Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Przejście

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Przejście - Page 10 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Przejście - Page 10 Empty
PisanieTemat: Przejście   Przejście - Page 10 I_icon_minitime31.07.16 22:22

First topic message reminder :

Przejście

Jeżeli tuż za sklepem Ollivanderów skręci się w lewo, trafi się prosto na przejście pomiędzy ulicą Pokątną a jedną z sąsiednich alejek. Gdy sprzyja pogoda, można spotkać tu starszego, brodatego czarodzieja, który z wiecznym uśmiechem oferuje malowanie karykatur wszystkim przechodniom... niezależnie od ich pochodzenia. Czasem wykonuje portrety nawet bez ostrzeżenia, a przedstawione na nich postaci często mają wielkie nosy i wystające zęby. Jego dzieła są zaczarowane - wykrzykują bardzo trafne, choć nieco złośliwe i wulgarne uwagi.
Przejście jest dobrze oświetlone nawet w nocy, a nieopodal mieszka wielu czarodziejów. Dzięki temu jest tu bardzo bezpiecznie i nie trzeba obawiać się niespodziewanego ataku ani kieszonkowców.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Hannah Wright
Hannah Wright

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I've seen the blood
I've seen the broken
The lost and the sights unseen
I want a flood
I want an ocean
To wash my confusion clean
OPCM : 30
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Przejście - Page 10 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400

Przejście - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Przejście   Przejście - Page 10 I_icon_minitime30.03.20 12:58

Naiwnie sądziła, że nic złego nie może ją spotkać, choć wszystkie gwiazdy na niebie od dłuższego czasu wydawały jej wyraźne ostrzeżenia. Szczęście jej sprzyjało, choć nie doszukiwała się go w prozie codzienności, raczej bagatelizując wszelakie niebezpieczeństwa, nie tyle wierząc w nietykalność co zaniżając własną wartość dla wroga. Papier był w stanie przyjąć wszystko, toteż widząc siebie na plakatach rozrzutnie ozdabiających ulice Londynu nie mogła uwierzyć, że coś podobnego mogło się zdarzyć. Poszukiwana przez Ministerstwo Magii, jak zbrodniarz, przestępca, choć w życiu nie ukradła ani knuta, nikogo nie skrzywdziła. Chciała. Sumiennie dążyła do osobistego rozwoju i podniesienia umiejętności, które w szarej rzeczywistości nie musiałyby jej być potrzebne. Zamierzała, ale nie sądziła, by ministerstwo zaopatrzone w armię wieszczy, przewidziało, że nie poprzestanie na słownym popieraniu właściwej sprawy. Wróg działał, aktywnie poszukiwał wszystkich, o których wiedział, by nie dopuścić do rozprzestrzeniania się buntu w miejskich kanałach. Lista zbrodniarzy i zdrajców była znacznie krótsza niż liczba wszystkich członków Zakonu Feniksa, sojuszników, pomocników. To był dobry znak — wciąż nie wiedzieli z czym przyjdzie im się zmierzyć.
Mijała własną twarz co jakiś czas, przemierzając ulice Londynu. Odkąd zawisła na wilgotnych murach sklep pozostawał zamknięty, teleportacja była niemożliwa. Chcąc dostać się do niego musiała przemierzyć kilka ulic, nie w płaszczu i z dumnie uniesioną głową, lecz okryta długą peleryną z kapturem naciągniętym na głowę, w nadziei, że w ten sposób nikt nie zwróci na nią uwagi, nie powiąże jej z niebezpiecznym członkiem Zakonu, za którego głowę każdego obsypią złotem. Oglądała się za siebie, upewniając się, że nikt za nią nie idzie, choć uczucie niepewności i bycia obserwowaną nie opuszczało ją odkąd wyszła z mieszkania przy Baker Street. Jej sylwetka odznaczała się na opustoszałych alejach, najbardziej czarodziejski strój na jaki mogła sobie pozwolić nie ściągał ku niej niepotrzebnej uwagi. Londyn był wolny od mugoli. Londyn był wolny od wszystkich sympatyków i spokrewnionych, a przynajmniej tak zakładano. Ilu z nich wciąż ukrywało się w niesplądrowanych i przeszukanych mieszkaniach — nie wiadomo. Londyn spływał krwią niewinnych. Londyn, gdyby mógł, płakałby za tymi wszystkimi, którzy bohaterską śmiercią na zawsze związali się z kocimi łbami, którymi wybrukowane były ulice. Ci, którzy tu pozostali, zachowywali się tak, jakby nigdy nic nie miało tu miejsca. Żyli dalej, uśmiechnięci i zadowoleni ze świtu nowych czasów.
Czujniej niż zawsze, wzrokiem przeczesywała otoczenie, szybko na tle ponurych szarości dostrzegając postać zbyt wyraźną na obecne realia. W jej pamięci błysnął cwany uśmiech i rozbrzmiał melodyjny głos kołysanki nuconej portowym wędrowcom, marynarzom, zamorskim kupcom przez pełne i pewnie równie słodkie usta. Może minęłaby ją bez słowa, gdyby nie fakt, że do portu stąd było daleko; gdyby nie fak, że była mu bliska. Zamiast zboczyć, zwolniła tylko kroku, wychodząc jej naprzeciw. Niepewna jej intencji podejmowała ryzyko, znów lekceważąc wszystkie sygnały, by uciekać stąd na dobre.
— Staram się utrzymywać niezmiennie wysoki poziom adrenaliny, tak na wszelki wypadek, by nie umrzeć z nudów. Pustki w parszywym skłoniły cię do wyjścia? Dziś nie tylko zdrajcy nie mogą się czuć tu bezpiecznie. — Czy zdawała sobie sprawę, że i ona ryzykowała swoją obecnością tu, mogąc zwyczajnie nie spodobać się pierwszemu lepszemu patrolowi? A może zarejestrowała różdżkę i czuła się spokojna? Obejrzała się za siebie; gdzieś tam, daleko, było słychać życie, ale nie tutaj. Tu było dziwnie i niepokojąco cicho.
Po krótkiej chwili ciszy i mierzenia jej spojrzeniem czekoladowych oczu, zaproponowała:
— Powinnyśmy zejść z głównej ulicy.— Minęła ją, nie mówiąc nic więcej i po kilku krokach skręciła w uliczkę, odwracając się za nią dopiero wtedy. Mogła pójść dalej, jakby do tego spotkania nigdy nie doszło.

| ztx2





If you could flick the switch and open your third eye
*
You'd see that we should never be afraid to die
Powrót do góry Go down
Francesca Borgia
Francesca Borgia

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7918-francesca-federica-borgia#227478 https://www.morsmordre.net/t7977-desiderio#228059 https://www.morsmordre.net/t7976-franka-skakanka#228053 https://www.morsmordre.net/f107-aldermanbury-12-14 https://www.morsmordre.net/t7979-skrytka-bankowa-nr-1881#228094 https://www.morsmordre.net/t7978-f-f-borgia#228091
Zawód : kobieta biznesu, jubiler
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
making peace now with the madness.
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Przejście - Page 10 Empty
PisanieTemat: Re: Przejście   Przejście - Page 10 I_icon_minitime17.04.20 20:40

25 maja

Kiedy Włoszka pośpiesznym krokiem wkraczała na złowrogo spokojną ulicę Pokątną, coraz bardziej zbliżając się do uliczki prowadzącej na Śmiertelny Nokturn, zaczynała odczuwać coraz większy niepokój; nie pamiętała dotychczas sytuacji, w której plątała się po alei sama, lecz w towarzystwie kogoś, kto wiedział którędy pójść, by oszczędzić sobie wątpliwych przyjemności serwowanych przez okolicznych bywalców lub zwyczajnie i niekulturalnie naruszała ludzką prywatność innymi metodami. Od kiedy jednak dobrodziejstwa czarodziejów, kominki i teleportacja, zostały im tymczasowo odebrane, musiała na nowo wykazać się zaradnością. Była prawie pewna, że już niemal do perfekcji opanowała metody zastępcze poruszania się po stolicy i doceniła w pewnym stopniu mieszkanie w centrum, ale jednego nie wzięła pod uwagę: Nokturn wciąż pozostawał dla niej nieodgadniony, nieznany i pomimo świetnej pamięci w zapamiętywaniu dróg, wątpiła w to, że pamiętała która z nich właściwie prowadziła do mieszkania Cassandry.
Przez moment zdawała się zawahać, pomyśleć o zrezygnowaniu z wizyty, ale z drugiej strony uznała, że kiedyś życzliwość znajomych osób się skończy i będzie zdana tylko i wyłącznie na siebie. A gdy wiązało się to z interesami, nie mogła sobie pozwolić na potknięcia ani nieprzewidziane problemy. Wątpliwości minęły jak ręką odjął, kiedy niemal zderzyła się z wychodzącą z apteki czarownicą. Kaptur, który jeszcze przed chwilą zakrywał jej widoczność, pod wpływem nagłego zatrzymania się, zsunął się z miękkich włosów Włoszki. Chociaż była ostatnią osobą, która powinna się tutaj kręcić, Borgia odetchnęła, przyłapując się na egoistycznej myśli, że właściwie ucieszył ją ten zbieg okoliczności.
Mam nadzieję, że ten spacer wynika z konkretnej przyczyny – powiedziała na powitanie, jednak jej nagana nosiła raczej znamiona troski i dobrych intencji, niż rzeczywistego zwrócenia uwagi na niezbyt rozsądne zachowanie – jeśli to nie było nic pilnego, wystarczyło wysłać sowę – zdawała sobie sprawę zarówno z narodzin drugiego dziecka Cassandry, jak i tego, że jako najlepsza uzdrowicielka z ponurej alei zawsze miała ręce pełne roboty bez względu na okoliczności, dlatego na tyle na ile mogła, chciała jej pomóc. Daleka jednak była od oceniania i mówienia kobiecie co powinna, a czego nie, skoro sama nie była najlepszym wzorem cnót i moralności, z pewnością też rozsądnych zachowań w pozostałych dziedzinach życia niż praca. Lekcje wróżbiarstwa, które od pewnego czasu zaczęła nieregularnie pobierać były zresztą na tyle fascynujące, że nie chciała stracić ani nauczycielki ani tym bardziej znajomości, która w kategoriach nadawanych przez Francescę była zwyczajnie przydatna i pełna różnych możliwości. Z wzajemnością.
Dobrze się czujesz? Chodźmy – zarządziła łagodnie, by następnie dostosować się do kroku swojej towarzyszki, gotowa w razie potrzeby użyczyć jej ramienia jako podpory. Nie wiedziała jakie medykamenty kryły się w trzymanym przez nią pakunku, jednak ze zwykłej obserwacji dostrzegła podejrzaną bladość wściekle kontrastującą z czarnym kolorem włosów.




My blood is a flood of rubies, precious stones
it keeps my veins hot, the fire
found a home in me



Powrót do góry Go down
 

Przejście

Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20