Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Jezioro Brzydoty, Walia
AutorWiadomość
Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]09.04.16 16:27
First topic message reminder :

Jezioro brzydoty

Jezioro mieszące się w centralnej części Walii rzadko kiedy przyciąga tłumy turystów. Wyjątkowo spokojna okolica pozwala na odprężenie się. Niska, zadbana trawa zachęca do pikników, a kręcący się tu starzec dba o porządek. Pan Ernst jest rozpoznawany przez wszystkich mieszkańców. Po tym jak jego żona utopiła się w Jeziorze Brzydoty, dba o nie jak o własny dom i goni każdego, kto zostawia tu bałagan. Miejsce to jednak skrywa w sobie jeszcze jedną tajemnicę. W XVIII wieku stało się tu coś magicznego, a tafla wody odkrywa przed człowiekiem wszystkiego jego kompleksy. W odbiciu wyglądają na wyolbrzymione, a brzydota atakuje obserwującego. Podobno jak ktoś długo będzie wpatrywał się w tafle wody, może nawet oszaleć.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Jezioro Brzydoty, Walia - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]31.01.22 9:40
Uporczywie podtrzymywał kontakt wzrokowy, nawet słysząc słowa, których mężczyźnie słyszeć nie wypadało. Kilka dni temu zamrugałby prędko, poczułby się nawet przyłapany na gorącym uczynku - ale było mu wszystko jedno.
-To komplement czy kpina? - upewnił się, bez śladu pretensji i urazy. Po prostu słyszał złośliwość w tonie Septimusa, a ta nie pasowała z kolei do sposobu, w jaki patrzył na niego pijany mężczyzna - pełnego szczerego uznania. Uniósł lekko brwi. Spotkanie było tak abstrakcyjne, a słowa Septimusa tak niestandardowe, że przez mur pustki przedarła się nieśmiało iskierka ciekawości.
-Lubisz męskie towarzystwo? - słowa odniosłyby chyba ciekawszy efekt, gdyby uśmiechnął się wymownie i rzucił je lekkim tonem, ale wypowiedział je mechanicznie i bezbarwnie, nadal spoglądając Septimusowi prosto w oczy. Przechylił lekko głowę, jakby się nad czymś zastanawiał. Nie obchodził go ten człowiek, nic go nie obchodziło, ale gdzieś w jego wnętrzu pozostała wola przetrwania manifestująca się za pomocą obowiązkowości. Życie straciło wszelki sens, instynktownie trzymał się zatem tylko rutyny. Terminarza, który znał na pamięć.
-Jeśli tak, powinieneś iść na terapię. Mam wolne we wtorek. Jesteś pijany, ale gdybyś trafił na kogoś innego, mógłbyś zostać źle zrozumiany. - zaproponował, z pozoru zupełnie ignorując uwagę o żonie. Nie precyzował też, co ma na myśli mówiąc kogoś innego - czyżby wyrozumiale podszedł do słów Vanity'ego, bo był magipsychiatrą? Bo nie miał emocji?
Bo jakaś jego część, zagrzebana za murem pustki, rozumiała Septimusa lepiej niż ten sądził, dostrzegając zadbane długie włosy i miłe rysy twarzy?
Nieważne. Może nikt inny nie zorientowałby się nawet, co blondyn właściwie sugeruje - Hector, nawet zobojętniały na cały świat, był wprawiony w czytaniu ludzi, doszukiwaniu się drugiego dna każdej wypowiedzi, przyjmował też w gabinecie osoby z podobnymi problemami.
Oderwał wreszcie wzrok od Septimusa i zerknął w dół, na taflę jeziora.
Och, przeszkoda dla terapii. Piżama pacjenta skrzydła zamkniętego w Mungu.
-Prowadzę prywatny gabinet, nie szpital. To twoje kompleksy i lęki, prawda? - upewnił się uprzejmie, "uspokajając" pacjenta monotematycznym tonem. Nie zależało mu na jego spokoju, wtrącił tą uwagę pragmatycznie. Pacjenci. Terminarz. Pieniądze.
Znów podniósł wzrok i wzruszył ramionami.
