Wydarzenia


Ekipa forum
Wzgórze
AutorWiadomość
Wzgórze [odnośnik]30.05.18 17:56
First topic message reminder :

Wzgórze

Znajdujące się tuż przy brzegu morza wzgórze stanowi doskonały punkt widokowy. Nieporośnięte drzewami, wystawione na działanie mocnego, nadmorskiego wiatru, pozwala na obejrzenie terenu Festiwalu Miłości z góry. Przez pierwsze trzy dni sierpnia na szczycie wzniesienia stoi Wiklinowy Mag: kilkunastometrowy drewniany posąg czarodzieja. Zostaje on magicznie ożywiony oraz podpalony trzeciego dnia Festiwalu, przyciągając śmiałków chcących zademonstrować swoją odwagę. Gdy opadają popioły, wzgórze staje się miejscem spacerów zakochanych - gwarantuje ono intymną atmosferę, ciszę oraz niezapomniane widoki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze - Page 39 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wzgórze [odnośnik]19.04.24 15:52
Z uwagą obserwował jak Sue ostrożnie ujmuje w palce jedno toksycznych żyjątek. Wahał się przez krótką chwilę — lękając się nie tyle trucizny, co tego, że jego niewłaściwy gest i potencjalne ukąszenie (one w ogóle kąsały?) mogłyby zmarnować ich cenny czas i zasoby — ale zauważył, że stworzonko wydawało się wdzięczne za bycie wpuszczonym do wody. Po drugim razie podchwycił już sposób, w jaki Sue je łapała i odważył się zrobić to samo. Dołączył do Artemisa i pomógł Sue oczyścić rybę ze stworzonek, starając się (w miarę możliwości) słuchać jednym uchem rozmów reszty grupy o logistyce solenia. Oczy rozbłysły mu z ulgą, gdy potwierdzili możliwość uwędzenia ryby.
- Tygodniami — byłoby wspaniale. - mruknął. - Lepszy ze mnie budowniczy niż kucharz - zażartował, ani w tym ani w tym nie był świetny, ale wraz z Hannah pomagał w pracach budowniczych w Oazie, a w najgorszym czasie na początku wojny łapał się nawet dorywczych zajęć w tartaku. - więc pomógłbym Billy'emu. Hann, nie przelewa się nam, ale mam nadmiar drewna na opał i do zimy zdążę narąbać więcej. - nie wiedział, co prawda, ile lasów na wybrzeżu Exmoor przetrwało, ale postanowił zostawić ten problem na później. - Tylko musiałabyś sama je zobaczyć. - zaoferował, choć odruchowo umknął wzrokiem. Farley doradził mu ruch na rozładowanie emocji tuż po tym, jak przemienił się w wilkołaka przy Hann. Pewnie nawet o tym nie wiedziała. Mike prostolinijnie uznał rąbanie drewna za magipsychiatryczną wytyczną i od ponad roku rozładowywał w ten sposób złość, a nosił jej w sobie sporo.
Z wdzięcznością kiwnął głową na propozycję Addy, że teleportuje się do domu — samemu nie chciał opuszczać plaży, czując się w obowiązku zostać przy rybie. Choć Tonksom się nie powodziło to od czasu wprowadzki żony mieli dostęp do nieco lepszych artykułów ze stolicy, a tsunami oszczędziło wybrzeże Exmoor w przeciwieństwie do domostw tutaj — nie miałby serca prosić mieszkańców Dorset o zapasy, więc najwyraźniej obydwoje z Addą myśleli podobnie.
- Tak, weź ze spiżarni... - zawahał się, ile tak naprawdę było im potrzebne? Nie wiedział, liczył na gospodarność żony. -... co uznasz za stosowne. Może znajdzie się też trochę warzyw - nie na tyle, by zrównoważyć smak ramory, ale wychwycił wahanie w głosie Hannah. - dla... smaku? - zaproponował. - Mogłabyś przy okazji wziąć kawałek - albo dwa - drewna z szopy, żeby Hannah oceniła czy się nadaje? - zbierając je, patrzył na to, czy dobrze się pali, a nie na to czy dobrze się z niego buduje, nie pamiętał już jakie to mogły być rodzaje drzew. - I może szybciej - zerknął na glona, pamiętając, że nawet proste zaklęcia rzucane w nadmiarze powodują zmęczenie - będzie po prostu wziąć jakieś moje płaszcze lub swetry z domu? - oddadzą, je przecież... chyba. Tak czy siak, od początku wojny było mu całkowicie obojętne w czym chodzi, a w domu wciąż walały się jakieś rzeczy z mugolskiej ciężarówki z ubraniami, którą trzy razy (sic!) uratował. Miał zamiar przekazać je potrzebującym, ale do dziś nie zabrał się do tego metodycznie. - W razie czego każdy z nas może spróbować zająć się tymi prostszymi zaklęciami. - zaproponował, bo słyszał, że Herbert rzucał już jakąś zaawansowaną inkantację i że Adda oraz Sue (która wyglądała na skupioną na rzucaniu zaklęcia) były w niej naprawdę świetne — szkoda było marnować energię najlepszych na coś, w czym mogli pomóc wszyscy gdy reszta mogła zająć się bardziej specjalistycznymi zaklęciami. Mike nie potrafił osuszyć cieczy, ale zaklęcia powiększające czy zmieniające kształt nie powinny przerosnąć jego możliwości.
- Dziękuję. - jeszcze zanim Hann odpowiedziała, zwrócił się do Vincenta z wyraźną wdzięcznością, słysząc propozycję dostarczenia ziół. Nie śmiał prosić innych wprost, ale dobrze wiedzieć, że Rineheart odciąży trochę ich spiżarkę (prze myśl przemknęło mu słodko-gorzkie wspomnienie czasów, gdy jadali razem śniadania; czy podobna przyjaźń kiedykolwiek wróci? Miał na to gorącą nadzieję, ale widział i rozumiał rezerwę niedoszłego szwagra...) i spróbował uchwycić jego kontakt wzrokowy. - Na kiedy potrzebujemy tych roślin? Najpierw zająć się kociołkami, tak? - upewnił się.
Nie widział, co dokładnie robi Herbert nad kociołkiem, ale zauważył jego mniej-niż-zadowoloną-z-efektu minę, a samemu też obawiał się niepowodzeń przy rzucaniu zaklęć, które miał opanowane mniej intuicyjnie niż swoje specjalności.
- Magicus Extremos. - mruknął cicho, chcąc wesprzeć sojuszników, ale nie zdołał wykrzesać z siebie odpowiedniej mocy. Może powinien jeszcze chwilę odpocząć albo zająć się prostszymi zaklęciami. - Za chwilę. - westchnął, jeśli ktoś to słyszał.
Widok ciężarnej Hannah patroszącej nożem gigantyczną rybę był czymś, czego nie spodziewał się ujrzeć nigdy w życiu — w normalnych okolicznościach uśmiechnąłby się bardzo szeroko i zanotował w myślach, by koniecznie streścić to Just i Billemu, ale piętrzące się tragedie nie sprzyjały rozbawieniu, choć ramora i tak jawiła się wśród nich jako ostatni przebłysk nadziei.
W międzyczasie poszukał wzrokiem kamieni - największy z nich znalazł Vincent, głaz tak spory, że mógł od razu być przetransmitowany w odpowiedniej wielkości kociołek. Michael i Artemis znaleźli kamienie średnie, ale wymagające powiększenia. Herbert miał już kociołek z terenów jarmarku.
- Cztery kotły powinny wystarczyć na początek? - upewnił się Tonks, turlając swój głaz bliżej tego Vincenta, by ustawić je w szeregu. Pomógł też, w razie potrzeby, zrobić to samo Artemisowi. -Engiorgio. - mruknął, celując w kamień. Nic. Zaklął pod nosem, ale wiatr na szczęście porwał jego (bardzo szpetne) słowo. -Acus. - spróbował od tej strony, wyobrażając sobie alchemiczny kociołek. Kamień zaczął poddawać się jego magii i zmienił w rodzaj żeliwnego kotła; wciąż nieco za małego. - Pomożecie mi to powiększyć? - zwrócił się do mężczyzn, niezadowolony. Powiedziałby, że jest wyczerpany po walce z Cieniem, ale byłoby mu głupio usprawiedliwiać się tak przed Artemisem, który stracił żebro, a Vincent był dla niego (niegdyś) jak brat. - Ale najpierw możemy przemieścić mniejsze kotły bliżej terenów jarmarku. - ponieść, użyć Libramuto, cokolwiek. - Pamiętam, że była tam studnia - nawet jeśli się zawaliła, Fontesio rzucone w tym miejscu mogłoby nam zapewnić źródło. Lenny! - zawołał do jednego z pomocników, najmłodszego - pokażesz nam, gdzie to było?

proponuję zrobić przeskok czasowy o np. 30min, który dałby postaciom czas na podjęcie kolejnych akcji! Dla usprawnienia proponuję 3-4 akcje na turę i używanie tematu "Rzuty Kością" <3

czas na odpis: środa 24.04 do 21:00 żeby poszło sprawniej (w tej turze raczej nie czekam żeby napisać przed moim wyjazdem, ale proszę o indywidualny kontakt w razie w <3 )

rzuty Michaela : (



Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Michael Tonks
Zawód : Starszy auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Żonaty
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Wilkołak
Wzgórze - Page 39 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Wzgórze [odnośnik]23.04.24 17:45
Długi wodorost posłusznie zmienił swój kształt – teraz był prostym szalikiem na tyle długim, by móc swobodnie owinąć go wokół szyi. Adda schyliła się po przedmiot, otrzepała z piasku i wycelowała różdżką w kolejne pasmo. Wiązka zaklęcia ponownie przemieniła wstęgę glonów w szalik, ale gdy podjęła się trzeciej próby, z jej różdżki sypnęło jedynie paroma iskrami. Wymowne ostrzeżenie przed osiągnięciem dna własnej mocy; najwidoczniej krótki odpoczynek na kamieniu nie wrócił jej tyle sił, ile zakładała. Adda zmarszczyła brwi – schyliła się po ostatni szalik – ostrożnie wybadała własne możliwości. Jeśli miała teleportować się do domu i przetrząsnąć spiżarnię, to teraz.
Podeszła do Michaela i wręczyła mu oba szaliki, a sugestywne spojrzenie pomknęło na moment w kierunku pracujących przy rybie chłopaków. Nie chciała, żeby przemarzli, już i tak życie im dzisiejszego dnia dokopało wystarczająco. Przeziębienie nie było nikomu potrzebne.
Postaram się wziąć jak najwięcej – obiecała solennie, w głowie już układając plan. Najpierw przetrząśnie spiżarkę, potem zajrzy pod daszek przy szopie i pozbiera pomniejsze kawałki drewna. Potem sypialnia i duża szafa. Jeśli jeden sweter zapakuje do torby, a drugi ubrałaby na siebie… może udałoby jej się jeszcze wcisnąć takim sposobem płaszcz? Chociaż nie, płaszcz miał zbyt porządny żeby ryzykować zniszczeniem materiału w rybich bebechach.
Przez chwilę przyglądała się Michaelowi nieodgadnionym spojrzeniem, ale w końcu zrezygnowała z muśnięcia jego policzka wargami. Zebrani tu Zakonnicy wiedzieli, ale była także kwestia pracujących przy rybie chłopaków, którzy może i nie mieli złych zamiarów, ale lepiej było dmuchać na zimne. Uśmiechnęła się zatem, uznając, że to im musi wystarczyć.
Wracam niebawem.
Po chwili zniknęła z cichym trzaskiem, pozostawiając po sobie aurę znajomego zapachu. Gruszki i frezje. To zawsze były gruszki i frezje.

|zt, idę tutaj i wracam w następnej kolejce!
Acus udany i nieudany


When you're not looking
I'm someone else

Adriana Tonks
Adriana Tonks
Zawód : podwójna agentka, rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
And you don't know the
consequences
of the things you say
I'll be your operator, baby
I'm in control
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 1 +2
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11438-adriana-adda-de-verley https://www.morsmordre.net/t11442-rodzynka#353850 https://www.morsmordre.net/t12085-adriana-tonks#372538 https://www.morsmordre.net/f177-somerset-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t11444-skrytka-bankowa-nr-2503#353855 https://www.morsmordre.net/t11449-adriana-de-verley#353913
Re: Wzgórze [odnośnik]25.04.24 10:11
Transmutacja miała to do siebie, że wymagała nie tylko skupienia ale również precyzji. Nie wystarczyło po prostu wypowiedzieć inkantację, należało doskonale wiedzieć jaki chciało się osiągnąć efekt. Należało mieć spokojny umysł, a w głowie Herberta kotłowało się wiele myśli, gnały niczym konie w dzikim galopie. Dlatego kiedy zaklęcie nie zadziałało poczuł lekkie rozczarowanie, ale również zrozumiał, że w tym stanie nie może rzucać tak złożonych zaklęć.
Wziął głębszy oddech ponownie skupiając się na odparowaniu wody celem pozyskania soli. Wypowiadając zaklęcie wręcz wyobraził sobie jak zachodzi ten proces.
-Siccitasio - wypowiadając inkantację poczuł wręcz jak magia zaczyna przepływać w stronę różdżki, ale zaraz wszystko przepadło. Wszystko ustało. Westchnął i przetarł czoło marszcząc przy tym brwi w lekkiej irytacji. Podniósł głowę słysząc jak żona Michalea propnuje stworzenie rękawiczek, szalików i czapek dla pracujących w zimnie. Uznał, że powinien tym się zająć, być może pójdzie mu lepiej. Porzucił na chwilę kociołek z wodą udając się na poszukiwanie wodorostów na szaliki, porzuconych koralowców na rękawiczki pięciopalczaste. Nie miał jeszcze pomysłu z czego zrobić czapki, także skupił się na tym co znalazł. Wyobraził sobie, że leżące na ziemi wodorosty to szaliki, wijące się wokół szyi, dające przyjemne ciepło.
-Acus - Ponownie nic. Czuł jak frustracja narasta, jak ma ochotę zacząć przeklinać. Zacisnął mocniej szczęki, palce na różdżce, która nie chciała dziś z nim współpracować. Zebrał wodorosty oraz koralowce i zaniósł w okolice kociołka z wodą. Nie leżało w jego naturze szybkie poddawanie się, choć ostatnio czuł jakby magia mu nie sprzyjała, jakby korzenie mugolskie ze strony ojca były silniejsze. Możliwe, że wszystko było powodem tego co się działo. Czytał kiedyś artykuł, że magia może zaburzać korzystanie z niej w codziennym życiu. Istniała szansa, że właśnie tego doświadczał.
Patrząc jak Adda wyczarowała kolejne dwa szaliki, a następnie zniknęła celem zdobycia soli nie mogł teraz się poddać.
-Siccitasio - jakoś już się nie zdziwił, że ponownie nic się nie udało. Możliwe, że zwyczajnie transmutacja była za ciężkimi zaklęciami na dzisiaj. Zmęczenie też dawało się we znaki, stawiał, że to też jest powód dlaczego nie mógł nic zrobić. Był gotów porzucić zaklęcia i pójść rozbierać rybę na części. Uznał jednak, że spróbuje ostatni raz.
-Acus - wycelował różdżkę w stronę koralowców, które po chwili zamieniły się w dwie pary rękawiczek; wełnianych i ciepłych, które miały izolować od zimna i chłodu. Odetchnął zadowolony, że tym razem jego umiejętności wreszcie na coś się przydały. Podszedł do Tonksa, aby dołożyć do szalików jego żony rękawiczki. -Będę próbować dalej pozyskać sól. - Zapewnił, ale najpierw sam musiał się czegoś napić i oczyścić głowę z natłoku myśli.

|Rzut I na Siccitasio i Acus - obydwa nieudane
|Rzu II na Siccitasio i Acus, pierwsze nieudane, drugie udane


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 18 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Wzgórze [odnośnik]12.05.24 21:52
Drobne żyjątka odczepiała od ciała ryby delikatnie, nie chcąc uczynić im krzywdy. Z lekkim uśmiechem zerknęła na brata oraz Michaela, dołączających do ratunku - była im za to wdzięczna; przywykła do tego, że nie każdy potrafił dostrzec w nieproszonych gościach osobne organizmy, ona jednak wiedziała, że w przyrodzie każdy element układanki ma znaczenie. Ledwie słyszalnie nuciła pod nosem spokojną melodię, wyobrażając sobie, że kojące nuty dotrą do rybiego ducha, który - jeśli miała trochę szczęścia - jeszcze mógł unosić się nad nimi. Jak bardzo związany był ze swoim ogromnym ciałem? Jej własne przeszył dreszcz, gdy nóż prowadzony ręką Hannah prędko przeciął skórę ramory, mimo tego nie przestawała nucić. Rozmyślania o wędzeniu, porcjowaniu i mrożeniu docierały do Sue jak przez mgłę, przyćmiewała je wyobrażeniami, tworzyła własne miraże, aby ułatwić sobie pracę i oczyścić umysł z trudnych emocji, które na nic zdawały się przy trudnych zaklęciach, tylko mącąc i gmatwając. Pragnęła skoncentrować się na tym, z czego mogła zrobić użytek, dlatego wkrótce unosiła różdżkę, skupiona na otoczeniu - jako pierwsza zauważyła skuteczność własnego czaru, odczuła niezwykłą moc, z jaką połączyła się jej własna - jakby samo stworzenie czuwało nad losem ludzi, dla których zostało poświęcone. Kto wie, może i sama strawa będzie bardziej odżywcza? Sue nie drgnęła, nie pozwoliła sobie na rozproszenie rozległym zasięgiem magii, zamiast tego kiwnęła powoli głową i starała się wyczuć najdrobniejsze niuanse, z rozsądkiem podeszła do kwestii nagłych zmian temperatury. Obniżała ją stopniowo, bardzo powoli, najpierw oceniając, jak magia drży pod palcami. Uśmiechem podziękowała Herbertowi i Adrianie, od których usłyszała słowa pochwały - sama była z siebie dumna, choć uczucie to nieco tłumiły okoliczności. W transmutacji czuła się, jak ryba w wodzie (albo nad wodą, należało teraz zweryfikować to pojęcie) i takie sukcesy cieszyły ją, lecz nie zaskakiwały.
- Będę obniżać temperaturę bardzo powoli - poinformowała wszystkich spokojnym głosem, myśląc dokładnie o tym samym, co Adda - o uchronieniu pracujących przed wychłodzeniem. Na szczęście Tonksowie natychmiast zajęli się tematem, dlatego na ten moment Sue postanowiła nie zawracać sobie głowy kombinowaniem szalików i transmutowaniem głazów, a zadbaniem o bezpieczne doprowadzenie do temperatury bliskiej zera - bardzo, bardzo powolne. W międzyczasie usłyszała słowa Vincenta, wspominającego o transporcie, lecz i to rozmyślanie postanowiła odłożyć na później. Na ten moment do głowy wpadło jej tylko, że całkiem przydatne mogły się tu okazać konie i wozy, lecz zwierzęta po chaotycznej nocy mogły być spanikowane. Miała nadzieję, że ratujący siebie ludzie zdołali o nich pomyśleć...

| powoli zmniejszam temperaturę wokół ryby, utrzymuję zaklęcie jeszcze przez cały czas trwania obecnej kolejki i pewnie część kolejnej


how would you feel
if you were the sunset
sailing alone
behind the mountains?
how would you feel
if you were the sunrise
woke up at dawn
once in a lifetime?



Susanne Lovegood
Susanne Lovegood
Zawód : pracownica rezerwatu znikaczy
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna

I will be your warrior
I will be your lamb


OPCM : 20 +8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 31 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Wzgórze - Page 39 JkJQ6kE
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4789-susanne-echo-lovegood https://www.morsmordre.net/t5182-deszczowa-sowa#113703 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f304-dolina-godryka-rudera https://www.morsmordre.net/t5129-szuflada-sue#111192 https://www.morsmordre.net/t5133-susanne-echo-lovegood#111350

Strona 39 z 39 Previous  1 ... 21 ... 37, 38, 39

Wzgórze
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach