachowując się nieco zbyt obcesowo. Wiedział za to na pewno, że poszukiwał tylko jednej konkretnej osoby i wydawał się podchodzić do sytuacji całkowicie beztrosko; beztroskę chowając pod maską obojętnego, może nieco zbyt chłodnego spojrzenia wobec innych. Dopiero z przybyciem jego dzisiejszej towarzyszki na twarzy pojawił się niewielki uśmiech ofiary z uwagą i należytą dozą konwenansów.

|Idę razem z Inarą




Do just what

you want to
Powrót do góry Go down
Florean Fortescue
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Zawód : współwłaściciel lodziarni
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 21
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.07.18 12:24

Cały czas byłem obolały po walce z Wiklinowym Magiem, chociaż (o dziwo!) nie poszło mi tak źle jak się tego spodziewałem. Prawdopodobnie to stres i adrenalina spowodowały napięcie mięśni, które teraz dawało mi się we znaki w postaci zakwasów. Poza tym na moich moim ciele wciąż były widoczne ślady po oparzeniach, ale na szczęście niewielkie. Nie udało mi się obronić przed kulami tylko dwa razy, a Florence zadbała o moje obrażenia odpowiednimi zaklęciami i maściami, dzięki którym nie odczuwałem aż tak bolesnego pieczenia i swędzenia. Reasumując, byłem zadowolony ze swojego występu, chociaż oczywiście odczuwałem pewien niedosyt - w końcu każdy chciałby wygrać.
Przyszedłem na polanę samotnie, witając się uprzejmym uśmiechem z uczestnikami - Życzę powodzenia! - mówiąc również i stając nieopodal nich. Odruchowo obciągnąłem rękaw koszuli w kolorze dojrzałej maliny, chcąc w ten sposób przykryć niewielką ranę po przedwczorajszej walce - głupio mi było, że niedawno wylądowałem na szpitalnym łóżku u Rowan Sprout, a teraz stałem obok niej z kolejnymi obrażeniami. Ach, Florianie, ostatnio w ogóle na siebie nie uważasz. Musiałem się też powstrzymać przed bardziej wylewnym powitaniem z profesorem Vanem - czy on w ogóle mnie pamięta? Nigdy nie znaliśmy się zbyt dobrze, ale czy w ogóle kojarzy moją twarz? Nie jestem pewny w jaki sposób działa ten proces zapomnienia, a z chęcią bym się tego dowiedział. Tak na wszelki wypadek...? Odchrząknąłem cicho, bo zmieszałem się swoimi własnymi myślami, których przecież nikt nie słyszał. Zerknąłem na wysłużony zegarek, zastanawiając się gdzie jest Frances. Jeżeli nie przyjdzie w przeciągu paru najbliższych minut to zostanę tutaj sam! A nie chciałem, bo bez niej ten labirynt już nie jawił się taką wspaniałą atrakcją. Swoją drogą ciekawe co spotka nas w środku. Organizatorzy zapewniali bezpieczeństwo, zresztą zauważyłem kobietę w ciąży, która tylko te słowa potwierdzała. To dobrze, po ostatnich zmaganiach już mi wystarczy adrenaliny na czas trwania festiwalu.

Idę z Frances!

[bylobrzydkobedzieladnie]




Beatus, qui prodest, quibus potest
for the rescue



Ostatnio zmieniony przez Florean Fortescue dnia 01.07.18 14:06, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 9
ELIKSIRY : 39
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.07.18 12:30

Mogłaby się zdziwić, że tyle razy pojawiła się wśród różnych okazji i atrakcji Festiwalu. Nie do końca była pewna, co ją ciągnęło. Czy była to - jak wśród większości czarodziejskiej społeczności - chęć oderwana chmurnych myśli od ostatnich wydarzeń, czy może chęć spotkania kilku, dawno nie widzianych sylwetek. Czy... może tęsknota, która niezmiennie kręciła się wokół wspomnień. Rok temu, niecodziennym zrządzeniem losu, spotkała jego.
Nie mogła się dziwić, że Percy wciąż był zajęty. I pracą i czymś, czego jeszcze nie umiała nazwać. Znikał na wieczory, czasem nocy i wracał z ranami, które wyrywały jej serce. Szklana bańka, którą chciano wokół niej nałożyć szlacheckie społeczeństwo - już dawno temu pękło. A ona szarpała się między tym czego pragnęła, a tym, czego nie rozumiała. Tęskniła. I dziękowała losowi za każdy razem, gdy w końcu do niej wracał.
Odrywały ją spotkania. Obecność innych tłumiła, bądź tez zmuszała Inarę, by tłumiła niepokoje, które oplatały jej serce. Chowała je pod uśmiechem, w który wciąż wierzyła. Nawet, jeśli można było nazwać ją naiwną. I tym samym uśmiechem przywitała ciemnooką sylwetkę Zacharego, który zjawił się na polanie. Nie chciała być sama, a towarzystwo uzdrowiciela zdawało jej się kojącą dzień odmianą.
Chłodne, jak na lato powietrze smagało czarnymi puklami, które pozostawiła rozpuszczone. Opadały na plecy i ramiona, chwilami tańcząc wokół jej głowy, to na powrót opadając na ciemnozielona materię półdługiego płaszcza, który chronił przed chłodem. Długa spódnica w czerni i biała, zapinana pod szyją koszula, dopełniały obrazu.
Mimowolnie obróciła na palcu złotą obrączkę, która znajdowała sie obok wygranego na sabacie, pierścieniu z kamieniem księżycowym. Nosiła go ostatnio zawsze. Pamiętała, jak zbawienną moc  miał na rozwijające sie pod jej serce dzieciątko. W kieszeni wciąż trzymała skórzane rękawiczki. Nie była pewna, czego miała się spodziewać podczas magicznego labiryntu, ale ciekawość pociągała, rozbijając w jej oczach żywą iskrę zainteresowania - Lordzie Shafiq - przywitała sie oficjalnie, dygając zgodnie z konwenansem, chociaż w źrenicy trudno było szukać wyniosłej powagi. Znajoma, wesoła iskra zwiastowała raczej czającego się gdzieś w pobliżu chochlika. Alchemiczka ożywiła się przyglądając przybyłym - Ostatni Labirynt, jaki udało mi się zwiedzać, okazał się być... halucynacją. Mam nadzieję, że organizatorzy nie zamkną mnie we własnej głowie - kąciki, malowanych czerwienią warg, uniosły się. Uwagę zatrzymała na twarzy towarzysza i jego ciemnych źrenicach. Nie bała sie patrzeć wprost. Do tego mógł się już zdążyć przyzwyczaić.

W parze z Zacharym





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Lunara Greyback
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5054-lunara-greyback#108735 https://www.morsmordre.net/t5376-piorka#121476 https://www.morsmordre.net/t5430-lunkowe#123439 https://www.morsmordre.net/f96-salisbury-milford-mill-road-19 https://www.morsmordre.net/t5442-lunara-yvonne-greyback#124096
Zawód : Opiekunka hipogryfów
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Bycie stałym punktem we wciąż zmieniającym się świecie, jest największym wyczynem wojownika.
OPCM : 13
UROKI : 12
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8 (14)
SPRAWNOŚĆ : 5 (11)
Genetyka : Wilkołak

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.07.18 12:31

Festiwal Lata był wyjątkową okazją. Lunara od zawsze uwielbiała takie uroczystości, nieczęsto miała jednak okazję w nich uczestniczyć. Zwykle dlatego, że nie miała czasu, ale czasem też z powodu... trudności z wczuciem się w klimat imprezy. To konkretne wydarzenie miało szczególny wydźwięk - traktowało o radości, miłości i urodzaju. Dookoła wszędzie widziała pary, śmiejące się dziewczęta i urodziwych młodzieńców, obejmujących swoje partnerki w talii. Nawet gdy wziąć pod uwagę, że pośród tych par kręciły się także grupki przyjaciół, Lunara czuła się dziwnie nie na miejscu. Tym bardziej, że przyszła tu dziś sama. Nie zamierzała jednak zupełnie zrezygnować z uczestnictwa. Tym bardziej, że konkurencja, którą wybrała, stwarzała okazję do... cóż, po prostu do zabawy. To było niemal fascynujące, że, mimo iż upłynęły całe wieki od jego wynalezienia, labirynt wciąż był przez ludzkość wykorzystywany - choć, jak w większości przypadków, z biegiem czasu zupełnie zmieniło się jego zastosowanie. Żałowała tylko, że nie udało jej się namówić Asbjorna na wzięcie udziału w tej zabawie. Wielki rudy Norweg jednak kategorycznie jej odmówił. Wielka szkoda. Ale co mogła zrobić - nic. Dlatego udała się w odpowiednie miejsce sama. Przewidywała, że organizatorzy znajdą sposób, by w zabawie mogły wziąć udział również takie osamotnione owieczki jak ona. A jeśli nie...? Cóż, zawsze mogła powiedzieć, że próbowała. Wciąż było wiele atrakcji, z których mogła skorzystać, prawda? Choć przy każdej z nich czułaby się równie głupio, przemierzając festiwal samotnie.
W tłumie zebranym nieopodal labiryntu Lunara dostrzegła kilka znajomych twarzy - a więc będzie miała do kogo się odezwać, choćby na samym początku, przed wyruszeniem do labiryntu. Dostrzegła Jaydena z jakąś kobietą, Ulyssesa - również w towarzystwie urodziwej niewiasty, a także kilka samotnych postaci. Na swój cel obrała Skanamdera.
- Kogo ja widzę. - obdarowała mężczyznę delikatnym uśmiechem. Jakoś nie przyszło jej do głowy, że mogłaby się tu natknąć właśnie na niego. Chociaż może nie powinno jej to dziwić, krukoński umysł zawsze ciągnęło do zagadek! - Czekasz na kogoś do pary, Tony? A jeśli nie to co powiesz na to, by połączyć siły?

|Za obopólną zgodą, przygarniam pana A. Skamandera do pary  hellogurl




You know that hiding ain't gonna keep you safe,
Because the tears on your face,
They leak and leave a trace,
So just when you think the true love's begun, run!
Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 36
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Polana w głębi lasu   01.07.18 19:45

Bujał się na towarzyskich wydarzeniach odkąd nauczył się chodzić - albo i wcześniej, choć wówczas niemowlaka pokazywano z troskliwej odległości ramion. Póki się nie opluł. Wszystko wracało; Magnus nie potrafił nadziwić się przezorności Matki Natury, bo i teraz zabawa kończyła się wraz z nieelganckim pochyleniem w przód i wypuszczaniem z ust treści, które wolałoby się w nich zatrzymać. Doroczny festiwal w Weymouth celebrował jednak z pewną nostalgią oraz... przyjemnością. Mimo wszystkich zastrzeżeń, począwszy od ryżych zdrajców, mieniących się organizatorami (totum pro parte, figura retoryczna wybiła w punkt), kończąc na hołocie kręcącej się swobodnie pośród elit i nie posiadającej na tyle przyzwoitości, by choć starać się schodzić im z oczu. Mogli umawiać się na taką tolerancyjność (raz do roku, niejako naśladując saturnalia?), lecz na Salazara, istniały przecież granice tak cierpliwości, jak i dobrego smaku.
Rowle przekraczał go z nonszalancją - on, mógł - pojawiając się w hrabstwie Prewettów, kiedy jego żona nie radziła sobie z bolącym kręgosłupem i spuchniętymi stopami. Otoczenie żony sztabem uzdrowicieli i masażystek (zadbał, by nie dotykał jej żaden samiec) wyglądałoby na dobrą monetę, gdyby sam nie kręcił się dookoła kobiet. Kilku różnych - przyjaciółek, nic ponadto - chociaż ciążąca nad nim wizja gęstych tłumaczeń  paradoksalnie poprawiała humor. Może po prostu wyczekiwał jej wrzasku, wiedząc, że umierający stają się cisi, szarzy i nieobecni? Żałosna prowokacja Losu, osadzona jdnak w znajomych, domowych rejestrach, po których znakomicie potrafił się poruszać. Nawet po omacku, nawet nierozsądnie, szarpany na przemian tęsknotą i wkurwieniem tak silnym, że opamiętywał się z trudem przy przygarnianiu jej do siebie. Wolałby połamać jej kości własnymi rękami, niż patrzeć jak gaśnie  i chyba był bliski zaaranżowaniu jej tak prymitywnej śmierci, dokonanej wilczymi kłami własnego męża.
Drapieżne rozwiązania trzymał blisko serca, dlatego bawił się świetnie, tryskając dobrym humorem i niefrasobliwością, szaleńczo licząc na konfrontację z dobrodusznym Archibaldem. Lub jego jednorękim kompanem o potwierdzonych personaliach, z którym Prewetta żywiły mocne powiązania. Fety lubiły się ze skandalami, nawet te ugrzecznione, jak letni festiwal, opiewający miłość oraz ckliwość. W nowym świecie znajdzie się dla nich miejsce, lecz wpierw trzeba zasypać popiołem wypaloną ziemię, by zyskać całkowitą pewność, że na tym gruncie już nic nie wzrośnie.
Ponoć niespodzianki chodzą parami - Rowle w myślach zaczął odliczać do drugiego zaskoczenia. Pierwsze niemal zbiło go z nóg, bo stanął jak wryty, poszukując u kobiety oznak niematerialności lub podobnych mankamentów, poświadczających, że jest jedynie wytowrem wyobraźni. Żartem. Fantomem. Ostatnia osoba, jaką spodziewał się tu zobaczyć miała jednak inne plany i zdecydowanie pochwyciła jego ramię, szepcząc mu do uszka swoje życzenie.
-Niech ci będzie - odparł, spoglądając na nią z ukosa. Dotrzymywała mu kroku nie tylko fizycznie, ale i w bezczelnej namolności - ale potem zabawimy się po mojemu - zdecydował, nie pozostawiając jej miejsca, by wepchnęła palce między drzwi do ich układu. Już się zatrzasnęły, za późno na negocjacje, musiała mu zaufać.
-Powinienem spytać o twoją miłość? Lub chociażby pożądanie? - zagadnął, prowadząc ją na urokliwą polanę, gdzie mieli zetrzeć się z mitem. Brudnym, naznaczonym krwią i wszystkim, co podłe i ludzkie, zabawne, że z tej historii powstała jej semantyczna parodia - rozdzielając te pojęcia świat uczynił sobie wielką krzywdę - poczynił stosowną uwagę, obejmując ją ramieniem, wciąż przyzwoicie, mimo że wepchnął ją wprost w grząski grunt zagwozdek językowych. Tylko?

|jestem z Larą


Powrót do góry Go down
 

Polana w głębi lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 62Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 34 ... 62  Next

 Similar topics

-
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Obrzeża lasu
» Droga obok lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18