Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Trakt kolejowy
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Trakt kolejowy

Przez Dolinę Godryka przebiega trakt kolejowy, który pokonywany jest przez Hogwart's Express, pociąg dowożący uczniów do Hogwartu. Jeśli wierzyć mieszkańcom Doliny, dźwięk nadjeżdżającego pociągu słychać jednakże nie tylko dwa razy do roku - nikt jednak nie wie, po co, ani dokąd, Express przejeżdża przez ten obszar.
Sam trakt wygląda staro, niepozornie, jest to jednak najprawdopodobniej iluzja, która ma go uczynić nieatrakcyjnym dla mugoli.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 05.10.19 21:31, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Wybór jest zawsze? Rozmówczyni znów zabrzmiała jak za dawnych lat, kiedy jeszcze jedna z nich była doświadczoną, wzbudzającą szacunek mentorką, druga pilną uczennicą. Mimo to po tej krótkiej uwadze, która normalnie zapowiadałaby bardziej rozbudowaną wypowiedź, nie nastąpił żaden wywód; Veronica nie rozwinęła tematu, zamiast tego skupiając się na podanym ostrożnie zdjęciu zaginionej dziewczyny. Może miała rację, może i nie było sytuacji, w której byliby całkowicie pozbawieni decyzyjności, lecz teraz Maeve nie widziała dla siebie innego rozwiązania niż to, na które się zdecydowała. Istniała szansa, że z odnalezieniem panny Lloyd poradziłaby sobie na własną rękę, w końcu nie była już żółtodziobem, siedziała w tym fachu niemalże od dekady - wtedy jednak nie mogłaby zadać Findlay kilku dodatkowych pytań, przekonać się, jak sobie radziła, odkąd zostawiła wiedźmią straż za sobą. Podskórnie chciała zyskać pewność, że odejście z ministerstwa to jeszcze nie koniec świata; śmierć Caleba była znacznie bardziej dotkliwszym ciosem, ciosem, od którego wszystko zaczęło zmieniać się na gorsze, w tym również ona, lecz i nagła utrata pracy, jednego z niewielu stałych elementów dotychczasowego życia, stanowiła silny wstrząs. Do tej pory uciekała w swe śledztwa, sporządzanie raportów, uważne śledzenie prasy - byle tylko nie rozpaść się na milion kawałeczków, niczym przypadkiem strącona z komody porcelanowa filiżanka. Czego zaś miała trzymać się teraz, by nie utonąć w morzu rozpaczy? Wizji zemsty...?
Nie czuła się komfortowo, nie kiedy w niby to zawoalowany, lecz tak naprawdę wystarczająco jasny sposób dawała znać, że szuka sobie zajęcia. Że potrzebuje jakichś zleceń, by napełnić sakiewkę, w a dalszej perspektywie - uchronić się w ten sposób przed wylądowaniem na ulicy. - Bywało lepiej - mruknęła tylko, przelotnie uciekając wzrokiem w bok, w kierunku skąpanych w półmroku pni okolicznych drzew. Czuła, że Veronika nie pyta jedynie przez grzeczność, że gdzieś za tą niemalże perfekcyjną maską opanowania kryła się ciekawość, albo chociażby jej namiastka; wszak nie widziały się od jakiegoś czasu, a ostatnie tygodnie przyniosły drastyczne zmiany dla całej czarodziejskiej Anglii. Mimo to starała się nie zapominać, że rozmówczyni była mistrzynią kłamstwa. Mogła udawać, co tylko chciała. - Znam? - powtórzyła powoli, nie do końca rozumiejąc, co Veronica miała na myśli. Nie zadawała jednak więcej pytań, zamiast tego pokiwała krótko głową, zapamiętując przekazane lekkim tonem głosu informacje. Pod Czarnego Kocura...? Wyglądało na to, że intuicja jej nie zawiodła, że jednak wciąż coś łączyło Findlay z dawnym życiem. - Dziękuję, nie omieszkam tam zajrzeć - dodała niby to z opanowaniem, lecz w jej wypowiedzi dało się dosłyszeć zmieszaną z wciąż odczuwanym wstydem wdzięczność. Odchrząknęła cicho, przenosząc wzrok z twarzy Veroniki gdzieś ponad jej ramię; trudno było okiełznać rozbudzoną w ten sposób ciekawość, dawna mentorka nie była jednak kimś, kogo chciałaby ciągnąć za język. Wolała sprawdzić wskazane miejsce, powołać się na nią... I zobaczyć, co z tego wyjdzie. Wszak nie podejrzewała towarzyszki o żaden podstęp; Findlay nie miałaby celu w wabieniu jej w pułapkę. Prawda?
Poruszyła nieznacznie brwiami w odpowiedzi na kolejną wypowiedź stojącej przed nią czarownicy. Nie miała złudzeń, dla samotnej matki, jaką była Veronica, obecna sytuacja musiała być również niezwykle trudna. Tyle dobrze, że opuściła ministerstwo długie miesiące temu, oszczędziła sobie w ten sposób podejmowania znamiennych decyzji pod presją czasu. I choć Maeve była niemalże pewna, że jej dawna mentorka stanęłaby po stronie uciśnionych, to nie zapominała o jakże ważnym czynniku, którego wagi sama nie potrafiła w pełni ocenić - o synu, o którym ta musiała pamiętać. Wszak gdyby wystąpiła przeciwko obecnej władzy, fakt ten mógłby się odbić na jej najbliższych. - Staram się - odpowiedziała lakonicznie, sztywno, próbując przy tym podchwycić spojrzenie Veroniki. Co dokładnie miała na myśli? - Mam nadzieję, że tobie wychodzi to trochę lepiej - dodała z krzywym uśmiechem, rozważając wszelkie za i przeciw, wahając się nad kolejnym posunięciem. Bo w jaki sposób powinna korzystać z obecnego stanu rzeczy? I czy chodziło jej jedynie o ich spotkanie, czy o szerszą perspektywę...? - Czy... czy pamiętasz może nazwiska swoich informatorów, którzy bywaliby na Nokturnie? - zapytała po krótkiej chwili, zamierając przy tym w bezruchu. Z początku zawahała się, mimo to kolejne słowa były już odarte z emocji, obojętne, jak gdyby wcale nie oczekiwała na odpowiedź w napięciu.


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I can hear the sound of a heartbeat before it goes out
Won't ever leave my memory of bloodshed all around

OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down

Koniec świata, głoszony nie raz przez natchnionych wróżbitów był tak naprawdę iluzją. Nie dlatego, że nie umiała uwierzyć w ich wieszcze zdolności (chociaż zawsze miała problem z wiarą w podobne kwestie). Końce świata działy się bowiem codziennie. Nie mniejsze od zapowiadanych, chociaż dotyczące świata indywidualnego. Osobistego. Takiego, który dzieje się bez akompaniamentu boskich grzmotów i wielkich znaków. Działo się w ciszy, opadając ze łzami, łamiąc się z sercem i zapadającą w ziemi trumną. Ile takich aktualnie zapadało? Ile końców świata była nieświadoma? W końcu znała tylko ten swój. Tych cudzych mogła się tylko domyślać, czasem obserwować, gdy padało - szczególnie ostatnimi czasy - zlecenie, by odnaleźć kogoś, kto zgubił się podczas zamieszek.
Pole poszukiwań informacji - przynajmniej dawniej w pracy - nie zawsze dotyczyło zaginionych osób. Wiedza, jaka zdobywali miała szerokie spektrum zastosowania. Będąc jednak poza zasięgiem ministerialnych dyspozycji, to ludzie stali w centrum jej zainteresowań. A zlecenia najczęściej dotyczyły zaginionych. Chociaż - nie zawsze. Prześwietlanie nowych kontrahentów, wybadanie terenu, czy działalności współpracowników było czymś równie oczywistym. I być może była w tym jakaś rysa, pęknięcie w utkanym obrazku pełnionej aktualnie profesji, ale było tym, co sama wybrała. Wcale nie prostą decyzją, ale - jej własną. Czy o tym chciałaby opowiedzieć Maeve? Czy w tym zawarłaby zatrzymane słowa?
Pamiętała, że z nich dwóch - to Maeve była lepsza obserwatorką. Szybciej dostrzegała zmiany emocji, łatwiej wychwytywała manipulacje otoczenia - nawet jeśli początkowo nie potrafiła wskazać co właściwe się zadziało, wiedziała, że ów zmiana istniała. Veronica polegała więcej na doświadczeniu i znajomości, korzystając też z faktu, że ukrywanie prawdy nie było tak proste, jak mogłoby się niektórym wydawać. I to tych drobnych znamion się chwytała. Mogła się mylić, ale urywany kontakt wzroku, uniki w odpowiedzi miały w sobie więcej niż wyrachowanej manipulacji. Czy i Clearwater przeżyła swój koniec świata? I być może z naturalnej chęci poznania kolejnej z tajemnic, drążyłaby temat, tak z czysto osobistych pobudek, nie naciskała. Nie, dopóki jej rozmówczyni otaczała się ciasnym murem. Coś bardzo znajomego dostrzegała w zachowaniu Maeve, zupełnie, jakby widziała urywek sceny ze sobą w roli głównej. A tego ominąć już nie chciała - To bezpieczne miejsce - dopowiedziała, po początkowym milczeniu, wciąż mając w pamięci wcześniejsza myśl i wizję. Dostrzegła też wahanie - I myślę, że sama chętnie skorzystam z twoich umiejętności - uniosła wzrok, szukając tego, należącego do kobiety - nie będzie ci przeszkadzać współpraca ze mną? - przy ostatnim zdaniu uniosła lekko kąciki ust. Mówiła bardziej wprost niż zazwyczaj. Sam fakt, że wciąż nie odpuściła zawodu, dawało szansę na ciągłość zleceń. A posiadania w kręgu informatorów kogoś takiego jak Maeve, było wręcz szczęśliwym zrządzeniem. I tak, Ministerstwo traciła tak niebywałe jednostki na poczet idiotycznych podziałów. Czy kiedyś minister i jego złowieszcza świta obudzi się, dostrzegając, jak wielki samobój sobie robiło? Kiedy opustoszeją ulice, a oni utracą wpływy? Nasuwało się jednak pytanie, ile ofiar zostanie w ich imieniu złożonych, aby doprowadzić do rzeczywistego zrozumienia. Albo unicestwienia.
Nie lubiła mówić o sobie. jeśli miała taką możliwość, przesuwała temat na inne kategorie, mniej dla niej prywatne. Radzenie sobie w dobie panującego chaosu nie było ani przyjemne, ani tym bardziej proste. Dopóki jednak jej syn chroniony był bezpiecznymi murami szkoły - i z jej serca opadał wielki ciężar. Niepokojąca za to była myśl, ze niedługo zaczną się wakacje, a jej jedyne dziecko wróci do ich domu. Coś w tej myśli miało znamiona trucizny, która raz rozlana, nie przestawała pochłaniać kolejnych skrawków jej umysłu. I serca. Findlay mogła bardzo wprawnie udawać, że nie przejmuje się sytuacją i poradzi sobie ze wszystkim. Sama chciała głęboko wierzyć w utkane kłamstwo. Prawda była jednak inna - Nie mam porównania - odwzajemniła nawet uśmiech, który jednak szybko zgasł w zderzeniu z kolejnym, wydawałoby się, nie mającym podstaw pytaniem - Pamiętam i nadal znam - skwitowała lakonicznie, baczniej przyglądając się twarzy czarownicy - Potrzebujesz kontaktu, czy... przewodnika? - dodała bardziej rzeczowo, wciąż jeszcze nie stawiając pytania - czego właściwie chciała na Nokturnie szukać. Tym razem to Veronica uniosła brwi w niemym oczekiwaniu na konkretyzację podjętego (nieoczekiwanie?) tematu.


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930

Powrót do góry Go down

Nie potrafiła zachowywać się naturalnie, nie była również w stanie całkowicie odciąć się od emocji. Nigdy nie były ze sobą szczególnie blisko, łącząca je relacja była głównie zawodowa, mimo to chciałaby darzyć Veronicę zaufaniem, otwarcie opowiedzieć o tym, do czego doszło niespełna miesiąc temu; może przyniosłoby to namiastkę ulgi, może bardziej doświadczona czarownica uraczyłaby ją jakąś radą czy słowami pocieszenia. Zamiast tego milczała, jak zwykle trzymając się na bezpieczny dystans, nie porywając się na jakikolwiek gest, który mógłby zdradzić ją z przesadną ufnością. Nie tylko dlatego, że bała się odtrącenia – bo raczej nie podstępu – ale też dlatego, że nie chciała obarczać dawnej mentorki własnymi problemami. To nie było miejsce czy czas na takie rzeczy. Próbowała więc skupić się tylko i wyłącznie na tu i teraz, przekazywanych przez towarzyszkę informacjach; była wdzięczna za wskazanie karczmy, skierowanie jej do ludzi, którzy nie tylko mogli zaoferować zatrudnienie, ale i obdarzyć kredytem zaufania – ze względu na rekomendację Veroniki. Początkowe napięcie zelżało po dodatkowym komentarzu Findlay, bezpieczne miejsce, naprawdę chciała w to wierzyć. Mimo to nie mogła i nie chciała wyzbywać się zdrowej dawki podejrzliwości, z którą podchodziła teraz do wszystkiego. Choć w trakcie marcowych walk występowała przeciwko ministerstwu pod zmienioną twarzą, to w końcu musieli przecież połączyć jej zniknięcie ze stanięciem po przeciwnej stronie barykady – lub uznać za zaginioną, a później martwą.
Odsunęła tego typu przemyślenia na bok, gdy stojąca obok rozmówczyni przerwała ciszę po raz kolejny, próbując przy tym podchwycić również jej wzrok. Nie stawiała oporu, w reakcji na padające z ust Veroniki słowa unosząc tylko wyżej brwi. – Oczywiście, że nie – odezwała się cicho, miękko; nie wiedziała tylko, czy propozycja ta była podyktowana litością, czy naprawdę mogła pomóc byłej współpracownicy w osiągnięciu jakiegoś celu, zdobyciu pożądanych informacji. Wolała jednak wierzyć w drugą wersję scenariusza, by ograniczyć odczuwany wstyd do minimum. – Jeśli tylko będę ci mogła z czymkolwiek pomóc, daj, proszę, znać – dodała, kącik jej ust drgnął przy tym w niemrawym uśmiechu. Cieszyła się na myśl, że intuicja jej nie zawiodła, że Veronica wciąż obracała się w kręgach informatorów, mimo to wciąż nie mogła wyzbyć się żalu na myśl, że jednostka względem której do niedawna odczuwała taką lojalność, zeszła na psy. Że już nigdy nie będzie mogła poczuć się tak, jak rok czy dwa temu – usatysfakcjonowana z realizacji swych planów, nieświadoma nadciągającej wielkimi krokami katastrofy. – Dawno nie miałyśmy okazji współpracować – mruknęła, na chwilę wracając pamięcią do czasów, gdy pilnie obserwowała bardziej doświadczoną strażniczkę nie tylko w terenie, ale i przy wykonywaniu pozostałych obowiązków, analizowaniu zebranych informacji i pisaniu raportów, radzeniu sobie z przedstawicielami pozostałych biur.
Zaraz jednak temat zszedł na korzystanie z obecnej sytuacji, a także – na Nokturn, który napawał ją szczerą odrazą, a który powinna zwiedzić. W towarzystwie Wrońskiego czy też sama. Dlatego też wolała zapytać Findlay, czy posiada tam jeszcze jakieś znajomości – skoro przyznała się już do kultywowania dawnych nawyków – nim zdecyduje się wykonać kolejny krok. – Kontakt powinien wystarczyć – odpowiedziała powoli, nie mogła jednak nie dostrzec przy tym spojrzenia towarzyszki. Nawet półmrok nie mógł skryć malującego się na jej twarzy wyczekiwania, zaskoczenia. Westchnęła cicho, boleśnie, odwróciła przy tym wzrok, mimo to odezwała się możliwie jak najspokojniej. – Członek mojej rodziny został tam znaleziony martwy, niemalże rok temu. Szukam kogoś, kto mógłby coś wiedzieć. Albo skierować mnie do odpowiednich ludzi. – Łudziła się, że tego uniknie, odkrywania się ze swym osobistym końcem świata, czuła jednak, że rozmówczyni należy się wyjaśnienie – za ofertę pracy, za to, że w ogóle pojawiła się we wskazanym miejscu, o wskazanej porze. Zaś kłamać nie miała zamiaru.


My name's a war song
I'll sing you a new one
Maeve Clearwater
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I can hear the sound of a heartbeat before it goes out
Won't ever leave my memory of bloodshed all around

OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Powrót do góry Go down

Spoglądając w lustro, czasem zdawała się nie rozpoznawać własnego odbicia. Nie dlatego, że zmieniało się jej oblicze. Odrobinę więcej cieni pod oczami, chmury umykających przez źrenice, kilka drobnych zmarszczek. Nieco bledsza. Nie, nie o to chodziło. Maska, którą przyklejała na co dzień, zdawała się coraz trwalej utrzymywać na twarzy. I nawet, gdy wracała do pustego domu, nie zapominała się, zupełnie, jakby czekać ją miało skryte pod łóżkiem, czy w szafie niebezpieczeństwo. Tak długo pracowała nad oszukaniem innych, że wkraczała na teren własnego kłamstwa. Ale nie popadała w skrajności. Jeszcze. Miała swoją kotwicę i tej trzymała się kurczowo za każdym razem, gdy zbyt głęboko gubiła się w wypowiadanych słowach, szastając prawdą. Ta sama "kotwica" przywoływała ja do porządku, gdy rozmawiała z Maeve. I chociaż nigdy nie były zbyt blisko, darzyła czarownicę niekłamanym szacunkiem. Niewielu stażystów przetrwało kurs. Niewielu też wytrzymało jej osobiste nauki. Niekoniecznie należała do ulubionych mentorów, chociaż sama nigdy nie określała się tym mianem. Clearwater potrafiła skupić się na działaniu i oferowanej, chociaż często trudnej lekcji. A to cecha, która wyróżniała ją sposób gromady cichociemnego towarzystwa. Przyszłych szpiegów. Kim byli teraz? Komu oferowali swoje usługi? Zniknęli z ministerialnego pola widzenia, czy tańczyli na lub ze sznurkami władzy? Nie każdy miał odwagę zrobić wbrew... wszystkiemu.
Tych kilka wychwyconych przesłanek ulokowało wiedzę we właściwym kierunku. Chociaż mogło się wydawać wyrachowanym posunięcie, Veronica oferowała coś więcej. Niekoniecznie odkrywając się z przemilczanymi powodami. Obie stały na bardzo znajomym, badawczym gruncie. Dozując czujną obserwację z ewentualnymi, nieprzewidzianymi okolicznościami. I być może, ale tylko być może, to nierozpuszczony wciąż sentyment podpowiadał, w którą stronę popchnąć chciała ich znajomość. Nie, jeśli kontakt został odnowiony, nie widziała sensu ponownego go zrywania. Czytała w tym korzyści dla nich obu. I być może coś więcej.
Skwitowała odpowiedź lekkim skinieniem, zakończonym lekkim, ale zagadkowym uśmiechem - Właściwie jest już teraz jedna rzecz, w której mogłabyś mi pomóc - omiotła spojrzeniem cała postać czarownicy - jak czujesz się w męskiej roli?... - zakończyła zdanie uniesieniem brwi, nieco ciszej artykułując wyrazy. I nie do końca nawet czekając na ostateczną odpowiedź, pozostawiając niemal retoryczne dopowiedzenie. Jeśli już zgodziła się na współpracę, nie sądziła, by odmówiła podobnej propozycji - Ale o szczegółach porozmawiamy następnym razem - bo następny już planowała, kalkulując posunięcie, które pomogłoby - tym razem dla niej jej samej, w ruszeniu prowadzonej sprawy do przodu. Tym właściwie żyła. Pracą. W dzień, przez kilka godzin pomagała przykładnie ojcu, przy okazji zyskując dodatkowe źródło informacji. Potem już mniej przykładnie i bardziej bezpośrednio działając w zajęciu, które stanowiło o jej rzeczywistych profitach.
- To prawda - mimo, że wypowiedziane słowa padły cicho, Findlay pozwoliła sobie odpowiedzieć. W jakiś sposób otrzymywała własnie namiastkę dawnych, pracowniczych naleciałości. Ugryzła się jednak w język, nim zadała bezpośrednie pytanie. Czy brakowało jej tego? Umiała bardzo precyzyjnie określić. A jednak, milczała. Tak, jak jej rozmówczyni, wciąż pozostawiając nieuchwytną przestrzeń dystansu.
Temat, który został poruszony, nie był w stanie cofnąć mimowolnego zainteresowania. ktoś, kto szukał informacji na Nokturnie. musiał mieć bardzo ciężką argumentację. Nikt o zdrowych zmysłach , bez powodu, nie pojawiał się na tym skrajnie marginalnym, magicznym światku. Kiwnęła wiec  głową, potwierdzając gotowość znalezienia odpowiedniego kontaktu - Podam ci namiary w kolejnym liście - zakończyła rzeczowo, chociaż kolejne zdanie, które padło, przekreśliło podejrzenia o interesach. I była już przekonana, że chodziło o bardzo prywatną sprawę. Ktoś bliski. Członek rodziny brzmiał, jak sztandarowa próba zdystansowania się do duszonych emocji. Gdyby chodziło o kuzyna, czy dalsza rodzinę, nie wahałaby się z bardziej konkretnym nazewnictwem. Zimny ucisk na krtani, na moment zamknął jej usta. Czy nie rok temu, sama spotkała się ze swoim końcem świata? - Pomogę się dowiedzieć - zakończyła skinieniem wiedząc, że szczegóły poruszonych dzisiejszego wieczora spraw, wymagały jeszcze niejednego spotkania.

| zt x2


As a child you would wait
And watch from far away
But you always knew that you'd be the one
That work while they all play

Veronica Findlay
Veronica Findlay
Zawód : Szuka informacji
Wiek : 38
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Potrzeba wielkiego talentu i umiejętności, by ukryć swój talent i umiejętności
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11/65
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8274-veronica-findlay#240381 https://www.morsmordre.net/t8327-verito#240939 https://www.morsmordre.net/t8325-wiedzmie-sprawy#240935 https://www.morsmordre.net/f161-dolina-godryka-17 https://www.morsmordre.net/t8330-skrytka-bankowa-1990#241107 https://www.morsmordre.net/t8326-veronica-findlay#240930

Powrót do góry Go down


16-10-1957


Tylko interesy mogły przywiać go do hrabstwa Abbottów. Nie lubił Somerset. Tak po prostu, ze względy na rodowe zawiłości. Nie miał jednak nic przeciwko mieszkańcom Doliny Godryka, o ile nie nosili wiadomego szlachetnego nazwiska. Wszak, mieszkało tutaj kilku jego przyjaciół i kolegów. Nie to jednak go tutaj przywiało. Nie przyszedł w odwiedziny i na herbatkę. Tej i tak w Anglii brakowało. Przybył w te strony, bo zainteresował się małym przedsiębiorstwem, które produkowało ciekawy i dość tani alkohol wysokoprocentowy. Marzenie dla każdego alkoholika (chciałoby się powiedzieć), szczególnie dla tych o ograniczonym budżecie! A takich było teraz coraz więcej! Wojna była okrutna, choć ledwie się rozpoczęła, bo dosięgła portfel każdego mieszkańca Anglii. Dosłownie każdego, od bogatych do biednych. Macmillan nie był głupi. Wiadomym było, że teraz nie znajdzie wielu kupców whisky, choć cena alkoholu poszybowała w górę kilkukrotnie, a ognista stała się towarem poszukiwanym i luksusowym. Biedniejsi mieli skupić się na bardziej dostępnym alkoholu… a że Anthony doskonale to wiedział… postanowił podpatrzeć jak się to robi… i spróbować swoich sił w przekonaniu małego przedsiębiorstwa do współpracy.
Rozmowa sama w sobie poszła gładko, bez problemów. Kilka uśmiechów, obiecanek o wspaniałej współpracy i zapewnieniu bezpieczeństwa od strony Macmillanów. Wszystko szło jak z płatka… ale produkcji nie zdołał zobaczyć. Coś za coś, jak mówili właściciele, w obronie swojej tajemnej receptury. Po rozmowie spędzonej na uprzejmościach, ale bez większych efektów, pozostało mu tylko odetchnąć na świeżym powietrzu. Odrobinę chłodnym, ale otrzeźwiającym. Chyba tego potrzebował, żeby na spokojnie przemyśleć co robić dalej. Właściwie… mógłby choćby przebiegnąć się dookoła całej Doliny. Może wtedy wpadłby na jakiś lepszy pomysł, jakieś mocniejsze argumenty. A może zwyczajnie powinien zająć się innym alkoholem… albo przynajmniej doprowadzić do perfekcji swoją wódkę. Sam już nie miał pojęcia.
Stanął na dróżce. Uspokojenie było tylko jedno. Sięgnął do kieszeni, żeby wyciągnąć swoją piersiówkę… i wtedy zrozumiał, że jej nie miał. Natychmiast zaczął panikować. Zgubił swoją kwiecistą piersiówkę bez dna! Zwyczajnie ją zgubił! Jak to się stało?! Przecież nigdy niczego nie gubił! Jak?! Zaczął rozglądać się po trawie wokół siebie. Nie było jej. Przeszedł kilka metrów w tę i z powrotem – ani śladu! A co jeżeli żona mu ją wyciągnęła, żeby ograniczył alkohol? Albo matka? Strach pojawił się na jego twarzy. Nagle przypominał bardziej ducha bez żadnego żywego koloru na twarzy niż ruchliwego czarodzieja, którym był. Oglądał się za siebie, przyglądał się podłożu. I wtedy pojawiła się ona… niewinna i delikatna. Natychmiast przykuła jego oko, choć nie wiedział dlaczego, więc zawołał z oddali:
Przepraszam! Czy widziała Pani kwiecistą piersiówkę gdzieś po drodze?!
Zapomniał zupełnie o tym, że przecież był osobistością z portretów, za której głowę Ministerstwo płaciło krocie.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати


Ostatnio zmieniony przez Anthony Macmillan dnia 19.03.21 20:18, w całości zmieniany 1 raz
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

aaaa może być 16? 17?

Celine czasem odwiedzała Juliena bez zapowiedzi. Ostatnimi czasy robiła to rzadziej, zjawiała się późnym wieczorem, wychodząc potem przed wzejściem słońca, ale tym razem - nie było go w domu. Gdzie się szlajał, co robił? Czy znów zagubił się wśród meandrów poezji i pozwolił nogom ponieść się w siną dal? Postanowiła poczekać - nie odchodzić stąd jeszcze, stęskniona, uwiedziona też linią lasów przylegającą do domostwa przyjaciela. To w tej zieleni zagłębiła się zamiast zawitać w znajomych pokojach, boso przechadzać się po miękkich dywanach i wysłużonym drewnie: zamiast tego jej buty zatapiały się w miękkiej ściółce leśnej, pod podeszwą strzykały gałązki, a dłonie gubiły w liściach. Powietrze tu smakowało inaczej. Lepiej, słodziej niż londyńska mgła i ponure ulewy, dlatego czarownica oddychała głęboko, wyobrażała sobie, że płuca porasta jej mech, a gdzieś pomiędzy żebrami pająki wiją nowe sieci zroszone wciąż odległym porankiem.
Kiedy znalazła się na ziemi? Kiedy usiadła pod jednym z drzew tuż obok traktu kolejowego, przyglądając się parze błyszczących żuków przecinających kołderkę soczyście zielonej ściółki? Ręce miała brudne, umazane ziemią i wiórem drewna, jakby chwilę wcześniej intensywnie kopała w poniższych odmętach: i tak było, próbowała pochować tu listy wymienione z ojcem, o których nie chciała już pamiętać. Rumianą twarz okalała burza pszenicznych włosów niczym błyszcząca aureola; do zbyt dużego, fioletowego swetra przyczepiły się małe szyszki, a zza pomarańczowego szalika wystawała lżejsza chusteczka, kremowa, z wyszytymi pszczołami w locie. Spódnicę też miała już brudną. Chabrowy materiał poddał się rozmiękłej naturze, podarł gdzieniegdzie, ale to nic - teraz, u Blacków, miała też inne ubrania. Nie musiała jednej pary skarpet prać co wieczór, mogła robić to... Cóż, co dwa, trzy wieczory, bo miała teraz zapasowe pary.
Kiedy z oddali dotarł do niej nieznany, męski głos, Celine drgnęła w popłochu, mocno przyciskając koperty do ziemi. Nie chciała by ktokolwiek je widział, nie chciała wzbudzać zainteresowania, podejrzeń, sprawić, by ktokolwiek o zbyt wybujałej wyobraźni odkopał jej prywatną tajemnicę i poznał zawartość smutnych listów. Ale on... Och, wiedziała, o co pytał. Wciąż klęcząca na ziemi dziewczyna przekrzywiła lekko głowę i wolną dłonią sięgnęła pod sweter, wydobywając spod niego wspomniany przedmiot. Pokryta kwietnym ornamentem piersiówka zaparowała odrobinę od ciepła i bliskości jej ciała, ale nieznajomy z pewnością mógł ją rozpoznać jako tę należącą do niego.
- O taką? - spytała głośniej, niewinnie. Niedobrze. Podobała się jej, florystyczny wzór pasowałby do innych jej skarbów zgromadzonych pod łóżkiem na Grimmauld Place, więc Celine, naturalnie, wcale nie chciała jej oddawać. Koperty przygniotła chudym kolanem, wolną dłonią odgarniając natomiast kosmyk opadający na czoło, na oczy. - To pana? Ale znalezione nie kradzione... - zadeklarowała, odruchowo cofnąwszy rękę dzierżącą piersiówkę. Patrzył na nią z góry, z traktu, gdyby się rozpędził, pewnie nie zdążyłaby uciec - ale Celine miała nadzieję, że nieznany mag miał w sobie więcej kultury. - Leżała na torach, znalazłam ją, proszę mi jej nie zabierać. Jest śliczna - podkreśliła i spojrzeniem znów odszukała kwiecisty wzór, przycisnąwszy zgubę Anthony'ego do piersi. Nie odda jej, nie ma mowy. A jego twarz - skąd właściwie ją znała?

| 89 urok wili
> krótkotrwałe zauroczenie, ofiara musi wykonywać każde polecenie półwili i jest w stanie mu się przeciwstawić, jeśli przezwycięży test sporny na odporność magiczną.




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Był zgubiony. Wiedział o tym w tym samym momencie, w którym nie odnalazł piersiówki na swoim dotychczasowym miejscu. Jego powierniczka i przyjaciółka, którą wyjątkowo cenił zwyczajnie przepadła. A spędził z nią tyle lat! Tyle pięknych lat! Była z nim wtedy, kiedy wielu się od niego odwróciło. Wtedy, kiedy stracił , wtedy kiedy zdecydował, że należało wyjechać z kraju na długo, żeby zapomnieć o niej. Pomagała mu w tym zapomnieniu, pomagała mu gdy potrzebował upić się do nieprzytomności, żeby zapomnieć o wszystkim, w tym o boleśnie radosnych i smutnych wspomnieniach. Była z nim wtedy, kiedy wrócił po latach do Anglii, była też przy nim kiedy cierpiał po potężnym czarnomagicznym uroku.
Strach nagle oblał jego czoło i plecy. Co miał zrobić? Gdzie jej szukać? Nigdy nie czuł się tak podle jak teraz. Nigdy nie zgubił czegoś tak drogocennego! Kwiecista piersiówka przepadła, a on nie wiedział jak ją odnaleźć. A może zwyczajnie jej nie zabrał? Ostatnio bywał roztargniony, nerwowy; zwyczajnie miał dużo na głowie, dużo pracować i działał. Co prawda wciąż dużo pił, ale głównie w domu. Poza domem starał się ograniczać swoje alkoholowe potrzeby. Robił to dla Rii, która martwiła się o jego bezpieczeństwo (i pewnie o to, żeby nie upił się w trakcie misji). A co jeżeli jednak ją zgubił? I to mogło się zdarzyć… ale jak? Sam już nie wiedział. Miał mętlik w głowie, a strach nie odpuszczał.
Kobieca sylwetka była dla niego jak promyk nadziei. Ale prócz szczęścia spowodowaną zwiększeniem możliwości odnalezienia swojego drogocennego przedmiotu, poczuł się nagle spiorunowany jej urokiem osobistym. Była piękna, nie dało się temu zaprzeczyć. Kto wie, może i piękniejsza od jego najpiękniejszej żony. Zdawała się być wyjątkowo niewinna. Zbyt niewinna, żeby interesowała się jego piersiówką… ale… może znalazła ją gdzieś po drodze… albo przynajmniej spróbowałaby mu pomóc? Ale czy wypadało pytać damę o tego typu pomoc? Nie, chyba nie… Nie powinien tego robić… ale był na tyle zdesperowany, że mimo wszystko zapytał. Nie mógł walczyć ze sobą długo.
Ku zaskoczeniu kobieta wyciągnęła jego piersiówkę. Poznał ją od razu. Taki wzór był tylko jeden, a przynajmniej tak mu się zdawało. To na pewno była ona, a nawet jeżeli nie była… to zwyczajnie poczuł dziwną potrzebę pozostania w towarzystwie tajemniczej damy. Podszedł bliżej, wyciągnął rękę, ale nie po to, żeby chwycić swój mały metalowy skarb. Zbliżył się, bo przez chwilę chciał pochwycić dłoń kobiety. Ta jednak cofnęła ją, więc i on odruchowo cofnął się o krok, dwa. Nie chciał jej wystraszyć. Nie był aż tak szalony.
Ja… – miał już powiedzieć, że tak, że to jego własność, ale czym zadeklarowała to, co zadeklarowała, nie wiedział jak zareagować. Co powinien jej odpowiedzieć? Oddać swój skarb? Czuł się rozdarty pomiędzy pięknem tajemniczej kobiety a miłością do piersiówki, którą otrzymał na swoje urodziny. – Ja… – spróbował ponownie, ale nie potrafił wyciągnąć z siebie czegoś więcej poza zaimkiem osobowym.
Musiał wyglądać jak idiota, który nie potrafił się wysłowić. Na pewno. Poczuł wstyd, który natychmiast objawił się na jego twarzy. Czerwień pokryła jego policzki. Na Merlina, miał żonę, ale nie potrafił powstrzymać się przed nagłym uczuciem pożądania i oczarowania. Uczuciem wobec damy, która nagle skradła jego serce i piersiówkę.

test sporny


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 95
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Celine przechyliła głowę do boku, przyglądając mu się w zatroskanym niezrozumieniu. Stracił głos; był przestraszony, zdezorientowany, coś wpędziło go w toksyczne objęcia przerażenia, by odebrać zdolność władania nad własnymi strunami głosowymi?
Uciekła dłonią, gdy mężczyzna po nią sięgnął, nagle sama niepewna, przekonana, że to nie jej chciał dotknąć, a w rzeczywistości rościł sobie prawo do przygniecionych przez kolano listów. Nie miała przecież pojęcia kim był; może wysłano go tu za nią specjalnie, żeby pozyskać kluczową dla sprawy korespondencję? W rzeczywistości w tych listach nie było nic wartościowego, ale i ona nie mogła już pomóc własnymi zeznaniami, a mimo to magipolicja wciąż prześladowała ją kolejnymi wezwaniami na posterunek i do Tower.
- Tak? - zachęciła go miękko, spokojnie, wcale nie nagląco, choć nie podała mu piersiówki. Nieznany - ale bardzo do kogoś podobny - czarodziej nie stwierdził przecież czy ta należała do niego, a półwili naprawdę ciężko byłoby rozstać się z tak intrygującym, przypadkowo znalezionym skarbem. Darem od losu. To dlatego finalnie zsunęła ją w dół, a potem schowała pod swetrem, lokując przedmiot pomiędzy bawełnianą halką a rozciągliwym pasem spódnicy. Chyba nie śmiałby próbować jej stamtąd wyciągnąć? Celine odruchowo sięgnęła też po listy umazane podmokłą ziemią, wcisnąwszy je do kieszeni wierzchniego odzienia. To nic, upora się z nimi później.
- Coś panu dolega? Kim pan jest? - pytała cicho. Jej głos pozostawał troskliwy, nie dopatrywała się w nim jeszcze tożsamości żadnego przestępcy, chociaż umysł usilnie próbował skojarzyć twarz z tą niewątpliwie widzianą wcześniej. Jasne brwi zmarszczyły się delikatnie kiedy wstawała z ziemi, przylgnięta do drzewa, przesuwająca się za jego szeroki konar, tak, by czymkolwiek odgrodzić się od nieznajomego. - Skąd pana znam? - wreszcie zdobyła się na tę odwagę, pytanie zadała wprost, wychylona zza kory, z włosami zaplątanymi w jej brązowych wklęsłościach.
Czar, który tak oszołomił biednego Anthony'ego zdawał się stracić na sile. Niewątpliwie miał pozostawić w jego umyśle ślad trwalszy niż jeden zachód słońca, jednak póki co mężczyzna mógł odzyskać przynajmniej część względnej trzeźwości umysłu... Jeśli tak można było mówić o Macmillanach. Z wzniosłego rozkochania jej aura stała się po prostu urzekająca, nie otępiająca, nie zniewalająca, przeklinająca jej żywot jak zawsze, bo każda fala podobnej fascynacji wzniecała się samoistnie, bez faktycznego udziału nieświadomej Celine. To dlatego nie zrozumiała czemu Anthony wcześniej z nagle elokwentnego mężczyzny przemienił się w nieporadną niemowę.

|| urok wili 38
> półwila nie bardziej niż zazwyczaj zwraca mimowolną uwagę całego najbliższego otoczenia.




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Był otumaniony jej pięknem. Spoglądał na nią jak na jakąś drogocenną porcelanową lalkę, która potrafiła chodzić i mówić. Zaraz jednak zgonił samego siebie za to, że degradował ją do lalki. Była człowiekiem, kobietą, na pewno miała jakieś uczucia. Różne myśli przeszły mu przez głowę. Najchętniej złapałby niewinną duszę w swoje ramiona i wycałował, pod warunkiem, że nie miałaby nic przeciwko temu. A pewnie by miała. Nie znała go. On nie znał jej, ale wiedział, że chciał spędzić z nią choćby chwilę, choćby miał tylko na nią patrzeć.
Silniejsze uczucie dało o sobie znać i przerwało to, z czego nie zdawał sobie sprawy. Poczuł się okropnie, że przez moment pożądał kobietę, której nawet nie znał. A w domu czekała na niego żona. Piękna, ognistowłosa żona, która była dla niego wszystkim i nosiła ich dziecko pod sercem. Był przecież fanatykiem, jeżeli chodzi o uczucia, więc wstyd był tym większy. A mimo tego wciąż był oczarowany pięknej nieznanej dziewczyny i nie potrafił sobie z tym poradzić.
O-Obawiam się, że to bardzo droga mi piersiówka – odpowiedział dopiero chwili, zdając sobie sprawę, że ta czekała na jego odpowiedź. Rumieniec powoli schodził z jego polików, ale nie potrafił zniknąć zupełnie. – Dostałem ją na urodziny od krewnych – dodał, próbując ją odzyskać. – Ma… dużą wartość emocjonalną… ale… ech, jeżeli Pani na niej zależy. Trudno – dokończył. Był to efekt nie jej uroku (z którego działania oczywiście nie zdawał sobie uwagi), a raczej jego dobrego serca. Zawsze mógł kupić drugą. Albo chociaż spróbować ograniczyć picie. I tak wiele alkoholu w niej nie zostało. Nie mniej odczuwał smutek wiedząc, że w tym momencie rozstaje się ze swoim kwiecistym skarbem. Chciał uszczęśliwić dziewczynę mimo wszystko, w nadziei, że odwdzięczy mu się choćby uśmiechem.
Kiedy zapytała kim był poczuł się dziwnie nieprzyjemnie. Nie mógł jej powiedzieć, że był Macmillanem, tym z plakatów Ministerstwa. Nawet tutaj, na tych ziemiach. Nie poznała go, to dobrze, ale na pewno kojarzyła go właśnie z nich, tych głupich plakatów. Trochę go to cieszyło, trochę przerażało. Nie wiedział czego po niej oczekiwać. Na jego twarzy pojawiło się zmartwienie, nad którym nie potrafił zapanować.
Jestem tylko zwykłym czarodziejem – odpowiedział. – Nie mam pojęcia skąd może mnie Pani znać.
Wodził wzrokiem za jej sylwetką, kiedy skryła się za jednym z drzew. Nie zamierzał jej przecież zrobić krzywdy. Nigdy nie zrobiłby krzywdy żadnej damie. Poczuł się nawet urażony tym jak się zachowała. A z drugiej strony… dobrze, że miała jakieś mechanizmy obronne. Kobiety w tych czasach musiały uważać.
A Pani? – Zapytał po chwili i przechylił się tak, żeby dostrzec choć odrobinę jej twarzy. – Kim Pani jest?
Zachwycony jej osobą postanowił podejść bliżej, o krok. Wyciągnął w jej stronę dłoń, chcąc dać do znania, że nie zamierzał zrobić jej krzywdy. Po prostu chciał się nacieszyć jej obecnością i pięknem.

test sporny: 6


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Patrzyła na niego w coraz to większym zrozumieniu; przedmiot był dla tego dżentelmena drogi, cenny, sentymentalny, ale dla niej stał się odnalezionym pośród dzikiej puszczy skarbem, z którym nie miałaby serca się rozstać. Florystyczne akcenty żłobione w metalowej fakturze były niczym tchnienie otaczającej ją przyrody, wskazówka, że właśnie tu było jej miejsce. Nie w wysokich kamienicach londyńskich ulic, ale wokół wysokich drzew, zielonej trawy i ptaków przecinających błękitne niebo. Miała stać się pamiątką przywodzącą na myśl moment, gdy ziemia łaskawie pochłonęła w swe szczęki jej najgorsze smutki. Dlaczego chciał jej to zabrać? Celine westchnęła ciężko, ale nie sięgnęła z powrotem do piersiówki, by wydobyć ją zza pazuchy spódnicy.
- A jeśli kiedyś dałabym panu nową? Podobną? Bardzo proszę mi jej nie zabierać, była jak promyk poranka w pochmurny dzień, wie pan... - mówiła cicho, łagodnie, zagubiona pośród nieprzychylnego jej świata, który miażdżył zamiast wspierać silnym ramieniem. Celine z kolei naprawdę planowała już sprezentować mu duplikat. Może namalowałaby mu kwiaty własnym pędzlem, własnymi farbkami, które chowała w kufrze pod łóżkiem na Grimmauld Place numer dwanaście? To tchnęłoby w przedmiot odrobinę życia i autentycznej przyjaźni, przeprosin za pozbawienie go pierwotnej piersiówki, do której Anthony zdążył się tak przywiązać.
Stojąc za konarem drzewa przyglądała mu się jednym okiem, ledwo widoczna zza ciemnej kory, ale wciąż niezdrowo go ciekawa. Skoro w swoich kieszeniach nosił podobne unikaty, może miał ich więcej? Najwyraźniej rozbudził w niej sroczą naturę, chętną poznać każdy sekret, każde cudeńko skrywane w materiale odzieży, ukryte przed jej oczyma. Ale Celine nie podjęła tematu, bardziej skupiona natomiast na jego słowach, które jednak nie przekonywały. Nikt nie był jedynie zwykłym czarodziejem.
- A jak się pan nazywa? - spytała zatem miękko, powolnym, tanecznym krokiem okrążając drzewo, by przyjrzeć mu się z drugiej strony. Wyciągnęła też dłoń w kierunku mężczyzny, nieśmiało dotykając jego płaszcza, zanim cofnęła palce i postąpiła kilka kroków do tyłu, na oślep przemierzając zielone połacie niedużej łąki. - Ja jestem Celine - przedstawiła się i dygnęła teatralnie, posyłając w kierunku Macmillana uprzejmy, dziewczęcy uśmiech. Hipnotyzował, musiał to robić, zakażony półwilim urokiem, który sama Lovegood wykorzystywała na płci przeciwnej nieświadomie, ale... Cóż, z impetem. Czarownica założyła ręce za plecami, splatając ze sobą palce, i przechyliła głowę lekko do boku. - Chciałby pan coś ze mną zakopać? To tajemnica, nikomu nie powinnam o niej mówić, ale... - Celine urwała na moment, przygryzła dolną wargę, ciszę przerwawszy kolejnym westchnieniem. Smutnym, znienacka przygnębionym, zatrutym żałobą po kimś, kto przecież jeszcze żył. Ale był tylko duchem. Sam tak twierdził. - Proszę? Byłoby mi łatwiej, jeśli zechciałby pan zrobić to ze mną - wyznała. On, nieznajomy, poszkodowany małą kradzieżą, kompletnie anonimowy i nieświadomy, że każdy wyjawiony jej sekret mógłby okazać się jego własną zgubą. Półwila sięgnęła wówczas do kieszeni i wyciągnęła z niej pomięte listy. Było ich kilka, niektóre miejscami mocniej pogniecione czy nawet podarte, z atramentem rozmazanym zaschniętymi już łzami. Anthony nie byłby w stanie odczytać większości treści. Pożółkłe koperty nosiły ślady zapisanego imienia dziewczyny. - Muszę się ich pozbyć, zakopać głęboko w ziemi, niech mają w niej swój grób. Proszę mi pomóc...

| urok wili znów na 89 <:
rzucasz na przełamanie sugestii, jeżeli chcesz




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Jej propozycja brzmiała jak najpiękniejsza muzyka dla jego uszu. Możliwość otrzymania nowej piersiówki i to od tak pięknej damy wydawała mu się pomysłem tysiąclecia, czymś czego nie oczekiwał, ale co chętnie by przyjął, żeby nie zapomnieć o spotkaniu. Nic dziwnego, że jego poliki przybrały jeszcze bardziej intensywnego odcienia czerwieni. Potem naszło go poczucie wstydu. Głupio było oczekiwać, żeby dama dawała mu prezenty. Powinno być na odwrót. Szybko zapomniał o sentymentalnej wartości swojej kwiecistej przyjaciółki. Kto by przejmował się czymś takim w takim towarzystwie?
Nie miałbym nic przeciwko – odpowiedział mimo wszystko, przez chwilę nie potrafiąc złożyć pierwszego słowa. Potem znowu pożałował swojej decyzji. – Ale proszę się nie trudzić – dodał więc po chwili. Nie chciał, żeby martwiła się o kupienie nowej piersiówki.
Jedynym problemem było dla niego to, że od niego uciekała. Właściwie trochę go to raziło i zasmucało. Czy był aż takim potworem na pierwsze spojrzenie? Nie chciał jej przecież zrobić krzywdy. Nigdy nie zrobiłby krzywdy żadnej damie, na Merlina! Ta z kolei była tak niewinna, że gdyby nie nagła obsesja na jej punkcie, to zapytałby się czy była prawdziwa. Bez względu na wszystko, zbliżał się w jej stronę powoli, nie chcąc jej spłoszyć.
Uśmiechnął się, kiedy zdradziła mu swoje imię. Było piękne, jak wszystko, co było z nią związane. Nawet okoliczna przyroda wydawała mu się w obecnym momencie po tysiąckroć piękniejsza. Żałował jedynie, że nie zdążył złapać jej za dłoń albo choćby musnąć ją swoimi opuszkami. Byleby tylko doprowadzić do minimalnego fizycznego kontaktu, który wiele dla niego znaczył.
Może mi Pani mówić Anthony – zaproponował w odpowiedzi na jej pytanie. Chciał skrócić dystans między nimi, w nadziei, że to pomogłoby mu zbliżyć się do Celine jeszcze bardziej… ale teraz wszystko zależało od niej. Kiedy dygnęła – ukłonił się tak, jak na szlachcica przystało. Na co dzień mógł być dla wielu „barbarzyńcą”, ale w takich sytuacjach wiedział jak się zachowywać.
Nagle poczuł jeszcze większą chęć poznania jej. I jeszcze większą fascynację jej osobą. Jej pytanie brzmiało dla niego jak rozkaz, więc bez namysłu skinął głową na „tak”. Oczywiście, że dla niej zrobiłby wszystko, nawet jeżeli miało to oznaczać kopanie własnymi dłońmi.
Oczywiście – odpowiedział natychmiast. Chciał jej pomóc, a przede wszystkim ulżyć w tym, co było dla niej ciężkie do zrobienia. Jeżeli miał ją wesprzeć – był gotów. Mogła mu zdradzić wszystko, co tylko chciała. Tajemnicę rozmowy zabrałby ze sobą do grobu.
Z zainteresowaniem zerknął na listy. Czyżby miała kogoś bliskiego? Poczuł ogromny zawód, że być może było już dla niego za późno; że nie miał jak się do niej zbliżyć. Ale nie potrafił jej odmówić, nawet pomimo tego, że nie miał u niej szans. Nie mógł też niczego odczytać z papieru, a nawet gdyby mógł – nie zrobiłby tego. Było to wbrew jego zasadom.
Proszę się odsunąć – poprosił, bo nie chciał, żeby stała się jej krzywda. Wyciągnął swoją różdżkę, rozgrzał swój nadgarstek, a następnie rzucił urok w stronę ziemi, która wydawała się mu najbardziej obiecująca, jeżeli chodzi o skrytkę na cenne listy: – Deprimo.

|  idk


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

The member 'Anthony Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 10
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Kiedy tylko przystał na jej nieśmiałą propozycję, oczy Celine błysnęły absolutnym szczęściem. Cudownie - to znaczyło, że nie była już zmuszona oddawać mu piersiówki, rozstawać się ze swoim skarbem, toteż sięgnęła za pazuchę spódnicy i wydobyła z niej kwiecisty obiekt, wsuwając go potem do kieszeni. Nie sięgnąłby przecież po niego skoro zdecydował, że prezent od niej byłby dostatecznym zastępstwem za utracone dobra, prawda? Czy to w ramach podziękowań, czy może po prostu nagrody, półwila przycisnęła do jego piersi palec wskazujący, na moment przechylając się za drzewo, by dosięgnąć mężczyzny. Widziała w jego oczach potrzebę, ale nie przyrównywała jej do fizycznego pragnienia, do rozognionej miłości - a jedynie do przyjacielskiej próby upewnienia się, że oboje trwali tu zbudowani z krwi i kości. W czasach wojny nic nie było już pewne.
- Och, ale to żaden trud! - zapewniła słowiczo, wyraźnie odjęta z ramion wcześniejszego zatroskania, gdy tak dywagowali na temat piersiówek. Była szczęśliwa. Trudne, pochmurne dni należało sobie osładzać, a piersiówka spoczywająca w kieszeni przydużego swetra pełniła właśnie taką rolę. Dzięki niej - i Anthony'emu - ów dzień nie będzie dla niej tak strasznym, poszarzałym koszmarem, jakim mógłby się stać. - Możemy nawet kiedyś wybrać się na Pokątną żeby wybrać ją razem, a potem przysiąść gdzieś w kawiarni. Wzięłabym farby i namalowała dla pana nowy wzór na miejscu - zaproponowała miękką melodią głosu, wciąż nieświadoma, że miała do czynienia z buntownikiem popierającym Zakon Feniksa. Tak właściwie Celine nie byłaby pewna, czy faktycznie by jej to przeszkadzało... Słyszała wspominki o Connaught Square i rozpalaniu światła w ciemności, słowa tej kobiety nie były jej obojętne, może nawet miała trochę racji, ale... Ale przebywanie u Blacków skutecznie ukracało takie rozmyślania. Lovegood nie rozumiała wojny. Nie chciała jedynie, by umierali na niej niewinni, dobrzy ludzie, a inni - by cierpieli katusze niesprawiedliwego ustroju, jeśli tym właśnie był teraz Londyn.
Każdy miał prawo do życia, tak czarodziej, jak i mugol.
- Po prostu Anthony? To bardzo ładne imię - przyznała z uśmiechem, pasowało do niego, szczególnie wtedy, gdy ukłonił się w odpowiedzi na jej dygnięcie. Było w nim o wiele więcej gracji wyuczonego gestu, ale to nic - jej savoir vivre piął się w górę każdego dnia, trenowała, a baletnicze przygotowanie pomagało w poruszaniu się z powabem i zwinnością, jakich wymagał tradycyjny ukłon. - Miałam kiedyś przyjaciela Anthony'ego, jeszcze za czasów szkoły. Był bardzo uzdolnionym prozaikiem, wie pan, pisał baśnie - i pozostał we Francji po ukończeniu Beauxbatons, lecz o tym Celine już nie wspomniała. To przecież bez znaczenia.
Zgoda sprawiła, że jej oczy na moment zalśniły się wdzięcznymi łezkami wzruszenia, lecz Lovegood pozbyła się ich szybko, zatapiając je w rękawach swetra. Ostatnimi czasy wątpiła w ludzką dobroć, bezinteresowną, szczerą i ciepłą, ale on... Chciał jej pomóc, brodzić w ziemi, pomimo tego, że najpierw odmówiła oddania mu piersiówki, a potem uwikłała w swoje sprawunki mimo płynących godzin popołudnia. Posępny uśmiech znów pojawił się na jej twarzy, poruszony, urzeczony.
- Bardzo dziękuję. One... Nie mogą już ze mną zostać, szukają ich źli ludzie - szepnęła; Cornelius Sallow w jej wspomnieniach odnalazł jedynie zalążek góry lodowej. Bywało, że ojciec szyfrem instruował w jaki sposób powinna wydostać się z Londynu, kogo odnaleźć i do jakich ludzi się przyłączyć, by pozostać bezpieczną, ale po wydarzeniach z Parszywego Celine nie chciała już tego pamiętać. Dlatego z nadzieją utkwiła wzrok w miejscu, w które Anthony wycelował różdżką, lecz gdy ze szpica uleciało zaledwie kilka bladych iskierek, powróciła do niego spojrzeniem, patrząc spod lekko zmarszczonych, skonsternowanych brwi. - To tak miało być, panie Anthony...?




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Nie sięgnąłby ani pod spódnicę, ani za jej pazuchę, nawet gdyby miała tam nie wiadomo co. To byłoby niemoralne i nie przystałoby komuś takiemu jak on. Nie był szarlatanem ani jaskiniowcem, żeby tak robić. Szanował płeć przeciwną. Owszem, miał chęć wyściskać ją jak najmocniej, ale wszystko zależało od tego czy ona nie miałaby nic przeciwko. Nigdy nie zmusiłby żadnej damy do kontaktu wbrew woli.
Choć z początku starał się zatrzymać przy sobie drogocenną zdobycz, to teraz nie zależało mu na niej, jeżeli miała uszczęśliwić dziewczynę. Jeżeli jego poliki kolorem przypominały dojrzałego pomidora, to teraz cały się zaczerwienił. Nie oczekiwał niczego w zamian i być może dlatego wywoływało to takie reakcje. Zaproponowanie przez nią namalowania własnoręcznego kwiecistego motywu było tym, co uznawał za wyjątkowy trud, nawet jeżeli ona temu zaprzeczała. Zmartwiło go jednak to, co powiedziała o Pokątnej. Nie mógł się tam teraz pojawić, ani w najbliższym czasie. Nie tak po prostu. Nie chciał jej zawieść swoją odpowiedzią. Uważnie dobierał słowa w myślach, aż w końcu przemówił:
Kiedyś – i uśmiechnął się szeroko, próbując ukryć to, że był przygnębiony. Kto wie kiedy. Może po wojnie, kiedy miało być lepiej. – Chętnie, byłbym zaszczycony.
Przytaknął jej, kiedy powtórzyła, ale zaraz poczuł się odrobinę zazdrosny, kiedy wspomniała jakiegoś dawnego przyjaciela. Czy w ogóle powinien odczuwać coś takiego jak zazdrość i to tak nagle? Być może nie, ale mimo wszystko nie mógł się powstrzymać. Spoważniał natychmiast. Przytaknął jej jedynie, bo nie wiedział co odpowiedzieć, a nie chciał urazić ani jej, ani jej znajomości. Ale… nie miał zamiaru słuchać o innych mężczyznach z ust takiej ślicznej panny.
Właściwie… zaczął się zastanawiać czy listy nie były aby czasem od prozaika, o których mówiła… ale nim zaczął ponownie odczuwać drobną zazdrość – zmartwił się. Celine wspominała o złych ludziach, a to natychmiast wzbudziło jego uwagę.
Źli ludzie? – Powtórzył niepewnie, zmartwiony tym, że mogła być w niebezpieczeństwie. – Potrzebujesz pomocy?
A potem przystąpił do działania. Miał przy pomocy uroku stworzyć dziurę wystarczającą do zakopania listów dziewczyny. Jego różdżka jednak nie posłuchała go… albo on zbyt długo przyglądał się nowopoznanej osobie? Spalił się ze wstydu niemal natychmiast, a tym bardziej, kiedy z jej ust padło pytanie. Wyszedł na idiotę, który nie potrafił rzucić jednego prostego zaklęcia. – J-ja… – z nerwów zaczął się jąkać. – Zaraz to poprawię – wyjaśnił jej. – Deprimo – powtórzył raz jeszcze, ponownie celując w ziemię. Tym razem bardziej skupił się na rzucanym uroku i ruchu różdżką.
Udało się. Nie miał czego się wstydzić. Potężny wiatr natychmiast wydobył się z krańca różdżki i wytworzył wystarczający dołek w ziemi. Głębi na tyle, żeby móc w nim zakopać cenny skarb Celine. Natychmiast złożył w niej wszystkie listy, które wręczyła mu kobieta i to tak, żeby znalazły się jak najgłębiej. Za tym zaczął zgarniać ziemię wokół, żeby zasypać dół. Robił to ręcznie, bo nie wiedział jak inaczej miał to zrobić.
Ostatecznie skończył z brudną koszulą i dłońmi, ale wcale mu to nie przeszkadzało. To było nic wobec możliwości pomocy dziewczynie.

Deprimo


Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга уздисати
Anthony Macmillan
Anthony Macmillan
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 31/32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Обійми мене, обійми мене, обійми
Так лагідно і не пускай,
Обійми мене, обійми мене, обійми
Твоя весна прийде нехай
OPCM : 18
UROKI : 25
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej
Trakt kolejowy - Page 15 4d6424bb796c4f2e713915b83cd7690217932357
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan

Powrót do góry Go down

Strona 15 z 17 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Trakt kolejowy

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach