Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Rezerwat znikaczy, Somerset

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Rezerwat znikaczy, Somerset   08.05.16 0:35

First topic message reminder :

Rezerwat Znikaczy im. M. Rabnott

Park znajdujący się na południu Somerset, na włościach należących do rodu Abbottów jest pierwszym i jednocześnie największym rezerwatem znikaczy w całej Anglii. Ptaki te, ze względu na ich niewielki rozmiar i niezwykłą szybkość przed wiekami wykorzystywano zamiast zniczy podczas rozgrywek Quidditcha. Dopiero Modesta Rabnott jako pierwsza czarownica zwróciła uwagę na ochronę praw zwierząt i obroniła znikacza wypuszczonego podczas jednego z meczy w 1269 roku. Dziś wielohektarowy park zamieszkują dziesiątki albo nawet setki tych maleńkich stworzeń, błyszczących pomiędzy gałęziami drzew niczym krople żywicy. Pomiędzy drzewami wiją się żwirowe ścieżki, z których można z bliska obserwować niezwykle szybkie stworzenia. Jednak przez wzgląd na ścisłą ochronę ptaków, na teren rezerwatu mogą wejść tylko pracownicy przeszkoleni w opiece, a także członkowie rodu Abbott i ich goście. Co jest oczywiste, zakłócanie spokoju ptaków, próby łapania czy krzywdzenia są surowo zakazane; panujące zasady są ściśle przestrzegane przez wyczulonych na wszelkie odchylenia pracowników.

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 21.06.18 18:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   15.06.18 21:05

The member 'Maxine Desmond' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 85


Powrót do góry Go down
Brendan Weasley
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t3635-brendan-weasley https://www.morsmordre.net/t3926-victoria#74245 https://www.morsmordre.net/t3921-zmykaj-stad-bo-bede-gryzl#74154 https://www.morsmordre.net/f153-chancery-lane-13-21 https://www.morsmordre.net/t3924-skrytka-nr-786#74241 https://www.morsmordre.net/t3925-brendan-weasley#74242
Zawód : auror
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
London calling
to the far away towns:
now war is declared
and battle come down.
OPCM : 29
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   15.06.18 23:53

Odetchnął, kiedy odjął różdżkę, wyglądało na to, że włożyli w swój wysiłek dość mocy, by ukoić rządzącą tym miejscem złą siłę. Biała magia zwalczała czarną, spychała ją na granice, w końcu - wyparła - obydwoje mogli odpocząć, ale Brendan doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to jeszcze nie jest koniec. To nigdy nie kończyło się w ten sposób, anomalia walczyła, wpływając na rzeczywistość w sposób, którego miał nigdy nie zrozumieć. Broniła się, wykorzystując jako tarczę świat fauny, flory, lub rzeczy martwych, szukając sprzymierzeńców wszędzie tam, gdzie być ich nie powinno. Stanął prosto, lekko opuszczając różdżkę i z wysoko zadartą brodą rozglądał się po okolicy, czujnie wypatrując niebezpieczeństwa.
- Wiem - odpowiedział Maxine bez zająknięcia, bo to nie aurorzy ciągnęli Zakon, choć rzeczywiście było ich tam wielu, na jego czele stała gwardia, pośród których znajdowali się również czarodzieje innych profesji. W rzeczy samej wiedział, że wśród Zakonników dało się znaleźć przynajmniej kilkoro czarodziejów, którzy podchodzili do sprawy z właściwą jej powadze determinacją i rozwagą, nie traktując ich stowarzyszenia wyłącznie towarzysko. Ale wierzył również, że tych, którzy woleli zajmować się plotkami, było wśród nich znacznie więcej. Desmond mogła wykazywać się zapałem, ale jeśli tylko ten zapał utrzyma - prędko zorientuje się, jak wielu czarodziejów go nie podziela.
- Imperiusa jest w stanie rzucić człowiek - podjął, nie odpowiadając co prawda na jej pytanie - bo odpowiedzi nie znał, mogli jej próbować udzielać mądrzejsi od niego - ale ciągnąc myśl dalej, wnikając w tematy coraz bardziej przerażające - i przytłaczające. - Człowiek, który ma rozum i myśli - Wnioski płynące z tej wyprawy - były niechciane. - Jeśli anomalia potrafi uczynić to samo, ale z większą mocą... - czy już jesteśmy zgubieni? czy warto było łudzić się jakąkolwiek nadzieją? Tak naprawdę nie sądził, by miało to jakiekolwiek znaczenie, zgubieni czy nie - będą walczyć do końca. Wtem jednak - dobiegł go dziwaczny, drażniący dźwięk; Brendan odwrócił głowę za odgłosem i przeklął - wpierw na głos, choć dokończył w myślach. - Co to jest? - Wyglądało jak zmutowana osa, podobna do tej, przed którą krył się na Picadilly Circus - wówczas skutecznie; teraz nie mogło stać się inaczej. Nie mógł wiedzieć, czy ten owad będzie podatny na jakiekolwiek zaklęcia - tamta osa nie była - zdecydował więc wypróbować sprawdzoną taktykę. Odwrócił się w kierunku Maxine i skinął jej głową, wysyłając za pobliskie drzewo- samemu wskakując za jedne znajdujących się nieco dalej - mocno przylegając plecami do jego kory i oddychając powoli, chcąc uspokoić i zminimalizować swoje ruchy. Nie wypowiedział przy tym ani słowa, niepotrzebny hałas mógł zwrócić na nich jeszcze bardziej niepotrzebną uwagę przerośniętych owadów.




Hey you, don't help them to bury the light,
Don't give in without a fight.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   15.06.18 23:53

The member 'Brendan Weasley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 29


Powrót do góry Go down
Maxine Desmond
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5560-maxine-desmond https://www.morsmordre.net/t5599-leopoldina#130569 https://www.morsmordre.net/t5602-mad-max https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5601-skrytka-bankowa-nr-1376#130573 https://www.morsmordre.net/t5600-maxine-desmond#130571
Zawód : Szukająca Harpii z Holyhead
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna

she's mad, but she's magic
there's no lie
in her fire

OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20*
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
mad max

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   17.06.18 22:46

Czuła, że im się udało; tym razem nie pozwoliła sobie na błąd, tym razem - podołała postawionemu przez profesor Bagshot zadaniu. Opanowali tę magię, poskromili. Maxine była świadoma, że podstawą ich sukcesu były umiejętności Brendana, jego doświadczenie i moc, lecz czuła się z siebie dumna - miała wreszcie ku temu powód.
- Tak, słuszna uwaga... - odezwała się po krótkim zastanowieniu; rzeczywiście nie pomyślała o tym w ten sposób. Pominęła wolę i intencje, skupiając się na samej skali mocy; dotychczas anomalie zdawały się oddziaływać na magię bardzo chaotycznie. Z tego co Maxine było wiadomo, to nie dało się przewidzieć następnego wybuchu, uczeni nie mogli zamknąć anomalii w kilku prawach, czy numerologogicznych schematach. Wciąż niewiele o nie nie wiedzieli, zbadać się tego nie dało - i to chyba było najbardziej przerażające. Musieli stawiać czoła chaosowi, którego nie sposób było przewidzieć - jak się powinni więc do tego przygotować?
- ... to jesteśmy w ciemnej... dziurze - dokończyła za niego; na usta cisnęło się brzydkie słowo, lecz powstrzymała się w ostatniej chwili. Myśl o tym, że źródło anomalii mogło kierować się czymś na kszałt inteligencji - była przerażajca. Nie sądziła, aby mieli wówczas szanse; było ich zbyt niewielu, a moc, która doprowadziła do wybuchu magii przed tygodniami - była ogromna.
Na znak Brendana rzuciła się za najbliższe, dość szerokie drzewo, starając się przy tym nie robić zbyt wiele hałasu; była szybka i zwinna, jak to szukająca, a do tego niewysoka i szczupła - szeroki pień w zupełności ją zasłonił. Starała się uspokoić oddech, choć to nie było łatwe; nie znała się na magicznych stworzeniach, nie potrafiła z nimi radzić. Na pytanie Brendana nie umiała udzielić odpowiedzi; stworzenia wyglądały jak osy, lecz osami z pewnością nie były - i z pewnością nie chciała się przekonać o tym, czy kąsają bardziej boleśnie. Złowrogie bzyczenie trwało jeszcze nieznośnie długie sekundy, a może minuty? Nie wiedziała ile czasu spędzili za tymi drzewami, trwając w bezruchu, lecz gdy w końcu bzyczenie ustało, odczekali jeszcze chwilę; widział, że Brendan wychyla ię zza pnia, by sprawdzić, czy teren jest czysty - na jego znak i ona powróciła na ścieżkę.
- Nie wiem co to było, ale lepiej się już stąd wynośmy... - zaproponowała cicho; czuła, że magia anomalii została przez nich ustabilizowana, poskromiona.
Nawet złote znikacze drgnęły nagle, zatrzepotały skrzydełkami - tyle je widzieli, bo zniknęły w koronach drzew, umykając przed ludzkimi spojrzeniami. Maxine odetchnęła z ulgą. Odnieśli sukces, chociaż dziś - nie mogli jednak tego świętować, nie mogli spocząć na laurach.
To był jedynie mały krok do przodu, a droga wciąż pozostawała cholernie długa.

| ztx2





szukam świata, w którym jedna jaskółka czyni wiosnę, szukam świata, gdzie szewc w butach chodzi, szukam świata, w którym człowiek człowiekowi człowiekiem



Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   21.06.18 18:52

Od tej pory to ustabilizowane miejsce staje się terenem sprzyjającym rzucaniem czarów przez wszystkich członków Zakonu Feniksa. Sukces zagwarantował im bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Zakonników i +10 dla Gwardzistów podczas kolejnych gier w tej lokacji. Chwała wam za to, pewnego dnia świat za to podziękuje.


Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : 0
UROKI : 4
ELIKSIRY : 5
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/45
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif

PisanieTemat: Re: Rezerwat znikaczy, Somerset   23.06.18 17:52

12.08.1956r


Nie tak dawno opanowano tutaj walkę z szalejącymi anomaliami. Od tej pory pracownicy rezerwatu robili co mogli, by uspokoić poddenerwowane ptaki i jak najbardziej ograniczyć straty w tym zagrożonym, chronionym od wielu lat gatunku. W końcu wezwano także ją - lecznica Lady Prewett zyskiwała na uznaniu, o Julii wiadomym było iż wie jak obchodzić się ze zwierzętami. Pojawiła się na miejscu niedługo po otrzymaniu listu. Była akurat w lecznicy - w której od jakiegoś czasu był znacznie większy ruch. Wybuchające anomalie atakują ludzi, jednak także zwierzęta nie są bezpieczne - najróżniejsze zwierzęta. W klatkach stale pełno jest wszelkiego rodzaju ptactwa, psowatych, kotowatych, w boksach znajdują się większe zwierzęta, ledwo aetonan rażony gromem z jasnego nieba, który nie miał żadnych logicznych uzasadnień zostanie oddany właścicielom, a jego miejsce zajmie hipogryf oparzony płomieniem który zjawił się niewiadomo skąd.
Nie była jednak zmęczona. Lubiła swoją pracę, lubiła lecznicę, było w niej coś co dawało jej spokój ducha. Oczywiście - nigdy nie zaprzeczy iż dbanie o ludzi w tych ciężkich chwilach jest najważniejsze, jednak nie to było jej powołaniem i zawodem. Nie wiedziała o ludziach tyle ile wiedziała o zwierzętach, zajmowała się więc tym w czym była najlepsza. I pracowała. Dużo pracowała.
Szczególnie pomoc była potrzebna właśnie w rezerwatach - gdzie zgromadzone zwierzęta często w przerażeniu szkodziły same sobie. Stado często działało doskonale, w tak niepewnych sytuacjach jak te z którymi mieli obecnie do czynienia nic jednak nie było pewne, nic nie działało tak jak powinno, a wiele podręczników można było metaforycznie jak i dosłownie po prostu spalić.
Z tą myślą właśnie wchodziła do rezerwatu, gdzie choć anomalia już zniknęła i dało się wręcz wyczuć coś dobrego w atmosferze - zupełnie jakby czarna magia została zastąpiona czymś szczególnie pozytywnym - zwierzęta nadal były w wyraźnym szoku.
Reagowały na ludzi nerwowo. Odkąd weszła, trudno było jej dostrzec jakiegokolwiek ptaka, nie przejmowała się tym jednak nadmiernie i robiła swoje. Nie musiała łapać kolejnych okazów, wolała ustrzec się przed korzystaniem z magii jeśli nie było to absolutnie konieczne. Czarowanie przestało być równoznaczne z bezpieczeństwem, kiedy mogła rezygnowała więc z korzystania z różdżki na rzecz chwytania się eliksirów. Zakupiła ich całe mnóstwo na rzecz lecznicy, niekiedy ich działanie oznaczało dłuższe oczekiwanie niż w wypadku czarów, kalkulacja nadal jednak wychodziła na plus.
Nie musiała ich łapać, chciała jednak przyjrzeć się im z bliska. Siadła w końcu na trawie i starała się uzbroić w cierpliwość. Rozglądała się uważnie, usiłując nie poruszać nadmiernie, a przynajmniej nie wykonywać gwałtownych ruchów mogących spłoszyć imponująco szybkie ptaki. Lata wykorzystywania ich w quidditchu uzbroiło je w nieufność oraz zdolności ukrywania, to pewne.
Mineło trochę czasu, nim pierwszy, odważniejszy osobnik mignął gdzieś niedaleko. To było jednak zbyt mało czasu. Zwierzęta te przez całe lata szkoliły się w unikaniu ludzi nie po to, by tak po prostu zaświergolić nad jej głową w chwilę po tym jak magiczna fala zburzyła na jakiś czas ich delikatny świat.
Wysypała niewielki kopczyk ziarna przed siebie - przed wyjściem zadbała o to, by składał się z ziaren najbardziej odpowiednich, które powinny skusić te małe, delikatne istoty. Nadal jednak musiała uzbroić się w wielką cierpliwość. Gdy pierwszy odważniejszy znalazł się przy pożywieniu jakie ułożyła jakieś dwa metry od siebie, mogła go obserwować. Nie miała zamiaru go dotykać. To szczególnie delikatne zwierzęta, które nie raz już umierały przez po prostu zbyt mocne ściśnięcie dłoni.
Nic dziwnego, że ich ochrona stała się tak szalenie restrykcyjna, choć dla niej wiązało się to z trudniejszym zadaniem.
Nie wierciła się, była ostrożna. Po chwili pojawił się jeszcze jeden - a to było już więcej szczęścia, niż mogła oczekiwać. Najpierw obserwowała jak jedzą - były nerwowe, jadły zbyt szybko. Wielkie szczęście, że zdecydowała się na maleńkie ziarenka, obawiając się właśnie tej nerwowości. Opierzenie było jakby odrobinkę zbyt blade, nie były tak okrąglutkie jak przedtem, jakby nerwy wpłynęły na ich sylwetki, ale także gęstość opierzenia. Przez chwilę skupiła się na ich skrzydłach, starała się zaobserwować czy obracają się jak powinny, czy są w stanie okręcić dokładne koło. Pierwszy z osobników jakie zjawiły się przed nią po chwili wzbił się jednak do lotu, poruszony najwidoczniej nagłym powiewem wiatru i wykonał ten właśnie ruch.
Cicho odetchnęła z ulgą. Obserwowała kolejne osobniki, choć niewiele z nich zdecydowało się pojawić, co wcale jej nie szokowało.
Wszystkie wykazywały podobne problemy. Nie natrafiła na problemy ze skrzydełkami, a tego bała się najbardziej - najtrudniej byłoby zająć się takim osobnikiem bez korzystania z różdżki czy łapania go, a tego bardzo chciała uniknąć, nie chcąc jeszcze bardziej znerwicować i tak już przerażonych zwierząt.
O problemach ze skrzydłami niczego też jej nie doniesiono, będzie jednak pamiętała by pracownikom rezerwatu nakazać obserwację znikaczy pod tym względem. Skrzydła są zadziwiająco silne, jednak przez swoją mobilność także niestety łatwe do uszkodzenia. Poprosi ich także, by przeszli cały rezerwat uważnie, by sprawdzić czy żaden okaz nie leży gdzieś na ziemi nie mogąc się wzbić do lotu, choć nie wątpiła iż to już zrobiono. Abbotowie jak się przekonała, zatrudnili prawdziwych znawców i bardzo dbali o zwierzęta których rezerwat założono tu przed laty.
Wszystko co ona mogła na tę chwilę zrobić to podanie zwierzętom ziarna nasączonego eliksirem który powinien ukoić ich nerwy oraz przyspieszyć regenerację. To zadziwiające, jak dobrze zniosły tę koszmarną anomalię jaka tu wybuchła, choć być może właśnie ta dziwna, pozytywna atmosfera im w tym pomogła? Miałoby sens.
Podniosła się powoli i ostrożnie, choć to wystarczyło by tych kilka ptaków które odważyły się zjawić uciekło w popłochu. Ruszyła powoli na spacer - uważnie patrząc pod nogi na wypadek, gdyby miała trafić na bardziej ranny okaz, nie spiesząc się, wykonując łagodne, płynne ruchy. W odpowiednich miejscach pozostawała maleńkie kupki ziarna chcąc, by każdy z ptaków dostał po trosze, jednak nie mogąc tego w inny sposób dopilnować. Na szczęście nie są to jednak żarłoczne stworzenia, nie zdarza im się raczej jeść więcej niż to potrzebne.
Ziarna były najlepsze, jakie tylko mogła dostać, by skusić je właśnie do nich, a nie między roślinność z której zazwyczaj korzystają. Przez kilka dni taka właśnie dieta będzie dla nich najlepsza - jednak nie zbyt długo, by nie uzależnić ich organizmów. Jej celem jest jedynie przyspieszenie ich regeneracji, ukojenie nerwów. Niewątpliwie już za kilka dni rezerwat będzie można bez obaw otworzyć.
Porcję ziarna rozstawiała w dziuplach, w okolicach drzew, na gałęziach gdzie ptaki będą mogły czuć się bezpiecznie. Nie dotykała jedzenia dla ptaków nie chcąc, by nabrało ono jej zapachu, wysypywała prosto z przygotowanych fiolek. Było ono wilgotne, przez nasączenie eliksirem, to jednak nie powinno stanowić problemu dla zwierząt.
Rezerwat był przyjemny, w tej chwili cudownie odosobniony, choć z tego co wiedziała na codzień nie bywa inaczej. Jedynie pracownicy, Abbottowie oraz goście - choć Julia zamierzała zalecić by przez kolejnych kilka dni poprzestać jedynie na pracownikach.
Gdy przygotowane ziarna rozłożyła już odpowiednio w całym parku - co zajęło dość sporo czasu, trzeba przyznać, rezerwat był imponująco duży - ruszyła w końcu do wyjścia, choć w trakcie tego niespiesznego spaceru mogła dostrzec, że niektóre ptaki już teraz skusiły się na jej ziarno. Żółta plamka w jakiejś dziupli, inna na gałęzi. Dziobały i odlatywały, a Julia mogła jedynie mieć nadzieję że zgodnie z jej przewidywaniami szybko dojdą do siebie.
Wychodząc nie omieszkała wspomnieć pracownikom rezerwatu by kilka osób przeszło jeszcze ostrożnie w poszukiwaniu ewentualnych rannych ptaków oraz by za dwa czy trzy dni podać zwierzętom jeszcze jedną porcję ziarna którą zostawiła.

zt.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Rezerwat znikaczy, Somerset

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Rezerwat przyrody [Cardiff, Walia]
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia-
Styl: Caelan + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18