-Nie, byliśmy niekompatybilni. - przyznał obojętnie. -Skąd o niej wiesz? - pamiętał, że kiedyś bardzo go to frapowało. Kto wie, skąd wie, czy ktokolwiek się dowie. Teraz to było już nieistotne, upewniał się tylko z powodu tego stosunkowo nowego ukłucia ciekawości albo z powodu sentymentu dla dawnego Hectora.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]31.01.22 10:23
Usta wykrzywiły się brzydko, kiedy trupi ton Hectora spróbował upewnić się co do jego intencji. Septimus ustawił się frontem ku magipsychiatrze, jakby nie rozumiejąc tego, dlaczego ten pozostawał tak… Obojętny. Panował nad głosem jak najlepszej jakości aktor, jak komik który nie śmiał ze swoich nawet najlepszych żartów. Było to irytujące i nie na miejscu – Vanity nie posiadał takiej zdolności, pozostawał zbyt wylewny i mimiczny. Profesjonalizm Vale grał mu na nerwach symfonie, które być może w przyszłości dyrygent przeleje na pięciolinie. Nie zadedykuje mu jednak tego utworu - nie zasłużył sobie na to swoim pustym spojrzeniem.
- Jesteś takim przenikliwym uczonym, a nie umiesz rozpoznać intencji słów nieżyczliwego ci? No dalej, przeanalizuj mnie – zaśmiał się Vanity, jakby nie chcąc zdradzać więcej, pomimo tego, jak jednoznaczne sygnały wydawały jego wcześniejsze słowa. Czy chciał go uderzyć? Nie, chyba nie. Ten powiedział prawdę, a gdyby zareagował w aż tak wylewny sposób… Pogrzebałby wszystkie szanse na pozostanie ostatecznie nieodkrytym. Cornelius zabiłby go za moment szczerości, nawet przed lekarzem. Może zabiłby obojga? – Nie potrzebuję żadnej terapii, jestem zdrowy… – powiedział zszokowany, a może nawet szczerze urażony jego sugestiami. Lubił towarzystwo mężczyzn? Lubił, ale od kilku lat nie wykonywał w tym kierunku już żadnych, zdrożnych ruchów. Nauczył się żyć obok swojej wady, traktując ją niczym ujmę na honorze, jednak też coś, z czym potrafił walczyć. Chyba. Potrafił? Kurwa mać, nie wiedział.
- Może ty lubisz towarzystwo mężczyzn, co? W końcu chcesz spotkać się już we wtorek, gdzieś mając nasze dawne zaszłości – próbował ignorować to, że Hector przyglądał się jego odbiciu. Septimus widząc jednak, że ten zaczął przesadnie analizować to co widzi, kopnął jeden ze zmrożonych kamieniu ku odbiciu. Zmącona woda na krótką chwilę zatarła wszystko to, co mogli obserwować.
Nie był chory, nie powinno się go izolować. Potrafił sobie radzić. Potrafił.
- To przeszłość, już się tego nie boję – powiedział zuchwale, chociaż dłoń wędrująca ku karkowi i drżąca zdradziecko, sugerowała co innego. Opanuj się Septimusie, albo nie – przywal mu i wyrzuć z głowy myśli o jego głupiutkiej, poważnej do granic wytrzymałości buźce – mówił do siebie w pijackiej manierze, jednak tylko w myślach. Wszyscy lubili zawsze pokazywać mu, jak bardzo głupi pozostawał w porównaniu do nich. Hector pewnie też popisywał się intelektem przed kimś takim jak on. Nieukiem, głupkiem, porywczym idiotą. – A twoja żona była puszczalską... – nie dokończył, jednak wierzył, że ten zrozumie sens obelgi. – Śliniła się do mnie i chyba tylko szacunek do małżeństwa, nawet takiego idioty jak ty mnie powstrzymywał… – charknął i splunął pomiędzy jego buty. Agresja, naturalna reakcja obronna. Pewnie i to nie umknie analizie… Psia krew.


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]01.02.22 5:07
Septimus nie mógł wiedzieć, że perfekcyjnie bezbarwna maska Hectora jest jedynie wynikiem złego uroku, że w normalnej sytuacji utrzymanie pokerowej twarzy kosztowałoby Vale'a wiele wysiłku. Szczególnie w odpowiedzi na takie słowa, zbyt boleśnie godzące w istniejące kompleksy i lęki. Nie czuł już jednak żadnych kompleksów ani lęków, nawet nad Jeziorem Brzydoty. A nawet będąc sobą, panowałby nad mimiką lepiej od energicznego dyrygenta, znajdując swoje powołanie w stoicyzmie, a nie artystycznej ekspresji.
Przeanalizuj mnie.
Septimusie Vanity, czy chcesz obudzić potwora?
Hector Vale analizował wszystkich i zawsze, uporczywie i chętnie, w myślach i zaciszu własnego serca. Nie wypowiadał swoich hipotez na głos, powstrzymywały go takt i empatia - dwie cechy, których zabrakło, gdy został pozbawiony emocjonalności. Jak na złość, pierwszą żywą iskrą, która powoli przedzierała się przez stworzone przez Aongusa mury była ciekawość, a ta jedynie podsycała prośbę Septimusa.
-Jak sobie życzysz. - oznajmił uprzejmie, postępując krok do przodu, aby przyjrzeć się mu uważniej. Jeszcze raz zerknął na taflę jeziora, rejestrując każdy detal kompleksów Septimusa Vanity, a następnie wbił bezbarwny wzrok prosto w jego oczy. Błękitne tęczówki magipsychiatry pozostały upiornie nieruchome, nawet gdy mówił Septimusowi słowa, których nikt inny - być może poza Corneliusem - nie miałby odwagi mu wytknąć.
-Nie wiem, czy komplement zdradza skłonności jawne czy wypierane, musielibyśmy spędzić ze sobą więcej czasu. Dopuszczam hipotezę, że jestem w twoim typie, ale prawdopodobnie chcesz jedynie mnie zranić, poniżyć i zachwiać moją męskością z powodu urazy za moją przeszłość z Twoją siostrą. Skoro na mój widok, nawet po latach, reagujesz tak żywo, to musisz... - bardzo ją kochać, uznałby kilka dni temu, ale zrozumienie tej emocji przychodziło mu teraz z niebotycznym trudem. Była nonsensowna. -...być do niej bardzo przywiązany. Nie zachowywałbyś się tak emocjonalnie, gdyby chodziło tylko o reputację rodziny. - zerknął na jezioro, dając Septimusowi dosłownie sekundę na ucieczkę wzrokiem. Jeśli z tej nie skorzystał, znów podniósł wzrok i utrzymał kontakt wzrokowy. Nie mrugał, nie zmieniał mimiki twarzy. -Zarzekasz się, że jesteś zdrowy, ale jesteś pijany, wykazujesz nerwowe tiki. W tafli twoich kompleksów wyglądasz jak po miksturach uspokajających, znam się na nich i na skutkach ubocznych. Wstydzisz się ich? Mimo wszystko, jesteś odważny i chyba szukasz rozwiązania swojego problemu, skoro poprosiłeś mnie o analizę. - najwyraźniej Vale nie wyczuł ironii w zaczepce Septimusa albo świadomie zdecydował się ją zignorować.
-Jesteś próżny, boisz się utraty urody i młodości. Utraty wolności, zamknięcia w szpitalu. Chociaż najwyraźniej jesteś romantykiem albo marzysz o małżeństwie, skoro jezioro pokazało ci siebie bez obrączki. Teraz też jej nie masz, ani śladu po niej - jesteś starym kawalerem, ale pewnie chcesz to zmienić. - skończył analizę, gdzieś bardzo głęboko we wnętrzu odczuwając nawet cień satysfakcji, który nie mógł się jeszcze przedrzeć do świadomości.
-Powinieneś zapłacić za tą analizę. - choć obiektywnie rzecz biorąc podła, mogła w pewien sposób uspokoić Septimusa. Vale, choć przenikliwy, nie odebrał najwyraźniej jego słów jednoznacznie i nie wziął go za zboczeńca. Nawet jeśli, i tak by go nie wydał - będąc sobą, miał swoje powody. -I zmienić dawkę eliksirów uspokajających, skoro teraz nie działają, a boisz się, ze otępią cię na starość. Znam się na odpowiednim dawkowaniu i skutkach ubocznych. - zmrużył lekko oczy. Przetrwanie, rutyna, pieniądze umożliwiające przetrwanie. To powinno nim teraz kierować, teraz, gdy czuł w życiu jedynie pustkę, gdy czuł się niemalże jak zwierzę, choć pozbawione nawet instynktu. Spoglądał na Septimusa trochę wyczekująco, tak jakby cały ten pokaz był autoreklamą.
Septimus kopnął kamień, mącąc taflę jeziora i mącąc pusty spokój Hectora głupią zaczepką. Magipsychiatra zamrugał, a do bezbarwnego spojrzenia na moment przedarło się coś jeszcze - najintensywniejsze emocje, wciąż zduszone, powracały w końcu stopniowo. Najpierw ciekawość, a teraz... lęk? Przełknął ślinę, nie lubił się tak czuć. Pustka była bezpieczna - zacznie go przerażać dopiero, gdy urok minie.
-Nie lubię już niczyjego towarzystwa. - odpowiedział spokojnie i bez śladu skrępowania, a w głosie próżno było szukać śladu kłamstwa. W końcu naprawdę tak się czuł - nie pożądał już nikogo i nie potrzebował nikogo. -Proponuję ci tylko współpracę, potrzebuję pacjentów i pieniędzy, a ty najwyraźniej potrzebujesz pomocy, pijany w miejscu publicznym. - przyznał bez skrępowania, choć i pieniądze i pijaństwo były w ich sferach tematami tabu. -Nie wiem, dlaczego miałbym przejmować się dawnymi zaszłościami. - dodał, nie czuł przecież już niczego na wspomnienie Valerie. Ani wstydu, ani złości, ani żalu.
-Gest twojej dłoni sugeruje, że się boisz. Może próbujesz coś wyprzeć? - doradził uprzejmie, bo nerwowa gestykulacja Septimusa nie umknęła jego uwadze.
Agresja, naturalna reakcja obronna - przemknęło mu przez myśl, ale tym razem nic nie powiedział. Znów poczuł coś, czego nie chciał - cień złości, dawnego żalu. Nie na Septimusa, na nią. Upokorzyła go aż tak? Przed wspólnym znajomym?
-Byłbyś w jej typie. Lubiła artystów. - nieświadomie skrzyżował ręce, nadal mówiąc to wszystko zupełnie bezbarwnie, ale jakby z większym napięciem niż przed chwilą, bardziej... ludzko. -Była puszczalską kurwą i nimfomanką. - wraz z emocjami zniknęły wszystkie maski, choć dobór przekleństwa wskazywał, że złość jednak gdzieś w nim pozostała. -Nie miała szacunku dla mnie, ani naszego syna, choć on ją idealizuje. Pewnie - przechylił lekko głowę, jakby z namysłem usiłował przypomnieć sobie obowiązujące konwenanse, zrozumieć emocje, od których był odgrodzony. -pewnie powinienem ci podziękować za to, że pomimo przeszłości nie wykorzystałeś sytuacji.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]28.02.22 9:01
Czy tego oczekiwał, kiedy zażądał wręcz analizy?
Nie, pewnie nie, chciał raczej podpuścić go, zobaczyć chociaż cień emocji na do tej pory nieskalanej uczuciem twarzy. Nie wierzył w brak możliwości skruszenia jego maski, nie chciał wierzyć też w zupełną obojętność wobec dość ryzykownego podejścia Septimusa – chciał zszokować, oburzyć, obrzydzić. Sprowokować żywe gesty – chciał by Hector odrzucił jego słowa, odepchnął od siebie, bronił się i wymierzył mu jednaki cios – bo tak, wcześniejsza reakcja Vanity nie miała ukazywać jego własnych gustów i preferencji, a jedynie dopiec mu w sposób mniej lub bardziej wysublimowany.
Słuchał Hectora jednak z pewnym wstydem, nie mogąc nawet na chwilę utrzymać spojrzenia na jego niewzruszonej twarzy. Krążył nim gdzieś pomiędzy szwami płaszcza, pojedynczymi kosmykami jego włosów, ubitemu śniegowi otaczającemu ich sylwetki, drżącej tafli wody… Analizowany doszczętnie, nie zawsze trafnie, jednak bez zawahania. W słowach Vale nie doszukiwał się żartów, a teraz, ogłupiony alkoholem dyrygent, nie mógł mu nawet przerwać.
Tak, miał dziwne skłonności.
Tak, po stokroć tak – kochał swoją siostrę tak mocno, jak nie kochał łącznie dwójki swoich braci.
Tak, miał nerwowe tiki, a chociaż nie przyzna się głośno – również i słabość do alkoholu.
Tak, właściwie szukał rozwiązania swojego problemu, nawet jeżeli nie teraz, nie tutaj, nie u niego.
Nie, nie przeszkadzało mu, że jest starym kawalerem. Przeszkadzało mu po prostu, że kobieta na której mu zależało nie chciała być jego życiową towarzyszką.
I tak, bał się utraty wolności – więzienia, szpitala psychiatrycznego, nietrafionych polityczne decyzji. Utrata młodości przecież dotykała go już dziś – bolała, kazała pchać się w ramiona znajomości z młodszymi od niego, by dowartościować, przekonać, że ma światu jeszcze wiele do zaoferowania.
- Zapłacić? – prychnął Vanity, wciskając dłonie w kieszenie, byle przypadkiem nie zdradzić jeszcze wyraźniej swojego stresu spowodowanego trafnością diagnozy. Czyżby faktycznie czytać można było z niego jak z księgi, a może Vale miał na jego punkcie chorą obsesję, dzięki której wiedział o nim tak dużo? A może… - Mam nadzieję, że mniej niż za normalną wizytę. Nie jestem głupi, widzę, na co patrzysz. Jezioro zrobiło całą robotę za ciebie.
Wciąż nie mógł wyzbyć się krnąbrnego, pełnego niezadowolenia tonu, na ten moment nie wiedząc nawet czy to sama osoba Hectora tak go denerwuje, czy może trafność jego słów. Wolał nie myśleć o tym za wiele – przez chwilę chcąc nawet zwyczajnie wycofać się, odejść stąd, oddać się teleportacji, zanurzyć się w gęstości swojego alkoholowego oddechu w innym, bardziej ustronnym miejscu. Czuł jednak, że było na to już lekko za późno. Marchewka na wędce Hectora działała – ten wydawał się autentycznie zainteresowany nim, jako klientem. Trafnie diagnozował, a dodatkowo wyjawił z przedziwną szczerością brak sympatii do niczyjego towarzystwa. Mogli pomóc sobie nawzajem – Septimus i tak nie był rozrzutnym idiotą, umiał pilnować swoich finansów, a kiedy przyszło co do czego… Czy miał hamować się w sięganiu po pomoc tylko dlatego, że ten tutaj kiedyś zmusił ich do podjęcia nagłej decyzji co do losów Valerie?
- Nie masz za co dziękować, widzisz, ona nie była w moim typie. Nie lubiłem puszczalskich kurew i nimfomanek – wbił szpilę, chociaż czuł, że trafił nią na wyjątkowo nieczułą tkankę. Żona Hecotra była pieśnią przeszłości – natrętną i niepotrzebnie brzmiącą. Teraz nachylił się lekko w stronę Vale, jakby wreszcie zbierając w sobie odwagę do spojrzenia mu w oczy. – Wtorek, tak? – rozważył. Nie wiedział na ile mógł ufać magipsychiatrze, a zakładał że prawie wcale. Wierzył jednak, że ten jeden raz, kiedy ten mógłby faktycznie doradzić mu sposób na radzenie sobie z własnymi demonami. Przy pomocy mikstur, oczywiście. Nie planował z nim rozmawiać, nie planował. A już na pewno nie planował zapraszać go do własnego domu. – Ale u ciebie. W Caynham nie ma dla ciebie miejsca.


Dear,

I never want to fall asleep, within our dreams the weight we saw. Not all the answers are the same, yet we still play thе game
Septimus Vanity
Zawód : Profesjonalny muzyk - dyrygent
Wiek : 43 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Masseduction
I can't turn off what turns me on
OPCM : 8
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
 Without dreams of hope and pride a man will die
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10925-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/t10951-looney https://www.morsmordre.net/t10952-septimus-vanity https://www.morsmordre.net/f409-shropshire-caynham-dom-rodziny-vanity https://www.morsmordre.net/t10950-skrytka-bankowa-2384 https://www.morsmordre.net/t10953-septimus-vanity
Re: Jezioro Brzydoty, Walia [odnośnik]04.03.22 0:32
Septimus wybrał nieodpowiednią osobę i nieodpowiedni moment na prowokacje - nawet, jeśli te zadziałałyby na normalną osobę. Nawet jeśli ukłułby Hectora, bowiem szydząc z jego (nie)męskości faktycznie trafił w czuły punkt dawnego Vale'a. Magipsychiatra nauczył się jednak skrywać emocje i kompleksy za grubą szybą - szczególnie te, dotyczące słabości, której nigdy nie mógł nikomu wyjawić. Teraz szyba stała się jeszcze grubszym murem, na którym jedynym pęknięciem mogłaby być niechęć do żony, cień dawnego gniewu. Reszta - reszta nie miała znaczenia. Doskonale pamiętając swoje dawne troski - i nie czując nic na myśl o nich, ani zmieszania, ani żalu - przesunął wzrokiem po sylwetce Septimusa Vanity. Tej przed nim, nie odbitej w jeziorze. Był przystojnym mężczyzną, podobnym do siostry, ale niepodobnym do herosów, których widział w British Museum i we własnej wyobraźni. Nie był Achillesem - ale nawet gdyby był, nie wzbudziłby teraz w Hectorze pożądania. Nie czuł już nic, nie pożądał niczego. Na pewno nie brata swojej byłej, którego analizował teraz bezlitosnym spojrzeniem.
-Kojarzysz mi się z Agamemnonem. - stwierdził zagadkowo. Pies, który głośno szczeka, a zostaje zarżniety w łaźni przez własną żonę, to jakoś pasowało.
Wzruszył lekko ramionami w odpowiedzi na zarzuty o zbyt łatwą pracę.
-Jezioro pokazało mi jedynie twój lęk przed szpitalem i twoje pragnienie małżeństwa. Po dłuższej chwili rozmowy wywnioskowałbym to sam. Całą resztę widzę patrząc na ciebie, nie taflę. Jestem naprawdę dobrym specjalistą. - stwierdził chłodno, a choć słowa brzmiały dumnie, to w głosie nie dźwięczała pycha. Nie emocja, dziś nie był do żadnej zdolny. Chyba szczerze wierzył w to, co mówił, nabierając pewności siebie zarówno dzięki dosłownemu stłumieniu wstydu, jak i dzięki latom doświadczenia w zawodzie.
Drgnął lekko - po raz pierwszy - gdy Septimus odpowiedział mu własnymi słowami. Kurwa i nimfomanka. - dźwięk tych zgłosek wzbudził w nim jakąś reakcję, ukłucie trzeźwości, ale na tyle krótkie i subtelne, by nie potrafił zrozumieć, co się z nim dzieje. Wziął głębszy wdech. Nie chciał o niej myśleć, nie chciał nic czuć, wychodzić z obecnego, odrętwiałego stanu. Pustka, którą czuł obecnie, przerazi go dopiero później, gdy minie wpływ dziwnego uroku. Teraz czuł się w niej dobrze komfortowo. Wolny od melancholii, która towarzyszyła mu codziennie. Pragmatyczny i skuteczny - właśnie zdobył przecież nowego klienta.
-Wtorek, o czternastej lub osiemnastej. - potwierdził. Miał wolny termin po południu i oczywiście wolny wieczór, jak zwykle. Z pokorą obojętnością przyjął logiczne stwierdzenie o tym, że w domu Vanitych nie ma dla niego miejsca.
-Spotkajmy się w prywatnej loży w Wenus, jak mężczyźni. - zaproponował, przechylając lekko głowę - kpiąco? Prowokacyjnie? Chciał zbadać Septimusa? -Ostatnio prowadziłem tam terapię, jest bardzo prywatnie. Albo w ustronnej loży w restauracji. Tak pewnie ci wygodniej niż fatygować się do Walii. - stwierdził, z zaskakującą jak na siebie asertywnością. Pomimo wyciszenia emocji pamiętał nienawistne słowa Valerie, pamiętał jak jej cała rodzina podeszła do Vale'ów po tamtym skandalu. Może i nic nie czuł, ale nie był nierozważny - nie był pewien, czy chce pokazywać temu człowiekowi swój dom, swój azyl, swojego syna. Może przez mur obojętności zaczynały powoli przebijać się pierwsze uczucia - a przynajmniej to najbardziej prymitywne, potrzeba zadbania o bezpieczeństwo swoje i rodziny.
-Zgodnie z życzeniem, dam zniżkę dla dawnych przyjaciół rodziny. - dodał cierpko, być może jako biznesmen, a być może przez gruby mur przebijało się nieśmiało cię jeszcze. Poczucie winy za to, jak skończyła przez niego Valerie.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Jezioro Brzydoty, Walia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach